Strona główna » Obyczajowe i romanse » Dzikie pragnienie. Bracia Warner. Tom 1

Dzikie pragnienie. Bracia Warner. Tom 1

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-66338-93-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Dzikie pragnienie. Bracia Warner. Tom 1

Ognista miłość na Dzikim Zachodzie

Załamana po burzliwym rozstaniu Leo daje się namówić przyjaciółce na szaloną wycieczkę za miasto. Pobyt na ranczu blisko natury jest tym, czego teraz potrzebuje.

Nikt jej jednak nie ostrzegł, że będzie miała do czynienia nie tylko z żywiołami ziemi, ale także z niemożliwym do zniesienia, lecz zachwycająco silnym i seksownym przewodnikiem. Wyprawa w nieznane przeradza się w walkę o życie i… serce.

Zazwyczaj Leo jest specjalistką od uciekania przed własnymi uczuciami, ale w obliczu prawdziwego zagrożenia okazuje się, że wcale nie jest dziewczyną, która łatwo się poddaje.

___

O autorce

Jay Crownover – amerykańska autorka powieści New Adult. Jej książki zostały przetłumaczone na wiele języków i zyskały miano bestsellerów zarówno w USA jak i w Europie. Czytelnikom znana z serii Naznaczeni, Niepokorny, Wierny czy Asa. W swoich powieściach nie boi się poruszać ciężkich tematów, z których również składa się prawdziwe życie.

Polecane książki

Należy tak przygotować szkolenie, aby odpowiadało naturalnym sposobom uczenia się ludzi dorosłych. Szkolenia, podczas których słuchacze siedzą i słuchają, odchodzą do lamusa. Coraz więcej firm stawia na jakość i wybiera aktywne formy uczenia, a osoby prowadzące szkolenia bhp wykorzystują różne sposo...
Hamburg, 1946 rok. Do zniszczonego wojną miasta przyjeżdża brytyjski pułkownik Lewis Morgan, który ma nadzorować odbudowę zdewastowanego Hamburga. Ponieważ jest na uprzywilejowanej pozycji zwycięzcy, rekwiruje piękną posiadłość nad brzegiem Łaby, gdzie ma zamieszkać z żoną i jedynym synem, który prz...
Przejmujący tryptyk o miłości, odwadze, sekretach i morderstwie. Romans, suspens i tajemnica z czasów II wojny światowej splatają się w trzech pomysłowo skonstruowanych i połączonych ze sobą opowiadaniach autorki „Latarni”. I Na położonej w pobliżu Lazurowego Wybrzeża wyspie Porquerolles, należącej ...
Istotną rolę w procesie aktywnej sprzedaży pełni motywacja podlegających Ci pracowników – handlowców. Wyznaczenie celów i kontrolowanie ich realizacji może być bowiem niewystarczające. Konieczne jest zatem sformułowanie właściwego systemu aktywizowania, który stanowi układ: czynników, działań, narzę...
"Twój Simon" podbił serca czytelników na całym świecie, został obsypany nagrodami i przyniósł Becky Albertalli międzynarodową sławę, a niebawem na ekranach polskich kin zagości ekranizacja książki z udziałem najgorętszych młodych nazwisk Hollywood. Każdy zasługuje na wielką mił...
Dużym problemem dla wielu przewoźników  stanowi skuteczne egzekwowaniem płatności za wykonywane usługi. W  publikacji każdy przewoźnik znajdzie odpowiedzi na najtrudniejsze pytania związane z windykacją należności za swoje usługi:- Jakie błędy popełniają wierzyciele na etapie zawierania umowy z kont...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Jay Crownover

Książkę tę dedykuję wszystkim,
którzy powiedzieli,
że przeczytaliby listę zakupów,
gdybym ją napisała.

Wprowadzenie

Prosto z nadaktywnego mózgu
Jay Crownover

Drapiecie się zakłopotani w głowę i zastanawiacie, skąd, u diabła, wzięła się ta książka? Wciąż z niedowierzaniem czytacie tekst na okładce i usiłujecie zrozumieć, o co tu chodzi? Cóż, nie obawiajcie się, moi przyjaciele, gdyż w bardzo typowy dla mnie sposób, czyli bezpośrednio i bez ogródek, wyjawię wam wszystko, co powinniście wiedzieć, zanim przejdziecie do lektury.

Jeżeli kupiliście tę książkę właśnie dlatego, że to ja ją napisałam, dziękuję wam za zaufanie i wiarę we mnie. A jeśli zainteresowaliście się nią, bo spodobała się wam okładka, zaintrygował was opis książki lub po prostu sięgnęliście po nią dla czystej przyjemności, to również się cieszę. Musicie jednak wiedzieć, że nie jest to „kopiuj-wklej” ze wszystkiego, co wcześniej stworzyłam, więc jeśli się spodziewacie tatuażystów, piosenkarzy heavymetalowych lub złodziei samochodów, będziecie rozczarowani. Ponadto klimat tej powieści przypomina klasyczny romans połączony z powieścią sensacyjną. A zatem główni bohaterzy tradycyjnie działają sobie na nerwy i iskrzy między nimi, ale w pewnym momencie pojawiają się czarne charaktery, które znacząco utrudniają wszystkim życie. Muszę jeszcze dodać, że napisałam tę książkę z perspektywy głównej bohaterki, a więc to nasza mała lwica przeprowadza nas przez najważniejszy tydzień w jej życiu. Miałam powody, żeby napisać tę powieść w ten sposób, o czym krótko wspomnę.

Skąd się wzięło Dzikie pragnienie?

To proste, a zarazem skomplikowane. Pod koniec dwa tysiące piętnastego i na początku dwa tysiące szesnastego roku męczyłam się z uporczywym i obezwładniającym bólem po nieprawidłowo wykonanej ekstrakcji zęba, zakończonej infekcją. W rezultacie musiałam przejść kolejny zabieg, po którym znów dostałam zakażenia – i tak to się ciągnęło. To było okropne. Czułam się strasznie. Poza tym przez cztery miesiące byłam naszpikowana lekami przeciwbólowymi, przez co nie mogłam się w ogóle skoncentrować, nie mówiąc już o pisaniu. Miałam poczucie, że jestem zupełnie bezużyteczna. Z powodu tego wymuszonego przestoju w pracy spędziłam sporo czasu przed telewizorem. Obejrzałam hurtem na Netflixie wszystkie sezony Longmire oraz serial Ashtona Kutchera The Ranch, a także Nienawistną ósemkę, Niepokonaną Jane i inne westerny oraz programy telewizyjne w tym klimacie.

Na pewno się zastanawiacie dlaczego. Być może myśleliście, że oglądam tylko takie filmy, jak Szklana pułapka i seriale w styluBob’s Burgers, ale niestety… Dorastałam w małym górskim miasteczku pełnym kowbojów i farmerów. Chłopcy, z którymi chodziłam do liceum, wozili strzelby w swoich pikapach i nosili wranglery, a nie spodnie od Dickies. Gdy byłam nastolatką, mój najlepszy przyjaciel pracował na ranczu obok posiadłości mojej babci na wzgórzach. Spędziłam mnóstwo weekendów na czekaniu, aż wróci do domu z pokazów bydła, rodeo lub przejażdżki po okolicy, żeby go ubłagać, by zabrał mnie ze sobą następnym razem. (Nigdy do końca nie załapałam jazdy konnej, chociaż potrafię się utrzymać na grzbiecie konia).

Pod wpływem choroby i okropnego bólu przeniosłam się w wyobraźni do czasów błogiego dzieciństwa, kiedy to opiekowała się mną mama, a ja nie miałam nic innego do roboty poza namawianiem Jessego na konne przejażdżki. Wspominanie tego okresu swojego życia wprawiło mnie w bardzo nostalgiczny nastrój. W rezultacie postanowiłam napisać książkę o czymś, co znałam, zanim jeszcze zostałam pisarką. Zapragnęłam wrócić do miejsca, które już mi co prawda nie odpowiada, ale o którym wciąż przypominają mi stare rzeczy upchnięte gdzieś na dnie szafy.

Zdecydowałam się umiejscowić akcję powieści w górach, na ranczu prowadzonym przez facetów, którzy nie do końca są kowbojami. Bez przesady… Chyba nie myśleliście, że wyskoczę nagle z mnóstwem kowbojskich kapeluszy i butów z ostrogami? Na pewno nie. Zbyt dobrze mnie znacie!

Innymi słowy: postanowiłam umiejscowić swój typ bohaterów w scenerii Dzikiego Zachodu i zobaczyć, jak sobie poradzą. Moim zdaniem odnaleźli się tam kapitalnie! Ale musicie przeczytać tę książkę i poznać braci Warnerów, żeby to ocenić.

A dlaczego narracja jest prowadzona tylko z perspektywy głównej bohaterki? Odpowiedź brzmi: to jej historia, jej podróż i jej tydzień, który potoczył się fatalnie, chociaż tak bardzo się starała robić wszystko dobrze. Myślę, że mój fizyczny ból przełożył się na tę opowieść o kobiecie, która cierpiała podobnie jak ja, chociaż ona emocjonalnie. W mojej głowie nie było miejsca na narrację z perspektywy głównego bohatera, ponieważ byłam zbyt pochłonięta przekształcaniem wszystkich swoich paskudnych odczuć w opowieść mojej bohaterki. Aby stworzyć postać, muszę słyszeć, jak do mnie mówi. Cy milczał, ale Leo miała wiele do powiedzenia.

Podejrzewam, że z początku może was ona nieco irytować, ale dajcie jej szansę. Potrzeba czasu, aby się zagoiły piekące i palące rany po zdradzie.

W każdym razie tak właśnie powstała ta książka. Jest zupełnie inna od tego, co dotychczas napisałam, ale zaskakująco podobna do powieści, które sama uwielbiam czytać. Nie będziecie jej mogli porównać do mojej wcześniejszej twórczości, ale mam nadzieję, że dacie jej szansę i przyjmiecie ją taką, jaka jest – bez oczekiwań ani odgórnych założeń.

Jak zawsze dziękuję wam, że jesteście… I za to, że mogę być tu dla was.

Miłej lektury!

Jay

Rozdział 1

Niezupełnie prawdziwy kowboj

Nawet nie wyglądają jak prawdziwi kowboje – wymamrotałam pod nosem, na tyle cicho, aby tylko moja najlepsza przyjaciółka mogła mnie usłyszeć.

Odwróciła głowę w moją stronę i spojrzała na mnie wymownie, dając mi do zrozumienia, że ma dość mojego nieustannego marudzenia i uszczypliwych komentarzy. Wstałyśmy wcześnie rano na lot z San Francisco do Billings w stanie Montana, gdzie wskoczyłyśmy do małego prywatnego samolotu lecącego do miasta Sheridan w stanie Wyoming. Po całym dniu podróży mój sarkazm i zgryźliwość sięgnęły zenitu, po części dlatego, że tak naprawdę wcale nie chciałam tam być, ale przede wszystkim z tego powodu, że przez ostatnie kilka miesięcy byłam chodzącym nieszczęściem i nie umiałam zmienić swojego negatywnego nastawienia, nawet gdy się starałam. Moja przyjaciółka miała już tego dość i szczerze mówiąc, nie dziwiłam się jej.

– To, że nie mają kowbojskich kapeluszy i skórzanych czapsów, nie oznacza, że nie są kowbojami – odparła. – Przecież nie masz nawet najmniejszego pojęcia, jak wygląda prawdziwy kowboj. Byłaś kiedyś na jakimś ranczu? Wyjeżdżałaś gdzieś dalej niż do Las Vegas? Kilka lat temu pojechałyśmy na koncert Gartha Brooksa[1] i to był jedyny raz, kiedy zobaczyłaś kogoś, kto trochę przypomina kowboja. Obiecałaś, że zachowasz otwartość, ale jak na razie dajesz ciała.

Westchnęłam i odsunęłam się od niej. Przeszyła mnie dramatycznym spojrzeniem, jakby zaglądała głęboko do mojego wnętrza, a ja nie potrzebowałam, żeby wzbudzała we mnie poczucie winy. Czułam się już wystarczająco żałośnie. Skierowałam uwagę z powrotem na trzech mężczyzn, którzy stali przed nami, i niechętnie przyznałam w myślach, że dwóch z nich można by uznać za seksowne, starannie dopracowane wersje country prawdziwego kowboja. W obcisłych dżinsach z pewnością mogliby konkurować wyglądem z Lukiem Bryanem[2]. Mieli czapeczki moro z daszkiem i umieszczonym z przodu logo rancza i z tego, co zauważyłam, byli nieprzeciętnie atrakcyjni.

Kiedy się przedstawili, okazało się, że mają prawdziwe kowbojskie imiona: Sutton i Lane. Nie byłam pewna, który z nich to Sutton, a który Lane, bo całą moją uwagę przyciągnął trzeci członek tego niezbyt serdecznego komitetu powitalnego. To właśnie on zupełnie nie przypominał kowboja. Wydawał się nie pasować do tego rancza gdzieś na kompletnym odludziu w stanie Wyoming. Obserwował mnie równie bacznie, jak ja jego. Na imię miał Cyrus… Być może było ono kowbojskie, ale dla mnie brzmiało bardziej jak imię władcy jakiegoś starożytnego królestwa. Właściwie to znacznie bardziej pasowałby do Sparty niż do rancza. Zachichotałam na tę przewrotną myśl, a Em dała mi kuksańca w bok, chociaż nic nie powiedziałam.

Mężczyzna, który z całą pewnością nie wyglądał jak kowboj, nie miał kapelusza na głowie, więc dobrze widziałam, jak wpatruje się we mnie zwężonymi oczami. Miał ciemne włosy i modną fryzurę, którą najwyraźniej ustylizował w umiejętny sposób za pomocą odpowiednich specyfików, co zupełnie nie kojarzyło mi się z prawdziwym kowbojem. Na jego skroniach, tuż nad idealnie równo przyciętymi bokobrodami, widać było ślady siwizny, a jednak wyglądał na zaledwie trzydzieści parę lat. Nie sprawiał wrażenia przedwcześnie postarzałego mężczyzny – raczej dystyngowanego twardziela, a gdyby był ubrany w coś innego niż znoszone lewisy i wyblakłą koszulkę z jackiem daniel’sem, spokojnie mógłby konkurować z dyrektorami generalnymi w kwestii zastraszania ludzi milczeniem.

Musiałam jednak przyznać, że nigdy nie pracowałam z tak przystojnym mężczyzną jak on. Bawełniana koszulka przylegała do jego szerokiej klatki piersiowej. Niecierpliwie przenosił ciężar ciała z jednej nogi na drugą, a dżinsy uwypuklały miejsce, na które nie powinnam patrzeć. Już miałam go zapytać, dlaczego ma na sobie buty, które pasowały raczej do jazdy harleyem niż na koniu, ale ostatecznie zachowałam swoje refleksje dla siebie, bo nie chciałam dostać kolejnego mocnego kuksańca od Em.

Nie, mężczyzna o imieniu Cyrus nie pasował do moich wyobrażeń. Zupełnie czegoś innego się spodziewałam, godząc się na szalony plan Emrys. Gdyby ten facet nie wyszedł nas powitać razem z dwoma pozostałymi mężczyznami, kiedy dojechałyśmy na miejsce vanem z lotniska, automatycznie założyłabym, że jest jednym z turystów, a nie przewodników górskich. Nie wyglądał na człowieka doskonale zaznajomionego z niegościnnym i słabo zamieszkanym terenem stanu Wyoming. Pod wpływem jego szorstkiego wyglądu i uporczywego spojrzenia znów zaczęłam się zastanawiać, dlaczego dałam się namówić przyjaciółce na urlop, który wydawał się raczej karą niż jakąkolwiek formą zabawy.

Gdy tak staliśmy, wpatrując się w siebie, poczułam jeszcze większy opór przed wyprawą w zalesione góry. Odwrócenie wzroku nie wchodziło w grę, gdyż w moim odczuciu oznaczałoby pewnego rodzaju przegraną. Nie byłam pewna, o co chodzi w tej bitwie, którą z nim toczyłam, ale źle znosiłam porażki, a wziąwszy pod uwagę fakt, że nigdy wcześniej nie czułam się tak podle, nie zamierzałam pierwsza przerwać kontaktu wzrokowego. Kochałam swoją najlepszą przyjaciółkę, ale w tamtym momencie miałam ochotę udusić ją za to, że namówiła mnie na tę tygodniową „babską wycieczkę”, która miała nas oderwać od cywilizacji i odświeżyć.

– Przybyłyście, panie, jako ostatnie. Wszyscy są już na miejscu. Damy wam trochę czasu na ulokowanie się w waszym domku, a potem spotkamy się z wami w głównym budynku na kolacji. Porozmawiamy o tym, czego się możecie spodziewać w tym tygodniu.

Tymi słowami zwrócił się do nas facet stojący w środku, najniższy z całej trójki i jedyny, który zdawał się zdolny do uśmiechu. Tamten muskularny mężczyzna z gniewną miną wciąż mi się przyglądał, a trzeci wyglądał raczej na znudzonego i poirytowanego – najwyraźniej witanie dziewczyn z miasta nie należało do jego ulubionych zajęć. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że ta mała wycieczka kosztowała mnie i Em majątek, ci niezupełnie prawdziwi kowboje mogliby przynajmniej urządzić przedstawienie powitalne i udawać zadowolonych na nasz widok. Zapłaciłyśmy im za niezapomniane wrażenia i jak dotąd rzeczywiście nam ich dostarczali, ale nie tak, jak się spodziewałam.

Zesztywniałam i zmrużyłam oczy. Niestety nie miałam żadnych szans na zrobienie groźnego wrażenia, głównie dlatego, że byłam ubrana w wygodne legginsy i zbyt luźną męską koszulkę, którą ukradłam swojemu byłemu. Mój strój świetnie nadawał się na podróż, ale nie wyglądałam w nim wystarczająco poważnie, żeby zbić z tropu zblazowanego mężczyznę, który mnie zaintrygował, a który miał być odpowiedzialny za moje życie i zdrowie przez następne siedem dni. Nie zamierzałam jednak puszczać mu płazem jego jawnie wrogiej postawy.

Byłam jedną z tych nieco zaniedbanych i nieporządnych kobiet, które zwykle muszą się trochę postarać, żeby wyglądać ładnie i elegancko. Każdego ranka przed pracą toczyłam bitwę z samą sobą. Potrafiłam wyglądać ślicznie przy minimalnym wysiłku, ale uzyskanie bardziej profesjonalnego i szykownego wyglądu w moim przypadku wymagało nieco więcej czasu i konkretnych umiejętności. Tamtego dnia wstałam o świcie i nie miałam na sobie swoich najlepszych ubrań, fryzury ani makijażu. W pełni zdawałam sobie sprawę, że z niesfornymi blond lokami w truskawkowym odcieniu, ściągniętymi niedbale w kucyk, wyglądam bardziej jak Raggedy Ann[3] niż odnosząca sukcesy inteligentna analityczka rynkowa, będąca również zaradną i niezależną kobietą. A przynajmniej byłam taka do czasu, kiedy się zakochałam w niewłaściwym facecie, który udowodnił mi, że wcale nie jestem tak bystra, jak myślałam.

Jedyny sympatyczny członek trio znów się do nas uśmiechnął i skinął głową w kierunku bagażu leżącego u naszych stóp. Kiedy Em rezerwowała tę wycieczkę, dali nam jasno do zrozumienia, że będzie to przygoda na świeżym powietrzu. Mieliśmy wyjechać konno w góry, zostawiając za sobą wszelką cywilizację i technologię. Dostałyśmy ścisłe instrukcje dotyczące tego, co powinnyśmy spakować, a w rezultacie moja torba była pełna nowych i nigdy nienoszonych ubrań przeznaczonych na górskie wycieczki. To były rzeczy, które potem miały trafić na dno szafy, a po latach do jakiejś organizacji charytatywnej, ponieważ do niczego by mi się nie przydały w moim codziennym życiu w Bay Area.

– Zaniesiemy z Suttonem wasze walizki i pokażemy wam, gdzie spędzicie noc – powiedział uśmiechnięty mężczyzna. – Macie, panie, jakąś godzinę do kolacji, więc możecie się odprężyć i odświeżyć.

To zabrzmiało świetnie. Miałam nadzieję, że gdy tylko nałożę trochę różu na policzki i podkreślę brwi, Pan Mądraliński, któremu zwrócę uwagę, że jego zabójcze spojrzenie i zachowanie są niedopuszczalne, potraktuje mnie poważnie.

Najwyraźniej tamten znudzony facet nazywał się Sutton, ponieważ zrobił krok naprzód i pochylił się, żeby podnieść torbę Emrys. Wydawało mi się, że usłyszałam jej westchnienie, ale może to był tylko świst powietrza.

Mężczyzna, który wyglądał, jakby zupełnie nie pasował do tego miejsca – często nazywanego „kowbojskim stanem” – zbliżył się do mnie o kilka kroków. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko podnieść głowę i spojrzeć mu prosto w oczy. Wstrzymałam oddech, gdy okazały się najjaśniejszymi i najbardziej nieskazitelnymi szarymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałam. Miały kolor dymu oraz srebra i przeszywały mnie niczym ostrza. Cyrus zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Palce u stóp podwinęły mi się z zaskoczenia w moich superwygodnych uggsach. Obuwie to świetnie się sprawdziło podczas podróży, ale na pewno nie pomogło mi wywrzeć na nim imponującego wrażenia.

Cy przemówił głębokim i chrapliwym głosem, który brzmiał tak, jakby rzadko go używał i potrzebował czasu, żeby wydusić coś z siebie. To był głos prawdziwego kowboja.

– To nie jest spa ani urlop all-inclusive, podczas którego każda pani zachcianka zostanie zaspokojona, pani Connor. To Dziki Zachód, a jeśli nie będziecie, panie, słuchały chłopców i zwracały uwagi na to, co mówią, w mgnieniu oka sprawy mogą się bardzo skomplikować.

Naturalnie miało to zabrzmieć jak surowe ostrzeżenie, a jednak z jakiegoś powodu wyobraziłam sobie ciepłe wieczory przy ognisku i jeszcze gorętsze w sypialni. Jego głos przywodził mi na myśl ostry seks i sprawne dłonie, którym bym nie odmówiła.

– Sutton i Lane dobrze sobie radzą z dziewczynami z miasta, które chcą się pobawić w kowbojki, ale odradzam wam patrzeć na nich, jakby się nie nadawali nawet do noszenia waszych bagaży albo nie spełniali waszych wysokich standardów.

Wprawdzie Cy miał wspaniały głos, ale jego osobowość pozostawiała cholernie wiele do życzenia.

Okazało się więc, że uśmiechnięty facet to Lane, a zrzędliwy to Sutton. Emrys przeczytała mi broszurę reklamową co najmniej dwadzieścia razy, kiedy próbowała mnie przekonać, że potrzebujemy wakacji i naprawdę musimy dokądś uciec. W ten sposób dowiedziałam się, że właściciele rancza, a zarazem organizatorzy wypraw, są braćmi. Po zdecydowanej postawie Cyrusa, jego atrakcyjnej siwiźnie we włosach i sposobie, w jaki próbował przywołać mnie do porządku, domyśliłam się, że to on był najstarszym bratem. Zresztą był nie tylko najstarszy, ale też największy. Naprawdę d u ż y. Ja mieściłam się w normie ze swoim metrem siedemdziesiąt, ale tamten facet górował nade mną i zastraszanie innych najwyraźniej przychodziło mu z wielką łatwością. Nie podniósł nawet głosu ani nie przybrał groźnej pozy. Po prostu stał przede mną, a jego słowa, wypowiedziane spokojnym, chrapliwym i niskim głosem, wystarczyły, żebym zadrżała ze strachu.

– Wiem, że to nie spa ani odosobnienie medytacyjne, panie… – Zarumieniłam się i umilkłam, gdyż zdałam sobie sprawę, że byłam zbyt zajęta ocenianiem jego wyglądu i zdolności utrzymania mnie przy życiu w nadchodzącym tygodniu, żeby zwrócić uwagę na to, jak się przedstawił.

– Warner, ale mówią na mnie Cy – mruknął.

Odchrząknęłam i niechętnie wyciągnęłam rękę, by uścisnąć jego dłoń.

– W porządku, Cy, nie patrzyłam na żadnego z was w niewłaściwy sposób – powiedziałam. – Zastanawiałam się tylko, czy na pewno macie odpowiednie kwalifikacje, aby utrzymać przy życiu sporą grupę ludzi podczas wyprawy w dzicz. Wydaje mi się zrozumiałe, że się o to martwię. Być może powinniśmy zacząć od początku?

Takie starcia zdarzały się często przy moim bezpardonowym zachowaniu i nadmiernej szczerości. Nie byłam dobra w trzymaniu języka za zębami, co znów obróciło się przeciwko mnie.

– Jestem Leora, ale większość moich przyjaciół nazywa mnie Leo – dodałam.

Moja ręka zawisła między nami niezręcznie, ale jej nie uścisnął, więc w końcu ją opuściłam. Cyrus nie spuszczał ze mnie wzroku. Emrys się poruszyła i nagle uświadomiłam sobie, że mamy widzów, którzy obserwują nasze starcie. Jego bracia stali kilka kroków dalej i przyglądali się z ciekawością naszej pełnej napięcia interakcji. Obiecałam swojej najlepszej przyjaciółce, że podejdę do tej przygody z otwartym umysłem, że będę gotowa na zmianę scenerii i zrobię, co w mojej mocy, aby się dobrze bawić. Ostatnio byłam beznadziejną przyjaciółką, więc zamierzałam dotrzymać obietnicy, nawet jeśli ten mężczyzna, który był niezupełnie prawdziwym kowbojem, za wszelką cenę starał się mi udowodnić, że miałam rację i ta podróż naprawdę była pomyłką.

– Sutton i Lane utrzymają was przy życiu, bo takie jest ich zadanie. Zadbają także o to, żeby wasza wyprawa okazała się warta każdego wydanego centa, ponieważ nasza reputacja jest dla nas niezwykle ważna na tym konkurencyjnym rynku. Na szczęście dla ciebie oni naprawdę lubią swoją pracę. Ich kwalifikacje są przedstawione we wszystkich naszych materiałach i na naszej stronie internetowej. To, że w twoich oczach nie wyglądają na wykwalifikowanych przewodników po dzikich terenach, nie czyni ich mniej kompetentnymi.

Bum! Ten facet był jeszcze bardziej bezpośredni i bezceremonialny niż ja. W głębi duszy szanowałam go za to, a jednak włosy zjeżyły mi się na karku, a plecy wyprostowały ze złości. Zaczęłam się zastanawiać, czy takie właśnie odczucia wzbudza w ludziach moja brutalna szczerość, gdy puszczają mi hamulce i przestaję być miła.

Zrobiłam krok do tyłu i otworzyłam usta z zamiarem powiedzenia, że to właśnie on, a nie jego niewątpliwie atrakcyjni bracia, był tym, który nie wyglądał na wystarczająco doświadczonego, aby poprowadzić nas w las i przez góry. Miałam zamiar stawić czoła temu wielkiemu, nieprzyjemnemu mężczyźnie, skrytykować go za jego niegrzeczność i nietakt, a następnie zażądać zwrotu pieniędzy. Ale zanim mój wrodzony irlandzki temperament zdążył przejąć dowodzenie nad zdrowym rozsądkiem, Emrys zainterweniowała i położyła dłoń na moim przedramieniu.

Jak zwykle, kiedy byłam już cała rozemocjonowana i gotowa palnąć kolejne głupstwo, Em wtrąciła swoje trzy grosze i ugasiła ogień, który we mnie zapłonął.

– Proszę wybaczyć mojej przyjaciółce, panie Warner. Urodziła się i wychowała w mieście i myślę, że po prostu czuje się trochę niepewnie w tej głuszy, na świeżym powietrzu. Zapewniam jednak, że obie jesteśmy ogromnie wdzięczne za wasz czas i cieszymy się, że tu jesteśmy. Nie możemy się doczekać, aż zobaczymy, co ten cudowny stan ma nam do zaoferowania.

Znów wbiła mi łokieć w bok, a ja spojrzałam na nią spode łba.

– Prawda, Leo? – zapytała.

Przewróciłam oczami i popatrzyłam na swoją niemal idealną najlepszą przyjaciółkę, zastanawiając się, jak to możliwe, że wygląda tak świeżo i nieskazitelnie po całym dniu podróży. W porównaniu z Emrys Santos wypadałam dość przeciętnie pod wieloma względami. Em była wysoka – miała blisko metr osiemdziesiąt wzrostu, i to w butach na płaskich obcasach. Jej lśniące kruczoczarne włosy nigdy się nie elektryzowały i były doskonale proste, jakby wykazywały jakąś niezwykłą odporność na wilgoć, a ciemne oczy, które obecnie błagały mnie o przyzwoite zachowanie, były lekko skośne, co podkreślało jej egzotyczną i niezaprzeczalną urodę. Byłaby właściwie idealna, gdyby nie wtrącała nosa w nie swoje sprawy i nie domagała się, aby wszystko układało się po jej myśli. Poza tym była świetna we wzbudzaniu poczucia winy.

Wiedziała, że jest mi ciężko po rozstaniu. Doskonale zdawała sobie też sprawę z tego, że mam problemy w pracy, która wymyka mi się spod kontroli, chociaż wcześniej zawsze była jedynym stabilnym obszarem w moim życiu. A jednak naciskała i błagała, aż w końcu zgodziłam się spędzić z nią tydzień na łonie natury, chociaż nigdy tego nie robiłam. Jakaś część mnie miała ochotę jej wygarnąć, żeby wreszcie pogodziła się z tym, że nie jestem podekscytowana tą wyprawą, ale wiedziałam, że ona tylko stara się mi pomóc i sprowadzić mnie z powrotem na właściwe tory. Poskromiłam zatem swój buntowniczy temperament i ugryzłam się w język, poprzestając jedynie na sztywnym skinieniu głową w jej stronę. Oczy Cyrusa rozbłysły rozbawieniem i mogłabym przysiąc, że doskonale zdaje sobie sprawę, iż zmuszam się do poprawnego zachowania.

– Tak jak powiedziałam, może powinniśmy zacząć od początku? – wycedziłam przez zęby z tak fałszywym uśmiechem, że aż rozbolała mnie od niego twarz.

Ale on tylko mruknął coś pod nosem i skierował uwagę na dwóch pozostałych mężczyzn, którzy celowo ignorowali zaciętą dyskusję między mną a ich starszym bratem. Co więcej, oboje odsunęli się nieco, jakby wiedzieli, że jego gniew jest ogniem, który może spalić wszystko, czego się dotknie.

– Idźcie je ulokować, a ja pójdę do domu i powiem Brynn, że wszyscy już są – warknął szorstko.

Tak oto zostałyśmy bezceremonialnie odprawione, a Cy odwrócił się na pięcie w swoich zupełnie niekowbojskich butach i ruszył w stronę ogromnego, rozległego budynku wzniesionego w całości z bali. Przypominał on bardziej rustykalną górską rezydencję, ale domyśliłam się, że lepiej nie wspominać o tym na głos, skoro w tak krótkim czasie już zdążyłam się narazić.

Lane, który nie miał problemu ze szczerzeniem się do nas, podniósł moją torbę z ziemi i obdarzył mnie uroczym uśmiechem, z którym już zaczynałam go kojarzyć.

– Nie przejmujcie się zbytnio Cyrusem – uspokoił nas. – On tylko dużo szczeka, ale rzadko gryzie, a po dzisiejszym wieczorze raczej nie będziecie miały z nim do czynienia. Zjawia się na szlaku tylko wtedy, kiedy musi.

Z jakiegoś powodu moje ciało przeszył dreszcz na myśl o zostaniu ugryzioną przez Cyrusa. Poszłam za Lane’em i Emrys, którzy ruszyli w stronę drewnianych domków, znajdujących się w odległości kilkuset jardów od gigantycznego głównego budynku.

– Jeśli do wszystkich zwraca się w ten sposób, to wątpię, abyście mieli wielu stałych gości – skomentowałam.

Roześmiał się, a ja zapragnęłam odwzajemnić jego uśmiech. Wyglądało na to, że był najfajniejszy z nich wszystkich i natychmiast zdecydowałam, że lubię go najbardziej.

– To przez to kwestionowanie, czy jesteśmy prawdziwymi kowbojami – odparł. – Coraz bardziej drażnią go ludzie z miasta, którzy mają swoje z góry przyjęte wyobrażenia o tym, jak wygląda Dziki Zachód i co trzeba zrobić, żeby przetrwać w górach. Odwiedza nas sporo takich weekendowych wojowników, którzy myślą, że świetnie poradzą sobie w dziczy, a potem marudzą przez całą drogę. Cy chroni naszą ziemię i styl życia, więc nie jest mu łatwo wpuszczać tu obcych, chociaż w ten sposób zarabiamy na chleb. Nie wszyscy kowboje noszą kowbojskie kapelusze i mają wąsy w stylu Sama Elliotta[4]. Cy nigdy tak się nie ubierał, nawet gdy byliśmy młodsi. Wierz mi, nie jesteś pierwszą osobą, która po przyjeździe tutaj okazała rozczarowanie, że wyglądem nie przypominamy bohaterów Nienawistnej ósemki.

Westchnęłam i spojrzałam na niego kątem oka.

– Nie wiedziałam, że to usłyszałeś – powiedziałam.

Byłam pewna, że wyszeptałam te słowa na tyle cicho, żeby tylko Emrys mogła mnie usłyszeć.

– Jesteś przyzwyczajona do miejskiego zgiełku i kakofonii odgłosów w zatłoczonych miejscach, które tłumią wszelkie szepty – odrzekł. – Na otwartej przestrzeni nic nie zagłusza dźwięku, który niesie się daleko. Tutaj przyzwyczajasz się do mówienia tego, co myślisz, i szybko się uczysz, że nie można cofnąć wypowiedzianych słów. Możesz spróbować, ale ślad po nich i tak pozostanie.

– Zapamiętam to sobie – odparłam.

Przechyliłam głowę na bok i zapytałam:

– Jeśli to ty i Sutton jesteście przewodnikami, to czym się zajmuje Pan Mądraliński? Poza zastraszaniem i besztaniem gości, którzy mu płacą?

Nie rozumiałam, dlaczego tak intryguje mnie ten najbardziej nieprzyjemny z braci, ale musiałam się wręcz powstrzymać od zarzucenia Lane’a pytaniami na jego temat.

Znów się roześmiał i tym razem ja także uśmiechnęłam się do niego. Z bliska, gdy rondo kapelusza nie zakrywało mu twarzy, mogłam wyraźnie zobaczyć jego przystojną twarz. Był dużo młodszy od swojego najstarszego brata, a jego oczy miały niebieski odcień. Wydawał się bardziej atrakcyjny i sympatyczny niż Cy, mimo że ich szczęki i kości policzkowe były podobne. Lane Warner miał również uśmiech z jednym dołeczkiem, przez co natychmiast uznałam go za absolutnie czarującego. Nie wiedziałam, czy prawdziwi kowboje mają dołeczki, ale pomyślałam sobie, że wszyscy powinni je mieć, jeśli mieliby wyglądać równie dobrze, jak on. Ten przystojniak mógłby się spodobać każdej kobiecie, podczas gdy jego starszy brat charakteryzował się specyficznym, ponurym i surowym wyrazem twarzy, który mógłby przemówić raczej do kobiet pragnących czegoś wyjątkowego, niezapomnianego i niemożliwego do przeoczenia.

– Pan Mądraliński… – Lane się roześmiał. – Cy wpadłby w szał, gdyby się dowiedział, że tak go nazywasz. To właśnie dlatego zwykle unika gości. Pojawia się tylko, żeby ich przywitać i upewnić się, że wszyscy słuchają uważnie, jak omawiamy zasady i reguły postępowania w trakcie wyprawy, ale potem wraca do prowadzenia rancza i innych swoich interesów. Razem z Suttonem wykonujemy brudną robotę, ale to Cy jest naszym mózgiem. Przejął ranczo kilka lat temu, kiedy nasz staruszek zaczął podupadać na zdrowiu. To on wpadł na pomysł organizowania wycieczek i wakacji z przygodami. Kiedy był w college’u, wszyscy jego kumple zjeżdżali się tutaj w wakacje, żeby pojeździć konno i obozować w lesie. Cy wykorzystał coś tak prostego, jak spędzanie czasu z przyjaciółmi na łonie natury, i przekształcił to w biznes. Zapłaciłaś, żeby się tu znaleźć, więc wiesz, jak dochodowe jest dla nas to przedsięwzięcie. Cy uratował ranczo i pomógł tacie, dzięki czemu staruszek nie musiał się niczym martwić przez kilka ostatnich lat życia.

Powiedział mi więcej, niż się spodziewałam usłyszeć, ale były to cenne informacje na temat mężczyzny, który zdołał tak szybko mnie zirytować, a jednocześnie zaintrygować. Lane mówił o swoim starszym bracie z nieskrywaną dumą, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ale uśmiech ten szybko zgasł, gdy doszliśmy do chatki i jego zrzędliwy brat (mniej podobny do tego, który tak mnie zafascynował) otworzył drzwi i bezceremonialnie rzucił torbę Emrys na podłogę.

Sutton uniósł wysoko brodę, ominął nas i zszedł po schodach. Był wysoki i szeroki w barach jak jego starszy brat, ale miał zielone oczy, bez odrobiny błękitu czy szarości. Z powodu opadniętych kącików ust i bruzdy między oczami sprawiał wrażenie nadąsanego i markotnego, a nie ponurego i poważnego jak Cy. Nie ulegało wątpliwości, że również był skandalicznie atrakcyjnym młodym mężczyzną. Emrys najwyraźniej też to zauważyła, bo nie odrywała od niego wzroku. Ja jednak miałam dość własnego wewnętrznego chaosu i sama przypominałam chodzącą chmurę gradową, więc nie byłam zainteresowana jego zgorzkniałym usposobieniem ani tym, z czego ono wynika.

Lane położył moją torbę ze znacznie większą delikatnością, po czym obdarzył mnie smutnym uśmiechem i czubkiem palca dotknął daszka swojej czapki.

– Trzeba przyznać, że praca z rodziną nigdy nie jest nudna – powiedział. – Będziecie miały wspaniałą wycieczkę. Zadbam o to.

Wyszedł, a Emrys zamknęła drzwi, obróciła się do mnie, zarzucając tymi swoimi doskonałymi włosami, i popatrzyła na mnie zwężonymi, urzekającymi, ciemnymi oczami.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że przeginasz, prawda? – zapytała.

Była wkurzona i nie dziwiłam się jej.

– Przepraszam – odparłam. – Naprawdę nie sądziłam, że ktoś oprócz ciebie mnie usłyszy, a tym bardziej nie spodziewałam się, że moje obserwacje zostaną potraktowane jako atak.

Tupnęła nogą obutą w odpowiednie skórzane sztyblety do jazdy konnej i sapnęła zirytowana.

– Wiem, że nie chciałaś, żeby cię usłyszeli, ale nie o to chodzi – wyjaśniła. – Po tym, jak cię potraktował Chris, ciągle podejrzewasz ludzi, że udają kogoś, kim nie są. I wszyscy na tym cierpią.

Chris to mój były chłopak. Myślałam, że spędzę z nim resztę życia, że czeka nas szczęśliwa przyszłość i że wspólnie będziemy wychowywać nasze dzieci. Zwykle trzymałam mężczyzn na dystans, ale on wydawał się tak doskonały, że mu zaufałam. Byłam przekonana, że jesteśmy idealnie do siebie dopasowani. Nasza relacja była łatwa i nieskomplikowana. Nie wymagała ode mnie żadnego wysiłku. Chris stanowił ucieleśnienie mojego wymarzonego mężczyzny, dopóki nie dowiedziałam się, że to jedno wielkie kłamstwo.

Nic, co mi powiedział o swojej przeszłości, przyszłości i o tym, czym się zajmuje, nie było prawdą. Okłamał mnie co do tego, kim był i kim ja byłam dla niego. Wciąż częstował mnie kłamstwami, a gdy przyłapałam go na nieuczciwości, powiedział tylko, że sama tego chciałam. Stwierdził, że bardzo łatwo było mnie okłamywać, bo nigdy nie prosiłam o prawdę. Zarzucił mi, że sama ignorowałam wszystkie oczywiste znaki ostrzegawcze, które świadczyły o tym, że jestem oszukiwana. Zabolało mnie to, ponieważ rzeczywiście przymykałam oczy, gdy coś wydawało się nie tak – było to dla mnie łatwiejsze niż dociekanie prawdy i ryzykowanie, że zostanę zraniona.

Zerwałam z nim ponad trzy miesiące temu i wciąż lizałam rany. Nie mogłam uwierzyć, że byłam na tyle głupia, aby się zakochać w kimś tak zakłamanym i fałszywym. To właśnie rozpad naszej relacji poskutkował moją nienawiścią do siebie i ogólną mizantropią. Prześladowały mnie jego kłamstwa i moja łatwowierność. Miałam poczucie, że nie mogę już ufać własnym osądom ani decyzjom. Zawsze byłam taka ostrożna i nieufna, a jednak pozwoliłam, aby Chris przedarł się przez moje mechanizmy obronne, i czułam się z tego powodu okropnie naiwna i żałosna. W rezultacie odbudowałam mur wokół siebie, z tym że tym razem był tak wysoki i nieprzenikniony, że nawet moja najlepsza przyjaciółka nie miała już do mnie dostępu.

Jedyna osoba w moim życiu, która nie była ze mną spokrewniona i której całkowicie ufałam, to właśnie kobieta stojąca naprzeciwko mnie. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że w ostatnich miesiącach ciągle sprawiałam jej zawód. Kiedy byłam z Chrisem, uparcie ignorowałam jej ostrzeżenia, gdy mówiła, że coś jej nie gra w jego opowieściach. Namawiała mnie, żebym zobaczyła, gdzie mieszka, poznała jego przyjaciół i rodzinę, argumentując, że przecież spotykam się z nim już ponad pół roku. Po zerwaniu z nim znów ją zawiodłam. Zamknęłam się w sobie i skupiłam na swoim cierpieniu. Udawałam, że ostatnia połowa roku nie zniszczyła doszczętnie mojego poczucia własnej wartości. Nie byłam dziewczyną, która zwykła stawiać wszystko na jedną kartę, a gdy tak postąpiłam, zniszczyło mnie to. Emrys zasłużyła na lepszą przyjaciółkę, ale nigdy ze mnie nie zrezygnowała, nawet kiedy byłam zajęta swoimi głupimi problemami.

Wyciągnęłam ręce i położyłam dłonie na jej ramionach. Musiałam podnieść głowę, żeby spojrzeć jej w oczy.

– Spędzimy tu wspaniały tydzień – obiecałam szczerze. – Przyrzekam, że nie będę sprawiać problemów. Wsadzę mordę w kubeł w temacie facetów, którzy nie są do końca kowbojami. Rozchmurzę się i będę się delektować tym obrzydliwie czystym, nieskażonym powietrzem oraz niezakłóconym spokojem. Spróbuję nawet naprawić stosunki z Panem Mądralińskim, jeśli cię to uszczęśliwi. Dobrze?

Pokręciła głową, ale na jej ustach, które nie potrzebowały szminki ani konturówki, żeby przypominać doskonały łuk Kupidyna, zakwitł niepewny uśmiech. Gdyby nie była moją najlepszą przyjaciółką i gdybym nie wiedziała, że ma wielkie, bezgranicznie hojne i życzliwe serce, prawdopodobnie wcale bym za nią nie przepadała. Miałabym jej za złe, że wydaje się tak zwyczajnie nieskazitelna. Na szczęście poznałyśmy się na długo przed tym, zanim Chris zamienił mnie w podejrzliwego dupka, który wszystko podważał i nikomu nie ufał. Utrata przyjaźni Emrys byłaby dla mnie największą życiową tragedią właśnie dlatego, że moja przyjaciółka była tak onieśmielająco doskonała.

– Chcę, żebyś się zresetowała i naładowała akumulatory, Leo. Chcę, żebyś sobie przypomniała, że jesteś najmądrzejszą i najzdolniejszą kobietą, jaką znam. To, co zaszło z Chrisem, nie definiuje cię w żaden sposób. Wybrałaś się na przejażdżkę z czarującym przystojniakiem i teraz ponosisz tego konsekwencje, ale to nie koniec świata. Nie jesteś pierwszą kobietą, której się to przydarzyło. I na pewno nie ostatnią. Chcę, żebyś zostawiła przeszłość za sobą i wróciła do bycia tą, która zawsze była moją najlepszą przyjaciółką.

Powiedziała to z takim smutkiem i bezradnością, że aż żołądek zacisnął mi się w ciasny węzeł. Potrząsnęła lekko głową i rzuciła mi spojrzenie, pod którego wpływem zakłuło mnie w sercu.

– Bo ta kobieta… – Skinęła na mnie, patrząc na koszulę, którą miałam na sobie. Wiem, że powinnam była ją spalić, kiedy powiedziałam mu, że nie chcę go już więcej widzieć, a jednak tego nie zrobiłam. – Jakoś za nią nie przepadam.

Ja też nie byłam fanką tej kobiety, którą się stałam, ale nie miałam pojęcia, jak się jej pozbyć. Właściwie to zaczynałam się zastanawiać, czy może właśnie taka mam już teraz być, ale ta myśl straszliwie mnie przygnębiała.

– Zostawiam to za sobą, Em – powiedziałam i zdjęłam dłonie z jej ramion. Schyliłam się, żeby podnieść swoją torbę i zanieść ją na jedno z małych podwójnych łóżek z uroczymi rustykalnymi ramami. Musiałam niechętnie przyznać, że ktoś się bardzo postarał, aby wystrój wnętrza pasował do klimatu rancza. Efekt był naprawdę czarujący i odpowiedzialne za niego osoby najwyraźniej odwaliły kawał dobrej roboty, żeby zbadać, jakie rozwiązania najbardziej spodobają się klientom. Sama zajmowałam się analizowaniem tego, na co ludzie chcą wydawać pieniądze, więc potrafiłam docenić, gdy jakaś firma podjęła dodatkowe kroki w celu zrozumienia rynku i swoich klientów.

Usłyszałam za sobą ciche westchnienie Emrys.

– W czasach zanim poznałaś Chrisa, nigdy nie zarzuciłabyś tym facetom, że nie są prawdziwymi kowbojami. Byłabyś zbyt zajęta podziwianiem ich seksownych tyłków w tych dżinsach, żeby się zastanawiać, czy są wystarczająco „kowbojscy”.

Niestety miała rację.

Wydobyłam z siebie stłumiony chichot i spojrzałam na nią przez ramię.

– Ich tyłki rzeczywiście wyglądają fenomenalnie w dżinsach – przyznałam.

Zwłaszcza tyłek Cyrusa, gdy się odwrócił i odmaszerował pewnymi, długimi krokami, zaraz po tym, jak mnie zbeształ. Sprawiał wrażenie mężczyzny zdeterminowanego w dążeniu do celu. Poruszał się tak, jakby nic nie miało prawa stanąć mu na przeszkodzie, a to, co zamierzał zrobić, było najważniejsze na świecie. Zawsze wyobrażałam sobie, że prawdziwy kowboj porusza się w ten sposób, chociaż moja wybujała wyobraźnia podsuwała mi jeszcze obraz lekko pałąkowatych nóg, dla bardziej dramatycznego efektu.

Emrys się roześmiała i kamień spadł mi z serca, dzięki czemu zrzuciłam z niego odrobinę tego ciężaru, który mnie tak przytłaczał.

– Po prostu bądź miła dla wszystkich przez ten tydzień, Leo. Tylko o to cię proszę.

– To mogę ci obiecać.

Nie prosiła o wiele i wiedziałam, że dam radę spełnić jej życzenie, o ile najstarszy Warner będzie się trzymał ode mnie z daleka. Przyjechałam tam, aby spędzić wspaniale czas z przyjaciółką i podarować sobie oraz swojemu zmaltretowanemu sercu tak bardzo potrzebną przestrzeń. Straciłam zaufanie do siebie i świata, ale liczyłam na to, że gdy pozostawię za sobą wszystko, co znam, otaczająca mnie cisza uzdrowi otwarte, głębokie rany, które zadał mi Chris razem ze swoimi kłamstwami.

Byłam gotowa zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zaufać tym niezupełnie prawdziwym kowbojom, że nie tylko przeprowadzą nas przez góry, ale także w jakiś magiczny sposób przybliżą mnie do osoby, którą byłam, zanim mnie złamano.

[1] Garth Brooks – amerykański piosenkarz country (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

[2] Luke Bryan – amerykański piosenkarz country.

[3] Raggedy Ann – szmaciana lalka o rudych włosach z książek dla dzieci autorstwa Johnny’ego Gruelle’a.

[4] Sam Elliott – amerykański aktor z charakterystycznymi wąsami.

Rozdział 2

Niecodzienna rozmowa w porze kolacji

Przez moje starcie z Panem Mądralińskim nie zostało nam zbyt dużo czasu do kolacji, więc zaproponowałam Emrys, żeby to ona skorzystała z maleńkiej rustykalnej, a jednak nowoczesnej łazienki. Doszłam do wniosku, że skoro i tak już zrobiłam niezbyt dobre wrażenie, to nie ma sensu starać się ogarnąć i udawać kogoś bardziej sympatycznego, niż jestem. Ponadto byłam gotowa wypruć sobie żyły dla mojej najlepszej przyjaciółki, żeby tylko mogła doświadczyć ze mną niezapomnianych wrażeń, których najwyraźniej pragnęła. Tylko dla nielicznych ludzi na świecie byłam skłonna zmienić swoje nastawienie. Emrys znajdowała się na szczycie tej listy i prawdę mówiąc, miałam już dość bycia nieszczęśliwą i unieszczęśliwiania tych, którzy się o mnie troszczyli.

Na początku, kiedy prawda o Chrisie i naszym fikcyjnym związku wyszła na jaw, byłam zdruzgotana i straszliwie zraniona. Wkrótce odczucia te przerodziły się we wstyd i gniew. To właśnie z powodu palącego wstydu starałam się zachować swoje emocje dla siebie. Chciałam wylizać rany na osobności i tylko dlatego wciąż robiłam wszystko, żeby odepchnąć od siebie swoją apodyktyczną przyjaciółkę. Wystawiałam ją do wiatru. Olewałam nasze regularne wieczorne spotkania. Ignorowałam jej telefony i nie odzywałam się do niej. Zrezygnowałam nawet z kilku projektów biznesowych, które miałyśmy wspólnie realizować, przez co musiała sama poradzić sobie z napalonymi przedsiębiorcami. W końcu celowo przegapiłam jej urodziny i wszczęłam kłótnię, kiedy mnie rozgryzła. Nie chciałam nikogo do siebie dopuszczać ani pokazywać nikomu swojego bólu – zwłaszcza osobie, która znała mnie lepiej niż inni.

Na szczęście dla mnie Em była równie uparta, co wymagająca. Odpychałam ją od siebie tak mocno, jak tylko mogłam, ale ona wcale nie zamierzała odchodzić. Przeskoczyła moje wysokie na kilometr mury i starała się wciągnąć mnie z powrotem do krainy żywych. To dlatego chciałam podarować jej wspaniały tydzień. Byłam jej to winna.

Emrys zniknęła w łazience, a ja zostałam sama w pokoju. Przebrałam się w dżinsy i dopasowaną koszulę w kratę. Uwolniłam splątane włosy z końskiego ogona, na który prawdopodobnie były skazane przez następny tydzień, i palcami pomasowałam skórę głowy, czując przyjemne mrowienie ulgi. Uśmiechnęłam się, kiedy kątem oka ujrzałam swoje odbicie w wielkim lustrze wiszącym na drzwiach szafy. Pomyślałam, że gdy włożę jeszcze nowe buty marki Justin w stylu Roper, które kupiłam specjalnie na tę wyprawę, będę wyglądać jak tradycyjna pracownica rancza – a przynajmniej tak sobie zawsze wyobrażałam taką osobę. Postanowiłam pójść na całość i splotłam włosy w dwa warkocze po obu stronach głowy, tak jak w czasach, kiedy byłam małą dziewczynką.

W dzieciństwie bałam się żartów o Pippi Pończoszance, ale miałam na tyle kręcone włosy, że zamiast tego zostałam małą sierotką Annie. Te docinki sprawiały mi przykrość, bo doskonale zdawałam sobie sprawę, dlaczego dzieci mnie przezywają. Wszyscy wiedzieli, że wychowują mnie dziadkowie, ponieważ matka mnie nie chciała, a ojca nie znałam. Świadomość, że zostałam odrzucona przez osobę, która sprowadziła mnie na świat, była niezwykle gorzką i trudną do przełknięcia pigułką. Na szczęście babcia i dziadek starali się, jak mogli, abym czuła, że mnie kochają i uwielbiają. Robili wszystko, by wynagrodzić mi zaniedbanie ze strony mojej matki. Ale ja chciałam tylko wiedzieć, dlaczego mama nie pokochała małego dziecka, które nie dało jej jeszcze powodu do tego, aby je odrzucić.

Zadałam to pytanie zarówno dziadkom, jak i kobiecie, która mnie urodziła. Usłyszałam wymijające odpowiedzi, a żadna z nich nie przyniosła mi ulgi. Bo nie padło żadne wyjaśnienie. Nie było żadnego powodu, dla którego miałaby mnie nie kochać. Zwyczajnie mnie nie chciała. Byłam dla niej tylko niedogodnością. Zaplanowała swoje życie beze mnie i nigdy nie miałam być jego częścią. Okazałam się zbyt problematyczna, a to już wystarczyło, żeby mnie nie pokochać, oddać dziadkom i odejść na zawsze.

Emrys stwierdziła kiedyś, iż miałam szczęście, że matka mnie zostawiła. Moi dziadkowie posyłali mnie do najlepszych szkół i na wszelkie zajęcia pozalekcyjne, jakie tylko mi się podobały. Zabierali mnie na wycieczki po całym świecie, przekazali wiedzę o różnych kulturach i zaszczepili we mnie szacunek do ciężkiej pracy oraz samodzielności. Wychowali mnie na niezależną osobę, która potrafi myśleć samodzielnie. A jednak wciąż dręczyło mnie poczucie, że mam te wszystkie możliwości na wyciągnięcie ręki tylko dlatego, że zostałam porzucona. W rezultacie starałam się być jak najlepsza we wszystkim. Wiedziałam, że wszystko jest ze mną w porządku i to kobieta, która nie chciała być moją matką, miała problem, ale nie mogłam się wyzbyć wątpliwości i lęku, że być może jest we mnie coś, co nie pozwala innym mnie pokochać. To dlatego często byłam zamknięta w sobie i odpychałam od siebie ludzi – zwłaszcza tych, którzy próbowali się do mnie zbliżyć.

Zirytowana tymi ponurymi myślami, wyjęłam z górnej części torby Em broszurę rancza, którą nosiła ze sobą jak jakąś wakacyjną biblię przez ostatnie kilka tygodni, i zaczęłam ją przeglądać.

Najpierw zwróciłam uwagę na zamieszczone w niej zdjęcia gór i pięknych krajobrazów. Do krystalicznie czystego górskiego jeziora wpływała dziewicza rzeka, w której oczywiście stał rybak z wielkim uśmiechem na twarzy. Atrakcyjnie ubrani turyści siedzieli na wspaniałych koniach obładowanych sprzętem. Wszyscy ludzie na zdjęciach byli roześmiani i najwyraźniej świetnie się bawili. Były tam także fotografie uroczych drewnianych domków i stajni z końmi. Stuknęłam palcem w zdjęcie Suttona siedzącego na koniu. Miał na sobie czarnego stetsona i dżinsową kurtkę z wełnianym kołnierzem. Opierał się o łęk siodła, a ponieważ najwyraźniej nie był zdolny do uśmiechu, wyglądał w każdym calu jak twardy kowboj, gotowy do wyruszenia na szlak. Było tam też zdjęcie Lane’a, jedynego Warnera, który umiał się uśmiechać. I to właśnie robił na fotografii, siedząc przy ognisku z gitarą w ręku. On też miał na głowie kowbojski kapelusz, z tym że słomiany, a jego koszula przypominała modną flanelę, w którą się właśnie przebrałam. Jak się okazało, tylko na tych zdjęciach z broszury wyglądali na prawdziwych kowbojów.

Parsknęłam, spojrzałam na tylną okładkę i wydałam z siebie głębokie westchnienie. Było tam kilka ujęć głównego budynku i wielkiego drewnianego stołu jadalnego, który wyglądał, jakby został wyjęty prosto z serialu Wikingowie. Zobaczyłam też piękną rudowłosą kobietę, która śmiała się z odrzuconą do tyłu głową, ugniatając ciasto na pokrytym mąką blacie. Ale tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, okazało się zdjęcie Cyrusa Warnera w jego biurze.

Siedział za wielkim biurkiem, oparty o skórzany fotel Wingback, z rękami skrzyżowanymi na szerokiej piersi i tak przenikliwym spojrzeniem, że aż zabrakło mi tchu. Nigdy w życiu nie widziałam takiego biura. Na ścianie nad jego głową wisiała gigantyczna czaszka krowy długorogiej. Żyrandol wyglądał, jakby został zrobiony z koła starego dyliżansu, a obicie foteli wykonano najprawdopodobniej z prawdziwej wołowej skóry. Wszystko to niewątpliwie kojarzyło się z Dzikim Zachodem i nie ulegało wątpliwości, że biuro wchodziło w skład rancza. Emanowało męskością i siłą – dokładnie jak mężczyzna, który nim zarządzał.

Cyrus wyglądał na zdjęciu imponująco, ale i tak nie przypominał kowboja. W przeciwieństwie do swoich braci był ubrany dokładnie tak, jak w chwili, gdy go poznałam. Miał na sobie czarną koszulkę, a przyprószone siwizną włosy ustylizował zbyt umiejętnie jak na kowboja czy nawet biznesmena. Nie pasował do żadnych stereotypów i nie sposób mu było przylepić żadnej etykietki, co sprawiło, że po moim kręgosłupie przeszedł dreszcz wyzwania i ciekawości.

– W końcu zaczęłaś się interesować tym, co będziemy robić w tym tygodniu? – zagadnęła Emrys.

Wyszła z łazienki z ręcznikiem zawiniętym na głowie, a za nią unosiły się kłęby pary. Była ubrana podobnie jak ja, tyle że ona w takim właśnie stroju tu przyjechała. W przeciwieństwie do mnie Em była obeznana z przygodami na świeżym powietrzu.

– Cieszę się – dodała. – Naprawdę myślę, że będziemy się tu dobrze bawić, jeśli tylko dasz temu szansę.

Westchnęłam i rzuciłam broszurę na łóżko obok siebie.

– Wiedziałaś, że wymagają biegłych umiejętności jeździeckich, prawda? – zapytałam. – Ostatnim razem siedziałam na koniu, gdy byłam nastolatką.

Dziadek dorastał w Teksasie wśród koni i dopiero później przeprowadził się do północnej Kalifornii. Był zachwycony, kiedy okazałam zainteresowanie czymś, co moglibyśmy robić razem. Zapisał mnie na lekcje jazdy konnej w lokalnym ośrodku jeździeckim, zanim jeszcze zdążyłam powiedzieć: „Wio!”. Uczęszczałam tam przez całe lato. Całkiem dobrze radziłam sobie z końmi i uwielbiałam na nich jeździć. Podobało mi się, że mogę sprawować całkowitą kontrolę nad tak wielkim i silnym zwierzęciem. A przynajmniej tak było do momentu, kiedy spadłam z płochliwego wierzchowca, który nie chciał skoczyć i zrzucił mnie tak, jakbym nic nie ważyła. Złamałam nadgarstek w dwóch miejscach i odechciało mi się jazdy konnej. To była zbyt nieprzewidywalna rozrywka i wcale nie miałam nad tym takiej kontroli, jak sobie wcześniej wmawiałam (co najwyraźniej było głównym motywem mojego życia). Zrezygnowałam i już nigdy więcej nie zbliżyłam się do konia. Nienawidziłam porażek, a kiedy mi się już przytrafiały, nie zamierzałam ryzykować kolejnych.

– To nie znaczy, że masz być zawodowcem – odparła Em. – Umiesz założyć siodło i uzdę. Jesteś w stanie usiedzieć na koniu kilka godzin dziennie. To wszystko, czego wymagają.

Zdjęła ręcznik z głowy, a jej ciemne włosy opadły kaskadą na ramiona niczym czarny jedwab.

– Ja też nie jeździłam na koniu od lat – dodała. – Od czasu, kiedy się spotykałam z tym hiszpańskim graczem w polo w college’u.

Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia i westchnęłyśmy z nostalgią. Tamten gracz był niesamowicie seksowny, podobnie zresztą jak wszyscy pozostali faceci Em. Moja najlepsza przyjaciółka nie umawiała się z przeciętniakami. To była jedna z tych cech, które najbardziej w niej podziwiałam. Nie zamierzała się zadowalać byle czym.

– Wyglądasz ślicznie w tej fryzurce. – Pociągnęła za jeden z moich warkoczyków, gdy wstałam z łóżka. – Jak Elly May Clampett[5].

Odepchnęłam jej dłoń i poczułam burczenie w żołądku, który dawał mi wyraźnie do zrozumienia, że domaga się czegoś więcej niż batonika zbożowego oraz pepsi, które skonsumowałam w podróży.

– Elly May była wieśniaczką, a nie kowbojką – odparłam. – Chodźmy już na tę kolację. Umieram z głodu.

Em wskazała na wciąż jeszcze mokre włosy i uniosła brew.

– Najpierw muszę wysuszyć swoją czuprynę, ale możesz iść beze mnie.

Wiedziałam, że potrzebuje co najmniej pół godziny, żeby jako tako wysuszyć swoje włosy, których miała całkiem sporo. Chciałam jej powiedzieć, że na nią poczekam, ale mój żołądek zaburczał gniewnie i tak głośno, że nawet ona to usłyszała. Uniosła obie brwi, a ja przyłożyłam dłoń do brzucha i poczułam, jak się rumienię.

– Dobra – zgodziłam się. – Pójdę tam i zobaczę, czy mają coś do jedzenia, zanim moje ciało zacznie pożerać samo siebie. Powiem im, że się trochę spóźnisz.

Skinęła głową i skierowała się do łazienki, podczas gdy ja podeszłam do swoich nowych butów i zaczęłam wpychać w nie stopy. Nie przypominały miejskiego obuwia, które zwykle nosiłam, ale musiałam przyznać, że małe frędzle przy sznurówkach wyglądały naprawdę ślicznie. Oparłam ręce na biodrach, gdy zauważyłam, jak uśmiechnięta Em przygląda mi się bacznie w lustrze.

– Jesteś urocza, Leo. Dzięki, że się starasz. To dużo dla mnie znaczy – powiedziała lekkim tonem, jakiego nie słyszałam z jej ust, odkąd schowałam się w swojej skorupie nieszczęścia. Zignorowałam resztę świata, usiłując zagoić rany, które były o wiele głębsze, niż ktokolwiek zdawał sobie sprawę.

Wypuściłam powietrze z płuc i skierowałam się do drzwi.

– Życz mi szczęścia – rzuciłam. – Mam nadzieję, że nie zostanę zjedzona przez niedźwiedzia ani zaatakowana przez pumę w drodze do tego drewnianego dworu.

Roześmiała się i znów spojrzała w lustro.

– Idę o zakład, że wystarczyłoby, żebyś krzyknęła, a ci chłopcy w obcisłych wranglerach natychmiast rzuciliby się na ratunek – odrzekła. – Może warto zaryzykować i przekonać się o tym? Która kobieta nie chciałaby zostać uratowana przez seksownego kowboja?

Parsknęłam i otworzyłam drzwi.

– No cóż, nadal nie jestem przekonana co do tego, że ci faceci rzeczywiście są kowbojami, więc istnieje prawdopodobieństwo, że sama musiałabym się uratować – dorzuciłam na odchodne.

Zanim Chris zdążył zatrząść fundamentem mojej wiary w siebie, byłam pewna, że doskonale potrafię zadbać o własne bezpieczeństwo. Ale po tym, co się wydarzyło, utraciłam tę pewność i zaczęłam wątpić w to, czy naprawdę mogę ochronić siebie i wszystkie miękkie, wrażliwe miejsca w moim wnętrzu.

– Do zobaczenia później. – Em pomachała mi przez ramię.

Skrzywiłam się, gdy zdałam sobie sprawę, jak wyraźnie słychać tam dźwięk zamykanych drzwi i stukanie obcasów na drewnianym podeście prowadzącym na ścieżkę. Wokół panowała niemalże głucha cisza, w której słyszałam bicie swojego serca, swój oddech i ocieranie się ubrania o moją skórę. Kierowałam się do jasno oświetlonego głównego budynku, a delikatny wiatr rozwiewał mi włosy. Zaczynało docierać do mnie, jak roznosi się dźwięk, gdy nie blokują go budynki ani tłumy ludzi. Mój głos mógłby się ponieść aż do górskich szczytów, więc nic dziwnego, że Cy i jego bracia usłyszeli wcześniej moje złośliwe komentarze.

„Tutaj przyzwyczajasz się do mówienia tego, co myślisz”. Słowa Lane’a rozbrzmiewały w mojej głowie, gdy zbliżałam się do imponującego, pięknego domu. Całą przednią część otaczał szeroki ganek, na którym stało kilka drewnianych krzeseł pokrytych czymś, co wyglądało jak koce na konie. Stare lampy świeciły miękkim blaskiem, a ktoś poświęcił czas na wypalenie nazwy posiadłości na każdej tralce drewnianej balustrady. Budynek wyglądał jak z jakiegoś starego westernu, ale sprawiał wystarczająco przyjemne i gościnne wrażenie, aby mógł się spodobać różnego rodzaju gościom. Osoba, która była odpowiedzialna za wystrój rancza, najwyraźniej poświęciła dużo czasu na przemyślenie każdego szczegółu. Perfekcyjnie udało jej się połączyć ranczo z ośrodkiem wypoczynkowym i ciężko mi było wyobrazić sobie, aby którykolwiek z mężczyzn, których tu poznałam, był do tego zdolny. To była praca, na jaką dyrektorzy generalni potrafili wydać miliony. Wiedza na temat tego, co się może spodobać konsumentowi i jak nakłonić go do rozstania się z ciężko zarobionymi pieniędzmi, była najskuteczniejszym narzędziem wśród całego zestawu umiejętności profesjonalisty. Wyglądało na to, że ktoś bardzo umiejętnie ją tam zastosował.

Przesunęłam dłonią po gładkiej drewnianej balustradzie na schodach prowadzących do drzwi z drewna i żelaza. Wydawała się przyjemnie ciepła pod moim dotykiem. Byłam przyzwyczajona do stalowych poręczy miejskich, lepkich od Bóg wie czego. Odniosłam wrażenie, że wszystko dookoła żyje i ma duszę, której brakowało w poważnych budynkach firmowych tworzących panoramę San Francisco. Kochałam miasto, które nazywałam swoim domem, a które zostało założone przez poszukiwaczy złota i marzycieli, uwielbiałam jego ciekawą historię, dziwaczne pagórki i doliny. Ale miejsce, w którym się znalazłam, było kompletnie inne.

Wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się mentalnie, by wspiąć się po frontowych schodach, gdy nagle drzwi wejściowe otworzyły się z impetem i stanęłam twarzą w twarz z niepokojąco atrakcyjnym i nie do końca prawdziwym kowbojem. Nie przypominałam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej znalazła się tak blisko postawnego i w dodatku imponującego mi mężczyzny. Odniosłam wrażenie, jakby przy jego charyzmie wszystko wokół zatrzymywało się w miejscu i znikało, aby to on mógł zwrócić na siebie całą moją uwagę. To samo poczułam, gdy zobaczyłam jego zdjęcie w broszurze. Zaniepokoiło mnie to. Nie spodobało mi się, że nie musi nic robić, żeby przyciągać mój wzrok i sprawiać, że moje wnętrze reaguje na niego tak, jakby był czymś najbardziej dynamicznym we wszechświecie. To było dla mnie naprawdę zaskakujące i natychmiast uruchomiło mój głośny i wyraźny alarm wewnętrzny, który zreperowałam po katastrofie, jaką się okazał Chris.

– Właśnie wybierałem się sprawdzić, czy nie zgubiłyście się gdzieś po drodze – oznajmił. – Po zmroku czyha tu dużo niebezpieczeństw, gotowych wbić zęby w ładną kobietę.

Trochę za bardzo podobał mi się jego chrapliwy głos, ale zignorowałam to uwodzicielskie ostrzeżenie. Podniosłam głowę, chcąc spojrzeć mu w twarz, podczas gdy on wszedł na najwyższy stopień schodów, by móc górować nade mną.

– Nic mi nie jest – odparłam. – Doskonale potrafię o siebie zadbać. Wiem, kiedy należy uciekać.

Lub przynajmniej kiedyś wiedziałam. Wszystko we mnie krzyczało, abym zwiewała gdzie pieprz rośnie, jak najdalej od tego mężczyzny. Przypomniałam sobie jednak, że obiecałam zakopać z nim topór wojenny, więc zmusiłam się do uśmiechu i przekrzywiłam głowę, mając nadzieję, że uzna to za wystarczająco przyjazny gest.

– Dziękuję za troskę o nas i nasze dobro – dorzuciłam. – To bardzo miło z twojej strony.

Ugryzłam się w język, żeby się powstrzymać od dodania „nareszcie”.

Uniósł kącik ust w uśmiechu, a na ten widok nagle zabrakło mi tchu i ugięły się pode mną kolana. Mężczyzna o tak nieprzyjemnej osobowości nie powinien być aż tak przystojny. To nie było w porządku. Denerwował mnie, a jednak – wbrew własnej woli – cieszyłam się z tego, że w ogóle na mnie działa. Podobało mi się napięcie między nami i to, jak rozgrzewało moją krew.

– Ja tylko dbam o to, żeby nic się nie stało ładnym dziewczynom z miasta. To nie byłoby dobre dla naszego biznesu. – Uniósł ciemne brwi i oba kąciki ust w uśmiechu. – To zwykle ci, którzy myślą, że potrafią sami o siebie zadbać, potrzebują największej pomocy. Wejdź do środka i zajmij miejsce. Pójdę po twoją przyjaciółkę, żeby nie musiała tu iść sama po ciemku.

Próbowałam dojść do siebie po tym, jak znów nazwał mnie ładną. Zwykle uznałabym takie słowa za pusty komplement. Byłam przecież jego klientką i doskonale rozumiałam, że po naszym wcześniejszym spięciu mógł się niepokoić, że mogę obsmarować jego biznes na TripAdvisorze i każdej innej stronie, która zapewniała mu klientów. A jednak nie wydawał mi się człowiekiem skłonnym do rzucania słów na wiatr. Poza tym Lane powiedział mi wcześniej, że Warnerowie zawsze mówią to, co myślą. Słowa wypowiedziane w miejscu, w którym wszyscy mogą je usłyszeć, mają bowiem dużą wagę.

Komplement Cyrusa dotknął czegoś głęboko w moim wnętrzu, ale byłam zbyt przejęta, żeby się temu przyjrzeć. Nie mogłam sobie pozwolić na motylki w brzuchu. Postanowiłam przecież, że nigdy więcej nie znajdę się już w takiej sytuacji, jak z Chrisem. A jednak poczułam drżenie, które sprawiło, że wpadłam w panikę, i w rezultacie zrobiłam to, co zawsze, kiedy czułam się prowokowana i wystawiana na próbę… Postanowiłam zwiać.

Weszłam na kolejny stopień i już otworzyłam usta, by poinformować Cyrusa, że umieram z głodu, kiedy nagle zza jego pleców wyskoczył prosto na mnie Sutton – z tak zawrotną szybkością, że niewiele brakowało, żeby mnie powalił. Zabrakło mi tchu. Oboje zachwialiśmy się na nogach, a Sutton odchrząknął i chcąc utrzymać mnie w pozycji pionowej, ścisnął moje ramiona swoimi twardymi dłońmi tak, jakbym była przypadkowo popchniętym meblem. Następnie przesunął mnie na bok niczym szafę i spojrzał przez ramię na starszego brata, który rzucił mu spode łba ostrzegawcze spojrzenie.

Sutton zaklął pod nosem i odwrócił od niego wzrok.

– Daye właśnie do mnie zadzwoniła – rzucił nerwowo. – Muszę po nią pojechać.

Spoglądałam raz na jednego, raz na drugiego.

– Nie możesz biec na każde zawołanie Alexy, Sutton – wycedził ze złością Cy. – Masz tu swoje obowiązki.

Wzdrygnęłam się na te słowa i jęknęłam cicho, bo Sutton wciąż ściskał moje ramiona, sprawiając mi ból.

– Tam też mam obowiązki, Cy – wypalił. – Jeden z nich nie zniknie przez co najmniej kolejne trzynaście lat. Daye jest moją córką, do cholery, i nie ponosi winy za to, że jej matka jest pieprzoną wariatką. Ona mnie potrzebuje, więc do niej jadę. Nic ci się nie stanie, jeśli ruszysz tyłek i wykonasz w końcu jakąś pracę poza biurem.

Wreszcie jego ciężkie dłonie wypuściły mnie z uścisku i chwilę później był już za mną, a ja znów stanęłam twarzą w twarz z wyraźnie wściekłym Cyrusem Warnerem. Spojrzał na mnie, by się upewnić, że nic mi nie jest, a potem skierował wzrok gdzieś ponad moją głową – tam, skąd dochodziły wyraźne kroki jego brata, schodzącego po schodach.

– Mówiłem ci, żebyś nie pozwalał żadnym kobietom wodzić się za kutasa – rzucił. – Myślałem, że ty i Lane nauczyliście się już czegoś na swoich błędach.

Przełknęłam głośno ślinę. Chociaż nie mówił do mnie, to jednak słowa te zabrzmiały jak ostrzeżenie. Skierowane właśnie w moją stronę.

Sutton zdjął kapelusz i uderzył nim o nogę, a drugą dłonią przeczesał włosy. Miały piękny brązowy kolor i nie były tak ciemne jak włosy wysokiego mężczyzny, który stał przede mną.

– Nie jestem tobą, Cy, i nie jestem tatą – odrzekł. – Potrzebuję popełniać własne błędy, podobnie jak Lane. Nie jesteśmy wszyscy stworzeni z jednego materiału, bez względu na to, jak bardzo byś chciał, żeby tak było. Muszę teraz pojechać po swoje dziecko. Daye jest przerażona i płacze, bo jej mama to bezwartościowa pijaczka, która upiła się przy niej do nieprzytomności już drugi raz w tym tygodniu. Jest głodna, osamotniona i potrzebuje swojego taty. Możesz wyjechać z Lane’em z rana. Kiedy sprowadzę tu Daye i zorganizuję wszystko z Brynn, dogonię was i cię zastąpię. To tylko kilka dni.

Wpatrywali się w siebie w napięciu ponad moją głową, aż w końcu szeroka klatka piersiowa Cyrusa się poruszyła, a on wydał z siebie głębokie westchnienie. Ustąpił, chociaż wcale nie wydawał się z tego zadowolony.

– W porządku. Zadzwoń do mnie, jeśli będziesz potrzebował pomocy – powiedział.

Młodszy mężczyzna mruknął coś pod nosem, a potem zniknął, zostawiając mnie na pastwę tego onieśmielającego, gniewnego spojrzenia.

– Przepraszam cię za to – rzekł Cy. – To nie jest odpowiedni czas na tego rodzaju rozmowy. Sutton bywa narwany i zapomina, że w naszej pracy nie ma miejsca na sprawy rodzinne. Wszystko w porządku? Wpadł prosto na ciebie, kiedy stąd wyleciał.

Ta niespodziewana troska zbiła mnie nieco z tropu. Z roztargnieniem dotknęłam ramienia. Byłam pewna, że nazajutrz pojawi się na nim siniak. Miałam jasną karnację i łatwo można było zostawić ślad na mojej skórze.

– W porządku – odparłam. – Był bardzo zdenerwowany.

Chciałam być miła, jak obiecałam Em, ale z jakiegoś powodu moja odpowiedź jeszcze bardziej rozzłościła tego imponującego mężczyznę. Zaklął pod nosem i zamknął drzwi, które otworzył Sutton.

– Krwawi z ran, które sam sobie zadał – wypalił. – Zrobił dziecko niewłaściwej kobiecie i płaci za ten błąd od pięciu lat. Ale to nie daje mu prawa do zaniedbywania naszych gości. Mógł ci zrobić krzywdę. Na szczęście ma na tyle szybki refleks, że zdążył cię przytrzymać.

Wzdrygnęłam się na ten brak współczucia w jego głosie i przechyliwszy głowę na bok, przyjrzałam mu się uważnie.

– Twoja bratanica ma zaledwie pięć lat i przebywa sama z matką, która straciła przytomność, co oznacza, że prawdopodobnie jest przerażona i niewątpliwie bardzo zaniepokojona – zauważyłam.

Wpatrywał się we mnie przez chwilę, jakby przetwarzał w głowie przerażające fakty, które mu przedstawiłam.

– I denerwujesz się na swojego brata za to, że chce po nią pojechać? – zapytałam. – Cóż za potwór bez serca zostawiłby dziecko same w takiej sytuacji?

Spojrzał na mnie z góry tymi niesamowitymi błyszczącymi oczami. Zacisnął mocno zęby i mięsień na jego policzku zadrżał. Nie znałam szczegółów całej sytuacji, ale ten mężczyzna, który tak mnie intrygował, nie jawił mi się w zbyt korzystnym świetle. Nie miałam pojęcia, jakim jest biznesmenem, i wyglądało na to, że nie jest kowbojem, ale jednego byłam pewna… Był dupkiem. Nieczułym, zimnym, gruboskórnym i bezdusznym draniem. Jaki człowiek potępiłby działanie służące dobru dziecka? Zwłaszcza dziecka, z którym był spokrewniony?

Zapragnęłam uciec od niego i od tej dziwnej magnetycznej energii, którą emanował. Nie polubiłam go i zupełnie nie podobało mi się to, jak się przy nim czułam. Miałam wrażenie, jakby wszystko we mnie jednocześnie się gotowało i zamarzało. Ktoś niedawno zatrząsł moimi fundamentami, które nie były jeszcze wystarczająco stabilne, żeby móc to znieść. Nie potrzebowałam kolejnych obrażeń ze strony tego wielkiego, tajemniczego mężczyzny, zachowującego się w niezrozumiały dla mnie sposób.

Chciałam go ominąć i wejść do środka, a wtedy jego dłoń wylądowała na moim ramieniu. Dotknął mnie znacznie delikatniej niż jego brat, a jednak poczułam się tak, jakby poraził mnie prąd. Ciarki przeszły mi po ręce i odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć. Patrzył na moje ramię, a dokładnie na to miejsce, na którym spoczywała jego dłoń, a ja się modliłam, aby nie poczuł, że moja krew zawrzała jak gorąca lawa pod tym zwyczajnym dotykiem.

– Kocham brata i bratanicę – wyznał. – Nie znoszę jednak kobiety, która nimi manipuluje. Nie jestem zły, że Sutton jedzie po swoje dziecko. Jestem zły, że w ogóle doszło do takiej sytuacji. Już od momentu, kiedy ta kobieta z nim wpadła, Sutton walczy o prawa do opieki nad Daye. Powiedziałbym, że w tych okolicznościach prawdziwym potworem bez serca jest właśnie dziewczyna, która świadomie sprowadziła na świat dziecko, nie zamierzając się nim opiekować. Daye od zawsze była tylko pionkiem w jej grze, niczym więcej. Wkurza mnie to, że Sutton nie ma innego wyboru, jak tylko włączać się w tę rozgrywkę, bo kocha swoje dziecko i jest dobrym ojcem. Chciałbym, aby moi bracia dokonywali lepszych wyborów w kwestii partnerek niż inni mężczyźni w naszej rodzinie. Warnerowie nigdy nie mieli szczęścia w miłości.

Zamrugałam dwukrotnie, bo byłam aż za dobrze zaznajomiona z potworem, jakiego opisał. Sama miałam takiego w swoim życiu, chociaż starałam się o nim zapomnieć. Zrobiłam wydech i przykleiłam uśmiech do twarzy, aby zepchnąć tamte stare uczucia niedowartościowania z powrotem w ciemność, gdzie było ich miejsce.

– No cóż, nie spodziewałam się tego, ale muszę przyznać, że jak dotąd ten urlop z pewnością nie jest nudny – stwierdziłam. – Właściwie to umieram z głodu, więc chciałabym się dorwać do jakiegoś jedzenia.

To była wyraźna próba zmiany tematu i modliłam się w duchu, żeby puścił mi to płazem. Nie wyglądał na człowieka, który pozwoliłby jakiejś nieznajomej wściubiać nos w jego rodzinne sprawy. Lane wspomniał, że Cy traktował przyjezdnych – czyli osoby, które korzystały z jego posiadłości i ziemi – jak obcych. Nie należałam do jego świata i z całą pewnością nie powinnam się wtrącać w jego życie osobiste, tak jak on nie miał prawa wtrącać się w moje.

Chris wkroczył w moje życie niepostrzeżenie, ale Cyrus zrobił to w wielkim stylu.

Niespodziewanie cofnął się o krok. Jego błyszczące szare oczy przygasły nieco, kiedy pochylił głowę, jakby chciał docenić fakt, że zmieniam temat, i potwierdzić, że łączy nas tylko biznes… Nic więcej.

– Wejdź – powiedział. – Gdy wrócę z twoją przyjaciółką, przedstawię ci resztę gości i Brynn. Rankiem wyjedziemy z ośmioosobową grupą. Spędzimy ze sobą cały tydzień… Dobrze by było, żebyś postarała się z nimi dogadać.

Zjeżyłam się na tę aluzję do mojego charakteru i chciałam zarzucić wyniośle włosami, ale zapomniałam, że splotłam je w warkocze. Nie sposób wyglądać dumnie, gdy się stylizujesz na prawdziwą kowbojkę. Zwłaszcza że w moim przypadku nie dało się połączyć uroku z wyniosłością.

Nigdy nie posunęłabym się do stwierdzenia, że zazwyczaj świetnie się dogaduję z ludźmi, ponieważ bym skłamała. Nie było mi łatwo im zaufać, a jeszcze trudniej się przed nimi otworzyć, więc mój krąg znajomych był stosunkowo niewielki. Nie ulegało wątpliwości, że odpycham od siebie innych swoim bezczelnym sposobem bycia i brakiem ogłady. W dzieciństwie nigdy nie należałam do żadnej popularnej paczki, i nawet się o to nie starałam. A jednak całymi dniami studiowałam zwyczaje ludzi, ich preferencje i słabe punkty, przez co, chcąc nie chcąc, zrozumiałam, co nimi kieruje. Wiedziałam, że dam radę przez tydzień udawać przy nich otwartość i żądzę przygód. A może nie zawsze będzie to tylko gra?

Kiedy się dowiedziałam, że Cy będzie nam towarzyszył przez kilka dni, poczułam się znacznie bardziej podekscytowana perspektywą spędzenia tygodnia w namiotach w górach stanu Wyoming. Nie mogłam go rozgryźć. Był dla mnie zagadką, którą chciałam rozwiązać. Zapragnęłam odkryć prawdziwe oblicze Cyrusa Warnera (być może dlatego, że mój ostatni mężczyzna ukrywał przede mną prawdę o sobie?). Przerażała mnie myśl, że nie mogę już ufać własnym osądom i nie potrafię rozeznać, co jest prawdą, a co zostało jedynie sfabrykowane w taki sposób, aby się wydawało prawdziwe.

Chris całkowicie zniszczył moje zaufanie i pewność siebie.

Gdzieś w głębi duszy poczułam, że jeśli dopuszczę Cyrusa Warnera wystarczająco blisko, będzie mógł zrównać z ziemią wszystko, co ze mnie zostało.

Jedyne, co mogłam zrobić, to trzymać kciuki i mieć nadzieję, że uda mi się w porę zapobiec tej tragedii.

[5] Elly May Clampett – postać z amerykańskiego serialu The Beverly Hillbillies.