Strona główna » Obyczajowe i romanse » Ocalić Grace

Ocalić Grace

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7999-794-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Ocalić Grace

Grace i Ted Chapmanowie są powszechnie uważani za idealną, wpływową parę literacką. Ted odnosi sukcesy jako powieściopisarz, a jego żona jest piękną, stylową i beztroską panią domu. Nikt jednak nie widzi tego, co kłębi się pod powierzchnią wspaniałego małżeństwa – wybuchów złości Teda i jego zmiennych nastrojów. Życie pary to w rzeczywistości domek z kart. Kiedy odchodzi asystentka i wieloletnia podpora Teda, krucha konstrukcja zaczyna się walić, a Grace okazuje się najbardziej bezbronna i narażona na ciosy. Wtedy znienacka pojawia się Beth, nowa asystentka. Kompetentna, łagodna, młoda kobieta potrafi poradzić sobie z Tedem i posiada umiejętność przetrwania burz, które niemal zawładnęły domem Chapmanów. Zachowanie Beth wydaje się jednak Grace zbyt idealne, by mogło być szczere i prawdziwe. Wiele wskazuje na to, że przez asystentkę kobieta straci małżeństwo, reputację, a nawet kontrolę nad własnym życiem. Ryzykując wszystkim i nie mogąc nikomu zaufać, musi znaleźć sposób, by ocalić samą siebie, zanim będzie za późno. „Green konsekwentnie tworzy historie budzące współczucie, przedstawia wyzwania stojące przed współczesnymi kobietami. Grace jest klasyczną bohaterką Green: aż nazbyt ludzka i silniejsza niż jej się wydaje”. Bookpage „Książka porusza poważny problem przemocy psychicznej i domowej ... i sprawia, że przewracasz strony coraz szybciej i szybciej”. Booklist

Polecane książki

Charlotte robiła w życiu rozmaite rzeczy, ale nie odnalazła swego powołania. Teraz prosi brata, właściciela luksusowego hotelu na Manhattanie, by powierzył jej sprzedaż apartamentów na najwyższych piętrach. Otrzymuje zgodę na sprzedaż części z nich. Pozostałym apartamentami dysponuje jej były...
„Finanse jednostek oświatowych i wychowawczych” to fachowy przewodnik po najnowszych zmianach w przepisach istotnych dla jednostek oświatowych i wychowawczych oraz aktualnie ważnych problemach. Zawiera praktyczne rozwiązania dla skarbników i księgowych uwzględniając specyfikę i złożoność pracy w jed...
W publikacji omówiono: • istotę i funkcję współczesnej rachunkowości, • przyczyny kryzysu zaufania do sprawozdawczości finansowej i działania naprawcze w celu odbudowy tego zaufania, • wybrane aspekty teorii pomiaru w rachunkowości, • predykcję bankructwa przedsiębiorstw i mechanizm kontrolny, usta...
„Aby odzyskać nadzieję, musimy stawić czoła rzeczywistości”. Emmanuel Macron   Wielu osobom zdaje się, że Francja znajduje się w fazie schyłkowej, że jej kultura ginie, że grozi jej wybuch wojny domowej. Inni uważają, że względny spokój zapewni jej stara zasada naprzemienności politycznej. Po lewicy...
Pomysł na rodzicielską bliskość Współczesne nurty wychowawcze i terapeutyczne, odwołując się do coraz bogatszej wiedzy z zakresu psychologii i antropologii, kładą nacisk na potrzebę bliskości w rozwoju dziecka. Tymczasem cywilizacyjną normą stało się zwiększanie dystansu – nie tylko w sensie fizyczn...
Romantyczna komedia omyłek. Bestsellerowa pisarka, Lidia Makowska, od lat tworzy popularne wśród kobiet powieści, wydając je pod pseudonimem Róża Mak. Właśnie kończy pisać kolejną książkę i już zaczyna się martwić, co tym razem zarzuci jej Jack Sparrow – czołowy bloger bezlitośnie punktujący ni...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Jane Green

Tytuł oryginału:

SAVING GRACE

Copyright © Jane Green, 2014

Copyright © 2016 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2016 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Agnieszka Radtke

Korekta: Marta Chmarzyńska, Aneta Iwan, Aleksandra Mól

ISBN: 978-83-7999-794-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o. o.

Pl. Grunwaldzki 8-10, 40-127 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2016

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

1

Grace może spędzać poza domem wiele godzin. Kiedy wjeżdża na posesję, widzi samochód męża nadal na podjeździe i na jego widok kuli się w sobie. Przecież nie powinno jej to dziwić. Gdzie miałby być o szóstej wieczorem? „To jest zwycięstwo nadziei nad doświadczeniem”, myśli.

Dzisiaj nie ma szczęścia. Nie miała go już tego ranka, gdy obudziło ją trzaskanie drzwiami na dole i donośny głos męża wykrzykującego jej imię. Teraz również jej nie sprzyja.

„A może jednak?”, zastanawia się, parkuje ostrożnie obok samochodu męża i przygotowuje się na to, co może zastać w domu. „Może zmienił mu się humor? Może będzie kochającym, troskliwym małżonkiem, jakim widzi go reszta świata, dopóki nie pozna go bliżej?”

Po niemal dwudziestu pięciu latach małżeństwa jedyna rzecz, jaką Grace jest w stanie przewidzieć, to nieprzewidywalność nastrojów męża. W napadzie furii potrafi rzucić kluczami, a chwilę później pojawić się z promiennym uśmiechem, jakby nic się nie stało, jakby nie spędziła poprzednich dwudziestu minut, trzęsąc się ze zdenerwowania. Potrafi rzucić w ścianę kluczami, następnie wazonem, a potem z wściekłością wykrzykiwać, że   t o,  czymkolwiek   t o  jest, to wszystko jej wina. To ona nawaliła.

Tego ranka, zanim otworzyła oczy, usłyszała trzaskanie drzwi na dole. Obudził ją hałas, usiadła gwałtownie z bijącym sercem i zdała sobie sprawę, że Ted znowu ma zły humor. Na moment zalała ją fala przerażenia. Czasami, gdy podobna sytuacja zdarza się w nocy, Grace zamyka się na klucz w łazience i bierze kąpiel z pianą, spłukując z siebie jego gniew. Nauczyła się, że jeśli usunie się z pola widzenia, mąż zwykle wyładuje złość gdzie indziej, a dystans sprawi, że furia powoli ucichnie i w końcu zgaśnie. Ale jeśli Grace jest niedaleko, jeśli Ted ją widzi, staje się mimowolną ofiarą drapieżnika, który nie zostawi jej w spokoju, dopóki się nie upewni, że zniszczył ją całkowicie.

„Nie działał celowo”, myśli, gdy mąż na powrót staje się czuły, kochający i pełen wdzięczności. Doświadcza potwornych wahań nastrojów, czemu po części zawdzięcza swój twórczy geniusz. „Powinnam być wdzięczna”, powtarza sobie. Gdyby Ted nie był taki, jaki jest, nie byłby w stanie pisać książek i odnosić sukcesów. „Nie mogę traktować tego osobiście”, tłumaczy sobie stale, chociaż w uszach jej dzwoni ze zdenerwowania.

To właśnie czuła tego ranka, kiedy usłyszała męża na dole. Zawsze gdy się boi, słyszy dzwonienie w uszach. Przeczytała gdzieś, że to objaw lęku, a doświadczała go, od kiedy pamięta. Według jej własnej teorii, pomaga to zagłuszyć osobę, która na nią krzyczy, matkę czy męża. Tego ranka szybko założyła dżinsy z poprzedniego dnia, czystą koszulkę i kamizelkę i wymknęła się tylnymi schodami, a następnie tylnymi drzwiami, niosąc w ręce chodaki, by nie hałasować.

Ted usłyszał, jak zapala silnik samochodu, i wypadł z domu, czego się spodziewała. Opuściła szybę.

– Przepraszam! – krzyknęła, wycofując samochód. Udawała, że nie dostrzega jego twarzy wykrzywionej gniewem. – Muszę dziś wcześniej zacząć, jestem strasznie spóźniona. Do zobaczenia! – Pomachała radośnie przez okno i popędziła ulicą, a jej ciało zalała fala ulgi.

Zawibrował telefon. Odwróciła głowę, a brzęczenie w uszach automatycznie powróciło na widok imienia męża na wyświetlaczu. Nie odbierze. Nigdy tego nie robiła, gdy Ted był w podobnym nastroju, ale nie miała też zamiaru odrzucić połączenia, gdyż to rozwścieczyłoby go jeszcze bardziej. Wcisnęła przycisk, by wyłączyć dźwięk, poczekała, aż uruchomi się poczta głosowa, a potem całkowicie wyłączyła telefon. Nie włączy go, dopóki Ted się nie uspokoi.

„Proszę, niech wszystko będzie już normalnie”, myśli, wnosząc do domu torby z zakupami i stawiając je na stole kuchennym. Cały dzień spędziła na zewnątrz. Najpierw pracowała, a przez resztę popołudnia załatwiała różne sprawy, by trzymać się z dala od oka cyklonu.

W domu panuje cisza. Ted musi nadal być w stodole, co oznacza, że pisze, a to dobry znak. Praca pozwala mu się skupić na czymś innym i odzyskać równowagę. Boże, proszę, spraw, by tak właśnie było.

Wykłada pomidory do miski na blacie, wkłada mleko do lodówki i stawia czajnik na kuchence, by zaparzyć herbatę. Kiedyś uwielbiała ten dom, nieforemny, starodawny budynek usytuowany nad rzeką Hudson. Kiedy zobaczyli go po raz pierwszy, wiedziała, że znalazła miejsce, które będzie nazywała domem. Przestronny, cichy, pełen wnęk, zakamarków i uroku, miał niskie sufity i francuskie drzwi, które otwierały się na trawniki wiodące w kierunku rzeki. Kochała ten dom, zanim nastroje Teda zaczęły dawać jej się we znaki. Na początku ich małżeństwa Grace śmiała się z męża, odchodziła, pozwalając, by jego obelgi spływały jej po plecach, i radośnie bawiła się z córką, czekając, aż sytuacja się uspokoi.

Ale kolejne lata zbierały żniwo. Furie Teda trwały coraz dłużej i stłamsiły Grace, zmieniając ją w osobę, którą jest teraz: z dzwonieniem w uszach, przyspieszającym nagle tętnem i ogarniającą ją potrzebą ucieczki jak najdalej.

Kiedyś odpierała ataki, ale już tego nie robi. Wycofuje się, zanurza w otchłani bólu i urazy. Usuwa się jak dzisiaj albo chowa w łazience, jedynym miejscu, gdzie czuje się bezpiecznie.

Teraz bardzo często reszta domu stanowi dla niej więzienie.

Podskakuje na widok otwieranych drzwi stodoły. Ted wychodzi z okularami w dłoni i przeczesuje palcami włosy. Zmrużonymi oczami obserwuje go przez okno, stara się odczytać wyraz jego twarzy, nastrój, i przygotowuje się nie do walki lub ucieczki, bo w tej sytuacji podobna reakcja nie wchodzi w grę, ale na trzecią możliwość – zastygnięcie.

Ted dostrzega ją przez okno. Grace wstrzymuje oddech, ale w tym momencie wyraz twarzy męża zmienia się w uśmiech. Ulga ją zalewa, gdy macha do niej dziarsko i powoli idzie ścieżką. Grace z wahaniem podnosi dłoń, by odpowiedzieć na jego powitanie, a oczy ma pełne łez.

„Dzięki Bogu!”, myśli. „Dzięki Bogu!” Podchodzi do lodówki, by nalać mężowi kieliszek wina, brzęczenie w uszach cichnie, a ona zastanawia się, jakim cudem jej życie stało się takie trudne.

2

Gdy poznała Teda, miała wrażenie, że zaczęła życie, które zawsze przytrafia się innym ludziom i zwykle tylko w filmach. Postanowiła cieszyć się nim tak długo, jak mogła, przekonana, że nie będzie trwało wiecznie, gdyż Ted mógł przebierać w kobietach, a zawsze znalazłyby się bardziej ekscytujące, wytworne i piękniejsze od niej.

Ted Chapman. Jedna ze wschodzących gwiazd sceny literackiej, Grisham dla myślących, autor inteligentnych thrillerów politycznych przynoszących mu zarówno sukces literacki, jak i finansowy. Gdy Grace go poznała, miał na swoim koncie zaledwie trzy książki, ale były to trzy znaczące pozycje, dlatego jego wydawcy robili wszystko, by go uszczęśliwić. Mieli świadomość, że nie zapłacili mu wystarczająco, i martwili się, że teraz, gdy wygasała umowa, inni wydawcy kręcą się wokół niego, a oni nie są już w stanie zaoferować mu sumy, jakiej z pewnością zażąda za następną publikację.

Przemawiał na corocznych konferencjach sprzedażowych i jadał kolacje z całym zespołem wydawniczym. Grace, wówczas dwudziestodwuletnia asystentka redaktora działu książek kucharskich, była zdumiona, gdy zaproszono ją, by dosiadła się do stolika, a jeszcze bardziej, gdy odkryła, że posadzono ją po prawej stronie Teda Chapmana.

Stanowisko asystentki redaktora działu książek kucharskich nie było zbyt prestiżowe, na pewno nie na tyle, by do jej obowiązków należało uczestnictwo w konferencji o tak poważnym tytule, ale tak zarządził jej szef, a gdy on decydował, ona nie miała wyboru. Być może rozumiał, że to były dodatkowe korzyści, dla których wykonywała ów zawód: kolacje z redaktorami, poznawanie sławnych szefów kuchni, takich jak Jacques Pépin czy Julia Child. Rozmawiali z nią jak z równą sobie! Dla takich momentów warto było pracować.

Teda Chapmana rzadko widywano w redakcji, a gdy się tam pojawiał, wyglądał przerażająco. Ponury i złowrogi, roztaczał wokół siebie aurę, która przyciągała wzrok i sprawiała, że ludzie chcieli mu dogodzić.

Grace przyszła na kolację trochę wcześniej, dwoma kieliszkami taniego białego wina rozwiała wszystkie swoje obawy i kiedy goście zajmowali miejsca w sali bankietowej, jej lęk przed Tedem Chapmanem był już podszyty ekscytacją. Drżąc, usiadła przy stole. Zastanawiała się, dlaczego przydzielono jej tak uciążliwe i przerażające miejsce.

– Gracie go oczaruje. – Podniosła wzrok i zobaczyła Billa Knighta, wydawcę, który z drugiego końca sali w toaście unosił w jej stronę kieliszek i puszczał oko. – Prawda, Gracie?

„Oczywiście”, pomyślała.

– Jak mógłby choćby pomyśleć o odejściu, gdy pracują dla nas tak utalentowani, cudowni ludzie.

Grace zmusiła się do uśmiechu, choć czuła mdłości. Służyła za przynętę i nie miała jak uciec. Będzie musiała wykonać swoje zadanie, oczarować Teda Chapmana, a potem być może, a nawet na pewno, poszukać nowej pracy.

Krzesło Teda było jedynym wolnym miejscem przy stole. Jak wyjaśnił jego wydawca, pisarz za bardzo się denerwował przed wystąpieniami publicznymi, by móc siedzieć z innymi ludźmi. Potrzebował ciszy, ale później miał zamiar dołączyć do gości.

„O Boże”, pomyślała Grace, „jakie to pretensjonalne”. Podniecenie na myśl o spotkaniu z Tedem zaczęło opadać, a cały wieczór wydał jej się ogromnym błędem. Jak na ironię, tamtego ranka biegała po mieszkaniu, przymierzała sukienki, pakowała do torebki kosmetyki do makijażu, by przygotować się na przyjęcie, uradowana perspektywą spotkania autora, którego twórczość podziwia. Teraz jednak oddałaby wszystko, by stamtąd uciec.

Nie miała apetytu, co było dla niej nietypowe. Została redaktorką książek kucharskich, ponieważ uwielbiała jeść. Gdy przyjechała do Nowego Jorku, ze zdumieniem odkryła, jak niewiele dziewcząt w jej wieku potrafi gotować. Nauczyła się tej sztuki na studiach, kiedy jeździła do domu rodzinnego swojej współlokatorki Catherine. Jej matka, Lydia, cieszyła się z żądnej wiedzy uczennicy, sadzała Grace przy stole kuchennym i uczyła ją wszystkiego, co sama potrafiła.

Grace uwielbiała tworzyć, gotować i pisać. Czy istnieje lepszy sposób na połączenie wszystkich tych pasji niż praca w wydawnictwie w dziale książek kulinarnych? I bardziej odpowiednie do tego miejsce niż Nowy Jork?

Bez przerwy zapraszała gości na spontaniczne obiady. Dwa rozkładane stoły do gry w karty – jeden, który miała już wcześniej, i drugi, znaleziony pewnego popołudnia na rogu ulicy – pełniły funkcję stołu obiadowego. Uzupełniały go długie ławy zrobione z dębowych desek przez jej zręcznego byłego chłopaka.

Grace rozkładała obrus, wstawiała kwiaty do słoików po dżemie i ustawiała je w rzędzie pośrodku stołu. Serwowała niedrogie potrawy, które w owym czasie, na początku jej pobytu w Nowym Jorku, często zawierały angielski akcent. Współpracownicy zachwycali się kiełbaskami zapiekanymi w cieście i tartą z melasą, a Grace marzyła o napisaniu własnej książki kucharskiej.

Teraz, podczas kolacji, kelnerzy zaczęli roznosić talerze z daniami. Zwiędła sałata, po niej wyschnięta pierś z kurczaka w sosie grzybowym. Grace spróbowała kilka kęsów i odsunęła talerz. Nudził ją fakt, że krzesło po lewej nadal stoi puste, a siedzący po prawej autor był zbyt zajęty rozmową z innymi gośćmi przy stole, by zwrócić na nią uwagę.

Rozległ się brzęk stukania łyżką o szklankę i prezes firmy przedstawił głównego prelegenta. Przy gwarze oklasków Ted Chapman wszedł bocznymi drzwiami. Był wyższy, znacznie wyższy niż Grace sobie wyobrażała. Podszedł do podium z notatkami w dłoni, uścisnął dłoń prezesa i wyszeptał „dziękuję”, a potem odwrócił się w stronę widowni, odchrząknął i wypił łyk wody.

Spojrzał w notatki, potrząsnął głową i uśmiechnął się szeroko.

– Przepraszam – powiedział. – Lepiej mi pójdzie bez tych przeklętych kartek. – I zaczął mówić.

Grace nie słyszała początku wypowiedzi, zauroczona uśmiechem Teda, zmianą zachodzącą na jego twarzy. Nie była w stanie skoncentrować się na niczym innym niż rozważania nad tym, jak mogła oglądać wszystkie fotografie Teda, jego zdjęcia na okładkach książek, i nie dostrzec, jak był przystojny.

Kiedy znowu zaczęła słuchać wystąpienia, jej dezorientacja się pogłębiła. Słyszała, że był trudnym, wymagającym człowiekiem o zmiennych nastrojach. Asystentka redaktora nabawiła się odruchu Pawłowa na dźwięk dzwonka telefonu. Bała się, że dzwoni Ted Chapman, wściekły, ponieważ właśnie przyleciał do Cincinnati na wydarzenie literackie i – o zgrozo! – w księgarni na lotnisku nie ma ani jednej jego książki. Mógł też narzekać na dział marketingu albo bulwersować się faktem, że właśnie przysłano mu wersję książki z powiększonym drukiem, a zdjęcie na okładce jest potworne i co oni sobie do cholery myśleli, zamieszczając je.

Ten stojący na mównicy mężczyzna, opowiadający inteligentne, ironiczne historie przerywane sardonicznym przewracaniem oczami, które bawiło zgromadzonych, trzymał w garści wszystkich słuchaczy. To nie był ten sam człowiek, o którym słyszała same najgorsze rzeczy, człowiek o potwornej reputacji. Na pewno nie.

Czyżby to sobie wyobraziła? A może on przeszedł jakąś zmianę?

Kiedy skończył wystąpienie i podszedł, by zająć miejsce obok Grace, nie czuła się już zdenerwowana, a raczej była zaintrygowana. Kim był ten skromny, zabawny, wspaniały mężczyzna? Jeśli rzeczywiście potrafi być trudny, niecierpliwy i łatwo traci panowanie nad sobą, który z nich był prawdziwym Tedem Chapmanem? Którą osobowość przybierał, by pisać?

Nie miała okazji zapytać go o to, przynajmniej nie tego wieczora, gdyż to Ted, oczarowany Grace od momentu, gdy na nią spojrzał, nie przestawał zasypywać jej pytaniami. Usiadł przy stole, odbył pobieżne konwersacje zapoznawcze, a potem odwrócił się, by uścisnąć dłoń Grace i zatrzymał na moment wzrok, podziwiając jej urodę.

– Cóż za cudowna niespodzianka – oznajmił. – Nie wygląda pani na typ redaktorski.

– A więc istnieje jakiś typ? – zapytała Grace, uznając uwagę za komplement.

– Też jest pani Angielką? Rety. Robi się coraz lepiej. Co panią tutaj sprowadza, Grace?

Pytania padały przez cały wieczór. Gdzie dorastała? Co w życiu sprawia, że czuje się szczęśliwa? Czego z Anglii najbardziej jej brakuje? Jakie książki wywarły na nią największy wpływ i w jaki sposób?

Grace nigdy przedtem nie znalazła się pod tak intensywnym ostrzałem pytań i nie była tak uważnie obserwowana, nigdy wcześniej też nie bawiła się równie świetnie i nie czuła taka… wyjątkowa. Pojawiła się między nimi chemia, co dostrzegli wszyscy goście przy stole, a pomimo to pod koniec kolacji Ted ledwie skinął głową, ucałował Grace w dłoń i oznajmił, że było mu niezmiernie miło.

Następnego dnia na jej biurku pojawił się bukiet rudobrunatnych i ogniście pomarańczowych róż wraz z liścikiem: „Spojrzałem na nie i pomyślałem o cudownej towarzyszce wczorajszego wieczoru. Może spotkamy się dziś na drinka? Przyjadę po ciebie o piątej. TC”.

Nie było mowy, by odmówiła albo zaplanowała sobie coś innego. W zasadzie umówiła się już z koleżanką do kina, ale gładko przesunęła spotkanie na inny termin i skrytykowała się tylko za nieodpowiedni dobór stroju. Wolałaby mieć na sobie coś bardziej eleganckiego.

W przerwie na lunch pobiegła do domu towarowego Bloomingdale’s i skorzystała z bezpłatnego makijażu w dziale kosmetycznym, a podniecenie i radosne oczekiwanie sprawiły, że naturalnie promieniała.

Po drinkach w restauracji hotelu Carlyle była kolacja, później Ted zaprosił Grace, by towarzyszyła mu podczas imprezy następnego dnia, a po trzech tygodniach wprowadziła się do niego. Stwierdził, że jego mieszkanie jest o wiele większe, więc będzie mogła oszczędzić pieniądze, a poza tym, skoro przebywanie razem sprawia im taką radość, dlaczego mieliby kiedykolwiek być oddzielnie?

Tamte dni były mieszanką romansu, namiętności i ekscytacji. Grace szybko stała się nieodłącznym elementem życia Teda. Uwielbiała splendor i emocje towarzyszące obcowaniu ze znanymi osobistościami. Ted był wielce pożądany, a ona okazała się dla niego idealną partnerką.

Kiedy podpisał z tym samym wydawcą kolejną umowę na trzy książki, Grace awansowała na stanowisko redaktora działu książek kulinarnych, co było sposobem wydawnictwa na okazanie wdzięczności kobiecie, która teraz towarzyszyła Tedowi Chapmanowi przy każdej okazji i pilnowała, by pozostał wierny swym korzeniom.

Wiele osób sądziło, że Grace nauczyła się gotować, siedząc na kolanach matki, ale jej mama ledwie potrafiła ugotować jajko. Do momentu ukończenia osiemnastu lat Grace uczyła się sztuki kulinarnej zupełnie sama. Musiała to robić, by jej rodzina miała co jeść, gdyż matka, ze swymi wahaniami nastrojów, była zbyt nieodpowiedzialna i nigdy nie było pewności, czy tego dnia poda obiad.

Grace nauczyła się gotować przy wyszorowanym stole kuchennym Lydii, matki swojej współlokatorki ze studiów. Podstawowe umiejętności szlifowała i doskonaliła, czytając podsuwane przez Lydię książki kucharskie, które pochłaniała jak powieści i z których dowiedziała się wszystkiego, co wie teraz.

Zaraz po przeprowadzce do Nowego Jorku wszystko wydawało jej się bardzo wyrafinowane. Przywiozła ze sobą książkę kucharską Delii Smith i zachwyciła współpracowników swoim przywiązaniem do angielskich korzeni. Przygotowywała maślane kedgeree, zapiekankę pasterską z pokrojonym w plasterki porem i topionym serem gruyère.

Kilka lat później, gdy Clemmie poszła do gimnazjum, Grace postanowiła zagłębić się w swoją pasję jeszcze bardziej i ukończyć kurs gotowania. Nie chciała, żeby to był jakikolwiek kurs, marzyła o Cordon Bleu, ale w jej okolicy nie organizowano żadnego. Pozostały jej więc: Amerykański Instytut Kulinarny, Instytut Edukacji Kulinarnej i Francuski Instytut Kulinarny.

Wybrała ten ostatni skuszona obietnicami nauki gotowania według tradycyjnych francuskich przepisów głoszonych przez wspaniałych szefów kuchni, takich jak Escoffier.

Pierwszego dnia stała w kolejce po odbiór fartucha i zestawu noży i zauważyła, że jest starsza niż reszta uczestników, czuła jednak dreszczyk emocji z powodu powrotu do społeczeństwa. Macierzyństwo ją odizolowało. Kochała Clemmie i uwielbiała być jej matką, ale tęskniła za światem i pragnęła, by definiowało ją coś więcej niż rola żony i matki.

Kurs trwał rok. Rok, podczas którego Grace nie była nikim szczególnym i nie oceniano jej przez pryzmat osoby, którą poślubiła. Była tylko jedną z wielu uczestniczek.

Uwielbiała to. Lubiła stać na stacji kolejowej wraz z innymi ludźmi jadącymi do pracy, z torbą pełną noży na jednym ramieniu i siatką z fartuchem na drugim.

Uwielbiała czekać na pociąg na Grand Central, sunąć przez stację z tłumem podróżnych i wsiadać do metra linii 6 jadącego w kierunku Soho.

Nosiła japonki, bojówki, T-shirty i wcale się nie malowała. Czuła się tak, jakby znowu miała dwadzieścia lat, w jej kroku widać było lekkość, twarz jej promieniała, a oczy błyszczały. Znowu czuła, że żyje, ponownie stała się częścią świata, czego nie doświadczyła od momentu ślubu z Tedem i założenia rodziny.

Przedział wiekowy jej kolegów z kursu zaczynał się od wieku Clemmie, a kończył przed trzydziestką. Było kilkoro uczestników po czterdziestce, jak Grace, którzy szukali pracy na drugą połowę życia, jednak ona nie planowała zająć się gotowaniem zawodowo. Chciała jedynie nauczyć się robić to, co od zawsze kochała.

Grace nie była przyzwyczajona do popełniania błędów ani do krytyki. Uważała się za znakomitą kucharkę, dopóki nie trafiła do szkoły gastronomicznej, gdzie szef kuchni Z. codziennie na nią krzyczał, ponieważ jej sos był za rzadki lub za zimny, wołowina zbytnio wysmażona, a ciasto zbyt gęste.

– Przepraszam, szefie – mówiła zawstydzona, pokorna. Odchodziła na swoje stanowisko i w duchu przyrzekała sobie, że następnym razem lepiej się spisze.

Pomimo to ten szef kuchni był jej ulubionym nauczycielem. Może krzyczał, ale zawsze miał błysk w oku i za każdym razem, gdy mówił coś ze swym wyraźnym francuskim akcentem, Grace myślała o programie telewizyjnym z dzieciństwa i nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

Na kursie wiele się nauczyła. Miała przy sobie zeszyt, gdzie zapisywała wszystkie wskazówki i instrukcje, których nie było w podręczniku, sekrety zawodowe, które głęboko odmienią przygotowywane przez nią potrawy, informacje o ich przyrządzaniu i tajniki sztuki gotowania. Z dobrej kucharki stała się profesjonalną. P r o f e s j o n a l n ą   k u c h a r k ą .

Teraz gotuje zawodowo. W swojej karierze prowadziła firmę cateringową, która zdobyła wspaniałą reputację dzięki przyrządzaniu prostych, łatwych do skomponowania potraw, które wyglądają i smakują tak, jakby były przez wiele godzin starannie i pieczołowicie przygotowywane.

Niedawno została kucharką w Harmont House, domu założonym dziesięć lat wcześniej w Nyack dla rodzin uciekających przed przemocą i uzależnieniem.

Dziesięć lat temu koleżanka Grace, Sybil, zapytała ją, czy zechciałaby dołączyć do zespołu. Zgodziła się pod warunkiem, że będzie tam miała faktycznie coś do roboty. Clemmie nadal uczyła się w gimnazjum, a Grace odliczała godziny do jej powrotu ze szkoły i rozpaczliwie poszukiwała zajęcia, które wyrwałoby ją z nudy.

Została szefową kuchni. Nie tylko gotowała dla mieszkańców domu, ale też uczyła ich gotować, tak jak wiele lat wcześniej ją uczono. Harmont House stał się jej pasją, jej pracą i jedynym miejscem, które uważała za prawdziwy azyl.

Grace uczy mieszkańców tak, jak kiedyś uczyła ją Lydia, ale dodaje do tego wiedzę zdobytą podczas kursu w szkole gastronomicznej. Kształci ich, jak zorganizować kuchnię, robić zakupy, zdradza, co stanowi podstawę dobrego sosu.

Przez pięć dni w tygodniu wsuwa stopy w chodaki, zakłada fartuch, wiąże włosy w kok i najpierw gotuje we własnej kuchni, a potem pojawia się w Harmont House ze składnikami na potrawę zaplanowaną na lekcję.

Wprowadziła klasyczne angielskie dania, które poznała dzięki Lydii i które pokochała: kiełbaski zapiekane w cieście czy kapustę gotowaną z mięsem i ziemniakami. Gotowanie uczy ją pokory, ale bardziej niż przygotowywanie potraw czy ich serwowanie łączą ją z tym miejscem relacje z kobietami i zawiązane przyjaźnie. Potrafi odmienić ich życie, a one, co równie ważne, są otwarte na jej pomoc.

To jest jej pasja, praca i sposób na uleczenie ran przeszłości.

Ted opowiada ludziom, że uwielbia Harmont House. Musi mówić, że wspiera pracę żony, ale w głębi duszy jest zazdrosny o czas, który Grace jej poświęca. Nauczył się trzymać tę opinię dla siebie, ale uraza wychodzi na jaw w drobnych komentarzach.

Pomimo to Grace nie zmienia swojego zaangażowania. Uwielbia gotować dla mieszkanek domu, podobnie jak dla przyjaciół. Jej obiady, zwłaszcza od momentu sukcesu w roli szefa kuchni, stały się legendą, szczególnie desery. Wszyscy dziennikarze przychodzący do domu, by napisać artykuł o Tedzie, wiedzą, że część tekstu będą stanowiły długie i pełne czułości opisy pysznych potraw serwowanych przez Grace.

Mimo swoich pasji i pracy Grace ma czas dla Teda. Musi go znaleźć i zagwarantować mężowi, że jest dla niej priorytetem. Cokolwiek dzieje się w życiu Grace, które wcale nie jest tak proste, jak się wydaje, z zewnątrz sprawia wrażenie idealnego.

– Wyglądasz tak, jakbyś nie przeżyła ani jednego ciężkiego dnia – powiedział kiedyś jeden z jej gości. Grace się uśmiechnęła. Nauczyła się dobrze ukrywać swoje tajemnice i wstyd. Nigdy nie rozmawia z nikim o swoim pochodzeniu, potwornym okresie dorastania i matce.

Im bardziej idealna wydaje się iluzja, tym dalej sekrety się odsuną. A przynajmniej tak jej się wydaje.

Jeśli pozostanie ciągle w ruchu, będzie wspaniałą żoną, matką i szefową kuchni, a przeszłość na pewno zniknie.

Maślane kedgeree

(Porcja dla 4 osób)

Na podstawie przepisu Delii Smith

S K Ł A D N I K I 

340 g wędzonego pstrąga tęczowego

110 g masła

1 posiekana cebula

łyżeczka curry

łyżeczka sosu rybnego

200 g surowego ryżu

3 jajka ugotowane na twardo, posiekane

3 czubate łyżki świeżej, posiekanej natki pietruszki

łyżka soku z cytryny

sól i pieprz

Rozpuścić połowę masła na patelni, dodać cebulę i smażyć do miękkości przez 5 minut.

Mieszając, dodać curry i ryż, a następnie 500 ml wody i sos rybny.

Dobrze wymieszać, doprowadzić do wrzenia, przykryć i gotować na małym ogniu przez 15 minut albo do momentu, aż ryż się ugotuje.

Zdjąć skórę z pstrąga, podzielić mięso na kawałki, dodać do gotowanego ryżu wraz z jajkami, natką pietruszki, sokiem z cytryny i pozostałym masłem.

Przykryć patelnię i przed podaniem podgrzać na małym ogniu przez 5 minut.

3

To, co Grace kocha najbardziej, to przebywanie w kuchni, w otoczeniu jedzenia i inspirujących, rozrzuconych na blacie przepisów na nowe potrawy. Gdy pracuje nad książką, korzysta z pomocy asystentów, ale to właśnie podczas takich momentów, kiedy sama eksperymentuje w kuchni, czuje się najszczęśliwsza.

Proces gotowania jest bliski medytacji. Zebrane i umyte warzywa leżą ułożone w misce ze stali nierdzewnej po lewej stronie deski do krojenia, przed nią stoi pojemnik na odpadki, które powędrują na stertę kompostu, po prawej znajduje się taca z małymi miseczkami, do których Grace wrzuci pokrojoną cebulę, seler, marchewki, liść laurowy, ziarna pieprzu, łodygi pietruszki i tymianku związane muślinem, aby ich aromat podniósł duszone żeberka w glazurze z marmolady na wyższy poziom doskonałości.

Piekarnik czeka nagrzany, a obok deski ułożone są noże, obieraczki i nożyki, których będzie potrzebowała. Grace ma na sobie fartuch, za paskiem ścierkę, a kolejna, zanurzona w misce wody z płynem do naczyń, przyda się do przecierania deski.

Zawsze kochała gotowanie, ale zanim poszła na kurs, w jej kuchni panował chaos. Zlew stopniowo zapełniał się brudnymi naczyniami i łyżkami, podczas gdy ona biegała po kuchni, chwytała produkty, siekała i podsmażała na bieżąco, zatrzymując się, by wyjąć pomidory w puszce ze spiżarni albo kurczaka z lodówki.

W szkole gastronomicznej nauczyła się organizacji. Dowiedziała się, jak przygotowywać mis en place, i odkryła, że jeśli najpierw wszystko przyszykuje, już samo to żmudne zajęcie staje się przyjemniejsze, a gotowanie – łatwiejsze i bardziej radosne.

Gdy teraz układa noże i zaczyna obierać marchewkę, dzwoni jej telefon. Wzdycha i wyciera ręce w ścierkę. Mruży oczy, by odczytać nazwisko na wyświetlaczu, i postanawia odebrać. To Ellen.

– Wszystko w porządku?

– Tak – potwierdza głos po drugiej stronie. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że kierowca przyjedzie po ciebie o piątej trzydzieści, a smoking Teda wróci z pralni dzisiaj po południu. – Była asystentka Teda, która niedawno zrezygnowała z posady, jak zwykle okazała się skuteczna i zorganizowana, chociaż już dla niego nie pracowała.

– Nie musisz tego robić, Ellen – stwierdza Grace. – Nad wszystkim panuję, naprawdę. Skup się na opiece nad mamą, a nie na organizacji naszych spraw.

– Wiesz, że będę to robiła, dopóki nie znajdziemy kogoś na moje miejsce. Gdybym zostawiła to wam, przyjechalibyście autostopem.

Grace się śmieje, ponieważ to prawda. Organizacja nigdy nie była jej mocną stroną, stąd potrzeba odbycia kursu kulinarnego. Planowała zamówić kierowcę na wieczór, ale wypadło jej to z głowy, o czym Ellen dobrze wiedziała. Gdyby nie pomoc byłej asystentki, Ted musiałby pewnie sam prowadzić, co z pewnością by go zdenerwowało. Gdy występuje w roli głównego mówcy, wykorzystuje cenny czas podczas jazdy na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez szofera, by zapamiętać słowa wystąpienia.

– A jak ty się miewasz? Szczerze.

– Mam się dobrze – zapewnia ją Ellen, chociaż Grace wie, że to nie może być prawda. Matka Ellen zmaga się z chorobą Alzheimera i córka postanowiła przenieść się na Florydę, by się nią zająć. Doświadcza ogromnego stresu, chociaż nienawidzi tego okazywać.

Ellen towarzyszyła Chapmanom przez piętnaście lat ich życia. Była wymarzoną asystentką: skuteczną, życzliwą, troskliwą, dyskretną i lojalną bardziej niż ktokolwiek znany Grace.

Potrafiła poradzić sobie z Tedem. Bez względu na jego humor, umiała go uspokoić, dać mu poczucie, że wszystko będzie dobrze, i to z powodu tej właśnie umiejętności utrata asystentki okazała się dla Grace najtrudniejsza.

Ellen pracowała w małym pomieszczeniu na końcu stodoły, a Ted w swoim wielkim, wypełnionym książkami gabinecie. Wystarczyło, że krzyknął jej imię – nie miał czasu ani cierpliwości na wysyłanie mejli czy esemesów – i Ellen pojawiała się w drzwiach, zawsze z notesem i długopisem w rękach, gotowa zrobić wszystko, czego szef zażądał, poszukać informacji o lobbyście, naprawić cholerny ekran w bibliotece czy pozbyć się ujadających na zewnątrz psów, zanim on je pozabija.

Powstrzymywała jego negatywne emocje, nim zdążył wyładować je na kimś innym, czyli na Grace. Maskowała fakt, że stał się bardzo wybuchowy. Potrafiła ułagodzić Teda i zapewnić mu pozory spokoju.

Wszyscy znajomi pisarze w Nowym Jorku mieli asystentki, ale żadna z nich nie pracowała tak jak Ellen. Wszyscy chcieli znaleźć kogoś podobnego do niej, ale zamiast tego pociągały ich młode, szykowne kobiety świeżo po studiach, zafascynowane gwiazdami i pełne entuzjazmu, ledwie mogące uwierzyć, że będą pracowały dla sławnej osoby.

Tutaj, w Sneden’s Landing – miejsce przemianowano na Palisades, ale Grace i Ted mieszkają tam tak długo, że dla nich zawsze pozostanie ono Sneden’s – wybór był o wiele skromniejszy.

Eleganckie dziewczyny po studiach literackich nie chciały jeździć na drugą stronę rzeki i pracować w cichej wiosce w Rockland County, a mówiąc szczerze, Grace nie była pewna, czy w ogóle chciałaby je zatrudnić.

Znajomi autorzy ciągle zmieniali młode, ładne asystentki. Bez względu na umiejętności, ich odejście było jedynie kwestią czasu, czy to z powodu pojawienia się szansy na pracę u jeszcze sławniejszej postaci, z racji małżeństwa czy ze względu na przeprowadzkę do Paryża. Wszystkie lądowały w Nowym Jorku i miały zamiar zostać tam tak długo, aż nie pojawi się bardziej ekscytująca propozycja.

Kiedy Grace i Ted pierwszy raz zobaczyli ten dom dwadzieścia dwa lata temu, gdy Clemmie uczyła się chodzić, od razu się w nim zakochali. Przez półtora roku Grace myślała jedynie o córce. Jak tylko wzięła w ramiona krzyczącego niemowlaka, rozkleiła się całkowicie. Straciła głowę i pragnęła jedynie być z nią. Nawet teraz, wiele lat później, łączy je silna więź. Są nie tylko matką i córką, ale też przyjaciółkami.

W pierwszych miesiącach macierzyństwa, gdy Grace interesowała jedynie Clemmie, znalezienie domu w Sneden’s Landing było jak zrządzenie losu. Grace skupiła się na czymś poza córką, czymś, co ją zakorzeniło i dało poczucie bezpieczeństwa.

Pragnęła jedynie zacisznego zakątka nad wodą. Oboje chcieli zamieszkać na tyle blisko miasta, by móc jeździć na spotkania z wydawcami i wydarzenia, na których musieli się pojawiać, ale też na tyle daleko, by przynajmniej mieć   p o c z u c i e  przebywania na wsi, chociaż nie były to wymarzone najgłębsze, najciemniejsze zakątki Vermont.

Umówili się na lunch z Katie i Richardem Weberami, parą, z którą bardzo się polubili. Ich przyjaźń płonęła jasno i intensywnie przez rok, a potem coś zaczęło się psuć i wreszcie znajomość została zerwana. Chapmanowie znaleźli dom w najlepszym okresie tej relacji i fakt, że Katie i Richard mieli domek letni w Piermont, ale chcieli mieszkać w Sneden’s Landing, był wystarczającym powodem, by Ted i Grace też chcieli tam zamieszkać.

Kiedy zwiedzali miejscowość, Grace wyobrażała sobie, że każdego ranka budzi się i podziwia zachwycające widoki nad rzeką Hudson, żywiołową atmosferę pobliskiego Nyack, ciszę i prywatność Sneden’s Landing.

Katie znała pobieżnie właścicieli domu i słyszała, że mają zamiar wystawić go na sprzedaż. W radosnej atmosferze podniecenia wszyscy czworo pojawili się na jego progu, co w tamtych czasach można było zrobić, i zapytali, czy mogą się rozejrzeć.

Grace nie musiała nawet zaglądać do środka. Kiedy zakręcali na podjeździe, dostrzegła stare zabudowania gospodarcze porozrzucane po terenie i trawniki prowadzące na brzeg rzeki. Stała tam również waląca się stodoła, stara obora i inne niszczejące budynki. Wszystko to wydało jej się magiczne. Wnętrze domu było okropne. Grace i Ted nie musieli nawet spoglądać na siebie, by wiedzieć, że to jest to.

Pod koniec dnia umowa została zawarta i przypieczętowana uściskiem dłoni. Miesiąc później Chapmanowie się wprowadzili, przerażeni, że Clemmie biegająca radośnie po okolicy wpadnie do wody.

Sześć lat później, gdy Teda nie postrzegano już jako wielce utalentowanego nowicjusza, ale jako stałego bywalca literackich szczytów, podczas zakupów w Nyack, Grace zobaczyła ogłoszenie oznajmiające, że Pani Naprawiaczka szuka pracy. „Doświadczenie w zarządzaniu domem. Wspaniałe podejście do dzieci i zwierząt. Sprząta, organizuje, prowadzi samochód i gotuje. Poproście, a wszystko będzie zrobione”.

Grace zapisała nazwisko i numer telefonu. Podobał jej się styl ogłoszenia i dołączony rysunek przedstawiający kobietę z promiennym uśmiechem na twarzy żonglującą dziećmi, zwierzętami, torbami z zakupami i stołkami.

Tego popołudnia do domu Chapmanów weszła Ellen – krzepka, zdecydowana, uśmiechnięta. Roztaczała wokół atmosferę spokoju, która pozwoliła Grace, niechętnie przyznającej, że przytłaczał ją nadmiar obowiązków, w końcu odetchnąć.

Ellen była w tym samym wieku co Grace, a jej mąż, Glenn, prowadził miejscowy warsztat samochodowy. Zajął się samochodami Chapmanów, a poza tym okazał się złotą rączką. Ellen dbała o pozostałe sprawy i z upływem lat, podczas których gwiazda Teda nadal jasno świeciła, jej zadaniem coraz wyraźniej stało się dbanie o niego.

Aktualizowała informacje na jego profilu na Facebooku, Twitterze i w kalendarzu na blogu. Być może myśleliście, że to Ted Chapman odpowiadał na wasze obszerne wpisy i dziękował za życzliwe słowa, ale w rzeczywistości była to Ellen. Zawsze.

Redagowała jego newsletter, odpowiadała na listy od fanów, ustalała spotkania z agentami, była na „ty” z asystentami największych i najbardziej wpływowych agentów i aktorów w Hollywood i nie zbijał jej z tropu nawet telefon od Harrisona Forda czy Bradleya Coopera.

Była w stanie rozszyfrować zapiski Teda, przepisać na komputerze jego notatki, spędzała godziny w internecie albo przy telefonie, na ostatnią chwilę szukając informacji, których potrzebował do najnowszej książki.

Towarzyszyła mu podczas wydarzeń literackich, o ile, oczywiście, nie zapraszano męża i żony, bo wtedy to Grace dołączała do Teda. Ellen chodziła z nim na występy telewizyjne i pilnowała, by czuł się komfortowo w poczekalni, by kierowcy przyjechali na czas i Ted miał wszystko, czego potrzebuje.

Organizowała jego wyjazdy promujące książki, załatwiała formalności związane z podróżą, pilnowała, żeby w hotelach dostawał odpowiedni apartament, a po przyjeździe kosz ze świeżymi owocami, butelkę pinot noir i wody Perrier.

A ponadto, co było ważniejsze niż wszelkie wymienione umiejętności, Ellen była jego przyjaciółką. Rozmawiał z nią, przesiadywał czasami w warsztacie Glenna i rozkoszował się miejscowymi plotkami, którymi przyjaciel się z nim dzielił. Dzięki temu mógł zajrzeć do innego świata, do którego miał dostęp tylko dzięki znajomości z Ellen i Glennem.

W miarę upływających lat poznali się dogłębnie. Ellen rozumie Teda tak jak Glenna i w zasadzie skuteczniej przewiduje potrzeby szefa niż własnego męża.

Grace uwielbia Ellen. Zawsze mówiła o niej „druga żona Teda”, ta dobra, która wie, gdzie wszystko się znajduje. Kiedy tylko Ted wyjeżdżał, Grace z przyjemnością porywała Ellen z jej biura w stodole i sadzała z filiżanką herbaty przy stole kuchennym.

Odejście Ellen wydawało się nie do pomyślenia. Wiadomo było, że musiała kiedyś porzucić pracę, gdyż rodzina była dla niej ważniejsza, ale ani Ted, ani Grace nie byli w stanie o tym myśleć. Grace miała nadzieję, że kwestia sama się rozwiąże. Może się okaże, że matka Ellen nie jest w tak złym stanie, jak córka podejrzewała? A może w znacznie gorszym? Może pozostało jej niewiele czasu i asystentka będzie mogła wrócić do domu i pracować jak dotychczas? Grace mogłaby przejąć jej obowiązki na kilka miesięcy.

Próbowała tego przez jakiś czas i rezultat był opłakany. Jej pamięć, która nigdy nie była najlepsza, w ostatnich latach całkowicie zawodziła. Postanowiła wszystko zapisywać. Pomysł wydawał się świetny, tyle że notatki na małych żółtych karteczkach samoprzylepnych lądowały pogniecione w kieszeniach albo na dnie torebki i tam przepadały bez wieści.

Grace pomyślała o tym, co Ellen powiedziała jej wczoraj przez telefon.

– Zamieściłam ogłoszenie na Craigslist1, żeby znaleźć zastępstwo. Podobno w dzisiejszych czasach to najlepsze miejsce. Nie martw się. Użyłam anonimowego adresu mejlowego i oczywiście nie napisałam, kto jest pracodawcą.

– Craigslist? – odpowiedziała z niezadowoleniem Grace. – Nie jestem pewna, czy to bezpieczne.

– Darren znalazł w ten sposób żonę – zauważyła Ellen.

Grace się zaśmiała.

– Niezupełnie. Odpowiedziała na ogłoszenie, w którym szukał współlokatora. To nie to samo.

– Tak czy inaczej, Sara jest cudowna, a znalazł ją dzięki temu serwisowi. Rozmawiałam z koleżanką, która pracuje dla krajowej agencji rekrutacyjnej i powiedziała mi, że dzisiaj wiele podobnych firm również znajduje pracowników tam albo w „New York Timesie”. Kiedyś płaciło się krocie agencjom rekrutacyjnym i one sprawdzały dogłębnie wszystkie informacje o kandydacie, a teraz same ogłaszają się na tych samych portalach co osoby prywatne i ogłoszeniodawcy samodzielnie muszą sprawdzić chętnych do pracy. W każdym razie, nie otrzymałam jeszcze żadnych odpowiedzi, dlatego w przyszłym tygodniu zamieszczę ogłoszenie w „Timesie”. Jeśli dostanę interesującą propozycję, prześlę ci ją. Co ty na to?

– Niepokoję się.

– Obie jesteśmy stare, dlatego nie rozumiemy tej całej technologii, ale zaufaj mi. Teraz wszyscy tak robią. Powiesiłam ogłoszenie na tablicy informacyjnej w bibliotece i popytałam wśród znajomych, ale nikt się nie zgłosił. Czy John Foster nie wspominał, że jego dawna asystentka szuka pracy?

– Tak, spotkaliśmy się z nią.

– I co?

– Ma dwadzieścia lat.

– O rety.

– Wiem, że to brzmi tak, jakbym była uprzedzona, ale nie chcę zatrudniać młodej osoby, świeżo po studiach, z obsesją na punkcie sław. Chcę kogoś takiego jak ty: dojrzałego, kompetentnego, z rozsądnym podejściem i inicjatywą.

– Młodzi ludzie też mogą mieć podobne cechy – zauważyła Ellen.

– Nie ta dziewczyna. Spóźniła się półtorej godziny, ponieważ się zgubiła i nie miała wykupionej usługi internetowej, by skorzystać z mapy na swoim iPhonie.

– Nie mogła się zatrzymać i zapytać o drogę?

– Właśnie! – przytaknęła Grace. – Może ogłoszenie na Craigslist to dobre rozwiązanie. Jeśli jesteś tego pewna.

– Jestem pewna.

4

– Ted? Jesteś gotowy? – krzyczy Grace w stronę schodów, jednocześnie zakładając drugi diamentowy kolczyk. – Samochód przyjechał. Musimy już iść.

– Idę! – Słychać, jak Ted schodzi na dół i zatrzymuje się na widok Grace. Na jego twarzy pojawia się uśmiech, a ona wewnętrznie oddycha z ulgą.

– Czy mówiłem ci kiedykolwiek, że jesteś piękna? Jakie mam wielkie szczęście, że jesteś moją żoną? – Grace patrzy z aprobatą na swoje odbicie w lustrze, świadoma tego, jak wyglądają razem, on wytworny i elegancki w smokingu, ona w białej jedwabnej koszuli i długiej, czarnej aksamitnej spódnicy. Jej strój mógłby wydawać się nudny, ale spódnica jest o dwa centymetry węższa niż powinna, dekolt koszuli o centymetr głębszy, a obcasy odrobinę wyższe. Jej błyszczące kasztanowe loki opadają luźno, a jedyną biżuterią, jaką założyła oprócz kolczyków, jest nowoczesna, szeroka złota bransoletka.

– Nieźle się odstrzeliłam, co? – pyta. – Chociaż muszę przyznać, że ty wystroiłeś się jeszcze bardziej. Zdajesz sobie sprawę, jak świetnie wyglądasz w smokingu?

– Hmm. – Ted unosi brew i gestem wskazuje piętro. – Może mamy chwilkę na…?

– Nie! – Grace odpycha go ze śmiechem. – Ale zapytaj mnie o to później, to zobaczę, co da się zrobić.

„Dzięki Bogu”, myśli Grace. „Dzięki Bogu mój mąż jest w dobrym humorze”. Dla tych momentów żyje. Dla tych chwil, gdy Ted jest czarujący i nie zdradza cienia złości, irytacji ani pogardy. Ostatnio tak wiele razy trafia na jego najgorsze nastroje, że coraz częściej ma wrażenie, że musi obchodzić się z mężem jak z jajkiem.

Pomimo tego w takich momentach łatwo jej przypomnieć sobie, dlaczego wyszła za niego za mąż, a jeszcze łatwiej wyobrazić sobie, że być może nastąpi punkt zwrotny i dobry nastrój Teda potrwa dłużej.

Chociaż to nie zdarza się nigdy.

Ramię w ramię wychodzą do samochodu.

Dzisiaj przypada trzydziesta rocznica magazynu „Country Flair”. Pełne blasku wydarzenie zorganizowano w sali balowej hotelu Mandarin Oriental, a gośćmi są osobistości prezentowane przez lata w czasopiśmie.

Grace i Ted wiele razy pojawiali się na jego łamach, uchwyceni na zdjęciach podczas imprez towarzyskich i literackich, Ted sfotografowany, gdy udzielał wywiadu na temat najnowszej książki, albo, jak w przypadku jubileuszowego wydania, na okładce, jako uosobienie cech, do których powinien aspirować każdy mieszkaniec wsi.

To prawda, że dom w Sneden’s to piękny przykład odnowionej zabytkowej farmy. Stodoła wypełniona od podłogi do sufitu książkami, gdzie wzdłuż półek stoją rozkładane drabiny, regularnie pojawia się w artykułach na temat wymarzonych gabinetów, a jej zdjęcie jest najczęściej zamieszczaną fotografią na Pintereście.

Jednak to nie tylko przestronny dom, piękny ogród i pokaźna stodoła budziły zainteresowanie. To sami Ted i Grace. Na dodatek ona nieświadomie stała się ikoną stylu, chociaż niechętnie pokazuje się publicznie.

Nigdy nie zwracała szczególnej uwagi na swój swobodny styl: dżinsy, buty firmy L.L. Bean z gumowymi noskami noszone do luźnych, za dużych swetrów i kurtki Barbours pożyczonej od męża, do tego wspaniały wielki pierścionek albo para abstrakcyjnych złotych kolczyków. Stale zaskakują ją komplementy na temat jej garderoby. Nosi proste, wygodne ubrania i nie przywiązuje szczególnej wagi do opinii innych.

Z okładki specjalnego, jubileuszowego, wyjątkowo obszernego wydania Grace i Ted uśmiechają się do czytelników, siedząc na werandzie z widokiem na rzekę. Na ramieniu Grace przysiadł kurczak, ona, śmiejąc się, odchyla głowę, a Ted na nią spogląda. Wyciągnął przed sobą długie nogi w starych dżinsach, na kolanach trzyma jednego jamnika, a pozostałe dwa siedzą u jego stóp. Za nimi widać jabłonie w pełnym rozkwicie, gdyż wydanie planowano od miesięcy i zdjęcie zrobiono wiosną, kiedy dom i ogród wyglądają najpiękniej.

Telefon Grace dzwoni, a ona patrzy na ekran i jej twarz się rozpromienia.

– Clemmie! – woła, podnosząc aparat do ucha. – Kochana córeczka, którą tak rzadko ostatnio słyszymy. Ile pieniędzy tym razem potrzebujesz?

Po drugiej stronie słychać śmiech.

– Mogę podać swoją cenę?

– Tylko ojcu – odpowiada Grace. – Jak wiesz, ze mną ciężko negocjować. Gdzie jesteś?

– W mieszkaniu, szykuję się na superrandkę. Zgadnij, dokąd mnie zabiera.

– Na kolację? Do kina? Na spacer po parku?

– To coś znacznie bardziej eleganckiego. Na galę z okazji trzydziestej rocznicy magazynu „Country Flair”.

– Nie! – Grace nie potrafi ukryć radości. – My też wybieramy się na to wydarzenie. Jesteśmy gośćmi honorowymi!

– Wiem! Ale chłopak, z którym się spotykam, nie ma o tym pojęcia, więc teraz będę musiała mu powiedzieć, kim jestem. Chyba że cały wieczór będę was ignorować. Co jednak, jeśli to właśnie ten jedyny i mi się oświadczy, a potem wpadnie w szał, że zataiłam przed nim potworną prawdę?

Grace zaczyna się śmiać.

– Lubisz go, co?

– Jest apetycznie seksowny w seksownie apetyczny sposób.

Grace wyobraża sobie pełen zachwytu uśmiech córki.

– Nazwisko? Wiek? Widoki na przyszłość?

– Sama się dowiesz za około czterdzieści pięć minut – odpowiada Clemmie. – W skrócie, ma na imię Luke, jest muzykiem, który po godzinach uczy dzieci gry na gitarze, i to nasza pierwsza poważna randka.

– Wybacz, że zadaję oczywiste pytanie, ale co on, u licha, robi na gali „Country Flair”? To mi jakoś nie pasuje.

– Powiedziałam to samo! Okazuje się, że jego matka pracuje w czasopiśmie jako redaktor i zaprosiła go na jubileusz z osobą towarzyszącą. Podobno wypożyczyła nawet dla niego smoking. Widzisz, jak postępuje dobra matka?

– Oddaję ci wszystkie swoje stare ubrania! – broni się Grace.

– I jestem ci za to wdzięczna. Dzisiejszego wieczoru będę miała na sobie jedną z twoich ulubionych sukienek.

– Jedwabną spódnicę z obcisłą górą bez ramiączek, którą podarowałam ci w zeszłym roku? Tę od Yves Saint Laurenta?

– Właśnie tę.

– I jeszcze narzekasz? To zawsze była moja ulubiona kreacja. Nie mam jej na sobie dzisiaj wieczorem tylko dlatego, że moja talia oddaliła się bez zezwolenia, co jest cudownym efektem ubocznym starzenia się.

– Twoja talia ma się dobrze. Jesteś piękna.

– Musisz tak mówić. Jestem twoją matką.

– Już niedługo powiem ci to osobiście. Muszę lecieć. Moje włosy nadal wyglądają okropnie.

– Poczekaj! Jedna ważna sprawa.

Głos Clemmie ponownie brzmi głośno i wyraźnie.

– Tak?

– Upinasz je czy rozpuszczasz?

– Niespodzianka – oznajmia córka i rozłącza się.

Nic tak nie cieszy Grace jak spędzanie czasu z córką, zwłaszcza jeśli spotykają się niespodziewanie, kiedy Clemmie dzwoni, a plany dnia matki i córki pozwalają im na szybki lunch albo atrakcję w postaci wizyty w sklepie Bendel’s.

W ciąży Grace niezmiernie się martwiła, jaką będzie mamą. Jej własna była przerażającą osobą i zupełnie nie przypominała kochających, obecnych, ciepłych rodziców, o których czyta się w książkach. Grace tak bardzo się obawiała, że pójdzie w jej ślady, że przyrzekła sobie, że będzie taką matką, jakiej zawsze pragnęła. Nie brała jednak pod uwagę Teda, który miał tak wiele własnych obowiązków.

Czy będzie w stanie przelać miłość zarówno na Teda, jak i na dziecko? Czy mąż poczuje się urażony, kiedy będzie musiała wykąpać córkę, pójść z nią na spacer przez pola, zabrać na zajęcia dla matek i dzieci, z których wszyscy mężczyźni, nawet wielki Ted Chapman, będą wykluczeni?

Nie miała czym się martwić. Od momentu, gdy Clemmie spojrzała na ojca swymi dużymi niebieskimi oczami, owinęła go sobie wokół małego palca. Była pełna energii, zabawna i uparta i Ted nie traktował jej rozpraszającej obecności jako problemu, ale cieszył się nią.

Clemency – rzeczownik po angielsku oznaczający łaskę, łagodność. Celowo wybrali to imię.

Grace uczyła córkę gotować i ramię w ramię stały przy blacie kuchennym, gdy piekły deser Pawłowej. Clemmie uwielbiała obserwować, jak podczas ubijania białka zmieniają się w jasne, puszyste obłoczki. Grace chciała, by córka pokochała gotowanie, tak jak ona uwielbiała uczyć się od Lydii, ale Clemmie nie była stworzona do sztuki kulinarnej. Nie mogła gotować, gdyż poczuła potrzebę pisania, a to miało miejsce, jak tylko nauczyła się prowadzić długopis po papierze.

Oczywiście, Ted kupił córce notes i posadził ją przy swojej starej maszynie do pisania marki Corona. Dziewczynka naciskała klawisze, przygryzając wargę i opowiadając niekończące się historie, by następnie zabrać kartki papieru i pudełko kredek, usiąść przy własnym małym biureczku w rogu pokoju i zabrać się za ilustrowanie.

– Jest niezła – mawiał z radością Ted, gdy przynosił skończone książki Clemmie i pokazywał je Grace. – Myślę, że możemy mieć w rodzinie kolejnego pisarza.

„Jest dobrą pisarką”, myśli Grace. A nawet lepiej – jest wspaniałą pisarką. Wszystkie drzwi staną przed nią otworem, gdy oznajmi, że jest córką Ted Chapmana, ale ona nigdy nie chciała wykorzystywać nazwiska ani wpływów, by ułatwić sobie wydanie książki, czego Grace nie potrafi zrozumieć.

Clemmie mogła i powinna wydawać powieści. Zamiast tego pracuje dla lokalnej brooklyńskiej gazety i codziennie pisze artykuły, co, jak twierdzi jej ojciec, jest najlepszym treningiem, na jaki pisarz może liczyć. Kiedy redaktor staje nad tobą każdego dnia i wymaga napisania w godzinę tysiąca słów, nie można wykręcić się brakiem inspiracji albo poprosić, by spróbował później, kiedy poczuje się więcej motywacji. W domu, w szafce nocnej Clemmie, leży napisana w trzech czwartych powieść, której nie czytał nikt oprócz Grace, a ona przyrzekła dochować tajemnicy.

Grace nie pochwalała nepotyzmu, ale natychmiast spostrzegła, że praca Clemmie sama się broni. Niechęć córki do wykorzystania „przywilejów dzieci sławnych rodziców” wydaje się Grace bezsensowna, ponieważ pragnie, by córka robiła to, co kocha, a wie, że w redakcji gazety jedynie drepcze w miejscu, podczas gdy jej maszynopis leży bezproduktywnie na dnie szuflady.

Grace zaproponowała pisanie pod pseudonimem, skoro córka tak bardzo nie chce być kojarzona z ojcem, ale Clemmie odmówiła, twierdząc, że czytelnicy zawsze wiedzą, kiedy autor używa pseudonimu, a ponieważ jako dziecko występowała w wielu artykułach o rodzicach, każdy w branży wydawniczej wiedziałby, kim jest, i wieść szybko by się rozeszła.

W świecie gazet nikt nie dba o nazwisko. Clemmie Chapman jest tylko kolejną dziennikarką, próbującą wybić się w branży. Żadne popychanie, prośby ani sugestie matki nie sprawią, że wyjdzie ze strefy komfortu i zrealizuje marzenia.

Samochód wjeżdża na autostradę międzystanową, a Ted sięga do torby po przemówienie. Szpera w niej kilka razy, a potem wzdycha, kładzie teczkę na kolanach i wyciąga całą jej zawartość.

– Gdzie moja przemowa? – Jego głos brzmi niebezpiecznie chłodno. Przerzucając papiery, w znajomy sposób zaciska zęby.

Serce Grace zaczyna mocniej bić, a w uszach pojawia się dudnienie, zwiastujące rosnący lęk.

– Nie widziałam jej – odpowiada spokojnie. – Musi gdzieś tu być.

– Nie ma jej – mówi cicho Ted, niebezpiecznie spokojny, nawet gdy uderza w siedzenie plikiem papierów, na co Grace aż podskakuje.

– Dlaczego nie schowałaś mojego przemówienia do torby? – pyta spokojnie, patrząc na żonę z mrożącym krew w żyłach wyrazem twarzy. Grace celowo utrzymuje łagodny i uspokajający ton głosu, starając się wpłynąć na nastrój Teda. Przeczytała kiedyś, że to wypróbowana metoda uspokajania zagniewanych, ale w jej przypadku nigdy nie zadziałała. Nie przestała jednak próbować.

– Ted, przykro mi, nie wiem, gdzie jest twój tekst. Nic o nim nie wiem.

– Oczywiście, że nie wiesz – oznajmia Ted lekceważącym tonem, przepełnionym pogardą. – Oczywiście, nie pomyślałaś, by to zrobić. – Potrząsa głową, a potem niemal szydzi. – Ellen by na to nie pozwoliła.

„Nie jestem Ellen”, myśli Grace, ale milczy, a z przerażenia kręci jej się w głowie. Żadne jej słowa nie są w stanie uspokoić męża, gdy wpada w taki stan. Grace może powiedzieć, że to nieprawda, że nic nie robi, ponieważ każdą chwilę, której nie spędza w Harmont House, poświęca na pilnowanie, by jej mąż był szczęśliwy. Nie może oznajmić, że jego przemowa i włożenie jej do teczki nie należą do jej obowiązków. Cokolwiek powie, wzmoże gniew męża, więc siedzi z bijącym sercem i modli się, by jego złość szybko minęła.

Zdaje sobie sprawę, że jej lęk ma niewiele wspólnego z Tedem, a więcej z jej dzieciństwem. W obliczu gniewu natychmiast wycofuje się i czuje jak mała dziewczynka, skulona ze strachu, bezradna i zrozpaczona w zetknięciu z furią, której wybuch nie ma z nią nic wspólnego.

Kiedy samochód zatrzymuje się przed hotelem, gdzie czeka tłum reporterów, Ted zachowuje się już spokojnie, a Grace, jak zwykle, za wszelką cenę chce zachować ból i strach dla siebie. „Dzięki Bogu Clemmie będzie na gali”, myśli. Ona zawsze wprawia Teda w dobry nastrój.

Wysiadają z samochodu, Grace bierze męża pod rękę, by zaprezentować się fotografom jako kochająca się para. Nikt się nie domyśla, że przeraża ją mężczyzna stojący u jej boku, że w tym właśnie momencie jest tak bardzo nieszczęśliwa, jak to tylko możliwe.

Grace sunie przez foyer obok Teda, cmoka na powitanie spotkane osoby i uśmiecha się, cmoka i uśmiecha, cały czas rozglądając się po sali w poszukiwaniu Clemmie. Zalewa ją fala ulgi, kiedy Ted odwraca się w jej stronę i całuje w policzek. Uspokoił się. Wszystko jest w porządku.

Na razie.

Deser Pawłowej

(Porcja dla 6-8 osób)

S K Ł A D N I K I 

4 białka jajek w temperaturze pokojowej

100 g cukru pudru

łyżeczka białego octu

½ łyżki mąki kukurydzianej

łyżeczka ekstraktu z wanilii

115 g śmietany kremówki

świeże owoce, np. pokrojone truskawki, maliny, kiwi

łyżka soku z cytryny

Rozgrzać piekarnik do 150°C, a kuchenkę gazową nastawić na poziom 2.

Ubić białka w czystej misce do momentu, aż będą się tworzyły delikatne stożki. Dodawać po łyżce cukier i ubijać, aż piana stanie się błyszcząca i sztywna.

Dosypać mąkę kukurydzianą, wlać ½ łyżeczki ekstraktu z wanilii i ocet i delikatnie wymieszać drewnianą łyżką.

Rozprowadzić masę na bezę w okrągłej formie, natłuszczonej albo wyłożonej papierem do pieczenia. Uformować na środku delikatne zagłębienie.

Piec bezę przez około godzinę i 15 minut, aż nabierze koloru jasnej skorupki jajka.

Wyłączyć piekarnik, ale nie wyjmować bezy! Lekko uchylić drzwiczki i zostawić ciasto do wystygnięcia. Wypiek może popękać.

Przed podaniem wyłożyć bezę na talerz.

Ubić śmietankę z pozostałą ½ łyżeczki wanilii. Rozsmarować ją na wystudzonej bezie i udekorować świeżymi owocami.