Strona główna » Obyczajowe i romanse » Co dalej, co potem… część I

Co dalej, co potem… część I

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-272-3492-6

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Co dalej, co potem… część I

co dalej, co potem.....

czyli jak go znaleźć? Szuka Anne, rozwódka, pomocą służy Lena, mężatka.

 

„- No to zacznijmy od początku – powiedział rzeczowo Tadeusz, biorąc do ręki długopis i przygotowując się do sporządzenia notatek.

Anne odprężyła się jeszcze bardziej i zaczęła mówić.

- Jak wiesz Tadek jestem kobietą rozwiedzioną.

- Mmm, beznadziejny przypadek - mruknął Tadzio pod nosem i coś tam zanotował.

- Ale na pewno nie wiesz Tadek, że kobieta samotna nie ma, po prostu nie ma, tego samego standingu, co mężatka. I tak oto potrzebując mężczyzny kulturalnego postanowiłam znaleźć go w miejscu kulturalnym, w muzeum. Dlatego właśnie od jakiegoś czasu z twoją żoną, Leną, chodzimy po muzeach.

- Ach, to dlatego? – Tadeusz spojrzał na mnie dziwnie.

- Niestety - ciągnęła Anne - mężczyźni nie chodzą tam sami, tylko rodzinnie. Jedynym samotnym facetem była ta mumia”.

Polecane książki

Uwagę światowych mediów skupił na sobie po akcji Fiksacja, kiedy to przybił swoją mosznę do moskiewskiego placu Czerwonego, protestując przeciw bierności rosyjskiego społeczeństwa i przeistaczaniu się Rosji w państwo policyjne.Ten radykalny gest artystyczny był tylko kolejnym etapem ścieżki, którą o...
W monografii omówiono aktualny zakres oraz optymalny kształt uprawnień sądu odwoławczego do wydania orzeczenia reformatoryjnego w polskim procesie karnym. Kompleksowo przedstawiono przesłanki do zmiany zaskarżonego orzeczenia w instancji odwoławczej z uwzględnieniem nowych reguł postępowania dowodow...
Książka stanowi pierwsze w polskiej literaturze monograficzne opracowanie problematyki praw pokrewnych do nadań programów radiowych i telewizyjnych. Radio i telewizja w ostatnich latach podlegają dynamicznym zmianom, z uwagi przede wszystkim na rozwój internetu i interaktywnych usług. Zastosowan...
Trudno dorosłemu rozpoznać się w emocjach, a co dopiero dziecku. Jeszcze trudniej je zaakceptować i nazwać. Magda Fres to potrafi. Dlatego polecam jej „Misiątko” każdemu. Ta lektura otworzy ci oczy i wyprostuje ścieżki.Marta Fox Świat, który w swoich bajkach stworzyła Magda, jest bezpieczny, przytul...
Dotychczas okryta tajemnicą, teraz Kabbalah jest dostępna dla ciebie... Wyobraś sobie życie wypełnione niekończącą się radością i zadowoleniem.Wyobraś sobie też, że stale jesteś pełen energii i zawsze masz jasnośćtego, co masz zrobić. To jest właśnie Moc Kabbalah. Jest to droga od chwilowejprzyjemno...
Marian Jan Kustra: Poeta, prozaik, eseista, Na koncie wiele wydanych tomików, a w przygotowaniu do druku biografia, powieść historyczna, esej, nowe poematy i nowe wiersze. Autor był w Stanach Zjednoczonych na zaproszenie Polonii. Członek wielu komisji w konkursach literackich w kilku miastach Polski...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Magda Cel

Magda CelCo dalej, co potem…

Copyright © by Magda Cel 2012

Virtualo Self-publishing 2012

ISBN 978-83-272-3492-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Kulturalny poszukiwany

Przyjechałam do Francji parę lat temu, z mężem, a właściwie to on przyjechał ze mną. Dostał propozycje pracy i to nawet w swoim zawodzie, jako architekt. Tadeusz od samego początku bardzo się o mnie martwił, a raczej o to czy się nie zanudzę bez wszystkich moich przyjaciół, podczas gdy on będzie w pracy. Zupełnie niepotrzebnie. Najpierw poszłam na kurs francuskiego, a potem bardzo szybko znalazłam sobie pracę, trochę pracy, czyli w sam raz, nie za dużo, tyle ile kobieta może znieść. Och przepraszam, taka kobieta jak ja.

Szkoła nauki języków obcych, której Anne jest współwłaścicielką, zatrudniła mnie, jako lektora języka polskiego. W ten sposób poznałam Anne, która po rozwodzie ze swoim pięknym acz gburowatym mężem zainwestowała pieniądze z podziału majątku w ten biznes. Wcześniej pracowała w biurze, ale zdecydowała, że teraz chce się cieszyć całkowitą wolnością, w każdej dziedzinie życia. O byłym mężu Anne nic powiedzieć nie mogę, gdyż nigdy go nie widziałam, nie znam nawet jego imienia. Trudno też sprawdzić jak wielką dysponował urodą. Co prawda Anne ma z nim dwóch synów, ale obaj są podobni do matki. To nawet lepiej, bo podobno dziewczęta powinny być podobne do ojców, a chłopcy do matek, aby cieszyć się powodzeniem u płci przeciwnej.

– Jeśli mają mieć takie powodzenie jak ja, to oby to się nie sprawdziło – powtarza często Anne.

Anne od czasu rozwodu czeka na kogoś specjalnego, a właściwie nie czeka tylko szuka. Niestety do tej pory jej poszukiwania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów i troszeczkę zaczyna ją to martwić. Zaczyna nawet podejrzewać, że może mieć jakąś ukrytą wadę, bardzo ukrytą. Nawet jej samej nie udało się dotąd odkryć tej wady.

– Anne, kogo ty właściwie szukasz, może masz za duże wymagania?

– Możliwe.Mężczyźni w moim wieku nic nie mogą, albo impotent albo coś go boli albo się czegoś boi, po prostu nic ciekawego. I podkreślam, to nie jest wyłącznie moje zdanie. Byłam wczoraj u fryzjera, było nas tam kilkanaście i żadna nie miała nic dobrego do powiedzenia na ich temat. Ani rozwódki, ani mężatki. Panienek chyba tam wczoraj nie było.

Anne należy do nowoczesnych kobiet, szuka przez Internet, dział: „ogłoszenia matrymonialne”

– Wiesz, ja teraz o miłości postanowiłam zapomnieć. Mnie się należy trochę luksu „un peu de luxe”. Szukam mężczyzny przy pieniądzach, takiego, co jeszcze coś może, choćby do restauracji zaprosić. Na przykład tak jak ten ostatni, tylko on chyba nie wiedział, co chce. Owszem, był sympatyczny, ale za mało się mną interesował. List mu wysłałam żeby dał mi spokój, nie dzwonił, nie przychodził. Taki pożegnalny.

– Ale po co?

– No nie, ja cię przepraszam, takie sprawy trzeba elegancko załatwiać.

– Przecież on i tak nie przychodził i nie dzwonił, po co mu ten list?

– Ty jesteś taka niedzisiejsza. No właśnie Ja musiałam mu to uświadomić.

– Aha.

– Powiedział, że absolutnie się ze mną zgadza, że nie jest jeszcze gotowy. Rozumiesz? Czterdzieści lat i nie gotowy.

– Ale do Egiptu z nim pojechałaś. Może nawet za swoje. Tylko ty i on, za twoje.

Anne patrzy na mniechłodno, bez zrozumienia.

– Jak ty się gubisz w szczegółach, on akurat tam chciał jechać. To było jego marzenie, trochę kościołów zwiedziliśmy. Ah, zaraz, jakich? A co tu opowiadać? Jeden do drugiego podobny, właściwie nawet jak już weszłaś do jednego to nie było co dalej włazić. Tyle tylko, że dla ochłody. Nawet mi to dało do myślenia, po co ty do Francji przyjechałaś, tyle kilometrów z tej Polski. No! Ile?

– Nie tak dużo gdzieś 1700 km, zależy z jakiego miejsca.

– Ja nie rozumiem, przecież wszędzie jest tak samo. Wiem, co mówię, byłam niedawno w Nicei. Zupełnie jak Paryż, i tu budynki i tu.

– Ale wtedy bym ciebie nie poznała i nikt by mi tego nie powiedział. A poza tym nie denerwuj się Anne, musiałam przyjechać za mężem. Kto by mu obiady gotował?

-No tak, no tak.

Pewnego dnia Anne doszła do wniosku, że Internet nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań.

– Zrozum Lena ja to wszystko przemyślałam i postanowiłam poznać tego kogoś w jakiś bardziej naturalny sposób. W momencie jak on się wcale tego nie spodziewa. Teraz wszystkie samotne wpatrują się w ten Internet jak w zbawienie. Ale ja już wiem, że to przestało działać, to już się przejadło, teraz trzeba bardziej radykalnych metod, trzeba ich czymś zaskoczyć. Tak jak to kiedyś bywało. Nic nie stoi w miejscu, świat gna do przodu.

– No dobrze – powiedziałam – może będę miała parę skromnych pomysłów. Uprzedzam cię jednak, że to wszystko teoria. Nie zapominaj, że jestem mężatką.

I tak się zaczęło. Od muzeów. Pierwszy pomysł był prosty: na pewno jakiś kulturalny samotny mężczyzna przechadza się samotnie po jakimś muzeum, tylko, po jakim?

Zrobiłyśmy plan, objeździłyśmy trochę muzeów i niestety po trzech miesiącach byłyśmy ciągle w punkcie wyjścia, czyli mówiąc wprost, karnecik Anne nadal świecił pustkami.

– Lena proszę cię, odwiedźmy jeszcze to jedno muzeum, już ostatnie.

Anne zauważyła, że te wyjazdy do muzeów trochę mnie w pewnym momencie znudziły. Zwłaszcza, że po pierwsze nie przepadam za muzeami, a po drugie okazało się, że eksponaty, które interesują Anne nie są w nich dostępne. Mimo to koniecznie chciała mnie przekonać do jeszcze jednej wyprawy.

– Już tyle czasujesteś we Francji, kto wie może właśnie, kiedy wrócisz do Polski, rozpadnie się Unia. Teraz tyle o tym mówią. Znowu wprowadzą wizy, zamkną granice i będziesz żałować. A już najgorsze oczywiście byłoby gdyby ktoś cię zapytał: „byłaś w Luwrze?”

– Anne, trochę już jestem zmęczona tymi naszymi wizytami w muzeach, sama widzisz, że to bez sensu.

– Lena proszę cię, niech to będzie ostatni raz, a jeśli nie ja to przynajmniej moi chłopcy na tym skorzystają i jednak Luwr to nie byle co, to słowo zna cały świat.

Pojechałyśmy więc razem z synami Anne,wczesnym rankiem, niewyspane, ale szczęśliwe, że zdobyłyśmy się na ten ostatni wysiłek, że nie tracąc niedzieli na pranie podjęłyśmy to ostatnie wyzwanie. W mieście wycieczka zamieniła się w polowanie na miejsce dla samochodu. Po długich poszukiwaniach wypatrzyłyśmy jedno i to nawet nie na drugim końcu miasta.

Już z daleka widać było przezroczyste piramidy Luwru.

– Kolejka jak kiedyś w Polsce po kiełbasę – jęknęłam.

Ale trochę nie miałam racji ta była taka kulturalna i międzynarodowa. Słychać było przeróżne języki, widać przeróżne urody. Każdy coś mówił, mądrze. W końcu po chwili oczekiwania udało nam się dostać do Luwru.

– Najwyższy czas mamo, trochę już zmarzliśmy – powiedział Thomas.

Nie wiem, dlaczego, ale weszliśmy tam jakimś podziemnym wejściem, aw tych podziemiach sztuki sklepik na sklepiku dla kolekcjonerów odwiedzających znane miejsca. Towar za to jakiś zwyczajny, żadne tam rembrandty tylko T-shirty, kubki, długopisy, zupełnie jak na lotnisku. Anne spojrzała na mnie zdegustowana, od razu było widać, że pierwszy raz w Luwrze, chociaż Francuzka.

– Zawsze ten, kto ma najbliżej, przyłazi ostatni – tłumaczyła się Anne.

Wpierwszej sali ujrzałyśmy same rzeźby rozrzucone po kątach.

– Jakoś tu nie przytulnie – skrzywiła się Anne.

Potem zaczęłaukradkiem czytać napisy na tabliczkach, żeby zaimponować synom, ale jedyne, co jej wpadło w oko to: kopia tego, kopia tamtego.

– Aha. Ta głowa też kopia, chyba nie umiem odczuwać sztuki. Słowo kopia mnie bardzo dekoncentruje i daje do myślenia mm – zaczęła głośno myśleć Anne. Nagle gwałtownie stuknęła Thomasa, który się pokładał na jednej z tych kopii.

– No co tak skubiecie tęsztukę? Od razu widać brak męskiej ręki.

– Chcemy ją poczuć mamo, sprawdzićczy materiał solidny.

-Aa, chyba, że tak, to co innego. Jednak nie mogę się pogodzić – powiedziała oburzona Anne, – że karzą nam płacić za oglądanie kopii. Tyle kilometrów, tyle kilometrów – powtarzała w kółko – i tylko kopie. Za kogo oni nas biorą, już więcej ich nie odwiedzę, jednak miałam nosa, że wcześniej tu nie przyjeżdżałam.

Przeszliśmy do następnej salki, jakby przejściowej, taki nieduży kwadracik z drzwiami po obu stronach.

– Wenus z Milo, chyba – przyjrzałam się uważnie.

– Askąd ty to wiesz?

– Ze szkoły.

– Taak, to oni was tam takich rzeczy w szkołach uczą? – Anne spojrzała na mnie dziwnie.

-Nie wiem czy uczą. Uczyli, teraz to oni chcą do was dorównać, program szkolny zmieniają i zmieniają. Jakoś inaczej ją sobie wyobrażałam, a tu stoi taka biedna, zimna, w przeciągu, dookoła kręci się pełno gapiów w paltach. To nie jest miejsce do przeżywania. Przechodzą różne perfumy za kilka euro – zrobiło mi szkoda tej biednej Wenus. – Nie, nie pasuje tu, widziałabym ją w jakimś innym miejscu, takim piękniejszym, ważniejszym.

– I te kopie – dorzuciła Anne. – Muszę stąd wyjść, denerwuje mnie to, ale kurde za bilet już wzięli.

Nagle zupełnie nie planowanie znalazłyśmy się w dziale mumii, który cieszył się największym zainteresowaniem ze strony Japonii.

– Po co im zdjęcia tych trupów – Anne popukała się w czoło.- Czy możesz mi wyjaśnić jak myśmy tu trafili? Dlaczego nie jesteśmy w obrazach?

– Chciałyśmyzobaczyć starożytny Egipt, porównać z tym, który zwiedzałaś zeszłego lata z Paulem. Bardzo cię przepraszam nie wiedziałam, że zobaczymy tu szczątki ludzkie.

Japońskie aparaty, a może i Chińskie, trzaskały w najlepsze.

– Wyjdźmy już od tych mumii. Przypomnij sobie, że miałam zamiar zatrzymać się na dłużej przy obrazach, tam na pewno zatrzymują się kulturalni ludzie.

– Patrz Anne, schodzimy do podziemi.

– Mamo! Ale fajnie, tu muszą być jakieś skarby – zawołali chłopcy.

– To musi być podziemne miasto – oznajmiła Anne. Spojrzeli na nią z podziwem, a właściwie tylko ja, bo jej synowie byli zajęci opukiwaniem jakiegoś starożytnego urządzenia.

– Widzisz, to towarzystwo już od małego jest jakieś inne niż my. Gdybym miała dziewczynkę to by mnie zrozumiała, ale faceci są z tego no, no wiesz z jakiegoś tam Marsa czy Plutona, nie wiem, z czego ale co jak co ciężko to idzie. To porozumienie. Już od małego. Kto wymyślił, że kobietę trudno zrozumieć? To jakaś bzdura. Przecież ja ciebie doskonale rozumiem, chociaż po francusku mówisz gorzej niż niejeden Francuz.

– Anne, zrobiłaś się nerwowa. Przecież wiadomo, że to dla mnie zupełnie obcy język.

Poszłyśmy dalej, w pewnym momencie Anne zaczęła wołać:

– Pascal, Thomas do matki – kompletnie zapomniała, że byliśmy w Luwrze i krzyczała tak głośno, że Japończycy albo Chińczycy przed chwilą pochyleni nad mumiami podnieśli głowy.

– Już z nimi nigdzie nie pójdę, że też ojciec nie zabrał ich ze sobą. Od czasu rozwodu tylko rzuca mi kłody pod nogi. Zauważyłaś to?

– Nie, ja nawet nie znam twojego męża – grymas na twarzy Anne uświadomił mi, że popełniłam wielką gafę, że chodzi przecież o eksmęża. Eks – dodałam szybko. – Nie znam twojego eksmęża.

– Nawet nie wiesz, jakie masz szczęście, to zwykły prostak – Anne ściszyła głos. – On mnie w życiu do muzeum nie zabrał, a jak rodziłam Thomasa to kazał mi się śpieszyć, bo był umówiony na partyjkę pokera z kumplami. Oj, świetny był z niego gracz – Anne rozmarzyła się. – Śpieszyłam się tak bardzo, że dzieciak do dziś jest jakiś nerwowy.

– Anne, a może byśmy już stąd poszły. Zobacz znowu jesteśmy przy mumiach.

Trzy dni po wizyciew muzeum zadzwoniła do mnie Anne. Miała bardzo dziwny głos, mówiła szybko i nerwowo.

– Muszę do ciebie przyjechać, ale to będzie możliwe tylko pod jednym warunkiem.

– Co się stało? I pod jakim warunkiem?

– Czy twój mąż już wrócił?

– Tak, już jest.Ale nie szkodzi jak chcesz to przyjedź, nie będzie nam przeszkadzał.

– Ależ wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę, to szczęście, że już jest. Tylko dlatego przyjadę i to z noclegiem.

– Tadziu, powiedziałam niepewnie, chyba spodobałeśsię Anne.

– Tak ci powiedziała?

– W pewnym sensie.

Godzinę później wpadła Anne.

-Tadek, cieszę się, że jesteś – powiedziała z pięknym francuskim akcentem. – Gdyby ciebie nie było w życiu bym tu nie przyjechała.

– No wiesz – powiedziałam oburzona.

– Trochę to nudne Lena, ile ty znasz tego swojego Tadeusza?

– Długo. Jeszcze ze studiów.

– Boże – jęknęła Anne, – że ja się mamusi nie posłuchałam, a mówiła, idź na studia Anne, idź. W każdym razie, tak czy siak Tadeusz, tylko przy tobie czuję się bezpieczna.

– Taak – powiedziałamz niedowierzaniem.

– Wybacz Lena, ale z tobą nie czułabym się taka spokojna, przywiozłam co trzeba, zostaję u was do rozwiązania.

– Ale – Tadeusz był wyraźnie zdenerwowany. – Lena czy mogę cię prosić do kuchni?

– Lenko, czy ty nie widzisz na co się zanosi? – Wyszeptał zdenerwowany. – Wiem, Anne to twoja przyjaciółka i trzeba sobie pomagać, ale widzisz jaka jest szczupła, do rozwiązania może być jeszcze kilka miesięcy. Ja sobie tego nie wyobrażam, musisz coś zrobić.

– Dobra, jak mus to mus – wkroczyłam zdecydowanie do pokoju – ok Anne to kiedy nastąpi rozwiązanie?

– Nie wiem Lena, wszystko w waszych rękach, ja już nie wiem co robić.

Zdezorientowana wpadłam do kuchni i rzuciłam w stronę Tadeusza:

– Tadek, nalej mi trochę, muszę się rozluźnić.

Jeden łyk i znów wróciłam do pokoju.

– Nie dosyć, że mi nic nie powiedziałaś to jeszcze nie wiesz z kim i kiedy? – Mówiłam podniesionym głosem.

– Lena, czy tynie chlupnęłaś czegoś w kuchni? O co ci chodzi z tym kim i kiedy? Dobrze wiesz, że nie mam nikogo – Anne zaczęła pochlipywać. – Nie mogę, po prostu nie mogę trafić na porządnego faceta.

– Zgadzam się całkowicie, to musi być skończony łajdak, żeby tak zostawić cię samą do rozwiązania.

– Chybanaprawdę piłaś? O czym ty mówisz? I czemu jesteś taka rozpalona. Czy ty się dobrze czujesz?

– No nie – byłam wściekła – sama powiedziałaś, że zostajesz do rozwiązania – krzyknęłam i zobaczyłam jak przerażony Tadzio zerkał ukradkiem przez drzwi kuchenne.

– Lena! Do rozwiązania problemu, mojego problemu. Mnie się mumia po nocy śni, czy ty to rozumiesz? Ja już w życiu do muzeum nie pójdę.

Tadeusz wszedłrozpromieniony do pokoju.

– Anne nie płacz, pomożemy ci i to natychmiast. Najpierw po naleweczce, a potem siadam i zamieniam się w słuch. Trzeba ten problem jak najszybciej rozwiązać.

-Ale Tadziu tak nie można, to nie jest jakiś problem architektoniczny, to moja przyjaciółka.

Ale w końcu doszliśmy do wniosku, że architektoniczny, czy nie, ktoś musi go rozwiązać.Anne zagłębiła się w fotelu, Tadeusz rozpalił w kominku, podał nalewki, kot rozsiadł się na moich kolanach, szczęśliwy, że wreszcie siedzimy, że nikt nie krzyczy ani nie płacze. Atmosfera zrobiła się senna.

– No to zacznijmy od początku – powiedział rzeczowo Tadeusz, trzymając w ręku długopis i przygotowując się do sporządzenia notatek.

Anne odprężyła się jeszcze bardziej i zaczęła.

– Jak wiesz Tadek jestem kobietą rozwiedzioną.

– Mmm, beznadziejny przypadek – mruknął Tadzio pod nosem i coś tam zanotował.

– Ale na pewno nie wiesz Tadek, że kobieta samotna nie ma, po prostu nie ma tego samego standingu, co mężatka. I tak oto potrzebując mężczyzny kulturalnego postanowiłam znaleźć go w miejscu kulturalnym, w muzeum. Dlatego właśnie od jakiegoś czasu z twoją żoną, Leną, chodzimy po muzeach.

– Ach, to, dlatego? – Tadeusz spojrzał na mnie dziwnie.

– Niestety – ciągnęła Anne – mężczyźni nie chodzą tam sami, tylko rodzinnie. Jedynym samotnym facetem była ta mumia.

Dzwonek do drzwi zepsuł nam atmosferę skupienia osiągniętą z tak wielkim trudem.

-Cześć Lena, nie przeszkadzam? – To była Sara, nasza sąsiadka. – Strasznie zimno na dworze, w pracy roboty huk. Kupiłam winko i wpadłam przed weekendem, chyba wam nie przeszkadzam? – Spytała widząc na wpół senną Anne i skupionego nad karteczką Tadeusza.

– Chodź Sara, zaraz będę robiła dla nas kolację to i ty się załapiesz.

– A co będzie na kolację – zawołała z pokoju Anne – trochę już zgłodniałam. Cześć Sara, coś dawno cię u Leny nie było. Odkąd tego Jula poznałaś to czasu nie masz.

– To prawda – powiedziała Sara – ale akurat w ten weekend pojechał z żoną do rodziny, dlatego mam trochę wolnego.

– Nie przykro ci, że on z żoną, a ciebie zostawił – spytała Anne ze współczuciem.

– Zawsze wybieram żonatych, po pierwsze wiem z kim mnie zdradza, tak zwana zdrada kontrolowana, po drugie jak mi się znudzi piszę piękny anonim do żony.

– Też bym tak chciała – powiedziała Anne.

– Nic prostszego – odpowiedziała Sara i wyjęła notes, – co ci trzeba?

– Nie zrozumiałyśmy się – szybko sprostowała Anne – też bym chciała mieć takie beztroskie podejście, nic poza tym. Jakiś żonaty Jule, też mi coś – powiedziała pod nosem.

– Ależ Anne, co za szkoda, właśnie myślałam o Peterze, żona w Anglii. Nie chcesz zobaczyć, jaka miła buzia, bardzo fajny, dowcipny gość i bardzo samotny.

-Żonaty? Absolutnie odpada.

– Co chcesz? Tylko takich mam na liście. Już mówiłam, bez zobowiązań. Niektóre kobiety to mają takie wymagania, że..

– Lenka, czy już czas na kolację? – Tadeusz wtrącił się do rozmowy jak umiał najlepiej.

– Tak, za10 minut kolacja będzie gotowa.

– Tadek, to może rzuciłbyś okiem na mojego jeepa? – Spytała Sara. – Nie wiem co się dzieje, coś w nim stuka.

– Już idę.

– Aten twój Jule nie nadaje się do samochodów – spytała złośliwie Anne.

Sara spojrzałanieprzyjemnie na Anne i szybko wyszła na dwór, Tadeusz uśmiechnął się przepraszająco i podążył za nią.

– Lena, czy ty nie boisz się o swojego męża?

– Boję się, ale nic nie mogę na to poradzić.

– Co ty opowiadasz, nie można opuszczać rąk, trzeba działać. Zawsze możesz na mnie liczyć.

– Przecież dobrze wiesz, że musi latać na te swoje spotkania z innymi architektami, to co? Mam mu zabronić tylko dlatego, że się boję tych podróży? Nie, to nie przejdzie. Zresztą nie chciałabym żeby przez moje strachy musiał rezygnować z kariery.

– Miałam na myśli Sarę. Oni tam teraz sami stoją przy jej jeepie. Może chociaż byś przez okno wyjrzała.

– Aaa, chodzi oSarę. No co ty, Anne, przecież ona ma już jednego żonatego i jedną żonę tego żonatego na głowie, a poza tym Tadeusz nie jest w jej stylu.

– Lena, ale jakby co to pamiętaj, możesz na mnie liczyć. Ona mi się trochę nie podoba. Coś dziwnego ma w oczach.

Żebynie ciągnąć tematu skupiłam się na nakrywaniu do stołu, pięknie wszystko ułożyłam, ustawiłam kieliszki, talerze, położyłam serwetki.

– Co