Strona główna » Styl życia » Kilimandżaro i Mount Meru

Kilimandżaro i Mount Meru

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7136-164-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Kilimandżaro i Mount Meru

Przewodnik dostarcza wielu wskazówek nie tylko o tym jak zorganizować wyprawę na najwyższy szczyt Afryki, lecz także zawiera opisy tras wiodących na inny pobliski i znany wierzchołek – Mount Meru. Książka ta zawiera solidną porcję wiedzy na temat opisywanego regionu. Autor zadbał by wyposażyć czytelnika w informacje konieczne do przeprowadzenia niezapomnianego, a zarazem przyjemnego trekkingu.

Polecane książki

Zmęczony/a opasłymi książkami wyjaśniającymi tajemnice języka angielskiego w sposób zawiły i niezrozumiały? Masz egzamin i chcesz w znaczący sposób podnieść swoje kompetencje językowe? Chciałbyś/chciałabyś podszlifować swoją znajomość angielskiego, jednakże nie dysponujesz wielkimi zasobami pieniężn...
W prezentowanym tomie autor, pionier badań nad twórczością, zwłaszcza w kontekście edukacyjnym, zbiera wyniki swoich dotychczasowych refleksji. Czytelnik otrzymuje unikatową na polskim rynku publikację o twórczości, która zawiera opisy i analizę procesów twórczych, refleksję nad pedagogiką ich inspi...
Unikatowa na rynku wydawniczym publikacja dotycząca prawa ubezpieczeń społecznych, która uwzględnia ostatnie regulacje dotyczące zasad poboru i ewidencji składek pobieranych na ubezpieczenia społeczne (e-składka) oraz elektronizacji akt pracowniczych (e-akta), wprowadzone w styczniu 2018 r. i styczn...
Tamtego lata w Bułgarii   Łucja, historyk sztuki z Warszawy, po wielu latach postanawia ponownie pojechać do Bułgarii. Kiedyś przeżyła tam wielką miłość, która trwała kilka lat. Ale tylko w listach. Teraz Łucja planuje spotkanie z Borysem. Nie wyobraża sobie, że i tym razem mogliby s...
O Tatianie Polakowej można powiedzieć krótko – maksymalniespełnione życie! Skromna wychowawczyni przedszkolna marzyła o pisaniukryminałów. Spróbowała – i odniosła sukces. Przygodę ma we krwi, dlatego jej kryminały czyta się jak powieści awanturnicze. Bohaterki Polakowej są inteligentne, piękne i prz...
Często mówi się, że zamawiający stoi na uprzywilejowanej pozycji w przetargu publicznym. Jednak to na nim ciąży zadanie przygotowania i przeprowadzenia postępowania zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych. A jego działania często podlegają kontroli. Dlatego warto się dowiedzieć, z jakimi pro...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Henry Stedman

Tytuł oryginału: Kilimanjaro
– The trekking guide to Africa’s highest mountain

Wydanie oryginału
III, 2010 z aktualizacjami autora na listopad 2013

Projekt okładki:
Igor Browiński

Zdjęcia: Henry Stedman (jeśli nie zaznaczono
inaczej)

Copyright © 2010, Henry Stedman

Copyright © for the Polish edition by Przemysław Chlebicki,
2014

Copyright © for the Polish translation by Robert Gładysz,
Dorota Zakrzewska

Redakcja: Agata
Kozłowska

Współpraca:
Elżbieta Jankowska

ISBN 978-83-7136-164-7

Wydawnictwo
Sklepu Podróżnika

02-320 Warszawa, ul. Grójecka 46/50

tel. 22 658 46 26

redakcja@sp.com.pl

podroznik.com.pl

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

PODZIĘKOWANIA AUTORA

Za trzecią edycję przewodnika chciałbym
podziękować podróżnikom i rodakom, którzy życzliwie zaoferowali
mi swoje porady i sugestie. To oni wykonali najcięższą pracę,
pozwalając mi tym samym wygodnie rozsiąść się w fotelu
i zdobywać sławę oraz honorarium – więc chciałbym im chociaż
w ten sposób podziękować. Bez żadnej specjalnej kolejności
szczególne podziękowania dla: Karen Valenti (Stany Zjednoczone)
z KPAP (Projekt Pomocy Tragarzom
z Kilimandżaro) za wszystkie informacje oraz dotrzymywanie towarzystwa;
Erika Knoksa (Stany Zjednoczone) z Uniwersytetu Stanowego Indiana
za pomoc w identyfikacji wielu gatunków roślin; Lazarusa Mirisho
Mafiego i wszystkich z organizacji Shidolya za pomoc w organizacji
mojej wyprawy na Mount Meru (i niech Bóg ich błogosławi za to,
że pomogli mi się dostać na szczyt – czy coś w ogóle może
pójść nie tak, kiedy współpracuje się z takimi ludźmi?);
Velly’ego i Teddy’ego z hotelu Buffalo, za to, że dzięki
nim zawsze czułem się tam mile widziany; Josepha, dżentelmena
z Moshi; Cuthberta Sway, Methley’ego i Timby z Ahsante za ich
pomoc i doświadczenie; Janet Bonnemy (Stany Zjednoczone) za jej lekcje
o ciśnieniu powietrza i spalenie wilgotnej rolki papieru toaletowego
(!); Martina Fehra (Dania); Jacka Hollinghursta (Wielka Brytania),
Sharon Edwards (Wielka Brytania); Martina Penningtona (Wielka Brytania);
Hannah Cunningham i Nicole Woods (Wielka Brytania); Andreasa Kallkvista,
Torbjorna Wilunda i Niklasa Johanssona (Szwecja); Kristiana de la Rivy
(Wielka Brytania); dr. Gurudasa Harshe’a (Indie); Michaela Boltona
(Wielka Brytania i Etiopia); rodzeństwa Franka Wildermanna i Leigh Wynn
(Stany Zjednoczone); Linsley Green (Wielka Brytania); Richarda Olivera
(Wielka Brytania); Laury van der Ploeg-Vermerris i Wietza van der Ploega
(Holandia); Petera Stansfielda (Australia i Arabia Saudyjska); Weiluna
Lina, Scotta Cassano i Matthew Ratcliffe’a (Stany Zjednoczone);
Chrisa Bakera, Bena Seelausa i Michaela Carvina (Stany Zjednoczone);
Michaela Haydena (Australia); Jane Andrews, Preeta i Sandeepa Grewalów
(Australia); Bjorna Havemanna (RPA),
Muriel Niffle i Orjana Anderberga (Belgia); Ann Fisher i Michaela
Spilsbury’ego (Wielka Brytania i Kenia); Jonathana Boxalla
(Australia); Christiana i Matthew Brashów (Wielka Brytania), Stephena
Donaldsona, Sue Bloomfield, Billa Flynna, Alexandry Gosden i Franka
Richardsa (Australia); Michaela Annanda, Raya Beattiego, JR Cruickshanka, Iana Younga, Gregora Thomsona,
Graeme Morrison, Gordona Duncana, Stephena Reida, Colina Morrisona
i Colina Browna (wszyscy ze Szkocji); Roba i Garetha Blakesleyów
(Wielka Brytania); Marka Shony’ego, Caitlin i Patricka Synnottów
(Wielka Brytania); Nigela, Kim i Wiliama Binksów (Wielka Brytania);
Kim i Charliego McGuire’ów (Stany Zjednoczone); Toma Stoa (Stany
Zjednoczone); Jenny Bennett (Stany Zjednoczone); Jorgego Campos-Valleio
i Carlosa Martina Ruiza De Gordejuela (Hiszpania, Belgia i Grecja);
Arielli Goodley; Johna Reesa-Evansa z Drużyny Kilimandżaro;
przewodników Freddiego Achedo, Deodatusa Na’alli, Jamesa Matu, Johna
Najmana, Joshuy Ruhimbiego, Deo Shayo, Simona Kahya, Patrika Moshi,
Felixa Akasa, Saumu Burchani Myusa i Aleksa Minja; podziękowania dla
Franka Mtei za jego pomoc przy przewodniku o Chagga oraz Aminy Malya
i Vincenta Munuo za sprawdzenie; podziękowania dla Shafiego Msiru
i całej Drużyny Kilimandżaro; Joego Ventury i Valerie Todd z Amani;
dr. Douga Hardy’ego za pomoc przy rozdziale o klimacie.

Mam nadzieję, że zdajecie sobie
sprawę z tego, że to w dużej mierze dzięki waszemu wkładowi ta
edycja przewodnika jest jeszcze lepsza od poprzednich. Jeżeli chodzi
o wydawnictwo Traliblazer, chciałbym podziękować Nickowi Hillowi za
przemienienie moich dziecinnych gryzmołów w piękne mapy; Patricii
Major za złożenie moich niespójnych notatek w coś, co choć trochę
przypomina język angielski (w pierwszej edycji), Jimowi Manthorpe’owi
za dokonanie podobnych cudów, jeżeli chodzi o drugą edycję, i Nicky
Slade za tę edycję; Jane Thomas za korektę i indeks, a także,
jak zawsze, Brynowi, bo dzięki niemu przewodnik ten mógł ujrzeć
światło dzienne.

WSTĘP

Kilimandżaro to pokryta śniegiem góra wysokości 19 710 stóp, o której powiadają, że jest najwyższa w Afryce. Szczyt
zachodni znany jest pod nazwą Ngàje Ngài, czyli Dom Boga. Tuż
pod zachodnim szczytem leży wyschnięty i zamarznięty szkielet
lamparta. Nikt nie potrafił dotąd wytłumaczyć, czego mógł szukać
lampart na tak wielkiej wysokości.

Ernest
Hemingway, „Śniegi Kilimandżaro”, 1936, przekład Mira Michałowska, Książka i Wiedza,
1986

26 października 2007 r. Gérard Bavato
z Francji stał u wejścia na szlak Marangu na pd.-wsch. stokach
najwyższej góry Afryki, Kilimandżaro. Można wyobrazić
sobie, co wówczas widział, gdyż powtarza się to niemal
codziennie. Rozentuzjazmowany tłum tragarzy, przewodników
i strażników, pakujących, ważących i sprawdzających cały
sprzęt. Cichy szmer radości współpodróżników Gérarda, kiedy stali
u progu swej największej życiowej wędrówki. Być może było tam
nawet stado koczkodanów czarnosiwych baraszkujących w koronach drzew
albo przebłyski szkarłatu wydobywające się spod skrzydeł turaka
szybującego między drzewami i przyglądającego się zamieszaniu
poniżej.

Dla monsieur
Bavato główny cel tamtego dnia nie różnił się w ogóle od
ambitnych planów jego towarzyszy – chciał zdobyć szczyt. Jednak
w przeciwieństwie do nich, Gérard planował ominąć wiele czynników,
które czynią trekking na Kilimandżaro tak wyjątkowym. Nie dla niego
było leniwe spacerowanie przez cztery piętra roślinności góry ani
okazjonalne przerwy na podziwianie widoków czy badanie wyjątkowej
flory rejonu. Gérard nie zamierzał również rozkoszować się
błogimi wieczorami spędzonymi na przegryzaniu popcornu, dzieleniu
się opowieściami czy obserwowaniu gwiazd wraz z towarzyszami
podróży. Pana Bavato nie interesowało również umacnianie wspaniałej
więzi, która tworzy się między podróżnikiem a jego towarzyszami,
kiedy to dzień po dniu posuwają się naprzód po stokach góry –
to poczucie koleżeństwa, które rośnie z każdym kolejnym krokiem,
dopóki wyczerpani nie staną razem na najwyższym punkcie Afryki.

To właśnie te doświadczenia czynią
trekking na Kilimandżaro tak niezwykłym i wyjątkowym. Jednak Gérard
postanowił unikać ich wszystkich, bowiem ze znanych tylko sobie powodów
zdecydował się wbiec na szczyt, co też mu się udało. Ukończył
36,5-kilometrową trasę od podnóży do szczytu w niesamowitym czasie
5 godzin 26 minut i 40 sekund, kiedy przeciętnemu podróżnikowi
przejście tego szlaku zajmuje od pięciu do sześciu dni!

Góra dla ekscentryków

Jakkolwiek Gérard mógł się wydawać
szalony, na jego obronę można dodać, że nie jest on jedyną
osobą posiadającą tak nietypowe podejście do zmagania się
z Kilimandżaro. Weźmy na przykład kuzynów Crane z Anglii, którzy
wjechali na szczyt na rowerach, żywiąc się jedynie batonikami Mars,
które poprzywiązywali do kierownic. Albo anonimowego Hiszpana, który
w latach 70. zeszłego wieku wjechał na szczyt motocyklem. Lub nawet
Douglasa Adamsa, autora serii „Autostopem przez Galaktykę”, który
w 1994 r., biorąc udział w akcji charytatywnej, dotarł na górę
w gumowym kostiumie nosorożca.

Znana jest również
historia (raczej nieprawdziwa) człowieka, który aby dostać się do
Księgi Światowych Rekordów Guinessa, całą drogę przebył, idąc
tyłem. Jednak po powrocie okazało się, że został pokonany przez
kogoś, kto dokonał dokładnie tego samego wyczynu zaledwie kilka dni
wcześniej.

To tylko kilka przykładów
wejścia na górę. Jeżeli chodzi o zejście, również istnieje
kilka ciekawych historii. Na przykład zjazd na nartach, którego po
raz pierwszy podjął się Walter Furtwangler w 1912 r., czy zjazd
na snowboardzie, dokonany po raz pierwszy przez Stephena Kocha w 1997
r., a nawet pokonywanie drogi w dół na lotni, co było dosyć modne
jeszcze kilka lat temu.

Nie daj się zwieść pozorom

Rowerzyści, narciarze, bohaterowie
niespełna rozumu, motocykliści czy chodzący tyłem: nic dziwnego,
że po usłyszeniu, ilu ludziom udało się wejść na Kilimandżaro
w ostatnim stuleciu lub o sposobie, w jaki tego dokonali, wiele osób
uważa, że trekking na Kilimandżaro to bułka z masłem. Jeżeli
Czytelnicy myślą tak samo, można im wybaczyć.

Nawet jeśli zostało Wam wybaczone,
to musicie pamiętać, że tkwicie w błędnym przekonaniu. Relacje
z ekspedycji zwieńczonych sukcesem często pojawiają się w mediach,
przyćmiewając opowieści o cierpieniu i tragediach, które im
towarzyszą. Wystarczy podać jeden przykład: ze wszystkich reportaży
dotyczących obchodów nowego milenium, kiedy to ponad 7000 osób
stanęło na stokach Kilimandżaro podczas tygodnia noworocznego, a 1000
podczas samej tylko nocy sylwestrowej, prawie żaden nie wspomina, że
ponad jedna trzecia osób, które brały udział w tych uroczystościach,
nie dotarła do szczytu ani nawet w jego pobliże, lub że 33 osoby
wymagały pomocy ratowników, a w przeciągu tych siedmiu dni 3 osoby
zginęły.

Powodem, przez który nie powiodło się wiele
prób wejścia na szczyt, jest choroba wysokościowa. Występuje ona
wtedy, gdy podróżnik zbyt szybko zdobywa wysokość, nie pozwalając
tym samym swojemu ciału na dostosowanie się do rozrzedzonego
powietrza. Gérard Bavato nie tylko ustanowił rekord, wchodząc na
Kilimandżaro w czasie krótszym niż sześć godzin, lecz także
niechcący dał zły przykład innym. Statystyki dokładnie pokazują,
jak trudne może być podejście na ten szczyt. Według władz parku
prawie jedna na cztery osoby, które podejmują się tego zadania,
nie dociera nawet do samego krateru. Władze przyznają również, że
rocznie podczas wejścia na Kilimandżaro ginie kilka osób. Niezależni
obserwatorzy twierdzą, że liczba ta jest bliska dziesięciu.

Nie ma wątpliwości, że trekking na
Kilimandżaro może przynieść dużo radości, ale istnieje również
wiele sposobów, na jakie ta wyprawa może nas zniszczyć. Prawda jest
taka, że Kilimandżaro jest bardzo dużą górą i, jak wszystkie duże
góry, jest biegła w zabijaniu nieprzygotowanych, nieroztropnych lub
tych, którym po prostu zabrakło szczęścia. Nazwa, jaką Masajowie
nadali górze, mianowicie Dom Boga, wydaje się właściwa, zważywszy
na liczbę osób, które każdego roku na stokach Kilimandżaro udają
się na spotkanie ze Stwórcą.

Na pewnym etapie potrzebowaliśmy minuty na
zrobienie trzydziestu pięciu małych kroczków. Choroba wysokościowa
dopadła już chłopaków i dwóch z nich płakało, błagając, aby
się poddać. Wszyscy instruktorzy za wyjątkiem Lubego i mnie byli
w złym nastroju i zaczynali poważnie chorować. Wszystko stało się
bardzo ryzykowane. Jeden fragment zejścia był jak pole bitwy. Ludzie,
włączając w to tragarzy, leżeli twarzą do ziemi lub wili się
w agonii. Tom i Swato, mimo iż sami byli bardzo chorzy, zebrali
ludzi i pomogli znieść trzech nieprzytomnych chłopaków na niższą
wysokość.

Z dziennikaGeoffreya Salisbury’ego, który prowadził
grupę niewidomych wspinaczy na Kilimandżaro, „The Road to
Kilimanjaro”, 1997

Wysokie ryzyko niepowodzenia i liczba
wypadków śmiertelnych mówią same za siebie – wbrew pozorom
wspinaczka na Kilimandżaro nie jest taką łatwą sprawą.

Góra wspaniałości

Mimo tego, że wejście na szczyt nie jest
proste, jest on do zdobycia. Żadne techniczne umiejętności, poza
zdolnością stawiania jednej stopy za drugą, nie są potrzebne, aby
wejść na najwyższy szczyt Afryki, gdyż w gruncie rzeczy nie ma tu
prawie w ogóle elementów wspinaczki. Jedynie bardzo dużo chodzenia,
chyba że wybierzemy własną, trudniejszą ścieżkę. Tak więc każda
osoba powyżej 10. roku życia (minimalny wiek, aby legalnie wejść
na Kilimandżaro), wykazująca się odpowiednią postawą, rozsądnym
podejściem do aklimatyzacji, sprawnymi mięśniami łydek i sporą
liczbą ciepłych ubrań, jest w stanie dotrzeć na szczyt. Nawet ludzie
cierpiący na lęk wysokości nie są bez szans, gdyż na zwykłych
trasach są zaledwie jedno lub dwa miejsca, które mogą zmusić nas do
wyciągnięcia z plecaka paczki Imodium.

Krótko mówiąc, Kilimandżaro jest
dla każdego. I po raz kolejny statystyki mogą to potwierdzić:
najmłodszy podróżnik, który dotarł na szczyt, miał zaledwie
siedem lat, a najstarszy, sędziwy Francuz Valtée Daniel,
osiemdziesiąt siedem. Jasne jest więc, że zdobywcy Kilimandżaro
są bardzo różnorodni. Pośród nich jest również kilku, którzy
pokonali własne słabości i przeszkody stojące im na drodze na
szczyt. Właściwie każdego roku pojawia się tu grupa niewidomych
podróżników, którzy w niewiarygodny sposób docierają na szczyt,
używając jedynie zmysłów słuchu i dotyku. W styczniu 2004 r. na
szczyt udało się dotrzeć czterem niepełnosprawnym alpinistom, którzy
ulegli wypadkowi podczas poprzednich wypraw na inne góry. Grupa ta
składała się z Australijczyka Petera Steane’a, który w wyniku
trwałego uszkodzenia nerwów chodzi i wspina się przy pomocy dwóch
stabilizatorów nóg, jego rodaka Paula Pritcharda, który cierpi na
niedowład prawej części ciała, Singapurczyka Davida Lima, u którego
stwierdzono rzadką chorobę nerwową, zespół Guillaina-Barrégo,
która częściowo sparaliżowała jego prawą nogę i lewą rękę,
i Szkota Jamiego Andrew, niesamowitego człowieka, który przeszedł
amputację dłoni i stóp po tym, jak w styczniu 1999 r. nabawił
się rozległych odmrożeń podczas ekspedycji wspinaczkowej w pobliżu
Chamonix – a mimo to dotarł na szczyt Kilimandżaro z protezami
rąk i nóg.

To właśnie ta „przystępność” ma bez
wątpienia wpływ na popularność Kilimandżaro. Góra przyciągnęła
40700 podróżników w sezonie 2006–07,
potwierdzając tym samym swój status najpopularniejszej góry z tak
zwanej Wielkiej Siódemki, czyli najwyższych szczytów na wszystkich
siedmiu kontynentach.

Sam ogromny rozmiar jest również czynnikiem
wpływającym na urok góry. To Dach Afryki, ogromny masyw, długi na 60
i szeroki na 80 kilometrów, z wysokością dochodzącą niemal do 6
km powyżej poziomu morza. Znany antropolog Charles Dundas twierdził
w 1924 r., że pewnego razu był w stanie dostrzec Kilimandżaro
z odległości ponad 190 km. Ten ogromny masyw jest na tyle wielki, aby
posiadać zróżnicowane warunki pogodowe i, co więcej, oddziaływać
na klimat otaczających go krajów.

Wygląd tej cudownej góry jest niespotykanym
połączeniem wzniosłości, majestatu i chwały. Wątpliwym jest,
czy gdziekolwiek indziej na świecie istnieje drugi tak wspaniały
widok.

Charles New,
pierwszy Europejczyk, który dotarł do granicy wiecznego śniegu na
Kilimandżaro, „Life, Wanderings and Labours In Eastern Africa”,
1873

Jednak nie tylko rozmiar ma znaczenie
i same liczby nie oddają uroku Kilimandżaro. By w pełni zrozumieć
majestat góry, musimy przyjrzeć się jej atrybutom, których nie da
się w pełni wyrazić żadnymi miarami ani zbadać urządzeniami.

Zwłaszcza piękno tego szczytu jest taką
cechą. Kiedy przyglądamy się mu, stojąc na równinach Tanzanii,
odpowiada naszym dziecięcym wyobrażeniom tego, jak powinna wyglądać
góra: wysoka, szeroka i piękna, ogromny trójkąt wyrastający
z ziemi. Jego boki zbiegają się, tworząc zadziwiająco symetryczny
wierzchołek, zwany Kibo, przystrojony czepkiem błyszczącego śniegu
i dumnie wyrastający ponad kłębiącą się brodą chmur. Kilimandżaro
nie jest położone na pofałdowanych, górzystych terenach, jak Andy czy
Himalaje. Podczas gdy największa góra ze wszystkich, Mount Everest,
niemal styka się krawędziami z sąsiadami, przez co wygląda mniej
imponująco, Kilimandżaro jest samotnym szczytem, dumnie wznoszącym
się ponad równinami Afryki. Oprócz niego, jedyną górą w okolicy,
która może próbować się z nim równać, jest znajdujące się
około 60 kilometrów na pd. zach. i niższe o 1420 metrów[1] Mount Meru. To, że Kilimandżaro leży dokładnie w samym
centrum upalnych równin wschodniej Afryki, tylko kilka stopni (330 km)
na południe od równika, a u jego podstawy żyją lwy, żyrafy i inne
gwiazdy zwierzęcego świata safari, jedynie dodaje mu charakteru.

Kolejną cechą jest krajobraz samej
góry. Kilimandżaro jest tak ogromne, że wejście na szczyt jest jak
czterodniowa przeprawa przez cztery pory roku, zaczynając od parnych
lasów deszczowych, przez wietrzne wrzosowiska i torfowiska wyższych
stoków, wysokogórską pustynię Siodła i płaskowyżu Shira, na
arktycznych pustkowiach wokół samego szczytu kończąc. Może i jest
na świecie piętnaście wyższych gór, ale z pewnością niewiele
jest piękniejszych czy bardziej kuszących.

Siedzę i spisuję swoje świeże jeszcze
przeżycia związane z „Etiopskim Mount Olympus”. Czuję jednak,
że moje zdolności pisarskie nie są wystarczające, aby w pełni
opisać wzniosłe wspaniałości natury, z którymi będę musiał
się zmierzyć.

Hans Meyer,
pierwszy człowiek, który wspiął się na Kilimandżaro, w swej
książce „Ostafrikanische Gletscherfahrten”, 1891

Nie tylko turyści są zachwyceni
Kilimandżaro. Góra wryła się także głęboko w świadomość
mieszkańców Tanzanii. Wystarczy spojrzeć na półki
w supermarketach. Drugie najpopularniejsze piwo nazywa się
Kili. Znajdziemy też kawę „Kilimandżaro” (hodowaną na żyznych
południowych stokach góry), herbatę „Kilimandżaro” (jak wyżej),
wodę mineralną „Kilimandżaro” (butelkowaną po jego zachodniej
stronie) i miód „Kilimandżaro” (również pochodzący ze zboczy
góry). Na billboardach znajdujących się wzdłuż dróg modelki
palą papierosy w jego cieniu, a puszyste i wesołe gospodynie
domowe porównują biel swojego prania do błyszczących śniegów
Kilimandżaro. Do zapłacenia za te wszystkie dobra możemy użyć
tanzańskich banknotów o nominałach 500 TZS bądź 2000 TZS – na rewersach obu znajdziemy podobizny wychwalanych przedstawicieli tanzańskiego królestwa zwierząt
(bawoła i lwa), dumnie pozujących na tle charakterystycznej sylwetki
najwyższej góry Afryki.

Nie powinno więc być dla nikogo
zaskoczeniem, że gdy mieszkańcy Tanganiki w 1961 r. wywalczyli swoją
niepodległość od rządów brytyjskich, to jedną z pierwszych
rzeczy, jaką zrobili, było umieszczenie pochodni na szczycie
Kilimandżaro. Pierwszy prezydent, Julius Nyerere, powiedział
o niej:

Świeć między naszymi granicami, dając nadzieję
tam, gdzie była rozpacz, miłość tam, gdzie szerzyła się nienawiść,
i godność tam, gdzie wcześniej było tylko poniżenie.

Dla Tanzańczyków Kilimandżaro jest więc
bez wątpienia czymś więcej niż tylko ogromną górą dzielącą ich
od sąsiedniej Kenii. Jest znakiem wolności i potężnym symbolem
kraju. A sądząc po podróżnikach, którzy każdego roku podczas
trekkingu chętnie godzą się na cierpienie i trudności stawiane
przez górę – nie wspominając przy tym o kosztach, jakie ponieśli,
by dostąpić tego zaszczytu – szczyt nie jest obojętny nie tylko
mieszkańcom Tanzanii.

Jakiekolwiek nie byłyby emocje, które
budzi ta góra, i jakikolwiek nie byłby nasz plan, aby ją zdobyć,
warto życzyć powodzenia. Ponieważ nawet jeżeli postanowimy iść,
a nie biec, zostawimy rower w domu i zrezygnujemy z przyjemności
płynącej z noszenia lateksowego stroju nosorożca, wejście
na Kilimandżaro nadal będzie jedną z najtrudniejszych rzeczy,
jakie kiedykolwiek zrobimy. Ale bez wątpienia będzie też jedną
z najbardziej satysfakcjonujących.

Byliśmy w dobrym nastroju i bez względu na
wszelkie trudy i znoje, które postawiło przede mną zadanie, jakie
sam sobie wyznaczyłem, nie sądzę, abym tego wieczoru chciał zamienić
się miejscami z kimkolwiek na świecie.

Hans Meyer
o wieczorze po zdobyciu szczytu, fragment książki
„Ostafrikanische Gletscherfahrten”, 1891

W tej edycji

Najważniejszą zmianą, jaką wprowadziliśmy
w tej edycji, jest dodanie punktów nawigacyjnych
GPS dla wszystkich szlaków na Kilimandżaro. Choć nie są one
niezbędne – szanse na zgubienie się na górze są minimalne, jeżeli
przez całą podróż będzie nam towarzyszyć licencjonowany przewodnik
– z e-maili, które otrzymaliśmy, wiemy, że wielu podróżników
podczas wędrówek lubi używać odbiorników GPS
i chciałoby załadować do nich punkty orientacyjne, aby wyznaczyć
trasę. Wszystkie punkty orientacyjne umieściliśmy na końcu książki i zamieściliśmy na stronie internetowej, skąd można je
pobrać za darmo.

Nie licząc dodania punktów orientacyjnych,
książka ta jest bardzo podobna do poprzedniej edycji, jeżeli chodzi
o styl i układ. Oczywiście wszystkie treści zaktualizowaliśmy,
wliczając w to przewodniki po miastach i miasteczkach. Ponadto
przeszliśmy ponownie wszystkie szlaki, zarówno na Kilimandżaro,
jak i na Meru, aby mieć pewność, że wszystkie opisy są nadal
aktualne. Zarówno w obecnej, jak i w poprzedniej edycji, zwróciliśmy
się do Karen Valenti z KPAP, aby pomogła nam
stawić czoła problemowi złego traktowania tragarzy. Bardzo mile
widziane są również wszelkiego rodzaju wskazówki od czytelników
dotyczące któregokolwiek z aspektów książki.

www.climbmountkilimanjaro.com
– nasza strona!

Strona, którą założyliśmy kilka
lat temu, aby współgrała z książką, cały czas rośnie
w siłę. Zaprojektowana, by informować naszych czytelników o rozwoju
i najnowszych wiadomościach dotyczących góry, teraz zawiera również
szczegółowe informacje o wyprawach na Kilimandżaro, które
organizujemy. Co dokładnie można znaleźć na stronie?

• Aktualizacje książki

Poczynając od nowych restauracji w Moshi,
po zmiany na trasach w rejonie Machame, jeżeli odkryjemy coś nowego
lub zajdą jakieś zmiany od czasu publikacji książki, to jest miejsce,
gdzie będzie można się wszystkiego dowiedzieć.

• Odnośniki do blogów

Piszecie bloga o swojej wyprawie na
Kilimandżaro? Czemu nie zamieścić odnośnika na naszej stronie
internetowej, aby inni mogli śledzić Wasze postępy?

• Charytatywne wyprawy trekkingowe

Jeżeli jesteście zaangażowani
w charytatywną wyprawę na Kilimandżaro lub próbujecie taką
zorganizować, na stronie znajdziemy miejsce, w którym będziecie
mogli opowiedzieć o niej całemu światu.

• Odnośniki do stron związanych z Kilimandżaro

Linki do stron, które, naszym zdaniem,
są warte odwiedzenia.

• Galeria sław Kilimandżaro

Świętujmy swoje osiągnięcia razem
z całym światem, publikując zdjęcia ze szczytu, na których jesteśmy
razem z przyjaciółmi.

[1] W źródłach wysokość Mount Meru waha się od 4420 do 4565 m (przyp. red.).