Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » Hirszfeldowie. Zrozumieć krew

Hirszfeldowie. Zrozumieć krew

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-242-2980-2

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Hirszfeldowie. Zrozumieć krew

Hirszfeldowie mieli kilka wspólnych cech – byli nadzwyczajnie zdolni, pracowici i stabilni. Ale ich życie wciąż ulegało dewastacji. Przetoczyły się przez nie dwie wojny, Holokaust i stalinizm, dobrobyt i getto, kariera i dyskryminacja. Wierzyli w medycynę. Odkrywanie szczepień i antybiotyków, grup krwi i procesów dziedziczenia to wszystko przypadło na lata ich aktywnej działalności naukowej i lekarskiej. Mieli w tym swój udział. Każdy człowiek ma grupę krwi. Jej nazwę zaproponował ponad wiek temu Ludwik Hirszfeld.

Polecane książki

  Ingrid i Jan są małżeństwem z dwudziestopięcioletnim stażem. Mieszkają w pięknym domu w Oslo, mają dwóch dorosłych synów i poczucie stabilizacji, zarówno życiowej jak i zawodowej. Prowadzą spokojne życie do czasu, kiedy Jan nawiązuje romans z trzydziestoczteroletnią Hanne. Dla niej odchodzi o...
Doświadczona opiekunka noworodków, która przez wiele lat opiekowała się dziećmi gwiazd, przedstawia wyjątkowy poradnik dla spanikowanych rodziców, którzy obawiają się tego, czy poradzą sobie z opieką nad niemowlakiem. Również i ci, którym wydaje się, że wiedzą wszystko o przewijaniu, karmieniu i usy...
NFZ kieruje do niektórych lekarzy wezwania do ugody. W ten sposób w większości przypadków dochodzi roszczeń z tytułu umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej lub upoważniających do wystawiania recept na leki refundowane. Z e-booka dowiesz się, co można zyskać, podpisując ugodę z NFZ....
Tęsknota jest początkiem wszystkiego. To ona chroni przed cynizmem rezygnacji i jest źródłem wielkiej siły duchowej. W naszej tęsknocie oddycha dusza. I tylko ten, kto ma szerokie serce, żyje w pełni. Anselm Grün inspiruje do tego, by odnaleźć własną tęsknotę. Przesłanie jego najnowszej książki brzm...
Polski raz a dobrze. Polish for Foreigners łączy w sobie zalety intensywnego kursu dla obcokrajowców - samouków, jak i podręcznika dla osób uczących się języka polskiego jako obcego w ramach szkół językowych, lektoratów, czy kursów indywidualnych. Jest najnowszym i najbardziej wyczerpującym teg...
Zawiłości prawne związane ze zwalnianiem nauczycieli, skomplikowane procedury, terminy i wymóg uzasadnienia wypowiedzenia co roku w okresie zmian kadrowych przysparzają problemów nawet doświadczonym dyrektorom szkół i placówek oświatowych. Podejmowanie decyzji kadrowych wobec nauczycieli ułatwi ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Urszula Glensk

Joanna Belin – pomogła mi zrozumieć tę historię

Dominique Belin

– wiele dopowiedział

LUDWIK HIRSZFELD ma szesnaście lat, kiedy zaczyna się XX wiek.

Pierwsza połowa stulecia okaże się burzliwa. Przyniesie wojny, gaz bojowy itechnicznie zorganizowane ludobójstwo. Przyniesie też rewolucję wmedycynie– uda się określić grupy krwi, pacjenci dostaną antybiotyki, po raz pierwszy zaobserwowane zostanie zapłodnienie in vitro, poza ludzkim organizmem. Zobaczy je wroku 1944 na szklanej płytce Miriam Menkin.

Szalone, dziewiętnastowieczne eksperymenty szpitalne zaczną podlegać weryfikacji. Próby ratowania chorych poprzedzone zostaną badaniami laboratoryjnymi. Brawurowi lekarze wizjonerzy zyskają nowych sojuszników, którzy usiądą przy mikroskopach. Zacznie się oglądanie izapisywanie, łączenie ikalkulowanie. Wmedycynie czas intuicji zostanie zastąpiony czasem nauki. Bakteriologia iimmunologia staną się podstawą wwalce zchorobami zakaźnymi. Będą to główne dziedziny badań ifascynacji naukowych Ludwika Hirszfelda.

HANNA KASMAN HIRSZFELDOWA w roku 1900 zaczyna studia lekarskie we Francji. Niewiele kobiet podejmuje wówczas takie wyzwanie. Kilka lat później obroni dwa doktoraty z medycyny – w Berlinie i w Neapolu. Zajmie się pediatrią.

Ma intrygującą osobowość. Zachowuje dystans do dorosłych i obdarza wylewną troskliwością dzieci. Czasem używa swojego ironicznego poczucia humoru. Pierwszą połowę XX wieku zobaczy z perspektywy klinik pediatrycznych wHeidelbergu i Zurychu oraz szpitala w getcie warszawskim, gdzie podejmie opiekę nad dziećmi umierającymi z głodu. Będzie musiała mierzyć się z chorobą córki i rozpadem wszystkich światów, tak mozolnie przez siebie budowanych. Nigdy nie mówi o swoich przeżyciach. Uśmiecha się tylko na tych zdjęciach, na których przygląda się dzieciom.

Dwie matki

Gesundheit znaczy zdrowie.

Sara Gesundheit, matka Hanny Hirszfeldowej, żyła nietypowo iburzliwe. Była ładna iniezbyt zamożna, więc szybko poszukano dla niej bogatego męża, Saula Kasmana.

Ojciec icórka: Saul Kasman (ok. 1861–1886) Hanna Hirszfeldowa zdomu Kasman

Po ślubie zamieszkała wjego rodzinnym majątku– Wilczkowicach pod Warszawą1. 17 lipca 1884 roku urodziła dziecko– córkę Hannę.

Wtym samym roku zdarzyła się katastrofalna powódź. Powodzie nękały mieszkańców dorzecza Wisły bardzo często. Odnotowywano je średnio co cztery lata, jednak wówczas woda wrzece podniosła się szczególnie wysoko. Legenda rodzinna mówi, że Saul pomagał okolicznym wieśniakom wratowaniu dobytku iwtedy zpowodu przemoknięcia iprzemarznięcia zachorował. Zmarł na gruźlicę, kiedy dziewczynka miała dwa lata. Wdowa zdzieckiem musiała wrócić do swojej rodziny wWarszawie, bo Kasmanowie– co też przetrwało wrodzinnej pamięci– nie zatrzymywali synowej, araczej starali się jej pozbyć.

Skłonność do zmiany miejsc zamieszkania ipodróżowania zczasem stała się cechą osobowości Sary Gesundheit. Dzisiaj psychologowie nazywają to poriomanią.

Wkrótce Sara ponownie wyszła za mąż. Tym razem za bogatego ireligijnego Chaima Belina, októrym mówiło się wrodzinie „Stary Belin”. Nic dziwnego, był od żony o30lat starszy. Para została skojarzona przez szadchena, swata. Wspołeczności żydowskiej starano się zapobiegać niezamężności, więc praktykowany był zwyczaj kojarzenia małżeństw.

Pomimo że Belin pochodził zOdessy, nazywany był litwakiem, jak wszyscy Żydzi, którzy przyjechali do Królestwa Polskiego, czyli na zachodnie kresy Imperium Rosyjskiego, przegnani przez despotycznego cara Aleksandra III, który skutecznie wzmacniał wRosji państwowy antysemityzm. Była to reperkusja po skutecznym zamachu na jego ojca, poprzednika na tronie. Części rosyjskich Żydów udało się wtedy uciec przed prześladowaniami do Ameryki Północnej itam stali się prototypami „Skrzypka na dachu”, inni– jak „Stary Belin”– pozostali wEuropie Środkowej, wtzw. Kraju Przywiślańskim.

Litwacy chętnie wybierali do zamieszkania dynamicznie rozwijającą się Łódź, choć byli nieufnie przyjmowani przez miejscową społeczność imówiło się tu onich jak najgorzej. Uważano bowiem, że stanowią konkurencję izabierają pracę. Postrzegani byli jako grupa wzmacniająca wpływy Rosjan2, oni sami zaś „uważali się za dużo mocniejszych iważniejszych”3 od społeczności lokalnej. Wdrugiej połowie XIX wieku populacja Łodzi wzrosła ponadtrzydziestokrotnie– ztrzech do stu tysięcy mieszkańców. Wtym właśnie czasie przyjechał tu również kupiec Belin, prawdopodobnie zachęcony przez mieszkającą wŁodzi siostrę. Znał jidysz irosyjski, natomiast– jak większość litwaków– nie znał polskiego. Szybko się go jednak nauczył, wdomu posługiwano się głównie językiem polskim.

Wroku 1888 Sara urodziła drugą dziewczynkę– Bellę. Kilka lat później Belin kupił izmodernizował kamienicę na ulicy Piotrkowskiej 21. Rozbudował drugie piętro, ana parterze wstawił wysokie okna4, które do dziś na tle pozostałych fasad wyróżniają się wielkością. Mają zaokrąglone zwieńczenia, dzięki czemu nadają budynkowi wrażenie architektury synagogalnej.

To tutaj, wmieszkaniu na pierwszym piętrze, swoją młodość spędzą Hanna iBella. Obie siostry grały na fortepianie– jedna zzamiłowania, druga zprzymusu. Podobno Hanna, która ćwiczyła zniechęcią, równocześnie czytała książkę.

Gdy były nastolatkami, wrodzinie pojawiło się jeszcze jedno dziecko– chłopczyk oimieniu Szymon. Jego prawnym ojcem został „Stary Belin”, ale całe miasto huczało od plotek, że jest synem malarza Leopolda Pilichowskiego, autora wielu portretów jego matki. Na obrazie, który ocalał, Sara wygląda jak caryca. Młodszy oosiem lat kochanek był jej wielką miłością iwielkim rozczarowaniem. To dlatego po wielu latach Bella napisze oswojej matce: „nie miała szczęśliwego życia, pomimo wspaniałej urody, dobroci imądrości”5.

Portret Sary Belin namalowany przez Leopolda Pilichowskiego

Łódź dla Pilichowskiego była zaledwie przystankiem między Monachium aParyżem. Opuścił miasto, kiedy jego syn Szymek miał pięć lat. Pojechał do Francji, apóźniej do Londynu, gdzie zaczął malować sceny rodzajowe zżycia diaspory. Jako artysta schlebiał gustom bogatego mieszczaństwa. Odnosił też spore sukcesy wPalestynie. Kopie olejnych obrazów Pilichowskiego do dziś cieszą się powodzeniem.

Matka i syn: Jenny Hirszfeldowa z domu Ginzberg i Ludwik Hirszfeld (1947)

Kiedy urodził się Szymon, czternastoletnia Hanna Kasmanówna chodziła do żeńskiego gimnazjum. Miała zdolności językowe, ale żywiła również zainteresowania dla nauk przyrodniczych. Pierwszy talent zmieniła wznajomość siedmiu języków– polskiego, rosyjskiego, francuskiego, niemieckiego, angielskiego, włoskiego, serbskiego. Drugi talent poświęciła medycynie. Wprzyszłości zostanie lekarką pediatrii, profesor Hanną Hirszfeldową. Pierwszą kobietą ztej części Europy, która opublikuje artykuł wpiśmie „The Lancet”.

Wszkole czuła się napiętnowana zpowodu rozchodzących się po mieście plotek oromansie matki iniejasnym pochodzeniu młodszego brata. Sama, już jako dojrzała kobieta, odbierana była jako osoba ascetyczna osurowych obyczajach.

Siostry: Bella Belin (później Klocman, apóźniej Kiełbasińska) iHanna Kasman (Hirszfeldowa)

Nie identyfikowała się ze światopoglądem ojczyma Chaima Belina, religijnego iświętującego szabat. Zdarzało się, że chodził on pod koszary izapraszał na piątkową kolację Żydów, odbywających służbę wojskową. Hanna iBella nie lubiły tych zwyczajów. Obie uważały się za polskie patriotki. Kiedy wroku 1905 wŁodzi zawrzało, Bella rozprowadzała socjaldemokratyczne gazetki, awmieszkaniu na Piotrkowskiej pojawiał się Karol Radek, jeden zówczesnych współpracowników Lenina. Wrobotniczym mieście nie brakowało działaczy komunistycznych (do gimnazjum męskiego razem zHirszfeldem chodził między innymi Feliks Dzierżyński). Wtym czasie zrewoltowana Bella wzięła również udział wstrajku szkolnym, za co została wyrzucona zgimnazjum. Musiała zdawać maturę wPiotrkowie, co jednak nie przeszkodziło jej wzdobyciu wykształcenia wBerlinie, gdzie studiowała historię sztuki, oraz wMonachium, gdzie uczęszczała do konserwatorium. Przez całe życie łączyła brawurową odwagę polityczną złagodnością charakteru.

Wydaje się, że wdomu „Starego Belina” odzwierciedlał się los środkowoeuropejskich rodzin żydowskich, wktórych kolejne pokolenia dokonywały różnych wyborów. Ortodoksyjni Żydzi patrzyli zniepokojem na tych, którzy asymilowali się, asyjoniści mijali się zkomunistami.

Jenny Ginzberg– matka Ludwika Hirszfelda– miała mniej malowniczy życiorys. Podobnie jak Sara Gesundheit urodziła trójkę dzieci (Ludwika, Różę iJózefę). Obie zdołały zatem uniknąć ówczesnej normy– rodzenia co rok. Wtym czasie ruchy kobiece dopiero kształtowały swoje postulaty izaczynały walkę okontrolę urodzeń.

Jenny wyszła za mąż za majętnego Stanisława Hirszfelda. Jej rodzina należała do niemieckiego kręgu kulturowego, aw domu mówiło się po niemiecku, ale Stanisław był całkowicie spolonizowany, podobnie jak całe jego rodzeństwo.

Wujowie iciocie Lutka

Wrodzinie Ludwika Hirszfelda nie brakowało polskich patriotów. Wdorosłym życiu już pokolenie ojca zrezygnowało zużywania tradycyjnych żydowskich imion. Podpisywali się: Melania, Bolesław, Stanisław. Wyrażana wten sposób deklaracja tożsamościowa nie była wówczas gestem bez znaczenia. Można ją też zauważyć whistorii innych rodzin zpograniczną identyfikacją kulturową. Wpewnej niemiecko-polskiej rodzinie Winklerów, matka– rodowita Niemka– na początku XX wieku uparła się, aby nadać swoim dzieciom imiona polskich królów (iochrzciła je jako Bolesława, Wandę, Jadwigę iZygmunta).

Działalność krewnych Ludwika zpokolenia jego ojca pokazuje zaangażowanie społeczne ipatriotyczne. Obdarzona sporą energią życiową Melania– po mężu Rajchmanowa– jako zdeklarowana emancypantka była współorganizatorką pierwszego polskiego kongresu kobiet. Miała zwyczaj mawiać: „mam skórę mieszczki, lecz umysł komunistki”6. Wdziewiętnastowiecznej Warszawie prowadziła salon artystyczno-literacki na Senatorskiej, gdzie słuchano muzyki fortepianowej ipopijano kawę. Zwyczaj salonowego koncertowania zainspirował Rajchmanów do stworzenia fundacji, która dała podwaliny filharmonii warszawskiej. Przyczynili się do zorganizowania sali koncertowej, wktórej mogła zagrać orkiestra symfoniczna. Jednym zpierwszych grających wniej pianistów był Artur Rubinstein7. Wmałżeństwie Rajchmanów urodziło się troje dzieci: Ludwik Rajchman (współtwórca UNICEF-u), Helena Rajchman (po mężu Radlińska– słynna pedagog) iAleksander (matematyk). Będą mieli istotny wpływ na życie swojego kuzyna Ludwika Hirszfelda.

Wpokoleniu ojca zdobył sobie również uznanie Bolesław Hirszfeld (1849–1899), nazywany „wujem Bosiem”. Rodzina otaczała go kultem. Zwykształcenia był chemikiem, choć nie mógł skończyć edukacji, bo został wyrzucony zuczelni za udział wmanifestacji niepodległościowej iotrzymał zakaz przebywania na terenie Królestwa Polskiego. Bardziej niż laboratoria interesowała go działalność społeczna ikonspiracyjna. Przez rok był więźniem politycznym, apo wyjściu zcytadeli warszawskiej pomagał represjonowanym, tworząc Towarzystwo Pomocy Więźniom Politycznym. Współpracował ze Stefanią Sempołowską. Razem organizowali polską oświatę wzaborze rosyjskim. Wswoim testamencie Bolesław przekazał fundusze na budowę szkół ibibliotek8.

Wśrodowisku uchodził za „bezwyznaniowego postępowca”. Maria Czapska widziała wnim „najpiękniejszą postać epoki pozytywistycznej”. Stefan Żeromski nazwał Bosia „synem nieśmiertelności”9 ipisał onim zemfazą: „Rozum twój był tak jasny, jak ranny promień słońca (…) żywy jak wiatr iwszechmocny jak piorun”10.

Podobnych słów uznania nie szczędził Wacław Sieroszewski: „był to jeden znajszlachetniejszych ludzi, [jakich]11 spotkałem wżyciu– prosty, prawdomówny, bez cienia blagi, sprawiedliwy ibezstronny, był jednocześnie bardzo bogaty iuczynny. Sam żył bardzo skromnie wjednym kawalerskim pokoiku, większość swoich dochodów obracał na cele społeczne”12. Politycznie zbliżył się do Narodowej Demokracji, którą początkowo wspomagał finansowo, do czasu gdy partia ta nie została przejęta przez Romana Dmowskiego iZygmunta Balickiego– wtedy wycofał się zjej kierownictwa. Zdumiewająca kolej rzeczy– Narodowa Demokracja, pozyskująca pieniądze od zasymilowanego Żyda, kilkanaście lat później będzie budowała swoją siłę na antysemityzmie, ajeszcze później skieruje swoją niechęć wstronę homoseksualistów. Wobozie narodowym Bolesław Hirszfeld cieszył się autorytetem istanowił pewną przeszkodę wostentacyjnym propagowaniu antysemityzmu, ale po jego śmierci nastąpił przełom izaczęło się budowanie tożsamości partyjnej na propagandzie wykluczenia („swój do swego po swoje”) iwskazywania wrogów. Cementowało to endecję13.

Wwieku pięćdziesięciu lat Bolesław Hirszfeld popełnił wGenewie samobójstwo. Sieroszewski łączył ten akt zzawodem, jakiego Boś doświadczył po przejęciu przez Dmowskiego Narodowej Demokracji, pisał: „usunął się zkierownictwa partii iotruł arszenikiem”14. Inni dostrzegali wtym samobójstwie wyraz autodestrukcyjnych predyspozycji psychicznych Bosia. Kilkanaście lat później samobójstwo popełniła również Melania Rajchman (ciocia Ludwika), stąd wrodzinie Hirszfeldów zrodzi się później mit rodzinnego „defektu psychicznego”.

Ciało Bolesława zostało przetransportowane ze Szwajcarii do Polski– 1250 kilometrów. Biorąc pod uwagę ówczesną logistykę imożliwości transportu, świadczy to oniezwykłym autorytecie, jakim społecznik cieszył się wWarszawie. Jego pogrzeb przerodził się wwielką manifestację patriotyczną. Studenci irobotnicy ogłosili żałobę, wwielu fabrykach zatrzymano pracę, atrumna niesiona była na ramionach przyjaciół przez całą drogę od stacji Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej na stare Powązki. Sieroszewski komentował: „Za trumną Bosia poszły tysięczne tłumy. Itu wydało się, że Boś nie wychrzcił się, że pozostał żydem. Całe tłumy poszły na «kirkut» ipogrzeb Bosia stał się jedną zpierwszych manifestacji niepodległościowych”15.

Na pogrzebie Bolesława obecny był jego piętnastoletni bratanek Ludwik Hirszfeld, który niemal pół wieku później swoją książkę wspomnieniową rozpocznie opisem działań carskiej policji, rozganiającej tłum. Migają wtym opisie „granatowe mundury studentów” iwspomnienie „walki podziemnej”, której pozytywistyczną formę wskazywał „wuj Boś”. Idea polskiego patriotyzmu została uschyłku XIX wieku zamanifestowana na kirkucie. Wiele lat później, wroku 1938, Ludwik iHanna Hirszfeldowie uczestniczyli wodsłonięciu tablicy upamiętniającej Bolesława wBibliotece na Koszykowej wWarszawie.

Wksiążce Historia jednego życia Ludwik Hirszfeld oddaje hołd wujowi, ale wogóle nie wspomina jego brata, czyli własnego ojca– Stanisława Hirszfelda. Rzeczowniki „ojciec”, „ojcostwo” pojawiają się wksiążkach iartykułach syna często, ale jedynie wkontekście badań nad metodami laboratoryjnego ustalania ojcostwa.

Stanisław zapamiętany został jako nieroztropny bankier, który pod koniec XIX wieku doprowadził do upadku rodzinną firmę16, za co spotkał go wśród bliskich ostracyzm.

Matka– syn

Życie Jenny Ginzberg, żony Stanisława, też musiało się zmienić na skutek bankructwa męża. Choć na zdjęciu zrobionym parę lat po katastrofie finansowej widać, że wciąż posiadała ozdobną biżuterię.

Jenny we wspomnieniach syna jawi się jako archetypowa Jidisze Mame, która zawsze czeka na swoje dziecko, gotowa na uroczyste powitanie. Więc kiedy Ludwik Hirszfeld po piętnastoletniej nieobecności wrócił do domu, nie zastał wprawdzie matki, ale stół był przygotowany– nakryty izastawiony wszystkim, co syn lubił jeść wdzieciństwie. Przy okazji wHistorii jednego życia znalazła się wzmianka otym, że lubił polędwicę, czym autor podkreśla, że wrodzinnym domu nie przestrzegano tradycji żydowskiej.

OJenny, której imię wymawiano twardo „dżeni”, wiadomo niewiele. Podobno uwielbiała swoją wnuczkę Marysię Hirszfeldównę, ale bardziej niż zsynową była emocjonalnie związana zjej siostrą Bellą. Wokresie międzywojennym mieszkała wWarszawie wAlejach Jerozolimskich pod numerem 7. Zmarła na początku lat trzydziestych, gdy jej syn miał już za sobą najbardziej spektakularny etap kariery naukowej.

Lekkomyślność

Córka Sary isyn Jenny byli rówieśnikami. Ludwik Hirszfeld uporządkował daty: zakochał się wHannie jako piętnastolatek. Chodził wówczas do szkoły wŁodzi, mimo że urodził się wWarszawie (5 sierpnia 1884). Poznali się na lekcji tańca. Gdy mieli 21 lat, wzięli ślub wBerlinie (17 października 1905) – bardzo skromny, na uroczystości nie było nawet rodziców. Ludwik twierdził, że małżeństwo zHanną było jego marzeniem, które zrealizował wbrew osobom starszym, doradzającym, żeby najpierw zdobył stanowisko, apotem wybrał żonę. Odwrócił tę strategię, apo latach napisał: „Dotychczas błogosławię tę lekkomyślność”17.

Hanna Kasman zdała maturę wŁodzi wroku 1900 (odwa lata wcześniej niż Ludwik) imiała wówczas zaledwie szesnaście lat. Różnica wieku maturalnego wynikała zodmiennych programów edukacji, które obowiązywały wszkołach żeńskich imęskich. Wgimnazjach dla dziewcząt nie uczono łaciny, cykl edukacji był krótszy iuboższy. Zaraz po maturze, jako szesnastolatka, wyjechała za granicę, aby kontynuować naukę.

Medycyna przeważyła nad zainteresowaniami teatrem. Hanna zaczęła studia lekarskie wMontpellier na najbardziej prestiżowym wydziale medycyny wówczesnej Europie. Wkrótce przeniosła się na fakultet medyczny do Paryża, apóźniej do Berlina.

Hanna (po wyjeździe zŁodzi, pierwsze lata XX wieku)

Jeśli chciała studiować, musiała wyjechać za granicę. Wpobliskiej Warszawie uniwersytet powstanie dopiero wroku 1915, wKrakowie istnieją już, co prawda, Wyższe Kursy dla Kobiet, ale ich celem jest rozwijanie umiejętności niezbędnych do „życia domowego ispołecznego”, natomiast na Wydziale Medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego pierwsza studentka pojawi się dopiero w1900 roku18, czyli wtedy, gdy Hanna wyjeżdża za granicę. Dopuszczenie do edukacji akademickiej kobiet, zatwierdzane specjalnymi rozporządzeniami, spowodowało dynamiczny wzrost liczby studentek. Wokresie międzywojennym wPolsce niemal trzydzieści procent młodzieży akademickiej stanowiły kobiety, dwa razy więcej niż wNiemczech (14 procent) czy winnych krajach europejskich19. Jednak Hanna odwie dekady wyprzedziła proces spektakularnego pojawienia się kobiet na uniwersytetach.

Wobu rodzinach było naturalne, że młodzi ludzie zdobywają wykształcenie wNiemczech, Szwajcarii albo we Francji. Ten zwyczaj kultywowano bez względu na zmienną rzeczywistość polityczną: wczasie zaborów, wmiędzywojniu, anawet wokresie powojennym– wyjątkowo niesprzyjającym wszelkim wyjazdom. Wspomagały tę tradycję różne koligacje rodzinne– Belinowie mieli krewnych wSzwajcarii, była też berlińska gałąź Hirszfeldów, choć nie ma pewności, czy Ludwik, przenosząc się do Berlina po ponad roku studiowania medycyny wWürzburgu20, mógł liczyć na ich pomoc. Wiadomo, że bywał zapraszany na przyjęcia do Hirschfeldów.

Ówczesny system akademicki w Niemczech sprzyjał zmienianiu uniwersytetów iumożliwiał przemieszczanie się studentów, co wprojekcie politycznym Bismarcka miało służyć wyrównywaniu różnic między dzielnicami państwa oraz ułatwianiu wymiany wzorców edukacyjnych iobiegu informacji wogóle. Bismarck był już odsunięty od władzy, ale wprowadzone przez „żelaznego kanclerza” koncepcje modernizacyjne wciąż obowiązywały. Przyniosły zresztą spektakularne zmiany społeczne. Jeszcze w1870 roku dwie trzecie mieszkańców Niemiec żyło na wsi, ajuż wpierwszej dekadzie XX wieku ta proporcja została odwrócona21; rozwojowi mieszczaństwa towarzyszył rozkwit uniwersytetów. Dwaj najbliżsi przyjaciele szkolni Ludwika– Stanisław Kiełbasiński iLudwik Klocman– także przenosili się zmiasta do miasta. Pierwszy– studia chemiczne rozpoczęte wSzwajcarii kontynuował wBerlinie, drugi– studiował medycynę na kilku uniwersytetach.

Hirszfeld uważnie przyglądał się swoim wykładowcom. Zastanawiał się nad istotą ich sukcesów dydaktycznych: profesor Stöhr zdawał się „rodzić przy tablicy”, Teodor Boveri mówił oewolucji tak, że słychać było tętent „pędzącego życia”, Bumm „wydawał się czarodziejem”, patolog Orth mógł bezkarnie przedłużać wykład opół godziny, asala nawet nie drgnęła. Jednak jak „bóg czystego intelektu” mówił Georg Simmel, na którego wykłady Hirszfeld chodził w1904 roku, kiedy na semestr przerwał studiowanie medycyny iprzeniósł się na filozofię. „Słowa nabierały kształtu, idee zaczynały tańczyć iwirować”– tak ujął po latach talent retoryczny Simmla idodawał, że sam starał się dążyć do tego, co wtedy tak podziwiał. Nie był odosobniony wtej fascynacji– wykłady socjologa ściągały tłumy studentów, pomimo że musieli za nie sami płacić, ponieważ uczony nie dbał oformalny przebieg kariery uniwersyteckiej idługo miał jedynie stanowisko prywatnego docenta, więc jego zajęć nie opłacała uczelnia. Chętnych jednak nie brakowało– co semestr zapisywało się trzystu słuchaczy.

Czesne za wykłady słynnego privatdozenta itak było niższe niż koszty studiowania medycyny, co wynikało zkonieczności prowadzenia badań na zwierzętach iopłacania ćwiczeń wpracowni. Jednym zpierwszych eksperymentów wykonanych przez Hirszfelda było zarażanie świnek morskich wąglikiem iobserwacja ich reakcji– „misterium medyczne” warte jest życia zwierząt, twierdził.

WBerlinie na naukowe wydatki męża zarabiała Hanna, która udzielała korepetycji. Przyjechała do Niemiec po kilku latach spędzonych we Francji ikontynuowała studia na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma. Miłość.

Ówczesna edukacja medyczna trwała średnio cztery lata. Hirszfeld studiował nieco dłużej ze względu na przerwę zrobioną na rzecz filozofii. Zakończył studia doktoratem, wktórym opisywał zjawisko zlepiania się erytrocytów we krwi. Praca opublikowana została wpiśmie „Archive für Hygiene” pod tytułem Untersuchungen über die Hämagglutination und ihre physikalischen Grundlagen (Badania nad hemaglutynacją ijej fizykalne podstawy, 1907). Wówczesnym systemie niemieckim rozprawa doktorska była elementem kończącym studia medyczne. Otrzymał dyplom ze „szczególną pochwałą”, eximia cum laude.

Promotorem Hirszfelda był zaledwie 29-letni bakteriolog Ulrich Friedmann, który później, po dojściu Hitlera do władzy, wyemigrował zNiemiec. Natura wzajemnej relacji naukowców miała charakter dość osobisty inie ograniczała się do formalnej współpracy naukowej: „Kochałem go– pisał Hirszfeld– jak tylko młody chłopiec może kochać tego, kto go prowadzi na pierwszą wędrówkę ducha. Po wielu, wielu latach spotkałem się znim wLondynie na zjeździe Komitetu Ligi Narodów (…). On był delegatem Niemiec, ja– Polski. Nie mogliśmy się dość sobą nacieszyć. Całymi dniami byliśmy razem, jak para zakochanych. Zgłębokim wzruszeniem dowiedziałem się od jego żony, że przez długie lata naszego rozstania wspominał mnie, młodego, zczułością iuznaniem”22. Po latach, już po drugiej wojnie, spotkają się wStanach Zjednoczonych, aFriedmann wciąż będzie introwertyczny izadumany – jak wmłodości.

Rok po obronie męża stopień doktora medycyny ichirurgii uzyskała Hanna. Przedstawiła pracę oproblematyce serologicznej: Beitrag zur vergleichenden Morphologie der weissen Blutkörperchen (Wkład do morfologii porównawczej krwinek białych). Ponieważ chciała mieć dyplom lekarski uznawany wImperium Rosyjskim, pojechała do Kazania, gdzie zdała egzamin państwowy, nostryfikujący uprawnienia.

Parę lat później, już podczas pierwszej wojny, napisała wNeapolu drugi doktorat, tym razem dotyczący chirurgii. Rozprawa nosiła tytuł: La stenosi spastica ipertrofica congenita del piloro e” l’operazione di Rammstedt (Przerostowe zwężenie odźwiernika ipierwsza operacja Rammstedta).

Badania nad właściwościami biochemicznymi krwi były bardzo potrzebne. Właśnie minęło stulecie, wktórym chętnie iniebezpiecznie eksperymentowano zjej przetaczaniem. Transfuzje stawały się technicznie coraz łatwiejsze do przeprowadzenia, ale pułapek nie brakowało.

Cura Medeana

Termincura Medeana był pierwszą stosowaną nazwą transfuzji krwi. Nawiązywał do mitu oMedei23. Określenie to wydaje się dość złowieszcze, bo mitologiczna czarodziejka, wnuczka Słońca iżona Jazona, była okrutna iczęsto używała miecza, nawet wstosunku do własnych dzieci. Równocześnie potrafiła wykazać się współczuciem na widok niedomagającego starca Ajsona. Jak opowiedział Owidiusz wswoichMetamorfozach, Medea przygotowała miksturę zziół, przecięła gardło Ajsona, agdy zjego żył wypłynęła krew, wlała wnie życiodajną ciecz. Mężczyzna najpierw poczerniał, apotem odzyskał zdrowie iwstał. Ten sugestywny opis stał się symbolicznym aktem założycielskim nowej gałęzi medycyny. Wbogatym zbiorze legend okrwi można znaleźć opisy transfuzji, jaką zastosowano wprzypadku papieża Innocentego VIII wroku 149224. Nie uratowało to papieża, ale pozbawiło podobno życia trzech chłopców, którzy byli dawcami.

Mity związane zratowaniem życia dzięki podaniu krwi można odnaleźć whistorii kultury wróżnych wersjach. Nabierają waloru opowieści wędrujących, odbijających obawy, fobie ilęki społeczne. Joanna Belin, siostrzenica Hanny Hirszfeldowej, zapamiętała scenę, która zdarzyła się wjej rodzinnym domu zaraz po drugiej wojnie światowej, tuż po pogromie kieleckim wroku 1946. Do jej rodziców, mieszkających wówczas wŁodzi, przyszedł daleki kuzyn iopowiadał, że „biorą krew Polaków idożywiają Żydów, żeby ich wzmocnić”. Stanisław Kiełbasiński– ojciec Joanny Belin– zdecydowanie przerwał wówczas rozmowę. Rozumiał, że legendy nie kruszeją pod wypływem argumentów. Pożywką tych plotek był fakt, że część ofiar pogromu kieleckiego została przewieziona do szpitala wŁodzi.

Od XVIII wieku pojawiały się wEuropie doniesienia medyczne oskutecznych transfuzjach. Wiele ztych eksperymentów ogłaszanych było jako „pierwsze” iudane. Ato Jean Baptiste Denis przetoczył krew owczą chłopcu idziecko przeżyło25, ato Francesco Folli zrobił transfuzję bezpośrednio między dawcą abiorcą26, ato Baltazar Kaufmann wraz zGottfriedem Purmannem przetoczyli krew jagnięcia wykrwawionemu żołnierzowi.

Podawaniem krwi iinnych płynów próbowano opanowywać nie tylko krwotoki istany pourazowe, ale również gorączkę popołogową, gruźlicę, cholerę, dur, ospę, szkorbut czy choroby psychiczne. Transfuzją próbowano ratować pacjentów znajróżniejszymi, często nierozpoznanymi dolegliwościami. Najwięcej tego typu zabiegów wykonywano wNiemczech iwAnglii. Wsiedemnastowiecznym Londynie wieszano plakaty mówiące, gdzie iza jaką cenę można się poddać zabiegowi. Mnożące się wypadki śmiertelne zczasem doprowadziły do wydania wAnglii iwe Francji oficjalnego zakazu tego rodzaju praktyk.

Wdrugiej połowie XIX wieku przeprowadzanie transfuzji stało się łatwiejsze dzięki dostępności lepszego, bardziej precyzyjnego sprzętu medycznego, który zaczęto produkować zkauczuku, gumy istali.

Do przetaczania wykorzystywano krew ludzi lub zwierząt27, przede wszystkim kóz, owiec, jagniąt, psów, cieląt ikoni. Dopiero wdrugiej połowie wieku zaczęły się pojawiać artykuły opisujące negatywne skutki izniechęcające do stosowania tych metod leczenia. Coraz więcej lekarzy donosiło, że przetaczanie pacjentom krwi zwierzęcej powoduje drgawki, radykalny wzrost temperatury ciała, splątanie („baranie”), sinicę, bóle głowy, duszności, wymioty, mimowolne reakcje fizjologiczne, szumy wuszach. Stawiano pytanie, jak reaguje organizm wkontakcie zobcogatunkową krwią, ale nie potrafiono udzielić na nie odpowiedzi, ponieważ nie znano właściwości biochemicznych krwi. Nawet systematyczny ipracowity badacz Antoni Jakowicki, który wykonywał doświadczenia na psach ikotach, uważał, że czerwona barwa moczu po transfuzji jest efektem wydalania barwnika krwi, anie wstrząsem, związanym zrozpadem czerwonych krwinek.

Równocześnie zastanawiano się nad czasem krzepnięcia krwi, co stanowiło techniczny problem przy transfuzjach. Jamesowi Blundellowi, wielkiemu zwolennikowi krwiolecznictwa, udało się ustalić, że najdłuższy czas krzepnięcia ma krew ludzka, dlatego wywnioskował, że do transfuzji nadaje się bardziej niż krew zwierząt.

Eksperymenty przypominały prace kuchenne– na przykład ubijano krew, aby uzyskać jaśniejszą barwę, bo uważano, że dzięki temu staje się krwią tętniczą. Próbowano ją też podgrzewać do 38 stopni Celsjusza albo przesączać przez płótno wcelu pozbawienia włóknika, czyli białka wytrącającego się wprocesie krzepnięcia (w1915 roku Albert Hustin użył cytrynianu sodu jako środka hamującego krzepnięcie).

Wkońcu rozpoznano fakt, że podawanie obcogatunkowej krwi zwykle kończy się śmiercią. Od lat 80. XIX wieku pacjenci raczej nie byli narażani na tego typu eksperymenty.

Bardziej zachęcające do podejmowania dalszych prób były opisy transfuzji wramach jednego gatunku. Statystyka przelewania krwi opublikowana tuż po powstaniu styczniowym w„Tygodniku Lekarskim” pokazywała skutki transfuzji przeprowadzanych wcałej Europie28. Wyniki były jak przepowiednia delficka. Zodnotowanych 116 przypadków tylko 56 pacjentów przeżyło zabieg. WPolsce transfuzja zakończona sukcesem została przeprowadzona wWarszawie 3 grudnia 1867 roku. Pacjentką była kobieta po połogu. Lekarze dokładnie opisali wstrząs, który nastąpił już parę minut po operacji, radykalne podwyższenie się temperatury itętna chorej. Kobieta jednak przeżyła.

Obok transfuzji robiono również iniekcje innych płynów do organizmu. Podawano chorym gorącą wodę zsolą. Hilary Schramm, twórca krwiolecznictwa wmiędzywojennej Polsce, podawał do żył pacjentom różne substancje, między innymi surowicę końską, mleko ibiałko kurze.

Pozostałe, wspomagające metody lecznicze były równie obiecujące– krwioupust, wyciąg zwroniego oka, wino zcynamonem i– nieco pewniejsza– woda laurowa zdodatkiem opium29.

WartykuleIndywidualizm krwi Hirszfeld podsumowywał te eksperymenty zwłaściwą swoim wykładom przejrzystością: „nie możemy przetaczać krwi zwierząt ludziom, nie możemy zastąpić człowiekowi wykrwawionemu jego krwi inaczej, jak dając mu krew człowieka. Kiedy (…) po raz pierwszy spróbowano wstrzyknąć krew jednego człowieka innemu, zauważono, że nawet krew ludzka nie zawsze daje się użyć; wpewnych wypadkach krew zamiast stanowić lekarstwo, okazywała się trucizną. Nasuwał się więc wniosek, że krew krwi nierówna”30.

Nadszedł kres czarodziejskich sztuczek Medei, arozpoczął się czas serologii, nauki zajmującej się procesami, jakie zachodzą wsurowicy krwi pod wpływem czynników zewnętrznych. Zaczął się czas określania grup krwi, obserwowania aglutynacji ioznaczania przeciwciał.

Landsteiner

Częściowe wyjaśnienie, dlaczego transfuzja polepsza stan niektórych pacjentów, ainnych zabija, przyszło wraz zodkryciem dokonanym wroku 1901 przez wiedeńskiego immunologa Karla Landsteinera. Dowiódł on, że krew ludzi różni się między sobą, bo na powierzchni czerwonych krwinek występują antygeny, czyli swoiste cząsteczki białek lub węglowodanów, które mogą być rozpoznane przez przeciwciała znajdujące się wosoczu innych grup. Powstanie takich kompleksów może powodować zlepianie się, czyli aglutynację erytrocytów. Badacz zauważył ten proces, kiedy połączył krew jednej grupy serologicznej zosoczem innej. Metodą aglutynacji udowodnił zróżnicowanie biochemiczne krwi iwykazał, że ludzkie erytrocyty mogą należeć do czterech grup, które nazwał po prostu I, II, III iIV.

Ustalenia te były punktem zwrotnym whistorii transfuzji, pomimo że nie od razu zostały docenione inie od razu znalazły odbicie wpraktyce. Pokazywały jednak, że pomyślny efekt przetaczania można osiągnąć wtedy, gdy krew dawcy jest zgodna zgrupą biorcy.

Kilkanaście lat po tym odkryciu Hirszfeld zetknął się zLandsteinerem wBerlinie. Austriacki uczony był podobno wtrudnej sytuacji ekonomicznej inarzekał na naukowe osamotnienie. Dyskutowali kilka godzin aż do późnej nocy. „Rozmowa znim zaspokaja jakiś szalony głód myślenia”31, wspominał to spotkanie Hirszfeld. Dyskusja musiała być inspirująca, skoro Landsteiner przyszedł kilka dni później do młodszego kolegi, aby ją kontynuować.

Trzydzieści lat po odkryciu grup krwi Landsteiner dostał Nagrodę Nobla. Był pierwszy, ale krok za nim szli inni. Do podobnych wniosków oróżnicy cech grupowych doszli niezależnie od siebie także inni uczeni– Czech Jan Janský wroku 1907 oraz Amerykanie: Ludvig Hektoen wroku 1907 iWilliam Lorenzo Moss wroku 191032.

Asystenci zHeidelbergu

Hirszfeldowie przeprowadzili się zBerlina do Heidelbergu.

Ludwik Hirszfeld przed pierwszą wojną światową

Ludwik znalazł zatrudnienie wZakładzie Badania Raka, aHanna podjęła pracę jako wolontariuszka na oddziale neurologicznym wKlinice Uniwersyteckiej, skąd wkrótce przeniosła się na pediatrię. Otrzymała asystenturę uówczesnej sławy pediatrycznej– profesora Emila Feera, autora podręczników ometodach żywienia niemowląt. Opublikowała wówczas swój pierwszy artykuł naukowy– dotyczył zmian występujących wobrazie krwi uchorych dzieci. Miała zaledwie 24 lata.

Razem znią wKlinice wHeidelbergu pracował Henryk Brokman, który po latach opisał, jak wprowadzała go wproblemy pediatrii: „Do dziś dnia zrozrzewnieniem iwdzięcznością wspominam ten okres, wpamięci mam [jej] wielkie zdolności pedagogiczne iserdeczność”33. Ideklarował: „Nie kryję się bowiem ztym, że należałem do czcicieli Hanny Hirszfeldowej od pierwszych chwil jej poznania wroku 1906 imarzyłem otym, ażeby wszystkie przyszłe lekarki chorób dzieci wPolsce były do niej podobne. Ale, jak wiadomo, ideały nie zawsze się urzeczywistniają”34. Później pracowali jeszcze wspólnie wZurychu iwWarszawie. Zawsze zwracali się do siebie przy użyciu formy „pani” i„pan”. Ten rodzaj dystansu językowego Hirszfeldowa nabyła we Francji, gdzie nawet małżonkowie zwracali się do siebie wten sposób– generał de Gaulle nigdy inaczej nie mówił do swojej żony. Zdaje się, że wzory obyczajowe zaczerpnięte na studiach wMontpellier iParyżu Hanna kultywowała przez całe życie.

Ożadnym innym miejscu Hirszfeld nie pisał ztakim sentymentem jak oakademickim mieście nad Neckarem isłynnej ścieżce filozofów. Onikim zaś nie wyrażał się ztaką niechęcią jak oswoim pierwszym szefie. Narzekał na jego oschłość, nieszczerość, brak koncepcji naukowych.

Wkażdym razie nie od razu profesorskie centrum ówczesnych Niemiec okazało się przyjazne dla asystenta. Nauczyło go jednak wytrwałego ślęczenia wlaboratorium, metod barwienia preparatów, kierunkowej obserwacji świata pod szkiełkiem ifotografowania uzyskanych preparatów.

Wkrótce zdołał się przenieść do pracowni profesora Emila von Dungerna (1867–1961). Cechą nowego przełożonego była niechęć do poddawania się rygoryzmowi pruskiej akademii. „Tam poznałem źródło istotnego natchnienia naukowego– wspominał po latach Hirszfeld– (…) zrozumiałem, że nauki nie robi się na ponuro ani na rozkaz (…) że widei naukowej żyje iradość życia, ipodziw dla piękna, iprotest przeciwko śmierci, ichęć trwania, ipytanie rzucone naturze, ichęć doznania, iciekawość głębi”35.

Współpraca zDungernem zaowocowała najbardziej spektakularnym sukcesem wcałej karierze naukowej Ludwika Hirszfelda. Miał zaledwie 26 lat, kiedy wspólnie opublikowali fundamentalny artykuł Über Vererbung gruppenspezifischer Strukturen des Blutes (Odziedziczeniu specyficznych grup krwi), wktórym po raz pierwszy opisali iudowodnili zasadę dziedziczności grup krwi.

Punktem wyjścia do ich badań było– stwierdzone przez Landsteinera– zjawisko aglutynacji, czyli zlepiania się krwinek. Na ich powierzchni występują swoiste cząsteczki, którym Hirszfeld iDungern nadali nazwy AiB. Wosoczu (płynnej części krwi) mogą występować przeciwciała, rozpoznające te cząsteczki. Jeżeli przeciwciała połączą się znimi, to znaczy przeciwciała anty-A zcząsteczkami A, przeciwciała anty-B zcząsteczkami B, wówczas dochodzi do aglutynacji.

Badacze zHeidelbergu zadali pytanie, czy wskazane przez Landsteinera właściwości krwi są dziedziczne. Odpowiedzieli na nie twierdząco iustalili, że grupy krwi przechodzą zrodziców na dzieci zgodnie zprawami Mendla. Najpierw poddawali badaniom serologicznym psy, apotem ludzi (Emil von Dungern zwykształcenia był weterynarzem).

Gregor Mendel, XIX-wieczny zakonnik iogrodnik, azwykształcenia filozof, zapatrzony wpielęgnację roślin zauważył, że występowanie określonych cech wżywych organizmach jest powtarzalne iuwarunkowane właściwościami wcześniejszych generacji. Eksperymentował zdwoma kolorami groszku. Stwierdził, że jeżeli jakaś cecha występuje jednocześnie wdwóch organizmach, to po ich skrzyżowaniu ujawni się, natomiast jeśli cechy będą odmienne, wtedy jedna będzie dominować nad drugą. Pierwszą cechę nazwał dominującą, adrugą– recesywną. Mendel wykazał więc, że każda cecha jest determinowana przez dwa geny (które nazwał „czynnikami”), przy czym geny (czynniki) kodujące różne cechy dziedziczą się niezależnie od siebie.

Idąc za odkryciem Mendla-prekursora genetyki, Dungern iHirszfeld stwierdzili, że wprocesie dziedziczenia „jeżeli wstrukturze [krwi] istnieje dana cecha, to wówczas jest dominująca, ajej brak oznacza cechę recesywną”36. Uchwycili szczegóły przekazywania genetycznego: „Cechy AiB zwykle się dziedziczą, czasami jednak mogą zniknąć (…). Właściwości AiB mogą zatem ustąpić wdrugiej generacji. Przeciwnie, nie znaleźliśmy nigdy udzieci cech AiB, jeśli ich urodziców nie było”37.

Zasady te zostały potwierdzone badaniami, przeprowadzonymi na próbie 348 osób, należących do 76 rodzin38. Były to przede wszystkim rodziny profesorów Uniwersytetu wHeidelbergu. Wtabeli zwynikami badań pojawiają się jako: „prof. G”, „prof. Gr.”, „prof. K” itp. Grupy krwi rodziców idzieci zostały oznaczone ipotwierdziły przyjętą tezę dziedziczenia właściwości krwi.

Nie bez powodu oprócz pracy laboratoryjnej naukowcy ostrożnie dobierali rodziny zapraszane do badań. Błąd wdoborze kandydatów mógł bowiem dać fałszywe wyniki. Podobno wHeidelbergu „przez długie lata wspominano dziwaka profesora ijego asystenta, którzy dyskretnie dopytywali się oszczęście małżeńskie rodzin profesorskich wobawie, by jakieś kukułcze jajo nie zburzyło im stwierdzonego przez nich prawa”39.

Trzeba dodać, że wśród osób badanych kilka inicjałów to litera „k”– jest „prof. K”, jest „dir. K”, jest osobne „K.”. WHeidelbergu Hirszfeld zetknął się po raz pierwszy zRobertem von Kudickem. Ich drogi przetną się ponownie wprzyszłości, kiedy niemiecki profesor przyjedzie do okupowanej Warszawy iprzejmie zarządzanie Państwowym Zakładem Higieny, zorganizowanym przez Hirszfelda, który zkolei zostanie wygnany do getta warszawskiego. Ale to stanie się dopiero za trzydzieści lat.

Różnica między odkryciami Landsteinera aHirszfelda ivon Dungerna polegała na tym, że pierwszy uczony zauważył osobnicze cechy krwi iuznał je za właściwości indywidualne, natomiast badacze zHeidelbergu wykazali, że są to cechy dziedziczne (zgodnie zprawami Mendla) iwciągu całego życia nie ulegają zmianie.

„Noblista Albert Szent-Györgyi twierdził, że wnauce trzeba widzieć to, co wszyscy widzą ipytać oto, oco nikt wcześniej nie zapytał”– przypomina dziś profesor Marcin Czerwiński zInstytutu Immunologii iTerapii Doświadczalnej PAN im. Ludwika Hirszfelda40.

Zrozumieć inazwać

Innym ważnym elementem artykułu było wprowadzenie przez Dungerna iHirszfelda nazw określających grupy krwi. Wtabeli zwynikami oznaczyli je według schematu: A; Nicht-A; B; Nicht-B itd. Wtekście opisowym oznaczenia „Nicht” zapisywane były jako Ood słowa „Ohne”, czyli wskazujące krew bez przeciwciał anty-A lub anty-B. Sam Hirszfeld do pewnego czasu używał oznaczeń Olub 0 wymiennie, natomiast wpóźniejszych artykułach przyjął zapis literowy O. Każdy ze wspomnianych wcześniej prekursorów badań nad cechami grupowymi krwinek (Landsteiner, Janský, Hektoen iMoss) miał własny typ oznaczeń, wprowadzając kategorie liczbowe lub literowe. Jednak wmiędzynarodowej terminologii medycznej za obowiązujące zostało uznane nazewnictwo zaproponowane przez Dungerna iHirszfelda.

Zdecydowano otym wkwietniu 1928 roku na zjeździe Komisji Standaryzacyjnej Komitetu Higieny wLidze Narodów. Sama komisja działała zaledwie od paru lat jako międzynarodowe forum koordynujące nazewnictwo, jednostki istandardy wbadaniach medycznych ifarmaceutykach. Przedsięwzięcie to umożliwiało współpracę wdziedzinie medycyny na poziomie międzynarodowym. Podczas zjazdu we Frankfurcie nad Menem członkowie komisji dyskutowali nad nazewnictwem grup krwi iprzyjęli za obowiązującą terminologię Dungerna iHirszfelda. Odtąd zaczęła ona obowiązywać wcałej Europie iwStanach Zjednoczonych.

Do tego sukcesu niewątpliwie przyczyniły się zabiegi Ludwika Rajchmana, pracującego wGenewie, ówczesnego szefa Komitetu Higieny Ligi Narodów. Rajchman iHirszfeld byli kuzynami iwspółpracowali ze sobą. Zjazd zakończył się wielkim bankietem wydanym przez instytut farmaceutyczny Speyerhaus dla 200 uczestników spotkania. Obecny tam Hirszfeld miał co świętować. Uhonorowany został pewien etap jego pracy naukowej.

Wroku 1941 armia amerykańska zaczęła umieszczać grupę krwi żołnierzy na tzw. nieśmiertelnikach41. Decydujący otym Douglas Kendrick, dyrektor Służby Krwi Armii, uznał symbole A, B, AB iOza najbardziej czytelne42.

Pracownia Dungerna była Zakładem Badania Raka, ale wykonywano wniej różne eksperymenty naukowe. Szukano na przykład antygenów nowotworowych, ale też środków antykoncepcyjnych. Do tej drugiej idei uczeni podeszli zprawdziwą pasją badawczą. Przyjęli założenie, że do poszukiwania sposobów antykoncepcji można użyć plemników jako przeciwciał. Robili szczepionkę, która miała blokować możliwość zajścia wciążę itestowali ją na królikach. Niestety po paru tygodniach wszystkie zaszczepione samice okazały się brzemienne. Niespożyty entuzjazm naukowy Hirszfelda kazał mu podsumować fiasko tej idei: „czyż te zawiedzione nadzieje zmniejszały sumę mojego szczęścia? Dały mi kilka tygodni upojenia. Iwyciągnąłem ztego na dalszą drogę życia wniosek, że trzeba marzyć iże nadziei jeszcze nikt nie przepłacił”43.

Przed opuszczeniem Heidelbergu w1912 roku Hirszfeldowie spędziliwakacje nad jeziorem Garda. ZDungernami utrzymywali kontakt przez całe życie.

Zurych, narodziny nowoczesności

Pierwsza dekada XX wieku wNiemczech to czas spektakularnej industrializacji. Kraj staje się potęgą przemysłową. Produkuje więcej stali niż Wielka Brytania, Rosja oraz Francja łącznie44. Nastroje społeczne też wydają się optymistyczne, po czasach „żelaznego kanclerza” Bismarcka wyborcy stawiają na liberałów, socjalistów ikatolików. Eksplozja gospodarcza daje szansę mieszkańcom kraju na stabilne idostatnie życie. Jednak Hirszfeldowie decydują się na opuszczenie Niemiec iwyjazd do Szwajcarii. Prawdopodobnie nałożyły się na to dwa powody– profesor Emil Feer, przełożony Hanny Hirszfeldowej zHeidelbergu, zaproponował jej pracę wszpitalu, do którego sam się przenosił. Być może Hanna chciała też być bliżej swojego młodszego brata, który uczył się wSzwajcarii wszkole zinternatem. Wkażdym razie przyjęła propozycję pracy wKlinice Dziecięcej wZurychu, gdzie przepracowała trzy lata– do roku 1915.

WSzwajcarii styl życia okaże się nieco spokojniejszy. Narodziny nowoczesności nie stwarzają tu takiej presji. Flucht nach vorne– ucieczka do przodu– nie jest tak radykalnym nakazem społecznym jak wNiemczech.

Hirszfeldów nie stać na mieszkanie wcentrum Zurychu, więc wynajmują podmiejski domek, położony malowniczo na wzniesieniu. Najbliższy sklep jest daleko, ale cieszy się sławą wśród okolicznych mieszkańców, ponieważ właściciel produkuje isprzedaje jogurt „Axelrod”. Ta forma przetwarzania mleka jest wtedy wSzwajcarii zupełnie nowatorska. Jogurt chętnie kupują emigranci zImperium Rosyjskiego, których jest tu wielu. Gdy Hanna idzie do sklepu, zwykle mija mieszkających nieopodal Rosjan isąsiedzi zawsze przekazują sobie informację, czy „Axelrod” już jest.

Hanna Hirszfeldowa wpierwszych latach pracy lekarskiej

Do Zurychu przyjeżdżają Sara iBella (matka isiostra Hanny), często odwiedza ich przyjaciel domu, Włoch Tommaso Vicini. Czas płynie niespiesznie.

Pracownicy uniwersyteckiego Zakładu Higieny, gdzie pracę podjął Hirszfeld, żyją dość nieszablonowo.

Asystent Klinger decyduje się przerwać karierę naukową ipoświęcić czas na wyprawy rowerowe. Przekonuje przy tym, że lekkie życie może być bardzo twórcze.

Asystent von Gonzenbach daje się ponieść magii radia iprowadzi na antenie popularyzatorskie wykłady. Inikt nie zarzuca mu, że spospolitował się jako naukowiec.

Asystent Hirszfeld nie zawsze idzie najkrótszą drogą do uniwersyteckiego Zakładu Higieny– czasem wchodzi jeszcze na Zürichberg ipodziwia krajobraz.

Wzawodowym dossier uczonego pojawia się nowa aktywność– praca dydaktyczna. Wykładanie stanie się jego żywiołem, metody udoskonalania wykładów będą ważną częścią jego przemyśleń. Kiedy kaszel zacznie mu przeszkadzać wprowadzeniu zajęć ze studentami, zdnia na dzień rzuci palenie papierosów. Jeden nałóg zdecydowanie przeważył nad drugim.

Jedyne wystąpienie publiczne, zktórego był niezadowolony, co otwarcie przyznawał, to wykład habilitacyjny. Podobno akademicy zamiast słuchać młodszego kolegi, zajmowali się liczeniem właśnie otrzymanych pensji.

Procedura habilitacyjna, do której przystąpił jako 29-latek, była dwustopniowa. Kandydat na docenta musiał wygłosić dwa wykłady– jeden przed gronem profesorskim, adrugi otwarty dla szerokiej publiczności, mający rangę wydarzenia miejskiego. Hirszfeld zdecydował, że podczas wystąpienia nie będzie korzystał znotatek, co stanowiło dodatkową trudność, bo niemiecki nie był językiem jego dzieciństwa, pomimo że matka Jenny była niemieckojęzyczna. Zkolei językiem jego przeduniwersyteckiej edukacji był rosyjski.

Rozprawa dotyczyła zjawisk odporności ikrzepliwości krwi. Wszwajcarskim laboratorium Hirszfeld wraz zdoktorem Klingerem obserwowali reakcje fizykalne zachodzące wsurowicy osób chorych na kiłę. Badali odczyn koagulacyjny, opracowali technikę przygotowywania odczynu, który pozwalał na ocenę, czy surowica pochodzi od osoby zarażonej na tę chorobę. Wspólnie opublikowali artykuł ospecyficznym obrazie krzepnięcia krwi uchorych na kiłę45. Wswoich artykułach Hirszfeld używał jeszcze terminu „syfilis”46. Wynaleziona wZakładzie Higieny wZurychu metoda diagnostyczna była bardzo pracochłonna. Wymagała pozyskania kilku odczynników, między innymi osocza szczawianowego, serozymu, cytozymu, antygenu syfilitycznego zserca świnek morskich oraz wyciągu koloidowego. Hirszfeld wyjaśniał, jak uzyskać wszystkie te składniki, jak je łączyć ijak długo czekać, aby można było zaobserwować wynik badania. Wzaproponowanej metodzie wykorzystany został fakt, że surowica osoby chorej niszczy cytozym (obecnie nazywany czynnikiem tkankowym), co blokuje proces krzepnięcia krwi.

Wtym czasie znany istosowany był już test Wassermanna oparty na reakcji serologicznej, podczas gdy badacze zZurychu próbowali opracować diagnostykę opartą na bezpośredniej fizykalnej obserwacji procesu krzepliwości. Opisali odczyn krzepliwości, ale ta wiedza diagnostyczna nie rozpowszechniła się, była bowiem bardziej pracochłonna niż badanie Wassermanna. Nauka to próby – udane lub chybione, albo niezauważone.

Wiele lat później Hirszfeld powrócił jeszcze do poszukiwania nowych sposobów diagnostyki kiły. Badania prowadzone wSzwajcarii ujawniły jego skłonność do lokowania zainteresowań naukowych wobszarach najbardziej nośnych zpunktu widzenia aktualnych potrzeb społecznych.

Wypracował własną filozofię uprawiania nauki: skłonność do zmieniania przedmiotu badań, zespołową współpracę łączącą różne pokolenia akademików, przykładanie wielkiej wagi do działalności edukacyjnej. Atakże– co nie mniej istotne– rodzaj samozadowolenia, afirmację własnych osiągnięć ipewność siebie.

Pracę wZakładzie Higieny wZurychu podsumowywał pogodnie: „człowiek musi być przygotowany na to, że wgmachu, który buduje, inni mieszkać będą. Musi być gotów budować znadmiaru swojego ducha, nie licząc na pamięć. Przeważna część jego wysiłku żyje jako bezimienny dorobek epoki”47.

Istotnie, praca wZurychu była raczej zdobywaniem kolejnego stopnia awansu uniwersyteckiego, anie czasem spektakularnych odkryć naukowych.

Siostra ibrat

Hirszfeldowie zamieszkali wniemieckojęzycznej Szwajcarii, podczas gdy we francuskojęzycznej części kraju przebywał czternastoletni brat Hanny– Szymon Belin. Znalazł się tam wwyniku splotu różnych zdarzeń.

Szymek rozpoczął edukację wŁodzi. Był uroczym dzieckiem zburzą loków, wyglądał jak aniołek zMadonny Sykstyńskiej Rafaela.

Do legendy rodzinnej przeszła historia jego przygotowań do egzaminu wszkole rosyjskiej, prowadzonych przez specjalnego korepetytora. Było to istotne, ponieważ wrosyjskich szkołach obowiązywała wówczas zasada numerus clausus dla dzieci żydowskich, więc rodzice, którym zależało na wysłaniu dziecka do państwowej szkoły, musieli je dobrze przygotować do egzaminu. Pewnie dlatego Sara obiecywała synowi rubla za bezbłędne zrobienie zadania (zwykle go otrzymywał). Nauczyciel miał chłopca nauczyć alfabetu rosyjskiego, więc codziennie zadawał Szymkowi to samo dyktando, aon zrobił najpierw 50 błędów, następnego dnia 49, jeszcze następnego 48 itak aż do dnia egzaminu, na którym dostał do napisania dyktando oidentycznej treści. Tę samą metodę opisał wSyzyfowych pracach Żeromski, więc trudno ocenić, czy znalazła się wopowieściach rodzinnych dzięki literaturze, czy po prostu była to typowa metoda skorumpowanych korepetytorów wKrólestwie Polskim.

Szymon (Sasza) Belin, najmłodsze dziecko Sary

WŁodzi było wówczas bardzo niespokojnie, aprzez robotnicze miasto przetaczała się rewolucja 1905 roku. Tego lata wydarzyła się też dramatyczna historia zudziałem siedmioletniego Szymka. Podczas zamieszek wraz zkolegą znalazł się na ulicy. Wpadli wpotyczkę izaatakował ich kozacki żołnierz. Próbowali uciekać, chcieli dostać się do jakiegoś mieszkania, walili wdrzwi, ale nie otworzono im. Żołnierz dopadł ich i w napadzie szału ranił kolegę Szymka bagnetem. Chłopiec zginął. Szymek zaczął się jąkać.

Reakcja Sary była natychmiastowa. Wywiozła syna do szkoły zinternatem wSzwajcarii. Wrócił do domu po roku, ale jak się okazało, na krótko. Wlecie chłopiec pojechał na obóz niedaleko Łodzi, gdzie miał udoskonalić swój rosyjski (wdomu mówiło się po polsku). Uciekł stamtąd, bo został zaatakowany przez pedofila. Miał niesłychaną odwagę– bronił się, mówi Joanna Belin.

Sara zdecydowała oponownym wysłaniu syna do Szwajcarii.

Wyjazd Szymka chronił go także przed plotkami. Matka starała się, aby nie doszły do niego informacje, że jest synem Leopolda Pilichowskiego, nie zaś dzieckiem „Starego Belina”, jak mówiły dokumenty– tak interpretuje dziś tę sekwencję zdarzeń profesor Dominique Belin, jego syn.

Szkoła leżała wysoko wgórach. Joanna Belin, która po latach odwiedziła to miejsce, dziwiła się, jak przy ówczesnych możliwościach dało się tam wogóle dojechać. Panujące tam standardy wychowawcze były surowe. Dzieci musiały zjadać wszystko, co dostały na talerzu. Gdy chłopiec nie zjadł owsianki, dostawał ją ponownie, aż do czasu, kiedy głód okazał się silniejszy niż bunt.

Po pewnym czasie Sara kupiła szwajcarskie obywatelstwo dla syna. Umówiła się zdyrektorem szkoły, że zapłaci za remont dachu, awzamian jej dziecko stanie się pełnoprawnym obywatelem państwa. Itak też się stało.

Chłopiec miał czternaście lat, kiedy jego siostra Hanna przyjechała do Zurychu. Mieszkała tam również Sara, która po śmierci męża wynajęła dom wSzwajcarii.

Szymon Belin nigdy nie powrócił do Łodzi (gdy wjego rodzinnym mieście powstawało getto, miał 42 lata). Mieszkał wZurychu iwParyżu, ana stałe osiadł wGenewie. Był niezwykle dowcipny iczarujący. Początkowo studiował chemię, ale został skrzypkiem. Lubił kobiety, aone lubiły jego– wspomina Joanna Belin, mówiąc otrzech żonach wujka Saszy. Przeszedł też etap uzależnienia od kokainy.

Rzadko pisał listy, ale te napisane po polsku świadczą otym, że znakomicie posługiwał się językiem dzieciństwa, choć nigdy wPolsce nie mieszkał.

1 Wniektórych dokumentach Hanna Hirszfeld podawała też nazwę Wilczków.

2 Por. Grzegorz Krzywiec, Szowinizm po polsku. Przypadek Romana Dmowskiego (1886–1905), Warszawa 2009, s.263.

3 Henryk Grynberg, Monolog polsko-żydowski, Wołowiec 2003, s.165.

4 Por. Opostrojke Gaimom˝ Belinom˝ v˝ g[orode] Lodzi po Petrokovskoj ulicě pod˝ No 274 okon˝ v˝ nižnem˝ êtažě kamennago 2h˝ êtažnago žilago doma, atakže nadstrojku časti trempelâ na suŝestvuûŝem˝ tam˝ že kamennom˝ 2h˝ êtažnom˝ fligelě, Archiwum Państwowe wŁodzi, sygn. 39/1/0/4/3075.

5List Belli do Szymona, Łódź 1952, archiwum Dominique’a Belina.

6 Marta Aleksandra Balińska, Ludwik Rajchman. Życie wsłużbie ludzkości. Przedmowa Bronisław Geremek. Przeł. Maria Braunstein, Michał Krasicki, Warszawa 2012, s.19.

7 Ibidem.

8 Teodora Męczkowska, Bolesław Hirszfeld, „Epoka” 1938, nr35, s.11.

9Stefan Żeromski,Pisma zebrane, t. 4. Oprac. Zdzisław J. Adamczyk, Warszawa 1990, s.34.

10 Ibidem.

11 Uzupełnienia w nawiasach kwadratowych pochodzą od autorki.

12 Wacław Sieroszewski,Szkice podróżne iwspomnienia, w:idem, Dzieła, t. 28, Kraków 1967, s.77.

13 Krzywiec, op. cit., s.248.

14 Ibidem, s.80.

15 Sieroszewski, op. cit., s.80.

16 Balińska, Ludwik Rajchman…, s.31.

17 Ludwik Hirszfeld, Historia jednego życia, Warszawa 1946, s.42.

18 Por. Mariola Kondracka, Kobiety na uniwersytetach, w:Równe prawa inierówne szanse. Kobiety wPolsce międzywojennej. Zbiór studiów pod redakcją Anny Żarnowskiej iAndrzeja Szwarca, Warszawa 2000, s.271–272.

19 Ibidem, s.283.

20 Jak długo studiował wWürzburgu, nie jest do końca jasne. We wspomnieniach pisze, że przeniósł się do Berlina jako 19-latek, czyli rok po maturze, natomiast wbiografii opublikowanej przez Hannę Hirszfeldową, Andrzeja Kelusa iFeliksa Milgroma znalazła się informacja, że studiował wWürzburgu wlatach 1902–1904.

21 Por. Modris Eksteins, Święto wiosny. Wielka wojna inarodziny nowego wieku. Przeł. Krystyna Rabińska, Poznań 2014, s.127.

22 Hirszfeld, Historia jednego życia…, s.11.

23 Zygmunt Kubiak, Mitologia Greków iRzymian, Warszawa 1997, s.496.

24 Irena Lille-Szyszkowicz, Przetaczanie krwi, w:Grupy krwi. Pod redakcją Hanny Hirszfeldowej, Warszawa 1958, s.227.

25 Renata Paliga, Krwiolecznictwo ikrwiodawstwo wmedycynie polskiej XIX iXX wieku (1830–1951). Od powstania listopadowego do utworzenia Instytutu Hematologii, Zielona Góra 2014, s.21.

26 Ibidem, s.19.

27 Ibidem, s.67.

28 Por. ibidem, s.66.

29 Ibidem, s.49.

30 Ludwik Hirszfeld,Indywidualizm krwi, w:Grupy krwi…, s.10.

31 Hirszfeld, Historia jednego życia…, s.103.

32 Andrzej Kelus, Układ grupowy ABO. Odkrycie grup krwi, w:Grupy krwi…, s.17. Por. także Steven R. Pierce, Marion E.Reid, Blood Brilliant! AHistory of Blood Groups and Blood Groupers, Bethesda, MD 2016, s.34.

33 Henryk Brokman, Prof. dr med. Hanna Hirszfeldowa, „Pediatria Polska” 1958, t. 33, nr 1, s.2.

34 Ibidem.

35 Hirszfeld, Historia jednego życia…, s.18.

36 Emil von Dungern, Ludwik Hirschfeld, Ueber Vererbung gruppenspezifischer Strukturen des Blutes (Odziedziczeniu specyficznych grup krwi), „Zeitschrift für Immunitätsforschung und experimentelle Therapie” 1910, nr 6, s.292 (przeł. Marta Glensk).

37 Ludwik Hirszfeld, Hanna Hirszfeldowa, Badania serologiczne nad rasami ludzkimi, „Przegląd Epidemiologiczny” 1920, t. 1, z. 2, s.4–5.

38 Emil Freiherr von Dungern, [Professor Dr. Lutek Hirszfeld], archiwum prywatne dr Ewy Bohdanowicz.

39 Hirszfeld, Historia jednego życia…, s.22.

40 Marcin Czerwiński, Ludzki układ grupowy ABO: historia, fakty, mity, pytania. Wykład wygłoszony wInstytucie Immunologii iTerapii Doświadczalnej PAN im. L. Hirszfelda, październik 2016.

41 Na ten fakt uwagę zwrócił mi prof. Marcin Czerwiński.

42 Por. Pierce, Reid, op. cit., s.215; por. także Czerwiński, Ludzki układgrupowy…, op. cit.

43 Hirszfeld, Historia jednego życia…, s.20.

44 Eksteins, op. cit., s. 126.

45 Ludwik Hirszfeld, R. Klinger, Une nouvelle réaction du sérum syphilitique: la coaguloréaction, „La Semaine Médicale” 1914, nr34, s.361–363.

46 Ludwik Hirszfeld, Orozpoznawaniu syfilisu na zasadzie zjawisk krzepnienia krwi, „Medycyna iKronika Lekarska. Czasopismo tygodniowe dla lekarzy praktyków” 1915, nr 1, s.2. Był to jeden z27 artykułów opublikowanych na ten temat wtrzech językach wciągu czterech lat.

47 Hirszfeld, Historia jednego życia…, s.2

„Ojczyzna, krwawe bóstwo”

Hirszfeldowie mieszkali wZurychu, gdy wEuropie wzmagało się niezadowolenie społeczne inapięcie polityczne. Wwielu stolicach manifestowały tłumy. Artykułowały swoje narodowe roszczenia, ale nikt nie przewidywał rozmiaru nadchodzącej katastrofy. Wpoprzednim, XIX wieku agresja militarna mocarstw europejskich lokowana była przede wszystkim wkolonizowanych częściach świata. Krwawe wojny burskie toczyły się daleko, można było zamknąć oczy na okrucieństwo, epidemię igłód, które przyniosły.

Na Starym Kontynencie „nikt (…) nie mógł sobie wyobrazić– pisał Hirszfeld– by solidna Europa, poważni przedstawiciele religii, nauki iustalonego porządku mieli się nagle wziąć jak ulicznicy za łby, skakać poprzez rowy, strzelać do siebie ipopełnić tysiące niezrozumiałych okrucieństw”48.

Inicjalne wydarzenia, które doprowadziły do wielkiej wojny, zdarzyły się na Bałkanach. Jednym ze spornych terytoriów ówczesnej Europy była Bośnia iHercegowina. Obszar ten pozostawał pod rządami Austro-Węgier, ale młode państwo serbskie uzurpowało sobie prawo do tych ziem. Kiedy wdniu święta narodowego Serbii arcyksiążę Ferdynand zaplanował przyjazd do Sarajewa, wywiad donosił ozagrożeniu ewentualnym zamachem, jednak wizyta monarchy wBośni nie została odwołana.

28 czerwca 1914 roku wSarajewie księżna Zofia miała na sobie białą suknię ikapelusz zciemnym pióropuszem, aFerdynand był wwojskowym mundurze ozdobionym orderami. Wtym dniu małżonkowie obchodzili rocznicę ślubu. Trójka dzieci została w Wiedniu. Na jednym z ostatnich zdjęć para podchodzi do samochodu, aobok wrównym rzędzie stoją dyplomaci. Na trasie przejazdu stanęło– choć nie tak równo– sześciu zamachowców. Wykruszali się jak bohaterowie Agathy Christie: pierwszy zagapił się inie wyciągnął na czas rewolweru; drugiego ogarnął paraliżujący strach; trzeci na widok księżnej Zofii uznał, że strzelanie do Ferdynanda byłoby niebezpieczne dla siedzącej obok kobiety; czwarty zamachowiec nawet nie czekał na moment przejazdu dyplomatów iwycofał się; ale piąty podjął próbę zrealizowania planu49. Najpierw zapytał policjanta, wktórym samochodzie jedzie monarcha, agdy usłyszał uprzejmą odpowiedź, wyciągnął bombę irzucił. Szofer miał refleks, przyspieszył ibomba odbiła się od złożonego dachu kabrioletu. Raniła pasażerów następnego pojazdu wkolumnie, atakże kilka przypadkowych osób. Ferdynand zatrzymał swój samochód iprzyglądał się akcji ratowniczej aż do chwili odwiezienia rannych do szpitala.

Po wypadku zrezygnowano zzaplanowanej wcześniej wizyty pary książęcej wmuzeum, planowano też zmienić trasę powrotu, ale nie poinformowano otym kierowcy. Tuż obok muzeum czekał Gavrilo Princip, szósty zamachowiec50. Strzelał celnie. Zabił księżną Zofię iksięcia Ferdynanda, następcę tronu.

Biskup błogosławi oficerów austro-węgierskich, rok 1914 (źródło: David Jordan, Bałkany, Włochy i Afryka 1914–1918, Poznań 2011)

Austro-Węgry przedstawiły Serbii ultimatum, które przeszło do historii jako nadzwyczaj surowe. Żądano wnim, aby Belgrad poskromił nastroje antyaustriackie idopuścił urzędników monarchii do prowadzenia śledztwa przeciwko zamachowcom. Serbia odrzuciła jeden zpunktów ultimatum.

WEuropie wrzało.

W1914 roku Romain Rolland wciepłą lipcową noc profetycznie zanotował: „Wtej właśnie chwili boskiego spokoju ipięknej pogody narody europejskie rozpoczynają wielką rzeź”51.

Niemcy poparły państwo Habsburgów; Rosja– Serbię; Francja odpowiedziała na mobilizację Niemiec, ogłaszając własną. Wciągu kilkunastu dni doszło wEuropie do obwieszczenia 44 alarmów wojennych. Wszyscy byli gotowi. Wróżnych stolicach orkiestry inaczej podgrzewały atmosferę– jedne grały Die Wacht am Rhein, inne Marsyliankę, jeszcze inne God Save the King, asłowiańszczyzna śpiewała Ustaj, ustaj Serbine, Boże caria chrani. Do wojny przystąpiły 33 kraje. Niemal każdą armię święcili biskupi.

„Księża katoliccy wszystkich krajów– pisał wDzienniku Romain Rolland– przysposabiają wiernych do walki. Amette, kardynał Paryża, wydaje wojenny list pasterski; ito samo robią nie tylko biskupi niemieccy, ale także serbscy prawosławni biskupi na Węgrzech, zachęcający swych parafian do marszu na ich braci wSerbii…”52. Winnym miejscu pisarz gorzko komentował rolę Watykanu, odnotowując, że papież Pius X „nie jest zdolny skierować do swojej trzody słów protestu przeciwko wojnie”53.

Szwajcaria pozostała neutralna, niemniej przez jej niemiecką część przetaczały się głośne germanofilskie manifestacje. Działo się to już po ataku na belgijskie, zabytkowe miasto Leuven, gdzie spłonął obraz Rubensa54.

Wkinie wZurychu Hirszfeld oglądał mobilizację wkolejnych krajach europejskich; „ogarniała mnie często nieprzezwyciężona sympatia dla młodych izapalonych, przesuwających się po ekranie, którzy zojczyzną wsercu szli na śmierć”55– przyznawał. Zachłyśnięciu atmosferą wojenną uległ nawet Anatole France, który poczuł się szczęśliwy, gdy został przyjęty do wojska igłosił, że „inaczej umarłby zbólu”56.

Akobiety? Hanna Hirszfeldowa organizuje kursy dla pielęgniarek. Uczy Polki, które chcą wyjechać na front ipracować wlazaretach.

Winnej części Europy doktor chemii Clara Immerwahr, żona Fritza Habera, wpada wdepresję, widząc, jak jej mąż organizuje niemiecki przemysł wojenny, awjego laboratorium postępują prace nad gazami bojowymi. Chlor, najpierw zastosowany jako broń chemiczna, wydawał się strategom wojennym niewystarczający, przyszedł więc czas na fosgen (użyty wroku 1915) iiperyt. Clara Immerwahr nie uniesie wiedzy oskutkach działalności naukowej męża. Wkrótce popełni samobójstwo57.

Wiele kobiet weźmie udział wmisjach medycznych, czerpiąc wzór zAngielek, które wpołowie XIX wieku wyjechały na wojnę krymską, aby pomagać brytyjskim żołnierzom. Będą próbowały łagodzić skutki bezsensownych cierpień, wywołanych przez ambitnych generałów.

Zamęt iwalka

Belgrad nie przyjął ultimatum. Serbia zmobilizowała 450 tysięcy żołnierzy, ale większość szeregowców oprócz czapki ipłaszcza wojskowego nie dostała nawet munduru. Austriacy wkroczyli do Serbii 12 sierpnia 1914 roku. Armią dowodził generał Oskar Potiorek, ten sam, który jechał wsamochodzie pary arcyksiążęcej podczas zamachu inie zdołał na czas poinformować kierowcy ozmianie trasy przejazdu. Zupełnie pasuje to do historii opisywanych przez Haška wPrzygodach dobregowojaka Szwejka.

Sytuacja na froncie przypominała ruch wahadła. Początkowo atak sił austro-węgierskich został odparty– armia straciła 37 tysięcy żołnierzy. Oddziały serbskie weszły nawet do Bośni, ale wlistopadzie Potiorek rozpoczął ofensywę, której głównym celem było zdobycie strategicznego Valjeva. Liczyło ono zaledwie 10 tysięcy mieszkańców, ale miało duży węzeł kolejowy. Było zdobywane iodbijane.

Na początku grudnia Austriacy weszli do Belgradu, ale już po dwóch tygodniach Serbowie odzyskali kontrolę wswojej stolicy. Tylko po stronie austriackiej liczba ofiar wzrosła do 170 tysięcy.

Doniesienia zfrontu były jednoznaczne– armie ścigały się nawzajem, pogoda zmieniała okopy wrzeki błota, zwierzęta iżołnierze grzęźli podczas ataków iewakuacji, brakowało amunicji (może i dobrze). Armię serbską iczarnogórską(po przystąpieniu Czarnogóry do wojny) wyczerpywała nie tylko walka zbrojna, ale także niedożywienie iwielka epidemia tyfusu plamistego, nazywanego także durem plamistym. Trzeba zapamiętać nazwę tej choroby, aby zrozumieć XX wiek.

Wtakim momencie konfliktu bałkańskiego docent zUniwersytetu wZurychu postanowił pojechać do Serbii.

Przyjaciele

Od lewej: Stanisław Kiełbasiński, Ludwik Klocman, Szymek Belin, rok ok. 1910

Hirszfeld dołączył do doktora Klocmana, swojego szkolnego przyjaciela, który parę tygodni wcześniej pojechał na front bałkański. Od czasów gimnazjalnych, spędzonych wŁodzi, trzymali się razem– trzech najbliższych przyjaciół: Ludwik Klocman, Ludwik Hirszfeld iStanisław Kiełbasiński (nazywany przez nich Kinopą, słowem zIliady, oznaczającym „opoja opsich oczach”, awsłowniku staropolskim osobę bezwstydną).

Bella zcórką Hanią Klocman, rok 1912. Wkrótce dziewczynka będzie chodziła do przedszkola na Kremlu

Jeżeli po upływie wieku utrwalił się stereotyp, że młodzież żydowska ichrześcijańska nie odwiedzały się wzajemnie wdomach, to dzieje ich przyjaźni raczej przeczą takiemu wyobrażeniu. Kiełbasiński-Kinopa, syn zamożnego kowala, za pierwsze zarobione pieniądze wynajął dorożkę izaprosił dwóch najlepszych przyjaciół złódzkiego gimnazjum do swojego domu wTuszynie. Gimnazjaliści zabrali ze sobą także Bellę, młodszą siostrę Hanny, która nie bez powodu wspominała ten wyjazd przez całe życie.

Kiełbasiński adorował Bellę, apo paru latach chciał się znią ożenić, ale temu sprzeciwiła się Sara, choć nie jest jasne zjakiego powodu. Zakochany Kiełbasiński usiłował negocjować. Szukał poparcia, próbował nawet przekupstwa, mówił kuzynom: „jeżeli spowodujesz, że Bella za mnie wyjdzie, to kupię ci… aparat fotograficzny”.

Mimo wysiłków Kinopy Bella podporządkowała się Sarze, odrzuciła afekty iwyszła za mąż za Ludwika Klocmana (trzeciego zgrupy przyjaciół). Zamieszkali, podobnie jak Hirszfeldowie, najpierw wHeidelbergu, gdzie urodziła się ich córka, apotem wZurychu.

Ze Szwajcarii Klocman postanowił wyjechać na front bałkański.

Optymistów spotyka największe rozczarowanie

WZurychu wyjazdy lekarzy na front były odbierane zrezerwą.

„Jeśli chce pan popełnić samobójstwo, po co jechać tak daleko?”58, zapytał Ludwika Hirszfelda kolega zZakładu Higieny Uniwersytetu wZurychu, kiedy dowiedział się ojego planach podróży do Serbii. Przez Bałkany tam izpowrotem przetaczały się wówczas fronty pierwszej wojny światowej.

Irzeczywiście– powiedzieć, że była to ryzykowna decyzja, to za mało. Wpewnym sensie wykraczała poza swój czas iprzypominała współczesną mobilizację „Lekarzy bez Granic”. Nie bez znaczenia dla tej decyzji wydaje się fakt, że wielu ówczesnych medyków traktowało front jak wielkie pole doświadczalne medycyny. Sam Hirszfeld dał się ponieść panującej atmosferze, pisał: „wówczas poczułem ów zew krwi, ową pobudkę bojową”59. Winnym miejscu przyznawał, że tą pobudką były „ludzkie cierpienia”60. Swoją gotowość ichęć podjęcia pracy na froncie zaoferował Serbom iwkrótceudał się na Bałkany. Była wiosna 1915 roku.

Na początku podróży towarzyszyła mu Hanna, która pojechała zmężem do Florencji, apóźniej wróciła do Zurychu, podczas gdy Ludwik przedostał się na północ Włoch, aby zBrindisi popłynąć do Grecji. Po krótkim przystanku w