Informacja: Serwis ebooky.pl to serwis dla miłośników książek, nie ma tutaj możliwości pobrania ich w nie autoryzowany sposób, wyświetlamy jedynie porównywarkę cen. Nie każda pozycja jest dostępna do zakupienia, jeżeli znalazłeś błąd napisz na adres: kontakt@ebooky.pl. Dokładamy wszelkich starań, aby baza książek była aktualizowana.

Strona główna » Obyczajowe i romanse » Pocałunek w Tokio

Pocałunek w Tokio

4.00 / 5.00

Nie widzisz powyżej porównywarki cenowej? To oznacza, że powyższa publikacja jest niedostępna do kupienia.

Znalazłeś błąd? Skontaktuj się nami.

* - klikając w reklamę zostaniesz przekierowany do zewnętrznej strony. Nie mamy wpływu jak działa i co wyświetla zewnętrzny serwis. Mogą pojawić się nieprzyzwoite lub denerwujące reklamy. Zalecamy korzystanie z markowego antywirusa i wtyczek blokujących niechciane treści. Kliknięcie reklamę nie umożliwia pobrania plików chronionych prawem autorskim.

Zgłoś naruszenie praw autorskich

Kilka słów o książce pt. “Pocałunek w Tokio

Amerykański lekarz wojskowy Avery Flynn został skierowany do bazy w Tokio. Wcześniej stacjonował w różnych szpitalach i zawsze znajdował sobie dziewczynę. Romans się kończył, gdy wyjeżdżał. W bazie Okatu zaprzyjaźnił się z Katsuko. Do tej pory zawsze wystarczało mu towarzystwo kobiet oraz bliskość fizyczna. Ale emocjonalna? Nigdy. Z Katsuko jest inaczej...

Polecane książki

Publikacja zawiera ujednolicony tekst ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług z uwzględnieniem zmian od 1 lipca 2015 r. i 1 stycznia 2016 r....
CO PCHA LUDZI DO EKSTREMALNYCH WYCZYNÓW W SYTUACJACH, KIEDY HONOR I SŁAWASTAJĄ SIĘ WAŻNIEJSZE NIŻ ŻYCIE?   Martin Moltzau jest światowej sławy podróżnikiem i zdobywcą niedostępnych rejonów świata, dwukrotnie okrzykniętym Podróżnikiem Roku. Ma jednak pewien prob...
Brak systemu jakości może odbić się negatywnie na wynikach przedsiębiorstwa. Firmy zmuszone są reagować na potrzeby klienta i tendencje do zmiany użytkowanych produktów i marek - tak wskazują badania. Wprowadzenie norm jakości może wspomóc Twoje przedsiębiorstwo w skutecznym dostosowaniu się do real...
Nicolas szukał siebie, pragnął oszukać przeznaczenie. Zakochany i nieszczęśliwy, czy odnajdzie swoje odbicie we śnie, który okazał się utopijnym - a może jednak realnym niebem? Ale czasem pragnienia nie wystarczą, by odwrócić czas, zatrzymać uczucia. Wrócić tam gdzie pojawia się miłość. Zatracić się...
Zapraszamy do mrocznego świata wykreowanego przez jednego z najpopularniejszych polskich pisarzy grozy, który potrafi wywołać u odbiorcy gęsią skórkę, ale też często zainspirować do głębszych przemyśleń. Zbiór Opowiem ci mroczną historię usatysfakcjonuje zarówno zdeklarowanych miłośników horroru, ja...
Zbiór opowiadań znakomitego pisarza, Stefana Grabińskiego, tworzącego przed drugą wojną światową, specjalizującego się w opowieściach niesamowitych, zwanego polskim Edgarem Allanem Poe. Tom zawiera sześć opowieści grozy, które polecamy do czytania ludziom o mocnych nerwach. I ostrzegamy by ich nie c...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Scarlet Wilson

Scarlet WilsonPocałunek w Tokio

Tłumaczenie:
Iza Kwiatkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Odgłos silnika zmienił się. Avery zsunął kapelusz na tył głowy i wyprostował się w fotelu. Czuł się fatalnie. Bolały go wszystkie mięśnie, nawet te, o posiadaniu których wcześniej nie miał pojęcia. Trudno się dziwić, bo była to trzecia podróż samolotem w ciągu dwunastu godzin. Wykończyłoby to każdego. Na dodatek przed wylotem miał dwudziestoczterogodzinny dyżur.

Nim wyruszył z Utah do Włoch, liczył na kilkudniowy urlop, ale służba w amerykańskich siłach powietrznych bywa nieprzewidywalna.

Rozkaz lotu do Japonii otrzymał nieoczekiwanie, ponieważ kolegę lekarza zmogła tajemnicza choroba. Więc zamiast lądować we Włoszech, teraz spoglądał z góry na linię brzegową Japonii.

Lekkie szarpnięcie sygnalizowało, że pilot wysunął podwozie i zaczyna podchodzić do lądowania. Żołądek podszedł mu do gardła, a siedzący obok żołnierz podsunął mu torebkę z chrupkami. To nie był lot komercyjny, nie było tu stewardes, barku ani posiłków. Lecieli samolotem wojskowym.

Marzył, by znaleźć się już w swoim lokum i się przespać. W tej chwili nie myślał o niczym innym.

Samolot kołował na pasie. Jeszcze kilka minut i się zatrzyma. Żołnierze już sięgali po bagaż, szykując się do opuszczenia pokładu.

Avery wyglądał przez okno, by zorientować się w rozkładzie bazy, w której stacjonowało dziewiętnaście tysięcy żołnierzy. Znajdował się tam również jeden z największych szpitali wojskowych. Zlokalizowana na obrzeżach Tokio baza była ich domem z dala od ojczyzny. Większość personelu mieszkała na jej terenie. Były tam sklepy, kawiarnie, szkoły, kaplice, a nawet pole golfowe. Bazę założono po zakończeniu drugiej wojny światowej.

Gdy wysiadł z samolotu jako ostatni, uderzył go podmuch wilgotnego powietrza.

Przed nim rozpościerała się panorama Tokio. Uśmiechnął się. Tutaj jeszcze nie był.

Stacjonował w różnych miejscach na kuli ziemskiej. Normalnie mało go interesowało, gdzie się znajduje. Europa. Bliski Wschód. Różne bazy w Stanach. Jednak tym razem nie miał pojęcia, co go czeka w Okatu.

Wszedł do głównego hangaru, by dopełnić wymaganych formalności. Westchnął.

Zaburczało mu w brzuchu. Nie ma mowy, by mógł zasnąć. Sensowniej byłoby coś zjeść, a dopiero potem dowiadywać się od oficera dyżurnego, gdzie ma zamieszkać.

Wyszedł z hangaru, zerknął na kartkę, po czym skręcił w lewo. Minął szkołę podstawową, gimnazjum, klub oficerski, punkt informacyjny, kilka sklepów oraz bibliotekę. Dopiero piętnaście minut później ujrzał budynek szpitala.

To tu. William Bates Memorial Hospital nazwany na cześć bohatera pierwszej wojny światowej. Sto pięćdziesiąt łóżek, SOR, cztery sale operacyjne, oddział położniczy, oiom dla noworodków, oddziały internistyczny, chirurgiczny oraz psychiatryczny. Podobały mu się takie szpitale, bo większość lekarzy wolała pracować na oddziałach specjalistycznych. Ale nie on. Lubił różnorodność.

Skierował kroki do głównego wejścia, ale w połowie drogi zmienił zdanie i ruszył w kierunku SOR. Nie zaszkodzi zorientować się w terenie.

Ledwie otworzył drzwi, rozległo się wycie syreny. Rozejrzał się. W recepcji było pusto. Gdzie się wszyscy podziali?

Ruszył korytarzem. Oddział ratunkowy wyglądał tak samo jak dziesiątki takich oddziałów na świecie. Kabiny z zasłonami, kilka gabinetów, ambulatorium oraz sala, przed którą stało kilkanaście osób. Reanimacja, najważniejsze miejsce na oddziale ratunkowym. Właśnie mijał go sanitariusz z wózkiem.

– Pracujesz tu? – zapytał.

Avery pokazał swój identyfikator.

– Od jutra. Kapitan Avery Flynn. Jestem lekarzem. – Odetchnął z ulgą, gdy mężczyzna odezwał się po angielsku. Brak znajomości japońskiego może okazać się problemem, bo większość baz wojskowych służy nie tylko swoim ludziom, ale i miejscowym.

– Nie czas na prezentacje. – Mężczyzna kiwnął głową. – Spodziewamy się siódemki. – Oddalił się pospiesznie.

Siódemka, co to znaczy? – zastanawiał się Avery.

– Auu! – W ostatniej chwili wyciągnął przed siebie ramiona, by zamortyzować upadek.

– Z drogi!

Widział tylko stopy, dużo stóp stłoczonych w sali reanimacyjnej. Podniósł się, po czym zrzucił plecak. Jest potrzebny.

Ktoś chwycił go za ramię. Pielęgniarz.

– Aaa, ty jesteś ten nowy – stwierdził z uśmiechem. – Już podglądasz pielęgniarki?

Avery pokazał identyfikator.

– Jak to…? Kto to był?

– Faiyakuraka. – Mężczyzna nie przestawał się uśmiechać.

– Słucham?

Pielęgniarz poklepał go po ramieniu.

– To po japońsku petarda. Ale pozwala tak się nazywać tylko dobrym znajomym. Dla ciebie to Katsuko. – Potrząsnął głową. – Bezpieczniej, pani porucznik Williams. Masz okazję pokazać, do czego się nadajesz. – Z tymi słowami zmieszał się z grupą ludzi przed nimi.

Trudno było się zorientować, kto jest kim, bo zamiast mundurów wszyscy mieli na sobie zielone stroje. Kto tu jest pielęgniarzem, lekarzem, czy technikiem?

– Drogi oddechowe!

Avery się przepychał.

– Ja to zrobię. – Zebrani się rozstąpili.

Kobieta, która powaliła go na ziemię, pochylała się nad pacjentem. Gdy rzuciła mu spojrzenie spod półprzymkniętych powiek, po raz pierwszy zobaczył tak ciemnobrązowe oczy.

– Kim ty jesteś?

Krew, dużo krwi. Cała klatka piersiowa dziecka we krwi. Nareszcie pojął, skąd to zamieszanie.

Wystarczył rzut oka na głęboką ranę w piersi chłopca, by wszystko stało się jasne. Podszedł do stołu, lekko ją odpychając, ale nie ruszyła się z miejsca.

– Kim jesteś? – warknęła.

Wysunął pierwszą szufladę wózka, gdzie znalazł to, czego potrzebował.

– Mamy miejsce wkłucia kroplówki? – zwrócił się do pielęgniarki po lewej stronie.

– Ledwie, ledwie.

Drobna dłoń zacisnęła palce na jego ręce. Odwrócił się, by stanąć oko w oko z kobietą, która go powaliła na ziemię. Odezwała się tak cicho, że nikt jej nie słyszał.

– Nie mam zamiaru powtarzać pytania. – Ścisnęła mu dłoń niczym kowadło. – Połamię ci palce.

Podsunął jej identyfikator.

– Pozwól mi pracować. Mamy jeszcze pół roku, żeby się sprzeczać.

Była drobnej budowy, miała japońskie rysy, ale nieco ciemniejszą karnację. I równo przycięte włosy. Bardzo praktyczne w przypadku pielęgniarki. Na tyle krótkie, by nie dotykać kołnierzyka, ale nie aż tak długie, by trzeba było je codziennie wiązać.

Było w niej coś, co zmuszało do posłuszeństwa, mimo że w tej sali nie była najwyższa rangą. Nie miała nawet trzydziestu lat.

Wszyscy odnosili się do niej z szacunkiem i to mu się podobało. Oraz jej bezpośredniość i umiejętności.

Zerknęła na jego identyfikator, po czym bez słowa się odwróciła i zaczęła wydawać polecenia.

– Kroplówka! – Popatrzyła na rurkę intubacyjną w ręce koleżanki. – Mniejsza.

Super. Pielęgniarka, z jaką mógłby pracować. Wojskowe pielęgniarki i personel zawsze mają wysokie kwalifikacje, ale jemu najlepiej pracowało się z tymi, którzy potrafili myśleć kilka kroków do przodu i nie bali się mówić, co myślą. Czuł, że ta Katsuko zawsze mówi, co myśli.

Starał się odseparować od panującego wokół zamieszania. Tuż obok przy łóżku pracował drugi zespół. Masaż serca.

– Nie ma tu więcej lekarzy?

– Dwóch oczekuje na pacjenta na lądowisku dla śmigłowców. A Blake nie odejdzie od tego chłopca obok, dopóki nie zrobi wszystkiego, co się da.

Blake Anderson, człowiek, któremu miał się zameldować następnego dnia, walczył tuż obok o życie drugiego chłopca. Nie czas mu się przedstawiać. Gdy się nie skupi na swoim pacjencie, może doprowadzić do sytuacji, w której będzie zmuszony i jego reanimować.

Stan pacjenta się pogarszał. Tuż obok stała pielęgniarka ze środkami do kroplówki, czekając na polecenia. Podali je błyskawicznie. Środek przeciwbólowy, środek znieczulający, sterydy dla zmniejszenia obrzęku, żeby umożliwić intubację. To najważniejsze.

Pielęgniarka wkłuła się w zgięcie łokcia chłopca.

– Rurka. – Avery wyciągnął po nią dłoń. – Wiadomo, jak mu na imię?

– Mahito. – Pielęgniarka zwana Petardą obserwowała każdy jego ruch.

– Mahito, dostałeś środek przeciwbólowy oraz taki, który pozwoli ci się rozluźnić. Muszę włożyć ci do gardła rurkę. Nie bój się, jesteś w dobrych rękach. – Nieważne, że chłopiec nie rozumiał po angielsku.

Avery robił to już setki razy.

Odczekał, aż Katsuko przetłumaczy jego słowa. Chłopiec powoli odpływał i zapewne już nie był świadomy, co go czeka. To dobrze.

– Trzeba go przewieźć na blok operacyjny – powiedział, zabezpieczywszy drogi oddechowe małego pacjenta. – Możemy go prześwietlić?

Na czoło wysunęła się kobieta w niebieskiej tunice, popychając wózek z przenośnym aparatem rentgenowskim. Czekała. Jak w większości szpitali wojskowych, tak i tutaj oddział ratunkowy dysponował technikami radiologicznymi. Nim się zorientował, nałożyła mu ciężki fartuch ołowiany, a cześć personelu odsunęła się od łóżka.

– Gotowe. – Spojrzała na niego pytająco.

– Nazywam się Avery Flynn. Oficjalnie pracuję tu od jutra.

Przytaknęła.

– Za kilka minut będziesz miał zdjęcie.

– Czy ktoś może mi powiedzieć, co się stało? – zapytał. Nie spuszczał wzroku z kolegów pochylonych nad drugim dzieckiem na sąsiednim wózku oraz prostej linii na monitorze.

– Jakiś wybuch. Mnóstwo ran penetrujących. Chłopcy bawili się nieopodal fabryki, czekając, aż rodzice skończą zmianę.

– Generał Williams! – rozległo się od wejścia.

Za mężczyzną stały trzy wyraźnie zdenerwowane osoby. Avery się zdumiał, ponieważ jeszcze nie widział generała na SOR-ze. Generał był po pięćdziesiątce, potężnie zbudowany i otaczała go niesamowita aura. Nie z powodu rangi. Co go tu sprowadza? W takich bazach generałowie zazwyczaj chcieli być poinformowani o różnych wypadkach, ale żeby fatygować się na SOR?

Blake, nie przerywając reanimacji, spojrzał na niego. Generał zaś nie spuszczał z niego wzroku.

– Zameldowano mi o wybuchu. Potrzebujecie wsparcia?

Blake pracował bez chwili wytchnienia. Spojrzeniem wskazał na Avery’ego, ale generała to nie interesowało.

– Mam wszelką pomoc. Zawiadomię pana, gdyby coś się zmieniło.

– Za kilka godzin oczekuję informacji.

– Tak jest. – Blake kiwnął głową, jednocześnie przykładając łyżki defibrylatora do piersi chłopca.

Avery wstrzymał oddech. Generał tymczasem skierował się do wyjścia, omiatając go wzrokiem. A może mu się wydawało?

Dwie sekundy później generała już nie było. Avery rozejrzał się. Hałas się wzmagał. Katsuko nie przerywała wentylacji, ale wpatrywała się w drzwi.

To na nią patrzył generał, nie na Blake’a? Co jest grane?

– Dwie sale operacyjne otwarte! – zawołał od drzwi pielęgniarz, którego spotkał wcześniej. – W pierwszej jest pacjent ze śmigłowca, do drugiej jedzie ten chłopak.

Nagle usłyszeli ciche piknięcie sprzętu monitorującego drugiego pacjenta. Nareszcie.

Blake odetchnął z ulgą.

– Operacja konieczna? – zapytał Avery zgodnie z obowiązującymi procedurami.

Blake potrząsnął głową.

– Nie. Przewieziemy go na oiom pediatryczny. – Ściągnął brwi. – Pomóc ci?

– Macie chirurga?

Blake przytaknął.

– Wobec tego niczego więcej mi nie trzeba – odparł Avery, po czym zwrócił się do zespołu. – Podkręćcie kroplówkę i monitorujcie ciśnienie.

W drzwiach stanęła nowa pielęgniarka.

– Mamy cztery osoby z wypadku, dwa przypadki pediatryczne, dwoje dorosłych plus dziesiątka lekko rannych.

Avery spojrzał na swoją zakrwawioną koszulę. Przydałoby się przebrać. Wróciła technik radiolog, żeby umieścić zdjęcia na przeglądarce. Nie trzeba było geniusza, by stwierdzić, co się stało. Obustronna niedodma. Upośledzony przepływ tlenu w wyniku obrażeń. Gdyby nie miał wyboru, zdecydowałby się założyć dreny, ale to mogłoby się okazać zawodne, zważywszy na tkwiący w klatce piersiowej ostry przedmiot. Jednak tutaj ma do dyspozycji salę operacyjną i chirurga.

– Jedziemy. Te płuca nie zaczną pracować, dopóki nie usuniemy oszczepu. Niech ktoś mi pokaże drogę na blok.

– Jedziemy! – zawołała Katsuko.

Przy tak drobnej sylwetce miała wyjątkowo donośny głos. W sali zapanowała krzątanina: zdjęto ze ścian monitory, wsunięto pod wózek pojemniki z tlenem, okryto pacjenta pledem. Avery go obserwował, ale w pewnej chwili podniósł wzrok. Wszystkie oczy były skierowane na niego.

Doświadczył tego wiele razy. Ci ludzie go nie znają, a on w dramatycznej sytuacji wtargnął na SOR, tylko machnąwszy identyfikatorem.

Od tego momentu oczekiwano od niego tylko tego, by wykonał swoje zadanie. Na początku nieco peszył go chaos, ale szybko nabrał pewności, że wszyscy wiedzą, co do nich należy, a adrenalina i wiek pacjenta zrobiły swoje.

– Gotowi? – Osiem głów przytaknęło. – Więc jedźmy.

Pospiesznie przemieszczali się korytarzem. Na szczęście blok operacyjny znajdował się na tym samym piętrze. Na miejscu podszedł do nich chirurg. Nawet nie okazał, że Avery’ego widzi po raz pierwszy.

Avery wręczył mu zdjęcia.

– Wybuch w pobliskiej fabryce – wyjaśnił. – A to jest Mahito. Nie wiem, ile ma lat. Rana penetrująca klatki piersiowej, obustronna niedodma, intubowany, ale parametry kiepskie, ciśnienie siedemdziesiąt na czterdzieści pięć. – Ściągnął brwi. – Nie miałem czasu założyć drenów.

– Rozumiem. Zajmiemy się tym.

Otoczył ich zespół w strojach operacyjnych, a jedna z pielęgniarek przejęła worek ambu od Katsuko, która odsunęła się błyskawicznie, po raz pierwszy komuś ustępując.

Wózek z pacjentem pojechał dalej pod dyktando chirurga. Od tej chwili ktoś inny wziął na siebie odpowiedzialność za Mahito.

Avery patrzył na swoje zakrwawione dłonie, reszta personelu wycofała się z bloku.

Katsuko z dezaprobatą patrzyła na jego ręce.

– Jeżeli jeszcze raz wejdziesz na mój SOR, uprzednio nie myjąc rąk i nie nakładając rękawiczek, postaram się, żebyś tego pożałował.

Jej akcent był dziwny, po części japoński, po części angielski, ale angielszczyzna była bez zarzutu.

– A jeśli chodzi o to… – Zerwała mu z głowy kapelusz. Kompletnie o nim zapomniał. – Masz się za Indianę Jonesa?

– Miło cię poznać – odparł ze śmiechem. – Ale kto powiedział, że to jest twój SOR? – Spojrzał ponad jej ramieniem. – Miałem w planach uczynić go swoim.

Błysk w jej oczach świadczył, że potraktowała to jak wyzwanie.

Wcześniej priorytetem był Mahito, teraz słyszeli tylko skrzypienie drzwi wahadłowych.

Szacowała go wzrokiem. Zdał egzamin? Jak wysoko Petarda ustawia poprzeczkę? Nie mógł się nie uśmiechnąć, czując, że między nimi zaiskrzyło.

Oraz że jej ciemne oczy wróżą kłopoty. Nawet jeszcze się nie przedstawili, a on uznał, że po raz pierwszy w życiu ma do czynienia z tak piękną kobietą. Mimo niskiego wzrostu miała krągłości we właściwych miejscach. Jedno było pewne – gdyby była dwadzieścia centymetrów wyższa, mogłaby być modelką. Dziwna sprawa, bo nagle zapomniał, że woli blondynki z długimi nogami.

Splotła ramiona na piersi, przeszywając go wzrokiem, jakby wiedziała, o czym pomyślał.

Oddała mu kapelusz, po czym po prostu się oddaliła.

Ruszył za nią w stronę najbliższej umywalki. Nim ochłonął, odezwała się syrena alarmowa, a po chwili od strony rampy dla karetek wjechał wózek. Tym razem pacjentem był dorosły. Blady i z trudem chwytający powietrze.

Katsuko tłumaczyła meldunki japońskich ratowników.

– Trzydzieści pięć lat, poszkodowany w wybuchu w tej samej fabryce. Widoczne zasinienia na piersi. Nie ma ran penetrujących. Podejrzenie pęknięcia żeber. Niska saturacja tlenem. Zgłasza ból w klatce piersiowej i że serce mu trzepocze. Podejrzenie odmy opłucnowej. – Przygryzła wargę. – Najpierw chłopak, potem dorosły.

Jakby czytała w jego myślach. Dwa przypadki odmy, ale wymagające różnego podejścia.

Pod ich nieobecność personel uprzątnął salę, więc oba stanowiska były już przygotowane. Avery sięgnął po różowy stetoskop na szyi Katsuko.

– Ej!

– To konieczność, bo nie miałem kiedy poszukać swojego.

Uważnie osłuchał pacjenta.

– Posadźcie go, żebym mógł obejrzeć plecy.

Żadnych ran, za to przesunięcie tchawicy oczywiste. Przyczyną odmy mogło być pęknięte żebro. Odma nie zagraża życiu, chyba że przez ucisk żyły głównej ogranicza dostęp krwi do serca, upośledzając jego pracę. I właśnie z tym mieli do czynienia.

Katsuko przez chwilę przemawiała półgłosem do pacjenta, po czym rzuciła Avery’emu przyzwalające spojrzenie.

– Tlen.

Personel zareagował błyskawicznie.

– Jego dane?

Jeden z asystentów wyjął z kieszeni mężczyzny portfel.

– Akio Yamada.

Avery pochylił się nad pacjentem, który zaciskając powieki, walczył z bólem.

– Akio, jestem lekarzem. Postaram się panu ułatwić oddychanie, ale będzie to trochę bolało.

To prawda, mimo to przynosiło natychmiastową ulgę. Niemal w tej samej chwili, gdy ciśnienie spada, a powietrze może już dostać się do płuc, pacjent odzyskuje swobodę oddychania. Katsuko dała Avery’emu znak, że już przetłumaczyła. Podczas zabiegu w sali panowała absolutna cisza, aż w końcu Avery ściągnął rękawiczki.

– Proszę go monitorować przez kilka godzin i wykonać prześwietlenie płuc.

Gdy mężczyzna otworzył oczy, Avery położył mu rękę na ramieniu.

– Teraz powinien poczuć się pan znacznie lepiej. Proszę odpoczywać.

Katsuko ponownie wzięła na siebie rolę tłumacza. Przynajmniej na to liczył. Gdyby powiedziała mężczyźnie cokolwiek innego, też by się nie zorientował. Było to trochę frustrujące. Gdy dowiedział się, że zostanie przerzucony do Włoch i Portugalii, nauczył się kilku słów i fraz przydatnych w szpitalnych sytuacjach. Teraz będzie zmuszony pouczyć się japońskiego.

– Panie doktorze… – W drzwiach stała rejestratorka. – Potrzebuję od pana sprawozdania na temat tych dwóch pacjentów i wykazu zamówionych leków. – Zawahała się. – Ponieważ jeszcze nie jest pan oficjalnie na dyżurze, potrzebny będzie podpis drugiego lekarza.

– Nie ma sprawy. – Odniósł wrażenie, że odetchnęła z ulgą. Naprawdę się obawiała, że poczuje się urażony?

Do sali wrócił ciemnoskóry pielęgniarz, którego spotkał wcześniej. Tym razem wyciągnął do niego dłoń.

– Frank Kelly – przedstawił się. – Miło cię poznać. – Mimo że Avery miał blisko metr dziewięćdziesiąt wzrostu, Frank przewyższał go o głowę, a atletyczną posturą przypominał zapaśnika. – Katsuko, przejmuję tego pacjenta. Pozostali dwaj dorośli mają złamania, pierwszy kości udowej, drugi kości ramiennej i zwichnięty bark. Weźmiesz ich? Katia ocenia urazy lżej poszkodowanych.

Katsuko milczała niezdecydowana. Czy ona zawsze musi wszystkim dyrygować?

Żeby ukryć uśmiech, pochylił się nad pacjentem.

– Wypiszę zlecenie na środek przeciwbólowy i skierowanie na prześwietlenie. Ciebie, Frank, poproszę, żebyś co dziesięć minut sprawdzał jego parametry.

Pielęgniarz przytaknął, a on odwrócił spojrzenie na Katsuko, która umyła ręce, po czym wyszła z sali. Frank wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Miej się na baczności. Ona gryzie.

Profesjonalizm nakazywał udać, że nie ma pojęcia, o co Frankowi chodzi, ale nikt by tego nie kupił, a poza tym zwyciężyła ciekawość.

– Jak mam to rozumieć?

Frank wzruszył ramionami, zakładając pacjentowi mankiet ciśnieniomierza. Śmiał się.

– Frank…?

– Nie zapominaj, kim jest jej ojciec.

– Jak to? Kto jest jej ojcem?

– Generał Donald Williams. Nasz dowódca.

Ups. Dobrze, że Katsuko była już poza zasięgiem głosu. To dlatego tak się jej przyglądał. Ważna szycha, znany z surowości, dowodził bazą od ponad dziesięciu lat.

Katsuko wcale nie była do niego podobna.

– Williams jest jej ojcem?

– Owszem. Bądź ostrożny – dodał z błyskiem w oku – bo on też jest niebezpieczny. Zwłaszcza dla tych, którzy się gapią na jego córkę tak jak ty.

Tytuł oryginału: One Kiss in Tokyo…

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Scarlet Wilson

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Medical są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3188-6

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o.