Strona główna » Obyczajowe i romanse » Tydzień na Lawendowej Wyspie

Tydzień na Lawendowej Wyspie

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-3853-3

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Tydzień na Lawendowej Wyspie

Właściciel międzynarodowej firmy ochroniarskiej Nicolas Cezar na prośbę przyjaciela podejmuje się ochrony jego siostry, Marietty Vincenti. Marietta od jakiegoś czasu dostaje kwiaty i coraz bardziej niedwuznaczne liściki od anonimowego uwodziciela. Granica zostaje przekroczona, gdy prześladowca zostawia w jej domu na łóżku seksowną bieliznę. Nico postanawia, że do czasu schwytania stalkera Marietta musi wyjechać z Rzymu. Zabiera ją na tydzień do swojego domu na Lawendowej Wyspie, gdzie sądzi, że będzie bezpieczna…

Polecane książki

W komentarzu omówiono podatek od sprzedaży detalicznej nową daninę publiczną wprowadzoną do polskiego systemu podatkowego z dniem 1 września 2016 r. ustawą z dnia 6 lipca 2016 r. o podatku od sprzedaży detalicznej. Głównym celem wprowadzenia nowego podatku jest zwiększenie dochodów budżetu państwa...
Publikacja „Faktury 2014” zawiera omówienie wszystkich wzorów faktur obowiązujących w 2014 na przykładach oraz nowych terminów ich wystawiania. Dzięki tej publikacji dowiesz się: jakie elementy powinien zawierać wzór prawidłowo wystawionej faktury w 2014 r., jakie są nowe terminy wystawiania faktur;...
Poradnik do gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów zawiera bogato ilustrowana solucja wszystkich dostępnych w grze zadań fabularnych jak i pobocznych. Każde z zadań składa się z opisu podzielonego na kolejne kroki z uwzględnieniem możliwych wariantów przejścia.Wiedźmin 2: Zabójcy Królów - poradnik, opis prz...
Droga Mamo, drogi Tato!Z doświadczenia wiemy, jak wiele wątpliwości dotyczących żywienia niemowlęcia mają rodzice. Karmić naturalnie? Jeśli tak, to jak długo? Czy dziecko jest już gotowe na nowości i stały pokarm? Kiedy zacząć podawać mu produkty zawierające gluten? Czy tak małe dziecko może jeść or...
Niniejsza książka to lektura obowiązkowa dla każdego praktyka zarządzania w sektorze publicznym oraz dla ich partnerów z sektora prywatnego. Dziś wiemy, ze polityka spójności UE nie jest panaceum na wszystkie potrzeby inwestycyjne. Po kryzysie finansowym wiele projektów poszukuje swoich szans na rea...
Malarka Lucy Steadman chce ratować rodzinną fabrykę. Prosi o pomoc jednego z udziałowców, włoskiego milionera Lorenza Zanellego. Lucy wie, że jej brat i brat Lorenza przyjaźnili się, zanim obaj zginęli. Ale nie wie, że Lorenzo obwinia jej brata o tragiczny wypadek. I nienawidzi Lucy. Gdy zwraca się ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Angela Bissell

Angela BissellTydzień na Lawendowej Wyspie

Tłumaczenie: Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Mamma mia! Nadchodzą!

Dłonie Marietty zamarły nad klawiaturą na dźwięk ostrzeżenia zabarwionego podekscytowaniem. Teatralny szept jej asystentki skutecznie wybił ją z rytmu, podniosła więc wzrok znad klawiatury, by ujrzeć kuriera wchodzącego do zarządzanej przez nią galerii w sercu Parioli, bogatej dzielnicy Rzymu. Młody chłopak ściskał w dłoniach ogromny bukiet róż.

– Prześliczne! Chyba najładniejsze, jak do tej pory. – Zauważyła Lina, stając przy biurku szefowej w głębi galerii.

Marietta musiała niechętnie przyznać, że jej asystentka miała rację. Krwistoczerwone kwiaty na długich łodygach w białej przestrzeni galerii robiły piorunujące wrażenie. Przypomniała sobie eleganckie białe orchidee dostarczone na początku tygodnia, niespodziewanie, bo wcześniej bukiety zawsze pojawiały się w piątki. Od intensywnego, duszącego zapachu białych kwiatów zaczęło jej się kręcić w głowie, musiała się więc ich pozbyć. Nawet zawierający intymne wyznanie bilecik przyczepiony do bukietu pachniał tak mocno, że miała ochotę podrzeć go na milion kawałków i wyrzucić do kosza. Poradzono jej jednak, by zbierała wszystkie bileciki, w razie gdyby zawierały jakieś wskazówki. Wrzuciła więc kartonik do szuflady, obiecując sobie, że gdy jej tajemniczy i coraz bardziej nachalny wielbiciel w końcu się znudzi lub zostanie ujęty, z wielką satysfakcją spali wszystkie liściki. Ze ściśniętym żołądkiem obserwowała zbliżającego się kuriera. Nie chciała dotykać róż, wolałaby w ogóle nie znaleźć się na tyle blisko bukietu, by poczuć ich zapach.

– Ciao!

Młody chłopak omiótł powłóczystym spojrzeniem smukłą sylwetkę Liny. Szeroki uśmiech szybko znikł z jego twarzy, gdy za plecami dziewczyny pojawił się nagle potężny mężczyzna o aparycji byłego legionisty. Nicolas César, szef renomowanej międzynarodowej firmy ochroniarskiej i przyjaciel brata Marietty w większości ludzi wzbudzał przerażenie, nawet jeśli wcale nie starał się wyglądać groźnie. Zmierzył kuriera podejrzliwym wzrokiem i wyciągnął przed siebie dłoń, silną i elegancką jednocześnie.

– Daj mi to – zażądał. Tylko głupiec pozbawiony instynktu samozachowawczego próbowałby się mu przeciwstawić. Młody człowiek pośpiesznie oddał bukiet i się wycofał, ukradkiem zerkając ostatni raz na Linę. Marietta chwyciła mocno metalowe poręcze przy kołach swego lekkiego wózka inwalidzkiego i odjechała od biurka, zwiększając dystans dzielący ją od potężnego mężczyzny ściskającego w dłoni wiązankę czerwonych róż. Nie dlatego, że nie chciała zadzierać głowy; po trzynastu latach w wózku przywykła już do oglądania świata z innej perspektywy. Polubiła nawet to urządzenie umożliwiające jej niezależne funkcjonowanie. Oprócz sparaliżowanych nóg niczym nie różniła się od innych skoncentrowanych na karierze trzydziestolatek.

Nicolas César nie przypominał ludzi, których miała okazję do tej pory poznać, nie tylko ze względu na jego onieśmielający wygląd – prawie dwa metry wzrostu, imponująco szerokie barki i smukłe umięśnione ciało przywykłe do wysiłku fizycznego. Przede wszystkim emanował nieujarzmioną, władczą energią, z którą niewielu śmiałoby się zmierzyć. Marietta także nie oparła się sile jego charyzmy. Co niezmiernie ją irytowało. Pożądanie fizyczne stanowiło niepotrzebną komplikację w jej życiu. Szczególnie że mężczyzna, który obudził jej zmysły, pozostawał poza jej zasięgiem pod każdym możliwym względem.

– Nie zamierzasz go przesłuchać? – zapytała ostrzej, niż zamierzała.

Spojrzenie zmrużonych, ciemnoniebieskich oczu przeszyło ją na wskroś. Oczywiście wyczuł jej złośliwość. Natychmiast dopadły ją wyrzuty sumienia. Próbował jej pomóc na prośbę jej brata. Nie mógł wiedzieć, że Leo nie skonsultował z siostrą swego pomysłu, nie powinna więc się na nim wyżywać. Nico hipnotyzował ją wzrokiem; miał niesamowite, ciemnoniebieskie oczy. Gdy w nie spoglądała, miała wrażenie, że tonie w morskiej głębinie. Już chciała go przeprosić, ale ją uprzedził.

– Bruno sprawdził wszystkich pracowników kwiaciarni i kurierów przez nich zatrudnianych, nie muszę go – zawahał się na ułamek sekundy – przesłuchiwać. – Wyraźnie podkreślił ostatnie słowo.

Marietta poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. Bez trudu potrafiła sobie wyobrazić Nica w roli przesłuchującego, który wydobywa ze swych rozmówców ich najpilniej strzeżone tajemnice siłą swej magnetycznej osobowości. Równie łatwo potrafiła sobie także wyobrazić tabuny kobiet marzące o tym, by odbyć z nim rozmowę w cztery oczy. Na pewno lgnęły do jego umięśnionego ciała jak pszczoły do miodu, a jego ciepły głos i amerykański angielski ze zmysłowym lekkim francuskim akcentem bez wątpienia sprawiał, że uginały się pod nimi kolana.

Marietta zadrżała. Czy Nico doprowadzał swe kochanki do utraty zmysłów? Czy krzyczały z rozkoszy? Kiedy zorientowała się, o czym rozmyśla, spłonęła ze wstydu. Co się z nią działo?! Dlaczego fantazjowała o czymś, czego nie mogła mieć? Przecież życie nauczyło ją, że takie mrzonki kończą się wyjątkowo bolesnym rozczarowaniem. Dawno temu postanowiła ograniczyć swe ambicje do sfery zawodowej – marzyła o ugruntowaniu swojej pozycji w świecie sztuki, o zdobyciu uznania dla swej twórczości i o możliwości samodzielnego utrzymania się, bez korzystania z hojności majętnego brata. Miała też, jak większość ludzi, listę ekscytujących rzeczy, które chciała zrobić w życiu, by dodać mu nieco smaku. Paraliż nóg nie odbierał jej prawa od życia pełną piersią, a nawet do odrobiny szaleństwa. Wszystkie punkty z jej listy były wykonalne. Nie bujała w obłokach, wiedziała na co ją stać, a co pozostawało na zawsze poza jej zasięgiem. Mogła skoczyć ze spadochronem z instruktorem, mogła latać balonem albo wybrać się do Egiptu, żeby zobaczyć piramidy. Fantazjowanie o mężczyźnie, który mógł mieć każdą, pełnosprawną kobietę na świecie, zakrawało jednak na lekkomyślność. Nie powinna w ten sposób marnować czasu i energii. Liczyła się tylko jej praca i sztuka, zwłaszcza sztuka.

Niestety trudno jej było skupić się na pracy, gdy od sześciu miesięcy krążył wokół niej jakiś maniak przysyłający kwiaty z bilecikami, początkowo miłymi, nawet zabawnymi, potem coraz bardziej namolnymi i niedwuznacznymi. Na poważnie wystraszył ją dopiero liścik dołączony do wiązanki trzynastu karminowych tulipanów dostarczonej dwa tygodnie temu. „Wczoraj miałaś na sobie taką piękną sukienkę. Czerwony to kolor dla Ciebie, i mój ulubiony! Widzisz? Jesteśmy dla siebie stworzeni! S.”.

Zimne szpony przerażenia chwyciły ją za gardło, kiedy zdała sobie sprawę, że nieznajomy mężczyzna śledzi każdy jej ruch! Podzieliła się swymi obawami z żoną brata, Heleną, czego teraz szczerze żałowała. Helena natychmiast pobiegła do swego męża, który, jak było do przewidzenia, spanikował. Najpierw przez telefon wygłosił Marietcie wykład o lekkomyślności i kazał natychmiast zgłosić sprawę na policję, a kiedy odmówiła, zadzwonił do swego przyjaciela Nica, prezesa ogromnej firmy zapewniającej bezpieczeństwo międzynarodowym korporacjom, gwiazdom i VIP-om. Początkowo Nico przysłał do Marietty swego człowieka, Bruna, ale teraz sam stał na środku jej galerii, sprawiając, że krew wrzała w jej żyłach. Jej szybko bijące serce nie chciało się uspokoić od momentu, gdy pojawił się niezapowiedziany czterdzieści minut wcześniej. Po krótkiej wymianie powitalnych uprzejmości zażądał wglądu w treść listów i przeczytał je wszystkie uważnie w jej obecności. Marietta ze wstydu pragnęła zapaść się pod ziemię! Następnie rozsiadł się wygodnie w jednym z foteli zarezerwowanych dla klientów galerii i artystów i oznajmił, że poczeka na dostawę kolejnego bukietu.

– Gdzie się podział Bruno? – zapytała teraz, by choć o kilka chwil odwlec moment otwarcia białej koperty dołączonej do wiązanki róż.

– Sprawdza pewien trop.

– Jaki?

Nico zignorował jej pytanie i zwrócił się do Liny, która natychmiast zrobiła maślane oczy. Marietta miała ochotę nią potrząsnąć. Ta dziewczyna nie miała za grosz godności! Nico oderwał kopertę od bukietu i przekazał kwiaty Linie wpatrującej się w niego niczym w obraz.

– Wyrzuć to – rozkazał.

Rozanielona dziewczyna nawet nie spojrzała na szefową, tylko czym prędzej zniknęła z kwiatami na zapleczu.

– Musisz być nieuprzejmy?

Błękitne niczym niebo oczy zmierzyły ją czujnym wzrokiem.

– Słucham?

– Zamiast rozkazywać, mogłeś ją poprosić.

– Ona chyba się nie przejęła – zauważył po chwili milczenia.

Oczywiście, że nie, pomyślała ponuro Marietta, najchętniej zaciągnęłaby cię na zaplecze i zrobiła wszystko, co jej rozkażesz. Była pewna, że świetnie sobie z tego zdawał sprawę. Musiała jednak przyznać, że w żaden sposób nie wykorzystywał zauroczenia młodej dziewczyny ani nie zachęcał jej do spoufalania się. Właściwie prawie nie zwracał na nią uwagi, w przeciwieństwie do innych mężczyzn, którzy zdawali się bardziej zainteresowani długimi nogami pięknej asystentki niż wiszącymi na ścianach dziełami sztuki. Nogi Liny zasługiwały na uwagę, musiała przyznać, całe jej ciało, młode, smukłe, kobiece, mogło konkurować z najpiękniejszymi rzeźbami gracji i nimf.

Marietta też mogłaby przyciągać męskie spojrzenia i cieszyć się gibkim, zdrowym ciałem, gdyby nie jedna fatalna w skutkach decyzja, chwila nastoletniej głupoty. Podczas długich miesięcy rehabilitacji z całych sił starała się dostrzec to, o czym zapewniali ją wszyscy wokół: miała szczęście, przecież przeżyła. Troje pozostałych nastolatków, włącznie z pijanym kierowcą, zginęło. Wiele razy, leżąc na szpitalnym łóżku, wracała do tamtych tragicznych chwil, w głębi duszy żałując, że nie podzieliła losu przyjaciół. Skoro jednak przeżyła, musiała walczyć o powrót do względnie normalnego funkcjonowania, dla brata, który wziął na siebie ciężar winy, dla zmarłej matki, która nigdy się nie poddała w nierównej walce z rakiem, a nawet dla ojca, któremu jeszcze długo po jego śmierci nie mogła wybaczyć, choć widziała, jak zmagał się z własnymi demonami po śmierci żony.

Udało jej się, nie poddała się, dzielnie stawiła czoło wszystkim przeciwnościom losu, dlatego teraz nie zamierzała pozwolić, by jakiś wykolejony szaleniec zniszczył jej z trudem odzyskaną wolę życia. Wyciągnęła dłoń do Nica, a ten, po chwili wahania, podał jej kopertę. Z trudem opanowała drżenie rąk i wyjęła liścik. Wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać. Nagle zawartość żołądka podeszła jej do gardła.

Dłonie Marietty zaczęły gwałtownie drżeć. Jej brązowe oczy pociemniały tak, że wydawały się teraz całkowicie czarne w pobladłej z przerażenia twarzy. Nico przeklął w duchu i wyrwał jej z ręki kartkę. Nie mówił po włosku tak dobrze jak w swym ojczystym języku francuskim czy płynnym angielskim, ale bez trudu zrozumiał treść wiadomości. Jego palce instynktownie zacisnęły się mocniej, ale twarz pozostała nieruchoma.

Marietta była silną kobietą, ale w tej chwili wyglądała na przerażoną, musiał ją więc uspokoić. Zapewnić, że nic jej nie grozi, nie pod jego opieką. Tego oczekiwał od niego Leo, od ośmiu lat jego najlepszy przyjaciel. Firma Lea specjalizowała się w zapewnianiu bezpieczeństwa w sieci i Nico czasami korzystał z ich wsparcia przy obsłudze własnych klientów. Nie zamierzał zawieść przyjaciela. Schował liścik, razem z pozostałymi, do plastykowej koszulki. Oprócz wglądu w psychikę autora nie miały one jednak żadnej realnej wartości – drukowano je w kwiaciarni, kopiując treść dostarczoną elektronicznie. Początkowo wydawało się, że składane przez internet zamówienia doprowadzą ich bez trudu do adresu IP zleceniodawcy. Jednak okazało się, że prześladowca Marietty znał się na rzeczy i zdołał zatrzeć ślady przez serię fałszywych kont, a płatność dostarczał w gotówce pocztą. Nico musiał w końcu przyznać, że zlekceważył stopień zagrożenia, zakładając, że mają do czynienia z jakimś rozczarowanym byłym wielbicielem, któremu wkrótce minie złość. Teraz zdał sobie sprawę, że się mylił. Dlatego odwołał wszystkie spotkania w Nowym Jorku i osobiście udał się do Rzymu. Postanowił znaleźć tego drania, nawet jeśli miałby nagiąć zasady i ominąć pewne biurokratyczne procedury. Ukucnął naprzeciw Marietty, twarzą w twarz, i spojrzał jej głęboko w oczy. Żachnęła się, wyraźnie nieprzyzwyczajona do takiej bliskości. Czyżby zachował się niestosownie? Przecież jego wzrost mógł onieśmielać, a on pragnął ją tylko uspokoić.

– Złapiemy go, Marietto.

Wpatrywała się w niego wielkimi oczyma.

– Był u mnie w domu…

– Być może. – Nico zacisnął mocno zęby.

– Ale liścik…

– Może być jedynie blefem – zapewnił ją.

Jednak ciarki przebiegające mu po plecach zapowiadały coś o wiele bardziej poważnego, wręcz złowrogiego. Miał złe przeczucie.

„Zostawiłem Ci, najdroższa, prezent. Na łóżku. Pomyśl o mnie, gdy będziesz go rozpakowywała. Słodkich snów, moja kochana. S.”.

Pod wpływem impulsu Nico wziął Mariettę za rękę. Miała niewielkie, ale silne dłonie o długich, smukłych palcach, z krótkimi paznokciami pokrytymi jedynie bezbarwnym lakierem. Ze zdumieniem zauważył, że nadal pamiętał pierwszy dotyk jej dłoni, gdy poznali się jakieś pięć lat temu w biurze jej brata. Bez trudu przypomniał sobie także ich kolejne spotkanie na weselu Lea parę lat później, gdy zaimponowała mu sprawnością i gracją z jaką poruszała się na wózku inwalidzkim. Nie wyglądała na onieśmieloną, nawet wtedy, kiedy stała tuż za panną młodą przed ołtarzem. Świeżo upieczona żona Lea wyglądała olśniewająco w eleganckiej białej sukni, ale to od Marietty Nico nie mógł oderwać wzroku. Nawet wózek inwalidzki nie był w stanie przyćmić jej magnetycznej urody: lśniących, ciemnych gęstych włosów spadających kaskadą na odkryte ramiona, oliwkowej gładkiej skóry kontrastującej z turkusem jedwabnej sukni otulającej miękko jej szczupłą sylwetkę. Nie mógł też zapomnieć jej butów. Założyła szpilki, turkusowe, tak jak suknia. Podziwiał jej odwagę – wybrała piękne buty na wysokim obcasie, mimo że nie mogła chodzić. Jakby chciała podkreślić, że nic sobie nie robi z tych, którzy w kobiecie na wózku widzą jedynie niepełnosprawność. Ten gest sprawił, że mimo woli uśmiechnął się do siebie, a zdarzało mu się to niezwykle rzadko.

– Nico?

Marietta poruszyła lekko palcami zamkniętymi w jego dłoni. Nico otrząsnął się i wrócił do rzeczywistości. Zdał sobie sprawę, że kciukiem zatacza niewielkie kółka na jej gładkiej skórze. Wstał nagle i schował ręce w kieszeniach.

– Nie wychodź z biura. I poproś Linę, żeby z tobą została.

– A ty dokąd idziesz?

– Do twojego mieszkania.

Zmarszczyła śmiesznie brwi, a na jej twarzy znów pojawił się ślad rumieńca.

– O nie, beze mnie na pewno nie! – zaprotestowała.

– Lepiej tu zostań – powtórzył.

– Dlaczego?

Wahał się odrobinę za długo. Śliczną twarz Marietty wykrzywiło przerażenie.

– Chyba nie sądzisz, że on może tam być? Przecież mówiłeś, że to nic poważnego! – rzuciła oskarżycielskim tonem.

– Nie dowiem się, dopóki nie sprawdzę.

– W takim razie jadę z tobą.

– Wolałbym, żebyś została w biurze.

Marietta wyprostowała się i uniosła wysoko głowę, choć w jej wielkich oczach nadal czaił się strach.

– To moje mieszkanie, więc jadę z tobą, niezależnie od tego co byś wolał – zaakcentowała ostatnie słowo. – Zresztą nie dostaniesz się do środka, nie znasz kodu, nie masz też klucza.

– Mam nadzieję, że mi je dasz – oznajmił gładko, choć czuł, że jego cierpliwość się kończy. Nie przywykł do sprzeciwu, zwłaszcza ze strony kobiet.

Marietta splotła dłonie na kolanach, co w połączeniu z jej konserwatywnym strojem – zabudowaną liliową bluzką z jedwabiu, czarnymi spodniami i nieco mniej zachowawczymi zamszowymi kozakami na wysokim obcasie, sprawiało, że wyglądała prawie surowo.

– Ludzie zawsze tańczą, jak im zagrasz? – zapytała.

Nico skrzyżował ramiona na piersi. Na zewnątrz zachowywał pozory spokoju, ale w środku aż się gotował.

– Tak. – Miał nadzieję, że jego groźny ton ją otrzeźwi. – Zwłaszcza jeśli wiedzą, co jest dla nich dobre.

Marietta ostentacyjnie wzruszyła ramionami.

– Przykro mi, ale muszę cię rozczarować – wymownie spojrzała na swoje nogi, a potem z powrotem na Nica. – Od jakiegoś czasu w ogóle nie tańczę.

Zacisnął mocno zęby i spojrzał jej prosto w oczy.

– Marnujemy czas, Marietto.

– W takim razie ruszajmy bez zwłoki – oznajmiła z miną niewiniątka.

Nico syknął gniewnie. Leo ostrzegał go, że Marietta potrafi być uparta, nieustępliwa i zdeterminowana. Prawdopodobnie tylko dzięki tym cechom poradziła sobie z przeszkodami, które los postawił na jej drodze. Szanował ją za to, nawet podziwiał, ale w tej chwili wolałby, żeby powściągnęła swoją rogatą duszę. Przekorny błysk w brązowych oczach pozbawił go jednak złudzeń. Sam już nie wiedział, czy upór Marietty irytuje go, złości, czy też wzbudza w nim podziw. Ludzie zazwyczaj spełniali jego polecenia bez słowa protestu. Przeklął pod nosem. Na szczęście dla Marietty nie miał czasu na kłótnie.

– Poczekaj tu – rzucił niechętnie. – Podjadę po ciebie pod drzwi galerii.

Szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarz. Nico poczuł jak uchodzi z niego cała złość. Na Boga, czy uśmiechała się w ten sposób do wszystkich? Nic dziwnego, że jakiś szaleniec zwariował na jej punkcie.

– Nie trzeba. – Podjechała do biurka i chwyciła swoją torebkę. – Mój samochód stoi przy tylnym wyjściu. Pojadę sama. Spotkamy się na miejscu.

W tej chwili z zaplecza wyszła Lina, posyłając Nicowi uśmiech, który nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia.

– Zamkniesz dziś galerię, Lino? – Marietta już ruszyła w kierunku tylnego wyjścia. – Do zobaczenia jutro. Zakładam, że znasz mój adres? – zwróciła się do Nica.

– Tak.

– W takim razie widzimy się na miejscu.

– Marietto.

Zatrzymała się i spojrzała przez ramię.

– Jeśli dojedziesz do domu pierwsza, poczekaj na mnie, nie wchodź sama do środka.

Zacisnęła mocniej usta.

– To rozkaz?

Wzruszył lekko ramionami.

– Rozumiem. – Odwróciła się.

Patrzył, jak znika. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Chętnie nauczyłby swą hardą podopieczną posłuszeństwa, w sposób, jaki na pewno nie spodobałby się jej bratu. Nico westchnął i wyszedł z galerii.

Tytuł oryginału: Defying Her Billionaire Protector

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2017

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2016 by Angela Bissell

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-3853-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.