Strona główna » Edukacja » Do Zobaczenia w Sharm I

Do Zobaczenia w Sharm I

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-949133-0-4

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Do Zobaczenia w Sharm I

 

Od autora:

   Historia każdego z nas to książka pisana przez życie - nigdy nie zgadniesz co cię czeka za rogiem kolejnego dnia".

Historia raczej dla kobiet, ale i dla sentymentalnych panów. Opisuje historię miłości dwojga ludzi z dwóch odległych krajów, różnych geopolitycznie, ekonomicznie, kulturowo i religijnie. Czy tacy ludzie potrafią się kochać i dogadywać pomimo wszystko? Czy potrafią być razem i trwać na odległość? Oni to sprawdzili i dowodzą, że to możliwe jeśli tylko nie jest się egocentrykiem, potrafi się rozumieć drugą stronę, lubi się dawać a nie tylko brać i ma się otwartą głowę na świat. Czy szczęście będzie im sprzyjać ? Czy los pozwoli być razem? To w następnych tomach, które już są w głowie. Czy zostaną przelane na papier? To zależy od Państwa!

Książkę  w formie papierowej można  nabyć w moim sklepie interenetowym:

http://elf-bagashop.sellingo.pl/p/7/106/do-zobaczenia-w-sharm-ksiazka .

Miłego czytania!

 

Polecane książki

Drugie wydanie leksykonu bardzo popularnego Leksykonu różni się w istotny sposób od pierwszej edycji i to z kilku względów. Po pierwsze, Autorzy uwzględnili uwagi studentów jako głównych odbiorców tej pozycji i ich własne doświadczenia dydaktyczne. Po drugie, większość z haseł jest opracowana całkow...
Do tej pory Casey nie miała szczęścia w życiu. Nagle jej los się odmienia, bo wychodzi na jaw, że jest nieślubną córką bogatego ranczera. Zamierza walczyć o spadek, ale ku swemu zaskoczeniu... wcale nie musi. Przyrodnie siostry przyjmują ją życzliwie i uznają za pełnoprawnego członka rodziny. Casey ...
Kobieta nie jest ciałem -Jest kolorami i wyobraźniąPrzedstawiamy Państwu debiut poetycko - malarski Katarzyny Gołąbek z Bielska - Białej.Pan Jerzy Koperski Prezes Fundacji Sztuki na rzecz "Integracji", gdzie poetka przed kliku laty planowała wydać tomiki wierszy, ten wielki animator rozwoju poezji w...
Już na samym wstępnie należy stwierdzić, że dobrze się stało, że na polskim rynku wydawnictw zwartych pojawi się opracowanie dotyczące międzynarodowych aspektów unikania opodatkowania. Jest to cenna inicjatywa, która dotyczy bardzo aktualnego problemu. Jest przy tym unikalna ze względu na wielowątk...
Barbara Gruszka-Zych jest poetką, dziennikarką "Gościa Niedzielnego", zajmuje się krytyką literacką. Specjalizuje się w reportażach i wywiadach. Jest laureatką nagród poetyckich i dziennikarskich. W 2012 za rozmowę z Wojciechem Kilarem "Harmonia ducha" otrzymała nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy P...
Ernst Theodor Amadeus Hoffmann: Majorat - Das Majorat -  Le Majorat - tekst: polski / deutsch / français. Przełożył Józef Pracki. Traduit par Henry Egmont. Książka w 3 wersjach językowych – polskiej, niemieckiej i francuskiej.Fragmenty tekstu tego znakomitego, po mistrzowsku napisanego powiadania z ...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Baga Bramowicz

SPOTKANIE Z AGĄ

(…)

– Dziwne – zmieniła temat Basia, bo nagle uświadomiła sobie, że dokładnie w tym terminie miał się odbyć odwołany wyjazd–jeden wyjazd mi się nie udał, ale i tak lecę do Egiptu, i to w tym samym terminie. Tylko miejsce inne.

– Pewnie ci było sądzone być w Egipcie – odpowiedziała rubasznym tonem Aga.

– Hm, zawsze marzyłam, żeby zobaczyć piramidy.

– Tam będzie raczej ciężko wyskoczyć pod piramidy. Tam jest bliżej do Izraela.

– OK, zobaczymy. Najważniejsze, że słoneczko, leżaczek, morze. W końcu trochę wypocznę!

– Ja też.

Kobiety były bardzo podekscytowane.

– No to czekamy na wyjazd!

(…)

ZASKOCZENIE

(…)

Przebrały się w stroje wieczorowe i zeszły do restauracji. W hallu usłyszały znany utwór Stinga „Fields of Gold” w wersji akustycznej na gitarze. Basia, mająca doświadczenie w muzyce, poznała, że to nie nagranie, a prawdziwe wykonanie. Spostrzegły mężczyznę grającego na gitarze. Wokół niego na kanapach zgromadziło się grono słuchaczy. Aga chciała iść prosto na stołówkę, ale Basia, która sama kiedyś grała na gitarze, nie chciała przepuścić okazji, żeby go posłuchać. Jakby jakiś magnes ją przyciągnął. Była nieco zaskoczona. Wyobrażała sobie, że w tym kraju będzie słyszeć tylko muzykę arabską, a tu‒zaskoczenie. Całkiem niezłe wykonanie europejskiej klasyki.

– Chodź, zobaczymy go! Jest całkiem niezły.

Prawie za kołnierz ciągnęła Agę w kierunku gitarzysty. Stanęły vis-à-vis. Mężczyzna zauważył zainteresowanie w oczach Basi. Spojrzał jej w oczy z szarmanckim uśmiechem i ukłonił się, jakby chciał powiedzieć: „Dobry wieczór interesującej pani”. Basia poczuła się nieco onieśmielona i z zażenowaniem lekko się ukłoniła w odpowiedzi. Była zdziwiona, że ją zauważył, i mile zaskoczona jego reakcją, a jednocześnie coś w niej drgnęło. Jego spojrzenie było ciepłe i magnetyczne. Jakby znała go kiedyś, dawno temu… Dziwne uczucie.

OSTATNI WIECZÓR

(…)

Omar spojrzał zaskoczony. Basia, o dziwo, nie czuła się zbyt zażenowana. Poczuła się swobodnie przy tym mężczyźnie, którego właściwie nie znała. Ze śmiechem wskazała mu swoje spodnie pełne wilgotnych kropek. Też go to rozbawiło, ale zaraz podszedł do sprawy poważnie.

– Nie mam akurat chusteczek, ale poczekaj.– Pobiegł do sklepu.

„Mój Boże, ten obcy facet bardziej się o mnie troszczy niż mój mąż. On by mnie wyśmiał, że nawet się wysikać normalnie nie potrafię”. Ten człowiek wydał się miły i sympatyczny, ciepły i dobrotliwy.

– Proszę. – Podał jej paczkę chusteczek higienicznych.

Basia wytarła spodnie, chociaż na niewiele się to zdało. „Musi wyschnąć, gorąco w końcu jest”.

– Faktycznie nie zapomnę tej toalety do końca życia. –Obydwoje parsknęli śmiechem.

– Chodź dalej, pokażę ci coś.

Przeszli kawałek w stronę wielkiego pustynnego pagórka. Gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności, Basia dostrzegła leżącego wielbłąda.

– Patrz na niego, to coś zobaczysz.

Wpatrywała się przez chwilę, ale nic się nie działo. Wielbłąd tylko gapił się na nią i coś przeżuwał.

– I co? Nic nie widzę.

– Dopóki patrzysz na niego, on też patrzy na ciebie.

– Faktycznie.

Wielbłąd nie spuszczał z nich oczu. I znowu obydwoje wybuchli śmiechem.

W tym momencie zwróciła uwagę, że Omar stoi przy niej bardzo blisko, bliżej niż wynosi tzw. bezpieczna odległość, i wcale jej to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie‒miała wrażenie, jakby przepływała między nimi jakaś fantastyczna energia. Coraz lepiej czuła się przy tym mężczyźnie z dalekiego kraju, z tej innej kultury. Wcale nie czuła różnicy.

(…)

NIEPOROZUMIENIE

(..)

. Któregoś wieczoru w trakcie rozmowy Basia rzuciła:

„Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty, z kim tak dobrze by mi się rozmawiało pomimo różnic kulturowych i odległości”.

Coś musiała źle przetłumaczyć, bo stało się coś dziwnego. W jednej chwili Omar zasypał ją nerwowymi odpowiedziami:

Omar: „Co masz na myśli? Uważasz, że jestem gorszy? Wszyscy Europejczycy tak myślą. To, że mieszkam w moim kraju, nie znaczy, że jestem gorszy…Co chcesz mi powiedzieć?”.

Basia: „Omar, co Ty? Nie rozumiem, o czym mówisz?”.

Omar: „Myślałem, że mnie lubisz”.

Basia: „Omar! Coś, źle zrozumiałeś”.

Omar: „Dobrze zrozumiałem! Znam angielski”.

W tym momencie Basia usłyszała sygnał jego telefonu. Wiedząc, że połączenie jest bardzo drogie, odrzuciła je. Poza tym było późno. Nie chciała, żeby dzieci słyszały, że rozmawia z kimś po angielsku. Tym bardziej nie chciała, żeby Jerzy usłyszał. Nie była też pewna, czy poradzi sobie z rozmową, tym bardziej na poważny temat. Od jakiegoś czasu tylko ze sobą pisali, a do tego Basia pomagała sobie tłumaczem. Teraz nie miałaby takiej możliwości.

Omar: „Odbierz, proszę. Chcę z Tobą rozmawiać”.

Kolejny sygnał inicjowanego połączenia. Basia odebrała nieśmiało.

– Halo! Yes? – szeptała do słuchawki.

– What you mean? Dlaczego tak myślisz? Myślałem, że mnie lubisz i szanujesz. Że nie traktujesz mnie jak turyści, jak kogoś z dzikiego kraju, bez kultury.

– Bo tak jest. Coś źle zrozumiałeś– szeptała, drżąc, że Jerzy ją usłyszy. – Proszę! Nie mogę rozmawiać. Mój mąż może usłyszeć. Będę miała problemy.

– Nie jestem kimś gorszym!

Basia czuła, że musi go uspokoić. Źle ją zrozumiał i to coś dotknęło go, uraziło jego dumę.

– Naprawdę tak nie myślę! Proszę, wyjaśnijmy to, pisząc.

– OK!

Rozłączył się. Basia była zakłopotana i przerażona. Nie chciała, żeby kontakt pomiędzy nimi się zerwał przez głupie nieporozumienie. Czuła, że musi mu to wytłumaczyć z cierpliwością i spokojem, jak matka swojemu dziecku.

Basia: „Omar! Naprawdę źle mnie zrozumiałeś”.

Doszła do wniosku, że musi mu to teraz wytłumaczyć prostymi słowami, najprostszą angielszczyzną, jaką zna, bez tłumaczenia na translatorze.

„Powiedziałam Ci, że z nikim nie czułam się tak dobrze jak z Tobą, że z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze jak z Tobą. Proszę, przeczytaj jeszcze raz”.

Omar jeszcze raz prześledził e-maila, bo odpisał:

„Tak, masz rację! Nie wiem, dlaczego tak źle to zrozumiałem. Jestem dzisiaj silly. Myślałem, że mówisz o mnie źle. Przepraszam! Może to przez problemy z moim menedżerem”. Starał się wytłumaczyć, a jednocześnie był ucieszony. „Wiesz, często się tak czuję. Pracowałem długo wśród Niemców, Brytyjczyków i innych nacji z zachodniej Europy. Ogólnie mili ludzie i dobrzy słuchacze – bo to dla mnie najważniejsze – ale czasem miałem wrażenie, że mają nas za prostaków, za ludzi gorszej kategorii. Często się dziwili, że znam angielski. Raz nawet pewna Brytyjka dziwiła się, że potrafię jeść nożem i widelcem. Jakbym był z Księżyca”.

(….)

CHOROBA

(…)

Basia przywitała się z mocno już zmienioną, ale jak zawsze pogodną kobietą. Jej ręka była w gipsie. Kazia opowiadała im o zabiegach, o tym, jak mocno wychodzą jej włosy, jak bolą ją ręce i nogi. Wszystko to mówiła bez większych emocji, zachowując uśmiech na twarzy. Jakby to było coś normalnego. Przyjmowała swoją chorobę z wielką pokorą.

– Zęby mi się zaczynają ruszać. Zobaczcie, ten jeden pochylił się zupełnie w bok. Od tygodnia strasznie bolała mnie ręka. Mówiłam lekarzowi, ale on to zignorował. Potem okazało się, że kość pękła. Założyli mi ten gips, ale on jest taki ciężki. Boli mnie coraz mocniej i puchnie.

Basia bardzo współczuła Kazi. Nie wyobrażała sobie, jak to jest być tak chorym. Próbowała zrozumieć, co czuje osoba, której ciało rozpada się na kawałki. Bo to było rozpadanie się na kawałki. Basia starała się zachowywać normalnie, słuchać, pytać, rozmawiać, nie okazywać litości. Wiedziała, że tacy ludzie jak pani Kazia nie znoszą jej.

– Mamuś, chodź, umyję cię.

– Dobrze. Tylko jak to zrobimy? Boję się, że się rozsypię na kawałki – nie zważając na powagę sytuacji żartowała sama z siebie pacjentka.

(…)

Myły Kazię tak delikatnie, jak to możliwe, a i tak miały wrażenie, że mają do czynienia z czymś tak delikatnym jak piana.

– No dobra, dziewczynki, bo będę za czysta.

Po myciu zawiozły ją do łóżka.

– Basiu, pójdziesz ze mną do sklepu? Kupimy coś dla mamy

Po drodze rozmawiały o tym, jaką straszną chorobą jest szpiczak. Basia dostała też SMS-a od Omara. Napisała mu krótko, gdzie jest. Umówili się na wieczór na Messenger.

– Widzę, że coraz częściej się kontaktujecie– zagadnęła Kamila.

– Tak, jest super. Tak mi się dobrze z nim rozmawia.

– No i dobrze! Należy ci się w końcu.

– Tak bym chciała się z nim zobaczyć. Czasem wchodzę na oferty i jak widzę teraz takie niskie ceny, to normalnie wpadłabym na Okęcie i poleciała.

– To jedź!

– No tak, super. Łatwo powiedzieć

(…)

Po powrocie do domu Basia jak zwykle spotkała się z Omarem na Messengerze.

– Jak się ma mama Kamili?

– Nie jest dobrze. To straszne. Jej ciało po prostu się rozpada. Kości się łamią, włosy i zęby wychodzą. Do tego jest zupełnie świadoma tego, co się z nią dzieje, i przyjmuje to z taką pokorą. Wyobrażam sobie, co musi czuć.

– Współczuję Kamili. Pozdrów ją ode mnie. Rozumiem ją. Ja też straciłem bardzo bliską osobę. Właściwie niejedną, ale ta była najważniejsza.

Basia szeroko otworzyła oczy.

– Bardzo za nim tęsknię i tak mi go brakuje – kontynuował Omar, a w jego oczach błysnęła łza.

– O kim mówisz? – zapytała z przerażeniem Basia.

– O moim bracie. Mówiłem, że ci kiedyś o nim opowiem.

– Co się stało?

– Zginął w wypadku samochodowym. Nikt nie wie, jak to się stało. Był oficerem policji. Jechał sam służbowo do Kairu. Ktoś go znalazł martwego w pokiereszowanym samochodzie przy drodze. Nie wyobrażam sobie. Sam na pustynnej drodze… Umarł sam, bez pomocy, bez rodziny, bez nikogo obok. – Omar z ledwością panował nad emocjami.

(…)

POWITANIE

W końcu dobrnęli do Cliffa. Zameldowali się. Odebrali klucze od pokoju. Basia zostawiła walizkę i ostatnie instrukcje dla Kamili. Wysłała SMS-a.

– Jestem gotowa.

– Ok! Zaraz będę pod Cliffem! Wyjdź do bramy z tyłu od ulicy.

– To lecę! Na razie!

– Baw się dobrze! Napisz czy wszystko ok.

– Tak! Jednego SMS – bo tu strasznie drogo! Uważaj na to!

– Dobra! Pozdrów Omara.

Basia wybiegła przez hotelowe podwórze do bramy. Już z daleko zobaczyła czarnego Hyundaia.

Przed nim stał Omar w granatowym T-shircie i jeansowych spodniach.

– Hi!

– Hi Baby! – rzucili się sobie w ramiona i krótko przytulili. Pocałowali swoje policzki

– Moja Baby! W końcu jesteś ze mną! Chodź do samochodu. Wpadniemy jeszcze do sklepu i dopiero pokażę ci nasze mieszkanie.

– Ok!

Jechali szerokim ulicami. Omar co rusz to łapał Basię za rękę jakby chciał sprawdzić czy to prawda, że z nim jest. Basia w zamian gładziła go po ręku, gdy ten kierował samochodem.

– Podjedziemy do Metro! Taki nasz market. Musisz mi powiedzieć co potrzebujesz.

– Omar! Będę miała wszystko w hotelu.

– Dobrze, ale jak coś chcesz to mów.

Weszli po schodach do sklepu, który wyglądał jak polska Biedronka w mniejszym wydaniu. (…)

. W końcu dojechali do wynajętego mieszkania. Weszli po schodach. Omar otworzył drzwi. Wpuścił Basię. Wniósł zakupy i Basi torebkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Postawił wszystko na łóżku.

– To nasze mieszkanie. Witamy w Sharm! A teraz chodź do mnie, bo muszę się w końcu z Tobą normalnie przywitać – wziął Basię za rękę i przyciągnął do siebie.