Strona główna » Obyczajowe i romanse » Francuskie rozkosze

Francuskie rozkosze

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-2881-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Francuskie rozkosze

Ekskluzywny magazyn dla kobiet zalicza Devona do grona dziesięciu najseksowniejszych singli. Od tego czasu Devon jest pod ostrzałem wścibskich mediów. Postanawia odegrać się na Sarze, współautorce rankingu. Szantażem zmusza ją do wyjazdu do Paryża w charakterze jego narzeczonej. W mieście miłości ich udawane narzeczeństwo przeradza się w namiętny romans...

Polecane książki

We wrześniu 1939 roku Trzecia Rzesza napada na Polskę. Nastoletni Stefan wraz z matką i rodzeństwem próbuje przetrwać trudy wojennej rzeczywistości w rodzinnym Toruniu. Chwyta się różnych zajęć: pracuje u niemieckiego piekarza, potem w lokalnej fabryce. Popołudniami śpiewa w chórze teatralnym. Pew...
Komisarz Marek Kohun musi zmierzyć się nie tylko z powstającym, brutalnym w swoich działaniach, gangiem narkotykowym, intrygą uknutą przeciwko niemu przez służby specjalne, ale również z dręczącymi go demonami.   Realistyczny obraz rzeczywistości pracy policyjnej, działania służb specj...
Katalog osób uprawnionych do dodatkowego wynagrodzenia rocznego (trzynastki) wynika z ustawy z 12 grudnia 1997 r. o dodatkowym wynagrodzeniu rocznym dla pracowników jednostek sfery budżetowej. Opublikowany w „Ściądze Kadrowego” schemat czterech kroków w prosty i przejrzysty sposób pomoże przy oblicz...
Staliśmy się nieśmiertelni. Czego więc powinniśmy się bać? Będziesz zabijać. Świat bez głodu, wojen, chorób i cierpienia. Ludzkość uporała się już z tym wszystkim. Pokonała nawet śmierć. W tej chwili żywot człowieka mogą zakończyć jedynie Kosiarze – do nich należy kontrolowanie wielkości popula...
Dobrze wiemy, że przemoc, lekkomyślność i zuchwalstwo są przekazywane z rodziców na dzieci. Jednak odnosi się to także do takich umiejętności, jak uważność, empatia, szacunek, a nawet czerpanie przyjemności i radości z życia – umiejętności, które są słabo widoczne we współczesnych społeczeństwach, n...
Obszerny poradnik do sportowej gry NHL 2004, który pomoże wam odnaleźć się w świecie profesjonalnej amerykańsko-kanadyjskiej ligi hokejowej i sięgnąć po najwyższe zdobycze pucharowe. NHL 2004 - poradnik do gry zawiera poszukiwane przez graczy tematy i lokacje jak m.in. Taktyki trenerskie - Strategie...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Merline Lovelace

Merline LovelaceFrancuskie rozkosze

Tłumaczenie:

PROLOG

„Jakaż to radość mieć dwie piękne kochające wnuczki. A ile z tym zmartwienia! Moja promienna Eugenia przypomina swawolnego koteczka. Ciągle wpada w jakieś  tarapaty, z których jednak zawsze wychodzi obronną ręką. Martwię się raczej o Sarę. Jest taka spokojna, elegancka, zawsze gotowa wziąć na swoje barki wszystkie problemy naszej małej rodziny. Zaledwie dwa lata starsza od siostry, była jej przewodniczką i opiekunką od pierwszego dnia, kiedy te drogie dziewczęta zamieszkały ze mną.

Teraz Sara martwi się o mnie. Przyznaję, trochę dokuczają mi stawy, miewam kłopoty z oddychaniem, ale to jeszcze nie powód, by trzęsła się nade mną jak kwoka nad kurczęciem. Wciąż jej powtarzam, że nie chcę, by podporządkowała swoje życie mnie, jednak w ogóle tego nie słucha. Chyba pora podjąć bardziej zdecydowane działania. Jeszcze nie wiem jakie, ale coś wymyślę”.

Z pamiętnika Charlotte,

Wielkiej Księżnej Karlenburgha

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Sara słyszała w oddali jakiś gwar, ale nie obchodziło jej, co się dzieje. Do południa musiała skończyć projekt makiety kolejnego wydania „Beguile”, wytwornego magazynu adresowanego do młodych kobiet. Tym razem miał być poświęcony nowemu ośrodkowi narciarskiemu dla tych, co lubią być trendy. Jeśli nie upora się z makietą przed tygodniowym lunchem kierowników działów, Alexis Danvers, redaktor naczelna magazynu, obrzuci ją swym legendarnym spojrzeniem bazyliszka.

Co prawda zimny wzrok szefowej nie zrobiłby na Sarze wrażenia. Została wraz z siostrą wychowana przez babcię, której wystarczyło unieść brew, by każdy nadęty urzędnik czy butny kelner zamienił się w kłębek nerwów. Charlotte St. Sebastian obracała się niegdyś w tych samych kręgach co księżna Grace czy Jacqueline Onassis. Te dni dawno minęły, lecz babcia pozostała wierna przekonaniu, że dobre wychowanie i spokojna elegancja pomogą kobiecie przetrwać wszystkie życiowe przeciwności.

Sara całkowicie się z nią zgadzała. Między innymi dlatego w ciągu trzech lat pracy na stanowisku redaktor graficznej w magazynie dla trzydziestoparolatek gotowych aż do śmierci pozostać podlotkami udoskonaliła swój pełen prostoty styl. Do wyjętych z babcinej szafy sukni od Diora wkładała nowoczesną designerską biżuterię, dopasowane żakiety Chanel zestawiała z dżinsami i botkami. Efektem było stylowe wyrafinowanie, co spotkało się z aprobatą nawet samej Alexis.

Sara wypracowała własny styl głównie dlatego, że nie stać jej było na buty, torebki czy ubrania od znanych projektantów, jakie lansował „Beguile”. Rachunki za leczenie babci pochłaniały krocie.

Właśnie zmieniła czcionkę nagłówka, gdy dotarło do niej, że w redakcji panuje nietypowe zamieszanie. Damska część zespołu wydawała głośne okrzyki zachwytu, ochom i achom nie było końca. Zaciekawiona, co się dzieje, Sara obróciła się na krześle i znalazła  twarzą w twarz z Seksownym Singlem Numer Trzy.

– Pani St. Sebastian? – spytał zimnym tonem, który kontrastował z gorącymi sygnałami, jakie wysyłały przenikliwe błękitne oczy i wyraziste rysy twarzy.

Sara pomyślała, że ten mężczyzna zasługuje na pierwsze miejsce zamiast trzeciego na liście Dziesięciu Singli Świata, co roku ogłaszanej przez „Beguile”. Oko artystki od razu doceniło wysoką, muskularną sylwetkę, którą maskował szyty na miarę garnitur.

– Tak – odparła chłodno. – Słucham pana?

– Chciałbym z panią porozmawiać – wyjaśnił, przeszywając ją spojrzeniem. – Na osobności – dodał i popatrzył znacząco na tłumek ciekawskich kobiet, które niemal pożerały go wzrokiem.

Maniery tego pana najwyraźniej nie dorównują wyglądowi, uznała Sara. Raził ją agresywny ton oraz prowokacyjny sposób zachowania mężczyzny.

– O czym chce pan ze mną rozmawiać, panie Hunter?

Nie wydawał się zdziwiony, że zna jego nazwisko. W końcu pracowała dla magazynu, który uczynił z Devona Huntera obiekt pożądania kobiet w kraju i za granicą.

– O pani siostrze.

Tylko nie to! – jęknęła w duchu Sara. W co tym razem Gina się wpakowała?

Spojrzała na stojącą obok komputera fotografię w srebrnej ramce. Przedstawiała obie siostry: ciemnowłosą zielonooką Sarę, jak zawsze poważną i opiekuńczą, oraz jasnowłosą, pełną życia, serdeczną, kompletnie nieodpowiedzialną Ginę.

Dwa lata młodsza od Sary Gina zmieniała zawody z taką samą częstotliwością, jak zakochiwała się i odkochiwała w kolejnych mężczyznach. Zaledwie kilka dni temu w mejlu do siostry rozpływała się nad jakimś milionerem, z którym się właśnie związała. Pomijając swoim zwyczajem takie drobne detale jak jego nazwisko czy miejsce, gdzie się spotkali.

Teraz Sara już się domyśliła, o kogo chodzi. Devon Hunter był założycielem i dyrektorem naczelnym korporacji lotniczej z siedzibą w Los Angeles. Gina ostatnio właśnie tam przebywała, tym razem próbując zrobić karierę jako organizatorka przyjęć dla bogatych.

– Moim zdaniem lepiej będzie, jeśli porozmawiamy prywatnie – powiedział z naciskiem Devon Hunter.

Sara pokiwała głową. Przygody Giny bywały krótkie i intensywne. Zwykle rozstawała się z partnerem w przyjaźni, jednak kilka razy Sara była zmuszona koić urażoną męską dumę. Widocznie był to ten przypadek.

– Proszę iść za mną, panie Hunter.

Zaprowadziła gościa do przeszklonej sali konferencyjnej z widokiem na Times Square. Przez jedno z okien widać było siedzibę takich magazynów mody jak „Vogue”, „Vanity Fair” czy „Glamour”. Alexis była dumna z prestiżowego sąsiedztwa. Często zapraszała do „Beguile” reklamodawców, by zrobić na nich wrażenie.

– Czy miałby pan ochotę napić się kawy lub wody? – zapytała Sara.

– Nie, dziękuję – odparł.

Wobec tego nie poprosiła go, by usiadł. Skrzyżowawszy ręce, oparła się o stół, przyjmując pozę osoby uprzejmie zainteresowanej rozmówcą.

– Chciał pan porozmawiać o Ginie? – zagaiła.

Zwlekając z odpowiedzią, Devon Hunter przesuwał wzrokiem od twarzy Sary poprzez żakiet w czarno-białą kratkę z logo Chanel do czarnych kozaczków i z powrotem.

– Nie jest pani podobna do siostry – odezwał się w końcu.

– To prawda. Gina jest jedyną pięknością w naszej rodzinie.

Uprzejmość nakazywała, aby łagodnie zaprzeczył. Zamiast tego powiedział coś, co wbiło Sarę w ziemię.

– Również jedyną złodziejką?

– Przepraszam? – Sarze opadły ręce.

– Oczekuję czegoś więcej niż przeprosin, pani St. Sebastian. Proszę skontaktować się z siostrą i polecić jej, żeby oddała dzieło sztuki, które ukradła z mojego domu.

– Jak pan śmie rzucać podobne oszczerstwa?

– To nie oszczerstwo, tylko stwierdzenie faktu.

– Pan chyba oszalał! Gina bywa lekkomyślna czy beztroska, ale nigdy nie przywłaszczyłaby sobie cudzej własności – broniła z pasją siostry.

Już zamierzała zawołać ochroniarzy, by wyprowadzili intruza z budynku, kiedy Devon Hunter sięgnął do kieszeni i podał Sarze iPhone’a.

– Może to pozwoli pani zmienić zdanie.

Puknął w ekran i Sara zobaczyła wnętrze jakiejś biblioteki czy gabinetu. Oko kamery skierowane było na szklane półki, na których wyeksponowano wiele cennych przedmiotów. Dostrzegła oryginalną maskę afrykańskiego bawołu, emaliowany medalion na czarnej lakierowanej podstawce i coś, co wyglądało na statuetkę prekolumbijskiej bogini płodności. Potem na ekranie mignęła burza jasnoblond włosów. Serce zabiło Sarze mocniej, jeszcze zanim właścicielka loków przesunęła się w stronę półek. Kiedy ustawiła się profilem do kamery, nie ulegało wątpliwości, że to Gina.

Z niedbałą nonszalancją i niewinnym uśmiechem obejrzała się przez ramię. Po chwili zniknęła z ekranu, zaś Sara zobaczyła na półce pustą podstawkę, na której do niedawna leżał medalion. Pomyślała, że to zły sen.

– Gdyby to panią interesowało, był to bizantyjski medalion z początku dwunastego wieku – wyjaśnił sucho Devon Hunter. – Podobny sprzedano niedawno w Sotheby’s w Londynie za ponad sto tysięcy.

– Dolarów? – upewniła się.

– Nie, funtów.

– O mój Boże – wykrztusiła.

Trudno policzyć, ile razy wyciągała Ginę z tarapatów, ale teraz… Tylko dzięki żelaznej woli odziedziczonej po babci nie opadła na krzesło jak szmaciana lalka. Wciąż stała prosto, z uniesioną głową.

– Musi być jakieś logiczne wyjaśnienie, panie Hunter.

– Nie traćmy nadziei, proszę pani.

Miała ochotę przywalić mu zdrowo za ten szyderczy ton. Zawsze spokojna, dobrze ułożona Sara zacisnęła dłonie, by nie dać Devonowi Hunterowi w twarz.

– I chciałbym usłyszeć owo wyjaśnienie, nim będę zmuszony zgłosić sprawę na policji.

Sarę przebiegł dreszcz.

– Proszę mi pozwolić skontaktować się z siostrą, panie Hunter. To może… może chwilę potrwać. Nie zawsze od razu odpowiada na telefon czy mejla.

– Coś wiem na ten temat. Od kilku dni próbuję ją złapać.

Spojrzał na zegarek.

– Dziś jestem poumawiany na spotkania. Jutro o siódmej wieczorem zjemy razem kolację. Zarezerwuję stolik u Avery’ego, na Upper West Side. Zakładam, że zna pani ten adres. To tylko kilka przecznic od Dakoty.

Wciąż oszołomiona obrazem, który oglądała na ekranie, Sara niemal przeoczyła ostatnie zdanie.

– Pan wie, gdzie mieszkam? – wykrztusiła, kiedy dotarło do niej, co powiedział.

– Tak, lady Saro. – Udał, że salutuje, i ruszył w stronę drzwi. – Do zobaczenia jutro.

Lady Saro.

Po tym, co ją dziś spotkało, użycie przez Devona Huntera tytułu, który od dawna przestał mieć znaczenie, specjalnie nie poruszyło Sary. Szefowa często go używała podczas służbowych koktajli czy spotkań w interesach, więc Sara przestała czuć się tym zakłopotana. Zaprotestowała jedynie wtedy, gdy Alexis chciała dla potrzeb „Beguile” wykorzystać historię rodu St. Sebastianów i nazwać Sarę wnuczką Ubogiej Księżnej. To określenie, aczkolwiek w pełni adekwatne, uraziłoby babcię.

Świadomość, że młodsza wnuczka może trafić do aresztu, jeszcze bardziej zraniłaby dumę starszej pani.

Wstrząśnięta Sara opuściła salę konferencyjną. Musiała złapać Ginę i zapytać, czy naprawdę podwędziła ten medalion. Rzuciła się w stronę komputera, kiedy zobaczyła, że nadchodzi szefowa.

– Czy ja się nie przesłyszałam? – wychrypiała Alexis gardłowym głosem palaczki. Redaktor naczelna była cienka jak nitka i doskonale ubrana. Wolałaby zachorować na raka płuc, niż rzucić palenie, ryzykując powiększenie sylwetki. – Naprawdę był tu Devon Hunter?

– Tak, on…

– Dlaczego mnie nie powiadomiłaś?

– Bo nie miałam kiedy.

– Czego chciał? Chyba nie zamierza nas skarżyć? Cholera, mówiłam ci, żebyś przycięła to zdjęcie z szatni powyżej talii.

– Wprost przeciwnie, kazałaś mi wyeksponować tyłek Huntera.

– No to czego chciał? – powtórzyła Alexis.

– Jak by tu powiedzieć… Jest przyjacielem Giny.

A raczej był, dopóki taki drobiazg jak dwunastowieczny medalion nie stanął między nimi.

– Kolejna zdobycz siostrzyczki? – spytała z ironią Alexis.

– Nie miałam czasu poznać szczegółów. Hunter wpadł do miasta, bo ma tu jakieś spotkania, i chce umówić się ze mną jutro na kolację.

– Moglibyśmy napisać, jaki wpływ na życie wyróżnionych singli miała nasza lista Dziesięciu Najbardziej Seksownych. – Alexis już zwietrzyła materiał na artykuł. – Pewnie teraz nie może zrobić kroku, żeby nie potknąć się o kilka podnieconych kobiet. Gina chyba szybko go przejrzała. Muszę znać szczegóły, Saro.

– Pozwól mi najpierw porozmawiać z siostrą – poprosiła spokojnie Sara, choć w środku aż się gotowała. – Muszę się dowiedzieć, o co chodzi.

– Dobrze. Czekam na komplet informacji!

Kiedy szefowa odeszła, ledwo żywa Sara opadła na krzesło stojące przed biurkiem. Wcisnęła na iPhonie przycisk szybkiego wybierania, ale zamiast Giny usłyszała głos automatycznej sekretarki.

– Muszę z tobą porozmawiać, Gina! Zadzwoń!

Wystukała także esemesa oraz posłała siostrze mejla. Oczywiście nic to nie da, jeśli Gina nie włączy telefonu. Ponieważ było to więcej niż prawdopodobne, Sara skontaktowała się także z aktualnym miejscem zatrudnienia siostry. Wyraźnie zirytowany przełożony Giny poinformował Sarę, że siostra nie pokazała się w pracy. Znów to samo.

– Zadzwoniła do nas wczoraj rano. Poprzedniego wieczoru przygotowaliśmy służbową kolację w domu jednego z naszych najważniejszych klientów. Gina powiedziała, że jest zmęczona i bierze dzień wolny. Od tamtej pory się nie odezwała.

– Czy tym klientem był może Devon Hunter?

– Tak. Proszę posłuchać, pani siostra jest zdolna, ale niesolidna. Jeśli będzie miała pani okazję porozmawiać z nią wcześniej niż ja, proszę jej powiedzieć, że może już do nas nie wracać.

– Dobrze. – Była wściekła, że Gina znów straciła pracę, w dodatku taką, którą chyba lubiła. – Gdyby jednak przedtem skontaktowała się z panem, proszę jej przekazać, żeby do mnie zadzwoniła.

Jakoś zdołała przetrwać lunch. Oczywiście Alexis przyczepiła się do makiety. Zgłosiła wiele szczegółowych poprawek, które Sara uwzględniła, po czym przesłała szefowej poprawioną makietę do przejrzenia. Kilkakrotnie próbowała dodzwonić się do Giny. Siostra nie odpowiedziała na żadną z wiadomości.

Nie mogąc się dłużej skoncentrować, Sara opuściła biuro wcześniej niż zwykle i wyszła na pobliski Times Square. Był kwietniowy wieczór, popularny nowojorski plac jaśniał tęczą białych, niebieskich i olśniewająco czerwonych świateł. Sarę otoczył tłum turystów, którzy tłoczyli się na chodnikach i strzelali pamiątkowe fotki. Zwykle jeździła z domu do pracy i z powrotem metrem, ale tym razem zdecydowała się zaszaleć. Podeszła do krawężnika i w tym momencie jak na zawołanie podjechała taksówka. Sara zajęła miejsce, gdy tylko z taksówki wysiadł poprzedni pasażer.

– Poproszę do  Dakoty – rzuciła.

Kierowca pokiwał głową, lustrując Sarę w lusterku. Jak każdy z nowojorskich taksówkarzy od razu potrafił ocenić pasażera po stroju. Docenił jakość żakietu Sary, poza tym liczył na duży napiwek. Wysiadający pod najbardziej znanymi w Nowym Jorku adresami zwykle je wręczali. Sara wolała nie myśleć, ile pieniędzy zostanie po uiszczeniu wszystkich opłat za siedmiopokojowy apartament, który dzieliła z babcią, więc dała skromny napiwek. Taksiarz się skrzywił. Mruknął tylko coś pod nosem w ojczystym języku i szybko odjechał.

Sara pospieszyła do wejścia wybudowanego pod koniec dziewiętnastego wieku słynnego gmachu z kopułą i wieżyczkami. Portier o imieniu Jerome wyszedł, by powitać lokatorkę. Sara skinęła uprzejmie głową.

– Księżna wróciła z popołudniowej przechadzki około godziny temu – pospieszył z informacją. – Dość ciężko opierała się na lasce – dodał.

– Chyba się nie przeforsowała? – spytała z troską.

– Twierdziła, że nie. Ale czy kiedykolwiek powiedziałaby coś innego?

– Ma pan rację – zgodziła się Sara.

Charlotte St. Sebastian przeżyła wiele dramatycznych chwil, nim zdołała uciec z wyniszczonego wojną kraju, z córeczką w ramionach i rodowymi klejnotami ukrytymi wewnątrz pluszowego misia. Najpierw schroniła się w Wiedniu, potem dotarła do Nowego Jorku, gdzie dołączyła do intelektualnej elity miasta. Dyskretnie sprzedawane klejnoty pozwoliły księżnej na wynajęcie apartamentu i prowadzenie wystawnego stylu życia.

Później przeżyła kolejną tragedię. Podczas żeglowania zginęła jej córka i zięć. Sara miała wtedy cztery lata, Gina jeszcze nie wyszła z pieluch. Na dodatek niedługo po tym nieszczęściu Charlotte straciła oszczędności utopione przez łobuza z Wall Street w piramidzie finansowej.

Tak straszne wydarzenia niejednego mogłyby złamać. Charlotte St. Sebastian niewiele czasu straciła na użalanie się nad sobą, gdyż miała na utrzymaniu dwie dziewczynki. Znów została zmuszona do uszczuplenia swego dziedzictwa. Sprzedaż pozostałych klejnotów rozłożyła na lata, by zapewnić wnuczkom odpowiednią edukację i styl życia, jaki zdaniem Charlotte należał im się z racji urodzenia. Chodziły do prywatnych szkół, miały nauczycieli muzyki, uczestniczyły w balach debiutantek w Waldorf-Astorii. Sara studiowała w Smith College i przez rok na Sorbonie, Gina w Barnard College.

Dopóki babcia nie dostała zawału, żadna z sióstr nie miała pojęcia, jak rozpaczliwa jest ich sytuacja finansowa. Zawał był dość łagodny, więc niezłomna księżna go zlekceważyła, uznając za niewielki atak dusznicy bolesnej. Jednak koszty pobytu w szpitalu nie były już takie niewielkie, jak również stos rachunków, które Sara znalazła w biurku babci. Wydawało się, że będzie musiała uiścić standardowe miesięczne opłaty. Kiedy podliczyła wszystko, sama omal nie dostała zawału.

Opłacenie stosu rachunków pochłonęło oszczędności Sary. W dodatku nie wszystkie koszty zdołała pokryć. Wciąż pozostały opłaty za ostatnie badania babci.

Dotarła do ich wspólnego apartamentu na piątym piętrze. Pulchna Ekwadorka, od ponad dziesięciu lat zarówno służąca, dama do towarzystwa dla Charlotte, jak i przyjaciółka obu sióstr, szykowała się do wyjścia.

– Hola, Sara – powiedziała.

– Hola, Maria. Jak  minął dzień? – spytała.

– Dobrze. Laduquesa i ja spacerowałyśmy, zrobiłyśmy małe zakupy. – Zarzuciła na ramię ciężką torbę. – Muszę złapać autobus. Do zobaczenia jutro.

– Czy to ty, Saro? – odezwał się wysoki głos, kiedy drzwi zamknęły się za Marią.

– Tak, babciu.

Sara odłożyła torebkę na zdobiący przedpokój rokokowy kredens o pozłacanych brzegach i po wyłożonej jasnoróżowym karraryjskim marmurem posadzce udała się w głąb domu. Księżna na szczęście nie była zmuszona sprzedać mebli i dzieł sztuki, które nabyła po przybyciu do Nowego Jorku, aczkolwiek Sara wiedziała, jak niewiele brakowało.

– Wcześnie dziś wróciłaś – zauważyła Charlotte.

Siedziała w ulubionym fotelu, w ręce trzymała szklankę z aperitifem, na który pozwalała sobie mimo ostrzeżeń lekarza. Widok wyblakłych niebieskich oczu w twarzy kochanej przez nią kobiety wzbudził w Sarze tak silne emocje, że musiała przełknąć ślinę, by odpowiedzieć.

– Tak – odparła krótko.

– Masz taki smutny głos – zauważyła starsza pani, marszcząc lekko brwi. – Coś się wydarzyło w pracy?

– To samo co zawsze. – Sara zdobyła się na wymuszony uśmiech, po czym nalała sobie kieliszek białego wina. – Alexis przewróciła mi do góry nogami ostatnią makietę. Musiałam zmienić wszystko poza paginacją.

– Doprawdy nie rozumiem, dlaczego wciąż pracujesz dla tej kobiety – prychnęła księżna.

– Głównie dlatego, że tylko ona chciała mnie zatrudnić.

– Nie ciebie, ale twój tytuł – uściśliła Charlotte.

Sara skrzywiła się, choć wiedziała, że to prawda.

– Alexis miała szczęście, że trafiła na taką specjalistkę jak ty – dodała księżna.

– To ja miałam szczęście – odparła Sara. – Nie każdy ze stopniem magistra sztuki może znaleźć zajęcie w jednym z wiodących magazynów w kraju.

– I w ciągu zaledwie trzech lat awansować z młodszego asystenta na starszego redaktora. Mówiłam ci już, jaka jestem z ciebie dumna?

– Chyba ze sto razy, babciu – roześmiała się Sara.

Pobyły razem jeszcze pół godziny, nim Charlotte postanowiła odpocząć przed kolacją. Opierając się na lasce, poszła wolno do sypialni. Wtedy Sara przygotowała sałatkę ze szpinakiem, podlała sosem kurczaka, którego Maria włożyła wcześniej do piekarnika. Potem udała się do wielkiego salonu, pełniącego także rolę studia, i włączyła laptopa.

W artykule zamieszczonym w „Beguile” podano podstawowe fakty z życia Devona Huntera. Sara chciała poznać więcej szczegółów na temat mężczyzny, z którym jutro wieczorem znów miała skrzyżować szable.

Tytuł oryginału: A Business Engagement

Pierwsze wydanie:Harlequin Desire, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2013 by Merline Lovelace

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2015, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2881-7

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o.