Strona główna » Religia i duchowość » Karolina. Czy jest coś, za co oddałbyś życie?

Karolina. Czy jest coś, za co oddałbyś życie?

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7569-544-1

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Karolina. Czy jest coś, za co oddałbyś życie?

Książka wydana z okazji 100. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. Karoliny Kózkówny oraz w związku z inicjatywą Episkopatu Polskiego ogłoszenia Karoliny – obok św. Stanisława Kostki – patronką polskiej młodzieży. W książce, poza biografią bł. Karoliny Kózkówny, czytelnicy znajdą między innymi: modlitwę za przyczyną błogosławionej, modlitwę o jej kanonizację, litanię za jej wstawiennictwem. Będą mogli się też dowiedzieć filmie o tej męczennicy i obejrzeć fotosy.

Polecane książki

Zdarza się, że pracownik w czasie długiej choroby wyczerpie określone w Kodeksie pracy okresy ochronne oraz świadczenia, jakie ma prawo otrzymać od pracodawcy. Czasem wraca do pracy, innym razem musi czekać na decyzję ZUS w sprawie przyznania mu kolejnych świadczeń, a bywa, że znika bez wieści. Co p...
Kolejna część fascynującej epopei podróżniczej z Kazimierzem Nowakiem w roli głównej! Wraz z lekturą II tomu Kochanej Maryś! czytelnik dotrze do końca pierwszej części wyprawy Nowaka – przez całą Afrykę z północy na południe. Pierwszym krajem będzie Kongo, kt&oa...
Książka prezentuje wyniki przeprowadzonych w Polsce i Austrii badań empirycznych dotyczących ładu korporacyjnego i finansowania przedsiębiorstw rodzinnych, których interpretacja oparta jest na obszernej literaturze światowej oraz wtórnych danych statystycznych. Przedstawiono w niej pojęcie i znaczen...
Powieść utopijna, której akcja toczy się w latach 50. XXI wieku.   Uporządkowany świat 36-letniej Joanny z dnia na dzień rozsypuje się. Preludium do nadchodzącej katastrofy jest mobbing w pracy. Początkowo bierna, stopniowo uczy się strategii wyjścia z impasu, nie chcąc podporządkowa...
Według Autora szkolnictwo konwencjonalne  "ignoruje dziecięcą ciekawość tłamsi ich wrodzoną energię i gasi szczodre odruchy spontanicznej dziecięcej moralności". Dlatego  na całym świecie żyją ludzie, którzy dostrzegają wyrządzane dzieciom zło i zakładają odmienne szkoły. Opisy 18 takich placówek st...
TYLKO JEDNA BARIERA STOI MIĘDZY TOBĄ, A SUKCESEM. Nie jest nią doświadczenie. Nie jest nią talent. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego inni ludzie szybko robią karierę, podczas gdy twoja utknęła w martwym punkcie? Dlaczego nikt nie zachwyca się twoimi wspaniałymi pomysłami? Czy nie wygląda...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Opracowanie zbiorowe

Jeden dzień z życia Zabawy

Małgorzata Pabis

Do Sanktuarium bł. Karoliny przyjeżdżam przed południem. Najpierw witam się z samą błogosławioną, modląc się przy jej relikwiach. Jestem tu po raz drugi i wiem, że będę przyjeżdżać jeszcze wiele razy. Karolina bowiem urzeka… Urzekła również i mnie…

Młodzi

Po wyjściu ze świątyni spotykam grupę młodzieży z Zawadzkiego, należącą do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Przyjechała do Zabawy z księdzem, by się modlić i bliżej poznać swoją patronkę. Marta Reudelsdorf – jak mówi – przybyła do tego wyjątkowego miejsca, by podziękować za szczególne łaski, bowiem dwa lata wcześniej przeżywali peregrynację relikwii bł. Karoliny w swojej parafii. „Wtedy chyba każdy przedstawiał Karolinie jakieś swoje prośby i potrzeby. Dziś mamy możliwość jej podziękować i poprosić o dalszą opiekę. Osobiście prosiłam ją wtedy o opiekę nad moją rodziną i przyjaciółmi oraz by mi wskazała prawidłową drogę życia, bo właśnie skończyłam studia. Polecałam jej także sprawy Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, żeby ten rozwijał się, by było nas coraz więcej i więcej” – wyznaje i od razu dodaje, że codziennie w swym życiu czuje obecność Karoliny. „Modlę się do niej, a ona daje mi różne znaki, które mówią mi, jak mam postępować” – podkreśla.

W tym samym dniu do sanktuarium w Zabawie przybyła grupa uczniów i nauczycieli z jasielskiego „chemika”. Choć nie był to wyjazd obowiązkowy, zgłosiło się tylu chętnych, że zapełnili cały autobus. Piotr Dubiel i Klaudia Marszałek przyjechali do Zabawy już po raz drugi. „Byłam tu już kiedyś i bardzo spodobało mi się to miejsce” – wyjaśnia. Zapytana, dlaczego chciała przyjechać po raz kolejny, mówi, że to pewnie przez respekt do wydarzeń, jakie miały tu miejsce przed 100 laty. „Czułam, że muszę tu znów być. Karolinę podziwiam za to, kim była, i chciałabym być jak ona, choć nie bardzo mi to wychodzi. Ona jest wspaniałym wzorem” – zaznacza.

Także Piotr Dubiel mówi, że pobyt w Zabawie jest dla niego pewnym nowym, wspaniałym przeżyciem. „Lubię poznawać historie ludzi, a tu chciałem sobie przypomnieć – już w sposób bardzo świadomy, bo byłem tu jako dziecko – życie i męczeństwo Karoliny. To postać bardzo ważna dla nas, młodych” – podkreśla.

Spotykam także Klaudię Tarczoń, redaktor prowadzącą kwartalnik „Śladami Karoliny”. Na pytanie, kim dla niej osobiście jest błogosławiona, odpowiada: „Karolina jest dla mnie przewodnikiem na drodze wzrastania w świętości, na drodze trudnego życia. W czasach, które nie są łatwe, trzeba podążać za kimś, a Karolina to wszystko pięknie pokazuje. Pokazuje nie tylko heroiczną walkę o godność, o cnotę, ale także ciężką pracę i modlitwę. Pokazuje, jak zaufać Panu Bogu, aby w tym zaufaniu, w wierze wytrwać do końca”.

Wzorzec

Udaje mi się także porozmawiać z zapracowanym, ale bardzo otwartym ks. Zbigniewem Szostakiem, kustoszem Sanktuarium bł. Karoliny. Spotkanie z nim powoduje, że czuję, jakby bł. Karolina nie umarła, jakby wciąż żyła i chodziła po Zabawie. Kapłan za każdym razem mówi: „Karolina”, a brzmi to, jakby mówił o żonie czy córce. W dużej mierze to dzięki jego „zakochaniu się” w Karolinie Zabawa dziś żyje. „Błogosławiona Karolina, młoda 16-letnia dziewczyna, pierwsza polska męczennica beatyfikowana w Kościele, dziewczyna ze wsi, dziś pokazuje nam drogę, którą może kroczyć każdy. Bo dziś czasem wydaje się nam, że wzorce, których poszukujemy, są niemożliwe do osiągnięcia. Tymczasem właśnie Karolina pokazuje nam, że to jest możliwe nawet w tak trudnych czasach, w jakich jej przyszło żyć. My mówimy, że dzisiaj czasy są trudne. Owszem, są trudne, ale ona pokazuje, że każdy czas jest dobry, żeby wygrać swoje życie, żeby obronić to, co jest najcenniejsze – podkreśla i dodaje: – Na pewno każdy, kto do nas przybywa, ma doświadczenie obecności Karoliny. Ja również jestem przekonany o tym, że ona w moim życiu wiele uczyniła. Także ludzie, którzy tutaj przybywają, nawet moi parafianie mówią o swoich doświadczeniach i o swoim przeżyciu sprawiającym, że dla nich łaska, którą otrzymali, jest ewidentnym cudem. Czy on będzie w znaczeniu kanonicznym, to nie jest najważniejsze. Ważne, że oni doświadczyli tej łaski, że są przekonani, że to jest dla nich ogromny dar, za który dziękują, którym się cieszą i dzięki któremu oni czy ich bliscy żyją. Różne świadectwa, które napływają do sanktuarium, świadczą o tym, że przeżywamy czas łaski. Wielu opowiada o swoim nawróceniu, o powrocie do zdrowia, o wyproszonym potomstwie”.

Kapłan podkreśla, że ci, którzy okryli Zabawę, wiedzą, że można tam odnaleźć radość potrzebną człowiekowi do tego, żeby żył szczęśliwy. „Można tutaj przejść szlakiem męczeństwa Karoliny, pomodlić się przy jej relikwiach, posiedzieć w domu, w którym mieszkała. Warto podkreślić jednak to, że gdziekolwiek spotkamy się z Karoliną, ona zaprowadzi nas do samego Boga. Bo Karolina nie zatrzymuje na sobie. Ona nas uczy czcić Pana Boga, modlić się, uczy nas czci do Matki Bożej. Ona nas prowadzi na spotkanie z żywym Bogiem, ona codziennie chodziła do kościoła na Eucharystię. Chce nas uczyć przeżywania swojej religijności, swojej duchowości po to właśnie, żeby być człowiekiem szczęśliwym, żeby potrafić iść do innych, żeby potrafić budować te relacje, które są konieczne właśnie w tym wymiarze koleżeńskim, szkolnym, rodzinnym, sąsiedzkim”.

Ciotka Karolina

Ksiądz Zbigniew opuszcza mnie, bo biegnie do kościoła na Mszę Świętą pogrzebową. Pod kościół podjeżdża samochód, z którego wysiada starszy już mężczyzna – Jan Kurtyka, siostrzeniec bł. Karoliny. Udaje mi się zamienić z nim kilka słów, zresztą dzieli się swoimi przeżyciami bardzo chętnie.

„Karolina to moja ciotka, siostra mojej mamy. Zawsze, kiedy były dłuższe wieczory – jesienią i zimą – zbieraliśmy się w izbie i mama opowiadała ciągle tylko o Karolinie. Mówiła nam, że ona była bardzo dobra, pobożna, dużo się modliła. Podkreślała, że ludzie mówili o niej, że to prawdziwy, święty anioł. Często modlę się do Karoliny i czuję, że ona mi pomaga. Przez wiele lat – od dwudziestego roku życia – paliłem papierosy i nie mogłem ich rzucić. Prosiłem Karolinę, by mi pomogła pozbyć się tego nałogu i rzuciłem papierosy tak, że wcale nie odczuwałem pociągu do nich. To namacalny dowód na to, że Karolina pomaga. Ciągle nam się to w głowie nie mieści, że prosta dziewczyna ze wsi została świętą. W dodatku to moja ciotka” – mówi wzruszony.

W stodole

W chwili przerwy idę odpocząć do „Stodoły Karoliny”, a tam na kilka chwil cofam się w czasie, jedząc placki bł. Karoliny i popijając kawę. Znajduję się w miejscu szczególnym. Otaczają mnie sprzęty, przedmioty z poprzedniego wieku. I ta stodoła… Z zamyślenia wyrywa mnie pani Zofia Bocoń, babcia Dominika. Dziś chłopiec ma trzy lata, ale zanim przyszedł na świat, jego rodzina przeżywała trudne chwile. Lekarze postawili bowiem straszliwą diagnozę – dziecko nie miało żołądka. Badania USG nie pozostawiały wątpliwości, a kolejne konsultacje potwierdzały pierwszą diagnozę. W sumie kobietę badało sześciu lekarzy w dwóch różnych szpitalach.

„Wiedzieliśmy, że dziecko może nie żyć. Zaczęliśmy więc gorąco się modlić. Wtedy właśnie trwała w Sanktuarium bł. Karoliny nowenna przed urodzinami błogosławionej. Każdego dnia chodziłam do kościoła, ponieważ miałam zamówione Msze Święte za mojego zmarłego tatę. Było dziewięć Mszy Świętych od uczestników pogrzebu. Byłam na ośmiu, a na ostatnią poszedł syn, bo przyjechał ze szpitala i mówił, jaka jest sytuacja. Ja zostałam z dziećmi i modliłam się w domu, a on poszedł do kościoła” – wspomina pani Zofia.

Babcia Dominika, snując swoją pełną dramaturgii opowieść, podkreśla, że chłopiec urodził się 2 sierpnia – w dzień urodzin bł. Karoliny. Badania wykazały, że malec jest zdrowy! Pani Zofia powiedziała mi, że w dowód wdzięczności dla bł. Karoliny rodzice chłopca swojemu czwartemu dziecku nadali imię Karolina. „Wszyscy jesteśmy bł. Karolinie ogromnie wdzięczni, że Dominik żyje i jest zdrowy. Od tego czasu, jak możemy staramy się uczestniczyć w drodze krzyżowej każdego osiemnastego dnia miesiąca” – podkreśla szczęśliwa babcia.

Wzruszenie odbiera mi mowę, gdy podobnym świadectwem dzieli się ze mną Justyna Hajdas, która życie i zdrowie swojego synka Huberta także zawdzięcza wstawiennictwu bł. Karoliny.

W Wał-Rudzie

Wsiadam w samochód i jadę do Wał-Rudy. Modlę się w domu, gdzie mieszkała bł. Karolina, całuję jej relikwie i wychodzę na jej szlak męczeństwa. Zaraz na początku odnajduję tabliczkę, na której napisano: „W tym miejscu 18 marca 2010 roku Marzena modliła się o cud macierzyństwa za wstawiennictwem bł. Karoliny i została wysłuchana”. Ja też mam swoją intencję, z którą idę… Zatrzymuję się pod gruszą, pod którą ona mówiła swoim rówieśnikom o Bogu. Słuchałam, co chce mi powiedzieć… Potem idę do lasu, do miejsca męczeństwa…

Piękna jak Perła

Henryk Bejda

Pod koniec lipca 1914 roku wybuchła pierwsza wojna światowa. Naprzeciwko siebie stanęły armie wielkich mocarstw. Wojska rosyjskie toczyły zacięte boje z armią austriacką. Polska wciąż jeszcze była pod zaborami, więc nasi rodacy zmuszeni byli do walki w obu wrogich sobie armiach. Wielu ojców i synów wyruszyło na krwawy bój.

W listopadzie tego roku front austriacko-rosyjski przesunął się w okolice Tarnowa. 10 listopada Rosjanie zdobyli Tarnów i parli dalej na zachód. Powstrzymała ich jednak naturalna przeszkoda, którą był Dunajec, zwłaszcza że wycofujące się wojska austriackie spaliły za sobą most. Na linii rzeki rozpoczęły się długotrwałe i zaciekłe walki pozycyjne. Okolica Radłowa stała się wielkim polem bitwy (milczącymi świadkami tamtych tragicznych dni jest dziś aż pięć cmentarzy wojennych). Płonęła wieś za wsią – Siedlec, Biskupice Radłowskie, Glów i Łęka Siedlecka. W ruinę zamieniony został cały Radłów, a szalejący ogień doszczętnie strawił także piękny kościół z 1337 roku. Straty w zwierzętach hodowlanych sięgały 95 procent. Część mieszkańców ewakuowano w okolice Borzęcina. Ale także oni, na równi z tymi, którzy pozostali, drżeli z przerażenia i załamywali ręce z bezradności, cierpieli głód i nędzę. Nie inaczej było w Wał-Rudzie, niewielkiej podtarnowskiej wiosce, której pierwsze domy oddalone były od Radłowa o zaledwie sześć kilometrów.

Przerażeni i bezbronni

18 listopada 1914 roku 16-letnia Karolina Kózkówna – mieszkanka wałrudzkiego przysiółka Śmietana – wybierała się na Mszę Świętą do kościoła w Zabawie. Choć tego dnia czuła się jakoś nieswojo, odprawiła już pięć dni nowenny do św. Stanisława Kostki i bardzo chciała ją dokończyć. Mama kazała jej jednak zostać w domu. Wiedziała, że po wciąż niespokojnej okolicy wałęsają się rosyjscy żołnierze napastujący kobiety i młode dziewczęta. Sądziła, że w domu Karolina będzie bezpieczniejsza. Poszła do kościoła z młodszą córką Teresą. Ze łzami w oczach dziewczyna posłuchała jej polecenia.

Była godzina dziewiąta, kiedy do drzwi chaty Kózków załomotał rosyjski żołnierz. Karolina przygotowywała właśnie śniadanie dla młodszego rodzeństwa. Jan – jej ojciec – wpuścił Rosjanina do domu. Sądząc że jest on głodny, i chcąc go udobruchać, poczęstował go chlebem z masłem. Żołnierz pogardził jednak podanym mu posiłkiem. Krzycząc, usiłował dowiedzieć się, gdzie znajdują się austriackie wojska. Chwycił Jana za gardło. Karolina chciała chyłkiem wymknąć się z izby, ale Moskal zastąpił jej drogę. Popychana dziewczyna zarzuciła na siebie kurtkę brata i kątem oka spojrzała na wiszący nad jej łóżkiem obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Po chwili Rosjanin wypchnął ją z chaty razem z ojcem. Jan – szukając ratunku – próbował skręcić w kierunku zabudowań. Żołnierz zawrócił go jednak z tej drogi i nakazał obojgu iść w stronę lasu. Twierdził, że prowadzi ich do kwatery oficera, by zeznali mu, gdzie są Austriacy. Pytanie o to nie miało jednak większego sensu i było jasne, że jego zamiary są inne. Karolina i Jan byli przerażeni i bezbronni, z sercami ściśniętymi bólem obawiali się najgorszego. Na skraju lasu żołnierz przytknął bagnet do piersi ojca i, grożąc mu śmiercią, nakazał wracać do domu. Jan zaczął błagać, by wziął jego, a wypuścił córkę. Na próżno. Przerażony mężczyzna został zmuszony do powrotu.