Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » Nowi barbarzyńcy

Nowi barbarzyńcy

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-948331-9-0

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Nowi barbarzyńcy

Jak możliwy był globalny triumf populistycznej prawicy? „Nowi barbarzyńcy” to książka, która próbuje odpowiedzieć na to pytanie poza kanonem zużytych diagnoz: „ciemnego ludu”, „buntu mas” i „odklejonych elit”.

Dziesięć lat temu liberalny świat miał powody do zadowolenia. W Stanach Zjednoczonych, w „najważniejszych wyborach pokolenia”, zwyciężył pierwszy czarnoskóry kandydat, Barack Obama. W Polsce, po dwóch latach władzy Jarosława Kaczyńskiego, urząd premiera objął prozachodni, proeuropejski i prorynkowy Donald Tusk. Nawet w Rosji czempionem zmian miał być „łagodny” Dmitrij Miedwiediew.

Wkrótce potem przyszedł globalny kryzys, upadek prasy papierowej i społeczna rewolucja wywołana przez media społecznościowe. Dekadę później wszystkie nadzieje, jakie uosabiali ci przywódcy, były już dawno minionym i ośmieszonym wspomnieniem.

Prawica – w różnych swoich wcieleniach – wygrała po kryzysie. Okazała się lepsza w budowaniu ruchów społecznych, w wykorzystaniu potencjału internetu dla kampanii wyborczych, w organizowaniu gniewu.

Nowi barbarzyńcy” pokazują, jak rozchwiany kryzysem świat stworzył warunki do wielkiego przewrotu. Jak polscy „dziennikarze niepokorni” odnaleźli swoją niszę i stworzyli medialną machinę, która umożliwiła zwycięstwo PiS-u. Jak Sarah Palin, wyśmiewana i uznawana za przaśną polityczka, zbudowała grunt pod wyborczą wygraną Trumpa. Jak dawni rosyjscy hipisi i antykomuniści stali się awangardą imperialnej ideologii, która podbiła nie tylko Rosję, ale i serca wielu ludzi w Europie i Ameryce. Skąd wzięła się alt-prawica i dlaczego nic w dzisiejszej polityce nie jest już takie samo. Dlaczego dziś to prawica, a nie lewica, głosi potrzebę rewolucji i faktycznie ją przeprowadza – żeby poznać odpowiedzi na te pytania, warto sięgnąć po książkę Jakuba Dymka.

Polecane książki

Trzy podróże, trzy herbaty i jeden podróżnik. Turysta? Wędrowiec? Pielgrzym? Łukasz Szopa, Polak, świeżo upieczony absolwent austriackiej szkoły średniej, dwa razy w towarzystwie przyjaciół, a raz samotnie wyrusza na Wschód. Każdy kolejny wyjazd jest lepiej przygotowany, lecz mimo to zawsze staw...
Choroba Hashimoto, Alergie i nietolerancje pokarmowe oraz Fibromialgia stają się we współczesnych czasach chorobami epidemicznymi. Jeśli dotyczy Cię któraś z nich, to szczególnie sięgnij po tę książkę! Autorka przywołuje dziesiątki prac naukowych i opracowań, ale drąży temat znacznie głębiej, włą...
Thomas Piketty w zamieszczonych w tym tomie esejach przedstawia nie tylko bilans rządów Nicolasa Sarkozy’ego i François Hollande’a, ale przede wszystkim rozwija swoje poglądy na temat aktualnych palących spraw dotyczących zarówno gospodarki, jak i polityki europejskiej czy międzynarodowej. Książka j...
,,Królestwo Trollandii” to opowieść o przygodach czwórki dzieci, które bawiąc się w parku zostają wciągnięte przez zapadającą się ziemię. Zawrotna akcja tak radosnych, jak i przerażających przygód, doprowadza czytelnika w świat dobroci i szacunku. Pokazuje niezwykłą krainę uroczych i przyjaznych tro...
Widziałem takich /szczególnie mężczyzn/, którzy niby są wierzący, a wstydzą się wyraźnie przeżegnać i robią coś w rodzaju namiastki znaku krzyża. Jest to doskonały przykład psychozy wstydu i lęku - żeby jakiś bałwan z tłumu - kolega - nie podśmiał. Raczej gnuśnieć w tłumie baranów byleby się nie nar...
Wydanie nowe, poprawione, znakomitego autora Podręcznika sanskrytu Andrzeja Gawrońskiego z 1932 roku. Książka obejmuje szczegółową część gramatyczną z ćwiczeniami, wypisy z objaśnieniami oraz rozbudowany słownik sanskrycko-polski....

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Jakub Dymek

Copyright © Wydawnictwo Arbitror sp. z.o.o.

Projekt okładki

Łukasz Stachniak

Redakcja

Magdalena Błędowska

Skład, łamanie, korekta

Witold Kowalczyk

Wydanie I

ISBN 978-83-948331-9-0

Seria #ArbitrorMyśli

Wydawnictwo Arbitror spółka z o.o.

ul. Krucza 41/43 lok. 67

00-525 Warszawa

www.arbitror.pl

e-mail: kontakt@arbitror.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Poznajcie nowych barbarzyńców

W 2008 r. liberalny świat mógł być spokojny. W Stanach Zjednoczonych triumfował Barack Obama, pierwszy niebiały prezydent, a komentatorzy powszechnie ogłaszali nadejście nowej, „postrasowej” Ameryki. Połowa globu, wstrzymując oddech i ze łzą wzruszenia w oku, patrzyła na nieprzebrane tłumy pod Mauzoleum Abrahama Lincolna w Waszyngtonie. W Polsce Donald Tusk, „premier w krótkich spodenkach”, pogrzebał populistyczną Czwartą Rzeczpospolitą i obiecywał milionom nową epokę, w której Polki i Polacy będą żyć w „drugiej Irlandii” – wstąpiwszy na drogę ku gospodarczemu cudowi, wolności osobistej i europejskiej przyszłości. Nawet w Rosji – 18 lat po upadku Związku Radzieckiego – miało być już inaczej i lepiej. Nowy prezydent Dmitrij Miedwiediew miał ożywić nadzieje klasy średniej, dogadać się z Zachodem i nawet zbudować pod Moskwą rosyjską Dolinę Krzemową.

Oczywiście były i problemy. Amerykańską gospodarką wstrząsnęła już pierwsza fala kryzysu. Nad gruzińskim niebem ledwo co przestały świstać pociski, Irakiem znów targała przemoc, a amerykańscy żołnierze ginęli równie często co w pierwszych latach wojny. Gdy jednak liberalni komentatorzy, analityczki i dziennikarze spoglądali na stan swoich demokracji, politykę wewnętrzną, wzrost znaczenia politycznego centrum – byli przekonani, że idą lata tłuste i że pierwsza dekada XXI w., tak burzliwa, która narodziła się na gruzach WTC, kończy się właśnie szczęśliwie.

Już niecałe 10 lat później wahadło nastrojów przechyliło się w drugą stronę i wyrżnęło w ścianę. Dawne poczucie spokoju i samozadowolenia zastąpiły fatalizm, panika i skrajny pesymizm. W Polsce po zwycięstwie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości w roku 2015 liberalne media ogłosiły koniec demokracji. Nie inaczej zresztą było rok później w Stanach Zjednoczonych, gdy prezydentem został Donald Trump, kandydat najpierw wykpiwany i lekceważony, a niedługo później porównywany przez największe amerykańskie gazety do Hitlera. W Rosji o Miedwiediewie, „resecie” z Ameryką i rzekomo prozachodnim kursie nie pamiętał już chyba nikt. Między Moskwą a wieloma stolicami Zachodu zapanowała najgorsza atmosfera od czasów zimnej wojny. Władimira Putina oskarżano o „kradzież” amerykańskich wyborów i zainstalowanie w Białym Domu „mandżurskiego kandydata”.

Hasłami dnia stały się „populizm”, „nowy autorytaryzm”, „nieliberalna demokracja”. Najdalej poszła być może Anne Applebaum – znająca i Rosję, i Amerykę, i Polskę – gdy napisała, że w sto lat po rewolucji październikowej obserwujemy „powrót bolszewizmu”. Co prawda nikt jeszcze nie zaczął budować nowego GUŁagu ani nad Wisłą, ani nad Potomakiem, ale od natrętnego wrażenia globalnego antydemokratycznego przewrotu nie sposób się było uwolnić – szczególnie czytając podobne komentarze.

Wiadomo, że wszystkie tworzone na gorąco interpretacje wydarzeń są raczej świadectwem uczuć piszącego niż wiarygodnym opisem rzeczywistości. Ani bowiem prawica nie odniosła w roku 2008 tak dotkliwej porażki, jak mogło się wydawać, ani jej wielki powrót na globalną scenę niecałą dekadę później nie jest tak destrukcyjny, jak głoszą jej przeciwnicy. Nie znaczy to jednak, że nic się nie stało i nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie: zmieniło się bardzo wiele.

W ciągu zaledwie dekady stworzono iPhone’a i powstał Twitter, a Facebook objął swoim zasięgiem połowę planety. Korporacje technologiczne przerosły dawnych gigantów przemysłu w rodzaju General Motors. Kryzys gospodarczy rozlał się na całą strefę euro. Nastąpił kryzys prasy drukowanej i ostateczny upadek starego porządku medialnego, opartego na profesjonalnych instytucjach.

Kolejne przełomowe wydarzenia, takie jak wybór Baracka Obamy czy katastrofa smoleńska, budziły do życia – już dawno pogrzebane, jak by się wydawało – myślenie spiskowe. Nowe kanały komunikacji elektronicznej stworzyły żyzną glebę dla najróżniejszych radykalizmów, a demokratyzacja debaty publicznej nie złagodziła podziałów politycznych, za to doprowadziła do zdecydowanego odrzucenia dotychczasowych elit i przyczyniła się do masowej produkcji propagandy politycznej, i to chałupniczymi metodami. Pokolenie roku 1968 odchowało dzieci – a one zbuntowały się przeciwko demokratycznym, lewicowym i postępowym sloganom rewolucji obyczajowej sprzed półwiecza. Po drodze Unia Europejska raz się prawie rozpadła (gdy miała z niej wystąpić Grecja), a raz rozpadła się najwyraźniej naprawdę – gdy po idiotycznym politycznym gambicie premiera Davida Camerona Brytyjczycy powiedzieli jej „nie” w referendum.

Ta książka jest o ludziach, którzy z tych wszystkich wydarzeń wyciągnęli wnioski i postanowili je przekuć w polityczną praktykę. Jeśli oskarżam w niej o coś lewicę i liberałów, to przede wszystkim o pychę, za którą kroczyło fundamentalne pomylenie celu i stawki gry politycznej. Nie chodzi bowiem o to, by mieć rację. Chodzi o to, by być skutecznym. Bohaterowie tej książki nie zawsze chcieli mieć rację – zawsze jednak zabiegali o to, by uznawano ich argumenty.

Niektórzy z nich chcą tylko patrzeć, jak świat płonie, zupełnie jak Joker z Mrocznego rycerza Christophera Nolana. Inni na tych zgliszczach zamierzają postawić własny pałac o nienaruszalnych fundamentach. Części się to naprawdę udaje.

Opisuję tu rozmaite postaci – rosyjskiego filozofa, geopolityka, niegdysiejszego hipisa, a dzisiaj faszystę Aleksandra Dugina; nadzieję i kompromitację amerykańskiej konserwatywnej kontrrewolucji Sarah Palin; „Midasa polskiej prawicy” Grzegorza Biereckiego, twórcę popularnych SKOK-ów, a po katastrofie smoleńskiej sponsora najważniejszych przedsięwzięć po prawej stronie sceny politycznej. Te odmienne biografie i pomysły na odwojowanie miejsca dla prawicy w centrum debaty publicznej znalazły się obok siebie nie dlatego, że są symetryczne. Nie uważam, że podżegający do wojny i rozbioru sąsiedniego kraju Aleksander Dugin oraz – dajmy na to – Paweł Lisicki, założyciel swego czasu największego konserwatywnego tygodnika w Polsce, to różne wcielenia tego samego radykalizmu. Łączy ich jednak – i resztę bohaterów tej książki – coś bardzo istotnego.

Otóż wszyscy w porę zrozumieli znaczenie wielkich przemian, jakie nastąpiły po roku 2008. Niektórzy z nich na podobną okazję czekali przez dziesięciolecia, inni zaś po prostu wskoczyli do pociągu historii, gdy umożliwiły im to okoliczności. Łączy ich też coś, co można nazwać prawicowym gramscizmem. Antonio Gramsci, włoski marksista, znany jest przede wszystkim z idei „marszu przez instytucje” – koncepcji mozolnej i wytrwałej walki o zdobycie kontroli nad kulturą oraz instytucjami społecznymi, aby zapewnić sobie polityczne zwycięstwo. Podobnie – często bardzo świadomie i cynicznie, a czasem tylko intuicyjnie – zaczęli myśleć opisywani przeze mnie „nowi barbarzyńcy”. Jeśli media, fundacje czy uniwersytety nie są „ich” – to trudno. Pracą i wytrwałym, konsekwentnym kontestowaniem wszystkiego w końcu ten system skompromitują. A na jego miejsce powołają własne media, fundacje, uniwersytety, związki zawodowe, think tanki i cokolwiek jeszcze będzie im potrzebne.

W tym sensie jest to opowieść o prawicy, która zajęła miejsce lewicy. O prawicy, która zanegowała obowiązujący porządek rzeczy i własną determinacją – połączoną nierzadko z płynącymi wartkim strumieniem pieniędzmi i sprawnością organizacyjną – zaczęła realizować dawne cele lewicy: tworzyć ruchy społeczne, alternatywne instytucje życia społecznego, kontrkulturę i język, kreować swoich bohaterów i mitologię. To prawica, która przywróciła polityczność, grzebiąc liberalną „postpolitykę”, i która odgadła puls „ludu” i się pod niego podłączyła, porzuciła elitarne konwencje i bezwstydnie umościła się w roli pasterzy tłumu. Kpi sobie z burżuazyjnej wrażliwości dotychczasowych elit i z dziką radością je obśmiewa.

„Nowych barbarzyńców” nazywam „barbarzyńcami” nie dlatego, że budzą obrzydzenie czy zasługują na pogardę. Owszem, na stronach tej książki pojawia się kilka postaci głęboko niemoralnych i zakłamanych, motywowanych przez żądzę destrukcji lub nieskończoną, patologiczną ambicję. O „barbarzyńcach” piszę jednak dlatego, że tak po raz pierwszy ujrzał ich świat – mainstream, główny nurt czy „salon”, jak kto woli. W ostatnich latach okazało się, że obok (podobno) wyłącznie racjonalnej, dojrzałej i świadomej cywilizacji Zachodu tę samą ziemię zamieszkuje też inny gatunek. Ludzie, którzy za nic mają standardy i obyczaje tego zadowolonego z siebie i sytego świata. Zarazem jednak wytrwale te standardy i obyczaje latami studiowali, więc doskonale wiedzieli, jak i gdzie uderzyć. Ci „fanatycy” okazali się ostatecznie lepszymi uczniami dzisiejszej demokracji niż jej najzagorzalsi zwolennicy i obrońcy.

Poznajcie więc „nowych barbarzyńców”. Mogą zostać z wami na dobre.

Dugin, mózg Kremla

Przygotowując się do igrzysk olimpijskich w 1980 r. władze Moskwy postanowiły pozbyć się ze stolicy Kraju Rad co bardziej podejrzanego elementu – w tym i niegroźnych dla ustroju, ale z pewnością przynoszących mu wstyd dzieci New Age i hipisów, którzy skutecznie zastępowali nie zawsze obecne na rynku psychodeliki winiaczem, samogonem albo wódką i zakąską. Jedna z takich grup przeczekiwała to dość komfortowe „zesłanie” w daczy nad rzeką Klaźmą. Urządzano tam nocne seanse spirytystyczne i dyskusje o najdziwniejszych teoriach sytuujących się między mistyką a Realpolitik.