Strona główna » Obyczajowe i romanse » Dreszczyk pożądania

Dreszczyk pożądania

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-2203-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Dreszczyk pożądania

„Olivia uniosła kieliszek i powtórzyła toast. Xander patrzył na nią znad brzegu kieliszka. Jej rysy były delikatne, pełne wargi wiele mówiły o jej apetycie. Miał chęć się pochylić i znów je pocałować. I znów sobie przypomniał, że najlepsze rzeczy trzeba smakować powoli”...

Polecane książki

Przepisy ustawy odmiennie regulują sposób i miejsce publikacji ogłoszeń o zamówieniu w zależności od wartości danego zamówienia. Ustawa daje również możliwość publikacji ogłoszenia, w przypadku kiedy nie jest to wymagane prawem. Natomiast sposób, w jaki zamawiający sporządzi specyfikację istotnych w...
Akcja utworu rozgrywa się od 1775 roku aż do rewolucji francuskiej. Opowiada o losach Francuza Karola Darnaya i Anglika Sydneya Cartona, na tle dwóch miast – Paryża i Londynu. Jarvis Lorry i Łucja Manette przybywają z Anglii do Francji, aby uwolnić uwięzionego w Bastylii doktora Mane...
„Czas na biznes“ to seria mini-poradników dla rozważających założenie własnej działalności w konkretnej branży. Poznaj charakterystykę rynku i konkurencję w sektorze, który najbardziej Cię interesuje. Dowiedz się jakiej kadry potrzebujesz, w co musisz wyposażyć lokal, a co najważniejsze – ile to ws...
Niniejsza książka jest zapisem doświadczeń, refleksji, spostrzeżeń, przygód i najcenniejszych lekcji autora jakie otrzymał w podróży na przestrzeni ostatnich ośmiu lat. Są to historie o niezwykłych ludziach. Każda z nich opowiada o jednym bohaterze oraz kraju, w którym został spotkany. Te wyjątkowe ...
  Bruno Schulz (1892-1942) to polski prozaik, pisarz, rysownik i krytyk literacki o żydowskich korzeniach. W oczach krytyki – zarówno polskiej jak i światowej – uznawany jest za jednego z najbardziej oryginalnych twórców XX wieku. Jego opowiadania charakteryzują się niezwykłym, surrealistycznym klim...
Książka ta przedstawia związki innowacyjności ze zdobywaniem trwałych przewag konkurencyjnych na światowym rynku globalnym. Zawiera diagnozę stanu innowacyjności polskiej gospodarki na tle krajów OECD. Autor koncentruje uwagę zwłaszcza na innowacyjności technologicznej – produktowej i procesowej. P...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Yvonne Lindsay

Yvonne LindsayDreszczyk pożądania

Tłumaczenie

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Olivia nie znosiła szpitali.

Na języku czuła drażniący cierpki smak. Gdy tylko przekroczyła próg szpitala i na tablicy informacyjnej zaczęła szukać właściwego oddziału, napłynęły budzące lęk wspomnienia.

Ostatnia rzecz, jakiej potrzebowała, to spotkanie z mężem, z którym żyła w separacji, nawet jeżeli prosił o wizytę. Dwa lata temu Xander dokonał wyboru, wyprowadzając się z ich domu, a ona od tej pory nieźle sobie radziła. Nieźle. Tak, wspaniały eufemizm ilustrujący jej paranoję, brak poczucia bezpieczeństwa, neurozę i nadwrażliwość. Bo tak właściwie można opisać jej stan.

I chociaż wcale nie musiała pojawiać się w szpitalu, to mimo wszystko przyszła.

Po dźwięcznym sygnale drzwi windy otworzyły się. Olivia zwalczyła chęć, by się odwrócić na pięcie i uciec. Z rozmysłem wsiadła jednak i nacisnęła przycisk piętra, na które chciała się dostać.

„Chcieć”. Słowo tak bliskie „pragnąć”. Zbiór przepełnionych znaczeniem liter. W określonym kontekście dwojga ludzi, z których każdy podąża w swoją, przeciwną niż druga osoba stronę, posiadają niezwykłą siłę. Olivia już poradziła sobie z bólem porzucenia, ze stratami, które niemal ją obezwładniły.

Tak w każdym razie myślała do momentu, gdy tego ranka telefon wyrwał ją ze snu.

Mocniej ścisnęła pasek torebki. Nie musi widzieć się z Xanderem, jeśli nie ma na to ochoty, nawet jeżeli, wybudziwszy się z sześciotygodniowej śpiączki, domagał się, by ją zobaczyć. Domagał się, to w jego stylu. Trudno od niego oczekiwać takich subtelności jak uprzejma prośba. Olivia westchnęła, a gdy drzwi windy się otworzyły, wysiadła i zatrzymała się przy recepcji.

– W czym mogę pomóc? – spytała pielęgniarka z plikiem kart pacjentów.

– Czy doktor Thomas jest wolny? Oczekuje mnie.

– Och, pani Jackson, tak? Proszę za mną.

Pielęgniarka wskazała jej dość nijaką poczekalnię, powiedziała, że lekarz zaraz przyjdzie, po czym wyszła.

Olivia krążyła po pomieszczeniu, nie mogąc usiedzieć w miejscu. Trzy kroki w jedną stronę, trzy z powrotem. Poczekalnie powinny być większe, pomyślała sfrustrowana. Słysząc otwierające się za jej plecami drzwi, odwróciła się. Uznała, że to lekarz, choć mężczyzna wyglądał zbyt młodo jak na specjalistę neurologa.

– Pani Jackson, dziękuję, że pani przyszła.

Kiwnęła głową i ujęła jego wyciągniętą rękę, zauważając, jak bardzo różnią się ich dłonie: jego jest czysta, ciepła i sucha, jej pobrudzona farbą i tak zimna, że zaczęła się zastanawiać, czy krążenie się zatrzymało.

– Powiedział pan, że Xander miał wypadek?

– Tak, stracił panowanie nad kierownicą na mokrej drodze. Uderzył w słup elektryczny. Kiedy wybudził się ze śpiączki, został przeniesiony z intensywnej opieki na normalny oddział.

– Poinformowano mnie, że wypadek miał miejsce sześć tygodni temu. Długo był w śpiączce, prawda?

– Tak. W ciągu kilku ostatnich dni pojawiły się obiecujące oznaki przytomności. Minionej nocy obudził się na dobre i od razu spytał o panią. Personel był zaskoczony. Na liście najbliższych osób znajdowała się tylko jego matka.

Olivia ciężko opadła na krzesło. Xander o nią pytał? W dniu, kiedy ją opuścił, oznajmił, że nie mają sobie nic więcej do powiedzenia.

Czy mówią teraz o tym samym człowieku?

– Nie… rozumiem – wykrztusiła w końcu.

– Pan Jackson cierpi na pourazową amnezję. To nic nadzwyczajnego. Prawdę mówiąc, mniej niż trzy procent pacjentów po urazie mózgu nie doświadcza utraty pamięci.

– A on nie należy do tych trzech procent.

Lekarz przytaknął.

– Osoby z amnezją pourazową są zagubione i zdezorientowane, mają zwykle problem z pamięcią krótkotrwałą. W przypadku pana Jacksona jest inaczej, mamy do czynienia z częściową utratą pamięci długotrwałej. Domyślam się, że nie wiedziała pani o jego wypadku?

– Rzadko widuję osoby, które są z nim w stałym kontakcie, nigdy nie byłam blisko z jego matką. Nie dziwi mnie, że nikt mnie nie powiadomił. Nie widziałam Xandera od dwóch lat. Czekamy, aż sąd wyznaczy datę sprawy rozwodowej.

Nie była w stanie mówić o tym bez goryczy.

– Ach tak. W takim razie mamy problem.

– Problem?

– Mam na myśli jego wyjście.

– Nie rozumiem. – Olivia ściągnęła brwi.

– On mieszka sam, tak?

– O ile się orientuję, tak.

– A wydaje mu się, że wróci do domu, do pani.

Olivia zamarła.

– Co?

– Wydaje mu się, że jesteście razem, dlatego o panią pytał. Jego pierwsze słowa po przebudzeniu brzmiały: Proszę powiedzieć żonie, że nic mi nie jest.

Doktor Thomas zaczął tłumaczyć Olivii charakter obrażeń Xandera, lecz jego słowa na temat utraty fizycznej formy na skutek śpiączki oraz trudności z pamięcią ledwie do niej docierały. Myślała tylko o tym, że po tak długim czasie mężczyzna, który się z nią rozstał, właśnie do niej chce wrócić.

– Przepraszam – przerwała lekarzowi. – Ile właściwie Xander pamięta?

– O ile mogłem się zorientować, jego ostatnie wyraźne wspomnienie pochodzi sprzed sześciu lat.

– Byliśmy wtedy tuż po ślubie – oznajmiła.

Czyli Xander nie pamięta nic na temat remontu pochodzącego z końca XIX wieku domu z widokiem na Cheltenham Beach ani narodzin ich syna pięć lat później.

Ani śmierci Parkera, gdy ledwie skończył trzy lata.

Z trudem znajdowała słowa, by zadać kolejne pytanie.

– Czy on… czy… odzyska pamięć?

Lekarz wzruszył ramionami.

– Możliwe. Możliwe też, że nigdy nie przypomni sobie tamtych lat, albo przypomni je sobie częściowo.

Olivia przez chwilę siedziała w milczeniu. Potem wzięła głęboki oddech. Musi to zrobić.

– Mogę go teraz zobaczyć?

– Oczywiście. Proszę ze mną.

Lekarz zaprowadził Olivię do dużego pokoju z czterema łóżkami, choć tylko jedno, przy oknie, było zajęte. Olivia starała się opanować emocje. Znów ujrzy mężczyznę, któremu przysięgała wierność, którego kochała ponad życie i wierzyła, że on odwzajemnia to uczucie. Gdy wreszcie zobaczyła znajomą twarz, a w niej twarz małego Parkera, serce zabiło jej mocniej.

Ojciec i syn byli podobni jak dwie krople wody. Mimowolnie pomasowała klatkę piersiową, tam gdzie znajdowało się serce.

– Śpi, ale pewnie wkrótce się obudzi – rzekł lekarz, zerknąwszy do karty Xandera. – Może pani przy nim usiąść.

– Dziękuję – odparła, siadając na krześle przy łóżku, tyłem do okna i słońca rozświetlającego port w oddali.

Powiodła wzrokiem po nieruchomej postaci leżącej pod cienką kołdrą. Zaczęła od stóp, aż dotarła do twarzy. Xander stracił na wadze, wydawał się wątły i kruchy. Brodę pokrywał mu lekki zarost, włosy domagały się fryzjera.

Współczuła mu. Xander przywykł do działania i podejmowania decyzji. Był raczej motorem niż przedmiotem działań. W innej sytuacji leżenie w szpitalnym łóżku doprowadziłoby go do szału.

Nagle podniósł powieki i przeszył ją spojrzeniem szarych oczu. Widziała, że ją poznał, uśmiechnął się, jego oczy zalśniły szczerą radością. Poczuła jakąś więź z tym człowiekiem, jakby ta więź nigdy nie zerwała się na skutek okoliczności, które wymknęły się spod ich kontroli.

Uśmiechnęła się automatycznie.

Kiedy ostatnio widziała jego uśmiech? Dawno temu. Tęskniła za nim. Tęskniła za Xanderem. Przez dwa samotne lata wmawiała sobie, że odkochanie się jest równie proste, jak zakochanie się, jeśli tylko człowiek się postara. Okłamywała się.

Nie można schować głowy w piasek i udawać, że ktoś nie jest najważniejszą osobą w naszym życiu.

– Livvy? – Xander odezwał się chrapliwym głosem.

– To ja – odparła. – Jestem tutaj.

Oczy jej wypełniły się łzami. Gardło miała ściśnięte. Wzięła go za rękę. Łzy popłynęły po policzkach. Xander westchnął i zamknął oczy. Dopiero po kilku sekundach się odezwał:

– To dobrze.

Olivia zdusiła płacz. Stojący po drugiej stronie łóżka doktor Thomas odchrząknął.

– Xander?

– Proszę się nie martwić, on znów śpi. Niedługo pojawi się pielęgniarka, zbada go. Pewnie przebudzi się ponownie. Teraz, jeśli pani pozwoli…

– Tak, oczywiście. Dziękuję.

Ledwie zauważyła wyjście lekarza czy powrót do pokoju szurającego nogami drugiego pacjenta z chodzikiem i fizjoterapeutą.

Skupiła się na leżącym przed nią mężczyźnie, na oddechu, który unosił jego pierś. Jej myśli krążyły jak szalone, aż w końcu sobie uświadomiła, że Xander mógł zginąć w wypadku, a ona nawet by o tym nie wiedziała. Nie miałaby okazji, by błagać go o drugą szansę.

Ale Xander nie zginął. Za to zapomniał, że w pewnym momencie życia się rozstali.

Ich palce pozostawały splecione, jakby była jego kotwicą. Pochyliła się i delikatnie przyłożyła jego dłoń do policzka. Dłoń Xandera była ciepła. A jej? Miała nadzieję, że wciąż żyła. Prawdę mówiąc, pragnęła go tak mocno jak zawsze. Gdzieś w głębi duszy poczuła iskierkę nadziei. Czy utrata pamięci przez Xandera da im tę drugą szansę, której wcześniej tak stanowczo odmawiał?

W tym momencie wiedziała, że zrobi wszystko, by go odzyskać.

Czy posunie się nawet do udawania, że ich dawne problemy nie istniały?

Odpowiedź, której sama sobie udzieliła, powinna ją zszokować, a jednak tak nie było.

Owszem, nawet do tego się posunie.

ROZDZIAŁ DRUGI

Weszła do domu, zamknęła drzwi i oparła się o nie z westchnieniem. W ciele czuła napięcie. Plecy miała sztywne, ramiona odrętwiałe, ból głowy, który ją dopadł w drodze ze szpitala, narastał.

Na Boga, co ona zrobiła?

Czy pozwalając Xanderowi wierzyć, że wciąż są szczęśliwym małżeństwem, okłamała go? To nie może chyba być kłamstwo, skoro on w to wierzy, a ona nigdy nie przestała tego pragnąć?

Nie da się cofnąć czasu. Nie da się zrobić na nowo tego, co zrobiło się pięć minut wcześniej, więc co dopiero mówić o czymś, co wydarzyło się przed dwoma laty. A jednak można zacząć od nowa, i to właśnie zamierzała zrobić.

Wykorzystanie amnezji Xandera może nie jest do końca etyczne. Olivia zdawała sobie sprawę z tego, że sporo ryzykuje. W każdej chwili Xander może odzyskać pamięć, a z nią niechęć do rozmów o ich problemach.

Jeśli jednak istnieje najmniejsza szansa, że znów będą szczęśliwi, musi z niej skorzystać.

Odsunęła się od drzwi i ruszyła do dużej kuchni, którą z taką radością remontowali, wprowadziwszy się do tego piętrowego domu tydzień po ślubie.

Automatycznie wykonywała rutynowe czynności, nastawiła czajnik z wodą. Miała nadzieję, że herbata rumiankowa złagodzi ból głowy.

Ale co złagodzi dręczące ją poczucie winy?

Kiedy była obolała po śmierci Parkera, przepełniona wyrzutami sumienia, chyba łatwiej było jej pozwolić Xanderowi odejść, niż walczyć o ich małżeństwo – walczyć o niego, do diabła. Zarzucała mu, że się od niej emocjonalnie odsunął, ale czy ona nie postępowała tak samo? Potem, gdy zobaczyła, co straciła, było już za późno. Xander nie chciał rozmawiać o ugodzie czy terapii. Jakby wymazał ją ze swego życia.

To wciąż bolało, choć czas pozwolił jej spojrzeć na dawne wydarzenia z pewnej perspektywy. Otworzył jej oczy na błędy, których już by nie powtórzyła, na jej wkład w rozpad ich małżeństwa.

Gwizdek czajnika przerwał jej myśli. Nalała wrzątek do czajniczka i z szafki ze szklanym frontem, gdzie trzymała kolekcję porcelany, wyjęła ulubioną filiżankę. Postawiła wszystko na tacy i wyszła na taras.

Usiadła na leżaku. Skąpana w słońcu letniego wieczoru zamknęła oczy i przez chwilę słuchała otaczających ją dźwięków. Poza odległym szumem samochodów słyszała dzieci bawiące się na podwórkach. Ten dźwięk, zawsze słodko-gorzki, przypominał, że niezależnie od jej tragedii życie toczy się normalnym rytmem. Podniosła powieki i ze zdumieniem poczuła łzy. Potrząsnęła głową. Nalała herbatę do filiżanki, z której uniosła się delikatna woń rumianku. W rytuale parzenia i picia herbaty było coś nadzwyczaj kojącego.

To jeden ze zwyczajów, jakich nabrała, kiedy czuła się, jakby straciła wszystko – także rozum.

Uniosła filiżankę i wypiła mały łyk gorącego płynu, smakując go i myśląc o swojej decyzji. Czuła ciężar ryzyka, które podjęła. Tyle rzeczy może się nie powieść. Co prawda Xandera czeka długa droga do odzyskania zdrowia i sprawności, wiele dni, jeśli nie tygodni, nim opuści szpital. Musi nauczyć się chodzić bez pomocy, zanim zostanie wypisany do domu.

Dom.

Olivię przeszedł dreszcz. To nie był dom, w którym Xander mieszkał przez ostatnie dwa lata, lecz dom, który razem kupili i przez pierwszy rok małżeństwa z entuzjazmem remontowali. Dzięki Bogu nie sprzedała go, postanowiła mieszkać w nim ze wspomnieniami.

Do pewnego stopnia zaakceptowała koniec swojego małżeństwa, jednak nie przestała kochać Xandera. Nie poradziła sobie z tą miłością. Po wyjściu Xandera ze szpitala czeka ich nowy początek, tak jak po ślubie. A jeśli Xander kiedyś odzyska pamięć, może szczęśliwsze wspomnienia przykryją gorycz, która ich rozdzieliła.

Oczywiście, jeśli odzyska pamięć przed powrotem do dawnego domu, pewnie stracą szansę na odbudowanie związku. Jednak postanowiła zaryzykować. Później będzie się mierzyć ze światem Xandera. Światem, w którym pracował i prowadził życie towarzyskie, a który już nie był jej światem. Na początku nie będzie trudno zachować dystansu w stosunkach z przyjaciółmi i kolegami Xandera. Jakoś nie zauważyła na szafce przy szpitalnym łóżku licznych kartek z życzeniami zdrowia ani kwiatów. Leżała tam tylko jedna kartka podpisana przez współpracowników Xandera z banku inwestycyjnego. Kiedy Xander wydobrzeje na tyle, by wrócić do pracy, wtedy… Cóż, wtedy zajmie się tym problemem.

Lekarze stwierdzili, że co najmniej przez miesiąc Xander powinien odpoczywać, a niewykluczone, że ten okres potrwa dłużej, zależnie od postępów terapii. W szpitalu tylko rodzina ma prawo go odwiedzać, co oznacza okazjonalne wizyty jego matki, która mieszka dość daleko. Nikt nie dowie się niczego poza minimum informacji, jakich może udzielić szpital. Olivia postanowiła, że za kilka dni zadzwoni do jednego z kolegów Xandera z pracy, by zniechęcić potencjalnych gości.

Ogarnęły ją wyrzuty sumienia. Przyjaciele Xandera mają prawo do informacji na temat stanu jego zdrowia i niewątpliwie zechcą go odwiedzić. Ale jedno nieuważne słowo mogłoby wywołać więcej pytań, niż chciałaby usłyszeć. Nie odważy się aż tak zaryzykować.

Amnezja Xandera dała jej niespodziewaną szansę. Zamierzała powalczyć o męża. Musi wierzyć, że uda jej się odbudować łączącą ich niegdyś więź. Fakt, że Xander po przebudzeniu ze śpiączki pytał właśnie o nią, najwyraźniej w niej zakochany, dodawał jej odwagi. Liczyła, że tym razem będą mieli resztę życia, by przeżyć je w szczęściu.

Chyba po raz setny tego ranka spojrzał na drzwi pokoju. Olivia powinna już się pojawić. Po gorączkowej dyskusji z doktorem Thomasem na temat wyjazdu do ośrodka rehabilitacyjnego, którą Xander zakończył stanowczą odmową, lekarz w końcu się ugiął i pozwolił mu nazajutrz wyjść do domu. A może nawet jeszcze tego dnia po południu.

Sięgnął po komórkę, którą zostawiła mu Olivia. Jego telefon, podobnie jak laptop, podczas wypadku uległy zniszczeniu. Chciał zadzwonić do Olivii z prośbą, by przyniosła mu coś do ubrania, a tymczasem Olivia nie odbierała telefonu.

Jeżeli okaże się to konieczne, wróci do domu w piżamie. Nie mógł się doczekać, kiedy opuści szpital. Lubił sobie wyobrażać, że przez szpitalne okno widzi ich dom: zielony dach z blachy falistej. Czuł wtedy łączność z Olivią, kiedy nie było jej u jego boku.

Minęły trzy tygodnie, odkąd się obudził, a wciąż pamiętał moment, gdy ją zobaczył. Zatroskanie na jej nadzwyczaj pięknej twarzy. Pragnął zapewnić ją, że wszystko będzie dobrze. Sen go zmorzył, nim zdążył zrobić coś więcej niż uśmiechnąć się do Olivii. Przeklął w duchu. Nie dość, że przez uraz głowy z jego pamięci uleciało sześć minionych lat, to jeszcze był słaby jak niemowlę. Nie potrafił ułożyć sensownego zdania. Terapeuci powtarzali mu, że świetnie sobie radzi, że widzą wyraźne postępy, ale to nie było dość. Nigdy nie będzie dość, dopóki nie odzyska pamięci i nie stanie się tym człowiekiem, którym był przed wypadkiem.

Nie mógł się doczekać, aż znajdzie się w domu. Może znajome otoczenie przyspieszy rekonwalescencję. Wyjrzał przez okno i widząc swoje odbicie w szybie, uśmiechnął się krzywo. Jedno przynajmniej się nie zmieniło: zawsze był taki niecierpliwy.

Nagle poczuł, że ktoś wchodzi do pokoju. Odwrócił się i uśmiechnął. W drzwiach stała Olivia. Wróciło poczucie, że wszystko jest w porządku.

– Wyglądasz na zadowolonego. – Podeszła i pocałowała go w policzek.

Jej dotyk był lekki jak muśnięcie skrzydeł motyla, mimo to obudził w nim pragnienie czegoś więcej. Nie był u szczytu swoich fizycznych możliwości, ale gdzieś pod powierzchnią tliło się pożądanie. Ich seksualna relacja zawsze była bardzo satysfakcjonująca, nie mógł się doczekać, by do niej wrócić.

Zaśmiał się w duchu. Znów ta niecierpliwość. Powoli, nie wszystko naraz.

Spuścił nogi z łóżka.

– Jest szansa, że dzisiaj wypiszą mnie do domu. Próbowałem cię złapać, dzwoniłem, ale…

– Dzisiaj? Naprawdę?

Czy mu się wydawało, że jej uśmiech był wymuszony? Natychmiast zdusił tę myśl. To jasne, że się ucieszyła. Czemu miałoby być inaczej?

– Doktor Thomas chce tylko zrobić ostatnie badania. Jeśli będzie zadowolony z wyników, pozwoli mi wyjść po południu.

– To wspaniała wiadomość – odrzekła Olivia. – Pojadę szybko do domu i przywiozę ci jakieś rzeczy.

Xander chwycił jej dłoń.

– Dopiero przyszłaś. Nie idź jeszcze.

Zacisnął palce na jej dłoni, uniósł ją i ucałował. Olivię przeszedł lekki dreszcz. Jej źrenice się powiększyły, policzki nieco poczerwieniały.

– Tęskniłem za tobą – rzekł, a potem przyjrzał się jej dłoni. Dojrzał na niej ślady farby. Uśmiechnął się.

– Widzę, że wciąż malujesz. Dobrze wiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniły.

Olivia przygryzła wargę i odwróciła głowę, zdążył jednak dostrzec odbite w jej oczach emocje.

– Livvy?

– Tak?

– Wszystko w porządku?

– Jasne. Martwię się tylko, że będę musiała wieźć cię w tym stroju do domu – odparła żartobliwie, uwalniając rękę i wskazała na jego piżamę w paski. – Tak, maluję. Mam to we krwi i to się nie zmieni.

Zaśmiał się, tak jak chciała, słysząc te słowa powtarzane już tysiące razy.

– Dobrze, to lepiej idź. Ale wracaj szybko, okej?

– Oczywiście. Najszybciej jak się da. – Pocałowała go w czoło.

Oparł się znów o poduszki i odprowadzał ją wzrokiem. Coś mu się nie zgadzało, chociaż nie rozumiał, o co chodzi. Od wielu dni rozmawiali o jego powrocie do domu. Teraz, gdy ta chwila nadeszła, Olivia jakby się przestraszyła. Nie mógł tego wykluczyć.

Wiele przeszedł, być może Olivia obawia się, czy sobie poradzi, wracając do normalnego świata. Zawsze się wszystkim martwi. Pewnie to skutek tego, że była najstarsza z czwórki rodzeństwa. Miała zwyczaj urządzania życia tak, by zapobiec nieszczęśliwym wypadkom.

Gdy ją poślubił, w duchu sobie przyrzekł, że nigdy nie stanie się dla niej ciężarem, nigdy nie będzie jej kolejnym zobowiązaniem. Teraz był zdeterminowany, by jego rekonwalescencja nie stała się dla niej problemem. Zrobi wszystko, by powrót do normalności przebiegł gładko, by już nigdy nie widzieć w jej oczach tego niepokoju.

– Wszystko będzie dobrze – powiedział na głos, aż mężczyzna na sąsiednim łóżku na niego spojrzał.

Pospieszyła na parking. Gdy uruchamiała silnik, ręka lekko jej drżała, więc chwilę odczekała, potem zapięła pas i dopiero ruszyła.

Xander wraca do domu. Tego przecież chciała. Czemu zatem w chwili, gdy to oznajmił, miała chęć czmychnąć jak przerażony zając? Ponieważ to znaczy, że być może czeka ją konfrontacja z życiem Xandera, którego już nie znała. Musiała też wziąć klucze, które zostały jej przekazane z innymi osobistymi rzeczami Xandera ocalałymi po wypadku, i pojechać do jego mieszkania po ubrania.

Powinna to była zrobić wcześniej, zabrać z jego mieszkania rzeczy, które spodziewał się znaleźć w ich domu. Jego garderobę i przybory toaletowe. Tyle tylko zabrał, kiedy ją zostawił. Na szczęście przynajmniej znała jego adres z dokumentów dotyczących ich separacji.

Pokonała niewielką odległość z Auckland City Hospital do bloku mieszkalnego w Parnell, gdzie Xander wynajmował mieszkanie.

Zaparkowała na jednym z dwóch miejsc należących do jego mieszkania i wjechała na najwyższe piętro. Otworzyła drzwi na końcu korytarza, szykując się w duchu na to, co za nimi znajdzie. Gdy przekroczyła próg, poczuła się dziwnie zawiedziona.

Jakby znalazła się w mieszkaniu z katalogu. Wszystko idealnie do siebie pasowało i było kompletnie pozbawione charakteru. Wyglądało, jakby nikt tam nie mieszkał. Nie znalazła najmniejszego śladu Xandera, jego miłości do staroci ani domowego ciepła.

Przeszła przez salon do holu, który, jak się spodziewała, prowadził do sypialni. Sypialnia była równie sterylna i bezosobowa. Spod zwisającej z ramy łóżka falbany nie wystawała żadna skarpetka. To nie było w stylu Xandera. Choć zwykle był drobiazgowy i staranny, zbyt często znajdowała jego ubrania na podłodze.

Może zatrudnił kogoś do sprzątania? A może, pomyślała, czując zimny dreszcz na plecach, aż tak się zmienił. Tak czy owak, musi zabrać jego rzeczy i przewieźć je do domu po drugiej stronie mostu, a potem wrócić do szpitala, zanim Xander pomyśli, że w ogóle po niego nie przyjedzie.

W garderobie znalazła dużą walizkę, spakowała do niej bieliznę, skarpetki i ubrania. Z łazienki wzięła żel pod prysznic, wodę kolońską i zestaw do golenia. Zastanowiła się przez moment, czy Xander pamięta, jak się z tego korzysta. Od jakiegoś czasu porządnie się nie golił. Tydzień wcześniej żartowała z futra, które wyrasta mu na brodzie, choć właściwie podobał jej się z zarostem. Dodawał mu jakiejś łagodności i odróżniał od obcego mężczyzny, który sztywnym krokiem wymaszerował z jej życia.

Pokręciła głową, jakby w ten sposób mogła pozbyć się wspomnień z taką samą łatwością, z jaką ciągnęła walizkę na kółkach do drzwi. Czy zajrzeć do lodówki? Skrzywiła się, myśląc o psujących się produktach, choć miała świadomość, że należy się tym zająć. W szufladach poszukała worka na śmieci, a gdy go znalazła, wstrzymała oddech i otworzyła lśniącą lodówkę z nierdzewnej stali.

Lodówka była pusta. To dziwne, pomyślała. Nie było tam nawet pół butelki wina. Gdyby nie znalazła w sypialni i garderobie rzeczy Xandera, nie wierzyłaby, że tam mieszkał. Otworzyła z kolei drzwi spiżarni i z ulgą ujrzała na półce pudełka jego ulubionych płatków śniadaniowych. Okej, więc może opróżnił lodówkę. Zapisała sobie w pamięci, by się dowiedzieć, czy zatrudniał kogoś do sprzątania. Jeśli tak, musi ich powiadomić, że nie mają po co przychodzić.

Rozejrzała się po połączonym z kuchnią pokoju dziennym, zastanawiając się, gdzie Xander trzymał rachunki i dokumenty. Nigdzie nie widziała biurka. Może był tam gabinet? Zawróciła do holu i wypatrzyła drugie drzwi. Otworzyła je i stanęła jak wryta.

Serce zaczęło jej bić jak szalone. Na biurku stało zdjęcie. Kupiła tę ramkę na pierwszy Dzień Ojca. W ramce widniała ostatnia fotografia Parkera zrobiona przed jego śmiercią.

ROZDZIAŁ TRZECI

Uniosła rękę, jakby chciała nią powstrzymać rodzący się gdzieś w głębi szloch. Nie zdawała sobie sprawy, że Xander ma to zdjęcie. Pewnie je schował po pogrzebie, gdy spakowała rzeczy z pokoju Parkera i wyniosła pudła na strych, razem z albumami i oprawionymi zdjęciami.

Stałe przypominanie zbyt krótkiego życia za bardzo boli. Gdyby tylko…

Te dwa słowa omal nie doprowadziły jej do szaleństwa. Gdyby tylko Xander nie zostawił otwartej bramy albo nie rzucił piłki ich psu tak energicznie. Gdyby tylko Bozo nie wybiegł za piłką na ulicę – jeszcze teraz wstrzymywała oddech na to wspomnienie. Gdyby tylko Parker nie wybiegł na ulicę za psem. Gdyby tylko nie powiedziała Parkerowi, by wyszedł na dwór i pobawił się z tatą, zamiast cały dzień siedzieć z nią w pracowni.

Dręczona poczuciem winy i złością na świat w ogóle, a Xandera w szczególności, zrobiła wówczas jedyną rzecz, jaką mogła zrobić, by złagodzić palący ból. Spakowała świadectwa krótkiego życia Parkera i schowała je, mówiąc sobie, że spojrzy na nie znów wtedy, kiedy będzie w stanie. Każda sztuka ubrania, każda zabawka, wszystkie zdjęcia zostały schowane.

Wszystkie poza jednym. Dotknęła policzków syna zamkniętych za szkłem. Nigdy nie dorośnie i nie pójdzie do szkoły, nie będzie uprawiał sportu ani umawiał się na randki. Nie miał szansy rozwinąć skrzydeł, przekroczyć granic ani zostać ukaranym za jakiś błąd.

Opuściła rękę. Stała tak kilka minut, nim otrząsnęła się ze wspomnień i przypomniała sobie, po co się tu fatygowała. Aha, chodzi o sprzątanie. Przejrzała papiery Xandera, uporządkowane i czytelne, i znalazła poszukiwany numer. Teraz musi tylko zadzwonić i zawiesić usługę na czas nieokreślony.

Zanim jednak opuściła pokój, schowała zdjęcie Parkera do szuflady. Gdyby musiała tu wrócić, nie zniosłaby znów tego przypomnienia swojej największej straty.

Na szczęście ruch w stronę mostu był mniejszy niż zwykle, więc szybko dotarła do domu. Wciągnęła walizkę do pokoju gościnnego, rozpakowała ją, powiesiła w szafie koszule i spodnie Xandera i kilka garniturów, wciąż w workach z pralni. W szufladach komody schowała jego bieliznę, skarpetki i T-shirty. W łazience po drugiej stronie holu położyła jego przybory toaletowe. Nie skłamie, mówiąc mu, że przeniosła tam jego rzeczy, by mógł w spokoju zdrowieć. Nie wspomni tylko, że przywiozła je z drugiego końca miasta.

Przed wyjściem z domu włożyła do małej torby czyste ubrania Xandera. Kiedy wróciła do szpitala, trzęsła się, zdenerwowana i głodna. Xander stał przy oknie, gdy lekko zdyszana weszła do pokoju.

– Myślałem już, że zmieniłaś zdanie i nie chcesz mnie zabrać do domu – rzekł na pół żartobliwie.

Pomimo lekkiego tonu Olivia słyszała w jego słowach ukrytą krytykę. Rozumiała to. W normalnych okolicznościach zjawiłaby się o wiele wcześniej. Ale ich okoliczności były dalekie od normalnych, choć on jeszcze tego nie wie.

– Straszne korki – rzekła, najpogodniej jak umiała. – I jak, jesteś gotowy do wyjścia? Przywiozłam ci coś do ubrania, chociaż myślę, że wszystko będzie trochę za duże. Pewnie trzeba ci będzie kupić nowe ubrania.

Jej próba odwrócenia uwagi chyba się udała.

– Wiem, jak lubisz zakupy – rzekł ze śmiechem.

Serce zabiło jej mocniej. Xander zawsze żartował z jej sposobu robienia zakupów. Choć miała czasem ochotę odświeżyć garderobę, nie znosiła zatłoczonych sklepów. A zatem przed wyjściem z domu decydowała, czego potrzebuje, a potem wchodziła do sklepu, dokonywała zakupu i wychodziła możliwie najszybciej. Nie przyglądała się wystawom, nie lubiła wałęsania się po sklepach. Chyba że był to sklep z artykułami dla plastyków, rzecz jasna.

Nie powinna się dziwić, że Xander to pamięta. W końcu nie stracił pamięci całkowicie, uciekło mu jedynie sześć lat. Zaśmiała się siłą woli i podała mu torbę.

– Proszę. Pomóc ci się ubrać?

Wciąż miał problem z utrzymaniem równowagi i koordynacją ruchów. Fizjoterapia i rehabilitacja ruchowa pomagały mu odzyskać sprawność, lecz nadal czekało go wiele pracy.

– Chyba dam radę – rzekł z godnością, którą tak w nim kochała.

– Zawołaj, gdybyś mnie potrzebował.

Xander spojrzał jej w oczy i uniósł kącik warg.

– Jasne.

Odpowiedziała mu uśmiechem, czując ukłucie bólu. Wiedziała, że jej nie zawoła. Był niezależny i uparty. Na początku ich małżeństwa stanowili dla siebie nawzajem centrum świata. Ale to uległo zmianie.

Xander ma wielkie szczęście, że wszystkiego nie pamięta, pomyślała nagle. Że pozostał w najlepszych chwilach ich małżeństwa.

Udał się z torbą do wspólnej łazienki i zamknął drzwi. Na widok Olivii poczuł tak wielką ulgę, że wstrząsnął nim dreszcz. Od momentu jej wyjścia wcześniej tego dnia był wyjątkowo spięty, toteż pielęgniarka, która przygotowywała wypis, zmierzyła mu ciśnienie. Okazało się, że wzrosło.

Nie rozumiał tego. Olivia jest jego żoną. Czemu nagle się zaniepokoił, że między nimi jest coś nie tak?

Zdjął piżamę i wszedł pod prysznic. Nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie opuści szpital. Niezależnie od codziennych wizyt Olivii, które przerywały monotonię snu, jedzenia, terapii i tak w kółko, chciał już być w domu.

Wytarł się w pośpiechu, przeklinając, kiedy musiał oprzeć się o ścianę, by się nie przewrócić. Powolne tempo powrotu do normalności doprowadzało go do szału. Zupełnie jakby informacje z jego mózgu nie docierały do mięśni.

Spojrzał na swoje ciało. Mięśnie? Cóż, pamiętał, że je miał. Teraz był zdecydowanie chudszy, musi nad tym popracować. Ubrał się i zapiął pasek u spodni. Olivia miała rację. Wygląda, jakby włożył cudze ubrania. Nie przypominał sobie, kiedy je kupował, więc pewnie pochodzą z okresu, którego nie pamiętał, z zagubionych lat, jak je nazywał.

Usłyszał lekkie pukanie do drzwi.

– Xander? Wszystko w porządku? – spytała Olivia.

– Tak, zaraz wychodzę.

Spojrzał na swoje odbicie w małym lustrze i potarł brodę, której dorobił się podczas pobytu w szpitalu. Sam siebie nie poznawał. Może stąd bierze się powściągliwość Olivii. Po powrocie do domu musi się pozbyć brody. Podniósł z podłogi piżamę i wrzucił ją do torby, po czym otworzył drzwi łazienki.

– Jestem gotowy.

– No to chodźmy – odparła z uśmiechem, który zawsze silnie na niego działał.

Czy mówił jej kiedykolwiek, że uwielbia jej uśmiech, że bardzo lubi jej śmiech? Niezbyt to pamiętał. Musi i nad tym popracować.

Zatrzymali się w pokoju pielęgniarek, by się pożegnać i odebrać wypis, po czym skierowali się do windy. Xander był zły, że Olivia, dostosowując się do niego, zwolniła kroku. Jeszcze bardziej go zirytowało, że gdy dotarli do jej samochodu, czuł się bardzo zmęczony. Opadł na fotel z westchnieniem ulgi.

– Wybacz, powinnam była podjechać do wejścia – powiedziała Olivia, siadając za kierownicą.

– W porządku. Miałem mnóstwo czasu na odpoczynek. Pora, żebym doszedł do siebie.

– Mówisz, jakbyś ciężko nad tym nie pracował. – Westchnęła i położyła rękę na jego udzie.

Xander poczuł jej ciepło, jakby odciskała swój ślad na jego skórze.

– Przebyłeś bardzo długą drogę w krótkim czasie. Musisz od nowa nauczyć się rzeczy, które wcześniej były oczywistością. Daj sobie czas i trochę luzu.

Burknął coś w odpowiedzi. Czas. Zdawało się, że ma za dużo czasu. Oparł głowę o zagłówek, odnajdując po drodze pociechę w rzeczach, które rozpoznawał i ignorując zdziwienie tym, co wydawało się inne od tego, co pamiętał. Auckland było pełnym energii, wciąż zmieniającym się miastem, mimo to Xandera niepokoił brak budynku w miejscu, gdzie ten w jego pamięci się znajdował.

– W szkole nie mają nic przeciwko temu, że spędzasz ze mną tyle czasu?

– Już nie pracuję w szkole – odparła. – Przestałam, zanim…

– Zanim co?

– Zanim doprowadzili mnie do szału – odparła z nieco wymuszonym śmiechem. – Poważnie, odeszłam stamtąd ponad pięć lat temu. Maluję i nieźle sobie radzę. Byłbyś ze mnie dumny. Miałam kilka wystaw.

– Ale nigdy nie chodziło o pieniądze, prawda? – spytał, powtarzając to, co Olivia mówiła, ilekroć z niej żartował, że nie maluje bardziej komercyjnych obrazów, które łatwiej się sprzedają.

– Oczywiście, że nie – odparła, tym razem szczerze się uśmiechając.

Gdy zajechali do domu, Xander, choć nigdy by tego nie przyznał, poczuł się, jakby miał sto lat. Olivia ku jego rozpaczy musiała mu pomóc wysiąść i wejść po kilku stopniach do drzwi frontowych.

Kiedy włożyła klucz do zamka i otworzyła drzwi, nie mógł powstrzymać smutnego uśmiechu.

– Wydaje się, jakby nie minęło tak wiele czasu, odkąd przenosiłem cię przez ten próg. Teraz jest bardziej prawdopodobne, że ty musiałabyś mnie przenieść.

Natychmiast pożałował gorzkiego żartu, gdy tylko zobaczył zatroskaną twarz Olivii.

– Dobrze się czujesz? – Objęła go w pasie, by go podtrzymać. – Powinieneś odpocząć na dole, zanim wejdziesz do sypialni. A może tu ci pościelić, dopóki nie odzyskasz sił?

– Nie – rzekł z ponurą determinacją. – Będę spał na górze, dam sobie radę.

Zaprowadziła go do pokoju, na jedną z kanap.

– Napijesz się kawy?

– Tak, poproszę.