Strona główna » Religia i duchowość » Problemy bez ściemy – tysiąc światów małolatów

Problemy bez ściemy – tysiąc światów małolatów

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7595-546-0

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Problemy bez ściemy – tysiąc światów małolatów

Światy nastolatka i dorosłego potrafią być odległe o miliony lat świetlnych. Mimo to autor zdecydował się przekroczyć wrota świata ludzi młodych.
Książka przeznaczona dla ludzi młodych i dla ich rodziców. Przed jednymi i drugimi odsłania nowe światy, prowadząc do zrozumienia, nawiązania i pogłębienia relacji.
Każdy rozdział książki składa się z trzech części: kilku słów na dany temat, materiału do przemyślenia i pytań, które pomagają czytelnikowi w refleksji. Książka porusza najistotniejsze, ale też najtrudniejsze i najbardziej problematyczne sprawy z życia młodych ludzi - narkotyki, marihuana, muzyka, bunt, subkultury, kwestia akceptacji przez rówieśników, wielkie masowe wakacyjne imprezy i koncerty, rozrywka, zranienia, negatywne emocje, załamania, kryzysy, depresja, media, sekty i zagrożenia wiary, uczucia, miłość, seks, relacje z rodzicami, konflikt pokoleń, patologie w rodzinie, wiara, modlitwa, relacja i życie z Bogiem.

O. Rafał Szymkowiak OFM Cap. od wielu lat pracuje z młodymi ludźmi z subkultur, zajmuje się profilaktyką uzależnień. Jest doktorem teologii, wykładowcą w WSD ojców kapucynów w Krakowie. Współorganizator Spotkania Młodych w Wołczynie i uczestnik Ogólnopolskiej Inicjatywy Ewangelizacyjnej „Przystanek Jezus”, duszpasterz młodzieży alternatywnej i akademickiej. Prowadzi rekolekcje szkolne dla dzieci i młodzieży, jest autorem wielu książek.

Polecane książki

Świętopełk to „syn nikczemności i zatracenia” albo książę „szlachetny, mądry i silny w boju”. Te dwie skrajne opinie zostały w pamięci jemu współczesnych i dobrze określają tego pomorskiego księcia. Pierwszą z nich stworzyła tradycja związana z przeciwnikami Świętopełka - krzyżakami i książętami pol...
Książka opowiada o losach grupy ubogich piratów, którzy niegdyś byli wielkimi wojownikami. Za wszelką cenę próbują zdobyć dobra materialne a w końcu wpadają na ciekawy pomysł uprowadzenia córki króla. Zadania podejmuje się młody pirat, syn kapitana - Philip. Kto by pomyślał, że dziewczyna wpadnie mu...
Bycie rodzicem nastolatka to trudne zadanie. Twoje dziecko chce być coraz bardziej niezależne. Buntuje się,gdy chcesz postawić mu granice, wyegzekwować wykonywanie obowiązków, gdy się na coś nie zgadzasz. Często miewa zły humor, a uniwersalną odpowiedzią na wszystkie prośby i nalegania staje się NIE...
Opowieść w wersji dwujęzycznej (angielsko-polskiej).   Keesh, syn Keesha to jedno z opowiadań pochodzących z tomu Serce kobiety. Jack London po raz kolejny zabiera czytelnika na mroźną Amerykę Północną, gdzie tytułowy bohater rozerwany pomiędzy prawami swojego plemienia a wpływem chrześcijańskic...
Fragment powieści: „Po prawej stronie stoi opancerzony transporter z wymownie na nas skierowaną lufą działka i budka dla strażników. Żołnierz odsuwa kolczastą barierę, wjeżdżamy i zatrzymujemy się zaraz za nią. Do autobusu wchodzą dwaj uzbrojeni w rewolwery młodzieńcy. Jeden sprawdza i zabiera paszp...
Patrick i Molly zamieniają się na kilka miesięcy domami. On trafia do domku na rajskiej wyspie, ona do eleganckiego apartamentu w Londynie. Piszą do siebie długie mejle i poznają się coraz lepiej, chociaż nigdy się nie widzieli… Patrick na wyspie Magnetic: Po latach spędzonych w hałasie i stresie, t...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Rafał Szymkowiak

Strony tytułowe

Strona redakcyjna

Redaktor techniczny:

Ewa Czyżowska

Redakcja:

Karolina Ulman

Korekta:

Janusz Krasoń,

Dariusz Martynowicz

Łamanie:

Joanna Łazarów

Okładka:

Jan Wolak-Dyszyński

© Copyright by Wydawnictwo M, Kraków 2008

Imprimi potest

o. Jacek Waligóra

Minister Prowincjalny Krakowskiej Prowincji

Braci Mniejszych Kapucynów

L.dz. 003/09

Kraków, 14 stycznia 2009

ISBN 978-83-7595-546-0

Wydawnictwo M

ul. Kanonicza 11, 31-002 Kraków

tel. 012-431-25-50; fax 012-431-25-75

e-mail:mwydawnictwo@mwydawnictwo.pl

www.mwydawnictwo.pl

www.ksiegarniakatolicka.pl

Publikację elektroniczną przygotował iFormat

Wrota światów…

Wrota światów…

Zawsze wydawało mi się, że dwa dodać dwa jest cztery.
Na szczęście tylko mi się wydawało, ponieważ pracując z młodzieżą,
nauczyłem się innej matematyki. Kilka razy, podobnie jak mnich z filmu Jasminum Jana Kolskiego, usłyszałem: „Co się dziwisz?”. Już się
nie dziwię, okazuje się bowiem, że światy nastolatka i dorosłego potrafią
być odległe o miliony lat świetlnych. Mimo wszystko zdecydowałem się
przekroczyć wrota świata ludzi młodych. Napisałem kilka słów mogących
pomóc ci zrozumieć pewne sprawy, które według mnie są bardzo ważne. To
oczywiste, że młody człowiek, kształtując się, zadaje tysiące pytań i ma
wiele wątpliwości. Może te kilka stron zainspiruje cię do tego, aby
popatrzeć na czas młodości z innej strony. Nie ma w tej książce gotowych
rozwiązań, ale jest coś, co pomoże ci zrozumieć, że istnieje swoista
matematyka życia, której nie sposób ominąć.

Książka zawiera wiele treści, których nie musisz
akceptować. Nie chcę, byś się ze wszystkim godził, ale abyś zabrał z niej
to, co dla ciebie najlepsze. Poczuj się jak w wielkim sklepie, na półkach
którego wystawione są różne towary. Zabierz to, co najbardziej
wartościowe! Nie musisz za nic płacić! Bierz więc, ile tylko możesz
udźwignąć! Paradoks tych zakupów polega na tym, że jeżeli w odpowiednim
czasie nie przemyślisz pewnych życiowych spraw, po latach, już jako
dorosły człowiek, będziesz musiał zapłacić za to, czego nie zabrałeś.
Dlatego każdy rozdział książki składa się z trzech części: kilku słów na dany temat, materiału do
przemyślenia i pytań, które mogą pomóc ci w refleksji.

Książkę pisało przede wszystkim życie. Jednak, aby
sprawiedliwości stało się zadość, chcę podziękować moim studentom, którzy
pomagali mi w zbieraniu materiałów. Okupili to wieloma godzinami żmudnej
pracy. Mam nadzieję, że było warto. Niech te kilkadziesiąt kartek będzie
dopowiedzią do świata, w którym żyjesz. Mam nadzieję, że może uda nam się
kiedyś spotkać i pogadać o wszystkim, co zostało tutaj napisane. Wiem, że
jako młody człowiek spotykasz się z wieloma światami i ufam, że książka ta
pomoże ci w prawidłowej odpowiedzi na pytanie: „Ile jest dwa dodać dwa?”.

Rozdział I. Marihuana — ziele przyszłości czy otchłań nicości?

Rozdział I

Marihuana — ziele przyszłości czy otchłań nicości?

Pewna gazeta młodzieżowa do jednego ze swoich wydań
zamiast płyty z muzyką chciała dodać woreczek z nasionkami marihuany.
Wywołało to ogromne zamieszane i sprzeciw rozmaitych instytucji
wychowawczych. Na szczęście pomysł spalił na panewce. Wszystko pozornie
wróciło do normy. Pozornie, gdyż jakiś czas potem ta sama gazeta rozpętała
kampanię na rzecz legalizacji marihuany. Kiedy obserwowałem całe to
zamieszanie, zdałem sobie sprawę, że istnieją ludzie, dla których palenie
trawy jest czymś całkowicie normalnym. Nie tylko sami ją palą, ale i
starają się propagować ten narkotyk wśród innych. Czapeczki, naszywki,
strony internetowe z zielonym liściem — to robota ludzi, którzy sprawili,
że mówienie dzisiaj o marihuanie jako o zagrożeniu dla życia stało się
niepoprawne. Przecież trzeba być tolerancyjnym — że zaś głupota nie ma nic
wspólnego z tolerancją, to już inna sprawa. Wielu młodych uważa, że
marihuana jest czymś dobrym, gdyż sprawia, że egzystencja na tym łez
padole staje się łatwiejsza. Dla niektórych palenie trawy jest wręcz
sposobem na życie. Gdy oglądałem film Chłopaki nie płaczą,
bardzo mnie zaniepokoiły słowa jednego z bohaterów:

— Najważniejsze jest to, żeby wiedzieć, co chce się w
życiu robić, a potem zacząć to robić.

— A ty wiesz, co chcesz robić?

— Ja chcę być ambasadorem.

— Ambasadorem?! Chyba na Jamajce!

— Chcę być ambasadorem jak Tony Halik. Czy wy
wiecie, ile on „blantów” wyjarał z tymi indiańcami?

Laska prezentuje tutaj swój sposób na życie — „jarać
blanty”. Przecież ów kultowy film obejrzało tysiące młodych ludzi,
którzy, być może, przyjęli podobną postawę życiową!

Na pewno spotkałeś się z wieloma opiniami,
niejednokrotnie sprzecznymi, na temat marihuany i jej ewentualnej
szkodliwości. Na jednej ze stron internetowych przeczytałem, że palenie
papierosów i picie alkoholu są bardziej szkodliwe niż palenie zioła. I mam
świadomość, że choć mógłbym teraz przedstawić naukowe dowody świadczące o
tym, że palenie trawy jest szkodliwe, a nawet racjonalnie wykazać, że
sięganie po skręty nie ma większego sensu, to i tak możesz bardziej
wierzyć temu, co wyczytałeś w Internecie. Skwitujesz to stwierdzeniem, że
zioło to lekki narkotyk, który prawie nie uzależnia. No cóż? „Prawie”
czyni różnicę, ale przecież trudno dyskutować z muzykami, którzy palili,
filmowcami, aktorami, a nawet z samym premierem, który w młodości także
palił trawę i wyrósł na porządnego człowieka. A może jednak warto
przypatrzyć się, jaka jest prawda o fałszywej przyjaciółce „maryśce”.

Specjaliści mówią, że na skutek regularnego i
długotrwałego przyjmowania marihuany pojawia się tzw. zespół
antymotywacyjny. Jest to stan ogólnej apatii, zobojętnienia i upośledzenia
zdolności komunikowania się z innymi. Wśród palących „ziółka” pojawia
się także tzw. eskalacja, czyli skłonność do sięgania po inne, mocniejsze
i niebezpieczniejsze narkotyki. Pamiętam, jak do naszej wspólnoty zaczął przychodzić osiemnastoletni chłopak, który
przyznał się, że ma problemy z narkotykami. Staraliśmy się mu pomóc. W
luźnych rozmowach mówił, że przecież to tylko „trawka”. Później
spotkałem go na ulicy Karmelickiej i aż się przestraszyłem. To już nie był
ten chłopak, który przychodził na spotkanie. Stał przede mną wrak
człowieka! Gdy go zapytałem, czy mogę mu jakoś pomóc, popatrzył na mnie
mętnym wzrokiem i powiedział: „Bracie, już za późno! Teraz biorę taki
koks, że nie jest mi brat w stanie pomóc”. Zawsze się od czegoś
zaczyna. „Przecież od jednego kieliszka nie stanę się alkoholikiem” —
słyszę często z ust młodych ludzi, którzy w każdą sobotę bawią się na
imprezach zakrapianych wódką. Jednak zawsze jest ten pierwszy krok. Należy
także dodać, że palenie „zielska” przyczynia się niejednokrotnie do
powstania schorzeń psychicznych. Z doświadczenia klinik psychiatrycznych
wynika, że u osób zażywających marihuanę mogą pojawić się manie
prześladowcze, schizofrenia paranoidalna oraz różnego rodzaju psychozy.
„Trawka” osłabia pamięć, staje się przyczyną apatii, niepokoju,
nieracjonalnego myślenia, braku krytycyzmu co do własnych możliwości i
poczucia absurdu; sprawia, że pojawiają się tendencje samobójcze. Mógłbym
jeszcze mnożyć argumenty, ale mam świadomość, że oprócz zaspokojenia
ciekawości niewiele mogą one wnieść do twojego życia.

To jest trochę jak ze śmiercią. Nie ma chyba na ziemi
zdrowo myślącego człowieka, który nie miałby świadomości, że kiedyś umrze.
To przecież oczywiste. Jednak mimo to wielu nie dopuszcza do siebie myśli
o własnej śmierci. To swoisty paradoks: choć o czymś wiemy, gdzieś w głębi
serca nie potrafimy tego przyjąć. Myślę, że podobnie jest z marihuaną.
Przyjmujemy racjonalne dowody na szkodliwość i wręcz bezsensowność
sięgania po „gandzię”, a mimo wszystko nie wierzymy, że może nam
zaszkodzić. Pozwól więc, że w poniższych słowach nie będę ci wykładał
naukowych racji przeciwko paleniu „marychy”, ale spróbuję podzielić
się moimi przemyśleniami na ten temat. Chcę ci pokazać, że świadome życie
jest ciekawsze.

Jesteś młodym, szczerym człowiekiem i do szewskiej
pasji doprowadzają cię obłuda, fałsz i kłamstwo. Muszę przyznać, że mnie
także to denerwuje. Wszystkich nas przyprawiają o mdłości instytucje,
które oszukają ludzi, a także ci, którzy żyją w zakłamaniu. Przecież
palenie „trawki” to nic innego, jak dobrowolna zgoda na to, że będę
oszukiwany! I to przez samego siebie! To zgoda na to, że nie chcę żyć
autentycznie, lecz w ułudzie. Nie wierzysz? Przecież paląc „trawę”,
zgadzasz się, aby twój mózg wmawiał ci rzeczy, które są nieprawdziwe. To
ucieczka przed realnym życiem, które jest, według mnie, o wiele ciekawsze
niż najbardziej wyszukane halucynacje. Oddział Zamknięty tak śpiewa o
działaniu „(g)Andzi”: „Coraz więcej widzę i jeszcze więcej […]
świat w kolorach daje mi”. Sorry, ale ja nie chcę takiego świata!
Nawet jeśli te doznania są przyjemne i ciekawe. Ja wolę żyć w świecie
prawdziwym, nie urojonym.

Poza tym skąd wiesz, jak się zachowasz po wypaleniu
skręta, nawet jeśli to już nie pierwszy raz. Działanie marihuany zależy w
dużym stopniu od twojego aktualnego nastroju. Jeśli masz dobry humor,
pewnie ci się jeszcze polepszy, ale jeśli masz „doła”, ten „dół”
może się stać przepaścią. A stąd do samobójstwa już tylko jeden krok. Bez
„marychy” nawet byś o tym nie pomyślał. Nigdy nie jesteś w stanie
przewidzieć, jakie mogą być konsekwencje twojej „zabawy w trawkę”.
Gdy się upalisz, możesz, na przykład, stwierdzić, że przyszedł czas na
naukę latania i skoczysz z dziesiątego piętra. Czy więc warto? Zresztą nie
chodzi tylko o ciebie! Jaką masz pewność, że paląc, nie krzywdzisz
nieświadomie innych? Możesz narażać tych, których kochasz, na śmiertelne
niebezpieczeństwo! Przykłady można mnożyć. Mnie poruszyła historia
Krzyśka. „Zdolny ośmiolatek, niesprawiający kłopotów, z dobrymi ocenami w
szkole, uprawiający sport, miał starszego brata Marka, który popalał
marihuanę. Któregoś dnia ten młodszy zgłosił się do starszego, mówiąc:
«Chcę zapalić tak jak ty». Usłyszał w odpowiedzi: «Poczekaj, aż będziesz
dorosły jak ja». Ale mały nie chciał czekać. Pewnego dnia zakradł się do
pokoju brata, znalazł marihuanę i z kolegą zszedł do piwnicy, gdzie zwykł
palić Marek. Ośmiolatkom wystarczył jeden skręt na dwóch, żeby się
odurzyć. Za mocno. Krzysio powiedział koledze, że potrafiłby rozciągnąć
swą szyję na dwa metry. «No to spróbuj!» — zachęcił go tamten. Chłopiec
przywiązał jeden koniec sznura do belki stropowej, a drugi obwiązał sobie
wokół szyi, wszedł na trzeci stopień schodów i skoczył w dół. Ale jego
szyja nie rozciągnęła się. «Zabiłem własnego brata» — powiedział Marek. I
właściwie miał rację”.

Powiesz pewnie, że przecież, ogólnie rzecz biorąc,
marihuana sama w sobie nie jest szkodliwa i tak naprawdę jeszcze nikt od
niej nie umarł. Wielokrotnie spotkałem się z taką opinią. Bezpośrednio od
wypalenia jednego skręta istotnie nikt nie umarł — nie licząc tych, którzy
zginęli w wypadkach samochodowych, spadli z wysokości czy popełnili
samobójstwo po złapaniu ciężkiego „doła”. Na pewno powiesz, że może
to i prawda, ale ciebie to nie spotka. Obym nie musiał powiedzieć: „a nie
mówiłem”, gdy twoi rodzice przyjdą prosić o pogrzeb. Ale przecież my
i tak nie wierzymy w naszą śmierć…

W większości przypadków marihuana nie zabija
bezpośrednio, ale zmienia jakość życia. Ona cię nie zabije, lecz zrobi z
ciebie nieudacznika życiowego, outsidera spychanego coraz bardziej na
manowce. Prawdziwe życie, pełne fascynujących przeżyć, przeleci ci przez
palce. Nie zmarnuj swego życia. Ono jest zbyt piękne, aby je stracić,
paląc jointy.

Słyszałeś może kiedyś o zjawisku tzw. synestezji?
Pojawia się ona w niektórych artystycznych duszach. Są tacy, którzy sądzą,
że marihuana jest głównym źródłem owego zjawiska (a przynajmniej, że może
je wywołać). Synestezja polega na wzajemnym przenikaniu się wrażeń
zmysłowych: dźwięk przybiera kształty, kolor zyskuje zapach itd. W tym
stanie Gautier, członek Club des Haschishchiens, pisał o wazonie z
kwiatami: „Mój słuch stał się cudownie czuły. Naprawdę słyszałem dźwięki
kolorów. Z ich błękitów, zieleni i żółci docierały do mnie dźwięki o
doskonałej wyrazistości”. Wiele osób mówi, że sięgają po skręty
właśnie po to, aby móc znaleźć się w takim stanie. Mnie średnio pociągają
takie klimaty. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy fakt, że wypalenie kilku
zaledwie skrętów w różnym czasie może spowodować halucynacje, które
pojawią się nawet kilka lat po rzuceniu nałogu. Nie wiem, ale byłoby mi
trochę głupio w czasie rozmowy kwalifikacyjnej o pracę stwierdzić nagle,
że kolor garnituru przyszłego szefa pięknie brzmi lub zacząć gonić po
pokoju te wstrętne krasnale…

Ludzie, którzy sięgają po „gandzię”, mówią, że
robią to z różnych powodów. Myślę, że ciekawie to obrazują wypowiedzi
młodych ludzi z ośrodka odwykowego: „Moja przeszłość to ciągłe
zaspokajanie własnych zachcianek”; „Czułem się gorszy od innych,
paraliżowała mnie nieśmiałość. Nie potrafiłem powiedzieć dziewczynie, że
ją kocham”; „Bałem się, że nie podołam trudnym sytuacjom w moim życiu”;
„Gdy przydarzyło mi się coś złego, bałem się wracać do domu. Myślałem, że
rodzice mnie nie zrozumieją. Bałem się też stracić przyjaciół, a ci,
których miałem, palili marihuanę. By zyskać uznanie rówieśników,
przynosiłem do klasy trawę”; „Spróbowałem z ciekawości”;
„Starałem się osiągnąć coś, co przerastało moje możliwości. Z czasem
zacząłem uciekać od realnego świata w wytworach własnej wyobraźni. Potem
już nie potrafiłem odróżnić fikcji od rzeczywistości”; „Celem mojego
życia była chęć podobania się innym, chęć bycia lubianym, docenianym,
chwalonym”; „Brałem życie takie, jakim było. Gdy ktoś mi zaproponował
skręta, nie widziałem powodu, by nie spróbować”.

Oczywiście można przytaczać wiele innych wypowiedzi.
Wszystkie przyczyny palenia „trawy” właściwie sprowadzają się do
jednej: gdy to, co masz, już ci nie wystarcza, chcesz czegoś więcej i
tylko marihuana jest w stanie zaspokoić twoje pragnienia, ukoić twoje
tęsknoty. Jedna z dziewczyn tak opisywała zdarzenie, które uzmysłowiło
jej, dlaczego potrzebuje narkotyków. „Było to w zeszłym roku — wspomina
Maria. — Potrzebowałam forsy na «towar». Podeszłam do idącej chodnikiem
staruszki i wyrwałam jej z ręki torebkę. Odbiegłam kilkanaście metrów, by
schować się za rogiem najbliższego budynku i spokojnie przejrzeć jej
zawartość. Staruszka ledwie szła, więc nie bałam się, że mnie dogoni.
Wyrzuciłam z torebki wszystko, co w niej było, uklękłam na ziemi i
zaczęłam szukać pieniędzy. Było ich niewiele, ale i to mogło się przydać.
Włożyłam zdobyte banknoty do kieszeni i zanim jeszcze podniosłam się z
kolan, poczułam, że ktoś zdejmuje mi czapkę. Stała nade mną staruszka —
właścicielka torebki. Położyła swoją dłoń na mojej głowie i głaszcząc mnie
delikatnie po włosach, powiedziała: «Biedna, nieszczęśliwa dziewczyno.
Pewnie nikt cię nie kocha». Tych słów nigdy nie zapomnę. Zdezorientowana
włożyłam wszystko z powrotem do torebki, łącznie z pieniędzmi, oddałam ją
staruszce i uciekłam. Jestem przekonana, że dzięki jej modlitwom
nawróciłam się i jestem szczęśliwa. W tym roku przystąpię do Chrztu
Świętego i będę mogła opowiadać wszystkim o miłości Jezusa, którego
spotkałam po raz pierwszy w tamtej anonimowej staruszce”.

Tak! Tym, czego tak naprawdę ci brak, jest miłość! Ale
nie miłość byle jaka, tylko ta prawdziwa, jedyna. A najdziwniejsze w tym
wszystkim jest to, że ta miłość jest na wyciągnięcie ręki, pozostaje w
twoim zasięgu. „Bóg jest Miłością” — te słowa możesz przeczytać w
Biblii. I jestem pewien, że gdybyś zechciał zakosztować takiej miłości,
żadne skręty nie wydawałyby ci się atrakcyjne. Współczułbyś tym, którzy
dali się nabrać na fałszywą namiastkę szczęścia. Nie wierzysz? No jasne,
kto by wierzył w taką gadaninę! Ale nigdy nie przekonasz się, czy to
prawda, dopóki nie zaufasz. Poza tym, w przeciwieństwie do palenia „trawy”,
nic nie tracisz. Gdy odnajdziesz w swym życiu miłość, żadne inne doznania
nie będą ci już potrzebne. Już nie będziesz ciekawy, jak to jest po
wypaleniu skręta. Po prostu stwierdzisz, że wolisz prawdziwe życie i żadne
ziele nie może dać ci tego, czego tak naprawdę pragniesz: miłości.

Sądzę, że warto podjąć trud prawdziwego i dobrego
życia. Przecież z każdym dniem zbliżamy się do końca naszego bytowania na
tym świecie i myślę, że jest to doping do tego, aby dobrze je przeżyć —
wybrać drogę miłości, której naprawdę pragniesz. Czy odważysz się na ten
krok? Czy odważysz się poczuć powiew miłości, która czeka na twoje
odkrycie? Nie zmarnuj swego życia. Jest zbyt wiele szczytów do zdobycia,
aby włóczyć się dolinami.

Przemyśl:

Miałam wtedy