Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia

George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-8032-133-5

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia

Miał stanąć za sklepową ladą, ale wolał stanąć za kamerą, by na zawsze odmienić kino i naszą wyobraźnię.

Biografia George Lucasa twórcy Luke’a Skywalkera, Hana Solo i Indiany Jonesa, najbardziej wpływowej postaci w historii kina

W 1977 roku Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja weszły na ekrany zaledwie trzydziestu dwóch amerykańskich kin, jako niezależny film science-fiction. Czterdzieści lat później „The Telegraph” ocenił, że marka Star Wars jest warta więcej niż Harry Potter i James Bond razem wzięci. A pomyśleć że niewiele brakowało, by zamiast za gwiezdną sagę Lucas wziął się za kręcenie Czasu Apokalipsy.

Brian Jay Jones znalazł klucz do portretowania swojego bohatera w sposób ciekawy zarówno dla fanów, jak i tych, którzy lubią czytać dobre biografie. Lucas Jonesa to postać totalna – idol, ikona, przyjaciel Francisa Forda Coppoli i Stevena Spielberga – uchwycony w chwilach powszednich i zwyczajnych; chuderlawy chłopak z odstającymi uszami, mający trudności z pisaniem i ortografią, który odważył się podążyć za swoją pasją. Towarzyszymy mu w tej drodze ze stutysięcznego kalifornijskiego miasta na tunezyjską pustynię, gdzie zmagając się z ograniczonym budżetem i szwankującymi prototypami robotów, kręci sceny, które fani sagi zapamiętają jako krajobrazy planety Tatooine. Wraz z nim docieramy aż na szczyty box office’ów i na pierwsze strony gazet.

George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia to biografia reżysera wypełniona anegdotami z planów filmowych, odsłaniająca arkana pracy w przemyśle filmowym, męki pisania scenariuszy, morderczych walk o budżet, ale przede wszystkim pierwsze tak otwarte zaproszenie za kulisy Gwiezdnych Wojen. Jak wyglądała praca z zaawansowaną techniką w latach 80.? Czym inspirował się Lucas, tworząc kultowe postaci: Luke’a Skywalkera, Hana Solo, mistrza Yody? Jakie kłopoty sprawiał niedopasowany kostium C3PO? Prawdziwa gratka dla kinomaniaków.

Nerdzi wszystkich krajów łączcie się! Wreszcie mamy książkę opowiadającą historię herosa, który naprawdę zmienił nasze życie. ― Brad Meltzer

Świetnie napisana i wciągająca: dokładnie taka, na jaką czekali fani Lucasa i wszyscy maniacy, którzy uwielbiają opowieści z planów filmowych. ― Kirkus

Mistrz biografii mierzy się z kolejną wielką osobowością świata rozrywki. Znamy George’a Lucasa jako reżysera, który dał nam Gwiezdne wojny, jedną z najbardziej kultowych hollywoodzkich superprodukcji w historii, ale pogłębione, fascynujące i wciągające spojrzenie Jonesa ukazuje Lucasa jako kogoś więcej niż tylko uzdolnionego twórcę ciekawych opowieści. Jones sięga głębiej, by naświetlić blaski i cienie kariery i życia Lucasa, portretując jego pasję i nowatorstwo w przejrzystej, porywającej prozie. Mistrzowska i niezbędna lektura dla każdego fana filmu i popkultury. ― Booklist

Polecane książki

Problematyka immunitetów mających swoje źródło w prawie międzynarodowym jest zagadnieniem doniosłym zarówno dla teorii, jak i praktyki prawa międzynarodowego. Instytucja immunitetów, w szczególności immunitetu państwa, znajduje swoje uzasadnienie w podstawowych zasadach systemu prawa międzynarodoweg...
Ostatnich 25 lat stało się okresem olbrzymich, niespotykanych do tej pory zmian. Objęły one wszystkie najważniejsze sfery egzystencji państw świata (m.in. politykę, ekonomię, społeczeństwo i kulturę). Każda przemiana niosła za sobą nie tylko pozytywne, ale także negatywne skutki. Celem publikac...
Publikacja dotyczy historii sztuki Afryki prezentowanej z perspektywy badań (post)kolonialnych. Stanowi ona efekt dyskusji środowiska afrykanistycznego z udziałem gości zagranicznych, którzy wskazują na wciąż żywe postrzeganie kultury i sztuki europejskiej jako dominującej i metropolitalnej. Autorzy...
W końcu Chiny zrobiły swój Wielki Skok, choć w sposób, który raczej wzburzyłby Wielkiego Sternika. Dziś Państwo Środka to druga co do wielkości gospodarka na świecie, największy eksporter, „wschodząca” potęga, z bogacącą się klasą średnią i szczelnie zamkniętym syste...
Gniew jest trucizną, która rujnuje zdrowie i niszczy relacje międzyludzkie. W dzisiejszym, zagalopowanym i niespokojnym świecie łatwo jest dać się opanować gniewowi i w nim trwać. Z pomocą śpieszy nam Wielebny Alubomulle Sumanasara, autor książki Uwolnij się od gniewu. Jest ona zbiorem jego bezcenn...
"Polak za granicą" to wyjątkowo praktyczny przewodnik po 198 krajach świata. Zawiera charakterystykę każdego kraju, mapy, flagi i praktyczne informacje dla polskich turystów. W przewodniku są też zgromadzone porady co robić w przypadku choroby, zgubienia dokumentów, kradzieży, oraz zestawienie krajó...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Bryan Jay

Dla Barb.

Moc jest w niej silna.

Prolog Poza kontrolą Marzec 1976

R2-D2 przestał działać.

Nie dlatego, że droid był uparty, co zresztą
później zaskarbi mu uwielbienie milionów fanów Gwiezdnych
wojen na całym świecie. Pierwszego dnia pracy na planie
Gwiezdnych wojen na tunezyjskiej pustyni, rankiem
22 marca 1976 roku, R2-D2 przestał działać, bo wyczerpały mu się
baterie.

Zresztą nie tylko ten droid miał problemy. Kilka
innych zdalnie sterowanych robotów nabawiło się usterek. Niektóre się
przewracały albo w ogóle nie ruszały z miejsca. Sygnał zdalnego
sterowania innych interferował z odbijającym się od powierzchni
pustyni sygnałem arabskiej stacji radiowej, powodując zmiany trajektorii
ruchu automatów i ich zderzenia. „Roboty szalały, wpadały na siebie,
przewracały się, psuły”, wspomina Mark Hamill, który jako opalony
dwudziestoczterolatek odtwarzał rolę Luka Skywalkera. „Ustawianie
ich trwało godzinami”1.

Reżyser filmu, trzydziestojednoletni, zamyślony,
brodaty Kalifornijczyk George Lucas, cierpliwie czekał. Gdy tylko
robot działał, choćby przez chwilę, Lucas kręcił, ile się dało,
do czasu aż droid znów odmawiał współpracy. Kiedy indziej zepsuta
maszyna była ciągnięta za pomocą niewidocznych drutów tak długo,
aż się przewracała albo pękały druty. To i tak nie miało znaczenia,
bo Lucas planował nadrobić wszelkie niedociągnięcia w montażowni. To
tam właśnie wolał przebywać, zamiast pochylać się nad kamerą
pośrodku pustyni.

Był to pierwszy z osiemdziesięciu czterech mozolnych
dni zdjęciowych Gwiezdnych wojen (ten etap produkcji
filmu został przekroczony o dwadzieścia dni). Od samego początku plan
zdjęciowy nękały katastrofy. „Przez cały czas byłem w depresji”,
wspomina Lucas2.

Zniechęcenie Lucasa po części wynikało
z faktu, że już wówczas czuł, że stracił kontrolę nad własnym
filmem. Obwiniał o to skąpych szefów wytwórni 20th Century
Fox, którzy podliczali go na każdym kroku, odmawiając pieniędzy
niezbędnych do zapewnienia właściwego działania sprzętu. Białe
kołnierzyki z 20th Century Fox były sceptycznie nastawione do filmu;
panowie w garniturach uważali, że gatunek science-fiction się
skończył, a wymagane przez Lucasa rekwizyty, kostiumy i efekty
specjalne są zbyt drogie. Wytwórnia przyznała Lucasowi bardzo
ograniczony budżet, a z usterkami robotów miał sobie radzić
sam. „Fox nie dawał pieniędzy, dopóki nie było za późno”,
kipiał ze złości Lucas. „Każdego dnia traciliśmy przynajmniej
godzinę na rozwiązywanie problemów z robotami, i nie stracilibyśmy
tego czasu, gdyby na początku dali nam dodatkowe sześć tygodni na
spokojne dokończenie i przetestowanie maszyn, zanim zaczęliśmy
zdjęcia”3.

Problemy sprawiały jednak nie tylko zdalnie sterowane
roboty. Anthony Daniels, brytyjski aktor z klasycznym przygotowaniem,
który został obsadzony w roli droida C-3PO, nienawidził swojego
źle dopasowanego, pomalowanego na złoto, plastikowego kostiumu,
ograniczającego mu widoczność i wyciszającego dźwięki
otoczenia. Przy każdym ruchu coś go obcierało lub wbijało
mu się w ciało, cały był pokryty ranami i zadrapaniami,
a gdy się przewracał, co zdarzało się dość często, mógł
jedynie czekać, aż zauważy go ktoś z ekipy i pomoże mu się
podnieść4. Po pierwszym tygodniu
zdjęć Daniels zastanawiał się, czy dotrwa do końca filmu
w jednym kawałku. „Mieliśmy wiele problemów z maszynami”,
wspomina Lucas. „Prawda jest taka, że roboty prawie w ogóle nie
działały. Threepio był bardzo powolny, Artoo mógł przejść zaledwie
metr, zanim na coś nie wpadł… Wszystkie maszyny były na poziomie
prototypów… Myśleliśmy, że fajnie by było to zbudować, ale nie
mamy pieniędzy, więc musimy zadowolić się tym, co jest. Tylko że
nic tak naprawdę nie działało”5. Lucas
zarzekał się, że już nigdy nie przekaże kontroli nad swoim filmem
wytwórni. Co oni mogli wiedzieć o kręceniu filmu? „Mówią ludziom,
co mają robić, bez konkretnego powodu. W końcu stwierdzają,
że wiedzą o robieniu filmu więcej niż reżyserzy. Tak działają
szefowie wytwórni i nie możesz z nimi walczyć, bo to oni mają
pieniądze”6.

Jeśli Gwiezdne wojny miały
powstać, jedna rzecz musiała ulec zmianie – Lucas musiał przejąć
kontrolę nad budżetem.

Pewne aspekty produkcji zawsze jednak
pozostaną poza jego kontrolą, nieważne jak bardzo chciałby
to zmienić. Nieprzewidywalna tunezyjska pogoda z pewnością nie
ułatwiała pracy. Podczas pierwszego tygodnia zdjęć w oazie Nefta
zaczęło padać (po raz pierwszy od siedmiu lat) i padało bez przerwy
przez cztery dni. Sprzęt i samochody grzęzły w błocie, aż musieli
prosić o pomoc tunezyjską armię. Często ranki były bardzo zimne,
a popołudnia niezwykle gorące; Lucas zaczynał dzień z rękami
w kieszeniach brązowego płaszcza, a w miarę jak wznosiło
słońce, zrzucał płaszcz, zakładał okulary przeciwsłoneczne
i pracował w kraciastej koszuli i nisko nasuniętej na oczy
baseballówce. Gdy nie padało, pustynię nawiedzały silne wiatry,
wywiewając plan, jak to określiła ekipa „w pół drogi do
Algierii”7.

Piasek był wszędzie. Drażnił oczy i skórę,
dostawał się w każdą szczelinę i załamanie. Mimo iż Lucas
owinął kamery w plastikowe osłony, żeby chronić je przez wiatrem
i piaskiem, obiektyw jednej z nich uległ zniszczeniu. Reżyser
zmagał się z problemami technicznymi oraz zwykłym pechem. W jednej
z ciężarówek wybuchł pożar, niszcząc kilka robotów. Gdy
zawodziły samochody, trzeba było transportować sprzęt na grzbietach
osłów.

Po dwóch tygodniach pracy na planie Lucas był
wykończony. Ciągłe problemy z pogodą, robotami, niedopasowanymi
kostiumami sprawiły, że miał wrażenie, iż wykonał zaledwie
dwie trzecie zaplanowanych zdjęć; na dodatek nie był z nich
zadowolony. „Traciliśmy czas na rozwiązywanie problemów i cierpiała
na tym jakość filmu”, wspomina Lucas. Był tak przygnębiony, że
nie poszedł na party, które sam wyprawił dla uczczenia zakończenia
zdjęć w Tunezji. Zamknął się w pokoju hotelowym i pogrążył
w rozpaczy. „Byłem w tamtej chwili w poważnej depresji, bo nic
nie szło zgodnie z planem. Wszystko było nie tak. Byłem bardzo
nieszczęśliwy”8.

Trochę ponad rok przed planowaną premierą –
o ile w ogóle do niej dojdzie – Gwiezdne wojny
były w rozsypce i zmierzały ku porażce.

Lucas był tego pewien.

CZĘŚĆ I. NADZIEJA 1944–1973 1 Chuderlawy diabełek 1944–1962

George’a Lucasa zawsze fascynowały
opowieści o tryumfującym, wznoszącym się ponad przeciwności losu,
choć z początku niedocenianym, bohaterze. Snując fantazje na temat
swego pochodzenia, przyznał kiedyś w wywiadzie, że wśród przodków
wyobrażał sobie zwycięskiego buntownika: „jakiegoś kryminalistę,
czy wygnańca z Anglii lub Francji”. Jednak powszechnie wiadomo,
że Lucas lubi być enigmatyczny, ma to we krwi. „Moja rodzina
pochodzi znikąd”, powiedział kiedyś. „Nikt nie wie, skąd się
wywodzimy”1.

Lucas, Kalifornijczyk w czwartym pokoleniu, zdołał
prześledzić dzieje swojej rodziny bardziej wnikliwie niż większość
Amerykanów. Prawie sto lat przed rewolucją amerykańską jego przodkowie
przemierzyli Arkansas, Illinois i Wirginię, aby zapuścić korzenie
w Modesto w Kalifornii. „I to by było na tyle”, twierdzi Lucas. Co
działo się z nimi wcześniej – nie wiadomo. Zresztą nie było
dla niego istotne, czy pochodził z osadniczej rodziny farmerów,
szewców czy murarzy. „Żyję dniem jutrzejszym, na dobre i na
złe, to takie moje dziwactwo”2, mówi
Lucas. Jednego jest natomiast pewien – cieszy go, że nie urodził
się księciem. Kiedyś powiedział: „Naprawdę wierzę w ten kraj;
jeśli będziesz przykładał się do pracy, możesz osiągnąć
wszystko”3.

Przykładaj się. Zapewne na
to nalegał małomiasteczkowy metodysta, George Lucas senior, grożąc
palcem przed nosem swego jedynego syna.

Lucas później tak opisywał swego ojca: „Był
bardzo staroświecki, klasyczny przykład małomiasteczkowego biznesmana,
jakiego przedstawiają w filmach”4. Jako
właściciel najlepiej prosperującego sklepu z artykułami biurowymi
w Modesto i prezydent lokalnego stowarzyszenia sprzedawców,
inteligentny i konserwatywny George Lucas senior był jednym z filarów
miejscowej społeczności. I ciężko pracował, przykładał się
przez całe życie.

George Walton Lucas senior urodził się w 1913
roku w Laton w Kalifornii – ówcześnie była to zaledwie kropka
na mapie, na południe od Fresno – jedyny syn wśród grona córek
Waltona i Maud Lucasów. Pracujący na polu naftowym Walton chorował na
cukrzycę i w 1928 roku, gdy George senior miał zaledwie piętnaście
lat, zmarł w wyniku komplikacji związanych z chorobą, która –
jak się okaże – „przeskoczy” jedno pokolenie i ujawni się
u jego sławnego wnuka. W ciągu zaledwie roku po śmierci męża
Maud przeprowadzała się wraz z George’em seniorem i jego starszą
siostrą Eileen aż dwa razy: najpierw do pobliskiego Fresno, a potem
dziewięćdziesiąt mil dalej, wzdłuż Doliny San Joaquin do Modesto,
gdzie George senior spędzi resztę życia.

Założone w 1870 roku pośród porastających dolinę
rzeki Tuolumne pól pszenicznych, Modesto było jednym z końcowych
przystanków linii kolejowej, która biegła wzdłuż wybrzeża Pacyfiku
z Los Angeles w kierunku Sacramento. Założyciele miasteczka chcieli
je nazwać Ralston, na cześć Williama Ralstona, dyrektora linii
kolejowej Central Pacific Railroad, jednak Ralston odmówił. Podobno
to właśnie skromność dyrektora zainspirowała włodarzy miasteczka,
gdy ostatecznie nadali mu nazwę (modesto to po
hiszpańsku „skromny”).

Pomimo nazwy, małe Modesto miało wielkie ambicje,
będące odzwierciedleniem kalifornijskiej buty i dążenia do szybkiego
zysku. W 1884 roku, kiedy formalnie zostało założone, w miasteczku
stało już dwadzieścia pięć budynków, których właściciele, licząc
na korzyści płynące z bliskości linii kolejowej, przenieśli się
do Modesto z pobliskich Paradise City i Tuolumne City.

Modesto nie od razu stało się lokalną
metropolią – dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku liczba
mieszkańców przekroczyła sto tysięcy, jednak już od początku
dwudziestego stulecia rozrastające się miasto szczyciło się
idealnie wypielęgnowanymi trawnikami i kolorowymi kwietnymi
rabatami oraz inwestowało w edukację i kulturę. W 1912 roku
dumni mieszkańcy wznieśli ogromny łuk witający wjeżdżających
do miasta Dziewiątą Aleją przybyszy w automobilach – nowym,
egzotycznym wynalazku o niepewnej przyszłości. Na łuku umieszczono
podświetlane motto miasteczka: „Woda, Dobrobyt, Zadowolenie,
Zdrowie”5. Motto równie prostolinijne,
jak mieszkańcy Modesto.

Gdy w 1929 roku George Lucas senior osiadł
wraz z matką w Modesto, liczyło ono prawie czternaście
tysięcy mieszkańców i miało niską, równoległą zabudowę,
charakterystyczną dla zachodnioamerykańskich miasteczek. Gdy Stany
Zjednoczone pogrążały się w wielkiej depresji, George senior
dzielił swój czas między naukę w lokalnej szkole średniej i pracę
praktykanta u mechanika naprawiającego maszyny do pisania. Już
w wieku szesnastu lat pragnął mieć fach w ręku. W cenzusie
z roku 1930 zarówno Maud, jak i Eileen w rubryce zawód
wpisały „brak”, czyniąc tym samym z George’a jedynego
żywiciela rodziny6. George senior bardzo
poważnie traktował swoje obowiązki. Nie tracił czasu na zabawy
i rozmyślania. Postanowił zostać prawnikiem i bardzo przykładał
się do nauki, żeby uzyskać oceny pozwalające mu na podjęcie studiów
prawniczych. Jednak ów poważny, zasadniczy młodzieniec, z burzą
kręconych ciemnych włosów i szczupłym ciałem, idealnie pasującym
do garniturów, zakochał się od pierwszego wejrzenia w dziewczynie,
z którą uczęszczał na lekcje historii i z miejsca oznajmił
matce, iż zamierza ją poślubić, mimo że nie znał nawet jej
imienia7.

Przeprowadziwszy krótkie śledztwo, George senior
dowiedział się, że jego wybranka to Dorothy Bomberger, dziewczyna
pochodząca z jednej z najstarszych i najbardziej wpływowych rodzin
w Modesto. To właśnie dzięki temu, że wżenił się w rodzinę
Bombergerów, których amerykańskie korzenie były starsze niż
Deklaracja niepodległości, jego syn będzie mógł się określać
mianem Kalifornijczyka w czwartym pokoleniu. Bombergerowie od pokoleń
inwestowali w nieruchomości, które przyniosły im dobrobyt i wysoką
pozycję społeczną. Na początku XX wieku różne odnogi rodziny
Bombergerów posiadały nieruchomości (bądź nimi zarządzały)
w całej Dolinie San Joaquin, a ojciec Dorothy, Paul, dodatkowo
inwestował w przetwórnie zbóż i obrót samochodami, co czyniło ich
jedną z najbardziej znanych i zamożnych rodzin w Modesto. Wiadomości
o Bombergerach regularnie gościły na stronach towarzyskich lokalnej
gazety „Modesto Bee and News–Herald”.

Dorothy była filigranową, ciemnooką i ciemnowłosą
pięknością. Była świetną partią; z George’em seniorem
tworzyli atrakcyjną, popularną i całkowicie oddaną sobie
parę. W ostatniej klasie szkoły średniej oboje występowali
w przedstawieniu klasowym, w trzyaktowej komedii Nothing
but the Truth8. George grał
rolę przewodniczącego klasy, a Dorothy – wiceprzewodniczącej. Po
skończeniu szkoły oboje przez jakiś czas uczęszczali do lokalnego
Business College, gdzie George wstąpił do bractwa Delta Sigma,
a Dorothy udzielała się w żeńskim stowarzyszeniu Phi Gamma Girls’
Club9. Wkrótce George zaczął pracę u Lee
Brothers, w nowym, maleńkim sklepie z artykułami biurowymi. Ku
swojemu zaskoczeniu odkrył, że podoba mu się praca w branży
piśmienniczej. Opowiadał później: „To czysty przypadek, bo
zaczynając pracę nie wiedziałem nawet, co znaczy określenie artykuły
biurowe”10. I całkowicie porzucił plany
podjęcia studiów prawniczych11.

Trzeciego sierpnia 1933 roku George senior
poślubił Dorothy w miejscowym kościele metodystów. Ze względu
na rozległe powiązania Bombergerów, miejscowe gazety obszernie
komentowały przygotowania do uroczystości i listę zaproszonych
gości12. Dwudziestoletni George
i osiemnastoletnia Dorothy wkraczali w dorosłe życie w kraju
pogrążonym w wielkiej depresji. Mimo że Dorothy była dobrze
wykształcona i miała świetne koneksje, konserwatywny, wychowany
w duchu tradycji metodystycznej George zabronił żonie pracować. Praca
i utrzymanie rodziny było obowiązkiem mężczyzny. Tak więc według
George’a to on miał pracować, natomiast Dorothy powinna zostać
w domu i zająć się dziećmi, których pojawienie się na świecie
było dla niego oczywiste i nieuniknione.

Wkrótce po ślubie Lucasowie przeprowadzili
się do Fresno, gdzie George dostał pracę w H.S. Crocker
Company, jednym z największych sklepów z artykułami biurowymi
w Kalifornii. Zarabiał siedemdziesiąt pięć dolarów tygodniowo,
co było całkiem przyzwoitą sumą w czasach, gdy nowa lodówka
kosztowała sto dolarów13. Jednak
Dorothy tęskniła za rodziną, więc na początku roku 1934,
po zaledwie pięciu miesiącach we Fresno, młode małżeństwo
wróciło do Modesto, gdzie George rozpoczął pracę w największym
w mieście sklepie z artykułami piśmienniczymi, L. M. Morris
Company14.

Założony przez kilku braci w 1904 roku L. M. Morris
był jednym z najstarszych sklepów tego typu w regionie. Morris
kupił rodzinny biznes w 1918 roku i nazwał go L. M. Morris
Company, zakładając tym samym jeden z najważniejszych sklepów
w Modesto, który będzie istniał pod tym samym adresem przez
prawie sześćdziesiąt lat. Gdy George senior zaczynał pracę
w sklepie (w 1934 roku), firma hucznie świętowała swe trzydzieste
urodziny15.

Morris specjalizował się w meblach biurowych,
maszynach do pisania i maszynach liczących, ale z biegiem lat
wzbogacił asortyment o kamery, projektory, książki i zabawki dla
dzieci oraz dział prezentów, który zdaniem dumnego właściciela
oferował „wszystkie nowinki”. Jak zwykle George senior z oddaniem
przykładał się do pracy. Tłumaczył później: „podobał
mi się typ klientów przychodzących do naszego sklepu”; szybko
zaczął się wyróżniać spośród dwunastu zatrudnionych w firmie
pracowników16. I kiedy pod koniec 1934 roku
LeRoy Morris zamieścił w „Modesto Bee” olbrzymią reklamę sklepu,
tuż pod zdjęciem właściciela widniała fotografia przedstawiająca
uśmiechniętego George’a17. George nie
tylko ciężko pracował; był również ambitny, inteligentny i znał
się na ludzkiej naturze. Z pewnością pomogło mu również to, że
od razu bardzo się z LeRoyem Morrisem polubili, jakby wiedzieli,
że są sobie nawzajem potrzebni. Pięćdziesięcioletni Morris
miał dwie zamężne córki, lecz nie miał syna, któremu mógłby
przekazać biznes18, zaś George senior,
który dziesięć lat wcześniej stracił ojca, nie odziedziczył po
nim niczego. Zatem w pewnym sensie każdy z nich wypełniał lukę
w życiu tego drugiego. Łączyła ich subtelna, złożona relacja
mentor – uczeń, dokładnie taka, jaką dziesięciolecia później
syn George’a seniora wykorzysta w swoich filmach.

Sprawy toczyły się tak gładko, że zaledwie po
roku pracy u Morrisa, George senior nieco bezczelnie zwierzył się
pracodawcy, że zanim skończy dwadzieścia pięć lat, chciałby
prowadzić swój własny sklep lub przynajmniej kierować jakimś
działem19. W 1937 roku, kiedy George
senior miał dwadzieścia cztery lata, Morris zaoferował swemu
pracowitemu protegowanemu dziesięć procent udziałów w firmie,
a w perspektywie wejście do spółki. George oświadczył, że
nie ma pieniędzy, które mógłby zainwestować w firmę, ale
Morris nie chciał o tym słyszeć. „Po prostu podpiszesz weksel,
że jesteś mi winien tyle i tyle, i będzie po sprawie”, odrzekł
młodzieńcowi. „W końcu ten biznes jest tyle tylko wart, ile przynosi
zysku”20. Jako oficjalny udziałowiec firmy,
George senior zaczął pracować sześć dni w tygodniu, chcąc okazać
się wartym zawodowego i ojcowskiego zaufania Morrisa.

Podczas gdy George senior koncentrował swe wysiłki
na sklepie, Dorothy z równym zapałem poświęcała się prowadzeniu
domu. Pod koniec 1934 roku urodziło się ich pierwsze dziecko – córka,
której nadali imię Ann, a po dwóch latach na świat przyszła kolejna
dziewczynka, Katherine, którą wszyscy nazywali Katy lub Kate. Z myślą
o powiększającej się rodzinie George kupił działkę przy Ramona
Avenue na skraju Modesto i za pożyczone od rodziny Dorothy pieniądze
(pięć tysięcy dolarów) wybudował jednopiętrowy dom, który pragnęli
wraz z Dorothy wypełnić dziećmi.

Jednak dwie ciąże w ciągu dwóch lat odbiły się
na zdrowiu jego żony. Dorothy, która zawsze była wątłego zdrowia,
prawdopodobnie cierpiała na zapalenie trzustki i każdą ciążę
znosiła coraz gorzej; doszło do tego, że musiała spędzać długie
okresy w łóżku. Tak więc po narodzinach Kate lekarze odradzali jej
kolejne ciąże21. Jednak Dorothy i George
senior, wbrew zaleceniom medyków, przez następne osiem lat będą
się starali o potomstwo, przeżywając w tym okresie przynajmniej
dwa poronienia.

Wreszcie, pod koniec 1943 roku, Dorothy ponownie
zachodzi w ciążę, którą tym razem donosi. W niedzielę, 14 maja
1944 roku o godzinie 5.30, w słoneczny poranek w Dzień Matki[*], na świat przychodzi syn państwa Lucasów. Być może
z powodu słabnącego zdrowia żony George doszedł do wniosku,
że nowo narodzony chłopiec jest jego jedyną szansą na doczekanie
się dziedzica, porzuca zatem pomysł nadania synowi imienia Jeffrey
i daje swemu potomkowi imię godne następcy: George Walton Lucas
junior. Dziecko było małe, ważyło zaledwie dwa i pół kilograma,
ale było zdrowe i tak ruchliwe, że położone przez lekarza na brzuchu
matki, niemalże zsunęło się na podłogę. „Nie upuście go, to mój
jedyny syn”22, ostrzegała przestraszona
Dorothy.

Podobnie jak rodzice, George junior miał ciemne oczy
i włosy. Odziedziczył także inną cechę Lucasów – odstające
uszy. Cecha ta u George’a juniora była nawet jeszcze bardziej
wyrazista niż u jego ojca, gdyż jedno ucho miał na dodatek nieco
wiotkie, co George senior postanowił skorygować, przyklejając je
do główki dziecka taśmą samoprzylepną. Później George senior
stwierdzi, że to jego „lepsze ucho”23,
chociaż odstające, wydłużone u góry uszy na zawsze pozostaną
jego cechą charakterystyczną. „Był drobnym, chuderlawym
dzieciakiem, z ogromnymi uszami”, wspomina go ciepło jego siostra
Kate24.

Chuderlawy. To jedno z wielu umniejszających
określeń, jakich nasłuchał się Lucas w dzieciństwie. We
wspomnieniach matki „był małym brzdącem. Takim
okruszkiem”25. W wieku sześciu
lat ważył zaledwie szesnaście kilogramów, a gdy zaczynał
szkołę średnią (miał wówczas sto sześćdziesiąt siedem
centymetrów wzrostu), waga pokazywała niewiele ponad czterdzieści
pięć kilogramów. George senior nazywał go „chuderlawym
diabełkiem”26.

Trzy lata później urodziła się młodsza siostra
George’a, Wendy – ostatnie dziecko Lucasów. Zgodnie z ostrzeżeniami
lekarzy dwie ostatnie ciąże poważnie nadwyrężyły zdrowie Dorothy,
która przez większość dzieciństwa George’a juniora wiele
czasu spędzi w szpitalach albo odpoczywając w łóżku. „Coraz
bardziej podupadała na zdrowiu”, wspomina Kate. Wychowaniem
dzieci zajmowała się głównie dochodząca pomoc domowa, Mildred
(Till) Shelley. Till była surowa i nie stroniła od klapsów,
ale była również inteligentna, zabawna i umiała opowiadać
wspaniałe historyjki. Mówiła z południowym akcentem i dzieci
Lucasów ją uwielbiały. Kate przyznaje, że „Till była dla
nich jak druga matka”27.I dodaje, że Till zawsze miała słabość
do George’a: „Jako jedyny chłopiec, zawsze był oczkiem
w głowie całej rodziny”28. Zwykle
powściągliwy w słowach George Lucas również miło wyrażał
się o swej energicznej opiekunce: „Bardzo ciepło wspominam tamte
czasy”29.

W 1949 roku, gdy George junior miał pięć lat,
LeRoy Morris sprzedał George’owi seniorowi L. M. Morris Company,
spełniając dane dziesięć lat wcześniej przyrzeczenie. Morris i Lucas
ogłosili transakcję 26 stycznia na łamach „Modesto Bee”, po czym
Morris przeszedł na emeryturę i niespodziewanie zmarł siedem dni
później30. George senior określił swego
partnera w interesach, zastępczego ojca i dobroczyńcę, „prawdziwym
gentlemanem zesłanym przez Boga, który stopniowo przygotowywał mnie do
przejęcia biznesu”31. Teraz George senior
pragnął zrobić to samo dla własnego syna. Zgodnie z planem, George
junior miał się przykładać do nauki, rozpocząć pracę w firmie
i stopniowo przejąć rodzinny biznes. Niestety ten ambitny plan stał
się główną kością niezgody pomiędzy ojcem i synem.

Jako syn jednego z najlepiej prosperujących
kupców w Modesto, George Lucas junior cieszył się dostatnim
życiem. Jednak Lucas zawsze miał mieszane, a nawet sprzeczne
odczucia na temat swojego dzieciństwa. „Przeżywałem swoje traumy
i problemy – opowiadał później – chociaż jednocześnie
dobrze się bawiłem”32. Nierzadko
irytował się na ojca, na przykład kiedy każdego lata George
senior zmuszał syna, żeby ten bardzo krótko obcinał włosy. Lucas
nienawidził tego rytuału. „Mój ojciec był bardzo surowy”,
pisał późnej. „Nie twierdzę, że był zbyt surowy –
dodaje – miał zasady i był sprawiedliwy, niezwykle
sprawiedliwy”33. Czy był sprawiedliwy,
czy też nie, Lucas wspomina, że jako dziecko był wściekły na ojca
przez większość czasu.

Jego najwierniejszym kompanem w dzieciństwie
była młodsza siostra Wendy, ale miał też swoje grono
przyjaciół. Należeli do niego najlepszy i długoletni
przyjaciel John Plummer, którego poznał, gdy miał cztery lata,
oraz nieco starszy George Frankenstein. Bawili się we trójkę
w domu Lucasa przy Ramona Avenue, gdzie Plummer i Frankenstein
jak ognia unikali George’a seniora. „Pamiętam, że trzeba
było się przy nim bardzo pilnować. Jak mu podpadłeś,
miałeś przechlapane”34,
wspomina Frankenstein. A John Plummer dodaje: „Jak
tylko pojawiał się pan Lucas, lepiej było zejść mu
z oczu”35.

Jednak były i zalety kolegowania się
z synem właściciela sklepu z artykułami biurowymi:
George junior miał najnowsze zabawki i gadżety prosto ze
sklepowych półek. „Miał wszystkie nowinki i lubił się nimi
dzielić”36, wspomina Frankenstein. George
był szczególnie dumny z ogromnego modelu pociągu firmy Lionel,
który zajmował większą część jego pokoju, przejeżdżając pośród
poustawianych przez George’a żołnierzyków, samochodzików, chwastów
i roślin z ogródka37. Raz nawet udało mu
się znaleźć trochę cementu na lokalnym wysypisku, z którego wraz
z kolegami uformowali modele budynków. Nieco później zaczął budować
dioramy, które zawsze nazywał tak samo: „środowisko”, i wystawiał
je w drewnianych skrzynkach z oszklonymi dwiema ściankami. „Zawsze
lubiłem budować”, mówił Lucas. „Miałem małą szopę
z narzędziami, gdzie konstruowałem zestawy do gry w szachy, domki dla
lalek i samochody, mnóstwo samochodów wyścigowych, które później
spuszczaliśmy z pagórków”38.

Jednym z największych projektów był wykonany
przy pomocy Plummera misterny model kolejki górskiej. Używając
zwiniętego w sprężynę kabla do telefonu, wciągali na górę
wagonik, który następnie zjeżdżał z łoskotem na dół
po serii ramp. „Dziwne, że nikogo nie zabiliśmy”, wyznał
Plummer39. „Cała konstrukcja miała
około stu dwudziestu centymetrów i zrobiliśmy ją całkiem sami. To
była świetna zabawa, wszystkie okoliczne dzieciaki przyszły ją
zobaczyć. Wkrótce staliśmy się znani w okolicy z tego typu
projektów. George był bardzo kreatywny. Nie był liderem sensu stricto,
ale miał dużo bujniejszą wyobraźnię… Zawsze miał mnóstwo
pomysłów”40.

„Gdy byłem bardzo mały, lubiłem zabawy
w udawanie”, mówi Lucas. „Z tym że używałem najnowszych
technologicznie zabawek, jakie były dostępne, na przykład
modeli samolotów i samochodów. Wydaje mi się, że te właśnie
zainteresowania leżały u źródła opowieści o Gwiezdnych
wojnach”41. „Chociaż nie
sądzę, żeby moje dzieciństwo było inspiracją dla tego, czym się
zajmowałem w dorosłym życiu”42.

W przeciwieństwie do swego późniejszego
przyjaciela i współpracownika, Stevena Spielberga, który uczynił
magię dzieciństwa tematem wielu filmów, Lucas nigdy nie podtrzymywał
wyidealizowanej, romantycznej wizji tego okresu życia. „Zdawałem
sobie sprawę, że dorastanie nie jest łatwe ani przyjemne, ono
było… przerażające”, mówił Lucas. „Pamiętam, że bardzo
często czułem się nieszczęśliwy. Może nie tyle nieszczęśliwy –
miałem dobre dzieciństwo. Ale myślę, że wszystkie dzieciaki czują
się przygnębione i onieśmielone. Mimo iż dobrze się bawiłem,
cały czas miałem wrażenie, że za chwilę, za każdym rogiem, czyha
jakaś katastrofa”43.

Czasem ucieleśnieniem katastrofy były dzieciaki
z sąsiedztwa, które znęcały się nad drobnym George’em juniorem,
łapiąc go i zdejmując mu buty, które następnie rzucały pod
zraszacze trawnikowe. George nawet nie starł się z nimi walczyć. To
jego siostra Wendy przeganiała agresorów i przynosiła mu mokre
buty44.

Nic dziwnego, że niski George przez całe życie
szukał „zastępczego” starszego brata, który byłby jego obrońcą
i mentorem. Jedną z pierwszych takich osób był narzeczony jego
starszej siostry, Ann. Lucas bardzo się do niego przywiązał. „To
świetna forma nauki”, wyjaśniał później Lucas. „Przyczepiasz
się do kogoś starszego i mądrzejszego, uczysz się od niego
wszystkiego, co ma do zaoferowania i wykorzystujesz to do własnych
osiągnięć”. Gdy ów młody mężczyzna zginął w Korei, Lucas
był załamany. „Miałem normalne, trudne, stłamszone dzieciństwo,
wypełnione strachem i niepewnością” – Lucas zawsze z mieszanymi
uczuciami wspominał okres swego dorastania. „Ale ogólnie nie mogę
narzekać”45.

Z równie niejednoznacznymi uczuciami mówi
o Modesto. Przez pierwsze kilka dekad życia wydawał się wstydzić
rodzinnego miasteczka. W końcu jednak pogodził się ze swym
pochodzeniem, a nawet zaczął odczuwać z jego powodu dumę, gdy
sukces jego filmu Amerykańskie graffiti uczynił
z miasteczka atrakcję turystyczną. Wcześniej, pytany skąd pochodzi,
Lucas odpowiadał wymijająco, że „z Kalifornii”. Zapytany
o szczegóły, dodawał, że „z północnej Kalifornii” lub
„z Kalifornii, na południe od San Francisco”, zanim wreszcie
wydusił z siebie nazwę Modesto46. Chociaż
przyznawał, że miasto miało swój urok. „Modesto kojarzy mi się
z Normanem Rockwellem, magazynami „Boys’ Life”… grabieniem
liści w sobotnie popołudnia i pokazami fajerwerków”,
powiedział po latach. „Takie klasyczne amerykańskie
miasteczko”47.

Dla dorastającego w Ameryce lat pięćdziesiątych
chłopca normą było również uczęszczanie do szkółki niedzielnej
– co Lucas bardzo szybko znienawidził. „Gdy tylko byłem
wystarczająco duży, miałem może dwanaście, trzynaście lat,
zbuntowałem się”48, wspomina. Już jako
dzieciak miał skomplikowane relacje z Bogiem. W wieku sześciu
lat, gdy większość dzieci wyobraża sobie Boga jako poczciwego,
brodatego staruszka w niebie, Lucas doświadczył głębokiego,
mistycznego przeżycia, które ukształtowało jego duchowość
w życiu i pracy. Zaczął się zastanawiać, „czym jest
Bóg?”. I więcej: „Czym jest rzeczywistość? Co to wszystko
znaczy? Czym jest świat? Po co istnieją ludzie? Kim jestem
ja? Jak ja w tym wszystkim funkcjonuję i co tu się w ogóle
dzieje?”49. Próbując odpowiedzieć
na takie pytania, Lucas wymyślił Moc w Gwiezdnych
wojnach.

„Mam silne odczucia w stosunku do Boga
i sił natury, ale nie jestem wyznawcą żadnej religii” twierdzi
Lucas50. Mimo że wychowany w rodzinie
metodystów, był bardziej zafascynowany obrządkami w niemieckim
kościele luterańskim, do którego zabierała go Till, gdzie wierni
przychodzili w szerokich kapeluszach i czepkach i mówili natchnionymi
głosami z silnym akcentem. Lucasa fascynował formalizm ich obrzędów,
które przypominały misterne, doskonale wyreżyserowane przedstawienie,
gdzie każdy miał do odegrania swoją rolę. „Ten ceremoniał daje
ludziom coś istotnego”51, mówił. Zawsze
interesował się sformalizowaną religią z czysto akademickiego punktu
widzenia, a jego poglądy na Boga i religię będą ewoluować wraz
z upływającym czasem52. W końcu określi
swą religię jako połączenie metodyzmu z buddyzmem. (W 2002
roku, dostrzegając lewicowe skłonności mieszkańców okolic
San Francisco, Lucas powiedział: „Wszyscy tu jesteśmy
buddystami”)53. Tymczasem jako dziecko
pozostawał praktykującym, aczkolwiek sfrustrowanym metodystą. George
Lucas senior nie dopuszczał żadnej innej możliwości.

Niechęć do szkółki niedzielnej była jednak niczym
w porównaniu z nienawiścią do zwyczajnej szkoły. Lucas pamięta
uczucie wszechogarniającej paniki, jakie zawładnęło nim pierwszego
dnia w szkole podstawowej, do której poszedł (Muir Elementary School),
a które nie opuściło go aż do ostatniego dnia spędzonego w jej
murach. „Nigdy nie radziłem sobie dobrze z nauką, więc nie
lubiłem szkoły”54. Początki nauki
wydawały się jednak obiecujące. „Lucas dobrze sobie radzi. Jest
zdolny”, napisała Dorothy Elliot, jego nauczycielka w drugiej
klasie. „Jednak jest cichutki jak myszka. Nigdy nie odzywa się
niepytany”55. George nie przejawiał
zainteresowania większością zajęć, jakie prowadzone były
w szkole. „Zawsze chciałem nauczyć się czegoś, czego akurat
w szkole nie uczono, to był mój największy problem. Nudziłem
się”56. Podobały mu się lekcje rysunku
i występy w przedstawieniach – dlatego, mimo podrzędnej rólki,
zaangażował się w klasowe przedstawienie. Nienawidził matematyki,
robił okropne błędy ortograficzne i bardzo się męczył, gdy musiał
cokolwiek napisać. Nawet gdy był już w szkole średniej, błędy
w wypracowaniach poprawiała mu młodsza o trzy lata siostra.

Lucasowi ciężko przychodziło pisanie i nauka
ortografii, uwielbiał za to czytać, do czego z pewnością
zachęcała go matka, która lekturą wypełniała sobie długie dni
rekonwalescencji spędzone w szpitalach i w domu. Gdy był mały,
często czytała mu baśnie braci Grimm. Później natomiast sięgał
po literaturę przygodową, na przykład po Porwanego
za młodu, Wyspę skarbów czy
Robinsona szwajcarskiego. Zgromadził również
ogromną kolekcję książek historycznych i biografii słynnych postaci
wydaną w ramach serii Landmark, przeznaczonej
dla dzieci i młodzieży. „Byłem od nich uzależniony. Uwielbiałem
te książki. Zapoczątkowały moją miłość do historii… Jako
dziecko spędziłem wiele czasu, starając się powiązać przeszłość
z teraźniejszością”57.

Lucas twierdził później, że nie był nigdy
zapalonym czytelnikiem58. Nie było to jednak
prawdą. Oprócz książek z serii Landmark Lucas
namiętnie kolekcjonował i czytał komiksy. „Nigdy nie wstydziłem
się, że czytam tyle komiksów”59,
mówił. Odkrył komiksy w czasach, gdy te sprzedawały się
w milionach egzemplarzy i poruszano w nich każdą tematykę,
od romansu przez western, kryminał, horror po science fiction
i przygody superbohaterów. Ojciec Johna Plummera miał znajomego
w lokalnym kiosku i co tydzień znosił do domu góry niesprzedanych
komiksów. „George godzinami przesiadywał na moim ganku, czytając
komiksy”60, wspomina Plummer. Nawet gdy
kolega musiał wracać do domu na kolację, George zostawał na ganku
i zawzięcie czytał.

Po jakimś czasie George i Wendy zdecydowali
się połączyć swoje kieszonkowe i zaczęli sami kupować komiksy
(płacili dolara za dziesięć sztuk) i wkrótce uzbierali sporą
kolekcję. Ojciec wybudował im w ogródku specjalną szopę, która
stała się ich królestwem. Przynosili do szopy koce i siedzieli
godzinami pochyleni nad komiksami61. Nie ma
zresztą nic dziwnego w tym, że Lucasa tak pociągały komiksy. Biorąc
pod uwagę jego trudności w nauce pisania i ortografii, lepiej
uczył się drogą wzrokową niż werbalną. Komiksy „opowiadają
historie w formie obrazkowej”62, mówił
i podkreślał, że to z nich nauczył się „dziwnych faktów”
i ciekawego słownictwa63. Jego własny styl
opowiadania historii przypomina wielobarwną rytmikę komiksowej strony,
gdzie słowa i obrazy współgrają ze sobą, pchając akcję do przodu,
nie zostawiając miejsca na długie wywody i monologi.

Jak można się domyśleć, Lucas chętniej sięgał
po komiksy o tematyce science fiction niż po te z przygodami
superbohaterów. „Lubiłem przygody, których akcja rozgrywała się
w kosmosie”64.

Młody Lucas upajał się rewelacyjnymi rysunkami
Wally’ego Woodsa i niewiarygodnymi opowieściami z popularnej
komiksowej serii Weird Science, preferował
jednak wydawane przez DC Comics przygody intergalaktycznego policjanta,
Tommy’ego Tomorrowa, który na dobre zadomowił się na końcowych
stronach Action Comics, serii opisującej
przygody Supermana. Plummer podzielał upodobania kolegi. „Komiksy
wpoiły w nas hierarchię wartości. Bohaterowie dzielili się na
dobrych i złych. Myślę, że ta filozofia głęboko wryła mu się
w serce”65.

Jednak gdyby poprosić Lucasa o wskazanie jego
ulubionego bohatera, nie byłaby to żadna z postaci przewijających
się na stronach komiksów o tematyce science fiction. Był to bowiem
Sknerus McKwacz, skąpy obieżyświat, wujek Kaczora Donalda, którego
przygody opisywał, wydawany co miesiąc przez Dell, komiks Walta
Disneya Sknerus McKwacz. Pisane i ilustrowane
przez Carla Barksa perypetie wujka Sknerusa były błyskotliwe, zabawne
i osobliwe. Barks wysyłał swego bohatera wraz z grupą intrygujących
towarzyszy do południowoamerykańskich kopalni złota, na szczyty
dalekowschodnich gór, na dno oceanów, w przestrzeń kosmiczną,
a nawet wyprawiał w podróże w czasie.

Lucas uwielbiał te opowieści – inspiracji
mającymi miejsce na różnych kontynentach przygodami Wujka
Sknerusa można się dopatrzeć na przykład w postaci Indiany
Jonesa. Jednak Lucasa fascynowały nie tylko przygody McKwacza, ale
także jego smykałka do interesów. Historie o Sknerusie pełne
były innowacyjnych pomysłów, dzięki którym bohater powiększał
swoje bogactwo, zgodnie ze swym mottem: „Pracuj inteligentniej,
nie ciężej”. W świecie Sknerusa ciężka praca popłacała, ale
ważniejsze były spryt i chęć zrobienia czegoś w sposób, w jaki
nikt tego jeszcze nie zrobił. Bohater zresztą uosabiał etykę samego
Barksa, propagującego: „honor, uczciwość i umożliwienie ludziom
podążania za własnymi ideami, zamiast prób wtłoczenia wszystkich
w jedną formę”66.

Postać Sknerusa fascynowała Lucasa. „McKwacz
jest dla mnie uosobieniem amerykańskiego psyche. Barksowi udało się
uchwycić w tej postaci tak czystą esencję Ameryki, że jest to aż
szokujące”67. Fascynacja Sknerusem w dużym
stopniu wpłynie na to, jakim artystą i biznesmenem stanie się Lucas
w przyszłości: konserwatywnym, konsekwentnym, uparcie realizującym
swoją wizję, jednocześnie pielęgnującym w sobie nutkę nostalgii za
lepszymi czasami, które zapewne istniały tylko w jego wyobraźni. Wiele
lat później, gdy dorobił się fortuny godnej Sknerusa McKwacza, jako
pierwsze w swej kolekcji dzieło sztuki kupił narysowaną przez Carla
Barksa oryginalną stronę komiksu Sknerus McKwacz,
czyniąc ukłon w stronę swego mistrza, malującego przy użyciu tylko
czterech kolorów.

Oprócz Carla Barksa Lucas uwielbiał jeszcze jednego
artystę, który również uprawiał rodzaj „obrazkowego opowiadania”,
chociaż w zupełnie innej formie. Korzystał z każdej nadarzającej
się okazji, żeby zdobyć numery „The Saturday Evening Post”, by
móc podziwiać okładki pisma, ozdobione niezwykle realistycznymi,
naśladującymi fotografie ilustracjami Normana Rockwella. Prace
Rockwella dla „The Saturday Evening Post” były intencjonalnie
sentymentalne i często przedstawiały uśmiechnięte, pływające,
jeżdżące na łyżwach, grające w piłkę, grabiące liście,
wspinające się po drzewach, celebrujące Boże Narodzenie lub
Dzień Niepodległości dzieci. Bohaterowie ilustracji bawili się
pod pobłażliwym okiem rozpromienionych rodziców i przedstawicieli
zawodów zaufania publicznego i nawet gdy coś przeskrobali, były to
najczęściej drobne psoty.

Lucas zachwycał się detalami w pracach Rockwella,
które wyglądają, jakby autor upchnął cały pasek komiksu w jednym
obrazku. Rozszyfrowywanie ukrytych w ilustracjach Rockwella historii
stało się dla Lucasa rodzajem gry. „Każdy obrazek przedstawia
środek lub koniec opowieści, ale mimo iż brakuje początku,
widzisz go oczami wyobraźni. Możesz uzupełnić brakujące
części… bo ten jeden rysunek dostarcza ci wszystkich potrzebnych
informacji”68.

„Rockwell przedstawiał esencję amerykańskiego
sposobu myślenia, amerykańskich ideałów, tego co tkwiło
w amerykańskich sercach”69, mówił
Lucas. I nieważne, że on sam nigdy nie wskoczył do leśnego jeziorka,
nie widział białego Bożego Narodzenia ani że nie umiał grać
w baseball; ilustracje Rockwella przedstawiały idealne amerykańskie
życie. Lucas nie miał sentymentu do własnego dzieciństwa, ale
z rozrzewnieniem myślał o idealnym dzieciństwie odmalowanym na
ilustracjach Rockwella. Wiele lat później zacznie kolekcjonować obrazy
Normana Rockwella, podobnie jak dzieła Carla Barksa. Ta sztuka do niego
przemawiała.

W maju 1954 roku George Lucas junior
skończył dziesięć lat. Tego lata pojawiło się w jego domu coś,
co na zawsze zmieniło jego świat: telewizor.

Przez pierwsze dziesięć lat swego życia
George, podobnie jak miliony Amerykanów, przesiadywał
na podłodze, pochłonięty przez słuchowiska radiowe,
oszołomiony niezwykle dopracowanymi i realistycznymi efektami
dźwiękowymi. „Zawsze fascynowała mnie magia radia. Słuchałem
i wyobrażałem sobie, jak mogłaby wyglądać prezentowana
rzeczywistość”70. Szczególnym
upodobaniem darzył trzymające w napięciu thrillery,
takie jak Inner Sanctum czyThe
Whistler, oraz słuchowiska przygodowe, na przykład
The Lone Ranger. „Radio odegrało
w moim życiu bardzo istotną rolę, ale to nic w porównaniu
z telewizją”71.

John Plummer miał w domu telewizor jako pierwszy
z grupki znajomych George’a juniora. W 1949 roku jego ojciec
przyniósł do domu mały odbiornik typu Champion. Zainstalował go
w garażu, a dookoła wybudował proste ławeczki, żeby sąsiedzi
mogli przychodzić na transmisje walk bokserskich. George senior był
sceptycznie nastawiony do nowego wynalazku i postanowił odczekać kilka
lat na udoskonalenie technologii, zanim zdecydował się na zakup tak
drogiego sprzętu. George junior musiał więc poczekać kolejne pięć
lat na własny odbiornik, a póki co oglądał ile się dało w domu
kolegi.

Gdy w końcu doczekał się upragnionego
telewizora, nie za bardzo wiedział, co z nim zrobić. Jak
później wspominał, „problem tkwił w tym, że nie było co
oglądać”72. Gazeta „Modesto Bee”
codziennie drukowała program telewizyjny nadawany na kanałach KJEO
z Fresno i KOVR z Sacramento, ale oba miały zbyt słaby sygnał,
żeby móc je bez zakłóceń odbierać w Modesto. Dostrojenie
odbiornika do kilku stacji emitujących silniejszy sygnał wymagało
czasu i umiejętności. Jednak gdy Lucas w końcu złapał sygnał
stacji KRON z San Francisco i KTVU ze Stockton, nie można go było
oderwać od telewizora. Nigdy.

Jak typowy przedstawiciel swojej generacji, Lucas
wstawał w sobotę rano i siedząc po turecku na podłodze, oglądał
rysunkowe przygody kota Dinky73. Telewizor
grał cały dzień, wyświetlając teleturnieje, wiadomości, mecze
baseballa i komedie; George senior umieścił go na obrotowym
stojaku, tak żeby można było odwrócić odbiornik w stronę
jadalni i oglądać program podczas spożywania obiadu. Wieczory
były zarezerwowane na poważniejsze programy, jak na przykład serial
Perry Mason albo western Have Gun
– Will Travel, których Lucas nigdy
nie opuszczał74.

Jednak najcieplej wspomina trzydziestominutowe
popołudniowe bloki programowe, które stacje wypełniały powtórkami
odcinków starych seriali75. Były to kręcone
specjalnie na potrzeby telewizji, pocięte na trzydziestominutowe
odcinki westerny, filmy przygodowe, kryminalne, detektywistyczne, science
fiction, które zawsze kończyły się w momencie gwarantującym, że
widz włączy odbiornik następnego dnia, żeby zobaczyć, co się stało
dalej. „Te seriale były fantastyczne. Mój ulubiony to Flash
Gordon76.

Nakręcone w latach trzydziestych przez Universal,
na podstawie komiksu Alexa Raymonda, trzy serie Flasha
Gordona były tanie w produkcji; głównie dzięki temu,
że do ich nakręcenia użyto pożyczonych z horrorów i filmów
science fiction planów, kostiumów i rekwizytów. Flash walczył
z Imperatorem Mingiem i ratował galaktykę, dostarczając widzom
niewymagającej, popularnej rozrywki; może nieco kiczowatej, ale za to
widowiskowej. „Podobały mi się te seriale, z ich dziwnym spojrzeniem
na rzeczywistość. Zresztą chyba nigdy z nich nie wyrosłem. Cały
czas je doskonale pamiętam, mimo że były bardzo słabe pod względem
technicznym”77.

Lucas należał do pierwszej generacji wychowanej
przed telewizorem, był częścią popkulturowego fenomenu, który
na zawsze zmienił relację widz – widowisko. Telewizja dostarczała
szybkiej, wygodnej, łatwej rozrywki, dostępnej po naciśnięciu jednego
guzika. Gdy czasu na opowiedzenie historii, na dodatek przerywanej
reklamami, jest zaledwie pół godziny do godziny, programy telewizyjne
wymuszają szybkie tempo akcji, często kosztem dopracowania postaci
bohaterów. Za wszelką cenę walczono o uwagę widza, który znudzony
zbyt wolną akcją jednym pokrętłem mógł poszukać czegoś ciekawszego
na innym kanale. Coraz bardziej dynamiczna telewizja sprawiała,
że finezja i wyrafinowanie zaczęły odchodzić w przeszłość,
a przynajmniej były trudniejsze do zrealizowania. Wpłynęło to
również na sposób, w jaki Lucas i współcześni mu filmowcy
operowali kamerą.

Odkąd weszła telewizja, nie trzeba było iść do
kina, żeby zobaczyć film. George oglądał je we własnym salonie,
przekręcając telewizor w stronę jadalni, żeby nie stracić ani
chwili akcji. Lucas wspomina oglądane w telewizji „westerny, filmy
z Johnem Waynem, w reżyserii Johna Forda, zanim wiedziałem, kim
był John Ford. Obrazy te wywarły duży wpływ na to, jak później
postrzegałem film”78.

Jeśli zaś chodzi o kino… No cóż,
Lucas bywał w kinie bardzo rzadko. „Mieliśmy kilka kin
w Modesto. Można było tam zobaczyć filmy, takie jak Blob
– zabójca z kosmosu czyLawrence
z Arabii”79 – jednak
te produkcje nie wywarły na przyszłym reżyserze wielkiego
wrażenia. Bardziej interesowało go to, co działo się na sali
kinowej. „Do kina chodziłem głównie po to, by uganiać się za
dziewczynami”80, przyznaje. Jednakże
kilka filmów telewizyjnych lub kinowych zapadło mu w pamięć:
Zakazana planeta, Metropolis, Most na rzece Kwai –
filmy fabularne były dla niego raczej rozrywką niż inspiracją.

Młody Lucas był dość wybredny jeżeli
chodzi o filmy, jednak z pewnością pasjonował go jeden rodzaj
filmowej rozrywki. „Kochałem Disneyland” przyznaje, a jego
miłość najwidoczniej podzielał George senior, który zabrał
całą rodzinę do południowej Kalifornii na otwarcie parku w 1955
roku81. Lucasowie spędzili w Anaheim cały
tydzień. W Disneylandzie mieszkali w hotelu i codziennie bawili
się w parku, co zresztą później stało się ich wieloletnią
tradycją. Jedenastoletni wówczas George junior od razu pokochał park
tematyczny. „Przechadzałem się po parku. Jeździłem samochodzikami,
stateczkami parowymi, wagonikami przez dżunglę, chodziłem na
strzelnicę. Byłem w raju”82.

Disneyland z lat pięćdziesiątych nie umywa się
do współczesnego, wypełnionego technologią parku, ale czy to teraz,
czy też wtedy, nikt nie potrafił stworzyć takich atrakcji jak słynni
„inżynierowie marzeń” [ang. Imagineers –
tłum.] Disneya. Jedną z bardziej pomysłowych atrakcji była Rakieta
na Księżyc, zabierająca zwiedzających w podróż na Księżyc
i z powrotem. Kryjąca się pod nią maszyneria była prosta, ale
sprytna: goście siadali w niewielkim, okrągłym audytorium wyposażonym
w okna, które w rzeczywistości były projektorami wideo. Na górnych
ekranach wyświetlano otwartą przestrzeń kosmiczną i Księżyc,
podczas gdy dolny ekran ukazywał Ziemię, zmniejszającą się w miarę,
jak rakieta „oddalała się” od niej. Parę dziesiątków lat
później, gdy Lucas projektował dla parków Disneya atrakcje związane
z Gwiezdnymi wojnami, wykorzystał podobną
instalację – monitory wideo imitujące okna statku kosmicznego,
synchronizując wyświetlane na nich obrazy z najnowocześniejszymi
symulatorami ruchu, które gwarantowały wiarygodniejsze i bardziej
ekscytujące wrażenie podróży kosmicznej niż to, które George
pamiętał z dzieciństwa. Jednak w tamtych czasach przejażdżka
Rakietą na Księżyc Disneya była tak niesamowitym przeżyciem,
że po powrocie do Modesto chłopiec, który nienawidził pisać,
sporządził dla lokalnej gazety sprawozdanie ze swych przygód
w Disneylandzie.

Owa gazeta nazywała się „Daily Bugle”
i została niedawno założona przez Lucasa i jego dziesięcioletniego
kolegę, Melvina Celliniego. Zainspirowany programem telewizyjnym,
w którym bohaterowie usiłowali wymyślić tytuł nowej gazety,
Cellini postanowił założyć własny periodyk i zaprosił Lucasa do
współpracy. Na okładce pierwszego numeru gazety, który Cellini
i Lucas 4 sierpnia rozdali za darmo w Muir Elementary School,
widniał nagłówek informujący, że „Melvin Cellini zakłada
nową gazetę i zatrudnia George’a Lucasa jako głównego
reportera”83.

Chłopcy byli pełni entuzjazmu, ale wydawanie
codziennej gazety w nakładzie stu egzemplarzy wymagało wiele
pracy. „Gazeta będzie ukazywać się od poniedziałku do piątku”,
ogłosili. „Jednak nie ukaże się w najbliższy piątek,
z powodu awarii drukarki”. Zaradny Lucas szybko przekonał
ojca, żeby pozwolił im używać drukarek w L.M. Morris,
obiecując zwrot kosztów. Niestety po tygodniu nowa przygoda
zaczęła im się nudzić. „Koniec «Daily Bugle»”, ogłosili
czytelnikom. I jednocześnie poinformowali, że nowa gazeta, „«Weekly
Bugle», z tymi samymi wiadomościami, będzie
ukazywała się w każdą środę”. Podkreślili również,
że nie szukają nowych współpracowników. „Nie potrzebujemy
reporterów, drukarzy ani roznosicieli gazet. Nie przyjmujemy również
subskrypcji”84.

Pomimo trudności dziecięca gazeta była na tyle
istotnym wydarzeniem, że trafiła na łamy „Modesto Bee”, wraz
z pozowaną fotografią pogrążonych w rozmowie George’a Lucasa
i Melvina Celliniego, pochylających się nad numerem „Weekly
Bugle”. Już wtedy ubrany w przewiewną hawajską koszulę Lucas
wiedział, jaki rekwizyt podkreśli jego image głównego reportera
„Bugle’a” i włożył za prawe ucho świeżo zatemperowany
ołówek85.

Wkrótce gazeta upadła i o ile Cellini był
zawiedziony utratą przewidywanych dochodów ze sprzedaży „około
dwustu egzemplarzy tygodniowo” po centa za sztukę, Lucas nie
przejął się tym za bardzo. Nie tworzył gazety dla pieniędzy, jak
powiedział w wywiadzie dla „Modesto Bee”. Wszystkie zarobione
pieniądze zamierzał zainwestować z powrotem w gazetę,
wynająć roznosicieli, zwrócić ojcu koszty papieru, tuszu
i matryc86. Zapewne Lucas nie zdawał
sobie jeszcze z tego sprawy, jak wiele nauczył się od swojego ojca
i Sknerusa McKwacza: myśl nieszablonowo, bądź pewny siebie i jeśli
tylko możesz, inwestuj w siebie. Ale przede wszystkim spłacaj swoje
długi.

Lucas wykazywał się podobną dojrzałością,
zarządzając swoim kieszonkowym. W domu George’a seniora pieniądze
trzeba było zarobić i każde z dzieci miało swoje obowiązki. Jedną
z podstawowych powinności George’a juniora było cotygodniowe
koszenie trawy za pomocą ciężkiej kosiarki rotacyjnej. Było to
niezwykle trudne zajęcie i szybko je znienawidził. „Byłem
małym chłopcem, a praca była bardzo ciężka; to było
frustrujące”87, wspomina Lucas. W końcu
zaoszczędził wystarczająco dużo pieniędzy, by pożyczywszy resztę
od matki, kupić spalinową kosiarkę, która bardzo ułatwiła mu
zadanie. Lucas ocenił sytuację, znalazł rozwiązanie problemu
i zainwestował własne pieniądze. Zainwestował w siebie. Ojciec
był z niego dumny.

Jednak pomimo dobrych chęci George’a seniora,
który podczas wypłaty kieszonkowego wygłaszał pogadanki na temat
oszczędności i zalet ciężkiej pracy, ojciec i syn nigdy nie darzyli
się szacunkiem. „Nigdy mnie nie słuchał. Był pupilkiem matki. Ale
gdy chciał kamerę czy cokolwiek, zawsze wszystko dostawał. Trudno go
było zrozumieć”88 – tak mówił George
senior o swym jedynym synu. Im bardziej George senior starał się
przekazać synowi swe tradycyjne metodystyczne wartości, tym bardziej ten
się buntował i irytował ojca. „Jest konserwatywnym człowiekiem,
który sam do wszystkiego doszedł, jednak rządzi nim mnóstwo
uprzedzeń, co zawsze mnie denerwowało”89
– tak z kolei powiedział o swym ojcu George Lucas junior.

George senior musiał bardzo cierpieć z powodu
nieporozumień z synem, szczególnie że firma, którą zamierzał
mu przekazać, była w rozkwicie. W 1956 roku, po pięciu
dekadach od założenia, George senior przeniósł L.M. Morris
w nowe miejsce, do budynku przy I Street 1107, oraz otworzył
Lucas Company, firmę będącą jedynym sprzedawcą nowoczesnych
fotokopiarek w okolicy. Prosperujący biznes pozwolił mu również
rozejrzeć się za lepszym domem. Rodzina sprzedała dom przy Ramona
Avenue i przeprowadziła się do domu z basenem, stojącego na
trzynastoakrowym, porośniętym orzechami włoskimi ranczu przy
Sylvan Road 821. Chociaż oba adresy były od siebie oddalone zaledwie
o pięć mil, George czuł się tak, jakby przeniósł się na inną
planetę.

Bardzo przeżył tę przeprowadzkę. „Byłem bardzo
przywiązany do domu na Ramona Avenue”90,
wspomina. Był przygnębiony. „Zaczął się zmieniać”, wspomina
John Plummer. „Coraz bardziej interesował się muzyką. Stał
się bardziej zamknięty w sobie. Zaczął nawet kolegować
się z lokalnymi łobuzami”. Lucas wzdryga się, słysząc tę
insynuację: „Miałem znajomych ze wszystkich kręgów. Byłem
drobny i śmieszny. Byłem lubiany i łatwo nawiązywałem
przyjaźnie”91. A przynajmniej tak
o sobie myślał. W tym również czasie Lucas, podobnie jak miliony
nastolatków, odkrył rock and rolla.

Lucas uczęszczał na lekcje gry na wielu
instrumentach i mimo że nigdy nie osiągnął na tym polu wielkich
sukcesów, kochał muzykę. Jako dziecko uwielbiał marsze Johna
Philipa Sousy, jakby intuicyjnie przeczuwał znaczenie dobrego motywu
przewodniego. Lubił to uczucie, kiedy rytm marsza rezonował w jego
klatce piersiowej. Jednak prawdziwy zwrot w jego postrzeganiu muzyki
nastąpił we wrześniu 1956 roku, gdy zobaczył występ Elvisa Presleya
w programie telewizyjnym The Ed Sullivan Show.
Zafascynowany piosenkarzem, w październiku 1957 roku pojechał na
koncert Elvisa do San Francisco92. W krótkim
czasie jego nową pasją stał się Presley i jego muzyka – rock
and roll. Codziennie po szkole Lucas zamykał się w pokoju, czytał
ukochane komiksy, zajadał się batonikami Hershey i popijał colę przy
ryczących z małego adaptera dźwiękach rock and rolla. W ciągu
kolejnych dziesięciu lat zgromadzi pokaźną kolekcję płyt
rockandrollowych93.

W 1958 roku rozpoczął naukę w Thomas Downey
High School i – jak można się domyślić – najlepsze stopnie
miał z plastyki i muzyki. Jeśli chodzi o inne przedmioty, był
raczej w gorszej połowie klasy. „Nie byłem złym uczniem, raczej
przeciętnym, trójkowym, czasem trójkowym z minusem. Z pewnością
nie byłem prymusem”94, wspomina Lucas. To
delikatnie powiedziane, bo pod koniec pierwszej klasy szkoły średniej
przynosił dwóje z angielskiego i nauk przyrodniczych. „Spędzałem
dużo czasu na fantazjowaniu. Nikt nigdy nie powiedział, że nie jestem
zdolny. Zawsze określano mnie jako kogoś, kto mógłby osiągać dużo
lepsze wyniki, kto nie wykorzystywał swego potencjału. Ale ja byłem
po prostu strasznie znudzony”95.

Prawdopodobnie więcej uczył się
w domu. Zainteresował się fotografią i przerobił jedną
z łazienek na ciemnię. Sam nauczył się podstaw, fotografując
przelatujące nad domem samoloty i w końcu nabrał wprawy na
tyle, że z powodzeniem robił zdjęcia skaczącego kota. Ale
podobnie jak nauka ustąpiła miejsca rysunkowi i muzyce, również
i fotografia zacznie ustępować miejsca pasji, która na kolejne
sześć lat niemal całkowicie zawładnie jego życiem. „Jako
nastolatek szalałem na punkcie samochodów. Motoryzacja stała się
moją największą pasją między czternastym a dwudziestym rokiem
życia”96.

Zaczęło się od motocykli, którymi
trzynastoletni Lucas jeździł z zawrotną prędkością,
przy akompaniamencie ryczącego silnika i piszczących opon,
wśród drzew orzechowych rodzinnego rancza. („Od zawsze
fascynowała mnie prędkość”97,
przyzna później). W wieku piętnastu lat przerzucił się na
samochody. „Przesiadywałem w warsztatach i grzebałem się
w silnikach”98, wspomina. Miał do tego
smykałkę. Dzieciak, który ulepszał modele pociągów i zbudował
kolejkę górską z kabla telefonicznego, bardzo dobrze sobie radził
pod maską samochodu. Wkrótce Lucas zaczął marzyć o własnym
aucie, a George senior, który obserwował syna rozbijającego się
na motorze po ranczu, postanowił nieco ostudzić jego fascynację
niebezpieczną jazdą i kupił mu samochód. Pierwsze auto George’a
Lucasa – maleńki, żółty fiat bianchina z dwucylindrowym
silnikiem. „Myślał, że samochód jest bezpieczny, bo nie
rozwijał dużych prędkości”99, mówi
Lucas. A ten silnik „bardziej nadawał się do maszyny do szycia…
to był okropny grat, jak motorower z dachem. Co miałem z nim niby
robić?”100

Jedyne, co mógł zrobić, to rozłożyć małe
autko na części i dokonać kilku przeróbek. „Samochód stał
się niezwykle szybki”101, chwali
się Lucas. „Gazowałem w sadzie, obracałem się, rozbijałem
go”102. Następnie ściągał go do lokalnego
warsztatu, specjalizującego się w naprawach europejskich samochodów,
gdzie odbudowywał fiata. Usunął dach, obciął przednią szybę,
zostawiając z niej wąski pasek, podrasował silnik, zainstalował
pasy i metalową ramę rodem z samochodów wyścigowych, ulepszył
zawieszenie. Podobnie jak Sokół Millenium Hana Solo, bianchina Lucasa
nie była może piękna, ale miała to, co najważniejsze, a wiele
modyfikacji jej właściciel zrobił własnoręcznie.

W maju 1960 roku Lucas skończył
szesnaście lat. Doszedł do wniosku, że czas skończyć
z rozbijaniem się po ranczu. „Wreszcie mogę wyjechać na
ulicę”103, stwierdził. Szkoła, która
nigdy nie była dla niego najważniejsza, zeszła na jeszcze dalszy
plan. „W szkole średniej nie przykładałem się za bardzo
do nauki. Nudziło mnie to i cały wolny czas poświęcałem
na grzebanie w samochodzie”104. Od
tego momentu, jak powiedział Lucas, samochody pochłonęły go
całkowicie105.

W szkole dostawał coraz gorsze stopnie i nauczyciele
zaczęli traktować go jak młodocianego przestępcę. Nawet jego
wygląd zdawał się potwierdzać ich przypuszczenia: zapuścił
włosy, które zaczesywał na żel do tyłu albo podnosił do góry
w stylu Pompadour. Lucas nie nabrał jednak zwyczajów typowego
łobuza – nie pił alkoholu, a jego największą wadą było
pochłanianie ogromnej ilości batoników Hershey. Mimo to w niepranych
levisach i zakończonych metalowymi czubami butach wyglądał jak
chuligan. Mierzący ledwie sto sześćdziesiąt siedem centymetrów
chłopak nie budził jednak postrachu, a jego przyjaciel John Plummer
uważa, że „wśród niepożądanego elementu miasteczka wyglądał
na zagubionego”106.

Przypadkiem złożyło się tak, że pewna spora
grupa zaliczana do owego „niepożądanego elementu miasteczka”
była związana z klubem samochodowym Faros. Jak określił to jeden
z członków klubu, ich zainteresowania koncentrowały się wokół
„dziewczyn, piwa i samochodów”107. Nie
stwarzali jakiegoś szczególnego zagrożenia dla porządku publicznego
– sami przyznawali, że prawie nie palą i nie przeklinają – ale
wyglądali groźnie, co czasem skutkowało problemami z konkurencyjnymi
lokalnymi gangami i klubami samochodowymi. Lucas od zawsze umiał
zaprzyjaźniać się ze starszymi i silniejszymi „protektorami”
i również kręcił się koło Faros, chociaż był traktowany
bardziej jak klubowa maskotka niż pełnoprawny członek klubu. Jak sam
stwierdził, „najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa
było zaprzyjaźnienie się z lokalnymi twardzielami”. Tymczasem ci
lokalni twardziele z klubu Faros używali Lucasa w charakterze swoistego
wabika wciągającego członków konkurencyjnych gangów prosto w sidła
jego silniejszych kolegów. „Wysyłali mnie do nich i czekali, aż
ktoś mnie zaczepi, po czym zjawiali się i spuszczali im łomot” –
wspomina Lucas. „Służyłem za przynętę. Chociaż zawsze bałem się,
że w końcu sam oberwę”108.

Lucas nie był zainteresowany bijatykami. Wolał
przejażdżki swoim samochodem i wyścigi. „Myślę, że był
uzależniony od prowadzenia samochodu. A Modesto z jego długimi
alejami nadawało się do tego idealnie”109,
wspomina John Plummer. Zresztą dla Lucasa krążenie samochodem po
ulicach miasteczka było czymś więcej niż uzależnieniem. „Był to
specyficzny amerykański rytuał godowy. Bardzo charakterystyczny, bo
odbywał się wyłącznie w samochodach”110,
wspomina Lucas.

Rytuał był skomplikowany, ale miał ściśle
określone reguły: zwykle Lucas i inni kierowcy jechali wzdłuż
Dziesiątej Alei – nazywali to „włóczeniem Dziesiątej”
– skręcali na wschód w Jedenastą, po czym wracali na
Dziesiątą, i tak w koło przez całą noc. Czasami zatrzymywali
się w restauracjach drive-through, żeby kupić coś do jedzenia
i przechodzili z samochodu do samochodu, puszczali na cały regulator
piosenki Buddy’ego Holly’ego czy Chucka Berry’ego, rozmawiali,
a jeśli komuś udało się wyrwać dziewczynę, obściskiwał się
z nią na tylnym siedzeniu. Wkrótce ten rytuał zaczął pochłaniać
większość czasu Lucasa. „To była nasza główna rozrywka, całe noce
jeździliśmy w kółko, uganiając się za dziewczynami. Wracaliśmy
do domu około czwartej nad ranem, spaliśmy kilka godzin, i rano do
szkoły”111.

Jednak mimo wielogodzinnego krążenia, Lucas
nie poderwał wielu dziewczyn. „W czasach szkolnych nigdy nie
miałem stałej dziewczyny” – wspomina. „Jeździłem,
zapraszając dziewczyny do samochodu, i liczyłem na
szczęście”112. Rzekomo stracił dziewictwo
na tylnym siedzeniu samochodu, ale zawsze bardziej interesowały go
rytuał i pogoń niż sam cel113. „Te
samochodowe przejażdżki były jak łowienie ryb” – wyjaśniał
później. „Rzadko zdarzają się ciekawe momenty… No chyba że
złowisz rekina. Głównie siedzieliśmy, gadając, i cieszyliśmy
się swoim towarzystwem… Czasami trafiała się jakaś ryba, ale nie
to było najważniejsze”114.

Prawdziwie ekscytujące były dla niego
wyścigi. Jeżdżący podrasowanym fiatem bianchina Lucas był liczącym
się zawodnikiem na długich prostych Modesto. Jego samochód był
szybki, niski i lekki, a za kółkiem siedział kierowca ważący
mniej niż pięćdziesiąt kilogramów. „George był świetnym
kierowcą”, z podziwem wspomina Plummer. Lucas uwielbiał „dawać
po garach i wsłuchiwać się w pisk opon. Wiedział, że jest w tym
dobry”115. Był łatwym celem dla lokalnej
policji, zatem nic dziwnego, iż „dorobił się” tylu mandatów za
przekroczenie prędkości, że musiał stawić się w sądzie i to,
co gorsza, w znienawidzonym garniturze.

Dzięki przygodzie z samochodami Lucas
doskonale wiedział, co chce robić w życiu. Nie wystarczało
mu ściganie się po ulicach Modesto, pragnął zostać zawodowym
kierowcą rajdowym. Niestety, według kalifornijskiego prawa nie
mógł oficjalnie brać udziału w wyścigach przed ukończeniem
dwudziestego pierwszego roku życia. Jeździł więc na imprezy
autocrossowe organizowane na północy Kalifornii i ścigał się na
prowizorycznych, oznaczonych czerwonymi pachołkami torach na parkingach
i opuszczonych lotniskach. Udało mu się nawet zdobyć kilka trofeów,
którymi nie omieszkał się przechwalać wśród innych entuzjastów
motoryzacji skupionych wokół Foreign Car Service – warsztatu
w Modesto, który specjalizował się w naprawach europejskich
samochodów. Był w tej grupie jeszcze lepszy kierowca autocrossowy
niż Lucas. Cztery lata starszy od George’a Allen Grant nigdy nie
przegrał wyścigu. Lucas był pod jego wrażeniem. „Ponieważ byłem
najszybszym kierowcą, Lucas zainteresował się mną i zostaliśmy
przyjaciółmi”116, wspomina Grant. Lucas
znalazł w nim kolejnego zastępczego starszego brata. Dołączył
do Granta jako mechanik i w razie potrzeby drugi kierowca. Pracując
przy samochodzie Granta, Lucas potrafił doprowadzić do szału całą
załogę warsztatu. „Bez przerwy nadawał… «A co z tym? A może
by zrobić to tak?» Nigdy nie traktowaliśmy go zupełnie serio. Ale
lubiliśmy go”117, opowiada Grant.

Społeczność skupiona wokół wyścigów w pewien
sposób uporządkowała życie Lucasa. Nie miało to nic wspólnego
ze szkołą, niemniej było to zajęcie zorganizowane i wzbudzające
szacunek, przynajmniej w niektórych kręgach. Lucas wstąpił do nowo
utworzonej stajni AWOL Sports Car Competition Club, która ułatwiała
swym członkom starty w wyścigach autocrossowych. Lucas prowadził
klubową gazetkę, pisał do niej reportaże i sporządzał rysunki
samochodów, które były umieszczane na jej stronach. Dostał również
swą pierwszą płatną pracę – jako mechanik samochodowy w warsztacie
Foreign Car Service. Wciąż wyglądał jak żółtodziób, ale
zachowywał się już jak młody profesjonalista. Naprawiał samochody,
podrasowywał silniki, a podczas wyścigów stanowił integralną
część zespołu Granta, który zawsze wygrywał, zdawałoby się,
że bez jakiegokolwiek wysiłku118.

Oprócz krążenia po ulicach miasteczka i wyścigów,
samochód dał Lucasowi wolność i umożliwił poznanie świata
poza Modesto119. Po raz pierwszy trafił
do kin studyjnych, pokazujących filmy, o których nigdy wcześniej
nie słyszał. Przyciągnęły go dziwne, wyszukane tytuły, jak:
Les quatre cents coups czyÀbout de
soufflei egzotyczne nazwiska reżyserów: Truffaut,
Godard. Filmy tak zwanej francuskiej Nowej Fali poruszały
egzystencjalne, społeczne, współczesne problemy. Kręcone były
nieco drżącą kamerą, a ich bohaterowie jakby wprost przemawiali
do publiczności. Lucas nigdy nie doświadczył czegoś podobnego
w kinie w Modesto. „Uwielbiałem styl filmów Godarda” –
wyznał. „Grafikę, poczucie humoru, sposób prezentowania świata –
był bardzo kinematograficzny”120. W 1962
roku Lucas nie umiał do końca wyrazić, co myśli o będących na
szczycie popularności filmach Nowej Fali. Wiedział tylko, że bardzo
różniły się od takich obrazów jak Blob – zabójca
z kosmosu czyKopciuch.

Lucas i Plummer w tym czasie regularnie jeździli
na północ, do Berkeley, do niedawno powstałego kina Canyon
Cinema. Założona przez awangardowego filmowca Brice’a Bailliego
i jego podobnie myślących przyjaciół z branży filmowej
„pływająca cinematheque” pokazywała
undergroundowe, eksperymentalne, wyprzedzające swe czasy filmy. Dla
Lucasa była to absolutna rewelacja. Baillie otworzył Canyon Cinema
na tyłach swojego domu. Wyświetlał filmy z kuchennego okna
na stojący w ogródku ekran, oferując widzom darmowy popcorn
i wino. Niekiedy seanse odbywały się w innych miejscach;
zdarzało się nawet, że filmy wyświetlano na porozwieszanych
prześcieradłach121. Baillie promował
głównie lokalnych twórców, których filmy miały niewielkie szanse
na zaistnienie w regularnych kinach, ale na jego ekran czasem trafiały
również filmy zagranicznych reżyserów, takich jak Federico Fellini,
Ingmar Bergman czy Jonas Mekas. Lucas uważał je za interesujące,
chociaż najbardziej fascynowały go filmy awangardowe, „bardziej
abstrakcyjne”122. Po każdym seansie wracał
swoim fiacikiem do Modesto z głową wypełnioną niezwykłymi obrazami
i dźwiękami.

Jego rodzice nic o tym nie wiedzieli – ani
o przejażdżkach Dziesiątą Aleją, ani o wyścigach autocrossowych
z Allenem Grantem, ani o kinie artystycznym w San Francisco. „Po
prostu znikał wieczorami”123, wspomina
siostra George’a, Wendy. Lucas myślał, że brak zainteresowania
ze strony ojca jest normalny i w pełni uzasadniony. „Byłem
niepokorny. Nie uczyłem się dobrze. Ojciec myślał, że
zostanę mechanikiem samochodowym i niczego w życiu nie
osiągnę… Moi rodzice, no może nie matka, matki nigdy nie
skreślają synów, ale mój ojciec z pewnością spisał mnie na
straty”124, komentował Lucas.

Narastające między ojcem i synem napięcie
eksplodowało, gdy Lucas skończył osiemnaście lat. Zresztą
obaj wiedzieli, że to musi kiedyś nastąpić. George’a seniora
denerwowały długie włosy syna, jego złe stopnie, znikanie na
całe noce, ale miarka się przebrała, gdy Lucas zaczął pracować
w sklepie ojca. Nie cierpiał przenoszenia ciężkich pudeł, zamiatania
podłogi, mycia toalet. Nie chciał nawet rozwozić paczek swym ukochanym
samochodem. Zrezygnował z pracy – a ojciec się wściekł.

Lucas również był zły. „Naprawdę wkurzyłem
się na ojca i powiedziałem mu, że nie interesuje mnie praca,
w której będę musiał robić to samo dzień w dzień, ale on nie
przyjmował tego do wiadomości”. Doszło do awantury. „Ojciec całe
życie ciężko pracował, żeby kiedyś przekazać mi rodzinny biznes,
mój brak zainteresowania bardzo go zabolał. Bał się, że zostanę
przymierającym głodem artystą”125.

„Jeszcze tu wrócisz za parę lat”, przepowiadał
George senior. „Nigdy tu nie wrócę!”, odkrzyknął Lucas. I dodał:
„I żebyś wiedział, że będę milionerem, zanim skończę
trzydziestkę!”126.

Czterdzieści lat później, gdy był już
jednym z najlepiej prosperujących biznesmenów na świecie, Lucas
z uśmiechem wspominał, jak podczas tej sprzeczki odgrażał się
swojemu ojcu-przedsiębiorcy i wyznaczył sobie nieoczekiwany cel. „To
była przełomowa chwila w naszych relacjach, gdy on namawiał mnie do
przyłączenia się do jego firmy, a ja odmówiłem”, powiedział
Lucas w 1997 roku. „Powiedziałem mu, że dwie rzeczy wiem na
pewno. Po pierwsze, chciałbym robić coś związanego z samochodami,
a po drugie, że nigdy nie zostanę prezesem firmy. No cóż, los mnie
przechytrzył”127.

Tymczasem Lucas zgodził się skończyć szkołę,
zanim na dobre opuści L. M. Morris, a być może i Modesto. Obaj
z Plummerem planowali spędzić lato w Europie, pojechać do Francji,
by obejrzeć wyścig Le Mans, albo do Niemiec, gdzie mogliby jeździć po
tamtejszych autostradach, nie zważając na limity prędkości. Lucas
planował pójść potem do szkoły plastycznej – co wywołało
grymas niezadowolenia na twarzy ojca i kolejną falę awantur –
ewentualnie zostać pełnoetatowym mechanikiem samochodowym lub kierowcą
rajdowym. Ale przede wszystkim musiał skończyć szkołę, a im bliżej
było do wakacji, tym mniej stawało się to prawdopodobne. Kilka tygodni
przed zakończeniem roku szkolnego Lucas wciąż nie miał zaliczenia
z kilku przedmiotów, nie oddał też trzech prac semestralnych.

W gorący wtorek, 12 czerwca 1962 roku, na trzy dni
przed końcem roku szkolnego, Lucas wsiadł do bianchiny obładowany
podręcznikami, żeby pojechać do biblioteki, gdzie planował spędzić
popołudnie na nauce i pisaniu zaległych prac semestralnych. Jak łatwo
się domyślić, szybko się znudził i około 16.30 wsiadł do swego
małego samochodziku, żeby wrócić do domu. O 16.50 dojechał do drogi
prowadzącej do rancza, zwolnił i zaczął skręcać w lewo.

Lucas nie widział ani nie słyszał pędzącego
z przeciwnej strony Sylvan Road chevroleta impali, prowadzonego przez
siedemnastoletniego Franka Ferreirę. Gdy Lucas przecinał jezdnię,
skręcając w stronę domu, rozpędzony samochód uderzył w małego
fiata. Bianchina kilka razy przekoziołkowała i zatrzymała się na
ogromnym drzewie orzechowym, oplatając je jak metalowa śmiertelna
pułapka. A perfekcyjnie wyregulowany silnik samochodu Lucasa upadł
z hukiem na ziemię, zalewając ubity grunt Modesto olejem i płynem
chłodniczym128.

[*] W Stanach Zjednoczonych
Dzień Matki jest świętem ruchomym, przypada na drugą niedzielę maja
(przyp. red.).

2 Kujony i filmowi maniacy 1962–1966

W rodzinnym domu Lucasów Dorothy usłyszała
pisk opon i przyprawiający o dreszcze łomot miażdżonej przez
uderzenie w drzewo karoserii bianchiny. „To było straszne dla
rodziców. To stało się na skręcie w naszą drogę, mama wszystko
słyszała, a gdy poszła zobaczyć, co się stało… To był jej
syn…”1, wspomina Kate Lucas.

Wrak wyglądał okropnie, jego fotografia ukazała
się nazajutrz na pierwszej stronie „Modesto Bee”. Na szczęście
w chwili uderzenia w drzewo Lucasa nie było w samochodzie. Gdy
bianchina koziołkowała po raz trzeci, wyścigowe pasy, które
Lucas własnoręcznie przykręcił do samochodu na grubych metalowych
płytkach, nie wytrzymały i pękły. Wyrzuciło go z pojazdu tuż przed
uderzeniem w drzewo; spadł na brzuch i klatkę piersiową z taką
siłą, że momentalnie stracił przytomność. Uderzając o ziemię,
złamał lewy bark, odbił płuco, a jego tętno spadło tak bardzo,
że organizm wpadł w stan wstrząsu. Został poważnie ranny, ale
gdyby pas bezpieczeństwa wytrzymał, najpewniej zginąłby zgnieciony
w samochodzie, który uderzył w ogromne drzewo z taką siłą,
że przechylił je o czterdzieści pięć stopni, wyrywając z ziemi
część korzeni.

Z wyciem syren przyjechała karetka i zabrała Lucasa
do pobliskiego szpitala miejskiego. Po drodze Lucas zaczął sinieć
i wymiotować krwią. Z otwartej rany na głowie płynęła krew,
zalewając mu twarz i koszulę. Nie wyglądało to dobrze i natychmiast
po przyjeździe do szpitala ściągnięto najlepszego diagnostę, doktora
Paula Carlsena, aby ocenił stan rannego. Ku zaskoczeniu lekarza, Lucas
był w lepszym stanie niż to wyglądało na pierwszy rzut oka. Krwawił
trochę z obitych płuc, ale badania nie wykazały innych źródeł
utraty krwi. Poza kilkoma niegroźnymi złamaniami Lucas nie odniósł
poważniejszych obrażeń; żadne narządy wewnętrzne nie uległy
uszkodzeniu.

Kilka godzin później Lucas obudził się
w szpitalu, podłączony do rurki dostarczającej mu tlen do nosa
i kilku innych, tkwiących w ramieniu, którymi przetaczano mu
krew. Jego matka, która prawie zemdlała na widok jego obrażeń, stała
obok łóżka wraz z siostrą Wendy. Otumaniony Lucas zapytał tylko:
„Mamo, czy zrobiłem coś złego?”, a Dorothy Lucas wybuchnęła
płaczem2.

Zmiażdżony fiat Lucasa trafił prosto
na złom. „Większość dzieciaków w szkole myślała,
że zginąłem”, wspomina Lucas. „Widzieli, jak wieźli
mój totalnie skasowany samochód główną ulicą, gdzie
umawialiśmy się na nasze przejażdżki… Wszyscy myśleli, że
nie żyję”3. Niefortunny kierowca
dostrzega także pozytywne skutki swego wypadku: „Nauczyciele
zlitowali się nad ledwie żywym chłopakiem i zaliczyli mi wszystkie
przedmioty. Otrzymałem dyplom ukończenia szkoły średniej tylko
dlatego, że każdy myślał, że i tak nie przeżyję najbliższych
trzech tygodni”4.

Lucas spędził kolejne cztery miesiące w łóżku,
dochodząc do siebie. Dużo rozmyślał – o wypadku, o życiu,
o swoim miejscu w świecie. Zastanawiał się nad ironią faktu, że
uratował go defekt urządzenia, które specjalnie zainstalował dla
własnego bezpieczeństwa. „Uświadomiłem sobie, na jakiej wątłej
nitce wisi nasze życie, i jak bardzo chciałbym coś w tym życiu
osiągnąć”, mówi. Przeżył kolejny egzystencjalny kryzys, jak
w wieku sześciu lat. Powróciły te same pytania: „Czym jestem? Jak
do tego wszystkiego pasuję i co tu się w ogóle dzieje?”. Tyle że
tym razem zdawał się być bliżej znalezienia odpowiedzi. „Miałem
wypadek, którego teoretycznie nie powinienem był przeżyć. Więc od
teraz każdy kolejny dzień jest mi dany ekstra. Dostałem ten dzień
w prezencie, więc muszę jak najlepiej go wykorzystać. A następnego
dnia miałem już dwa ekstra dni. W podobnych sytuacjach nie sposób
nie poddać się takim myślom… Otrzymałem podarunek. Każdy kolejny
dzień jest jak prezent. I chciałem wykorzystać go najlepiej jak
potrafię”5. To był „początek nowego
życia”6.

Pytanie, co zrobić z tym nowym życiem,
traktował bardzo poważnie. Zawód kierowcy rajdowego raczej nie
wchodził już w grę. „Przed pierwszym wypadkiem nie myślisz
o niebezpieczeństwie, bo nie zdajesz sobie sprawy, jak blisko przysuwasz
się do krawędzi. Jednak gdy raz z niej spadniesz, i zobaczysz,
co kryje się na dole, twoja perspektywa ulega zmianie… Zaczynasz
widzieć, z czym wiąże się przyszłość rajdowca i uświadamiasz
sobie, że najprawdopodobniej długo nie pożyjesz. Więc postanowiłem,
że to raczej nie dla mnie”7. Lucas zawsze
będzie interesował się samochodami, ale jego kariera rajdowca
była skończona. „I jeśli nie chciałem być mechanikiem
samochodowym, musiałem wymyślić dla siebie coś zupełnie
innego”8.

Tak więc na jesieni 1962 roku chłopak,
który wcześniej nie cierpiał szkoły, zapisał się do Modesto
Junior College, gdzie – co Lucas podkreśla – „bardzo
łatwo było się dostać”9. Nowe
spojrzenie na życie sprawiło, że zdecydował przyłożyć się do
nauki. Zmiana ta zapewne zyskała aprobatę ojca, chociaż George
senior uważał studiowanie sztuki i nauk humanistycznych za
stratę czasu10. Wyzwolony z trybów
państwowego systemu szkolnictwa, Lucas mógł wreszcie wybrać
kursy, które naprawdę go interesowały: socjologię, antropologię,
psychologię, czyli „przedmioty, których nie nauczano w szkole
średniej”11. „To mnie naprawdę
kręciło”, wspomina Lucas po latach. „Chociaż bez odpowiedniego
przygotowania było mi bardzo ciężko – nie potrafiłem nawet poprawnie
pisać”12.

Po raz pierwszy w życiu był
zainteresowany szkołą. John Plummer natychmiast zauważył
zmianę, która dokonała się w jego przyjacielu: „Bardzo
poważnie podchodził do nauki, pasjonował się socjologią
i antropologią”13. Lucas ciężko pracował
i był dumny ze swych osiągnięć: „Uczyłem się czegoś, co było
dla mnie naprawdę ważne i moje stopnie to odzwierciedlały. Zawsze
myślałem, że jestem kiepskim uczniem, a nagle się okazało, że
jestem świetny”14. „Świetny” to
może jednak trochę za dużo powiedziane. Dostał wprawdzie piątki
z astronomii i czwórki z przemówień, socjologii i historii sztuki,
ale większość jego stopni stanowiły trójki. Mimo wszystko, była
to ogromna zmiana na lepsze.

Dziewiątego czerwca 1964 roku Lucas otrzymał
dyplom nauk humanistycznych w Modesto Junior College. O ile przez
ostatnie dwa lata skupiał się głównie na antropologii, o tyle teraz
postanowił poważniej zainteresować się rysunkiem i fotografią
i bardzo chciał kontynuować naukę w szkole artystycznej,
najchętniej w Art Center College of Design w Pasadenie. Niestety,
ojciec nie podzielał jego entuzjazmu. George Lucas senior postawił
sprawę jasno: w rodzinie Lucasów nie będzie żadnych artystów,
szczególnie, jeśli to on miałby za to płacić. „Nie ma mowy”,
stwierdził kategorycznie. „Nie na mój koszt. Jeśli chcesz,
zrób to na własny rachunek. Nigdy nie zarobisz na życie jako
artysta”15.

Książeczka czekowa dawała ojcu przewagę, z którą
Lucas nie mógł konkurować. „Ojciec był przeświadczony, że jestem
leniwy, wiedział, że nie pójdę do szkoły artystycznej, jeśli będę
musiał sam na to zapracować”16. Zabrnąwszy
w ślepą uliczkę, Lucas postanowił złożyć papiery na Uniwersytet
Stanowy San Francisco, gdzie nauka, jak na większości państwowych
uczelni, była darmowa. Postanowił studiować dziedzinę, która
najbardziej go wtedy pasjonowała – antropologię. Ten pomysł zyskał
aprobatę ojca, stopnie z college’u okazały się wystarczająco dobre
i Lucas został przyjęty. Jego życiowa ścieżka wydawała się już
jasno sprecyzowana, gdy nagle wszystko się zmieniło.

Była to po części wina Johna Plummera. Tego
lata Plummer postanowił złożyć podanie do szkoły biznesu na
Uniwersytecie Południowej Kalifornii (USC) w Los Angeles i namawiał
Lucasa, żeby pojechał z nim do Stockton na egzaminy wstępne. Lucas
skrzywił się na słowa przyjaciela i zapytał: „I co miałbym
tam niby studiować?”. Plummer odrzekł, że w USC jest wydział
kinematografii, co jego zdaniem brzmiało na tyle podobnie do fotografii,
że powinno Lucasa zainteresować17. I George
rzeczywiście połknął haczyk; kinematografia brzmiała poważniej
niż szkoła artystyczna i mogła zyskać aprobatę ojca. „Zatem
pojechaliśmy do Stockton i… podeszliśmy do egzaminów. Złożyłem
papiery”, wspomina Lucas. Chociaż Plummer zapewniał go, że
egzaminy będą łatwe, a program studiów na kinematografii jeszcze
łatwiejszy, Lucas wcale nie był tego taki pewny. „Nie sądziłem,
że zastanę przyjęty, bo mimo iż moje stopnie były teraz o niebo
lepsze niż kiedyś, nie wierzyłem, że okażą się wystarczająco
dobre”18.

W ramach przygotowań do jesiennej przeprowadzki,
Lucas kupił srebrnego chevroleta camaro, tyle że jeszcze nie wiedział,
czy będzie nim jechał do San Francisco czy do Los Angeles. Chociaż
skończył z wyścigami, nie porzucił zainteresowania samochodami. Co
jakiś czas jeździł z Allenem Grantem, pomagając mu przygotować
maszynę do startu19. Jednak tym razem
był bardziej zainteresowany fotografowaniem wyścigu, niż udziałem
w nim. Nawet nie tyle fotografowaniem pędzących wozów i kierowców,
ile ich filmowaniem przy pomocy ośmiomilimetrowej kamery, którą
dostał od ojca. Kręcąc się koło Granta, natknął się na innego
wielbiciela wyścigów, zręcznie posługującego się kamerą filmowca
Haskella Wexlera.

Czterdziestodwuletni Wexler właśnie skończył pracę
przy politycznym dramacie z Henrym Fondą grającym główną rolę,
zatytułowanym Ten najlepszy, i przygotowywał
społecznie zaangażowany dokument The Bus. Pomiędzy
filmami jeździł na wyścigi z własnym zespołem i właśnie dzięki
temu doszło do jego spotkania z Lucasem. Panowie zaczęli rozmawiać
o samochodach i fotografii i szybko zawiązała się między nimi nić
przyjaźni. Wexler stał się kolejnym w życiu Lucasa substytutem
starszego brata, od którego mógł się wiele nauczyć. George
wspomniał, że niedawno złożył papiery na USC i z niecierpliwością
czeka na odpowiedź. Słysząc to, Wexler obiecał zadzwonić do kolegi na
uniwersytecie i poprosić, żeby wziął pod swoje skrzydła dzieciaka
z Modesto. „Wyczułem u niego palącą chęć odkrywania unikalnych
efektów wizualnych i ekranowych motywów”, powie Wexler po latach
o Lucasie20.

Niedługo później Lucas dowiedział się, że
został przyjęty na studia w USC. Przez jakiś czas krążyła plotka,
że Lucas dostał się na USC dzięki protekcji Wexlera, ale zbieg tych
dwóch wydarzeń był tylko kwestią przypadku. Sam Wexler twierdzi,
że zaledwie „zachęcał Lucasa do podjęcia studiów w szkole
filmowej”21. Ku swemu zaskoczeniu, Lucas
zdał egzaminy i dostał się do szkoły wyłącznie dzięki swoim
staraniom, chociaż zawsze będzie pamiętał o wsparciu Wexlera
i odwdzięczy się za nie w przyszłości.