Strona główna » Obyczajowe i romanse » Skończona gra. Marriage Games. Tom 2

Skończona gra. Marriage Games. Tom 2

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-66234-04-8

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Skończona gra. Marriage Games. Tom 2

Finałowy tom uwodzicielskiej serii, która łamie wszelkie schematy w miłości.

Diana myślała, że zdoła oddzielić uczucia od zasad małżeńskiej gry, które narzucił jej mąż. Teraz już wie, że są rzeczy, których nie można przewidzieć.

Nie mogła przypuszczać, że odkryje w sobie zupełnie nową naturę, która nie spodoba się Adamowi. Mężczyzna nie potrafi pogodzić się ze zmianą, jaka zaszła w Dianie.

Obydwoje będą walczyć. Diana spróbuje odzyskać męża, który otworzył przed nią ekscytujący świat. Adam zechce odepchnąć żonę, choć nadal coś do niej czuje. Czy uda się im ocalić małżeństwo, które już nigdy nie będzie takie samo?

 

"Cudowne zakończenie historii Diany i Adama. Pełna pasji, intensywna, seksowna, niegrzeczna historia, dokładnie taka, na jaką liczyłam." - – PinkLady Reviews, GoodReads.com

Polecane książki

Opowieść o tym, że muzyka łagodzi nie tylko obyczaje, ale również ból po utraconej miłości. Rozczarowana małżeństwem Sabina, nauczycielka języka angielskiego, z nostalgią wspomina lata swojej młodości. Mimo że wciąż nosi w sobie mnóstwo pozytywnych emocji i przemożną chęć odkrywania świata, podej...
Negocjacje odgrywają decydującą rolę w naszej komunikacji z innymi ludźmi. Zarówno nasze życie zawodowe, jak i prywatne zależy w dużej mierze od tego, jak dobrze radzimy sobie w sytuacjach negocjacyjnych. Niezależnie od tego, na jakim stanowisku pracujesz, ile masz lat, jaki jest Twój status społecz...
Książka stanowi kontynuację i uzupełnienie wcześniejszej publikacji Jak? Gdzie? Kiedy? Everyday English dla Polaków tej samej autorki. O ile jednak wcześniejsza książka dotyczyła ludzkich emocji, o tyle ta dotyczy sytuacji codziennych. Gdy spotkacie służbowo lub towarzysko osobę anglojęzyczną, to za...
Akcja powieści rozgrywa się w czasach upadku dwudziestej dynastii w starożytnym Egipcie. Państwem zarządza Ramzes XII, uzależniony całkowicie od władzy kapłanów. Tymczasem kraj znajduje się w stanie kryzysu – zmniejsza się zaludnienie i wpływy finansowe, pogłębia się również zadłużenie państwa, poży...
- Kocham cię – szumią drzewa. - Kocham cię! – woła przelatujący ptak.  - Kocham cię! – mówią zielone trawki. - Kocham cię! – gwiżdże w oddali pociąg. - Ja też cię kocham! – odpowiadam w myślach  i uśmiecham  się szeroko.   Świat jes...
Szuwarowy kuk – czyli ja i moja kuchnia tradycją sięgają roku 2000 kiedy to ukazała się moja płytka CD pod tym tytułem. Czasy się zmieniały, zaopatrzenie rynku też, no i technologie produkcji półfabrykatów. Przede wszystkim lawinowo wręcz rosła popularność wypoczynku pod żaglami. Jeśli w latach 70. ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa CD Reiss

Pochwały dla Małżeńskiej gry

„Małżeńska gra to jedna z najmocniejszych książek, jakie w życiu czytałam. CD Reiss ukazuje duszę oraz bohaterki i nigdy nie odpuszcza. To silny, wyraźny obraz psychologicznych i emocjonalnych zmian zachodzących w relacji dominujący–uległa, szczególnie w związku małżeńskim. Mówi o tym, dlaczego związek jest udany, a dlaczego nie. Nie mogę się doczekać kolejnej części”.

— Desiree Holt

bestsellerowa autorka według „USA Today”

„Imponująca i skomplikowana. Adam Steinbeck to mój wymarzony dominujący. CD Reiss przedstawia najbardziej wciągającą perwersję”.

— Skye Warren

autorka bestsellera The Pawn według „New York Timesa”

„Dzięki ukazaniu przeszłości i teraźniejszości świat Adama Steinbecka i Diany McNeill-Barnes jest tak realny, że czytelniczki mogą sobie wyobrazić cały obraz namalowany piórem CD Reiss. Fanki autorki na pewno zakochają się w tej nowej historii dotyczącej relacji dominującego z uległą, która łączy Adama i Dianę”.

— RT Book Reviews

„Pochłonęłam tę książkę, a ona pochłonęła mnie! Urzekająca, zachwycająca, wzbudzająca wiele emocji i niesamowicie uzależniająca”.

— Katy Evans

autorka bestsellera Real według „New York Timesa”

„Małżeńska gra CD Reiss zwaliła mnie z nóg. Postaci są intrygujące, historia ciekawa, sceny erotyczne zachwycały, a styl autorki mnie urzekł. Wierzcie mi, tej książki nie chcecie przegapić!”

— J. Kenner

autorka bestsellerowej trylogii The Stark według „New York Timesa”

„Małżeńska gra była zniewalająca! To naprawdę fascynująca gra w kotka i myszkę. Nie mogłam się oderwać”.

— Aleatha Roming

autorka bestsellera Infidelity według „New York Timesa”

„CD Reiss pisze najlepsze erotyki, jakie kiedykolwiek czytałam”.

— Meredith Wild

bestsellerowa autorka serii Haker, #1 według „New York Timesa”

„Małżeńska gra to cudownie intensywna historia! Wątek BDSM rozpalał do czerwoności, a Adam to mój ulubiony typ dominującego… on żyje dla absolutnej kontroli”.

— Annabel Joseph

bestsellerowa autorka według „New York Timesa”

„Małżeńska gra sprawiła, że brakło mi tchu. CD Reiss jest absolutnie genialna, a tę książkę trzeba przeczytać”.

— Sawyer Bennett

bestsellerowa autorka Sugar Bowl według „New York Timesa”

„Odważne postaci, gorący seks, cudowny styl pisarki – CD Reiss znowu dała czadu!”

— Jennifer Probst

bestsellerowa autorka według „New York Timesa”

Rozdział 1

Dzień piętnasty

Dziś jest pierwszy dzień reszty mojego życia i nie wiem, jak mam je przeżyć.

Dzisiaj stworzę plan, wdrożę go i doprowadzę do końca.

Dzisiaj przygotuję się do wygranej.

Nie będę brać jeńców, poza sobą samą. Nie pokonam żadnego wroga, poza moim strachem.

To jest tego warte. On jest tego wart.

Wstrzymaj oddech.

Trzymaj go przez jedną, dwieście dziewięć, sześćset sekund.

A potem…

Odetchnij.

Bo on będzie twój.

Rozdział 2

Czego można się dowiedzieć o mężczyźnie, patrząc na jego biuro?

Nawet nie przyszło mi do głowy, by zapytać o to Adama, gdy go poznałam, a powinnam była to zrobić. Jego gabinet w R+D wyglądał na surowy i czysty. Nie prezentował sobą żadnej historii. Nic nie wyrażał. Nie dało się w nim dopatrzeć niczego, poza dobrym gustem jego właściciela.

Właśnie w ten sposób Adam prowadził interesy. Ale kiedy stałam w jego gabinecie, a popołudniowe słońce odbijało się w szklanych blatach stołów, wiedziałam, że życie osobiste Adama było takie samo.

Po drodze do gabinetu minęłam Evę. Pewnie ostrzegła go, że przyszłam. Byłam na to gotowa.

Budynek biura po drugiej stronie Pięćdziesiątej Trzeciej Ulicy stał tak blisko, że wydawało się, iż można go dotknąć, a ulica na dole była tak daleko, że upadek mógłby zabić.

Mój telefon wskazywał, że Adam znajdował się przecznicę stąd. Po wydarzeniach w Montauk nie wyłączył aplikacji namierzającej, ale ja też tego nie zrobiłam po tym, jak znalazł mnie w Lochu. Pomimo wszystko śledziliśmy siebie nawzajem. To dowód na to, że niezależnie od poziomu poczucia zdrady w naszych sercach, nasze dusze wiedziały, że do siebie należą.

Minęły dwa dni, a ja nie wiedziałam, czy go odzyskam. Jakoś udało mi się przetrwać podróż z Montauk do domu. Weszłam do loftu, minęłam moje cztery torby stojące tuż przy drzwiach i położyłam klucze na blacie. Udało mi się przysunąć fotel do okna i usiąść tam, by popatrzeć na wieże ciśnień, zielone dachy i drogi przeciwpożarowe.

Gapienie się nie było żadnym planem. Nie tak kobieta u władzy zarządza swoim życiem. Nie tak kończy się sprawy. Ale właśnie to robiłam i wybaczyłam to sobie. Odeszłam od męża, zostawiając mu list na blacie. Zbierałam się na odwagę od miesięcy, myślałam o liście, upewniałam się w sercu i w głowie, że postępuję właściwie.

Nie miałam zbyt wiele czasu, by go odzyskać.

Zgodził się na bezproblemowy rozwód, jeśli dam mu trzydzieści dni. Minęło już szesnaście. Ponowne zakochanie się w nim nie zajęło mi dużo czasu. Prawdziwa Diana pokochała prawdziwego Adama. A jemu wystarczyło dokładnie tyle samo dni, by się odkochać.

Zostało jeszcze czternaście dni, a ja nie miałam planu.

Tego poranka znalazłam na spodzie szuflady pas i pończochy. Biustonosz miał kryształowe serduszko między miseczkami. Dobrałam do niego pasujące majtki. Rzuciłam je na łóżko. Ogoliłam się i włożyłam bieliznę. Stanęłam przed lustrem i patrzyłam, jak opadam na kolana. Uniosłam tyłek, obniżyłam plecy, zbliżyłam czoło do podłogi, rozłożyłam kolana. Myśląc tylko o jego ciele, zostałam w tej pozycji, aż rozbolały mnie uda.

Ta pozycja i te myśli oczyściły mój umysł na tyle, by coś zrobić. Nawet jeśli to była zła decyzja. Ale przynajmniej jakąś podjęłam.

Telefon pokazał, że Adam zatrzymał się przed wejściem do budynku. Przyjechał taksówką.

„Odetchnij głęboko”.

W jego mieszkaniu przy kanapie znajdował się mały stolik. Blat został wykonany z hartowanego, popękanego szkła. Kiedyś stało tu moje zdjęcie.

Punkcik na telefonie znowu się poruszył. Przyjechał do miasta o świcie, sądząc po aplikacji śledzącej, którą miał zainstalowaną na komórce. Nie wiedziałam, co robił przez te ostatnie dwa dni w Montauk. Próbowałam nie myśleć o najgorszym.

Zastanawiałam się, czy nie stanąć na czworakach, gdy przyjedzie, albo usiąść z rozłożonymi nogami, rozłożyć się na biurku, przyjąć pozę jak dama, a może ukryć się w szafie. Stwierdziłam, że podejmę decyzję, gdy nadejdzie czas.

Obmyśliłam strategię. Taktyka została zaplanowana. Zostawiłam sobie miejsce na improwizację w kwestii najdrobniejszych szczegółów.

Chociaż wiedziałam, że już szedł korytarzem, wciąż się nie zdecydowałam.

Usłyszałam jego głos za drzwiami. Eva odpowiedziała. Interesy. Czy powiedziała mu, że tu jestem?

Kiedy drzwi się otworzyły, stałam przy jego biurku, wykręcając ręce, jakby były zrobione z ciasta.

Miał na sobie szary garnitur, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Wydawało mi się, że bardziej prostował ramiona niż kiedykolwiek, a jego zielony krawat został równo zawiązany. Był jakiś wyższy. Poruszał się jak członek rodziny królewskiej. Jakby był niepokonany, jakby przedarcie się przez przeszkody stanowiło tylko stratę czasu. Nie było przeszkód. Nie dla niego. Nie dla pana.

Musiałam być szalona, skoro od niego odeszłam.

Zrobił dwa kroki w głąb pomieszczenia i gdy tylko mnie zobaczył, zatrzymał się. Eva stała tuż za nim. Miała na sobie szmaragdowozieloną garsonkę i pasujące do niej buty.

– A przy okazji – powiedziała, puszczając do mnie oko zza jego pleców. – Diana tu jest.

Opuściłam ręce po bokach i oparłam cały ciężar ciała na jednym biodrze. Czułam, że moje serce się poddało, a mój umysł jest rozdrażniony.

– Dzień dobry.

Zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.

– Dzień dobry.

– Znajdę pana później – rzuciła Eva i wyszła z biura.

– Nie – rozkazał Adam. – Zostań. To nie potrwa długo.

Podszedł do swojego biurka. Dziewięć kroków. Dużych kroków. Nie ruszyłam się. Eva lekko przekrzywiła głowę. Nasze spojrzenia się spotkały, a jej oczy się rozszerzyły, jakby chciała dać mi znać, że woli nam nie przeszkadzać.

Adam położył teczkę na biurku i otworzył ją z głośnym trzaskiem.

– Jak ci minęła podróż do domu?

– Samotnie.

– Przykro mi, ja…

– Powinieneś być, kurwa, przy mnie – przerwałam jego nic nieznaczącą, mechaniczną odpowiedź.

Dłonie Adama zamarły. Poklepał teczkę dwukrotnie, zamyślony. Rzęsy przysłaniały mu oczy pełne emocji.

Kontynuowałam, póki miałam przewagę:

– Obecność Evy nie powstrzyma mnie przed zrobieniem tego, po co tu przyszłam.

Złapałam za guzik marynarki i przepchnęłam go przez dziurkę. Uniósł głowę i zobaczył, że pod spodem nie miałam niczego poza stanikiem.

– Dzieci – zaczęła Eva – bawcie się dobrze, ja mam robotę.

Drzwi świsnęły i zamknęły się z trzaskiem, gdy wyszła.

Obecność Adama przyćmiewała cały mój świat. Oparłam się o biurko obok niego. Spódnica podjechała mi na tyle, by zobaczył pas do pończoch. Chciałam, żeby wydał mi jakieś polecenie. Cokolwiek. „Zejdź z biurka”. „Zapnij marynarkę”. „Zrób trzy kroki”. „Rozłóż nogi”. „Otwórz usta”.

– A to szkoda – powiedziałam, założywszy ręce za plecami. Moja marynarka rozciągnęła się na ostatnim guziku. – Zrobiłabym przy niej wszystko, co byś mi kazał.

Wyjął kilka dokumentów z teczki i rzucił je na biurko.

– Właśnie w tym problem, Diano.

– Co? Że zrobiłabym wszystko?

– Tak. – Zamknął teczkę.

– Mamy jeszcze dwa tygodnie. Trzymam się naszej umowy.

– Koniec z naszą umową. Wygrałaś. – Przesunął papiery w moją stronę. Nawet na nie nie spojrzałam.

– Miały być konsekwencje tylko w przypadku, gdybym ja nie wywiązała się z umowy. Ale nie ma żadnych, jeśli ty odejdziesz. – Podparłam się rękami z tyłu i rozłożyłam nogi. Było mi cholernie niewygodnie, kiedy tak się opierałam o biurko z rozsuniętymi udami.

– Dostaniesz wszystko – oświadczył, przesuwając wzrokiem po moim wygiętym ciele. Jego fiut zrobił się twardy.

– Nie chcę wszystkiego. Chcę ciebie.

– Diano… Ja nie mogę… Nie mogę tego zrobić.

Jego ciało mówiło coś innego. Pochylił się lekko w moją stronę, jego oddech stał się płytki i urywany.

– Tak, właśnie że możesz. Możesz zrobić ze mną wszystko, co tylko chcesz. Rzeczy, o których nigdy nawet nie marzyłeś. Możesz mnie skrzywdzić. Możesz mnie skrzywdzić mocno i będę błagać o więcej. – Zadrżałam, mówiąc te słowa. Tak bardzo chciałam dla niego dojść.

Położył rękę na moim udzie i przesunął nią w górę i w dół. Jęknęłam. Jego dotyk był magiczny. Musiałam się powstrzymywać, by nie dojść od razu.

– Nie chciałem ci tego zrobić. Nie chciałem cię w to zmienić.

– W co?

– W to. – Przesunął ręką między moimi nogami, gdzie powinny być moje majtki, ale odkrył tylko mokrą cipkę. – Zobacz, co już ci zrobiłem. Wykonałabyś każdy mój rozkaz, nawet przy Evie. W biurze. Nie mając na sobie nic. Nie chcę, żebyś taka była.

– Jaka?

– Taka! – Uszczypnął moją cipkę, a ja jęknęłam z bólu i zaskoczenia. – Taka – wyszeptał mi do ucha, przyciskając swojego penisa do mojego uda.

– Jak twoja dziwka?

Drugą ręką złapał mnie za włosy i odchylił mi głowę do tyłu. Nikt nigdy wcześniej mi tego nie zrobił, a mnie się to podobało. Uwielbiałam ból. Dominację. To, jak na mnie warczał.

– Nigdy, przenigdy nie mów…

– Jak twoja dziwka – powtórzyłam.

Odsunął ode mnie ręce, ostro wciągając powietrze do płuc. Trzymał dłonie w powietrzu, jakby chciał pokazać, że są puste.

– Stań prosto.

Rozkazał mi, więc posłuchałam.

– Nie potrafię tego zrobić – wyrzucił z siebie zdeterminowanym tonem. – Zrozum. Mogę spędzić z tobą następne dwa tygodnie, pieprząc cię, gdy będziesz mieć zasłonięte oczy, i bijąc do krwi. A na koniec i tak odejdę i będzie z tobą tyko gorzej. Obiecuję ci, że im dłużej się to będzie ciągnąć, tym mniej mnie będzie obchodzić, jak bardzo cię zranię. Odpuść, póki nie jest tak źle.

Wyprostowałam spódnicę.

– Nie jest tak źle?

– Zanim bardziej się wkręcę i nie będzie odwrotu. Proszę.

Jego prośba była dla mnie rozkazem. Przyjęłabym od niego pewien rodzaj rozkazu. Upokorzyłabym się, gdyby poprosił w odpowiedni sposób, ale nie mogłam przestać go kochać tylko dlatego, że tego żądał.

Zapięłam marynarkę. Przyjął moje milczenie za zgodę.

– Zobaczysz, że tak będzie lepiej – stwierdził, uderzając palcami w papiery. – Kazałem prawnikowi przygotować szkic ugody rozwodowej. Powinnaś ją przejrzeć.

– Czy mam ci odesłać popioły, gdy już ją spalę?

– Diano…

– Nawet nie zaczynaj. Nie mów mi, jak mam się czuć. Nie chroń mnie. Nie prosiłam cię o to. Proszę tylko, żebyś dokończył, co zacząłeś. Wyszkol mnie. Nie zostawiaj mnie w połowie drogi.

– Nie mogę.

– Dlaczego nie?

– Bo jeśli będę kontynuował, to niezależnie od tego, jakie żywisz do mnie uczucia, zostaną one zniszczone. Taka jest natura tej gry. Ja cię chronię.

– Przed czym?

– Przede mną – warknął.

Spięłam się, słysząc nagłą zmianę w jego głosie.

Zacisnął usta w cienką linię i uniósł ręce, jakby chciał mnie odepchnąć.

– Nie obchodzi mnie, czy ci się to podoba, czy nie, ale koniec końców mi za to podziękujesz.

– Podziękuję ci teraz. – Wyprostowałam się i wzięłam swoją torebkę. – Będę w swoim gabinecie. W naszym biurze. I wiesz, gdzie mieszkam. Możesz podpisać papiery rozwodowe, ale ja ich nie wypełnię, dopóki nasza umowa nie wygaśnie.

Odwróciłam się do niego plecami i podeszłam do drzwi. Każdy krok mnie od niego oddalał, a łącząca nas więź coraz bardziej się napinała, aż mogła pęknąć.

– To lepiej ich nie odsyłaj – powiedział.

Zatrzymałam się, ale wciąż stałam twarzą do drzwi. Nie potrafiłam na niego spojrzeć. Litował się nade mną, a nie można tak naprawdę kochać kogoś, jeśli się nad nim litowało.

– Nie spiesz się – dodał. – Dostaniesz wszystko, tym się nie martw.

Wszystko.

Pewnie. Wszystko, co da się przekazać na kartce papieru.

Nie powiedziałam mu, że to „wszystko” było przygnębiająco nieadekwatne, bo on by tego nie zrozumiał. Nie popatrzyłam na niego, tylko wyszłam z gabinetu i ruszyłam korytarzem w stronę windy, kiwając głową Evie w jej szmaragdowozielonej garsonce i pasujących kolczykach. Uniosłam głowę wysoko, ale chmura smutku i rozpaczy zawisła nade mną, gotowa opaść, gdy tylko wyjdę na ulicę.

Nacisnęłam przycisk przy windzie, a czerwone światełko w środku zamrugało, tak jak powinno. Nie była popsuta. Naciskasz i światło się zapala.

Jak w przypadku Adama.

Kiedy zaoferowałam mu swoje ciało, rozświetlił się niczym bożonarodzeniowa choinka, tak jak się tego spodziewałam. Dotykał mnie. Wkładał we mnie palce. Jego ręce brały wszystko, chociaż usta mówiły, że mnie nie chcą.

Czerwone światełko zgasło i drzwi się rozsunęły. Potem zamknęły się za mną. Byłam sama w windzie. Pojechałam na dół, zastanawiając się nad pomysłem, który przyszedł mi do głowy. Gdy drzwi się otworzyły, wiedziałam już, co należy zrobić.

To jest wykonalne. Musiałam tylko skończyć to, co zaczęłam.

Rozdział 3

Dzień osiemnasty

Tata wstawił swoje biurko do mojego gabinetu, ale nie tknął moich rzeczy. Nie był najbardziej zorganizowaną osobą w drużynie McNeill-Barnes i najwyraźniej to się nie zmieniło. Moja skrzynka mailowa pękała w szwach od spraw, które mogły jeszcze poczekać, chociaż nie powinny.

Usiedliśmy na biurowych kanapach, a on pokazał mi ręcznie zapisany notes, który trzymał na kolanach. Nie korzystał z butli z tlenem, a to zazwyczaj dodawało mi pewności siebie. Po krótkiej wymianie zdań zrozumiałam, że moja pewność była jego celem.

– Nadine kładzie tam małego Raya. – Tata wskazał na jasnoniebieski kocyk, obok którego stały skrzynki z klockami Lego.

– Dlaczego?

– Tylko we wtorki i czwartki.

– W porządku. Ale dlaczego?

– Po prostu nie mogłem jej pozwolić na urlop. A on jest takim grzecznym chłopcem.

– Tato. Czy wszystko z nią w porządku? – zapytałam z naciskiem.

Zamilkł, by wziąć oddech. Mówienie stanowiło dla niego wysiłek i było mi przykro, że go do tego zmuszałam. Chociaż i tak bym go nie powstrzymała.

– Możesz mi to napisać, jeśli nie chcesz mówić – dodałam, ale on zaciągnął się tlenem i machnął ręką lekceważąco.

– Gary wszystko utrudnia. Rozwód. Walczy z nią o wszystko. Wykorzystuje Raya jako broń przeciwko niej. Zatrudnił ich opiekunkę do biura na dwa dni w tygodniu.

– To chyba dobrze.

– Ale nie jako opiekunkę. Jako stażystkę do działu marketingu. Więc nie może siedzieć z dzieckiem, gdy mały zostaje u Nadine. Kiedy ustalono w tej kwestii przesłuchanie, on je przełożył. Więc Nadine przynosi tu Raya, dopóki nie znajdzie kogoś innego.

– Czy małemu nie przeszkadza siedzenie w tym kącie?

– Przez trzy godziny buduje coś z tych cholernych klocków. To jak narkotyk. A potem przychodzi jej siostra.

– Okej. Ale zmieńmy temat.

– Zack Abramson wrócił. – Tata skreślił to z listy rzeczy, które miał mi do powiedzenia. – Nie mogę go zatrudnić, bo odszedł przed przestojem. Ale można go wykorzystać, by przejął trochę twoich spraw.

– Racja. Zadzwonię do niego.

– A co do tej Kayti… Nie potrafi się skupić na jednej rzeczy naraz.

– To jej supermoc.

Zamknął notes. Przygładził srebrne włosy dłonią. Tata nie wyłysiał z wiekiem. Wciąż był przystojny i ułożony, ale po śmierci mojej mamy nigdy nie wykazywał zainteresowania żadną kobietą.

– Wcześnie wróciłaś – zauważył. – Wiem, że to nie ze względu na interesy. Chyba że Panna Supermoc uaktywniła jakiś alarm.

– Nie było żadnego alarmu.

– Wróciłaś, bo podróż się nie udała? Czy dlatego, że się udała?

– To nie jest takie proste.

– Czy wszystko u ciebie w porządku? A jak się mają sprawy z nim?

Zamknęłam swój notes. Nie chciałam okłamywać taty, ale nie zamierzałam się wypowiadać na temat tego, czy wygrałam wojnę, czy przegrałam, bo ona się jeszcze nie skończyła. A to naprawdę była wojna. Nie oszukiwałam się. Walczyłam o to, co na początku odrzuciłam.

– Nie chcę, żebyś zadawał zbyt wiele pytań, bo masz problemy z oddychaniem. Więc po prostu powiem ci to, co mogę, okej?

Pokiwał głową i wyciągnął rękę, jakby oddawał mi scenę.

Teraz musiałam tylko wymyślić, co powiedzieć, a co przemilczeć. Byłam jego córką. Nie powinnam mówić mu o tym, że Adam już mnie nie kochał albo że kochał, ale niewystarczająco.

– Pojechaliśmy. Rozmawialiśmy więcej niż kiedykolwiek. Sporo się o nim dowiedziałam. Powiedział mi o rzeczach, o których wcześniej nie słyszałam. Oboje się zmieniliśmy. Wciąż jeszcze musimy przepracować kilka spraw. Chcę cię przygotować na to, że mimo wszystko możemy się rozstać na dobre. Kocham go. Nie potrafię ci powiedzieć, jak bardzo, ale to i tak może nie mieć znaczenia.

– Jak mogę pomóc?

– Nie możesz. To dotyczy tylko nas. Po prostu… dziękuję. Dziękuję, że zająłeś się wszystkim, gdy nas nie było.

– Nie ma za co.

– Nie musisz już przychodzić do firmy.

– Nie przesadzaj, mogę cię odwiedzać.

– Tato, nie chcę, żebyś się przemęczał. Odszedłeś na emeryturę nie bez powodu.

Wzruszył ramionami i postukał palcami w blat, rzężąc cicho.

– Może zostanę jeszcze do końca tygodnia. Będziesz mnie potrzebować, dopóki nie staniesz na nogi.

Kolejny mężczyzna mnie chronił. Byłam za to wdzięczna i jednocześnie mi się to nie podobało.

Rozdział 4

Obserwowałam telefon, by zobaczyć, czy Adam się przemieszcza. Miałam obsesję jak nastolatka zakochana w kapitanie drużyny futbolowej. Odepchnęłam od siebie nieustający, brzęczący niepokój, który objawiał się skurczonym żołądkiem. Moje wnętrzności były jak mokra szmata, wyżęta i zostawiona na słońcu.

Pragnął mnie. Jego ciało mnie pragnęło, a serce wołało za mną, jednak jego umysł postanowił się ode mnie odciąć. Już nie przychodził do biura, więc nie wiedziałam, jak inaczej do niego dotrzeć, tak żeby jego umysł nie wchodził mi w paradę.

Kayti zajrzała do mojego gabinetu, zakładając torebkę na ramię.

– Zack już jest w drodze.

– Nie zamykaj drzwi. Miłego wieczoru.

Zostawiła mnie samą. Aplikacja śledząca odnalazła telefon Adama w Meatpacking District.

Był w Lochu.

Na początku poczułam strach, potem zniecierpliwienie, następnie desperację, a na końcu wszystkie złe rzeczy, które czułam i o których myślałam, połączyły się i nawarstwiły jak dziesięć samochodów zderzonych ze sobą na drodze. Gniew, pożądanie, panika, zazdrość, rozpacz – bum, bum, bum.

– Hej. – Zack zajrzał do mojego biura.

Nie byłam w stanie rozmawiać z kimkolwiek. Mogłam tylko patrzeć na zieloną kropkę na mapie. Odwróciłam telefon ekranem do biurka.

– Wejdź.

Pocałowaliśmy się w oba policzki. Jego blond zarost podrapał mnie po twarzy.

– Dobrze cię widzieć. – Nie było wcale dobrze ani źle, tylko wyjątkowo nie na rękę, bo w tej chwili chciałam jechać do Lochu i zwinąć się w kłębek u stóp Adama, by nikt inny tego nie zrobił.

Usiedliśmy z Zackiem na kanapie. Był tak przystojny i szorstki jak zawsze, ale wyglądał na zmęczonego i sprawiał wrażenie, jakby był w rozsypce, jakby również jego wyżęto i zostawiono na słońcu do wyschnięcia.

– Przykro mi z powodu twojej mamy – powiedziałam.

– To się stało tak szybko. Byłem tam przez cztery godziny, a potem bum. Zupełnie, jakby musiała mnie zobaczyć przed śmiercią.

– W takim razie cieszę się, że tam pojechałeś.

– Ja też. Ale pogrzeb już się odbył. Moja siostra zajmuje się wszystkimi sprawami, więc mogłem wrócić. Musiałem. W Dayton zaczynało mi odbijać. Mieszkają tam naprawdę mili ludzie. Właściwie wspaniali. Gdybym mógł ich wszystkich zebrać i przeprowadzić do Nowego Jorku, to byłoby cudownie.

Uśmiechnęłam się. Intensywne, szybkie tempo tego miasta przyciągało najbardziej ambitnych ludzi na świecie. I niełatwo było z nimi żyć.

– Wyobrażam sobie.

Próbowałam wypełnić ciszę. Jednak tak naprawdę wolałam jechać do Lochu albo przynajmniej spojrzeć na telefon, żeby sprawdzić, czy Adam wybrał się do mieszkania jakiegoś suba na seks.

Zack chyba czytał mi w myślach.

– Słyszałem o tobie i Adamie.

Oczywiście, że słyszał. Byłam straszną paplą, więc musiałam się przyznać do rozwodu… Albo jednak nie.

– Mamy problemy.

– Domyśliłem się, gdy powiedziałaś, że potrzebujesz mojego mieszkania, ale nie chciałaś zdradzić po co.

Uznałam, że warto wykorzystać jego puste mieszkanie, by stłamsić moje obawy. Było dla mnie znakiem, że muszę przestać odwlekać nieuniknione. Zack przesunął się na kanapie, po czym spojrzał mi prosto w twarz i położył rękę na oparciu.

– Byłaś w kiepskim stanie. Ale odegrałaś swoją rolę. – Dotknął mojego ramienia, głaszcząc je przez bluzkę. – Nieźle ją odegrałaś.

Zwróciłam się w jego stronę, co pokazało, że go słucham, a jednocześnie dzięki temu mogłam się odsunąć od jego ręki.

– Nie grałam. Próbowałam się pozbierać.

– Wiem. Ale i tak się domyśliłem. Nie patrzyłaś na niego, chyba że chciałaś powiedzieć coś na temat pracy. Niewolił cię, prawda?

Tak, ale najwyraźniej niewystarczająco. Nie na tyle, bym zobaczyła, dlaczego powinnam być zniewolona.

– Wykazałaś się odwagą, gdy pozwoliłaś mu odejść – ciągnął Zack głębokim, zachrypniętym głosem pełnym ciepłego podziwu.

Właśnie to sobie wmawiałam, zanim zostawiłam list.

– Byłam tchórzem. Prosząc cię o możliwość mieszkania u ciebie, powiedziałam ci więcej o tym, jak się czułam, niż jemu.

– Niełatwo się z nim rozmawia.

Spojrzał na mnie znacząco. Jego oczy mówiły, że jeśli chcę się pieprzyć tu i teraz na kanapie, to możemy to zrobić. I chciałam, ale nie z nim.

Wstałam i poprawiłam spódnicę.

– Na razie nie zatrudniamy nikogo, więc nie mogę ci zapewnić posady. Ale mamy tyły, więc dobrze byłoby mieć freelancera, którego nie trzeba przeszkalać. Jeśli jesteś zainteresowany.

Stanął przede mną zbyt blisko, ale nie mogłam się cofnąć, bo za moimi plecami znajdował się stolik. Poza tym nie zamierzałam się cofać. Nie tylko ja musiałam zachować odrobinę zdrowego rozsądku. Powinien załapać aluzję.

– Jestem zainteresowany. A kiedy w końcu zdejmiesz ten pierścionek, wiedz, że tobą też będę zainteresowany.

– Zapamiętam.

***

Loft był przecznicę od biura, ale tam nie poszłam. Zamówiłam taksówkę, gdy tylko Zack zniknął.

– Do Gansevoort – powiedziałam.

– Jasne. – Kierowca ruszył.

Sprawdziłam telefon. Adam wciąż tam był. Musiałam się z nim znowu zobaczyć. Odczuwałam tę potrzebę do tego stopnia, że ściskała mnie w żołądku, jakbym ją połknęła. I nie mogła strawić.

Propozycja Zacka sprawiła, że jeszcze bardziej zapragnęłam się znaleźć w objęciach Adama. Łatwość, z jaką mi to zaproponował, doprowadziła do tego, że moja pozycja wobec mężczyzny, którego naprawdę pragnęłam, wydawała się jeszcze bardziej niepewna. Każda mijająca godzina zbliżała mnie do końca naszego kontraktu.

Taksówkarz wysadził mnie na rogu. Szybkim krokiem ruszyłam do niewyróżniającego się budynku, w którym mieścił się Loch. Przed czarnymi drzwiami stał mężczyzna w skórzanej kurtce.

– Hej – powiedziałam, próbując się zachowywać tak, jakbym tu należała.

– Cześć – odparł głębokim barytonem.

– Chciałabym wejść.

Drzwi za nim się otworzyły i wyszła jakaś para. Rozpoznałam Charliego. Był z nieznaną mi kobietą.

– Masz numer członkowski? – zapytał Baryton.

Charlie, prowadząc kobietę w stronę chodnika, spojrzał na mnie dwukrotnie, a potem się odwrócił.

– Nie, ja tylko…

– To nie mogę otworzyć.

– Tylko na chwilę. Na minutkę.

Czy ja błagałam? Nie chciałam tego robić, ale musiałam zobaczyć męża. Może jego też będę błagać. Może nawet przed nim przyklęknę.

– Przepraszam. Dziś wstęp mają tylko członkowie.

Odwróciłam się do Charliego. Czy pamiętał mnie z naszego ślubu? Czy wiedział, gdzie jest Adam? Czy mógł mnie tam wprowadzić? Jego też mogłam błagać.

Rozważałam poproszenie go o pomoc, ale on wsiadł za kobietą do taksówki i zamknął drzwi.

– Jak można się stać członkiem? – zapytałam ochroniarza.

– Potrzebujesz rekomendacji od trzech aktywnych członków – odparł.

– Dziękuję – powiedziałam. – Bardzo dziękuję.

Nie prześladowałam Adama. A może jednak to robiłam. Ruszyłam chodnikiem, ciasno okrywając się płaszczem. W okolicy wszędzie widziałam ludzi, którzy wychodzili gdzieś po pracy. Śmiali się, uśmiechali, mieli nosy czerwone od zimna.

Zack myślał, że jestem dostępna i leciał na mnie, tak samo jak wszystkie kobiety na Adama. Ciągnęło je do niego. Nawet przez godzinę nie byłby samotny. I co on tutaj robił? Chciał z kimś wyjść?

Nie na mojej warcie. Nie ma mowy. Cokolwiek zamierzał zrobić z jakąkolwiek kobietą, będzie to musiał przede mną ukryć, bo jeśli to zobaczę, będę się tym nieustannie zadręczać. O tak, mój ból był setki razy silniejszy. Jeśli on wyjdzie z tego klubu z jakąś kobietą, będę na to patrzeć, a on pozna rozmiar swojej zdrady.

Skręciłam za róg i znowu spojrzałam na telefon. Zielony punkcik się poruszył. Biegnąc z powrotem, wpadłam na kobietę niosącą małego psa i niemal się przewróciłam na koszu na śmieci. Unikałam lodu na chodniku zręcznie niczym ninja. Wybiegłam zza rogu i zobaczyłam Barytona stojącego przed drzwiami oraz odjeżdżającą taksówkę.

Znów wyciągnęłam telefon. To był on.

„Nie pisz do niego”.

Siedział w taksówce i nie wiedziałam, czy pojechał sam, czy z jakimś subem, który zrobi cokolwiek, co on sobie zażyczy, z subem bez życiowego bagażu, bez miłości, z subem, któremu w ogóle nie zależy.

„Nie. Pisz. Do. Niego”.

Stojąc pośrodku chodnika obserwowałam w telefonie, jak taksówka zatrzymuje się na światłach dwie przecznice dalej, a potem skręca w Dziesiątą Aleję, dalej na wschód w Dwudziestą Trzecią, na północ w Park Avenue, a następnie znowu na wschód do Murray Hill. Jechał do domu. Sam lub nie.

Chcę być członkiem Lochu.

Szłam na południe wzdłuż rzeki Hudson, w stronę domu. Musiałam spalić nadmiar energii. Moje ciało potrzebowało się zająć czymś innym niż tylko panikowaniem, bo mi nie odpisał.

Popatrzyłam na telefon. Nie pojawiły się podskakujące kropki, które oznaczałyby, że odpisuje. Dostał wiadomość, ale nie odpowiadał.

„Bo pieprzy się z kimś innym”.

Może tak, a może nie. Ale dlaczego miałby iść do Lochu, jeśli nie planował kogoś przelecieć? Może poszedł tam, by porozmawiać z Charliem. Może po prostu chciał przebywać wśród swoich. Może próbował kogoś znaleźć i poległ.

Rozmyślałam przez całą drogę do domu i nic nie wymyśliłam.

Musiał być zbyt zajęty subem. Kobietą, która nie miała oporów, by robić to, co jej się kazało. Kobietą, która mogła mu zaoferować swoją dupę bez ociągania. Prawdziwą, wytrenowaną uległą, która zrobiłaby to, czego ja nie mogłam.

Nie mógł kochać suba, ale to nie powstrzyma go przed tym, by go zerżnąć.

Odetchnęłam głęboko, kiedy dotarłam do SoHo i wysłałam maila do Kayti.

Kayti, jutro z samego rana zdobądź listę gości z wesela.

Ale nie z urzędu. Z hotelu Lafayette.

Potrzebuję numerów telefonów i adresów.

Mógł mnie nie dotykać, ale nie powstrzyma mnie przed pogonią za naturą uległej. Pomimo tego, że minęły dwa tygodnie, a on się ode mnie coraz bardziej oddalał, wciąż miałam szansę go zdobyć. Ten pomysł był szalony, ale ja nie czułam się zdrowa na umyśle.

Dostałam od niego odpowiedź, zanim poszłam spać.

Nigdy nie będziesz członkiem Lochu.

Sporo mnie kosztowało, by nie odpowiedzieć na jego wiadomość, bo zobaczyłam w niej nadzieję. Zależało mu. Mimo że jego fiut był mokry od soków innej kobiety, zależało mu na tym, czy będę członkiem, czy nie.

Nie spałam dobrze, ale ten sentyment sprawił, że zaznałam kilku godzin odpoczynku.

Rozdział 5

„Podróż tysiąca mil zaczyna się od pierwszego kroku”.

Nauczyłam się, że nie można się niczego spodziewać. Albo inaczej – zrozumiałam, że to, czego oczekuję, może być złe, może być fantazją, strachem, zbitką nic nieznaczących tropów, które boleśnie sprowadzały mnie na ziemię.

Stary budynek Garment Center, wykonany z czerwonej cegły, wciąż miał na korytarzach mosiężne skrzynki na listy. Zatrzymałam się przy jednej z nich, by popchnąć klapkę, ale nie działała. Kiedy dokładnie poczta przestała ich używać? I dlaczego? A te stare skrzynki? Dlaczego przestały działać?

„Odwlekasz”.

W latach osiemdziesiątych ze zsypu wyjęto dwadzieścia trzy worki poczty. Znaleziono latami niepłacone rachunki i biznesową korespondencję. Kontrakty i zawiadomienia. Myśli i uczucia, ręcznie spisane, nabazgrolone. Opieczętowane i ukryte. Z tej masy firmowej korespondencji kobieta wyciągnęła list od zmarłego męża. Inna znalazła list, który zmarły mąż wysłał do swojej dziewczyny lata temu. Emocje wciąż tkwiły na papierze, chociaż mięśnie, które je kiedyś skrywały, już dawno zniknęły.

Czy teraz coś się znajdowało w tej stercie? Stary list miłosny, w którym ktoś błaga o pojednanie? Deklaracja długo zaprzeczanej miłości? Co kryło się w szparach między deskami podłogi? W erze cyfrowej wiadomości gubiły się w eterze. W analogowej mogły pozostać zamknięte w skrzynce na zawsze.

Drzwi na końcu korytarza otworzyły się i wyszła kobieta na oko czterdziestoletnia. Trzymając klamkę, zamknęła drzwi z kliknięciem. Nie spojrzała na mnie, gdy przechodziła obok, jej szpilki stukały o marmur, ale dzięki niej zostałam zmuszona, by przestać się skupiać na tym, co mnie rozpraszało, i spojrzeć na mosiężną plakietkę na drzwiach.

TOWARY ZAGRANICZNE

Nie wiem, czy istniała bardziej nijaka nazwa, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę to, co naprawdę tam sprzedawano. To tu zostało wysłane zaproszenie na ślub, a ja drogą dedukcji podążyłam jego śladem.

Mosiężna klamka była ciepła od dotyku kobiety – dodałam do tego własne ciepło. Przekręciłam ją i weszłam do środka.

„Po pierwszym kroku wciąż musisz przejść tysiąc mil”.

***

Recepcja była zupełnie nijaka. Niemal obraźliwie pusta. Jednak sala konferencyjna przedstawiała się zupełnie inaczej. Udekorowano ją bogato tkaninami i miękkimi obiciami, podłoga była ciemna, a okno wychodziło na dachy sąsiedniej fabryki. Pokój wyrażał sobą prawdę.

I to dlatego Charlie się tu ze mną spotkał. Miał na sobie ciemną dżinsową sportową kurtkę i spodnie khaki. Zastanawiałam się, czy Adam mówił prawdę, kiedy oznajmił, że Charliemu odstrzelono fiuta.

– Nie mogę pani pomóc – powiedział, opierając się o swoją laskę. Żadne z nas nie usiadło.

– Oczywiście, że pan może. Tylko tego nie zrobi.

– A więc się zgadzamy. Miło było panią znowu widzieć. Każę komuś odprowadzić panią do drzwi.

Taa.

Jasne.

– To oznacza, że można zmienić pana zdanie.

– Pani McNeill-B…

– Mogę pana przekonać.

– Nie będę pani trenować.

– Dlaczego nie?

– Czy pani oszalała?

– Tak, oszalałam. Ale tylko trochę. Adam zaczął mnie szkolić i nie skończył. A teraz mam sobie z tym poradzić? Być niedokończoną, jak niedogotowane jajko? Nie mogę tego zaakceptować i jeśli on tego nie skończy, to ktoś inny musi.

Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Jego oczy były ciemne jak chmurna szarość. Nic z nich nie mogłam odczytać.

– Powiedział mi, że pani jest waniliowa. Że w pani ciele nie ma ani jednej uległej kości.

– Najwyraźniej jedną przegapił.

– Tu chodzi o coś więcej. – Wyciągnął rękę. – Proszę usiąść. Przez panią jestem zmęczony.

A czy on usiądzie? Czy jego rozkaz dotyczył tylko mnie i jeśli tak, to dlaczego?

– Jeżeli nie potrafi pani spełnić nawet zwykłej prośby, pani…

– Diano. – Odsunęłam skórzane czarne krzesło, którego kółka zaskrzypiały.

Kiedy usiadłam, on zajął miejsce naprzeciwko mnie. Na końcu stołu znajdował się mały pojemnik z biurowymi przyborami. Złączyłam dłonie i pochyliłam się. Nie zauważyłam w sobie agresywnej postawy, ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy może powinnam być bardziej uległa. Ręce na kolanach? Wzrok spuszczony? Nogi złączone czy rozłożone?

Żadne z powyższych. Trzymałam łokcie na stole, opierając żebra o jego brzeg, jakbym chciała się nad nim pochylić. Nie mogłam w siebie wątpić przez cały czas i uznałam, że bycie sobą jest bezpieczniejsze niż bycie uległą, którą nie byłam.

– Czego oczekujesz po treningu? – zapytał Charlie, jakby zadawał to pytanie już setki razy wcześniej.

– Czy istnieje właściwa odpowiedź?

Dopasował swoją postawę do mojej. Złączył dłonie, oparł łokcie na stole.

– Są tylko złe odpowiedzi.

– Złe odpowiedzi takie jak „lepszy seks” lub „chłopak”?

– Te zdecydowanie są złe.

– Dlaczego?

– Przede wszystkim nie są prawdziwe.

– I są za łatwe i niedojrzałe.

– Tak. Poza tym te cele można osiągnąć wieloma sposobami. Jeśli chcesz mieć lepszy seks, znajdź odpowiedniejszego partnera. Jeśli chcesz mieć chłopaka, zawsze zostaje ci Tinder. Więc jeżeli chcesz to zrobić, to robisz to dlatego, że nie ma innej drogi, by zrealizować swoje pragnienia.

– Czyli?

– Ty mi powiedz. Dlaczego chcesz dokończyć trening suba?

– Z powodu Adama.

Odpowiedziałam szybko, bo taka była prawda, a poza tym nie istniał inny sposób. Jeśli mi pozwoli, mogę tłumaczyć mu swoje powody przez cały poranek. Ale jednocześnie uważałam, że każdą moją odpowiedź uzna za niewłaściwą i każe mi stąd iść. A potem będę musiała gonić Adama bez Charliego i jego pomocy. Nie wiedziałam, jak długo będzie trwać ta pogoń, ale czułam, że wkrótce dopadnie mnie rozpacz i odpuszczę. Byłam sprinterką, a nie długodystansowcem, więc wmówiłam sobie, że mam dwa tygodnie, by zrobić, co mogę.

– Przykro mi, że to ja muszę ci o tym powiedzieć. – Odchylił się na krześle. – To on powinien to zrobić, a ja powinienem cię stąd wykopać bez słowa. Ale jestem miłym facetem.

Zacisnęłam wargi, by nie rzucić jakąś ciętą ripostą. Aż musiałam sobie zakryć usta ręką.

– Marnujesz swój czas – powiedział. – Jedyna kobieta, którą kiedykolwiek pokochał, nie była subem.

– Tą kobietą byłam ja.

– Zgadza się.

– On mnie kocha. Wiem o tym. Ty o tym wiesz. Adam ostro walczy, by popełnić największy błąd swojego życia, a ty mu na to pozwalasz. Czy będziesz mógł spojrzeć w lustro, kiedy Adam dobiegnie sześćdziesiątki i wciąż będzie pieprzył jakieś przypadkowe suby, których nie może pokochać? Tego chcesz? A może po prostu cię to nie obchodzi?

– Wiesz, to nie jest mój problem. – Odsunął swoje krzesło i położył dłoń na lasce. – Ja się w to nie mieszam.

Gwałtownie zdjęłam zatyczkę z długopisu i wyrwałam kawałek papieru z podkładki.

– Tu masz mój numer, jeśli zmienisz zdanie.

– Nie zadzwonię do ciebie.

– A więc zobaczymy się w klubie. – Wstałam.

– Jesteś członkiem? – Wyglądał na szczerze zmartwionego.

– Nie. Ale potrzebuję trzech członków, którzy za mnie poręczą. To nie może być takie trudne.

– Naprawdę? – Zdjął rękę z laski i położył dłonie na biodrach. – A jak łatwe ci się to wydaje?

– Dzień otwarty jest za tydzień. Mogę przekonać kogoś, że jestem w stanie przyklęknąć. W gazecie są ogłoszenia Domów, którzy szukają…

– Chwileczkę, moja droga.

– Co?

– Nie znasz tych gości i nie możesz ich sprawdzić. To niebezpieczne.

Wzruszyłam ramionami.

– A więc pozwolisz jakimś facetom, których nie znasz, których nigdy nie spotkałaś, z którymi nie macie wspólnych znajomych… związać się? Już nawet nie mówię o pieprzeniu. Żaden porządny dominujący nie przeleci cię bez twojej wyraźnej zgody, ale na tym świecie jest mnóstwo złych, naprawdę złych mężczyzn.

– Dam sobie radę, ale dzięki.

Nie dałabym sobie rady. To wszystko mnie przerażało. Nie chciałam się oddać innemu mężczyźnie. Nigdy. Nie chciałam być dotykana i nie chciałam, by rozkazywał mi ktokolwiek inny niż Adam. Charliego tolerowałam, bo przyjaźnił się z moim mężem, a to oznaczało, że może mnie czegoś nauczyć, ale mnie nie dotknie.

Więc będę musiała skorzystać z planu C. Jeszcze go nie przygotowałam, ale nie wątpiłam, że coś wymyślę. Byłam już w połowie nijakiej bezsensownej recepcji, kiedy głos Charliego odbił się echem od ścian.

– Mogę ci kogoś załatwić. – Oparł się o swoją laskę. Był trzynogim mężczyzną stojącym w surowym białym holu.

– Jakiegoś obcego faceta? – zapytałam.

– A ja kim dla ciebie jestem? Powiedziałem do ciebie cztery słowa na twoim weselu, a od tego czasu widziałaś mnie dwa razy.

– Adam ci ufa, więc ja też.

Odetchnął głęboko.

– Będę mieć przez to kłopoty. – Sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej portfel. – Ale to lepsze, niż gdybyś miała znaleźć kogoś z gazety.

Kciukiem wysunął wizytówkę z kieszonki portfela, a potem wyciągnął ją w moją stronę. Zmniejszyłam dystans między nami, aż dzieliły nas tylko trzy kroki, a potem wzięłam elegancki biały kartonik i spojrzałam na niego. Widniało tam tylko jedno słowo wypisane srebrnymi literami: „BEZCZELNY”.

Na odwrocie wizytówki znalazłam numer schludnie napisany czarnym cienkopisem: „SMS (212) 867-5309”.

– Daj facetowi popalić.

– Polecisz mu mnie?

– Jesteś zbuntowaną – powiedział, ale nie w obraźliwy sposób. – Ja nie trenuję zbuntowanych. Nie mam już do tego cierpliwości.

– Cóż, dziękuję. Doceniam to, że poświęciłeś czas, by się ze mną spotkać.

– Bądź ostrożna.

– Będę – skłamałam. Nie zamierzałam byś ostrożna w tym, co planowałam zrobić. Po prostu nie mogłam.

Rozdział 6

Dzień dwudziesty

Mimo że moja relacja z ojcem była bardzo otwarta i pełna miłości, nie chciałby słuchać o szczegółach moich seksualnych igraszek z Adamem, a ja nie chciałabym mu o tym mówić. Ogólnie życie i związki były niekomfortowe, niezręczne i pokręcone. Gdybym powiedziała ojcu, jak to jest otrzymywać klapsy packą przy ludziach patrzących na mnie z zaśnieżonego podwórka, nie zbliżyłoby nas to do siebie. Zacząłby się martwić.

– Myślałem, że wakacje pomogą wam się dogadać – powiedział i włożył po torebce herbaty do dwóch białych filiżanek. Porcelana należała do rodziny mamy i była bezcenna. Biały gwiżdżący czajnik, własność ojca, był po prostu stary.

– Ale tak się nie stało.

Policzyłam tabletki i wrzuciłam je do plastikowego pojemnika. „Stuk, stuk, stuk”. Sprawdziłam w kalendarzu i skreśliłam kolejny tydzień.

Pilnowałam jego leków i recept, sprawdzałam, czy nie trzeba kupić kolejnych lub zmienić dawek. Byłam kiepska w sprawach organizacyjnych. Nawet nie potrafiłam trzymać listy zakupów na swoim miejscu. Ale z jakiegoś powodu miałam obsesję na punkcie porządku w kwestii jego leków.

– A więc chodzi o niego? Nie o ciebie?

– Nie wiem. To znaczy… – Westchnęłam i zamknęłam pojemnik. – Kocham go, ale myślę, że przez te wakacje przemyślał swoje potrzeby.

Tata przyniósł herbatę do stołu. Pozwoliłam mu na to, chociaż miałam ochotę zerwać się z krzesła i zrobić to za niego.

– To dobry człowiek. Podejmie właściwą decyzję.

– Może. – Wycisnęłam swoją torebkę herbaty i odłożyłam na talerzyk.

– Albo… – Tata wzruszył ramionami, jakby nie chciał nic sugerować. Jakby miał nadzieję, że się domyślę.

– Albo co?

– Można pobrać… no wiesz… próbkę… od mężczyzny. – Podrapał się po głowie. – Twoja matka późno dostała raka, więc może nie warto.

– Mówisz o pobraniu spermy?

– Tak. No wiesz. I tak dalej.

– O sztucznej inseminacji?

– Jasne. Tak. I o tym innym. Z próbówki. Idziesz do kliniki, mają to zamrożone. Wybierasz sobie z katalogu. Albo… Tak naprawdę chcę powiedzieć, że wiem, że się martwiłaś.

– Nadal się martwię. – Podmuchałam herbatę, tworząc na jej powierzchni delikatne zmarszczki. – Może nie mogę mieć dzieci.

– Poddajesz się? – Zakaszlał dwa razy. – Przestań.

– To wyścig. A niektóre wyścigi się przegrywa. A jeśli nie widzę, z czym się ścigam? Jeżeli nie wiem, czy rak dopadnie mnie jutro, czy nigdy? A co, jeśli się dogadam z Adamem w tej kwestii? Będę chciała tylko dziecka? Może się zgodzi, ale wtedy będę musiała pozwolić mu odejść. A ja pragnę tylko jego. Nie chcę iść na kompromis. Albo wszystko, albo nic. Mogę zrezygnować z tego wyścigu z powodu genów mamy, lecz nie zrezygnuję z marzenia o byciu z Adamem.

– To mężczyzna, którego zostawiłaś. – Tata uniósł brwi, a ja wyczułam w nim jakieś zadowolenie. Nigdy nie chciał, bym zostawiła męża.

– Zrobiłam to, bo potrzebowałam czasu, by stworzyć rodzinę z kimś innym. Co było złe. Już nie podejmuję decyzji na podstawie tego, jak zmarła mama. Jeśli mój czas się skończy i przegram ten wyścig, niech tak będzie. To moje życie i mogę je zmarnować. I chcę je zmarnować na wyścig z nim.

– Chyba już się zdecydowałaś.

Postawiłam filiżankę na talerzyku, jakby to był ostatni żeton bingo na zwycięskiej karteczce.

– To się zbliża ku końcowi. Zapamiętaj moje słowa.

Ujął moją dłoń przez stół. Jego skóra była chłodna i sucha.

– Pamiętaj, będę tu przy tobie. Niezależnie od tego, czy wygrasz, czy przegrasz.

To chyba dzięki tacie miałam siłę, by się zmierzyć z odrzuceniem przez męża. Jego oczy były równie przejrzyste i niebieskie jak zawsze, a ja mogłam uwierzyć w silny, choć lodowaty uścisk jego dłoni, który będzie mi towarzyszył do końca. Adam. Dziecko. Nieunikniona walka ze zdradzieckimi komórkami. On mnie nauczył, jak walczyć.

– Zawsze będzie kolejny wyścig – powiedziałam.

– Wtedy też będę przy tobie. – Przyłożył swoją chłodną dłoń do mojego policzka i poklepał go.

On by mnie nigdy nie zostawił. Nigdy nie przestanie być przy mnie. A ja nigdy nie przestanę gonić Adama.

Zaczynam dzisiaj.

Dopiłam herbatę jednym łykiem.

– Okej, wszystko masz przygotowane. – Podałam mu opakowania leków i wzięłam swoją filiżankę i talerzyk. – Muszę już iść.

– Jest dziewiąta wieczorem. Dokąd się wybierasz tak późno? W ciągu tygodnia?

– Gotowi, do startu, start, tato. – Czując napływ świeżej inspiracji, odłożyłam naczynia do zmywarki. – Nie decydujemy, kiedy się rozlega wystrzał z pistoletu startowego.

– Co?

Pocałowałam go w policzek.

– Do zobaczenia w biurze.

Rozdział 7

Comiesięczny dzień otwarty w Lochu. Każdy mógł wejść. Ostatnim razem kierowały mną gniew i rozczarowanie, a także ciekawość, bo chciałam zobaczyć, co mój mąż widział w takim seksie.

Gdy poszłam tam w dzień otwarty po raz drugi, nie uzbrajałam się w te emocje. Byłam ciekawa siebie. Przebiegu wydarzeń. Chciałam poczuć, jak to jest być singielką w tym świecie. Nie chciałam zaakceptować porażki w kwestii Adama, ale zaczynałam się przyzwyczajać do bycia singielką i nie zamierzałam czekać kolejnego miesiąca, by udać się do Meatpacking District i odnaleźć swoje miejsce.