Strona główna » Poradniki » Rób to, do czego jesteś stworzony

Rób to, do czego jesteś stworzony

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-62304-93-6

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Rób to, do czego jesteś stworzony

Ta książka wprowadza pojęcie typu osobowości i pozwala rozpoznać własny. Wykorzystując ćwiczenia i konkretne strategie poszukiwania pracy, wymienia zawody popularne dla danego typu osobowości. Autorzy zapewniają rozsądne porady zawodowe, naświetlają mocne strony oraz pułapki każdego typu osobowości. Jeżeli niedawno ukończyłeś szkołę, szukasz pracy lub chcesz ją zmienić, to ten praktyczny poradnik pomoże Ci odkryć karierę właściwą dla siebie.

Polecane książki

Powrót do przeszłości.Niezapomniana lekcja historii. Humor i nieoczekiwane zwroty akcji.Aerte, student gajańskiej Akademii Kosmicznej zostaje wybrany do szczególnego lotu szkoleniowego. Niezwykle rozwinięta cywilizacja na Gai dysponuje technologią podróży w czasie i przestrzeni....
Pracujący w kanadyjskiej policji Derek zostaje zawieszony za tragiczne w skutkach niedopilnowanie obowiązków podczas aresztowania podejrzanego. W oczekiwaniu na rozstrzygnięcie śledztwa pogrąża się w depresji. Ratunkiem dla niego ma być samotny wyjazd na kanadyjską wyspę, dokąd zostaje oddelegow...
Dzięki tej publikacji prawidłowo wprowadzisz środek trwały do ewidencji oraz wybierzesz najkorzystniejszą dla swojej firmy metodę oraz stawkę jego amortyzacji. Dowiesz się, co należy zaliczyć do jego wartości początkowej, a co można wpisać bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodu. Na przykladach ...
Pierwsza polska seria political fiction! Marszałek sejmu, Daria Seyda, budzi się w pokoju hotelowym, nie pamiętając, jak się w nim znalazła ani co się z nią działo przez ostatnich dziesięć godzin. Jest przekonana, że stała się ofiarą manipulacji, ale nie wie, kto ani dlaczego może za nią stać. T...
Kontynuacja historii szalonej i kontrowersyjnej miłości Rebeki i Sedricka. Cudowne wakacje Reb i Seda dobiegają końca. Czy powrót do rzeczywistości okaże się równie bolesny jak to, że Rebeka będzie musiała przetrwać rozstanie z ukochanym? Czy niedaleka przeszłość i wspomnienia z dzieciństwa nie b...
Poradnik, w którym znajdziesz najnowsze informacje dotyczące zasad zdrowego, długiego życia, a także cenne informacje świadczące o tym, że jedzenie jest lekarstwem przy zachowaniu odpowiednich reguł. Autorzy piszą, co jest źródłem poszczególnych witamin, białka, tłuszczów, węglowodanów, błonnika pok...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Barbara Barron Tieger i Paul D. Tieger

Ty­tuł ory­gi­na­łu:

DO WHAT YOU ARE

Prze­kład

Ewa Czer­wiń­ska

Pro­jekt okład­ki

Ma­rek Za­dwor­ny

Re­dak­tor

Ita Tu­ro­wicz

Re­dak­tor tech­nicz­ny

Ma­rzen­na Kie­drow­ska

Co­py­ri­ght © 1995 by Paul D. Tie­ger and Bar­ba­ra Bar­ron-Tie­ger

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

War­sza­wa 1999, 2005, 2010

Wszel­kie pra­wa, włącz­nie z pra­wem do re­pro­duk­cji tek­stów i ilu­stra­cji w ca­ło­ści lub w czę­ści, w ja­kiej­kol­wiek for­mie – za­strze­żo­ne.

Wszel­kich in­for­ma­cji udzie­la:

Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

ul. Kró­lo­wej Al­do­ny 6, 03-928 War­sza­wa

tel./fax 22 628 08 38, 616 00 67

wy­daw­nic­two@stu­dio­em­ka.com.pl

www.stu­dio­em­ka.com.pl

ISBN 978-83-85881-15-5

Skład i ła­ma­nie: Red-Kom

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Da­nie­lo­wi Hay­de­no­wi i Kel­ly Eli­za­beth

– oby każ­de z Was za­wsze było tym, kim jest

i ro­bi­ło to, za czym prze­pa­da.

De­dy­ku­je­my na­szym Ro­dzi­com.

Re­ak­cje za­do­wo­lo­nych czy­tel­ni­ków

To naj­lep­szy na ryn­ku po­rad­nik za­wo­do­wy! Prze­czy­ta­łam spo­ro ksią­żek na te­mat wy­bo­ru ka­rie­ry, ale ta jest naj­bar­dziej po­moc­na.

Ka­thy Han­ce, De­aver, Wy­oming

To cu­dow­na książ­ka. Nie tyl­ko uzna­łam pro­po­zy­cje ka­rier za atrak­cyj­ne, ale też mo­głam po­znać wa­run­ki ko­niecz­ne, by pra­ca przy­no­si­ła mi za­do­wo­le­nie. Dzię­ku­ję. Dzię­ku­ję. Dzię­ku­ję.

Se­re­na Mit­chell, Don Mills, On­ta­rio

To bar­dzo uży­tecz­na książ­ka. Uła­twi­ła mi nowe, głę­bo­kie zro­zu­mie­nie sie­bie sa­mej i tego, copo­win­nam ro­bić. Po­le­cam ją każ­de­mu, kto za­sta­na­wia się, kim zo­stać, gdy do­ro­śnie.

Ka­thy Hen­ce, Gro­ve­land, Ka­li­for­nia

Ta książ­ka od­mie­ni­ła moje ży­cie! Po­mo­gła mi zna­leźć cał­kiem nową pra­cę w dzie­dzi­nie po­li­ty­ki per­so­nal­nej. Nie tyl­ko umoż­li­wi­ła mi zmia­nę za­wo­du – słu­ży mi na co dzień, bym mógł in­nym lu­dziom uła­twiać po­szu­ki­wa­nia ide­al­nej ka­rie­ry za­wo­do­wej. Dzię­ku­ję!

Gary Gard­ner, pre­zes M&M Per­son­nel and Pro Pla­ce­ment, Cle­vland, Ohio

Po­rad­nik ten ujaw­nił moż­li­wo­ści… któ­rych w od­nie­sie­niu do sie­bie na­wet nie ocze­ki­wa­łem. To ostat­ni (a może naj­waż­niej­szy) frag­ment ukła­dan­ki… ja­kie­go mi bra­ko­wa­ło do peł­nej sa­tys­fak­cji za­wo­do­wej.

Don Gho­stlaw. Wind­sor, Con­nec­ti­cut

Czy­ta­jąc tę książ­kę, zna­la­złam ogrom­ną sa­tys­fak­cję i wni­kli­we zro­zu­mie­nie wie­lu spraw.

Su­san Nick­barg, Ma­di­son, New Jer­sey

Ten prze­wod­nik po­ma­ga lu­dziom efek­tyw­nie wy­ko­rzy­sty­wać swój typ oso­bo­wo­ści przy do­ko­ny­wa­niu wy­bo­rów w ży­ciu za­wo­do­wym i pro­wa­dze­niu po­szu­ki­wań pra­cy. Po­zy­tyw­ny, bu­du­ją­cy spo­sób przed­sta­wie­nia in­for­ma­cji po­zwa­la być dum­nym ze swych za­let i my­śleć o twór­czych spo­so­bach ra­dze­nia so­bie z moż­li­wy­mi pu­łap­ka­mi Dzię­ku­ję za tę wspa­nia­łą książ­kę.

Frie­da Flint, The Pri­va­te In­du­stry Co­un­cil, Por­t­land, Ore­gon

To nie­oce­nio­ne na­rzę­dzie dla każ­de­go, kto po­waż­nie in­te­re­su­je się ba­da­niem moż­li­wo­ści ka­rie­ry za­wo­do­wej. Po­le­ca­łem ją wie­lu przy­ja­cio­łom i współ­pra­cow­ni­kom. Mój eg­zem­plarz ma ośle uszy z po­wo­du wie­lo­krot­ne­go czy­ta­nia.

Paul Faulk­ner, Wind­sor Locks, Con­nec­ti­cut

Po­dzię­ko­wa­nia

Do­słow­nie ty­siąc­om lu­dzi mo­gli­by­śmy dzię­ko­wać za uła­twie­nie nam zro­zu­mie­nia róż­nych ty­pów oso­bo­wo­ści. Za­cznij­my od se­tek klien­tów, z któ­ry­mi pra­co­wa­li­śmy przez lata, od ty­się­cy za­wo­do­wych do­rad­ców oraz in­nych uczest­ni­ków warsz­ta­tów, któ­rzy dzie­ląc się swy­mi opo­wie­ścia­mi i do­świad­cze­nia­mi, tak wie­le nas na­uczy­li.

Pra­gnie­my też po­dzię­ko­wać przy­ja­cio­łom za skie­ro­wa­nie nas do tak wie­lu fa­scy­nu­ją­cych i uta­len­to­wa­nych lu­dzi, z któ­ry­mi mo­gli­śmy prze­pro­wa­dzić wy­wia­dy. Każ­dej oso­bie, któ­rej pro­fil oso­bo­wo­ści opi­sa­li­śmy w tej książ­ce, i wie­lu in­nym, któ­rych wkład przy­czy­nił się do koń­co­we­go pro­duk­tu, je­ste­śmy nie­zmier­nie wdzięcz­ni za hoj­ny dar cza­su, do­świad­cze­nia i wni­kli­we­go zro­zu­mie­nia. Do­szli­śmy do źró­deł; uczy­li nas naj­lep­si – praw­dzi­wi eks­per­ci – o wła­snych po­trze­bach za­wo­do­wych i kry­te­riach praw­dzi­wej sa­tys­fak­cji. Po­zna­nie tych lu­dzi i moż­li­wość za­miesz­cze­nia ich hi­sto­rii w na­szej książ­ce – to wiel­ka przy­jem­ność i przy­wi­lej.

Czer­pa­li­śmy wie­dzę od wie­lu uzna­nych na­uczy­cie­li i wspól­nie pro­wa­dzi­li­śmy ba­da­nia. Szcze­gól­nie wdzięcz­ni je­ste­śmy Mary McCaul­ley i Gor­do­no­wi Law­ren­ce’owi, któ­rzy za­zna­ja­mia­li nas z po­ję­ciem typu oso­bo­wo­ści, oraz Teny’emu Du­ni­ho, któ­ry ogrom­nie po­sze­rzył na­sze zro­zu­mie­nie.

Dzię­ku­je­my Nel­lie Sa­bin za nie­oce­nio­ny wkład w koń­co­wą ja­kość książ­ki. Jej twór­cza ener­gia, wie­le wspa­nia­łych po­my­słów, pro­wo­ku­ją­cych py­tań oraz po­moc or­ga­ni­za­cyj­na uczy­ni­ły z tej książ­ki znacz­nie lep­szy, bar­dziej po­moc­ny po­rad­nik.

Dzię­ku­je­my na­szej re­dak­tor­ce, Kit Ward, za sta­łe wspar­cie, za­chę­tę i en­tu­zjazm od po­cząt­ku pro­jek­tu. Do­ce­nia­my jej tro­skę, uwa­gę, zro­zu­mie­nie, wi­zję i do­bry hu­mor.

Szcze­gól­ny dług wdzięcz­no­ści od­czu­wa­my wo­bec ro­dzi­ny i przy­ja­ciół, któ­rzy po­zwo­li­li nam przez ostat­nich dzie­sięć lat eks­pe­ry­men­to­wać na so­bie i po­zna­wać w ten spo­sób róż­ne typy oso­bo­wo­ści. Ce­ni­my so­bie to nad­zwy­czaj­ne wspar­cie, cier­pli­wość i za­chę­tę, któ­rych do­świad­cza­li­śmy zwłasz­cza przez ostat­nie trzy lata.

Na po­czą­tek

Kie­dy po­zna­je­my ko­goś no­we­go, za­zwy­czaj do pierw­szych py­tań na­le­ży: „Gdzie pan pra­cu­je? Kim pan jest?”. I pada od­po­wiedź: „Je­stem księ­go­wym” albo „Je­stem me­cha­ni­kiem”, czy też „Je­stem pro­du­cen­tem te­le­wi­zyj­nym”… Po­świę­ca­my tak wie­le na­sze­go ak­tyw­ne­go ży­cia pra­cy, że za­ję­cie sta­je się rze­czy­wi­ście jak­by od­bi­ciem na­szej toż­sa­mo­ści. Sta­je­my się tym, co ro­bi­my.

Po wie­lu la­tach do­radz­twa za­wo­do­we­go i szko­le­nia ty­się­cy pro­fe­sjo­na­li­stów od­kry­li­śmy, że ist­nie­je lep­szy spo­sób po­dej­ścia do spra­wy za­ra­bia­nia na ży­cie. Za­miast okre­ślać sie­bie po­przez wy­ko­ny­wa­ny za­wód, za­chę­ca­my cię do cze­goś prze­ciw­ne­go: zna­le­zie­nia pra­cy, któ­ra ci od­po­wia­da i ro­bie­nia tego, do cze­go je­steś stwo­rzo­ny. Mo­żesz – i po­wi­nie­neś – wieść ka­rie­rę za­wo­do­wą, któ­rą ko­chasz, a ta­jem­ni­ca za­do­wo­le­nia z pra­cy tkwi w tym, co w spo­sób na­tu­ral­ny naj­bar­dziej lu­bisz. Roz­szy­fro­wa­nie tej za­gad­ki może być trud­niej­sze niż się wy­da­je i dla­te­go na­pi­sa­li­śmy książ­kę.

Na te­mat pla­no­wa­nia ka­rie­ry za­wo­do­wej po­ja­wi­ło się mnó­stwo ty­tu­łów. Mamy na­dzie­ję, że na­sza książ­ka wszyst­kie inne uczy­ni prze­sta­rza­ły­mi. Od­kry­li­śmy na­uko­wy, prak­tycz­nie udo­wod­nio­ny spo­sób po­mo­cy w okre­śle­niu naj­lep­szej ka­rie­ry za­wo­do­wej i po­zo­sta­niu na tej dro­dze wraz ze wzro­stem do­świad­cze­nia i zmia­ną sta­no­wisk. Za­po­zna­my cię z po­ję­ciem typu oso­bo­wo­ści i po­ka­że­my, w jaki spo­sób jego zro­zu­mie­nie może zmie­nić two­je ży­cie, po­ma­ga­jąc ci do­brze wy­brać i od­nieść suk­ces w sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej cię pra­cy.

Tak, mó­wi­my do cie­bie

Za­kła­da­my, że wy­bra­łeś tę książ­kę, po­nie­waż znaj­du­jesz się w punk­cie zwrot­nym ka­rie­ry za­wo­do­wej. Może je­steś stu­den­tem, któ­ry wła­śnie ma wy­brać tę pierw­szą, waż­ną pra­cę, albo wra­casz na ry­nek za­trud­nie­nia po prze­rwie i za­sta­na­wiasz się nad moż­li­wo­ścia­mi wy­bo­ru. Może je­steś nie­za­do­wo­lo­ny ze swo­je­go za­ję­cia i są­dzisz, że musi ist­nieć ja­kaś lep­sza al­ter­na­ty­wa. A może wła­śnie koń­czysz jed­ną ka­rie­rę i roz­wa­żasz roz­po­czę­cie no­wej. Je­śli tak, to gra­tu­lu­je­my ci – tra­fi­łeś na wła­ści­wą książ­kę!

Szcze­gól­na za­chę­ta na­le­ży się tym, któ­rzy zmie­nia­ją pra­cę. Je­że­li za­sta­na­wiasz się nad sen­sem pod­ję­cia pró­by zmia­ny koni w bie­gu, po­wi­nie­neś wie­dzieć, że każ­de­go roku mi­lio­ny lu­dzi zmie­nia­ją pra­cę. W rze­czy­wi­sto­ści więk­szość osób w cią­gu swe­go ży­cia roz­wi­ja trzy do pię­ciu róż­nych ka­rier za­wo­do­wych. Sta­ty­sty­ki te jed­nak nie za­pew­nia­ją du­żej po­cie­chy, je­śli utknę­ło się w ja­kiejś kiep­skiej pra­cy i czu­je się, że nie moż­na jej po­rzu­cić.

Ist­nie­je kil­ka bar­dzo prak­tycz­nych przy­czyn, dla któ­rych lu­dzie nie po­rzu­ca­ją na­gle pra­cy i nie po­dą­ża­ją w in­nym kie­run­ku. Każ­dy ma ra­chun­ki, za któ­re trze­ba pła­cić, albo ro­dzi­nę na utrzy­ma­niu. Zre­zy­gno­wa­nie ze sta­bil­nych do­cho­dów wy­ma­ga mnó­stwa od­wa­gi, na­wet je­śli po­cho­dzą one z pra­cy, któ­ra nie sa­tys­fak­cjo­nu­je. Trud­no szu­kać no­we­go za­ję­cia, wy­ko­nu­jąc sta­re – każ­dy, kto pró­bo­wał tego, wie, że przy­po­mi­na to pra­cę na dwóch eta­tach – a jed­nak po­mysł po­zo­sta­wa­nia bez pra­cy na nie­okre­ślo­ny czas jej po­szu­ki­wa­nia może prze­ra­żać. Więk­szość z nas nie po­sia­da za­so­bów fi­nan­so­wych, za­pew­nia­ją­cych utrzy­ma­nie w cią­gu okre­su bra­ku za­trud­nie­nia, szcze­gól­nie je­śli nie ma gwa­ran­cji, że uda się szyb­ko zna­leźć nową pra­cę.

Nie­kie­dy trud­ne jest pod­ję­cie de­cy­zji wbrew temu, cze­go inni od nas ocze­ku­ją. Mo­że­my od­czu­wać ze stro­ny in­nych pre­sję, by zo­stać do­kład­nie tam, gdzie je­ste­śmy. Pod­czas zmia­ny ka­rie­ry za­wo­do­wej wspar­cie i za­chę­ta ze stro­ny ro­dzi­ny i przy­ja­ciół to bar­dzo waż­na po­moc. Je­śli bli­scy nie apro­bu­ją zmia­ny, praw­do­po­dob­nie bę­dzie­my nadal ro­bić to, co ro­bi­my.

Praw­dą jest rów­nież to, że gdy ob­ra­ło się kon­kret­ny styl ży­cia, trud­no wy­obra­zić so­bie inny. Im dłu­żej ży­je­my w okre­ślo­ny spo­sób, tym więk­sza jest pre­sja za­cho­wa­nia ży­cia ta­kim, ja­kie jest. Po osią­gnię­ciu pew­ne­go po­zio­mu suk­ce­su i przy­zwy­cza­je­niu się do od­po­wied­nie­go trak­to­wa­nia przez in­nych, nie po­tra­fi­my wy­obra­zić so­bie roz­po­czy­na­nia wszyst­kie­go od po­cząt­ku.

Spra­wę po­gar­sza jesz­cze fakt, że więk­szość z nas tak na­praw­dę nie wie, cze­go po­trze­bu­je, by być za­do­wo­lo­nym. Wie­my, cze­go nie lu­bi­my – tego na­uczy­li­śmy się z wła­sne­go do­świad­cze­nia – ale nie wie­my, jak wy­my­ślić, a tym bar­dziej zna­leźć sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cą al­ter­na­ty­wę.

Zmia­na za­wo­du bywa ogrom­nie stre­su­ją­ca i czę­sto trwa kil­ka mie­się­cy. Od­by­wa­li­śmy ten pro­ces z set­ka­mi klien­tów i do­świad­cza­li­śmy tego, jak może być trud­ny. Jed­nak po­zna­li­śmy rów­nież cu­dow­ne na­gro­dy po jego za­koń­cze­niu.

Zmia­na za­ję­cia cza­sem prze­ra­ża i ła­twiej jest nadal ro­bić to, co się robi. Ale uwa­ga – te­raz do­bra no­wi­na. Roz­szy­fro­wu­jąc ta­jem­ni­ce swe­go typu oso­bo­wo­ści, moż­na na­praw­dę zna­leźć szcze­rze sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cą pra­cę, któ­ra pod­no­si ja­kość ży­cia. Mamy na­dzie­ję, że książ­ka ta umoż­li­wi ci po­zna­nie ele­men­tów przy­no­szą­cych za­do­wo­le­nie z pra­cy oraz spo­so­bów zna­le­zie­nia wła­ści­we­go za­ję­cia. Da się to zro­bić i jest war­te wy­sił­ku – obie­cu­je­my!

W jaki spo­sób na­sza książ­ka może ci po­móc

Za­da­niem książ­ki jest po­móc ci w lep­szym do­ko­ny­wa­niu wy­bo­ru ka­rie­ry za­wo­do­wej i pro­wa­dze­niu uda­nej kam­pa­nii po­szu­ki­wa­nia pra­cy. Pra­gnie­my po­dzie­lić się z tobą na­szy­mi od­kry­cia­mi na te­mat związ­ków mię­dzy ty­pem oso­bo­wo­ści a sa­tys­fak­cją za­wo­do­wą. Nie za­mie­rza­my jed­nak za­sy­py­wać czy­tel­ni­ków in­for­ma­cja­mi, któ­re moż­na zna­leźć gdzie in­dziej, jak choć­by o spo­so­bie pi­sa­nia ży­cio­ry­su albo o wy­bo­rze od­po­wied­nie­go stro­ju. Pra­gnie­my przede wszyst­kim po­móc ci w zde­fi­nio­wa­niu, czym jest dla cie­bie sa­tys­fak­cja za­wo­do­wa, oraz w pod­ję­ciu po­szu­ki­wań ide­al­nej pra­cy i za­wo­du.

Ka­rie­ra za­wo­do­wa cią­gnie się przez wie­le lat, więc moż­na wy­ko­rzy­sty­wać tę książ­kę jako prze­wod­nik roz­wo­ju wła­snej ka­rie­ry. Mamy na­dzie­ję, że bę­dziesz do niej po­wra­cał, by na bie­żą­co oce­niać prze­bieg pra­cy za­wo­do­wej. Wie­rzy­my, że uznasz ją za cen­ne, trwa­łe źró­dło, któ­rym ze­chcesz dzie­lić się z ro­dzi­ną i przy­ja­ciół­mi.

Są­dzi­my, że czy­ta­jąc książ­kę, za­czniesz do­świad­czać wie­lu ubocz­nych ko­rzy­ści, wy­ni­ka­ją­cych ze zro­zu­mie­nia swe­go typu oso­bo­wo­ści. Roz­po­zna­nie go może zmie­nić spo­sób pa­trze­nia na sa­me­go sie­bie – a to wpły­wa na wszyst­ko, co ro­bisz i na każ­dy aspekt twe­go ży­cia. W ostat­nich la­tach pro­fe­sjo­na­li­ści wie­lu róż­nych dzie­dzin do­ce­ni­li waż­ność tej wie­dzy. Wy­ko­rzy­stu­je się ją w edu­ka­cji, szko­le­niu kie­row­nic­twa, bu­do­wa­niu ze­spo­łów, do­radz­twie… Sami w prak­ty­ce za­wo­do­wej wy­ko­rzy­stu­je­my zna­jo­mość ty­pów oso­bo­wo­ści, aby po­ma­gać lu­dziom le­piej za­rzą­dzać i kie­ro­wać, do­bie­rać pro­duk­tyw­ne ze­spo­ły pra­cow­ni­ków, pra­co­wać wy­daj­niej i bar­dziej sku­tecz­nie. Szko­li­li­śmy wy­cho­waw­ców, aby do­strze­ga­li zwią­zek po­mię­dzy ty­pem oso­bo­wo­ści a sty­lem ucze­nia się i wy­ko­rzy­sty­wa­li to w do­cie­ra­niu do wszyst­kich uczniów czy stu­den­tów. Mamy na­dzie­ję, że do­ce­nisz zna­cze­nie zro­zu­mie­nia typu oso­bo­wo­ści nie tyl­ko w związ­kach ze współ­pra­cow­ni­ka­mi, lecz tak­że w re­la­cjach oso­bi­stych z mał­żon­kiem i ro­dzi­ną. A je­śli masz dzie­ci, zmie­ni to twój styl ro­dzi­ciel­stwa. Je­ste­śmy pew­ni, że wie­dza, jaką zy­skasz, od­mie­ni spo­sób, w jaki pa­trzysz na sie­bie i na in­nych.

Jak ko­rzy­stać z książ­ki

Czy­ta­nie na­szej książ­ki wy­ma­ga z two­jej stro­ny pew­ne­go czyn­ne­go uczest­nic­twa. Nie, nic bo­le­sne­go! Mamy jed­nak na­dzie­ję, że bę­dziesz ją czy­tać w ci­chych chwi­lach, kie­dy mo­żesz się za­sta­no­wić. Praw­dę mó­wiąc, nie za­mie­rza­my mó­wić ci, co masz ro­bić. Chce­my na­to­miast za­zna­jo­mić cię z pro­ce­sem, któ­ry się spraw­dza i któ­ry bę­dzie dla cie­bie uży­tecz­ny przez całe ży­cie. Cho­ciaż za­da­je­my wła­ści­we py­ta­nia i do­star­cza­my moż­li­wie naj­wię­cej in­for­ma­cji i przy­kła­dów, osta­tecz­ne od­po­wie­dzi mu­szą po­cho­dzić od cie­bie, gdyż to ty wiesz naj­le­piej. Trak­tu­je­my to jako wspól­ny wy­si­łek: my do­star­cza­my eks­per­ty­zę i do­świad­cze­nie, a ty istot­ną in­for­ma­cję o so­bie sa­mym. Ra­zem uda nam się zna­leźć pa­su­ją­cą do cie­bie, naj­lep­szą z moż­li­wych ka­rie­rę.

Książ­ka zo­sta­ła po­dzie­lo­na na trzy czę­ści. Pierw­sza część: Ujaw­nia­nie ta­jem­nic typu oso­bo­wo­ści pro­wa­dzi krok po kro­ku od od­kry­wa­nia do zro­zu­mie­nia wła­sne­go typu oso­bo­wo­ści. Część dru­ga: For­mu­ła sa­tys­fak­cji za­wo­do­wej za­po­zna­je z czte­re­ma wa­run­ka­mi ko­niecz­ny­mi do praw­dzi­wie sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej pra­cy. Część trze­cia po­ka­zu­je, jak z do­brym po­żyt­kiem wy­ko­rzy­stać wie­dzę o so­bie. Po­dzie­lo­no ją na po­szcze­gól­ne typy oso­bo­wo­ści. W swo­im roz­dzia­le znaj­dziesz hi­sto­rie lu­dzi o po­dob­nym ty­pie oso­bo­wo­ści i do­wiesz się, ja­kie za­wo­dy uzna­ją oni za speł­nia­ją­ce. Czy­ta­nie o ich do­świad­cze­niach, ra­do­ściach i fru­stra­cjach, tym, co lu­bią, cze­go nie lu­bią, po­mo­że ci zro­zu­mieć, cze­go ty sam po­trze­bu­jesz w pra­cy, by cię w peł­ni sa­tys­fak­cjo­no­wa­ła. Dla każ­de­go typu oso­bo­wo­ści za­miesz­cza­my po­nad­to li­stę naj­waż­niej­szych czyn­ni­ków sa­tys­fak­cji za­wo­do­wej, opis ide­al­ne­go śro­do­wi­ska pra­cy, spis zwią­za­nych z pra­cą za­let, pro­po­zy­cje kil­ku ćwi­czeń w celu wy­ja­śnie­nia pod­sta­wo­wych war­to­ści oraz wy­kaz po­ten­cjal­nie sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cych opcji ka­rie­ry. Na ko­niec po­da­je­my sku­tecz­ne stra­te­gie po­szu­ki­wa­nia pra­cy, za­pro­jek­to­wa­ne dla osób o da­nym ty­pie oso­bo­wo­ści. Po­ka­zu­je­my, jak naj­le­piej wy­ko­rzy­stać na­tu­ral­ne za­le­ty i zmi­ni­ma­li­zo­wać wro­dzo­ne sła­bo­ści pod­czas eta­pów zbie­ra­nia in­for­ma­cji, „sprze­da­wa­nia” sie­bie, spo­ty­ka­nia się z po­ten­cjal­ny­mi pra­co­daw­ca­mi i po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji.

Kil­ka słów o au­to­rach

Przez szes­na­ście lat oby­dwo­je stu­dio­wa­li­śmy pod kie­run­kiem naj­lep­szych spe­cja­li­stów w dzie­dzi­nie ty­po­lo­gii oso­bo­wo­ści i szko­li­li­śmy się w prak­tycz­nym sto­so­wa­niu zna­jo­mo­ści typu psy­cho­lo­gicz­ne­go. Po­cząt­ko­wo ofe­ro­wa­li­śmy do­radz­two za­wo­do­we tyl­ko oso­bom in­dy­wi­du­al­nym, lecz w 1982 roku opra­co­wa­li­śmy i za­czę­li­śmy or­ga­ni­zo­wać pierw­sze warsz­ta­ty z wy­ko­rzy­sta­niem typu oso­bo­wo­ści dla za­wo­do­wych do­rad­ców. W 1986 roku opu­bli­ko­wa­li­śmy pra­cę za­ty­tu­ło­wa­ną The Ca­re­er/Live Plan­ning Pro­fi­les (Pro­fi­le pla­no­wa­nia ka­rie­ry za­wo­do­wej i ży­cia) – po­rad­nik przez wie­lu do­rad­ców uwa­ża­ny za naj­waż­niej­sze źró­dło w prak­tycz­nym wy­ko­rzy­sty­wa­niu typu oso­bo­wo­ści.

Pi­sząc tę książ­kę, się­ga­li­śmy nie tyl­ko do na­sze­go do­świad­cze­nia z klien­ta­mi i do­rad­ca­mi, któ­rych szko­li­li­śmy, lecz tak­że do ich do­świad­czeń z wła­sny­mi klien­ta­mi. Wie­rzy­my, że za­miesz­czo­ne hi­sto­rie i do­świad­cze­nia oka­żą się cen­ne dla czy­tel­ni­ka, a przed­sta­wio­ne suk­ce­sy po­tra­fią za­in­spi­ro­wać do zna­le­zie­nia ide­al­nej ka­rie­ry za­wo­do­wej dla sie­bie.

Część IUJAW­NIA­NIETA­JEM­NIC TYPUOSO­BO­WO­ŚCI1DO­PA­SO­WAĆDO SIE­BIETa­jem­ni­ca sa­tys­fak­cjiza­wo­do­wej

Zna­le­zie­nie wła­ści­wej pra­cy ma dla każ­de­go ogrom­ne zna­cze­nie. Mimo po­wszech­ne­go fan­ta­zjo­wa­nia o wy­gra­nej na lo­te­rii, po­sia­da­niu ele­ganc­kie­go sa­mo­cho­du i domu, czy o wy­ko­ny­wa­niu fa­scy­nu­ją­cych za­jęć w eg­zo­tycz­nych miej­scach z in­te­re­su­ją­cy­mi ludź­mi, więk­szość z nas musi pra­co­wać, i to cięż­ko, przez dłu­gi czas. Je­śli przez czter­dzie­ści do pięć­dzie­się­ciu lat wy­ko­nu­je­my za­wód, któ­ry nam nie od­po­wia­da, to wła­ści­wie od­rzu­ca­my dużą część swe­go ży­cia. Jest to nie­po­trzeb­ne i smut­ne, zwłasz­cza że sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca ka­rie­ra leży w za­się­gu ręki.

Czym jest ide­al­na pra­ca?

Od­po­wied­nia pra­ca pod­no­si war­tość ży­cia. Przy­no­si oso­bi­ste speł­nie­nie, po­nie­waż pie­lę­gnu­je naj­waż­niej­sze aspek­ty oso­bo­wo­ści. Pa­su­je do spo­so­bu, w jaki lu­bi­my po­stę­po­wać i od­zwier­cie­dla to, kim je­ste­śmy. Po­zwa­la w spo­sób naj­bar­dziej na­tu­ral­ny wy­ko­rzy­sty­wać wro­dzo­ne ak­ty­wa i nie zmu­sza do ro­bie­nia tego, cze­go nie robi się do­brze (przy­najm­niej nie­czę­sto!).

Skąd moż­na wie­dzieć, że wy­ko­nu­je się wła­ści­wy za­wód? Oto kil­ka ogól­nych wska­zó­wek. Do­brze o nich pa­mię­tać, szu­ka­jąc ide­al­nej pra­cy albo oce­nia­jąc obec­ne za­ję­cie.

Je­śli wy­ko­nu­jesz wła­ści­wą pra­cę, po­wi­nie­neś:

• cie­szyć się na myśl o pój­ściu do pra­cy

• czuć się po­bu­dzo­nym przez to, co ro­bisz (przez więk­szość cza­su)

• czuć, że twój wkład jest sza­no­wa­ny i do­ce­nia­ny

• od­czu­wać dumę, mó­wiąc o swo­jej pra­cy

• lu­bić i sza­no­wać lu­dzi, z któ­ry­mi pra­cu­jesz

• od­czu­wać opty­mizm wo­bec przy­szło­ści

Ist­nie­je tak wie­le ście­żek do sa­tys­fak­cji za­wo­do­wej, jak wie­lu jest lu­dzi za­do­wo­lo­nych z pra­cy. Nie ma jed­nej „ide­al­nej pra­cy”, do któ­rej każ­dy po­wi­nien aspi­ro­wać. Ist­nie­je jed­nak ide­al­na ka­rie­ra dla cie­bie.

Miej­sce pra­cy cha­rak­te­ry­zu­je wie­le czyn­ni­ków. Aby osią­gnąć sa­tys­fak­cję za­wo­do­wą, po­wi­nie­neś od­kryć, ja­kie są two­je wła­sne pre­fe­ren­cje, a po­tem zna­leźć za­ję­cie, któ­re im od­po­wia­da. Nie­któ­re za­wo­dy za­pew­nia­ją cie­pło i sta­bil­ność, inne są ry­zy­kow­ne i rzu­ca­ją­ce wy­zwa­nie. Jed­ne są zło­żo­ne, inne pro­ste. Jed­na pra­ca może wy­ma­gać nie­ustan­ne­go kon­tak­tu z ludź­mi, pod­czas gdy inna – ci­chej kon­cen­tra­cji. Czy wiesz do­kład­nie, jaki typ ak­tyw­no­ści naj­le­piej ci od­po­wia­da? Czy kie­dy­kol­wiek za­sta­na­wia­łeś się nad tym?

Lu­dzie ogrom­nie się róż­nią mię­dzy sobą pod wzglę­dem zdol­no­ści i prio­ry­te­tów. Nie­któ­rych cie­szy po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji na wy­so­kim szcze­blu kie­row­nic­twa – inni zwy­czaj­nie nie na­da­ją się do do­ko­ny­wa­nia tego ro­dza­ju wy­bo­rów. Dla jed­nych naj­wyż­szym prio­ry­te­tem są pie­nią­dze. Chcą za­ra­biać ich jak naj­wię­cej! Inni jed­nak naj­bar­dziej pra­gną ro­bić coś dla spo­łe­czeń­stwa, pie­nią­dze nie są dla nich tak waż­ne. Nie­któ­rzy do­sko­na­le so­bie ra­dzą z dużą ilo­ścią fak­tów, szcze­gó­łów i sta­ty­sty­ką, pod­czas gdy inni do­sta­ją bólu gło­wy, czy­ta­jąc ra­port fi­nan­so­wy. I tak da­lej, i tak da­lej!

Prze­pro­wa­dza­jąc se­rie warsz­ta­tów szko­le­nio­wych oso­bi­stej efek­tyw­no­ści dla spe­cja­li­stów do spraw ka­dro­wych (na­zy­wa­nych rów­nież re­kru­tu­ją­cy­mi ka­dry dy­rek­tor­skie albo łow­ca­mi głów), sta­nę­li­śmy twa­rzą w twarz z dra­ma­tycz­nym przy­kła­dem, jak pra­ca ide­al­na dla jed­nej oso­by może oka­zać się ide­al­nie nie­od­po­wied­nia dla in­nej.

Szko­li­li­śmy kil­ku łow­ców głów, któ­rzy pra­co­wa­li dla tej sa­mej fir­my po­śred­nic­twa pra­cy. Ich za­da­niem było znaj­do­wa­nie kan­dy­da­tów na sta­no­wi­ska kie­row­ni­cze w róż­no­rod­nych fir­mach, po­przez wy­szu­ki­wa­nie pra­cow­ni­ków in­nych przed­się­biorstw i prze­ko­ny­wa­nie ich do ubie­ga­nia się o te sta­no­wi­ska. Je­śli kan­dy­dat z po­wo­dze­niem zmie­nił pra­cę i utrzy­mał się w no­wej fir­mie przez co naj­mniej trzy mie­sią­ce, do­rad­ca za­wo­do­wy otrzy­my­wał hoj­ne wy­na­gro­dze­nie. Była to pra­ca wy­so­ce kon­ku­ren­cyj­na, zo­rien­to­wa­na na wy­ni­ki, wy­ma­ga­ła do­sko­na­łych umie­jęt­no­ści po­ro­zu­mie­wa­nia się i za­peł­nie­nia moż­li­wie naj­więk­szej licz­by sta­no­wisk w moż­li­wie naj­krót­szym cza­sie.

Je­den z do­rad­ców, któ­rych szko­li­li­śmy, Ar­thur, zna­lazł się w swo­im ży­wio­le. Prze­pa­dał za szyb­kim tem­pem pra­cy. Był bar­dzo ener­gicz­ny, uwiel­biał mó­wić, a licz­ne roz­mo­wy te­le­fo­nicz­ne spra­wia­ły mu przy­jem­ność. Wy­ko­rzy­sty­wał zdol­no­ści lo­gicz­ne­go ro­zu­mo­wa­nia, prze­ko­nu­jąc in­nych do pod­ję­cia no­wej oka­zji i czer­pał sa­tys­fak­cję z osią­ga­nia celu. Znał i ro­zu­miał pra­wa sta­ty­sty­ki: z każ­dych pięć­dzie­się­ciu prze­pro­wa­dzo­nych roz­mów te­le­fo­nicz­nych prze­cięt­nie wy­ła­wiał dzie­sięć osób za­in­te­re­so­wa­nych, a z tych dzie­się­ciu po­tra­fił dwie lub trzy ob­sa­dzić na sta­no­wi­skach. Czę­sto spo­ty­kał się z od­mo­wą, jed­nak nig­dy nie przyj­mo­wał jej w spo­sób oso­bi­sty. Po­bu­dza­ło go fi­na­li­zo­wa­nie trans­ak­cji i prze­cho­dze­nie do na­stęp­ne­go wy­zwa­nia. Przez całe dnie cięż­ko pra­co­wał i za­ra­biał dużo pie­nię­dzy.

Z Ju­lie sy­tu­acja wy­glą­da­ła zu­peł­nie in­a­czej. Tak jak Ar­thur lu­bi­ła roz­ma­wiać z ludź­mi i na­wią­zy­wać kon­tak­ty. Jed­nak każ­de­mu chcia­ła po­móc zna­leźć od­po­wied­nią pra­cę. Szu­ka­ła spo­sob­no­ści, któ­re umoż­li­wi­ły­by jej kan­dy­da­tom wzra­stać oraz do­świad­czać oso­bi­ste­go suk­ce­su i sa­tys­fak­cji. Szef wie­lo­krot­nie ją ostrze­gał, że roz­mo­wa te­le­fo­nicz­na zaj­mu­je jej zbyt dużo cza­su. Ju­lie ra­czej do­ra­dza­ła klien­tom, niż za­peł­nia­ła sta­no­wi­ska. Fakt, że mo­gła za­ro­bić dużo pie­nię­dzy, nie mo­ty­wo­wał jej. Nie sa­tys­fak­cjo­no­wa­ło jej ob­sa­dze­nie sta­no­wi­ska oso­bą, któ­ra praw­do­po­dob­nie nie była od­po­wied­nia, cho­ciaż dała się na­kło­nić do pod­ję­cia pró­by.

Kie­dy po sze­ściu ty­go­dniach od­by­wa­li­śmy na­stęp­ną se­sję tre­nin­go­wą, nie zdzi­wi­ło nas, gdy do­wie­dzie­li­śmy się, że Ju­lie zre­zy­gno­wa­ła.

Lu­dzie róż­nią się mię­dzy sobą co do po­trzeb, pra­gnień, za­in­te­re­so­wań, umie­jęt­no­ści i war­to­ści. Na dwie oso­by o róż­nych ty­pach oso­bo­wo­ści ta sama pra­ca wy­wie­ra inny, może na­wet prze­ciw­staw­ny wpływ. Róż­ne za­wo­dy, a na­wet roz­ma­ite aspek­ty pra­cy sa­tys­fak­cjo­nu­ją po­szcze­gól­ne typy lu­dzi – tym­cza­sem ta fun­da­men­tal­na praw­da aż do dziś nie była w peł­ni do­ce­nia­na przez do­rad­ców za­wo­do­wych i fa­cho­we pod­ręcz­ni­ki.

Aby coś do­pa­so­wać do sie­bie, mu­sisz sie­bie znać

Ta­jem­ni­ca sa­tys­fak­cji za­wo­do­wej leży w wy­ko­ny­wa­niu tego, co się lubi naj­bar­dziej. Nie­licz­ni szczę­śli­wi lu­dzie wcze­śnie od­kry­wa­ją ten se­kret, lecz więk­szość daje się zła­pać w ro­dzaj psy­cho­lo­gicz­nych za­pa­sów, w roz­ter­ki po­mię­dzy tym, co my­śli­my, że po­tra­fi­my ro­bić, co uwa­ża­my (lub inni uwa­ża­ją), że po­win­ni­śmy ro­bić, a tym, co są­dzi­my, że chce­my ro­bić. Jak z tego wy­brnąć? Po pro­stu – skon­cen­truj się na tym, kim je­steś, a resz­ta sama tra­fi na swo­je miej­sce.

Nie­daw­no za­dzwo­ni­ła do nas przy­ja­ciół­ka. Ona nie­ustan­nie dzwo­ni – prak­tycz­nie w każ­dym po­ko­ju ma te­le­fon – tym ra­zem jed­nak cho­dzi­ło o coś wię­cej niż zwy­kłą roz­mo­wę to­wa­rzy­ską. El­len była wście­kła. Współ­pra­cow­ni­ko­wi, któ­re­go uwa­ża­ła za nud­ne­go jak fla­ki z ole­jem, przy­dzie­lo­no mi­sję za­pro­jek­to­wa­nia skom­pli­ko­wa­ne­go sys­te­mu kom­pu­te­ro­we­go dla ro­sną­cej sie­ci de­ta­licz­nej. El­len, któ­ra pra­co­wa­ła w fir­mie od sze­ściu mie­się­cy i mia­ła na­dzie­ję wy­ko­ny­wać wła­śnie ta­kie za­da­nia, po pro­stu za­mu­ro­wa­ło. Oczy­wi­ście, coś było nie w po­rząd­ku – ale co?

Przed pod­ję­ciem obec­nej pra­cy El­len przy­glą­da­ła się jej z naj­wyż­szą uwa­gą. Po­sia­da­ła za­rów­no zdol­no­ści ana­li­tycz­ne, jak i do­świad­cze­nie, ja­kie­go wy­ma­ga­ła pra­ca. Była ogól­nie łu­bia­na i tech­nicz­ne aspek­ty pro­gra­mu uwa­ża­ła za am­bit­ne. Wpraw­dzie do tej pory do­świad­czy­ła ca­łej se­rii nie­po­wo­dzeń w róż­nych za­ję­ciach, lecz tym ra­zem mia­ło być in­a­czej. Dla­cze­go więc zło­ta szan­sa za­mie­nia­ła się w mo­siądz? Co gor­sze… dla­cze­go ten nu­dziarz spi­sy­wał się le­piej niż ona?

Od­po­wiedź wy­da­wa­ła się pro­sta. Współ­pra­cow­ni­ko­wi El­len w zu­peł­no­ści od­po­wia­da­ła sa­mot­na, ci­cha pra­ca przez dłu­gie go­dzi­ny. Nie by­wał w biu­rze szcze­gól­nie za­baw­ny, ale był in­te­li­gent­ny i wia­ry­god­ny, i nig­dy nie spra­wiał pro­ble­mów. Ide­al­nie pa­so­wał do tego za­da­nia – a wy­ko­ny­wa­nie go spra­wia­ło mu sa­tys­fak­cję.

El­len, prze­ciw­nie, uwiel­bia­ła sty­mu­la­cję zwią­za­ną z mo­bi­li­za­cją swe­go per­so­ne­lu przed pil­nym ter­mi­nem i lu­bi­ła roz­ma­wiać z klien­ta­mi o ich po­trze­bach. Była wspa­nia­ła w cha­rak­te­ry­zo­wa­niu sys­te­mów kom­pu­te­ro­wych i po­tra­fi­ła za­uro­czyć lu­dzi, by ro­bi­li rze­czy na­praw­dę zna­czą­ce. Lu­bi­ła brać udział w kon­fe­ren­cjach za­wo­do­wych i nie prze­szka­dza­ło jej spę­dze­nie ca­łe­go dnia na spo­tka­niach. Nie­ste­ty żad­na z tych czyn­no­ści nie sta­no­wi­ła zna­czą­cej czę­ści obo­wiąz­ków na no­wym sta­no­wi­sku.

Mimo od­po­wied­nich kwa­li­fi­ka­cji El­len, nowa pra­ca wy­ma­ga­ła wię­cej sa­mot­no­ści, sku­pie­nia i skon­cen­tro­wa­nia się na za­da­niu, niż to lu­bi­ła. Kie­dy oma­wia­ła tę spra­wę (nie­któ­rzy lu­dzie lu­bią my­śleć na głos), za­czę­ła ro­zu­mieć, że w ca­łym swym uważ­nym pla­no­wa­niu prze­oczy­ła jed­ną tyl­ko rzecz… wła­sną oso­bo­wość!

Zro­zu­miaw­szy to, El­len wpa­dła w pa­ni­kę. Bała się, że stra­ci­ła osiem lat, tkwiąc w złym za­wo­dzie. Nic dziw­ne­go, że po­przed­nie za­ję­cia uwa­ża­ła za mało po­ry­wa­ją­ce! Jed­nak tak na­praw­dę nie tra­fi­ła do złej dzie­dzi­ny. Pra­co­wa­ła po pro­stu na jej złym dla sie­bie od­cin­ku. Obec­nie El­len prze­nio­sła się do dzia­łu sprze­da­ży w tej sa­mej fir­mie i świet­nie so­bie ra­dzi na no­wym sta­no­wi­sku.

Pe­wien eks­pe­ry­ment wy­ja­śni, o co nam cho­dzi. Na kart­ce czy mar­gi­ne­sie książ­ki pod­pisz się. Zro­bio­ne? W po­rząd­ku. Te­raz zrób to samo dru­gą ręką (je­śli wy­da­łeś z sie­bie jęk roz­pa­czy, to nie je­steś od­osob­nio­ny – więk­szość lu­dzi re­agu­je w ten spo­sób). Jak się czu­łeś, pi­sząc wła­ści­wą dla sie­bie ręką? Więk­szość lu­dzi uży­je dla opi­sa­nia tego sta­nu słów: na­tu­ral­nie, ła­two, szyb­ko, bez wy­sił­ku. A jak się czu­łeś, gdy uży­wa­łeś dru­giej ręki? Do ty­po­wych od­po­wie­dzi na­le­żą: nie­wy­god­nie, dziw­nie, trud­no, wy­czer­pu­ją­co, mę­czą­co, to za­ję­ło znacz­nie wię­cej cza­su, to wy­ma­ga­ło wię­cej ener­gii i kon­cen­tra­cji.

Pra­wo – lub le­wo­ręcz­ność to do­bra ilu­stra­cja wy­ko­rzy­sty­wa­nia swych na­tu­ral­nych za­let w pra­cy. Uży­wa­nie wy­bra­nej ręki jest wy­god­ne i pew­ne. Gdy ktoś musi uży­wać dru­giej ręki, bez wąt­pie­nia może się tego na­uczyć – lecz nig­dy nie bę­dzie ro­bił tego z rów­ną swo­bo­dą, a ukoń­czo­ne dzie­ło nie bę­dzie tak samo do­bre.

Po­dej­ście tra­dy­cyj­ne – dla­cze­go nie zda­je eg­za­mi­nu

Za­wo­do­wi do­rad­cy od daw­na uświa­da­mia­li so­bie fakt, że jed­ni lu­dzie bar­dziej na­da­ją się do pew­ne­go typu za­wo­dów niż inni, oraz że waż­ne jest moż­li­wie naj­lep­sze do­pa­so­wa­nie oso­by i wy­ko­ny­wa­nej przez nią pra­cy. Tra­dy­cyj­ne po­dej­ście nie bie­rze jed­nak pod uwa­gę wy­star­cza­ją­cej licz­by oko­licz­no­ści. Ana­li­za kon­wen­cjo­nal­na roz­wa­ża je­dy­nie „wiel­ką trój­kę”: zdol­no­ści, za­in­te­re­so­wa­nia i war­to­ści.

Czyn­ni­ki te są, oczy­wi­ście, bar­dzo istot­ne. Z pew­no­ścią po­trze­ba od­po­wied­nich umie­jęt­no­ści, aby do­brze wy­ko­ny­wać daną pra­cę. Do­brze też być nią za­in­te­re­so­wa­nym. I waż­ne jest, by czuć się do­brze z tym, co się robi. Opi­so­wi ta­kie­mu da­le­ko jed­nak do peł­ne­go ob­ra­zu! Oso­bo­wość po­sia­da do­dat­ko­we wy­mia­ry, któ­re trze­ba roz­po­znać. Za ge­ne­ral­ną za­sa­dę moż­na uznać re­gu­łę, że im wię­cej aspek­tów oso­bo­wo­ści czło­wie­ka pa­su­je do da­nej pra­cy, tym bar­dziej oso­ba ta jest z pra­cy za­do­wo­lo­na.

Waż­ną oko­licz­no­ścią – czę­sto po­mi­ja­ną – jest to, jak dużo po­trze­bu­je się w pra­cy sty­mu­la­cji ze stro­ny in­nych lu­dzi. Czy bar­dziej po­bu­dza cię prze­by­wa­nie w to­wa­rzy­stwie du­żej licz­by lu­dzi przez więk­szość cza­su, czy le­piej czu­jesz się w ma­łych gru­pach, roz­ma­wia­jąc w czte­ry oczy, a na­wet pra­cu­jąc sa­mot­nie? Mo­żesz się prze­ko­nać, że ta pre­fe­ren­cja ma głę­bo­ki wpływ na wy­bór za­wo­du. Inne waż­ne czyn­ni­ki obej­mu­ją ro­dzaj in­for­ma­cji, któ­re w spo­sób na­tu­ral­ny za­uwa­żasz, spo­sób, w jaki po­dej­mu­jesz de­cy­zje, oraz to, czy wo­lisz żyć w spo­sób bar­dziej zor­ga­ni­zo­wa­ny, czy bar­dziej spon­ta­nicz­ny. Pre­fe­ren­cje te od­zwier­cie­dla­ją pod­sta­wo­we dla każ­dej isto­ty ludz­kiej pro­ce­sy umy­sło­we, któ­re jed­nak są róż­ne w róż­nych ty­pach oso­bo­wo­ści. Usi­ło­wa­nie zna­le­zie­nia naj­lep­szej dla sie­bie pra­cy bez wzię­cia pod uwa­gę tych pre­fe­ren­cji przy­po­mi­na szu­ka­nie igły w sto­gu sia­na. Ma­jąc szczę­ście, moż­na ją zna­leźć – lecz rów­nie do­brze moż­na na nią nie tra­fić!

Jo­an­na prze­ży­wa­ła kry­zys w ka­rie­rze za­wo­do­wej. W wie­ku trzy­dzie­stu lat czu­ła, że za­brnę­ła w śle­pą ulicz­kę. Po sied­miu la­tach na­ucza­nia ma­te­ma­ty­ki w szko­le pod­sta­wo­wej była kom­plet­nie wy­czer­pa­na i za­sta­na­wia­ła się, czy wy­bra­ła wła­ści­wy za­wód.

Za­wód na­uczy­cie­la wy­da­wał jej się kie­dyś czymś naj­bar­dziej na­tu­ral­nym. Jako naj­star­sza z czwór­ki dzie­ci wy­ro­sła, opie­ku­jąc się młod­szym ro­dzeń­stwem. Pod­czas ca­łej na­uki szkol­nej była do­sko­na­ła z ma­te­ma­ty­ki i in­te­re­so­wa­ła ją edu­ka­cja. Wcze­śnie uda­ła się po po­ra­dę za­wo­do­wą i wszyst­kie zna­ki zda­wa­ły się wska­zy­wać w tym sa­mym kie­run­ku. W szko­le śred­niej, a tak­że w col­le­ge’u, Jo­an­na pod­da­ła się stan­dar­do­wym te­stom przy­dat­no­ści za­wo­do­wej oraz oce­nie zdol­no­ści, za­in­te­re­so­wań i war­to­ści. Za każ­dym ra­zem do­rad­ca za­wo­do­wy za­chę­cał ją do ukoń­cze­nia szko­ły pe­da­go­gicz­nej i na­ucza­nia ma­te­ma­ty­ki w młod­szych kla­sach. Wszyst­ko zda­wa­ło się do­sko­na­le pa­so­wać.

Po pierw­szym am­bit­nym roku Jo­an­na czu­ła się co­raz bar­dziej sfru­stro­wa­na sztyw­ny­mi struk­tu­ra­mi obo­wią­zu­ją­cy­mi w pu­blicz­nej szko­le pod­sta­wo­wej. Nie lu­bi­ła nie­koń­czą­cych się ry­go­rów, ja­kich ona i ucznio­wie mu­sie­li prze­strze­gać, a tak­że wie­lu re­guł, któ­re trze­ba było na­rzu­cać. Nie­na­wi­dzi­ła ko­niecz­no­ści przy­go­to­wy­wa­nia pla­nu lek­cji na sześć ty­go­dni wcze­śniej, bo to unie­moż­li­wia­ło jej re­ago­wa­nie na za­in­te­re­so­wa­nia dzie­ci i na swo­je wła­sne, twór­cze in­spi­ra­cje. Uwa­ża­ła stan­dar­do­we pod­ręcz­ni­ki za nie­wła­ści­we, a ćwi­cze­nia, któ­re za­rów­no ona, jak i jej ucznio­wie, mu­sie­li wy­ko­ny­wać, wy­wo­ły­wa­ły zmę­cze­nie i po­iry­to­wa­nie. Czu­ła się bar­dzo wy­izo­lo­wa­na, po­nie­waż ko­le­żan­ki nie po­dzie­la­ły jej za­in­te­re­so­wań. Za­czę­ła od­kry­wać, że bra­ku­je jej in­te­lek­tu­al­nej sty­mu­la­cji, pły­ną­cej z pra­cy nad am­bit­ny­mi pro­jek­ta­mi z ludź­mi na rów­nym z nią po­zio­mie in­te­lek­tu­al­nym. Pró­bo­wa­ła zmie­niać kla­sy, a na­wet szko­ły, lecz nic nie po­ma­ga­ło.

Oka­za­ło się, że Jo­an­na wy­ko­ny­wa­ła po pro­stu nie­od­po­wied­ni dla sie­bie za­wód. Mia­ła rze­czy­wi­ście wie­le pre­dys­po­zy­cji pe­da­go­gicz­nych. Jed­nak za naj­bar­dziej sty­mu­lu­ją­ce uwa­ża­ła wy­zwa­nia in­te­lek­tu­al­ne, oka­zje do pod­no­sze­nia swe­go po­zio­mu kom­pe­ten­cji i twór­cze in­no­wa­cje – tego zaś cał­ko­wi­cie bra­ko­wa­ło w jej pra­cy. Co wię­cej, śro­do­wi­sko szko­ły pu­blicz­nej zmu­sza­ło ją do pla­no­wa­nia pra­cy w spo­sób bar­dzo zor­ga­ni­zo­wa­ny i szcze­gó­ło­wy, a nie był to jej ulu­bio­ny spo­sób dzia­ła­nia.

Na szczę­ście szyb­ko po­ja­wi­ło się roz­wią­za­nie. Za­su­ge­ro­wa­li­śmy, by Jo­an­na wró­ci­ła na stu­dia, uzy­ska­ła sto­pień ma­gi­stra i mo­gła uczyć ma­te­ma­ty­ki – co nadal było dla niej pa­sjo­nu­ją­cym za­in­te­re­so­wa­niem – w szko­le wyż­szej. W col­le­ge’u mo­gła ko­rzy­stać z więk­szej ela­stycz­no­ści har­mo­no­gra­mu pra­cy i obo­wiąz­ków, wy­kła­dać trud­niej­sze za­gad­nie­nia i być czę­ścią śro­do­wi­ska in­te­lek­tu­al­ne­go.

Po zdo­by­ciu ty­tu­łu ma­gi­stra przy­ję­ła sta­no­wi­sko na wy­dzia­le ma­te­ma­ty­ki w nie­wiel­kim col­le­ge’u. Obec­nie uczy ma­te­ma­ty­ki na po­zio­mie ostat­nie­go roku, kon­ty­nu­ując rów­no­cze­śnie stu­dia dok­to­ranc­kie.

Ist­nie­je jesz­cze jed­na przy­czy­na, dla któ­rej tra­dy­cyj­ne po­dej­ście do do­radz­twa za­wo­do­we­go nie spraw­dza się. Wiel­ka trój­ka – zdol­no­ści, za­in­te­re­so­wa­nia i war­to­ści – to wszyst­ko zmie­nia się wraz z wie­kiem. W mia­rę jak zdo­by­wa się do­świad­cze­nie w pra­cy, zy­sku­je się też nowe umie­jęt­no­ści. Ży­jąc dłu­żej, moż­na zna­leźć nowe za­in­te­re­so­wa­nia, a ze sta­rych zre­zy­gno­wać. Czę­sto też na­sze cele zmie­nia­ją się z upły­wem lat. Moż­na zmie­niać ka­rie­rę po ja­kimś cza­sie, albo też od po­cząt­ku opie­rać swój wy­bór na głęb­szym zro­zu­mie­niu tego, kim się jest (i kim za­wsze się po­zo­sta­nie!).

Alex jest trzy­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­nim in­ter­ni­stą, któ­ry pro­wa­dzi do­brze pro­spe­ru­ją­cy ga­bi­net na przed­mie­ściach Chi­ca­go. Kie­dy do­ra­stał, nie­zmien­nie za­kła­da­no, że bę­dzie po­stę­po­wał zgod­nie z ro­dzin­ną tra­dy­cją i zo­sta­nie le­ka­rzem. Przez dwa­na­ście lat col­le­ge’u, szko­ły me­dycz­nej, sta­żu i prak­ty­ki le­ka­rza za­kła­do­we­go, nig­dy nie po­zwo­lił so­bie na za­kwe­stio­no­wa­nie tej de­cy­zji. Po pię­ciu la­tach prak­ty­ki me­dycz­nej do­szedł do bo­le­sne­go wnio­sku z da­le­ko idą­cy­mi dla nie­go i jego ro­dzi­ny kon­se­kwen­cja­mi: nie chciał być dłu­żej le­ka­rzem. Co wię­cej, zdał so­bie spra­wę, że praw­do­po­dob­nie nig­dy nie chciał.

Ta­kie kło­po­tli­we po­ło­że­nie nie jest wca­le nie­zwy­kłe. Je­że­li masz co do tego wąt­pli­wo­ści, za­py­taj do­wol­nych dzie­się­ciu osób, któ­re znasz: „Gdy­byś mógł wy­ko­ny­wać pra­cę, ja­kiej pra­gniesz, co byś ro­bił?”. Sta­ty­sty­ki twier­dzą, że co naj­mniej po­ło­wa wo­la­ła­by ro­bić co in­ne­go, niż robi.

Więk­szość z nas po­dej­mu­je naj­waż­niej­sze de­cy­zje do­ty­czą­ce ka­rie­ry za­wo­do­wej, kie­dy jest do tego naj­mniej przy­go­to­wa­na. Po­dej­mo­wa­ne w mło­dym wie­ku de­cy­zje uru­cha­mia­ją łań­cuch wy­da­rzeń, któ­ry po­tem wpły­wa na całe na­sze ży­cie. A prze­cież w mło­do­ści mamy nie­wie­le albo żad­ne­go do­świad­cze­nia w do­ko­ny­wa­niu wy­bo­ru za­wo­du i prze­peł­nia nas nad­miar ide­ali­stycz­ne­go en­tu­zja­zmu oraz lek­ko­myśl­ne­go bra­ku tro­ski o przy­szłe kon­se­kwen­cje. Nie ży­je­my wy­star­cza­ją­co dłu­go, by móc zo­ba­czyć sie­bie wy­pró­bo­wa­nych w róż­nych sy­tu­acjach i ła­two ule­ga­my ra­dzie czy su­ge­stii ze stro­ny ro­dzi­ców, na­uczy­cie­li, do­rad­ców i przy­ja­ciół, któ­rzy mają do­bre in­ten­cje, lecz nie­ko­niecz­nie peł­ną wie­dzę. Nic dziw­ne­go, że tak wie­le osób źle roz­po­czy­na ży­cie za­wo­do­we.

Gdzie szu­kać roz­wią­za­nia? Przed pod­ję­ciem ja­kiej­kol­wiek de­cy­zji o dłu­go­trwa­łych kon­se­kwen­cjach w ka­rie­rze za­wo­do­wej, trze­ba jak naj­le­piej po­znać sa­me­go sie­bie. I na szczę­ście od­na­le­zie­nie sie­bie nie wy­ma­ga ja­kie­goś mi­strza czy guru, mnó­stwa pie­nię­dzy czy dłu­gie­go okre­su eks­pe­ry­men­to­wa­nia.

Nic na to nie po­ra­dzisz – taki się uro­dzi­łeś!

Wła­ści­wy za­wód wy­pły­wa bez­po­śred­nio ze wszyst­kich skład­ni­ków typu oso­bo­wo­ści, po­win­no się za­tem po­świę­cić tro­chę cza­su na od­kry­cie wa­run­ków swe­go za­do­wo­le­nia. Do­ko­nu­jąc świa­do­me­go wy­sił­ku, aby od­kryć swo­je praw­dzi­we ja, mo­żesz na­uczyć się, jak sku­pić swe na­tu­ral­ne za­le­ty i skłon­no­ści w krę­gu ka­rie­ry, któ­rą bę­dziesz się cie­szyć tak dłu­go, jak dłu­go bę­dziesz chciał pra­co­wać. To wła­śnie tu­taj zna­jo­mość typu oso­bo­wo­ści jest po­moc­na. Za­pew­nia sys­te­ma­tycz­ny, sku­tecz­ny spo­sób oce­ny za­rów­no sil­nych stron, praw­do­po­dob­nych sła­bo­ści, jak i pięt achil­le­so­wych. Po ich zi­den­ty­fi­ko­wa­niu moż­na dzia­łać w opar­ciu o swe moc­ne stro­ny.

Każ­dy z nas ma od­ręb­ną oso­bo­wość, jak wro­dzo­ną ma­try­cę, któ­ra to­wa­rzy­szy nam przez całe ży­cie. Uro­dzi­li­śmy się z da­nym ty­pem oso­bo­wo­ści, idzie­my z nim przez ży­cie, a kie­dy prze­cho­dzi­my na od­po­czy­nek (miej­my na­dzie­ję, na ko­niec dłu­gie­go i owoc­ne­go ży­cia), ro­bi­my to z tym sa­mym ty­pem oso­bo­wo­ści.

Może my­ślisz te­raz: „Chwi­lecz­kę. Prze­cież mogę być w pew­nym mo­men­cie taki, ale kie­dy in­dziej zu­peł­nie inny. Czy oko­licz­no­ści nie wpły­wa­ją na mój typ oso­bo­wo­ści?”

Od­po­wiedź brzmi: NIE. Czy zmie­nia­my swo­je za­cho­wa­nie w okre­ślo­nych sy­tu­acjach? Oczy­wi­ście! Więk­szość istot ludz­kich po­sia­da sze­ro­ki re­per­tu­ar za­cho­wań. Nie mo­gli­by­śmy do­brze funk­cjo­no­wać, gdy­by tak nie było. Oczy­wi­ście, in­a­czej za­cho­wu­je­my się w pra­cy, a in­a­czej w domu. Na na­sze po­stę­po­wa­nie wpły­wa też to, czy prze­by­wa­my z kimś ob­cym, czy z bli­ski­mi przy­ja­ciół­mi, w par­ku czy na po­grze­bie. Jed­nak lu­dzie nie zmie­nia­ją oso­bo­wo­ści wraz z każ­dą nową sy­tu­acją, w ja­kiej się znaj­dą.

Nie ozna­cza to, że czyn­ni­ki śro­do­wi­sko­we nie mają zna­cze­nia – są na­praw­dę istot­ne. Ro­dzi­ce, ro­dzeń­stwo, na­uczy­cie­le oraz wa­run­ki eko­no­micz­ne, spo­łecz­ne i po­li­tycz­ne – wszyst­ko to od­gry­wa waż­ną rolę w wy­zna­cze­niu kie­run­ku, jaki przy­bie­rze na­sze ży­cie. Nie­któ­rzy lu­dzie są do tego stop­nia zmu­sza­ni przez oko­licz­no­ści do dzia­ła­nia w okre­ślo­ny spo­sób, iż do­słow­nie prze­sta­ją być sobą (wię­cej na ten te­mat w dal­szej czę­ści książ­ki). Wszy­scy jed­nak star­tu­je­my z kon­kret­nym ty­pem oso­bo­wo­ści, któ­ry przez całe ży­cie pre­dys­po­nu­je nas do za­cho­wa­nia w okre­ślo­ny spo­sób.

Je­śli od­no­sisz się scep­tycz­nie wo­bec kon­cep­cji wro­dzo­ne­go cha­rak­te­ru ty­pów oso­bo­wo­ści, przyj­rzyj się dzie­ciom w tej sa­mej ro­dzi­nie. Mogą to być two­je wła­sne dzie­ci, ro­dzeń­stwo, czy na­wet po­cie­chy zna­jo­mych. Czy mają róż­ne oso­bo­wo­ści? Z pew­no­ścią tak i czę­sto róż­ni­ce są wi­docz­ne już od chwi­li uro­dze­nia (a nie­kie­dy na­wet w okre­sie ży­cia pło­do­we­go).

Kon­cep­cja typu oso­bo­wo­ści nie jest nowa. Lu­dzie za­wsze byli świa­do­mi po­do­bieństw i róż­nic po­mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi oso­ba­mi. Po­przez stu­le­cia po­wsta­ło wie­le sys­te­mów i mo­de­li wy­róż­nia­nia oraz kla­sy­fi­ko­wa­nia tych róż­nic. Obec­nie zro­zu­mie­nie ludz­kie­go za­cho­wa­nia jest tak głę­bo­kie, że uda­je się do­kład­nie zi­den­ty­fi­ko­wać szes­na­ście róż­nych ty­pów oso­bo­wo­ści.

Wszyst­kie one rze­czy­wi­ście funk­cjo­nu­ją w świe­cie. Moż­na roz­szy­fro­wać typ oso­bo­wo­ści wła­sny i in­nych lu­dzi, zro­zu­mieć, dla­cze­go okre­ślo­ne typy naj­le­piej funk­cjo­nu­ją w da­nych za­wo­dach oraz wy­ja­śnić, dla­cze­go lu­dzie w róż­ny spo­sób od­naj­du­ją sa­tys­fak­cję za­wo­do­wą.

2JAK MY­ŚLISZ,KIM JE­STEŚ?Od­kry­wa­nie swe­go typuoso­bo­wo­ści

W roz­dzia­le tym do­wiesz się, jak dzia­ła typ oso­bo­wo­ści, co wię­cej – od­kry­jesz wła­sny. Naj­pierw jed­nak opo­wie­my o tym, jak to się dzie­je, że typ oso­bo­wo­ści jest przez tak wie­lu lu­dzi wy­ko­rzy­sty­wa­ny w tak róż­ny spo­sób.

Krót­ka hi­sto­ria typu oso­bo­wo­ści

Kon­cep­cja typu oso­bo­wo­ści za­wdzię­cza swo­je ist­nie­nie pra­com szwaj­car­skie­go psy­cho­lo­ga Car­la Jun­ga1 i dwóch Ame­ry­ka­nek, Ka­tha­ri­ne Briggs i jej cór­ki Isa­bel Briggs My­ers. Carl Jung, psy­cho­ana­li­tyk i uczeń Zyg­mun­ta Freu­da2, do­szedł do wnio­sku, że za­cho­wa­nie, któ­re wy­da­je się nie­prze­wi­dy­wal­ne, w rze­czy­wi­sto­ści da się prze­wi­dzieć, je­że­li zro­zu­mie się le­żą­ce u jego pod­staw funk­cje umy­sło­we i pre­fe­ro­wa­ne po­sta­wy.

Pod­czas gdy Jung do­ko­ny­wał swych od­kryć, Ka­tha­ri­ne Briggs, któ­rą od daw­na in­try­go­wa­ły po­do­bień­stwa i róż­ni­ce po­mię­dzy ludz­ki­mi oso­bo­wo­ścia­mi, za­czę­ła opra­co­wy­wać wła­sny sys­tem „ty­po­wa­nia” lu­dzi. W 1921 roku teo­ria oso­bo­wo­ści Jun­ga zo­sta­ła opu­bli­ko­wa­na w książ­ce pod ty­tu­łem Psy­cho­lo­gi­cal Ty­pes (Typy psy­cho­lo­gicz­ne). Po prze­czy­ta­niu an­giel­skie­go tłu­ma­cze­nia, wy­da­ne­go w roku 1923, Ka­tha­ri­ne Briggs zro­zu­mia­ła, że Jung już od­krył to, cze­go ona szu­ka­ła, za­tem za­adap­to­wa­ła jego mo­del i za­czę­ła po­waż­ne stu­dio­wa­nie tej pra­cy. Za­in­spi­ro­wa­ła też cór­kę do pój­ścia w swe śla­dy.

Ni­niej­sze omó­wie­nie typu oso­bo­wo­ści opie­ra się na pio­nier­skich pra­cach i pi­smach Ka­tha­ri­ne Briggs i jej cór­ki Isa­bel Briggs My­ers, któ­re wy­ko­rzy­sta­ły teo­re­tycz­ne roz­wa­ża­nia Car­la Jun­ga, po­sze­rza­jąc je i na­da­jąc im prak­tycz­ny wy­miar. Jung wy­róż­niał trzy ska­le pre­fe­ren­cji i osiem ty­pów oso­bo­wo­ści. Obie Ame­ry­kan­ki w opar­ciu o dłu­go­let­nie ba­da­nia uzna­ły czte­ry ska­le pre­fe­ren­cji i szes­na­ście od­ręb­nych ty­pów oso­bo­wo­ści. Nasz wy­wód ba­zu­je w du­żej mie­rze na pi­smach Isa­bel Briggs My­ers.

Po­cząw­szy od 1940 roku Ka­tha­ri­ne Briggs i Isa­bel Briggs My­ers za­czę­ły opra­co­wy­wać test MBTI®3 do oce­ny typu psy­cho­lo­gicz­ne­go, póź­niej udo­sko­na­lo­ny i po­pra­wio­ny. Jego wy­ni­ki ze­bra­no i wie­lo­krot­nie ana­li­zo­wa­no, zy­sku­jąc ich na­uko­we po­twier­dze­nie.

We­dług tej ty­po­lo­gii ist­nie­je szes­na­ście od­ręb­nych ty­pów oso­bo­wo­ści. Nie ozna­cza to, że każ­dy z nas nie jest je­dy­ny w swo­im ro­dza­ju, bo w isto­cie jest. Set­ka lu­dzi o tym sa­mym ty­pie oso­bo­wo­ści to bar­dzo zróż­ni­co­wa­na gru­pa, po­nie­waż mają oni róż­nych ro­dzi­ców, geny, do­świad­cze­nie, za­in­te­re­so­wa­nia itd. Wy­ka­zu­ją jed­nak wie­le wspól­ne­go ze sobą. Iden­ty­fi­ka­cja typu oso­bo­wo­ści po­ma­ga od­kryć i na­uczyć się, jak wy­ko­rzy­sty­wać te wspól­ne ce­chy. Za­zna­ja­mia­jąc się z ty­pem oso­bo­wo­ści, moż­na się prze­ko­nać, że wszyst­kie typy są jed­na­ko­wo war­to­ścio­we, wraz ze swy­mi wro­dzo­ny­mi za­le­ta­mi i sła­bo­ścia­mi. Nie ma lep­szych ani gor­szych, mą­drzej­szych czy bar­dziej tę­pych, zdrow­szych czy ra­czej skłon­nych do cho­rób. Typ oso­bo­wo­ści nie de­ter­mi­nu­je in­te­li­gen­cji ani nie prze­są­dza o suk­ce­sie, nie wska­zu­je też, jak do­brze ktoś się przy­sto­so­wu­je. Po­ma­ga jed­nak od­kryć, co naj­le­piej mo­ty­wu­je i po­bu­dza każ­de­go z nas, a to z ko­lei umoż­li­wia szu­ka­nie w pra­cy tych wła­śnie ele­men­tów.

W jaki spo­sób okre­ślić swój typ oso­bo­wo­ści?

Jed­nym ze spo­so­bów jest wy­peł­nie­nie kwe­stio­na­riu­sza typu oso­bo­wo­ści My­ers Briggs (MBTI) i in­ter­pre­ta­cja wy­ni­ków przez pro­fe­sjo­na­li­stę. Jed­nak ze wzglę­dów prak­tycz­nych pro­po­nu­je­my inną, sto­so­wa­ną z po­wo­dze­niem me­to­dę.

Pierw­szy krok tego dwu­eta­po­we­go pro­ce­su ozna­cza prze­czy­ta­nie na­stęp­nej czę­ści książ­ki, w któ­rej opi­su­je­my każ­dy z czte­rech wy­mia­rów typu oso­bo­wo­ści.

Czy­ta­jąc o każ­dym wy­mia­rze typu, za­sta­nów się, któ­re pre­fe­ren­cje przy­po­mi­na­ją cie­bie. Więk­szość z tego, co prze­czy­tasz o swo­ich pre­fe­ren­cjach, bę­dzie dla cie­bie brzmieć praw­dzi­wie, trze­ba jed­nak pa­mię­tać, że pre­fe­ren­cje są uogól­nie­nia­mi i re­pre­zen­tu­ją skraj­no­ści. Na­le­ży kon­cen­tro­wać się nie na po­je­dyn­czych przy­kła­dach każ­dej pre­fe­ren­cji, lecz na wzo­rze za­cho­wa­nia, któ­ry wy­glą­da na bar­dziej spój­ny z tym, jaki je­steś, niż wzo­rzec prze­ciw­ny. Na­wet je­śli je­den przy­kład wy­da­je się do­kład­nie cie­bie przy­po­mi­nać, po­wi­nie­neś spraw­dzić, jak czu­jesz się ze wszyst­ki­mi po­zo­sta­ły­mi, za­nim zde­cy­du­jesz.

Po omó­wie­niu każ­de­go wy­mia­ru typu oso­bo­wo­ści znaj­du­je się ska­la. Na­le­ży za­zna­czyć na niej punkt naj­do­kład­niej od­zwier­cie­dla­ją­cy siłę two­jej pre­fe­ren­cji. Im bli­żej środ­ka ska­li (po do­wol­nej stro­nie) znaj­du­je się twój znak, tym mniej wy­raź­na jest pre­fe­ren­cja; im da­lej od środ­ka – tym sil­niej­szy prio­ry­tet. Na­wet je­śli nie je­steś pe­wien swo­jej pre­fe­ren­cji, spró­buj okre­ślić, po któ­rej stro­nie środ­ka „wy­pa­dasz”. W okre­śle­niu typu oso­bo­wo­ści naj­bar­dziej po­moc­ne jest to, któ­rą stro­nę ska­li wo­lisz, a nie, jak wy­raź­nie czy sła­bo za­zna­cza się pre­fe­ren­cja.

Osza­co­wu­jąc w ten spo­sób pre­fe­ren­cje dla każ­de­go z czte­rech wy­mia­rów typu oso­bo­wo­ści, otrzy­masz czte­ro­li­te­ro­wy kod. Dla więk­szo­ści osób kod ten bę­dzie re­pre­zen­to­wać ich typ oso­bo­wo­ści albo bar­dzo do nie­go zbli­żo­ny. Pod ko­niec roz­dzia­łu prze­zna­czo­no miej­sce na wpi­sa­nie li­ter ozna­cza­ją­cych twój wła­sny typ oso­bo­wo­ści.

Dru­gi etap iden­ty­fi­ka­cji typu oso­bo­wo­ści na­stę­pu­je po prze­czy­ta­niu opi­su pre­fe­ren­cji i do­ko­na­niu oce­ny. To jed­nak dzie­je się odro­bi­nę póź­niej. Te­raz pora, by po­znać typ oso­bo­wo­ści.

Czte­ry wy­mia­ry oso­bo­wo­ści

Sys­tem oce­ny oso­bo­wo­ści za po­mo­cą typu opie­ra się na czte­rech pod­sta­wo­wych aspek­tach ludz­kiej oso­bo­wo­ści:

• w jaki spo­sób wza­jem­nie od­dzia­łu­je­my ze świa­tem i do­kąd kie­ru­je­my ener­gię;

• jaki ro­dzaj in­for­ma­cji na­tu­ral­nie spo­strze­ga­my;

• jak po­dej­mu­je­my de­cy­zje;

• czy wo­li­my żyć w spo­sób bar­dziej struk­tu­ral­ny, zor­ga­ni­zo­wa­ny (po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji), czy też bar­dziej spon­ta­nicz­ny (przyj­mo­wa­nie in­for­ma­cji).

Te aspek­ty ludz­kiej oso­bo­wo­ści na­zy­wa­my wy­mia­ra­mi, po­nie­waż każ­dy z nich moż­na zi­lu­stro­wać jako li­nię cią­głą po­mię­dzy dwie­ma skraj­no­ścia­mi.

W jaki spo­sób wza­jem­nie od­dzia­łu­je­my ze świa­tem i do­kąd kie­ru­je­my ener­gię

eks­tra­wer­sja ≠ in­tro­wer­sja

(E) Exstra­ver­sion ≠ In­tro­ver­sion (I)

Jaki ro­dzaj in­for­ma­cji na­tu­ral­nie spo­strze­ga­my

po­zna­nie ≠ in­tu­icja

(S) Sen­sing ≠ In­tu­ition (N)

Jak po­dej­mu­je­my de­cy­zje

my­śle­nie ≠ od­czu­wa­nie

(T) Thin­king ≠ Fe­eling (F)

Czy wo­li­my żyć w spo­sób bar­dziej zor­ga­ni­zo­wa­ny (po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji), czy też bar­dziej spon­ta­nicz­ny (przyj­mo­wa­nie in­for­ma­cji)

osą­dza­nie ≠ ob­ser­wa­cja

(J) Jud­ging ≠ Per­ce­iving (P)

Oso­bo­wość do­wol­nej oso­by wy­pa­da po jed­nej stro­nie punk­tu środ­ko­we­go na każ­dej z tych czte­rech skal. Prze­ciw­ne koń­ce skal na­zy­wa­my pre­fe­ren­cja­mi (skłon­no­ścia­mi) lub prio­ry­te­ta­mi. Je­śli „wy­pa­dasz” po stro­nie eks­tra­wer­tycz­nej, na przy­kład, mówi się, że masz pre­fe­ren­cje w kie­run­ku eks­tra­wer­sji. Je­śli po stro­nie in­tro­wer­tycz­nej, two­ją pre­fe­ren­cją jest in­tro­wer­sja.

W rze­czy­wi­sto­ści w co­dzien­nym ży­ciu uży­wasz obu stron każ­dej ska­li, jed­nak po­sia­dasz też wro­dzo­ną pre­fe­ren­cję dla jed­nej lub dru­giej stro­ny. Czy przy­po­mi­nasz so­bie ćwi­cze­nie, w któ­rym uży­wa­łeś każ­dej ręki, by się pod­pi­sać? Za­cho­wa­nie pre­fe­ro­wa­ne przy­cho­dzi za­zwy­czaj ła­twiej, bar­dziej au­to­ma­tycz­nie i wia­ry­god­nie; z tych wła­śnie przy­czyn naj­więk­szy suk­ces od­no­sisz, wy­bie­ra­jąc je. Je­śli pre­fe­ren­cja nie za­zna­cza się wy­raź­nie, to two­ja oso­bo­wość może wy­pa­dać bar­dzo bli­sko punk­tu środ­ko­we­go po jed­nej ze stron. Je­śli masz eks­tre­mal­ne pre­fe­ren­cje, znaj­dziesz swo­ją oso­bo­wość na jed­nym lub dru­gim koń­cu ska­li. Lu­dzie o sil­nych pre­fe­ren­cjach, któ­rzy „wy­pa­da­ją” na prze­ciw­nych krań­cach ska­li, bar­dzo się od sie­bie róż­nią.

Nie trze­ba na po­czą­tek przy­wią­zy­wać zbyt du­żej wagi do ter­mi­nów uży­tych, by opi­sać te czte­ry wy­mia­ry (np. po­zna­nie w sto­sun­ku do in­tu­icji). W nie­któ­rych przy­pad­kach na­zwy te nie zna­czą do­kład­nie tego, co się po­tocz­nie my­śli. Choć opi­su­ją je zna­ne sło­wa, w tym kon­tek­ście ozna­cza­ją coś in­ne­go. Po­krót­ce je wy­ja­śni­my.

Za­uwa­żysz, że sko­ro każ­da ska­la po­sia­da dwie prze­ciw­ne pre­fe­ren­cje, to w su­mie ist­nie­je osiem pre­fe­ren­cji, każ­da re­pre­zen­to­wa­na przez kon­kret­ną li­te­rę4. Li­te­ry te w róż­nych ze­sta­wie­niach opi­su­ją szes­na­ście ty­pów oso­bo­wo­ści. Two­ja kon­kret­na kom­bi­na­cja pre­fe­ren­cji zna­czy da­le­ko wię­cej niż po­je­dyn­czo każ­da ze skłon­no­ści.

Mo­żesz się za­sta­na­wiać, co ta­kie­go ma­gicz­ne­go kry­je się w tej szes­na­st­ce. Dla­cze­go nie ma dwu­na­stu ty­pów oso­bo­wo­ści? Albo dwu­dzie­stu, albo dwu­stu? Od­po­wiedź leży po pro­stu w ma­te­ma­ty­ce. Je­śli po­li­czysz wszyst­kie moż­li­we kom­bi­na­cje ośmiu li­ter pre­fe­ren­cji, otrzy­masz szes­na­ście moż­li­wych ty­pów. Ła­twiej je so­bie wy­obra­zić, gdy są upo­rząd­ko­wa­ne w dia­gram, taki jak za­pro­po­no­wa­ła Isa­bel Briggs My­ers.

ISTJ

ISFJ

INFJ

INTJ

ISTP

ISFP

INFP

INTP

ESTP

ESFP

ENFP

ENTP

ESTJ

ESFJ

ENFJ

ENTJ

Każ­dy z nas pa­su­je do jed­nej z tych szes­na­stu ka­te­go­rii. Cho­ciaż typ oso­bo­wo­ści jest zsys­te­ma­ty­zo­wa­ny, jest tak­że ela­stycz­ny; jest wy­star­cza­ją­co za­wę­żo­ny, by być uży­tecz­nym, jed­no­cze­śnie na tyle do­sto­so­wu­ją­cy się, by pa­so­wać do każ­de­go.

Eks­tra­wer­sja – in­tro­wer­sja (E – J)

Pierw­szy wy­miar typu oso­bo­wo­ści do­ty­czy tego, jak wo­li­my wza­jem­nie od­dzia­ły­wać ze świa­tem i gdzie kie­ru­je­my ener­gię. Carl Jung stwo­rzył kon­cep­cję eks­tra­wer­sji i in­tro­wer­sji, aby opi­sać, jak ży­je­my w świe­cie na ze­wnątrz sie­bie i w świe­cie we­wnątrz nas sa­mych. Każ­dy z nas po­sia­da na­tu­ral­ną pre­fe­ren­cję dla świa­ta ze­wnętrz­ne­go albo we­wnętrz­ne­go, choć z ko­niecz­no­ści wszy­scy funk­cjo­nu­je­my w obu. Funk­cjo­no­wa­nie w wy­bra­nym świe­cie po­bu­dza nas; dzia­ła­nie w świe­cie prze­ciw­nym jest trud­niej­sze i bywa mę­czą­ce. Tych, któ­rzy wolą świat ze­wnętrz­ny, na­zy­wa­my eks­tra­wer­ty­ka­mi, a tych, któ­rzy pre­fe­ru­ją świat we­wnętrz­ny – in­tro­wer­ty­ka­mi.

Więk­szość lu­dzi są­dzi, że eks­tra­wer­tycz­ny ozna­cza roz­mow­ny, a in­tro­wer­tycz­ny – nie­śmia­ły. To do­bry przy­kład, by po­ka­zać, jak uży­wa­ne do opi­su typu ter­mi­ny mogą wpro­wa­dzać w błąd. W eks­tra­wer­sji i in­tro­wer­sji kry­je się coś znacz­nie wię­cej niż roz­mow­ność lub jej brak.

Po­mię­dzy eks­tra­wer­ty­ka­mi a in­tro­wer­ty­ka­mi ist­nie­ją wy­raź­ne i głę­bo­kie róż­ni­ce, po­nie­waż kie­ru­ją oni swą ener­gię w prze­ciw­ne stro­ny. Eks­tra­wer­ty­cy sku­pia­ją uwa­gę i ener­gię na świe­cie ze­wnętrz­nym. Po­szu­ku­ją lu­dzi i lu­bią kon­tak­ty z in­ny­mi, za­rów­no in­dy­wi­du­al­ne, jak i w gru­pach.

Nie­ustan­nie (i na­tu­ral­nie) po­cią­ga ich ze­wnętrz­ny świat lu­dzi i rze­czy. Pra­gną do­świad­czać świa­ta, aby go zro­zu­mieć, i dla­te­go lu­bią dużo ak­tyw­no­ści. „Ła­du­ją swo­je ba­te­rie” po­przez prze­by­wa­nie z in­ny­mi i zwy­kle zna­ją bar­dzo dużo lu­dzi. Lu­bią znaj­do­wać się w cen­trum dzia­ła­nia i są przy­stęp­ni, za­tem czę­sto po­zna­ją no­wych lu­dzi i ro­bią to z ła­two­ścią. Wo­bec do­wol­nej sy­tu­acji za­da­ją so­bie py­ta­nie: „Jak na to wpły­wam?”

In­tro­wer­ty­cy sku­pia­ją swo­ją uwa­gę i ener­gię na świe­cie we­wnątrz sie­bie sa­mych. Lu­bią spę­dzać czas w sa­mot­no­ści i po­trze­bu­ją tego cza­su, aby „na­ła­do­wać ba­te­rie”. In­tro­wer­ty­cy sta­ra­ją się zro­zu­mieć świat, za­nim go do­świad­czą, co ozna­cza, że dużo z ich dzia­łań na­le­ży do umy­sło­wych. Pre­fe­ru­ją kon­tak­ty to­wa­rzy­skie na mniej­szą ska­lę – je­den na je­den albo w ma­łych gru­pach. Uni­ka­ją sta­wa­nia się cen­trum uwa­gi i są za­zwy­czaj bar­dziej po­wścią­gli­wi niż eks­tra­wer­ty­cy. Wolą po­zna­wać no­wych lu­dzi po­wo­li. Wo­bec do­wol­nej sy­tu­acji za­da­ją so­bie py­ta­nie: „W jaki spo­sób to wpły­wa na mnie?”

Pe­ter, praw­dzi­wy eks­tra­wer­tyk, uj­mu­je to w na­stę­pu­ją­cy spo­sób. „Kie­dy wra­cam ze skle­pu, żona za­wsze mnie pyta: «No, i jak po­szło?» Moż­na by przy­pusz­czać, że spraw­dza, czy ku­pi­łem wszyst­ko, cze­go po­trze­bo­wa­łem. W rze­czy­wi­sto­ści – wie­dząc, jaki je­stem eks­tra­wer­tycz­ny – na­praw­dę ma na my­śli: «Jak wie­lu spo­tka­łeś zna­jo­mych?» Dla mnie kon­tak­ty z ludź­mi, szcze­gól­nie przy­ja­ciół­mi, są przy­jem­ne i po­bu­dza­ją­ce. Od­po­wia­da mi to, że gdzie­kol­wiek idę, pra­wie za­wsze wpa­dam na ko­goś zna­jo­me­go”.

Brent, in­tro­wer­tyk, od­czu­wa do­kład­nie prze­ciw­nie: „Lu­bię lu­dzi – wy­ja­śnia – ale nie za­le­ży mi na szyb­kich, sztucz­nych kon­tak­tach. Moja żona uwiel­bia przy­ję­cia, lecz ja uwa­żam je za wy­czer­pu­ją­ce. Dla mnie ko­niecz­ność po­zna­wa­nia tych wszyst­kich lu­dzi, któ­rych na­zwisk nie je­stem w sta­nie za­pa­mię­tać i któ­rych praw­do­po­dob­nie nig­dy nie zo­ba­czę, jest mę­czą­ca i nie­sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca. Po co mi to wszyst­ko?”

Czy­jeś pre­fe­ren­cje dla in­tro­wer­sji czy eks­tra­wer­sji moż­na do­strzec prak­tycz­nie we wszyst­kim, co robi. Przyj­rzyj­my się na przy­kład na­wy­kom stu­dio­wa­nia Jill, stu­dent­ki dru­gie­go roku col­le­ge’u. Jill wy­ja­śnia to w na­stę­pu­ją­cy spo­sób: „Za­wsze wolę uczyć się z przy­ja­ciół­mi. Mamy gru­pę, któ­ra na­praw­dę do­brze się spraw­dza. Je­śli ni­ko­go nie ma w po­bli­żu, idę do bi­blio­te­ki. Uwa­żam to za znacz­nie mniej nud­ne niż sa­mot­ne sie­dze­nie w po­ko­ju w aka­de­mi­ku i czy­ta­nie. W bi­blio­te­ce za­wsze spo­tkam ko­goś zna­jo­me­go, aby zro­bić so­bie wspól­ną prze­rwę”.

Z po­wo­dze­niem moż­na po­wie­dzieć, że więk­szość eks­tra­wer­ty­ków nie uda­je się do bi­blio­te­ki, by rze­czy­wi­ście się uczyć. Idą tam, by być z in­ny­mi ludź­mi.

Je­że­li nie wiesz, co my­śli eks­tra­wer­tyk… to zna­czy, że nie słu­cha­łeś, po­nie­waż ci to po­wie. Je­śli nie wiesz, co my­śli in­tro­wer­tyk… to nie za­py­ta­łeś, albo nie cze­ka­łeś wy­star­cza­ją­co dłu­go na od­po­wiedź. Kie­dy pada py­ta­nie, eks­tra­wer­tyk za­czy­na mó­wić, bo naj­le­piej czu­je się my­śląc na głos (w ze­wnętrz­nym świe­cie). Wła­ści­wie po­trze­bu­je mó­wić, by my­śleć. Z dru­giej stro­ny, za­nim in­tro­wer­tyk od­po­wie na py­ta­nie, czę­sto na­stę­pu­je chwi­la ci­szy, gdyż in­tro­wer­ty­cy czu­ją się znacz­nie le­piej my­śląc w ci­szy (w świe­cie we­wnętrz­nym). In­tro­wer­ty­cy pie­ką kon­cep­cje we­wnątrz, po­dob­nie jak cia­sto pie­cze się w pie­cu i przed­sta­wia­ją świa­tu ze­wnętrz­ne­mu do­pie­ro wte­dy, gdy są ukoń­czo­ne. Eks­tra­wer­ty­cy tyl­ko czę­ścio­wo pie­ką swo­je po­my­sły w środ­ku, wy­bie­ra­jąc ukoń­cze­nie ich w świe­cie ze­wnętrz­nym (co oczy­wi­ście cza­sem po­wo­du­je po­wsta­wa­nie kon­cep­cji na pół upie­czo­nych!). Jed­nak eks­tra­wer­ty­cy osta­tecz­nie do­pro­wa­dza­ją swo­je po­my­sły do koń­ca.

Inny eks­tra­wer­tyk, Shawn, wspo­mi­na: „Kie­dy cho­dzi­łem do szko­ły pod­sta­wo­wej, by­łem ogrom­nie pod­nie­co­ny, gdy chcia­łem, by na­uczy­ciel­ka mnie wy­wo­ła­ła. Ma­cha­łem ręką tak ener­gicz­nie, że mu­sia­łem pod­trzy­my­wać ją dru­gą dło­nią, aby się nie zmę­czyć! Gdy jed­nak na­uczy­ciel­ka w koń­cu mnie za­py­ta­ła, czę­sto nie mia­łem go­to­wej od­po­wie­dzi. Na­tu­ral­nie mó­wi­ła coś bar­dzo de­li­kat­ne­go i ro­zu­mie­ją­ce­go, w sty­lu: «Je­śli nie znasz od­po­wie­dzi, to dla­cze­go pod­no­sisz rękę?» Wte­dy tego nie wie­dzia­łem, lecz te­raz wiem: po­trze­bo­wa­łem wy­po­wie­dzieć od­po­wiedź. Po pro­stu nie mo­głem jej wy­my­ślić w ci­szy w mo­jej gło­wie”.

W prze­ci­wień­stwie do Shaw­na stu­den­ci i ucznio­wie in­tro­wer­tycz­ni po­trze­bu­ją cza­su, aby sfor­mu­ło­wać od­po­wie­dzi w umy­słach, za­nim mogą od­po­wie­dzieć na py­ta­nie na­uczy­cie­la. Więk­szość na­uczy­cie­li w szko­łach pod­sta­wo­wych jest eks­tra­wer­ty­ka­mi, za­tem mają ten­den­cję do szyb­kie­go prze­cho­dze­nia od jed­ne­go dziec­ka do na­stęp­ne­go. Pod­czas se­mi­na­riów ra­dzi­li­śmy na­uczy­cie­lom, by po­cze­ka­li choć kil­ka se­kund po za­da­niu py­ta­nia dziec­ku in­tro­wer­tycz­ne­mu – i do­nie­śli nam, że udział kla­sy w lek­cji wzrósł trzy­krot­nie!

Wie­lu eks­tra­wer­ty­ków prze­ko­nu­je się, że ich pre­fe­ren­cja po­ma­ga im w pra­cy, po­nie­waż na ogół po­tra­fią my­śleć w bie­gu. Kie­dy zada im się py­ta­nie, po pro­stu za­czy­na­ją mó­wić. W koń­cu do­cho­dzą do ja­kiejś od­po­wie­dzi i zwy­kle po­tra­fią prze­ko­nać in­nych, że ma ona sens.

Le­slie, po­dob­nie jak więk­szość in­tro­wer­ty­ków, ma inne do­świad­cze­nia: „Nig­dy nie za­po­mnę, jak fru­stru­ją­ca była moja pierw­sza pra­ca – po­wie­dział. – Zda­wa­ło się, jak­by wszy­scy w fir­mie, wraz z sze­fem, byli eks­tra­wer­ty­ka­mi. Jed­no było pew­ne, sta­le zmu­sza­no mnie do dzia­łań gru­po­wych, ta­kich jak uczest­ni­cze­nie w se­sjachbu­rzy mó­zgów i kon­fe­ren­cjach han­dlo­wych – i cią­gle od­by­wa­li­śmy spo­tka­nia! Co gor­sze, szef nie da­wał cza­su, abym mógł od­po­wie­dzieć na py­ta­nia. Może uwa­żał mnie za głup­ka albo my­ślał, że zaj­mu­je mi to tak dużo cza­su, gdyż nie znam od­po­wie­dzi”.

Eks­tra­wer­ty­cy są zwy­kle oso­ba­mi znacz­nie bar­dziej pu­blicz­ny­mi niż in­tro­wer­ty­cy i swo­bod­nie dzie­lą się oso­bi­sty­mi in­for­ma­cja­mi. In­tro­wer­ty­cy są bar­dziej pry­wat­ni. Do­świad­czył tego Ger­ry, in­tro­wer­tyk: „Nowa współ­pra­cow­ni­ca w na­szym dzia­le usły­sza­ła, że je­stem do­brym ku­cha­rzem, więc wciąż za­drę­cza­ła mnie, by za­pro­sić ją na ko­la­cję. W koń­cu to zro­bi­łem i po­si­łek udał się wspa­nia­le. Jed­nak na­stęp­ne­go dnia za­czę­ła wszyst­kim opo­wia­dać o wspa­nia­łym przy­ję­ciu, ja­kie przy­go­to­wa­łem. Jej wy­lew­ne kom­ple­men­ty już były wy­star­cza­ją­co złe, ale na do­da­tek opi­sa­ła szcze­gó­ło­wo wszyst­ko, co mia­łem w domu! Opo­wia­da­ła o mo­ich oso­bi­stych skar­bach, któ­re zbie­ra­łem przez ostat­nich trzy­dzie­ści lat. By­łem wście­kły. Gdy­bym chciał, żeby wszy­scy ko­le­dzy tyle o mnie wie­dzie­li, sam za­pro­sił­bym ich do sie­bie i zor­ga­ni­zo­wał zwie­dza­nie!”

Te eks­tra­wer­tycz­na współ­pra­cow­ni­ca była prze­ra­żo­na, gdy przy­pad­ko­wo do­wie­dzia­ła się, że na­ru­szy­ła pry­wat­ność Ger­ry’ego. Mia­ła naj­lep­sze in­ten­cje i my­śla­ła, że tyl­ko szcze­rze chwa­li jego do­bry gust.

Waż­ne jest zro­zu­mie­nie, że da­rem eks­tra­wer­sji jest sze­ro­kość, in­tro­wer­sji – głę­bo­kość. Eks­tra­wer­ty­cy zwy­kle in­te­re­su­ją się wie­lo­ma spra­wa­mi, ale nie­ko­niecz­nie na bar­dzo głę­bo­kim po­zio­mie. In­tro­wer­ty­cy mają mniej za­in­te­re­so­wań, lecz po­dą­ża­ją za nimi znacz­nie głę­biej. Gdy in­tro­wer­tyk za­cznie mó­wić o przed­mio­cie swe­go za­in­te­re­so­wa­nia, może cią­gnąć w nie­skoń­czo­ność.

Lar­ry i Mark, mimo naj­lep­szych wy­sił­ków, by się z tego „wy­wi­nąć”, zna­leź­li się na co­rocz­nym przy­ję­ciu świą­tecz­nym wy­da­wa­nym przez fir­mę, w któ­rej pra­co­wa­ły ich żony. Obaj męż­czyź­ni są in­tro­wer­ty­ka­mi, więc ła­two so­bie wy­obra­zić ra­dość, jaką od­czu­wa­li, ocze­ku­jąc spę­dze­nia na­stęp­nych czte­rech go­dzin ze stu dwu­dzie­sto­ma cał­ko­wi­cie nie­zna­jo­my­mi oso­ba­mi. Na szczę­ście dla obu, wcze­śnie po­zna­li się przy za­ma­wia­niu na­po­jów w ba­rze. Po krót­kiej, nie­zbyt zręcz­nej roz­mo­wie do­wie­dzie­li się (przy­pad­kiem), że obaj są za­pa­lo­ny­mi że­gla­rza­mi. Całe przy­ję­cie spę­dzi­li roz­ma­wia­jąc o ło­dziach, wy­po­sa­że­niu, miej­scach wy­cie­czek i opo­wia­da­jąc o nie­bez­piecz­nych przy­go­dach.

Bill, któ­re­go żona pra­co­wa­ła w tej sa­mej fir­mie, nie mógł się do­cze­kać przy­ję­cia. Rok wcze­śniej po­znał mnó­stwo współ­mał­żon­ków pra­cow­ni­ków i chciał od­no­wić te zna­jo­mo­ści. Gdy tyl­ko przy­by­li, Bill i jego żona – któ­ra tak­że była eks­tra­wer­ty­kiem – ru­szy­li wła­sny­mi dro­ga­mi. Przed koń­cem wie­czo­ru Bill roz­ma­wiał co naj­mniej z dwu­dziest­ką lu­dzi, po­ru­sza­jąc dwa razy tyle te­ma­tów. On i jego żona tak się roz­ocho­ci­li, że wraz z gru­pą po­zo­sta­łych noc­nych mar­ków (w więk­szo­ści eks­tra­wer­ty­ków) prze­nie­śli przy­ję­cie do hal­lu ho­te­lo­we­go, gdy po­zo­sta­li roz­je­cha­li się już do do­mów.

Eks­tra­wer­ty­cy mają nie­ja­ką prze­wa­gę w spo­łe­czeń­stwach, po­nie­waż by­wa­ją licz­niej­si. Oko­ło 70 pro­cent lud­no­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych jest eks­tra­wer­ty­ka­mi, co tłu­ma­czy na­ro­do­we umi­ło­wa­nie ba­rów szyb­kiej ob­słu­gi (eks­tra­wer­ty­cy ro­bią wszyst­ko w bie­gu) oraz skra­ca­nie waż­nych in­for­ma­cji do dzie­się­cio­se­kun­do­wych mi­ga­wek w wie­czor­nych wia­do­mo­ściach (eks­tra­wer­ty­cy z re­gu­ły nie prze­pa­da­ją za dłu­gi­mi ana­li­za­mi).

Eks­tra­wer­ty­cy

In­tro­wer­ty­cy

Po­bu­dza ich prze­by­wa­nie z in­ny­mi ludź­mi.

Po­bu­dza ich spę­dza­nie cza­su w sa­mot­no­ści.

Lu­bią być w cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia.

Uni­ka­ją sta­wa­nia się cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia.

Dzia­ła­ją, a po­tem my­ślą.

My­ślą, a po­tem dzia­ła­ją.

Mają ten­den­cję do gło­śne­go my­śle­nia.

Roz­wa­ża­ją spra­wy w głę­bi swych umy­słów.

Ła­two ich „roz­szy­fro­wać” i po­znać.

Swo­bod­nie dzie­lą się in­for­ma­cja­mi oso­bi­sty­mi.

Są bar­dziej pry­wat­ni; wolą dzie­lić in­for­ma­cje oso­bi­ste z kil­ko­ma wy­bra­ny­mi oso­ba­mi.

Mó­wią wię­cej niż słu­cha­ją.

Słu­cha­ją ra­czej niż mó­wią.

Ko­mu­ni­ku­ją się en­tu­zja­stycz­nie.

Za­cho­wu­ją en­tu­zjazm dla sie­bie.

Re­agu­ją szyb­ko; lu­bią szyb­kie tem­po.

Re­agu­ją po chwi­li cza­su na za­sta­no­wie­nie.

Wolą sze­ro­kość niż głę­bo­kość.

Wolą głę­bo­kość niż sze­ro­kość.

Czy po prze­czy­ta­niu frag­men­tu o eks­tra­wer­ty­kach i in­tro­wer­ty­kach mo­żesz wska­zać, kim sam je­steś? Cza­sem trud­no jest wy­brać po­mię­dzy tymi dwie­ma pre­fe­ren­cja­mi z po­wo­du spo­so­bu, w jaki zmie­nia­my się wraz z wie­kiem (na przy­kład bar­dziej niż kie­dyś in­te­re­su­je nas we­wnętrz­ny świat), albo z po­wo­du wy­ma­gań, ja­kie na­kła­da na nas pra­ca (na przy­kład moż­na wy­uczyć się, jak funk­cjo­no­wać w świe­cie ze­wnętrz­nym, gdyż tego wy­ma­ga za­ję­cie). Ma­jąc kło­po­ty z wy­bo­rem po­mię­dzy eks­tra­wer­sją a in­tro­wer­sją, do­brze za­dać so­bie py­ta­nie – gdy­bym mu­siał być taki albo inny przez resz­tę mego ży­cia, co bym wy­brał? Prze­my­śla­na od­po­wiedź czę­sto na­wet naj­bar­dziej nie­zde­cy­do­wa­ne oso­by po­pchnie w kie­run­ku praw­dzi­wej pre­fe­ren­cji.

Za­znacz swo­ją pre­fe­ren­cję na po­niż­szej ska­li.

(E) eks­tra­wer­sja ≠ in­tro­wer­sja (I)

Po­zna­nie – in­tu­icja (S – N)

Dru­gi wy­miar typu oso­bo­wo­ści do­ty­czy ro­dza­ju in­for­ma­cji, ja­kie w spo­sób na­tu­ral­ny za­uwa­ża­my. Nie­któ­rzy lu­dzie sku­pia­ją się na tym, co jest, pod­czas gdy inni na tym, co mo­gło­by być. Po­dej­ścia te – oba waż­ne – są za­sad­ni­czo róż­ne.

Tu po­now­nie po­trze­ba kil­ku de­fi­ni­cji. Uży­wa­my ter­mi­nu po­zna­nie, aby opi­sać pro­ces zbie­ra­nia in­for­ma­cji za po­mo­cą pię­ciu zmy­słów. Lu­dzie, któ­rzy pre­fe­ru­ją od­bie­ra­nie wra­żeń za po­mo­cą zmy­słów – na­zy­wa­my ich po­zna­ją­cy­mi – kon­cen­tru­ją się na tym, co moż­na zo­ba­czyć, usły­szeć, do­tknąć, po­wą­chać albo po­sma­ko­wać. Ufa­ją temu, co da się zmie­rzyć lub udo­ku­men­to­wać i sku­pia­ją się na tym, co re­al­ne i kon­kret­ne. Ce­lem zdo­by­cia do­kład­nych in­for­ma­cji o świe­cie, po­zna­ją­cy po­le­ga­ją na pię­ciu zmy­słach oraz oso­bi­stym do­świad­cze­niu. Są zo­rien­to­wa­ni na te­raź­niej­szość i sku­pia­ją się na tym, co się wy­da­rza w da­nej chwi­li. Pa­trzą na sy­tu­ację i chcą do­kład­nie okre­ślić, co się dzie­je.

Choć oczy­wi­ste jest, że wszy­scy uży­wa­my pię­ciu zmy­słów przyj­mu­jąc in­for­ma­cje, to jed­nak nie­któ­rzy wię­cej niż sa­my­mi fak­ta­mi in­te­re­su­ją się zna­cze­niem, re­la­cja­mi i moż­li­wo­ścia­mi wy­ni­ka­ją­cy­mi z tych fak­tów. Moż­na by po­wie­dzieć, że lu­dzie ci ufa­ją swo­je­mu szó­ste­mu zmy­sło­wi (in­tu­icji) bar­dziej niż pię­ciu po­zo­sta­łym. Ci, któ­rzy wy­bie­ra­ją in­tu­icję – są ludź­mi in­tu­icyj­ny­mi – w spo­sób na­tu­ral­ny czy­ta­ją mię­dzy wier­sza­mi i we wszyst­kim do­szu­ku­ją się zna­cze­nia. Lu­dzie in­tu­icji sku­pia­ją się na skut­kach i od­dzia­ły­wa­niach. W prze­ci­wień­stwie do po­zna­ją­cych, ce­nią wy­obraź­nię, ufa­ją swo­im in­spi­ra­cjom i prze­czu­ciom. Lu­dzie in­tu­icji są zo­rien­to­wa­ni na przy­szłość – mają ten­den­cje do prze­wi­dy­wa­nia wy­da­rzeń i pró­bu­ją ra­czej zmie­nić rze­czy, niż za­cho­wy­wać je ta­ki­mi, ja­kie są. In­tu­icyj­ny przy­glą­da się sy­tu­acji i chce wie­dzieć, co ona ozna­cza, a tak­że, ja­kie mogą wy­ni­kać z niej kon­se­kwen­cje.

W co­dzien­nym ży­ciu wszy­scy uży­wa­my za­rów­no zmy­słów, jak i in­tu­icji. Lu­dzie in­tu­icyj­ni są świa­do­mi in­for­ma­cji, ja­kie przy­no­szą im zmy­sły, a po­zna­ją­cy po­tra­fią in­ter­pre­to­wać zna­cze­nie czy­ichś słów, znaj­do­wać nowy spo­sób po­ra­dze­nia so­bie z pro­ble­mem, albo zgad­nąć, „kto to zro­bił”. Mimo to każ­dy wy­ka­zu­je pre­fe­ren­cje wo­bec po­zna­nia po­przez zmy­sły albo wo­bec in­tu­icji. Każ­da oso­ba je­den z tych pro­ce­sów wy­ko­rzy­stu­je bar­dziej na­tu­ral­nie, czę­ściej i z więk­szym po­wo­dze­niem niż dru­gi.

Po­zna­ją­cy są szcze­gól­nie do­brzy w do­strze­ga­niu i za­pa­mię­ty­wa­niu wiel­kiej licz­by fak­tów, na­to­miast lu­dzie in­tu­icji le­piej in­ter­pre­tu­ją fak­ty oraz wni­kli­wiej je ro­zu­mie­ją.

Eli­za­beth, typ po­zna­ją­cy, i Jim, in­tu­icyj­ny, pra­cu­ją ra­zem w fir­mie pro­du­ku­ją­cej ko­sme­ty­ki. Któ­re­goś dnia pre­zes po­spiesz­nie zwo­łał wszyst­kich sze­fów od­dzia­łu na ze­bra­nie w dość ner­wo­wej at­mos­fe­rze. Przed­sta­wił licz­by kre­ślą­ce po­nu­rą sy­tu­ację eko­no­micz­ną fir­my. Po­wie­dział, że je­śli spra­wy nie ule­gną po­pra­wie, trze­ba bę­dzie zwol­nić pra­cow­ni­ków i pod­jąć inne środ­ki ob­ni­ża­nia kosz­tów.

Spo­tka­nie za­koń­czy­ło się na­gle, a sze­fo­wie od­dzia­łu wy­szli w pew­nym zmie­sza­niu. Jim i Eli­za­beth na­tych­miast za­mknę­li się w po­ko­ju, by po­rów­nać swo­je uwa­gi. Eli­za­beth uzna­ła, że fir­ma na­praw­dę znaj­du­je się w trud­nej sy­tu­acji fi­nan­so­wej, po­nie­waż ro­zu­mia­ła licz­by, któ­re pre­zes cy­to­wał. Gdy zro­bi­ła do­dat­ko­we ob­li­cze­nia w swym no­tat­ni­ku, wy­ni­ki – za­pi­sa­ne czar­no na bia­łym – prze­ra­zi­ły ją jesz­cze bar­dziej niż spo­tka­nie.

Mimo że Jim nie miał gło­wy do liczb, on rów­nież był moc­no za­nie­po­ko­jo­ny i prze­stra­szo­ny. Od chwi­li gdy wszedł na spo­tka­nie, wie­dział, iż coś nie gra i miał prze­czu­cie, że coś jesz­cze kry­je się za sło­wa­mi pre­ze­sa. Na­tych­miast za­uwa­żył, że za­zwy­czaj spo­koj­ny i swo­bod­ny pre­zes tym ra­zem był po­bu­dzo­ny, a kil­ku sze­fów od­dzia­łu wy­mie­nia ukrad­ko­we spoj­rze­nia. Zwró­cił uwa­gę Eli­za­beth na to, że sto­sun­ki zda­wa­ły się szcze­gól­nie na­pię­te po­mię­dzy pre­ze­sem a wi­ce­pre­ze­sem do spraw ba­dań i roz­wo­ju. Mimo że nic na ten te­mat nie po­wie­dzia­no, Jim za­sta­na­wiał się, czy wią­że się to z kło­po­ta­mi z nową se­rią ko­sme­ty­ków do ochro­ny skó­ry, z któ­rą fir­ma wią­za­ła duże na­dzie­je. To mo­gło mieć dra­stycz­ny wpływ na sed­no ca­łej spra­wy.

Jak się oka­za­ło, obo­je mie­li ra­cję. Kil­ka dni póź­niej pre­zes przed­sta­wił złe wia­do­mo­ści – i ani Jim, ani Eli­za­beth nie byli za­sko­cze­ni, choć z zu­peł­nie z róż­nych przy­czyn. Mimo że każ­de z nich sku­pia­ło się na in­ne­go ro­dza­ju in­for­ma­cjach, oby­dwo­je do­szli do tego sa­me­go wnio­sku.

Pod­czas gdy po­zna­ją­cy lu­bią szcze­gó­ły i wi­dzą do­kład­nie to, co na­praw­dę jest przed nimi, in­tu­icyj­ni mało in­te­re­su­ją się szcze­gó­ła­mi i szu­ka­ją ra­czej kry­ją­cych się za nimi wzo­rów, albo chcą zo­ba­czyć cały ob­raz. Po­zna­ją­cy i in­tu­icyj­ni mogą tę samą sy­tu­ację wi­dzieć bar­dzo róż­nie, co ozna­cza, że in­a­czej ją tak­że za­pa­mię­ta­ją.

Ste­ve i Ka­ren sta­li w po­bli­żu ru­chli­we­go skrzy­żo­wa­nia, kie­dy wy­da­rzył się wy­pa­dek sa­mo­cho­do­wy. Wkrót­ce po zaj­ściu po­li­cja prze­słu­chi­wa­ła każ­de­go z nich.

– Zo­ba­czy­łam ostat­ni mo­del nie­bie­skie­go che­vro­le­ta kom­bi, któ­ry zbli­żał się do skrzy­żo­wa­nia, gdy było zie­lo­ne świa­tło – mó­wi­ła Ka­ren, typ po­zna­ją­cy. – Za­uwa­ży­łam też sta­re­go czer­wo­ne­go mu­stan­ga, zde­cy­do­wa­nie zbyt szyb­ko wy­jeż­dża­ją­ce­go z bocz­nej uli­cy – po­wie­dzia­ła­bym 80 km/h. Usły­sza­łam pisk ha­mul­ców mu­stan­ga, a po­tem gło­śny huk, gdy mu­stang ude­rzył w che­vro­le­ta po stro­nie kie­row­cy. Ude­rze­nie spo­wo­do­wa­ło, że che­vro­let dwu­krot­nie ob­ró­cił się, za­nim roz­bił się o słup sy­gna­li­za­cji świetl­nej na prze­ciw­nym rogu.

Ste­ve, typ in­tu­icyj­ny, po­wie­dział po­li­cji, że on rów­nież wi­dział i sły­szał, jak dwa sa­mo­cho­dy się zde­rza­ją. My­ślał, że mu­stang mógł prze­je­chać na czer­wo­nym świe­tle, ale wszyst­ko wy­da­rzy­ło się tak szyb­ko, że na­praw­dę nie miał pew­no­ści. Wła­ści­wie Ste­ve nie mógł po­dać po­li­cji wie­lu szcze­gó­łów na te­mat zaj­ścia. Pa­mię­tał, iż za­sta­na­wiał się, do­kąd czer­wo­ny mu­stang pę­dzi z taką szyb­ko­ścią – wie­dział, że to mu­stang, po­nie­waż miał kie­dyś po­dob­ny wóz – i uznał, iż trze­ba jak naj­szyb­ciej za­dzwo­nić po po­go­to­wie. Miał na­dzie­ję, że wszy­scy byli ubez­pie­cze­ni i mar­twił się o kie­row­cę, któ­ry ko­goś mu przy­po­mi­nał.

Lu­dzie in­tu­icyj­ni pod­cho­dzą do swo­ich za­dań zu­peł­nie in­a­czej niż po­zna­ją­cy. Na przy­kład, in­tu­icyj­ny bę­dzie ra­czej po­le­gać na swo­im wy­czu­ciu kie­run­ku niż uży­wać mapy, albo może pró­bo­wać wy­my­ślić, jak uru­cho­mić nowy kli­ma­ty­za­tor bez czy­ta­nia in­struk­cji. Po­zna­ją­cy pra­wie na pew­no przyj­mie po­dej­ście bar­dziej prak­tycz­ne.

Z oka­zji pierw­szej rocz­ni­cy ślu­bu Sha­ron ofia­ro­wa­ła Geo­r­ge’owi ga­zo­wy ro­żen. Trze­ba go było zmon­to­wać, ko­rzy­sta­jąc z to­wa­rzy­szą­cej mu do­kład­nej, dzie­się­cio­stro­ni­co­wej in­struk­cji wraz z dia­gra­ma­mi. Bę­dąc czło­wie­kiem w peł­ni in­tu­icyj­nym, Geo­r­ge za­czął skła­dać grill, łą­cząc czę­ści, „któ­re zda­wa­ły się pa­so­wać do sie­bie”. Kie­dy po dwóch go­dzi­nach skoń­czył to, co zro­bił, przy­po­mi­na­ło bar­dziej ro­wer niż ro­żen. Po­nad­to zo­sta­ła mu cała garść ele­men­tów i na­praw­dę nie miał po­ję­cia, co z nimi zro­bić! Sha­ron, któ­ra jest ty­pem po­zna­ją­cym, za­ję­ło całą go­dzi­nę roz­mon­to­wa­nie dzie­ła Geo­r­ge’a i po­now­ne zło­że­nie w spo­sób wła­ści­wy. Na­tu­ral­nie ona po­stę­po­wa­ła zgod­nie z in­struk­cją. Nie po­my­śla­ła­by na­wet, by ro­bić to w inny spo­sób!

Po­zna­ją­cy mają wiel­ką zdol­ność cie­sze­nia się tym, co jest te­raz i tu­taj. Czę­sto za­do­wa­la­ją się po­zo­sta­wie­niem spraw ta­ki­mi, ja­kie są. Lu­dzie in­tu­icyj­ni z ko­lei prze­wi­du­ją przy­szłość i ra­czej sprzy­ja­ją zmia­nom.

Phil, typ po­zna­ją­cy, i Jes­sie, in­tu­icyj­ny, czę­sto cho­dzą na dłu­gie spa­ce­ry nad miej­skim sta­wem. Phil uwiel­bia je, po­nie­waż za­pew­nia­ją mu kon­takt z na­tu­rą. Prze­pa­da za za­pa­chem lasu, po­dmu­chem wia­tru na twa­rzy, głę­bo­kim błę­ki­tem nie­ba kon­tra­stu­ją­cym z wie­lo­barw­ny­mi li­ść­mi na drze­wach. Po­nad­to po pro­stu lubi ruch. Jes­sie tak­że od­po­wia­da prze­by­wa­nie na świe­żym po­wie­trzu, jed­nak w cza­sie spa­ce­ru tyle my­śli i mówi o no­wych kon­cep­cjach w ra­mach bie­żą­ce­go pro­jek­tu, że czę­sto do koń­ca spa­ce­ru nie za­uwa­ża na­wet, gdzie była.

Za­rów­no in­tu­icyj­ni, jak i po­zna­ją­cy, od­gry­wa­ją w przed­się­bior­stwach waż­ne role. In­tu­icyj­ni w spo­sób na­tu­ral­ny sku­pia­ją się na moż­li­wo­ściach, po­zna­ją­cy – na re­aliach. Po­zna­ją­cy i in­tu­icyj­ni wi­dzą świat w za­sad­ni­czo od­mien­ny spo­sób i czę­sto nie do­ce­nia­ją per­spek­ty­wy dru­gie­go.

Do­brze wy­ra­ził to Ja­mes, typ in­tu­icyj­ny: „Je­stem czło­wie­kiem idei. Naj­le­piej czu­ję się wte­dy, gdy w kło­po­tli­wej sy­tu­acji mam wy­my­ślić nowe po­dej­ście, któ­re ją po­pra­wi. Pro­blem po­le­ga na tym, że nikt w tej fir­mie nie po­sia­da żad­nej wi­zji – a zwłasz­cza mój szef, War­ren. Nie wi­dzi nic poza czub­kiem swe­go nosa. Przy­cho­dzę do nie­go ze wspa­nia­łym po­my­słem, istot­nym dla przy­szło­ści tej fir­my, a on chce wie­dzieć je­dy­nie, ile to bę­dzie kosz­to­wa­ło. Ile cza­su to zaj­mie? Kto za­stą­pi mnie w pra­cy, gdy ja od­dam się temu za­da­niu chwi­li?”

War­ren, po­zna­ją­cy, wi­dzi spra­wy in­a­czej. „Może to dla­te­go, że Jim ma bar­dziej twór­cze po­dej­ście niż ja – jed­nak na­praw­dę nie wiem, skąd bie­rze te wszyst­kie po­my­sły. Nie cho­dzi o to, że są złe, ale więk­szość z nich jest kom­plet­nie nie­re­al­na. Jim nie ro­zu­mie, cze­go trze­ba do ich zre­ali­zo­wa­nia. To miej­sce funk­cjo­nu­je w opar­ciu o pew­ną za­sa­dę. Aby po­le­cić ja­kiś plan sze­fo­wi, mu­szę przed­sta­wić do­brze prze­my­śla­ną ana­li­zę kosz­tów i zy­sków, co ozna­cza re­ali­stycz­ne dane na te­mat wy­dat­ków, ram cza­so­wych i prze­wi­dy­wa­nych skut­ków dla fir­my. To wszyst­ko wy­ma­ga sta­ran­ne­go, me­to­dycz­ne­go ba­da­nia, któ­re­go wy­ko­na­niem Jim w ogó­le nie jest za­in­te­re­so­wa­ny”.

Po­dob­nie jak eks­tra­wer­ty­cy, po­zna­ją­cy mają nie­ja­ką prze­wa­gę w na­szych spo­łe­czeń­stwach, gdyż jest ich wię­cej. Oko­ło 75 pro­cent lud­no­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych to po­zna­ją­cy, co sta­wia in­tu­icyj­nych w wy­raź­nej mniej­szo­ści.

Po­zna­ją­cy

In­tu­icyj­ni

Ufa­ją temu, co pew­ne i kon­kret­ne.

Ufa­ją in­spi­ra­cji i wy­cią­gnię­tym z niej wnio­skom.

Nowe po­my­sły po­do­ba­ją im się tyl­ko wte­dy, je­śli mają prak­tycz­ne za­sto­so­wa­nie.

Lu­bią nowe idee i kon­cep­cje same w so­bie.

Ce­nią re­alizm i zdro­wy roz­są­dek.

Ce­nią wy­obraź­nię i in­no­wa­cje.

Lu­bią wy­ko­rzy­sty­wać i do­sko­na­lić po­sia­da­ne umie­jęt­no­ści.

Lu­bią opa­no­wy­wać nowe umie­jęt­no­ści; ła­two się nu­dzą po na­by­ciu zdol­no­ści.

By­wa­ją pre­cy­zyj­ni, ści­śli i do­słow­ni; po­da­ją szcze­gó­ło­we opi­sy.

By­wa­ją ogól­ni i sym­bo­licz­ni, ob­ra­zo­wi; uży­wa­ją me­ta­for i ana­lo­gii.

Przed­sta­wia­ją in­for­ma­cje krok po kro­ku.

Przed­sta­wia­ją in­for­ma­cje sko­ko­wo, w spo­sób ogól­ni­ko­wy.

Są zo­rien­to­wa­ni na te­raź­niej­szość.

Są zo­rien­to­wa­ni na przy­szłość.

Te­raz chy­ba jest ja­sne, że lu­dzie na­praw­dę przyj­mu­ją in­for­ma­cję na dwa bar­dzo róż­ne spo­so­by. Za­znacz swo­ją pre­fe­ren­cję na po­niż­szej ska­li.

(S) po­zna­nie ≠ in­tu­icja (N)

My­śle­nie – od­czu­wa­nie (T – F)

Trze­ci wy­miar typu oso­bo­wo­ści do­ty­czy spo­so­bu, w jaki po­dej­mu­je­my de­cy­zje i do­cho­dzi­my do wnio­sków. Po­dob­nie jak ist­nie­ją dwa róż­ne spo­so­by wza­jem­ne­go od­dzia­ły­wa­nia ze świa­tem oraz dwa róż­ne spo­so­by przyj­mo­wa­nia in­for­ma­cji, tak samo są dwa róż­ne spo­so­by po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji: za po­mo­cą my­śle­nia albood­czu­wa­nia.

W kon­tek­ście typu oso­bo­wo­ści my­śle­nie od­no­si się do po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji w spo­sób bez­stron­ny, a od­czu­wa­nie – w opar­ciu o oso­bi­ste war­to­ści. Mimo że emo­cje mogą sta­no­wić część po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, tu­taj od­czu­wa­nie ozna­cza po pro­stu po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji na pod­sta­wie tego, co jest waż­ne dla cie­bie i in­nych.

My­ślą­cy lu­bią de­cy­zje, któ­re mają lo­gicz­ny sens. Szczy­cą się zdol­no­ścią za­cho­wy­wa­nia obiek­ty­wi­zmu i ana­li­tycz­no­ści pod­czas pro­ce­su po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. Po­dej­mu­ją de­cy­zje przez ana­li­zo­wa­nie i wa­że­nie do­wo­dów, na­wet je­śli ozna­cza to do­cho­dze­nie do nie­przy­jem­nych wnio­sków. Od­czu­wa­ją­cy po­dej­mu­ją de­cy­zje w opar­ciu o to, jak bar­dzo im za­le­ży, albo o to, co czu­ją, że jest słusz­ne. Są dum­ni ze zdol­no­ści do współ­czu­cia i em­pa­tii. Oczy­wi­ście, my­ślą­cy i od­czu­wa­ją­cy mają bar­dzo róż­ne prio­ry­te­ty.

Nie­któ­rzy lu­dzie uwa­ża­ją, że szcze­gól­nie trud­no wy­brać po­mię­dzy my­śle­niem a od­czu­wa­niem. Cza­sem ter­mi­ny te nio­są za sobą okre­ślo­ne ko­no­ta­cje, któ­re mogą su­ge­ro­wać, iż je­den wy­bór wy­da­je się mniej po­żą­da­ny niż dru­gi. Po­nad­to we współ­cze­snej kul­tu­rze ist­nie­je bar­dzo sil­ne na­sta­wie­nie w sto­sun­ku do okre­ślo­ne­go ro­dza­ju za­cho­wy­wa­nia. Róż­ne ocze­ki­wa­nia wo­bec płci mogą po­wo­do­wać, że nie­któ­rzy lu­dzie ma­sku­ją swo­je pre­fe­ren­cje. Ko­bie­ta – my­ślą­ca, może zo­stać wy­cho­wa­na, by za­cho­wy­wać się jak od­czu­wa­ją­ca (daw­czy­ni ży­cia, mat­ka i opie­kun­ka, za­wsze ro­zu­mie­ją­ca i wspie­ra­ją­ca), a męż­czy­zna – od­czu­wa­ją­cy, do za­cho­wy­wa­nia się jak my­śli­ciel (my­śli­wy, zdo­byw­ca, opa­no­wa­ny, bez­stron­ny i nie­emo­cjo­nal­ny). Trze­ba się za­sta­no­wić się, któ­ry prio­ry­tet od­po­wia­da praw­dzi­we­mu ja, nie­ko­niecz­nie temu, zgod­nie z któ­rym ktoś zo­stał wy­cho­wa­ny czy do nie­go za­chę­ca­ny. Dla lu­dzi, któ­rzy przez dłu­gi czas dzia­ła­li nie­zgod­nie ze swo­im ty­pem oso­bo­wo­ści, wy­ja­śnie­nie tej pre­fe­ren­cji może oka­zać się do­świad­cze­niem wy­jąt­ko­wo oświe­ca­ją­cym i wy­zwa­la­ją­cym.

War­to po­wtó­rzyć, że każ­dy wy­ko­rzy­stu­je obie pre­fe­ren­cje. My­ślą­cy po­sia­da­ją emo­cje i war­to­ści oso­bi­ste, a od­czu­wa­ją­cy mogą być do­sko­na­le lo­gicz­ni. Jed­nak każ­dy z nas wy­ko­rzy­stu­je je­den z tych pro­ce­sów w spo­sób bar­dziej na­tu­ral­ny, czę­ściej i z więk­szym po­wo­dze­niem niż dru­gi.

My­śle­nie za­zwy­czaj uwa­ża się za ra­cjo­nal­ny spo­sób po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, pod­czas gdy po­dej­ście od­czu­wa­ją­ce – za ir­ra­cjo­nal­ne. Tak jed­nak nie jest. Obie me­to­dy są ra­cjo­nal­ne; wy­ko­rzy­stu­ją po pro­stu róż­ne kry­te­ria w pro­ce­sie po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji.

Ro­bert, od­czu­wa­ją­cy, jest za­stęp­cą dzie­ka­na w nie­wiel­kim col­le­ge’u hu­ma­ni­stycz­nym. Od­po­wia­da za prze­pro­wa­dza­nie dys­cy­pli­nar­nych prze­słu­chań stu­den­tów, oskar­żo­nych o na­ru­sze­nie prze­pi­sów szkol­nych. De­cy­du­je też w ra­zie po­trze­by o od­po­wied­niej ka­rze. Pe­wien stu­dent, Hen­ry, zo­stał zła­pa­ny na pa­le­niu ma­ri­hu­any w po­ko­ju w aka­de­mi­ku. Na­ru­sze­nie to zwy­kle po­cią­ga karę za­wie­sze­nia na je­den se­mestr oraz dwa se­me­stry wa­run­ko­we. Roz­pa­tru­jąc przy­pa­dek, Ro­bert do­wie­dział się, że Hen­ry zo­stał przy­dzie­lo­ny do po­ko­ju z dwo­ma stu­den­ta­mi ostat­nie­go roku, któ­rzy mie­li wcze­śniej ja­kieś pro­ble­my. Poza tym Hen­ry miał wspa­nia­łe osią­gnię­cia na­uko­we i nig­dy przed­tem nie przy­spa­rzał żad­nych kło­po­tów. Wy­da­wał się na­praw­dę skru­szo­ny i prze­ra­ża­ła go myśl o tym, jak za­re­agu­ją ro­dzi­ce, gdy­by zo­stał za­wie­szo­ny w pra­wach stu­den­ta, gdyż wy­sła­nie go do szko­ły wy­ma­ga­ło z ich stro­ny praw­dzi­wych po­świę­ceń. Bio­rąc to wszyst­ko pod roz­wa­gę, Ro­bert usta­lił jako karę Hen­ry’ego obo­wiąz­ko­wy udział w sze­ścio­ty­go­dnio­wym obo­zie na te­mat nar­ko­ty­ków oraz je­den se­mestr wa­run­ko­wy.

Dzie­kan, typ my­ślą­cy, uwa­ża­ła, że kara jest zbyt ła­god­na i nie ma sen­su. Są­dzi­ła, iż od­stęp­stwo od jed­nej nor­my dla wszyst­kich stu­den­tów stwa­rza nie­bez­piecz­ny pre­ce­dens. Po­pro­si­ła za­tem Ro­ber­ta o uza­sad­nie­nie de­cy­zji.

Ro­bert ujął to w na­stę­pu­ją­cy spo­sób: „Wiem, że mo­głem za­wie­sić Hen­ry’ego w pra­wach stu­den­ta. Uwzględ­ni­łem jed­nak wszyst­kie oko­licz­no­ści – nig­dy nie po­win­ni­śmy przy­dzie­lać go do po­ko­ju z tymi ko­le­ga­mi, szcze­gól­nie wie­dząc, jak bar­dzo nowy stu­dent pra­gnie ak­cep­ta­cji. Je­śli o mnie cho­dzi, to uwa­żam, że sami stwo­rzy­li­śmy pro­blem. Hen­ry jest do­brym chło­pa­kiem, do­brym stu­den­tem i do­brym na­byt­kiem dla szko­ły. Poza tym je­ste­śmy przede wszyst­kim in­sty­tu­cją edu­ka­cyj­ną. Czu­ję, że Hen­ry wy­cią­gnął cen­ną lek­cję z tego do­świad­cze­nia i nie wi­dzę po­trze­by ka­ra­nia go za sto­sun­ko­wo nie­wiel­kie wy­kro­cze­nie w spo­sób, któ­ry mógł­by wpły­nąć na całe jego ży­cie”.

Mimo że de­cy­zja Ro­ber­ta opie­ra­ła się o oso­bi­ste war­to­ści i in­ter­pre­ta­cję sy­tu­acji, wi­dać wy­raź­nie, że nie pod­jął de­cy­zji ir­ra­cjo­nal­nie.

Lau­ren, typ od­czu­wa­ją­cy, i Bert, my­ślą­cy, do­brze ilu­stru­ją, jak róż­ni pod wzglę­dem tej pre­fe­ren­cji lu­dzie mogą słu­żyć dla sie­bie na­wza­jem jako istot­ne zrów­no­wa­że­nie. Pra­cu­ją ra­zem w re­dak­cji cza­so­pi­sma po­świę­co­ne­go zdro­wiu i spraw­no­ści fi­zycz­nej oraz do­ce­nia­ją się wza­jem­nie. – Lau­ren jest bar­dzo spo­strze­gaw­cza wo­bec lu­dzi – wy­ja­śnia Bert. – Kie­dy mam kło­pot z kon­kret­nym pi­sa­rzem albo nie po­tra­fię zro­zu­mieć, dla­cze­go ktoś za­cho­wu­je się w okre­ślo­ny spo­sób, za­wsze oma­wiam to z Lau­ren. Ona po­tra­fi za­uwa­żyć, dla­cze­go dana oso­ba czu­je się tak, jak się czu­je – i cza­sem wi­dzi, w jaki spo­sób ja by­łem za to od­po­wie­dzial­ny. Wni­kli­we zro­zu­mie­nie i su­ge­stie Lau­ren, jak trak­to­wać kon­kret­ne sy­tu­acje, ura­to­wa­ły mnie przy wie­lu oka­zjach.

Ze swo­jej stro­ny Lau­ren mówi: – Bert jest chy­ba naj­bar­dziej uczci­wą oso­bą, jaką znam. Nie za­wsze bywa su­per­tak­tow­ny czy dy­plo­ma­tycz­ny… ale z re­gu­ły jest naj­uczciw­szy. Za­wsze pro­szę go o radę, kie­dy chcę wie­dzieć, co po­win­no się zro­bić z lo­gicz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, za­miast po pro­stu ro­bić to, co mnie wy­da­je się słusz­ne. Nie za­wsze po­do­ba mi się to, co Bert ma do po­wie­dze­nia, ani otwar­ty spo­sób, w jaki to mówi, ale wiem, że uzy­skam praw­dzi­wie obiek­tyw­ny po­gląd – coś, cze­go po­trze­bu­ję i co do­ce­niam!

My­ślą­cy mogą być ana­li­tycz­ni aż do gra­ni­cy obo­jęt­no­ści, a od­czu­wa­ją­cy mogą an­ga­żo­wać się tak bar­dzo, że wy­da­ją się zbyt emo­cjo­nal­ni. Kie­dy do­cho­dzi do kon­fron­ta­cji my­ślą­ce­go i od­czu­wa­ją­ce­go, to naj­czę­ściej od­czu­wa­ją­cy koń­czy, czu­jąc się zra­nio­ny i zły, pod­czas gdy my­ślą­cy – skon­ster­no­wa­ny i nie­wie­dzą­cy, o co cho­dzi.

Tony, typ od­czu­wa­ją­cy, pra­cu­je jako han­dlo­wiec u du­że­go pro­du­cen­ta me­bli biu­ro­wych. Za­re­zer­wo­wał po­ran­ny lot do Chi­ca­go, aby wziąć udział w spo­tka­niu pod­czas lun­chu z przed­sta­wi­cie­la­mi fir­my, któ­ra wy­po­sa­ża­ła swo­je biu­ra. Szef Tony’ego po­le­ciał po­przed­nie­go wie­czo­ru, aby tych waż­nych po­ten­cjal­nych klien­tów ugo­ścić wi­nem i ko­la­cją.

Kie­dy Tony przy­był na umó­wio­ne waż­ne spo­tka­nie o dzie­sią­tej rano, spóź­nio­ny o pół­to­rej go­dzi­ny, jego szef był w oczy­wi­sty spo­sób po­iry­to­wa­ny. Tony wy­ja­śnił, że pod­czas pierw­sze­go lotu je­den z sil­ni­ków sta­nął w pło­mie­niach, co zmu­si­ło do awa­ryj­ne­go lą­do­wa­nia w De­tro­it. Po dwu­go­dzin­nym ocze­ki­wa­niu li­nie lot­ni­cze w koń­cu zna­la­zły dla Tony’ego miej­sce w pierw­szej kla­sie in­ne­go lotu, aby mógł za­koń­czyć po­dróż.

Kie­dy pierw­szym py­ta­niem sze­fa było, ile do­dat­ko­wo kosz­to­wa­ło miej­sce w pierw­szej kla­sie, Tony ga­pił się na swe­go sze­fa w za­sko­cze­niu, zra­nio­ny jego wi­docz­nym bra­kiem zro­zu­mie­nia tego, przez co Tony wła­śnie prze­szedł.

Szef Tony’ego z ko­lei był zbi­ty z tro­pu jego re­ak­cją i po­wie­dział: – Nie ro­zu­miem, dla­cze­go je­steś na mnie zły. Prze­cież ob­cho­dzi mnie two­je bez­pie­czeń­stwo. Ale wi­dzę, że to­bie nic się nie sta­ło, więc in­te­re­su­ję się do­dat­ko­wy­mi kosz­ta­mi.

Aby ła­twiej zde­cy­do­wać o swo­jej pre­fe­ren­cji, za­sta­nów się, po któ­rej stro­nie sta­nął­byś w na­stę­pu­ją­cym nie­po­ro­zu­mie­niu.

Tom, od­czu­wa­ją­cy, musi pod­jąć trud­ną de­cy­zję. Z po­wo­du re­struk­tu­ry­za­cji fir­my jest zmu­szo­ny do zwol­nie­nia jed­ne­go pra­cow­ni­ka z dzia­łu mar­ke­tin­gu. Ma do­ko­nać wy­bo­ru po­mię­dzy Te­dem, pięć­dzie­się­cio­sied­mio­let­nim męż­czy­zną o trzy­dzie­sto­dwu­let­nim sta­żu pra­cy w fir­mie, a Ala­nem, czło­wie­kiem trzy­dzie­sto­sze­ścio­let­nim, któ­ry do­łą­czył do fir­my dwa lata temu. Obaj męż­czyź­ni mają po­dob­ne oce­ny pra­cy i sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce wy­ni­ki.

Pod­czas spo­tka­nia z sze­fem, Er­niem, Tom wy­ja­śnił, dla­cze­go chciał­by za­trzy­mać Teda, a zwol­nić Ala­na. – Ted jest lo­jal­nym pra­cow­ni­kiem i do­ce­niam fakt, że za­wsze chce zro­bić do­dat­ko­wy ty­siąc kro­ków, aby wy­ko­nać za­da­nie wła­ści­wie i aby po­móc in­nym w osią­gnię­ciu suk­ce­su. Je­śli cho­dzi o sy­tu­ację oso­bi­stą, Ted ma syna w col­le­ge’u, a dru­gi ma roz­po­cząć stu­dia na­stęp­nej je­sie­ni. Jego żona Mary jest sła­be­go zdro­wia. Mar­twi mnie fakt, że męż­czy­zna w jego wie­ku, któ­ry tak dłu­go pra­co­wał wy­łącz­nie dla jed­nej fir­my, mógł­by mieć trud­no­ści w zna­le­zie­niu po­rów­ny­wal­nej pra­cy. Alan jest mło­dy, am­bit­ny i ru­chli­wy; nie bę­dzie miał kło­po­tu ze zna­le­zie­niem do­brej pra­cy. Poza tym czu­ję, że wy­na­gra­dza­jąc lo­jal­ność i cięż­ką pra­cę, po­wo­du­je­my, że wszy­scy nasi pra­cow­ni­cy le­piej się czu­ją w fir­mie.

Er­nie, typ my­ślą­cy, wi­dzi sy­tu­ację in­a­czej. – Nikt nie mówi, że Ted nie jest wspa­nia­łym fa­ce­tem i do­brym pra­cow­ni­kiem. Oso­bi­ście za­wsze go lu­bi­łem. Jed­nak de­cy­zja po­win­na opie­rać się na tym, co opty­mal­ne dla fir­my, a nie – dla jed­nost­ki. Wspa­nia­łe lata Teda już mi­nę­ły i jest mało praw­do­po­dob­ne, by kie­dy­kol­wiek awan­so­wał. Naj­lep­sze lata Ala­na są wciąż przed nim. To ma­te­riał na kie­row­ni­ka wyż­sze­go szcze­bla; przy wła­ści­wym pie­lę­gno­wa­niu mógł­by stać się dla fir­my bar­dzo waż­ny. Z po­wo­du dłuż­sze­go sta­żu pła­ci­my Te­do­wi o dwa­dzie­ścia ty­się­cy do­la­rów rocz­nie wię­cej niż Ala­no­wi, a ist­nie­je więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo znacz­nych kosz­tów na opie­kę zdro­wot­ną w przy­szło­ści dla Teda niż dla Ala­na. To nie­for­tun­na sy­tu­acja, ale po pro­stu nie ma sen­su za­trzy­my­wać Teda i zwal­niać Ala­na.

Je­śli gło­su­jesz za za­trzy­ma­niem Teda, to praw­do­po­dob­nie je­steś od­czu­wa­ją­cym. Je­śli chciał­byś za­trzy­mać Ala­na, to praw­do­po­dob­nie je­steś my­ślą­cym.

Lud­ność Sta­nów Zjed­no­czo­nych nie­mal rów­no dzie­li się na my­śli­cie­li i od­czu­wa­ją­cych. Jest to jed­nak je­dy­ny wy­miar typu oso­bo­wo­ści, w któ­rym wy­raź­nie ujaw­nia­ją się róż­ni­ce płci. Oko­ło 2/3 męż­czyzn wy­bie­ra my­śle­nie, a oko­ło 2/3 ko­biet woli od­czu­wa­nie. Nie wia­do­mo, w ja­kim stop­niu re­zul­ta­ty te są wy­ni­kiem wy­cho­wa­nia i wpły­wu spo­łe­czeń­stwa.

My­ślą­cy

Od­czu­wa­ją­cy

Wy­co­fu­ją się; sto­su­ją wo­bec pro­ble­mu bez­stron­ną ana­li­zę

Kro­czą na­przód; roz­wa­ża­ją wpływ dzia­łań na in­nych.

Ce­nią lo­gi­kę, spra­wie­dli­wość i uczci­wość; jed­na nor­ma dla wszyst­kich.

Ce­nią em­pa­tię i zgo­dę; wi­dzą wy­jąt­ki od re­gu­ły.

W spo­sób na­tu­ral­ny wi­dzą wady i by­wa­ją kry­tycz­ni.

W spo­sób na­tu­ral­ny lu­bią po­do­bać się in­nym; ła­two oka­zu­ją uzna­nie.

Mogą być po­strze­ga­ni jako bez ser­ca, nie­wraż­li­wi i mało tro­skli­wi.

Mogą być po­strze­ga­ni jako zbyt emo­cjo­nal­ni, nie­lo­gicz­ni i sła­bi.

Uwa­ża­ją, że praw­do­mów­ność jest waż­niej­sza niż takt.

Uwa­ża­ją, że takt jest rów­nie waż­ny jak praw­do­mów­ność.