Strona główna » Dla dzieci i młodzieży » Frigiel i Fluffy. Powrót Smoka Kresu

Frigiel i Fluffy. Powrót Smoka Kresu

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-8151-262-6

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Frigiel i Fluffy. Powrót Smoka Kresu

Powrót Smoka Kresu to pierwszy tom bestsellerowej serii Frigiel i Fluffy, której akcja toczy się w uniwersum Minecrafta.

To książka, w której młodzi czytelnicy odkryją ekscytujący świat przygód, fantastyki i minecrafta.

W wiosce Lanniel święto trwa w najlepsze, gdy nagle nad dachami domów zjawia się ogromny czarny smok. Ernald, dziadek Frigiela, postanawia stanąć do walki z potworem. Tuż przed tym powierza chłopcu tajemniczą czarną skrzynię, każąc chłopakowi obiecać, że zaniesie ją jego przyjacielowi Valmarowi do miasta Puaba. Frigiel wpada w wir nieoczekiwanej przygody – wyrusza w drogę, nie mając pojęcia, że niesie ze sobą jeden z najbardziej poszukiwanych przedmiotów na świecie, którego pożąda straszny mag Askar. Ten zaś zbiegł niedawno z więzienia w Odległych Lądach…

Polecane książki

W publikacji przedstawiono zagadnienia analizy i wspomagania podejmowania decyzji negocjacyjnych. Autorzy zwracają uwagę, że do pomyślnego prowadzenia negocjacji nie wystarczą tylko tzw. umiejętności miękkie. Równie ważne, a w niektórych negocjacjach nawet ważniejsze, są twarde umiejętności negocj...
Jan Gnatowski (1855–1925), występujący pod pseudonimem artystycznym Jan Łada, to polski pisarz i publicysta, a także ksiądz. Odbył uniwersyteckie studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także historię sztuki we Włoszech i Grecji, a następnie teologię w Innsbrucku. W 1887 roku o...
"W jednym z miast wielkiego perskiego państwa mieszkał człowiek Ali Babą zwany. Był on ubogim i trudnił się handlem drzewa. Codzień rano udawał się z trzema osłami do pobliskiego lasu, tam zbierał chrust i z tak naładowanemi osłami udawał się do miasta, by drzewo owo rozprzedać.  Pewnego razu, gdy j...
Oddajemy w ręce Czytelników książkę „wybuchową” i „wyzywającą” . Wybuchową, w tym sensie, że powinna wywołać dyskusje i spory, i wyzywającą, ponieważ wymaga od nas, abyśmy zastanowili się nad jutrem. Nie nad przyszłością za dwadzieścia czy trzydzieści lat, którą z trudem sobie wyobrażamy, ale nad...
Miłość kontra zdrowy rozsądek. Współczesna, lewobrzeżna Warszawa. W modnym klubie pod chmurką, w gorącym i nostalgicznym klimacie kizomby, Inga postanawia opowiedzieć nowo poznanemu Dawidowi historię uczucia, które całkowicie zmieniło jej życie. Czy miłość dziewczyny z ksenofobicznego, środkowoe...
Brutalne morderstwa wstrząsają opinią publiczną. Czy śmierć stanowi remedium na brak nadziei? W Poznaniu ginie kibic Legii Warszawa. Na miejscu zbrodni widnieje groźne memento z Boskiej Komedii Dantego Alighieri: Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie. Wkrótce zamordowana zostaje córk...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Frigiel i Nicolas Digard

Frigiel i Fluffy Powrót Smoka Kresu

Frigiel, Nicolas DigardIlustracje: Thomas FrickTłumaczenie: Magdalena Łachacz

Published in the French language originally under the title: Frigiel et Fluffy: Le retour de l’Ender Dragon – volume 1

© 2016, Slalom, an imprint of Édi8, Paris, France.

«Minecraft» is a Notch Development AB registered trademark.

This book is a work of fiction and not an official Minecraft product, nor an approved by or associated to Mojang. The other names, characters, places and plots are either imagined by the author, either used fictitiously.

© for the Polish edition: Wydawnictwo RM, 2019

All rights reserved.

Wydawnictwo RM 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl; www.rm.com.pl

ISBN 978-83-8151-125-4 ISBN 978-83-8151-262-6 (ePub) ISBN 978-83-8151-263-3 (mobi)

Redaktor prowadząca: Aleksandra ŻdanRedakcja: Marta KruszyńskaKorekta: Agata StyczeńOpracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej JędrzejecEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Oso­by

Fri­giel – wnuk Er­nal­da, ma pięt­na­ście lat. Ni­g­dy nie po­znał swo­ich ro­dzi­ców i nie wie, co się z nimi sta­ło.

Fluf­fy – pies Fri­gie­la.

Er­nald – dzia­dek Fri­gie­la, ma sześć­dzie­siąt pięć lat. Czło­wiek o za­gad­ko­wej prze­szło­ści, któ­ry zde­cy­do­wa­nie za czę­sto wy­jeż­dża z wio­ski.

Abel Swa­le – ma osiem­na­ście lat. Syn De­ry­na Swa­le’a, śmiał­ka spod He­ikan, puł­kow­ni­ka i bo­ha­te­ra ar­mii kró­la Llud­da Lawa.

Val­mar Paul­sen – przy­ja­ciel Er­nal­da, miesz­ka­niec Pu­aby.

Ali­ce Pem­bro­ke – zło­dziej­ka gil­dii zło­dziei z Pu­aby, ma szes­na­ście lat.

Tan­gor – przy­wód­ca gil­dii zło­dziei z Pu­aby.

Lludd Law – le­gen­dar­ny wo­jow­nik, któ­ry zo­stał kró­lem świa­ta.

Askar Raug – po­tęż­ny mag i brat bliź­niak Llud­da Lawa.

Ner­gal – ge­ne­rał Llud­da Lawa, ka­pi­tan Gwar­dzi­stów Świa­tła.

Val­dis – le­gen­dar­na kró­lo­wa, któ­ra spra­wo­wa­ła rzą­dy przed Llud­dem La­wem.

Oriel – od­kryw­czy­ni ma­gii oraz na­uczy­ciel­ka Val­dis.

Rozdział 1

Wio­ska była w peł­ni przy­go­to­wa­na do świę­to­wa­nia – wszyst­ko by­ło­by w po­rząd­ku, gdy­by nie je­den mało zna­czą­cy in­cy­dent. Wej­ścia do do­mów przy­stro­jo­no już la­tar­nia­mi z dyni, her­bo­we sztan­da­ry do­bre­go kró­la Llud­da Lawa za­wie­szo­no zaś na ga­łę­ziach świer­ków, któ­re roz­rzu­co­ne były po Lan­niel rów­nie gę­sto, co straż­ni­cy. Wspa­nia­ły za­pach dy­nio­wej tar­ty uno­sił się wśród pni drzew i przy­pra­wiał o za­wrót gło­wy na­wet ryby z tur­ku­so­we­go je­zio­ra po­ło­żo­ne­go po­środ­ku wio­ski. Nie, po­waż­nie, wszyst­ko by­ło­by go­to­we na uro­czy­stość z oka­zji osiem­dzie­sią­tych uro­dzin kró­la, gdy­by nie ta drob­nost­ka. Drob­nost­ka wa­żą­ca sto pięć­dzie­siąt ki­lo­gra­mów, z ogrom­ny­mi pió­ra­mi oraz ma­leń­kim mó­zgiem, za­da­ją­ca Fri­gie­lo­wi cio­sy dzio­bem, gdy on usi­ło­wał za­cią­gnąć ją z po­wro­tem do za­gro­dy. Chło­pak ro­bił, co mógł, by nie skrzyw­dzić stru­sia, kie­dy drew­nia­ny kij spadł na gło­wę pta­ka, za­da­jąc mu śmier­tel­ny cios.

– Nie trać cza­su – ode­zwa­ła się do nie­go sta­ra Her­me­li­ne, wska­zu­jąc kciu­kiem w kie­run­ku wio­ski. – To do­pie­ro po­czą­tek.

Fri­giel z nie­po­ko­jem zer­k­nął na głów­ny plac. Miej­sce było wręcz za­le­wa­ne przez ptac­two, któ­re bie­ga­ło we wszyst­kie stro­ny. W po­wszech­nej pa­ni­ce nie wia­do­mo było już, kto – osad­ni­cy czy stru­sie – kogo go­nił. Pta­ki roz­be­be­sza­ły la­tar­nie z dyni, roz­dzio­by­wa­ły tar­ty. Apo­ka­lip­sa. Fri­giel wes­tchnął:

– I wciąż, jak są­dzę, żad­ne­go zna­ku od mo­je­go dziad­ka?

– Nie, jesz­cze nie wró­cił, ale nie przej­muj się, Er­nald ni­g­dy nie prze­ga­pił uro­dzin kró­la! Mo­żesz mu za­ufać.

– Za­ufać mu? – od­burk­nął Fri­giel.

Na tym wła­śnie po­le­gał pro­blem – na prze­strze­ni ostat­nich kil­ku mie­się­cy jego za­ufa­nie zo­sta­ło wy­sta­wio­ne na pró­bę. Chło­pak już jako dziec­ko przy­zwy­cza­ił się do nie­ustan­nych nie­obec­no­ści dziad­ka. Tym ra­zem jed­nak Er­nald prze­kra­czał wszel­kie gra­ni­ce. Mi­nął już ty­dzień, od­kąd wy­je­chał, a jego ho­dow­la stru­si sta­ła się nie do opa­no­wa­nia. Pta­ki mia­ły za­miar ze­psuć je­dy­ny na­praw­dę faj­ny mo­ment w roku.

Kie­dy Fri­giel miał już stra­cić pa­no­wa­nie nad sobą i rzu­cić naj­dłuż­szą wią­zan­kę wszech cza­sów, nie­spo­dzie­wa­ny wi­dok prze­isto­czył jego złość w śmiech. Po­środ­ku ca­łej tej ka­ta­stro­fy znaj­do­wał się szczę­śli­wy osob­nik: pies Fluf­fy, jego je­dy­ny praw­dzi­wy przy­ja­ciel w wio­sce, gdzie miesz­ka­ło nie­wie­le dzie­ci w wie­ku Fri­gie­la. Pies z wy­wie­szo­nym ję­zy­kiem bie­gał zyg­za­kiem to w pra­wo, to w lewo, i ra­do­śnie szcze­kał, wy­raź­nie oży­wio­ny pta­sim roz­gar­dia­szem. Wi­dząc to, Fri­giel po­now­nie ze­brał się w so­bie, po­chwy­cił swój drew­nia­ny miecz, po czym do­łą­czył do po­lo­wa­nia na stru­sie.

Po upły­wie kil­ku go­dzin plac wró­cił do sta­nu przy­po­mi­na­ją­ce­go po­rzą­dek. Ogrom­ne pta­sie udźce sma­ży­ły się nad ogniem, a śmiech wzno­sił się wy­żej, niż się­ga­ły drze­wa. Znisz­czo­ne la­tar­nie z dyni za­stą­pio­no po­chod­nia­mi. Co wię­cej, jak co roku Er­nald przy­był do­kład­nie w mo­men­cie roz­po­czę­cia uro­czy­sto­ści. Dłu­go tu­lił w ra­mio­nach swe­go wnu­ka, a ten, za­tro­ska­ny, po­sta­no­wił nie psuć ich po­now­ne­go spo­tka­nia. Wzię­li upie­czo­ny udziec ze stru­sia i usie­dli obok sie­bie nad ma­łym je­zio­rem, z Fluf­fym u stóp.

Kie­dy przy­glą­da­li się, jak lal­karz Ron­ny roz­sta­wia blo­ki swo­je­go te­atru, Fri­giel ża­ło­wał swo­je­go po­po­łu­dnio­we­go na­pa­du zło­ści. Er­nald do­trzy­mał sło­wa. Wró­cił i, ko­niec koń­ców, jego stru­sie były prze­pysz­ne.

Ron­ny za­jął miej­sce na molo z de­sek, któ­re wy­cho­dzi­ło w głąb je­zio­ra. Na trzech blo­kach, któ­re wy­zna­cza­ły gra­ni­ce jego te­atru la­lek, umie­ścił po­chod­nie. By na­pi­sać nową sztu­kę, za­in­spi­ro­wał się, jak to miał w zwy­cza­ju, plot­ka­mi, któ­re krą­ży­ły po kra­ju. Wilk skar­żył się pew­nej wiedź­mie na nad­zwy­czaj­ny i na­gły wzrost obec­no­ści zom­bie w le­sie Ar­dan. Utrzy­my­wał, że to spraw­ka strasz­ne­go maga Aska­ra Rau­ga, któ­ry chciał za spra­wą zom­bie zwró­cić na sie­bie uwa­gę. Wiedź­ma od­po­wia­da­ła zaś wil­ko­wi, że cho­dzi­ło o spi­sek kró­la Llud­da Lawa ma­ją­cy na celu pod­wyż­sze­nie kró­lew­skich po­dat­ków. Wszy­scy osad­ni­cy wy­buch­nę­li śmie­chem. Wszy­scy oprócz sta­rej Her­me­li­ne, któ­ra pod­nio­sła się z tru­dem, czer­wo­na z wście­kło­ści.

– Za­bra­niam ci ob­ra­żać kró­la! – wy­krzyk­nę­ła.

Na krót­ko wśród pu­blicz­no­ści wo­kół Fri­gie­la i Er­nal­da na­sta­ła ci­sza, któ­ra nie­mal od razu prze­ro­dzi­ła się w wy­buch śmie­chu. Her­me­li­ne co roku prze­ry­wa­ła spek­takl Ron­ny’ego, a ich kłót­nie sta­no­wi­ły już część świę­ta. Lal­karz zro­bił ura­żo­ną minę (wszy­scy jed­nak wie­dzie­li, że pi­sał sztu­ki spe­cjal­nie po to, by roz­draż­nić sta­rą ko­bie­tę):

– Ja ni­ko­go nie ob­ra­żam, Her­me­li­ne. Pod­kre­ślam tyl­ko, że Lludd Law i Askar Raug byli brać­mi. Nikt by nie po­my­ślał, że po­kłó­cą się o ko­ro­nę po tym, jak od­nie­śli zwy­cię­stwo nad Smo­kiem Kre­su[1]! Byli nie­roz­łącz­ni! Król Lludd nie jest wca­le taki świę­ty, jak każą nam wie­rzyć, je­śli chcesz znać moje zda­nie.

– A niby skąd to wiesz?

– Lludd i Askar byli bliź­nia­ka­mi. Nie ata­ku­je się swo­je­go bra­ta bliź­nia­ka bez po­wo­du, praw­da?

Sły­sząc to, ko­bie­ta wy­da­ła jed­no z tych swo­ich wes­tchnień, któ­re ka­za­ły spo­dzie­wać się naj­gor­szej re­pli­ki.

– Ja to bym wo­la­ła przy­tu­lić cre­epe­ra[2], niż za­kła­dać się o coś ta­kie­go! Są tacy, co to zdra­dza­ją wła­sną ro­dzi­nę za o wie­le mniej niż ko­ro­nę! Za garść uśmie­chów i ob­łud­ną mi­łość pu­blicz­no­ści, je­śli wiesz, co chcę przez to po­wie­dzieć!

Raz jesz­cze śmie­chy roz­le­gły się w naj­lep­sze. Nie dla­te­go, że przy­tu­le­nie cre­epe­ra było złym po­my­słem, ale dla­te­go, że wszy­scy miesz­kań­cy wie­dzie­li, iż Her­me­li­ne i Ron­ny byli kie­dyś mał­żeń­stwem – ich roz­sta­nie przez lata wy­wo­ły­wa­ło po­ru­sze­nie w wio­sce.

– Sta­ru­cha ma ra­cję! – wy­krzyk­nął ja­kiś ni­ski głos. – Nie ob­ra­ża się bez­kar­nie kró­la.

Śmiech za­marł na­tych­miast. Ze­bra­nym prze­szedł dreszcz po ple­cach. Wszyst­kie gło­wy zwró­ci­ły się w stro­nę żwi­ro­wej ścież­ki, któ­ra prze­ci­na­ła wzgó­rze i wio­dła z lasu Ar­dan do wio­ski. Fri­giel za­uwa­żył czte­rech nie­zna­jo­mych męż­czyzn, któ­rzy wy­ła­nia­li się wła­śnie spo­mię­dzy do­mów, ja­dąc na oka­za­łych czar­nych ko­niach. Fluf­fy, któ­ry le­żał obok nie­go, pod­niósł się i za­czął war­czeć. Chło­pak ni­g­dy wcze­śniej nie sły­szał, by jego to­wa­rzysz był tak agre­syw­ny.

Czte­rech męż­czyzn nie mu­sia­ło się przed­sta­wiać. Wszy­scy do­sko­na­le wie­dzie­li, kim oni byli, na­wet je­śli ni­g­dy wcze­śniej nie za­pu­ści­li się aż do Lan­niel. Za przed­sta­wie­nie wy­star­czy­ły ich bia­łe płasz­cze ozdo­bio­ne srebr­nym pło­mie­niem. Od­kąd Lludd Law zo­stał kró­lem i uwię­ził swe­go bra­ta Aska­ra Rau­ga w Od­le­głych Lą­dach[3], wie­le o nich sły­sza­no. Lludd za­ka­zał cza­rów i po­wo­łał Gwar­dzi­stów Świa­tła, aby pil­no­wa­li, czy lu­dzie prze­strze­ga­ją pra­wa. W kró­le­stwie są­dzo­no jed­nak, że srebr­ny pło­mień na ich płasz­czach (któ­ry miał przed­sta­wiać świa­tło księ­ży­ca roz­pra­sza­ją­ce ciem­no­ści) przy­po­mi­nał bar­dziej ry­bi­ka cu­kro­we­go. Ich za­cho­wa­nie zresz­tą też. Po­dob­nie bo­wiem jak ten sza­ra­wy owad, któ­ry ukry­wa się w ka­mien­nych blo­kach i wy­ska­ku­je na was aku­rat wte­dy, kie­dy pró­bu­je­cie ze­brać ja­kie­kol­wiek ma­te­ria­ły do bu­do­wy domu, tak Gwar­dzi­ści Świa­tła z upo­rem ma­nia­ka po­ja­wia­ją się i ruj­nu­ją wszyst­kie te pro­ste chwi­le w ży­ciu, pod­czas któ­rych za­po­mi­na się o kło­po­tach. Dla­te­go też w kró­le­stwie na­zy­wa­no ich ry­bi­ka­mi.

Fri­giel za­uwa­żył, jak naj­wyż­szy z nich sta­wia sto­pę na pierw­szych blo­kach de­sek, któ­re uno­si­ły się na wo­dach je­zio­ra. Ru­szył w kie­run­ku Ron­ny’ego kro­kiem, któ­ry nie za­po­wia­dał ni­cze­go do­bre­go. Po­zo­sta­li trzej usta­wi­li tym­cza­sem ko­nie w taki spo­sób, by od­ciąć doj­ście do mola. Fri­giel po­czuł ucisk w gar­dle. Do­pa­dło go to nie­przy­jem­ne uczu­cie, któ­re­go do­świad­czał czę­sto w snach, gdy sta­wa­ły się one, bez wy­raź­ne­go po­wo­du, rów­nie nie­po­ko­ją­ce, co kosz­ma­ry. Rzu­cił okiem na Er­nal­da, by się uspo­ko­ić, ale dzia­dek wstał, jego za­ro­śnię­ta bia­łą bro­dą twarz nie zdra­dza­ła zaś żad­nych emo­cji. W ob­li­czu oszo­ło­mio­ne­go tłu­mu przy­wód­ca ry­bi­ków po­ło­żył rękę na ra­mie­niu lal­ka­rza.

– Imię?

– Ron­ny.

– Ron­ny, wiesz, że pra­wo usta­no­wio­ne przez na­sze­go umi­ło­wa­ne­go kró­la Llud­da Lawa za­bra­nia upra­wia­nia ma­gii. My zaś zo­sta­li­śmy po­wia­do­mie­ni, że w tej wio­sce ma miej­sce po­ta­jem­na dzia­łal­ność ma­gicz­na.

Po je­zio­rze i oko­li­cy prze­to­czył się po­mruk za­sko­cze­nia. Sto­ją­cy w po­bli­żu Fri­gie­la osad­ni­cy wy­mie­nia­li spoj­rze­nia, uśmie­cha­jąc się szy­der­czo. Na­praw­dę trze­ba było mieć o je­den blo­czek za mało w gło­wie, żeby są­dzić, że ukry­wa się wśród nich ja­kiś cza­ro­dziej. Po ob­ję­ciu tro­nu Lludd Law wy­gnał ma­gów, co po­ło­ży­ło kres tej dzie­dzi­nie wie­dzy uzna­nej za sprzecz­ną z na­tu­rą.

Ry­bik cią­gnął da­lej:

– Aresz­tu­ję cię za nie­le­gal­ne upra­wia­nie ma­gii, o czym świad­czą two­je sło­wa, któ­re ob­ra­ża­ją Jego Kró­lew­ską Mość.

Tym ra­zem wio­ska nie mia­ła na­wet cza­su dać wy­raz swo­je­mu zdzi­wie­niu.

– A niech cię pło­myk[4] świ­śnie! To ża­den mag, to lal­karz!

Her­me­li­ne ru­szy­ła ku ko­niom, któ­re były trzy razy więk­sze od niej sa­mej. Spró­bo­wa­ła je ode­pchnąć swoi­mi wą­tły­mi rę­ko­ma, żeby przyjść z po­mo­cą by­łe­mu mę­żo­wi. Jesz­cze ni­g­dy Fri­giel nie wi­dział, by sta­ra ko­bie­ta była do tego stop­nia roz­ju­szo­na.

– Zo­staw­cie go w spo­ko­ju! – wrzesz­cza­ła. – Na­praw­dę nie ma­cie nic lep­sze­go do ro­bo­ty niż na­cho­dze­nie bied­nych lu­dzi? Przy­po­mi­nam, że dziś są uro­dzi­ny wa­sze­go kró­la!

Na to ry­bik, ni­ski męż­czy­zna o wy­ta­tu­owa­nej twa­rzy, któ­ry stał naj­bli­żej Her­me­li­ne, spiął ko­nia w taki spo­sób, że po­trą­cił on sta­ru­chę. Ta zaś, krzy­cząc wnie­bo­gło­sy, ru­nę­ła na kant żwi­ro­we­go blo­ku.

Tego, co na­stą­pi­ło po­tem, Fri­giel nie mógł­by so­bie wcze­śniej wy­obra­zić.

[1] Spisz te­sta­ment. Wy­obraź so­bie swój naj­gor­szy kosz­mar, po­mnóż go razy dzie­sięć, umieść w Kre­sie – wy­spie uno­szą­cej się w pu­st­ce – a na­stęp­nie do­daj do tego dwa czar­ne skrzy­dła, smro­dli­wy od­dech oraz zdol­ność plu­cia ku­la­mi ognia. W ra­mach ostat­nich po­pra­wek po­dej­mij de­cy­zję, że jego rany będą le­czyć się same. Bra­wo, wła­śnie sto­isz przed Smo­kiem Kre­su. Po­gra­tu­luj so­bie te­raz, że te­sta­ment spi­sa­łeś na sa­mym po­cząt­ku tego aka­pi­tu. (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 1087).

[2] Cre­eper jest przy­gnę­bia­ją­cym stwo­rem. Jest bar­dzo brzyd­ki, co wię­cej – wie o tym. Przy­po­mi­na szpa­ra­ga ze smut­ną twa­rzą, któ­ry po­ru­sza się na czte­rech śmiesz­nych no­gach i nie ma rąk. Cre­eper zresz­tą ich nie po­trze­bu­je, po­nie­waż ni­g­dy nie uści­śnie ci ręki. Tak bar­dzo boi się, że lu­dzie oce­nia­ją go po wy­glą­dzie, że wy­bu­cha (ze wsty­du?), gdy tyl­ko ktoś się do nie­go zbli­ży, „za­bie­ra­jąc” ze sobą po­szu­ki­wa­czy przy­gód, któ­rzy mają prze­cież naj­lep­sze in­ten­cje. (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 572).

[3] Od­le­głe Lądy to na­zwa wy­my­ślo­na przez ja­kie­goś le­ni­we­go geo­gra­fa. Wska­zu­je ona na wszyst­ko, co znaj­du­je się za Pół­noc­ny­mi Gó­ra­mi – są to te­ry­to­ria tak od­le­głe, że nikt ich jesz­cze nie zba­dał. (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 2702).

[4] Pło­myk z wy­glą­du przy­po­mi­na pa­ją­ka, choć jest o wie­le grub­szy. Co wię­cej, pło­myk za­czy­na pło­nąć, gdy wy­trą­ci się go z rów­no­wa­gi. Plu­je tak­że ku­la­mi ognia, od któ­rych może za­jąć się twój dom, od piw­ni­cy aż po strych, w cza­sie krót­szym niż ten, któ­ry po­trzeb­ny jest, by o tym po­wie­dzieć. Ach, jesz­cze jed­na rzecz – pło­myk po­tra­fi la­tać. Krót­ko mó­wiąc, nie ma nic wspól­ne­go z pa­ją­kiem. Na szczę­ście pło­my­ki spo­ty­ka się wy­łącz­nie w Ne­the­rze (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 8).

Rozdział 2

Er­nald tak szyb­ko za­jął miej­sce po­mię­dzy Her­me­li­ne a ry­bi­kiem, że chło­pak mógł­by przy­siąc, że jego dzia­dek się te­le­por­to­wał. Fri­giel rzu­cił okiem na swo­je­go psa. Fluf­fy cią­gle war­czał, ale nie na czte­rech Gwar­dzi­stów Świa­tła. Marsz­czył pysk, zwró­co­ny w stro­nę szkar­łat­nie­ją­ce­go blo­ku słoń­ca, któ­re zni­ka­ło już za pnia­mi wiel­kich dę­bów lasu Ar­dan. Wy­glą­da­ło to, jak­by oba­wiał się ja­kie­goś nie­bez­pie­czeń­stwa, któ­re mia­ło na­dejść nie­ba­wem. Nie­bez­pie­czeń­stwa jesz­cze bar­dziej bez­li­to­sne­go, któ­re cza­iło się w ciem­no­ściach po to, by zwa­lić się na nich i zmie­nić bieg hi­sto­rii.

Tym­cza­sem jed­nak osad­ni­cy na­bie­ra­li prze­ko­na­nia, że uczest­ni­czą w naj­bar­dziej nie­wia­ry­god­nym wie­czo­rze swo­je­go ży­cia – Er­nald był star­szym męż­czy­zną zna­nym przede wszyst­kim ze swych po­wta­rza­ją­cych się po­dró­ży i wiel­ce dys­ku­syj­nych ogrod­ni­czych do­świad­czeń. Przed ka­ta­stro­fal­ną ho­dow­lą stru­si pró­bo­wał z rów­nie opła­ka­nym skut­kiem ho­do­wać wiel­kie grzy­by oraz zło­te mar­chew­ki. Otóż ten wła­śnie Er­nald – dzi­wak, po­czci­wy i nie­szko­dli­wy czło­wiek – chwi­lę temu wy­sa­dził ry­bi­ka z sio­dła jed­nym ru­chem ręki, do tego tak szyb­kim, że nikt nie na­dą­żył za nim wzro­kiem. Te­raz zaś spo­koj­nie po­ma­gał pod­nieść się Her­me­li­ne, pod­czas gdy Gwar­dzi­sta Świa­tła zwi­jał się z bólu.

Przy­wód­ca ry­bi­ków zo­sta­wił sta­re­go lal­ka­rza i ru­szył w stro­nę Er­nal­da, ma­su­jąc so­bie szy­ję tak, że sły­chać było trza­ska­ją­ce w niej ko­ści.

– Ty to masz szczę­ście, Ron­ny! Wła­śnie do­ro­bi­łeś się no­we­go ko­le­gi z wię­zie­nia!

– Wra­caj tam, skąd przy­sze­dłeś – od­po­wie­dział na to dzia­dek Fri­gie­la gło­sem, w któ­rym po­brzmie­wał spo­kój tak prze­ra­ża­ją­cy, że na­wet chło­pak za­drżał. – On nie jest ma­giem i nikt tu­taj nie upra­wia cza­rów. Je­steś rów­nie źle po­in­for­mo­wa­ny, co wy­cho­wa­ny.

Zi­ry­to­wa­ny gwar­dzi­sta wy­cią­gnął z po­chwy wiel­ki dia­men­to­wy miecz ze zło­tą gał­ką, któ­ra zwy­cza­jo­wo zdo­bi­ła kró­lew­ską broń. W ślad za nim po­szło dwóch jego po­moc­ni­ków. Choć nie­uzbro­jo­ny, Er­nald ani drgnął. Po­sta­wił tyl­ko sto­pę na kar­ku żoł­nie­rza, któ­ry wciąż chli­pał z twa­rzą przy zie­mi, po czym dał znak Ron­ny’emu, by ten usta­wił się za nim.

– Fri­giel – ode­zwał się gło­sem nie­zno­szą­cym sprze­ci­wu – po­móż Ron­ny’emu i Her­me­li­ne odejść na bok.

Fri­giel speł­nił jego roz­kaz, nie­wie­le ro­zu­mie­jąc z tego, co dzia­ło się na jego oczach. W chwi­li, gdy po­da­wał rękę dwoj­gu sta­rusz­kom, Er­nald rzu­cił:

– Ra­dzę to­bie i two­im ko­leż­kom, że­by­ście zwi­ja­li ma­nat­ki, i to w te pędy. Mę­czą mnie te wa­sze waż­niac­kie ma­nie­ry.

– Oj, oj, oj! My­ślisz, że nas prze­stra­szysz, sta­ry głup­cze? Nas jest trzech, a ty je­steś sam!

– W rze­czy sa­mej. Jest was TYL­KO trzech.

Do­kład­nie w tym sa­mym mo­men­cie, kie­dy Fri­giel od­wra­cał się, by rzu­cić dziad­ko­wi osłu­pia­łe spoj­rze­nie, prze­ra­ża­ją­cy ryk prze­szył wie­czor­ne po­wie­trze. Do­cho­dził do nich z głę­bi lasu, wprost z miej­sca, w któ­re­go stro­nę Fluf­fy słał swe głu­che po­war­ki­wa­nie.

Nikt z ze­bra­nych nie sły­szał wcze­śniej po­dob­ne­go ryku. Osad­ni­cy roz­pierz­chli się we wszyst­kie stro­ny. Do­pa­dli swo­ich do­mów, krzy­cząc prze­ra­że­ni, lub zna­leź­li schro­nie­nie pod ga­łę­zia­mi wiel­kich świer­ków po­ra­sta­ją­cych wio­skę. Ry­bi­ki wpa­try­wa­ły się w nie­bo, trzę­sąc się ze stra­chu. Er­nald za­stygł w bez­ru­chu.

Ol­brzy­mi cień prze­sło­nił chmu­ry, po czym prze­su­nął się nad nimi. Na Lan­niel opa­dła śmier­tel­na ci­sza. Fri­gie­lo­wi zda­wa­ło się, że trwa­ła całe wie­ki. Po­tem zaś zło­te świa­tło roz­ja­rzy­ło szczy­ty wzgórz, jak­by było dru­gim słoń­cem, i wiel­ka kula ognia spa­dła na wio­skę.

Fri­giel ska­mie­niał. Go­rą­ce po­wie­trze li­za­ło go po twa­rzy. Po­czuł, jak skam­lą­cy Fluf­fy przy­warł do jego nóg. Zo­ba­czył ogrom­ny kształt, któ­ry prze­la­ty­wał nad po­żo­gą, uka­zu­jąc przy tym swe ga­dzie skrzy­dła, czar­ne ciel­sko usia­ne lśnią­cy­mi łu­ska­mi oraz strasz­ny pysk, w któ­rym za­czy­na­ło czer­wie­nić się za­rze­wie ko­lej­ne­go ata­ku. Jego ple­cy na­je­żo­ne były ciem­ny­mi wy­pust­ka­mi z ko­ści, któ­re zda­wa­ły się dziu­ra­wić nie­bo przy każ­dym po­ru­sze­niu skrzy­deł. Da­chy do­mów świsz­cza­ły, po­że­ra­ne przez pło­mie­nie. Kil­ku śmiał­ków chwy­ci­ło za łuki i po­sła­ło se­rię strzał na po­two­ra, lecz nie od­nio­sło to żad­ne­go skut­ku. Dru­ga kula ognia przy­po­mnia­ła ry­bi­kom, na czym po­le­ga ich pier­wot­na mi­sja, w związ­ku z czym usta­wi­li się u boku pod­da­nych swe­go kró­la, do­by­wa­jąc mie­czy.

Fri­giel wie­dział, że po­wi­nien ucie­kać, ale nie mógł ru­szyć się z miej­sca. Pa­nicz­ny strach przy­gwoź­dził jego sto­py do zie­mi. Wzro­kiem szu­kał dziad­ka, ale ni­g­dzie go nie wi­dział.

Wtem ktoś po­cią­gnął go gwał­tow­nie do tyłu.

Rozdział 3

Tym kimś był Er­nald. Cią­gnął chło­pa­ka za sobą, do­pó­ki nie do­tar­li do ścież­ki, któ­ra pro­wa­dzi­ła do ich drew­nia­nej chat­ki wtu­lo­nej w za­łom wzgó­rza.

– Do domu! Szyb­ko!

Pro­wa­dził tam Fri­gie­la tak po­spiesz­nie, że ten led­wo utrzy­my­wał się na no­gach. Tuż za nim biegł Fluf­fy, ra­do­śnie pod­ska­ku­jąc. Po tych wszyst­kich nie­praw­do­po­dob­nych wy­da­rze­niach wy­da­wa­ło mu się, że miał pra­wo ocze­ki­wać do­dat­ko­wej por­cji ko­ści.

– Co się dzie­je? – za­py­tał chło­pak w po­pło­chu.

Dzia­dek jed­nak nie od­po­wie­dział, jego po­śpiech zaś po­tę­go­wał tyl­ko prze­ra­że­nie Fri­gie­la. Była w dziad­ku ja­kaś twar­dość, o któ­rą chło­pak ni­g­dy by go nie po­dej­rze­wał. Jego wo­jow­ni­czość za­sko­czy­ła go tak bar­dzo, że zda­wa­ło mu się, że po­znał go za­le­d­wie chwi­lę temu. Miał mu do za­da­nia tak dużo py­tań, ale nie wie­dział, od cze­go za­cząć.

– Nie idzie­my do domu? – za­py­tał za­miast tego, wi­dząc, jak dzia­dek okrą­ża dom i zmie­rza do ogro­du wa­rzyw­ne­go.

W szop­ce wci­śnię­tej w róg ogro­du Er­nald prze­wró­cił stos uło­żo­ny ze skrzyń, drew­nia­nych ło­pat i no­życ z że­la­za, po czym od­sło­nił po­kry­tą pa­ję­czy­ną dźwi­gnię, któ­ra znaj­do­wa­ła się za sztan­da­rem prze­żar­tym przez wil­goć. Wpra­wił ją w ruch i cały ogród wa­rzyw­ny za­czął chrzę­ścić.

Za­pa­do­we drzwi pod­nio­sły sześć blo­ków zie­mi, na któ­rej ro­sły mar­chew­ki, od­sła­nia­jąc przy tym rząd ka­mien­nych scho­dów.

– Ni­g­dy mi o tym nie mó­wi­łeś! – wy­krzyk­nął zdzi­wio­ny Fri­giel, któ­ry nie wie­dział już, co o tym my­śleć.

W tym cza­sie Er­nald zni­kał na scho­dach. Oszo­ło­mio­ny chło­pak ru­szył za dziad­kiem. Na krót­ko od­wró­cił się, by się upew­nić, że smok ich nie za­uwa­żył, ale jego oczom uka­za­ły się wy­łącz­nie pło­mie­nie oraz gę­ste kłę­by dymu. Stop­nie wio­dły do nie­wiel­kiej pod­ziem­nej kom­na­ty. Za­sta­wia­ły ją bi­blio­tecz­ki, z któ­rych wy­sy­py­wa­ły się wszel­kie­go ro­dza­ju przed­mio­ty, na do­da­tek wprost pod pysz­czek Fluf­fy’ego, któ­ry za­czął je nim ka­ta­lo­go­wać. Fri­giel za­uwa­żył rząd nie­wiel­kich blo­ków w ko­lo­rze ochry i czer­wie­ni. Ni­g­dy wcze­śniej nie wi­dział ni­cze­go po­dob­ne­go, a im dłu­żej się im przy­pa­try­wał, tym bar­dziej wy­da­wa­ło mu się, że ich po­wierzch­nia wi­bru­je. Po­czuł, jak po jego ple­cach prze­bie­ga coś na kształt dresz­czu. Z za­du­my wy­rwa­ło go do­cho­dzą­ce z od­da­li ry­cze­nie smo­ka.

Fri­giel usiadł pod jed­ną z bi­blio­te­czek. Nie mógł już dłu­żej ustać. Zo­rien­to­wał się, że nogi mu drża­ły, a zęby szczę­ka­ły.

Na środ­ku se­kret­ne­go po­ko­ju stał ma­ne­kin, na nim zaś wi­sia­ły przy­łbi­ca oraz dia­men­to­wy miecz, a tak­że po­ły­sku­ją­ca zbro­ja, któ­rą Er­nald zdjął i na sie­bie wło­żył. Za­gu­bio­ny Fri­giel przy­glą­dał mu się. Wziął Flu­ffy’ego na ręce:

– Ta cała broń na­le­ży do cie­bie?

– Tak – od­po­wie­dział Er­nald, uśmie­cha­jąc się smut­no.

Nie­po­ko­ją­ce uczu­cie za­go­ści­ło w brzu­chu Fri­gie­la. Na wi­dok tej ta­jem­nej kom­na­ty, któ­ra z po­wo­dze­niem mo­gła­by po­ja­wić się w naj­bar­dziej nie­wia­ry­god­nych przy­go­dach szpie­gów, od­czuł dziw­ną mie­szan­kę pod­nie­ce­nia i za­wo­du. Pod­nie­ce­nia z po­wo­du he­ro­icz­nej po­sta­wy swo­je­go dziad­ka wo­bec ry­bi­ków; za­wo­du, bo wi­dział, jak w jego ser­cu wszyst­kie wspo­mnie­nia oka­zu­ją się kłam­stwem.

– Wszyst­kie two­je wy­mów­ki, te two­je ta­jem­ni­cze znik­nię­cia nie mia­ły nic wspól­ne­go z ogrod­nic­twem, praw­da?

Er­nald, nie do po­zna­nia w dia­men­to­wym heł­mie, pod­szedł do wnu­ka.

– Zro­bi­łem to po to, by cię chro­nić, Fri­giel.

– Wiel­kie dzię­ki – od­po­wie­dział chło­piec, wska­zu­jąc pod­bród­kiem wio­skę. – Świet­nie ci po­szło.

Spo­śród wszyst­kich py­tań, któ­re kłę­bi­ły mu się w gło­wie, jed­no było bar­dziej pa­lą­ce i bo­le­sne od po­zo­sta­łych. Za­le­d­wie Fri­giel o nim po­my­ślał, po­czuł, że się dusi. Przez pięt­na­ście lat, któ­re ra­zem prze­ży­li, Er­nald za­wsze utrzy­my­wał, że nie zna przy­czy­ny śmier­ci jego ro­dzi­ców. To też było kłam­stwo? Smok może so­bie spo­koj­nie ob­ra­cać cały świat w proch – Er­nald musi się wy­tłu­ma­czyć. Te­raz albo ni­g­dy.

Rozdział 4

Er­nald miał jed­nak inne prio­ry­te­ty. Fri­giel z tru­dem po­zna­wał dziad­ka. W ciem­no­ści, któ­ra za­le­wa­ła po­kój, jego sza­ra bro­da wy­da­wa­ła się czar­na, a oczy, ciem­niej­sze od ob­sy­dia­nu[1], utra­ci­ły czu­łość, któ­ra nie­gdyś tak uspo­ka­ja­ła chłop­ca.

– Na­praw­dę mi przy­kro – po­wie­dział Er­nald, uda­jąc się w stro­nę bi­blio­te­czek. – Wiem, że cze­kasz na wy­ja­śnie­nia. Ale na­wet ja sam nie znam wszyst­kich od­po­wie­dzi.

Fri­giel wstał i pa­trzył, jak jego dzia­dek prze­szu­ku­je pół­ki. Pod­no­si­ły się przy tym tu­ma­ny ku­rzu, któ­re po­ły­ski­wa­ły w świe­tle do­cho­dzą­cym od scho­dów. Er­nald cze­goś szu­kał. Cza­sa­mi trzask pło­ną­ce­go domu lub ryk smo­ka spra­wia­ły, że Fri­giel pod­ry­wał się z miej­sca. Wów­czas Er­nald nie­ru­cho­miał, jak­by cze­ka­jąc na to, czy oka­że się, że po­wsta­ły ha­łas sta­no­wi dla nich ja­kieś za­gro­że­nie, po czym wra­cał do swo­ich po­szu­ki­wań.

– Mógł­bym przy­siąc, że ten smok, któ­ry ata­ku­je wio­skę, to Smok Kre­su! Ale Lludd Law i Askar Raug go za­bi­li, by­łem przy tym. Wi­dzia­łem to. A je­śli to on, to co robi w tym wy­mia­rze? Ja­kim spo­so­bem wy­do­stał się z Kre­su?[2] I przede wszyst­kim – dla­cze­go nie jest mar­twy? To ja­kiś ab­surd! Kom­plet­na bzdu­ra! Ten ryk, znam go, ni­g­dy nie będę mógł… O! Jest!

Er­nald wy­szpe­rał duży sza­ry blok. Gdzieś w po­bli­żu roz­le­gły się krzy­ki. Fri­giel usły­szał po­spiesz­ne kro­ki. Lu­dzie ucie­ka­li z wio­ski. Chło­pak mu­siał się sku­pić, żeby przy­po­mnieć so­bie py­ta­nie, któ­re chciał za­dać dziad­ko­wi:

– By­łeś z nimi? W ar­mii Llud­da i Aska­ra? Wi­dzia­łeś Smo­ka Kre­su?

Ale Er­nald tyl­ko dmuch­nął na od­na­le­zio­ny blok, ujaw­nia­jąc jego praw­dzi­wą na­tu­rę. Ten blok nie był blo­kiem – był skrzy­nią. Męż­czy­zna pod­szedł do wnu­ka.

– Fri­giel, mu­sisz mnie uważ­nie po­słu­chać.

Przed­miot fa­scy­no­wał, gdy pa­trzy­ło się na nie­go z bli­ska. Fri­giel ni­g­dy wcze­śniej nie wi­dział ni­cze­go ta­kie­go. Skrzy­nia wy­da­wa­ła się wy­rzeź­bio­na z nie­zwy­kle ciem­ne­go ka­mie­nia, nad któ­re­go po­wierzch­nią uno­si­ły się ma­leń­kie, ja­sno­fio­le­to­we płat­ki; ula­ty­wa­ły do góry i zni­ka­ły w po­ło­wie dro­gi do su­fi­tu. Fluf­fy przy­tu­lił się do nóg chło­pa­ka zu­peł­nie tak, jak­by bał się tej rze­czy.

Er­nald po­sta­wił skrzy­nię tuż przed chło­pa­kiem.

– Do­tknij­my jej ra­zem.

Fri­giel po­ło­żył rękę na skrzy­ni, któ­ra od­po­wie­dzia­ła fio­le­to­wym świa­tłem.

– Go­to­we, jest „ozna­czo­na”. Je­śli nie wró­cę, za­nieś tę czar­ną skrzy­nię do mo­je­go przy­ja­cie­la Val­ma­ra. Miesz­ka w du­żym domu w Pu­abie, na wscho­dzie kró­le­stwa, u stóp gór Vin­mar­cq. Bez wzglę­du na to, co się sta­nie, ni­g­dy nie roz­sta­waj się ze skrzy­nią ani nie otwie­raj jej pod żad­nym po­zo­rem. Li­czę na cie­bie.

Dzia­dek mó­wił, pa­trząc mu pro­sto w oczy.

– Jak to: „je­śli nie wró­cę”? – za­py­tał Fri­giel.

Er­nald od­wró­cił wzrok. Jego głos bar­dzo zmiękł:

– Nie martw się, Fri­giel – rzekł Er­nald.

Fri­giel od razu się zmar­twił.

– Idę zmie­rzyć się ze Smo­kiem Kre­su.

Fluf­fy za­czął się trząść.

Fri­giel onie­miał. Nie, nie był po pro­stu zde­ner­wo­wa­ny. Był tak wście­kły, że miał ocho­tę krzy­czeć.

– Ze Smo­kiem Kre­su?

– Mu­szę cię chro­nić, Frig…

– Chro­nić? Mnie? Po­waż­nie? Tak jak mnie chro­nisz od pięt­na­stu lat? Chcesz po­wie­dzieć, że zno­wu znik­niesz?