Strona główna » Poradniki » Zdrowa dusza. Nowe metody autoterapii

Zdrowa dusza. Nowe metody autoterapii

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7377-698-2

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Zdrowa dusza. Nowe metody autoterapii

Autorka ujawnia, dlaczego to, czego nie akceptujemy, może rządzić naszym życiem oraz do czego może prowadzić wypieranie się swoich cech. Wyjaśnia, jak uzdrowić własne emocje i wykorzystać je do rozwiązywania problemów, w tym tych zdrowotnych. Prezentuje również przykłady ograniczających nas przekonań i sposoby pozbywania się każdego z nich.

Dzięki niej możesz wykorzystać sprawdzoną technikę osiągania samoakceptacji, wybaczania samemu sobie oraz uwalniania się od cierpienia. Poznasz wpływ czakr na poszczególne narządy oraz dowiesz się, które wydarzenia mogły zakłócić przepływ energii w centrach energetycznych. Zamieszczona w książce ankieta umożliwi Ci wykonanie diagnozy własnych problemów i rozpoczęcie pracy nad nimi.

Zdrowa dusza,
zdrowe ciało!

Polecane książki

W książce opisano przygody pewnego człowieka o imieniu Jan i jego dwóch wiernych przyjaciół. Główny bohater oraz sympatyczne Gobliny - Albin i Kuba przeżywają ciekawe przygody ucząc się zarazem wytrwałości i konsekwencji. Towarzyszą im niezwykłe, mówiące ludzkim głosem zwierzaki: stadko Kur i osioł ...
Czym jest felinoterapia? Skąd pochodzi i co nam daje? A pewnie nic nie daje, tylko drapie, miauczy i żebrze o jedzenie. Tak, głównym bohaterem felinoterapii jak i tej książki jest kot. Zagadkowa i introwertyczna istota. Każdy zna, każdy widział, ale nie każdy pojmuje. Aby pojąć kota należałoby pośw...
"Pan Tadeusz, czyli Ostatni zajazd na Litwie" to poemat epicki Adama Mickiewicza. Jest to epopeja narodowa z elementami gawędy szlacheckiej, która powstała w latach 1832–1834 w Paryżu. Składa się z dwunastu ksiąg pisanych wierszem, trzynastozgłoskowym aleksandrynem polskim. Czas akcji: pięć dni z ro...
Zgodnie z mitologią, Cypr to miejsce narodzin Afrodyty – bogini miłości i piękna. Wyspa ta jest zarówno starożytnym lądem, którego historia i cywilizacja sięga jedenastu tysięcy lat wstecz, jak również – od roku 1960 – młodą, niezależną republiką. Położenie geograficzne na skrzyżowaniu trzech ko...
Książka zawiera całościowe omówienie regulacji prawa zagospodarowania przestrzeni, czyli: planowania przestrzennego, prawa budowlanego, publicznoprawnej ingerencji w reżim prawny nieruchomości. Oryginalne analizy prawne przedstawione w publikacji stanowić mogą istotne wskazówki co do ...
Jakie stawki VAT musisz stosować w prowadzonej działalności gospodarczej? Koniecznie sprawdź: Kiedy możesz stosować obniżony podatek od towarów i usług? Czy klasyfikacja PKWiU ma wpływ na zastosowanie niższych stawek VAT? Jakie stawki powinni wykazywać producenci i sprzedawcy towarów i osoby świadc...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Lesława Natalia Jaworowska

Re­dak­cja: Ma­riusz War­da

Skład kom­pu­te­ro­wy: Piotr Pi­siak

Pro­jekt okładki: Piotr Pi­siak

Wy­da­nie I

Białystok 2014

ISBN 978-83-7377-698-2

Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Stu­dio Astrop­sy­cho­lo­gii, Białystok 2014.

All ri­ghts re­se­rved, in­c­lu­ding the ri­ght of re­pro­duc­tion in who­le or in part in any form.

Wszel­kie pra­wa za­strzeżone. Żadna część tej pu­bli­ka­cji nie może być po­wie­la­na

ani roz­po­wszech­nia­na za po­mocą urządzeń elek­tro­nicz­nych,

me­cha­nicz­nych, ko­piujących, na­gry­wających i in­nych

bez pi­sem­nej zgo­dy po­sia­da­czy praw au­tor­skich.

15-762 Białystok

ul. An­to­niuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – re­dak­cja

85 654 78 06 – se­kre­ta­riat

85 653 13 03 – dział han­dlo­wy – hurt

85 654 78 35 – www.ta­li­zman.pl – de­tal

sklep fir­mo­wy: Białystok, ul. An­to­niuk Fabr. 55/20

Więcej in­for­ma­cji znaj­dziesz na por­ta­lu www.psy­cho­tro­ni­ka.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Dla mo­ich dzie­ci

CZĘŚĆ PIERW­SZA

Bóg jest wszyst­kim i sta­je się wszyst­kim. Nie ma rze­czy, którą Bóg nie jest. Wszyst­ko, cze­go Bóg doświad­cza z sie­bie, doświad­cza w to­bie i przez cie­bie.

Ne­ale Do­nald Walsch

1. No to za­czy­na­my

Powin­nam chy­ba, tak jak większość au­torów, po­dzie­lić się z Tobą po­wo­da­mi, dla których po­wstała ta książka. Szcze­rze mówiąc, mam wrażenie, że de­cy­zja o tym, że zo­sta­nie ona na­pi­sa­na i wy­da­na, za­padła poza moją świa­domą wolą i ko­lej­ne zna­ki, które otrzy­my­wałam, przy­po­mi­nały mi o tej de­cy­zji. Mo­men­ta­mi czułam się wręcz „zmu­sza­na” do jej na­pi­sa­nia.

Pierw­szy raz wy­da­na książka po­ja­wiła się w moim śnie 14 paździer­ni­ka 2008 roku. Oczy­wiście już wcześniej przy­cho­dziło mi kil­ka­krot­nie do głowy, że na­pi­sa­nie książki byłoby do­brym po­mysłem, i wie­le zna­jo­mych osób czy uczest­ników mo­ich zajęć zachęcało i na­ma­wiało mnie do tego. W tym śnie po­wie­działam do przy­ja­ciółki: „Zo­bacz, moja książka zo­stała wy­da­na” i byłam tym fak­tem moc­no za­sko­czo­na. Następnie książka przyśniła się już owej przy­ja­ciółce – śniło się jej, że cho­dziła po szko­le i na jed­nej z półek stał podręcznik mo­je­go au­tor­stwa. Ko­lejną osobą, która za­dzwo­niła do mnie z in­for­macją: „Śniła mi się two­ja książka”, była moja dru­ga przy­ja­ciółka.

Zdaję so­bie sprawę, że w ten sposób będę mogła do­trzeć z wiedzą do większej licz­by osób. Będzie to świet­ny ma­te­riał do pro­wa­dze­nia warsz­tatów – taki go­to­wy podręcznik dla wszyst­kich, których za­mie­rzam cze­goś na­uczyć. Wie­le razy słyszałam, że mam zdol­ność uprasz­cza­nia rze­czy skom­pli­ko­wa­nych, bu­do­wa­nia mo­de­li, które ułatwiają zro­zu­mie­nie pew­nych spraw, i prze­ka­zy­wa­nia wie­dzy. Do­dat­ko­wo, pro­wadząc warsz­taty przez tyle lat, często spo­ty­kałam się z py­ta­niem: „Czy to, o czym mówisz, można zna­leźć w jed­nej książce?”. Od­po­wia­dałam, że nie, na co lu­dzie mówili: „Mu­sisz w ta­kim ra­zie na­pi­sać własną książkę”. Oto re­zul­tat tych wszyst­kich su­ge­stii!

Za­nim po­ja­wił się po­mysł na­pi­sa­nia książki, w 2005 roku wpadło mi w ręce „Ra­dy­kal­ne wy­ba­cza­nie” Co­li­na Tip­pin­ga. Już w trak­cie lek­tu­ry wie­działam, że tra­fiłam na „swoją drogę”, a jakiś czas później wzięłam udział w szko­le­niu i zo­stałam tre­nerką tej me­to­dy. Wcześniej też zaj­mo­wałam się roz­wo­jem oso­bi­stym, uczest­ni­czyłam w różnych kur­sach, ale to właśnie me­to­da Tip­pin­ga – nie wa­ham się użyć tego górno­lot­ne­go zwro­tu – od­mie­niła moje życie. Można po­wie­dzieć, że dzielę życie na to, co wy­da­rzyło się, za­nim po­znałam tę me­todę, i wszyst­ko, co wy­da­rzyło się później. Za­wsze po­wta­rzam, że lu­dzie, których wewnętrznym popędem, im­pe­ra­ty­wem jest po­ma­ga­nie in­nym – tak na­prawdę szu­kają po­mo­cy dla sie­bie. Tak było także w moim przy­pad­ku. Ra­dy­kal­ne Wy­ba­cza­nie po­zwo­liło mi upo­rać się z de­mo­na­mi przeszłości i równo­cześnie po­mogło zacząć uczyć in­nych lu­dzi – jak mogą pomóc so­bie i sami tę przeszłość po­sprzątać.

Pod­czas pro­wa­dze­nia szko­leń i se­sji in­dy­wi­du­al­nych, a równo­cześnie pra­cując in­ten­syw­nie nad sobą, biorąc udział w ko­lej­nych warsz­ta­tach i kur­sach roz­wo­ju, zaczęłam roz­myślać nad swoją au­torską me­todą, będącą połącze­niem tego wszyst­kie­go, cze­go się do­wie­działam, doświad­czyłam i co oka­zało się naj­sku­tecz­niej­sze w au­to­te­ra­pii. Nad­szedł wresz­cie czas i opra­co­wałam własną me­todę. Na­zwałam ją Zdro­wa Du­sza.

W pra­cy przyświe­ca mi idea, aby uświa­do­mić lu­dziom, że wie­lu zmian w swo­im życiu, zmian w sto­sun­ku do świa­ta i sa­mych sie­bie, mogą do­ko­nać sa­mo­dziel­nie. Mogą sami po­ra­dzić so­bie z wie­lo­ma pro­ble­ma­mi i pra­co­wać nad po­sze­rza­niem swo­jej świa­do­mości i nad ak­cep­tacją sie­bie. Oczy­wiście po­moc tre­ne­ra, na­uczy­cie­la na początku bywa często niezbędna, jed­nak ce­lem jest na­ucze­nie me­to­dy i po­tem ewen­tu­al­ne wspie­ra­nie w sa­mo­roz­wo­ju oraz pra­cy nad sobą. Chciałam stwo­rzyć narzędzie, którego lu­dzie będą mo­gli używać sami, żeby od­kry­li, że mają MOC.

Wiem, że niektóre oso­by po­trze­bują po­mo­cy spe­cja­li­sty i tra­dy­cyj­nej te­ra­pii, jed­nak lu­dzie, którzy szu­kają me­to­dy pra­cy nad swo­imi emo­cja­mi i możliwości roz­wo­ju, mogą również sko­rzy­stać z mo­je­go narzędzia. Dla­te­go po­mysł na­pi­sa­nia podręczni­ka, z którego każdy mógłby sa­mo­dziel­nie na­uczyć się me­to­dy pra­cy nad sobą, me­to­dy samoroz­wo­ju i autote­ra­pii, był dla mnie tak in­te­re­sujący. Wierzę, że każdy z nas po­sia­da moc zmia­ny swo­je­go życia na lep­sze, tyl­ko niektórzy po pro­stu nie wiedzą JAK, a z mo­je­go podręczni­ka będą mo­gli się tego do­wie­dzieć.

Za każdym ra­zem, gdy sia­dałam do pi­sa­nia, czułam napięcie. Do tej pory pro­wa­dziłam warsz­ta­ty i miałam za­wsze bez­pośred­ni kon­takt z oso­ba­mi, którym prze­ka­zy­wałam wiedzę. Te­raz czuję stres, czy będę w sta­nie prze­ka­zać ją oso­bie, której nie widzę. Wierzę jed­nak, że jeśli prze­czy­tasz tę książkę, a nadal nie będziesz umieć sa­mo­dziel­nie pra­co­wać tą me­todą – weźmiesz po pro­stu udział w mo­ich warsz­ta­tach, za­pi­szesz się na sesję, na której będę mogła roz­wiać two­je wątpli­wości lub wes­przeć cię w pro­ce­sie na­uki i własne­go roz­wo­ju.

Być może, czy­tając tę książkę i hi­sto­rie po­chodzące z mo­je­go życia, możesz się za­sta­na­wiać, dla­cze­go tak otwar­cie piszę o so­bie. Chcę w ten sposób od­mi­to­lo­gi­zo­wać by­cie te­ra­peutą i tre­ne­rem. To, że ktoś uczy in­nych czy trud­ni się po­ma­ga­niem in­nym, nie ozna­cza, że jest cu­downą, uzdro­wioną i „prze­ro­bioną” na wszel­kich po­zio­mach osobą, która nie ma żad­nych pro­blemów. Je­stem ta­kim sa­mym człowie­kiem jak moi klien­ci, tak samo jak oni roz­wi­jam się, popełniam błędy, dzięki którym zdo­by­wam cen­ne doświad­cze­nie. Tak samo jak oni jako du­sza doświad­czam za­pla­no­wa­nych lek­cji, jed­na po dru­giej. Je­dy­na różnica to wie­dza o narzędziach, dzięki którym mogę szyb­ciej so­bie po­ra­dzić. Je­stem ogrom­nie wdzięczna, że tak wie­le mogę na­uczyć się od osób, z którymi pra­cuję.

Uwiel­biam dzie­lić się swoją wiedzą i być na­uczy­cie­lem. Cały czas jed­nak, dzień po dniu, uczę się od mo­ich klientów. Każdy klient, który do mnie tra­fia – zgod­nie z pra­wem przy­ciąga­nia – jest moim lu­strem, w którym mam okazję się przej­rzeć, do­wie­dzieć się, ja­kie mam prze­ko­na­nia, ja­kie lek­cje już od­ro­biłam, a ja­kie jesz­cze są przede mną. Pra­wo przy­ciąga­nia działa w za­dzi­wiający sposób. W dniu, kie­dy podjęłam de­cyzję o roz­sta­niu z part­ne­rem, za­dzwo­niła jed­na z mo­ich klien­tek z in­for­macją, że właśnie zakończyła wie­lo­let­ni związek, na dru­gi dzień do­stałam ma­ila od dru­giej klient­ki, która prze­ka­zała mi taką samą wia­do­mość. Cóż za cu­dow­na syn­chro­nia! Tak to właśnie działa. Klien­ci tra­fiający do tre­nerów, astro­logów, psy­cho­logów i wszel­kiej maści te­ra­peutów przy­chodzą za­wsze z ich własnym pro­ble­mem, z którym już upo­ra­li się w przeszłości, właśnie nad nim pra­cują albo będą niedługo pra­co­wać. W książce „Żyć w ro­dzi­nie i prze­trwać” Ro­bi­na Skyn­ne­ra i Joh­na Cle­ese’a pada stwier­dze­nie, że naj­lep­szy­mi te­ra­peutami są ci, którzy sami przepra­co­wali swo­je pro­ble­my. Całko­wi­cie się z tym zga­dzam. Nikt nie będzie bar­dziej em­pa­tycz­ny i nie zro­zu­mie le­piej wa­sze­go świa­ta niż oso­ba, która przeszła po­dobną drogę, nikt nie będzie miał lep­szych wskazówek dla was niż oso­ba, która po­ra­dziła so­bie z pro­ble­mem, na który się właśnie na­tknęliście.

Je­stem wciąż w pro­ce­sie, wciąż się roz­wi­jam, ciągle się cze­goś uczę. Dla mnie wia­ry­god­ni są tacy na­uczy­cie­le, jak: Ka­tie By­ron, Joe Vi­ta­le, Co­lin Tip­ping, Chuck Spez­za­no, Eva-Ma­ria Zur­horst i inni lu­dzie zaj­mujący się pracą te­ra­peu­tyczną, którzy z otwartą przyłbicą i wielką po­korą dla pro­ce­su życia mówią o swo­ich własnych lek­cjach, słabościach, którzy prze­szli kie­dyś przez oso­bi­ste piekło, wy­szli z tego sil­niej­si i te­raz dzięki em­pa­tii i wie­dzy mogą i chcą po­ma­gać in­nym. Ty też możesz stać się sil­niej­szy, roz­wi­jać się i pomóc so­bie. Po to właśnie po­wstała ta książka. Przyszła pora, aby za­po­znać cię z narzędziem, dzięki któremu można uwol­nić się od nie­przy­jem­nych myśli, prze­ko­nań czy emo­cji oraz zacząć kształtować swo­je życie w bar­dziej efek­tyw­ny sposób.

W pierw­szej części książki chcę za­po­znać cię z in­nym niż stan­dar­do­we spoj­rze­niem na Boga. W dru­giej – sku­piam się głównie na me­cha­ni­zmach psy­cho­lo­gicz­nych, trze­cia część na­to­miast poświęcona jest wskazówkom do­tyczącym pra­cy z moją me­todą w prak­tycz­ny sposób. Nie twierdzę, że za­war­tość tej książki to „praw­da ob­ja­wio­na” – prze­ka­zuję to, w co wierzę i co mnie po­mogło le­piej się po­czuć i zacząć ro­zu­mieć sie­bie.

Na ko­niec chciałabym wy­ra­zić wdzięczność dla wszyst­kich osób, które na­ma­wiały mnie, a cza­sem wręcz na­ci­skały, abym tę książkę na­pi­sała, dla każdej oso­by, która stała się moją in­spi­racją, która poświęciła mi czas (cza­sem na­wet w swo­ich snach), udzie­lając wspar­cia w wywiąza­niu się mo­jej du­szy z jej planów.

Dziękuję każdej oso­bie, która w ja­ki­kol­wiek sposób, świa­do­mie czy nie, przy­czy­niła się do po­wsta­nia tej książki. Dziękuję Tym Na Górze i Wyższej Sile za wspar­cie i pro­wa­dze­nie.

2. Jak zaczęłam szu­kać Wyższej Siły

W ro­dzi­nie, w której przyszłam na Świat, mimo iż moi ro­dzi­ce byli ka­to­li­ka­mi, ani oni, ani moi dwaj przy­rod­ni bra­cia, z którymi się wy­cho­wy­wałam, nie uczest­ni­czy­li w życiu Kościoła. Kie­dy poszłam do pierw­szej kla­sy szkoły pod­sta­wo­wej, rówieśnicy za­pi­sa­li się na zajęcia re­li­gii, które wte­dy jesz­cze od­by­wały się w przy­kościel­nych sal­kach ka­te­che­tycz­nych. Pamiętam, jak pro­siłam ro­dziców, aby mnie także po­zwo­li­li za­pi­sać się na re­li­gię. Tak roz­poczęła się moja przy­go­da z Kościołem.

Patrząc z per­spek­ty­wy cza­su, od­noszę wrażenie, że już jako dziec­ko byłam osobą, dla której spra­wy du­cho­we były ważne. Pamiętam, jak dużym przeżyciem było dla mnie uczest­ni­cze­nie w mo­dli­twach, ce­re­mo­niach i obrządkach kościel­nych. Równo­cześnie jed­nak od sa­me­go początku wszel­kie za­sa­dy re­li­gij­ne i to, cze­go mnie uczo­no i w co ka­za­no mi wie­rzyć w Koście­le, po­strze­gałam jako niespójne i po­zba­wio­ne lo­gi­ki. Za­da­wałam py­ta­nia, na które nie otrzy­my­wałam od­po­wie­dzi. Nie umiałam po­go­dzić w swo­jej głowie sprzecz­nych ko­mu­ni­katów na te­mat Boga, który ko­cha i wy­ba­cza, a jed­no­cześnie może się na mnie rozzłościć i którego mogę ob­ra­zić. Jak miało się za chwilę dla mnie oka­zać – nie była to je­dy­na prze­szko­da na mo­jej dro­dze roz­wo­ju du­cho­wego w zgo­dzie z Kościołem. Mie­siąc czy dwa przed Pierwszą Ko­mu­nią do­wie­działam się, że nie je­stem ochrzczo­na, co unie­możli­wia przyjęcie sa­kra­men­tu.

Moi ro­dzi­ce uda­li się do księdza, żeby omówić sprawę mo­je­go przyśpie­szo­ne­go chrztu, jed­nak on po­sta­wił wa­ru­nek – ochrzci mnie, jeśli ro­dzi­ce wezmą ślub kościel­ny. Mój Tato był dru­gim mężem mo­jej Mamy, z pierw­szym mężem miała ona je­dy­nie ślub cy­wil­ny – for­mal­nie więc nie było przeszkód. Jed­nak ro­dzi­ce nie wy­ra­zi­li zgo­dy na ta­kie ul­ti­ma­tum i z per­spek­ty­wy cza­su w ogóle nie dzi­wi mnie ich de­cy­zja. Ksiądz po­zo­stał równie nie­ugięty.

Dzień „Ko­mu­nii, do której nie poszłam” pamiętam bar­dzo do­brze. Chy­ba nig­dy wcześniej nie czułam tak ogrom­ne­go żalu, nie­spra­wie­dli­wości i smut­ku. Sie­działam cały dzień na łóżku, szlo­chając w głos i od­czu­wając po­tworną bez­sil­ność. Nic nie mogłam zro­bić. Za­zdrościłam dzie­ciom, które nie miały ta­kie­go pro­ble­mu i przeżywały święto, do którego tyle cza­su się przy­go­to­wy­wały. Pamiętam, jak pa­trzyłam z okna na dziew­czyn­ki, które przez cały „biały ty­dzień” cho­dziły w pięknych su­kien­kach do kościoła, i płakałam. Ale to nie był ko­niec mo­je­go cier­pie­nia. Po­nie­waż kla­sa, z którą uczęszczałam na re­li­gię, przeszła pod opiekę księdza i kon­ty­nu­owała naukę – mu­siałam się od nich odłączyć i we wrześniu po­now­nie roz­począć lek­cje re­li­gii na tym sa­mym po­zio­mie. Moi rówieśnicy, nie­wta­jem­ni­cze­ni w całą sy­tu­ację, boleśnie mi do­ku­cza­li i wyśmie­wa­li się ze mnie, że „nie zdałam z re­li­gii” i dla­te­go nie po­zwo­lo­no mi przystąpić do Ko­mu­nii. Rok później sy­tu­acja się powtórzyła. Nadal nie byłam ochrzczo­na, ale tym ra­zem po in­ter­wen­cji mo­ich ro­dziców ksiądz oka­zał więcej zro­zu­mie­nia i po­zwo­lił „córce grzesz­ników”, aby dostąpiła sa­kra­men­tu chrztu. Ty­dzień przed Ko­mu­nią zo­stałam ochrzczo­na.

Od no­we­go roku szkol­ne­go tra­fi­liśmy całą klasą pod opiekę księdza. Było to moje ko­lej­ne wiel­kie roz­cza­ro­wa­nie związane z Kościołem. Ksiądz nie­ste­ty minął się z powołaniem, na lek­cje re­li­gii przy­cho­dził często pod wpływem al­ko­ho­lu, a w pa­ra­fii krążyły opo­wieści o tym, że od­wie­dzają go w jego miesz­ka­niu pa­nie „lek­kich oby­czajów”. Na zakończe­nie roku ksiądz przy­niósł czy­ste blan­kie­ty świa­dectw, które nam roz­dał, mówiąc, że mamy sami je so­bie wy­pi­sać. Mie­liśmy także sami oce­nić, na jaki sto­pień zasługu­je­my, i wy­pi­sać go na świa­dectwie. Do dziś mam to świa­dectwo wy­pi­sane dzie­cięcą ręką, w do­dat­ku czer­wo­nym fla­ma­strem.

Od ko­lej­ne­go roku prze­stałam uczęszczać na re­li­gię i cho­dzić do kościoła, nie przystąpiłam już także do bierz­mo­wa­nia. Po­rzu­ciłam Kościół i re­li­gię – a przy oka­zji, jak mi się wówczas wy­da­wało – także Boga. Na szczęście On nie opuścił mnie.

Przez następne lata bar­dzo mi Go bra­ko­wało i często za­zdrościłam lu­dziom wia­ry. Za­zdrościłam im, że na­wet jeśli w re­li­gii było dla nich dużo sprzecz­ności, po­tra­fi­li wie­rzyć i zna­leźć w niej opar­cie. Ja nie umiałam. Bar­dzo chciałam móc pójść do kościoła, przystąpić do ko­mu­nii, wy­spo­wia­dać się, ale jakaś część mnie cały czas sta­wiała sil­ny opór prze­ciw­ko wszyst­kim sprzecz­nościom, na których moim zda­niem funk­cjo­no­wa­nie Kościoła i re­li­gii się opie­rało.

Cier­piałam, ale nie po­tra­fiłam pod­dać się cze­muś, co było dla mnie nie­lo­gicz­ne i w do­dat­ku kazało mi mil­czeć i nie za­da­wać zbyt wie­lu pytań. Bez wspar­cia ja­kiejś Wyższej Siły ciężko mi było jed­nak od­na­leźć spokój w życiu i w wie­ku 29 lat po­sta­no­wiłam od­na­leźć drogę do Boga. Tym ra­zem jed­nak na własną rękę. Wie­działam już, że nie chcę żad­ne­go pośred­nic­twa in­sty­tu­cji czy osób. Byłam zde­ter­mi­no­wa­na, by nawiązać z Nim bar­dziej oso­bistą re­lację, i tak zaczęły się moje po­szu­ki­wa­nia, które do­pro­wa­dziły do miej­sca, w którym dzi­siaj je­stem. W ko­lej­nych roz­działach dzielę się tym, cze­go się w wy­ni­ku tych po­szu­ki­wań do­wie­działam. Dzielę się swoją wizją Wyższej Siły, ale oczy­wiście nie mu­sisz wie­rzyć w to co ja.

3. Trzy umysły za­miast jed­ne­go

Czy za­sta­na­wiałeś się kie­dyś nad tym, co właści­wie masz na myśli, używając zwro­tu „Ja”? Kie­dy py­tam o to uczest­ników mo­ich warsz­tatów, większość osób od­po­wia­da: „Moje ciało i to, co dzie­je się w mo­jej głowie” – czy­li ciało fi­zycz­ne i umysł świa­do­my. A prze­cież na­sza psy­chi­ka składa się jesz­cze z co naj­mniej dwóch „części” – nadświa­do­mości (Wyższe­go Ja) i podświa­do­mości (Niższe­go Ja). Ra­zem ze świa­do­mością (Ja) tworzą całość, która zarządza na­szym życiem. Nie­ste­ty, iden­ty­fi­ku­je­my się z frag­men­tem swo­jej oso­bo­wości – Ja świa­do­mym – będąc prze­ko­na­ny­mi, że jest to całość. Lu­dziom żyłoby się dużo łatwiej, gdy­by wie­dzie­li, że myśląc o so­bie: „Ja muszę coś zro­bić, ja chcę osiągnąć taki cel”, od­noszą się tyl­ko do jed­nej z trzech części struk­tu­ry swo­jej psy­chi­ki, igno­rując dwie po­zo­stałe.

DU­CHO­WOŚĆ

PSY­CHO­LO­GIA

HUNA

WYŻSZE JA

NADŚWIA­DO­MOŚĆ

AU­MA­KUA

ŚRED­NIE JA

ŚWIA­DO­MOŚĆ

UHA­NE

NIŻSZE JA

PODŚWIA­DO­MOŚĆ

UNI­HI­PI­LI

Struk­tu­ra na­szej psy­chi­ki składa się z trzech części: Nadświa­do­mości, Świa­do­mości i Podświa­do­mości, które w tra­dy­cjach psy­cho­lo­gii, du­cho­wości czy Hu­nie (daw­ne wie­rze­nia ha­waj­skie) otrzy­mały różne na­zwy.

Wyższe Ja (Nadświa­do­mość) – to taka część cie­bie, która po­sia­da naj­wyższy po­ziom wi­bra­cji, o bo­skiej mocy. Wyższe Ja w człowie­ku jest kre­atywną, twórczą jaźnią, ener­gią i ma naj­wyższą zdol­ność poj­mo­wa­nia, do­dat­ko­wo jest w stałym kon­tak­cie z Wyższą Siłą.

Nadświa­do­mość ste­ru­je two­im życiem, kie­ru­je tobą tak, abyś mógł się w pełni roz­wi­jać, i pro­wa­dzi cię od jed­ne­go doświad­cze­nia do dru­gie­go. Dzięki Nadświa­do­mości każdy z nas na­prawdę po­sia­da boską moc.

Nie wiem jak ty, ale ja często myślę, że jeśli Wyższa Siła jest wiel­kim kom­pu­te­rem, który zarządza wszyst­kim, co ist­nie­je, to Wyższe Ja jest frag­men­tem dys­ku tego kom­pu­te­ra, wy­dzie­lo­nym do obsługi na­sze­go po­je­dyn­cze­go życia i znaj­du­je się w bez­pośred­niej łączności ze Źródłem Wszyst­kie­go Co Ist­nie­je. Czy zda­jesz so­bie sprawę z tego, że masz boską moc i możesz do­ko­ny­wać z po­mocą tej części cudów w swo­im życiu, roz­wiązywać pro­ble­my, re­ali­zo­wać ma­rze­nia i pra­gnie­nia? Nikt nas nie uczy, że po­sia­da­my taką część oraz jak z niej ko­rzy­stać. Dzięki po­mocy Nadświa­do­mości je­steś w sta­nie roz­wiązać większość pro­blemów, na­wet tych naj­trud­niej­szych i naj­cięższych. Często wy­star­czy po pro­stu po­pro­sić.

Śred­nie Ja (Świa­do­mość) – zwa­na po pro­stu Ja – to część cie­bie, z którą je­steś w kon­tak­cie, z którą się utożsa­miasz i iden­ty­fi­ku­jesz. Za­wie­ra myśli, od­czu­cia, emo­cje, popędy, których je­steśmy świa­do­mi, oraz na­sze pra­gnie­nia i dążenia. Za­wie­ra wzor­ce postępo­wa­nia i prze­ko­na­nia – zarówno po­zy­tyw­ne, jak i ne­ga­tyw­ne. To ta część, do której od­no­si­my się całe życie, z którą się iden­ty­fi­ku­je­my. Śred­nie Ja jest też łączni­kiem pomiędzy Nadświa­do­mością a Podświa­do­mością.

Niższe Ja (Podświa­do­mość) – to ta część nas, która także myśli i czu­je, w której za­pi­sa­ne są wzor­ce postępo­wa­nia w różnych sy­tu­acjach, a także prze­ko­na­nia, których nie je­steśmy świa­do­mi, wy­par­te emo­cje i myśli. W wie­lu pu­bli­ka­cjach na te­mat sa­mo­roz­wo­ju możesz na­tknąć się na in­for­mację, że Podświa­do­mość ma men­tal­ność dziec­ka i jak dziec­ko często boi się wie­lu rze­czy, sto­su­je uprosz­cze­nia w myśle­niu i tak jak dziec­ko źle trak­to­wa­ne – często od­czu­wa lęk czy wstyd. Dla­te­go nasz sto­su­nek do tej części po­wi­nien być taki jak do dziec­ka. Po­win­niśmy Podświa­do­mość trak­to­wać z uwagą i ota­czać opieką oraz wsłuchi­wać się w sy­gnały, które płyną stamtąd do Świa­do­mości.

Podświa­do­mość po­sia­da ogromną moc – jed­nak w wie­lu przy­pad­kach, właśnie z po­wo­du lęku czy wsty­du, wy­ko­rzy­stu­je tę moc do sa­bo­to­wa­nia po­czy­nań po­zo­stałych dwóch części. Jed­nak należy pamiętać, że za­wsze nadrzędnym ce­lem działania Podświa­do­mości jest chęć uchro­nie­nia nas przed czymś, co uznała ona za szko­dli­we dla nas czy nie­bez­piecz­ne. War­to więc wsłuchać się w jej głos, bo to, co do nas mówi, może być nie tyl­ko ostrzeżeniem, ale też szansą zmia­ny. Ważne, aby Podświa­do­mości nie słuchać bez­kry­tycz­nie. Nie za­wsze jest na­szym sprzy­mie­rzeńcem w re­ali­zo­wa­niu celów, które wy­zna­cza­my so­bie na po­zio­mie świa­do­mym. Pro­ble­my biorą się głównie z bra­ku po­ro­zu­mie­nia między Podświa­do­mością a Świa­do­mością.

Wi­dzisz te­raz, że to, co wy­da­rza się w two­im życiu, to, cze­go doświad­czasz, jest wy­ni­kiem tego, co dzie­je się na wszyst­kich trzech po­zio­mach two­jej oso­bo­wości. Jeśli więc de­kla­ru­je­my, że chce­my mieć pracę, a jed­nak od lat je­steśmy bez­ro­bot­ni – to zna­czy, że nie ma zgod­ności dążeń do tego celu na wszyst­kich trzech po­zio­mach na­sze­go Ja i naj­praw­do­po­dob­niej podświa­do­ma część sa­bo­tu­je na­sze dążenia do zna­le­zie­nia pra­cy. Dlacze­go? Możliwe, że się boi, bo wie­rzy, że pójście do pra­cy może być dla nas z ja­kie­goś po­wo­du nie­do­bre, nie­ko­rzyst­ne czy bo­le­sne.

Żeby doszło w na­szym życiu do ja­kie­goś wy­da­rze­nia, wszyst­kie trzy części nas muszą pragnąć tego sa­me­go, a my je­steśmy świa­do­mi pra­gnień tyl­ko jed­nej części, w do­dat­ku na­zy­wa­my tę jedną część „Ja” i z nią się całko­wi­cie utożsa­mia­my. Trud­no więc się dzi­wić, że często, cho­ciaż chcie­li­byśmy więcej za­ra­biać, mieć lep­sze re­la­cje z in­ny­mi ludźmi i sa­mym sobą – na­sze pra­gnienia się nie re­ali­zują bądź re­ali­zują się tyl­ko w części. Ozna­cza to, że praw­do­po­dob­nie na­sza Podświa­do­mość nie chce tego sa­me­go, co Świa­do­mość. Nie możemy też po­minąć tego, cze­go pra­gnie dla nas Wyższe Ja, na­sza Nadświa­do­mość. Cza­sem pla­ny czy ma­rze­nia nie re­ali­zują się, po­nie­waż w dal­szej per­spek­ty­wie tak będzie dla nas le­piej albo w ogóle nie ma tego w pla­nie na­szej du­szy.

Patrząc je­dy­nie z punk­tu na­sze­go świa­do­me­go Ja, mamy zbyt ogra­ni­czo­ny punkt wi­dze­nia, na­to­miast na­sza Nadświa­do­mość, znająca plan na­szej du­szy, wie więcej i dla­te­go cza­sem blo­ku­je re­ali­zację niektórych na­szych po­mysłów.

By ułatwić zro­zu­mie­nie tego pro­ce­su, można wy­obra­zić so­bie firmę, w której jest trzech szefów. Żadna de­cy­zja nie może zo­stać zre­ali­zo­wa­na, jeśli wszy­scy trzej nie wyrażą na to zgo­dy. Nadświa­do­mość – kie­row­nik nu­mer 1 – sta­ry, mądry, doświad­czo­ny, ma ogromną moc kre­acji – zwy­kle pod­pi­su­je się na de­cy­zji o re­ali­za­cji bez zbędnych słów; kie­row­nik nu­mer 2, czy­li Świa­do­mość – już nie tak mądry, ale za to je­steśmy z nim w kon­tak­cie – wie­my, cze­go pra­gnie i cze­go chce, również mówi: „Tak, zróbmy to”. Ale jest jesz­cze kie­row­nik nu­mer 3. Jeśli ja­kieś de­cy­zje nie są po­dej­mo­wa­ne albo są sa­bo­to­wa­ne, to zwy­kle dla­te­go, że on tego nie chce, po­nie­waż od­czu­wa lęk.

Niektórych złości fakt, że po­wo­dem, dla którego nie re­ali­zują się ich pew­ne ma­rze­nia, za­mie­rze­nia i pla­ny świa­do­me, jest „sa­bo­taż” Podświa­do­mości. Trze­ba jed­nak zro­zu­mieć jej in­ten­cje. Podświa­do­mość sa­bo­tu­je na­sze działania świa­do­me tyl­ko wte­dy, kie­dy chce nas chro­nić. Po­dob­nie jest z działania­mi, które unie­możli­wia nam na­sze Wyższe Ja. Ono po pro­stu wie le­piej, co na­prawdę jest dla nas do­bre, a co nie.

Załóżmy, że ko­bie­ta pra­gnie (na po­zio­mie świa­do­mym) zna­leźć mężczyznę, z którym się zwiąże na do­bre i na złe. Opo­wia­da zna­jo­mym, że chciałaby już wyjść za mąż, nie może jed­nak zna­leźć właści­we­go kan­dy­da­ta. Jej podświa­do­my umysł jest prze­ko­na­ny, że związki się nie udają, na mężczyzn nig­dy nie można li­czyć, że trze­ba ich utrzy­my­wać, a w do­dat­ku zdra­dzają. W tej sy­tu­acji lęk płynący z Podświa­do­mości będzie unie­możli­wiał wejście w związek z mężczyzną, po­nie­waż kie­row­nik nu­mer 3 zi­gno­ru­je pra­gnienia kie­row­nika nu­mer 2, bo według nie­go nie będzie to dla tej ko­bie­ty do­bre.

Klu­czem do roz­wiąza­nia tej sy­tu­acji jest zna­le­zie­nie myśli, emo­cji i wzorców postępo­wa­nia, które ukry­te są na po­zio­mie nieświa­do­mym, i uwol­nie­nie się od nich.

Na przykład możemy mieć lęk przed kąpielą w mo­rzu, je­zio­rze czy ba­se­nie. Za nic nie damy się namówić na­wet na za­mo­cze­nie nóg, nig­dy nie na­uczy­liśmy się pływać, bo lęk przed kon­tak­tem z wodą był zbyt sil­ny. Je­steśmy kimś, kto jako je­dy­ny sie­dzi na plaży, pod­czas gdy inni wesoło się bawią i plu­skają w wo­dzie. Gdy­by przyj­rzeć się temu z boku, jest to prze­ko­na­nie całko­wi­cie ir­ra­cjo­nal­ne. Nikt się w na­szej obec­ności nie topił ani też nie to­pi­liśmy się my sami. Skąd więc ten lęk przed wodą?

Praw­do­po­dob­nie na­sza Podświa­do­mość z ja­kie­goś po­wo­du boi się wody, w związku z czym przez ten lęk trzy­ma nas od niej z da­le­ka. Praw­do­po­dob­nie podświa­do­ma część ko­ja­rzy wodę z uto­pie­niem się, a co naj­mniej z za­grożeniem życia. Przy­czyną mogą być na­sze doświad­cze­nia z po­przed­nich wcie­leń lub doświad­cze­nia osób z ro­dzi­ny, które zo­stały nam w świa­do­my lub nieświa­do­my sposób prze­ka­za­ne.

Jest wie­le przykładów za­czerp­niętych pro­sto z życia, które to po­twier­dzają. Zna­jo­ma bar­dzo bała się pożaru. Za­wsze spraw­dzała przed wyjściem z domu, czy przy­pad­kiem zapałki, których użyła do za­pa­le­nia gazu, nie tlą się gdzieś w ko­szu. Dręczył ją lęk, że dom się pali, pod­czas gdy ona jest w pra­cy. Cho­ciaż nig­dy ani nie wi­działa z bli­ska pożaru ani też nikt z jej przy­ja­ciół czy bli­skich nie ucier­piał od ognia.

Kie­dyś jed­nak w roz­mo­wie ze star­szy­mi człon­ka­mi ro­dzi­ny do­wie­działa się, że pod­czas woj­ny, gdy jej przod­ko­wie zo­sta­li wy­rzu­ce­ni z domu, do­dat­ko­wo mu­sie­li bez­rad­nie pa­trzeć, jak ten dom, ich do­by­tek i wszyst­kie ro­dzin­ne pamiątki są wy­da­ne na pastwę ognia. To opo­wia­da­nie uświa­do­miło jej, że przy­czyną wywołującą lęk była hi­sto­ria ro­dzin­na, której na­wet nie była świa­do­ma.

Inna z ko­lei oso­ba wpro­wa­dziła się do no­we­go domu i nie mogła w nim roz­pa­lić w pie­cu. Było to za­ska­kujące, po­nie­waż piec był spraw­ny i goście, którzy do niej przy­cho­dzi­li, ra­dzi­li so­bie z nim bez tru­du. Jej jed­nej jed­nak nie uda­wało się go roz­pa­lić, na­wet nie próbowała, czuła bo­wiem wiel­ki opór przed tą czyn­nością i jej sta­ra­nia były bez­sku­tecz­ne. Ja­sno­widz, do którego zwróciła się o po­moc, od­krył, że w po­przed­nim wcie­le­niu spłonął jej dom. Ta in­for­ma­cja po­mogła jej uświa­do­mić so­bie lęk i po­pra­co­wać nad za­ak­cep­to­wa­niem go, co do­pro­wa­dziło do tego, że z łatwością roz­pa­lała w pie­cu.

War­to więc zda­wać so­bie sprawę, że aby wy­da­rzyło się coś, cze­go pra­gnie­my – choćby była to kąpiel w je­zio­rze czy roz­pa­le­nie w pie­cu – musi ist­nieć zgo­da na wszyst­kich trzech po­zio­mach na­sze­go Ja.

4. Bóg jest wszyst­kim, na­wet tym, czym nie jest

Bóg jest wszyst­kim – na­wet tym, czym nie jest. Bar­dzo lubię to zda­nie, po­nie­waż jest za­baw­ne (nasz umysł w pierw­szym mo­men­cie jest nie­co zdez­o­rien­to­wa­ny) i za­wie­ra się w nim głęboka praw­da. Jed­nak często mam opór przed używa­niem słowa „Bóg”, po­nie­waż u mo­ich rozmówców może ono wywoływać zupełnie inne sko­ja­rze­nia niż u mnie. Każdy z nas ma własny, wewnętrzny ob­raz Boga. Często jed­nak ob­raz, który to­wa­rzy­szy nam w życiu – choć po­wi­nien dawać po­czu­cie bez­pie­czeństwa i nas wspie­rać – nie spełnia swo­jej funk­cji. Z jed­nej stro­ny uczy się nas, że Bóg jest do­bry, ko­cha nas i wy­ba­cza nam wszyst­ko, jest nie­skończo­ny i wszech­mogący. Z dru­giej – utożsa­mia się go z człowie­kiem, na­dając mu masę ludz­kich, i to nie­zbyt do­brych cech. Uczy się nas, że Bóg może nas po­rzu­cić, opuścić, może się na nas po­gnie­wać, zezłościć, chcieć nas uka­rać, że (o zgro­zo!) możemy Boga ob­razić. Bóg jest wy­so­ko, da­le­ko i na pew­no ma ważniej­sze spra­wy „na głowie” niż zaj­mo­wa­nie się na­szym życiem i pro­ble­ma­mi.