Strona główna » Nauka i nowe technologie » Lustro

Lustro

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-62480-65-4

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Lustro

"Lustro" to rodzaj przypowieści o poszukiwaniu sensu życia. Książka ma charakter symboliczny i porusza ważne aspekty  współczesnego człowieka. Akcja toczy się w zamkniętej wieży, w której spotykają się cztery postacie.

Nieoczekiwanie bohaterowie odkrywają tajemnicze Lustro, które pomaga im dostrzec prawdę o sobie. Lustro skłania ich do głębszej refleksji nad  dokonywanymi wyborami, wpływem na innych ludzi. Uświadamiają sobie, w jaki sposób przeżyli dany im czas. Głównym przesłaniem książki jest dążenie do odkrycia swojego powołania, poświęcenie się temu, co można pokochać. Lustro zaprasza czytelnika do podróży w poszukiwaniu swoich własnych odpowiedzi. 

Fragment:

- Panowie, który z was nie boi się spojrzeć w Lustro? - zapytał Klucznik, a widząc brak entuzjazmu u współtowarzyszy, po chwili dodał: - Geno, ty się zgłosiłeś, prawda?
Niecierpliwy, widząc wahanie Gena, również zaczął nakłaniać go do spojrzenia w Lustro.
- Geno, przed chwilą zgłosiłeś się taki pewny siebie, a przecież nikt nie mówił, czy trzeba w masce, czy bez niej spojrzeć. Byłem przekonany, że nic nie jest w stanie podkopać twojej decyzji, że jesteś odważny.
Geno słuchał i zastanawiał się, co zrobić. Wiedział, że Niecierpliwy nie spojrzy w Lustro po ostatnich jego odbiciach. Zamroczyło go wtedy na kilka dni, nic nie mówił, nie jadł, prawie nie pił.  Gdy po kilku dniach doszedł do siebie, powiedział Genowi, że już nigdy więcej nie spojrzy w Lustro, z maską czy bez. Od tamtej pory minęło z pewnością kilka miesięcy i jak dotąd dotrzymywał danego słowa. Opowiedział o obrazach, jakie wtedy ujrzał, dopiero po kilku bezsennych tygodniach. Zobaczył wtedy swoją córkę, którą wyrzucił z domu. Sprzedana do bezwzględnych ludzi i bita, zatraciła kontakt z rzeczywistością. Straciła wiarę w dobro i ludzi. Coraz częściej rozmyślała o zakończeniu swojego cierpienia. To właśnie jej myśli o samobójstwie zobaczył w lustrze Niecierpliwy.
Tak oto Lustro bezwzględnie odkrywało karty przeszłości więźniów. Mówiło im czasami wprost o konsekwencjach dokonywanych wyborów. Ciosy, jakie Niecierpliwy otrzymał, spowodowały, że nawet nie zbliżał się w okolice lustra, a jego gadatliwość z dnia na dzień zanikała. Wewnętrzny niepokój zmagał się wraz z narastającą bezsennością. Geno również odkrył kilka przygniatających faktów ze swojego życia. Jednak do tej pory nie wstrząsnęły one nim tak bardzo jak Niecierpliwym. Dlatego zastanawiał się, wahał: "A co jeśli zobaczę coś, czego nie zniosę?", mówił do siebie w myślach. "Przynajmniej przypomnę sobie chociaż, kim byłem."
- Dobra - zdecydował odważyć się. Widział ulgę, spowodowaną jego decyzją.
- Skoro dzięki temu możemy stąd wyjść, to zaryzykuję! - Podszedł do lustra i odsłonił kotarę. Stał tak, wpatrując się.
- Co widzisz? - cicho pytali na przemian Żądam i Klucznik, a Niecierpliwy chodził przy stole z rękoma splecionymi na piersiach spoglądając co chwila w kierunku lustra. Geno jednak stał w ciszy, patrzył na to, co objawiało mu Lustro, zasunął kotarę i odwrócił się w kierunku komnaty. Po chwili Klucznik zapytał:
- Co zobaczyłeś?
- Wizje różne, dziwne, i pytanie do nas skierowane na koniec - odpowiedział, jakby nieobecny jeszcze Geno.
- Jakie wizje? Jakie pytanie? - wtrącił się Niecierpliwy.
- Nie udawaj, że nie wiesz!
- O czym wiem?! -  zaniepokoił się Niecierpliwy. - Co widziałeś!
- Wy się znacie! Ty i Żądam, widziałem to! W co gracie?!

Polecane książki

Alessandro Guagnini (w Polsce znany jako Aleksander Gwagnin, ur. 1534 w Weronie, zm. 1614 w Krakowie) – polski historyk, żołnierz i dziejopis pochodzenia włoskiego. Urodził się we włoskiej zubożałej rodzinie szlacheckiej. Od 1561 uczestniczył w północnej wojnie siedmioletniej. Walczył również w pols...
„Niektórzy piją tytoń, niektórzy jedzą, inni wciągają do nosa, dziwię się więc, że nikt go jeszcze nie wpycha do ucha. Jeden pali, bo ułatwia to widzenie, drugi, bo rozpuszcza wodę w mózgu, trzeci, bo zwalcza ból zęba, czwarty, bo zatrzymuje śpiew w uchu, piąty, bo ułatwia sen, szósty, bo zaspak...
Przepisy prawa pracy przewidują kilka sytuacji, które zobowiązują pracodawcę do przeniesienia pracownika do innej pracy. Czy w takiej sytuacji potrzebny jest aneks do umowy o pracę, jak ustalać wynagrodzenie, a także w jaki sposób przygotować niezbędne informacje dla pracowników - o tym dowiesz się ...
W kontekście coraz częściej pojawiających się pytań o cele i kierunki reformy administracji regionalnej na Ukrainie można wykorzystać w tym zakresie polskie doświadczenia. Funkcjonowanie regionów samorządowo-rządowych w Polsce, mimo nieustannie dokonywanych licznych zmian prawa, opiera się już bowie...
Rzeczy wielkie wymagają, by o nich milczano lub w wielkim stylu mówiono: w wielkim stylu, to znaczy cynicznie i niewinnie. To, co opowiadam, jest historią dwóch najbliższych stuleci. Opisuję, co będzie, co inaczej już być nie może: pojawienie się nihilizmu. (Fragment)...
Lothar Mintze, opuszczony przez mentora i opłakujący bolesną stratę, został sam − porzucony, zgorzkniały i wściekły. Młodzieńcza naiwność ustąpiła miejsca palącej ciekawości, która popycha go w podróż do Ameryki, gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Gdzie się podział Huntingt...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Piotr Ziółkowski

PIOTR ZIÓŁKOWSKI

LUSTRO

© Copyright by Piotr Ziółkowski & e-bookowo

Na okładce obraz „Lustro” Piotra i Anny Ziółkowskich

ISBN 978-83-62480-65-4

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2011

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

O autorze

Piotr Ziółkowski urodził się w 1981 roku. We wczesnej młodości zaczął interesować się rozwojem człowieka oraz otaczającego świata poprzez trening sztuk walk, następnie przez zainteresowania psychologią i filozofią. Ukończył Uniwersytet Warszawski na kierunku Stosunki Międzynarodowe. Zawodowo związany z branżą marketingu i sprzedaży, z sukcesami zarządzał projektami zwianymi z nowymi mediami. Ukończył również kursy Coachingu i NLP, jest instruktorem samoobrony. Prywatnie żonaty, często spaceruje, biega, uprawia sztuki walki. Jako pisarz zadaje pytania dotyczące egzystencji człowieka, jego wpływu na innych ludzi oraz odnalezienia swojego powołania.

Cytat

„Co warto powiedzieć raz, to warto też powiedzieć i dwa razy”

Empedokles

Podziękowania i Dedykacje

„(17) Zszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; (18) przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. (19) A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich”

Ewangelia według św. Łukasza (6,17-19)

W podziękowaniu Bogu za jego dary i prowadzenie nas do Światła przez Krainę Cieni.

Piotr Ziółkowski 16.08.2009

Dziękuję Ś.P. pani Marii Starzyńskiej – bez której pomocy, podpowiedzi, wiary i mądrości ta książka nigdy by nie powstała.

PROLOG

„Wciąż próbuję sobie przypomnieć, jak to się zaczęło. Z perspektywy czasu myślę, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Być może się mylę, jednak mam przeczucie, że tajemnica tego świata nie zostanie mi objawiona. Zresztą nie sądzę, by ktokolwiek mógł zrozumieć, co kształtuje ostateczny kształt naszego życia. Mamy przekonanie, że my sami decydujemy, ale zapominamy, że człowiek nie jest sam i nigdy nie będzie. Dokonywane wybory są ważne, ale do wniosków dochodzimy często przez splot różnych wydarzeń. Zaczynamy dostrzegać pewne prawidłowości, przyczyny, fakty. Czasem zastanawiamy się nad skutkami naszych decyzji, ale nie wszystko widzimy. Przestrzeń dookoła jest dużo bardziej złożona i subtelna niż nasze wyobrażenia. Gdybyśmy przez chwilę przyjrzeli się sobie, co byśmy zobaczyli? Jaki obraz wyłoniłby się przed naszymi oczami?

Widocznie Mądry mówiąc, że „poznamy tylko to, co jest nam dane poznać”, ukrywa przed nami odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jednak człowiek dąży instynktownie do poznania. Drzemie w nas chęć wiedzy. Zerwania owocu z drzewa.

Chwila.

„Dostrzegam paradoks własnych myśli. Przecież zostałem sam. Przybyłem sam. Oswajam się z myślą, że przyjdzie dzień, kiedy również bez towarzystwa – przejdę na drugą stronę.”

Spojrzał raz jeszcze w swoje szare oczy, przyjrzał się coraz większemu zarostowi, gładząc się po nim prawą dłonią. Lustro, które zawiesił, odbijało jego zmęczoną twarz. Po chwili przykrył je długą bordową kotarą. Spojrzał na obraz, który od momentu jego przybycia, zawsze go intrygował. Cztery twarze spoglądały w różnych kierunkach, jedna z nich zwrócona była w przeciwnym kierunku i przypominała maskę. Odsunął się na chwilę, by spojrzeć z innej perspektywy. Długi płaszcz opadał mu do stóp. Obudził się w nim, gdy się ocknął w tym miejscu, skrywającym zapach tajemnicy. Teraz, przypatrując się barwom obrazu, mocno ściskał w lewej dłoni kawałek kartki, którą znalazł dzisiejszego ranka przy sobie na posłaniu. Napisy na niej ujawn iły mu wskazówki, co czynić. Dowiedział się też z niej, że to jemu przypadło strzec tlącego się ognia nadziei. Zastanawiał się nad tym przyglądając się jakby migoczącej poświacie w tle z lewej strony obrazu. Jednak te informacje wcale go nie uspokoiły. Wciąż nie znalazł odpowiedzi na pytania:

– Jak się znalazł w tym miejscu? I co ważniejsze, jak z niego mógł się wydostać?

Zapisane wskazówki nasiliły uczucie strachu i niepewności. Codziennie walczył ze swoimi myślami. Obłęd był blisko, jednak świadomość tego pomagała mu w pewnym sensie z dnia na dzień stawać się bardziej uważnym i cierpliwym. Cierpliwość stała się jego „siostrą”. Wiele dni i nocy spędzonych nad rozmyślaniem, dlaczego właśnie on, hartowały niezauważenie jego charakter. Dzisiejszy poranek był jednak inny niż wszystkie. Teraz miał wprowadzić innych w świat, którego sam nie rozumiał, a na dodatek strzec tego miejsca. Do tej pory nie odszukał żadnych innych komnat, oprócz tej, w której przed chwilą zawiesił lustro, jak i kolejnej, położonej nad nią, w której się obudził. Różnica w ich wyglądzie była niewielka, w zasadzie sprowadzała się do ilości posłań, przygotowanych dla kolejnych przybyszów.

– Lepiej już stąd pójdę, wszystko się wyjaśni z czasem, trzeba być cierpliwym… – powiedział sam do siebie. Spojrzał po raz ostatni na zasłonięte lustro, odwrócił się i czym prędzej skierował ku wyjściu, zatrzaskując za sobą drzwi. Szybkim krokiem wszedł po krętych i wąskich kamiennych schodach do swojej komnaty, w której postanowił dokończyć układaną od dłuższego czasu modlitwę. Usiadł na posłaniu i zaczął głośno recytować słowa. Starał się stworzyć coś łatwego do zapamiętania, a jednocześnie długiego, by mógł się skupić na wypowiadanych słowach na tyle mocno, aby znów poczuć kojący spokój. Modlitwę udoskonalał codziennie o nowe elementy. Tym razem nowy początek:

– Jestem Tu i Teraz, świadomy, że każda chwila niepewności niesie wielkie możliwością – przerwał, zaskoczony własnymi słowami. Przez chwilę zastanawiał się, czy chce je dodać do tego, co już powstało. Postanowił kontynuować:

„Jestem Tu i Teraz,

świadomy,

że każda chwila niepewności,

niesie wielkie możliwości.”

Powtórzył, upewniając się, co do właściwego znaczenia wypowiadanych słów.

– Być może cisza nauczyła mnie, by zwracać na to uwagę – powiedział do siebie, wsłuchując się przez chwilę w zanikające brzmienie słów, po czym postanowił skupić się na kolejnych.

„Cisza koi moje serce,

– Całe moje ciało wypełniane jest światłem i ciepłem,

– Kieruje mną mądrość, cierpliwość i rozsądek,

– Dzięki Bożej łasce, odnajdę stosowne rozwiązanie we właściwym czasie,

– Wykorzystuję w pełni swój czas, by doskonalić siebie,

– Jestem wdzięczny za możliwość czerpania nauki z tego miejsca, choć go nie rozumiem…”

Otworzył oczy. Usłyszał dziwne odgłosy z komnaty, w której przed chwilą zawiesił lustro. Zbiegł szybko na dół i otworzył drzwi. Dostrzegł dwie pary oczu wpatrujących się w niego z przerażeniem. „A więc zaczęło się…”, powiedział do siebie w duchu.

– Witajcie. – Wszedł wolnym, lecz stanowczym krokiem. – Jestem strażnikiem tego miejsca – kontynuował. – Nie bójcie się. Wiem tyle samo, co i wy. Czyli nic. Przybyłem tu pewnego dnia nic nie pamiętając, jednak otrzymałem wiadomość, że przybędziecie, a ja tego dnia zostanę Klucznikiem, bo tylko ja mam klucze do znajdujących się tutaj dwóch komnat.

Część I KOMNATA

Rozglądał się niepewnie po tajemniczym miejscu. Niewielka komnata, trzy posłania na piętrowym łóżku pokryte lekkimi narzutami. Po przeciwległej stronie kominek z tlącym się ogniem, a po jego lewej stronie duży drewniany stół z kilkoma również drewnianymi krzesłami. Ściany i podłoga wyłożone kamieniami. Sufit wysoko ledwo widoczny z dołu. Okna, jako malutkie otworki na szerokość dwóch dłoni, ledwo wpuszczały promienie słońca. Jednak największe zaniepokojenie i jednocześnie zaciekawienie powodowały drewniane drzwi bez klamki. Po przeciwległej stronie dostrzegł wiszącą bordową kotarę oraz obraz. Zresztą nie były to jedyne rzeczy, których nie rozumiał. Spojrzał na stojących przed nim mężczyzn. Jeden z nich był młody, szczupły, w okularach. Drugi robił wrażenie posuniętego w latach osiłka.

– Witaj – powiedział ten młody przyglądając się badawczo postaci siwego, brodatego mężczyzny, który zbudził ich dziś rano chrapaniem leżąc na najwyższym posłaniu. Teraz ocknąwszy się spoglądał na nich z góry. Młody człowiek nie doczekawszy się odpowiedzi spytał:

– Kim jesteś?

– Nie wiem!

– A wiesz, gdzie jesteś?

– Nie!

– Nie martw się, my też nie wiemy, A wiesz, może kim byłeś? To znaczy, zanim tu trafiłeś?

– Gdybym wiedział, kim byłem, wiedziałbym kim jestem, przecież jedno jest nierozerwalnie złączone z drugim.

– Nie zawsze. Przynajmniej tak mówi Klucznik, prawda?

– Tak – zgodził się ten drugi. – Wszyscy tu poszukujemy klucza do naszej historii

– Zresztą, co ja ci będę mówił, sam zobaczysz… – kontynuował okularnik. – Wracając do tego, kim byłeś, a jesteś. Okazuje się, że ludzie potrafią się przemieniać i to podobno największa tajemnica człowieka, bo jak możemy obudzić niezwykłość, której ono od nas wymaga? Przynajmniej na razie na tym stanęliśmy w naszych wspólnych rozważaniach.

Hmm, ale to i tak dopiero początek, bo najlepsze dopiero przed nami. Myślę, że przybyłeś po to, aby nam dalej pomóc w zagadce, którą mamy do rozwiązania. Zdziwisz się pewnie niemało, ja jeszcze nie mogę ochłonąć. A doszliśmy do tego poprzez…

– Czekaj, czekaj! Może najpierw powiedz mi, co to za miejsce i co ja tutaj robię?

– No właśnie tego próbujemy się dowiedzieć odkąd tu się znaleźliśmy.

– Chcesz mi powiedzieć, że nie wiecie, co to za miejsce?

– Mało tego. Tak samo jak ty, nie pamiętamy, kim jesteśmy a raczej byliśmy. Teraz uznaliśmy, że możemy się nazywać „więźniami bez przeszłości” i tworzymy w ten sposób swoją nową tożsamość. Całe szczęście, że zjawił się ten Mądry do pomocy… Czuję, że nie jest to przypadek, bo dziś w nocy znowu mi się przyśnił, a tu ty się zjawiasz!

– Przecież to jakiś absurd, jak możecie tworzyć nową tożsamość? Od nowa? Swoją własną? I co ja mam z tym wszystkim wspólnego? Jaki Mądry? – Coraz bardziej zaniepokojony przybysz, nie krył rozdrażnienia.

– Ale człowiek musi się jakoś nazywać!, nawet, jak to nie jest jego prawdziwa historia. Ty widocznie jesteś częścią układanki, wyzwania, które zostało nam rzucone bez uprzedzenia i naszego przyzwolenia.

– Po co się w ogóle nazywać skoro nic nie pamiętasz?! Poza tym nie jestem żadną częścią! Żądam wyjaśnień!! Gdzie jest ten mądry o którym wspomniałeś?!

– Dopiero przybył a już się unosi… He, żądam!! Radzę, i to dla twojego dobra… wykreśl to słowo ze swojego słownika, bo w tym miejscu to nie ty tu rządzisz. Ono nami rządzi i całkiem nieźle się bawi. Zabawę musi mieć przednią patrząc tak na naszą bezradność. No dobrze. Warto się poznać, skoro będziemy razem szukać odpowiedzi. Jestem Geno, a ciebie jak nazwiemy?

– Mam wrażenie, że mnie zbywasz, panie Geno. Jeszcze raz powtarzam: żądam wyjaśnień!

– Ten tam. – Wskazał barczystego człowieka nerwowo spoglądającego co chwilę na nich. – Został nazwany „Niecierpliwy”, bo na początku wszędzie pędził i szukał wyjścia jak opętany, a teraz zobacz, jak spokojnie siedzi. Tylko co pewien czas bębni swoimi grubymi paluchami po stole coraz szybciej. Jakby to coś pomogło! Ale nie martw się, najpierw cię wtajemniczę a potem sobie pogadacie. Myślę, że nazwiemy cię „Żądam”. Pozwól, że skorzystam…

– Co takiego?! Ty młody człowieku nadajesz sobie przywilej do nazywania mnie?? – Spojrzał kątem oka nowoprzybyły. – Z jakiej racji miałbym się na to zgodzić.

– Z racji tego, że to ja będę cię wtajemniczał w niezwykłość tego miejsca, czy chcesz czy nie, już postanowione

Uśmiechnął się Geno do starca z nutką drwiny.

– Zaczęło się tak. Spoglądałem przez małe okienko na spienione chmury, niosące ze sobą coraz większe błyskawice i grubsze krople deszczu. Co chwila słychać było głuche dudnienie grzmotów. Zastanawiałem się, co ja tutaj robię? Co to za miejsce? Obaj obudziliśmy się, nic nie pamiętając ze swojej przeszłości. Przy tym stole siedzieliśmy całymi dniami raz pogrążeni w ciszy, raz bredząc bez sensu, byle tylko czymś się zająć. W taki sposób marnowaliśmy to, co mamy tu najcenniejszego, czas, by znaleźć odpowiedzi.

Rozmarzył się na chwilę, po czym krótko uciął: – Również jak ty nic nie pamiętałem. Kim jestem, byłem, jak się tu znalazłem, a tym bardziej nie wiedziałem, w jakim celu. To samo zresztą dotyczyło Niecierpliwego. Zresztą od tamtego czasu niewiele się zmieniło.

Często zapadałem w sen, letarg. Pewnego dnia przyśnił mi się trzepot skrzydeł jakiegoś dużego ptaka. Przez kilka dni wydawało mi się, że wszędzie widzę jego cień. Myślałem, że zaczynam wariować, pojawiał się i znikał. Dziś wiem, że jego obecność pomaga nam dostrzec coś więcej.

Geno zamyślił się na chwilę i patrzył na Żądam, czy słucha go uważnie. Kiedy upewnił się, że śledzi każde jego słowo, ponownie wrócił do opowieści

– Po jakimś czasie przywykłem, odepchnąłem od siebie te wizje, i tak płynęły dzień za dniem, poza tą różnicą, że nie wiem, z jakiego powodu moje ciało zaczęło słabnąć. Zachorowałem. Gdy mój organizm walczył i był u kresu sił znowu przyśnił mi się ten ptak. Wtedy nazwałem go Mądrym. Czułem tak mocno siłę jego skrzydeł, jakby nieziemską, a zarazem towarzyszący im niewyjaśniony smutek. Ptak ten coś chciał mi przekazać, mówił jakimś językiem, porozumiewał się, a sposób, w jaki to robił był czysto uczuciowy. Nagle zobaczyłem we śnie, jak zaczął spadać, skrzydła jego straciły siłę, a w spojrzeniu, które było tak wyraźne, ujrzałem wyrzut i przygniatające cierpienie. Zbudziłem się zdyszany, spocony, nie mogłem dojść do siebie. Od tamtego czasu nic więcej mi się nie śniło, aż do dzisiejszej nocy, gdy znowu ujrzałem go, tym razem nad jakąś wodą. Rozpościerał dumnie skrzydła, a potem nagle woda zamieniła się w pustynię, a on leżał słaby, dziobały go i rozrywały sępy. I znowu nagle spojrzał na mnie… Co to wszystko oznacza?

– Niesamowite, mów dalej!

– Tego dnia, gdy ponownie przyśnił mi się ptak, podejrzewam, że to orzeł, w dziwny sposób mój organizm znowu zaczął nabierać sił. Spacerowałem długo w kółko, nie dawało mi to spokoju, znowu poczułem, że żyję, że coś mnie wzywa do życia. Wtedy to nadałem sobie imię i postanowiłem się stąd wydostać. Zacząłem obserwować, dostrzegłem wyraźnie kontury miejsca, w którym jesteśmy, wcześniej było ono zatęchłą dziurą, zimną i wilgotną, a tego dnia jawiło mi się jako tajemnicze i pełne magii. Rzeczywiście to był dzień, w którym zaczęliśmy szukać, ja i Niecierpliwy. Zresztą on też tego samego dnia nadał sobie imię, a raczej ja mu je nadałem – kontynuował z dumą i lekkim uśmiechem. – Coś mnie poruszyło, patrząc, zacząłem widzieć… swoją drogą to zastanawiające jak dużo rzeczy nie dostrzegamy. I w tamtej chwili jakby niewyjaśniona myśl pojawiła się w mej głowie, tak jakbym się przejrzał w tym ptasim spojrzeniu, jakby jego oczy odbiły mój smutek. Wtedy zrozumiałem, że to nie on był smutny, tylko ja, a on pokazał mi moje odbicie, a dziś dotarło do mnie, że to nie on umarł a ja. Rozumiesz? My już nie żyjemy, dlatego nic nie pamiętamy. Jesteśmy zawieszeni w czymś, co trudno nazwać i zdefiniować. Szkoda, że tak późno to do mnie dotarło, ale dobrze, że w ogóle. Jeszcze czuję jak mi w głowie szumi. Uświadomiłem sobie siebie zamkniętego tutaj ze swoim smutkiem. Nie mogę pojąć, jak wcześniej mogłem być taki głupi, przecież swoją apatią nawet nie dałem sobie szansy na to by się czegoś dowiedzieć o tym miejscu, być może o sobie.

Geno przeszedł kilka kroków. Zatrzymał. Znów zaczął mówić.

– Po pierwszym śnie z Mądrym znalazłem w sobie światełko wiary by znowu żyć, tak jakbym dostał drugą szansę. Mam tylko nadzieję, że dzisiejszy sen nie oznacza, dla mnie, dla nas, że jest już za późno. Nie może być za późno!!! – krzyknął z całych sił, unosząc głowę i ręce ku górze.

Szybko podszedł do stołu, po chwili zwrócił się ponownie ku nowemu towarzyszowi.

– W tym dniu chodziłem w kółko i myślałem. Spoglądałem po kolei na ściany, stare kamienie, przedmioty, które się tu znajdują, na palący się nieduży ogień. Niektóre z tych rzeczy dostrzegałem po raz pierwszy, przede wszystkim obraz z przekrzywionymi twarzami. Postanowiłem bliżej przyjrzeć się kolorom obrazu, granatowy, pomarańczowy, niebieski, i cztery twarze spoglądające w różnych kierunkach. Wiesz, niesamowite podobieństwo moje i Niecierpliwego od razu rzuciło mi się w oczy. Gdy przybyłeś dziś w nocy, upewniliśmy się, że to nie przypadek. Spójrz! Jest tam i twoja twarz. – Wskazał ręką wiszący obraz.

Żądam słuchał jakby zaczarowany.

– Widzisz, jaką tu mamy zabawę? Dobra, trochę wybiegam do przodu, ale wyobraź sobie, co my czujemy siedząc tu tak długo, jedynie snując jakieś domysły. Wracając do tamtej chwili, wpatrzony w twarz swoją i Niecierpliwego zaniemówiłem. Zacząłem dotykać swojej twarzy, aby wyczuć jej kształty. Rozglądałem się dalej wokół, aż natrafiłem na lustro. Było przesłonięte, ale można było dostrzec jego kontury, odciągnąłem kotarę, pod którą było ukryte. Przejrzałem się. Moje zdumienie było ogromne. Ujrzałem tam nie swoją twarz, a jakąś inną, w dodatku niewyraźną, rozmytą. Jednak budziła ona we mnie nieopisane uczucie. Zrobiło mi się duszno. Nie mogłem złapać tchu. Po chwili straciłem przytomność. Ocknął mnie Niecierpliwy. Leżałem na swoim posłaniu i nie miałem siły mówić, więc wskazałem mu najpierw obraz a potem lustro. Jak już do siebie doszedłem, opowiedziałem mu wszystko, co się wydarzyło.

– To, co zobaczyłem, po tym jak wskazał mi obraz i lustro Geno – wtrącił ochrypłym głosem Niecierpliwy. – Było najbardziej zadziwiającą rzeczą w tym miejscu. Dziwne obrazy i kształty, które powodują, że moje ciało wykręca się i nie mogę znieść tego widoku. Miałem wrażenie jakbym dostrzegł znęcających się ludzi nad moją córką. Przypomniałem sobie jej imię i to jak ją wyrzuciłem z domu. Oprócz tego pojawiają się jakieś mgliste wspomnienia, przeskakujące urywki pamięci, które próbujemy odnaleźć.

– Lustro. – Geno wskazał kotarę. – Ma niepozorny wygląd. Jednak, jak zaczniesz się przyglądać, dostrzeżesz jego nietypowość. Owalny kształt zakończony srebrnymi wzorami na kształt liści, hipnotyzuje i przyciąga w niewyjaśniony sposób. Odbicie bardziej przypomina taflę wody i jest jakby rozmazane. Na krawędzi lustra mieni się dziwny poblask w kolorze fioletu. Na górze po środku z dwóch storn wzór liści splata się z ptakiem, który robi wrażenie jakby trzymał je swoimi szponami.

– Tak, i w dodatku, pojawiają się tam jakieś dziwne pytania! -Niecierpliwy zawahał się. Zastanawiał się nad tym, czy nie za dużo od razu mówią staremu, ale cóż… może nie będą mieli już następnej szansy. Zresztą sami nie wiedzieli, ile mają czasu na rozwiązanie zagadki. Ziarenka w klepsydrze, którą postawił im Klucznik, raz przesypują się szybko a raz tak wolno, jakby mieli całą wieczność na rozstrzygnięcie celu, jaki ich połączył. Od pewnego momentu, to samo ziarenko przepychało się w klepsydrze, jakby czas dla nich się zatrzymał. Chciał jak najszybciej się stąd wyrwać, a starzec, jak się upewnili, był dla nich niezbędny, stanowił brakujące i oczekiwane ogniwo. Postanowił kontynuować.

– „Czy założyłeś maskę?” Tak brzmiało pytanie, zaraz po tym jak zobaczyłem moją córkę, gdy pierwszy raz spojrzałem w lustro.

– Nieodgadnionym jest człowiek i jego zwidy. – Roześmiał się Żądam, patrząc na nich i niedowierzając słowom, których treść stawała się coraz bardziej nieprawdopodobna.

– Myślę, że wszystko to wasze halucynacje, żądam wyjaśnień! Czy to jakiś żart?! Jeśli bierzecie udział w jakiejś grze, to nie podoba mi się, chcę stąd wyjść, ale już!!

– Spokojnie, spokojnie, też chcemy wyjść, ale jak widzisz, drzwi są jedne i nie mają klamki. Klucz posiada tylko Klucznik. Wiemy, co czujesz, bo też czuliśmy się bezradni jak docierała do nas rzeczywistość tego miejsca. Nie ma innej drogi, musimy działać wspólnie, a ty musisz nam pomóc. Inaczej wszyscy zginiemy

– Zaraz się przekonamy, co ja zobaczę w tym waszym lustrze! Zdemaskuję wasze szaleństwo! – Starzec podniósł się i śmiało ruszył w kierunku lustra.

– Czekaj! – Niecierpliwy chwycił go za koszulę. Jego barczysta, masywna postura, małe, sprytne oczka, i dłonie jednoznacznie wskazywały na siłę i nakaz posłuszeństwa. – Zanim się przejrzysz, powinieneś usłyszeć do końca to, o czym chcemy ci powiedzieć. Teraz nie pamiętasz nic ze swojego życia, a jak się przejrzysz, nie będzie odwrotu. Możesz ujrzeć to, czego byś nie chciał.

– Brednie. Lustro, ptak! Odsuń się, bo zamierzam udowodnić wam wasze szaleństwo! – Z iskrami w oczach mówił nowoprzybyły.

– Ostrzegałem cię. Jest jeszcze jedna rzecz, lustro decyduje, co, komu i kiedy pokaże. Abyś zobaczył pytanie skierowane do ciebie, musisz założyć maskę. Pytania te są dziwne, nie potrafimy na nie znaleźć odpowiedzi lub zmieniamy nasze koncepcje. Czasem nawet jak założysz maskę, to zamiast pytania możesz ujrzeć coś, co raczej nie sprawi ci radości. Maska znajduje się w tamtym kufrze. – Wskazał włochaty, brązowy i zużyty pojemnik stojący obok tlącego się samoistnie ognia. – Jest ohydna, nawet jak siebie w niej nie widzisz, to czujesz się szpetnie. Ostrzegam!

Jego rady spotkały się z wyraźną drwiną. Żądam miał w twarzy niewypowiedziany wstręt do wszystkiego, co mu zostało powiedziane. Ruszył w kierunku lustra.

– Dziękuję za rady, jednak najpierw spojrzę bez maski, nie mam nic przed sobą do ukrycia a na pewno byłem i nadal jestem dobrym człowiekiem. – Spoglądając co chwila w kierunku Niecierpliwego, mówił pewnym siebie głosem. Stanął przed lustrem i odsłonił kotarę.

Z jego twarzy Niecierpliwy i Geno mogli wyczytać tylko zaskoczenie, zdziwienie, skupienie i wpatrywanie się w coś, czego nie mógł zrozumieć. Niedowierzanie biło z twarzy starca. Ból przenikał ją i oszpecał. Pobladł, a jego głowa opadła wolno na klatkę piersiową.

Część II ODBICIE