Strona główna » Biznes, rozwój, prawo » Znaj swoją wartość. O pieniądzach, kobietach i uczciwym wynagradzaniu

Znaj swoją wartość. O pieniądzach, kobietach i uczciwym wynagradzaniu

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-63773-75-5

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Znaj swoją wartość. O pieniądzach, kobietach i uczciwym wynagradzaniu

Mika Brzezinski, znakomita dziennikarka, gwiazda telewizji NBC, córka prof. Zbigniewa Brzezinskiego odziedziczyła po ojcu inteligencję, niebywałą trafność ocen i styl. Dlatego w ostatnio wydanej książce "Znaj swoją wartość" pisze lekko, z polotem, nieco autoironicznie, bazując na własnych doświadczeniach o roli i miejscu kobiet w życiu zawodowym. Próbuje dociec, dlaczego kobiety w pracy czują się (i często są) niedowartościowane, zdecydowanie gorzej wynagradzane, pomijane przy awansach. Jak niwelować różnice między kobietą a mężczyzną (funkcje, stanowiska, płace), aby wreszcie dostrzec fakt, że współczesna kobieta musi godzić karierę zawodową z zarządzaniem gospodarstwem domowym. Autorka dochodzi do ciekawych wniosków i formuje szereg cennych rad kierowanych do żeńskiej części świata pracy wspierana przez znane, zajmujące wysokie szczeble w amerykańskiej hierarchii społecznej amerykanki, takie z pierwszych stron gazet.

Polecane książki

Książka przedstawia Gillesa Deleuzego, autora m.in. „Różnicy i powtórzenia”, jako twórcę nowej filozofii przyrody i radykalnej myśli społecznej, a także jako filozofa udzielającego odpowiedzi na pytanie: co zwie się myśleniem? W każdym z trzech tytułowych obszarów pojęcia stworzone przez Deleuze...
Za powstałe zadłużenie z tytułu nieopłaconych w terminie składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne oraz Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych ponosi odpowiedzialność płatnik składek. Jednak w pewnych okolicznościach, a zwłaszcza w przypadku, gdy niemożliwe ...
Łowiectwo jest elementem porządku świata ożywionego, tak jak istnienie drapieżników i ofiar jest naturalnym ogniwem łańcucha pokarmowego. W tym łańcuchu pokarmowym znalazł się również człowiek, który bardzo szybko zdobył dominującą pozycję, wykorzystując swoje umiejętności na polowaniu. "Łowiectwo" ...
„Kryptonim „Reporter”. Wspomnienia figuranta” to trzeci z kolei e-book Jacka Wegnera wydany przez wydawnictwo Psychoskok. Jest to e-book oparty na faktach z życia autora.  Ta książka pozbawiona jest egotyzmu typowego dla wszelkich wspomnień pisarskich. Autor opowiadając...
Hal Arkowitz i Scott Lilienfeld od roku 2006 prowadzą „Scientific American Mind” rubrykę „Fakty i fikcje” poświęconą psychiatrii i psychologii. W książce Zdrowie psychiczne. Mity i fakty znalazły się wybrane teksty publikowane wcześniej w tej rubryce, zaktualizowane o najnowsze badania i teorie oraz...
Cykl “Niepoprawni uwodziciele (5)” Gdy baron Fulkham, szef angielskiej siatki szpiegowskiej, spotyka w Londynie zachwycającą księżniczkę Aurorę, jest przekonany, że widział ją już wcześniej we Francji występującą na deskach teatru. Dręczony podejrzeniami próbuje rozwikłać tę zagadkę. Okazuje się, że...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Mika Brzezinski

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Kno­wing Your Va­lue

Prze­kład: Da­riusz Ba­ka­larz

Pro­jekt okład­ki pol­skiej wer­sji: Łu­kasz Paw­lak

Re­dak­tor: Han­na Ja­wo­row­ska-Błoń­ska

Re­dak­tor tech­nicz­ny: Pa­weł Żuk

Co­py­ri­ght © 2011 Mika Brze­ziń­ski

First pu­bli­shed in the Uni­ted Sta­tes by We­in­ste­in Bo­oks, a mem­ber of the Per­seus Bo­oks Gro­up

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Stu­dio EMKA, War­sza­wa 2012

Wszel­kich in­for­ma­cji udzie­la:

Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

ul. Kró­lo­wej Al­do­ny 6, 03-928 War­sza­wa

tel./fax 22 628 08 38, 616 00 67

wy­daw­nic­two@stu­dio­em­ka.com.pl

www.stu­dio­em­ka.com.pl

ISBN 978-83-62304-49-3

Wszel­kie pra­wa, włącz­nie z pra­wem do re­pro­duk­cji tek­stów i ilu­stra­cji w ca­ło­ści lub w czę­ści, w ja­kiej­kol­wiek for­mie – za­strze­żo­ne.

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Moim cór­kom,

Emi­lie i Car­lie:

Oby­ście za­wsze zna­ły swo­ją war­tość.

Z ca­łe­go ser­ca,

wa­sza sza­lo­na Mama.

WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO

Poczu­cie wła­snej war­to­ści to klucz do wszel­kie­go roz­wo­ju – oso­bi­ste­go i za­wo­do­we­go, do utrzy­ma­nia zdro­wia i osią­gnię­cia za­do­wo­le­nia z ży­cia.

Kno­wing Your Va­lue Miki Brze­zin­ski prze­czy­ta­łam je­sie­nią 2011 roku. Przy­ja­ciół­ka wła­śnie wró­ci­ła ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych i spre­zen­to­wa­ła mi świe­żo wy­da­ną tam książ­kę o ko­bie­cym po­czu­ciu wła­snej war­to­ści oraz po­strze­ga­niu świa­ta ko­biet i męż­czyzn w za­kre­sie moż­li­wo­ści awan­su i roz­wo­ju pro­fe­sjo­nal­ne­go. Te­mat był fa­scy­nu­ją­cy. Opo­wia­da­łam o książ­ce w róż­nych miej­scach, wy­ko­rzy­sty­wa­łam za­czerp­nię­te po­my­sły we wła­snym ży­ciu i w ra­mach co­achin­gu. Po kil­ku mie­sią­cach zde­cy­do­wa­li­śmy, że De­lo­it­te zo­sta­nie spon­so­rem jej pol­skie­go wy­da­nia – Znaj swo­ją war­tość.

Dla­cze­go po­czu­cie wła­snej war­to­ści jest tak istot­ne? Dr Ewa Woy­dył­ło, wy­bit­ny psy­cho­log i psy­cho­te­ra­peu­ta, na spo­tka­niu za­ło­żo­ne­go przez De­lo­it­te klu­bu dla ko­biet biz­ne­su She­XO stwier­dzi­ła, że bu­do­wa­nie po­czu­cia wła­snej war­to­ści jest naj­bar­dziej efek­tyw­nym na­rzę­dziem pra­cy nad sobą i osią­ga­nia ce­lów, a tak­że pod­sta­wą do zbu­do­wa­nia wszel­kich in­nych cech oraz kom­pe­ten­cji po­trzeb­nych do szczę­ścia i roz­wo­ju.

Czy po­czu­cie wła­snej war­to­ści ma wy­miar ko­bie­cy? W książ­ce Miki Brze­zin­ski zde­cy­do­wa­nie tak.

Znaj swo­ją war­tość przed­sta­wia dro­gę au­tor­ki w bu­do­wa­niu po­czu­cia wła­snej war­to­ści w opar­ciu o do­świad­cze­nia Miki, a tak­że in­nych ame­ry­kań­skich ko­biet ze świa­ta biz­ne­su i po­li­ty­ki. Uświa­da­mia ko­bie­tom, jak za­dbać o sie­bie i wziąć od­po­wie­dzial­ność za wła­sne ży­cie.

Dr Chri­stia­ne Nor­th­rup w książ­ce Cia­ło ko­bie­ty, mą­drość ko­bie­ty zwra­ca uwa­gę, że ży­je­my w kul­tu­rze, któ­ra każe ko­bie­tom sta­wiać po­trze­by in­nych po­nad wła­sny­mi po­trze­ba­mi. W dzie­ciń­stwie więk­szość z nas uczo­no, że swo­je praw­dzi­we uczu­cia na­le­ży skry­wać pod ma­ską „by­cia miłą”. Mika Brze­zin­ski po­ka­zu­je, jak moż­na to zmie­nić, jak prze­stać być miłą dziew­czyn­ką i za­dbać o wła­sne za­rob­ki, a w kon­se­kwen­cji, w jaki spo­sób od­wa­żyć się się­gać po cele, któ­re chce­my uzy­skać.

Znaj swo­ją war­tość uczy bra­nia za sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści! Tak jak w przy­pad­ku każ­dej war­to­ścio­wej książ­ki (czy­li ta­kiej, któ­ra do­pro­wa­dza do na­szej trans­for­ma­cji) war­to wejść mię­dzy rady, ja­kich udzie­la Mika Brze­zin­ski i iść da­lej wła­sną dro­gą do spo­tka­nia sa­mej sie­bie. Na­peł­nia nas tak­że wia­rą, że bio­rąc od­po­wie­dzial­ność we wła­sne ręce mo­że­my osią­gnąć na­sze cele i ma­rze­nia. Jest to książ­ka in­spi­ru­ją­ca do za­ję­cia po­sta­wy opar­tej o na­sze we­wnętrz­ne cen­trum do­wo­dze­nia, do po­zna­nia sie­bie i swo­jej war­to­ści, nie­za­leż­nie od opi­nii ze­wnętrz­ne­go oto­cze­nia. Otrzy­ma­li­śmy świet­ny przy­kład o sa­mo­sta­no­wie­niu.

Iwo­na Geo­r­gi­jew

part­ner De­lo­it­te, co­ach, kie­ru­je klu­bem dla ko­biet biz­ne­su

She­XO i we­wnętrz­nym pro­gra­mem Di­ver­si­ty

PODZIĘKOWANIA

Po pierw­sze z ca­łe­go ser­ca dzię­ku­ję wszyst­kim ko­bie­tom (i męż­czy­znom), z któ­ry­mi mia­łam za­szczyt prze­pro­wa­dzić wy­wia­dy, za to, że po­świę­ci­li mi swój cen­ny czas i po­dzie­li­li się ze mną swo­imi spo­strze­że­nia­mi.

Dzię­ku­ję Ja­net Kle­in za po­moc przy po­wsta­wa­niu książ­ki, za wkład w jej kon­cep­cję i treść. Jako ko­bie­ty pra­gną­ce po­znać swo­ją war­tość, mu­sia­ły­śmy ją na­pi­sać.

Po­skła­da­nie w ca­łość ze­bra­nych ma­te­ria­łów było po­ucza­ją­cym do­świad­cze­niem dla wszyst­kich bio­rą­cych udział w tym przed­się­wzię­ciu. W szcze­gól­no­ści dzię­ku­ję Aman­dzie Mur­ray, Da­nie Hal­ler i Lau­ren Skow­ron­ski za re­dak­tor­skie wspar­cie w do­pro­wa­dze­niu pro­jek­tu do mety. Je­ste­ście wspa­nia­ły­mi ko­bie­ta­mi, ale świat po­zna wa­szą war­tość do­pie­ro wów­czas, gdy mu o tym po­wie­cie. Nie zwle­kaj­cie z tym.

Mel Ber­ger i Judy Hot­ten­sen pra­ca spra­wia­ła wiel­ką ra­dość. Dzię­ku­ję, że znów by­ły­ście ze mną.

A naj­bar­dziej dzię­ku­ję mo­je­mu mę­żo­wi, któ­ry wspie­rał mnie każ­de­go dnia. To mało po­wie­dzia­ne – Jim, masz aniel­ską cier­pli­wość, a na­sze cór­ki to praw­dzi­we szczę­ścia­ry, że mają ta­kie­go ojca i men­to­ra.

I jesz­cze dwa naj­waż­niej­sze po­wo­dy na­pi­sa­nia tej książ­ki: moje cór­ki. Dzię­ku­ję im, że każ­de­go dnia mo­ty­wo­wa­ły mnie, abym zwró­ci­ła się do ko­biet z jej prze­sła­niem. Emi­lie i Car­lie, chcia­ła­bym, żeby nie było w wa­szym ży­ciu rze­czy nie­moż­li­wych do osią­gnię­cia. Wiem, ile je­ste­ście war­te. Mama to wie.

WSTĘPSukces i porażka, wszystko naraz

LUTY 2008

Sie­dzia­łam z Joem Scar­bo­ro­ughem w prze­szklo­nej ka­wiar­ni na dole Roc­ke­fel­ler Cen­ter. Na dwo­rze gro­ma­da łyż­wia­rzy zma­ga­ła się na lo­do­wi­sku z zi­mo­wym wia­trem. Joe, ja i resz­ta eki­py Mor­ning Joe wła­śnie wró­ci­li­śmy z cięż­kiej trzy­ty­go­dnio­wej po­dró­ży, pod­czas któ­rej re­la­cjo­no­wa­li­śmy hi­sto­rycz­ne pra­wy­bo­ry pre­zy­denc­kie 2008 roku. Był to bar­dzo eks­cy­tu­ją­cy okres przy­go­to­wy­wa­nia pu­bli­cy­stycz­nych talk­show.

Po kil­ku mie­sią­cach wy­tę­żo­nej pra­cy Mor­ning Joe sta­wa­ło się miej­scem, w któ­rym moż­na było wy­słu­chać kan­dy­da­tów. Wo­kół pro­gra­mu ro­bi­ło się co­raz wię­cej szu­mu, ro­sła oglą­dal­ność, wie­le się o nas mó­wi­ło. Po­win­ni­śmy try­skać ra­do­ścią. Ale Joe nic nie mó­wił, sie­dział na prze­ciw­ko mnie i słu­chał mo­ich wy­ja­śnień do­ty­czą­cych re­zy­gna­cji.

To była bo­le­sna de­cy­zja. Jed­nak po pra­wie 20 la­tach pra­cy w pro­gra­mach in­for­ma­cyj­nych i po wie­lo­krot­nych zmia­nach miej­sca pra­cy by­łam wy­koń­czo­na. By­łam też roz­cza­ro­wa­na – i nie dla­te­go, że nie lu­bi­łam swo­jej pra­cy. Wła­ści­wie ją ko­cha­łam. Ża­den inny pro­gram nie roz­nie­cał we mnie tyle ener­gii i za­pa­łu. Jed­nak w ten smut­ny zi­mo­wy po­ra­nek tłu­ma­czy­łam Jo­emu, że nie mogę dłu­żej pra­co­wać dla te­le­wi­zji, któ­ra mnie nie do­ce­nia. Trwa­ło to wpraw­dzie 40 lat, ale w koń­cu zda­łam so­bie spra­wę, że wszyst­ko trze­ba ro­bić albo do­brze, albo wca­le.

Cho­ciaż mia­łam do­świad­cze­nie za­wo­do­we, pra­co­wa­łam po 15 go­dzin dzien­nie i przy­czy­ni­łam się do suk­ce­su no­we­go pro­gra­mu, te­le­wi­zja MSNBC nie chcia­ła pła­cić mi tyle, ile by­łam war­ta. Cho­dzi­ło nie tyl­ko o to, że za­ra­bia­łam mniej niż ko­le­dzy, ale na­praw­dę z tru­dem wią­za­łam ko­niec z koń­cem. Po zli­cze­niu kosz­tów opie­ki nad dzieć­mi, stro­jów po­trzeb­nych do wy­stę­pów na an­te­nie, ma­ki­ja­żu, po­dró­ży i róż­nych in­nych wy­dat­ków, któ­re mu­szą po­no­sić ko­bie­ty w tej bran­ży, sumy wy­da­wa­ne w związ­ku z pra­cą prze­wyż­sza­ły za­rob­ki. Bra­ko­wa­ło mi na opła­ce­nie ra­chun­ków, a co gor­sze w lu­strze nie mo­głam spoj­rzeć so­bie w oczy, gdy po­my­śla­łam, jaki przy­kład daję swo­im na­sto­let­nim – 12 i 14 lat – cór­kom. Wszy­scy męż­czyź­ni, moi ko­le­dzy w pra­cy, za­ra­bia­li znacz­nie wię­cej ode mnie. Na­sze pen­sje trud­no na­wet po­rów­nać.

Po­wiedz­my so­bie ja­sno: Joe nie­wąt­pli­wie bar­dziej niż kto­kol­wiek inny przy­czy­nił się do suk­ce­su pro­gra­mu i na­le­ża­ło mu się więk­sze wy­na­gro­dze­nie. Ale czy na­praw­dę aż 14 razy więk­sze od mo­je­go?

To praw­da, Joe i ja roz­po­czy­na­li­śmy pra­cę nad Mor­ning Joe zu­peł­nie z in­nych po­zy­cji. Joe stwo­rzył ten pro­gram i dzię­ki jego de­ter­mi­na­cji uka­zał się na an­te­nie. Pro­wa­dził w tej te­le­wi­zji wła­sny talk-show w cza­sie naj­wyż­szej oglą­dal­no­ści i za­ra­biał sumy po­rów­ny­wal­ne z in­ny­mi oso­ba­mi pro­wa­dzą­cy­mi po­dob­ne pro­gra­my. Ale MSNBC prze­cho­dzi­ła po­waż­ną re­struk­tu­ry­za­cję fi­nan­so­wą i żeby prze­trwać cięż­kie cza­sy, mu­sia­ła de­cy­do­wać się na bo­le­sne cię­cia per­so­nal­ne.

Gdy Joe za­trud­niał mnie jako współ­pro­wa­dzą­cą, wy­ko­ny­wa­łam dla MSNBC nie­zbyt waż­ną pra­cę w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin, a pod­ję­łam ją tyl­ko dla­te­go, żeby po­zo­stać w bran­ży po tym, jak rok wcze­śniej stra­ci­łam sta­no­wi­sko pro­wa­dzą­cej w CBS Eve­ning News. Na suk­ces Mor­ning Joe pra­co­wa­łam cięż­ko, moja ka­rie­ra za­wo­do­wa znów to­czy­ła się w do­brym kie­run­ku, więc dla­cze­go chcia­łam ją na­ra­żać? Po­nie­waż nie by­łam wy­na­gra­dza­na sto­sow­nie do swo­jej war­to­ści. I dla­te­go, że osta­tecz­nie mo­głam wi­nić za to tyl­ko sie­bie.

Sie­dzia­łam więc przy śnia­da­niu na­prze­ciw Jo­ego i wy­ja­śnia­łam, że osią­gnę­łam punkt kry­tycz­ny. Chcia­łam po­wie­dzieć mu o tym oso­bi­ście i po­dzię­ko­wać za po­moc przy po­wro­cie do ka­rie­ry za­wo­do­wej. Ale nie­rów­no­ści pła­co­we mnie za­bi­ja­ły i uwa­ża­łam, że w efek­cie za­szko­dzi to pro­gra­mo­wi. By­łam go­to­wa do odej­ścia.

Joe nie cze­kał koń­ca mo­ich wy­ja­śnień, po­wie­dział: „Nie mo­żesz odejść”.

Zda­wał so­bie spra­wę, że otrzy­mu­ję mniej niż je­stem war­ta i cały czas wy­kłó­cał się o moje za­rob­ki, lecz póki co jego wy­sił­ki oka­zy­wa­ły się da­rem­ne. Te­raz po­pro­sił o kil­ka do­dat­ko­wych dni. Jak zwy­kle miał pe­wien plan.

Jako były kon­gres­men zda­wał so­bie spra­wę, że stwo­rzy­li­śmy w te­le­wi­zji pro­gram, ja­kie­go nig­dy jesz­cze nie było. Że po­mię­dzy nim, mną i Wil­liem Ge­istem pa­nu­je wi­docz­na na ekra­nie do­bra che­mia. Że na­sze pro­wa­dzo­ne na żywo de­ba­ty od­bi­ja­ją się sze­ro­kim echem i przy­cią­ga­ją uwa­gę po­li­ty­ków, de­cy­den­tów i me­diów. Wie­dział też le­piej niż kto­kol­wiek inny, że przy­czy­ni­łam się do tego suk­ce­su. Wszyst­kim do­ko­ła roz­po­wia­dał, że je­śli jego nowy pro­gram od­nie­sie suk­ces, to tyl­ko dzię­ki współ­pro­wa­dzą­cej. Wku­rzał się na sze­fo­stwo NBC tak samo jak ja. Ale naj­gor­sze w tym wszyst­kim było moje prze­ko­na­nie, że to ja po­no­si­łam winę za ten stan rze­czy. Po­zwo­li­łam, żeby do­szło do ta­kiej sy­tu­acji. Sys­te­ma­tycz­nie pro­si­łam o pod­wyż­kę i sys­te­ma­tycz­nie spo­ty­ka­łam się z od­mo­wą. Rzecz w tym, że – jak więk­szość ko­biet – nie do­ce­nia­łam swo­jej war­to­ści, a na­wet gdy­bym do­ce­nia­ła, to i tak nie po­tra­fi­ła­bym tego wy­ko­rzy­stać.

Z per­spek­ty­wy cza­su wi­dzia­łam, że za­wsze przy sto­le ne­go­cja­cyj­nym naj­gor­szym moim wro­giem by­łam ja sama. Do­bie­ra­ne sło­wa i stra­te­gie w grun­cie rze­czy sa­bo­to­wa­ły mój cel. Za moje trud­ne po­ło­że­nie nie od­po­wia­dał ża­den me­ne­dżer ani dy­rek­tor te­le­wi­zji. Za każ­dym ra­zem za brak sku­tecz­niej ko­mu­ni­ka­cji ja po­no­si­łam winę.

Spo­tka­nie z Joem sta­no­wi­ło kul­mi­na­cję pro­ble­mów na­ra­sta­ją­cych od wie­lu lat. Prze­cho­dzi­łam z pra­cy do pra­cy i go­dzi­łam się na mało atrak­cyj­ne wy­na­gro­dze­nie, bo czu­łam się szczę­śli­wa, że w ogó­le mnie przy­ję­to. Wma­wia­łam so­bie, że je­śli będę cięż­ko pra­co­wać, brać do­dat­ko­we zle­ce­nia i do­star­czać wie­lu ma­te­ria­łów, to w koń­cu spraw­dzę się i sze­fo­wie da­dzą mi pod­wyż­kę oraz awans. Czę­sto za­pra­co­wu­jąc się w na­dziei na wyż­sze wy­na­gro­dze­nie od­kry­wa­łam, że moi ko­le­dzy za­ra­bia­ją wię­cej ode mnie. Nie wi­ni­łam ich za to, mia­łam pre­ten­sje do sie­bie, że nie zdo­by­wam do­sta­tecz­ne­go uzna­nia (i pod­wyż­ki) u sze­fów. Po­tem za­czy­na­łam się czuć nie­do­ce­nia­na, roz­po­czy­na­łam roz­mo­wy z in­ny­mi sta­cja­mi te­le­wi­zyj­ny­mi, prze­no­si­łam się do no­wej pra­cy i po­wta­rzał się ten sam sche­mat. Moje po­stę­po­wa­nie naj­wy­raź­niej pro­wa­dzi­ło do­ni­kąd.

Dla­cze­go cały czas by­łam nie­do­ce­nia­na i nie­do­sta­tecz­nie wy­na­gra­dza­na? Dla­te­go, że je­stem ko­bie­tą? Nie. Są ko­bie­ty w tej bran­ży, któ­re otrzy­mu­ją so­wi­te wy­na­gro­dze­nia. Tak samo jak w moim przy­pad­ku, ich umie­jęt­no­ści są to­wa­rem na sprze­daż. Ale zna­ją swo­ją war­tość i po­tra­fią sto­sow­nie do niej za­ra­biać. W czym więc ich po­stę­po­wa­nie róż­ni­ło się od mo­je­go?

Przez wie­le mie­się­cy ob­ser­wo­wa­łam, jak Joe z ła­two­ścią otrzy­mu­je od dy­rek­cji to, cze­go chce. Ja też umia­łam po­dej­mo­wać dla pro­gra­mu wiel­kie wy­sił­ki i ro­bić wiel­kie rze­czy, jed­nak gdy przy­cho­dzi­ło wal­czyć o swo­je, ogar­niał mnie pa­ra­liż. Za­czę­łam za­da­wać so­bie py­ta­nie, czy nie je­stem naj­więk­szą idiot­ką na po­wierzch­ni zie­mi. Gra­łam rolę sil­nej ko­bie­ty suk­ce­su, któ­ra zaj­mu­je się spra­wa­mi po­li­tycz­ny­mi i po­tra­fi trzy­mać fa­ce­tów w ry­zach. Mimo to za­ra­bia­łam tyle samo, co 15 czy 20 lat temu. Wy­na­gro­dze­nie zu­peł­nie nie pa­so­wa­ło do mo­je­go wie­ku i za­wo­do­we­go do­świad­cze­nia.

Za­sta­na­wia­łam się, co po­wstrzy­mu­je mnie i inne ko­bie­ty. W ga­ze­tach sta­le czy­ta­łam ar­ty­ku­ły o osią­gnię­ciach ko­biet. Prze­kra­cza­ły wszel­kie gra­ni­ce. Hil­la­ry Clin­ton ubie­ga­ła się na­wet o urząd pre­zy­den­ta. Mimo to nie za­ra­bia­ły tyle, co męż­czyź­ni – za­wsze mniej.

„Czy to praw­do­po­dob­ne? – roz­wa­ża­łam. – Czyż­bym nie była sama? Czy moż­li­we, że inne ko­bie­ty suk­ce­su też mają ta­kie pro­ble­my? A może jed­nak do­ty­czy to tyl­ko mnie?”. Za­czę­łam roz­ma­wiać na ten te­mat z tymi wspa­nia­ły­mi ko­bie­ta­mi, a one mó­wi­ły mi: „Nie, nie, nie tyl­ko ty je­steś w ta­kiej sy­tu­acji”. Jed­na z nich na­wet przy­szła do mnie po radę, gdy zmie­nia­ła pra­cę, i wte­dy uświa­do­mi­łam so­bie, że po­stę­pu­je zu­peł­nie tak samo jak ja. Sama sie­bie sa­bo­tu­je. Sama so­bie szko­dzi. Sama sie­bie nie do­ce­nia.

Oko­ło rok temu, w pe­wien pięk­ny, wio­sen­ny dzień by­łam w Bia­łym Domu i we­szłam do ga­bi­ne­tu do­rad­czy­ni pre­zy­den­ta, Va­le­rie Jar­rett, żeby się przy­wi­tać. Roz­ma­wia­ły­śmy o utrzy­my­wa­niu rów­no­wa­gi po­mię­dzy ży­ciem za­wo­do­wym a oso­bi­stym. Z za­pa­łem dys­ku­to­wa­ły­śmy o moż­li­wo­ściach i wy­zwa­niach sto­ją­cych przed ko­bie­ta­mi. Dla Va­le­rie wy­zwa­niem było sa­mo­dziel­ne wy­cho­wa­nie cór­ki, po­ru­sza­nie się w naj­wyż­szych krę­gach biz­ne­su i po­li­ty­ki oraz po­ma­ga­nie pierw­sze­mu Afro­ame­ry­ka­ni­no­wi na sta­no­wi­sku pre­zy­den­ta. Dla mnie utrzy­ma­nie mał­żeń­stwa i wy­cho­wy­wa­nie có­rek na wspa­nia­łe oso­by, przy jed­no­cze­snych po­dró­żach po kra­ju i opi­sy­wa­niu pre­zy­den­tu­ry Oba­my.

Mó­wi­ły­śmy o kosz­tach do­ko­ny­wa­nych wy­bo­rów. O po­świę­ce­niu i de­ter­mi­na­cji, któ­re są po­trzeb­ne, aby spro­stać przyj­mo­wa­nym wy­zwa­niom. Skoń­czy­łam wła­śnie spi­sy­wa­nie wspo­mnień i na­po­mknę­łam, że mam po­mysł na nową książ­kę, ale oba­wiam się, że na jej na­pi­sa­nie za­brak­nie mi sił. Mało cza­su spę­dza­łam z ro­dzi­ną. Wa­ha­łam się, czy zde­cy­do­wać się na re­ali­za­cję tego pro­jek­tu, bo z żad­ne­go ze swo­ich za­dań nie mo­gła­bym wy­wią­zać się do­sta­tecz­nie do­brze.

Va­le­rie za­py­ta­ła o po­mysł książ­ki, wiec przed­sta­wi­łam jej swo­je teo­rie na te­mat ko­biet i ich nie­do­war­to­ścio­wa­nia. Od razu za­uwa­ży­łam, że tra­fi­łam w sed­no. „Na­pisz tę książ­kę – po­wie­dzia­ła. – To waż­ne spra­wy, trze­ba o nich mó­wić. A ta książ­ka już w to­bie sie­dzi. Ko­niecz­nie mu­sisz ją na­pi­sać”. Póź­niej opo­wie­dzia­ła mi o dzia­ła­ją­cej przy Bia­łym Domu Ra­dzie ds. Ko­biet i Dziew­cząt (Whi­te Ho­use Co­un­cil on Wo­men and Girls), o Ogól­no­kra­jo­wym Dniu Rów­nych Płac (Na­tio­nal Equ­al Pay Day), o na­pi­sa­nej przez Lil­ly Led­bet­ter Usta­wie o uczci­wym wy­na­gro­dze­niu (Pay­check Fa­ir­ness Act) i o swo­ich ba­da­niach do­ty­czą­cych tej te­ma­ty­ki. Wspo­mnia­ła, że na każ­dym szcze­blu ad­mi­ni­stra­cyj­nym dzia­ła­ją oso­by zaj­mu­ją­ce się spra­wa­mi ko­biet, tak­że ich do­stę­pu do ka­pi­ta­łu i róż­nic w wy­na­gro­dze­niach. Nie tyl­ko na­ma­wia­ła mnie do na­pi­sa­nia książ­ki, ale rów­nież za­pro­po­no­wa­ła: „Po­mo­gę ci. Co mogę zro­bić? Za­szły­śmy da­le­ko. Ko­bie­ty rzą­dzą świa­tem. Ale nie są wy­na­gra­dza­ne sto­sow­nie do war­to­ści”.

Va­le­rie za­in­spi­ro­wa­ła mnie i po­dzia­ła­ła na mój pro­jekt jak ka­ta­li­za­tor. Przy­pad­ko­wa wi­zy­ta oka­za­ła się punk­tem zwrot­nym i wy­cho­dząc z jej ga­bi­ne­tu już wie­dzia­łam, że na­pi­szę tę książ­kę. Zda­łam so­bie spra­wę, że sko­ro zdo­ła­łam prze­mó­wić do Va­le­rie, to po­tra­fię prze­mó­wić tak­że do in­nych.

Szczę­śli­wym tra­fem Mor­ning Joe to pro­gram, do któ­re­go przy­cho­dzą waż­ne oso­by za­bie­ra­ją­ce głos w naj­istot­niej­szych spra­wach ogól­no­na­ro­do­wych. Nie mu­sia­łam więc da­le­ko szu­kać, by zna­leźć ko­bie­ty, któ­re zgo­dzą się na wy­wiad do­ty­czą­cy do­ce­nia­nia sie­bie sa­mej. Roz­ma­wia­łam z ko­bie­ta­mi wpły­wo­wy­mi w rzą­dzie – Bro­ok­sley Born, She­ilą Bair i Eli­za­beth War­ren; spe­cja­list­ką ds. fi­nan­sów oso­bi­stych, Suze Or­man; zna­ją­cy­mi się na me­diach – Arian­ną Huf­fing­ton i Tiną Brown; re­dak­tor­ka­mi na­czel­ny­mi – Le­sley Jane Sey­mo­ur z „More” i Kate Whi­te z „Co­smo­po­li­tan”. Na roz­mo­wę zgo­dzi­ły się: Nora Eph­ron, Joy Be­har i Su­sie Es­sman. Zro­bi­łam wy­wia­dy z naj­waż­niej­szy­mi ba­dacz­ka­mi kwe­stii płci i ne­go­cja­cji, na przy­kład z Han­nah Ri­ley Bow­les z Ha­rvar­du. Dla rów­no­wa­gi, aby po­znać mę­ską per­spek­ty­wę, po­roz­ma­wia­łam z Do­nal­dem Trum­pem, Jac­kiem We­lchem i Don­nym Deut­schem. Nie­któ­re z roz­mów zo­sta­ły przed­sta­wio­ne na an­te­nie, inne moim zda­niem po­win­ny zna­leźć się na ekra­nie, na przy­kład z She­ryl Sand­berg, dy­rek­tor­ką wy­ko­naw­czą Fa­ce­bo­oka, a tak­że Ca­rol Bartz, dy­rek­tor­ką ge­ne­ral­ną Yahoo.

Roz­ma­wia­łam z ko­bie­ta­mi, któ­re za­rzą­dza­ły przed­się­bior­stwa­mi war­ty­mi mi­liar­dy do­la­rów, kie­ro­wa­ły rzą­da­mi i pro­wa­dzi­ły ba­da­nia go­spo­dar­ki. Wszyst­kie na co dzień spo­ty­ka­ją się z wy­zwa­nia­mi o wy­mia­rze ogól­no­na­ro­do­wym, ale ze zdu­mie­niem stwier­dzi­łam, że mają po­dob­ne do­świad­cze­nia w miej­scu pra­cy. Wy­da­wa­ło mi się, że ta­kie ko­bie­ty suk­ce­su mą­drzej pod­cho­dzą do swo­ich ka­rier i pie­nię­dzy. Nie­moż­li­we, że­by­śmy wszyst­kie po­peł­nia­ły te same błę­dy. Jed­nak gdy opo­wia­da­łam o swo­ich pro­ble­mach ko­bie­tom z róż­nych dzie­dzin ży­cia, wie­le z nich od­wdzię­cza­ło się opo­wie­ścia­mi o ich kło­po­tach z uzy­ska­niem pod­wyż­ki, awan­su, a na­wet z przed­sta­wie­niem po­my­słów na sali kon­fe­ren­cyj­nej. Dla­cze­go to, co dla wie­lu męż­czyzn jest zu­peł­nie pro­ste, ko­bie­tom spra­wia tak wie­le trud­no­ści? Dla­cze­go, czę­sto już od po­cząt­ku, same so­bie szko­dzi­my?

Z do­świad­czeń mo­ich i licz­nych ko­biet suk­ce­su, z któ­ry­mi roz­ma­wia­łam pod­czas pi­sa­nia tej książ­ki, moż­na wie­le się na­uczyć.

W jaki spo­sób uda­wa­ło im się osią­gać wy­na­gro­dze­nie sto­sow­ne do swo­jej war­to­ści? Co ro­bi­ły źle, a co wła­ści­wie? Udzie­la­ły za­ska­ku­ją­co szcze­rych i wie­le tłu­ma­czą­cych od­po­wie­dzi. Ewi­dent­nie żad­na z nich nie gra­ła we­dług ta­kich sa­mych re­guł co męż­czyź­ni. Otrzy­ma­łam waż­ne lek­cje na te­mat tego, jak sta­wiać na swo­im, roz­ma­wiać ze zwierzch­ni­ka­mi, ne­go­cjo­wać z po­zy­cji siły, a nie stra­chu, ko­rzy­stać ze swo­je­go suk­ce­su i – co chy­ba naj­waż­niej­sze – jak uzy­skać wy­na­gro­dze­nie, na któ­re za­słu­gu­ję.

Lek­cje te do­ty­czy­ły pie­nię­dzy. Ale moż­na za­sto­so­wać je do każ­de­go in­ne­go aspek­tu ży­cia. W tej książ­ce pie­nią­dze są tyl­ko me­ta­fo­rą – cho­dzi o by­cie do­ce­nia­ną w pra­cy i nie tyl­ko. Każ­da z za­pre­zen­to­wa­nych lek­cji może od­no­sić się do re­la­cji z ludź­mi, wy­cho­wa­nia dzie­ci, mał­żeń­stwa, po­zy­cji w za­wo­dzie czy w bran­ży, zmia­ny pra­cy… wszyst­kie­go. Bo je­śli nie żą­dasz tyle, ile je­steś war­ta, i je­śli nie po­tra­fisz tego ja­sno za­ko­mu­ni­ko­wać, nie bę­dziesz trak­to­wa­na spra­wie­dli­wie i w koń­cu doj­dzie do ze­rwa­nia re­la­cji. I je­śli nie pro­sisz o to, na co za­słu­gu­jesz, na­wet nie po­znasz do­brze sie­bie sa­mej i nie do­wiesz się, na co cię stać. Po­nie­cha­nie na­uki me­tod osią­ga­nia tego to szko­dze­nie sa­me­mu so­bie. Trze­ba wie­dzieć, jak ko­rzy­stać ze słów, ro­zu­mu, gło­su, sty­lu, po­dej­ścia, fi­ne­zji i wszyst­kie­go, czym dys­po­nu­jesz, aby do­stać to, na co za­słu­gu­jesz.

Na­le­ży mó­wić o swo­ich po­trze­bach i pra­gnie­niach. Bo je­śli masz zwią­zać się z ja­kąś pra­cą, to mu­sisz dzię­ki niej te po­trze­by i pra­gnie­nia za­spo­ka­jać. W prze­ciw­nym ra­zie tyl­ko da­jesz, da­jesz i da­jesz, i koń­czysz z ni­czym. Zu­peł­nie z ni­czym.

W koń­cu MSNBC syp­nę­ła mi pie­niędz­mi. Otrzy­ma­łam znacz­ną pod­wyż­kę, ale do­szło do tego w zu­peł­nie inny spo­sób, niż się spo­dzie­wa­łam. Było to po­dej­ście dość nie­kon­wen­cjo­nal­ne i nie po­le­cam go. Wię­cej opo­wiem o tym w dal­szej czę­ści książ­ki.

Trze­ba przy­znać, że MSNBC nie tyl­ko za­cho­wa­ła się do­brze, ale też do­brze na tym wy­szła. Po pod­pi­sa­niu umo­wy na tę książ­kę po­szłam do na­sze­go sze­fa Phi­la Grif­fi­na, jed­ne­go z jej bo­ha­te­rów i czło­wie­ka, któ­ry blo­ko­wał moją pod­wyż­kę aż do chwi­li, gdy po­tra­fi­łam sku­tecz­nie przed­sta­wić swo­ją war­tość. Po­wie­dzia­łam: „Słu­chaj, mam umo­wę na książ­kę. Za­mie­rzam opi­sać w niej po­peł­nio­ne prze­ze mnie błę­dy. Tak­że błę­dy w re­la­cjach z tobą”. Dłuż­szą chwi­lę się za­sta­na­wiał, a w koń­cu stwier­dził: „Oczy­wi­ście”.

Po­tem pod­niósł po­przecz­kę wy­żej i za­pro­po­no­wał pój­ście o krok da­lej – za­czę­li­śmy roz­ma­wiać o tym, jak mo­gli­by­śmy przed­sta­wić tę pro­ble­ma­ty­kę w pro­gra­mie, a w re­zul­ta­cie MSNBC prze­pro­wa­dzi­ła in­ter­ne­to­wą an­kie­tę, któ­rej wy­ni­ki zo­sta­ły wy­ko­rzy­sta­ne w książ­ce (szcze­gó­ły na stro­nie re­dak­cyj­nej). Na­tych­miast po prze­czy­ta­niu pierw­szej wer­sji Phil stał się wiel­kim fa­nem książ­ki. Wie­dział, że opi­sa­ne spra­wy zy­ska­ją roz­głos i… będą się sprze­da­wać. W koń­cu kwe­sta rów­no­ści płac i uświa­da­mia­nia so­bie wła­snej war­to­ści do­ty­czą wszyst­kich ko­biet. A w dzi­siej­szych cza­sach, gdy co­raz wię­cej męż­czyzn tra­ci pra­cę i cię­żar utrzy­ma­nia ro­dzi­ny spa­da na ko­bie­ty, spra­wa rów­no­ści płac jest bar­dziej ak­tu­al­na niż kie­dy­kol­wiek i do­ty­czy na­praw­dę wszyst­kich.

Ko­bie­ty za­ra­bia­ją mniej od męż­czyzn z wie­lu po­wo­dów. Nie­któ­re są bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne, a cza­sa­mi na­wet nie­zro­zu­mia­łe. Mam jed­nak na­dzie­ję, że przed­sta­wia­jąc te po­ucza­ją­ce opo­wie­ści i hi­sto­rie oso­bi­stych zwy­cięstw, wy­ni­ki ba­dań oraz ży­cio­we przy­kła­dy, po­mo­gę ko­bie­tom iść wła­sną dro­gą. Nie twier­dzę, że uda się zli­kwi­do­wać nie­rów­ność wy­na­gro­dzeń. Ale mo­że­my wie­le zro­bić dla sie­bie i po­ka­zać stra­te­gie, któ­re przy­słu­żą się na­stęp­nym po­ko­le­niom. Tego, cze­go na­uczy­łam się od ko­biet, z któ­ry­mi pro­wa­dzi­łam wy­wia­dy, nikt mi nie od­bie­rze. Chcę tą wie­dzą po­dzie­lić się z cór­ka­mi, a za po­śred­nic­twem tej książ­ki, tak­że z każ­dą jej czy­tel­nicz­ką.

ROZDZIAŁ 1.MOJA HISTORIAJak to się zaczęło

PO­WRÓT DO KA­RIE­RY,NIE DO PO­CZU­CIA WAR­TO­ŚCI

Idąc w 2007 roku do pra­cy w MSNBC, za­czy­na­łam wszyst­ko od nowa.

Mi­jał już rok, od­kąd stra­ci­łam sta­no­wi­sko pro­wa­dzą­cej wia­do­mo­ści CBS w week­en­dy i współ­twór­czy­ni pro­gra­mu 60 Mi­nu­tes. Po skan­da­lu, któ­ry wstrzą­snął dy­rek­cją, wy­wo­ła­nym ma­te­ria­łem o Geo­r­ge’u Bu­shu w 60 Mi­nu­tes, od­cho­dzi­łam bez żad­nych per­spek­tyw i z ni­kłym za­bez­pie­cze­niem fi­nan­so­wym.

Przez cały czas szu­ka­łam za­trud­nie­nia za po­śred­nic­twem agen­ta, któ­ry or­ga­ni­zo­wał dla mnie spo­tka­nia kwa­li­fi­ka­cyj­ne z dy­rek­cja­mi róż­nych te­le­wi­zji i sie­ci ka­blo­wych. Co mie­siąc moje szan­se spa­da­ły. Po­cząt­ko­wo agent uma­wiał mnie z pre­ze­sa­mi. Póź­niej z wi­ce­pre­ze­sa­mi, a w koń­cu z przed­sta­wi­cie­la­mi dzia­łów ka­dro­wych. Po pew­nym cza­sie już pra­wie z ni­kim się nie spo­ty­ka­łam. Mia­łam na­mie­sza­ne w ży­ciu za­wo­do­wym i do­bie­ga­łam czter­dziest­ki – krót­ko mó­wiąc by­łam za sta­ra. Wy­da­wa­ło się, że naj­lep­sze dni mam za sobą i nie ucho­dzi­łam za zbyt do­brą in­we­sty­cję.

Po mie­sią­cach bez­owoc­nych po­szu­ki­wań do­szłam do wnio­sku, że naj­lep­szym wyj­ściem bę­dzie za­cząć wszyst­ko od zera. Na po­cząt­ku ka­rie­ry pra­co­wa­łam krót­ko w NBC i miło wspo­mi­na­łam ten czas. Do­brze wy­ko­ny­wa­łam swe obo­wiąz­ki i mia­łam tam dużo zna­jo­mych. Za­dzwo­ni­łam więc do MSNBC i bła­ga­łam o pra­cę. I nie taką, w któ­rej mo­gła­bym wy­ko­rzy­stać swo­je do­świad­cze­nie, czy któ­ra by mi się po­do­ba­ła, lecz taką, jaką aku­rat mie­li. W koń­cu pre­zes NBC News po­wie­dział mi, z pew­ny­mi opo­ra­mi, że zwal­nia się sta­no­wi­sko lek­to­ra wia­do­mo­ści, to zna­czy ko­goś, kto w MSNBC trzy razy wie­czo­rem czy­ta pół­mi­nu­to­we ak­tu­ali­za­cje wia­do­mo­ści, zwa­ne wy­da­rze­nia­mi w skró­cie. Było to sła­bo płat­ne za­ję­cie do­ryw­cze, ale chwy­ci­łam je ni­czym ostat­nią de­skę ra­tu­ją­cą moje roz­pa­da­ją­ce się ży­cie za­wo­do­we.

Z punk­tu wi­dze­nia mo­je­go CV, po sta­no­wi­sku waż­ne­go ko­re­spon­den­ta w CBS, ta pra­ca sta­no­wi­ła krok wstecz. Był to na­wet krok do tyłu w sto­sun­ku do mo­jej po­przed­niej pra­cy w MSNBC. W 40 uro­dzi­ny przy­go­to­wa­łam wy­da­rze­nia w skró­cie, ale by­łam za­do­wo­lo­na. Pra­co­wa­łam, co na­pa­wa­ło mnie dum­ną. Cór­ki wie­dzia­ły, że mama, aby przy­nieść do domu wy­pła­tę, cofa się w ka­rie­rze. W tym cza­sie jed­nak tego ro­dza­ju pra­ca była dla mnie rów­nie war­to­ścio­wa jak lu­kra­tyw­ny kon­trakt z CBS na 60 Mi­nu­tes. Wszyst­ko mia­ło być do­brze. I dla mnie, i có­rek.

Przez rok sie­dzia­łam z nimi w domu i nie prze­le­wa­ło nam się pod wzglę­dem fi­nan­so­wym, więc cie­szy­ły się, że wra­cam do pra­cy. Po­dob­nie jak mój mąż, Jim. Przy­zwy­cza­ili się, że je­stem mamą pra­cu­ją­cą i wie­dzie­li, że przy­no­si mi to za­do­wo­le­nie. Pra­ca do­da­wa­ła mi za­pa­łu, a pen­sja sta­no­wi­ła mój wkład w utrzy­ma­nie domu. Znacz­nie le­piej za­ra­bia­łam pie­nią­dze niż go­to­wa­łam obia­dy. Czy­ta­nie skró­to­wych wia­do­mo­ści to dla mnie ła­twi­zna, a pra­ca do­ryw­cza jest lep­sza niż brak pra­cy. Mu­sia­łam re­ali­stycz­nie spoj­rzeć na swo­ją ów­cze­sną war­tość ryn­ko­wą.

Wpraw­dzie ża­łu­ję, że nie zda­wa­łam so­bie spra­wy, ja­kie wy­na­gro­dze­nie mo­głam i po­win­nam otrzy­my­wać w róż­nych waż­nych okre­sach mo­je­go ży­cia za­wo­do­we­go, jed­nak z per­spek­ty­wy cza­su o przy­ję­ciu tej mało płat­nej po­sa­dy my­ślę z dumą. Znać swo­ją war­tość to mię­dzy in­ny­mi znać ją w trud­nych chwi­lach, gdy na­le­ży pod­jąć kro­ki w celu jej od­zy­ska­nia. Dla mnie naj­więk­szy pro­blem po­le­gał na roz­po­zna­niu, kie­dy moje ak­cje idą w górę.

Przez pierw­sze mie­sią­ce w MSNBC pra­co­wa­łam czte­ry go­dzi­ny dzien­nie. Po­mię­dzy 30-se­kun­do­wy­mi wej­ścia­mi na an­te­nę i czy­ta­niem wia­do­mo­ści pła­ci­łam ra­chun­ki i słu­cha­łam przez te­le­fon, jak moje dziew­czyn­ki ćwi­czą grę na for­te­pia­nie. Po roku bez­ro­bo­cia taka pra­ca mi się po­do­ba­ła. Była prze­wi­dy­wal­na, ko­rzy­sta­ły na tym moje dzie­ci i wró­ci­łam do gry. Z tym, że była nud­na. Pie­kiel­nie nud­na. Wie­dzia­łam że mam ta­lent, ale na tym sta­no­wi­sku mo­głam go wy­ko­rzy­stać tyl­ko w nie­wiel­kim stop­niu.

Wkrót­ce je­den z pro­du­cen­tów pro­gra­mu in­for­ma­cyj­ne­go przy­jął mnie na za­stęp­stwo do pro­wa­dze­nia go­dzin­nych wia­do­mo­ści nada­wa­nych w cią­gu dnia. Przez kil­ka ty­go­dni pro­wa­dzi­łam za­rów­no pół­mi­nu­to­we wia­do­mo­ści wie­czor­ne, jak i go­dzin­ne wia­do­mo­ści nada­wa­ne o pięt­na­stej w week­en­dy. Stop­nio­wo do­sta­wa­łam od NBC i MSNBC wię­cej zle­ceń i moje dni w pra­cy sta­wa­ły się co­raz dłuż­sze i cie­kaw­sze.

Nie zaj­mo­wa­łam tak waż­nych sta­no­wisk jak sie­dem lat wcze­śniej w MSNBC, gdy wraz z Ash­le­igh Ban­field i Giną Ga­ston pro­wa­dzi­łam skie­ro­wa­ny do ko­biet pro­gram Ho­me­Pa­ge. Ani tak od­po­wie­dzial­nych, jak pod­czas re­la­cjo­no­wa­nia wy­bo­rów pre­zy­denc­kich w 2000 roku. Ale pra­co­wa­łam w bran­ży, któ­rą ko­cham.

Po pierw­szym za­stęp­stwie w go­dzin­nych wia­do­mo­ściach ko­le­dzy, któ­rzy wie­dzie­li o moim dłu­gim do­świad­cze­niu w bran­ży, pod­cho­dzi­li na ko­ry­ta­rzu i ści­ska­li mi dłoń ze sło­wa­mi: „No re­we­la­cja! Je­steś na­praw­dę do­bra!”.

W tej bran­ży po­ziom two­ich osią­gnięć mie­rzy się po­zio­mem ostat­nie­go ma­te­ria­łu. A dla ko­goś, kto wy­stę­pu­je na żywo, po­zio­mem ostat­niej mi­nu­ty na an­te­nie.

Pew­ne­go dnia Brian Wil­liams nie mógł po­pro­wa­dzić NBC News Spe­cial Re­port, a po­nie­waż aku­rat nie było ko­goś in­ne­go, kto mógł­by go za­stą­pić, po­wie­rzo­no to mnie. Wy­pa­dłam bez­błęd­nie i znów nowi ko­le­dzy byli miło za­sko­cze­ni. Dużo osób nie pa­mię­ta­ło albo nie wie­dzia­ło, że w CBS News pro­wa­dzi­łam po­dob­ne pro­gra­my dzie­siąt­ki razy. Na­gle sta­łam się więc znów obie­cu­ją­cą no­wi­cjusz­ką.

Od­bie­ra­łam kom­ple­men­ty z uśmie­chem. Cie­szy­łam się, że mogę po­ka­zać pro­du­cen­tom, na co mnie stać. Te­le­wi­zja zro­zu­mia­ła moją przy­dat­ność i by­łam pew­na, że wcze­śniej czy póź­niej do­sta­nę od­po­wied­nie dla sie­bie za­ję­cie. Na­stą­pi­ło to trzy mie­sią­ce po­tem.

W maju 2007 roku z an­te­ny zo­stał zdję­ty Don Imus, za wy­gło­sze­nie w po­ran­nym pro­gra­mie, któ­ry pro­wa­dził, ob­raź­li­wych uwag pod ad­re­sem ko­szy­ka­rek Rut­gers. I na­gle w ra­mów­ce MSNBC po­wsta­ła trzy­go­dzin­na luka. Pa­mię­tam, że po­my­śla­łam wów­czas: „Ale pa­skud­ny ob­rót spraw, mam na­dzie­ję, że nie mnie za­trud­nią do wy­peł­nie­nia tego cza­su czy­ta­niem wia­do­mo­ści”.

Nie zda­wa­łam so­bie spra­wy, jak wie­le mę­skich oso­bo­wo­ści te­le­wi­zyj­nych ma chrap­kę na ten czas an­te­no­wy. Za­ję­cie miej­sca po Imu­sie to była wiel­ka rzecz.

Kil­ka dni po jego wy­rzu­ce­niu na­tknę­łam się na Jo­ego Scar­bo­ro­ugha, pro­wa­dzą­ce­go talk-show w go­dzi­nach naj­więk­szej oglą­dal­no­ści i by­łe­go kon­gres­me­na z Flo­ry­dy. Pra­co­wał w stu­dio Pen­sa­co­la na Flo­ry­dzie, a przy­je­chał do No­we­go Jor­ku na roz­mo­wy w spra­wie prze­ję­cia miej­sca po Imu­sie. Nie zna­li­śmy się wcze­śniej, roz­po­zna­łam go tyl­ko dla­te­go, że co wie­czór po od­czy­ta­niu swo­ich 30-se­kun­do­wych uak­tu­al­nień, za­po­wia­da­łam pro­gram Scar­bo­ro­ugh Co­un­try i wte­dy jego twarz po­ja­wia­ła się na sto­ją­cym na­prze­ciw mnie ekra­nie. Mó­wi­łam: „To już ko­niec wia­do­mo­ści, te­raz wra­ca­my do Scar­bo­ro­ugh Co­un­try”. Sa­me­go pro­gra­mu nig­dy nie oglą­da­łam, bo po odłą­cze­niu mi­kro­fo­nu na­tych­miast bie­głam, by wy­ko­rzy­stać parę chwil wol­ne­go.

Joe