Strona główna » Nauka i nowe technologie » Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy

Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-65304-33-9

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy

 

 

Dzika reprywatyzacja albo rewitalizacja. Kawiarnie Starbucks i wakacje w Toskanii. Podpalenie klubu Jadłodajnia Filozoficzna, czy zatrważająca epidemia celiakii, choroby uniemożliwiającej spożycie glutenu. Co łączy te zjawiska? Czym jest gentryfikacja, w jaki sposób się rozwija oraz jak należy ją mierzyć? Odpowiedzi na te pytania kreśli książka Łukasza Drozdy, będąca rzetelnym kompendium o tym zjawisku, charakterystycznym dla współczesnej przestrzeni zurbanizowanej, a coraz bardziej widocznym również w Polsce. „Uszlachetniając przestrzeń” opowiada o tym jak rodzi się i przebiega proces rugowania mniej zamożnych mieszkańców ze zdegradowanych sąsiedztw, kto za niego odpowiada, oraz jakie to przynosi skutki: społeczne, ekonomiczne i przestrzenne. Książka ta pokazuje jak badać gentryfikację, aby dokonywać jej trafnych pomiarów i ocen, przygląda się różnym kontekstom „uszlachetniania” (dotyczącym także pomijanych w wielu gentryfikacyjnych debatach obszarów wsi), czy sprawdza w jaki sposób proces ten postępuje w Polsce. Ta pozycja z zakresu studiów miejskich stanowi ważny głos w dyskusji o przekształceniach osadnictwa w naszym kraju oraz popularnej w ostatnim czasie tematyce rewitalizacji.

 

Polecane książki

Najsłynniejsza powieść Charlotte Brontë, która przyniosła jej międzynarodową sławę. Brontë opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która – gdy tylko nadarza się okazja – pozbywa się d...
Jedna z najlepszych powieści roku według: „The Wall Street Journal”, „American Library Association”, „Kirkus Reviews” Kolejna wspaniała powieść autora uhonorowanego Nagrodą Pulitzera! Wzruszająca książka o sile ojcowskiej miłości. Po śmierci ukochanej córki Charles pogrąża się w coraz głębszym mr...
Mogłoby się wydawać, że życie ucznia trzeciej klasy poza porą wakacji nie jest specjalnie ekscytujące. A tymczasem Maćkowi każdy dzień przynosi nowe przygody. Niewątpliwie przyczynia się do tego jego kilkuletnia siostra, Oliwka, która potrafi czasami naprawdę skomplikować życie trzecioklasisty, ale ...
Autor, analizując filmy europejskich twórców o Stanach Zjednoczonych i reakcję na nie amerykańskiej krytyki, stara się dociec, dlaczego na ogół nie podoba nam się to, jak opisują nas inni. Stawia też tezę, że filmy te są wyrazem określania europejskiej tożsamości wobec dominującej pozycji USA w ...
W kontekście coraz częściej pojawiających się pytań o cele i kierunki reformy administracji regionalnej na Ukrainie można wykorzystać w tym zakresie polskie doświadczenia. Funkcjonowanie regionów samorządowo-rządowych w Polsce, mimo nieustannie dokonywanych licznych zmian prawa, opiera się już bowie...
We wtorki i piątki Stephen Worthington wykłada na uczelni. W weekendy chodzi na obiad do rodziców. Kilka razy w tygodniu ćwiczy na siłowni z młodszym bratem, a wieczorem wraca do domu o rozsądnej godzinie. Zawsze sam. Stephen ma tylko jeden problem, który nazywa się Julia Wilde. Na...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Łukasz Drozda

Redaktor serii:

Przemysław Wielgosz

Redakcja:

Stefan Zgliczyński

dr inż. Krzysztof Herman

Recenzent:

dr hab. Maciej Cesarski, prof. SGH

Okładka i skład:

Krzysztof Ignasiak / bekarty.pl

© Instytut Wydawniczy Książka i Prasa 2017

© Łukasz Drozda 2017

ISBN 978-83-65304-33-9

Instytut Wydawniczy Książka i Prasa

ul. Twarda 60, 00-818 Warszawa

tel. 22-624-17-27

redakcja@iwkip.org

www.monde-diplomatique.pl

Skład wersji elektronicznej:

Tomasz Szymański

konwersja.virtualo.pl

Mojej Mamie Ładzie

Wstęp

Polska transformacja 1989 r. tylko częściowo wydarzyła się we wskazanym tu roku. Jej rzeczywista, szersza periodyzacja pozostaje od lat kwestią sporu, przez co dyskusyjna jest nawet cezura końcowa przemian następujących po upadku Polski Ludowej. Socjolog Jan Sowa pisze w tym kontekście o 1993 r., „bo późniejsze reformy nie dotykały już fundamentów życia gospodarczego”, a historyk gospodarczy Janusz Kaliński proponuje wiązanie tego wydarzenia z przystąpieniem do Unii Europejskiej w 2004 r. Jeszcze inni autorzy wskazywaliby na dłuższą, albowiem trwającą nawet do dzisiaj instytucjonalizację członkostwa w UE, czy wiązaliby transformację systemową z przemianami społeczno-kulturowymi. Te ostatnie kształtują się długo, ich ramy czasowe są trudne do precyzyjnego określenia, być może najtrafniejszym wyznacznikiem byłoby więc wychowanie pierwszego pokolenia urodzonego po przemianach, co demografowie wiązaliby z okresem około dwudziestu lat1.

Transformacja nigdy nie była zatem jednostkowym wydarzeniem, ale ciągłym procesem. W żadnym wypadku nie można redukować jej przebiegu do obrad okrągłostołowych, czy symbolicznej przemiany Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na Rzeczpospolitą Polską w sylwestrową noc przełomu dziewiątej i dziesiątej dekady poprzedniego stulecia. Tą ciągłość transformacji widać między innymi na przykładzie polskiej przestrzeni zurbanizowanej. Rodzime środowisko zbudowane na przestrzeni minionych dekad przechodziło proces mozolnych przekształceń, których rozciągnięcie w czasie wynikało z długotrwałości budowlanych procesów inwestycyjnych, ograniczeń kapitałowych, ewoluujących stopniowo preferencji poszczególnych grup interesariuszy procesu wytwarzania przestrzeni oraz szeregu innych czynników. Warto z pewnością wymienić wśród nich ulegającą modyfikacjom, polską politykę publiczną, w tym planowanie przestrzenne i gospodarcze, oraz stanowiącą ich część politykę miejską2.

Dojrzewanie polskich polityk publicznych związanych z kształtowaniem przestrzeni zurbanizowanej, stało się wyraźnie widoczne w dobiegającej powoli końca, trzeciej dekadzie III RP. Sugeruje to, że z punktu widzenia studiów miejskich, zakończenia transformacji systemowej moglibyśmy doszukiwać się właśnie w teraźniejszości. Nieprzypadkowa wydaje się zbieżność czasowa zjawisk związanych ze sposobami kształtowania i zarządzania środowiskiem zbudowanym. Odnosi się to jednocześnie do „odgórnej” polityki publicznej, widocznej w działaniach administracji różnych szczebli rządowych i samorządowych, z drugiej strony postępują też „oddolne” inicjatywy. Na szczeblu państwowym zainicjowane zostały prace nad strategiczną Krajową Polityką Miejską3, bardziej kompleksową niż prowadzone już wcześniej ogólnokrajowe studia o charakterze planistycznym4. Lokalni włodarze coraz chętniej sięgają po mechanizmy partycypacji obywatelskiej, jak obecne w dziesiątkach polskich miast i gmin budżety partycypacyjne, rozwijane są też wreszcie konsultacje społeczne. Niezależnie od tego na ile są to rzeczywiste, a na ile pozorowane zmiany inspirowane przez działania z zakresu marketingu politycznego, wybory samorządowe w 2010 r. na przykładzie Poznania, czy kolejna elekcja z 2014 r. już w skali bardzo wielu miejsc w Polsce, ujawniły siłę i znaczenie ruchów obywatelskich zrzeszonych w ponadlokalnej sieci Kongresu Ruchów Miejskich5.

Znaczenie polityczne tych ruchów jest niejednoznaczne – nie tylko część z nich dokooptowuje się bowiem do większych obozów „zawodowych” polityków, ale i dotąd same przeważnie rezygnują z ideologicznej afiliacji, co w konsekwencji temperuje radykalizm ich aktywistów6. Trudno jednak nie dostrzegać niewątpliwego zwiększenia wpływu tych ostatnich na samorządowe polityki publiczne. Zasługą ich działań jest reorientacja polityki polskich władz lokalnych, które zaczynają wreszcie zwracać uwagę na takie ignorowane wcześniej kwestie jak niezrównoważona polityka transportowa, dotąd forsująca wyłącznie interesy właścicieli samochodów osobowych, kwestie środowiskowe związane z zanieczyszczeniami powietrza, atrofia publicznego mieszkalnictwa, czy kwestie degradacji niektórych obszarów zurbanizowanych. Trzecia dekada potransformacyjna przyniosła uchwalenie polskiej ustawy o rewitalizacji7, a zarazem i niemały rozgardiasz pojęciowy oraz niejednokrotnie brak świadomości na temat tego, że procesy odnowy przestrzeni zurbanizowanej prowadzą nie tylko do poprawy jakości technicznej środowiska zbudowanego. Oprócz pozytywnego wpływu, mogą one wywoływać również skutki społeczne stojące w sprzeczności z teoretycznymi założeniami działań, które w swoich zamierzeniach miały przyczyniać się do poprawy jakości życia, a nie degradacji i wypierania dotychczasowej ludności. Problem staje się poważny, co unaoczniło wystąpienie koordynatora programu rewitalizacji warszawskiej Pragi, wygłoszone podczas konferencji Warszawskie Rozmowy Architektoniczne jesienią 2016 r. Jak zwróciła uwagę przedstawicielka SARP, która prowadziła panel z udziałem tego urzędnika wywodzącego się zresztą z ruchów miejskich, warszawski Ratusz nie przeprowadził dotąd pogłębionych analiz potrzeb i skutków rewitalizacji. Prezentacja opowiadająca o programie odnowy Pragi zgromadzonym specjalistom pokazywała głównie… badania ruchu ulicznego w USA z lat 50. XX w. Tym samym władze stolicy udowadniają, że strategiczny program (wedle deklaracji samych zainteresowanych mający pochłonąć aż półtora miliarda złotych) opracowują w znacznym stopniu na ślepo.

Z tego punktu widzenia, wymagającym dokładnej refleksji zjawiskiem zdaje się być gentryfikacja, proces dotykający po 1989 r. także polską przestrzeń zurbanizowaną. Polega on na wieloaspektowej, to jest przestrzennej, społecznej i ekonomicznej, przemianie obszarów zdegradowanych, poprawiającej z jednej strony jakość życia mieszkańców, co prowadzi jednak równocześnie do uruchomienia innych, często szkodliwych społecznie przemian gentryfikowanego sąsiedztwa. Sytuacja ta rodzi dwa problemy, które są istotne z punktu widzenia władzy publicznej, jak i strony społecznej reprezentowanej przez zrzeszenia mieszkańców o różnym typie i stopniu formalizacji, a także innych podmiotów jak komercyjni inwestorzy, czy profesjonaliści projektujący i badający przestrzeń zurbanizowaną. Pierwszą kwestią problemową jest sama świadomość tego czym jest i w jaki sposób przebiega gentryfikacja, co przyczynia się do jej wystąpienia oraz jacy aktorzy ją animują. Drugim problemem jest zaś to jak mierzyć tak złożone i trudne w operacjonalizacji zjawisko jakim jest gentryfikacja.

Celem niniejszej pracy jest wobec tego opis zjawiska gentryfikacji i jego uwarunkowań, tak w środowisku miejskim i wiejskim, jak i wskazanie możliwych do zastosowania technik pomiarowych służących obserwacji pojawiania się procesów gentryfikacyjnych oraz stopnia ich zaawansowania. Celem mojego opracowania nie jest natomiast przedstawienie programu naprawczego bądź ochronnego dla sąsiedztw poddawanych gentryfikacji. Tak jak i inne transformacje przestrzeni, także gentryfikacja jest silnie osadzona w lokalnym kontekście. Prowadzone w związku z nią działania nie powinny być w żadnym razie przygotowywane na podstawie uniwersalnego klucza stosowanego w sposób, który byłby bezrefleksyjnie powielany w różnych kontekstach przestrzennych. Opracowanie odpowiednio złożonych propozycji z tego zakresu wykraczałoby siłą rzeczy poza przyjęte ramy tej książki.

Cel pracy odzwierciedlenie znalazł w jej problemowej strukturze złożonej z czterech rozdziałów. W rozdziale pierwszym opisuję historyczne uwarunkowania procesów gentryfikacyjnych związane ze stopniową ewolucją urbanizacji do etapu, tak zwanej reurbanizacji, a także klasowy kontekst procesów społecznego wytwarzania przestrzeni. W rozdziale drugim omawiam teorię gentryfikacji związaną z definicją tego pojęcia i powiązaniami tego zjawiska z innymi procesami reurbanizacji, jak rewitalizacja i reinwestycje, a także opisuję odmiany gentryfikacji oraz jej stadia rozwojowe. Następnie wyróżniam typy aktorów wpływających na przebieg gentryfikacji oraz opisuję główne paradygmaty interpretacyjne tego typu transformacji przestrzeni zurbanizowanej: konsumpcyjny (inaczej zwany popytowym) i produkcyjny (podażowy). W rozdziale trzecim wskazuję następstwa procesów gentryfikacyjnych, a także opisuję studium przypadku – występowanie gentryfikacji w Polsce jako przykładu państwa przechodzącego transformację od modelu dawnego realnego socjalizmu. Ostatni, czwarty rozdział prezentuje stosowane przez różnych badaczy metody pomiarowe gentryfikacji, których opis podzielony został na badania używające danych urzędowych oraz dane pochodzące z innych źródeł. Rozdział ten służy ponadto dyskusji nad tym, czy możliwe jest opracowanie uniwersalnego wskaźnika gentryfikacji. W ramach tych rozważań proponuję własną koncepcję pomiarową, umożliwiającą wskazanie trzech typów gentryfikacji oraz dwóch stadiów jej rozwoju.

Z punktu widzenia metodycznego, w niniejszej pracy zastosowanie znalazła przede wszystkim metoda krytycznej analizy źródeł. W wykorzystanej literaturze opierałem się na kompleksowym przeglądzie polskiego piśmiennictwa na temat gentryfikacji, a także bardziej wycinkowej – z racji ogromnej liczby powstałych na ten temat opracowań – kwerendzie publikacji anglojęzycznych. Źródła te obejmowały różnego typu publikacje naukowe, prasowe, a także reportaże, opracowania autorstwa instytucji publicznych, czy wreszcie materiały inwestorów funkcjonujących na rynku nieruchomości. Część opracowań miała charakter wydań elektronicznych – zgodnie z zasadami składu ebooków nie podaję zatem w towarzyszących im przypisom numerów konkretnych stron.

W zakresie przyjętej w pracy terminologii stosuję wymiennie dwa pojęcia: gentryfikacja oraz„uszlachetnianie” przestrzeni. Użycie w drugim przypadku cudzysłowu jest nieprzypadkowe oraz znajduje uzasadnienie w źródłosłowie anglojęzycznego pierwowzoru terminu gentryfikacja – kwestię tę szerzej omawiam w poświęconej zagadnieniom definicyjnym części rozdziału teoretycznego. Odniesienia się w tym miejscu wymagają natomiast inne ze stosowanych przeze mnie terminów: sąsiedztwo orazobszar śródmiejski. Oba te określenia mówią o istotnej z punktu widzenia niniejszej pracy delimitacji obszaru, na który wpływają procesy gentryfikacyjne. Pierwszy ze wskazanych terminów jest dyskutowanym niekiedy w polskiej literaturze naukowej8 określeniem relatywnie amorficznego oraz wyodrębnionego społecznie i przestrzennie obszaru, w języku angielskim określanego mianem neighbourhood. Jego często spotykanymi, rodzimymi nazwami są: rejon i osiedle. Zwłaszcza ostatni z wymienionych terminów jest jednak w języku polskim powiązany nie tyle z terytorialnym zasięgiem relacji między mieszkańcami, co konkretnym typem osadniczym oraz jednostką podziału administracyjnego niektórych miast, co sugeruje nieco inne znaczenie. Podobnych problemów dostarcza anglojęzyczne pojęcie inner city, które trafniej niż dosłowny przekład miasto wewnętrzne oddaje moim zdaniem określenie obszar śródmiejski. W tym przypadku chodzi o nazwanie szerzej rozumianego obszaru intensywnej urbanizacji, wyznaczanego ze względu na powiązania funkcjonalne i wyłączającego obszary peryferyjne, niekoniecznie utożsamianego wyłącznie ze ścisłym, miejskim centrum, które „dzięki swym urbanistycznym i architektonicznym wartościom pozwala na największą koncentrację publicznych procesów społecznych”9. Zrozumienie własności tak wyróżnionego śródmieścia jest tym samym sprzeczne z jego potocznym rozumieniem jako „głównej dzielnicy miasta”, co jest szczególnie istotne dla zrozumienia specyfiki miejskiej odmiany gentryfikacji. Obszarem śródmiejskim jest w rzeczywistości kilka dzielnic – to przestrzeń większa od historycznego Śródmieścia „pisanego z wielkiej litery”.

***

Zarysowane wyżej rozważania wstępne pragnę zamknąć wyrazami wdzięczności, które kieruję w stronę wszystkich osób i instytucji, których wsparcie umożliwiło powstanie niniejszej książki. Podziękowania kieruję w pierwszej kolejności do tych, których przychylność i wiara w możliwość wydania pracy inżynierskiej w postaci monografii naukowej umożliwiły szybkie powstanie tej książki. Słowa te odnoszę zarówno do mojego wydawcy, Stefana Zgliczyńskiego oraz Instytutu Wydawniczego Książka i Prasa, jak i wykładowców na kierunku studiów gospodarka przestrzenna w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie – zwłaszcza mojego promotora, dra inż. Krzysztofa Hermana, oraz przychylnego powstaniu tej książki Dziekana, dra inż. Michała Orzechowskiego. Dziękuję również koleżankom, z którymi przez minione lata realizowałem liczne projekty w ramach studiów w SGGW – Gosi Jaczewskiej, Dominice Nasiłowskiej i Asi Nowakowskiej; oraz wspierającym moje poszukiwania naukowe koleżankom i kolegom ze studiów doktoranckich w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH – Karolowi Janosiowi, Magdzie Andrejczuk, Michałowi Budzińskiemu i Piotrkowi Gozdowskiemu. Za cenne uwagi dziękuję recenzentowi, prof. Maciejowi Cesarskiemu, za niezawodną pomoc Magdzie Przedmojskiej. Powstanie tej książki nie byłoby też możliwe gdyby nie otrzymane przeze mnie wsparcie instytucjonalne – szczególnie cenne w epoce szalejącego w szkolnictwie wyższym neoliberalizmu z właściwą mu retoryką „zaciskania pasa” i bezkresnym parametryzowaniem wszelkich typów badań naukowych. Słowa szczególnego podziękowania kieruję do zespołu Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, której stypendystą miałem zaszczyt być w roku akademickim 2015/16. Wiara „Stoczni” w sens prowadzonych przeze mnie przedsięwzięć pozwoliła mi doprowadzić do szczęśliwego końca prace także nad niniejszą publikacją.

Wymienienie w tym miejscu wszystkich, życzliwych i mniej lub bardziej bezpośrednio wspierających moje badania bliskich oraz przyjaciół zmusiłoby do rozbudowania ponad miarę niniejszych podziękowań, dlatego ograniczę je jeszcze do mojej rodziny – zwłaszcza mojej Żony – Oli, a także Mamy – Łady. Doświadczenia związane ze wspólnym życiem z tymi dwiema najważniejszymi w moim życiu kobietami, oprócz wielu wydarzeń cementujących głęboką więź, pozwoliły… poznawać różne miasta, dzielnice i typy ekologiczne środowiska zbudowanego. Wydatnie wpłynęło to na moje zainteresowanie studiami miejskimi oraz kształtowanie związanej z nimi wiedzy empirycznej. Za podobne wsparcie dziękuję dodatkowo mojemu bratu Jackowi, Dziadkom i całej podlaskiej rodzinie, także tej osobie, która niestety nie będzie już miała okazji przeczytać tej książki. Dziękuję również oczywiście naszej Lucynie!

Jednocześnie jednak pełna odpowiedzialność za wszelkie niedociągnięcia będące potencjalnymi słabościami niniejszej publikacji obciąża oczywiście wyłącznie mnie samego jako jej autora.

Rozdział 1/Historyczny i społeczny kontekst gentryfikacjiKORZENIE REURBANIZACJI

Chociaż wyrażona w wartościach bezwzględnych historia miast wydaje się być długą, albowiem liczącą sobie już około 10 tys. lat tradycją, w rzeczywistości miasta są stosunkowo młodą formą osiedleńczą, w dodatku marginalną na przestrzeni dziejów. Jak wskazuje Joseph Rykwert, pierwsze z nich „były położone na skrzyżowaniach szlaków handlowych, (…) wiele ośrodków (…) było prawdopodobnie gigantycznymi kompleksami świątynnymi[, inne zaś powstały w oparciu o] (…) miejsca wymiany – targi, czy rynki”10.

Struktura gałęziowa gospodarki na przestrzeni wieków nie sprzyjała umasowionej urbanizacji. Populacja, zdecydowanie mniejsza względem obecnej, zatrudniona była głównie w rolnictwie – mozolnie rozwijającym się technologicznie, pracochłonnym i mało odpornym na czynniki środowiskowe. Pozbawione jeszcze wówczas przemysłu miasta pełnić mogły różne funkcje, nie sprzyjały jednak większemu nagromadzeniu ludności. Nie oferowały tak znacznej liczby miejsc pracy: czy to w mniej rozwiniętym niż współczesna produkcja przemysłowa rzemiośle, czy też nieporównywalnie wątlejszym i mniej stabilnym aparacie administracyjnym. Czasem zresztą ograniczał się on do dowództwa obozów wojskowych, które ulegały z biegiem lat urbanizacji, jak miało to miejskie między innymi w przypadku części miast Imperium Rzymskiego. Co najmniej równie ważnym czynnikiem był też nadbudowany na dawnym systemie gospodarczym system społeczny, ograniczający swobodę przemieszczania się. Społeczeństwo feudalne było przywiązane do uprawianej ziemi także prawnie, w sposób niewyobrażalny z punktu widzenia nawet najmniej mobilnej części dzisiejszej ludności. Pominąwszy potwierdzające w zasadzie tę regułę marginalne ośrodki miejskie w rodzaju dochodzącego do miliona mieszkańców antycznego Rzymu11, czy niektórych miast w prekolonialnej Ameryce Środkowej, miasta przed rewolucją przemysłową były niewielkimi ośrodkami. Było to widoczne także w Polsce: rolniczej, zapóźnionej rozwojowo i dodatkowo penetrowanej gospodarczo z zewnątrz, gdzie bez znacznych opóźnień rewolucja przemysłowa dotarła właściwie tylko na okupowany przez Prusy Górny Śląsk12. Nawet na przełomie XIX i XX w. większość najważniejszych z ówczesnych miast zostałaby zdystansowana pod kątem rozmiarów populacji przez dzisiejsze przeciętnej wielkości ośrodki powiatowe.

Kolosalną zmianę w zakresie osadnictwa i radykalne przyspieszenie urbanizacji wywołała przemiana struktury gospodarki wynikająca z grupy procesów następujących w okresie rewolucji przemysłowej. Rozrost miast do znanego nam współcześnie rozmiaru stanowi przede wszystkim skutek postępu technicznego. Pojawienie się maszyn i wykorzystującej ich działanie produkcji przemysłowej stworzyło popyt na pracę przedstawicieli nowej grupy zawodowej – robotników. Praca w fabrykach lokowanych w miastach (jako wymagająca koncentracji siły roboczej), dawała nie tylko szansę na zwiększenie zarobków, ale i była związana z równoległym procesem warunkowanego ekonomicznie wypierania ludności ze wsi. Rozwój technologiczny rolnictwa zmniejszał konieczne nakłady pracy, przez co znaczna część ludności stawała się w gospodarce wiejskiej po prostu zbędna. Tym bardziej zbędna, że ciągle wzrastała liczebnie dzięki wysokiej dzietności oraz rozwijającej i upowszechniającej się medycynie. Śladem tej samej transformacji podążały zmiany prawne. Upadek feudalizmu w industrializujących się społeczeństwach pozostawiał wyzwalaną z oków zależności ludność jako bezrolną lub dysponującą niekonkurencyjnymi, małoobszarowymi gospodarstwami. Próbując znaleźć lepsze źródło utrzymania, ludność ta tym chętniej migrowała w kierunku uprzemysławiających się miast. Jak pisze przywołany już wcześniej Joseph Rykwert, „zmiany gospodarcze i prawne w sposób nieuchronny oddzieliły włościan (…) od ich obowiązków i przywilejów, czyniąc z nich wyrobnika. Skutkowały też biedą, często głodem, zawsze zaś narastającym gniewem i frustracją, a także zmniejszyły liczbę osób uprawiających ziemię. W połowie XIX wieku rolnictwo stało się dziedziną przemysłu wytwórczego”13.

Skalę gospodarczej i znajdującej wyraźne odwzorowanie przestrzenne rewolucji przemysłowej oddaje wzrost demograficzny Łodzi, najważniejszego ośrodka rozwijającego się w XIX w. w Polsce przemysłu włókienniczego. Ta osada w 1820 r. była wsią liczącą sobie raptem 800 mieszkańców, by w 1857 r. wzrosnąć do 24,6 tys., w 1900 r. już 314 tys., u progu II wojny światowej osiągając 692 tys. rezydentów14. Wypada jednak nadmienić, że w skali globalnej nie był to szczególnie imponujący rozrost miasta industrialnego. Podobne procesy następowały w całym świecie uprzemysłowionym, przyczyniając się do budowy istniejącej do dzisiaj dominacji gospodarczej globalnej Północy.

Wymuszone migracje do miast, chociaż dawały nadzieję i w nielicznych przypadkach mogły oznaczać awans ekonomiczny, przeważnie prowadziły do nowego rodzaju nędzy. Ekstremalny wyzysk robotników dysponujących słabą kartą przetargową wobec fabrykantów, prowadził do skrajnych nadużyć w zakresie czasu pracy (przeciętny dzień pracy trwał 14-16 godzin), zasad higieny pracy, czy głodowo niskich płac. To ostatnie dotyczyło zwłaszcza kobiet, czy wykorzystywania pracy jeszcze gorzej opłacanych, niekiedy nawet bardzo małych dzieci15. Wszystko to przypominało niewolniczą zależność, której próby przewalczenia brutalnie tłumił kontrolowany przez wielki kapitał państwowy aparat przymusu. Nędza ta znalazła swoje świadectwo w tekstach literackich, by przypomnieć obraz Łodzi z Ziemi obiecanej:

Resztki trotuarów ciągnęły się obok obszarpanych domów, zaglądały w niektórych głębiej zapadniętych do okien i tworzyły szereg dołów i wybojów, zasypanych śmieciami.

Na środku ulicy leżały miejscami wielkie kałuże nigdy nie wysychającego błota, nad którymi snuły się gromady dzieci, podobnych przez wynędznienie i brud do wielkich Miasto stonóg, wylęgłych w tych ruderach; gdzie zaś nie było błota, tam leżała gruba warstwa węglowego miału, który rozbijany kołami wozów, podnosił się i czarnym tumanem wisiał nad uliczkami, oblepiał domostwa i żarł nędzną zieloność drzew anemicznych, pokrzywionych, których poskręcane i narosłe guzami gałęzie wychylały zza parkanów lub ciągnęły się przed domkami szeregiem połamanych szkieletów.

Monotonny, suchy stukot warsztatów tkackich, trzęsących się szarymi szkieletami za przepalonymi szybami okien, przepełniał powietrze i łączył się z potężnym szumem fabryki Müllera.

Moryc Welt przeszedł szybko umierającą dzielnicę, bo go przejmowała wstrętem nędza rozpadających się domów i denerwował go ten suchotniczy stukot warsztatów i to życie tętniące tak słabo, jakby ostatkami sił16.

Do podobnych konkluzji dochodził młody Fryderyk Engels, pochodzący z rodziny przemysłowców inwestujących w Manchesterze, jednym z najsłynniejszych ośrodków XIX-wiecznego kapitalizmu i przemysłu włókienniczego:

Najbardziej odrażające miejsce (…) nosi miano Małej Irlandii. (…) W dość głębokiej kotlinie (…) otoczonej ze wszystkich czterech stron wysokimi fabrykami (…) leży w dwóch grupach około 200 cottages (…), w których żyje łącznie blisko 4000 ludzi, prawie sami Irlandczycy. Cottages są stare, brudne i z gatunku najmniejszych: ulice nierówne, wyboiste, częściowo nie brukowane oraz pozbawione ścieków. Moc nieczystości, odpadków i odrażającego gnoju leży wszędzie między stojącymi kałużami, powietrze zatrute jest ich wyziewami oraz zaćmione i ciężkie od dymu tuzina kominów fabrycznych – wałęsa się tu mnóstwo obdartych dzieci i kobiet, równie brudnych jak świnie, które wylegują się na kupach popiołu i w kałużach (…). Ludzie, żyjący w tych rozpadających się cottages, za rozbitymi i pozaklejanymi natłuszczonym płótnem oknami, za popękanym drzwiami i gnijącymi progami lub zgoła w ciemnych, mokrych piwnicach, wśród tego bezgranicznego brudu i smrodu, w tej jakby umyślnie zamkniętej atmosferze – ci ludzie naprawdę muszą stać chyba na najniższym szczeblu ludzkości (…)[.W] całej dzielnicy przypada na około 120 ludzi jeden ustęp17.

Skutki forsownej industrializacji poszczególnych klas społecznych dotykały w dalece nieproporcjonalnym stopniu. Najbardziej odczuwalne były dla tej części populacji, która była schorowana, poddana wyzyskowi i zmuszona do korzystania z substandardowej substancji mieszkaniowej. Zgodnie z wynikami badań brytyjskich epidemiologów, Richarda Wilkinsona i Kate Pickett18, wskazujących, że nierówność pogarsza w rzeczywistości warunki egzystencji także najzamożniejszych, koszty takiej urbanizacji ponosili również jej teoretyczni beneficjenci. Zatłoczone i borykające się z poważnymi problemami sanitarnymi miasta oferowały złe warunki do życia także dla bogatszej ludności. Trujące właściwości cechowały miejskie powietrze, którym oddychali wszyscy mieszkańcy, wszystkich dotykała wszechobecna przestępczość.

Słabości środowiskowe miast wywołały pomysły reformatorskie dotyczące urbanizacji. Czasem ukierunkowane na poprawę losu najbardziej wykluczonej ludności, innymi razy związane z ambicjami poprawy warunków życia samych warstw uprzywilejowanych. Nie przypadkiem w ślad za coraz bardziej odczuwalnymi dysfunkcjami miast pojawiać zaczęły się różnie motywowane i mniej bądź bardziej utopijne koncepcje urbanistyczne, począwszy od narodzin urbanistyki, za które uznaje się traktat Ogólna teoria urbanizacji, autorstwa Ildefonsa Cerdy (1867) i wyraźnie klasowo motywowaną sanację zdegradowanych śródmieść, jak przebudowa Paryża z okresu Napoleona III, przeprowadzona przez Georgesa Haussmanna19. Wiele rodzących się w tym okresie koncepcji popularyzowało reformowanie urbanizacji w taki sposób, aby korzyści z „życia po miejsku”20 połączyć z atutami życia na wsi, czego przykłady stanowiły miasta-ogrody budowane na surowym korzeniu w rodzaju pomysłu Ebenezera Howarda21, po zmniejszanie zagęszczenia zabudowy przy zwiększaniu zaludnienia dzięki budownictwu wysokościowemu na modłę Le Corbusiera22. Rosnąca wartość ziemi i złożoność procesów inwestycyjnych sprawiały, że idee te wcielano w życie z różnym powodzeniem. Kolejny wynalazek techniczny – samochód – w parze z upowszechnieniem motoryzacji sprawił, że lepiej sytuowana ludność stała się mniej przywiązana do miejsc pracy oraz mogła pozwolić sobie na dalsze podróże. XX w. stał się w tym kontekście stuleciem rozlewania się miast (urban sprawl), wyrażanego w postępującej suburbanizacji (rozbudowie przedmieść).

Rozrost miejskich peryferiów stał się typowym elementem krajobrazu zurbanizowanego większości rozwiniętych państw świata. Przenoszenie się na przedmieścia było atrakcyjnym modelem zamieszkania, odpowiadającym z jednej strony potrzebie kontaktu z naturą (bądź wyobrażeniami na jej temat), posiadaniu własnego ogródka, czy wskazywanej przez suburbanitów23 chęci wychowania potomstwa w bardziej przyjaznym środowisku24. Proces ten ochoczo wspierały koncerny samochodowe, słusznie upatrujące w nowym modelu ekologicznym miasta szansy na osiągnięcie ogromnego rynku zbytu dla swoich produktów. Nadpodaż tanich gruntów rzadko dostępnych w śródmieściach była też motywacją dla sektora publicznego, na przykład w USA, gdzie wynagradzano w ten sposób amerykańskich weteranów. To właśnie Stany Zjednoczone stały się zresztą światową ojczyzną suburbanizacji, czy wręcz eksurbanizacji. Jak zauważył bowiem Charles Montgomery25, skala