Strona główna » Obyczajowe i romanse » Ty i ja dwa różne światy

Ty i ja dwa różne światy

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-944767-3-1

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Ty i ja dwa różne światy

Ty i ja dwa różne światy jest opowieścią o związku dwojga młodych ludzi, w którym pragnienie dawania miłości prowadzi do przekraczania własnych ograniczeń, w którym słowa mają znaczenie, a miłości należy się uczyć. Prosta historia serca, gdzie miłość pokonuje wszelkie przeszkody, bo ona jest najpotężniejszą zwierzchnością. Nie złość, nie gniew, nie egoizm, nie ty dla mnie, ale ja dla ciebie…
Ona, śliczna i uzdolniona studentka ASP z ideałami, marzeniami oraz głęboko zakorzenionym czynieniem dobra. Z raną zadaną w serce przez napaść na delikatną nastolatkę, gdy ciepło lipcowego wieczoru roztaczało przed nią swoje uroki. Nosząca w duszy pragnienie miłości do chłopaka, z którym od dziecka spędzała wakacje. Tego lata, przed podjęciem wiążącej decyzji o wyjeździe z kraju, dojrzewa do decyzji rozliczenia się z przeszłością.
On, młody, chmurny, pewny siebie genialny informatyk i programista, z ogromną skutecznością podbijający świat inwestycji i finansjery. Charyzmatyczny mężczyzna z wielkim wyczuciem wprowadzający na światowe rynki innowacyjne programy komputerowe oraz nowe technologie służące rządom i innym ważnym instytucjom. Tak, jak przebojowo wszedł na szczyt listy najbogatszych ludzi, tak i jeśli chodzi o kobietę, z precyzją dąży do zrealizowania wytyczonego przez siebie celu.
Czy młody biznesmen ma szanse zaskarbić sobie miłość uzdolnionej malarki? Czy jej serce należy do chłopaka, z którym łączą ją piękne wspomnienia z dzieciństwa i pierwszych nastoletnich westchnień? Czy na drodze do szczęścia może stanąć coś, czego nikt się nie spodziewa…

Polecane książki

Wenecja, miasto na wodzie, jednych zachwyca, dla innych jest rozczarowaniem. Na pierwszy rzut oka kolorowe i gwarne, ale gdy nocą zasnuje je mgła znad lagun, wydaje się mroczne i tajemnicze. Skrywa liczne sekrety – jak każdy z nas. Szklane serce z Wenecji. Helena przyjeżdża do Wenecji, by ...
Naukę prawa sportowego na świecie od wielu już dekad cechuje dynamiczny rozwój, czego przejawem są choćby liczne publikacje oraz inne inicjatywy naukowe. Na gruncie krajowym jest ono jednak dyscypliną stosunkowo młodą, a brak zrozumienia jego specyfiki determinuje liczne błędy w ocenie problemów z n...
Przyczyny uzasadniające przerwanie urlopu muszą być ważne. Tylko pracodawca, przełożony wie, kto i za co jest odpowiedzialny na danym stanowisku. Sytuacje, w których właśnie urlopowany pracownik jest niezastąpiony to np. nagła choroba innego pracownika, awaria specjalistycznego sprzętu, kontrola jak...
This third edition of Lexicon of Law Terms aims to give practical guidance to law students, lawyers, legal secretaries, paralegals, legal executives, ESP teachers, interpreters, translators and professional people who need English for their present or future day-to-day work in  the legal field. Arra...
Staś Miernicki to rozrabiaka, jakich mało. W poszukiwaniu przygód gotów jest naprawdę na wiele. Jednak jako urodzony pod szczęśliwą gwiazdą wychodzi z większości opresji obronną ręką. Nie jest to takie łatwe, zważywszy na okoliczności: trudy wiejskiego życia i niełatwy okres w historii Polski, j...
MEMY I GRAFFY to wybuchowe połączenie błyskotliwych felietonów Agnieszki Graff, kultowych memów Marty Frej i rozmów między autorkami.   Celnie, ale i z poczuciem humoru, autorki dotykają spraw zasadniczych dla kobiet, jak i dla całego społeczeństwa: wojna z gender, ekspansja kościoła katolickiego w ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Elżbieta Kosobucka

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz opracowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Projekt okładki

RenataMisztal

Korekta

Mariusz Kosobucki

Korekta przyjacielska

Joanna

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie lub przedruk całości albo fragmentów książkiMożliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody autora.

ISBN 978-83-944767-3-1

ISBN kolekcji 978-83-944767-2-4

Wydawca:

Elżbieta Kosobucka

Gdynia 2018

Książkę dedykujęwyjątkowym kobietom, które spotkałam udostępniając tę powieść po raz pierwszy.To dzięki Wam wspominam ten czas za niezwykły i radosny.Ubogaciłyście mnie dzieląc się swoją obecnością i swoim widzeniem zawartychprzeze mnie treści, wnosząc swoją cząstkę w tę powieść. Dlawyjątkowych, otwartych, pełnych dobrego przesłania kobiet, których słowa zostawiane dlamnie, wpisały się w moje serce: Roksany Przybylskiej, EdytyŚrodeckiej,Karoliny Adamczyk, Ewy Lizak, Adrianny Woźniak oraz pań, z któryminie mam kontaktu, więc wymienię tu ich niki, którymi siępodpisywały, bądź życzyły sobie wymienienie tylko ich imion, dla: Ady,Agi, Angelique, Ani, Anneé, Bribi, Dominiki, Eweliny, Greckiej Perły, Igi,Iwony, Joanny, Julii, Justyny, Kamili, Kamili;3, Kaśki, Kuki0013, Mai,Magdy, małej-myśli, Marion, Marty, Moniki, Natalii, Oli, Optoland, Patusi,Pauliny, Sylwii, Sylwioszki, Vicky, Weroniki i Zuzy.

Podziękowania

Dziękuję z całego serca:

Mojemu mężowi za to, że JEST i wspiera mnie swoją siłą.

Mojej siostrze Reni, za projekt okładki.

Grzegorzowi Boćkowi za redakcję techniczną i nieocenioną pomoc.

Joasi za podjęcie się korekty.

Moim Czytelniczkom na blogu, na którym publikowałam Ty i ja. Dwa różne światy za ich piękny odzew.

Kiedy marzenia zamieniają się w rozczarowanie

Sześć – osiem lat temu

Po dziesięciu miesiącach rokuszkolnego spędzonych w mieście, z radością jechałam w góry, dobabci. Tam mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Lubiłam to miejsce, bobyło piękne, ale przede wszystkim miałam tu grono sprawdzonych przyjaciół.Wśród nich był ktoś dla mnie wyjątkowy, z kim spędzałamnajbardziej szalone chwile. Razem właziliśmy na drzewa, zdobywaliśmy góry, ścigaliśmysię konno, pływaliśmy i wpadaliśmy na coraz to nowe pomysły.Nie zawsze panowała między nami zgoda, ale potrafiliśmy jakoś siędogadać. Poznałam go kiedy miałam sześć lat. Potem często zostawałamz nim, w czasie gdy nasze babcie załatwiały swoje sprawy.Kamil był dla mnie jak starszy brat. Jego dwanaście latwydawało mi się dorosłością. Był wspaniały i rzadko okazywał, bymbyła dla niego ciężarem lub problemem. Przy nim uczyłam sięciekawych rzeczy i często stawał w mojej obronie, jakbym rzeczywiściebyła jego młodszą siostrą.

Mając piętnaście lat chciałam iść nadyskotekę, bo wszyscy znajomi mieli tam być. Tak długo marudziłam,że babcia wreszcie odpuściła, jednak pod warunkiem, że pójdę z Kamilem, którego miałam się słuchać. Pędem do niego poleciałam i zadyszana powiedziałam o dziwnym warunku babci, teraz jego prosząc, abysię zgodził ze mną pójść. Nie był zachwycony. Zdziwiła mniejego niechęć, przecież z tego co wiedziałam, to lubił wypadydo lokalu. Ta zgoda to przecież była tylko formalność, a nie zobowiązanie. Nieważne, powiedział w końcu OK i tylko tosię liczyło.

Przyszedł po mnie punktualnie o dwudziestej. Od godzinybyłam gotowa do wyjścia, więc jak tylko zobaczyłam jego samochód,założyłam buty i puściłam się biegiem do drzwi.

– Cześć, super,że jesteś! – krzyknęłam podekscytowana.

– W coś ty się ubrała?

Nawetnie wszedł do środka. Żadnego „cześć”, a na „ładnie wyglądasz”nie miałam co liczyć. – Zatkało mnie.

– Co jest nie takz moim ubraniem? – Sapnęłam zła i okręciłam się, a onzlustrował mnie tak, że zrobiło mi się gorąco i dziwnie.

–Wyglądasz zbyt wyzywająco. – Usłyszałam zaskoczona.

Co to było? Ze zdziwieniaotworzyłam buzię. Włożył ręce do kieszeni i ostentacyjnie zaczął oglądaćniebo.

– Jesteś gorszy od babci. Ona powiedziała, że świetnie wyglądam. – Zerknęłam jeszcze raz na siebie.

– Z tak ubraną, nigdzie nieidę. – Zachowywał się jak uparty osioł.

– Żartujesz sobie? – Sprawdzałam. Nicnie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie tak, że wiedziałam, żemówił jak najbardziej poważnie.

– Pamiętaj, że bez Kamila nigdzie niepójdziesz! – krzyknęła babcia z salonu. Nie do wiary, ależ onamiała słuch.

– Kamil, błagam. – Przechyliłam głowę i spojrzałam na niegoprzymilnie.

– Nie – powiedział unikając mojego wzroku.

– To w co mamsię ubrać? Dresy?! – spytałam poirytowana.

– Niezły pomysł. – Zamurowała mnie jegoodpowiedź.

– Dobra – dotarło do mnie, że wiele z nim niewskóram – powiedz łaskawie w co, żebym nie biegała w kółkoi miejmy to za sobą. Tylko nie mów „dresy” – uprzedziłam.

Właśnie moje wyjście stało pod znakiem zapytania i fundował mito mój najlepszy przyjaciel. Nareszcie przestał oglądać sufit i spojrzałna mnie.

– Normalne spodnie i bluzkę, a i jeszcze zróbcoś z twarzą i możemy jechać. – Machnął ręką w mojąstronę. Stał w drzwiach wejściowych i rządził.

– Nie przesadzaj, nieidę w pole, tylko na zabawę, a cały makijaż totusz i błyszczyk. – Nie wiem co mu nie pasowało i z tym. Jeszcze raz przyjrzał się mojej twarzy, aż padłpozytywny werdykt.

– Dobra, niech ci będzie, ale co do twojegostroju to tak, jak powiedziałem wcześniej.

Chcąc nie chcąc poszłamsię przebrać. Włożyłam swoje najlepsze jasno niebieskie dżinsy i bladożółtą bluzkę, do tego granatowe tenisówki. Szału nie ma, alechociaż się wyskaczę. – Szukałam pozytywnych stron całej tej szopki.

– Ta dam!!! – Wyskoczyłam na korytarz rozkładając ręce.

– Nooo nie wiem… – Niedo wiary nadal coś mu nie grało i przyglądał sięmi sceptycznie.

– Powiedziałeś spodnie i bluzka, i są spodnie i bluzka – weszłam mu w słowo. – Na pewno nie wyglądam zbyt „wyzywająco”. W co ty byś mnie ubrał?

– Najchętniej w worek –burknął pod nosem.

– Zwariuję z tobą. – Odechciewało mi się z nim rozmawiać.

– Idziemy. – Wzruszył niezadowolony ramionami i przepuścił mnie przezdrzwi.

Wreszcie. Po chwili nie byłam pewna, czy się nieprzesłyszałam, że pod nosem wymamrotał, czegoś o mnie zamkniętej naklucz do osiemnastki. Tak czy owak nie wyglądał na zadowolonego.Co ja zrobiłam? Widząc dziewczyny idące na zabawę stwierdziłam, żenie było żadnej ubranej mniej wyjściowo niż ja, a temumój wygląd nadal nie pasował!

Po wejściu do lokalu, zapomniałamo urazie. Zafascynowana muzyką, kolorowym oświetleniem i ludźmi, nie oglądającsię na Kamila rzuciłam się w wir tańca. A onpodchodził do mnie, co chwila sprawdzał, co robię, z kimtańczę i czy aby nie za blisko. Miałam wrażenie, żewszystkich chłopaków, włącznie ze znajomymi, którzy chcieli ze mną zatańczyć,odstraszał swoją postawą wobec mnie. Większość dobrze go znała i przynajmniej słyszała o jego umiejętnościach w sztukach walki, i poprostu się go bali. Mimo wszystko starałam się nie przejmowaćnim i udało się, aż do chwili, gdy puszczono wolnąpiosenkę. Niestety nikt nawet nie spróbował zaprosić mnie do tańca,więc usiadłam.

Zobaczyłam go z piękną blondynką. Z nudów przyglądałamsię im. Tańczyli przytuleni. No proszę, ja nie mogłam trzymaćchłopaka za rękę, a on… On gładził jej włosy, onadotykała jego karku. Wpatrzeni w siebie, świata poza sobą niewidzieli. Niezłe ciacho z Kamila pomyślałam, szkoda, że zajęty. Podzieliłamsię swoją uwagą z Amandą. Usłyszałam, że i owszem jestzajęty, ale na pewno nie przez tę, z którą tańczy.Na moje nieme pytanie, nic więcej nie usłyszałam. Wzruszyłam ramionamii wróciłam do oglądania tego, co się działo na parkiecie.

Dotarło do mnie, że do tej pory myślałam, że Kamiljest mój. Przyjaciel, dla którego najważniejsze są wygłupy i czasspędzany ze mną. Jednak on miał dwadzieścia jeden lat i dziewczyny interesowały go w inny sposób. Ja byłam spoko koleżanką,ale małolatą. Fakt, że dla niego niewyobrażalne było, żebym założyłakrótką spódniczkę, która w dodatku nie była wcale taka krótka,mówił sam za siebie. To, co do tej pory byłosuper, zaczęło przeszkadzać. Traktował mnie, jak swoją małą siostrzyczkę, niewidząc we mnie dziewczyny. Zresztą przy takim bóstwie które miałobok siebie, nie było co się dziwić. Blado musiałam wypadaćw jego oczach.

Około pierwszej w nocy didżej puścił kawałek,o który wcześniej poprosiłyśmy z moimi przyjaciółkami. Z Amandą, Moniką,Kaśką i Anetą wyskoczyłyśmy na parkiet z naszym układem, którytrenowałyśmy intensywnie przez ostatnie trzy tygodnie. Monika ułożyła choreografię, w której były wszystkie fajniejsze elementy tańca nowoczesnego. Figury były wpisanew dopracowany w każdym detalu układ taneczny. Byłyśmy z siebiezadowolone, bo wyszło nam bezbłędnie.

Chłopakom szczęki poopadały. Tak jakmiałyśmy nadzieję zamiast tańczyć, oglądali nas, a właściwie pożerali wzrokiem,niektórzy nawet gwizdali z podziwem. Dziewczyny oglądały nas z zainteresowaniem,a ja z zadowoleniem zauważyłam, że Kamil nie odrywał odemnie wzroku. Jak miło było wreszcie skupić na sobie jegouwagę. Gdy taniec się skończył dostałyśmy gromkie brawa. Dziewczyny podeszłydo nas ze słowami uznania, a chłopaki otoczyli nas wianuszkiemi zaczęli z nami tańczyć. Było przyjemnie i wtedy zobaczyłamKamila idącego w moją stronę chmurnego jak burza. Stanął przedemną i chłopakiem, z którym tańczyłam.

– Odbijany – warknął. Chłopak uciekłjak oparzony, a mnie na moment serce szybciej zabiło, aleKamil nie chciał ze mną zatańczyć, tylko powiedział, że jedziemydo domu.

– Tak wcześnie? – zapytałam z niedowierzaniem.

– Bez gadania. – Wyglądało,że był zły.

– Co ja takiego zrobiłam? – spytałam obrażona.

– Nic –brzmiało mało przekonująco – ale i tak wracasz do domu.

– Nasztaniec ci się nie podobał? – dopytywałam bezskutecznie.

Nic się nieodezwał, to był koniec rozmowy. Siłą wepchnął mnie do samochodu.Łzy bezsilności popłynęły po moich policzkach. Odwróciłam głowę, byłam rozżalonai jednocześnie wściekła na niego za tak szybkie zakończenie zabawy.Przez całą podróż nie spojrzał nawet raz w moim kierunku.Trzeba jednak przyznać, że gdy dojechaliśmy otworzył dla mnie drzwisamochodu i odprowadził pod dom, a wtedy nie mogłam siępowstrzymać, żeby nie spróbować. Zarzuciłam mu ręce na szyję, wspięłamsię na palce i pocałowałam w policzek. Na moment przytrzymałmnie blisko siebie i spojrzał w taki sposób, że sercezabiło mi z nadzieją. Niestety za chwilę odsunął się odemnie. Wyglądało, że był zszokowany moim zachowaniem i szybko bezsłowa odszedł. Poczułam smutek i tęsknotę. On pewnie wrócił doswojej pani, pomyślałam z zazdrością.

Od tego czasu zmienił sięmój stosunek do niego. Dopiero teraz dotarło do mnie, żeod dawna byłam w nim zakochana, tylko nie umiałam wcześniejtego nazwać. Pragnęłam, żeby zobaczył we mnie piękną dziewczynę. Z utęsknieniem wyczekiwałam każdego spotkania, gestu, słowa, uśmiechu, który oznaczałby, żeon też jest mną zainteresowany w taki sposób jak janim. Moje wysiłki spełzały na niczym. Był dla mnie miłyi przyjacielski, ale nic poza tym. Ja nie poddawałam sięprzez te ani następne wakacje, ale on widział we mnietylko młodszą koleżankę.

***

Gdy miałam siedemnaście lat, jadąc do Słopnicmarzyłam, że Kamil dostrzeże mnie jako dziewczynę, a nie tylkomłodszą koleżankę, o którą się troszczy. Moje serce było pełnetęsknoty i nadziei na coś wyjątkowego między nami. Na to,że się we mnie zakocha. Cóż za rozpacz, kiedy okazałosię, że ma inną: śliczną, długonogą blondynkę. Jak z takąkonkurować? Cóż za niesprawiedliwość. A on wciąż traktował mnie jakmałą Natalię, która jest świetnym towarzyszem do pogadania. Coraz częściejnie miał też czasu…, bo Zuza, no i jakiś, ponoćpochłaniający jego czas, projekt. Po to niby wracał do Warszawyw trakcie wakacji. Akurat – jakoś nie dowierzałam jego tłumaczeniom. Po prostu mnie unikał.

Końcem złudnych marzeń, a co gorsza, naszejprzyjaźni, miała być zabawa organizowana na pobliskiej polanie, nad jeziorem.Bardzo chciałam na nią pójść. Robiłam sobie nadzieję, na okazjędo wzajemnego poznania się w nowy sposób. Były ognisko, muzyka,tańce, śpiewy, przytulanie, to ostatnie niestety nie dla mnie, a przynajmniej nie z tym, z którym chciałam. Wspominałam, że kiedyśmogłam się chociaż po przyjacielsku przytulać do niego, a terazzostała tylko tęsknota za utraconą bliskością, wcześniej niedocenianą. Poszliśmy całąnaszą paczką, on oczywiście z Zuzą.

Do mnie przylgnął Sebastian,który kupił dla mnie piwo i przysiadł się obok. Niezwykłam pić alkoholu, ale stwierdziłam, że co mi szkodzi spróbować.Na tę jedną chwilę, w mojej przestrzeni pojawił się, jakbyznikąd, Kamil, jak zwykle czuwający nade mną, nad moim bezpieczeństwem.

–Ona nie pije. – To była tak autorytatywna wypowiedź, że ażdrgnęłam.

Seba chyba się przestraszył, bo więcej nie proponował. Niestetyto był jedyny raz, w którym Kamil był obok mnie,kiedy na mnie spojrzał. Przez resztę wieczoru zdawał się mniew ogóle nie zauważać. Ważniejsza była blond piękność, mizdrząca siędo niego przez cały czas. Czy on nie widzi mojejmiłości? Czy jestem mu obojętna? Nie mogłam na to patrzeć,tak bardzo mnie to bolało. Sebastian za to nie odstępowałmnie na krok. Był troskliwy, uczynny, przynosił napoje, prosił dotańca, mówił miłe słowa, lekko obejmował, rozśmieszał. Mnie zaś zjadałazielona bestia zazdrości, gdy patrzyłam na tego, którego chciałam widziećobok siebie. Aby jakoś przejść przez te katusze, przytuliłam sięw tańcu na moment do mojego partnera, marząc o Kamilu.

Sebastian zapewne dostrzegł, że słabo się bawiłam, bo zaproponował mispacer. Zgodziłam się myśląc, że choć przez chwilę przestanę sięwgapiać, w chłopaka, który najwidoczniej zapomniał o moim istnieniu. Gdyoddaliliśmy się na tyle, że zniknęły światła, Sebastian zaczął siędo mnie przystawiać? Nieee – przeszło mi przez głowę, wydaje misię. Nigdy nie traktowałam nikogo ze znajomych, jako kogoś szczególniebliskiego, oczywiście oprócz Kamila oraz mojej przyjaciółki Amandy, ale onabyła dziewczyną, więc to zupełnie coś innego. Sebastian też, dotej pory, nie interesował się mną. Teraz nie docierało domnie, co ten chłopak może chcieć. Głupio stwierdziłam, że skoroznamy się od dawna, jest starszy, to zdaje sobie sprawęz granic, których się nie przekracza. Dopiero, gdy spróbował sięgnąćdo mojej bluzki, dotarło do mnie, że jednak nie wie.

–Nie – powiedziałam stanowczo.

– Powstrzymaj mnie – powiedział ze śmiechem, a mniezamurowało.

– Nie jestem tobą zainteresowana, poza tym będziesz miał doczynienia z Kamilem – powiedziałam myśląc, że to go otrzeźwi. Za chwilę okazało się, że nie miałam pojęcia, czego ode mniechciał.

– Ja za to jestem tobą zainteresowany, a Kamila tunie ma. Nie odpuszczę sobie takiej okazji, więc się nieopieraj, a będzie przyjemnie dla nas obojga, inaczej tylko dlamnie.

Nie dowierzałam temu, co powiedział. Po chwili ścisnął mojeramię tak, że krzyknęłam z bólu, nieco poluźnił, ale nieza bardzo. Przestraszyłam się i chciałam mu uciec, ale uniemożliwiłmi to. Nie sądziłam, że będzie chciał czegoś więcej niżkoleżeńskiej przechadzki. Gdy dotarło do mnie, że miał wobec mniezłe zamiary, spróbowałam się mu wyrwać, odepchnąć go, jednak byłsilniejszy i chciał dostać to, po co tu przyszedł. Ścisnąłmnie mocniej przyciskając do drzewa. Szamotałam się, lecz wszystkie mojewysiłki spełzały na niczym. Poczułam się jak w pułapce. Trzymałmnie i próbował rozpiąć moją bluzkę, szarpnęłam się i udałomi się wyrwać. Ruszyłam biegiem w stronę polany, ale nimprzebiegłam parę kroków popchnął mnie tak, że upadłam na ziemię.Przygniótł mnie całym ciałem i tym razem jednym pociągnięciem urwałguziki od bluzki, a potem próbował rozpiąć moje dżinsy. Chciałamkrzyknąć, ale zakrył mi buzię. Usiłowałam go kopnąć, ale takmnie ścisnął, że zrobiło mi się słabo.

– Widzę, że zdecydowałaśsię na wersję „niemiło”. Nie robi mi to różnicy, zbytdługo czekałem, żeby teraz odpuścić – powiedział niezrażony moim zachowaniem.

To co poczułam trudno opisać: panika, oszołomienie, byłam obolała od jegorąk zaciskających się na mnie i czułam, że z każdąchwilą tracę siły. W odruchu desperacji ugryzłam go w dłońi kiedy zabrał ją z mojej buzi, zawołałam o pomoc.Szloch został zduszony pod jego ręką, tym razem bezlitośnie zaciskającąsię na moich ustach, odejmując prawie dopływ powietrza. Udało musię odpiąć moje spodnie i poczułam, jak ciągnie je w dół. Szarpnęłam się i spróbowałam go kopnąć.

– Wiesz co, znudziłomi się unikanie twojego kolana na moim kroczu – warknął odwracającmnie brzuchem do ziemi. Wykręcił mi rękę, a przedramieniem przycisnąłgłowę, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. – Tak jest znacznie lepiej. – Wyszeptałmi do ucha, a jego dłoń znalazła się pomiędzy moiminogami. Chciałam się szarpnąć, ale promieniujący ból unieruchomił mnie skutecznie.Jego dłonie obmacujące moje ciało zadawały rany mojej duszy. Poczułam,że zaraz zwymiotuję ze strachu i obrzydzenia. Czułam się bezradna,jak w potrzasku, kręciło mi się w głowie od nierealnośćtej sytuacji. Łzy bezsilności spływały po moich policzkach, a ciałoSebastiana przygniatało mnie do trawy.

W tym momencie poczułam szarpnięciei zostałam uwolniona od jego ciężaru. Kątem oka zobaczyłam Kamila,wyglądał na rozwścieczonego. Złapał Sebastiana w okolicach barku i przytrzymującza szyję odciągnął go na bok, z dala ode mnie.Usiadłam i trzęsącymi się rękami wciągnęłam spodnie na miejsce i próbowałam zapiąć guzik. Kiedy wreszcie mi się to udało podkuliłamnogi i objęłam kolana rękoma, nie bardzo wiedząc co mamze sobą zrobić.

Siedziałam na ziemi ze ściśniętym ze strachusercem, powoli odczuwając ulgę, że Kamil mnie szukał i znalazł,zanim… Nie chciałam myśleć co mogło się wydarzyć. Dusiłam w sobie szloch, tak bardzo byłam przerażona. Do moich uszu dochodziłyodgłosy, jak Kamil wściekle okładał Sebastiana. Tamten błagał, prosił, kłamał,ale nic mu nie pomogło. Kamil nie mówił za tokompletnie nic. Po jakimś czasie oprócz ciosów żadne inne dźwiękido mnie nie dochodziły. Potem była cisza i na koniecKamil go przegonił, jak kundla, którym zresztą dla mnie był.

Powolutku zaczęłam dopuszczać do swojej świadomości poczucie bezpieczeństwa. Kamil podszedłdo mnie, podał mi rękę i podniósł stawiając na nogi.Na krótką chwilę przytulił do siebie. Poczułam jego siłę, któradała mi poczucie bezpieczeństwa. Z wdzięcznością uśmiechnęłam się do niegoprzez łzy. Nie zdołałam jeszcze niczego z siebie wydusić, kiedymój przyjaciel, ostrymi jak brzytwa słowami, zaczął wyrzucać mi lekkomyślność.Co ja sobie właściwie myślałam przychodząc tu z facetem, w ten sposób sama prosząc się o kłopoty. Pamiętam jego oskarżycielskiesłowa. Moje przerażenie jeszcze zupełnie nie przeszło, a wybawca nieprzebierał w słowach. Jego tyradę słyszałam, jak przez mgłę.

Rzuciłamsię na niego z pięściami, we wszechogarniającej mnie rozpaczy, bólui złości oraz strachu, któremu dopiero teraz mogłam dać upust.Chciałam okładać go pięściami, ale złapał moje ręce w swoje,potem przycisnął do siebie i tylko już na mnie patrzył.Ja tymczasem szlochając wykrzykiwałam mu swoje żale, że owszem obroniłmnie przed Sebastianem, ale sam nie jest od niego lepszyi jeszcze wiele innych rzeczy podyktowanych rozpaczą. Bolało, że nieumiałam o siebie zadbać i gdyby nie przyszedł na czas,to mogłabym tu leżeć Bóg wie w jakim stanie. Na sam koniec zdołałam wydusić z siebie:

– Nie chcę cię znać!Zapomniałeś o mnie! Puszczaj! – szarpnęłam i wyrwałam mu się. – Zachowujeszsię tak samo jak on! – Nie trzymał mnie dłużej, wypuściłi pozwolił odejść. Niestety nie usłyszałam przepraszam – które uleczyłoby mojezranione serce. Dopiero w połowie drogi zdałam sobie sprawę, żebluzka nie okrywa mnie wystarczająco, więc zebrałam jej poły w jedną rękę.

Nie pamiętałam jak dotarłam do domu. Byłam takroztrzęsiona, że długo nie mogłam zasnąć. Myśli dręczyły mnie, a gdy nadszedł sen, był on płytki i niespokojny. Bladym świtemspakowałam swoje rzeczy i z samego rana oznajmiłam babci, żenatychmiast wracam do domu. Babcia o nic nie pytała. Patrzyłana mnie zmartwiona, ale chyba widziała, że i tak jejnie wyznam powodu mojego nagłego wyjazdu. Wsiadłam do pierwszego autobusui nie pożegnawszy się z nikim wyjechałam. Miałam obolałe ciało,złamaną kość w nadgarstku oraz przerażone i zagubione serce. Siniakisię zagoiły, ręka się zrosła, z sercem było gorzej.

Powroty bywają trudne

Czasy teraźniejsze

Byłam na ostatnim roku Akademii SztukPięknych w Poznaniu – brzmi dumnie, a w sercu mętlik, jakbynic się nie zmieniło, mimo sześciu lat, które minęły. Terazjuż wiem, a właściwie od początku wiedziałam, że nie miałamprawa tak naskoczyć na Kamila. Owszem nie miał racji, aleja jej też nie miałam. Mimo, że złamał mi sercetraktując obcesowo, po okropieństwie, którego doświadczyłam, czułam do niego przedewszystkim wdzięczność. Co z tego, że ostatecznie Sebastian nie zgwałciłmnie? Strach i zagrożenie były realne i tamta sytuacja odbiłaswoje piętno na mnie. Pomimo urazy, którą czułam do Kamila,miałam silne pragnienie podziękowania mu i wytłumaczenia się. Ucieczkę bezwyrażenia wdzięczności, uważałam za niewybaczalną. Miał swoją dziewczynę, a jednaknie był z nią wtedy. Szukał mnie i znalazł. Ja mu nie podziękowałam, tylko… Ech szkoda wracać do tego, comu powiedziałam. Dobrze, że chociaż przytrzymał mi ręce, bo nieudźwignęłabym takich wyrzutów sumienia. Właśnie one i obawa, że niebędzie chciał ze mną rozmawiać, zatrzymały mnie na te lata,z dala od tej małej, uroczej miejscowości w górach. Kamilbył jednym z tych przyjezdnych, tak samo jak ja, więcnie miałam pewności, czy go tam spotkam, a jednak liczyłamna to, że będzie.

Do tej pory nie umiałam sięprzełamać, odsuwając z roku na rok odwiedzenie Słopnic. Bałam siękonfrontacji z nim, tego że usłyszę gorzkie słowa o sobie,o tym co o mnie myśli. A jednak wiedziałam, żejeśli nie pojadę, to będę wracała myślami do naszego ostatniegospotkania. Czy liczyłam na pogodzenie się z nim? Serce żywiejzabiło mi na taką myśl, a może… Potrząsnęłam głową, abynie oczekiwać zbyt wiele. Pod koniec wakacji miałam zdecydować o przeprowadzce do Norwegii. Przyjaciółka mamy zaoferowała mi pracę w galeriimalarskiej w Oslo i do końca września czekała na mojąodpowiedź. Gdybym ją przyjęła mogłabym wystawiać w niej własne prace.Dlaczego jeszcze się nie zgodziłam? Co mnie powstrzymywało? Wiedziałam co,choć nie chciałam się przyznać przed samą sobą – myśl o Kamilu i o tym, co może być między nami. Perspektywazamieszkania w innym kraju zmobilizowała mnie do tego, aby zamknąćpewien rozdział mojego życia. Koniec z rozpamiętywaniem przeszłości. Chciałam podziękowaćKamilowi za to co dla mnie zrobił i przeprosić goza to jak go potraktowałam. Jeśli nie będzie chciał słuchać,trudno, ja musiałam podjąć próbę, choćby po raz kolejny miałomi to złamać serce.

Stukot kół pociągu wpływał na mnieuspokajająco. Za oknem mijałam znajome obrazy, które myślałam, że zniknęłyz mej pamięci. Małe miejscowości, duże miasta, lasy, jeziora, wszystkopoznawałam od nowa. Pamiętałam, jakie niesamowite wydawały się małej dziewczynce,którą mama zawoziła pierwszy raz, w tak odległe miejsce. Jednaknie byłam już małą dziewczynką, tylko kobietą, która trzymała sięz dala od mężczyzn, nosząc jednocześnie w sercu pamięć o miłości do tego jednego, którego mieć nie mogła.

Po dziesięciugodzinach jazdy z Pomorza na sam dół mapy, pociąg wtoczyłsię na stację w Limanowej. Założyłam plecak, zarzuciłam torbę naramię, zamknęłam za sobą drzwi przedziału i wysiadłam. Skierowałam swekroki w stronę dworca. Jeszcze tylko półgodzinna jazda autobusem i będę na miejscu. Tym razem nie miał kto po mniewyjść – tylko babcia wiedziała, że przyjeżdżam. Po raz pierwszy nikomuwięcej nie powiedziałam.

Weszłam do poczekalni, aby przejść przez niądo miasta. Przy drzwiach wyjściowych zobaczyłam mężczyznę. Było w nimcoś co przyciągało moją uwagę. Wyglądał bardziej niż interesująco: wysoki,dobrze zbudowany, a sposób w jaki się poruszał wskazywał napewność siebie. Całe jego ciało mówiło o stanowczości, lekko uchwytnejnucie arogancji i niezmierzonym morzu bezpieczeństwa, jakim może otoczyć swojąkobietę. Emanował z niego jakiś spokój i siła, której żadnakobieta nie musi się obawiać. Nigdy wcześniej nie spotkałam kogośtakiego. Myślałam, że moje serce jest martwe, tymczasem na jegowidok wyprawiało w mojej piersi galop. Boże gapiłam się naniego! Natychmiast odwróciłam wzrok, gdy tylko zerknął w moją stronę.Pospiesznie skupiłam się na tablicy rozkładu jazdy. Uspokoiłam się myślą,że mężczyzna na pewno mnie nie zauważył. O kimś takimjak on mogłam sobie pomarzyć w pokoju u babci.

Jakmiałam przejść obok niego, żeby nie zorientował się, co szalejewe mnie na jego widok? Jak będę tak tu tkwiła,to zorientuje się, że coś jest ze mną nie tak.Idiotka – skrytykowałam sama siebie, jakby nie miał nic innego doroboty, tylko myśleć o tym, że jakaś babka leci naniego – perswadowałam sobie samej. To mnie trochę otrzeźwiło. Ruszyłam dowyjścia, gdzie cały czas stał, rozglądając się. Najpewniej po kogośprzyjechał, aż dziw, że ta osoba kazała mu na siebietak długo czekać. Ja bym na pewno nie spóźniła sięna spotkanie z nim. Tak, ale on nie na mnieczekał. Docierając do drzwi wstrzymałam oddech. Spod mocno nasuniętej czapkiz daszkiem i zsuniętych lekko okularów przeciwsłonecznych prześlizgnęło się pomnie jego spojrzenie. Gdy jego czarne jak noc oczy, spojrzałyprosto w moje, zrobiło mi się gorąco. Czas na tenmoment zatrzymał się, a serce zaczęło bić mocniej. Odwróciłam szybkowzrok, wyminęłam go i wyszłam na zewnątrz. Z wrażenia przystanęłam,wzięłam uspokajający wdech i dopiero po chwili byłam w staniepójść dalej. Co to było? Co się ze mną działo?Chyba byłam przemęczona. Tacy mężczyźni nie istnieją.

Na przystanku czekałamnie niemiła wiadomość. Była tam przyklejona kartka z informacją o awarii PKS-u. Kolejny miał być podstawiony za parę godzin!Coś podejrzewałam, że „kolejnym podstawionym” będzie ten zepsuty, jak gonaprawią. Ręce mi opadły. Stanie na przystanku nie było moimulubionym zajęciem, a w tych okolicznościach ogarnęła mnie beznadzieja. Do tego był koszmarny upał. Zapomniałam jak tu jest, bo tonie był pierwszy raz taki incydent z autobusem, tyle żedo tej pory miałam alternatywny transport. Widać niewiele tu sięzmieniło przez ostatnie lata. Poszłabym na piechotę, ale moje tobołyuziemiały mnie. Po co ja tyle tego ze sobą wzięłam?Mijały minuty i coraz to następne samochody podjeżdżały i zabierałykolejnych uśmiechniętych podróżnych. Moją uwagę przykuło cichutko przejeżdżające sportowe auto.Niektórym to się powodziło. Oddałabym teraz wszystko, aby mieć choćbynajmniejszy, własny samochodzik do swojej dyspozycji. Byłoby miło, nie musiećczekać na ten okropny autobus, ale o tym mogłam sobiejedynie pomarzyć. Na przystanku, zostałam tylko ja i jeszcze dwojeludzi.

Podjęłam decyzję, żeby wrócić na dworzec i tam usiąśćw poczekalni. Schyliłam się po torbę, gdy ktoś dotknął mojegoramienia. Przez głowę z nadzieją przemknęło mi, że może toktóryś ze znajomych. Gdy się odwróciłam zobaczyłam, że obok mniestał mój męski ideał z dworca. Z wrażenia cofnęłam sięi potknęłam o własne bagaże. Zdążył złapać mnie za ramięi przytrzymać, a moje serce przyspieszyło od razu swój bieg.Przełknęłam ślinę i znowu chciałam się cofnąć.

– Spokojnie, nie gryzę –zażartował.

Jak ja się zachowuję? Spróbowałam wziąć się w garść.On pewnie wcześniej nawet mnie nie zauważył i teraz chciało coś zapytać. Patrząc na pozostałą dwójkę podróżnych musiałam przyznać,że też bym siebie wybrała jako źródło informacji. Podchmielony starszypan i zmęczona grubsza pani, nie zachęcali do podchodzenia donich.

– Mogę w czymś pomóc? – wykrztusiłam.

Mężczyzna wyglądał na lekkoskonsternowanego. Odchrząknęłam. Matko co się ze mną dzieje? Nigdy niepodejrzewałam, że mogę tak zgłupieć na widok zwykłego faceta, a nawet na widok tak nadzwyczajnego faceta.

– Raczej ja mogę pomóctobie. – Wskazał za siebie.

Jego bezpośredni zwrot do mnie, trochęmnie zaskoczył, ale nie zaoponowałam. A potem spojrzałam za jegodłonią. O kurczę! Był właścicielem czarnego cacka, które przed momentemzwróciło moją uwagę. To się nazywa sprawiedliwość albo niesprawiedliwość, jakkto woli. Nieziemsko męski i jeszcze taki samochód na własność.

–Nie dziękuję. – Nie wierzyłam, że to powiedziałam i to w miarę moim głosem.

Próbowałam okazać mu obojętność i tylko ukradkiemz żalem, niemal tęsknie, zerknęłam na auto. Uznałam, że nierozsądniebyłoby skorzystać z jego oferty. Myśli galopowały w mojej głowie:niedowierzanie, szczęście, że nie musiałabym tu czekać nie wiadomo ile,no i fakt, że taki mężczyzna zauważył mnie. Jednak wiedziałam,że to nie był dobry pomysł. Jakby czytał w moichmyślach, bo po chwili dodał:

– Nie bój się. Nie zaczepiamkobiet dla zabawy – powiedział rozbrajająco szczerze. – Skoro już tu jestem,to z przyjemnością zawiozę cię na miejsce – powiedział głębokim głosem.

Ledwie trzymałam się na nogach, a jego oferta była bardzokusząca, jednak wolałam nie ryzykować.

– No nie wiem – wydukałam próbującodgonić zmęczenie. – Dlaczego akurat mnie chcesz podwieźć? I po cow ogóle podwieźć kogokolwiek? – spytałam podchwytliwie.

– A kogo? – Wymownie zerknąłna pozostałą dwójkę, czym wywołał uśmiech na mojej twarzy. – A dlaczego? Hm – zastanawiał się dosłownie sekundę – chcę pomóc ze względuna bagaże.

Zabrzmiało to jak jawne kłamstwo, a mnie sięspodobało. Zmyśla na poczekaniu i się z tym nie kryje.Był fascynującym mężczyzną, a ja, z niewiadomego powodu, czułam sięprzy nim dobrze. Mimo wszystko zdrowy rozsądek wygrywał z chęciąprzebywania w jego towarzystwie.

– Dziękuję, jednak nie skorzystam – odpowiedziałam, odzyskującgrunt pod nogami.

Jego propozycja była kusząca, ale rozum podpowiadał,żeby poczekać na PKS. Niby nie wyglądał na takiego, którymusi brać coś od kobiet, czego te nie chcą mudać. Z drugiej strony takich rzeczy nie widać na zewnątrz,a ja bałam się w coś nieprzyjemnego wpakować.

– Nie dajsię prosić, tylko cię podrzucę. Nie wiadomo, o której puszcząautobus – jemu też nie umknęła kartka z informacją i wyglądało,że chciał mnie tym nakłonić do zmiany zdania. – Większość podróżnychpojechała prywatnym transportem. Tych dwoje też pewnie ktoś zabierze. To jak będzie?

Nie mogłam w to uwierzyć, po tych słowachpodjechało rozklekotane auto i rzeczywiście zabrało grubszą panią i wstawionegojegomościa, zostawiając nas samych na przystanku.

– Skąd wiesz, że pomnie nikt nie przyjedzie?

– A przyjedzie?

– Nie. – Smętnie to wyszło. – Mimo to poczekam.

Nie poruszył się. Poczułam się wyczerpana, ażzachwiałam się na nogach. Znowu chciał mnie podtrzymać, ale tymrazem złapałam równowagę i udało mi się odsunąć. Jego rękazawisła w powietrzu. Zauważyłam zdziwienie na jego twarzy, ale niezadał żadnego pytania, tylko powiedział:

– Nie patrz tak na mnie.Nic ci nie zrobię. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek ktoś byłmną tak przestraszony, jak ty teraz – na moment, jakby jakieśnieprzyjemne wspomnienie zburzyło jego spokój, ale kontynuował. – Chcę ci pomóc,pozwól mi na to.

Pomimo, że przez lustrzanki nie widziałamjego oczu, byłam pewna, że wpatrywał się we mnie, cosprawiło, że na moment przestałam oddychać. O co mu chodziło?Dlaczego tak nalegał? Zachowywał się bardzo przyjacielsko. Byłam skołowana, alenie miałam zamiaru zmienić decyzji, więc pokręciłam przecząco głową.

– OK,poczekaj chwilę. – Wyminął mnie energicznym krokiem.

Wyglądało, jakby podjął właśniejakąś decyzję. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że w międzyczasie, gdyrozmawialiśmy, na przystanek przyszła kobieta z dwójką dzieci. Podszedł doniej i spytał jej dokąd jedzie, a ona mu odpowiedziała.Jej miejscowość docelowa była za Słopnicami. Zaoferował jej podwózkę i kobieta zgodziła się od razu. Nie do wiary! Czyli takto jest, gdy nie ma się złych doświadczeń za sobą.Zaprowadził ją do samochodu. Dzieci radośnie pokrzykiwały, ciesząc się najazdęfajnymsamochodem.

– Proszę zapiąć pasy, zaraz wracam – powiedział dokobiety i ruszył sprężystym krokiem z powrotem do mnie. – A teraz dasz się podwieźć?

Chciało mi się śmiać. Tego napewno się nie spodziewałam. Wcale nie byłam pewna, czy tojest dobry pomysł, ale tym gestem przekonał mnie do siebie.No i w razie czego nie byłam z nim sama.

–Dobrze – powiedziałam z ociąganiem, na które w ogóle nie zwróciłuwagi.

Moje bagaże zniknęły w bagażniku dosłownie w parę sekundpo moimdobrze, jakby nic nie ważyły, a ja odrazu poczułam, jakbym chciała się wycofać.

– Chodź. – Przytrzymał mnie zaramię.

Otworzył samochód, a ja wsiadłam do niego. W środkubyło przyjemnie. Klimatyzacja sprawiała, że zewnętrzny upał nie miał tuwstępu. Dzieciaki coś z zapałem opowiadały swojej mamie. Mężczyzna wsiadłza kierownicę i rzucił:

– Zapnij pasy.

Poczułam się jak w pułapce. Zmieniłam zdanie, niech sobie podwozi matkę z dziećmi, japoczekam na autobus. Chciałam wysiąść i zaczęłam szukać jak otworzyćdrzwi, nieskładnie tłumacząc, że jednak rezygnuję. On, ignorując moje zachowanie,pochylił się w moją stronę i otoczył mnie swoim ramieniem.Na moment przestałam oddychać, potem nie wiadomo dlaczego, poczułam siębezpieczna jak w domu. Jego oczy schowane za okularami patrzyłyna mnie, odbierając możliwość działania, a wtedy sięgnął po pasybezpieczeństwa i zapiął je. Odniosłam wrażenie, jakby chciał mnie pocałowaći o zgrozo ja też tego chciałam. Nie znałam faceta,a takie myśli w głowie.

– Dziękuję – wyszeptałam prawie bez tchu.

–Nie ma za co – powiedział wpatrując się we mnie dłuższąchwilę. Potem odsunął się, poprawił czapeczkę, nieznacznie unosząc jej daszeki ruszyliśmy. Spojrzałam przez okno. – Powiesz mi swoje imię? – spytał,a ja wróciłam wzrokiem do środka samochodu.

– Czy to ważne? – Czułam się głupio. Zamarzył mi się ten pocałunek i byłampewna, że gdyby spróbował, nic bym nie zrobiła, poza poddaniemsię mu. Ale to było tylko w mojej głowie.

– Chciałbymwiedzieć jak ma na imię taka piękna dziewczyna. – Cóż zakrąglutki komplement. Przyglądałam się jego profilowi. Pomimo czapki nasuniętej niskoi okularów zasłaniających oczy, niewątpliwie był bardzo przystojnym mężczyzną. – Więc? –powiedział ponaglająco, nawet nie spoglądając w moją stronę.

Niedoczekanie, takipewny siebie, a ja nie czułam się zbyt pewnie w takiej roli. Nie byłam przyzwyczajona do podobnych sytuacji. Mężczyźni raczejmnie nie interesowali, żaden poza Kamilem, przynajmniej do tej pory.Nie umiałam skorzystać z tak dogodnej okazji na flirtowanie z ideałem moich marzeń.

– Wymyśl sobie – powiedziałam to na głos? Przepraszającododałam – poznaliśmy się na przystanku, więc nie ma co sięspoufalać.

– Spoufalać? – zdziwił się. – Chciałem tylko poznać twoje imię – pochwili dodał znacząco – przynajmniej na początek.

Nie miałam nic dododania. Czułam się skonsternowana, zmieszana i padnięta.

– Po prostu będęci wdzięczna… – tu wygrało zmęczenie i ziewnęłam – gdy dowieziesz mniena miejsce – dokończyłam.

– Długa podróż za tobą, dziewczyno bez imienia. – Podsumował moją reakcję.

– Cała noc w pociągu, w którym niezmrużyłam oka. Nie umiem spać w podróży.

Lekko wygięty w uśmiechu kącik ust, był jedyną reakcją na moje słowa. Skupionyna drodze, pewną ręką prowadził samochód.

– To, gdzie cię podwieźć?

–Do Słopnic. – Udzieliłam mu odpowiedzi.

– No to jedziemy. Zawiozę cięprosto pod dom. – Po tym stwierdzeniu uśmiechnął się szeroko. Wyglądałna zadowolonego.

Ukradkiem zerkałam na niego. Rozparty w fotelu, niesamowiciezadowolony, odprężony, spokojny, wyglądał doskonale. A ja czułam się bezpiecznai na miejscu. Cieszyłam się, że skorzystałam z jego zaproszenia.Odwróciłam wzrok od niego i przyglądałam się mijanemu krajobrazowi. Zaczęłamsnuć domysły kim jest mój przystojny kierowca. Potem usadzona w miękkim siedzeniu samochodu, który mknął cichutko, patrzyłam na mijane drzewai widoczne w oddali szczyty gór, i różne myśli krążyłypo mojej głowie. Czułam się tak zmęczona i odprężona, żepomimo pokrzykiwania dzieci, zasnęłam.

Poczułam jak ktoś delikatni całuje mojeusta – nieziemska pieszczota. Uśmiechnęłam się przez sen i przeciągnęłam, a potem zanim otworzyłam oczy, gorączkowo zaczęłam zastanawiać się, gdzie jestem.Początkowo nieprzytomna rozejrzałam się, aby po chwili przypomnieć sobie cotutaj robię. Zobaczyłam swój wzrok w odbiciu okularów mężczyzny. Zatrzymałsamochód obok zagajnika na wjeździe do wioski i przyglądał sięmi. To niemożliwe, żeby mnie pocałował, pomyślałam. To musiał byćsen, a jednak wyglądał na tak zadowolonego, że nie byłamdo końca pewna. Mam go spytać? Nigdy w życiu, bojeśli to był sen, to się ośmieszę.

– Przepraszam, zdrzemnęłam się –próbowałam zebrać się w sobie – trzeba było mnie obudzić, a najlepiej nie pozwolić zasnąć.

– Po co? Marnie wyglądałaś – i dodał –poza tym właśnie cię obudziłem. – Wrzucił bieg i znowu ruszyliśmy.

–Dzięki, nie ma to jak trafny komplement. – Co miał namyśli mówiąc, że mnie obudził? Może ten pocałunek to niebył jednak sen?

– Żartowałem. Miło było patrzeć, jak śpisz obok. – Niby niewinne słowa, a ja zaczerwieniłam się.

Po chwili zatrzymaliśmysię. Zgasił silnik, a ja spostrzegłam, że stoimy przed domemmojej babci.

– Dobrze podwiozłem? – Lekkie uniesienie brwi świadczyło, że raczejnie miał wątpliwości.

– Tak. Ale jakim sposobem? – Mało powiedziane, żebyłam zaskoczona.

– Po prostu, wiedziałem. – Uśmiechnął się.

– Skąd? – Zmarszczyłam brwi.

–Pogadamy, jak się wyśpisz. Pomogę z bagażami. – Unikał rozmowy, jakbymiał coś na sumieniu.

– Bez przesady – to moja urażona dumasię odezwała. – Dziękuję za wszystko, ale poradzę sobie.

Nie skomentował,tylko wysiadł z samochodu, a ja za nim. Próbowałam przebićsię przez okulary i czapkę, której daszek teraz jeszcze szczelniejnaciągnął na czoło. Czy to możliwe, żebym go znała? Skądinaczej mógłby wiedzieć, do kogo przyjechałam? A może jednak babciakomuś powiedziała? Rozwiałam tym swoje wątpliwości, bo już byłam zbytzmęczona, aby się nad tym zastanawiać.

– Dasz się zaprosić nasobotnią zabawę nad jeziorem? – Czekał z otworzeniem bagażnika.

– Szybki jesteś. – Zaskoczył mnie swoją propozycją.

– Naprawdę?

– Jeszcze nie dotarłam na miejsce. – Spojrzałam na dom babci, dając sobie czas do namysłu.

– Mogępoczekać. – Zaoferował, a ja uśmiechnęłam się w myślach na takiepodejście.

W tym czasie usłyszeliśmy, że dzieci nieco się niecierpliwiłyz przedłużającego się postoju. A co mi tam? Moje wakacjewłaśnie się zaczęły. Dowiedziałam się, że w najbliższą sobotę szykujesię zabawa nad jeziorem, na którą zostałam zaproszona przez niezłegoprzystojniaka. Nie mogłam się już na nią doczekać.

– Będzie mibardzo miło. – Podjęłam decyzję.

– To jesteśmy umówieni. Będę około dwudziestejpierwszej.

– W takim razie spotkamy się na miejscu. – Skinęłam głową,ciesząc się na ponowne spotkanie z nim.

Otworzył wreszcie bagażniki jakby nigdy nic wyciągnął moje bagaże i zaniósł poddrzwi domu. Nie oponowałam, bo pewnie i tak nic byto nie dało. Zresztą to było miłe z jego strony.Położył torby na progu i odwrócił się w moją stronę.

–Do zobaczenia. – Musnął dłonią mojego policzka.

– Do zobaczenia. – Wstrzymałam oddech.

Wsiadł do samochodu i odjechał, a ja jeszcze chwilę zanim patrzyłam. Ciekawe, kto to był. Czy mieszkał w Słopnicach,czy do kogoś przyjechał? Już po chwili zdał mi siękimś nierealnym, jakbym przyśniła sobie sen. Ale to nie byłsen, naprawdę byłam umówiona na randkę z super facetem!

Otworzyłamdrzwi domu i wszystkie rozmyślania uciekły do najgłębszych zakamarków umysłu.Oto znów byłam z moją babcią, której tak dawno niewidziałam. Miło było przytulić się do niej, porozmawiać i wreszcieodpocząć w wygodnym łóżku, które dla mnie przygotowała.

***

Z Amandązawsze się rozumiałyśmy i wyglądało na to, że czas tegonie zmienił. Nasze pogaduszki trwały i trwały odnawiając starą przyjaźń.Dowiedziałam się ciekawych spraw, o których nie miałam pojęcia. Wielesię zmieniło, ale nasza paczka w większości nadal trzymała sięrazem. Powiedziała, że jest z Pawłem. Zawsze chodzili wokół siebie,więc nie byłam zaskoczona, że stali się parą. Sprzedała miwszelkie możliwe plotki, aż wreszcie nie wytrzymała i chciała siędowiedzieć trochę o moim życiu, więc zaczęła od:

– A jaku ciebie z facetami? Masz kogoś?

– Zapomnij. Nawet nie chcemi się o tym gadać. – Cóż jej miałam odpowiedzieć?

– Czyżbybez zmian? – No tak, musiała do tego nawiązać. Była jedynąosobą, której zwierzyłam się z tego co czuję do Kamila.

–Właściwie to nie wiem. Muszę z nim pogadać. Na raziejest przeszłością i to trudną. Pewnie wiesz co się stało,nim wyjechałam. Żadna tajemnica się tu nie utrzyma. – Tyle, żejej wersja mogła się różnić od mojej.

– Jeśli o tymmowa, to aż huczało od plotek – oczywiście. – W tym samymdniu co wyjechałaś, Kamil za fraki wepchnął Sebę do autobusu,choć bardziej nadawał się do karetki, taki był pokiereszowany.

Mówiłao zdarzeniu do którego nie lubiłam wracać, ale wiedziałam, żenie ma od tego ucieczki. Musiałam i chciałam się z tym rozprawić.

– Spekulowaliśmy, o tym co się mogło wydarzyć, aletak naprawdę nikt nic nie wie. – Nie tego spodziewałam sięusłyszeć. – Kamil pary z ust nie puścił, jedynie co puścił,to Zuzę. Obwiniała ciebie, ale nie zmieniła jego decyzji. Trochęmu się narzucała, ale powiedział, żeby dała mu spokój i przestała za nim łazić to wiedziała, że to koniec. Aleo co mu poszło, nikt nie wiedział, poza tym, żew naturalny sposób kojarzono to z twoją ucieczką. Każdy snułswoje domysły. Raz, ktoś spytał go o ciebie i o tamten dzień, to mało zębów nie stracił, więc nikt więcejnie próbował.

Zaskoczyły mnie te rewelacje. W życiu nie podejrzewałabymKamila, że takiego zamieszania narobił po moim wyjeździe. Przede wszystkimmyślałam, że znajomi po swojemu interpretują, to gorzkie dla mniedoświadczenie. Spodziewałam się, że będę zarzucana pytaniami, typu:dlaczego poszłaśz Sebastianem?na które nie miałabym ochoty odpowiadać. Był moimkolegą, a po kolegach nie spodziewamy się, że będą chcielinas zgwałcić. Z kolegami czujemy się bezpieczne, bo oni w razie kłopotów powinni wyciągnąć do nas pomocną dłoń. To byłymoje przemyślenia, które nijak się miały do wspomnień. Poniekąd więcpoczułam ulgę, że znajomi nie wiedzieli co mi się przydarzyło, a jedynie spekulowali na temat powodu mojego wyjazdu.

– A tynagle zniknęłaś, zerwałaś kontakty. Mogłaś chociaż do mnie zadzwonić – powiedziałaz żalem.

– Dobra, to teraz moja kolej. – I opowiedziałam jejze szczegółami, co było powodem mojego wyjazdu i tego, żeprzez sześć lat nie przyjeżdżałam i odcięłam się od nieji reszty znajomych. – Wiem, że zachowałam się okropnie, ale przygniotłamnie tamta sytuacja. Nie miałam sił, żeby z Kamilem prostowaćcoś, co poraniło moje serce ani przed kimkolwiek się tłumaczyć. W końcu to przetrawiłam, oczywiście doceniam i zawsze doceniałam toco dla mnie zrobił, ale wtedy nie czułam się nasiłach, żeby odpierać jego ataki. – Wzruszyłam ramionami ciężko wzdychając. – No więc uciekłam.

– Brak mi słów. Nie podejrzewałam, że coś takiego… Gdybym wiedziała, kopnęłabym go sama w tyłek, a ja gożałowałam. Myślałam, że Kamil przegiął, tak go poturbował. I nibyza co, bo wyjechałaś? I jeśli nawet z powodu tegodupka, to co? No, ale takie coś. Pieprzony zwyrodnialec. – Taksię zdenerwowała, że aż jej słów brakowało.

– Ano zwyrodnialec – powiedziałamsmutno.

– Wiesz co? Kamil rzeczywiście nieźle mu kości poprzestawiał. Zrobiłto pierwsza klasa, mój kopniak byłby zbędny. – Zaśmiała się nawspomnienie poturbowanego Seby.

Mnie nie było do śmiechu. Nie widziałamjak wyglądał po tym, jak miał do czynienia z Kamilem, ale pamiętałam jaki był groźny dla mnie, gdy mnie trzymał, nie pozwalając się ruszyć. Zadrżałam na tamto wspomnienie, a Amandaprzytuliła mnie.

– Czasami mi się to śni i jest moimnajgorszym koszmarem – powiedziałam przyciszonym głosem.

– Mogę się tylko domyślić. – Usłyszałamwspółczujący głos koleżanki.

– Czasami Kamil nie przychodzi na czas. – Miałamściśnięte gardło mówiąc to.

– To tylko sen, już dobrze. To było dawno, a Kamil zawsze o ciebie dbał i nigdyby ciebie nie skrzywdził.

– Sama nie wiem, nie widziałaś go. Był taki zły i tak mocno trzymał moje ręce, tobyło dość straszne.

– Natalio, on był twoim aniołem stróżem. Nawetjego dziewczyny były o ciebie zazdrosne, o to jak ciebietraktował i jak o tobie mówił. Na ostatniej zabawie, niespuszczał z ciebie wzroku. Widziałam, jaka wściekła była o toZuza, ale oczywiście nic nie śmiała powiedzieć, bo z nimo tobie, nie dało się dyskutować.

– Jasne i dlatego właśnieze mną nie rozmawiał. Amanda, żartujesz sobie ze mnie. Możetak było wcześniej, ale później zdawał się mnie unikać.

– Mówięco widziałam. – Uparcie obstawała przy swoim.

– E tam. Przez telata nawet nie próbował się ze mną skontaktować – skwitowałam.

– Niechcę go bronić, ale z tego co powiedziałaś, to rzuciłaśmu jego troską w twarz. Nie zachował się najlepiej, alewłaściwie po tym co mu wygarnęłaś, to każdego by ruszyło. Co niby miał ci powiedzieć?

– Sama nie wiem. Jednak czekałamna list, telefon, marne słowo od niego, że wszystko jestmiędzy nami w porządku. Nie doczekałam się. Teraz zdecydowałam się, żeby przyjechać i zamknąć tamten rozdział. Dowiedzieć się, czy możliwejest, żebyśmy normalnie rozmawiali. – Niezbyt wesołe myśli miałam w głowie. Nadal nie znałam zdania Kamila o mnie i o tamtymzdarzeniu. Inna myśl przyszła mi do głowy i natychmiast zwróciłamsię z nią do Amandy. – Mam pytanie, czy Kamil jeszczeprzyjeżdża tu latem.

– Przyjeżdża, choć sporadycznie i nie tak jakkiedyś na całe wakacje. Rozkręcił swój interes. Najpierw otworzył cośw Warszawie. Zapewne pamiętasz, że jego pasją były komputery i to w tej branży się realizuje.

– Pamiętam. – Uśmiechnęłam się nasamo wspomnienie.

Uważał, że każdy ma takiego samego fioła naich temat. Bywało, że męczył mnie tym całymi dniami. Ja byłam zafascynowana wszystkim, co mówił, bo nim byłam zafascynowana. Częstokompletnie do mnie nie docierało o czym mówił, choć nigdymu się do tego nie przyznałam. Gdy mnie sadzał zakomputerem robiłam pod jego dyktando, a on mnie wychwalał. Ja nie prostowałam, że wciśnięcie guziczków według instrukcji nie jest żadnąfilozofią. Potem wiedza przydała mi się w szkole, bo cośw końcu w głowie zostało.

– Więc właśnie. Zwerbował kilku takichsamych pasjonatów jak on i założył firmę tworzącą oprogramowania. Najpierwcoś małego, potem poszedł jak burza. Jego babcia coś wspominała, choć chyba nawet ona do końca nie wie, jak z tą jego pracą jest. Potem założył następną firmę w Krakowie, też oprogramowania, tyle, że coś z animacją i grafiką, czycoś w tym stylu. Kamil o swojej pracy niewiele mówi, ale właśnie ostatnio chyba jakiś duży kontrakt mu się kroi, są przecieki – uśmiechnęła się. – Obiło mi się o uszy, żektoś z Los Angeles zainteresował się tym co robi i miał podpisywać na dniach umowę, ale co i jak, dokońca nie wiem i pewnie nikt nie wie.

Po tymco powiedziała Amanda, Kamil wydał mi się obcy i odległy. Wyglądało, że zbyt długo zwlekałam z przyjazdem. Nie do zniesieniastała mi się myśl, że być może nie będę miałaokazji porozmawiać z nim, wytłumaczyć mojego zachowania, podziękować, przeprosić. Aleprzede wszystkim zobaczyć go, pobyć z nim przez chwilę.

– Jakczęsto bywa? Spotyka się ze znajomymi? – Zaczęłam niespokojnie dopytywać.

– Spotyka. A jak często bywa? Trudno powiedzieć, różnie. – Wzruszyła ramionami.

– Byłw tym roku? – Badałam dalej grunt.

– Był i to zupełnieniedawno.

– Z kimś? – Nie mogłam się powstrzymać.

– Sam. Tutaj zanim jakieś dziewczyny ganiały, ale nie był zainteresowany. – Częściowo miulżyło, ale tylko częściowo.

– Na pewno? Bo wiesz z tegoco pamiętam, to on taki był, że nie latał zadziewczynami tylko one za nim. – Nie dowierzałam jej słowom, pamiętającjak to z nim i jego blondynkami było.

– A japamiętam jedną, za którą to on chodził. – Triumfowała.

– Tak? – Zainteresowałamsię.

– Za tobą – palnęła.

– Nigdy nie byłam jego dziewczyną. – Prychnęłamzniechęcona jej wywodem.

– Oficjalnie, nie – upierała się.

– Kochana jesteś – rozczuliłamsię. – Dajmy temu spokój. Nie wiesz, czy w najbliższym czasieprzyjedzie? – spytałam z nadzieją.

– Słyszałam, że tak. Jestem prawie pewna, że mówił coś o sobotniej zabawie. – Spojrzała na mnie z uśmiechem.

– Chciałabym z nim pogadać. Szkoda, że nie uda sięwcześniej – pomyślałam chwilę i wyznałam Amandzie, o moich planach. – Na sobotę umówiłam się z powalającym facetem, właśnie na tę zabawę. I co teraz?

– Nie martw się na zapas. A z kim się umówiłaś? Kto to jest? – Ojojoj, jaki ładunek zaciekawienia.

– Pojęcia nie mam. – I tu opowiedziałam jej co mi sięprzydarzyło zaraz po przyjeździe.

Amanda słuchała z wypiekami na policzkach, gdy mówiłam o tym niesamowitym mężczyźnie i o tym, jakieemocje u mnie wywołał. Zaśmiała się z jego zagrywki mającejna celu nakłonić mnie, żebym wsiadła do jego samochodu.

– Spokojnie, spławisz jednego lub drugiego. W końcu Kamil, po tylu latach, nie może się spodziewać, że będziesz nadal latać pod jegoopieką. Choć przyznam, że nie wiem jak wygląda gość, którycię podwiózł, ale Kamil to prawdziwe ciacho. Oddałabym wszystko bychociaż raz spojrzał na mnie, jak na obiekt pożądania – tuAmanda zaśmiała się ze swoich zwierzeń. Oj jakby Paweł tousłyszał. – Masz wolny wybór! Wybierzesz z kim będziesz się bawiła. Na pewno niepotrzebnie się martwisz i wszystko samo się ułoży.

– Z Kamilem to nie zabawa. Wiele mu zawdzięczam i mamnadzieję, że zechce ze mną porozmawiać.

– Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. A teraz, co byś powiedziała, żeby pójść popływać?

– Cóż mogęodpowiedzieć? Jasne, że idę! – krzyknęłam z entuzjazmem.

I było fantastycznie. Odnowiłam stare znajomości i zawarłam nowe. Pośród nich nie byłowspaniałego mężczyzny, który podwiózł mnie do babci, a na topo cichu liczyłam. O nieobecności Kamila wiedziałam, ale i takpoczułam rozczarowanie, że nie ma go obok. Bez niego wszytkobyło inne. Te parę dni minęło na korzystaniu z pięknegosłońca, jedzeniu jabłek, graniu na gitarze i pogaduszkach z przyjaciółmi.

***

Nadeszła sobota i sobotni wieczór. Byłam zdenerwowana zbliżającą się konfrontacjąz przeszłością. Miałam nadzieję, że Kamil zechce mnie wysłuchać, żeczas wymazał choćby część urazy do mnie. No i dechmi zapierała myśl o spotkaniu z nowo poznanym mężczyzną. Czymożna zakochać się od pierwszego wejrzenia? Czy on w ogóleprzyjdzie? Czy rzeczywiście jest możliwe, żeby się mną zainteresował? Za dużo tego: strach przed rozmową z Kamilem i randka z mężczyzną ze snów. Czy mi się czasem tylko nie przyśniło, że się ze mną umówił? Dość, bo zaraz zwariuję, ubioręsię w piżamę i pójdę spać. Tchórz. No i coz tego?

Ale nie poszłam spać, tylko odgoniłam niepokojące myślii wraz z Amandą poszłyśmy na polanę. Jezioro wyglądało przepięknie, jak zawsze. Blask ostatnich promieni słonecznych i płomienie rozpalanych ogniskna plaży odbijały się w jego gładkiej tafli. Wszędzie porozstawianodrewniane stoły i ławy. Muzyka grała i gdzieniegdzie pierwsze parydelikatnie kołysały się w jej rytmie. Uwielbiałam tę atmosferę przyjaźnii miłej zabawy. Już z daleka widziałam naszą ekipę. Bardzosię obawiałam, że zastanę tam Kamila, ale gdy podeszłam okazałosię, że jeszcze go nie było. Ulga i rozczarowanie w jednym. Może wcale nie przyjedzie? Amanda nie była przecież tegopewna.

Siedzieliśmy przy stole, a ja zachwycałam się widokiem jeziora. Mogłam się nim napawać w nieskończoność. Śmialiśmy się i żartowaliśmy, i od czasu do czasu ktoś wstawał, żeby potańczyć. Byłamuzyka na żywo, didżej, śpiewy i tańce. Dwudziesta pierwsza dawnominęła. Kamila nie było, jednak nie przyjechał. Wspaniały mężczyzna równieżsię nie pojawił, może zapomniał albo umówił się w przypływiedobrego humoru, potem mu przeszło. A może jeszcze przyjdzie? Specjalniesię spóźnia, żeby mieć dobre wejście? Właśnie wróciłam na swojemiejsce, po tym jak zatańczyłam z Bartkiem, gdy jak nakomendę wszyscy się poderwali.

– Kamil! – To był okrzyk Magdy, blondynkioczywiście.

Pomyślałam zniechęcona, że nic się nie zmieniło. Amanda dałami złudne nadzieje, opowiadając mi te wszystkie historie, a jaw nie chciałam uwierzyć. A jednak wszystko było po staremu…

– Sorki za spóźnienie, ja prosto z trasy. – Głęboki, ciepły głosprzeniknął mnie wywołując dreszcz.

Odwróciłam się za siebie, gdzie wszyscywitali się z Kamilem. Jeszcze wyprzystojniał. Pamiętałam dokładnie jakim chłopakiembył: szczupłym, wręcz chudym, z zawadiackim uśmiechem. Przeważnie nosił wyblakłedżinsowe spodenki i prawie zawsze czymś ubrudzoną koszulkę. Lubił siępopisywać, a że był wysportowany, to w wielu dyscyplinach wygrywał. Zawsze był niesamowicie przystojny, ale teraz wyglądał wręcz oszałamiająco. Stałtam, niczym heros otoczony ludźmi uwielbiającymi jego obecność. Rozchodziły sięśmiechy i dowcipy, pytania i odpowiedzi, to byli prawdziwi przyjaciele. Poczułam się z tego wykluczona, a przecież też lubiłam jegoobecność.

Spojrzał na mnie ponad głowami otaczających go znajomych, a ja uciekałam wzrokiem na boki, nie wiedząc czy będzie chciałmieć cokolwiek wspólnego ze mną. Mógł się kompletnie nie spodziewać, że mnie tu zastanie. Kiedy po raz kolejny zerknęłam naniego, skinął do mnie nieznacznie i zobaczyłam, że sięgał rękądo kieszeni. Wysunął z niej okulary przeciwsłoneczne i nasunął jena nos. Oniemiała wpatrywałam się w niego. To co zobaczyłamwstrząsnęło mną. Kamil i mężczyzna z dworca to była jednai ta sama osoba! Wróciły do mnie emocje, jakie poczułamw stosunku do niego w samochodzie, jakie kiedyś czułam przynim. Jak mogłam go nie poznać?! Mignęła mi jego postaćza czapeczką i lustrzankami, i gorzko się do siebie uśmiechnęłam. Teraz byłam pewna, że pocałunek przyśnił mi się, a wszystkoinne było kpiną ze mnie.

Zerwałam się z miejsca i popędziłam przed siebie, aby dalej od niego. O Boże, dlaczegowszystko musiało się tak skomplikować? Czemu nie mogły wrócić dawneczasy, kiedy byliśmy przyjaciółmi? Ile bym dała, żeby być z nim chociaż na stopie koleżeńskiej. A teraz? Pewnie się zemnie śmiał, jak to naiwnie myślałam, że jest kimś innym. Jak mogłam sądzić, chociaż przez chwilę, że taki mężczyzna zainteresowałsię mną? Czułam się upokorzona tą sytuacją.

Nie poddam siętym razem i nie wyjadę zanim z nim nie porozmawiam, ale dziś nie miałam sił aby stanąć przed nim. To co działo się w moim sercu trudno ogarnąć słowami: ból, upokorzenie, zdezorientowanie. Dlaczego to zrobił? Czy tak bardzo go uraziłam, że chciał mnie ośmieszyć? Łzy zakrywały mi świat. Biegłam załamanatym zamieszaniem. Nagle w ciemności ktoś mnie złapał i przyciągnąłdo siebie tak mocno, że nie mogłam się wyswobodzić. Krzyknęłama wspomnienia wróciły, jak żywe. Szarpnęłam się spanikowana, wtedy uściskzelżał natychmiast i w tym samym momencie usłyszałam:

– Nie bójsię. Przy mnie nic ci nie grozi. – Głębia z jakązostały te słowa wypowiedziane dosłownie mnie ogarnęła. Odwróciłam głowę i natknęłam się na spojrzenie najpiękniejszych czarnych oczu, jakie kiedykolwiek widziałam. – Co się stało?

– Przecież wiesz. Kamil, dlaczego? – Nie byłam przygotowanana to, że za mną pobiegnie.

– Dlaczego co? – Wpatrywał sięwe mnie rzeczywiście nie rozumiejąc o co mi chodzi.

– To wszystko. – Na razie nie umiałam ująć precyzyjnie o co michodziło.

Dziwnie było rozmawiać z nim kiedy wyglądał tak niesamowiciei był tak blisko. Przestał dopytywać. Obrócił mnie do siebie, nadal obejmując. Przytulał mnie, a ja czułam, że z niepewnoścido jego intencji zaraz rozpadnę się na kawałki. Było prawiejak dawniej, a sześć lat przerwy prysło niczym bańka mydlana. Znów mnie pocieszał, jak kiedyś, gdy upadłam albo zdarłam sobiekolano. Chociaż nie, teraz było inaczej, bo nigdy nie trzymałmnie w taki sposób jak teraz. Przyciskał do siebie tak, że całą sobą czułam ciepło jego ciała. Jego ręce obejmowałymnie, tuląc i zapobiegając ucieczce, choć za nic na świecienie chciałabym odejść. Patrzył w moje oczy, szukając odpowiedzi naniezadane pytania. W tej ciszy czułam, że jego ramiona sąnajodpowiedniejszym miejscem dla mnie.

Na tę chwilę moja dusza odpoczywała, pragnęłam, aby się nigdy nie skończyła. Mogłam śnić i marzyć, że jesteśmy razem, póki nie zostaną wypowiedziane pierwsze słowa, któreto wszystko mogą przekreślić. Łzy przestały mi płynąć, a pozostałewytarłam dłońmi. Gdy już się zupełnie uspokoiłam usłyszałam:

– Co sięstało? – Ponowił pytanie.

– Dlaczego na przystanku nie powiedziałeś mi kimjesteś? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

– Wiesz maleńka – powiedział lekko skonsternowany – nie od razu dotarło do mnie, że mnie nie poznałaś. Najbardziej zależało mi, aby podwieźć mojego anioła bezpiecznie na miejsce.

– Zawsze nazywałeś mnie urwisem – sprostowałam.

– Teraz będzie inaczej. – Jakieś zamyśleniewkradło się do jego wypowiedzi.

– Czuję się niezręcznie – przyznałam. – A dlaczego nie powiedziałeś mi, kiedy upewniłeś się, że cię nierozpoznałam?

– Nie chciałem cię spłoszyć, żebyś nie uciekła ode mnie, tak jak to przed chwilą zrobiłaś. – Miało być chyba logicznie, ale tylko jego zdaniem.

– Dlaczego miałabym od ciebie uciekać? – Nierozumiałam jego toku myślenia.

– A dlaczego teraz to zrobiłaś? – powiedział, jakby to czegoś dowodziło.

– To co innego – zaprzeczyłam. – Poczułam, żezakpiłeś ze mnie. Umówiłeś się ze mną, jako przystojny nieznajomywiedząc, że prawda wyjdzie na jaw, że jesteś moim Kamilem – o nie, powiedziałammoim – przepraszam, chciałam powiedzieć moim dawnym przyjacielem.

– Ile komplementów na raz – roześmiał się i zaraz spoważniał – Tako mnie myślisz? Podoba mi się to, bo ja o tobie myślę, moja. – Aż mi serce zatrzepotało z nadziei. – I na pewno nie chciałem z ciebie zakpić. Chodź. – Pociągnął mnieza rękę z powrotem w stronę jeziora.

Chwilę tak szliśmyw milczeniu. Ale moja co? Koniecznie chciałabym to wiedzieć, żebynie myśleć potem, że znowumoja młodsza siostrzyczka, chociaż dobrei to, że niemój wróg.

– Poważnie, dlaczego myślałeś, żebym uciekła? – moja dłoń w jego dłoni, to było, takieprzyjemne – Przyjechałam, żeby przeprosić cię za swoje zachowanie, przy naszymostatnim spotkaniu. Nie miałam prawa być zazdrosna i dziękuję zato, co wtedy zrobiłeś. Nie oczekuję, że będzie jak dawniej.

– Na pewno nie będzie i nie masz za co przepraszać – powiedział cicho, ale pewnie.

Zrobiło mi się smutno, a jużkiełkowała we mnie nadzieja. Chciałam wyswobodzić dłoń z jego dłoni. Wiedziałam, że teraz, gdy znam uczucie bycia w jego ramionach, będzie mi jeszcze ciężej widzieć go z inną, ale dlaswojego i jego dobra spróbuję zapomnieć. Zatrzymałam się i poczułamjego siłę. Nie wypuścił mojej dłoni, wręcz przeciwnie, przytrzymał mocnieji przyciągnął bliżej.

– Tym razem nie pozwolę ci odejść, takjak to ostatnio zrobiłem. Musimy porozmawiać. Mam ci coś dopowiedzenia i dopiero wtedy cię wypuszczę. – Nie wiedziałam, co mamo tym myśleć.

– Kamil, nie bądź zły – chciałam, żeby zobaczyłto od mojej strony. – Zrozum, przeżyłam koszmar i strach przemawiałwtedy przeze mnie.

– Źle mnie zrozumiałaś, po prostu musisz wiedziećo paru rzeczach.

Staliśmy patrząc na siebie. On trzymał mnieza rękę, nie pozwalając odejść. Mimo, że była pełnia lata, zadrżałam z zimna i trochę obawy, przed tym co usłyszę, ale przecież liczyłam się z tym, że może mieć domnie pretensje. Nie spuszczając ze mnie wzroku, pilnując, żebym nieuciekła, zdjął marynarkę i narzucił na moje ramiona, następnie otoczyłswoją ręką. Na moment zamarłam z napięcia, które było międzynami.

– Chodź, usiądziemy na plaży obok ogniska, będzie cieplej. – Niepozwolił mi zostać. Delikatnie, ale stanowczo zmusił, abym ruszyła.

– Znówmnie zapraszasz, żebym poszła z tobą? – zapytałam nawiązując do zaproszeniaz przystanku.

– Tylko, że teraz nie masz wyboru. – Dla potwierdzeniaobjął mnie ciaśniej i prowadził na skraj polany, gdzie z dala od muzyki, przechadzało się kilka osób.

Czy to byłmój przyjaciel, czy też mężczyzna, który wie, czego chce i dąży do celu, bez względu na okoliczności. Jeszcze nie panikowałam, ale byłam blisko. Owszem powiedział, że przy nim nic minie grozi, jednak powiedzieć można wszystko. Wybrał ostatnie ognisko, gdziesiedział samotnie chłopak.

– Możemy? – W moich uszach nie zabrzmiało tojak pytanie, a raczej stwierdzenie.

– Oczywiście. – Speszony samotnik zerwał sięna nogi i poszedł gdzie indziej.

Kamil od zawsze miałdar, że ludzie robili to, co chciał. Taką charyzmę, żetrudno było nie spełnić jego prośby, nawet tej niewypowiedzianej. Mogłamcoś na ten temat powiedzieć, teraz wyglądało, że dobrze tegoużywał. Posadził mnie na ławce, otoczonej pięknymi krzewami dającymi poczucieprywatności i usiadł obok mnie, tak blisko, że wyraźnie czułamjego udo i umięśnione ciało. Byliśmy w sporym oddaleniu odreszty uczestników zabawy i ten fakt sprawił, że poczułam sięzaniepokojona. Nie byliśmy już dziećmi, a on nie był mitak znajomy jak kiedyś. Właściwie, to nie wiedziałam czego mogęsię po nim spodziewać.

– Nie patrz tak na mnie. Nicci nie zrobię – zapewnił mnie.

– Nic na to nie poradzę – uciekłam wzrokiem. – Jesteś inny niż pamiętam. Narzuciłeś swoją wolę, niezostawiając mi wyboru. Pewnie, gdybym chciała stąd pójść, to bymi się nie udało – zerknęłam krótko na niego. – Nie mamsiły, żeby z tobą wygrać, to pewne. Nie znam cięod tej strony. Kiedyś bardziej się ze mną liczyłeś. Niewykorzystywałeś swojej przewagi, aż do teraz. No może za wyjątkiemtamtego jednego razu, który zapewne nie tylko ja niemiło wspominam.

– Nie chciałem cię straszyć. Chcę porozmawiać. Mogę odwieźć cię dodomu, ale wierz mi, z mojej strony nic ci niegrozi. – Pogładził mój policzek, a mnie przeszedł dreszcz. Nikt, niedotykał mnie z taką czułością jak on teraz.

– Dobrze – pojego słowach moja niepewność zmalała. – Jestem gotowa na to, comasz mi do powiedzenia. – Przynajmniej taką miałam nadzieję, że naprawdęjestem gotowa.

– Najpierw przepraszam za to, co do ciebie powiedziałemtamtej nocy. Za to co zrobiłem i czego nie zrobiłem, a powinienem był – powiedział enigmatycznie.

– Najważniejsze, że przyszedłeś. Nie chcęmyśleć, co by było gdyby nie ty.

– Nie powinienem byłdopuścić, żeby to zajście miało w ogóle miejsce.

Jakby miałna to wpływ – przemknęło mi przez głowę.

– To nie byłood ciebie zależne – i dodałam przywołując jego oskarżenia sprzed lat – ode mnie też nie.

– Od ciebie na pewno nie – skrzywiłsię z niesmakiem. – Zachowałem się jak kretyn mówiąc, że miałaśna to wpływ. Byłem wściekły – po chwili dodał – na siebie. Nie zauważyłem kiedy poszliście, a wydawało mi się, że całyczas mam cię na oku. – Jednak Amanda miała rację pomyślałam, a on mówił dalej. – Seba, nie powinien był nigdy móccię dotknąć, nie mówiąc już o tym, co zrobił.

– Nicnie zrobił. Przyszedłeś w samą porę – wyszeptałam.

– Inaczej uważam, a ja mu sprawę ułatwiłem. To, że cię odnalazłem, zanim dalejsię posunął, to marne pocieszenie. Byłem wściekły i to, coz nim zrobiłem nie wystarczyło mi. Niestety zamiast pomóc tobie, dołożyłem swoje, jakbyś mało przeszła – powiedział cicho, ze smutkiem w głosie.

– Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy, żeto mówisz. Ja też przepraszam. Miałeś swoją dziewczynę i mojeszczęście, że mimo to, szukałeś mnie i znalazłeś. Nie chcęmyśleć, co by było, gdybyś rzeczywiście o mnie zapomniał.

– Chodzio coś więcej – zrobił krótką pauzę. – Słyszałem co się działo. Wściekłem się, jak usłyszałem twoje wołanie o pomoc. Widziałem, w jakim byłaś stanie. Najbardziej wkurza mnie, że zamiast dać ciwsparcie, wyładowałem gniew.

– To już nie ma znaczenia. – Mówiłam przezściśnięte gardło, a łzy mi kapały na samo wspomnienie tamtegodnia i strachu jaki przeżyłam.

– A jednak – kontynuował. – Byłaś małolatą, gdy odkryłem, że się we mnie kochasz. Od razu zorientowałemsię, że interesuję cię nie tylko jako przyjaciel, ale jakochłopak…

O nie, tego się nie spodziewałam. Wiedział, że oddawna szalałam na jego punkcie, zdawał sobie z tego sprawęi nic nie powiedział. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć albo najlepiej nigdy tu nie przyjeżdżać. Było gorzej niżmyślałam, a moje nadzieje właśnie umierały.

– … moja mała przyjaciółka. Niebyłem ślepy, widziałem, że jesteś śliczna, a za nic niechciałem cię skrzywdzić. Miałem inne dziewczyny, żeby trzymać ciebie nadystans, a swoje ręce z dala od ciebie. Łatwo niebyło. Byłaś słodka jak marzenie, zresztą nadal jesteś i ufałaśmi. Twoje oczy błądzące za mną nie ułatwiały sprawy.

– Dosyć. Nie chcę tego słuchać – nie wytrzymałam i wstałam. – Jeśli chceszmi w ten sposób dać do zrozumienia, że nie jesteśdla mnie i żebym trzymała się od ciebie z daleka, to zamiast ubierania tego w piękne komplementy, powiedz wprost. Niebędę za tobą chodziła ani się narzucała. – Jak to widziałamkiedyś w wykonaniu innych dziewczyn, pomyślałam.

– Czekaj, czekaj – przystopował mnie. – Posłuchaj – złapał mnie za rękę. Te oczy, przyciągały mnie niczymmagnez, oby usta miały jeszcze jakieś dobre słowa dla mnie. – Gdy do mnie dotarło, na jakie niebezpieczeństwo naraziłem ciebie, myślałem, że szlag mnie trafi. Na pierwszy ogień poszedł Sebastian, gdybymmógł, zrobiłbym mu powtórkę. Byłem wściekły na niego i siebie. Gdy zobaczyłem tamtą sytuację, ciebie roztrzęsioną to miałem ochotę siebieskopać. Twoje oczy pełne wdzięczności i usta trzęsące się zestrachu były ponad moje siły. Czułem, jakbym sam wyrządził cikrzywdę. Jeśli możesz zapomnij i wybacz każde słowo, które powiedziałem. Gdy uciekłaś poczułem się przegrany. Zawiodłem ciebie. Chciałem sobie i tobie dać czas, ale kiedy następnego dnia przyszedłem, ciebie jużnie było.

– Myślałam, że mnie nienawidzisz. Zepsułam ci wieczór. Pozatym wstydziłam się tego co zaszło. – Przymknęłam na moment oczyi wzięłam głębszy wdech. Nie znosiłam ucisku w dołku, któryczułam na samo wspomnienie tamtego wydarzenia. Udało mi się wreszcieodezwać. – I tego co ci powiedziałam. W dodatku, rzuciłam sięz pięściami na ciebie. Dobrze, że mi na to niepozwoliłeś, bo nie miałabym teraz odwagi tu wrócić. Twoje słowabardzo bolały. Ciężko mi było z tymi oskarżeniami. Cieszę się, że mówisz, że nie było w tym mojej winy.

– Bo nie było. Ja żałowałem, że przytrzymałem twoje ręce, należało misię – wstał i znalazł się blisko mnie. – Teraz powiem cito, czego wtedy nie zdążyłem. Kocham cię, jesteś dla mnieważna. – Po tych słowach zapadło między nami milczenie i widziałam, że czekał co mu odpowiem.

– Nie wiem co powiedzieć. – Do końca nie byłam też pewna co mi proponował. Znowu przyjaźń, czy może jednak kochanie?

– Pomogę ci podjąć prawidłową decyzję.

Po tych słowach objął moją twarz dłońmi i delikatnie przytrzymując patrzyłw oczy. Pochylał się coraz bliżej, aż nasze usta sięspotkały. To był najdelikatniejszy z pocałunków. Muśnięcie ust, które wywołałowe mnie trzęsienie ziemi. A jednak kochanie.

– Jesteś słodziutka jakmalina – wyszeptał w moje usta. Patrzyłam na niego i czułamsię szczęśliwa. Uśmiech nie schodził z moich ust.

– Czy tenuśmiech oznacza tak? – zapytał.

– Ale co tak? – W sercu byłomi bardzo radośnie i nie mogłam się powstrzymać, żeby choćtrochę się z nim podroczyć.

– Że chcesz być ze mną? – Nie dał zbić się z tropu.

– Właśnie to oznacza. – Zachłysnęłamsię tą chwilą.

Wtedy pocałował mnie znowu. Jego usta delikatniezaczęły przygniatać moje. Jego ręka obejmowała i gładziła moją szyję, a ja czułam się jak w niebie. Chwila zapierająca dechw piersiach. Odsunął się na moment, znów patrząc mi głębokow oczy.

– Co ty ze mną wyprawiasz? – spytałam niepewnie.

– To raczej co ty ze mną wyprawiasz? – Po tych słowach usiadłz powrotem i pociągnął mnie na ławkę.

– Ja z tobą? Musisz wiedzieć, że nie znam się na tych sprawach. Do tej pory nie miałam chłopaka – i ciszej skończyłam – i z nikim się nie całowałam. Po tamtym, za bardzo się bałam.

– Ale mnie się nie boisz? – Szukał potwierdzenia.

– Nie – zawahałam się – prawie nie – doprecyzowałam.

– Zapewniam, że jestem niegroźny.

Kącikiem ust uśmiechnęłamsię na takie sformułowanie. Nagle coś sobie przypomniałam i zebrałamsię w sobie, żeby zapytać:

– Czy ty mnie wtedy, w samochodzie, pocałowałeś?

– Tak – powiedział przeciągając głoski – jednak poczułaś. Dlaczego wcześniejnie spytałaś?

– Nie chciałam się wygłupić. Pomyślałam, że pewnie misię przyśniło.

– Nie mogłem się powstrzymać i nie skorzystać z okazji. – Wyraźnie był z siebie zadowolony.

– Czyli jednak nie byłamtak do końca bezpieczna?

– Współpasażerowie pomogli. – Zaśmiał się mówiąc to.