Strona główna » Dla dzieci i młodzieży » Każdy pies ma swego kota

Każdy pies ma swego kota

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-63673-01-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Każdy pies ma swego kota

Kolejna część przygód sympatycznego psa Ciapka.

Pełna humoru opowieść dla najmłodszych, która daje głos naszym niemym przyjaciołom - zwierzętom.

W domu pojawia się śliczna kotka, która od razu zdobywa względy lokalnych kocurów. Jak przepędzić natrętnych gości?

Polecane książki

Doktor Michel Cohen jest jednym z najpopularniejszych (i najmodniejszych!) amerykańskich pediatrów. Jego nowojorska klinika oblegana jest od lat przez dzieci i rodziców, cieszy się ogromnym uznaniem wśród gwiazd i celebrytów. Wszystko na temat rozwoju dziecka, odżywiania, zaburzeń snu; rozwiane wątp...
Pościgi samochodowe, policyjny helikopter, bomba i skradziony starodruk - wbrew pozorom to nie film akcji a najnowsza powieść Dariusza Rekosza. W ręce Kaśki Góreckiej wpada niezwykle cenna książka pochodząca z XVIII wieku. Miała być sprzedana na czarnym rynku, jednak dziewczynie udało się wykraść ją...
Autorzy publikacji w 5 rozdziałach przekazują wartościowe rady, poparte licznymi przykładami, co do zasad działania i postępowania przy sporządzaniu dokumentacji emerytalno-rentowej oraz odpowiadają na wątpliwości i rozterki pracodawców w związku z ubieganiem się pracowników o emerytury i renty....
„Przygody ze św. o. Pio” to wspomnienia, których zaranie i zakończenie stanowi Adwent Świąt Bożego Narodzenia. Akcja wiedzie poprzez Wielki Post… pątniczy szlak i… zwyczajną szarą codzienność....
Dwóch młodych skautów kochających życie obozowe zostaje uprowadzonych przez ducha prastarej puszczy. Po strasznej burzy Kuba i Maksym zamieszkują w starej leśniczówce, która powoli odkrywa swoje najskrytsze tajemnice. W tym czasie opiekują się rannymi leśnymi zwierzętami wskazanymi im przez ducha pu...
Cassandra Williams po ośmiu latach nieobecności przylatuje do rodzinnego domu w Singleton (Zachodnia Australia) na odczytanie testamentu swojego wujka Denisa, który umarł od ukąszenia przez węża. Już pierwszego wieczoru po przylocie wokół Cassandry zaczynają dziać się dziwne, wręcz niewytłumaczalne ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Małgorzata Leczycka

A kiedy ostatnia godzina przyjdzie na człowieka, to na progu tego drugiego wszechświata będą nań czekać te wszystkie zwierzaki, które znał. Będą swym zwyczajem machać ogonami i wpatrywać się w Boskie Oblicze. A w ich spojrzeniach będzie zawarta niema prośba: Panie Boże, my wiemy, że to grzesznik, ale nie bądź zbyt surowy. On był dla nas dobry.

Balbina i Elza

Nareszcie w domu! A tu ogród jest taki piękny, że nie rozumiem, dlaczego nasz pan wywozi wszystkich na wakacje do lasu. Trzy drzewa są wysokie i pełne gałęzi, na które, niestety, pieski raczej nie wchodzą. Za to dokoła płotu rosną gęste krzewy, w których mamy swoje dołki. I to osobiste dołki. Do mojego nie wchodzi Diana, a ja nie ośmielam się do jej nawet zajrzeć. Żaden też psi przybłęda nie ma prawa się w nich wylegiwać. Kiedy tylko pan zatrzymał przed garażem swoje volvo, pognałem przywitać się z krzakami i wykopaną pod nimi jamą. Fiu, fiu, coś mi tu nie pasuje. Jak tylko wciągnąłem powietrze z jamy, kogoś wyczułem. Z pewnością to nie pies, nie kot, nie jeż, więc gwałtowniej poruszyłem nosem i pokazałem swój najpiękniejszy uśmiech – jak mówi Kasia – od ucha do ucha.

– No, wyłaź, Anatol. – powiedziałem do ciemnej nory. – Wyłaź przyjacielu, już dość tego wylegiwania się w nie swoim domku.

Po chwili ujrzałem dwie cieniutkie łapy, i jeszcze kilka, i gruby tułów pająka Anatola. Aż kichnąłem, gdy doleciał do mojego nosa jego ostry zapach.

– Powinieneś, stary, częściej się myć, albo chociaż używać dezodorantu. Muszę po tobie dokładnie wywietrzyć swoją jamę. – powiedziałem i zapytałem, jak się czuje, czy wszystko u niego w porządku, jak się miewa pani Anatolowa i małe Anatolki. A że u pająka sytuacja się nie zmieniła, wciąż był szczęśliwym mężem i ojcem, więc wszedłem do jamy, a pająk udał się w kierunku swego domu na drzewie. Bąkał coś pod nosem, że szkoda, że to ja go obudziłem, a nie mucha Antonina. Pająk usiłuje złapać to tłuste babsko od niemal dwóch lat, ale niestety, bez rezultatu. Gdy pająk dochodził do drzewa, odwrócił się w moją stronę, bo właśnie przypomniał sobie, o co chciał zapytać.

– Jak tam psie było na wakacjach? – usłyszałem pytanie pająka, który sam sobie odpowiedział. – Było dobrze, widać to po twojej wypoczętej mordzie.

Spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem nie tylko gramolący się po drzewie tułów, ale i coś podejrzanego pod drzewem.

– Już dojrzałeś? – zapytał pająk i dodał. – Tak, tak, pod wasz płot sprowadziły się koty. Są nawet miłe, ja się z nimi już zaprzyjaźniłem.

– Co!? – wrzasnąłem. – Mam się zaprzyjaźnić z kotami! Opowiadasz brednie! W życiu, nigdy, żadnej przyjaźni z kotami nie będzie! Nigdy! – prychnąłem, a ślina wyskoczyła z mojej mordki na jakieś pół metra. – Śmierć kotom!

A że właśnie Kasia stanęła na balkonie, udałem, że się zakrztusiłem, zacząłem kasłać, chrząkać, prychać, wysuwać język, wybałuszać oczy i wreszcie padłem zmęczony na trawę.

– Ciapciu, co jest? Co się stało? – zapytała Kasia.

Wyrzuciłem z siebie masę niepotrzebnego powietrza, aż sam się zdziwiłem, że potrafię gwizdać, po czym spojrzałem na Kasię i powiedziałem:

– Chcesz wiedzieć, co się stało? Otóż zobacz, pod płotem są koty! Rozumiesz, koootyyy! – zawyłem przeciągle i podbiegłem do płotu.

– Widzisz, tu są kocie futerka i to aż dwa! Masz pojęcie, co to oznacza? Diana, gdzie jesteś! – wrzasnąłem na całe osiedle. – Mamy koty! Hańba temu domowi! Gdzie jesteś!

Szkoda, że psy nie używają telefonów komórkowych, może bym ją szybciej znalazł, pomyślałem.

Kiedy Kasia poszła do kotów, zrezygnowany położyłem się w swoim dołku, tyłem do niej, oczywiście, tyłem do kotów i tyłem do wszystkich problemów, które miałem i mogłem mieć.

Kiedy otworzyłem oko, Kasia szła z dwoma kotami w kierunku domu i przemawiała do nich czule. Popatrzyłem z politowaniem na tę całą scenę, westchnienie uciekło mi z pyska, przewróciłem się na drugi bok, żeby nie widzieć domu. – Hi, hi, hi…. – usłyszałem śmiech pająka. – Powiększyła ci się rodzinka, co? Gratuluję. – powiedział i szybko ukrył się wśród liści.

Z całą pewnością połknąłbym go żywcem, gdyby mi się tylko chciało, oczywiście.

No, więc tak. Koty były w domu. Nie to, że miały być, ale już były. W kuchni na stole leżało moje posłanie, moje, z mojego dzieciństwa. Miałem kiedyś taką piękną budkę z kolorowego materiału. Ale kiedy z niej wyrosłem, Kasia zaniosła ją do garażu i powiedziała, że może się jeszcze przydać. No i właśnie przydała się. Siedziały w niej dwa kocie futerka, a Kasia podtykała im pod nos pokrojone drobno mięsko. Trudno było mi na to patrzeć, cały mój żołądek zwijał się w trąbkę i miałem okropne bóle w okolicy serca.

– Ojej, ojej, ojej… – jęknąłem – mam zawał, Kasiu, ratuj mnie… ojej, ojej, ojej…

– Ciapciu, nie histeryzuj. – usłyszałem spokojny głos Kasi.

– Ja histeryzuję, ja, jak możesz mnie o coś tak wstrętnego

podejrzewać! – krzyknąłem. – Ja… ja… mam zawał. Nie chcesz mnie ratować, to nie, będziesz mnie miała na sumieniu.

– Co się tu dzieje?! – zapytała Diana swoim profesorskim głosem, stając w progu. – Ciapciu, to jakieś nowe przedstawienie? A jaki ma tytuł?