Strona główna » Obyczajowe i romanse » Nakarmić kamień

Nakarmić kamień

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-65358-11-0

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Nakarmić kamień

Nakarmić kamień to nieustanne dociekanie istoty rzeczy. Przedstawiony przez Nowicką świat nie obrósł jeszcze we wtórne znaczenia, w sposób szczególny działa więc na wyobraźnię, wytwarzając własne ciągi przyczynowo-skutkowe, własną logikę. Autorka penetruje relacje łączące ludzi i rzeczy, kwestionuje i podważa zastałe hierarchie, balansuje na granicy ciała i świata zewnętrznego. Związek człowiek-rzecz to dla poetki również podstawa do uobecniania zmarłych, zapamiętanych, „zatrzymanych” w przedmiotach. To mocny, świeży debiut w literaturze polskiej.

Polecane książki

Jest lipiec. Świeżo po przeprowadzce do nowego domu, znudzony, dziesięcioletni Marcel rysuje na kartce bloku rysunkowego wymyślonego kumpla. Dopiero co przeglądał encyklopedię dla dzieci i nie miał się z kim podzielić wrażeniami po przeczytaniu informacji na temat egipskich piramid. Bardzo go z...
Bolesny zawód miłosny. Mężczyznom nie można ufać. Czas zająć się wyłącznie pracą. Ale Jane Cooper, zupełnie jak Kopciuszek, poznaje na balu Królewicza z bajki – przystojnego lekarza z arystokratycznej rodziny. Czy jedna szalona noc może się przerodzić w trwały związek? Zdaniem Jane prawdziwa miłość ...
Zbiór opowiadań autorstwa Wincentego Łosia. Wincenty Łoś (1857–1918) był polskim arystokratą, a także zapalonym literatem oraz kolekcjonerem. Reprezentował poglądy konserwatywne, które ujawniały się w jego twórczości literackiej. Był bardzo płodnym autorem. Spod jego pióra wyszły także m.in. „Dzisie...
Jaś Michalski po porwaniu mu siostry na planetę Pera, przez Sidama, agenta tej planety, dobrowolnie leci do niej zdając sobie sprawę z grożącego mu niebezpieczeństwa. Po przylocie, szybko aklimatyzuje się w nowym otoczeniu, poznając wiele osób, jak również czyhających na niego pułapek. W tym samym c...
Opowieść o tym, że groza wojny sięga po ludzkie dusze daleko poza dym bitewnych pól. Wspomnienia żołnierzy zapisane w apogeum ich niedoli. Myli się ten, kto sądzi, iż wszelkie koszty wojny rozliczane są na froncie, a jej zło nie rozprzestrzenia się jak zaraza, która zatruwa umysły i ni...
Niniejsza książka stanowi skróconą wersję tomu Egiptologia - zawiera 5 wybranych utworów.  ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Bronka Nowicka

Bronka Nowicka

Nakarmić kamień

Biuro Literackie • Stronie Śląskie – Wrocław 2016

Poezje 129

Bronka Nowicka Nakarmić kamień

Zdjęcie na okładce: Z archiwum Autorki

Projekt okładki: Wojtek Świerdzewski

Redakcja i korekta: Joanna Mueller

Projekt typograficzny i skład wersji elektronicznej: Mateusz Martyn

Copyright © by Bronka Nowicka

Copyright © by Biuro Literackie, 2016

Biuro Literackie

ul. Sokolnicza 5/37, 53-676 Wrocław

tel. 71 346 01 42, poczta@biuroliterackie.pl

www.biuroliterackie.pl

isbn 978-83-65358-11-0

Wszelkie powielanie lub wykorzystywanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż jednorazowe pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Spis rzeczy

Rajtuzy

Grzebień

Łyżeczka

Kamień

Pudełko

Guziki

Puch

Widelec

Parapet

Zlew

Poduszka do igieł

Kieszenie

Siatka

Bryła gliny

Naftalina

Popiół

Próg

Worek

Statek

Patyk

Kłębek

Ziemia

Stół

Pióro

Nożyczki

Poszewka

Okno

Zapałka

Latawce

Aparat

Furtka

Lustro

Drzwi

Firanka

Szafa

Fotografia

Studnia

Łyżka

Kasztan

Buty

Walizka

Skóra

Mydło

Niemożliwemu

Smutek mnie uczy, że służę do życia.

– Kiedy jesz – mówi – masz pamiętać, żeby gryźć i połykać, tylko tyle. Bo widzisz, chodzi o to, że włosy rosną bez twojej pomocy, samo się oddycha i samo śpi, oczy wiedzą, co zrobić, żeby się zamknąć. W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego.

Więc idąc, tylko przebieram nogami, a siedząc, uciskam stołek, który skrzypi. Kiedy tak siedzę, widok całymi godzinami używa mnie do patrzenia.

Rajtuzy

Lubi smak kolana. Latem wyjada go prosto ze skóry, zimą przez rajtuzy, aż wylinieje na język bawełniana sierść. W głowie zatkniętej na kolano dziecko układa rzeczy, które zna.

Mrówka roztarta w palcach pachnie octem. Motyl ma puder. Kret frak. Po skórze da się toczyć szare wałki brudu. Starych ludzi czuć barszczem. Za paznokciami jest masło, w które wchodzą drzazgi. Są garbaci i szaleni ludzie, ale nie psy i ptaki. Ssąc słone kolano, dziecko wie: jedyną rzeczą, która oddziela człowieka od świata, jest skóra. Dzięki niej nie wsiąka się w bezmiar rzeczy.

Grzebień

– Znajdziesz wesz, dostaniesz pieniążek – mówi dziadek. Kładzie na ceracie dwudziestozłotówkę i grzebień z ciasno osadzonymi zębami.

Mięsista głowa: patrzę na nią z góry, stojąc na stołku. Grzebień orze skórę – gdzie przejedzie, zostawia białe rysy, które po chwili naciągają różem. Głowa się pochyla. Dziadek drzemie.

Kilka dni później ma ręce z wosku.

– Idź, nie bój się, pocałuj – lekko mnie popychają.

– Pocałuj w rękę.

Podchodzę i całuję. Skóra taka, jakby jej nie było: nieciepła, niemiękka. Nikt pod nią nie mieszka. Opakowanie po czekoladkach mogłam zatrzymać. Wyjmowałam pudełko i wąchałam, wtedy cukierki wracały w głowie jeden po drugim, jak prawdziwe. Opakowanie po dziadku trzeba zakopać. Ale można sobie coś po nim zachować.

– Weź, co chcesz.

Chcę sweter.

– Jest przepocony, na pewno go chcesz, ten łach?

Sweter wyprany z dziadka wisi na sznurze. Jeszcze mokry sweter prasuje się z dziadka. Nie chcę tego swetra, już nie.

Nie pytając, czy mogę, biorę sobie grzebień. Nie pytając, więc kradnę, ale się nie wstydzę. Jeszcze jest w nim dziadek. Biorę sobie ciebie, grzebieniu, za pamięć.

Łyżeczka

Umarli słodzą tylko wtedy, kiedy wetkniemy im w ręce łyżeczki i sami zataczamy koła po dnach szklanek. Kryształki cukru udają tornada, trąby powietrzne wsadzają liście herbaty na karuzele. Kręcą się jeszcze, gdy łyżeczki oparte o spodki już wystygły.

Niech będzie ruch. Niech mrówka ucieka po obrusie, taszcząc okruch ciasta. Trzeba nam osy nad stół. Niech coś brzęczy. Rozbroi ciszę tej sceny, zanim umarli nie przemówią mową, którą skleimy dla nich z cienkich papierków przechowanych słów. Zanim nie ukryjemy się za ich plecami i nie zaczniemy mówić za nich, wyobrażając sobie, że poruszają ustami. Później zaprowadzimy nad talerze ich palce, rozkruszymy nimi herbatniki, pozbieramy okruchy na opuszki, które sami poślinimy. W końcu, zmęczeni ciężarem marionetek, odłożymy ich ręce na kolana, dając sobie do zrozumienia, że w tym miejscu kończy się i podwieczorek, i wspomnienie.

Umarli nie ubierają się sami. Robimy to za nich. Tak jest z czesaniem, goleniem, wsadzaniem wsuwki we włosy i spinki w mankiet. Z dokładaniem do pieca i zestawianiem gwiżdżącego czajnika.

Trzeba im czyścić buty. Lizać za nich znaczki i wysyłać listy, które do nas nie dochodzą. Nie pomyślą, czego nie pomyślimy za nich, więc myślą o nas naszymi myślami.

Zdarza się, że siedzą w upał w rękawiczkach i wełnianych czapkach. Albo czapach ze śniegu – nad zamarzniętą rzeką, przy której zapomnieliśmy ich zeszłej wiosny.

Dziecko zostawia dziadka nad szklanką herbaty. Jutro znów przyjdzie ją posłodzić. I znów, aż wyczerpie się cały cukier świata.

Kamień

Ani kasztany wrzucone w kieszenie, ani kradzione jabłka nie ciążą dziecku tak, jak smutek. Pracą smutku jest przyjść i być. Nic więcej. Reszta należy do człowieka – jeśli go podejmie, smutek się utuczy jak toczona śnieżka. Oblepi każdą myślą.

Teraz jest lato. Dziecko stoi w ogrodzie, ma otwarte usta, przez które dymi oniemienie światem. Smutek leży obok. Nie topnieje. Nawet się nie poci.

Dziecko