Strona główna » Poradniki » Wrota kobiecości

Wrota kobiecości

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-8171-200-2

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Wrota kobiecości

 

Nie jest tajemnicą, że kobiety są dziś niedoceniane w domu, pracy jak również w związkach. Zbyt wiele z nas jest w stanie wojny z własnym ciałem i pozostaje odłączona od rzeczywistości. A wszystko przez cipkę. Jest ona uświęconą częścią ciała, której zabroniono nam czcić. Stanowi też ogromne źródło kobiecej mocy. Autorka, pedagog i założycielka szkoły dla kobiet, stworzyła system, który urósł do globalnego ruchu z tysiącami wielbicieli na całym świecie. Dzięki tej książce poznasz kluczowe praktyki służące odkrywaniu własnych potrzeb i marzeń. Zakończysz wieczną wojnę ze swoim ciałem i dostrzeżesz jego piękno, świętość i siłę. Dowiesz się jak odzyskać zmysłowość i dlaczego jest ona tak ważna dla rozwoju duchowego, intelektualnego i emocjonalnego. Rewolucja Twojej kobiecości.

Polecane książki

Relacji z „nieludzkiej ziemi” znamy wiele, jednak wspomnienia Zbigniewa Lubienieckiego wyróżniają się wyjątkową narracją – „bohaterskiego” dziecka, które musiało stać się zbyt szybko mężczyzną. W wieku dziewięciu lat wyrwany z domu rodzinnego, po dramatycznych peregrynacjach zostaje przemocą dostarc...
Dwuletnia znajomość między Jagerem a jego piękną asystentką przeradza się w głębokie uczucie. Łączy ich świetny seks. Gdy Jager nalega, by spędzali razem więcej czasu, pragnąca niezależności Delia dochodzi do wniosku, że bliższy związek wprowadzi w jej życie chaos. Ale nie potrafi się oprzeć Jagerow...
Nina otrzymuje niezwykłą ofertę zawodową. David, szef firmy, w której do niedawna pracowała i z której została zwolniona w związku z programem oszczędnościowym, chce ją zatrudnić prywatnie. Potrzebuje osoby, która pilnowałaby jego terminarza, organizowała spotkania biznesowe i przyjęcia z udziałem p...
Poglądy księdza Hieronima Coignarda. Les Opinions de M. Jérôme Coignard recueillies par Jacques Tournebroche. Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i francuskiej. Version bilingue: polonaise et française.FragmentyNie mam potrzeby streszczać tutaj życiorysu księdza Hieronima Coignarda, profes...
DJ Adamus. Człowiek o dwóch obliczach? Jak każdy. To historia bez cenzury. W książce niczym w klubie alkohol leje się strumieniami, narkotyki są wszechobecne, a seks nie stanowi problemu. Autor przyznaje się do wszystkich „grzechów”, choć wcale ich nie żałuje. Bez ogr&o...
Inspektorzy PIP nieprzypadkowo sprawdzają akta pracownicze w pierwszej kolejności. Okazuje się, że w każdej kontrolowanej przez PIP firmie łatwo znaleźć niedociągnięcia formalne w dokumentach personalnych. Wielkość firmy ani jej branża nie mają znaczenia. Czy w teczce personalnej pracownika na pewno...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Regena Thomashauer

REDAKCJA: Irena Kloskowska

SKŁAD: Aleksandra Lipińska

PROJEKT OKŁADKI: Aleksandra Lipińska

TŁUMACZENIE: Mariusz Warda

Wydanie I

BIAŁYSTOK 2019

ISBN: 978-83-8171-199-9

Tytuł oryginału: „Pussy: A Reclamation”

Copyright © 2016 by Regena Thomashauer

Originally published in 2016 by Hay House Inc.

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2017

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana

ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych,

kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.

Autorka niniejszej książki nie udziela porad medycznych ani nie zaleca stosowania jakichkolwiek polecanych przez siebie technik jako sposobów leczenia fizycznych, psychicznych bądź medycznych problemów bez pośredniego lub bezpośredniego zasięgnięcia porad wykwalifikowanego terapeuty. Intencją autorki jest wyłącznie zapewnienie ogólnych informacji mających cię wspomóc na drodze prowadzącej do emocjonalnego i duchowego dobrostanu. Każdą z zamieszczonych tutaj porad wykorzystujesz na własne życzenie, a co za tym idzie, ani wydawca, ani autor nie odpowiadają za twoje czyny.

Fragmenty „I Hope to Be an Old Woman Who Dresses Very Inappropriately” autorstwa

Glorii Steinem zaczerpnięto z Moving Beyond Words (Nowy Jork: Simon & Schuster, 1994).

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

sklep firmowy: Białystok, ul. Antoniuk Fabr. 55/20

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

Dedykuję tę książkę kobietom, które nigdy o niej nie usłyszą, nigdy nawet sobie jej nie wyobrażą; kobietom, które obecnie mieszkają w najciemniejszych zakątkach świata (zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego), które nie mogą nawet marzyć o luksusie

zgłębiania zagadnień opisanych na stronach tej publikacji.

Podobnie jak ma to miejsce w przypadku efektu motyla, może kobiety te zaczną również w jakiś sposób odczuwać skutki naszej miłości i oddania wszystkiemu, co kobiece.

Może nasze promienne światło rozjaśni również je, choćby z daleka.

PRZEDMOWA

Mówimy o absolutnym arcydziele! Jestem wręcz porażona głębią, humorem i mądrością zmieniającą zasady gry zawartymi w tej publikacji. Jest dla mnie prawdziwym zaszczytem odegranie roli skrzydłowej pomagającej autorce szerzyć tę wiedzę na całej ziemi. Czuję, jak każda strona tej publikacji rezonuje trajektorią życiowej podróży Regeny. Jej osobista podróż wręcz śpiewa z napisanych przez nią słów. Słowa te mają zdolność podniesienia na duchu całej planety i każdej żyjącej na niej istoty.

Regena jest jednym z najgłębszych i najbardziej prowokacyjnych liderów myślowych w dzisiejszym świecie. Mam nadzieję, że ta książka przeniesie jej pracę do rąk każdej kobiety na tym świecie, dzięki czemu osoby te, podobnie jak ja, będą w stanie poznać zapisane tutaj informacje i praktyki służące transformacji ich egzystencji.

Moja własna inicjacja w tajemnice i magię Szkoły Sztuk Kobiecych1 miała miejsce, gdy byłam matką posiadającą już dwa stopnie naukowe. Do tego czasu musiałam zobaczyć, jak daję życie moim córkom, jak one dorastają i jak rozwijają się ich relacje ze sobą, z przyjaciółmi i mężczyznami. Prowadziłam również wiele zajęć w szkole. Jeszcze wcześniej byłam prelegentką wykładów poświęconych pewnym aspektom kobiecej mądrości i temu, jak wyraża się ona poprzez ich ciała. Spędziłam trochę czasu wśród publiczności uczestniczącej w niektórych ćwiczeniach, zaczęłam nawiązywać połączenie między doświadczeniem radości i uniesienia oraz jego wpływem na zdrowie fizyczne. I tak dotarłam do momentu, w którym podczas wykładu poprosiłam studentki o podejście do mikrofonu i powiedzenie, czy zauważyły jakąkolwiek poprawę zdrowia fizycznego od momentu rozpoczęcia realizacji programu wdrażanego w SSK. Byłam zdumiona, gdy do mikrofonu ustawiła się kolejka kobiet sięgająca samego końca sali wykładowej. Jeszcze większe zdumienie wywołał u mnie fakt, że każda z kobiet relacjonowała, jak jej udział w zajęciach z Kobiecych Sztuk pozwalał odnotować poprawę bądź całkowicie wyleczyć niemal wszystko, od nieprawidłowych rozmiarów ich sutków, przez bezpłodność i torbiele jajników, po raka płuc i piersi. Wtedy już wiedziałam, że celowe dążenie do przyjemności wprowadza nie tylko poprawę jakości egzystencji tych kobiet, ale może nawet uratować ich życie.

Istnieje mnóstwo naukowych sposobów pozwalających wesprzeć związek przyjemności ze zdrowiem. Jednym z powodów korzystania z nich jest szansa na wytworzenie dużych ilości gazu o nazwie tlenek azotu, który jest produkowany przez okładzinę śródbłonka naczyń krwionośnych w stanach radości, przyjemności i ekstazy. Ów tlenek azotu jest nadrzędnym neuroprzekaźnikiem, który równoważy wszystkie inne związki tego typu, takie jak dopamina, serotonina i beta-endorfina – to te same neuroprzekaźniki, które tak wiele kobiet próbuje zrównoważyć lekami oddziałującymi na psychikę, takimi jak Prozac i Paxil, żeby wymienić tylko dwa z nich. Jestem przekonana, że bardzo niewiele kobiet musiałoby zażywać te leki, gdyby rozumiały i stosowały moc Erosa i przyjemności w życiu codziennym.

Jako dobra matka, lekarka i naukowiec obserwuję życiodajną moc przyjemności w życiu moich córek i innych znanych mi kobiet. Dopiero jednak podczas wspomnianego przeze mnie wykładu zrozumiałam, że nie możemy odzyskać mocy cipki z pomocą swojego intelektu. Jest to podróż naszego ciała. A jako kobieta, ja też musiałam zanurzyć się w SSK i to nie jako jakiś ekspert akademicki stojący na uboczu z notesem w ręku. I tak zrobiłam – zanurkowałam. Obrałam nowy kurs. I stałam się pełnoprawną Siostrzaną Boginią. Nauczyłam się chwalić, zarówno samą siebie, jak i inne kobiety. Poznałam znaczenie posiadania innych boskich sióstr w swoim życiu. Mowa o kobietach, które nie chcą już dłużej podporządkowywać się stereotypom wpajanym nam od szkoły średniej i które nie chcą uczestniczyć w indoktrynacji patriarchatu. Większość kobiet nie jest w stanie wyzwolić się od tych przekonań do momentu, w którym nie zostaną na nowo wyedukowane.

Wraz z córkami pracowałyśmy także nad analizą różnego rodzaju łańcuchów wytwarzanych pomiędzy matkami a córkami, które generują wiele bólu i mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Również moje córki musiały dostrzec we mnie zmysłową, pełną życiowej pasji kobietę, a nie tylko matkę, która najlepsze lata ma już za sobą i której przyszłość została ograniczona do opieki nad wnukami i innymi członkami rodziny. Sama również wysłałam dziesiątki innych kobiet do SSK, wiedząc, że kluczem do zdrowia kobiet – podobnie jak i zdrowia mężczyzn czy całej planety, skoro o tym mowa – jest odnowienie więzi ze znajdującym się w nas źródłem siły.

Ale to nadal nie wszystko. Doświadczyłam na sobie również niesamowitej zdolności Regeny pozwalającej jej wyczuć kobiece pragnienia na długo przed tym, gdy ona sama stanie się ich świadoma. Innymi słowy Regena jest zaklinaczką kobiet. Potrafi sprowadzić kobietę na ziemię, jeśli zajdzie taka potrzeba, aby skłonić ją do rezygnacji z opierania się własnym pragnieniom i przyjemności. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. To najlepsze widowisko, na jakie możesz zabrać swoją kobiecość. Regena jest nieustraszoną wojowniczką stającą na straży sióstr i przyjemności. Nie byłam odporna na jej urok.

Wskutek mojej pracy w Szkole Sztuk Kobiecych całe moje życie uległo zmianie. Na sugestię Regeny zabrałam się za tango. Byłam zachwycona i przerażona, gdy poprosiła mnie o odtańczenie tanga jako wprowadzenia do Sesji Męskiego Mistrzostwa na oczach setek mężczyzn i kobiet. Tę samą radość i strach mogłaś odczuwać, gdy pierwszy raz zobaczyłaś tę książkę na półce bądź też po raz pierwszy zdecydowałaś się po nią sięgnąć. Regena rzuciła rękawicę. Kim bym była, gdybym jej nie podniosła? Tańczyłam więc nie raz, nie dwa, ale aż trzy razy. Każdego roku wchodziłam na wyższy poziom i doskonaliłam swój taniec. Każdego roku coraz bardziej nieustraszona w mojej chęci do zanurzenia się w swoim ciele i własnej przyjemności. I każdego roku przyciągałam do siebie bardziej zdolnego partnera. Aż wreszcie „dotarłam do celu”, gdy Paul, mój nauczyciel tańca, zgodził się ze mną zatańczyć. Ufałam mu całkowicie. Tuż przed wyjściem na scenę Paul powiedział – Mam cię. – Zatopiłam się w jego ramionach i tańczyłam całym swoim sercem. Od tamtej pory regularnie ze sobą tańczymy. Tańczyłam każdą częścią siebie. W tym moją cipką.

Działalność Regeny pogłębiła również moją własną pracę. Jej inspirację szczególnie wyraźnie widać w moim ostatnim bestsellerze New York Timesa zatytułowanym Sekrety wiecznie młodych kobiet2.

Ponieważ, jak mówi Regena, odzyskiwanie cipki nie polega na uprawianiu seksu z dużą ilością osób. Tu wcale nie chodzi o seks. Chociaż seks może być elementem tego procesu. Odzyskiwanie cipki polega na odzyskiwaniu erotycznej siły, która jest Źródłem każdej kobiety. Chodzi o sprowadzanie nieba na ziemię – w najbardziej uświęconej części twojego ciała i twojego życia. Często powtarzam, że jeśli chcesz dowiedzieć się, gdzie tkwi twoja prawdziwa moc, przejdź do tych miejsc, których nauczono cię najbardziej się obawiać. Twój orgazm, miesiączka, poród, menopauza – wszystkie procesy, w które zaangażowana jest twoja cipka. To tam leży prawdziwa siła. W świętej świątyni miednicy. Tuż przed kością zwaną sacrum – świętą kością. W miejscu, gdzie dusza wnika do ciała.

Mam dla wszystkich jedną informację – udzielam jej jako lekarka, która spędziła całe życie, pomagając kobietom w uzdrawianiu ciała – masz odwagę czytać Wrota kobiecości. Ale nie tylko ją przeczytaj. Niech prawda o niej zatopi się w twoim ciele, niech dotrze wprost do szpiku. Niech ta książka zmieni twoje życie w sposób, w jaki zmieniła moje. Bądź żyjącą wiadomością dla innych. Możesz odzyskać swój blask, cud i życiodajną siłę przyjemności oraz erosa, ponieważ wciąż leżą one w twoim ciele. A zatem pamiętaj, kim naprawdę jesteś. Boginią.

dr Christiane Northrup,

Marzec 2016

WSTĘP

Cipka.

Jest to prawdopodobnie najbardziej pejoratywne słowo w naszym języku. To ostateczny lubieżny klaps wymierzony kobiecej godności, stosowany, gdy zamiarem jest zranienie, upokorzenie i złamanie jej człowieczeństwa. Cipka jest najniższą z niskich obelg również dla mężczyzn. Nie ma szybszego sposobu na przywalenie mężczyźnie w jaja niż nazwanie go cipką. Nie ma prostszego sposobu na ostrzeżenie go, że jego reputacja znalazła się w poważnych tarapatach.

Nikt nie nazywa mnie „cipką”, kiedy chce mi zakomunikować, jak promiennie i pięknie wyglądam danego dnia. Nikt nie używa tego słowa, żeby powiedzieć mi, jak fachowo i dokładnie udało mi się wykonać zadanie godnie mitycznego Herkulesa. A jednak cipka jest tym wszystkim i czymś znacznie większym.

Jestem kobietą wyrażającą się najchętniej za pomocą słowa pisanego. Jest to dar odziedziczony po moim tacie, który w kilku wersach zapisanych na kartce papieru potrafił wyrazić wszystko, czego nie potrafił przekazać wskutek mniejszych zdolności społecznych w zwykłej rozmowie. Podczas dorastania w każdy piątkowy wieczór czytałam na głos Biblię. Zostałam wychowana w wielkim szacunku i czci dla siły naszego języka. O jego mocy świadczy chociażby fakt, że dobrze dobrane słowo może rozniecić ogień nowego ruchu społecznego bądź filozoficznego. Dobrze dobrane słowo jest w stanie zmienić bieg historii.

Moją ulubioną książką jest słownik, który otrzymałam w gimnazjum. Cenioną przeze mnie rozrywką było poszukiwanie etymologii moich ulubionych słów, a każde przerzucenie strony stanowiło rozpakowywanie całych światów historii. Mój problem z tym związany? We wszystkich milionach słów, jakie znalazłam na kartach swojej ukochanej książki, nie mogłam znaleźć jednego słowa, które opisywałoby mnie. Żadne słowo nie wskazywało na moją ogromną zdolność do odczuwania, mój nieuchwytny i ciągle zmieniający się cykliczny charakter, moją surową kobiecość, moją delikatność, moją nieśmiałość, moje mocne strony, moją tęsknotę za tym, by być znaną, dostrzeganą, kochaną i docenianą. Żadne słowo. Choćby jedno.

Możemy dowiedzieć się najwięcej o kulturze, analizując braki w tym, co ona obejmuje.

Jednym z największych elementów podświadomego warunkowania w naszej zachodniej kulturze jest to, że nie uczy się naszych dzieci nazw dla źródła naszej kobiecej mocy. Zapytałam swoje uczennice w Szkole Sztuk Kobiecych, jak uczono je nazywać kobiece genitalia w dzieciństwie. Otrzymałam masę potocznych sformułowań, takich jak: pusia, cipcia, dziurka, myszka, siusiawka czy pipka… Lista była bardzo długa. Te, których uczono nieco bardziej prosto, nazywały damskie genitalia „waginą”, czyli medycznym określeniem, które jest w tym wypadku fizjologicznie nieprawidłowe.

Najgorsze jest jednak to, że większość kobiet została nauczona nie nazywać w jakikolwiek sposób swoich genitaliów.

Kiedy nie mamy powszechnego określenia do opisania czegoś, co jest w nas najbardziej kobiece, nie mamy również sposobu na zlokalizowanie w sobie własnej siły jako kobiet. Jak zwykł mawiać mój tata w piątkowe wieczory: „Na początku było Słowo”. Kiedy nie ma słowa, brakuje również początku. Jak określałabyś globalną sieć komputerową zawierającą informacje i zapewniającą możliwości komunikacyjne za pośrednictwem standaryzowanych protokołów technologicznych, gdybyś nie znała słowa Internet? Na chwilę obecną nasza kultura nie zapewniła nam jeszcze słowa umożliwiającego określanie miejsca, w którym jest źródło naszej siły, a tak naprawdę i źródło wszelkiego życia.

Jest to bardzo kobieca siła, której brakuje nam w większości słyszanych przez nas opowieści o osobistych sukcesach. To do niej nawiązuje Sheryl Sandberg, jedna z najbardziej produktywnych kobiet w Ameryce, ujawniając na profilu New Yorkera, że przez całe życie czuła się oszustką. To właśnie o niej wspomniała projektantka mody Diane von Furstenberg w programie CBS This Morning, mówiąc, że co rano wstaje z poczuciem bycia przegraną. To właśnie z jej powodu Gayle King, która przeprowadzała pamiętny wywiad z von Furstenberg, odparła, że co rano czuje się grubo.

To braki w tej sile Shonda Rhimes obserwuje w swojej książce Year of Yes. To właśnie te niedobory autorka uznała odpowiedzialnymi za to, iż ona, jak i wiele innych kobiet, nie jest w stanie zaakceptować komplementów oraz ucieka od akceptacji i docenienia.

To z powodu nieświadomości owej siły wiele absolwentek uczelni wyższych zostaje asystentkami, podczas gdy ich koledzy z zajęć otrzymują własne katedry. (Tutaj pozwolę sobie przytoczyć cytat zapisany przez Lindę Babcock, profesor ekonomii na Carnegie Mellon University i współautorkę książki Women Don’t Ask. Pewnego razu jej dziekan wyjaśnił jej różnicę pomiędzy studentami a studentkami – Więcej mężczyzn pyta. Kobiety po prostu nie zadają pytań). To mężczyźni statystycznie cztery razy częściej niż kobiety poodejmują próby negocjowania ofert sprzedaży. Co więcej, gdy kobiety już decydują się podjąć próby negocjowania oferty, osiągają wyniki o trzydzieści procent gorsze niż mężczyźni.

Od dawna zadawałam sobie pytanie, dlaczego kobiety mają tę ograniczoną możliwość dostępu do ich mocy i głosu. Pytałam siebie, dlaczego to kobietom wydaje się, że nie są w stanie uzyskać czegoś więcej bądź rozwiązać konkretnych problemów. Kiedy patrzę na kobiety na całym świecie, mam wrażenie, że ich wewnętrzne światło zostało w jakiś sposób wyłączone. Żarówka wciąż w nich jest, ale z całą pewnością nie emituje światła. To one, jako włączniki tego światła, są wyłączone. I nie ma w tym nic dziwnego. Od zawsze uczono nas bowiem wyłączać się i odwracać od swojego światła.

Odwracamy się od bezdomnego żebrzącego o wsparcie. Odwracamy się od swojego wpływu na zmiany klimatyczne wynikające z tego, co codziennie robimy i czego nie robimy, a powinniśmy. Odwracamy się od swoich emocji i je w sobie wygaszamy.

Nikt nie musi nas uczyć wyłączania się. Nasz model kulturowy wraz z towarzyszącymi mu działaniami jest głośniejszy niż jakiekolwiek słowa. Tak wiele z nas nauczono odwracać się plecami do silnych emocji – zaczęłyśmy postrzegać je jako coś żenującego lub wręcz śmiesznego. Tak wiele z nas uczono, aby utrzymywać w tajemnicy wszystkich i wszystko, co mogłoby jawić się jako ekstrawaganckie lub wręcz skandaliczne. Po prostu to wyłączamy. Mamy wyłączać naszą siłę życiową, wyłączać nasze uczucia, wyłączać naszą zmysłowość, a w konsekwencji mamy wyłączać naszą moc.

Gdy żyjemy w świecie, który nie może nawet zrozumieć własnej wrodzonej zajadłości wobec kobiet – a tym samym nie może pójść krok do przodu, aby uczcić lub wspierać kobiety i dziewczęta, które zostały przezeń zniszczone – do czego możemy się uciec? W jaki sposób możemy oprzeć się niewidzialnemu atakowi, który nie chce być widoczny? Jak pogodynka – pozwalająca zatriumfować siłom natury – może dokonać globalnego odrzucenia własnych doświadczeń?

Jak może ona znaleźć drogę naprawy, wzmocnienia i przerobienia samej siebie w świecie, który nie uznaje, że cokolwiek w niej wymaga interwencji?

Jak ma się włączyć, kiedy systematycznie odmawiano jej wszystkiego, bagatelizowano jej potrzeby bądź ją podporządkowywano?

Gdzie w tej fabule jest szansa na to, żeby ofiara stała się bohaterką?

W jaki sposób my, jako kobiety, poświęcamy naszą świętość po tym, jak byłyśmy kalane, wyłączane i ignorowane przez całe życie?

Rozwiązanie epidemii bezsilności wśród kobiet, której nie jest w stanie pokonać ani oszałamiający sukces, ani wyższe wykształcenie, jest proste: podłączenie kobiety do jej cipki. Podobnie jak cipka jest źródłem wszelkiego ludzkiego życia, jest ona także źródłem podłączenia do własnej siły życiowej dla każdej kobiety, jej głosu, jej poczucia wewnętrznej siły. Kiedy kobieta włącza swoją cipkę, jest ona w rzeczywistości włączeniem siły życiowej i podłączeniem do jej wrodzonej boskości.

Dzieło mojego życia opiera się na tworzeniu tej samej ścieżki dla wszystkich kobiet: brakującego szlaku prowadzącego od bycia ofiarą do naszego własnego wrodzonego blasku. Szlaku, który nie zależy od kogokolwiek czy czegokolwiek, ale na powrót przekazuje prawdziwą moc w kobiece ręce. Kiedy kobieta projektuje swoje przeznaczenie, a następnie nim żyje, w naturalny sposób spycha na dalszy plan wszystko w tym świecie, co z jakiegoś powodu jest złe. Ale pierwszym krokiem, który jest najważniejszy, jest uzyskanie prawa do korzystania ze swojej cipki. A nawet więcej niż uzyskanie prawa. Każda kobieta musi włączyć tę część siebie, której dotychczas najbardziej ubliżano i którą oczerniano. Część, której zapewne absolutnie jeszcze nie poznała.

Jako kobieta stojąca za Szkołą Sztuk Kobiecych, wartą wiele milionów dolarów instytucją edukacyjną dla kobiet z siedzibą w Nowym Jorku, oparłam swoje zadanie i główny cel na tym, abyśmy odzyskały naszą moc potrzebną do odzyskania cipki, zaczynając od samego definiującego ją słowa. Robię to podczas kursów, co owocuje rozwojem osobistym i transformacją setek kobiet. Zabieram kobiety w podróż, która obejmuje dokonanie rozliczenia z przeszłością, zmysłowe przebudzenie, psychologiczną, duchową i fizyczną rekonfigurację oraz odtworzenie zerwanych więzi. Zanurzam swoje studentki w Kobiecych Narzędziach i Sztukach, zapraszając je do trwałej wspólnoty tysięcy sióstr mogących się wzajemnie od siebie uczyć i na sobie polegać, stymulując ich rozwój i przemianę całej reszty ich życia. Szkoła Sztuk Kobiecych (którą będę skrótowo nazywała w książce SSK) jest tworzona przez kobiety, przy udziale kobiet i istnieje dla kobiet. Jej nie takim znowu sekretnym zadaniem jest inicjowanie każdego ucznia w pełnej władzy niezbywalnego, niezmordowanego i niezniszczalnego kobiecego ducha w obliczu wiecznie trwających życiowych wyzwań. Kobieta, która zostaje absolwentką naszego programu, bierze z niego poczucie podłączenia do jej mocy, nieodwołalnej głębokości zaufania na poziomie dla niej wcześniej niewyobrażalnym i sprawiedliwego rozumienia własnych wartości w tym czasie i miejscu na ziemi.

Wyobraź sobie następujący obraz: sala wypełniona trzaskiem połączonej pulsującej energii setek kobiet stojących razem w siostrzanej relacji. Niektóre z nich są siostrami od niedawna, a inne uczestniczą w całym procesie od lat. Wszystkie łączy identycznie silna więź. Każdy przycisk kobiecej emocjonalnej, fizycznej i duchowej klawiatury został podłączony do zasilania. Jesteśmy w stanie razem szaleć i płakać wspólnie nad naszymi starożytnymi kośćmi. Możemy wspólnie wstać i tańczyć, wyrażając tym samym spontanicznie wdzięczność za przywilej bycia tu razem. Dzięki obecności pozostałych sióstr każda kobieta czuje się zarazem bardziej sobą.

I to właśnie stanie się twoim udziałem, jeśli zdecydujesz się przeczytać tę książkę. W stopniu większym, niż byłbyś sobie to nawet w stanie wyobrazić, będziesz w stanie połączyć się ze swoją najgłębszą intuicją, twoją uświęconą kobiecą energią i głosem, który powinien zostać wysłuchany. Zamierzam polecić ci również kilka ćwiczeń, które wykorzystujemy na kursie mistrzowskim SSK, dzięki czemu będziesz w stanie nie tylko przeczytać o tym, co jest możliwe, ale i doświadczysz w sobie niesamowitych zmian. Wystarczy, że będziesz wykonywać je wraz ze mną.

ZASTRZEŻENIE

W niniejszej książce mam zamiar używać określeń takich jak mężczyzna i kobieta w celu omówienia męskich i żeńskich sił istniejących na świecie.

Znam i kocham wszystkich swoich czytelników – gejów, heteroseksualistów, biseksualistów, transseksualistów i wszystkich pozostałych – a ta książka jest poświęcona kobietom wszelkiej orientacji seksualnej. Męskie i żeńskie energie działają we wszystkich istotach, relacjach, jak i całym świecie jako takim. Większość z nas nauczyła się bardzo wiele o męskich energiach i bardzo, bardzo niewiele o energiach kobiecych. W efekcie, niezależnie czy traktujemy owe moce indywidualnie czy zbiorowo, wytworzyła się pomiędzy nimi znacząca nierównowaga. Ta książka ma za zadanie na nowo przekalibrować twoją wewnętrzną skalę.

Wszyscy mamy w sobie obydwa rodzaje energii, niezależnie od naszej płci czy preferencji seksualnych. Kobieca siła jest przede wszystkim odpowiedzialna za pragnienia. Męska z kolei odpowiada za ich realizację. Męska siła jest skałą, a żeńska falą uderzającą w tę skałę. W związkach jednopłciowych role te są wielokrotnie zamieniane pomiędzy osobami, to samo jednak niejednokrotnie można zauważyć w związkach heteroseksualnych. Czasami heteroseksualna kobieta cieszy się swoją męskością, a mężczyzna raduje znajdującym się w nim pierwiastkiem kobiecym.

Dołożę wszelkich starań, aby podczas pisania uszanować wszelkie możliwe konfiguracje. I dla jasności, użyję mężczyzn i kobiet jako punktów odniesienia. Moim celem jest umożliwienie ci dostrzeżenia różnic między męskimi i żeńskimi energiami, niezależnie od tego w jakich ciałach się one przejawiają. W ten sposób każdy z nas może zacząć naprawdę cieszyć się polaryzacją pomiędzy – oraz w związku z – tymi dwiema siłami funkcjonującymi w naszym świecie.

Ta książka stanowi moją propozycję. Zawiera wszystko, czego się nauczyłam, wszystko, czym pragnęłam podzielić się z szerszą publicznością, a co mogłoby pasować do ogromnych sal balowych i teatrów, gdzie spotykam co roku swoich uczniów. Będziesz musiała przejść przez drogę, którą każda kobieta przemierza w programie mistrzowskim SSK. Wędrówka ta odzwierciedla podróż, którą każda kobieta musi przejść w swoim życiu.

Jaki jest najważniejszy element tego programu? Zgadłaś: odzyskanie samego źródła kobiecej mocy.

Zaczniemy od pojednania, którego konieczność jest na swój sposób tragiczna. Muszę na nowo zapoznawać każdą swoją studentkę z tą jej częścią, która jest kluczem do wszystkiego, a której żadna z nich nigdy nie szukała, a co gorsza, spychała ją ze wstydem w cień. Częścią, która celowo i świadomie została zepchnięta do podziemia. Częścią pozbawioną imienia. Częścią, której nie wolno omawiać. Część ta jest zostawiana samej sobie bądź, co gorsza, więdnie i umiera. Jak więc mogłabym rozpocząć proces odzyskiwania i pojednania, jeśli nie w ten sam sposób, w jaki zapoczątkował się cały ten świat – od słowa?

Na początku było Słowo.

Tym słowem, moje drogie, jest cipka.

A poprzez tę książkę chciałabym przywrócić owemu słowu właściwe miejsce – by stało się znowu najwyższym możliwym komplementem i stanowiło wyraz modlitwy uświęcającej życie.

ROZDZIAŁ 1ZEW BOGINI

Duchowa dolina nigdy nie umiera.

Jest ona zwana tajemniczą kobiecością.

A drzwiami tajemniczej kobiecości

jest podstawa, z której wywodzą się niebo i ziemia.

To właśnie jest w nas przez cały ten czas.

Czerp z tego wedle uznania, ponieważ to źródło nigdy nie wysycha.

– Daodejing

Od około czterech dekad, co roku latem lub w jego okolicach spotykałam się ze moimi dwiema najlepszymi kuzynkami i razem urządzałyśmy sobie babski weekend. Na naszym spotkaniu zjawiała się Hannah, mieszkająca w Kolorado z mężem, synem i córką, oraz mieszkanka Houston, Grace, której rodzina składała się z małżonka i czterech córek.

W przeszłości, gdy wszystkie studiowałyśmy w Filadelfii, byłyśmy trzema młodymi kobietami z wielkimi marzeniami. Hannah była rzeźbiarką, poetką i malarką. Grace była bardzo utalentowaną fotografką udzielającą się w uczelnianej gazetce. Ja z kolei byłam aktorką.

Obserwowałyśmy nawzajem rozwój swojego życia – byłyśmy świadkami, udzielałyśmy sobie wsparcia i miłości w największym stopniu, w jakim tylko byłyśmy w stanie. Cudem byłyśmy ze sobą połączone, podczas gdy życie rozegnało nas w zupełnie innych kierunkach, gdzie dokonywałyśmy całkowicie odmiennych wyborów i tworzyłyśmy zupełnie odmienne życie dla siebie i swoich dzieci.

Hannah zwykła zadawać się z niewłaściwymi mężczyznami i często inwestowała własne pieniądze w realizację ich marzeń. Parała się robieniem ceramiki, porcelany i prowadzeniem galerii sztuki. Była genialną garncarką, ale nigdy nie była w stanie dobrze sprzedać swoich dzieł, bo sama również nigdy nie doceniała samej siebie. W końcu poznała wspaniałego faceta, dyrektora i właściciela firmy zajmującej się promowaniem życia w naturze, wyszła za niego za mąż i doczekali się dzieci. Wychowali dzieci na łonie natury, latem robiąc kempingi, zimą jeżdżąc na nartach oraz żywiąc się wyhodowanym przez siebie organicznym pożywieniem.

Grace podążyła odmienną ścieżką. Poślubiła bogatego chłopaka, którego rodzina od pokoleń znaczyła wiele w branży naftowej, i poświęciła się swojemu marzeniu bycia fotoreporterką. W międzyczasie doczekała się czterech córek. Kilka godzin w tygodniu działała w ramach wolontariatu w Houston Children’s Charity i służyła pomocą w Parent-Teacher Association. Jej małżeństwo było związkiem starej szkoły: cały proces decyzyjny należał do jej męża. Żyli tam, gdzie on chciał żyć, co niedzielę uczęszczali do kościoła, ponieważ taka była jego decyzja (choć moja przyjaciółka tego nie cierpiała) i zapisała się prywatnego klubu dla bogaczy, do którego należała również rodzina jej męża. Cała odpowiedzialność za wychowanie dzieci spadła na nią, ponieważ mąż często przebywał w podróżach służbowych i uczestniczył w przedsięwzięciach społecznych organizowanych we współpracy z wieloletnimi członkami swojego ekskluzywnego towarzystwa. Czasami czuła się, jakby była tylko klaczą zarodową, wprowadzoną do rodziny wyłącznie w celu dostarczenia mu spadkobierców.

Te moje dwie ukochane kuzynki obserwowały z zaciekawieniem, a czasem nawet pewną dozą krytyki, jak tworzyłam Szkołę Sztuk Kobiecych (raz jeszcze przypomnę, że w książce pojawia się również pod skrótem SSK) i napisałam trzy książki. Tańczyły na moim ślubie, wspierały mnie podczas mojego rozwodu i nauczyły mnie wszystkiego, co same wiedzą o byciu dobrą mamą. Ale nigdy nie postawiły stopy w mojej szkole. Branie lekcji w SSK było dla nich zbyt dziwne, zbyt przerażające. Nawet moje letnie wizyty w ich domach wydawały się nieco chłodniejsze. Pewnego roku chciałam wnieść trochę zabawy w wizytę u Hannah. Przyniosłam iPoda z całą playlistą i próbowałam nakłonić kuzynki do spontanicznego tańczenia w kuchni. Po powrocie do domu Hannah zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym więcej tego nie robiła, ponieważ zdenerwowałam jej dzieci. Jej przesłanie zrozumiałam następująco – mamy powinny być poważne. Zabawa i włączanie się do życia nie było dostępne w ich macierzyńskim menu.

Patrzyłam, jak obie te kobiety odciągają własny blask i radość heeeeeeeeeen na bok, aby uszanować tym samym wzrost własnych dzieci i poświęcić się w pełni zajmowaniu się gospodarstwem domowym. Ale wciąż tęskniłam za swoimi kuzynkami i marzyłam, by pewnego dnia przybyły do mojej szkoły i przekonały się na własnej skórze, co udało mi się przez te wszystkie lata stworzyć. Chciałam podzielić się z nimi wszystkimi swoimi odkryciami. Chciałam zobaczyć, jak moja praca może wpłynąć na ich życie i jak może pomóc im w realizacji wszystkich niezliczonych obowiązków, jakie mają na głowie. Próby namówienia ich na zrobienie tego kroku spotykały się jednak z masą trudności. Powtarzały mi, że nie mogą znaleźć czasu na podróże do Nowego Jorku, ponieważ całkowicie zaburzyłoby to ich zajmowanie się dziećmi i harmonogram pracy. Nigdy jednak nie przestałam ich zapraszać. Za każdym razem, gdy zbliżał się nowy kurs, dzwoniłam do nich i namawiałam je na zapisanie się do SSK.

Po około dziesięciu latach proszenia Hannah w końcu powiedziała tak.

Wtedy też zmarł mój tata, w związku z czym musiałam zabrać ze sobą mamę na prowadzony w ten weekend kurs. (Ze względu na odbywające się w tym czasie żydowskie święta, w trakcie weekendu nie odbywał się rytuał siedzącego Shivy, a co za tym idzie mama również mogła spędzić ze mną te dni). Po tym doświadczeniu mama zaczęła pomagać mi w organizowaniu wykładów w SSK. Teraz jest „Babuszką” – babcią bądź starszą – całej naszej szkoły. Pomaga mi, biorąc na bok i pomagając wszystkim kobietom, które mają problem z przyswojeniem przerabianego akurat materiału. Bierze je na kolana, słucha historii wyniszczenia, jakiego doświadczyły, osusza łzy, a następnie odsyła z powrotem do klasy.

Jednak tego pamiętnego dnia zabrałam ze sobą mamę na zajęcia tylko po to, żeby nie czuła się samotna po odejściu taty. Poprosiłam również Hannah, żeby siedziała obok mamy i wspierała ją w trakcie tego weekendu. Czy to nie interesujące, że jedynym sposobem zaciągnięcia jej do Szkoły Sztuk Kobiecych było poproszenie jej o pomoc innej osobie? Jest to powszechna cecha kobiet wychowanych w naszym kręgu kulturowym. Bardzo trudno jest nam powiedzieć tak, gdy chodzi o naszą własną przyjemność. Nie mamy doświadczenia w stawianiu własnej radości wysoko na liście priorytetów, jak również inwestowania w siebie. Jednocześnie niezwykle łatwo jest nam się zgodzić na przyjęcie kolejnych zobowiązań i odpowiedzialności. Jesteśmy wysoce zmotywowane, kiedy mamy okazję służyć drugiej osobie.

Mimo to nie możesz sobie nawet wyobrazić radości, jaką wywołała u mnie perspektywa obecności Hannah! To było ekscytujące. I, gdybyś się jeszcze tego nie domyśliła, Hannah zakochała się z SSK. Tak bardzo jej się ona spodobała, że dołączyła do mnie w kampanii przekonywania Grace do pojawienia się w szkole od następnego semestru. Naturalnie sama również zapisała się na cały kurs.

Od tego momentu żyłam swoim marzeniem: udało mi się rozpocząć współpracę w moimi obiema kuzynkami! Były to kobiety, które od dawna mnie inspirowały i podtrzymywały na duchu potęgą swojej miłości i przyjaźni oraz całonocnym zaśmiewaniem się. Kobiety, które nauczyły mnie cenić i szanować siostrzaną miłość. To w pewnym stopniu one zainspirowały mnie do stworzenia społeczności kobiet mających wspierać się i wzajemnie kochać w Szkole Sztuk Kobiecych. A teraz miałam przywilej wprowadzenia ich do żywego organizmu pracy, która mnie zainspirowała i zmieniła trajektorię całego mojego życia.

Szkoła Sztuk Kobiecych jest wprowadzeniem do kobiecości. Nie chodzi tu o kobiecość charakteryzującą się służebnością i usługiwaniem innym ludziom, ale raczej starożytną rdzenną wiedzę dotyczącą tego, kim jest kobieta. O wrodzoną moc, którą posiada każda kobieta, ale do której dostęp mają nieliczne z nas. Każdy aspekt kobiety jest zwykle ciągle nieodkryty – zmysłowość, ciało, zdrowie, duchowość, kariera, poczucie własnej wartości i pewność siebie. Co najważniejsze, każda studentka mojej szkoły przechodzi transformację od dziewczyny do kobiety, w trakcie której ma możliwość rozprawienia się wątpliwościami wobec własnej osoby, nienawiścią wobec siebie i autoironią. Przechodzi ona od tych negatywnych stanów do zakorzenionych głęboko w nich pokładów prawdziwej mocy. Kobiety te nagle zdają sobie sprawę, że są członkiniami społeczności, która je kocha i wspiera, pozwalając im spełniać marzenia i przeznaczenie w sposób, jakiego nawet nie były sobie w stanie wcześniej wyobrazić.

Hannah i Grace wspólnie dołączyły na organizowane przeze mnie zajęcia. Ale to, co potem zrobiła każda z nich, było już znacząco różne. Hannah skoczyła w wir zajęć, zanurzając się w nich obiema rękami i nogami – jak również wszystkimi pozostałymi częściami ciała. Przyprowadziła męża na sesję dla mężczyzn, którą szczerze pokochał. Praktykowała narzędzia wywodzące się z Kobiecych Sztuk w swoim codziennym życiu po powrocie do domu. Sprowadziła do szkoły wszystkie swoje najlepsze przyjaciółki z Denver, co doprowadziło do pogłębienia łączącego je poczucia wspólnoty. Jej życie seksualne z mężem ruszyło z kopyta. Nawet po jego przejściach związanych z rakiem prostaty była w stanie zastosować to, czego nauczyła się w SSK i przywrócić im szczęśliwe, zdrowe życie seksualne. Zdecydowała się na duże ryzyko finansowe i postanowiła kupić oraz wyremontować swój wymarzony dom, który samodzielnie zaprojektowała i urządziła. Tak jej się spodobały dokonane w życiu zmiany, że poszła za ciosem i znalazła zrujnowany budynek w swoim mieście, który samodzielnie wyremontowała, a następnie stworzyła tam centrum sztuki przeznaczone dla lokalnej społeczności, w którym prowadziła zajęcia z garncarstwa. Wynajęła innych artystów, którzy zajęli się prowadzeniem zajęć z malarstwa i rysunku oraz wynajmuje studio każdemu, kto go potrzebuje. Centrum sztuki stało się jej nową pasją. Wróciła nawet na studia, by zgłębiać tajniki biznesu, aby dowiedzieć się, jak najlepiej zarządzać, a nawet ulepszać centrum sztuki. Moja przyjaciółka czerpie pełnymi garściami ze wszystkich działań, jakich się podejmuje. Znalazła swój głos, pasję i blask. Obecnie bardzo często zdarza się jej tańczyć w kuchni, podczas gdy dzieci przewracają oczami, jednocześnie w sekrecie podzielając radość mamy. Ona i jej mąż nigdy nie byli szczęśliwsi.

KOBIECE SZTUKI

W tej książce będę dość często powracała do Kobiecych Sztuk – koncepcji leżących u podłoża tego, czym się zajmuję – oraz narzędzi wspierających owe sztuki. Zarówno Narzędzia, jak i Sztuki opisałam bardziej dokładnie w swojej pierwszej książce zatytułowanej Mama Gena’s School of Womanly Arts. Kiedy kobieta wciela owe koncepcje w praktykę własnego życia, cała jej egzystencja ulega pełnej metamorfozie. Wspomnę tu o wielu z tych elementów, a niektóre zostaną szczegółowo omówione. Możesz również znaleźć je w Dodatku, co pozwoli ci pobieżnie się z nimi zapoznać i wyrobić sobie wstępną opinię. Narzędzia te mogą być używane na co dzień, aby upewnić się, że twój duch szybuje odpowiednio wysoko, a ty jesteś podłączona do twojego boskiego źródła energii. Są one również bardzo przydatne w sytuacjach awaryjnych, gdy cierpisz na chwilową utratę zdrowego rozsądku i musisz szybko przełączać biegi, by znaleźć dostęp do swojego centrum.

Z drugiej strony życie Grace było całkowicie odmienne. Nie kontynuowała ona korzystania z Narzędzi i Sztuk, które poznała na zajęciach, jak również nie zamierzała korzystać z możliwości wspierania innych kobiet – należących do stale rozwijającej się społeczności, którą nazywamy Siostrzanymi Boginiami3. Ona i jej mąż przez lata ukrywali jego nadużywanie alkoholu, a ich życie nadal się kurczyło, pochłaniane przez mroki widma alkoholizmu. Wypraszano go ze zbyt wielu przyjęć w klubie, który tak bardzo lubił, a w pewnym momencie został również odsunięty od zarządzania rodzinnym biznesem z powodu, którym nigdy nie podzielił się z Grace. W konsekwencji moja przyjaciółka robiła wszystko, co w jej mocy, by prawda nie wyszła na jaw, a rodzina się nie rozpadła. Tymczasem mąż zagroził jej, że się z nią rozwiedzie i zostawi ją z niczym, jeśli choćby spróbuje znaleźć dla niego jakikolwiek rodzaj wsparcia przy toczącym jego ciało i umysł uzależnieniu.

Tajemnica, do której utrzymywania Grace została zmuszona, odcisnęła swoje piętno również na kolejnym pokoleniu. Jej córka została wydalona z uczelni po nieudanej próbie zaliczenia wszystkich zajęć. Za tą sytuacją leżał gwałt, jakiego doświadczyła na randce. Dziewczyna tak bardzo wątpiła w swoje racje, że nigdy nie zgłosiła całego zajścia na policję ani nie poszukała kogokolwiek, kto mógłby jej doradzić. Zamiast tego wróciła do domu z poczuciem wstydu. Kiedy spotkałyśmy się na naszym ostatnim babskim weekendzie, Grace przyznała, że utrzymywanie sekretu męża, a później i córki było złe, ale nigdy nie potrafiła zdobyć się na publiczne wyznanie prawdy.

Grace wyznała również, że kochała SSK, ale jej mąż skarżył się na jej częste wyjazdy. Musiała bowiem wyjeżdżać do Nowego Jorku na jeden weekend w miesiącu przez cztery miesiące i nie było nikogo, kto mógłby się w tym czasie opiekować rodziną. Najwyraźniej spodziewał się, że będzie na niego czekała co weekend w domu, by mogli często uprawiać seks. Gdy wybierała inną opcję, jej mąż nie potrafił zrozumieć i zaakceptować jej decyzji. Grace zapisała się więc na zajęcia ze swoją przyjaciółką Shelley, by studiować wraz z nią Kurs cudów4. Po drugim weekendzie wspólnych zajęć Shelley powiedziała Grace, że nie wierzy w istotność łączenia się z ludzką cielesnością. Przekonywała ją, że najważniejsze jest łączenie się z sercem, a nie cipką. Grace uznała, że Shelley ma rację. Chociaż moja przyjaciółka lubiła zajęcia z SSK, zdecydowała, że nie potrzebuje już promowanych na nich wartości. Dużo łatwiejsze było odrzucenie czegoś nowego, innego i uniknięcie konfrontacji z tym czymś, niż zaryzykowanie i otwarcie się na całkowicie nowy punkt widzenia.

Tak więc obie moje najdroższe przyjaciółki usłyszały zew Bogini. Jaka była pomiędzy nimi różnica? Hannah na niego odpowiedziała, a Grace tylko odsłuchała go na automatycznej sekretarce.

Teraz ty również stoisz przed identycznym wyborem. Ta książka oferuje ci wszystko, czego nauczam na programie mistrzowskim w Szkole Sztuk Kobiecych. Są w niej wszystkie koncepcje i materiały, jakie doskonaliłam i testowałam. Mają one na celu zainicjowanie życia, jakiego zawsze pragnęłaś, i nauczenie cię, jak możesz samodzielnie podtrzymywać jego dalszy rozwój. Niniejsza książka stanowi kulminację trzydziestoletnich poszukiwań osobistych i dwudziestu lat prowadzenia uczelni. Oferuję ci program, który odmienił życie tysięcy kobiet, włączając w to moją kuzynkę Hannah.

A teraz kolej na ciebie. Moja droga, Bogini wzywa. Czy jesteś gotowa na to odpowiedzieć?

Zew Bogini

Dość wcześnie usłyszałam zew Bogini. Zdarzyło się to, gdy miałam zaledwie sześć lat, a Bogini przybywała, by odwiedzać mnie nocami. Zwykła siadać na moim łóżku, pomiędzy poduszką a krawędzią materaca. Nie mogłam jej zobaczyć w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale wiedziałam, że tam była. Wiedziałam to w taki sposób, w jaki sześciolatki coś po prostu wiedzą.

Początkowo byłam przerażona, zastygałam w bezruchu, nie mrugałam, zaciskając powieki, by przekonać przybyszkę, że śpię. Chciałam, żeby sobie poszła.

Z czasem jednak mój strach przed nocnym gościem stopniowo stopniał. Zaczęłam się relaksować w obecności tej niezwykłej istoty. Jej przybycie wytwarzało w moim wnętrzu coś, czego nigdy wcześniej nie czułam. Było to poczucie nic nieważącego ciepła, które przemieniało coś w moim wnętrzu w płynne złoto.

Zaczęłam leżeć bez ruchu nie po to, by ta istota odeszła, ale by wniknęła do mojej świadomości. Przyjmowałam ją do siebie. Wyczuwałam jej idealne pragnienia. Pamiętam to poczucie, tę chęć utrzymania jej w sobie, pozwolenia, by się we mnie zadomowiła. Chciałam ją jak najlepiej poznać.

Pomiędzy nami nie padły jednak żadne słowa, a ja nie mogłam na nią spojrzeć. Za każdym razem, gdy kierowałam wzrok bezpośrednio na nią, ona znikała.

Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia. Ona obudziła we mnie miłość. Nie był to rodzaj miłości, jaką się czuje do swojej matki. Była to miłość, dzięki której mogłam czuć.

Zmysłowa miłość.

Cielesna miłość.

I głęboka, niepowtarzalna świętość.

W jej obecności czułam, że promienieję.

Było to uczucie, które teraz z łatwością rozpoznaję. Było to włączenie mnie.

Choć miałam zaledwie sześć lat, włączenie mojej osoby było dla mnie bardzo dogłębnym doświadczeniem. W końcu stałam się kompletną sobą. Czułam, jak to doznanie przepływa przez całe moje ciało, wnika do komórek, rozpływając się niczym kawałek ciepłego masła na gorącej muffince. To uczucie było moją ziemią, moim duchem, moją wiecznością, moim tam i teraz.

Proste, podstawowe. Jak słoneczny blask. Wiedziałam, że jest to najcenniejsze uczucie w całym świecie.

Jak sądzę, ty również mogłaś doświadczyć tej niezwykłości.

Gdyby zapach świeżego chleba był uczuciem, to właśnie o nim bym w tym momencie mówiła. Mogłoby również być odpowiednikiem ostatniego ciepłego dnia jesieni.

Uczucie bycia zupełnie i całkowicie obecnym oraz przesiąkniętym darem życia. Bycia niesioną przywilejem egzystencji. Żadnych celów, samo szczęście. Taki wewnętrzny zachwyt może być skutkiem ekspozycji na promienie słoneczne. Podobnie jak i zapach główki twojego dziecka. Radosna jazda konna. Ocean. Połączenie. Śmiech. Ekstaza w dowolnej formie.

W ten właśnie sposób czujesz się jak Bogini.

Czułam jej cichą tęsknotę za mną. Chciała być przeze mnie poznana. Chciała być postrzegana, zauważana, słyszana i wyczuwana. Wgryzła się w moje wnętrze niczym aromat perfum. I zatopiłam się w jej obecności, oczarowana jej bliskością. Zrobiłabym wszystko, żeby jej służyć. Czułam się bezpiecznie. Odnaleziona. Będąca kompletnie sobą. Czułam, że już zawsze chcę służyć, zarówno jej, jak i uczuciu, które pojawiło się w moim wnętrzu.

Chociaż to uczucie przetrwało we mnie przez zaledwie kilka lat, wywarło długotrwały wpływ na moje życie. Mój dorosły umysł zastanawia się teraz, czy te doświadczenia z Boginią mogły być snem lub fantazją. Być może była to odpowiedź obronna na dorastanie w gospodarstwie domowym opartym na patriarchalnych wartościach religijnych, męskich zwyczajach społecznych i przemocy fizycznej. Bogini reprezentowała dokładnie przeciwieństwo tych rzeczy. Stała się swego rodzaju aniołem stróżem w moim życiu, a także przedmiotem moich filozoficznych poszukiwań. Wszystko, z czym się w tamtych latach spotkałam, a co było żeńskie i „duchowe”, było jednocześnie utożsamiane z bólem i cierpieniem. Spotkania z Boginią były dokładnym przeciwieństwem. Były kobiece, święte i zachwycające.

W tamtych czasach zachwycający było słowem, którego w żadnym stopniu nie utożsamiałam z byciem kobietą. W byciu dorosłą kobietą nie widziałam niczego zachwycającego. Kiedy widziałam życie swojej matki – podobnie jak i życie innych kobiet z naszego sąsiedztwa – nie widziałam niczego, czego mogłabym pragnąć dla siebie. Widziałam kobiety, dla których priorytetem byli ich mężowie i rodziny. Kobiety, które pracowały bardzo ciężko, które robiły zakupy, gotowały, sprzątały, jeździły kombi i podporządkowywały swoją egzystencję czynieniu życia innych ludzi lepszym i łatwiejszym. Widziałam kobiety, które były pełne poświęcenia i które ignorowały własne potrzeby oraz które zrezygnowały z własnego szczęścia. Widziałam kobiety, które były podporządkowane. Kobiety, które były niedoceniane w swojej pracy. Widziałam kobiety, które wyglądały na puste, wewnętrznie wydrenowane i martwe. Kobiety, które były złe, zgorzkniałe, pełne urazy i rezygnacji. Widziałam świat kobiet, którym brakowało ognistego sensu życia i żywotności, czyli wartości, które wykształcają się tylko w życiu pełnym pasji i poczucia, że zasługuje się na to, co najlepsze. Widziałam świat kobiet, których światła były słabe, jeśli nie całkowicie zagaszone. Opis zadań dla „kobiety” nie zawierał w sobie niczego, pod czym chciałabym się podpisać.

Doświadczenie Bogini było zarazem pierwszym momentem, w którym poczułam inny rodzaj zewu. Wypełniło mnie poczucie obietnicy, poczucie inspiracji w kobiecości, które było niepodobne do czegokolwiek, czego byłam świadkiem. To była energetyczna esencja kobiecości, z którą się nigdy wcześniej nie spotkałam. To nie miało nic wspólnego z praniem lub gotowaniem obiadu, jak również jakąkolwiek formą poddaństwa.

Przebywanie z Boginią nie miało nic wspólnego z robieniem czegokolwiek. Chodziło wyłącznie o doświadczanie jej obecności. Każda część mojej skóry poczuła się ożywiona. Coś się we mnie obudziło, jakby ktoś nacisnął włącznik światła.

Była to dla mnie wielka sprawa. Od czasu niemowlęctwa doświadczałam fizycznych prześladowań ze strony starszego brata. Kiedy dziecko cierpi z powodu fizycznych i słownych ataków, jego dusza wylatuje z ciała w geście samoobrony. To doświadczenie okradło mnie z poczucia spokoju, bezpieczeństwa i komfortu, zarówno w świecie, jak i w moim własnym ciele. Ale to było tak integralną częścią mojego życia i definicji domu, że nie postrzegałam tego jako problemu. (Dopiero znacznie później uświadomiłam sobie, że tamte doświadczenia wytrącają moje życie z właściwych torów i mnie powstrzymują). Moja historia nie jest w żaden sposób wyjątkowa. Zbyt wiele kobiet, które doświadczyły przemocy i wszelkich form prześladowania na tym świecie, nie doczekało się konsekwencji dla sprawcy ani jakiejkolwiek pomocy dla ofiary. Na kolejnych stronach ofiaruję ci moją historię w nadziei, że będzie to pomoc w znalezieniu własnej. Moja historia to opowieść o nauczaniu. Jest to historia, która ma na celu inspirować. Jej zadaniem jest pomoc w przeformułowaniu twoich priorytetów i wprowadzenie lepszego nastawienia wobec głębszej, słodszej części siebie. Chcę zaprowadzić cię ku doświadczaniu słuszności, w której możesz brnąć przed siebie, oraz dumy, mocy i ruchu w wybranym przez ciebie kierunku. Chcę, byś była wdzięczna za każdy krok, który uczynił cię kobietą, jaką jesteś obecnie, oraz za wszystko, co cię na nowo zdefiniuje.

Ty. Jako bohaterka, jako legenda każdego dnia twojego życia. Być może to ja będę tą, która cię obudzi i zainspiruje do dostrzeżenia tego, kim ty jesteś.

Chcę ci pomóc, ponieważ wpisuję się w definicję silnej kobiety. Kocham całe moje ciało, serce i duszę.

I mówię, kurwa, wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy. Popełniam z dumą ogromne błędy.

Wściekam się z taką samą pasją, z jaką się smucę. Żyję swoją poezją, własną sztuką.

Matkuję swojemu dziecku niczym wilczyca. Jestem gotowa zaryzykować swoje życie w obronie własnej prawdy.

Śmieję się z łatwością, głównie z siebie.

Jestem gotowa sprzedać swoją duszę za noc ekstazy.

Każdego dnia służę mojej Bogini i mojemu Bogu. Robię to każdą komórką swojego ciała.

Innymi słowy jestem taka jak ty.

Szpiegowanie dla Bogini

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy zaczęła mnie odwiedzać Bogini, pewnego ranka zbudziłam się i podeszłam do okna mojej różowej sypialni. Kiedy patrzyłam na zewnątrz, zdałam sobie sprawę – w stanie konsternacji możliwym do osiągnięcia dla sześciolatki – że nie jestem już osobą, która niecierpliwie wyczekuje każdego kolejnego dnia. Dotychczas postrzegałam siebie jako osobę, która z niecierpliwością wyczekuje kolejnych dni, ale tym razem to uczucie zniknęło. Zastąpiło je uczucie martwoty wewnątrz mojego ciała. Rzeka dobroci będąca naszym naturalnym prawem wyschła wewnątrz mnie.

Pomimo swojego młodego wieku wiedziałam, że coś musi być nie w porządku ze światem, który odbiera entuzjazm dziecku. Światem, który mnie martwi i sprawia, że czuję się źle. Który sprawia, że nie czuję się wystarczająco dobra tylko dlatego, że nie urodziłam się chłopcem. Który próbuje mnie nakłonić do doświadczania codziennego wykorzystywania, którego końca nie widać. Wiedziałam, że to uczucie dobroci, jakiego nauczyłam się od Bogini, było prawdą. Wiedziałam też, że w jakiś sposób ona na mnie liczy, abym stanęła w obronie jej prawdy w świecie. Z biegiem lat zniknęła z mojego łóżka. Ale czułam ją we mnie i jakoś wiedziałam, że obudziła mnie do tej ścieżki.

Obiecałam sobie zająć się tym problemem we własnym życiu.

Nic i nikt nie mógł uniemożliwić mi realizacji tej misji. Szukałam uczucia uniesienia, które gwarantowała mi obecność Bogini. Chciałam go przez cały czas. I widziałam, że to uczucie należało do dziecka, ale zamarło wraz ze stawaniem się młodzieżą, a następnie osobą dorosłą. I tak było wszędzie. Wyczułam, że był to ludzki błąd, a tym samym był możliwy do skorygowania. Co więcej, owa korekta była niezbędna dla wszystkich zainteresowanych stron.

Poszukiwałam uczucia, które znałam, które w jakiś niewysłowiony sposób było umiejscowione zarówno w moim kruchym człowieczeństwie, jak i mojej boskości. To istniejące w moim wnętrzu pęknięcie dotyczyło różnic pomiędzy tym, kim byłam, a czymś ode mnie znacznie większym. Łaska nieodłącznie towarzyszyła mi w każdej chwili, podobnie jak i każdemu innemu człowiekowi, każdemu kamykowi, którego jestestwo dominował niezmierzony entuzjazm samego życia.

Zdecydowałam się sprawdzić, co się stało z entuzjazmem, zarówno moim, jak i tak wielu dzieci oraz dorosłych, których znałam. Co więcej, chciałam się nie tylko tego dowiedzieć, ale i to naprawić. Intuicyjnie wyczuwałam, że sprawa może opierać się na konieczności znalezienia Bogini i przywrócenia jej właściwej pozycji. Jako że Bogini przychodziła właśnie do mnie, to moim zadaniem było znalezienie miejsca, w którym ukrywała się od czasu zakończenia wizyt.

Zaczęłam od poszukiwań lokalnych, odwiedzając synagogi w mojej okolicy. Myślałam, że może Bogini została zreformowana, co wynikało z faktu, że byłam wychowana w konserwatywnej rodzinie. Ale nie. Nie było tam Bogini. W rzeczywistości nie można znaleźć mniej ekscytującego miejsca z mojej młodości niż podmiejska synagoga.

Następnie postanowiłam podejść do sprawy ponadwyznaniowo. Sprawdziłam kościoły, w pierwszej kolejności uderzając do katolików, w tym mojej przyjaciółki, Susan O’Hary. Jej mama spojrzała na mnie podejrzliwie, gdy poprosiłam o uczestnictwo w mszy wraz z ich rodziną. Myślałam, że może podejrzewała mnie o przyjście na przeszpiegi, ale niezależnie od swoich podejrzeń pozwoliła mi do nich dołączyć. Podobali mi się mężczyźni w sukienkach wywijający kadzidłem, podobnie jak wyszukany wystrój i święty luksus. Ale, niestety, tam też nie było Bogini. Pozostała we mnie tylko ponura dezaprobata. Wciąż nie było radości.

Kiedy moja rodzina wybrała się na wakacje do Izraela, czułam, że mogę zgarnąć całą pulę. Miałam wtedy czternaście lat. To było szpiegowskie szaleństwo! Chodziłam do meczetów i kościołów. Góra Oliwna, Świątynia Bahá’i, Góra Synaj, Kopuła na Skale, Jaskinia Makpela, Masada, Bazylika Grobu Świętego, Via Dolorosa, ogród Getsemani, Ściana Płaczu. Przez cały czas notowałam w swoim dzienniku niczym Harriet szpieg. Ale wszystko, co zobaczyłam, było takie samo: stare, zakurzone, pozbawione życia, wyzute z radości, pełne niepokoju i ślepego przestrzegania bezdusznego kodeksu w imię jakiegoś rodzaju mściwego Boga. Byłam tam, aby szukać dla niej, ale z mojego punktu widzenia w tych miejscach nie było nic świętego.

Co więcej, tak zwana Ziemia Święta była pełna zagrożeń dla młodej blondynki z otwartym, skorym do poszukiwań duchem. Niemal wszędzie, gdzie weszłam, byłam molestowana. Patrzono na mnie w dwuznaczny sposób. Dotykano niewłaściwie. Poniżano. Naruszano intymność. Na rynku. Na ulicy. I w porażająco wielu świętych sanktuariach.

Nie wiedziałam, czym jest ta niestosowna uwaga poświęcana mojej osobie, jak również nie miałam pojęcia, w jaki sposób mogłabym ją powstrzymać. Dosłownie nie rozumiałam, co się wokół mnie dzieje. Miałam jednak świadomość, że jest to złe. Nie rozumiałam, że moja krótka sukienka, biała skóra i blond włosy zapraszały, zupełnie jakby mówiły: „Chodź i mnie molestuj”. Tak było na publicznym basenie, w hotelu czy autobusie. Wszędzie, gdzie nie byłam chroniona. Co więcej, nikt nie zdawał się tego zauważać. Choć wszystko działo się dosłownie pod nosami innych osób, nikt nie skwitował tego choćby jednym zdaniem. Nikt nie rozmawiał ze mną na temat przejścia od dziewczynki do młodej kobiety. Żadne słowa nie wyrażały tego, jak się czuje ktoś, kto nieświadomie prowokuje swoje otoczenie. W tej obcej kulturze traktowano mnie raczej jako prowokacyjny obiekt niż dziecko, którym przecież wtedy byłam. Nie istnieją słowa mogące wyrazić głębię poczucia niewłaściwości, jaką wtedy czułam w stosunku do siebie. Moja matka nie rozmawiała ze mną o tym, mój ojciec nie rozmawiał ze mną o tym, moi bracia również nie rozmawiali ze mną na ten temat. Tak więc działo się to, a wszyscy zachowywali się, zupełnie jakby nie miało to miejsca.

Nic więc dziwnego, że moje szpiegowanie nie szło zbyt dobrze. A nawet gorzej. Tak bardzo chciałam odnaleźć Boginię, ale nie było jej nigdzie w Ziemi Świętej. Byłam skonfundowana. Jak ta ziemia mogła być „święta”, jeśli nie było tam nigdzie Bogini, której szukałam?

Byliśmy w Izraelu wystarczająco długo, abym przeżyła okropne lato, podczas którego nauczyłam się strachu i nieufności wobec mężczyzn oraz zaczęłam przeklinać swoją wyłaniającą się kobiecość. Wystarczająco długo, aby obudzić we mnie jeszcze więcej poczucia zagrożenia, które mi towarzyszyło jako bardzo starej dziewczynce i bardzo młodej kobiecie na tym świecie.

Utraciłam swoją wiarę. Odwiesiłam do szafy swój trencz detektywa, odłożyłam swój notatnik i stałam się jeszcze bardziej zamknięta w sobie, nieśmiała i nieszczęśliwa. Zaczęłam mieć pewność, że Bogini stanowi gatunek wymarły, zupełnie jak ptak dodo czy tyranozaur. Została ona wyeliminowana jako produkt uboczny powstały w procesie produkcji. Wiedziałam, że to bardzo mało prawdopodobne, bym kiedykolwiek ją odnalazła. Wówczas niemal się poddałam.

Tracenie jej, odnajdywanie jej

Tuż po studiach przeniosłam się do Nowego Jorku. Nieco podróżowałam z pewną regionalną trupą teatralną, grywając epizody w Shakespeare & Company oraz na Wyoming Shakespeare Festival. Jednocześnie zapisałam się na lekcje aktorstwa. Ale prawdę mówiąc, moje życie powoli napotykało coraz większe tarcie, zmierzając do całkowitego wyhamowania. Byłam aktorką, która nie grała, śpiewakiem, który nie śpiewał, młodą kobietą, która z nikim się nie spotykała ani nie udzielała w towarzystwie. Moja pewność siebie znacząco się skurczyła. Podawałam do stołu i ukrywałam się przed wszystkimi, których oczekiwania zawiodłam, czego zresztą byłam w pełni świadoma.

Zerwałam z cudownym chłopakiem, którego poznałam na studiach – po prostu kochał mnie zbyt mocno. Jego miłość była dla mnie czymś obcym. Ponieważ nie doświadczyłam nigdy czegoś podobnego ze strony swojego ojca lub braci, podświadomie uznałam, że jest ona czymś złym. Skoro nie potrafiłam utrzymać związku z mężczyzną z powodu jego cudowności, wiedziałam, że to ze mną musi być coś nie w porządku. Byłam pełna wątpliwości. Czyżbym była homoseksualistką? A może osobą niezdolną do miłości? Dlaczego nie potrafiłam stworzyć więzi? I jak mogłabym stać na scenie, posiadając tak wiele pytań bez odpowiedzi dotyczących mojej własnej osoby jako kobiety?

Z tego powodu, zamiast zaakceptować kontrakt na kolejny sezon występów w Shakespeare & Company, udałam się na terapię. Po latach spędzonych na kozetce moje wątpliwości względem siebie i nienawiść do własnej osoby tylko się wzmogły. Ja z kolei coraz bardziej i bardziej się wycofywałam. Ostatecznie zdecydowałam się przerwać terapię i rozpocząć samodzielne poszukiwania odpowiedzi. Zainteresowałam się grecką i rzymską mitologią, archetypami, pracami Carla Junga i Josepha Campbella. Interesowały mnie starożytne boginie i tradycje rdzennych kultur. Dowiedziałam się, że w najstarszych religiach czczono nie tylko Niebiańskiego Ojca, ale również Wielką Matkę. Okazało się, że w okresach prehistorycznych i pierwszych wiekach, które nastąpiły po nich, w czasach gdy religie zaczęły się kształtować jako takie, ludzkość czciła swojego najwyższego stwórcę w kobiecej postaci. I zamiast zakładanego podziału między duchem a materią, te kultury wierzyły w obecność ducha w materii. Świętość jest wszędzie, nie tylko w kościołach i świątyniach. Śmierć była czczona tak samo jak narodziny i była obchodzona z radością i wdzięcznością. Kobiecość została uhonorowana jako portal do życia, a wszystko i wszyscy byli święci. To wszystko miało dla mnie dużo większy sens niż religie mojego dzieciństwa. Byłam tak głodna nowych odkryć, że uczyłam się nawet pustelniczego prawa do życia w celibacie. Wierzyłam w rzeczy, których się uczyłam, i odkrywałam, jak obce są moje zainteresowania dla świata opartego na patriarchacie. Dostrzegałam, że przedstawiciele różnych światowych kultur nie potrafią zrozumieć tego, czym się zajmuję ani dlaczego to robię. Te wieczne prawdy tylko oddzielały mnie od świata zewnętrznego, ponieważ zyskiwałam pewność, że nikt nie jest zainteresowany podzielaniem moich odkryć czy dalszym ich szerzeniem. Byłam odcięta od moich przyjaciół, rodziny, jak i najbardziej kochanych przeze mnie prac. Poświęcałam to wszystko w imię uzdrowienia siebie i rozwiązując zagadkę własnego życia.

I właśnie wtedy wszystko uległo zmianie.

Jedna z kelnerek, z którymi pracowałam, zaprosiła mnie na zajęcia z aktorstwa, na które uczęszczała w The Actors Information Project. Po tym jak wykonałam jedno z zadań, podszedł do mnie wykładowca. Powiedział: – Regena, jesteś naprawdę dobrą aktorką. W twojej pracy nie ma jednak absolutnie żadnej zmysłowości. Jeśli nie znajdziesz sposobu, by połączyć się z tą częścią siebie, będziesz stale obsadzana w rolach postaci znacznie starszych niż ty.

Ten komentarz mną wstrząsnął. Wszystko nabrało dla mnie sensu: przecież od wielu lat z nikim się nie umawiałam ani nie uprawiałam seksu. Wiedziałam, że jest to sfera, w której nie czuję się najlepiej ani nie posiadam niezbędnych umiejętności. Zawiodłam, będąc w związku z niesamowitym chłopakiem, i nie chciałam pozwalać sobie na kolejną porażkę.

Wciąż tkwił we mnie silny lęk przed mężczyznami.

Jednocześnie jednak pragnęłam zostać aktorką. Moje pragnienie realizacji marzeń był odrobinę silniejsze niż odczuwany przeze mnie strach.

Usłyszawszy o mojej sytuacji, kolejny z nauczycieli powiedział mi o zajęciach, w jakich niedawno miał okazję uczestniczyć. Nazywały się one Podstawy zmysłowości, a odbywały na More University. Powiedział, że pomogą mi one wnieść więcej zmysłowości do mojej pracy jako aktorki. Cała idea podobnych zajęć mnie przerażała. Można spokojnie powiedzieć, że wolałabym wyskoczyć z samolotu, zająć się nurkowaniem głębinowym lub sprzątać ulice za pomocą szczoteczki do zębów, niż wziąć udział w zajęciach ze zmysłowości.

Przez cały tydzień poprzedzający zajęcia lub coś koło tego byłam kłębkiem nerwów. Próbowałam wymyślać przyczyny wycofania się z całego projektu. Byłam trochę jak Boo Radley i przez ostatnie osiem lat rzadko wychodziłam z domu. Bardzo wiele wymagało ode mnie już zapisanie się na zajęcia z aktorstwa. Teraz zachęcano mnie do zanurkowania jeszcze głębiej w tę część siebie, której się najbardziej obawiałam – część, która doświadczyła już tak wiele przemocy. Nie znałam żadnego sposobu na połączenie się z moją zmysłowością – nie licząc metody przez odpychanie.

Naprzód gnało mnie jednak coś większego niż ja sama.

Zajęcia odbywały się w Upper West Side na Manhattanie, w dzielnicy pełnej budynków z czerwonego piaskowca. Od razu je znienawidziłam. Nigdy nie widziałam bardziej obcych, odrażających ludzi niż uczestnicy tych zajęć, a nauczyciele byli bandą nieatrakcyjnych, starzejących się hipisów. Czułam się tak nie na miejscu, że od razu odłączyłam się od tematu zajęć i ledwo mogłam powstrzymać przed wstaniem z fotela. Chciałam pobiec do domu i się ukryć. Zamiast tego siedziałam w ostatnim rzędzie, nie odzywając się choćby słowem. Gdy nadszedł czas na przerwę na obiad, chciałam pognać do domu, chcąc pozostać tam, gdzie jest bezpieczne. Ale coś zmusiło mnie do powrotu na popołudniową sesję. (Tym czymś, o czym miałam się wkrótce przekonać, była wspaniała moc pożądania: to ona popycha cię do przodu, nawet gdy umysł krzyczy: „Stop!!”).

Tematem zajęć było to, jak nasza kultura ogranicza nasze doświadczanie przyjemności. Nauczyciele mówili o tym, jak każdy jest idealny, ale nikt z nas nie czuje się w ten sposób, ponieważ nasza kultura uczy nas nienawidzenia i krytykowania samych siebie. Musieli nas odpytywać z tego, co nazywali naszymi „trwałymi danymi” – niewypowiedzianych wiadomości dotyczących wewnętrznych ograniczeń i krytyki, które otrzymaliśmy w dzieciństwie. Potem opisywali wiele sposobów na doświadczanie i dawanie zmysłowej przyjemności. To wszystko było dla mnie nowe i bardzo szokujące, jak również w pewnym sensie straszne. Muszę jednocześnie przyznać, że w maleńkiej, tyciej części było to także wspaniałe.