Strona główna » Poradniki » Możesz robić co chcesz. Sztuka autohipnozy

Możesz robić co chcesz. Sztuka autohipnozy

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7377-806-1

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Możesz robić co chcesz. Sztuka autohipnozy

Z tego bestselleru Spiegela dowiesz się czym właściwie jest autohipnoza oraz dlaczego może Ci ułatwić ona życie. Dzięki niej uzyskasz większą kontrolę nad tym, jak reagujesz na wymagające sytuacje, a w konsekwencji przejmiesz nad nimi kontrolę. Będziesz również świadomie wpływał na swoje zdrowie i samopoczucie. Pokonasz wszelkie trudności i uzyskasz pewność odniesienia sukcesu. Będziesz efektywniej przyswajał nowe informacje, a w Twoim związku na nowo rozniecony zostanie ogień pożądania. Za dnia będziesz niezwykle aktywny, a nocny sen przyniesie Ci nie tylko relaks, ale i pełne naładowanie wewnętrznych akumulatorów. Zapanujesz nad adrenaliną i nic nie będzie w stanie wyprowadzić Cię z równowagi. Poznaj i wykorzystaj moc autohipnozy!

Polecane książki

Mia to romantyczna dwudziestoparolatka, przed którą świat i dziennikarska kariera stoją otworem. Wszystko zmienia sie jednak, gdy dowiaduje się, że jest chora.William to znany angielski powieściopisarz, który nie może pogodzić sią ze śmiercią ukochanej. Od dawna nie wziął pióra ...
Granica Chiny/KRLD. Godzina trzecia nad ranem, dwadzieścia stopni poniżej zera. Tajny agent CIA Laszlo Kovic dowodzi chińsko-amerykańską operacją specjalną.Jej cel to przejęcie ważnego północnokoreańskiego programisty, stojącego za macierzystym arsenałem nuklearnym. Choć teoretycznie każdy szczegół ...
"Post Mortem - czyli w związku ze zgonem" to szalona wycieczka w świat niedalekiej przyszłości, gdzie życiem ludzi rządzi przeznaczenie. Cały system państwowy, opiera się na wróżbiarstwie, kartach Tarota, chiromancji i zasadach Feng Shui. W tym przesyconym ezoteryką świecie, żyje Katias Raven...
Jednym z najistotniejszych rodzajów ryzyka, które oddziaływuje na firmę jest tzw. ryzyko strategiczne, stanowiące główny temat niniejszego opracowania. Waga podjętego tematu wynika często z niedostrzegania lub niedoceniania przez instytucje niebezpieczeństw, jakie niesie ryzyko strategiczne, a przed...
Zaraz po rozwodzie grecki milioner Giorgios Letsos rozpoczął poszukiwania dawnej kochanki Billie Smith. Tęsknił za nią i był pewien, że ona też z radością ponownie rzuci mu się w ramiona. Spotyka go jednak rozczarowanie. Billie, głęboko zraniona tym, że przed dwoma laty ożenił się z inną, m&oacu...
Poradnik do gry przygodowej Keepsake to kompletny opis jej przejścia, który zdecydowanie zmniejszy stres podczas zwiedzania kolejnych pomieszczeń Akademii Dragovale, pełnych magii, smoków i trudnych zagadek. Keepsake - poradnik do gry zawiera poszukiwane przez graczy tematy i lokacje jak m.in. TESTA...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Jan Becker

REDAKCJA: Mariusz Warda

SKŁAD: Iga Maliszewska

PROJEKT OKŁADKI: Iga Maliszewska

TŁUMACZENIE: Sylwia Grodzicka

Wydanie I

BIAŁYSTOK 2016

ISBN 978-83-7377-806-1

Tytuł oryginału: Du kannst schaffen, was du willst: Die Kunst der Selbsthypnose

Copyright © 2015 by Piper Verlag GmbH, München Berlin.

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2015

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

sklep firmowy: Białystok, ul. Antoniuk Fabr. 55/20

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Tomasz Szymański

konwersja.virtualo.pl

PrzedmowaWilk, którego karmisz

Stary indiański szaman uczył swoje wnuki sztuki uzdrawiania. Pewnego dnia opowiedział im, że w każdym człowieku żyją dwa wilki, które nieustannie walczą między sobą.

Pierwszy wilk to ten, który wywołuje choroby – rzekł. Żywi się strachem, złością, zazdrością i zwątpieniem w samego siebie. Drugi utrzymuje nas w dobrym zdrowiu, karmiąc się miłością, empatią, pokorą, zaufaniem do samego siebie, szczęściem, przyjaźnią oraz dobrym samopoczuciem.

Wnuczęta słuchały słów dziadka z uwagą i pilnie zapisywały wszystko, co powiedział. Po krótkiej chwili szaman chciał kontynuować lekcję, jednak wtedy odezwało się jedno z dzieci. Chwileczkę, dziadku. Nie powiedziałeś nam jeszcze, który z wilków wygra walkę. Wtedy starzec odpowiedział: Czyż to nie oczywiste? Zawsze wygrywa ten, którego karmisz!

Opowiastka ta jest moją ulubioną.

Przytoczona historia ilustruje jedną z najważniejszych mądrości życia, mianowicie to, że nasz los zawsze pozostaje w naszych rękach. Nawet jeżeli w każdym z nas mieszkają oba wspomniane wilki, to jest to już wyłącznie nasza decyzja, którego z nich będziemy karmić. Zdrowie nie tylko naszego ciała, lecz także naszej duszy zależy od sposobu, w jaki prowadzimy własne życie. Powyższa opowiastka zawiera jeszcze jedno przesłanie: wszystko jest jednością! Nie da się oddzielić ciała od duszy. Gdy nasza dusza czuje się dobrze, ponieważ karmimy tylko jednego wilka, rezultatem tego jest zdrowe ciało. W takiej sytuacji drugi z wilków nie ma szans na wygraną. Szczęśliwy człowiek rzadko choruje.

Szczęście obejmuje sposób, w jaki prowadzimy nasze życie, wszystko to, co nam się zdarza oraz to, co odpowiada naszym wewnętrznym pragnieniom. Do tego potrzebna jest nam jednak wiara w siebie oraz odwaga, aby wstępować na nowe, nieznane dotychczas tereny. Szczęście to przekonanie, że osiągniemy to, co chcemy osiągnąć, nawet jeżeli w pierwszej chwili wydaje nam się to dość skomplikowane. Szczęśliwi ludzie nie boją się próbować od nowa i mają świadomość tkwiącego w nich nieskończonego potencjału.

W naszym wnętrzu drzemie o wiele większa moc, niż najczęściej sądzimy. Pisząc tę książkę, chciałbym zachęcić cię, abyś przekroczył to, co cię ogranicza. Jak tego dokonać? To proste – karmiąc wilka zdrowia i szczęścia.

Zrób wreszcie to, co od dawna chciałeś zrobić. Nie spychaj więcej własnych marzeń na margines. Nie pozwól, by ograniczał cię dłużej twój strach czy brak wiary we własne siły. Weź zdrowie w swoje ręce. Stań się aktywny. Możesz wszystko, musisz tylko chcieć. Chodź ze mną, pokażę ci – jak.

Twój Jan Becker

Część IRozdział 1Czym właściwie jest autohipnoza? Bajka o wielozadaniowości i codziennym transie oraz dlaczego sami jesteśmy stwórcami naszej rzeczywistości

Nie ma innej rzeczywistości prócz tej, którą nosimy w sobie.

Herman Hesse

Na początek przygotowałem dla ciebie małą niespodziankę. Masz ochotę?

Potrzebny ci będzie stoper i chwila, w której nikt nie będzie ci przeszkadzał. Usiądź wygodnie w fotelu albo przy stole i rozluźnij się. Wyciągnij dłonie i przypatrz się wnętrzu swoich przegubów. Na każdym z nich dostrzeżesz kilka poziomych linii. Ułóż ręce tak, aby każda z linii położonych najwyżej na obu dłoniach – prawej i lewej, zetknęła się z drugą, a następnie złóż je jak do modlitwy. Same linie nie mają większego znaczenia, służą ci jedynie jako punkt orientacyjny, abyś mógł odtworzyć identyczne ułożenie obu rąk.

Teraz przyjrzyj się swoim dłoniom nieco z boku i skieruj wzrok na oba środkowe palce. U większości ludzi jeden z nich jest krótszy od drugiego. I właśnie o ten krótszy palec chodzi. Przy pomocy tego palca, jedynie dzięki sile własnych myśli, przeżyjesz za chwilę coś niesamowitego. W przypadku gdy twoje palce środkowe są jednakowej długości, wybierz, proszę, dowolny z nich – dla przebiegu ćwiczenia nie ma to żadnego znaczenia.

Rozluźnij dłonie, a następnie tę rękę, której środkowy palec jest krótszy, ułóż na udzie albo na stole. Ustaw stoper na 60 sekund i włącz go. Teraz skieruj wzrok na czubek środkowego palca ułożonego na udzie lub stole dłoni. Skoncentruj się na nim. Poczuj znajdujący się pod opuszką palca materiał spodni albo powierzchnię blatu. Poczuj temperaturę powietrza otaczającego palec. Całą uwagę skup wyłącznie na tym jednym punkcie swojego ciała. Na czubku środkowego palca. A teraz wyobraź sobie, że palec ten rośnie, staje się jakby coraz dłuższy. Rób to tak długo, aż zadzwoni stoper. Następnie ponownie złącz ze sobą obie dłonie i przyjrzyj się im z boku.

I? Czy też to widzisz?

Stało się coś niesamowitego: palec wydłużył się! Wyłącznie dzięki chwili koncentracji oraz hipnotycznego skupienia, w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa przerosłeś samego siebie. To cudowne, krótkie ćwiczenie pokazuje, w jak bezpośredni sposób nasze ciało reaguje na nasze myśli. A przynajmniej wówczas, gdy skupimy się wyłącznie na nim i nie pozwolimy, aby cokolwiek innego nas rozproszyło. W ten sposób przez krótki moment wprawiamy siebie w stan całkowitego transu. Natomiast eksperyment uda się jedynie wówczas, gdy zdołamy zatrzymać na chwilę nasze często tak bardzo rozedrgane myśli. Każdy, kto podczas tego ćwiczenia będzie myślał o zmywaniu albo o zmianie opon w samochodzie na zimowe, z góry sabotuje swój sukces. Zdolność koncentracji ma duże znaczenie, jeżeli chcemy osiągnąć wreszcie to, o czym od zawsze marzyliśmy. Niezależnie od tego, co to jest.

Codzienny trans, czyli dlaczego wielozadaniowość jest wrogiem hipnozy

Wróćmy jednak do rosnącego palca: brawurowo wykonałeś twoje pierwsze ćwiczenie z autohipnozy! Gratulacje! A jednocześnie, czego prawdopodobnie nawet nie spostrzegłeś, na minutę wprowadziłeś się w trans – co od razu przyniosło widoczny efekt.

Natomiast z pewnością nie jest to pierwszy raz, gdy przeżyłeś trans. Czym on właściwie jest? Trans to stan, w którym codzienne życie zaczyna płynąć obok nas. Pomyśl, jak czułeś się wtedy, gdy czytałeś tak ciekawą książkę albo oglądałeś tak poruszający film, że zapomniałeś o bożym świecie – to właśnie jest trans! Jeżeli skupiasz się na swojej pracy albo oddajesz się z pasją swojemu hobby, to często dopiero gdy spoglądasz na zegarek, ze zdziwieniem stwierdzasz, ile czasu upłynęło. To także jest trans! Albo jeżeli od lat trenujesz sporty walki i nawet we śnie mógłbyś wykonać po kolei wszystkie ruchy. Gdy podczas gry w siatkówkę, tenisa lub piłkę nożną podążasz za piłką i instynktownie kierujesz się we właściwą stronę – trans! Gdy podczas joggingu czy spaceru stwierdzasz nagle, że machasz rękoma w rytm wykonywanych ruchów, nie myśląc przy tym o niczym innym. Kołysząc dziecko i śpiewając mu jednocześnie kołysankę do snu, bądź też gdy podczas tańca wirujesz w rytm muzyki – wszystko to jest właśnie transem! Jak widzisz, chodzi przy tym o całkowite skupienie się. O koncentrację. A do tego, i jest to bardzo ważne, na tylko jednej rzeczy. Wspominana wielokrotnie wielozadaniowość, której sztukę kobiety opanowały rzekomo o wiele lepiej od mężczyzn, jest wrogiem transu. W rzeczywistości nikt nie jest zdolny do wielozadaniowości. Ludzie, którzy sądzą, że są w stanie wykonywać wiele czynności naraz, tak naprawdę w szalonym tempie przechodzą od jednej aktywności do drugiej, co doprowadza ich mózg do szału. A do tego to, co robią, wykonują o wiele gorzej. Na przykład osoby te potrzebują więcej czasu, aby się czegoś nauczyć, później zaś trudniej im sobie to przypomnieć. W rozdziale szesnastym dojdziemy do tego, w jaki sposób możesz podnieść swoją efektywność podczas nauki1.

Twoja energia podąża za twoją uwagą i otwiera serce

Po pierwsze, ważne, żebyś uświadomił sobie: tam, dokąd podąża nasza uwaga, płynie również nasza energia i tam znajduje się źródło naszej siły. O tym, że nie jest to prawdziwe wyłącznie w przenośni, lecz znajduje całkiem bezpośrednie odbicie w całym naszym organizmie, przekonałeś się już zresztą sam, podczas poprzedniego ćwiczenia z rosnącym palcem. Kolejny zabawny eksperyment, który możesz przeprowadzić wspólnie z przyjacielem albo partnerem, także nawiązuje poniekąd do tego faktu.

ENERGETYCZNE PŁATKI USZUORAZ KOTWICA SERCA

Osoba, z którą przeprowadzasz ćwiczenie, powinna stanąć swobodnie, a następnie skoncentrować się na dowolnie wybranym punkcie swojej prawej małżowiny usznej. Wystarczy pół lub jedna minuta. Po upływie tego czasu szturchnij ją delikatnie w lewe ramię. Co się stanie? Szturchnięta lekko osoba przewróci się w prawo, mimo że nie użyłeś przy tym siły.

Teraz twój przyjaciel bądź partner powinien skupić uwagę na środku własnego ciała, mniej więcej na wysokości pępka. Podobnie jak poprzednio odczekajcie jedną minutę. Następnie szturchnij go z tą samą siłą w lewe ramię. Okaże się, że twój pomocnik stoi o wiele stabilniej i nie traci tak łatwo równowagi.

Nasza siła podąża za centrum naszej uwagi. Jeżeli skupię się na czymś negatywnym, symbolizowanym w tym ćwiczeniu przez płatek ucha (który tak naprawdę jest zupełnie neutralny), osłabi mnie to w widoczny sposób i wytrąci z równowagi. Natomiast jeżeli skoncentruję się na czymś pozytywnym – w naszym przypadku był to pępek, stanę się silniejszy i odzyskam równowagę.

A ponieważ fakt ów niełatwo jest sobie uzmysłowić, przeprowadźmy kolejny eksperyment. Ćwiczenie to możesz wykonać nawet wówczas, gdy nie ma obok ciebie nikogo, kto mógłby ci w nim pomóc. Idealnie byłoby, gdybyś w ramach przygotowania do tego doświadczenia spróbował skierować własną energię najpierw na płatek ucha, a później na pępek, aby dowiedzieć się dokładniej, jakie odczucia wywołuje przepływająca energia.

Jesteś gotowy? Połóż prawą dłoń na środku klatki piersiowej, tak aby palce wskazywały lewą stronę, dotykając w ten sposób czakry serca. Następnie skieruj na nią całą swoją uwagę, myśląc przy tym o bliskiej ci osobie. O kimś, kogo kochasz i kto kocha ciebie. Zamknij oczy, niech nic nie rozprasza twojej uwagi. Zobaczysz, jak twoja czakra serca otwiera się niczym kwiat – nawet wówczas, gdy wcześniej nazwaczakra serca nic ci nie mówiła. Poczujesz, jak cała miłość, którą darzysz tę osobę oraz którą ta osoba obdarza ciebie, wpływa do wnętrza twojego serca. Poczujesz, jak owa miłość ogrzewa tę czakrę. Pozwól, by twoja uwaga przez minutę skupiła się właśnie na tym przepięknym uczuciu. Gdy w przyszłości położysz dłoń w to samo miejsce, zobaczysz, że ta miłość przepłynie przez ciebie jeszcze raz. Gest, którym ułożyłeś swoją rękę na sercu, stał się kotwicą.

A zatem centralnym punktem stanów hipnotycznych jest koncentracja na jednej rzeczy. Tak widział to również doktor James Braid, jeden z ojców nowoczesnej terapii hipnozą. Doktor Braid był tym, który rozpowszechnił w Anglii pojęcie hipnoza, wywodzące się ze starogreckiego słowa oznaczającego sen, mimo że wbrew licznym przypuszczeniom nie był jego autorem. Słowo hipnoza wprowadził bowiem do naszego języka francuski pisarz, Etienne-Félix Solano Hénin de Cuvillers. Natomiast chętnie posługiwał się nim James Braid, uważając je za o wiele trafniejsze od innego określenia: monoideizm, które pochodzi od greckiego słowa mono oznaczającego jedyny oraz rzecz jasna od słowa idea. Jak widzimy, skupienie uwagi tylko na jednej rzeczy to motyw przewodni hipnozy.

Przypadkowe odkrycie Benjamina Franklina

James Braid rozwinął swoją koncepcję, bazując na teorii zwanej mesmeryzmem, którą w Wiedniu, pod koniec XVIII w. opracował niemiecki lekarz – Franz Anton Mesmer. Przy czym Mesmer nie był jeszcze wtedy świadomy, że obserwowane efekty nowej metody leczenia polegały raczej na kierowaniu uwagi w konkretną stronę, co zostało opisane dopiero później – przez Braida. Otóż Mesmer wychodził z założenia, że we wnętrzu każdego człowieka znajduje się rodzaj magnetyzmu i że przez każdą żywą istotę przepływa w tajemniczy sposób energia życiowa, którą określał jako Fluidum. Według przypuszczeń Mesmera choroby wiązały się z zakłóceniem przepływu tej energii. Utraconą równowagę przywracano podczas sesji spirytystycznych i przeprowadzanych w ich trakcie rytuałów z użyciem okładów na dłonie, gładzeniem rąk lub namagnetyzowanej wody. Jednym z najgorętszych krytyków tej teorii był Benjamin Franklin, który pod koniec XVIII w. pracował w Paryżu jako dyplomata – gdzie emigrował także Mesmer, uciekając przed wrogością kolegów z Wiednia. W 1784 roku Franklin wykazał nieskuteczność mesmeryzmu. Uzasadnił to następująco: pacjenci reagowali wyłącznie na podstawie założenia, że istnieje jakaś dobroczynna energia, zupełnie niezależnie od tego, czy takowa rzeczywiście istniała, czy też nie. Z tego, iż tym samym przypisał istotom żywym zdolność reagowania na hipnotyczne sugestie, zapewne nie zdawał sobie sprawy zarówno ani Franklin, ani sam Mesmer. Ten ostatni był zresztą głęboko zbulwersowany krytyką i doszedł do wniosku, że opierała się ona na niewątpliwym sukcesie jego sposobu leczenia opartego na magnetyzmie. Również dzisiejsza medycyna klasyczna nie ma wątpliwości co do tego, iż hipnoza jest skuteczną metodą leczenia.

Otwarcie drzwi do naszego wnętrza – punkt centralny hipnozy oraz autohipnozy

Przejdźmy teraz od hipnozy do autohipnozy – przy czym, jak się prawdopodobnie domyślasz – różnica między nimi nie jest zbyt duża. Za ojca autosugestii, a tym samym autohipnozy uważa się francuskiego aptekarza, Émila Couégo (1857 – 1926). Przypisuje się mu słynną formułę: Z każdym dniem, pod każdym względem, czuję się coraz lepiej i lepiej. Ponadto Coué jako pierwszy odkrył efekt placebo2: ze zdumieniem obserwował, że jego klienci szybciej odzyskiwali zdrowie, gdy aptekarz zachwalał pod niebiosa kupowany przez nich lek, natomiast jeżeli rezygnował z pochwał, ludzie pozostawali chorzy znacznie dłużej.

Efekt placebo często pojawia się dzięki współdziałaniu jakiegoś zewnętrznego autorytetu – w tym przypadku aptekarza Couégo. Podobną rolę pełni często lekarz albo terapeuta, a nawet nasza szwagierka, którą uważamy za osobę szczególnie dobrze poinformowaną w dziedzinie kwestii zdrowotnych. Taka postrzegana przez nas subiektywnie postać swoją rekomendacją oraz optymistyczną postawą wzmacnia wiarę w skuteczność leku. I właśnie ta wiara w decydujący sposób przyczynia się do szybkiego wyzdrowienia, nawet gdy w rzeczywistości chodzi o placebo, które w sposób chemiczny nie przynosi żadnego mierzalnego efektu. Można powiedzieć, że pacjenci sami leczą się własną wiarą w działanie zastosowanych u nich środków leczniczych – zresztą dokładnie tak się dzieje, co wyjaśnię ci w dalszej części tej książki. W tym miejscu istotne jest na razie tylko to, że we wspomnianym przypadku efekt placebo jest wynikiem kombinacji hipnozy zewnętrznej – czyli takiej, w której sugestia pochodzi z otoczenia, czyli od fachowego autorytetu, oraz autohipnozy. Oznacza to, że osoba, która stosuje dany lek, musi nie tylko dopuścić do siebie sugestię: Jeżeli zażyjesz to lekarstwo, szybciej wyzdrowiejesz, lecz również poczuć ją w sobie i we własnej podświadomości. Natomiast w żadnym wypadku nie odbywa się to za jednym kliknięciem pilota. Jeżeli któryś z klientów Couégo żywiłby do niego głęboką nieufność, efekt placebo mógłby się u niego w ogóle nie pojawić.

Wiara to rzeczywistość przyszłości

Znaczenie otwarcia wewnętrznych drzwi jest takie samo dla każdego rodzaju hipnozy. Z tej perspektywy rola zewnętrznego źródła sugestii maleje – zarówno aptekarza, jak i dowolnego innego hipnotyzera. Ściśle rzecz biorąc, właściwie każda hipnoza jest autohipnozą, nawet sceniczna hipnoza podczas jakiegoś pokazu. Zresztą zależność ta wyjaśnia także, dlaczego z reguły nikogo nie można zahipnotyzować wbrew jego woli – takie hipnotyczne pokazy zwykle wymagają zastosowania brudnych sztuczek, które dla prawdziwego hipnotyzera oraz hipnoterapeuty stanowią temat tabu. Ponadto jasna staje się przyczyna, czemu z jednej strony istnieją pewni ludzie, którzy szczególnie łatwo poddają się zewnętrznemu autorytetowi, jakim może być właśnie hipnoterapeuta, a z drugiej – wyjątkowo sceptyczne osoby, które wprawdzie nie poddają się zbyt często hipnozie innych, ale z powodzeniem stosują u siebie autohipnozę. Zresztą sugestie akceptujemy (patrz wyżej) przede wszystkim wówczas, gdy pochodzą one od człowieka, do którego osądu mamy pełne zaufanie – nie jest ważne, czy człowiekiem tym jest ktoś inny, czy my sami.

To zaufanie i wynikająca z niego wiara w wyrażone w ramach tego zaufania sugestie są niesamowicie istotne! Nasze oczekiwanie, że to, co postanowiliśmy, uda się, jest – wraz ze skupieniem uwagi – najważniejszym elementem autohipnozy. Innymi słowy, jeżeli zamiast takiego nastawienia przyjęlibyśmy postawę zobaczmy, co się wydarzy, dalsze zdarzenia zostawilibyśmy przypadkowi. Jednak jeżeli uda ci się uwierzyć, że stanie się to, czego ty sam chcesz, w nieświadomy sposób przejmiesz nad wszystkim kontrolę. Wówczas twoje ciało oraz podświadomość3 zadbają o to, aby sprawy potoczyły się dokładnie tak, jak przepowiada to sama sugestia. Bezzwłocznie odczujesz reakcję organizmu, chociażby przez to, że rozluźnisz się albo zauważysz, że twój palec rośnie. Z kolei ciało tym samym ci umysłowi: to, co się tutaj mówi i robi, jest prawdziwe – działa, zobacz sam!

Od posiadacza mózgu do użytkownika mózgu: jak stworzyć własną rzeczywistość

W tym momencie uruchamia się prawdziwa reakcja łańcuchowa, która sprawia, że uzyskany efekt staje się długookresowy. Gdy w chwili oświecenia, jaką było na przykład dokonanie spostrzeżenia, że środkowy palec urósł, sformułuję solidną sugestię, moja podświadomość przyjmie ją jako coś rzeczywistego. Sprawi to, że w przyszłości sugestia ta będzie kierowała moim postrzeganiem świata oraz moimi działaniami tak, że pokryje się ona z rzeczywistością: to, co sobie zasugerowałem, stanie się prawdziwe. A zatem oczekująca postawa oraz niezłomna wiara, że osiągnę to, czego chcę, odgrywają tutaj rolę niebagatelną i stanowią wyjaśnienie tego, o czym pisze do mnie wielu ludzi, których zapraszam na scenę podczas moich występów. Opowiadają mi, że wieczór, jaki przeżyli podczas mojego pokazu, stał się dla nich punktem zwrotnym, do tego – w dobrym kierunku. To brzmi jak jakiś cud: nagle udaje im się coś, czego przedtem nigdy nie byli w stanie dokonać. Nagle stają się zdrowsi. Nagle ich nieśmiałość znika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nagle ich życie staje się znów coś warte. I to nie dlatego, że jestem kimś podobnym do Jezusa, któremu wystarczyło zaledwie dotknąć człowieka, aby ten natychmiast doświadczył cudu. Nie, ja nie jestem cudotwórcą. Raczej swego rodzaju katalizatorem.

Cud tkwi w nas samych: jeżeli przeżyjemy coś, co uznawaliśmy dotąd za niemożliwe, tak jakby to było rzeczywistością, obudzą się w nas ogromne siły. Zaczniemy kontrolować własne życie. Weźmiemy własny los w swoje ręce. Można to także ująć następująco: wsiądziemy w naszą osobistą rakietę US Enterprise i wyruszymy w kierunku światów, do których nigdy przedtem nikt inny nie dotarł. Mówiąc w przenośni, zmienimy się z posiadacza mózgu w jego użytkownika, ponieważ uświadomimy sobie, że wyobrażając sobie rzeczywistość w głowie, stwarzamy ją naprawdę.

Gdy stolarz widzi pień drzewa, jest w stanie wyobrazić sobie, co z niego powstanie: może stół, może krzesło, a może łódź wiosłowa: w takiej chwili osiąga stan hipnozy. Tak samo dzieje się z nami – jesteśmy twórcami własnego życia. Nasze życie to dający się formować materiał, a nasze myśli są dla nas źródłem energii. Sami możemy określić, co z tego wszystkiego zrobimy. Możemy tracić naszą energię na zamartwianie się, rozpamiętywanie i paplanie w myślach albo możemy ją do czegoś wykorzystać.

I dokładnie w tym chciałbym ci pomóc. Dzięki tej książce poznasz wszystkie fascynujące procesy, a w kolejnych rozdziałach nauczysz się, jak je świadomie stosować, aby urzeczywistnić to, o czym marzysz. Przygotuj się na naprawdę niesamowitą podróż!

Rozdział 2Codzienny cud: dlaczego ciepłe myśli naprawdę rozgrzewają, jak w ciągu kilku sekund samemu wprowadzić się w stan hipnozy i co dzisiaj wygrałeś

Nieważne, czy myślisz, że możesz lub nie, w obu przypadkach masz rację.

Henry Ford

W poprzednim rozdziale zaobserwowaliśmy zadziwiającą zmianę, jaka sama z siebie zachodzi w palcu, któremu przez krótką chwilę poświęciliśmy całą naszą uwagę. Naturalnie wspomniane zjawisko można wytłumaczyć również w sposób racjonalny, nie czyni go to jednak mniej cudownym. Nasza tkanka staje się lepiej ukrwiona, co stanowi przygotowanie do czekającej nas aktywności. Ciało podporządkowuje się duchowi, który nakazuje: uwaga, organizmie, teraz zrobię coś z twoim palcem, przygotuj się! W tym przypadku widocznym rezultatem takiego rozkazu jest powiększający się palec. Nasz umysł steruje naszymi impulsami nerwowymi. Ciało podąża za naszymi myślami, gdyż to one są dla niego rzeczywistością. I ten właśnie mechanizm kryje się za postępowaniem trenerów, którzy podczas spowodowanej kontuzją przerwy w treningach radzą swoim podopiecznym ćwiczyć nadal – w myślach. W żadnym wypadku nie ma to tylko efektu psychologicznego, jednak o tym nieco później. Na razie zapamiętajmy tylko, że: nie możemy naszego umysłu oddzielić od ciała, gdyż oba są jednością. Dlatego właśnie to, o czym myślimy, ma zawsze (!) wpływ również na nasze ciało.

W niniejszym rozdziale chodzi o przetestowanie konsekwencji tego fascynującego zjawiska we wszystkich kierunkach po trochu. Dzięki temu będziesz mógł na własnej skórze poczuć, jak dzięki zupełnie prostym ćwiczeniom oraz odpowiednim myślom będziesz w stanie dokonać małych cudów. Niech staną się one dla ciebie swoistą rozgrzewką przed kolejnymi eksperymentami.

Rozgrzewka to wspaniałe słowo klucz, jakim możemy określić nasze pierwsze ćwiczenie. Jak stwierdziliśmy już podczas ćwiczenia z palcem, sama siła myśli wystarczy, aby kierować przepływem krwi do poszczególnych części naszego ciała, co jest możliwe dzięki skoncentrowaniu się na jednym określonym punkcie bądź wybranym obszarze. Wprawdzie nasz powiększony nieco palec nie ma znowu tak wielu praktycznych zastosowań, lecz wcale nie musimy ograniczać się tylko do niego. Być może i ty należysz do sporej grupy osób, które cierpią często z powodu zimnych dłoni albo stóp. Jeżeli faktycznie tak jest, następnym razem, kiedy będziesz marzł, spróbuj wykonać poniższe ćwiczenie. Będziesz pod wrażeniem!

Ciało podąża za naszymi wyobrażeniami

Na początek przeczytaj teraz kilkukrotnie poniższy skrypt hipnotyczny po to, abyś wiedział, co powinieneś zrobić, gdy zamkniesz oczy.

Tekst ten możesz również nagrać, a następnie odtworzyć. Zwróć wówczas uwagę, aby mówić wolno, w rytmie swobodnego oddechu. Podczas odczytywania poniższych słów dokładnie wyobrażaj sobie to, co akurat następuje. Dzięki temu aktywnemu podążaniu za tekstem wpleciesz w nagranie wystarczająco długie przerwy, a jednocześnie, co bardzo prawdopodobne, poczujesz pierwsze efekty. Naturalnie o odczytanie tych słów możesz poprosić również kogoś innego. Jednak powinna być to taka osoba, której w pełni ufasz i której nie będziesz się wstydził, na przykład wtedy, gdy rozluźnisz się tak bardzo, że bezwiednie otworzysz szeroko usta.

No dobrze, wystarczy już wstępu, czas zacząć:

CIEPŁE MYŚLI

Wypuść powietrze ustami, rozluźnij się.

Przy następnym wydechu rozluźnij swoją głowę.

Przy kolejnym – rozluźnij swoją szyję.

Rozluźnij górną połowę swojego ciała.

Usiądź wygodnie.

Stopy ustaw pewnie na podłodze, ręce ułóż na udach.

Odchyl się do tyłu i zamknij oczy.

Wdychaj powietrze przez nos, wypuszczając je ustami.

Wydychając powietrze, poczujesz, jak uchodzi z ciebie całe napięcie.

Jeszcze raz odetchnij głęboko.

Rozluźnij swoje nogi.

Rozluźnij swoje stopy, aż po czubki palców.

Rozluźnij całe ciało.

A teraz zapadasz się głębiej i głębiej.

Głębiej i głębiej, zapadasz się w cudowny stan absolutnego odprężenia.

Głębiej i głębiej, teraz jest ci dobrze, jesteś rozluźniony.

Skoncentruj się teraz na dłoniach, które spoczywają na twoich udach. Poczuj je.

Poczuj materiał ubrania, które się pod nimi znajduje.

Poczuj temperaturę powietrza wokół twoich dłoni.

A teraz wyobraź sobie, jak twoje dłonie stają się coraz cieplejsze i cieplejsze.

Wyobraź sobie gorący kaloryfer.

Zbliżasz do niego swoje dłonie.

Robią się coraz cieplejsze i cieplejsze.

A teraz wyobraź sobie, że masz w sobie taki sam regulator temperatury, jaki ma kaloryfer.

Przekręcasz powoli ten regulator, coraz bardziej i bardziej.

Twoje dłonie robią się coraz cieplejsze.

Teraz przekręcasz regulator temperatury jeszcze trochę bardziej.

Zbliżasz dłonie jeszcze bliżej kaloryfera.

Podczas gdy ty stajesz się jeszcze bardziej rozluźniony, twoje dłonie robią się coraz cieplejsze.

Jeżeli w tej chwili otworzysz oczy, znów znajdziesz się Tu i Teraz, a twoje dłonie pozostaną ciepłe.

A może nawet jeszcze cieplejsze.

Stajesz się coraz lżejszy i lżejszy.

Twoje dłonie robią się jeszcze cieplejsze, dwa razy cieplejsze niż przedtem.

Unosisz się coraz wyżej i wyżej.

Jest ci coraz cieplej i cieplej.

Otwórz oczy!

Rozprostuj się!

(Solano).

Poczułeś to? W przypadku gdy marzną ci głównie stopy, słowo dłonie zamień w tekście na stopy. Sam również wykonuję to ćwiczenie, gdy na dworze jest lodowato, a ja mam na nogach cienkie skarpetki oraz półbuty zamiast śniegowców i ziąb nieprzyjemnie przenika przez skórzane pantofle aż do kości. Wtedy przeprowadzam powyższe ćwiczenie podczas marszu i moje stopy rzeczywiście szybciej stają się coraz cieplejsze.

Możesz, ale nie musisz uczyć się całego tekstu na pamięć. Przede wszystkim chodzi o to, abyś oczami wyobraźni podążał za kolejnymi obrazami. Następujące po sobie sugestie zadziałają wspaniale, jeżeli wyobrazisz je sobie jako krótki filmik, nawet wówczas, gdy z otwartymi oczami będziesz czekał na przystanku autobusowym, a wokół ciebie będzie tylko śnieg i lód. Natomiast swobodne przećwiczenie całości chociaż jeden raz w domu ma pewną istotną zaletę. Twoje ciało zdąży się wtedy zorientować, co mają z nim wspólnego te wszystkie mentalne obrazy, dzięki czemu twoje stopy lub dłonie rozgrzeją się w widocznie szybszy sposób. Autohipnoza to proces uczenia się, który tym lepiej się udaje, im częściej ją ćwiczymy. Pomyśl o niej jak o nauce dowolnego języka obcego. Dopiero po pewnym czasie jesteś w stanie swobodnie konwersować, a im częściej używasz nowego języka, tym szybciej osiągniesz punkt, po którego przekroczeniu wszystko będzie już dla ciebie łatwe.

Pogłębienie hipnozy poprzez faktyczne doświadczenia

Hipnotyczny proces uczenia się tego jak rozgrzać zimne dłonie możesz również dodatkowo wzmocnić. Jak? Poprzez faktyczne doświadczenie ciepła. W tym celu podejdź do kaloryfera, kominka lub innego źródła ciepła. Jeżeli nie dysponujesz akurat niczym takim, równie dobrze sprawdzi się tutaj filiżanka ciepłej herbaty. Teraz wyciągnij powoli dłonie w kierunku źródła ciepła i powiedz sobie przy tym: Moje dłonie stają się coraz cieplejsze i cieplejsze. Cieplejsze i cieplejsze. Cieplejsze i cieplejsze. To naturalne, że poczujesz, jak reagujesz na temperaturę źródła ciepła, czego logiczną konsekwencją jest rozgrzanie dłoni. Zabieg ten powtórz kilkukrotnie. W ten sposób twoja podświadomość nauczy się, że ręce rozgrzewają się, gdy tylko powiesz cieplej i cieplej. Słowa cieplej i cieplej staną się przez to hipnotyczną formułą, na dźwięk której twoje ciało zareaguje w przyszłości natychmiast, również wtedy, gdy w pobliżu nie będzie żadnego źródła ciepła. Twój organizm będzie wiedział, co ma zrobić i jaki cel powinien osiągnąć. Nawiasem mówiąc, mechanizm połączenia rzeczywistych pozytywnych doświadczeń z określonymi sugestiami możesz wykorzystywać nie tylko do tego, aby w mgnieniu oka ogrzać własne dłonie, lecz także do wielu innych rzeczy, ale o tym później.

Podobne ćwiczenie stosuję często w przypadku bólu głowy, który pojawia się chociażby wtedy, gdy poprzedniego wieczoru wypiłem odrobinę zbyt dużo alkoholu. Chodzi o to, że dzięki lepszemu ukrwieniu rąk czy nóg zmniejszamy ciśnienie w naczyniach krwionośnych głowy, które jest skutkiem ich nadmiernego rozszerzenia. Pewien zaprzyjaźniony ze mną lekarz – zawsze gdy boli go głowa – nalewa sobie gorącej wody do wanny i moczy się w niej, nakładając przy tym na czoło torebkę z lodem. Ma to dokładnie ten sam efekt: naczynia krwionośne głowy kurczą się, podczas gdy naczynia krwionośne pozostałych części ciała ulegają rozszerzeniu. I tak krew odpływa z pulsujących skroni, a my czujemy ulgę. Niestety nie zawsze mamy dostęp do wanny oraz torebki z lodem i dlatego wspomniane przeze mnie proste ćwiczenie z autohipnozy wydaje się być o wiele praktyczniejsze. Jest ono także w stanie sprawić, że ból ustąpi, a przynajmniej ulegnie wyraźnemu osłabieniu.

Wspomniane ćwiczenie wykonuję także wtedy, gdy boli mnie gardło. Wówczas najpierw rozgrzewam dłonie, a następnie niczym szalem oplatam nimi szyję. Nawiasem mówiąc, ręce stają się przez to nie tylko naprawdę ciepłe, ale jakby naładowane też leczniczą energią. Prawdopodobnie potwierdzi to każdy, kto posiada jakieś doświadczenie w zakresie japońskiej sztuki reiki. Reiki wychodzi z założenia, iż nakładanie rąk pobudza przepływ energii życiowej. Wszystkich, dla których brzmi to może zbyt ezoterycznie, uspokoi może fakt, iż korzystanie z terapii wykorzystujących dotyk jako środek leczniczy coraz częściej praktykowane jest również przez lekarzy medycyny klasycznej. I tak stwierdzono na przykład, że spokrewniona z nakładaniem rąk metoda Therapeutic Touch jest w stanie znacznie zmniejszać ból pacjentów cierpiących na choroby nowotworowe, którzy przechodzą właśnie chemioterapię.

Mimo wszystko raczej nie próbuj teraz swoimi rozgrzanymi i naładowanymi pozytywną energią dłońmi leczyć we własnym zakresie jakiś poważniejszych chorób. Natomiast jeżeli twoje dziecko skarży się często na wzdęcia albo bóle brzucha, możesz spróbować mu pomóc, wykorzystując do tego nie podgrzaną poduszkę z pestek wiśni, lecz własne dłonie, rozgrzane ćwiczeniem cieplej i cieplej. Dzięki temu będziesz mógł rozluźnić jelita dziecka i uwolnić je od wzdęć. Jednak w przypadku gdy ból utrzymuje się albo wręcz nasila – i to nie tylko brzucha – powinieneś, niezależnie od tego, czy dotyczy to dzieci, czy osoby dorosłej, bezzwłocznie zasięgnąć porady lekarza4!

W czasie gorącego lata ochłodę przyniesie ci inny wariant tego ćwiczenia. Po prostu wyobraź sobie, że zanurzasz swoje dłonie w lodowatej wodzie. Podczas tej konkretnej wizualizacji nie myśl o przesuwaniu pokrętła od kaloryfera, lecz o zanurzaniu dłoni oraz ramion w lodowatej wodzie. Całość możesz przećwiczyć również z jednoczesnym realnym schłodzeniem ciała przy pomocy strumienia lodowatej wody lub naczynia napełnionego bardzo zimną wodą.

Chciałbym tutaj dodać, że zgodnie z podanym wzorem wszystkie zawarte w tej książce skrypty możesz, a nawet powinieneś dopasowywać do własnych potrzeb.

ODŚWIEŻENIE

Usiądź wygodnie.

Stopy ustaw pewnie na podłodze, dłonie ułóż na udach.

Odchyl się do tyłu i zamknij oczy.

Wciągnij powietrze przez nos, a następnie wypuść je ustami.

Wydychając powietrze, poczujesz, jak uchodzi z ciebie całe napięcie.

Jeszcze raz odetchnij głęboko.

Rozluźnij swoje nogi.

Rozluźnij swoje stopy, aż po czubki palców.

Rozluźnij całe ciało.

A teraz zapadasz się głębiej i głębiej.

Głębiej i głębiej, zapadasz się w cudowny stan absolutnego odprężenia.

Głębiej i głębiej, teraz jest ci dobrze, jesteś rozluźniony.

Skoncentruj się na dłoniach, które spoczywają na twoich udach. Poczuj je.

Poczuj materiał ubrania, który się pod nimi znajduje.

Poczuj temperaturę powietrza wokół twoich dłoni.

A teraz wyobraź sobie, że twoje dłonie stają się coraz bardziej zimne i zimne.

Wyobraź sobie biały, zasypany śniegiem krajobraz.

Wszystko pokrywa gruba warstwa śnieżnego puchu.

Poczuj przyjemny chłód, jakim emanuje śnieg.

Tuż przed tobą rozciąga się skuta lodem sadzawka.

Ktoś, tuż przy brzegu, wyciął w lodzie dziurę.

Podejdź do niej.

Uklęknij i zanurz dłonie w lodowatej wodzie sadzawki.

Poczuj, jak obejmuje je cudowny chłód.

Teraz zanurz w wodzie także przeguby rąk.

Poczuj, jak przyjemny chłód rozprzestrzenia się wraz z krwią po twoim ciele.

Schłodzona w sadzawce krew przepływa z twoich dłoni do ramion.

Teraz zanurz ramiona aż po pachy w lodowatej wodzie.

Twoje ramiona są przyjemnie chłodne.

Chłód płynie przez twoje plecy i dociera aż do zatok.

I do mózgu.

Twoja głowa staje się chłodna.

Twoje myśli znów stają się jasne.

Możesz odetchnąć.

Rozkoszne ciepło rozprzestrzenia się w całym twoim ciele.

Jest coraz zimniej i zimniej.

Podczas gdy odprężasz się coraz bardziej, czujesz się też odświeżony.

Jeżeli w tej chwili otworzysz oczy, znów znajdziesz się Tu i Teraz, a twoje ciało pozostanie cudownie odświeżone.

Jednak najpierw twoje dłonie robią się jeszcze bardziej chłodne.

Czujesz się coraz bardziej odświeżony.

Wyżej i wyżej.

Otwórz oczy!

Rozprostuj się!

Działaj tak, jakby – tajemna cudowna broń

Dotychczas kilkukrotnie doświadczyliśmy imponującego wpływu wyobraźni na nasz organizm. Całość funkcjonuje jednak równie dobrze w odwrotnym kierunku: świadomie ćwicząc nasze ciało w określonych zachowaniach związanych z konkretnym nastrojem, możemy przesłać niewerbalną wiadomość naszej podświadomości. Ta zaś będzie wpływała na nasze myśli, nastrój oraz całe istnienie z tą samą mocą co jakaś sugestia.

W NLP, czyli programowaniu neurolingwistycznym, znana jest technika tak zwanego metamodelingu, którą można określić również jako metodę działaj tak, jakby. Polega ona na odgrywaniu takiej roli, jaką chętnie chcielibyśmy pełnić w prawdziwym życiu. W pierwszej chwili wszystko brzmi może niezbyt obiecująco, ale co ciekawe: przez to, że robimy coś tak, jakbyśmy robili to, będąc tym, kim chcielibyśmy być, faktycznie nim się stajemy! Wiele osób, których praca opiera się na kreatywności – aktorów, komików czy wszelkiego rodzaju artystów – na początku swojej kariery szuka dla siebie wzoru do naśladowania. W ten sposób stawiają sobie przed oczami konkretny cel i zyskują ogromną motywację. Oba – cel oraz motywacja – stanowią niesamowicie ważne czynniki sukcesu dla kogoś, kto chciałby zmienić coś w swoim życiu. Analizując przebieg kariery człowieka, którego osoby te uznały za wzór, dowiadują się, jakie kroki muszą wykonać, aby dojść tam, gdzie udało się dojść ich ideałowi. W ten sposób udaje im się opracować dokładny plan działania. W konkretnych sytuacjach wyobraź sobie, jak zachowałaby się osoba, którą uznajesz za wzór – będzie to dla ciebie cenną wskazówką. Próbując dorównać twojemu ideałowi, krok po kroku staniesz się coraz bardziej wytrawny w tym, co robisz. A kiedy twoje możliwości staną się już duże, będziesz mógł zacząć nadawać całości własny akcent, tak aby wyzwolić się wreszcie z narzuconego wcześniej szablonu i samemu stać się przykładem dla innych.

Na regule działaj tak, jakby opiera się także technika aktorska zwana method acting, którą opracował Lee Strasberg: zgodnie z nią aktorzy intensywnie wczuwają się w fikcyjną postać, którą grają. Wykonują określone ćwiczenia relaksacyjne oraz wizualizują sobie wybrane aspekty bohatera, przez co przygotowania do nagrania filmu zmieniają się w bardzo skuteczną hipnotyczną autosugestię, a sama gra aktorska – staje się szczególnie realistyczna. Jednak autosugestia obejmuje również prywatne życie aktora, jest w nim obecna przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Dlatego po zakończeniu prac nad filmem albo tournée tak wielu aktorów ma problemy z powrotem do dawnego samego siebie, tak bardzo zmienili się w swoje fikcyjne alter ego.

Natomiast zasada działaj tak, jakby jest skuteczna również na mniejszą skalę. Uczestniczyłeś kiedyś w nagrywaniu telewizyjnego talk-show? Zanim rozpocznie się ono naprawdę, często w studiu pojawia się realizator, inaczej warm-upper, który staje na widowni i uczy publiczność entuzjastycznego klaskania, buczenia oraz tupania. Mówiąc krótko, trenuje z nimi okazywanie entuzjazmu. Komuś, kto bierze w tym udział po raz pierwszy, na początku może się to wydać nieco sztuczne, niemal bezczelne: no bo jak mam się emocjonować czymś, czego tutaj w ogóle nie ma? Jednak, jeżeli zdamy się na realizatora, wydarzy się coś niesamowitego. Dojdzie do przemiany i nie tylko podejdziemy do całej sprawy na większym luzie, ale staniemy się w tym na dodatek naprawdę dobrzy. A wyśmienity nastrój, który nas ogarnie, będzie jak najbardziej prawdziwy. Wówczas, gdy tylko do studia wejdzie gospodarz programu, podniecenie ogarnie również widzów siedzących przed telewizorami w domu. Iskra emocji przeskoczy dalej. Fascynujące, prawda?

Zainspirowało mnie to. Podczas własnych seminariów dotyczących autohipnozy na początku sesji sam wcielam się w rolę warm-uppera. Skłaniam ludzi, aby wyszli poza narzucone im ramy, aby klaskali, tupali rytmicznie nogami i buczeli. To naprawdę coś wspaniałego. Taka rozgrzewka nie tylko wprawia ludzi w dobry nastrój, lecz powoduje również, że się otwierają. Wtedy zaś nie tylko przychodzi im o wiele łatwiej przedstawić się krótko pozostałym uczestnikom seminarium, ale także szybciej mogą opanować to, czego chciałbym ich nauczyć. Ponieważ podczas sesji mamy do dyspozycji ograniczoną ilość czasu, staram się przygotować grunt do pracy tak, aby wszyscy uczestnicy, również ci najbardziej nieśmiali, mogli wynieść z wykładu coś, co wzbogaci ich życie.

Nawet jeżeli sam nie prowadzisz żadnych zajęć, możesz sprawdzić, jaki efekt wywołuje taka rozgrzewka. Chociażby podczas najbliższego organizowanego przez ciebie przyjęcia. W ten sposób od razu podniesiesz temperaturę spotkania i to bez kropli alkoholu!

Najlepsza metoda autohipnozy świata

Jeżeli siedzisz właśnie samotnie w domowym zaciszu, taki warm-up może wydać ci się nieco przesadzony. Mimo to – spróbuj. Obdarz się aplauzem za te wszystkie drobiazgi, które udało ci się dzisiaj dobrze wykonać. Poklep się po własnym ramieniu. Udziel sobie pochwały: Świetnie się dzisiaj spisałeś. Od razu poczujesz, jak rośnie twoja wiara w siebie, a nastrój ulega poprawie. Jednak aplauz to nie jedyny trik, aby wyrwać się z emocjonalnego dołka.

Z pewnością każdy z nas pamięta takie dni, kiedy czujemy się totalnie zdeprymowani i najchętniej nie chcielibyśmy nikogo widzieć. Wtem ktoś dzwoni do drzwi i na progu ukazuje się dobry przyjaciel. Co robimy? Mówimy: Cześć, wejdź. Chcesz herbaty? Tak długo, jak przyjaciel jest u nas, zachowujemy się tak, jakbyśmy rzeczywiście czuli się wspaniale. Przecież nie chcemy wyglądać na ponuraka. Co ciekawe, w takiej chwili faktycznie jest nam przyjemnie. Następnie, gdy gość opuści już nasz dom, teoretycznie ponownie moglibyśmy schować się w naszej dziurze smutku. Ale co się dzieje? Wcale nie popadamy znów w ponury nastrój. Dlaczego? Ponieważ w międzyczasie zapomnieliśmy, że było nam źle.

Opisany efekt techniki działaj tak, jakby możesz świadomie wykorzystać do tego, aby natychmiast zmienić swoje życie na lepsze. Taką cudowną bronią jest na przykład uśmiech. Spróbuj kiedyś zrobić to, co opiszę poniżej, najlepiej w chwili, gdy akurat absolutnie nie jest ci do śmiechu, a mianowicie: podciągnij palcami kąciki ust ku górze. Nie rób tego zbyt delikatnie – powinieneś poczuć aktywność mięśni policzkowych oraz kącików oczu, tak jak dzieje się to wtedy, gdy śmiejesz się naprawdę. W takiej uśmiechniętej pozycji wytrzymaj dwie minuty. Na początku prawdopodobnie wyda ci się to podobne do dziwacznych min, jakie robi się w trakcie gimnastyki twarzy, jednak dość szybko zauważysz, że dzieje się z tobą coś wspaniałego: twój nastrój z każdą sekundą będzie się poprawiał.

Przypuszczalnie uśmiech to najprostsza z metod autohipnozy, jakie istnieją, ponieważ ćwiczenie z uśmiechem daje się wykonać absolutnie bez wysiłku, a jego rezultat jest natychmiastowy. Gdy w moim gabinecie prezentuję klientom tę prostą sztuczkę na wywołanie dobrego nastroju, obserwuję prawdziwe cuda. Świadomy uśmiech należy do tych drobiazgów, swego rodzaju duchowych łakoci, które znacząco mogą poprawić jakość naszego życia i do których zawsze, ale to zawsze możemy wrócić. Czyż to nie cudowne? W ten sposób, dzięki świadomemu zastosowaniu niewielkiego triku możemy nasze ciało wprawić w przyjemny stan rozluźnienia.

Czujemy się tak, jak wyglądamy: cudowne działanie mimiki

Zjawisko związane uśmiechem ma nawet swoją nazwę, mianowicie określa się je jako facial feedback, czyli pętlę, w ramach której mimika twarzy oraz aktywność mózgu wywierają na siebie wzajemny wpływ.

Jak to możliwe? Nic prostszego: oszukujemy nasz mózg – a tym samym naszą podświadomość. Dzięki podniesionym kącikom ust do naszych komórek mózgowych dociera informacja: Hej, mamy powód do radości! A co robi wtedy nasz mózg? Nie, nie myśli teraz logicznie i nie szuka gorączkowo (nieistniejącego) powodu do śmiechu, aby móc ostatecznie skonstatować: Nie, skądże, mamy pecha, naprawdę nie ma się z czego cieszyć. Zamiast tego zachowuje się trochę jak ktoś, kto przegapił puentę jakiegoś żartu i przezornie śmieje się wraz z innymi. Uśmiech przekazuje naszemu mózgowi sygnał: Ciesz się, a ten rozpoczyna automatycznie przeprowadzać wszystkie procesy, których nauczył się w trakcie naszego życia. Innymi słowy: ponieważ w sytuacjach, gdy dzieje się coś śmiesznego, zazwyczaj się uśmiechamy, nasz mózg przywołuje wszystkie dotychczasowe wesołe chwile, jakie miały miejsce w naszym życiu. Skutkuje to gigantycznym zbiorczym wspomnieniem związanym z radosnym nastrojem, które automatycznie prowadzi do zwiększenia wydzielania hormonów odpowiadających za nasze dobre samopoczucie. Jednocześnie spada produkcja hormonów stresu, a ciśnienie krwi obniża się. Wszyscy, którzy spotkają nas tak roześmianych, tylko na tym skorzystają: brytyjscy naukowcy, przy pomocy elektromagnetycznego badania mózgu oraz pomiaru częstości uderzeń serca stwierdzili, iż widok uśmiechniętego człowieka może wywołać ten sam efekt jak w sytuacji, gdyby ktoś wcisnął nam w dłoń 22 000 euro gotówką.

Przy pomocy mimiki twarzy możesz osiągnąć również efekt odwrotny. Żeby się o tym przekonać, zmarszcz kiedyś groźnie brwi. Po kilku sekundach okaże się, że pozostanie w dobrym nastroju nie jest możliwe. Zmarszczone brwi przyciągają gniewne myśli tak skutecznie, jak placek ze śliwkami wabi rój os. Dlatego radzę ci, abyś taką minę przybrał jedynie na tak długo, dopóki nie poczujesz wywartego przez nią efektu, a potem od razu się uśmiechnął.

Stwierdzono, iż ludzie, u których wskutek botoksu mimika twarzy uległa tak znacznemu ograniczeniu, że nie są już w stanie zmarszczyć czoła, faktycznie dużo częściej mają lepszy humor. Jednak dzieje się to jedynie wówczas, gdy u osoby, która poddała się takiemu zabiegowi, nie doszło do zakłócenia mimiki związanej z prawdziwym, płynącym z serca uśmiechem czy śmiechem. W normalnych warunkach mimowolnie naśladujemy mimikę strony przeciwnej, a poprzez ten automatyczny mechanizm przejmujemy również jej humor: nastrój drugiej osoby przechodzi na nas samych. Zjawisko to stanowi jedną z podstaw empatii, czyli umiejętności wczucia się w innego człowieka. Jeżeli wiele spośród mięśni twarzy zostanie unieruchomionych, cały proces odbywa się jedynie w ograniczonych ramach. W trakcie przebiegu ewolucji to automatyczne naśladowanie okazało się czynnikiem decydującym o ewentualnym przeżyciu, gdyż tylko ten, kto szybko umiał spostrzec, że ktoś inny jest do niego wrogo nastawiony, mógł na czas obronić się przed atakiem. Trudności w rozpoznawaniu czyichś emocji w niesprzyjających okolicznościach mogą kosztować nas życie. Samo naśladowanie ulega zainicjowaniu przez tak zwane neurony lustrzane, które są odpowiedzialne również na przykład za to, że spontanicznie odczuwamy przymus ziewnięcia i czujemy gwałtowny przypływ zmęczenia tylko dlatego, iż właśnie widzimy inną ziewającą osobę. Podobny mechanizm kryje się także za tym, że nie możemy się powstrzymać od uśmiechu, jeżeli spotykamy kogoś, kto ma szeroki uśmiech na ustach.

SPROWADZAJĄC WSZYSTKO DO LITERY I

Podczas długiej jazdy autostradą z całą rodziną w samochodzie panuje raczej kiepski nastrój, a dzieci narzekają głośno, że się nudzą? Skorzystaj z hipnotycznej mocy litery I. Na zmianę wymyślajcie kilometrowe zdania, w których w każdym słowie musi występować litera I – a jeżeli użyty wyraz jej nie zawiera, wszelkie inne samogłoski należy zastąpić literą I (jak choćby w dziecięcej piosenceTrzech Chińczyków z kontrabasem, wtedy pierwsza strofa zabrzmi tak: Trich Chińczikiw z kintribisim). Jedna osoba zaczyna, a każda następna dodaje kolejne słowo i tak dalej. (Na przykład: Jidzimi iitim ni irlip i biwimi si w dziwni gri). Naturalnie układane przez was zdania mogą być zupełnie bez sensu.

Każdy ze współpasażerów powtarza całe zdanie jeszcze raz i uzupełnia je nowym słowem. Szybko zauważycie, że nastrój w samochodzie poprawia się. Nie tylko dlatego, że cała ta zabawa jest naprawdę śmieszna, ale także dlatego, iż wymawiając literę I, aktywujemy te same mięśnie twarzy jak podczas uśmiechu. Dobrej zabawy!

Gratulacje, właśnie wygrałeś!

Zaprezentuję ci teraz inny, nieco mniej dyskretny trik, będący w pewnym stopniu rozwinięciem świadomego uśmiechu: pozycję zwycięzcy. Jeżeli w najbliższym czasie okaże się, że pilnie potrzebna ci większa wiara w siebie – na przykład podczas randki lub przedstawiania się w obcym gronie – ten prosty chwyt może stać się dla ciebie niezwykle pomocny. Ustaw się w pozycji wyprostowanej, rozkładając ciężar ciała równo na obie stopy, tak że będziesz czuł się stabilnie. Następnie wyciągnij obie ręce ku górze, w tym samym geście jaki wykonują lekkoatleci, którzy podczas igrzysk olimpijskich dobiegli właśnie w rekordowym czasie do mety. Niech twoją twarz rozpromieni najszczęśliwszy uśmiech: tak, to ty jesteś tym zwycięzcą lub zwyciężczynią! Wyobraź sobie, jak wznosisz w niebo błyszczący puchar albo całujesz otrzymany medal. To, co dokładnie zrobisz nie ma aż takiego znaczenia, ważne jest uczucie, które cię teraz wypełnia: stoisz w glorii chwały, jesteś czempionem z dumnie wyprostowaną piersią. Wyprostuj się jeszcze trochę i skocz do góry. Z radości!

W pierwszej chwili wyda ci się to może trochę niepoważne, a po minucie prawdopodobnie zabolą cię odrobinę ramiona, jednak efekt, jaki wywrze na ciebie pozycja zwycięzcy, będzie absolutnie realny. Nasza podświadomość natychmiast reaguje na tak świadomie odegrane przedstawienie. Nie potrafi odróżnić, czy tam, na zewnątrz, naprawdę stało się coś, co nas porwało i faktycznie jesteśmy całkowicie podekscytowani, czy tylko udajemy. Podświadomość, twój pilny współpracownik, odbiera jedynie sygnał: Aha, szef (albo szefowa) najwidoczniej coś wygrał i jest z siebie dumny (dumna), patrz, jak się wyprostował, więc może, tak na wszelki wypadek, dobrze byłoby wydzielić trochę hormonów szczęścia.

Opisane ćwiczenie działa cuda również w przypadku tych ludzi, którzy boją się wygłaszania referatów czy występowania na konferencjach albo panikują przed wyjściem na scenę. Jeżeli czujesz się wyczerpany i przydałoby ci się trochę pozytywnej energii, natychmiastową pomoc przyniesie ci właśnie pozycja zwycięzcy. Gdy podczas wykonywania tego ćwiczenia jest ci głupio albo boisz się, że ktoś powie, iż oszalałeś, bo skaczesz wesoło po ulicy, twój puchar zwycięstwa możesz wznieść do góry w zaciszu przebieralni – twojej podświadomości jest to najzupełniej obojętnie, gdzie się cieszysz.

Widzisz więc: przejście od świadomego zachowania do odczuwania jego wpływu na podświadomość pozostaje płynne. Dlatego w hipnozie nie mówi się już o dwoistości świadomości oraz podświadomości, lecz obie traktuje się jako jedność. Jedność podobną do żywego organizmu, który znajduje się w ciągłym ruchu.

Jednak zanim zagłębimy się w sposób funkcjonowania naszej podświadomości, przejdziemy teraz do pewnego naprawdę pięknego, a zarazem krótkiego ćwiczenia, które wydaje się być czymś więcej niż tylko zwykłe ćwiczenie z hipnozy – i tak właśnie jest.

MAGNETYCZNE PALCE

Usiądź wygodnie.

Stopy ustaw pewnie na podłodze, dłonie ułóż na udach.

Odchyl się do tyłu i zamknij oczy.

Nie otwierając oczu, wciągnij powietrze przez nos, a następnie wypuść je ustami.

Oddychaj głęboko.

Gdy poczujesz się już całkowicie odprężony, otwórz oczy.

Wyciągnij ręce przed siebie.

Spleć mocno palce, krzyżując przy tym kciuki.

Teraz złóż przedramiona jak do modlitwy.

Następnie rozłóż oba palce wskazujące tak, aby utworzyły literę V.

Spójrz na lukę pomiędzy twoimi palcami wskazującymi.

Wyobraź sobie, że opuszki palców wskazujących są dwoma magnesami, które przyciągają się wzajemnie.

Z każdym słowem, które w tym momencie czytasz lub słuchasz, czubki palców przyciągają się coraz mocniej i mocniej.

Przyciągają się tak długo, aż w końcu stykają się ze sobą.

Jeżeli palce dotknęły się już, zamknij oczy i postaraj odprężyć się jeszcze bardziej.

(Sugestia).

Opadasz coraz głębiej i głębiej.

Głębiej i głębiej.

Jesteś całkowicie odprężony.

Raz, dwa, trzy.

Otwórz oczy.

W przeciwieństwie do poprzednich, to ćwiczenie nie posiada na początku żadnego innego konkretnego celu poza odprężeniem. Jednak podczas niego dzieje się coś więcej. Uświadamia ci ono bowiem, iż twoje ciało robi wszystko, aby urzeczywistnić obrazy znajdujące się w twoim wnętrzu. Twoje palce z całych sił starają się nie tylko odgrywać rolę magnesów, lecz próbują stać się nimi naprawdę, stosując przy tym całą wiedzę, jaką twoja podświadomość zdobyła dotychczas o zachowaniu magnesów. Ta forma autohipnozy nie zawiera żadnych konkretnych sugestii, jednak później można uzupełnić ją o dodatkowe elementy. Punkt, w którym zamykasz oczy po tym, jak twoje palce się dotknęły, to idealny moment do tego, aby wprowadzić własne indywidualne sugestie, gdyż zgodnie z tym, czego niedawno się dowiedziałeś, cały organizm natychmiast reaguje na to, co ty sam sobie wyobrażasz. Przez to zaś wypowiedziana w takiej chwili sugestia padnie na urodzajną glebę. Im częściej będziesz trenować ćwiczenia relaksacyjne podobne do opisanego wyżej, tym łatwiej przyjdzie ci w przyszłości łączenie ich z konkretnymi sugestiami.

Jednak przyjrzyjmy się najpierw sposobowi, w jaki działa nasza podświadomość, ponieważ tylko wówczas, gdy uda się nam zrozumieć naszego najcenniejszego pomocnika, możemy z nim z powodzeniem współpracować.