Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » Listy do brata II

Listy do brata II

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7859-045-3

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Listy do brata II

„Listy do Brata” to zbiór felietonów kierowanych do przebywającego na emigracji krewnego. Pierwotnie publikowane były one w ramach konkursu na „Blog Roku 2009”, uzyskując najwięcej głosów czytelników w swojej kategorii.

Choć umieszczone w odległej przeszłości przygody bohaterów zapożyczonych na chwilę od innych autorów wydają się wymysłem, wytworem wyobraźni, w istocie wydarzyły się naprawdę w boleśnie bliskiej nam teraźniejszości.


Grzegorz Kossowski

„Nie masz takowych terminów, z których by się ten psotny rycerz salwować nie umiał, czy to sprytem, czy podstępem. Szlachcic zacny, któremu nieobce są słowa Bóg, Honor i Ojczyzna. Nie taki stary przecie, a pamięta, że kiedyś nie było Teleranka. Talentami wieloma obdarowany, godzien jest, by ostrzem satyry, niczym piką, dźgać wrogów Rzeczpospolitej, co chwalebnym jest.”



Strona autorska: www.kossowski.eu

Polecane książki

„Pożegnania i powroty” to zbiór ośmiu opowiadań współczesnych, traktujących o spotkaniach z różnymi ludźmi i związanych z nimi przeżyciach. W każdym z utworów autorka zawarła odrębną historię, wyjętą z zakamarków pewnej ludzkiej egzystencji. Pierwsze opowiadanie, zatytułowane „Szelest pożółkłych ...
Poradnik do The Walking Dead - Michonne: In Too Deep jest dokładnym spisem wszystkich aktywności zawartych w grze. Znajdziesz tutaj szczegółowy opis przejścia wraz z tłumaczeniem ważnych dialogów na język polski, w taki sposób, byś mógł zrozumieć przedstawioną ci sytuację. Poradnik zawiera także oso...
Joanna Wajdenfeld - psycholog, artysta plastyk, terapeuta zajęciowy, instruktor rekreacji ruchowej i pisarka. Od wielu lat pracuje z dziećmi i młodzieżą w różnym wieku. Obecnie wykłada na kilku warszawskich uczelniach wyższych. Swoje życie związała ze sztuką w różnorodnej formie od malarstwa i rysu...
Byłam we wszystkich krajach Ameryki Południowej. Z wyjątkiem jednego. A więc Urugwaj! Wyruszyłam na samotną wyprawę do kraju, gdzie posiadanie, sprzedawanie i palenie marihuany jest legalne, każdy uczeń w szkole dostaje darmowego laptopa, a narodowym daniem jest miejscowa odmiana hamburger...
Książka przybliża dorobek naukowy, warsztat historyczny oraz poglądy Józefa Piłsudskiego jako badacza historii.Kiedy i w jakich okolicznościach Piłsudski rozpoczął badania naukowe i publikowanie ich wyników? Jak pojmował rolę historyka? Co charakteryzowało jego myśl historyczną? Jak jego poglądy ...
Lady Eleanor Peyton straciła męża zaraz po ślubie. Mimo zakończonej żałoby nie chciała ponownie wychodzić za mąż. Korzystała z niezależności i zarządzała odziedziczonym majątkiem, niemal nie opuszczając ukochanego zamku. Ojciec, baron Tawstott, nalega, aby w jego domu spędziła najchłodniejsze, z...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Grzegorz Kossowski

Grzegorz Kossowski

Listy do Brata II

© Copyright by Grzegorz Kossowski & e-bookowo

Projekt okładki: Grzegorz Kossowski

ISBN 978-83-7859-045-3

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Przedmowa

Kłaniam szlachciankom prawym w pas. Wielka to rzecz dla mnie, skryby skromnego, iże wasze denary ciężką pracą zdobywane w czasach coraz trudniejszych – zamiast na kolejne dyariusze szmatławe, których nawet w wychodku użyć nie sposób – na te pisma moje żeście przeznaczyć raczyły.

Kłaniam wam, szlachcice prawi, żeście – miast na piwska kolejny kufel – denara czy dwa poświęcili, by prawdę z pism moich wynikającą poznać. Listy te, choć żartami jedynie się wydają, fraszkami ulotnymi – niestety, na prawdzie oparte są. Każda historia miejsce miała, choć w innym kontekście i z innymi bohaterami. Kto zabawić się chce i pierwowzory przygód owych w otaczającej nas rzeczywistości szukać zamierza, tego wola i igrzyska. Pozostałych zapewniam solennie – radość to jest przez łzy je czytać, bo lepiej dla nas wszystkich by było, gdyby nigdy powstać nie musiały. Jednak, gdy komu dobro Rzeczpospolitej na sercu leży, ten milczeć nie może i każdy na swój sposób – mieczem, piórem czy rozumem – działać powinien.

Do czego i Was zachęcam, Brat Szlachcic

List XXXIV – o czasu zmianie

Szanowny Panie Bracie

Mieszkaliśmy sobie na Dzikich Polach, jak biali ludzie. Życie toczyło się powolutku, nikt nikomu nie wadził. Aż tu pewnego razu zjawił się jeden Prusak i przemocą zaczął nam koło pióra robić, a dokładniej koło klepsydry. Na dodatek polazł na wieżę i nam przy zegarze majstrować zaczął. Tak długo przy nim dłubał, aż go zepsuł i o godzinę przesunął.

Żeby swoje nieudolstwo ukryć, zaczął nam Prusak ciemnotę wciskać, że to niby celowo, że dobrze, że same z tego profity wynikają. A to że wstawać będziemy wcześniej, a to że Słońce później wschodzić (jakby Słońce miało w poważaniu, co my tu o nim mówimy), a to że węgla i drewna oszczędność będzie. Tak pięknie gadał, żeśmy się dali nabrać i pozwolili odjechać, zamiast od razu go na pal naciągnąć.

Już następnego dnia pojawiły się problemy. Najsampierw babcia Mańkowa krowy doić poszła godzinę wcześniej. Nic nie udoiła, bo krowy – niezwyczajne do zmiany czasu – nijak sobie wytłumaczyć nie dały, że jest czwarta rano i mleka dawać nie chciały. Potem żeśmy, jak co rano, na podjazd ruszyli, na Dzikie Pola. Pan Zagłoba tuż przed wyjazdem dziwnie niespokojny był i markotny. Ale się wyjaśniło po godzinie, gdyśmy już wedle Helmowego Jaru przejeżdżali. Okazało się, że potrzeba Zagłobę dopadła w polu, czego imć pan Onufry bardzo nie lubi, bo do wygód jest przyzwyczajony. Jak zapewne pamiętasz, Panie Bracie, ma on swój klozet prywatny, bo inni do nowego teraz chodzą. Tak czy inaczej kopsko się panu Zagłobie ruszyło o czasie, z tym że czas się zmienił w międzyczasie. No i stalim pośrodku pola, a pan Zagłoba klął wniebogłosy, rzyć na zawietrzną wystawiając. Widok był to niezwykły, zaiste. Kto nie widział, niech żałuje.

Jakeśmy już dotarli na miejsce, tośmy się zasadzili na Tatarów, którzy ostatnio bardziej aktywni są, bo i w większej ilości po Dzikich Polach się szwendają. A to dlatego, że na sposób się wzięli. Jak pamiętasz, odkąd jesteśmy w owej Eurowspólnocie, graniceśmy uszczelnili. Ale Tatarzyni raz dwa się połapali i teraz – jako że jeden do drugiego podobny – na ten sam paszport na kopy do Rzeczpospolitej wjeżdżają. Ale to i dobrze, bo jest kogo siec i na pal nawlekać, a tak to musielim śród miejscowych za sutą zapłatę wynajmować pozorantów, ubezpieczenie im płacić… Ale ja nie o tym…

No i siedzim w zasadzce, czekamy, czekamy, czekamy, czekamy, i wtedy się pan Nowowiejski junior zorientował, żeśmy na miejsce zbiórki o godzinę za wcześnie przybyli. To znaczy, myśmy o czasie się stawili, jeno Tatarzy o tym nie wiedzieli, bo oni przestawiania klepsydry nie uznają. W ogóle czasem mierzonym się nie kierują i dobrze im z tym. Tak więc żeśmy godzinę na darmo siedzieli. Jak już Tatarzynowie się na widnokręgu pojawili, to nam się akurat siedzenie po krzakach znudziło, więc raz dwa uradziliśmy, by się zbierać. Jakeśmy już do stanicy dotarli, to obiad w czeladnej czekał. Z tem, że myśmy jeszcze niegotowi byli, bo co prawda była już szesnasta, ale dla naszych żołądków piętnasta. A jak dla nich była już szesnasta, to obiad był już zimny, i tak w koło Macieju…

Na koniec dnia poszliśmy spać. Tylko że spać się nie dało, bo choć zegar na wieży pokazywał spanie, nam akurat jeszcze spać się nie chciało. Za to rano dnia następnego… Ale to już sam wiesz najlepiej.

O czym donoszę, (tym)czasowo rozchwiany,

Brat Waćpana Umiłowany

List XXXV – o otworkach zaciskaniu

Szanowny Panie Bracie

Miałem ja o tym już nie wspominać, bo temat jest obrzydły szlachcicowi prawemu, ale się nie da tym bardziej, że targowica nas ode strony rzyci zachodzi, więc musim otworki mocniej zaciskać. A było to tak…

Siedzielim, jak co rano, w czeladnej z kamratami – a to zacnym panem Michałem, pierwszą szablą Rzeczpospolitej, tudzież panem Zagłobą Onufrym, który w Ojczyźnie też palmę pierwszeństwa dzierży, jeno w czem innem, a to księdzem Kordeckim, który właśnie z wizytą do nas wstąpił.

Naraz wchodzą do izby imć pan Hassling-Ketling wespół z tym draniem Azją Tuhajbejowiczem za ręce się trzymając. Nie zwrócilim na nich początkowo uwagi, bo obaj ostatnio często po stanicy chodzą w ten sposób, modę zachodnią na siłę nam tu propagując, proporczyki sobie do lanc kolorowe w barwach tęczy przyczepiają, do ucha jakieś sekreciki szeptają. Aleśmy sobie umyślili, by ich ignorować, póki wezwany z województwa felczer nie przybędzie. Uznaliśmy bowiem, że tak bezpieczniej, bo

póki co, do nas się jeszcze nie przytulają. Tak więc siedzimy, gadamy, gdy nagle cisza zapadła, bo się pan Ketling na głos księdza Kordeckiego zapytał, czy im… ślubu udzieli, gdyż chcieli sobie przysposobić dzieciątko jakie sierotne, a nie mogą, bo im prawo nie pozwala. Na to się zapowietrzył pan Zagłoba, poczem powiedział:

– Małżeństwo, zważ panie Ketling, to jest, jak nazwa sama wskazuje: małż i żena. Co prawda czyś pan małż, czy żena, trudno na pierwszy rzut oka ocenić, bo waść w tych koronkach chodzisz, jak fircyk jaki, peruczki zakładasz. To i o pomyłkę nie trudno. Na szczęście masz wąsiki, zatem taka z waćpana baba, jak z koziej dupy trąba. A że Tuhajbej jest chłop, to mogę zaświadczyć, bom szczegóły widział, jakeśmy go ostatnio we wtorek na pal nawlekali – tu zaśmiał się Zagłoba.

Na takie dictum się obaj postawili, obrazili i powiedzieli, że będą się od tego stanowiska odwoływać na salonach. Na to żeśmy ich wyśmiali i o sprawie zapomnieli. Nie na długo jednak, bo nam się za tydzień zwaliła jakaś komisyja z Bruseli, Agencja Praw Frywolnych, czy jakoś tak. Zaraz nam tu zrobili inspekcyję, po czym oskarżyli nas, żeśmy na stanicy są zacofani, w ciemnogrodzie żyjemy, że powinniśmy nasze denary do stanicznego wrzucane worka inwestycyjnego na operacjum dla Ketlinga przeznaczyć, bo on chce białogłową zostać. A że operacjum zamiany chłopa w babę kosztowne jest, przeto owe Bruselczyki uważają, że musim te koszta Ketlingowi pokryć. Na to zaproponował srogi pan Luśnia, że on może z Ketlinga babę zrobić za darmo, ino musi wcześniej szablę naostrzyć, ale się zaraz na niego Bruselczyki rzucili i łajać zaczęli, że homofob i ksenofob. Chciał ich bić srogi Luśnia, bo myślał, że mu matkę obrażają, aleśmy go powstrzymali w pięciu chłopa, gdyż Luśnia silnym jest. Wtenczas się Bruselczyki z owej Agencji zlękli, zebrali do kupy i w swoje strony uszli, bo póki co, to nam mogą naskoczyć. Jednak się obawiam Panie Bracie, że jak regent wespół z namiestnikiem i reszta targowicy ów traktat – o którym ja wiem, a Ty się domyślasz – podpiszą, tedy z dragonami przyjadą, jak do siebie.

I będzie tak, że będziem, szlachcice prawi, z własnej kiesy owe nieprzystojne operacyje pokrywać, i będą Ketlingi z Tuhajbejami dziatwę na wychowanie brać. Sodoma i Gomora idzie, wypatrujem jeno deszczu ognia i siarki, bo czuć, że blisko jest. Ucisk okropny idzie na szlachciców prawych i na gmin niegramotny.

O czym donoszę,

Brat Waćpana Umiłowany

List XXXVI – o dyskryminacji i tolerancji

Szanowny Panie Bracie

Jako rzecze pismo – „i będzie leżał lew z jagnięciem obok siebie, i będą się kochać, i na siebie nastawać nie będą”. Wszyscy równi będą, zapanuje pewnikiem miłość i kochanie. Każden każdego będzie kochał, że i chłop chłopa, a baba babę, a stolicą zostanie Sodoma, bo ładna to nazwa. A było to tak…

Poszlim do stajni konie oporządzać, potem żeśmy swe stopy skierowali do zbrojowni, by zakurzone ostatnio szable odświeżyć i naostrzyć, bo wiosna idzie. Roztopy w tym roku mniejsze, to i na Tatarzyna można wcześniej ruszyć. Ale jakeśmy już się do odjazdu zbierali, nadjechała niespodziewanie jakowaś białogłowa w towarzystwie kupy dragonów. Kazalim się jej opowiedzieć, bo obcych na stanicę nie wpuszczamy, gdyż im nie ufamy. Na czem dobrze zawsze wychodzim.

Na to rzekł jej sługa, iż jest to Waćpani… pardon!, przecie nie wolno używać takich słów. Zatem rzekł on, ów sługa, że to jest owa słynna deputowana Kathalijne Buitenweg z Bruseli, persona ważna i o dobro Unijonistów dbająca.

Myśmy tam o niej nie słyszeli, ale skoro taka ważna, tośmy ją wpuścili. Jeno bez dragonów, bo póki co, nawet jak ona z Bruseli, to nikomu się tu ze zbrojnymi po obejściu szwendać nie pozwolim. Gorzej będzie, jak już ten traktat podpiszą, bo wtedy jak u siebie będą, ale o tym następną razą.

Zatem, jako rzekłem, podejrzana nam się wydała owa białogłowa, bo i nazwisko ma jakieś takie nieszlacheckie, ale że u nas jeszcze białogłowy się szanuje z przekonania, a nie z paragrafu, przeto wdalim się w pogawędkę, jak z grzeczności gospodarzom przystoi. Na to ona się zapytała, gdzie się wybieramy. Tośmy jej wyjaśnili, że to stanica jest przygraniczna, spokoju na Dzikich Polach pilnująca, przeto wybieramy się na podjazd, by hasania Tatarzynów ukrócić, gdyż nam tu wsie palą, bo taki u nich nałóg jest, że muszą sobie czasem coś zakurzyć. A na dodatek gwałcą i rabują. Przeto musim co jakiś czas pojechać, skóry im złoić, na pale przykładnie ponawlekać.

Na to się ożywiła owa niewiasta i zaczęła nam wykładać, że to zbrodnia, bo w Uniji nikogo prześladować nie można, a już szczególnie, gdy kto liczebnie mniejszy, kolorem się różniący, a już jak miłością pała jeden do drugiego, chłop do chłopa, to świętą krową, czy raczej bykiem jest.

Próbowaliśmy jej po dobroci tłumaczyć, że taka nasza robota, iżby Tatarzynów siec, bo jak przestaniem, to się rozbisurmanią. Nie od dziś wiadomo, że jak Tatarzynowi palec dać, to rękę całą weźmie, przeto prewencyjnie trzeba mu tę rękę w postaci pięści zaaplikować. Nie zrozumiało dziewczę naszych argumentów i dalej swoje. Tak nam się zeszło dwie godziny na czczym gadaniu o prawach mniejszości, gdy w tym czasie Tatarzynowie nam kolejne dwie wsie okradli. Tak to nas rozsierdziło, żeśmy ową Kathalijne do bramy odstawili, szerokiej drogi życząc. Nadzieja w nas jedynie zakiełkowała, że się owa białogłowa holenderska na jaki patrol tatarski nadzieje. A jak jej dragonów wyrżną, a ją kilka razy zerżną, to może wtedy zmądrzeje.

Kłopot jest jednak w tem, że takich, jak ona, mrowie. Rzeczpospolitą zalewają, do głupot wymyślnych przymuszają, ucisk idzie na szlachciców okrutny. Przyjdzie wsie nasze Tatarom pod nahajką bruselską oddać, rzyć na sponiewieranie wystawić, grupom nielicznym w pas się kłaniać, prawdy co w oczy kole o nikim nie mówić, bo do sądu podadzą. Przeto nie mów Waćpan nikomu, że jadę wiesz-gdzie, zrobić wiesz-co wiesz-komu.

A gdyby się kto pytał, to „jezdem w terenie”.

Brat Waćpana Umiłowany

List XXXVII – o demokracji w świetle Wielkanocy

Szanowny Panie Bracie

Dawnom do Ciebie nic nie pisał, bom na Dzikich Polach przebywał na podjeździe kolejnym. Ale nam tu Wielkanoc nastała, tedy na stanicę zjechałem i już mogę Ci pisma aktualne słać. We skrócie, u nas wszyscy zdrowi, targowiczanie jeno chorzy, jako zwykle na umyśle, ale tego akurat leczyć się nie da, bo chęć władzy chorobą jest nieuleczalną, gdy raz już zakiełkuje. Trza mieć siłę ogromną i charakter szlachetny, by tę boleść w zarodku stłumić i nie dać się jej na zgubę wodzić. Ale ja, jako zwykle, nie o tym….

Przeto wrócilim do stanicy, siedlim do stołu wespół z kamratami, takoż i księdzem Kordeckim, bo akurat święta, to i z wizytą do nas duszpasterską zawitał. Zaczelim dyskutować, a to o wierze, a to o polityce. I stanęło na tym, jako zwykle zresztą, że democrtaio ustrojem szatańskim jest, choć pewnie ma i swoje ona miejsce w planie Bożym.

A udowodnić jest to proste, że każden szlachcic prawy, a chrześcijański to przyzna i się zgodzi. Przypomnę zatem jedynie, jak to wedle pisma było, byś Panie Bracie miał jasność, gdzie białe, a gdzie czerwone jest…

Mt 15-25: „A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: «Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?» Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: «Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu». Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: «Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił?» Odpowiedzieli: «Barabasza». Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!» Namiestnik odpowiedział: «Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!» Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze». Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie”.

Takie