Strona główna » Dla dzieci i młodzieży » Tytus, smutny szczeniak

Tytus, smutny szczeniak

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-8154-055-1

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Tytus, smutny szczeniak

Amelia uwielbia swojego szczeniaka Tytusa i spędza z nim każdą wolną chwilę. Dziadek dziewczynki źle się czuje i nie może dłużej opiekować się swoją jamniczką Stokrotką. O pomoc prosi Amelkę, która obiecuje zrobić wszystko, aby spełnić prośbę dziadka.
Amelka zabiera jamniczkę do swojego domu. Niestety, Stokrotka bardzo tęskni za swoim panem i jest bardzo przygnębiona. Tytus z dnia na dzień też jest coraz smutniejszy i coraz bardziej przygnębiony, bo nie rozumie, dlaczego dziewczynka nie ma już dla niego czasu. Czyżby przestała go kochać?

Polecane książki

Właściciel luksusowych salonów samochodowych Seth Broden kupuje starą rezydencję w Anglii, w której kiedyś mieszkała jego ukochana. Dnie mijają mu na rozmyślaniach o niespełnionej miłości i przedwczesnej śmierci narzeczonej. Któregoś wieczoru zjawia się u niego mieszkanka po...
Bohaterowie scenariuszy nie znikają, kiedy kończy się film. Oni żyją dalej. Między kolejnymi odcinkami serialu, między poszczególnymi scenami. Coś robią, coś przeżywają, o czymś ze sobą rozmawiają. Tak samo było z bohaterami dwóch kultowych filmów, które weszły na ekrany ...
Niezaprzeczalnie sensacją wydawniczą 2015 r. jest w Iskrach nigdy nieopublikowana powieść Marka Hłaski Wilk, która była jego debiutem literackim, choć na publikację musiała czekać ponad sześćdziesiąt lat. Wilk to historia chłopaka z Marymontu, dorastającego w dwudziestoleciu międzywojennym. Rysiek L...
Aktualnie inaczej niż miało to miejsce przed 1 kwietnia 2014 roku przedsiębiorcy zmuszeni są odliczać podatek naliczony od posiadanych pojazdów. Zarówno o prawie do odliczenia, jak i o jego wysokości decyduje przede wszystkim sposób wykorzystania pojazdu. Oczywiście nie jest to jedyny warunek umożli...
Publikacja napisana na podstawie rozprawy doktorskiej, której głównym celem było przedstawienie polskiego postępowania przed sądami administracyjnymi w świetle standardów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie prawa do rzetelnego procesu sądowego. Autorka stara się o...
Kolejna publikacja w ramach serii „Edukacja dla Mądrości”, inspirowanej koncepcją i dokonaniami Roberta J. Sternberga (Teaching for Wisdom) - praktyczny poradnik metodyczny dla nauczycieli, wychowawców i pedagogów, pracujących w różnych instytucjach oświatowych, dla konsultantów i doradców metodyczn...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Holly Webb

Tytuł oryginału: MONTY THE SAD PUPPYPrzekład: PATRYK DOBROWOLSKIRedaktor prowadząca: SYLWIA KUREKRedakcja: TERESA ZIELIŃSKAKorekta: MONIKA PLESProjekt okładki: DOMINIKA KROGULSKA-NOWICKAOpracowanie graficzne okładki, skład i łamanie: Studio 3 KoloryCopyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2018 Wszystkie prawa zastrzeżone. Text copyright © Holly Webb, 2017 Illustration copyright © Sophy Williams, 2017Wydanie IISBN 978-83-8154-055-1Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 51 e-mail:wydawnictwo@zielonasowa.plwww.zielonasowa.plKonwersja:eLitera s.c.

Dla wszystkich, którzy pytali o kolejną książkę o labradorze!

.

– Może pójdziemy jeszcze na pole? – zaproponowała Amelka. – Tytus mógłby sobie porządnie pobiegać. – Zaśmiała się. – Patrzcie, zrozumiał mnie!

Kosmate czarne uszka Tytusa podniosły się nagle i piesek spojrzał na dziewczynkę z nadzieją. Był jeszcze szczeniaczkiem, ale miał długie nogi i uwielbiał biegać.

Brat Amelii sprawdził godzinę na telefonie.

– Dobrze, ale nie na długo. Jesteśmy już na zewnątrz od dwudziestu minut, a on nie powinien spacerować dłużej niż dwadzieścia pięć.

Amelka westchnęła.

– Wiem, że tak było napisane w broszurce, ale tylko na niego spójrz, Janku! Jest zdesperowany! Marzy o prawdziwym biegu, prawda, Tytus?

Mały czarny labrador zakręcił się wokół jej nóg, poszczekując radośnie.

– To takie niesprawiedliwe, co? – dodała Amelka. – Przecież i ty, i my tak bardzo kochamy spacery!

Dziewczynka przykucnęła, by pogładzić pieska po łebku i zmierzwić mu uszka. Były takie jedwabiste. Amelka uwielbiała, gdy zamykał oczka i wystawiał nosek za każdym razem, kiedy go głaskała.

– Niedługo będzie mógł chodzić na naprawdę długie spacery – rzekł Janek, po czym uśmiechnął się szeroko. – Ma już pięć miesięcy, więc zostało nam tylko siedem!

Amelka przewróciła oczami. Jankowi czasami wydawało się, że jest zabawny. Ona i mama uważały, że to typowe u nastoletniego chłopca.

– Przestań, dobrze? Jeśli pójdziemy polem, możemy skręcić w alejkę i wrócić do domu na skróty.

Kiedy trzy miesiące wcześniej kupili Tytusa, dostali od hodowczyni broszurkę z poradami na temat właściwej opieki nad labradorem. Kobieta wyjaśniła im, że Tytus w ogóle nie powinien wychodzić na spacery, do czasu aż otrzyma wszystkie szczepienia. A później powinni uważać, by go nie przemęczać przed ukończeniem pierwszego roku życia. Broszurka zawierała sugestię, by stosować zasadę pięciu minut, mówiącą, że czas intensywnej aktywności Tytusa powinien wydłużać się o pięć minut z każdym miesiącem, aby nie uszkodzić jego rosnących łap.

Amelka wiedziała, że należało się do tych zasad stosować, choć nie do końca jej się to podobało. Miała wrażenie, że za każdym razem zanim na dobre poczuli, że spacerują, muszą wracać do domu.

– Może masz rację – przyznał Janek. – Przynajmniej zgłodnieje przed obiadem. Chodź, Tytus! Idziemy na pole!

Tytus pędził radośnie skocznym krokiem. Uwielbiał popołudniowe przechadzki z Amelką i Jankiem. Rano chodził na spacery z ich tatą, który zdaniem psa za często przystawał, by porozmawiać z napotkanymi znajomymi w czasie swojej rundki wokół jeziora. Dzieci biegały i rzucały mu patyki. Często brały też zabawki, za którymi mógł gonić. Tytus pociągnął mocno za smycz i skierował się ku furtce prowadzącej na pole.

– Tytus, do nogi – poleciła Amelka, przyciągając go łagodnie do siebie. Dziewczynka wraz z bratem zabierała Tytusa na sesje treningowe, podczas których dzieci dowiedziały się, że nie powinny pozwalać psu na wyrywanie się, gdy ten miał iść przy nodze. Tytus posłusznie wrócił na swoje miejsce, a Janek wyciągnął z kieszeni psi przysmak.

– Dobry piesek!

– To niesamowite, że chodzi na treningi dopiero od trzech tygodni, prawda? – rzekła z dumą Amelka, otwierając furtkę.

Janek uśmiechnął się szeroko.

– Jest żarłoczny jak świnka. Dla tych łakoci zrobi wszystko.

– Tak, ale niektóre psy nigdy się nie nauczą takich sztuczek. Na przykład Stokrotka. Dziadek nigdy nie nauczył jej siadać i zostawać, a przy nodze chodzi tylko, kiedy sama ma na to ochotę. Przypomnij sobie poprzedni tydzień!

– No tak… – Janek pokiwał głową. Dziadek wybrał się na krótki spacer ze Stokrotką, swoją jamniczką. Kiedy przechodzili obok dziewczynki jedzącej herbatniki, suczka podkradła ciastko prosto z jej ręki. Mama dziewczynki bardzo się zdenerwowała, choć dziadek wiele razy ją przepraszał. Bardzo mu było z tego powodu przykro, ale Stokrotka nic sobie z tego nie robiła…

– To pewnie dlatego, że jest jamniczką – stwierdził Janek. – Niełatwo je wytresować. Labradory takie jak Tytus są w tym znacznie lepsze. Chyba nie istnieją jamniki przewodniki?

Amelka zachichotała.

– Stokrotka byłaby beznadziejnym psem przewodnikiem. Może masz rację, że wszystkie labradory są mądrzejsze, ale wydaje mi się, że Tytus jest naprawdę wyjątkowy. Możesz potrzymać chwilę jego smycz, jeśli chcesz.

Tytus patrzył na dzieci z nadzieją, że będzie miał okazję pobiegać po polach. Amelka poklepała go po łebku, po czym podała smycz bratu.

– Chodź, Tytus! – zawołała, wbiegając tyłem w wysoką trawę okalającą piłkarskie boisko.

Amelka bardzo lubiła ten park. Pamiętała, jak odwiedzała go we wczesnym dzieciństwie. Tata prawie codziennie zabierał ją na spacery dookoła jeziora i pozwalał jej karmić kaczki. Ale dopiero mając własnego psa, zdała sobie sprawę, jakie to szczęście mieszkać tak blisko parku. Rozciągał się on pomiędzy wszystkimi domami na ich ulicy.

Janek i Tytus popędzili obok Amelki. Szczeniaczek poszczekiwał przy tym z podekscytowania. Dziewczynka pobiegła za nimi i po chwili, kiedy dotarła do swego ogrodu, zatrzymała się przy metalowej siatce ogrodzeniowej. Tata czasami wychodził na zewnątrz na filiżankę herbaty, gdy robił sobie przerwę. Wyjrzała zza jabłoni, starając się popatrzeć w głąb ogrodu, ale nigdzie go nie widziała. Na wszelki wypadek pomachała, by po chwili pobiec za Jankiem i Tytusem. Malec był tak szczęśliwy, że biegał w kółko jak szalony.

– Janku, uważaj! – zawołała Amelka, ale było już za późno.

Tytus zauważył, że dziewczynka jest za nimi, i postanowił pobiec w jej kierunku, okręcając smycz wokół nóg chłopca i wywracając go. Wysoki i szczupły brat Amelki zachwiał się jak kłoda i z jękiem wylądował w wysokiej trawie.

– Łap go! – zawołał. – Amelka, złap za smycz!

– Mam! – krzyknęła dziewczynka, chwytając sunącą po ziemi smycz roztańczonego labradora. – Tytus, ty głuptasku – rzekła do niego czule. – Co ty sobie wyobrażałeś?

– Nic mi nie jest, dzięki za troskę – wymamrotał Janek, podnosząc się z trawy. – Fuj, chyba wylądowałem w czymś okropnym.

Amelka ujrzała na dżinsach brata brązową plamę.

– To tylko błoto – uspokoiła go. – Nic ci się nie stało, prawda?

– Nie – westchnął Janek. – Ale Tytus napędził mi stracha. Teraz już będę pamiętał, żeby nie pozwolić mu się tak oplątać smyczą. Nie pomyślałem, że jest aż tak silny.

Labrador usiadł przy stopach Amelki, spoglądając radośnie w górę na rodzeństwo. Nie miał pojęcia, o czym mówi chłopiec, ale miał nadzieję, że to nie oznacza dla niego końca spaceru.

Amelka pomyślała, że Janek zdąży przemknąć na górę i się przebrać, zanim zauważy go tata. Jednak ten akurat stał w przedpokoju, gdy wrócili, i to w towarzystwie mamy, co było raczej niezwykłe. Mama rzadko wracała tak wcześnie ze sklepu, w którym pracowała. Amelka odpięła ze smyczy Tytusa, który od razu pognał do kuchni, by napić się wody. Mama przytuliła dziewczynkę, lecz ta podniosła na nią niepewnie wzrok, widząc jej poważną minę.

– O co chodzi?