Strona główna » Obyczajowe i romanse » Podróż do Sewilli (Światowe Życie)

Podróż do Sewilli (Światowe Życie)

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 9788327644930

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Podróż do Sewilli (Światowe Życie)

Gabriel postanowił się ożenić ze względu na ukochaną babcię, która bardzo pragnęła, by miał rodzinę. Jednak narzeczona, piękna modelka, porzuca Gabriela tuż przed ślubem. Gabriel nie ma sumienia powiedzieć ciężko chorej babci, że jej marzenie się nie spełni. Jedzie do niej do Sewilli. Zamiast narzeczonej zabiera ze sobą asystentkę Abby. Babcia bierze ją za jego przyszłą żoną, a Gabriel nie wyprowadza jej z błędu…

Polecane książki

Dary wiatru północnego” to kolejna powieść autorstwa Wacława Sieroszewskiego.   Syn biednej komornicy wyrusza na koniec świata, by pomścić swoją krzywdę. Sprawca tej krzywdy, wiatr północny, wynagradza chłopaka, ten jednak nie potrafi rozsądnie korzystać z darów &nd...
W mrocznej, niebezpiecznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych, młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może, coś więcej.   Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w ...
Szybka pomoc na Święta Bożego Narodzenia. Przepisy sprawdzone na świątecznym stole autorki. Przygotujesz Wigilię nawet w dwa wieczory....
Nadzieje Helen Shaw na udany pobyt na greckiej wyspie Santoros rozwiewają się w chwili, gdy prom przybija do portu. Na nadbrzeżu zauważa bowiem miejscowego potentata, Milosa Stephanidesa. Wiele lat wcześniej przeżyli wspólnie namiętną przygodę, lecz Helen opuściła Milosa, odkrywszy jego n...
Miłość jest najpotężniejszą siłą życiową. Znacie ją? Mam nadzieję, że tak. Wiecie, jak to jest – kiwnie palcem, a my wyjemy do księżyca. Mrugnie okiem, a jesteśmy gotowi iść na wojnę z całym światem. A próbowaliście kiedyś stawić opór miłosnej wichurze, która budzi motyle ...
Uchwały podejmowane w szkole muszą być zgodne z przepisami prawa. Przedstawiamy publikację, w której podpowiadamy, jak przygotowywać uchwały, jaka powinna być ich treść, a także jak uchylić uchwałę niezgodną z prawem. Skorzystaj ze wzorów gotowych uchwał!...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Cathy Williams

Cathy WilliamsPodróż do Sewilli

Tłumaczenie:Anna Dobrzańska-Gadowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Spóźniłaś się.

Gabriel podniósł się zza masywnego biurka z orzechowego drewna i surowym wzrokiem zmierzył drobną ciemnowłosą kobietę, która właśnie przysunęła sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko niego.

Pod pachą ściskała laptop, a w wolnej dłoni trzymała tekturowy kubek z kawą kupioną po drodze w barku tuż pod potężnym biurowcem o wielkich szklanych ścianach, w którym mieściła się główna siedziba firmy Gabriela.

I w zasadzie wszystko było jak co dzień, tyle tylko, że ósma trzydzieści, godzina, o której zawsze zjawiała się w biurze, dawno już minęła. Minęła też dziewiąta trzydzieści. Było po dziesiątej, a to zakrawało na sytuację najzupełniej nienormalną. Gabriel wymownie spojrzał na zegarek i przeniósł wzrok na swoją asystentkę.

– Wiem. – Abby ostrożnie postawiła kawę na brzegu biurka i usiadła.

Pozornie była spokojna i opanowana jak zawsze, w dużej mierze dlatego, że właśnie takiego zachowania wymagało i stanowisko, które zajmowała, i wybuchowa, naładowana adrenaliną osobowość jej szefa. Gdyby nie potrafiła zachować spokoju w każdej sytuacji, na pewno nie przepracowałaby dwóch lat jako osobista asystentka Gabriela.

Tak czy inaczej teraz, mimo pozornego spokoju, trzęsła się wewnątrz jak osika. Była nerwowym wrakiem, ponieważ musiała wstrząsnąć podwalinami starannie poukładanego życia szefa.

– Nie trzymaj mnie w napięciu – uśmiechnął się i podszedł do niej powoli. – Dobrze wiesz, jaki ze mnie nudziarz – nienawidzę wszystkiego, co odbiega od normalności.

Abby nigdy w życiu nie określiłaby Gabriela mianem „nudziarza” i nie miała cienia wątpliwości, że on doskonale o tym wie.

Spojrzała na niego, świadoma swojej bezradności, ale bezpośredni kontakt z ciemnymi jak noc oczami Gabriela jak zwykle wprawił ją w stan zmieszania i niepewności, których korzeni nie była w stanie nazwać.

Nie należała do tłumu pięknych, eleganckich i zadbanych kobiet w wieku od osiemnastu do osiemdziesięciu lat, pod którymi kolana uginały się w sekundzie, gdy Gabriel raczył obdarzyć je jednym spojrzeniem, nie zmieniało to jednak faktu, że szef od początku robił na niej spore wrażenie, chociaż z czasem nauczyła się ignorować swoje reakcje na jego obecność.

– Może usiądziesz? – Uniosła brwi, starając się ukryć zdenerwowanie.

Gabriel miał iście sokoli wzrok, przed którym nie mogły się ukryć nawet najdrobniejsze reakcje, tymczasem Abby chciała powiedzieć to, co miała do powiedzenia, zanim on zdąży na nią naskoczyć.

– Inaczej zaraz dostanę poważnego skurczu mięśni szyi – dorzuciła lekko.

– No, więc? – Przysiadł na brzegu biurka. – Skąd to nagłe odejście od rutyny? Musiałaś niespodziewanie pójść do dentysty? Odwieźć chorego kota do weterynarza? Uporać się z potwornym kacem?

Generalnie rzecz biorąc, Gabriel nie miał nic przeciwko odrobinie nieprzewidywalności w życiu osobistym, chociaż teraz, gdy zbliżał się dzień jego ślubu, raczej nie szukał ekscytujących niespodzianek. Życie prywatne nie miało jednak dla niego kompletnie nic wspólnego z życiem zawodowym, którego stałą część stanowiła zaufana sekretarka.

Najważniejsze było zresztą to, że nie potrafił wyobrazić sobie skutecznej współpracy z kimś innym. Spokojne usposobienie Abby w jakiś przedziwny sposób współgrało z agresywną energią szefa i dawało mu poczucie bezpieczeństwa oraz całkowitą pewność lojalności asystentki.

Pobladł gwałtownie, ponieważ nagle dotarło do niego, że poza wymagającym leczenia zębem czy kotem oraz zepsutym budzikiem mogą istnieć także i inne przyczyny spóźnienia młodej kobiety.

– Nie jesteś chyba… Nie jesteś, prawda?

– O co ci chodzi?

– Nie wiem nawet, czy masz chłopaka. Pracujesz dla mnie od ponad dwóch lat, a ja wciąż nie wiem kompletnie nic o twoim życiu prywatnym.

– A co ma do rzeczy moje życie prywatne? – Policzki Abby oblał intensywny rumieniec.

– Większość szefów zna przynajmniej garść szczegółów z życia swoich pracowników, ale ty jesteś bardzo tajemnicza, moja droga. Dlaczego?

Abby skrzywiła się lekko.

– Słuchaj, naprawdę nie mam pojęcia, o co ci chodzi…

– Gdybym wiedział, że gdzieś w tle twojej rzeczywistości czai się jakiś mężczyzna, mógłbym przygotować się na to, co nieuniknione – przerwał jej.

Abby popatrzyła na niego z nieskrywanym zmieszaniem. Błyskotliwy umysł Gabriela miał zwyczaj galopować w nieoczekiwanych kierunkach, lecz zawsze docierał do celu, który pragnął osiągnąć jego właściciel, pozostawiając innych daleko za sobą.

– To, co nieuniknione? – powtórzyła słabo.

– Tak. To prosty proces dedukcji: nigdy się nie spóźniasz, więc mogę założyć, że napotkałaś jakąś nieprzewidzianą przeszkodę albo że źle się czujesz. Ale jednak dotarłaś do biura i jesteś tu, więc może chodzi o jakiś tymczasowy spadek formy, a może o wizytę u lekarza, rozumiesz, prawda? Dopasowuję fragmenty układanki i…

Ciemne oczy spoczęły na płaskim brzuchu Abby. Spięła się i gwałtownie wciągnęła powietrze.

– Jakie fragmenty układanki dopasowujesz, na miłość boską? – wykrzyknęła ze zniecierpliwieniem. – Nie jestem w ciąży! A nie opowiadam ci o swoim życiu prywatnym nie dlatego, że usiłuję coś ukryć, tylko dlatego, że to najzwyczajniej w świecie nie twoja sprawa!

– Czyli jednak jesteś skryta. – Gabriel nawet nie mrugnął. – Bo kobiety zawsze lubią opowiadać o swoim życiu prywatnym.

Zazgrzytała zębami, wykazując się wyraźnym brakiem chłodnej rezerwy, z której była tak dumna.

– Nie mogę jednak powiedzieć, że mi nie ulżyło – ciągnął. – I chcę ci powiedzieć, że w przyszłości powinnaś od razu i bez wahania poinformować mnie, gdybyś zaszła w ciążę. Nie należę do tych męskich szowinistów, którzy uważają, że kobieta z dzieckiem nie jest w stanie dobrze pracować.

– Kwestia równouprawnienia kobiet zyskała sporo zwolenników od czasów średniowiecza – mruknęła Abby.

Wiedziała już, jak to się stało, że przygotowana przez nią odpowiednio wcześniej mowa zboczyła w jakimś dziwnym kierunku – Gabriel po prostu nie dopuścił jej do słowa.

– Można by tak pomyśleć, prawda? – prychnął. – Rzeczywistość wygląda jednak trochę inaczej, możesz mi wierzyć. No, ale nadal nie mam pojęcia, dlaczego się spóźniłaś…

– Ja… Widzisz, umówiłam się z kimś na wczorajszy wieczór i…

Nie był to spójny wewnętrznie tekst, który przygotowała w myśli w drodze do pracy, jak zwykle nie przewidziała jednak zaskakującego toku rozumowania szefa.

– Poszłam do klubu – dokończyła.

– Do klubu? W czwartek?

– Tak. Widzę, że cię to dziwi, ale ludzie chodzą do klubów i dobrze się bawią, nawet w czwartki!

Miała świadomość, że jest czerwona jak burak i z każdą chwilą coraz bardziej zdenerwowana. Umówiła się na randkę przez internet, z kimś, kogo poznała na randkowym portalu. Ten ktoś na początku wieczoru wydawał się naprawdę obiecujący, lecz nawet wtedy musiała się powstrzymywać, aby co parę minut nie zerkać na zegarek. I co chwilę przypominać sobie, że po dwóch latach życia w celibacie powinna znowu zacząć umawiać się na randki…

Tak czy inaczej, facet nie był taki zły. Dość przystojny, w okularach w metalowych oprawkach, w garniturze, na dobrym stanowisku w dużej firmie księgowej. Nie istniał żaden powód, dla którego nie miałaby pójść z nim do klubu.

Skąd miała wiedzieć, że po czterech godzinach będzie ledwo żywa z nudów? Tak czy inaczej, może właśnie dlatego zaczęła się rozglądać dookoła. Muzyka była głośna i księgowy oddalił się w stronę baru po świeże drinki, ignorując jej oświadczenia, że powinna już wracać do domu. Korzystając z paru wolnych chwil, postanowiła przyjrzeć się otaczającym ją ludziom, ot tak, dla rozrywki.

Nie spodziewała się zobaczyć kogoś znajomego, głównie dlatego, że raczej nie bywała w towarzystwie imprezowych bywalców. Szczerze mówiąc, krąg jej przyjaciół był niewielki i ograniczony do dziewcząt, z którymi raz w tygodniu grywała w tenisa oraz garstki kumpli ze studiów.

W gorącym, dusznym pomieszczeniu było prawie kompletnie ciemno, lecz mimo tego Abby nie miała szans nie zauważyć Lucy, narzeczonej Gabriela. Jak zresztą można nie zwrócić uwagi na dziewczynę, która ma platynowe włosy do pasa, nogi stąd do księżyca oraz ciało przyciągające wzrok wszystkich mężczyzn w okolicy…

Lucy Jackson była znaną modelką o łagodnym, słodkim usposobieniu i Abby dosłownie zamarła, widząc ją na parkiecie, w ramionach mężczyzny prawie tak pięknego jak ona. Dopiero po dłuższej chwili początkowy szok ustąpił miejsca nieprzyjemnemu zdumieniu i wreszcie wybuchowi gniewu. Jak Lucy mogła wyciąć taki numer Gabrielowi?

Abby wpatrywała się w tamtych dwoje tak długo, że wcale się nie zdziwiła, gdy Lucy odwróciła się i napotkała jej spojrzenie. Przez następną godzinę prawie żałowała, że niewiarygodnie nudny księgowy gdzieś się zapodział, ponieważ Lucy, cała we łzach, zaciągnęła ją do najspokojniejszego kąta w klubie i tam zasypała ją zwierzeniami.

– Byłam prawie pewna, że uda mi się wyjść za Gabriela – szlochała. – Nie chodzi o to, że go nie lubię czy coś takiego, ale on po prostu nie jest w moim typie. Rodzice byli tacy szczęśliwi, gdy mi się oświadczył, jednak ja nie mogę… No, nie mogę… Gabriel jest tak bezlitośnie poważny, ciągle pracuje i…

Abby z trudem powstrzymała się od najzupełniej naturalnego stwierdzenia, że błyskawicznie rozrastające się technologiczne giganty raczej nie zgarniają milionów pod kierownictwem imprezujących i intensywnie oddających się innym rozrywkom szefów.

– Z jednej strony żałuję, że mnie zauważyłaś. – Lucy nerwowo przygryzła dolną wargę. – A z drugiej nie, bo Rupe rozumie mnie najlepiej na świecie. Jest modelem, więc nie dostaje dreszczy na myśl, że można się dobrze bawić. Wiem, że nie jest tak imponujący jak Gabriel i boję się, że tata mnie zamorduje, słowo daję, ale nie mogę, zwyczajnie nie mogę się w to wpakować. Słuchaj, czy teraz, skoro już wiesz, mogłabyś powiedzieć Gabrielowi? Błagam cię, skarbie, miej litość… Gabriel się wścieknie, a wtedy ja zgodzę się na wszystko, bo nie radzę sobie z presją…

Abby spojrzała na nią z niedowierzaniem.

– Ja mam mu powiedzieć? – ryknęła, starając się przekrzyczeć ogłuszającą muzykę. – Oszalałaś?!

Jednak łagodna Lucy stanowiła żywy przykład, że w odpowiednich okolicznościach każdy potrafi wykazać się oślim uporem. Błagała tak długo i płakała tak rozpaczliwie, że w końcu Abby skapitulowała.

Co bynajmniej nie ułatwiało jej zadania teraz, gdy patrzyła na swojego szefa ze świadomością, że musi sprawić mu ból.

Wzięła głęboki oddech.

– Nigdy nie zgadniesz, na kogo wpadłam w tym klubie – zaczęła lekkim tonem.

Gabriel zmrużył oczy.

– Wyczuwam, że w końcu docieramy do sedna – rzucił sucho. – Więc może zamiast krążyć wokół głównego tematu, wreszcie zdradzisz mi, w czym rzecz, co ty na to? – Rozpostarł ramiona w geście dobrodusznej szczerości. – Myślę, że okażę się dość odporny na szok, gdy chodzi o to, co się dzieje w klubach. Istnieją poważne powody, dlaczego przestałem chodzić do wszystkich poza moim własnym.

Abby zdawała sobie sprawę, że czas mija. Nie miała pojęcia, jak jej szef przyjmie wiadomość, którą zobowiązała się mu przekazać, nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że czeka ją mało przyjemny dzień.

– Spotkałam tam Lucy.

– Lucy, moją narzeczoną?

– Tę samą. – Abby przechyliła głowę na bok.

– Jeżeli się spodziewasz, że dostanę ataku zazdrości, to czeka cię zawód – oświadczył. – Lucy jest osobą niezależną i jeśli ma ochotę wybrać się do nocnego klubu, to ma do tego pełne prawo.

Zastanawiał się, z kim Abby poszła do nocnego klubu. Z grupą koleżanek, po to, by wypić parę koktajli i potańczyć dookoła torebki? Może chciała poderwać jakiegoś faceta, chociaż to wydawało mu się zupełnie nieprawdopodobne. Z drugiej strony, czemu nie? Miała dwadzieścia parę lat i chociaż ubierała się w stylu pani w średnim wieku, twarz miała całkiem ładną.

Nie, nie była piękna, pomyślał z roztargnieniem. Piękna była Lucy, jego narzeczona o smukłym, cudownym ciele i długich jasnych włosach. Abby los wyposażył w ponadprzeciętną inteligencję oraz twórczą wyobraźnię.

Poza tym los podarował jej ciemne włosy do ramion, zazwyczaj ściągnięte z tyłu, szare oczy ocienione zdumiewająco gęstymi rzęsami, pięknie zarysowane brwi i seksowne usta. Gabriel nie pierwszy raz zwrócił uwagę na fizyczne zalety swojej wyjątkowo sprawnej, opanowanej i niezmiennie przytomnej asystentki, ale z całą pewnością pierwszy raz nawet nie próbował zapanować nad wyobraźnią, pewnie dlatego, że wspomniana wyobraźnia podsunęła mu teraz obraz Abby w nocnym klubie, Abby otoczonej miotającymi się w tańcu ciałami w skąpych strojach.

Jego ciemne oczy ogarnęły spojrzeniem jej ciało. Jak zwykle miała na sobie białą koszulową bluzkę, szarą spódnicę do kolan i praktyczne czarne czółenka bez obcasów. Był to strój, który większość szanujących się młodych kobiet po dwudziestce ze wstrętem upchnęłoby gdzieś na dnie szafy. Gabriel wyobraził ją sobie w krótkim topie, spódniczce mini i pantoflach na wysokim obcasie, a wszystko to w intensywnych kolorach.

Świadoma jego spojrzenia, Abby zaczerwieniła się i skromnie poprawiła spódnicę.

– Lucy nie była sama – zaczęła.

– Z kim wybrałaś się do klubu?

– Słucham?

– Z kim tam byłaś? Zazwyczaj tak wstrzemięźliwie dzielisz się informacjami na temat swojego życia poza pracą, że chyba rozumiesz moje zaciekawienie…

– Nie, nie rozumiem – warknęła. – Jeżeli łaskawie przestaniesz mi przerywać…

– Co wspólnego ma moja narzeczona z twoim spóźnieniem?

Z piersi Abby wyrwało się ciężkie westchnienie.

– Prawie cały wieczór rozmawiałyśmy, wróciłam do domu znacznie później, niż przewidywałam, i zaspałam – wyjaśniła dobitnie. – Dlatego się spóźniłam. A zaspałam, ponieważ po rozmowie z Lucy zasnęłam dopiero nad ranem.

– Posługujesz się zagadkami.

– Lucy była w klubie z mężczyzną, z modelem o imieniu Rupert. – Z trudem przełknęła ślinę. – Wolałabym ci tego nie mówić, naprawdę, i wiem, że nigdy nie powinnam była się zgodzić na tę okropną misję, ale dałam słowo, więc posłuchaj: Lucy ma poważne wątpliwości w sprawie ślubu. Była w klubie z tym Rupertem i jest absolutnie oczywiste, że łączy ich intymna więź…

Ciemne oczy Gabriela spoczęły na jej twarzy. Nie spodziewał się, że usłyszy od niej coś takiego. Gdyby to był ktoś inny, pomyślałby, że to wyjątkowo durny żart albo że przypadkowy obserwator wyolbrzymił znaczenie stosunkowo niewinnej sceny, lecz w przypadku jego asystentki żadna z tych opcji nie wchodziła w grę.

– Przykro mi – cicho odezwała się Abby. – Fatalnie się z tym czuję, ale Lucy nie zostawiła mi wielkiego wyboru.

– Rupert, tak?

– Byłoby dużo lepiej, gdyście po prostu usiedli i porozmawiali o tym beze mnie w roli pośredniczki…

– Więc moja narzeczona pieprzy się z kimś innym.

– Nie powiedziałam tego!

– Jednak dość jasno wynika to z twojego opisu sytuacji.

Gabriel zacisnął zęby i podszedł do przeszklonej ściany z widokiem na centrum miasta. Stał nieruchomo, z rękami wbitymi w kieszenie spodni, nie widząc ciągnących się parę pięter niżej ruchliwych ulic.

Powinien być załamany, zrozpaczony i wściekły. Powinien płonąć pragnieniem wymierzenia ciosu czemuś lub komuś, najlepiej Rupertowi, człowiekowi, którego praktycznie nie znał, czuł jednak tylko rozczarowanie.

Poczuł lekkie dotknięcie, odwrócił się szybko i spojrzał w owalną twarz Abby, pełną troski i niepokoju.

– Bardzo mi przykro. Lucy bała się chyba, że będziesz na nią zły…

– I dlatego uznała, że w celu zmniejszenia efektu posłuży się tobą, jako posłańcem?

– Pewnie tak – westchnęła Abby. – Ona naprawdę cię lubi, nie jest tylko pewna, czy jesteś tym mężczyzną, który jest jej przeznaczeniem, no, w każdym razie coś takiego mi powiedziała. Normalnie nigdy nie zgodziłabym się na tę rolę, ale Lucy była kompletnie zrozpaczona.

– Jestem głęboko poruszony. Wygląda na to, że zrywa zaręczyny przez posła, więc może przynajmniej mógłbym poznać powody jej decyzji, co?

Była zaskoczona, że tak skutecznie maskował emocje, które przecież musiały nim w tej chwili targać. Miał tak silną osobowość, że zachowywał spokój w momencie, gdy powinien miotać się po gabinecie jak szalony, logicznie rzecz biorąc.

Oczywiście wcale nie żałowała, że zachowywał się właśnie tak, a nie inaczej. Czuła ulgę i lekkie zaciekawienie, to ostatnie uczucie nie miało jednak nic wspólnego z jej rolą osobistej asystentki Gabriela. Abby zawsze wolała oddzielać swoją karierę od życia osobistego i twardo trzymała się tej zasady.

– Przestraszyła ją myśl, że ma poślubić kogoś, kto poświęca większość czasu pracy.

– To zrozumiałe.

– Mam wrażenie, że w jej zawodzie ludzie bardzo często chodzą na przyjęcia i inne imprezy, a jakoś nie mogła sobie wyobrazić, że będziesz jej towarzyszył.

– Punkt dla Lucy, słusznie.

– Wydaje jej się, że zostałaby żoną człowieka, który nie umie się bawić.

– Praca sprawia mi przyjemność, nie da się zaprzeczyć – mruknął Gabriel. – Czuję się jednak dotknięty, że jestem postrzegany jako ktoś, kto nie umie się bawić.

Abby długą chwilę obserwowała go w milczeniu.

– Nie sprawiasz wrażenia szczególnie poruszonego tą sytuacją – powiedziała wreszcie. – A przecież chodzi tu o twoją narzeczoną, więc musisz mocno cierpieć…

– Lubię sobie powtarzać, że posiadam sporą odporność na rozmaitego rodzaju emocjonalne wpadki. Warto też zauważyć, że lepiej, aby wątpliwości dały o sobie znać przed ślubem niż po ceremonii, nie sądzisz?

– Tak, ale…

– Chcesz, żebym szlochał na twoich oczach? – zagadnął chłodno.

Abby nie była romantyczką. Miała za sobą nieudany związek, z którego wyszła ze sporą dawką sceptycyzmu w kwestii kwiatów, czekoladek i szczęśliwych zakończeń, jednak teraz zdała sobie sprawę, że chyba przedwcześnie zwątpiła we własną wiarę w prawdziwą miłość.

– Nie moja sprawa, w jaki sposób reagujesz. – Wzruszyła ramionami. – Nie chciałam przyjąć misji, którą obarczyła mnie Lucy, ale nie miałam wyboru. Tak czy inaczej, nie wątpię, że będziesz chciał się z nią skontaktować i… Myślałam tylko, że… Naturalnie nie oczekiwałam, że będziesz szlochał…

– Moja babka – rzucił Gabriel, zaskakując samego siebie.

Mimo maski, za którą się ukrył, podobnie jak stojąca przed nim kobieta był zamknięty w sobie i rzadko okazywał uczucia. A jednak…

– Twoja babka? – Abby ściągnęła brwi.

Zrobiła krok do tyłu, lecz nadal znajdowała się tak blisko niego, że wyraźnie czuła energetyczny, fizyczny dynamizm jego osobowości. Górował nad nią wzrostem i, co czasami się zdarzało, skłaniał do uświadomienia sobie, że jako kobieta wcale nie jest całkowicie odporna na jego magnetyzm.

Tak czuła się właśnie teraz, pod nieodgadnionym spojrzeniem jego ciemnych oczu.

– Moja babka przeszła serię niewielkich udarów – podjął. – Niewielkich, ale jednak udarów. Generalnie była w dobrym stanie, ale z przygnębieniem myślała o swojej przyszłości i często mówiła, że chciałaby zobaczyć mnie żonatego z dobrą, odpowiedzialną kobietą, która urodziłaby mi dzieci i opiekowała się mną, gdy już będę stary.

– Rozumiem…

Wyznanie Gabriela wstrząsnęło Abby. Nigdy nie rozmawiali o sprawach osobistych i teraz jego słowa nie tylko zbiły ją z tropu, ale i wzbudziły dziwne, naznaczone radością podniecenie, że postanowił zwierzyć jej się ze swoich przeżyć.

– A twoi rodzice? – spytała cicho.

– Oboje nie żyją.

Spuścił wzrok, zachowując tylko dla siebie świadomość, że jego rodzice, którzy cieszyli się cudownym, pełnym miłości małżeństwem, byli nim równie rozczarowani jak babka. Niedługo po śmierci matki Gabriela odszedł także i ojciec, niezdolny pogodzić się z faktem, że niespodziewana choroba pozbawiła go miłości jego życia.

– Bardzo mi przykro…

– To było dawno. Rzecz w tym, że wychowała mnie babka i trudno mi znieść myśl, że jej jedyne pragnienie nie zostanie spełnione.

– To dlatego postanowiłeś ożenić się z Lucy… Ale co z miłością?

Popatrzył na nią z lekkim rozbawieniem. Była to najbardziej intymna rozmowa w całej historii ich znajomości i chociaż Abby powtarzała sobie, że nie może się już doczekać, kiedy wreszcie wróci do pracy, mimo wszystko cieszyła ją ta nieoczekiwania możliwość kontaktu z prywatną sferą życia szefa.

Miała okazję poznać kilka dziewczyn Gabriela, seksownych, pewnych siebie kobiet, które doskonale wiedziały, jakie wrażenie robią na przedstawicielach płci przeciwnej i umiały to wykorzystać. Nie miała pojęcia, dlaczego wybrał akurat Lucy i wstydziła się własnej ciekawości.

– Nie należę do tych, którzy wierzą w to szczególne uczucie – powoli oświadczył Gabriel, zaraz jednak uśmiechnął się lekko. – Zaczynam jednak przypuszczać, że ty w nie wierzysz.

– I bardzo się mylisz – prychnęła.

Czas zatrzymał się na moment. Nie mogła oderwać wzroku od jego przystojnej twarzy o wyrazistych, zdecydowanych rysach, i nagle poczuła, że z wrażenia zaschło jej w ustach.

– Biedna Lucy – rzuciła ostro.

– Biedna, bo miała nieszczęście nosić mój pierścionek z brylantem na swoim palcu? – Uniósł brwi. – Wiele kobiet byłoby zachwyconych, gdybym dał im taką możliwość.

– Więc może trzeba było wybrać którąś z nich.

– Raczej nie. Lucy i ja znamy się od dawna, nie bez znaczenia jest też jej pochodzenie, jak najbardziej odpowiednie, rzecz jasna.

Nawet nie próbowała zrozumieć, dlaczego jego słowa odczuła jak policzek.

– Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy mają dla ciebie znaczenie, chociaż to nie moja sprawa, oczywiście.

– To prawda – zgodził się. – Jednak teraz, gdy, jak to się mówi, otworzyłem przed tobą moje serce, nie chcę niczego więcej ukrywać. Skontaktuję się z Lucy, tak jest, lecz wbrew jej przekonaniu wcale nie zamierzam jej dręczyć, bo to zapewnią jej rodzice. Ja będę życzył jej szczęścia w życiu z tym pozbawionym podbródka siódmym cudem świata, Rupertem. I, aby zaspokoić twoją ciekawość, nie przywiązuję dużej wagi do spraw materialnych, ale tam, gdzie w grę wchodzi małżeństwo, uważam, że ślub warto wziąć z kobietą, która w obrączce nie widzi gwarancji bogactwa.

Abby natychmiast pomyślała o niektórych jego kobietach – wyzywająco pięknych, uwodzicielskich i kompletnie pozbawionych klasy.

Gabriel powiedział, że chce zaspokoić jej ciekawość, wyglądało jednak na to, że rozbudził ją jeszcze bardziej. Nie była z tego zadowolona.

– No, dobrze – rzekł nagle. – Bierzemy się do pracy.

Spojrzał na dziewczynę, która powoli zajęła miejsce za swoim biurkiem, naprzeciwko niego.

– Lucy nie powinna była stawiać cię w takiej sytuacji – powiedział poważnie.

– Jest młoda.

– Jakoś trudno mi potraktować to jako istotny argument. Podobnie jak to, że oczekiwała znacznie więcej niż mogła otrzymać, chociaż było to całkiem sporo. Cóż, teraz pozostało mi tylko powiadomić moją babkę, że ślub stulecia się nie odbędzie…

Twarz Gabriela pozostała obojętna, mimo że doskonale wiedział, że babce trudno będzie pogodzić się z tą sytuacją. Jej depresja pogłębiała się – ostatnio nie chciała już wychodzić z domu i odrzucała wszelkie propozycje przeprowadzki do Londynu, gdzie mógłby się nią opiekować.

Miłość do tej niezależnej, jeszcze do niedawna silnej kobiety była jedyną słabością Gabriela. Babka nigdy nie rozumiała, dlaczego wnuk nie chce się ustatkować.

Ganiła go, że zbyt ciężko pracuje i traktowała jak dziecko, którym już dawno przestał być.

– Potrzebna ci żona, kochanie – powtarzała. – Żona i dzieci, inny świat, do którego będziesz wracał pod koniec każdego dnia.

Nie zrozumiałaby, gdyby jej powiedział, że jego ojciec miał ten inny świat i stracił całą energię oraz chęć życia w momencie, gdy zabrano mu jego miłość. Nie zrozumiałaby przekonania wnuka, że miłość potrafi nie tylko budować, ale i niszczyć. Ojciec Gabriela nie przyszedł do siebie po śmierci żony i patrząc na jego cierpienie, syn uroczyście obiecał sobie, że nigdy nie pozwoli, aby i jego powalił taki ból.

Gabriel nigdy nie złożyłby swojej przyszłości w ręce innej osoby, nigdy nie oddałby się nikomu duszą i ciałem, ponieważ groziło to całkowitym zniszczeniem.

Jego zdaniem małżeństwo powinno być jak zwarcie umowy, dlatego chętnie zaręczył się z Lucy i wewnętrznie pogodził się z podpisaniem tego układu między dwojgiem ludzi. Miał trzydzieści cztery lata i był gotowy na nowy etap życia, najważniejsze było jednak dla niego, że to małżeństwo uszczęśliwi jego babkę.

Jego rodzice umarli, nie nacieszywszy się wnukami, i Gabriel był zdeterminowany, aby babkę nie spotkał ten sam los.

A miłość? Nie, nic z tych rzeczy. Miłość to idiotyczny sentymentalizm, coś dla słabych, zbłąkanych duszyczek.

– Zamierzałeś przedstawić Lucy twojej babci, prawda?

– Szkoda, że do tego nie doszło. Myślę, że nieźle by się rozumiały.

– Może wolałbyś pojechać do niej sam? – spytała Abby po chwili milczenia.

– Nie, dlaczego?

– Nie chciałbyś spędzić trochę czasu tylko z babką? Wiem, że ja zatrzymam się w hotelu, ale czy praca nie będzie dystrakcją, bez której mógłbyś się obyć?

– A ja myślałem, że mnie znasz – mruknął.

– Więc jedziemy jak zwykle?

– Tak, oczywiście. Zostanę parę dni dłużej, po tym, jak ty wrócisz do Londynu. Babcia będzie zadowolona.

Przez głowę Abby przemknęła myśl, że obecność wnuka pewnie rzeczywiście bardzo ucieszy starszą panią, ale mimo wszystko nie zrekompensuje zerwanych zaręczyn i cudownej perspektywy oglądania prawnucząt.

Pierwszy raz fala uczuć przerwała tamę i wyrwała się na zewnątrz, przywołując wspomnienia o tym, jak jej własne serce zostało złamane i sponiewierane przez mężczyznę, z którym była zaręczona. Wspomnienia okresu, gdy powoli stawała na nogi, codziennie mierząc się z upokorzeniami, jakie serwowało jej życie w małym miasteczku, gdzie wszyscy dobrze się znali i gdzie jej zerwane zaręczyny przez wiele miesięcy były tematem ożywionych rozmów.

Tak długo nosiła na twarzy sztuczny uśmiech, że mięśnie policzków całkowicie jej zesztywniały. I jej biedni rodzice, tak pełni współczucia, tak zdeterminowani ani słowem nie wspominać o „tym człowieku”, chociaż nadal dzień w dzień spotykali w miasteczku jego rodziców…

Abby i Jason byli parą od czasów szkolnych, lecz chłopak szybko uległ urokom najpierw Londynu, potem Paryża, a wreszcie seksownej blondyneczki, która z zachwytem przyjęła zaloty błyskotliwego młodego eksperta od operacji bankowych.

Abby powinna była na dobre stracić wiarę w miłość i małżeństwo, lecz jakaś część jej serca nadal tęskniła za przedziwnym połączeniem bajki i normalnego życia.

– Dobrze – posłała Gabrielowi opanowany uśmiech.

– Moja idealna osobista asystentka – zamruczał. – Czas brać się do pracy, zwłaszcza że mamy jej niemało. Dobrze, że myślimy tak samo. Dzięki temu wszystko wróci do normy, jeszcze zanim za parę dni wyruszymy do Sewilli.

Tłumaczenie: Anna Dobrzańska-Gadowska

Tytuł oryginału: A Diamond Deal with Her Boss

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Cathy Williams

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Harlequin i Harlequin Światowe Życie Duo są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela. Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327644930