Strona główna » Obyczajowe i romanse » Więcej niż ona. Więcej. Tom 2

Więcej niż ona. Więcej. Tom 2

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-66134-97-3

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Więcej niż ona. Więcej. Tom 2

Czy każdy zasługuje na drugą szansę?

Logana i Amandę połączył jeden wspaniały wieczór, który mógł być dla nich początkiem czegoś wyjątkowego. Jednak chłopak wszystko zepsuł.

Amanda czekała na jego telefon, jakikolwiek sygnał, że też o niej myśli. Niestety Logan zerwał z nią kontakt tym samym łamiąc jej serce.

Teraz ich drogi ponownie się przecinają i jak szybko się okaże, żadne z nich nie pogodziło się z tym, że ich znajomość zakończyła się w taki sposób. Mimo to Amanda nie chce już go znać. Bedzie miała jednak utrudnione zadanie – Logan ma zostać jej współlokatorem.

Polecane książki

Kate i Price’a Lewisów łączyło małżeństwo idealne – miłość, udane kariery i wspaniałe mieszkanie w mieście. Kiedy jednak Price ginie w katastrofie samolotu podczas podróży służbowej, bajka umiera razem z nim. Mija rok, a Kate nadal nie może się z tym pogodzić. Przechodzi ż...
Jak zostać tekściarzem… to pierwszy w Polsce poradnik dotyczący sztuki pisania tekstów piosenek. Książka skierowana jest do każdego, kto chce nauczyć się pisać dobre, zawodowe teksty, a także do wszystkich tych, którzy chcą poznać pracę tekściarza „od kuchni”. Porady, ćwiczenia, praktyczne wskaz...
Armagnac Jardineux, potomek plantatorskiej rodziny z Luizjany, udaje się w podróż do Europy, by zdobyć wykształcenie i posmakować rozrywek Starego Kontynentu. Tymczasem wojna secesyjna pustoszy Południe, pochłaniając rodzinny majątek i na zawsze oddzielając go od bliskich. Wkrótce zarówno jego krewn...
W ostatnich dwóch latach warszawski indeks średnich spółek (mWIG40) zyskał prawie 40%. Podobnie, o niespełna 42%, wzmocniona została średnia giełdowa małych spółek (sWIG80). Na tle tych indeksów szeroki rynek akcyjny z USA, wyrażany średnią giełdową S&P500, umocnił się o 52,77%, liczone również ...
Stan prawny na 1.05.2008 r.Książka zawiera gruntowną analizę problemówwykładni i stosowania instytucji obrony koniecznej,opartą na poglądach doktryny i orzecznictwie SąduNajwyższego oraz Sądów Apelacyjnych z okresuobowiązywania aż trzech kodeksów karnych: z 1932,1969 i 1997 r. Autor podkreśla uniwer...
Od ponad roku obowiązuje obniżony do 15 000 zł limit wartości transakcji zawieranych pomiędzy przedsiębiorcami, który zobowiązuje do ich dokonywania za pośrednictwem rachunku płatniczego. Przedsiębiorcy nadal mają liczne wątpliwości, w jakich przypadkach dokonywanie płatności gotówką jest wykluczone...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Jay McLean

Moim Czytelnikom, którzy są dla mnie jak przyjaciele – i przyjaciołom, którzy są dla mnie jak rodzina. Dziękuję Wam za wsparcie, zachętę i wiarę. Bez Was niczego bym nie osiągnęła. Więcej niż bardzo Was uwielbiam. Dużo więcej niż bardzo. Serio.

Informacja dla czytelniczek

Więcej niż ona to drugi tom serii Więcej, który należy czytać po tomie pierwszym, noszącym tytuł Więcej niż my.

Więcej niż my

Mikayla

Wystarczyła jedna noc, by zakończyła się moja bajka.

A może właśnie wtedy się zaczęła. Oto moja opowieść

o przyjaźni i miłości, o złamanym sercu i pożądaniu,

o sile potrzebnej, by przyznać się do słabości.

Jake

Tamtej nocy poznałem dziewczynę. Dziewczynę smutną, zrozpaczoną, dziewczynę piękniejszą niż wszystkie.

Ona śmiała się przez łzy, a ja pokochałem ją całym sercem.

Oto nasza historia o tym, jak być może

żyli długo i szczęśliwie.

Miał rację. Nie było istotne,

czy minęło sześć miesięcy, czy sześć lat.

Nie mogłam już przecież cofnąć tego, co się stało.

Nie mogłam zmienić przyszłości.

Nie mogłam jej nawet przewidzieć.

Ta jedna noc.

Jedna noc i wszystko się zmieniło.

To było coś o wiele więcej niż tylko zdrada.

Tragedia.

Śmierć.

Morderstwa.

Ale też to uczucie…

To przemożne wrażenie, że oszalałam.

Prolog

Przeszłość Impreza na pożegnanie lata przed wyjazdem na studia

– Co jest grane, do cholery? – spytał Cam.

– Nie mam pojęcia, stary.

Były chłopak Micky właśnie się jej oświadczył, a potem wyszli razem z przyjęcia. Nim ktokolwiek zdołał przemówić Jake’owi do rozsądku, ten już zamawiał taksówkę.

Reszta z nas siedziała oniemiała. Rozglądałem się wokół, czy jednak gdzieś tu jej wciąż nie ma. Miałem tylko nadzieję, że nic jej nie jest i nie wyjdzie za tego typka. Zachował się wobec niej jak dupek, a ona zdecydowanie zasługiwała na kogoś lepszego niż facet, który potraktował ją jak gówno.

– Martwisz się o nią?

Odwróciłem się powoli w stronę Cama, który siedział kilka metrów ode mnie. Nogi wyciągnął przed siebie i skrzyżował je w kostkach. Marszcząc brwi, przyglądał mi się z ciekawością.

– No, martwię się – odpowiedziałem, spoglądając mu prosto w twarz. I niemal już wiedziałem, co się teraz stanie. Wyprostowałem się odruchowo, spiąłem, czekając na wyzwanie, z którym przyjdzie mi się teraz zmierzyć, bo przecież wiedziałem, jakie pytanie padnie.

– Kochasz ją, nie?

I choć przecież się tego spodziewałem, gdy usłyszałem te słowa, poczułem się tak, jakby mnie ktoś kopnął w brzuch. Patrzyłem na niego uważnie, szukając jakichś oznak zniesmaczenia, gdy wyznam mu prawdę.

– No tak, stary. Chyba tak.

Wpatrywał się we mnie chyba z godzinę, choć tak naprawdę było to tylko kilka sekund. Potem zrobił wydech, zdjął czapkę, zmierzwił sobie włosy i znów ją założył.

– No. – Westchnął. – Ja też.

– Co takiego?! – Mało się nie wydarłem. Obejrzałem się w stronę stojącej ledwie kilka metrów od nas Lucy. Miałem tylko nadzieję, że nie usłyszała tego, co powiedział właśnie ten jej skretyniały chłopak.

– Ja też ją kocham – powtórzył, a ja spiorunowałem go wzrokiem. – Znaczy, nie taką miłością, jaką darzę Lucy, oczywiście.

Gapiłem się na niego, zupełnie już niczego nie rozumiejąc, a on ciągnął swój wywód:

– Micky… Ona po prostu jest już teraz jedną z nas. Więc rozumiem, że coś do niej czujesz. Trudno by było nie czuć, szczególnie po tym wszystkim, co przeszła. Ale nie wydaje mi się, żebyś ją tak kochał. Nie w ten sposób w każdym razie. Myślę, że kochasz ją tak, jak kochasz Lucy i Heidi. Trochę jak siostrę czy coś. To potrzeba dbania o nie, chronienia ich, rozumiesz? Albo w każdym razie… Chodzi mi o to, że gdyby coś się ze mną stało, chciałbym, żebyś zaopiekował się Lucy. – Urwał. – Czy to, co gadam, w ogóle ma sens?

Powoli pokręciłem głową.

Znów zrobił długi wydech, potem wyprostował się trochę na krześle i spojrzał w niebo, jakby szukał odpowiednich słów. Po chwili znów na mnie patrzył.

– Czy Lucy opowiadała ci kiedyś, jak się poznaliśmy? – Spojrzał ukradkiem na Lucy, która stała właśnie przy lodówce turystycznej i gadała z dziewczynami.

– Powiedziała tylko, że pomagałeś trenować jej młodszych braci i że po śmierci jej mamy zacząłeś przychodzić, żeby pomagać u niej w domu.

Wzrok Cama znów wrócił do mnie.

– Bo jej się wydaje, że tak właśnie było… Ale tak naprawdę wpadła mi w oko od razu, gdy tylko ją zobaczyłem. Siedziała na trybunach z braćmi. I wtedy po raz pierwszy tak naprawdę ją ujrzałem. W jednej ręce miała książkę, a drugą ogarniała maluchy, które bez przerwy czegoś od niej chciały. – Cam zachichotał cicho. – Dosłownie właziły jej na głowę. Mimo to ani na chwilę nie oderwała oczu od książki. Pamiętam, że kompletnie mnie zamurowało i gapiłem się na nią chyba przez cały mecz. Przedtem mignęła mi może kilka razy w szkole i zawsze wydawała mi się dość urocza. Sam wiesz, taki typ uroczej-nieśmiałej.

Pokiwałem głową. Tak, taka właśnie była Lucy.

– Przez pierwszy tydzień słowem się do niej nie odezwałem. A potem przez kilka tygodni każdego dnia usiłowałem podejść do niej w szkole i zagadać, ale byłem kłębkiem nerwów. To było cholernie dziwne, bo przecież tak poza tym to nadal byłem tym pewnym siebie dupkiem, stosunkowo popularnym w szkole sportowcem. A jednak przy tej cichej dziewczynie z nosem w książce zupełnie zapominałem języka w gębie. Po paru tygodniach spojrzałem rano w lustro, a weź pod uwagę, że miałem wtedy z piętnaście lat, i powiedziałem do odbicia: „Dziś jest ten dzień. Dziś do niej zagadasz”. Kiedy wszedłem na boisko, byłem pewien, że będzie jak zwykle siedziała na trybunach, ale nie było ani jej, ani jej braci. Dopiero wtedy dowiedziałem się o jej mamie. O raku i o tym, że umiera. To znaczy, wtedy już umarła.

Słuchałem uważnie każdego jego słowa.

– Poszedłem więc na pogrzeb i tylko na nią patrzyłem – ciągnął Cam. – Siedziała w pierwszym rzędzie, wśród braci, a najmłodszego trzymała w ramionach. Oni płakali, ale ona nie. Trzymała ich za ręce, ocierała im łzy, ale sama nie uroniła ani jednej. Kiedy poszedłem potem do niej na stypę, jej braćmi zajmowali się akurat inni ludzie. Wtedy ją zobaczyłem. Schowała się w pralni. Stała tyłem do wszystkich i płakała. Nie zawodziła, nie szlochała, tylko cicho płakała. Pamiętam, jak podszedłem do niej, dłonie mi się pociły, cały byłem w nerwach. Czułem, jak mi krew dudni w uszach, a całe ciało drży… Podszedłem bliżej, a ona chyba mnie usłyszała, bo nagle odwróciła się, spojrzała na mnie oczami pełnymi łez, a potem po prostu się do mnie przytuliła. Przygarnąłem ją więc do siebie, ale ledwie zdołałem wydukać swoje imię. Potem przez kilka miesięcy przychodziłem do jej domu codziennie po szkole i w weekendy, kiedy tylko mogłem, byle jakoś pomóc. I choć czułem oczywiście potrzebę, by ją chronić i jej pomagać, było to coś więcej niż to. Chciałem po prostu być przy niej. Najlepiej cały czas, kurwa. I wiem, że to brzmi dość tandetnie, ale… – Urwał, bo podeszła Lucy. Siadła mu na kolanach, a on poprawił się tak, żeby było im wygodnie, dał jej buziaka w policzek i ciągnął swoją opowieść: – Po prostu było mi przy niej dobrze, rozumiesz? Chciałem być przy niej, gadać, wygłupiać się, właściwie cokolwiek. A to wszystko jeszcze zanim zaczęliśmy się obściskiwać, że już o seksie nie wspomnę. O cholernie niesamowitym seksie.

Lucy się uśmiechnęła.

– Chodzi mi tylko o to… – powiedział Cam. – O to, że o ile nie czujesz tego wszystkiego do Micky… – Lucy obróciła głowę w moją stronę niepokojąco raptownie, ale Cam poklepał ją uspokajająco po nodze. – O ile nie czujesz tego wszystkiego… Nerwów, tej potrzeby, żeby cały czas przy niej być, tęsknoty, gdy tylko znika ci z oczu… Całego zestawu… To nie jest miłość. W sensie nie taka miłość-miłość. To… – Zamyślił się i popatrzył w niebo. – To bardziej miłość typu Logan-Lucy – dodał.

Lucy uśmiechnęła się do mnie wesoło.

Milczałem.

Zszokowany.

W końcu spytałem tylko:

– Gdzieś ty się, kurwa, podziewał całe miesiące temu? Trzeba było wtedy walnąć mi to kazanie, dupku.

– Odpieprz się – powiedział Cam i wybuchnął śmiechem.

A Lucy zaczęła się wydurniać – spojrzała w dal, uniosła pięść w górę i wymachiwała nią triumfalnie, cicho śpiewając na melodię Macho Mana:

– Logan kocha Lucy.

*

Godzinę później wracałem właśnie do naszej paczki po rozmowie z DJ-em i nagle ją zobaczyłem – pierwszy raz od tamtej nocy. Tak myślałem, że może tu być, ale i tak poczułem o wiele większy ból, niż się spodziewałem. Stała z jakimiś dziewczynami niedaleko ogniska Jamesa i jego znajomych. Co było logiczne, bo przecież skończyli tę samą szkołę.

Chciałem z nią porozmawiać, może wyjaśnić, co się stało – najlepiej bez wchodzenia w szczegóły. Ruszyłem w jej stronę, ocierając spocone dłonie o dżinsy. Zacząłem strzelać sobie palcami – taki mój głupi nawyk, którego starałem się pozbyć. Właściwie to już się go pozbyłem, ale jednak wracał przy dużych nerwach. Albo przy dziewczynach. A dokładnie to przy tej jednej dziewczynie.

Gdy podszedłem bliżej, rozmowa ucichła. Alexis, jej przyjaciółka, chwyciła dwie pozostałe dziewczyny i rzuciła do nich:

– Chodźcie!

Po czym skutecznie je gdzieś odciągnęła.

I w ten sposób, po raz pierwszy od miesięcy, znaleźliśmy się sam na sam. I choć to zabrzmi cholernie głupio, zatęskniłem za nią. I piekielnie się denerwowałem. Znów otarłem dłonie o dżinsy i przesunąłem sobie baseballówkę na tył głowy, żeby mieć lepszy widok.

– Hej. – Zmusiłem się do niepewnego machnięcia do niej na powitanie, po czym schowałem ręce do kieszeni.

– Hej, Matthews. – Skinęła mi głową. Miała nieodgadnioną minę. Chyba nie była zachwycona, ale też nie była ani smutna, ani zła.

– Ja… tego… Co tam u ciebie?

Zrobiła głęboki wdech, ale nic na to nie odpowiedziała. Staliśmy tak, patrząc na siebie. Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odgrywałem sobie tę chwilę w głowie mnóstwo razy i za każdym razem miałem coś do powiedzenia, jakiś rodzaj przemyślanego planu, żeby w ogóle się do mnie znów odezwała. Ale teraz – gdy wreszcie przed nią stałem – zabrakło mi słów.

Został tylko cholerny żal.

– Amanda! – Przerwał nam jakiś typek za nią. Odwróciła głowę w jego kierunku.

Spojrzałem ponad jej ramieniem w stronę faceta. Baseballówkę miał zsuniętą nisko na czoło i wpatrywał się w komórkę. Było ciemno. Nie potrafiłem dojrzeć, kto to, ani jak wygląda.

– Gotowa? Zmywamy się? – Nawet nie podniósł na nią wzroku.

Obróciła się powoli z powrotem w moją stronę, a nasze oczy się spotkały. Spojrzała na mnie spokojnie, jakby chciała się upewnić, że dobrze usłyszę jej słowa.

I usłyszałem. Głośno i wyraźnie.

– Tak, kochanie, jak dla mnie możemy już iść – powiedziała, nie odrywając ode mnie wzroku. – Nic mnie tu nie trzyma.

Cofnęła się o kilka kroków, po czym odwróciła się i poszła w jego stronę. On, wciąż wpatrując się w komórkę, otoczył ją ramieniem. Objęła go w talii, podniosła wzrok i coś do niego powiedziała. Dopiero wtedy schował komórkę do kieszeni i spojrzał na nią w dół. Przekręcił sobie czapkę tył na przód, pochylił się i ją pocałował.

A ja odwróciłem wzrok.

Bo nie mogłem tego, kurwa, znieść.

I wtedy właśnie zrozumiałem, jak to jest stracić to wszystko, czego się nawet nie miało.

Jeden

Teraz
Półtora roku później

Na studiach wszystko wyglądało dokładnie tak, jak to sobie przedtem wyobrażałem. Mieszkałem w domu bractwa studenckiego, co było spoko.

Kilka miesięcy po naszym wyjeździe, Jake i Micky byli już razem. Tak oficjalnie. I cieszyłem się ich szczęściem. Zupełnie szczerze. Bo Cam miał rację. Nie kochałem jej. Nie tak, jak mi się przez jakiś czas zdawało.

Słyszałem kiedyś, jak Amanda powiedziała Micky, że też wybiera się tu na studia, ale nie mieliśmy nigdy okazji obgadać szczegółów. Co było dość beznadziejne, bo teraz szukałem jej wszędzie – na zajęciach, na terenie kampusu, w okolicznych sklepach i knajpach, w których mogła się przecież zatrudnić. I nic. Nigdzie jej nie było.

Mógłbym niby spytać Micky. Nieraz mnie już kusiło, tylko że… Gdyby Amanda chciała jej o tym powiedzieć, już dawno by to zrobiła, a ja dostałbym wpierdol. Czyli celowo jej nie powiedziała.

I tak szukałem dzień za dniem, a jej nigdzie nie było. I byłem coraz bardziej wkurzony na siebie za to, co jej zrobiłem. A ze złością radziłem sobie tak, jak potrafiłem. Mój sposób na wszystko: dziewczyny.

Baseball, imprezy, dziewczyny i seks skutecznie zajmowały mi czas. Zostawało go ledwie tyle, ile było potrzeba na naukę. Gdybym miał z czegoś zrezygnować, to pewnie z baseballu. Ale tak szczerze, to najchętniej zrezygnowałbym z tego wszystkiego, gdyby tylko to oznaczało, że mógłbym ją znów zobaczyć.

DwaPierwsze spotkanie

Przeszłość
Wiosną przed wyjazdem na studia

Pierwszy raz ujrzałem ją w domu Jake’a, na stypie po pogrzebie rodziny Mikayli. Dla mnie była jak światło w ciemności. Ciekawe, czy Micky myślała tak kiedyś o Jake’u.

*

– Przepraszam.

Jej głos był tak cichy, że niemal jej nie usłyszałem. Ale kiedy się obróciłem, zobaczyłem, że stoi na środku kuchni Andrewsów z talerzami w dłoniach i czeka, aż coś powiem lub zrobię.

W końcu jakiś dźwięk przedostał się przez moje gardło, ale za diabła nie pamiętam, co powiedziałem.

Pamiętam tylko ją.

Jak stała tam niepewna sytuacji. Jej przygryziona dolna warga, jej zmarszczone brwi.

Wskazała mi coś głową.

– Muszę je tam odstawić.

– Hę?

– Do zlewu. Za tobą. Muszę je tam odstawić – wyjaśniła mi powoli, jakby mówiła do dziecka.

Uniosła talerze wyżej i czekała.

Nie ruszyłem się jednak z miejsca, gapiąc się na nią bezwstydnie. Chyba nawet nie ukrywałem, że pożeram ją wzrokiem, bo gdy w końcu moje spojrzenie dotarło do jej twarzy, zobaczyłem, że się rumieni.

Ale starała się nie uśmiechnąć.

– Ruszysz się wreszcie? – syknęła.

Odpowiedziałem na to kpiącym uśmiechem i powoli przesunąłem się na bok.

Zrobiła dwa kroki do przodu i nagle się potknęła – choć naprawdę nie było na czym. Talerze runęły na ziemię i rozprysły się na kawałki. Oboje natychmiast się po nie schyliliśmy, tak szybko, że zderzyliśmy się głowami.

– Cholera – szepnęła, rozcierając sobie głowę.

– Kurwa – zakląłem, robiąc to samo.

Zacząłem zbierać potrzaskane talerze, gdy nagle zobaczyłem krew.

– Laska, ty krwawisz – powiedziałem.

Podniosła na mnie wzrok i nasze spojrzenia się spotkały.

I tak ją zapamiętałem.

Jej twarz była tak blisko mojej, że czułem jej oddech.

– Co? – Spojrzała na swoją rękę, jej źrenice rozszerzyły się i jęknęła: – O Boże!

A do tego pisk, jakby była małą dziewczynką. Zacisnęła powieki, wystawiła rękę przed siebie i wymachiwała nią tak rozpaczliwie, że krew kapała na całą podłogę.

– Nie mogę patrzeć na krew. Znaczy, mogę, ale nie chcę. Zrób z tym coś! – nawijała, zapominając o oddychaniu. – Mówię serio, wpadam w panikę na widok krwi. Zatrzymaj krwotok! O Boże! Będę wymiotować! Odsuń się! – Chciała wstać, ale zamarła i chwyciła mnie za koszulę. Nie patrząc na mnie, błagała: – Nie, nie odsuwaj się… Zrób coś z tym. Proszę! – W końcu spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach. – Chyba zemdleję. O Boże. O Boże.

– Hej. – Próbowałem ją jakoś uspokoić. – Wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie. – Podtrzymując jej ramię, pomogłem jej wstać. Ale nie udało mi się powstrzymać chichotu.

– To nie jest śmieszne. Ostrzegam, że będę rzygać, jeśli na to spojrzę.

Nadal miała panikę wymalowaną na twarzy. Była zupełnie blada. I dopiero wtedy dotarło do mnie, że ona nie żartuje. Oraz że jest nieznośnie urocza.

– Nie patrz na rękę, skup się na mojej twarzy – poradziłem jej.

I tak zrobiła.

– Boli?

Powoli pokiwała głową, nie odrywając wzroku od moich oczu.

– Okej, to teraz spróbuję to obejrzeć, ale powiedz mi, jeśli zaboli, dobrze?

Kolejne powolne skinienie.

W końcu udało mi się oderwać wzrok od jej oczu i spojrzeć na jej palec.

– Wystarczy zwykły plaster.

Posprzątałem bałagan z podłogi, a ranną zaprowadziłem do łazienki, bo tam znajdowała się apteczka. Kazałem jej usiąść na blacie.

Gdy już przykleiłem jej plaster, znów na nią spojrzałem.

– W porządku?

Pokiwała głową, przygryzając wargę.

– Dzięki – wybąkała cicho. – Kim ty w ogóle jesteś? Lekarzem czy coś? – Uśmiechnęła się szeroko, machając przy tym nogami.

– Czy coś.

– W każdym razie wielkie dzięki. I przepraszam, że tak spanikowałam na tę całą krew. Po prostu… hmm… nie przepadam za jej widokiem. – Skrzywiła się i zrobiła zdegustowaną minę.

Wpatrywałem się w nią, w te jej wielkie, błękitne oczy. Jej jasnobrązowe włosy były rozpuszczone. To był jedyny raz, kiedy je takie widziałem.

I nagle doznałem olśnienia. Że ta dziewczyna nie jest zwyczajnie urocza. Jest po prostu zajebista.

Znów przygryzła wargę, a ja nie mogłem oderwać od niej oczu. Chciałem ją pocałować. Chciałem, żeby moje usta dotknęły jej. I to bardzo. Z jakiegoś powodu ubzdurało mi się, że mogę zrobić to, co zrobiłem zaraz potem – pewnie dlatego, że byłem przecież Boskim Loganem Matthewsem, szkolnym półbogiem, i leciały na mnie wszystkie laski z okolicy.

Pochyliłem się więc, żeby ją pocałować. Zdążyłem jeszcze zobaczyć, że jej oczy rozszerzają się w lekkiej panice, nim nasze usta się spotkały, a jej kolano wbiło mi się bezlitośnie w jaja. Zwinąłem się z bólu, z trudem łapiąc oddech.

Chwyciłem się rozpaczliwie za obity interes, żeby jakoś uśmierzyć ból. Nadal nie mogłem normalnie oddychać, ale bardzo starałem się przynajmniej nie upaść na podłogę i nie popłakać. Zeskoczyła z blatu i pochyliła się, żeby mi spojrzeć w oczy.

– Po pierwsze, nawet cię nie znam. Po drugie, jesteśmy na stypie. Po trzecie, skończony dupek z ciebie – powiedziała.

Palcem pchnęła mnie w czoło tak mocno, że zatoczyłem się do tyłu.

Otworzyła drzwi łazienki i zatrzasnęła je za sobą. Gdy tylko upewniłem się, że są zamknięte, padłem na podłogę i zacząłem się na niej kołysać jak dziecko. Ból był cholernie nieznośny.

*

Udało mi się wreszcie wrócić na patio do reszty, gdy nagle usłyszałem jej głos:

– Cześć, Mikayla. Przyjmij moje kondolencje. – Nerwowy śmiech. – Kurczę, jak to sztywno brzmi. Ale przecież wiesz, co chcę powiedzieć, prawda?

Micky się roześmiała.

– Cześć, Amanda, co tam u ciebie?

Amanda.

Przestałem w ogóle słuchać, o czym mówi reszta, i tylko się na nią gapiłem. Nie była seksowną dziewczyną. Nie z tych ewidentnie seksownych. To było coś więcej. Coś o wiele więcej.

*

Gdy tylko wyszła, wiedziałem, że muszę ją znaleźć.

Wypadłem przed dom. Stała na chodniku, wciskając pilota, który właśnie otwierał jakąś gównianą czerwoną hondę civic.

Pognałem za nią jak szalony.

– Amanda! – ryknąłem.

Obróciła się i zamarła.

Zatrzymałem się ledwie kilka centymetrów od niej, byłem zasapany od biegu.

– Muszę mieć twój numer – powiedziałem.

– Słucham? – Parsknęła śmiechem.

– Daj mi swój numer, bo muszę zabrać cię na randkę. – Próbowałem zastosować mój podobno olśniewający uśmiech.

– Hm… Nie. – Odwróciła się, żeby otworzyć samochód.

– Co? – wybąkałem, a w moim głosie chyba słychać było zdumienie.

– Nie – powtórzyła.

– Dlaczego nie? – Teraz to już się wkurzyłem. – Przecież proszę tylko o numer telefonu.

Odwróciła się znów w moją stronę i fuknęła wściekle:

– Nie, dupku. – Przewróciła oczami. – Nie prosiłeś o numer. Ty go zażądałeś. – Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów. – Kim ty w ogóle jesteś?

– Nazywam się Logan Matthews. – Wyciągnąłem rękę, żeby uścisnąć jej dłoń.

Spojrzała na nią, pokręciła głową, prychnęła, a potem znów popatrzyła mi w twarz.

– Tym bardziej nie.

– Co? Dlaczego nie? Daj mi choć jeden dobry powód – wycedziłem. Nie wiedziałem w sumie, dlaczego tak mnie to wkurzyło, że ona mnie nie chce. Ale prawda była taka, że byłem wściekły i czułem, że muszę wygrać tę sprzeczkę czy co to w ogóle, kurwa, było.

– Bo nie.

– To żaden powód.

– Bo mam chłopaka.

– Nie, nie masz. – Pokręciłem głową i skrzyżowałem ręce na piersi.

– Bo jesteś dupkiem.

– Prawda, ale to nadal żaden powód.

– Bo wolę dziewczyny.

Otaksowałem ją spojrzeniem i oblizałem wargę.

– Jak dla mnie bomba.

Zrobiła głęboki wdech i westchnęła głośno.

– Niech ci będzie. – Wystawiła rękę, więc podałem jej komórkę.

Na mojej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech, bo właśnie, kurwa, wygrałem i już się nie mogłem doczekać, aż mi za to zapłaci. Oddała mi komórkę i wskoczyła do swojego samochodu. Patrzyłem chwilę, jak odjeżdża.

Amanda.

Gdy zniknęła, spojrzałem na telefon. Zobaczyłem otworzoną apkę do robienia notatek.

„Możesz pomarzyć, dupku. Znajdź sobie jakąś inną frajerkę do zaliczenia home runu”.

Trzy

Teraz

Do pierwszego meczu w tym sezonie zostały nam już tylko trzy tygodnie, próbowałem więc nadrobić naukę, zanim baseball zajmie mi cały czas wolny. Baseball – to nie dla mnie. Wcale nie byłem najlepszym łapaczem w grupie. Zdecydowanie nie będę w wyjściowym składzie. W drużynie znalazłem się tylko dlatego, że kumpluję się z Jakiem i od trzech lat gramy razem. Trenerom się wydaje, że mamy jakąś specjalną więź na boisku czy inne gówno – coś w rodzaju tajemniczej komunikacji. Prawda jest natomiast taka, że Jake Andrews jest tak zajebisty, że mógłby rzucać piłkę do ściany i nadal byłby genialnym miotaczem. Zostałem w drużynie, bo gra pozwalała mi nie myśleć przez chwilę o innych sprawach. Przede wszystkim mobilizowała mnie do dbania o kondycję. Baseball na pewno nie był moją pasją, a już tym bardziej nie wiązałem z nim swojej przyszłości.

*

Właśnie wychodziłem z biblioteki, gdy zobaczyłem Micky, Lucy i tę trzecią dziewczynę. Spojrzałem jeszcze raz, bo to przecież niemożliwe…

– Lucy! Micky!

Ktoś syknął na mnie, żebym się zamknął.

Miałem to gdzieś.

Lucy i Micky od razu się odwróciły.

I ona też.

Amanda.

Jasna cholera.

Gdy ruszyłem w ich stronę, nogi miałem jak z waty.

Nie mogłem oderwać wzroku od Amandy. Wyglądała niby tak samo, a jednak inaczej. Sam nie wiem. Na mój widok zrobiła wielkie oczy, po czym szybko spuściła wzrok. Podszedłem do dziewczyn i dopiero wtedy rzuciłem na powitanie:

– Hej.

Powiedziałem to do nich wszystkich, ale nadal nie potrafiłem oderwać oczu od Amandy.

– Logan. – Micky parsknęła śmiechem i pstryknęła mi palcami przed nosem. To wyrwało mnie z transu. Gdy w końcu udało mi się oderwać wzrok od Amandy i spojrzeć na Micky, ujrzałem jej drwiący uśmiech.

Lucy zaczęła chichotać.

– Co robisz? – spytała, usiłując powstrzymać równie kpiący uśmieszek. Spojrzałem natychmiast na Amandę, ale ona wciąż wpatrywała się w podłogę. Bawiła się paskami od plecaka.

– Nic, miałem jakieś pierdoły do załatwienia, i tyle. A co wy porabiacie, ślicznotki?

Dopiero kiedy Micky parsknęła śmiechem i znów zamachała mi rękoma przed oczami, dotarło do mnie, że gapię się na Amandę. Odepchnąłem jej dłonie i spojrzałem na nią ze złością. Przestała chichotać, za to uśmiechnęła się i trąciła Amandę łokciem.

– Amando – powiedziała, a ona w końcu podniosła wzrok. – Znasz może Logana? – ciągnęła z uśmiechem od ucha do ucha.

Dłonie zaczęły mi się pocić, odruchowo znów strzelałem sobie każdym palcem po kolei. W uszach dudniło tętno. Kątem oka zarejestrowałem zdezorientowane spojrzenie Lucy, ale i tak nie potrafiłem oderwać wzroku od Amandy. Schowałem dłonie do kieszeni, czekając na jej reakcję. Przecież coś musi powiedzieć. Cokolwiek. Chociaż tyle, że mnie pamięta. Ale kiedy w końcu podniosła wzrok, nic takiego nie usłyszałem.

– Nie. Nie miałam przyjemności. – Udała, że spogląda na zegarek. – Muszę już lecieć. Chłopak miał po mnie przyjechać, a wiem, że się dziś spieszy. Na razie, dziewczyny – powiedziała szybko i odeszła.

– Nie zapomnij, że we wtorek mamy klub książki! – zawołała za nią Lucy.

Amanda tylko uniosła dłoń na znak, że ją słyszała.

Zrobiłem wydech. Nawet nie miałem świadomości, że wstrzymywałem oddech.

Lucy wzięła mnie pod ramię i ruszyliśmy w stronę parkingu.

– Logan, tylko mi nie mów, że z nią też spałeś. To dobra dziewczyna – zaczęła marudzić.

– Co?! Nie. Nie spałem z nią. Przysięgam.

– To dobrze. – Zachichotała.

Otoczyłem je obie ramionami.

– To na czym polega ten wasz klub książki? Siedzicie razem, czytacie nieprzyzwoite książki i wachlujecie sobie nawzajem waginy? Bo jak tak, to wchodzę w to!

– Logan! – warknęła na mnie Lucy, a Micky w tej samej chwili walnęła mnie w brzuch.

Wsiadły do samochodu Micky i odjechały.

Rozejrzałem się za moim autem. Przypomniałem sobie, że zaparkowałem je przecież po drugiej stronie parkingu. Ruszyłem więc w tamtą stronę i wtedy ujrzałem Amandę. Siedziała na przystanku autobusowym i rozmawiała przez telefon. Zacząłem się zastanawiać, czy powinienem podejść i spróbować zagadać, czy raczej zostawić ją w spokoju.

Na dźwięk moich kroków podniosła wzrok, ale gdy zobaczyła, że to ja, zrzedła jej mina.

– Muszę kończyć, Lexi. Zadzwonię później… No… Tego… Pa, pa.

Spojrzała na mnie, unosząc brwi.

– Hej. – Pytającym gestem wskazałem miejsce obok niej na ławce.

Przygryzła wargę i odwróciła wzrok.

– To wolny kraj, Matthews. Możesz robić, co chcesz.

Wkurzyło mnie to, że mówi do mnie po nazwisku. Jakby nawet nie pamiętała mojego imienia. Albo jakby zupełnie jej nie zależało.

– A więc jednak mnie pamiętasz? Nie to powiedziałaś do…

– Chyba sobie żartujesz! – Odwróciła się natychmiast w moją stronę. – To przecież nie ja… – Urwała nagle, przymknęła oczy i zmusiła się do wyrównania oddechu.

Patrzyłem na nią zdezorientowany.

– Wiesz co, Matthews? Po prostu zostaw mnie w spokoju, dobra? Nikt nie musi wiedzieć, że byliśmy razem… czy cokolwiek to było. Po prostu zostaw mnie w spokoju. Proszę cię. – Ponownie spuściła wzrok i wbiła go w swoje dżinsy.

Nie wiedziałem, co na to powiedzieć. Otworzyłem usta, ale zabrakło mi słów. Wyciągnąłem rękę, żeby ująć jej dłoń, ale wyrwała mi się.

– Amanda. – Westchnąłem. – Przepraszam – wyszeptałem szczerze.

Całe jej ciało się spięło, nim na mnie znów spojrzała.

– Za późno, Logan. – Powoli pokręciła głową. – Za późno, kurwa.

Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, podjechał samochód, a ona natychmiast zerwała się z ławki i zarzuciła plecak na ramię.

– Powinnam pewnie powiedzieć, że miło cię było znów zobaczyć, Matthews, tylko że zdecydowanie nie było miło.

Milczałem, gdy wsiadała do tego samego gównianego jeepa, którego znałem już z jej zakończenia szkoły.

Siedziałem i patrzyłem, jak odjeżdża.

Znowu.

CzteryPomoc

Przeszłość
Początek lata przed studiami

Minął tydzień, odkąd poznałem ją u Jake’a w domu, ale wciąż nie mogłem przestać o niej myśleć. Zupełnie zapomniałem, że przecież chodziła do szkoły z Micky, więc nie spodziewałem się jej na zakończeniu roku. Cholernie się ucieszyłem na jej widok.

*

Stała na chodniku po drugiej stronie i rozmawiała z jakąś dziewczyną. Obie były już ubrane w togi na zakończenie szkoły. Przeszedłem przez ulicę i stanąłem za nią. Na mój widok jej przyjaciółka urwała w pół zdania.

– Co jest? – spytała ją Amanda.

– No, no – powiedziałem. – Założę się, że kogo jak kogo, ale mnie się tu dziś nie spodziewałaś.

Powoli odwróciła głowę i zmroziła mnie spojrzeniem.

– Czego chcesz, Matthews?

Zachichotałem.

Powieka jej drgnęła.

Co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.

– Naprawdę nie wiem, czemu się na mnie gniewasz – powiedziałem, usiłując ukryć rozbawienie. – Chciałem ci tylko zadać proste pytanie. To nic złego. – Wzruszyłem ramionami i schowałem ręce do kieszeni.

Uniosła brwi wyczekująco.

Więc powiedziałem:

– Twój numer? Tym razem na serio.

– Nie. Znowu. Tym razem na serio.

To, że mnie nie chciała, sprawiało tylko, że pragnąłem jej jeszcze bardziej. Kiedy właśnie miałem jej powiedzieć, że nie przyjmuję odmowy, podjechał nagle ten gówniany, stary jeep. Chłopak za kierownicą odsunął w nim dach, z tyłu siedziały jeszcze dwie osoby. Wszyscy w togach.

– Hej. – Ucieszyła się na ich widok koleżanka Amandy.

Kierowca skinął jej głową, po czym mnie zauważył. Zmrużył oczy. Nic nie powiedział, ale popatrzył na mnie wrogo.

Odpowiedziałem mu tym samym.

– Zadzwonię potem – rzuciła Amanda do koleżanki.

Uściskała ją pospiesznie, minęła mnie i wskoczyła na miejsce pasażera. Patrzyłem za nią, gdy odjeżdżali. Nawet się nie obróciła.

– Znaczy, chcesz jej numer, tak? – spytała nagle jej koleżanka.

Odwróciłem się w jej stronę i odruchowo potarłem szczękę dłonią. Zdezorientowany zlustrowałem ją od stóp do głów.

– A co? – bąknąłem. – Dasz mi go?

– Jestem Alexis, tak na marginesie. I tak, dam. – Wyciągnęła dłoń, więc podałem jej moją komórkę.

– A jej chłopak? – Wskazałem głową miejsce, z którego przed chwilą odjechał samochód.

Podniosła na mnie wzrok w połowie wpisywania numeru.

– To nie był jej chłopak.

Oddała mi komórkę, a ja tym razem upewniłem się, że wpisała numer i mnie nie nabiera tak jak poprzednim razem Amanda.

Podziękowałem jej i ruszyłem do swojego samochodu. Gdy tylko wsiadłem, wyciągnąłem komórkę i wysłałem esemes.

Logan: À propos tej kolacji na naszej pierwszej randce: jakieś życzenia?

Amanda: Zabiję Alexis.

Pięć

Teraz

– Wpadnij do mnie – powiedział po treningu Jake. – Wypijemy po piwku, zamówimy pizzę. – Przeczesał sobie palcami włosy. – Tylko że… musielibyśmy jeść na podwórzu za domem.

– Co? – Parsknąłem śmiechem.

– No. Dziewczyny mają dziś klub książki, czy coś takiego. Nie znoszą wtedy, jak się im pałętam.

Uniosłem z niedowierzaniem brwi.

Jake przewrócił oczami.

– Nie jest aż tak źle, dupku. Mogę być w domu. Tylko nie… nie w środku.

– Ale z ciebie… Czekaj! Czy ty powiedziałeś „klub książki”?

Pokiwał głową i zdezorientowany zmarszczył brwi.

– To mówiłeś, że kto należy do tego ich klubu? – Bardzo się starałem, żeby zabrzmiało to lekko.

– Tylko Kayla, Lucy i ich przyjaciółka, Amanda.

Zignorowałem walenie w piersi.

– Hej, jak już cię wychłoszcze, to każe ci jeszcze odnosić bat w pysku czy jak?

– Wal się.

*

Przez całą drogę do domu Jake’a nie potrafiłem przestać myśleć o Amandzie. Kiedy dotarliśmy na miejsce, dziewczyny siedziały z czytnikami w dłoniach. Na stoliku obok stały kieliszki z szampanem – czy co tam zazwyczaj piją laski – a poza tym pudełka z chusteczkami i czekoladki.

Kiedy usłyszały nasze kroki, natychmiast obejrzały się w stronę drzwi.

Jake podszedł do Micky, pocałował ją w policzek, a potem zmył się do swojego pokoju.

Wszystkie od razu wróciły do czytania, jakby mnie w ogóle nie zauważyły. Amanda podniosła na chwilę wzrok, ale gdy zobaczyła, że to ja, z powrotem skupiła się na książce.

Żadnego uśmiechu. Zmarszczonych brwi. Po prostu nic.

Usiadłem na kanapie, żeby poczekać na Jake’a.

– Co tam porabiacie, dziewczyny?

– Odkurzamy – odparła Micky pomiędzy kolejnymi szlochami.

Rozejrzałem się wokół.

Siedziały na tyłkach i nie było widać żadnego odkurzacza w pobliżu.

Chyba się przesłyszałem.

– Co? – spytałem znowu.

– Odkurzamy* – potwierdziła Lucy, ocierając twarz.

Co jest, kurwa? Zdezorientowany zmarszczyłem brwi. Oczy miały czerwone i spuchnięte od płaczu.

I wtedy dopiero do mnie dotarło, o co im może chodzić.

– Mam wam przynieść lody albo czekoladę… albo jakieś środki przeciwbólowe? – spytałem ostrożnie.

– Co? – Micky zachichotała, ale nie oderwała wzroku od książki.

– Macie te, no… Wiecie, to coś, jak laski spędzają cały czas razem i im się zgrywają miesiączki, czy jakoś tak.

– E, nie, Logan. Też cię kocham, ale spadaj już stąd! – Lucy posłała mi serdeczny uśmiech i natychmiast wróciła do czytania.

Amanda nie spojrzała na mnie ani razu, odkąd usiadłem. Wzrok miała cały czas przylepiony do książki.

Nudziło mi się i byłem we wrednym nastroju, więc rozsiadłem się na kanapie.

– Słyszałyście o tym profesorze od literatury i jego studentce? – rzuciłem.

– Ciii! – syknęły na mnie Micky i Lucy.

Zachichotałem. Ale cisnąłem dalej.

– Podobno bzykali się już od dłuższego…

– ZAMKNIJ SIĘ! – wydarła się na mnie Lucy, zrywając się na równe nogi. Była cała czerwona na twarzy, zacisnęła zęby. – Spadaj stąd! – Zaczęła mnie okładać rękoma po głowie i ramionach. Usiłowałem robić uniki, ale była zbyt szybka. – Rujnujesz nam DEANA HOLDERA! – Jej głos narastał z każdym słowem.

Chwyciła mnie za ręce i ciągnęła, póki nie wstałem, po czym obróciła mnie twarzą do drzwi, przycisnęła ręce do moich pleców i pchała w stronę wyjścia.

Próbowałem się zaprzeć, ale ta laska była nawet dość silna.

Wyciągnąłem komórkę z kieszeni i wybrałem numer do Cama. Jednak nim zdołałem przyłożyć telefon do ucha, Lucy już wypchnęła mnie za drzwi i zatrzasnęła je za mną z hukiem.

– Siema – odpowiedział Cam.

– Chłopie, twoja dziewczyna jest kompletnie pojebana!

– Co? – spytał z miejsca wkurzony.

Już miałem mu opowiedzieć, co się stało, gdy nagle zaczął rechotać.

– Stary, przecież dziś wtorek… One odkurzają.

Co to ma niby w ogóle, kurwa, znaczyć?

*

W końcu jednak Cam też przyjechał i tak skończył się klub książki. Ściągnęliśmy na dodatek Heidi oraz Dylana, i zrobiła się z tego miła impreza.

Amanda nie odezwała się do mnie ani słowem. Nawet nie patrzyła w moją stronę. Nie mogę powiedzieć, że mnie ostentacyjnie unikała, ale widziałem, że z trudem opiera się tej pokusie. Próbowałem ją dyskretnie obserwować. Nie odrywała oczu od komórki. Kiedy przyjechała pizza, przenieśliśmy się wszyscy na werandę za domem.

– Zaplanujmy coś razem na przerwę wiosenną. – Wpadła na pomysł Heidi.

Wszyscy mieliśmy pełne usta, więc tylko mruknęliśmy twierdząco.

– Jedźmy do Meksyku! – zaproponowałem. Dylan skinął głową i przybił ze mną żółwika, bo napchał sobie za dużo pizzy do ust, żeby cokolwiek powiedzieć.

– NIE! – jęknęła Lucy, rozpaczliwie kręcąc głową. – Mowy nie ma! Nie Meksyk!

Oczy wszystkich zwróciły się w jej stronę.

Cam przełknął i wyjaśnił z uśmiechem.

– Moja Lucy… – Wskazał ją kciukiem. – …Jest przekonana, że jeśli pojedzie do Meksyku, natychmiast zostanie porwana i sprzedana jako niewolnica seksualna.

Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

Ale Lucy nadal miała panikę w oczach.

– To nie jest śmieszne. To się naprawdę zdarza.

– Lucy, tę książkę czytałyśmy dobre trzy miesiące temu. Zapomnij już o niej – powiedziała Micky, chichocząc. Siedziała na kolanach u Jake’a, który oparł sobie rękę na jej nogach.

– Ale to prawda. – Broniła się Lucy. – To się zdarza całkiem często.

– Lucy – odezwała się Amanda. Po raz pierwszy, odkąd się tu pojawiłem. – Jestem prawie pewna, że aby zostać niewolnicą seksualną, trzeba być dziewicą. Więc tobie to raczej nie grozi!

Wszyscy ryknęli śmiechem.

– No pewnie, że nie! – Cam przybił piątkę z Amandą.

Lucy zrobiła oburzoną minę, ale tylko na sekundę, bo potem spuściła wzrok i uśmiechnęła się do siebie.

– Masz tam rodzinę, prawda? – zagadnął Cam Amandę.

Skąd on wie takie rzeczy?

– No. Na pewno chętnie by was przenocowali. Uwielbiają gości.

– Ty oczywiście pojechałabyś z nami.

Oczywiście? Co się tu dzieje? Odkąd w ogóle Amanda tu mieszka? I jakim cudem udało jej się poznać wszystkich moich kumpli, a ja się nawet nie połapałem w sytuacji?

– Może i pojadę. – Amanda wzruszyła ramionami. – Ale nawet gdybym nie dała rady, to wy i tak możecie się u nich zatrzymać. Dajcie mi tylko znać. – Wyciągnęła telefon z kieszeni, przeprosiła nas i weszła do domu.

Obserwowałem każdy jej krok.

Wróciła kilka minut później, ale zatrzymała się w drzwiach na werandę.

– Muszę już lecieć. E. zaraz po mnie przyjedzie.

– Nie jedź jeszcze. – Micky zerwała się na równe nogi. – Przecież nawet nie zdążyłyśmy dokończyć posiedzenia klubu. Dlaczego musisz się tak wcześnie zmywać?

– Logan może cię potem odwieźć – wtrąciła się Lucy z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Nie wypadło to zbyt dyskretnie.

– Oczywiście. Podwiozę cię. Nie ma sprawy – zapewniłem pospiesznie.

I z wdziękiem.

A potem już tylko się na nią gapiłem, czekając, aż coś powie. Ale ona nawet nie spojrzała w moim kierunku.

– Nie trzeba. E. już jedzie.

Pomachała wszystkim, a później szybko przeszła przez dom do frontowych drzwi.

*

Wyrzucałem właśnie butelki po piwie, gdy do kuchni wszedł Cam. Oparł się o blat, skrzyżował ręce na piersi i uśmiechnął się przebiegle.

– A więc Amanda, powiadasz… – urwał, czekając, aż dokończę zdanie.

Ale nawet nie podniosłem na niego wzroku. I nic nie powiedziałem.

– Wiesz, że kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ją z Lucy, to tak mi nawet wyglądała znajomo, ale jakoś nie pamiętałem, gdzie ją już widziałem. Ale teraz… chyba już sobie przypomniałem… To ta dziewczyna z tamtej knajpy, nie?

Zamarłem i spiorunowałem go wzrokiem.

– A więc tak! – Minę miał, jakby właśnie wygrał na loterii. – Udało ci się wtedy z nią umówić? Jak z nią było? Co się stało?

Westchnąłem, namyślając się, co mu powiedzieć.

– Nic, stary. Nic się nie stało.

Gówno prawda.

*Hoover – odkurzać. Colleen Hoover – autorka m.in. książki Hopeless, w której pojawia się Dean Holder.

SześćPosiłki

Przeszłość
Początek lata przed studiami

Z Cameronem spotkałem się już u Lucy. Pilnował akurat jej braci i chciał ich zabrać na chwilę z domu.

– Chodźmy do tej knajpy w centrum, wiesz, tej w stylu lat pięćdziesiątych – zaproponował.

Byłem za.

Lucy miała sześciu braci, co oznaczało, że prawie wszędzie trzeba było jechać na dwa samochody. Cameron pojechał pierwszy, ja za nim.

– Jakie są laski w szkole średniej? – spytał dzieciak siedzący na przednim siedzeniu.

– A kogo to obchodzi? – wciął się jakiś smarkacz z tyłu. – Bitches ain’t shit but hoes and tricks – zaśpiewał.

– Hej! – Obróciłem się w jego stronę i spojrzałem na niego ostro. Nie mógł mieć więcej jak osiem lat. – A ty to który?

– Logan – odpowiedział.

– Co? Niemożliwe, to ja jestem Logan! – Próbowałem zażartować.

Dzieciak tylko przewrócił oczami.

– Wiem, dupku – warknął.

Ten to miał niewyparzoną gębę.

– Gdzie ty się nauczyłeś takich brzydkich słów? – spytałem.

Wzruszył ramionami, pokazał mi środkowy palec i wystawił język, a potem znów utkwił wzrok w szybie.

Aha… Okej.

*

Nim dotarliśmy do knajpy, Cam już zsunął razem trzy stoliki i rozsadzał dzieciaki.

Dobre dwadzieścia minut minęło, nim udało się wszystkim zamówić jedzenie, a potem jeszcze kolejne trzydzieści czekaliśmy, aż nam je przyniosą. A po dwóch minutach już była kompletna masakra. Frytki, nuggetsy, keczup, napoje gazowane w puszkach – wszystko było wszędzie. Cam jadł jedną ręką, drugą czyścił brudne buzie, wycierał stół, łapał to, co właśnie miało się wylać i zbierał najróżniejsze rzeczy z podłogi.

– Jak dobrze, że już jesteś! – Nasza kelnerka rzuciła się nagle do drzwi, w biegu zdejmując fartuszek. – Przejmij stolik numer osiem. Powodzenia!

– Dzięki. Miłego dnia. – Od razu rozpoznałem ten głos, a moja głowa sama odwróciła się w stronę, z której dochodził.

Amanda.

Wyglądała cholernie seksownie w uniformie, który pasował do wystroju knajpy. Rozkloszowana spódnica, obcisła bluzka, która pięknie opinała się na jej zabójczych cyckach i wąskiej talii.

W końcu udało mi się oderwać od niej wzrok i odwrócić się z powrotem w stronę stołu.

Od tygodnia do niej wydzwaniałem, ale nie odbierała. Esemesowałem, ale nie odpisała już potem ani razu.

Uśmiechnąłem się do siebie. Teraz już nie może mnie zignorować. Przecież jestem tu, tuż pod jej nosem.

– Co jest grane? – Z zamyślenia wyrwał mnie Cam. Widać podążył za moim wzrokiem, bo teraz patrzył w stronę drzwi, gdzie pewnie nadal stała Amanda. – Znasz ją?

– Nie – zapewniłem go.

– Ale chciałbyś poznać, co?

– Przyjmuję wyzwanie, Cameronie.

– Stary, ja wcale nie…

– Przyjmuję wyzwanie! – Nie dałem mu nawet dokończyć.

Cam parsknął śmiechem. Wyczułem jej obecność, jeszcze zanim ponownie usłyszałem jej głos.

– Co podać?

Obrzuciła wzrokiem nasz stolik i zobaczyła mnie. Drgnęła. A mi szybciej zabiło serce.

– Hej, ślicznotko – rzuciłem z udawaną pewnością siebie.

– Cześć, Matthews – odpowiedziała. – Nie wiedziałam, że teraz zajmujesz się śledzeniem ludzi.

Cam zdusił śmiech i przyglądał się z ciekawością naszej wymianie zdań. Odchylił się wygodnie w krześle, wyraźnie czekając na to, aż dziewczyna mnie spławi. Ale ja nie daję tak łatwo za wygraną.

– Wcale cię nie śledzę, kochana. Przysięgam. To po prostu los chciał, że akurat tu wylądowałem.

A ona sobie poszła.

Jeden ze starszych chłopców zrobił minę, jakby wymiotował, i przewrócił oczami.

Też prawda.

– To jaki masz plan ataku? – Cam już szczerzył zęby z radości.

– A kto by się przejmował jakąś laską? – Prychnął mały Logan. – Ważniejsza w życiu kaska niż byle laska, no nie?

Uniósł rękę, oczekując, że któryś z nas przybije z nim piątkę. Jednak żaden z nas tego nie zrobił.

Popatrzyłem na dzieciaki przy stole i wybrałem najmłodszego.

– Ty. – Wskazałem go palcem. – Jak masz na imię?

– Cztely. – odpowiedział.

– Hej, mały – odezwał się Cam. – Logan pyta, jak masz na imię, a nie ile masz lat.

– Aaa. Lachlan.

Uśmiechnąłem się do dzieciaka.

– Dobra, Lachlan. Chcesz zarobić dwadzieścia dolców? – spytałem.

Pokiwał głową z zapałem, zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się do mnie, pokazując te swoje mleczne ząbki.

Podszedł do Amandy, która stała przy barze i odkładała właśnie tacę. Pociągnął ją za spódnicę, więc musiała spojrzeć w dół, a wtedy dzieciak strzelił tak zrozpaczoną minę, że w życiu takiej nie widziałem.

– Smutno mi – wyznał.

Amanda obejrzała się szybko w moją stronę, później spojrzała w dół na Lachlana. Pochyliła się, żeby mieć oczy na jego wysokości.

– Co się stało, kochanie? Wszystko w porządku?

Pokręcił żałośnie główką.

– Smutno mi, bo nie chciesz się umówić na landkę z moim wujkiem Loganem.

Nie kazałem mu nazywać mnie wujkiem, więc tym bardziej byłem pod wrażeniem. Nieźle kombinował.

Amanda się wyprostowała, spojrzała na niego z góry i powiedziała:

– Przykro mi, ale nie mogę z nim pójść na randkę.

– No tludno – odpowiedział dzieciak i dramatycznie wzruszył ramionami, ale nie ruszył się z miejsca, tylko stał przy niej jak kołek.

Amanda wróciła do swoich zajęć, ale brzdąc ani drgnął.

Ktoś zawołał ją do kolejnego stolika, a gdy ruszyła w jego stronę, Lachlan podreptał za nią, uczepiony jej spódnicy. Obróciła się szybko, gdy poczuła, że go za sobą ciągnie. Spojrzała w dół bezradnie, ale poszła dalej, a on za nią.

Dobre pięć minut chodził tak za nią jak szczeniaczek. Cały ten czas siedzieliśmy i obserwowaliśmy to w milczeniu, czekając, aż Amanda się złamie.

W końcu podniosła go i przytargała nam do stolika. Postawiła go na krześle i popatrzyła mu prosto w oczy.

– Możesz powiedzieć swojemu wujkowi, że pójdę z nim na jedną randkę. Tylko jedną. I że będę mogła z niej zniknąć, kiedy tylko mi się będzie podobało. Powiedz mu też, że przez cały następny tydzień jestem zajęta, więc żeby sobie odpuścił wydzwanianie i esemesowanie przez następne siedem dni. Czy to jasne?

– Dwadzieścia dolciów. – Maluch przystawił mi rękę tuż pod nos.

Wstałem, wyciągnąłem portfel, znalazłem banknot i mu go podałem.

Amandzie opadła szczęka. Odwróciła się, żeby odejść od stolika, ale delikatnie złapałem ją za rękę i pochyliłem się w jej stronę. Usłyszałem, jak gwałtownie wciąga powietrze. Kiedy przesunąłem dłoń na jej talię, głowę bym dał, że zaparło jej dech w piersiach. Moje serce zamarło.

– Tydzień. – Udało mi się wydusić. – Tyle to chyba wytrzymam.

Siedem

Teraz

– Kurwa! – Walnąłem w kierownicę i odrzuciłem głowę w tył na zagłówek.

Wróciłem właśnie od Jake’a i zatrzymałem samochód przed domem bractwa. Nijak nie mogłem przestać myśleć o Amandzie.

Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem jej numer. Nie po raz pierwszy kusiło mnie, żeby po prostu do niej zadzwonić.

Już miałem wcisnąć zieloną słuchawkę, kiedy drzwi domu bractwa otworzyły się z hukiem. Ze środka wypadło czterech chłopaków. Jako pierwszy biegł Jackson i walił prosto w moją stronę – z czerwoną gębą i zaciśniętymi pięściami. Był naprawdę wkurwiony. Inni nawijali coś bez ładu i składu, usiłując go uspokoić.

– Stary! – ryczał Jackson, wymachując palcem w moją stronę. – Przespałeś się z moją siostrą, kurwa!

O cholera.

Znowu to samo.

*

Spakowałem się już wcześniej, bo chciałem wpaść na weekend do domu, żeby trochę nadgonić z nauką, ale głównie dlatego, że tata Jake’a dzwonił do mnie od jakiegoś czasu jak szalony, co mogło oznaczać tylko jedno – stało się, albo miało się stać, coś ważnego.

Tata też zadzwonił i gadaliśmy przez chwilę, ale nie wiedział, o co chodzi. Teraz wszystko już było inaczej niż wtedy, kiedy byłem mały, głównie dlatego właśnie, że byłem już dorosły. I choć tata Jake’a zwykle pracował z dziećmi, dla mnie zrobił wyjątek. Tym razem powiedział, że to sprawa nie na telefon, więc umówiliśmy się, że wpadnę do nich do domu i tam to obgadamy. W ten weekend Jake akurat nie jechał do rodziców, bo przecież zaprosił ludzi do siebie na imprezę przed rozpoczęciem sezonu.

W każdym razie taki był plan, póki znów nie zadzwonił tata Jake’a. Powiedział, że musi gdzieś lecieć w sprawach zawodowych i że to coś, co mamy do omówienia, może zaczekać. Powiedział też, że nie jest to właściwie pilne, ale że muszę o tym wiedzieć. Cokolwiek to było, prawdę powiedziawszy, nie obchodziło mnie to. Mogło dotyczyć to tylko ludzi, którzy dla mnie już od dawna byli zupełnie obojętni.

*

I tak właśnie wylądowałem na imprezie u Jake’a i Micky – zalany i pod ścianą z jakąś laską liżącą mi szyję. Na każdej studenckiej imprezie zawsze było tak samo. Tylko tu może w lżejszej wersji, bo ci goście byli naprawdę niemal zawodowymi sportowcami. No więc tak. Laska wyczyniała jakieś cuda na mojej szyi, osiągając przy tym efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego, ale jakoś nie chciało mi się jej nawet odsuwać, bo skupiony byłem na komórce, gdy próbowałem dopasować kolorami trzy pieprzone cukierki. Ile można rozpracowywać kolejny krok w takiej gównianej grze? Aż się zaśmiałem, na co Cindy, Britney, Tiffany, czy jak jej tam, odsunęła się trochę i ukazała mi rozsmarowaną wokół ust czerwoną szminkę.

– Co cię śmieszy? – spytała tym wysokim, dziecinnym głosikiem, którego tak nie znoszę.

Pokręciłem głową, wyciszyłem komórkę i wsunąłem ją do kieszeni.

A kiedy podniosłem z powrotem wzrok, zobaczyłem ją.

Amanda.

Piorunowała mnie spojrzeniem. Miała lekko rozchylone usta, tak seksowne jak jeszcze nigdy.

Trafiony. Zatopiony.

OsiemAmanda

Logan. Cholerny Logan Matthews.

Nie mogłam go znieść.

Nie mogłam znieść jego zadowolonej gęby i tych idealnie potarganych, brązowych włosów.

Nie mogłam znieść tych głupich zielonych oczu i idealnych zębów, tego olśniewającego uśmiechu.

Nie mogłam znieść jego głupich, głębokich dołeczków, które pojawiały się zawsze, gdy uśmiechał się jak skończony dupek, czyli właściwie cały czas.

Nie mogłam go znieść. Nie mogłam go, kurwa, znieść.

Nienawidziłam go tak bardzo, że miałam ochotę przycisnąć go do ściany i strzelić w pysk. A potem polizać.

Zerwać z niego tę cholerną koszulkę i pieścić jego umięśnioną klatkę piersiową, wsłuchując się w jego męski śmiech, który tak uwielbiałam.

Nienawidziłam go. Głupi, cholerny Logan Matthews.

Kurczę. Jestem pijana.

I zmieniłam się w Lucy.

DziewięćLogan

Teraz

Odwróciła się na pięcie i już uciekała korytarzem, więc natychmiast odsunąłem Jak-Jej-Tam na bok i pognałem za Amandą. Dogoniłem ją i chwyciłem za ramię, a potem zaciągnąłem do jakiegoś wolnego pokoju i zamknąłem za nami drzwi.

Oparła się o nie, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

Przysunąłem się tak, że stałem teraz tuż przed nią. Pożerałem ją wzrokiem.

– Jasna cholera, jak ty bosko wyglądasz.

Nic na to nie powiedziała.

Przysunąłem się bliżej. Tak blisko, że nasze klatki piersiowe się stykały. Słyszałem, jak ciężko nabiera powietrza, jej piersi falowały rytmicznie.

Utonąłem w tych oczach. Nasze oddechy stały się szybsze, cięższe. Czułem, jak rośnie mi kutas, a przecież nawet jej jeszcze nie dotknąłem. Przymknęła oczy i oblizała wargi, i tego już nie potrafiłem wytrzymać. Moje usta znalazły się na jej tak szybko, że nie miała nawet czasu zareagować.

W pierwszej chwili działałem pospiesznie i chaotycznie, bo miałem ochotę ją po prostu pożreć, ale gdy w końcu się uspokoiłem, dotarło do mnie, że ona mnie całuje.

Ona mnie, kurwa, całowała. Pogłębiłem więc pocałunek. Mój język wysunął się, pytając o pozwolenie. Otworzyła dla mnie usta. I natychmiast wróciły wspomnienia tamtej chwili, gdy robiliśmy to po raz ostatni. Jęknęła, gdy nasze języki się spotkały, a ja przysunąłem się bliżej, przyciskając do niej swoje ciało.

Całowaliśmy się tak parę minut, nic nie mówiąc. Z każdą kolejną sekundą czułem, że przy tej dziewczynie zupełnie tracę panowanie nad sobą. Nie wiedziałem, co ona sobie myśli, ani co czuje, ani nawet dlaczego w ogóle mi na to pozwala. Ale było mi wszystko jedno.

Bo jej pragnąłem. Tak cholernie mocno jej pragnąłem.

Chwyciła mnie obiema rękoma za włosy i przesunęła moją głowę na swoją szyję. Zacząłem ją tam całować. Słyszałem, jak z trudem łapie oddech. Moja ręka powędrowała na jej udo, wsunęła się pod rąbek krótkiej sukienki, na jej tyłek. Ten zajebisty tyłek, ledwie skryty pod majtkami.

– Cholera jasna – szepnęła, przyciągając znów moje usta do swoich. Jej nogi owinęły się wokół mojej talii.

Przycisnąłem ją do ściany. O, tak, kurwa.

Amanda

O. Boże. Co się właściwie działo? Przyciskał mnie do ściany, dotykał wszędzie tam, gdzie powinien. Nogi miałam owinięte wokół jego bioder, a moje kołysały się spragnione. Byłam zaledwie dwie sekundy od krawędzi. Jego usta zsunęły się z moich ust, na żuchwę, potem na szyję. Wzięłam kilka głębszych wdechów, usiłując się uspokoić, ale jego wargi były coraz niżej, a kutas tarł mocniej. Usta wylądowały na moich piersiach i wiedziałam już, że muszę to przerwać, ale było mi tak cholernie dobrze. Uniósł rękę, ściągnął górę od sukienki w dół i nim się połapałam, jego ciepłe usta obejmowały mój sutek. Odchyliłam głowę do tyłu i oparłam się o drzwi. Jęknęłam z rozkoszy. Co on ze mną wyprawia…? Zatrzymał się i puścił moją pierś. Spojrzałam w dół, a on podniósł na mnie wzrok.

– Amanda, tak długo o tym marzyłem.

Zamarłam.

I wróciły wspomnienia.

Moje stopy wylądowały na podłodze, poprawiłam sukienkę.

Zrobił krok w tył.

– Przykro mi, Matthews. Nie powinnam była do tego dopuścić. – Pokręciłam głową. – Moja wina.

Odwróciłam się, żeby otworzyć drzwi, ale chwycił mnie za łokieć.

Obrócił mnie do siebie i odchylił tak, by nasze oczy były na tym samym poziomie.

– Co robisz?

– Nic. – Odchrząknęłam. – Przepraszam.

Oboje sapaliśmy, próbując wyrównać oddech.

Przycisnął mnie do ściany, jego usta wylądowały na moich i znów zaczęłam go całować.

Cholera.

Odsunęłam się.

– Przestań. – Odepchnęłam go. – Słuchaj, przecież cię przeprosiłam. Nie chcę tego robić. – Wskazałam na nas palcem. – Nie chcę tego.

– Twoje ciało mówi co innego.

Zrobiłam wydech.

– Tak, wiem. Przykro mi. Ale to tylko piwo, tak? Po prostu się zapomniałam.

Przysunął się, żeby znów mnie pocałować, ale zrobiłam unik i się odsunęłam.

– Przestań mnie, kurwa, całować! – Tym razem wypadło to ostrzej. Nie panowałam już nad emocjami.

Nie chciałam go.

Nie mogłam go chcieć.

Już nie.

Zachichotał.

Zachichotał, kurwa.

– Nie! – Niemal się na niego wydarłam. – To nie jest śmieszne, Matthews. – Głos mi się załamał. Nie tak miało być, ale wyszło jak wyszło. I nim się zorientowałam, już płakałam.

Logan

Płakała, a ja nie wiedziałem, co się właściwie stało. Wyciągnąłem do niej rękę, ale ją odepchnęła.

– Dopuściłam cię znów do siebie. Niemal ci pozwoliłam… – mamrotała pod nosem, kręcąc głową i ocierając łzy.

– Amanda – szepnąłem, próbując ją uspokoić. Czule położyłem jedną rękę na jej talii, a drugą na twarzy, żeby otrzeć jej łzy. Spojrzała na mnie tymi swoimi wielkimi, błękitnymi oczami. Oblizała usta.

A ja zacząłem ją znów całować.

Bo – co chyba jasne – nie myślałem w tej chwili głową.

Odepchnęła mnie.

Potem jej dłonie nagle znalazły się na moich ramionach. Wylądowałem w kącie pokoju.

– Zostań tu – rozkazała. – I przestań mnie, kurwa, całować.

Wycofała się do przeciwległego kąta pokoju i stanęła plecami do ściany.

Byliśmy tak daleko od siebie, jak to tylko możliwe w jednym pomieszczeniu.

– Co się właśnie stało? – spytałem. Nic z tego nie rozumiałem.

– Coś, co w ogóle nie powinno się wydarzyć.

– Powtarzasz to w kółko, ale ja tak tego nie czuję. Dla mnie to było zupełnie zaje…

– Przestań – poprosiła. – Błagam. Po prostu przestań.

Patrzyłem, jak jej ciało odmawia posłuszeństwa i osuwa się na podłogę.