Strona główna » Obyczajowe i romanse » Co ich dzieli, co ich łączy

Co ich dzieli, co ich łączy

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-1313-4

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Co ich dzieli, co ich łączy

Kiedy Violet go pocałowała, doktor Evan Hunter zapomniał, że jest jej szefem. Ale następnego dnia zachowywali się wobec siebie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Byli przekonani, że nigdy nie będą razem. Dzielił ich problem, którego nie potrafili rozwiązać. Ale także coś ich połączyło: nieodparte pożądanie...

Polecane książki

Jacek Kosmala to uczeń piątej klasy, łobuz i chuligan z upodobaniem dokuczający słabszym kolegom i zwierzętom. Pewnego dnia, za sprawą tajemniczego Balonikarza, chłopiec zostaje zamieniony w niedużego żółtego jamnika. Teraz na własnej skórze może się przekonać, jaki jest los bezbronnego krzywdzonego...
Genialne połączenie literatury młodzieżowej z ciężkim, psychodelicznym thrillerem. W ostatniej części trylogii Mara musi stawić czoła rzeczywistości. Trzecia część bestsellerowej serii o Marze Dyer. Pewnego dnia Mara budzi się w lustrzanym pokoju i nie wie, gdzie jest. Zdaje sobie sprawę, że j...
Książka stanowi próbę całościowego spojrzenia na poezję powojenną poprzez kategorię ludzkiej cielesności. Lektura utworów Świrszczyńskiej, Miłosza, Różewicza, Kamieńskiej, Grochowiaka, Herberta, Pasierba, Poświatowskiej, Wojaczka, Barańczaka i Krynickiego pozwala ukazać ciągłość refleksji na...
Małżeństwo, obietnice, uczuciowe wzloty i upadki. Robert Orłowski, wybitny, wzięty neurochirurg od zawsze jest obiektem westchnień wielu kobiet. Przystojny, inteligentny, a do tego bogaty – zdaje sobie sprawę z atutów, którymi dysponuje. Po ślubie z Renatą stara się być przykładnym mężem i ojcem. Ro...
Utwór z 1858 roku, któremu autor nadał formę zbioru listów. Józef Aleksander Miniszewski (1821–1863) był publicystą i powieściopisarzem. Wspierał program reform Aleksandra Wielopolskiego. W czasie powstania styczniowego uznany za zdrajcę, prawdopodobnie z wyroku władz powstańczych został zasztyletow...
Tomasz Zackiewicz - autor niezwykle poczytnych za granicą powieści i książek o tematyce archeologiczno-historycznej oraz artykułów naukowych, szczególnie popularnych w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Jego anglojęzyczne publikacje stanowią cenny materiał edukacyjny zarówno dla n...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Scarlet Wilson

Scarlet WilsonCo ich dzieli, co ich łączy

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Violet była zła i wystraszona. Droga do gabinetu dyrektora wydawała się udręką, każdy kolejny krok na schodach sprawiał fizyczny ból, nogi miała jak z waty, w głowie jej wirowało.

Znalazła się w wyjątkowo paskudnej sytuacji. Szła do dyrektora na jego polecenie i narastała w niej wściekłość, a wszystkiemu winien był jej bezpośredni przełożony, Evan Hunter.

Zlecił jej zebranie informacji o Matcie Sawyerze. Kiedyś z nim pracował, a teraz kazał zbadać jego przeszłą aktywność. Tego polecenia nie wykonała i nie wykona. Oczywiście Evan nie wie, że Matt jest jej bratem, ale to i tak nie łagodziło jej wściekłości.

Odnotowano sygnały pojawienia się wirusa ospy wietrznej, w Agencji Przeciwdziałania Chorobom panował młyn jak diabli, i walkę z wirusem uważała za znacznie poważniejsze zadanie niż gonienie za informacjami o Matcie. Nie będzie się wygłupiać i nic nie zrobi, ale Evan Hunter miał w tej sprawie inne zdanie i to wezwanie do dyrektora mogło tego, niestety, dotyczyć.

Drżały jej nogi, kiedy dotarła wreszcie na miejsce. Uspokój się, powtarzała sobie w kółko. Wzburzenie nic nie da, a wybuch w gabinecie wcale nie ułatwi sprawy.

I wtedy zobaczyła Evana. On też tutaj? Zasłaniał wejście, ręce miał splecione na piersiach, był wysoki, dobrze zbudowany, przystojny.

Prawdę mówiąc, kilka miesięcy temu, po paru kieliszkach wina zauważyła wreszcie, że jest atrakcyjny i tak się jakoś złożyło, naprawdę nie wiadomo jak, że znalazła się w jego ramionach. Oboje jednak nie chcieli o tym pamiętać.

Odwrócił głowę. Imponujący wzrost, zgrabna sylwetka, szerokie ramiona, ciemne włosy i niebieskie oczy, nie mówiąc o seksownym trzydniowym zaroście. Gdziekolwiek się pojawiał, przyciągał uwagę kobiet. Szkoda, że tutaj występuje w roli jej kata.

Gdy tak pomyślała, jednocześnie stwierdziła, że Evan jest zaskoczony jej obecnością.

– Co tu robisz?

– Zostałam wezwana.

– Wezwał cię? – Wyglądał na zdziwionego.

– Dlaczego tu jesteśmy?

W jego oczach dostrzegła stanowczość.

– Myślę, że chodzi o raport, jaki mu posłałem.

Czuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła.

– Jaki znów raport?

– Nie udawaj. Ten o Matcie Sawyerze. Prosiłem cię o niego. – Spojrzał na nią chłodno. – To niezwykły zbieg okoliczności, jeśli chodzi o byłego pracownika, nie uważasz? Zajmował się wstępną diagnozą zagrożenia ospą wietrzną, mam rację?

– I co z tego?

– Daj spokój, Violet, sama przyznasz, że naturalne pojawienie się ospy wietrznej jest teraz praktycznie niemożliwe. Nasze działania muszą się też sprowadzać do badania ewentualnych ataków terrorystycznych. Jak myślisz, jaka może być rola byłego naukowca, który swego czasu pracował przy tym wirusie? Zastanawiałaś się nad tym? Miałaś pogrzebać w jego przeszłości. Jest dla nas ważne, gdzie przebywał i z kim się zadawał.

Narastała w niej furia.

– Zadawał? Co to znaczy? Chyba żartujesz!

– Zignorowałaś moje polecenie. Informacja, o którą cię prosiłem, może mieć istotne znaczenie w przewidywaniu ataku terrorystycznego i lepszego zabezpieczenia się przed ewentualnym ryzykiem. A ty nic nie zrobiłaś.

Idiota. Skończony idiota. Nie była w stanie nad sobą zapanować.

– Ty naprawdę myślałeś, że Sawyer jest terrorystą? Taki pomysł pojawił się w tym twoim zakutym łbie? Nie masz pojęcia, o czym mówisz. Jak śmiesz?

Jego też trafił szlag.

– Jak śmiem? Kierowałem śledztwem. Odpowiadałem za wykluczenie wszelkich prawdopodobieństw, łącznie z atakiem terrorystycznym. Mam prawo zapytać, jak ty śmiesz rzucać mi kłody pod nogi.

Ale ona już go nie słuchała. Poraziła ją myśl, że jej brat może być podejrzewany o terroryzm.

– Nie mogę uwierzyć, że wziąłeś Sawyera za terrorystę i uważasz, że mógł mieć coś wspólnego z dzisiejszym kryzysem. Nie mogę słuchać podobnych bzdur. Jedynym, na czym Mattowi teraz zależy, jest powrót do APC.

Na twarzy Evana pojawił się złowieszczy cień.

– No to może wyjaśnijmy już sobie wszystko. Powiesz, co cię z nim łączy? Odszedł znacznie wcześniej, niż ty zaczęłaś tu pracę. Skąd go znasz? – Zbliżył do niej twarz. – A może jesteście kochankami?

Co za pytanie? Evan jest zazdrosny?

– Co? – Napięcie zaczęło ustępować. – On jest moim bratem, ty idioto!

Mocne. Evan odskoczył jak rażony prądem.

– Bratem? – zapytał ledwo słyszalnym głosem. – Ale jakim cudem?

Serce Violet biło szybko. No nie! Właśnie zdradziła skrzętnie skrywany przez trzy ostatnie lata sekret. Nie potrafiła teraz myśleć logicznie ani niczego sensownego powiedzieć.

– Takim, że każdy może być czyimś bratem – mruknęła.

Evanowi jednak to nie wystarczyło.

– Sawyer jest twoim bratem? – zapytał ponownie, tym razem ostrzejszym tonem.

Potwierdziła, ale nie mógł się z tym pogodzić.

– Jak to możliwe? Macie różne nazwiska, a ty nie jesteś mężatką.

Przestraszyła się. Celowo utrzymywała ten fakt w tajemnicy, ale czy można to uznać za oszustwo? W jej dokumentach nie ma nic o pokrewieństwie z jakimkolwiek byłym pracownikiem APC, a takich informacji oczekiwano. Będzie miała kłopoty?

Wzięła głęboki oddech.

– Tak, Matt Sawyer jest moim bratem. Mam świadomość, że opuścił to miejsce w niejasnych okolicznościach, więc wydawało się logiczne, że nie ma co chwalić się pokrewieństwem. Nosimy różne nazwiska, bo nasza matka powtórnie wyszła za mąż, kiedy byłam mała. Ja przejęłam nazwisko ojczyma, Matt nie. Oczywiście wiesz, że przez ostatnie kilka lat Matt z nikim się nie kontaktował. Zmagał się z bólem po śmierci Helen. Nie wiedziałam, gdzie w tym czasie pracował. Później się okazało, że był na Borneo, na Alasce i w Connecticut.

Zawahała się. Powinna coś jeszcze dodać?

– I nie odkryłam tego sama – dodała. – Bezskutecznie próbowałam się dowiedzieć, gdzie spędził tyle lat. W końcu sam mi powiedział.

Po tych słowach Evan wybuchł:

– Czemu do diabła nic nie mówiłaś? Prosiłem cię o śledztwo w jego sprawie, a ty milczałaś. Przecież to konflikt interesów, powinnaś była mnie o tym poinformować. To jest nieprofesjonalne!

Violet zbliżyła się do niego i gorzkim tonem powiedziała:

– Nieprofesjonalne? No to pogadajmy o nieprofesjonalnym zachowaniu, proszę bardzo, bo nie tylko mnie można to zarzucić. Nie ja jedna mam sekrety.

– Hm.

Głośne mruknięcie ustawiło oboje w pionie.

Za nimi stał dyrektor z plikiem papierów w ręce i znudzoną miną. Wyminął ich i otworzył drzwi do sali.

– Wchodźcie z tym do środka i nie róbcie przedstawienia.

Ile mógł usłyszeć? Violet była załamana. Odwróciła głowę i nagle ze zgrozą zobaczyła wpatrzone w nich oczy pracowników. Stali w swoich boksach i obserwowali ich znad ścianek przepierzenia. Jak mogła zapomnieć, gdzie się znajdują?

Horror. Czuła rozpalone policzki, nie mogła oddychać, nie mogła myśleć. Wróciły wszystkie najgorsze myśli, z którymi walczyła, kiedy tu szła. Tymczasem dyrektor sprawiał wrażenie obojętnego.

Dotarł do biurka w gabinecie, usiadł w fotelu, po czym położył papiery przed sobą i gestem wskazał im miejsca.

– Violet, Evan, siadajcie, proszę.

O co chodzi z tymi papierami? Czyżby przyniósł jej akta personalne i zaraz ją wyrzuci?

Minęło kilka minut, podczas których dyrektor przeglądał dokumenty. Czas wlókł się niemiłosiernie. Evan też miał już dość.

– Panie dyrektorze, jeśli pan pozwoli, wyjaśnię…

Dyrektor podniósł rękę. Evan zamilkł na chwilę, po czym spróbował jeszcze raz, ale też mu przerwano.

– Nasze spotkanie dotyczy was obojga. – Wyciągnął z pliku kilka arkuszy.

Violet poczuła ciężar na piersi. Teraz ją wyrzuci?

Dyrektor utkwił w niej wzrok i dopiero wtedy dostrzegła, że jego oczy są bladoszare. Nigdy nie miała okazji, by im się przyjrzeć.

– Doktor Connelly…

Przełknęła ślinę. Zwrócił się do niej oficjalnie, co nie wróży dobrze. Westchnął.

– Na razie zostawmy na boku to, co przed chwilą usłyszałem, a tymczasem pragnę zakomunikować, że twoja prośba o przeniesienie została rozpatrzona pozytywnie.

– Co?

– Co?

Głosy Violet i Evana zabrzmiały jednocześnie, jakby oboje nie wierzyli, że dobrze słyszą. Dyrektor opadł na oparcie fotela i splótł ręce przed sobą.

– Niezależnie od tego kilka spraw musimy dziś wyjaśnić.

– Prośba o przeniesienie? Jakie przeniesienie?

Spojrzenie Evana krążyło między twarzami Violet i dyrektora. Nie miał pojęcia, dlaczego go tu wezwano. Sądził, że chodzi o brakujący raport dotyczący brata Violet, a teraz wydaje się, jakby dyrektor w ogóle ignorował tę sprawę.

A ten nie lubił, gdy mu przerywano, dlatego spojrzał na niego lodowatym wzrokiem i ciągnął:

– Doktor Connelly poprosiła o przeniesienie do centrum operacyjnego nagłych wypadków i dołączenie do programu przeciwdziałania polio.

Evan zobaczył mroczki przed oczami. Ta kobieta doprowadzi go do szaleństwa. Dlaczego nic mu nie mówiła? Ostatnio mieli tu urwanie głowy i wszyscy byli zmęczeni, ale tak się przecież nie robi.

Zastanawiał się, czy nie poinformować dyrektora o tym, że nie wykonała polecenia, zaś on jako szef zespołu jest za wszystko odpowiedzialny. Każdy musi znać swoje miejsce. Ciekawe, kiedy zdecydowała, że chce odejść.

– Nie mam pojęcia, co się dzieje. Nie uznała za stosowne poinformować mnie o tym.

W jego ostatnich słowach zabrzmiała chłodna nuta. Chyba udało mu się ukryć prawdziwe myśli. Może ona odchodzi z powodu tego pocałunku? A z drugiej strony, dlaczego perspektywa odejścia Violet i świadomość, że już nigdy może jej nie zobaczyć, budzi w nim taką samą wściekłość jak praca z nią na co dzień?

Wyglądała, jakby opuściła ją energia. Na twarzy miała wyraz niedowierzania.

– Naprawdę otrzymałam zgodę na przeniesienie? Kiedy zaczynam? Gdzie? Co będzie w mojej gestii? – Najwyraźniej mówiły tylko usta, umysł był nieobecny.

– Spokój, nie tak szybko. – Dyrektor podniósł ręce, zwracając się do Violet. – Na razie musimy coś wyjaśnić. No cóż, muszę przyznać, że zawiodłem się na was. Dziwi mnie, Evanie, że doktor Connelly nie powiedziała ci o podaniu. Na twoim miejscu, jako jej bezpośredni przełożony, oczekiwałbym, że to zostanie między wami omówione. Nie mam racji?

Wnioski nasuwały się same. Evan nie potrafi zapanować nad zespołem, nie ma kontaktu z ludźmi i to go dyskwalifikuje.

– Doktor Connelly. – Teraz zwrócił się do niej. – W odróżnieniu od doktora Huntera jest mi wszystko jedno, czy Matt Sawyer jest twoim bratem czy też nie. Nie chcę się zastanawiać nad tym, dlaczego uznałaś za celowe trzymać ten fakt w tajemnicy, niemniej jestem bardzo zadowolony z tego, co twój brat kiedyś zrobił dla firmy. I byłbym jeszcze bardziej zadowolony, mogąc w przyszłości z nim pracować.

Stuknął piórem w blat biurka, dając do zrozumienia, że tamten rozdział jest zamknięty.

– Uważam też, że twoja reakcja na działania doktora Huntera jest niesprawiedliwa. Miał za zadanie przeanalizować wszelkie okoliczności pojawienia się ospy. Badaliśmy wszystkich powiązanych z tą sprawą niezależnie od tego, kim są. Niemniej jest dla mnie jasne, że doktor Hunter nie uzasadnił swojego żądania. A z drugiej strony nie miał takiego obowiązku, bo był w końcu szefem grupy, prawda?

Evan nie miał pojęcia, do czego dyrektor zmierza. Widział napiętą twarz Violet i czuł, że z nim dzieje się to samo. Czasem odnosił wrażenie, że dyrektor zamierza ją ochrzanić, a po chwili pod gilotyną widział własną głowę. I nagle uderzyło go słowo „był”.

Dyrektor powiedział, że był szefem zespołu. To znaczy, że już nie jest?

– Jasnym jest dla mnie fakt, że oboje musicie się nauczyć pracować w grupie. Nie chcę wnikać, co jest między wami, jedyne, co mnie interesuje, to interes Agencji i dobra współpraca między ludźmi. To jest podstawowe założenie w waszej działalności. – Zmrużył oczy. – A to, czego byłem świadkiem, daje do myślenia.

Przeniósł wzrok na Evana.

– Jesteś jednym z moich najbardziej doświadczonych naukowców. Spodziewam się od ciebie czegoś więcej. Ta wymiana zdań pod drzwiami dowodzi jednak braku profesjonalizmu.

No i proszę. Zaraz go wyleją.

Nieprofesjonalny. To samo słowo, którym przed chwilą obrzucili się wzajemnie z Violet. Tym razem zabrzmiało poważniej. Bardziej już nie można obrazić naukowca, zwłaszcza tracącego pracę.

– Oboje jesteście moimi najlepszymi fachowcami i czas najwyższy odpowiednio wykorzystać wasze umiejętności. Wobec powyższego podjąłem decyzję. Violet, ty dołączysz do zespołu polio w Nigerii. Już zatwierdziłem przeniesienie. Oni są tam poważnie zaawansowani w przeciwdziałaniu kolejnym zarażeniom. Pojedziesz na razie na trzy miesiące, wyruszasz za tydzień. Czas się pakować.

Evan przełknął nerwowo ślinę, kiedy dyrektor przeniósł wzrok na niego.

– Myślę, Evan, że dla ciebie też czas na zmiany. Również klimatu. Radziłeś sobie dzielnie, nie mam zastrzeżeń wobec kroków, jakie podjąłeś w ostatnich trudnych dniach, niemniej przebywanie w jednym miejscu grozi grzechem samozadowolenia, dlatego uważam, że powinieneś się sprawdzić na innym odcinku. Powinieneś popracować nad radzeniem sobie z ludźmi.

Przechylił głowę, jakby nagle stracił wątek, po czym podjął:

– Czasem myślę, że jesteś zbyt surowy. Zanadto wychodzi z ciebie samiec alfa – po twarzy dyrektora przemknął uśmiech – a ja potrzebuję szefa grupy dla programu polio już teraz, kogoś, kto poprowadzi zespół nie tylko od strony strategicznej, ale także naukowej, klinicznej. No i wychodzi na to, że znalazłem.

– Mnie? – Evan ledwo wymówił to słowo. To nie może być prawda, to wygląda na kiepski film.

Dyrektor kiwnął głową.

– To spowodowało moje spóźnienie na dzisiejsze spotkanie. Odbierałem właśnie telefon z Afryki. Jeden z naszych tamtejszych kierowników musi pilnie wracać, jego ojciec jest poważnie chory. Mam nadzieję, że rozumiesz.

Słowa te zawisły w powietrzu. Okropna sytuacja, paskudna, a on nie może powiedzieć, że odmawia.

– Będziesz podlegał tamtejszemu kierownictwu. Światowa Federacja Zdrowia i Światowa Organizacja Pomocy Dzieciom są naszymi partnerami na tamtym terenie. Będziesz planował, wprowadzał plany w życie, przydzielał zadania i monitorował ich realizację. Dobierzesz sobie zespół z miejscowej ludności, przeszkolisz ich, pomogą ci w administrowaniu. – Uśmiechnął się. – Musisz się nauczyć elastyczności, Evanie. Praca w zmienionych warunkach, wśród ludzi innej kultury, powinna to ułatwić.

Dyrektor zaczął zbierać papiery, po czym jeszcze raz na spojrzał na Violet i Evana.

– Może trzy miesiące w tropikach pomogą wam się dogadać.

– Jedziemy razem? Do Nigerii? Mam być szefem doktor Connelly?

Evan nie był w stanie tego pojąć. Wiedział, że program polio jest prowadzony w wielu krajach. Może jednak dyrektor wymyślił, że owszem, wysyła ich daleko, ale niekoniecznie razem.

– Oczywiście, jedziecie oboje. To znakomity pomysł. Dżuma leczona cholerą, czyli chory leczy chorego, a mówiąc wprost i bez żartów, będziecie tam reprezentować powagę APC, więc rozumiem, że wszelkie animozje między wami zostaną usunięte w cień. Jutro rano zameldujecie się u doktora Sandeya. On wam przekaże resztę informacji.

– A co z tutejszymi sprawami?

Dyrektor posłał mu wymuszony uśmiech.

– Donovan odrobił lekcje i poczyni dalsze kroki. To go rozwinie, tak samo jak ciebie ten nowy przydział.

Dyrektor wyszedł.

Violet siedziała milcząca i nieporuszona. Evan czuł, że jest tym wszystkim przygnieciona.

Tyle się działo w jego głowie: Violet, siostra Sawyera. Violet, która nie wykonuje poleceń. Violet, którą całował. Violet, która poprosiła o przeniesienie poza jego plecami, Violet, z którą ma spędzić kolejne trzy miesiące w innym świecie. To dobrze czy źle?

– Powiesz coś wreszcie? – Wsparła łokcie na stole, oparła głowę na dłoniach i przymknęła oczy. Na jej twarzy malował się wyraz krańcowego wyczerpania.

Z powodu kryzysu oboje niewiele ostatnio spali i on dopiero teraz zauważył obwódki pod jej oczami, rzucające cień na nieskazitelną cerę. Jasne włosy spięte były z tyłu klamrą, niemniej kilka kosmyków oplatało teraz jej twarz, a całość zaświadczała, że nawet mimo wyczerpania Violet Connelly jest niewątpliwie piękną kobietą.

Niemniej jej uroda nie potrafiła przysłonić nurtujących go wątpliwości.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś o Sawyerze? Właściwie nie, spytam inaczej: dlaczego nikomu nie powiedziałaś, że jest twoim bratem. Wstydzisz się go?

Gdy otworzyła oczy, pojawiła się w nich złość. Już miała coś powiedzieć, zrezygnowała jednak i szukała innych słów. Wyciągnęła ręce przed siebie, złożyła głowę na biurku i wyszeptała:

– Ty jesteś wszystkiemu winien.

– Co? – Tego się nie spodziewał.

Podniosła głowę, widział jej zielone oczy.

– Wkurzyłeś mnie do imentu, a teraz nie mam już siły z tobą walczyć. Oczywiście nie wstydzę się swojego brata, kocham go nade wszystko. Miał kłopoty, musiał się z nimi zmierzyć, potrzebował czasu, oddechu. Znasz powiedzenie, że jeśli kogoś naprawdę kochasz, pozwalasz mu odejść, prawda? Ja tak zrobiłam. Ostanie sześć lat nie należały do łatwych. – Patrzyła gdzieś w bok. – Myślę jednak, że on wraca.

No, no, wystarczy dotknąć sedna sprawy. To dobrze, że Violet wreszcie mówi coś konkretnego.

– Nie wiem tylko, gdzie jest twoje miejsce w tej opowieści.

– Co masz na myśli? – Był zdziwiony. Mówiła od rzeczy i nie wiedział, o co chodzi. To skutek braku snu?

Uniosła się. Znów siedziała prosto, splotła ręce na piersi i patrzyła na niego.

– Wiem, że miałeś jakieś sprawy z moim bratem, coś mi o tym mówił, tylko nie wiem jakie. Powiesz mi?

No tak, wyszło szydło z worka. Da się opowiedzieć to wszystko, co się wydarzyło między nim a Sawyerem? Da się przekazać, co wtedy czuł?

Nawet nie wiedziałby, od czego zacząć. I czy naprawdę chce tego rodzaju rozmowy z kobietą, z którą ma spędzić najbliższe trzy miesiące?

– Raczej nie.

Głęboko westchnęła.

– No cóż, ciekawa jestem, dokąd nas to zaprowadzi.

– Co masz na myśli?

– Czy twoja irracjonalna nienawiść do Matta uderzy też we mnie.

Prawdą jest, że teraz, kiedy już wie o ich pokrewieństwie, inaczej na nią patrzy, a uprzedzenia wobec brata Violet wpływały teraz na jej obraz.

Czy ona ma te same cechy, które charakteryzują Matta? Czy też jest skłonna walczyć do upadłego, sięgając po każdą dostępną broń?

– Przecież wiesz, Violet, że ciebie to nigdy nie będzie dotyczyć. Nie ma mowy o nienawiści – oznajmił, a jego umysł malował tymczasem obrazy, na których Violet pojawiała się w czerwonej sukience, w której chodziła przed kilkoma dniami.

Wiedział, że włożyła ją specjalnie, chciała odwrócić jego uwagę od zadania, którego nie wykonała. I miała rację. Podziałało.

Patrzyła przed siebie. Nie chciała mówić już o tamtym.

– Miałam wrażenie, że mnie wyrzuci.

– Ja też.

Spojrzała na niego.

– Kocham tę pracę – oznajmiła spokojnie.

– Ja też. To najlepsza rzecz, jaka mnie dotąd spotkała.

Skąd te słowa? Są zanadto osobiste, a przecież starał się nie łączyć pracy z życiem prywatnym. No tak, nie zawsze.

– Musimy tę sytuację przekuć w coś dobrego.

Nie potwierdziła jego słów, zamiast tego wyjęła notatnik z okładką w kwiaty, otworzyła i zaczęła pisać.

– Co robisz?

– Muszę ułożyć plan. Trzeba coś zrobić z mieszkaniem, do tego prąd, czynsz, poczta…

Ogrom wyzwań na najbliższe dni zaczął i jego dopadać. Też potrzebował podobnego planu. Najbliższy tydzień będzie koszmarem, włączając w to przekazanie zadań Donovanowi.

Violet coś tam pisała, on dla niej teraz nie istniał. Patrzył na jej dłoń krążącą po kartce, na jasne włosy opadające na twarz, patrzył i miał ochotę pomóc, zapleść kosmyk za ucho, dotknąć jej. Co do diabła, czemu takie myśli krążą mu po głowie?

– Jest szansa, że dostanę kopię twoich zapisków? Oszczędzę sobie roboty.

Odwróciła się do niego z delikatnym uśmiechem.

– Wykluczone. – Wstała i podeszła do drzwi. – Mam zamiar przejrzeć teraz dokumenty, uporządkuję wszystko, co trzeba przekazać.

– Violet…

Zatrzymała się z ręką na klamce.

– Co?

Nie mógł się powstrzymać, musiał o to zapytać. Chciał koniecznie wiedzieć, czy jest podobna do brata.

Nadchodzące miesiące będą trudne. Po tamtej przygodzie z pocałunkiem starał się jej unikać, nigdy o tym nie rozmawiali, nie miał pojęcia, co ona o tym myśli, a zwłaszcza, i to jest zastanawiające, co on sam o tym myśli. Następnego dnia obudził się z moralnym kacem, trochę na siebie zły i trochę podniecony.

Jest jednak jej szefem, nie powinien był się do niej zbliżać, to komplikowało ich służbowe relacje. I oto teraz wydaje się, jakby Violet chciała tamten pocałunek wykorzystać, a to sprawia, że staje się niebezpieczna. Musi to sprawdzić.

– Kiedy dyrektor nam przerwał, mówiłaś coś o moim braku profesjonalizmu. Rozumiem, że chodziło ci o pocałunek i rozumiem też, że liczyłaś się ze zwolnieniem. Chciałaś mnie za sobą pociągnąć? Zrobiłabyś to?

Spotkały się ich oczy i wtedy zobaczył w nich płomień.

– Bez wahania.

Otworzyła drzwi i wyszła, a on nie miał pojęcia, w co się wpakował.

Tytuł oryginału: About That Night…

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Mira Weber

© 2013 by Scarlet Wilson

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2015

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1313-4

MEDICAL – 579

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com