Strona główna » Obyczajowe i romanse » Jedna noc nie wystarczy (Gorący Romans)

Jedna noc nie wystarczy (Gorący Romans)

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 9788327644466

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Jedna noc nie wystarczy (Gorący Romans)

Gabe ma dość. Senior rodu pod groźbą wydziedziczenia zmusza go do zawarcia małżeństwa. Gabe postanawia wziąć ślub, ale tylko z Brianne, której bezgranicznie ufa. Podpiszą obopólnie korzystną umowę, a za rok wezmą rozwód. Nie wie, że po ich pierwszej wspólnej nocy to on zapragnie, by z nim została...

Polecane książki

Hamburg, 1946 rok. Do zniszczonego wojną miasta przyjeżdża brytyjski pułkownik Lewis Morgan, który ma nadzorować odbudowę zdewastowanego Hamburga. Ponieważ jest na uprzywilejowanej pozycji zwycięzcy, rekwiruje piękną posiadłość nad brzegiem Łaby, gdzie ma zamieszkać z żoną i jedynym synem, który prz...
Dzieci - te mniejsze i te większe - czasami się buntują, a swoją niezgodę na świat wyrażają w najrozmaitszy sposób: robią coś z włosami i ubraniami, słuchają "dziwnej" muzyki, na autorytety wybierają podejrzane indywidua, a czasami, jak bohaterka "Klary Wierszokletki", tracą zdolność mówienia prozą ...
"Lubieżny telepata. Fantastyczne opowiadania o lekkim zabarwieniu erotycznym", to zbiór tekstów, w których główne miejsce zajmuje utwór pt. "Lubieżny telepata" to nic innego jak zapowiedź moich powieści, gdyż każdy z utworów zawartych w tym zbiorze ma swoją kontynuację prozatorską. W najbliższym okr...
„Aktorzyca” to portret wybitnej polskiej aktorki Emilii Krakowskiej - poznanianki z urodzenia, warszawianka z wyboru. Publiczność pokochała ją za Reymontowską Jagnę, Malinę z opowiadania Iwaszkiewicza, Marysię z „Wesela” i panią Dulską Zapolskiej. Bohaterka książki opowiada czytelnikom o wielkiej mi...
W 1840 roku Charlotte Brontë rozpoczęła pisanie pełnej namiętności opowieść o panu Ashworth, niezwykle krewkim dżentelmenie, potrafiącym w ciągu kilku lat stracić i odzyskać fortunę. Po śmierci ukochanej żony pozostaje mu córka wychowywana na pensji. W momencie, kiedy dziewczyna wrac...
Publikacja stanowi kompleksowe i wielopłaszczyznowe omówienie problematyki związanej z działalnością socjalna pracodawców, czyli zasad tworzenia, prowadzenia i wydatkowania środków pochodzących z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Autorki w praktyczny sposób omawiają stosowanie przepisów ust...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Joanne Rock

Joanne RockJedna noc nie wystarczy

Tłumaczenie:Krystyna Rabińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Romantyczne zauroczenie Brianne Hanson szefem, Gabe’em McNeillem, prysło, gdy poprowadził inną kobietę do ślubu. I nie powróciło, kiedy się z nią rozwiódł. Niemniej od czasu do czasu jakaś iskra owej fascynacji dawała jeszcze o sobie znać. Właśnie tak zdarzyło się dzisiaj.

Brianne miała do Gabe’a kilka pytań, postanowiła więc zajrzeć do starej szopy, w której urządził sobie warsztat stolarski. Rok temu Gabe namówił ją, aby zajęła się urządzaniem ogrodów w jego hotelu Birdsong na Martynice i dał jej wolną rękę oraz całkiem spory budżet. Akceptował jej wizję, stosunki między nimi układały się więc dobrze. Łączyły ich interesy, nic więcej.

Czyżby?

Brianne stanęła w progu. Chwilę podziwiała wysportowaną sylwetkę i rzeźbione mięśnie ramion Gabe’a, kiedy w goglach ochronnych ręcznym strugiem wygładzał element starych łukowatych drzwi do holu jednego z bungalowów. W tle szumiał odpylacz filtrujący powietrze.

– Cześć, Brianne. – Gabe powitał ją z uśmiechem, odłożył hebel i wyłączył odpylacz. – Co cię do mnie sprowadza?

Przesunął gogle na włosy, odsłaniając błękitne oczy.

Tylko się na niego nie gap, upomniała się w duchu. Nie zapominaj, że to twój szef. Wystarczy, że jest twoim przyjacielem. Komplikacje sercowe nie są ci potrzebne, natomiast pensja jak najbardziej.

Brianne zamierzała sprowadzić z Nowego Jorku babkę, której zawdzięczała wszystko, a która mieszkała sama na Brooklynie i coraz bardziej potrzebowała opieki.

– Cześć. Pomyślałam, że może dojrzałeś do przerwy na lunch i mógłbyś pokazać mi plany bungalowu numer dwa.

Gabe odpiął pas z narzędziami i zawiesił go na kołku obok stołu.

– Chodzi ci o Bungalow Motyli? – zapytał i puścił do niej oko.

Wiedział, że Brianne nie aprobuje nazw bungalowów, jakie nowa agencja PR ponadawała wszystkim apartamentom i willom. Uważała, że bardziej pasują do parku rozrywki nastawionego na turystów.

– Tak. Może być nawet buduar. Jak zwał, tak zwał.

– Chodźmy. Ale najpierw wstąpimy do mnie po rysunki – rzekł i skręcił w stronę głównego budynku z dziesięcioma apartamentami z widokiem na Atlantyk. – Właśnie chciałem porozmawiać z tobą o pewnej zmianie planów. Część prac zlecę firmie zewnętrznej.

Otworzył drzwi z siatki przeciw owadom i przepuścił Brianne przodem. Jego jedenastomiesięczny synek, Jason, siedział w wysokim krześle, a opiekunka, pani Camille, krzątała się w małej kuchni. Gabe mieszkał w osobnej wilii na obrzeżach kompleksu hotelowego, tutaj urządził sobie tylko biuro i pokój zabaw dla Jasona.

– Firmie zewnętrznej? – zdziwiła się Brianne. Chyba źle zrozumiałam, pomyślała. – Od dwóch lat sam się wszystkim zajmujesz, w końcu to twój hotel, i jesteś najlepszym specjalistą na wyspie.

– Wejdź dalej, proszę – powiedział, położył jej dłoń na plecach między łopatkami i delikatnie popchnął. – Jeśli chce pani pójść na lunch – zwrócił się do opiekunki – ja zajmę się Jasonem.

– Dziękuję, ale proszę uważać, bo nasz aniołek jest dziś w psotnym nastroju.

– Dam sobie radę – zapewnił ją Gabe.

Brianne spojrzała na ciemnowłosego chłopczyka wyciągającego rączki do ojca. Gabe nachylił się nad nim i pocałował w czoło. Brianne serce się ścisnęło na ten widok. Jak matka mogła go porzucić!

Męża czy dziecko, przekornie odezwał się wewnętrzny głos.

Theresa Bauder spędziła z nimi zaledwie sześć miesięcy. Była piękną i utalentowaną piosenkarką, która po trzech latach niezbyt udanych prób zaistnienia na rynku muzycznym porzuciła marzenia o karierze i przyjechała na Martynikę. Brianne zazdrościła jej wszystkiego, od urody i elegancji do czystego słodkiego brzmienia głosu, kiedy wieczorami przy dźwiękach gitary akustycznej występowała na plaży.

Kiedy Theresa była w ciąży, zadzwonił do niej były menedżer z Nashville z wiadomością, że czołowy piosenkarz country chce nie tylko wykonać jeden z jej utworów, ale również nakręcić film o jej życiu. Chciałby, aby przyjechała do Los Angeles zagrać samą siebie.

Theresa rzuciła dom i męża i wyjechała. Wieść gminna głosiła, że Gabe pojechał za nią do Kalifornii tylko po to, aby czekać na narodziny dziecka, gdyż Theresa jasno dała mu do zrozumienia, że nie zamierza poświęcić kariery dla macierzyństwa. Z miesięcznym Jasonem wrócił na wyspę.

Brianne również pocałowała malca. W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy zaprzyjaźniła się z chłopcem. Tymczasem Gabe przerzucił pocztę.

– List do ciebie – rzekł i wręczył Brianne kopertę. Brianne rozpoznała pismo babci. Miała nadzieję, że Rose ma się dobrze. – Przepraszam, że mówię ci o tym w ostatniej chwili, ale wyjeżdżam do Nowego Jorku – ciągnął Gabe. Otworzył lodówkę, wyjął dwie butelki wody. – To dlatego zdecydowałem się zlecić prace firmie zewnętrznej. Zabieram z sobą Jasona. Nie wiem, kiedy wrócimy.

– Wyjeżdżasz?

Brianne ścisnęła w dłoniach zimną butelkę, aby nie okazać rozczarowania.

Oprócz tego, że Gabe ją pociągał, po prostu go lubiła. Uważała za najlepszego przyjaciela. Dał jej stałą pracę przy projektowaniu zieleni w swoim kompleksie hotelowym. Mogła rozwinąć skrzydła i zyskała stabilizację finansową.

– Tak. Spędzę trochę czasu z dziadkiem w Nowym Jorku. – Gabe pogrzebał w szufladzie, wyjął jakąś kartkę, potem podszedł do okrągłego stołu we wnęce jadalnej. – Siadaj – zaprosił.

– Z dziadkiem? Czyli z Malcolmem McNeillem, tak?

Z internetu dowiedziała się, że Gabe pochodzi z rodziny bogatych hotelarzy. Jego matka była kochanką Liama McNeilla, któremu urodziła troje dzieci. Kiedy Gabe miał jedenaście lat, ojciec ich porzucił. Trzech synów z prawowitego małżeństwa Liama mieszkało na Manhattanie.

– Owszem. – Gabe przysunął krzesełko Jasona bliżej stołu. – Dobrze mi tu, ale uważam, że powinienem zadbać o przyszłość Jasona. Ostatecznie też ma prawa do majątku McNeillów.

Wiadomość, że zostanie na wyspie sama, zasmuciła Brianne. Lubiła pracować z Gabe’em. Lubiła pracować dla niego. Bez Gabe’a i Jasona zrobi się wokół niej pusto.

– Wyjeżdżasz na stałe? – zapytała. Starała się nadać głosowi naturalne brzmienie.

– Nie. – Gabe usiadł przy stole. – Tylko dopóki nie zdołam przekonać dziadka, że warunki, jakie określił w testamencie, są z epoki prehistorycznej.

– Nie rozumiem. Jakie to warunki?

– Zastrzegł, że aby otrzymać spadek, każdy ze spadkobierców musi pozostawać w związku małżeńskim przez przynajmniej rok. – Gabe położył na stole kartkę, którą wyjął z szuflady.

Brianne zobaczyła, że jest to rysunek bungalowu, o który pytała, lecz teraz jej myśli zaprzątało zupełnie co innego.

– Nie wiem, czy to pierwsze objawy demencji starczej, czy po prostu dziwactwo. Na moim przykładzie wyraźnie przecież widać, że małżeństwo nie jest najlepszym pomysłem na życie.

Twarz mu spochmurniała jak zawsze, kiedy wspominał o byłej żonie.

– Czyli ty nie możesz dziedziczyć po nim, bo twoje małżeństwo trwało za krótko, tak?

– Uhm. – Gabe wypił duży łyk wody z butelki. – Nigdy nie ożenię się powtórnie, ale czy to ma znaczyć, że Jason nie powinien dziedziczyć tego, co mu się należy? To nie fair wobec niewinnego dziecka. Dlatego odwiedzę rodzinę w Nowym Jorku i przekonam dziadka, aby wprowadził poprawkę gwarantującą Jasonowi prawo do spadku.

Wyciągnął rękę i zmierzwił chłopcu włosy. Brianne z rozczuleniem spojrzała na nich obu. Wiedziała, że Gabe, mężczyzna niezwykle pociągający, nie zamierza angażować się w nowy związek. Jeszcze nie. Cóż jej pozostaje?

Tylko przyjaźń.

– Spędzimy trochę czasu na Manhattanie. Co najmniej kilka miesięcy. Mam tu gdzieś szkice… – Przerzucając kartki, ponownie trafił na list z Nowego Jorku. – Nie przeczytasz? – zapytał. – Twoja babcia rzadko teraz pisze.

– Masz rację – odparła. – Trudno jej utrzymać pióro w ręku, bo artretyzm niestety robi postępy.

– Czyli musiała mieć ważny powód, skoro napisała – stwierdził Gabe.

Brianne otworzyła kopertę, wyjęła list i przebiegła go wzrokiem. Ostatni akapit ją zelektryzował.

„Miałam wczoraj na ulicy niemiłą przygodę z młodym chuliganem. Nic mi nie jest, ale teraz wyjście do sklepu to będzie mała wyprawa. Jeśli twoja propozycja załatwienia zakupów z dostawą do domu jest nadal aktualna, chętnie z niej skorzystam. Na ten tydzień mam dość zapasów, więc się nie martw”.

– O Boże! – wyrwało się Brianne.

Rose, najważniejsza osoba na świecie, jest sama, została napadnięta, a ona sadzi kwiatki, mieszka na rajskiej wyspie i marzy o mężczyźnie, który jest poza jej zasięgiem.

– Co się stało? – zaniepokoił się Gabe.

– Muszę jechać do domu – oświadczyła Brianne, wstając. – Teraz. Zaraz.

– Zaczekaj! – zawołał Gabe.

Gdyby jej nie przytrzymał, potknęłaby się i upadła. Zbladła, miała łzy w oczach.

– Muszę do niej jechać. Ktoś na nią napadł i ją pobił.

– Twoją babcię?

Brianne podała mu list.

– Przeczytaj. – Podczas gdy Gabe czytał, Brianne wyjęła komórkę z kieszeni bojówek. – Oszczędzałam, aby ją tu sprowadzić. Byłyśmy umówione na rozmowę wideo w ten weekend i miałam zamiar jej o tym powiedzieć. Powinnam dzwonić codziennie. Spróbuję teraz…

W słuchawce odezwał się nagrany głos Rose, potem sygnał poczty głosowej. Brianne rozłączyła się, po chwili spróbowała ponownie połączyć się z Nowym Jorkiem, ale znowu bez skutku.

– Poprosimy kogoś, żeby tam pojechał – powiedział Gabe. – Najlepiej pielęgniarkę środowiskową.

Brianne nagrała wiadomość z prośbą o jak najszybszy kontakt i oparła się ciężko o stół.

Gabe żałował, że tak mało wie o niej i jej rodzinie. Dzieciństwo miała ciężkie, a kiedy skończyła dwanaście lat, babka za wszystkie oszczędności wysłała ją na Martynikę z przyjaciółką, która przechodziła na emeryturę i wracała na wyspę. Ta obca kobieta dopilnowała, aby Brianne skończyła szkołę i pomogła jej zapisać się na naukę u miejscowego ogrodnika.

Gabe podziwiał umiejętności Brianne i jej zaangażowanie w pracę, ale zaabsorbowany własnymi sprawami, nie zwracał uwagi na subtelne sygnały, że między nimi iskrzy. Teraz jednak, gdy chcąc pocieszyć Brianne, objął ją i oparł podbródek o jej głowę, poczuł zapach jej włosów, kwiatowy jak ogród, który codzienne pielęgnowała, a pod roboczym ubraniem kobiece kształty. Przeszedł go dreszcz podniecenia.

– Nie ma z nią nikogo bliskiego – odparła, kręcąc głową. – Wendy, moja macocha, która z nią mieszkała, poznała kogoś i miesiąc temu się wyprowadziła. Tak się o nią martwiłam…

– Poszukam telefonu agencji i załatwię opiekunkę – oznajmił Gabe.

Miał nadzieję, że Camille zaraz wróci i będzie mógł poświęcić całą uwagę Brianne.

Brianne w najgorszych chwilach była dla niego oparciem, w życie Jasona wnosiła słońce i radość. Dzięki niej nie czuł aż tak silnych wyrzutów sumienia, że nie potrafi zapewnić małemu matki. Theresa nigdy nie miała czasu dla synka mimo jego licznych propozycji zawiezienia Jasona do Nowego Jorku, aby mogła go zobaczyć. Zaplanowała spotkanie dopiero w walentynki, podczas sesji zdjęciowej dla magazynu muzycznego. Jak gdyby dziecko było rekwizytem!

– Nie. – Brianne wysunęła się z jego objęć. – To moja sprawa, nie twoja. Ale dziękuję za propozycję. – Znowu wyjęła telefon i wystukała numer. – Chociaż rzeczywiście to dobry pomysł, aby kogoś tam wysłać…

– Może nie będziesz musiała lecieć do Nowego Jorku, kiedy się dowiesz, że sytuacja jest pod kontrolą? – Wiedział, że ma złe wspomnienia z domu i nie chciał widzieć jej nieszczęśliwej. – Pielęgniarka środowiskowa będzie ją odwiedzała, a ty spokojnie przygotujesz przeprowadzkę.

– Wsiadam w najbliższy samolot – odparła, przesuwając palcem po ekranie smartfonu. – Mam nadzieję, że rozumiesz sytuację i dasz mi urlop.

– Oczywiście. – Nie chciał, aby się martwiła o posadę. Nie wyobrażał sobie hotelu i ogrodów bez niej. – Praca będzie na ciebie czekała.

– Dzięki. Spakuję się i pojadę na lotnisko. Może uda mi się załatwić bilet jeszcze na dziś.

– To nie najlepszy pomysł – stwierdził.

Chciał jej jakoś pomóc. Nigdy o nic nie prosiła. Ciężko pracowała, aby hotel wypiękniał. Po rozstaniu z Theresą była dla niego pocieszeniem.

– Muszę lecieć – upierała się. Jeszcze nigdy nie słyszał, aby mówiła z taką pasją. – Ktoś zrobił jej krzywdę. Ma osiemdziesiąt lat. Wszystko jej zawdzięczam.

Nie puści jej samej. Nie w takim stanie.

– I tak miałem zamiar lecieć do Nowego Jorku – zauważył. – Polecimy razem. Dziś wieczorem. Naszym prywatnym samolotem.

– Nie możesz tego zrobić – zaprotestowała. – Masz syna, myśl o nim. – Z czułością spojrzała na chłopca. –

Nie możesz zakłócać jego rytmu dobowego.

Gabe kątem oka dostrzegł za oknem wracającą Camille.

– Dziadek już od kilku miesięcy usiłuje namówić mnie i braci do spędzenia z nim czasu – wyjaśnił. Wziął Jasona na ręce i pocałował. – Mogę przyspieszyć wyjazd. Cam, mój brat przyrodni, dał mi telefon do miejscowego pilota, który w godzinę załatwi formalności. Jeśli chcesz dziś lecieć do Nowego Jorku, zaraz się z nim skontaktuję.

Kiedy Camille weszła do pokoju, Gabe oddał jej Jasona i poprosił o spakowanie ubranek na dwa tygodnie. Planował dłuższy pobyt w Nowym Jorku, ale wszystkie potrzebne rzeczy kupi na miejscu.

– Nie wiem, jak ci się odwdzięczę – rzekła Brianne.

– Nie musisz. – Wyszli na zewnątrz. – Powiedziałem, że lecę do Nowego Jorku, więc byłoby bez sensu podróżować oddzielnie. To ja jestem twoim dłużnikiem. Nigdy nie zaprotestowałem, kiedy pracowałaś w nadgodzinach. Birdsong zawdzięcza tobie więcej niż komukolwiek innemu. Twoja kolej przyjąć coś ode mnie.

Brianne namyślała się chwilę, w końcu gestem poddania się uniosła ręce.

– Przez wzgląd na babcię Rose podziękuję ci i pójdę się spakować.

– Świetnie. – Gabe w myśli układał już listę spraw do załatwienia. Telefon do pilota, potem do opiekunki, która poleci z nimi. – Dam ci znać, jak otrzymam potwierdzenie, o której startujemy. W Nowym Jorku będzie czekał samochód. Odwiozę cię na miejsce.

– Dzięki.

Brianne odeszła, a Gabe odprowadził ją wzrokiem. Pragnął zrobić dla niej znacznie więcej, zaproponować wsparcie finansowe, gdyby musiała płacić za opiekę medyczną albo pokryć koszty przeprowadzki, lecz na razie nie wspomniał o tym.

Brianne jest dumna i wrażliwa. Łatwo ją urazić. Podczas lotu będzie mnóstwo czasu na rozmowę.

W pracy tworzą zgrany tandem, dlaczego nie mogliby przenieść dobrych relacji na życie prywatne? Szczególnie że oboje mają za sobą ciężkie przejścia.

Pomysł wydał mu się bardzo kuszący.

ROZDZIAŁ DRUGI

Brianne chodziła tam i z powrotem przed swoim małym domkiem obok ogromnego drzewa figowego, pochylonego przez wiatry. Walizka, do której naprędce wrzuciła trochę rzeczy, stała na drewnianym ganku. Zmierzchało się.

Aby się uspokoić przed przyjazdem Gabe’a, Brianne wzięła głęboki oddech, potem nachyliła się i odgarnęła spadłe liście z kutej żelaznej tablicy, ostatniego prezentu od przyjaciółki babci, Carol.

Na tablicy widniało chińskie przysłowie: Gdy korzeń tkwi głęboko, nie ma powodu lękać się wiatru.

Brianne rozumiała to przesłanie – ma polegać na korzeniach, które Carol pomogła jej zapuścić na Martynice, i wartościach, jakie babcia zdążyła jej wpoić, zanim jej świat rozpadł się na kawałki. Matka Brianne była narkomanką. Opuściła rodzinę, kiedy jej diler przeniósł się do Miami, zostawiając ośmioletnią córkę z ojcem mającym alergię na pracę, ale nie na kobiety.

W niedługim czasie zamieszkała z nimi dziewczyna ojca z dziećmi z poprzednich związków i kolejnym, już ich wspólnym. Gdyby nie darmowe posiłki w szkole, Brianne umarłaby z głodu, gdyż nikt nie dbał o jej jedzenie, nie wspominając o butach czy ubraniu. Ale kiedy skończyła jedenaście lat i weszła w okres dojrzewania, nagle zauważono, że w domu rośnie kobieta…

Rozległ się chrzęst żwiru pod kołami samochodu i Brianne odpędziła od siebie wspomnienia. Dwie godziny temu Gabe przysłał jej esemesa z wiadomością, że wylatują o dziewiętnastej i uprzedził, że przyjedzie po nią kwadrans przedtem.

Brianne wzięła walizkę i okrążyła dom. Gabe otwierał bagażnik SUV-a.

– Jakieś nowe wiadomości? – zapytał, kiedy ją zobaczył.

– Nie. Rose nie odbiera telefonu, nie odpowiada na esemesy.

Brianne coraz bardziej się denerwowała.

– Prosiłaś kogoś, aby pojechał tam sprawdzić, co się dzieje?

– W agencji powiedzieli, że dziś już nie zdążą zorganizować wizyty domowej, bo jest za późno. Radzili zwrócić się do policji, jeśli niepokoję się o jej bezpieczeństwo.

– Dzwoniłaś na policję?

Ich spojrzenia spotkały się. Brianne zdała sobie nagle sprawę z bliskości Gabe’a i ciarki przebiegły jej po skórze. Kiwnęła głową, starając się nie myśleć o tym, jak Gabe cudownie pachnie i jak elegancko wygląda w granatowych dopasowanych spodniach i marynarce, białej koszuli bez krawata i mokasynach.

Podróżując z szefem, sama również starła się ubrać elegancko. Włożyła najlepsze dżinsy i luźną bluzkę w pomarańczowe i żółte kwiaty, w której czuła się dobrze.

– Tak. Chciałam się dowiedzieć, czy babcia zgłosiła napad. Nie zgłosiła. Kiedy poprosiłam, aby pojechali do niej, obiecali wysłać patrol, ale dopiero jutro rano.

– My będziemy szybciej – zapewnił ją Gabe. – To twój cały bagaż? – zapytał, wziął od niej walizkę i umieścił w bagażniku.

– Tak.

Brianne zajrzała do wnętrza samochodu. Na tylnym siedzeniu obok fotelika Jasona zobaczyła córkę Camille, Nadine. Wymieniły pozdrowienia.

Gabe otworzył dla niej drzwi z przodu.

– W Nowym Jorku powinnaś zatrzymać się u mnie – powiedział. – Mój brat przyrodni, Ian, wyjechał z żoną na miesiąc i pozwolił mi korzystać z pięciopokojowego apartamentu w hotelu w centrum. Gdybyś czegoś potrzebowała, konsjerż…

– Nie, nie, dziękuję – Brianne nie pozwoliła mu dokończyć. Duma jej nie pozwalała nadużywać jego uprzejmości. – Już i tak wiele dla mnie zrobiłeś.

Odwróciła się i poklepała Jasona po pulchnej nóżce.

– Gaa! – odpowiedział chłopczyk.

Jakie słodkie dziecko, pomyślała. Ma włosy i oczy ojca. Jak Theresa mogła zrzec się praw rodzicielskich?

Gabe zajął miejsce za kierownicą i ruszyli.

– Wiesz, że odkąd przyjechałam tu czternaście lat temu, nie leciałam samolotem? – odezwała się Brianne.

Starała się zatrzeć złe wrażenie po tym, jak odmówiła skorzystania z zaproszenia Gabe’a do zamieszkania razem z nim w apartamencie brata. Obawiała się, że ich wzajemne relacje stałyby się zbyt bliskie.

– Boisz się latać? – zapytał.

Teraz boję się siedzieć zbyt blisko ciebie, odpowiedziała w myślach. Jego uprzejmość i troska zbyt szybko rozbrajały jej wszystkie mechanizmy obronne.

– Raczej nie. – Niewiele pamiętała z tamtej podróży. Prawie całą drogę przepłakała. – Przeżywałam ogromny stres, bo czułam się wyrwana ze swojego świata. Ale powinnam już dawno temu pojechać do domu.

– Cieszę się, że lecisz ze mną – oświadczył.

Była to uwaga zdawkowa, jak podczas zwykłej rozmowy towarzyskiej, lecz od chwili, gdy ją objął, aczkolwiek jedynie w celu pocieszenia po otrzymaniu złej wiadomości, Brianne silnie reagowała na każde słowo i gest Gabe’a.

– Miło, że tak mówisz, ale nie wyobrażam sobie, aby było ci łatwo w kilka godzin zamknąć wszystkie sprawy w hotelu. – Odwróciła się do Nadine. – Też musiałaś być zaskoczona tym nagłym wyjazdem.

– Codziennie pytałam mamę, kiedy pan McNeill będzie gotowy do wyjazdu. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę Nowy Jork. – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. – Już dwa tygodnie temu zaczęłam się pakować.

– Widzisz? – Gabe skręcił w kierunku lotniska. – Wyjazd i tak by nastąpił, ty tylko dałaś nam hasło do drogi. Inaczej jeszcze z tydzień bym się grzebał z tą drewnianą framugą.

Brianne z ochotą uchwyciła się nowego tematu.

– Pięknie ją odrestaurowałeś.

– Och, to taka odskocznia. Hobby, któremu poświęcam zbyt wiele uwagi. – Twarz mu spoważniała, gdy to mówił. – Teraz, kiedy zostałem ojcem, powinienem mniej czasu poświęcać na przyjemności i skupić się na pracy oraz zabezpieczeniu przyszłości Jasona.

Dojechali na miejsce. Nadine zajęła się Jasonem, Gabe zaczął wyjmować bagaże. Brianne poszła mu pomóc.

– Masz rzadki talent – rzekła. Jeszcze nie widziała, aby ktoś konserwował stare meble i elementy drewniane z taką pieczołowitością. – To wymierający zawód. Sztuka.

– Wymierający nie bez powodu – odparł Gabe. Ruszyli za portierem z wózkiem bagażowym w stronę białej cessny z opuszczonymi schodkami. – Niewielu ludzi docenia autentyczne detale, skoro w supermarkecie można kupić gipsowe dekoracje za ułamek ich ceny.

Podczas gdy witał się z pilotem, Brianne zastanawiała się nad tym, co usłyszała. Nie podejrzewała, że tak łatwo zrezygnuje z rzemiosła, które latami doskonalił. Może nie zna go aż tak dobrze, jak jej się wydawało? Może i jej zawód to dla niego tylko hobby?

Odsunęła od siebie te pytania. Najważniejsza jest Rose i o nią się teraz martwiła. Usiadła w fotelu, zapięła pas i starała się skupić na instrukcjach stewardesy. Do dyspozycji mieli bar, Wi-Fi, telewizję i zimny bufet.

Gabe podziękował dziewczynie, później zaprowadził Nadine i Jasona do kabiny z tyłu samolotu, a kiedy wrócił, zajął miejsce obok Brianne. Pilot zniknął w kokpicie, niedługo potem wystartowali.

Brianne wróciła do przerwanej rozmowy.

– Nie mogę uwierzyć, że tak lekceważąco wyrażasz się o swoim rzemiośle. Co z projektowaniem i pielęgnacją ogrodów? To też wymierający zawód?

– Oczywiście że nie – żachnął się.

– Przecież można kupić pierwsze lepsze drzewko w markecie ogrodniczym i wetknąć je w ziemię. Komu potrzebne piękno i wyrafinowana stylistyka, skoro można sporo zaoszczędzić?

Samolot osiągnął wysokość przelotową. Ciemność za oknem gęstniała, światło w kabinie przygasło.

Gabe zapalił lampkę do czytania nad wolnym fotelem naprzeciwko nich. Dopiero wówczas Brianne zobaczyła, że przygląda się jej z uwagą.

– Sądzisz, że mnie chodzi tylko o pieniądze? – zapytał.

– Tak to zabrzmiało. Jak gdyby twoje umiejętności manualne były mniej ważne od zarabiania pieniędzy u boku takiego tytana biznesu jak Malcolm McNeill.

Już gdy to mówiła, zaczęły ją ogarniać wątpliwości, czy rzeczywiście dobrze zrozumiała Gabe’a.

– Mam syna, o którym muszę myśleć. Jego przyszłość jest ważniejsza od każdej posady, pasji czy hobby – oświadczył z naciskiem.

– Rozumiem. – Nie kłamała. – I doceniam, szczególnie wobec beztroski, z jaką niektórzy podchodzą do swoich obowiązków rodzicielskich. – Wzięła głęboki oddech. – A gdybyś nauczył go, że sukces można odnieść również robiąc to, co sprawia przyjemność?

Spojrzenie, jakie Gabe jej rzucił, przyprawiło ją o zimny dreszcz.

– Pytasz, czy chcę nauczyć Jasona, że można uciec od obowiązków dla przyjemności, która kusi innością i blichtrem? – Zamilkł i wygładził rękaw marynarki. – Jego matka odwróciła się od rodziny, bo dostała szansę, aby zostać sławną. Ja na pewno nie dokonam równie egoistycznego wyboru!

Tytuł oryginału: For the Sake of His Heir

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2018

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2018 by Joanne Rock

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin (nazwa serii) są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327644466

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.