Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » Rekonkwista. Krucjaty w średniowiecznej Hiszpanii

Rekonkwista. Krucjaty w średniowiecznej Hiszpanii

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-7976-535-5

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Rekonkwista. Krucjaty w średniowiecznej Hiszpanii

Kiedy w lipcu 1099 roku krzyżowcy zdobyli Jerozolimę, w Hiszpanii już od czterystu lat trwała wojna pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami. Od roku 711, gdy armia Arabów i marokańskich Berberów sforsowała Cieśninę Gibraltarską i zniszczyła królestwo Wizygotów, do upadku w 1031 roku umajjadzkiego Kalifatu Kordoby, muzułmanie cieszyli się w Hiszpanii niekwestionowaną dominacją. Nigdy jednak nie opanowali trwale znacznych połaci górskiego terenu na północy. Ukryte u podnóży Pirenejów i Gór Kantabryjskich niewielkie chrześcijańskie enklawy, rządzone przez królów lub hrabiów, przez niemal trzysta lat pozostawały w defensywie. Każdego lata muzułmańskie armie wyprawiały się na północ, by pustoszyć ich ziemie, jednak nigdy ich nie podbiły.

Minęło wiele lat, zanim chrześcijanie odważyli się ruszyć na południe, zajmując w 1085 roku Toledo. Kluczowe muzułmańskie miasta na południu półwyspu zostały jednak opanowane dopiero w połowie XIII wieku. Państwa iberyjskie stanęły na drodze do zjednoczenia, by później rozpocząć ekspansję na Afrykę i Amerykę.

W książce przedstawione zostały kilkusetletnie dzieje zmagań chrześcijańskich i muzułmańskich państw na zachodzie Europy, które nieraz określane były przez walczące strony mianem krucjat lub „świętej wojny”.

Polecane książki

Poradnik do gry Dreamfall Chapters - Księga Pierwsza: Odrodzenie zawiera wskazówki przydatne podczas przygody z kontynuacją wspaniałej serii The Longest Journey. To dokładna ilustrowana solucja, która przeprowadzi Cię przez wszystkie czynności niezbędne do ukończenia pierwszego epizodu Dreamfall Cha...
  Akcja powieści podzielona jest na cztery „kwadranse” wydzwaniane w ciągu jednej godziny (tak jak w Kolędzie prozą było to pięć „zwrotek” kolędy). Głównymi bohaterami powieści są Tobiasz Veck, posłaniec do wynajęcia nazywany przez przyjaciół Truchtkiem, i...
Penelopa odkrywa w lesie szczątki małego samolotu. Czyżby znalazła rozwiązanie zagadki losu zaginionych przed laty kochanków - Colta i Frannie? Do miasteczka przyjeżdża powiadomiony o znalezisku Wyatt - potomek zaginionego Colta. Między nim a Penelopą wybucha namiętne uczucie......
Anna Karenina (1873-77) jest najważniejszą powieścią psychologiczną w dorobku pisarza. Już z pierwszego zdania dowiadujemy się, że autor porusza w niej problem rodziny oraz prawa jednostki do szczęścia osobistego. Małżeństwo Kareninów zostaje zniszczone przez wielką, ale występną miłość, kiedy Anna,...
Poradnik skierowany do kierowców. Nietrudno sobie wyobrazić kolizje i wypadki spowodowane brakiem informacji o zmianie kierunku jazdy. Takie sytuacje czyhają na nas wszędzie. Kiedy więc prawidłowo włączać kierunkowskaz, by zachować bezpieczeństwo na drodze? Cel książki to zobrazowanie wszy...
Książka pokazuje człowieka w zestawieniu z systemem, względem którego czuje się bezbronny, słaby i sfrustrowany. Jednakże nadchodzi moment, w którym postanawia zerwać z wszystkim tym, co go ogranicza, i wzbudzić w sobie pragnienie życia według własnych zasad....

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Joseph F. O′Callaghan

WSTĘP

Epickie, wielowiekowe zmagania o dominację w basenie Morza Śródziemnego pomiędzy islamem a chrześcijaństwem zajmują czołowe miejsce w dziejach średniowiecznej Europy. Jednakże historycy parający się badaniem wieków średnich przyjmowali wąskie ramy tego konfliktu, skupiając się głównie na krucjatach kierowanych w XII i XIII w. do Ziemi Świętej. Niniejsza książka służy przywróceniu tej równowagi dzięki uściśleniu, że prowadzone od VIII w. walki pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami na Półwyspie Iberyjskim, nazywane rekonkwistą, w wieku XII i XIII zostały przez papiestwo przekwalifikowane na krucjaty. Kolejni papieże zapewniali chrześcijańskim wojownikom — skłonnym brać udział w prowadzonych w Hiszpanii walkach przeciw muzułmanom — te same korzyści, jakie otrzymywali krzyżowcy udający się do Ziemi Świętej. Jeśli zatem ktoś pragnie badać dzieje krucjat, musi brać pod uwagę cały basen Morza Śródziemnego obejmujący średniowieczną Hiszpanię.

Dzieje historiografii krucjat pomagają wyjaśnić przyczynę tak do niedawna ograniczonego ich postrzegania i opisania. Ponieważ w wyprawach na pomoc Jerozolimie brały udział kolejne pokolenia francuskich władców i rycerzy, krucjaty traktowano jako integralną część historii Francji. Angielscy i amerykańscy mediewiści, skupiający początkowo uwagę na Francji i Anglii, byli w oczywisty sposób zainteresowani krucjatami do Ziemi Świętej, ignorowali zaś lub tylko wzmiankowali wojnę prowadzoną z islamem w Hiszpanii. Odpowiedzialność w tym względzie ponoszą sami historycy hiszpańscy, którzy, choć pisali dużo o rekonkwiście, nie zwracali uwagi na fakt udzielania przez papieży odpustów — czyli najważniejszego elementu papieskich krucjat. José Goñi Gatzambide w swej opublikowanej w 1958 r. pracy o hiszpańskich krucjatach całkowicie przewartościował postrzeganie rekonkwisty, szczegółowo analizując papieskie dokumenty przyznające odpusty i inne przywileje tym, którzy brali w niej udział.

Pomysł na napisanie tej książki zrodził się podczas pisania recenzji książki Gatzambide’a. W 1987 r., gdy kierowałem Letnim Instytutem Hiszpanii Średniowiecznej pod hasłem „Kraj trzech religii”, finansowanym przez National Endowment for Democracy, zająłem się głębiej tym tematem. Jestem wdzięczny uczestnikom Instytutu, moim dobrym przyjaciołom Manuelowi González Jiménezowi, Angusowi MacKay, Teofil Ruizowi i Robertowi I. Burnsowi, których spojrzenie na historię średniowiecznej Hiszpanii jest zawsze pomocne. Ksiądz Burns dostarczył mi także tekstów licznych papieskich bulli. Inspiracją dla mnie byli zawsze moi studenci — Theresa Earenfight, Donald Kagay, Nina Melechen, James Todesca i Theresa Vann. Wielce pomocny był także Paul Chevedden.

Pisząc tę książkę, starałem się wykorzystać wszystkie znane mi i dostępne źródła, choć w porównaniu do innych krajów europejskich liczba źródeł chrześcijańskich i muzułmańskich dla dziejów ówczesnej Hiszpanii jest ograniczona. Głównym łacińskim źródłem dla XII w. jest Kronika Alfonsa Imperatora, współczesna wydarzeniem relacja o panowaniu Alfonsa VII z Leónu-Kastylii, spisana przez anonimowego duchownego. Dla XIII w. dysponujemy trzema głównymi relacjami o historii Kastylii i Leónu, czyli Łacińską Kroniką Królów Kastylii, zapewne spisaną przez królewskiego kanclerza, biskupa Juana z Osmy (zm. 1246); Historią Spraw Hiszpanii Rodriga Jimenéza de Rada, arcybiskupa Toledo (zm. 1247) oraz apologetyczną Kroniką Świata Łukasza, biskupa Túy (zm. 1249). Wszystkie trzy prace, kończące się zdobyciem Kordoby w 1236 r., zostały spisane przez współczesnych, uczestników wielu opisywanych wydarzeń i sprzyjających monarchii. Szczegółowych informacji na temat okresu kończącego się upadkiem Sewilli w 1248 r. dostarcza obszerna Historia Hiszpanii, spisana na polecenie Alfonsa X.

Głównymi źródłami dziejów królestwa Aragonii są Czyny hrabiów Barcelony, napisane w pierwszej wersji przez mnichów z Ripoll w latach 1162–1276, oraz Kronika San Juan de la Peña, stworzona pod auspicjami Piotra IV (1336–1387). Jedynym źródłem dla XIII w. jest Kronika Jakuba I z Aragonii, napisana w Katalonii — choć niektórzy badacze to kwestionują, najpewniej została ona spisana lub podyktowana przez samego króla, a zatem oddaje jego punkt widzenia. Katalońska Kronika Bernata Desclota datowana na drugą połowę XIII w. zwykle dokładnie opisuje przeszłe wydarzenia.

Roczniki wszystkich chrześcijańskich królestw dostarczają dat dla wielu wydarzeń wymienionych w kronikach.

Zachowało się wiele dokumentów z chrześcijańskich królestw, zwłaszcza z drugiej połowy XII w. Poza licznymi bullami papieskimi przyznającymi korzyści za udział w krucjatach, przetrwały setki dokumentów królów Kastylii, Leónu, Portugalii i Aragonii. Dokumenty te są szczególnie pomocne, ponieważ często datowano je w trakcie oblężeń, odnotowywano w nich zdobycia zamków lub miast, wychwalano tych, którzy odznaczyli się w walce.

Wśród kronik muzułmańskich istnieją wspomnienia Abd Allaha, ostatniego ziridzkiego władcy Grenady (1073–1090), napisane na wygnaniu w Maroku. Ibn Sahib al-Sala, sekretarz almohadzkiego kalifa, spisał oficjalną relację z podbojów w Hiszpanii w latach 1159–1184. W początkach XIII w. rezydujący wówczas w Bagdadzie al-Marrakushi spisał historię Almohadów, opierając się na swoich wspomnieniach z lat spędzonych w Hiszpanii. Sporządzony przez Al-Himyariego alfabetyczny spis miast islamskiej Hiszpanii często zawiera istotne informacje historyczne. Spisana w końcu XIII lub w początkach XIV w. historia Almorawidów i Almohadów marokańskiego historyka Ibn ‘Abi Zara’ zdaje się pewne sprawy wyolbrzymiać i nie zawsze jest wiarygodna. Szczególnie cenna jest historia Ibn Idhariego, ukończona w 1306 r. Jej autor, opierając się na wcześniejszych relacjach, podaje wiele szczegółów i wydaje się całkiem wyważony w swych sądach. Z końca XIV w. pochodzi praca wielkiego historiozofa Ibn Khalduniego (zm. 1406), którego historia Berberów zawiera wiele informacji o wydarzeniach na półwyspie. Wreszcie należy wymienić al-Makkariego (zm. 1631), którego kompendium historyczne zawiera wiele wyjątków z dzieł wcześniejszych autorów.

Zachowało się niewiele dokumentów z islamskich państw Hiszpanii, choć niekiedy były one cytowane w muzułmańskich kronikach. Pewną liczbę dokumentów dotyczących dziejów Almohadów opublikował Lévi-Provençal.

Źródła literackie takie jak Pieśń o Cydzie czyPoemat o Fernánie Gonzálezie, napisane w XIII w., odzwierciedlają zwyczaje i postawy swoich czasów. Na temat poszczególnych krucjat wypowiadali się także trubadurzy cieszący się mecenatem władców. Prawa spisane przez Alfonsa X oddają zwyczaje wojskowe i morskie obowiązujące do połowy XIII w., zaś jego Cantigas de SantaMaria dostarczają anegdot i ilustracji. Cytaty ze źródeł wymienionych wyżej i innych znajdą się w przypisach i bibliografii.

Pragnę także podziękować rektorowi bazyliki Świętego Izydora w Leónie za zgodę na reprodukowanie zdjęcia Pendon de Baeza orazPatriomonio Nacional de España za zgodę na umieszczenie zdjęcia Pendon de las Nava de Tolosa oraz ilustracji z przechowywanego w Eskurialu rękopisu Cantigas de Santa Maria. Biblioteka Narodowa we Florencji udzieliła mi także zgody na umieszczenie ilustracji z rękopisu Banco Rari Cantigas.

Chociaż wydarzenia opisane w niniejszej książce miały miejsce 800–900 lat temu, tragedia 11 września 2001 r. z całą siłą przypomniała światu, że retoryka krucjaty, świętej wojny i dżihadu oraz wywoływane przez nią gwałtowne uczucia wciąż pozostają groźną i skutecznie wykorzystywaną bronią w dzisiejszym świecie.

Rozdział I

REKONKWISTA, ŚWIĘTA WOJNA I KRUCJATA

Gdy w lipcu 1099 r. krzyżowcy zdobyli Jerozolimę, w Hiszpanii od czterystu lat trwała wojna pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami. Od 711 r., gdy armia Arabów i marokańskich Berberów sforsowała Cieśninę Gibraltarską i zniszczyła Królestwo Wizygotów, do upadku w 1031 r. umajjadzkiego Kalifatu Kordoby, muzułmanie cieszyli się w Hiszpanii niekwestionowaną dominacją. Ponieważ w położonej w południowej części półwyspu Kordobie znajdowało się centrum islamskiego panowania, muzułmanie nigdy nie zdołali opanować znacznych połaci górskiego terenu na północy. Dzięki temu chrześcijanie mogli stworzyć niewielkie, niezależne państwa Asturii, Leónu, Kastylii, Nawarry, Aragonii i Katalonii. Ukryte u podnóży Pirenejów i Gór Kantabryjskich, te niewielkie chrześcijańskie enklawy, rządzone przez królów lub hrabiów, przez niemal trzysta lat pozostawały w defensywie. Każdego lata muzułmańskie armie wyprawiały się na północ, by pustoszyć ich ziemie, jednak nigdy ich nie podbiły. W tych latach tereny chrześcijańskie i muzułmańskie rozdzielał pas ziemi niczyjej, rozciągający się wzdłuż rzeki Duero od Atlantyku po granice Aragonii. Minęło wiele lat, zanim chrześcijanie odważyli się ruszyć na południe i zająć ten teren. Wraz ze wzrostem liczby ludności chrześcijańskiej coraz więcej ludzi osiedlało się bliżej Duero. Na północnym wschodzie natomiast muzułmańskie rządy sięgały podnóży Pirenejów aż do drugiej połowy XI wieku[1].

Po opanowaniu doliny Duero chrześcijanie wykorzystali rozpad Kalifatu, by przedostać się do doliny Tagu i zająć w 1085 r. Toledo. Najazdy Almorawidów (al-murabitun) z Maroka oraz Almohadów (al-muwahhidun) w połowie XII w. ponownie zepchnęły chrześcijan do defensywy, chwilowo powstrzymując ich ekspansję. Jednakże w połowie XIII w. zwycięstwo nad Marokańczykami pozwoliło chrześcijanom na dalszy marsz ku rzece Guadianie i opanowanie kluczowych miast w dolinie Gwadalkiwiru. Do połowy wieku w rękach chrześcijańskich znalazła się całość islamskiej Hiszpanii poza niewielkim emiratem Grenady, a i ta była jedynie lennem Kastylii-Leónu. Po opanowaniu centralnej mesety, największej części półwyspu, królestwo Kastylii-Leónu utrzymywało granicę z muzułmanami aż do zajęcia Grenady przez Ferdynanda i Izabelę w 1492 r. Tymczasem królestwa Portugalii na zachodzie oraz Aragonii-Katalonii na wschodzie znacząco się rozrosły. Nie licząc niewielkich korekt, ich granice miały pozostawać stałe. W ten sposób u schyłku wieków średnich podbój ziem islamskich miał być udziałem władców Kastylii-Leónu[2].

REKONKWISTA — EWOLUCJA IDEI

Powyższy rys historyczny obejmuje długi okres w dziejach średniowiecznej Hiszpanii, nazwany przez historyków hiszpańskich „rekonkwistą”. Rekonkwistę przedstawiano jako wojnę celem usunięcia muzułmanów, traktowanych jako intruzów, którzy zawłaszczyli sobie prawowite ziemie chrześcijańskie. W ten sposób głównym motywem prowadzenia wojny była wrogość religijna. Z czasem królowie Asturii-Leónu-Kastylii, jako samozwańczy następcy Wizygotów, uznali za swoje zadanie odzyskanie wszystkich ziem niegdyś należących do wizygockiego królestwa. Niektórzy historycy zakładali, że ideał rekonkwisty trwał niemal niezmieniony przez całe średniowiecze aż po opanowanie Grenady i nieuniknioną unię Kastylii i Aragonii pod władzą Ferdynanda i Izabeli[3].

Jednakże w ciągu ostatnich około trzydziestu lat historycy zakwestionowali to założenie, a nawet podali w wątpliwość zasadność używania samego terminu. Czy rekonkwista rzeczywiście miała miejsce, czy też była jedynie mitem? Jeśli mówi się o rekonkwiście, to co dokładnie termin ten oznacza? Przykładowo Jocelyn Hillgarth wyraża wątpliwości co do samego zjawiska, konsekwentnie umieszczając słowo „rekonkwista” w cudzysłowie[4]. Tymczasem Derek Lomax słusznie zauważył, że rekonkwista nie była określeniem stworzonym przez współczesnych historyków dla wyjaśnienia średniowiecznej historii Hiszpanii, ale „ideałem wynalezionym przez hiszpańskich chrześcijan wkrótce po roku 711” i rozwiniętym w królestwie Asturii w IX w. Nawiązując do słów Lomaksa, Peter Linehan zauważył, że „mit hiszpańskiej rekonkwisty ukształtował się około lat osiemdziesiątych IX w.[5]”. Jak wszystkie idee, rekonkwista nie była niezmiennym konceptem ostatecznie ukształtowanym w IX w., ale ewoluującym, formowanym przez kolejne pokolenia. Aby ocenić te twierdzenia, najlepiej zacząć od dotarcia do korzeni i prześledzenia idei rekonkwisty w historiografii średniowiecznej.

UTRATA HISZPANII I ODZYSKANIE HISZPANII

Idea rekonkwisty pojawiła się po raz pierwszy w IX w. w kronikach spisywanych w maleńkim, położonym na północy Królestwie Asturii — w tak zwanej Kronice Profetycznej, Kronice z Albeldy oraz Kronice Alfonsa III, która miała być kontynuacją Historii królów gockich Izydora z Sewilli (zm. 636)[6]. Teksty te, napisane po łacinie bez wątpienia przez duchownych, zwykle były kojarzone z dworem królewskim i zapewne odzwierciedlają ówczesne poglądy władcy oraz elity duchownej i świeckiej. Poglądy zwykłych ludzi pozostają nieznane, jednakże kronikarze ukuli ideę rekonkwisty, którą przejęła odtąd hiszpańska historiografia. Kronika Alfonsa III służyła też jako podstawa dla późniejszych kontynuacji spisywanych w XI i XII w. przez Sampiro, biskupa Astorgi (zm. 1041), biskupa Oviedo Pelayo (zm. 1129) oraz przez anonimowego autora Kroniki z Silos[7].

Idea rekonkwisty mogła powstać także z chwilą upadku wizygockiej Monarchia Hispaniae, o której pisał Izydor z Sewilli. Rządzący z Toledo władcy wizygoccy mieli panować nad całą Hiszpanią oraz północnoafrykańską Mauretanią, a zatem całą rzymską Diecezją Hiszpanii[8]. Zainteresowani podbojem Maroka średniowieczni i wczesnonowożytni Hiszpanie wiedzieli, że Mauretania czy Tingitana była w starożytności jedną z sześciu prowincji wchodzących w skład Diecezji Hiszpanii[9]. W początkach XIV w. Alfons IX Kastylijski (1312–1350), powtarzając słowa kanonisty Alvaro Pelaya, zgłosił roszczenia do Wysp Kanaryjskich na podstawie tego, że wyspy te niegdyś podlegały władzy Gotów. Podobny argument wysunął w XV w. Alfonso de Cartagena[10]. Koncepcja zjednoczonego i niepodzielnego królestwa obejmującego cały Półwysep Iberyjski, choć nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością, była jednym z najważniejszych elementów dziedzictwa Wizygotów. Ideę tę można odnaleźć w trzynastowiecznym opisie protestu infanta Sancho przeciwko planowi jego ojca, króla Leónu-Kastylii Ferdynanda I (1035–1065), by podzielić swoje ziemie pomiędzy synów: „W dawnych czasach Goci uradzili między sobą, że władztwo Hiszpanii nie powinno być dzielone, ale zawsze pozostawać pod władzą jednego pana”[11].

Klęska odniesiona z rąk muzułmanów przez Rodryga (pan. 710–711), „Ostatniego z Gotów”, odniesiona nad rzeką Guadalete 19 lipca 711 r., oznaczała upadek królestwa Wizygotów i radykalną zmianę w dziejach Hiszpanii. Równolegle z wydarzeniami chrześcijańska Kronika roku 754, napisana w islamskiej Hiszpanii, potępiała panowanie króla Rodrigo, „który utracił swe królestwo i swą ojczyznę wskutek haniebnych rywalizacji”. Żaląc się na klęskę, jaka spotkała Wizygotów, kronikarz rozpaczał: „człowiek nie jest zdolny wyrazić klęski Hiszpanii i doświadczonych przez nią licznych, ogromnych plag”[12]. Kronika profetyczna głosiła, że „Strachem i żelazem złamano dumę ludów gockich (…) i tak na skutek grzechu przepadła Hiszpania”. Asturyjskie kroniki z IX w. w różnym stopniu rozwodziły się nad utratą lub upadkiem gockiego królestwa, upadkiem Hiszpanii i zniszczeniem ojczyzny. Podobne słowa pojawiają się w kronikach spisanych w kolejnych wiekach[13].

Kronikarze zestawiają jednak katastrofalną utratę Hiszpanii z ocaloną dzięki Boskiej Opatrzności wolnością dla chrześcijan w nowo powstałym królestwie Asturii. Miało się to rzekomo stać, gdy większość ocalałych członków królewskiego rodu Gotów dotarła do Asturii i wybrała królem Pelayo (719–737), syna księcia Fafili, także z królewskiej linii. Pelayo, niegdyś pełniący funkcję spatariusa, czyli dowódcy wojskowego na dworze wizygockim, miał być rzekomo stryjecznym prawnukiem króla Rodrigo. Gdy stanął wobec przeważających sił muzułmańskich i wezwany do kapitulacji Pelayo miał, według kronikarza, odpowiedzieć:

Nie zwiążę się z Arabami przyjaźnią ani nie poddam się ich władzy (…) gdyż ufamy łasce Pana, że na tym pagórku ziści się zbawienie Hiszpanii (salus Spanie) a armia Gotów zwycięży. (…) Dlatego gardzimy mnogością pogan i nie lękamy się [ich].

Doszło więc do bitwy pod Covadonga, stoczonej zapewne 28 maja 722 r., która zakończyła się wielkim zwycięstwem Pelayo. „W ten sposób chrześcijanom wrócona została wolność (…) a dzięki łasce Bożej powstało królestwo Asturii”[14]. Dla Asturyjczyków bitwa pod Covadonga stała się symbolem chrześcijańskiego oporu wobec islamu i źródłem inspiracji dla tych, którzy mieli doprowadzić do salus Spanie, zbawienia Hiszpanii, o którym miał mówić Pelayo.

Autor Kroniki Albeldy podkreślał nieuchronny i nieprzerwany charakter zmagań zapoczątkowanych przez Pelayo. Jak pisał: „Chrześcijanie prowadzą z nimi [muzułmanami] wojnę dniem i nocą, co dzień ścierają się z nimi, aż z woli boskiej zostaną stąd wyrzuceni. Amen!”. Kronikaprofetyczna odnotowała przepowiednię głoszącą, że muzułmanie podbiją Hiszpanię, wyraziła jednak nadzieję: „Niech łaska Boska pozwoli tychże [muzułmanów] wygnać z naszych krain za morze, i odda nasze królestwo we władanie wiernych Chrystusowych, amen!”[15].

Utożsamiając Gotów z Gogiem, Arabów zaś z Izmaelem, autor Kroniki profetycznej rozważał słowa proroka Ezechiela skierowane do Izmaela: „Ponieważ mnie zapomniałeś, i ja zapomnę o tobie i oddam cię w ręce Goga. (…) A on uczyni z tobą tak jak ty uczyniłeś z nim sto siedemdziesiąt razy [lat]”. Choć Goci zostali ukarani za swe zbrodnie poprzez najazd muzułmański, kronikarz oświadczał, że „Chrystus jest naszą nadzieją, że gdy dobiegnie sto i siedemdziesiąt lat od jego wkroczenia do Hiszpanii, wróg zostanie zniszczony, a w kościele świętym powróci Chrystusowy pokój”. Obliczywszy, że 170 lat minie w 884 r., autor przewidywał, że „w bardzo bliskiej przyszłości nasz wielki książę, pan Alfonso, zapanuje nad całą Hiszpanią”[16]. Świadom niedawnych sukcesów Alfonsa III (866–910) odniesionych w walce z muzułmanami oraz sporów wewnętrznych trapiących islamską Hiszpanię, kronikarz był przekonany, że lata panowania muzułmańskiego były policzone. To przekonanie o bliskim załamaniu się islamu okazało się iluzoryczne, jednak nadzieja na to nie gasła przez wieki.

Poczucie ciągłości pomiędzy nowym królestwem Asturii a starym królestwem Wizygotów, niezależnie od rzeczywistych związków między starym i nowym państwem, wywierało poważny wpływ na późniejsze kształtowanie się idei rekonkwisty. W IX w. kronikarze starali się utwierdzać związek starej i nowej monarchii, utożsamiając mieszkańców Asturii z Gotami, zaś asturyjskich królów z wizygocką rodziną królewską. Ponadto kronikarze świadomie postrzegali siebie jako kontynuatorów HistoriiGotów Izydora z Sewilli. Według Kroniki Albeldy, Alfonso II (791–842) „założył w Oviedo tak w kościele, jak i w pałacu, porządek gocki taki sam, jaki niegdyś panował w Toledo”[17]. Nie wiemy dokładnie, co to znaczyło, jednakże słowa te miały na celu potwierdzenie i umocnienie związku pomiędzy Asturią a królestwem Wizygotów, jakikolwiek by on był.

Takie potwierdzenia związków z Gotami były powtarzane wielokrotnie w wiekach późniejszych, choć nie próbowano popierać ich dowodami. Dwunastowieczny autor Kroniki z Silos opisał Alfonsa VI, króla Leónu-Kastylii (1065–1109) jako „wywodzącego się z dostojnego gotyckiego rodu”. Dwa wieki później Alvaro Pelayo wspominał, że Alfons XI pochodził od Gotów. Gdy Henryk z Trastamary przejął tron zamiast swego przyrodniego brata Piotra Okrutnego (1350–1369), ogłosił, że „Goci, od których pochodzimy” wybrali królem „tego, który ich zdaniem miał rządzić najlepiej”[18]. Podobne wzmianki często występowały też w XV w.; o gotyckim pochodzeniu przypominano nawet Ferdynandowi i Izabeli. Deklarując, choć nie potwierdzając, związek między średniowiecznymi władcami a ich rzekomymi wizygockimi przodkami, kronikarze wskazywali także na powiązania pomiędzy Królestwem Wizygotów a państwem Asturii-Leónu-Kastylii. W ten sposób potwierdzano prawa średniowiecznych królów, jako dziedziców Wizygotów, do odzyskania wizygockiego terytorium i odbudowania wizygockiej monarchii[19].

Powstanie w XII w. królestw Portugalii i Aragonii-Kastylii, w mniejszym stopniu zaś także Nawarry, wymusiło pewne zmiany w przekonaniach Kastylijczyków, gdy stało się jasne, że państwa położone na wschodzie i zachodzie Hiszpanii także są dziedzicami wizygockiego państwa. Spodziewając się zdobyczy terytorialnych, królowie Kastylii, Leónu i Aragonii zawarli szereg obiecujących traktatów — o których będzie mowa niżej — dokonujących rozbioru islamskiej Hiszpanii. W roku 1291 królowie Kastylii i Aragonii wypracowali jeszcze korzystniejszy traktat, zakładający rozbiór Afryki Północnej. Na jego mocy Kastylii przypaść miało Maroko — starożytna Mauretania — którą niegdyś władali Wizygoci, Aragonia zaś miała objąć swą władzą Algierię i Tunis[20].

REKONKWISTA A ŚWIĘTA WOJNA

Zmagania chrześcijan z islamską Hiszpanią można opisać zarówno jako wojnę zaborczą, jak i zmagania religijne. Mówiąc o wojennej działalności królów Asturii, kronikarze pisali zwykle, że król „powiększał królestwo” albo „poszerzał ziemie chrześcijan z Bożą pomocą”. Największą chwałę zyskiwał ten monarcha, który rozszerzał granice swych ziem. Trzynastowieczna Kronika łacińska na przykład podkreślała, że Ferdynand I „wyzwolił Coimbrę z rąk Maurów”. W tym samym wieku brat Juan Gil de Zamora napisał, że Alfons III „wyzwolił spod panowania Arabów” ziemie Galia Gallica (południowo-wschodnią Francję z Katalonią), Vasconię (kraj Basków) i Nawarrę. Następnie, po wielokrotnym powtórzeniu słów „Hiszpania została odzyskana” (recuperata fuit Hispania) czy też „wyzwolona” (liberata fuit) przez tego czy innego króla, podsumował cały proces słowami: „Hiszpania została odzyskana przez wielu szlachetnych królów”[21].

Wśród nich był Ferdynand III (1217–1252), który na łożu śmierci w następujący sposób pouczał swego syna, przyszłego Alfonsa X (1252–1284):

Mój panie, pozostawiam ci całe królestwo sięgające od morza po ziemie, które Maurowie zdobyli na Rodrigu, królu Hiszpanii. Wszystko to jest twym władztwem, częściowo podbitym, częściowo zhołdowanym. Jeśli zdołasz zachować to, co ci pozostawiam, będziesz królem tak dobrym jak ja; jeśli zaś zdobędziesz dla siebie więcej, będziesz lepszym ode mnie; jeśli natomiast je umniejszysz, nie będziesz tak dobry jak ja[22].

W efekcie, po przypomnieniu o konieczności odzyskania ziem utraconych przez ostatniego króla Wizygotów Rodriga, Ferdynand III wzywał swego syna do kontynuowania polityki ekspansji terytorialnej.

Podczas gdy król mógł mieć nadzieję na powiększenie swego królestwa, wykonujący jego rozkazy żołnierze często motywowani byli, jak zobaczymy niżej, chęcią wzbogacenia się i polepszenia swej pozycji społecznej dzięki zdobytym łupom. Poza tym potrzebowali pastwisk dla swoich stad; w ciągu wieków rozwijali szlaki spędu owiec (cañadas) z północnych części Kastylii do Andaluzji (arab. Al-Andalus). Pragnęli też pozyskać ziemie uprawne, zdobyć bogactwa islamskiej Hiszpanii oraz przejąć rynki i środki produkcji. Aby dokonać tego wszystkiego, musieli najpierw opanować dany teren i kontrolować go poprzez budowę umocnień lub odebrać muzułmanom starożytne miasta rzymskie.

Idee ekspansji terytorialnej i religijnej uległy połączeniu w końcu XI w., tuż przed pierwszą krucjatą, gdy król Aragonii i Nawarry Sancho I Ramirez (1063–1094) wyraził swoje aspiracje w następujący sposób:

Niech będzie wiadomym wszystkim wiernym, że dla powiększenia Kościoła Chrystusowego, niegdyś wypędzonego z ziem hiszpańskich, ja, Sancho (…) zatroszczyłem się o osiedlenie kolonistów w tym miejscu [Montemayor] (…) dla odzyskania i powiększenia Kościoła Chrystusowego, dla zniszczenia pogan, wrogów Chrystusa, i przysporzenia dobrobytu chrześcijanom, tak by królestwo, najechane i podbite niegdyś przez Izmaelitów, mogło zostać wyzwolone ku chwale i w służbie Chrystusa; gdy zaś wyznawcy tej pogańskiej wiary zostali wygnani, a brud ich błędów zniesiony, sławny Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa został utwierdzony tam na wieki[23].

Innymi słowy, wyzwolenie królestwa, wybicie lub wygnanie muzułmanów i zniszczenie ich religii miało odbudować chrześcijaństwo.

Damian Smith pisał, że papieże-reformatorzy z końca XI i początku XII w. wpłynęli na ideę rekonkwisty poprzez używanie takich słów, jak recuperare, restituere, liberare, reparare, reddere, reuocare, restaurare i perdere. Urban II na przykład mówił o wyzwoleniu Kościoła w Toledo i pochwalił działania hrabiego Barcelony na rzecz odbudowy Kościoła w Tarragonie. Paschalis II stwierdził, że tamtejszy Kościół „został wyrwany z jarzma Maurów i Moabitów”. Taki język, choć dotyczył głównie odbudowy lub wyzwolenia kościołów, najpewniej wzmacniał także ideę wyzwolenia terytoriów, czyli rekonkwisty[24].

Autorzy muzułmańscy byli świadomi chrześcijańskich zamiarów pozbawienia ich ziemi. Władca Grenady Abd Allah (1073–1090) stwierdził w swoich wspomnieniach, że „chrześcijańskie pragnienie al-Andalus stało się zupełnie jawne”[25]. Piszący w początkach XIV w. marokański kronikarz Ibn Idhārī, którego prace wiarygodnie oddają informacje ze źródeł, z których korzystał, odnotował odpowiedź Ferdynanda I udzieloną poselstwu islamskiego Toledo proszącego o pomoc przeciwko muzułmanom z Saragossy:

Pragniemy jedynie naszych ziem, które odebraliście nam w dawnych czasach, u początku waszej historii. Żyliście na nich w wyznaczonym wam czasie, a teraz my zwyciężamy was z racji waszych własnych występków. Idźcie więc na swoją stronę cieśniny [Gibraltarskiej] i zostawcie nam nasze ziemie, ponieważ nic dobrego nie spotka was, jeśli pozostaniecie tu po dniu dzisiejszym. My bowiem nie spoczniemy, póki Bóg nie rozsądzi spraw między nami[26].

Przekaz chrześcijański był zatem jasny: muzułmanie nie mieli prawa do ziem, które zajmowali, i zostaną w końcu z nich usunięci.

Podboje terytorialne bez wątpienia prowadziły do ciągłych starć przygranicznych i mogły ważyć na myśleniu wielu wojowników w ciągu wieków. Jednakże walka z islamem wynikała także ze względów religijnych. Menéndez Pidal stwierdził, że „wojny rekonkwisty zawsze miały charakter religijny”, zaś Sanchez Albornoz podkreślał, że walka z muzułmanami „była nie tylko wojną rekonkwisty, ale także religijną, i była podtrzymywana nie tylko ze względu na pragnienie odzyskania terytorium, ale także z powodu nienawiści międzywyznaniowej”[27].

Tego rodzaju wojnę można opisywać jako świętą wojnę, choć byłoby to z pewnością nadużyciem. Wojna, która z samej swej natury wiąże się z niszczeniem życia i wyrządzaniem skrajnych krzywd innym ludziom, niszczeniem zbiorów, domów, kościołów, świątyń i innych budowli, nie jest ani święta, ani chlubna. Wojna, o której mówimy, nie była zatem święta, ale raczej religijna. Wojna religijna była konfliktem pomiędzy dwoma społeczeństwami, w którym sprawy duchowe i świeckie były nierozerwalnie związane. W takim społeczeństwie religia i wartości religijne były najważniejsze, dotykały i regulowały każdy aspekt życia jednostek i społeczności. Pełne uczestnictwo w życiu społecznym zależało od przynależności do religii wyznawanej przez tę społeczność[28].

Uznając się za chrześcijanina, muzułmanina czy żyda, osoba nie tylko przyjmowała za swoje doktryny religijne, takie jak chrześcijański dogmat o Trójcy Świętej czy też absolutny monoteizm muzułmanów i żydów, ale także cały system wartości kulturowych wpływających na codzienne życie, zwyczaje, tradycje, prawa, a nawet używany język. Społeczeństwa chrześcijańskie i muzułmańskie były zatem wzajemnie wykluczające się, nie tylko z powodu różnic społecznych i prawnych, ale przede wszystkim ze względu na to, że religia przesycała każdy aspekt życia. Codzienne kontakty między chrześcijanami a muzułmanami przyczyniały się do pewnego stopnia akulturacji, zwłaszcza w kwestiach językowych i społecznych, nie istniała jednak rzeczywista szansa na pełną integrację chrześcijan w społeczeństwie muzułmańskim czy muzułmanów w społeczeństwie chrześcijańskim. W każdym przypadku chrześcijanie lub muzułmanie mogli być jedynie ochranianą mniejszością, o ograniczonych prawach politycznych i społecznych.

Celem wojny z islamem nie było nawracanie muzułmanów. Poza wyzwaniem rzuconym w IX w. panowaniu islamskiemu przez męczenników z Kordoby czy też w mozarabskich traktatach apologetycznych z XI i XII w.[29], hiszpańscy chrześcijanie byli zadziwiająco bierni wobec muzułmańskiej teologii. Ci, którzy podjęli próbę głoszenia Ewangelii wśród muzułmanów, zwykle pochodzili spoza półwyspu. Jedną z pierwszych odnotowanych prób tego rodzaju jest ta podjęta około 1074 r. przez mnicha z Cluny Anastasiusa, który zaoferował się, że dowiedzie prawdziwości wiary chrześcijańskiej, poddając się próbie ognia. Gdy jednak muzułmanie okazali się nieugięci, „strząsnął pył ze swych sandałów” i powrócił do swoich[30]. Mniej niż wiek później opat Cluny Piotr Czcigodny odwiedził Hiszpanię, gdzie zdobył tłumaczenie Koranu (wykonane przez Anglika, Roberta z Ketton), które miało mu posłużyć do podważenia doktryn islamu, jednakże nie podjął żadnych poważnych prób nawracania. Chociaż Marek, kanonik z Toledo, w początkach XIII w. także przełożył Koran, także i o nim nie ma wzmianki, by podjął się prowadzenia działań misyjnych[31]. Od czasu do czasu pojedynczy muzułmanie przechodzili na chrześcijaństwo, ale papieże i mieszkańcy Europy Północnej bardziej niż chrześcijanie hiszpańscy interesowali się przekonywaniem muzułmanów do przyjmowania chrztu.

Z czasem muzułmanie zaczęli być uważani za najeźdźców, którzy bezprawnie zajmowali ziemie należące do chrześcijan i których sposób życia był całkowicie obcy wobec chrześcijańskiego. W ten sposób celem konfliktu było usunięcie muzułmanów z półwyspu. Sampiro z Astorgi podsumował to zwięźle, gdy pisał, że Ferdynand I pojawił się, by „wypędzić barbarzyńców”. U podstaw konfliktu między chrześcijanami a muzułmanami leżał zatem być może niemożliwy do przezwyciężenia problem pogodzenia ze sobą odmiennych poglądów religijnych i kulturowych muzułmanów i chrześcijan. Obie strony pojęły, że wojna zakończy się dopiero wówczas, gdy chrześcijanie całkowicie podbiją ziemie muzułmanów lub wypędzą ich z półwyspu. Choć źródła sporu tkwiły w oczywisty sposób w antagonizmie religijnym, określenie „święta wojna” (guerra santa) według mojej wiedzy pojawiło się po raz pierwszy w źródłach hiszpańskich dopiero w XV stuleciu[32].

Niektórzy badacze twierdzili, że święta czy religijna wojna była całkowicie obca wierzeniom chrześcijan. Jamie Oliver Asin na przykład gorąco argumentował, że „ani tu [w Hiszpanii], ani w jakimkolwiek innym kraju chrześcijańskim nie mogła sama z siebie narodzić się wojna, której duch był w swej istocie antychrześcijański: szerzenie wiary religijnej przy użyciu broni”. Stwierdzenie to jednak niewłaściwie interpretuje naturę wojny prowadzonej w Hiszpanii, jak również krucjaty do Ziemi Świętej. Ani rekonkwista, ani też krucjaty nie miały na celu nawracania kogokolwiek przy użyciu siły, lecz usunięcie innowierców z terytoriów pożądanych przez chrześcijan, bądź przynajmniej podporządkowanie ich chrześcijańskim rządom. Americo Castro twierdził za Oliverem Asinem, że ponieważ wojna nie jest zgodna z zasadami chrześcijaństwa, źródeł świętej wojny doszukiwać się należy w naukach Mahometa. Jak pisał, „święta wojna przeciwko muzułmanom w Hiszpanii i Palestynie, pomijając różnice w ich celach i konsekwencjach, była inspirowana dżihadem, czyli muzułmańską świętą wojną”. Uważał także, że idea, iż polegli w wojnie przeciwko „niewiernym” stawali się męczennikami za wiarę, została zapożyczona z islamu i była „po prostu odzwierciedleniem islamskich idei i uczuć”[33].

Islamska koncepcja dżihadu (etymologicznie słowo to oznacza każdy wysiłek zmierzający do osiągnięcia określonego celu) pochodzi z Koranu. Dżihad był obowiązkiem wszystkich męskich członków społeczności, a jego celem było podporządkowanie wszystkich ludzi rządom islamu. Był to obowiązek, który miał być realizowany aż do czasu, gdy panowanie islamu zostanie rozszerzone na cały świat. Zważywszy na teoretyczną uniwersalność islamskiej społeczności, nie można było prowadzić świętej wojny przeciwko innym wyznawcom. Wojnę prowadzoną z innowiercami mogły przerywać rozejmy (choć powinny one ograniczać się do okresów dziesięcioletnich), jednakże nigdy nie można było zawrzeć trwałego pokoju, dopóki wszyscy nie poddali się ostatecznie islamowi. Według Mahometa udział w świętej wojnie był najbardziej zaszczytną ze wszystkich prac i przynosił duchowe korzyści uczestnikom. W kilku miejscach Koranu Bóg obiecywał nagrodę wiecznej szczęśliwości tym, którzy zginęliby w świętej wojnie; nazywano ich męczennikami (shuhada) za wiarę[34].

Uważano za oczywiste, że wszystkim ludziom miano proponować przejście na islam, a dopiero gdyby odmówili, wypowiadano im świętą wojnę. W praktyce ludy pogańskie były zmuszane do przyjęcia islamu, natomiast chrześcijanie i żydzi jako „ludy Księgi” (ahl al-kitab) — ci, którym objawił się prawdziwy Bóg poprzez ich święte księgi — mieli prawo swobody wyznania, o ile poddali się panowaniu islamskiemu oraz płacili podatek pogłówny (dżizja) i gruntowy (haradż). Możliwość wzięcia udziału w świętej wojnie i uzyskania związanych z tym duchowych korzyści ściągała do Hiszpanii licznych ochotników. Według al-Himyariego, Al-Andalus było „terytorium, gdzie walczy się za wiarę i stałym miejscem iribati”. Po okresie postu ochotnicy (al-murabitun) trafiali do przygranicznych garnizonów (ribat) celem obrony islamu[35].

Twierdzenie, że chrześcijanie musieli zapożyczyć podobną ideę z islamu, ponieważ chrześcijaństwo wzdragało się przed przemocą, wymaga dokładnej analizy. Zważywszy na oczywiste podobieństwa pomiędzy chrześcijańską a muzułmańską koncepcją świętej wojny, można argumentować, że idea ta wywodzi się tak naprawdę z pism hebrajskich, z których czerpała zarówno nauka chrześcijańska, jak i muzułmańska. Mimo że piąte przykazanie — „nie zabijaj” — wprost zakazuje pozbawiania życia niezależnie od okoliczności, Bóg rozkazywał Jozuemu, Judzie Machabeuszowi i innym przywódcom żydowskim sięgać po broń i obdarzał ich zwycięstwem nad wrogami. Zwycięstwo przypisywano boskiej trosce o swój lud, klęskę zaś postrzegano jako oznakę Jego gniewu lub karę za grzechy. Gdy Łukasz z Túy opisał Ferdynanda III jako nowego Jozuego, bez wątpienia był świadom obietnicy złożonej Jozuemu przez Boga: „cała ziemia Chetytów aż do Wielkiego Morza (…) będzie waszą krainą”. Mając to na uwadze, Jozue rozkazał swoim podwładnym: „Przygotujcie sobie żywność, gdyż po trzech dniach przeprawicie się przez ten Jordan, abyście zajęli ziemię, którą Pan, Bóg wasz, daje wam w posiadanie” (Joz 1, 4, 11). Stwierdziwszy, że Jozue „pokonał królów, którzy zajmowali ziemię obiecaną”, dodał, że Ferdynand III, tak jak niegdyś Jozue, pobił muzułmańskich królów i „utwierdził lud Leónu i Kastylii, którzy są synami Izraela, na ziemiach Maurów”[36].

Chrześcijanie byli zatem świadomi wykorzystania przemocy na rozkaz Boga w Starym Testamencie, jednak znali też fundamentalne pokojowe przesłanie Ewangelii. Jezus zdawał się potępiać wszelkie działania zbrojne, gdy mówił „wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną” (Mt 26, 52). Autorzy wczesnochrześcijańscy potępiali użycie siły dla szerzenia Ewangelii, a nawet uznawali, że chrześcijanin nie może pełnić służby wojskowej. Mimo to w Nowym Testamencie nie znajdziemy jawnego potępienia wojny ani wojennego rzemiosła. Chrześcijanie mieli unikać przelewu krwi w każdych okolicznościach, a zwłaszcza w obronie religii. Gdy po chrzcie Konstantyna Cesarstwo stało się chrześcijańskie, postawa ta zaczęła ulegać zmianie. Coraz większa liczba chrześcijan pełniła funkcje publiczne i wojskowe, co wiązało się z władzą skazywania na śmierć lub posyłania żołnierzy do walki. W efekcie chrześcijanie zaakceptowali władzę państwową i posiadane przez nią środki przymusu[37].

W takich okolicznościach św. Augustyn z Hippony (zm. 430), opierając się na zasadach prawa rzymskiego, wypracował zachodnią tradycję teologiczną dotyczącą legalności wojny. Utrzymywał, że wojna jest dopuszczalna wówczas, gdy zostanie podjęta pod kierunkiem legalnej władzy. Celem wojny musiało być zaprowadzenie pokoju i porządku. By osiągnąć ten cel, państwo, podobnie jak jednostka, miało niezbywalne, naturalne prawo do obrony własnej, tak przeciwko wrogom wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Wojna agresywna celem wymierzenia kary tym, którzy wyrządzali krzywdę bez przyczyny czy też celem odzyskania zagrabionej własności, także była dopuszczalna. W ten sposób wojna, choć niepożądana, niekiedy bywała konieczna. Z drugiej strony jednak Augustyn potępiał prowadzenie wojny „ze względu na zwykłą żądzę posiadania i podbijania ludów, które nie uczyniły żadnej krzywdy. (…) Jak można inaczej to nazwać, niż wielkim rabunkiem?” — zapytywał[38].

Wojna sprawiedliwa nie była tożsama z wojną religijną, jednak miała się nią stać już wkrótce. Uczynienie z chrześcijaństwa religii państwowej Cesarstwa Rzymskiego oznaczało, że interes świecki i religijny połączyły się w wojnie, którą uważano za prowadzoną w imieniu Boga. W epoce Karolingów Kościół był identyfikowany z całym społeczeństwem, nazywanym często populus christianus. Lud chrześcijański przełamywał podziały etniczne, rasowe czy językowe. Jako członkowie Kościoła, Ciała Chrystusa, wszyscy chrześcijanie byli za siebie odpowiedzialni. Obrona wartości chrześcijańskich była zatem równoznaczna z obroną samego społeczeństwa. Chrześcijanie uznali ostatecznie, że użycie przemocy dla osiągnięcia tego celu było usprawiedliwione[39].

John Gilchrist w swoich rozważaniach na temat stosunku papieży wobec islamu argumentował, że od VIII w. papieże usprawiedliwiali przemoc przeciwko muzułmanom zagrażającym południowej Italii oraz całemu basenowi Morza Śródziemnego, odnosząc się do wojen prowadzonych na rozkaz Boga w Piśmie Świętym. W tekstach papieskich i kanonicznych wczesnego średniowiecza niewiele można znaleźć odniesień do augustyńskiej teorii wojny sprawiedliwej. Ogólnie rzecz biorąc, do XI w. chrześcijanie uczyli, że wojna jest grzesznym i niewłaściwym zajęciem dla naśladowcy Chrystusa. H. E. J. Cowdrey pisał, że Grzegorz VII odegrał decydującą rolę w przekształceniu stosunku chrześcijan wobec przemocy, „która z wewnętrznie grzesznej stała się, lub przynajmniej mogła się stać, dobrym uczynkiem, celem promowania »właściwego porządku« w społeczności ludzkiej przy użyciu siły”. Grzegorz VII i inni papieże-reformatorzy z końca XI w. i późniejsi, usprawiedliwiali swoje wojny, piętnując przeciwników jako antychrystów i sankcjonując rozlew krwi celem obrony praw Chrystusa i Jego Kościoła. W tym sensie wojna stała się wojną świętą[40].

Można wiarygodnie twierdzić, że zarówno społeczeństwa chrześcijańskie, jak i islamskie, oparte na jedności spraw duchowych i świeckich, na podstawie pism hebrajskich i własnych tradycji w podobny sposób dopuszczały działania wojenne. Należy też podkreślić, że udział hiszpańskich chrześcijan w walce z islamem nie wynikał z jakiegokolwiek ewangelicznego nakazu; jego celem nie było też nawracanie muzułmanów ani też podporządkowanie ich chrześcijańskiej władzy, ale całkowite ich wywłaszczenie. Gdy jednak w XIII w. chrześcijanie zaczęli opanowywać rozległe połacie ziem muzułmańskich, nie mogli łatwo pozbyć się zamieszkujących je w większości muzułmanów. Musieli zatem uczynić z muzułmanów swych poddanych. Nazwani mudejarami, stali się chronioną mniejszością, której status podobny był do statusu chrześcijan zamieszkujących kraje muzułmańskie[41].

POPULUS CHRISTIANUSPRZECIWKO „POGANOM”

Rozłam pomiędzy hiszpańskimi chrześcijanami i muzułmanami znajdował swe odzwierciedlenie w języku, jakiego używali do określania się wzajemnie. Język odzwierciedlał postawy i często nie pozostawiał wątpliwości co do skali niechęci wobec tych, których postrzegano jako wrogów[42]. Nasze dociekania można rozpocząć od nazw, jakimi określali się wzajemnie.

Autorzy muzułmańscy używają na określenie chrześcijan kilku terminów. Rum, co oznacza Rzymian, było określeniem etnicznym lub politycznym pozbawionym jakichkolwiek pejoratywnych konotacji. We wschodniej części Morza Śródziemnego nazywano tak Bizantyńczyków, jednakże używano go także w odniesieniu do wszystkich chrześcijan. W użyciu były też określenia etniczne, takie jak al-Iszban (od Hispani, czyli Hiszpanów), lub al-Frandż, czyli Frankowie lub Katalończycy. Czasami chrześcijan nazywano też Nazarejczykami (nasrani), jako wyznawców religii i wiary w Jezusa z Nazaretu, jednakże zawołanie to nie zawierało pierwiastka negatywnego. Określenia takie jak prostak (ildż) czy „obcy”, „barbarzyńca” (adżani) sugerowały niższy status społeczny. Bardzo często używano słów takich jak „niewierny” (kafir), „politeista” (muszrik) czy „bałwochwalca” (abid al-asnam), któ re odzwierciedlały przekonanie muzułmanów (wyrażone w Koranie), że chrześcijanie poprzez swój dogmat o Trójcy Świętej w rzeczywistości wierzyli w trzech, a nie Jedynego Boga. Z tego powodu pewien kronikarz napisał, że „ziemie chrześcijan są ziemiami bałwochwalstwa (ard al-szirk)”. Autorzy muzułmańscy często też określali chrześcijan jako przeciwników Boga (aduw Allah), zaś władców chrześcijańskich jako „tyranów” (taghija). Po imieniu władcy często dodawano stwierdzenie: „oby przeklął go Allah!”, „oby potępił go Allah!”. Mimo tak negatywnych uwag muzułmańscy autorzy, rozumiejąc, że pokonanie godnego przeciwnika zwiększa wartość zwycięstwa, niechętnie wyrażali szacunek wobec umiejętności chrześcijańskich wojowników[43].

Najwcześniejsze źródła chrześcijańskie, powstałe krótko po najeździe muzułmańskim, w zadziwiający sposób milczą na temat natury religii wyznawanej przez najeźdźców. Gdy jednak muzułmanie umacniali się i wydawali się coraz bardziej niebezpieczni, zwłaszcza od IX w., autorzy chrześcijańscy częściej i w bardziej negatywnym świetle wypowiadali się o swych adwersarzach, wykorzystując liczne określenia. Niektóre wywodziły się z Biblii, inne były określeniami etnicznymi, niektóre zaś pejoratywnymi. We wczesnych źródłach łacińskich najczęściej występują słowa Saraceni, Agareni i Ismaelitae, pochodzące z Księgi Rodzaju (Rdz 16-17, 21, 25). Ponieważ Sara, żona patriarchy Abrahama, nie mogła dać mu dzieci, ten spłodził syna Izmaela z jej służącą, Egipcjanką Hagar. Kronika profetyczna wyjaśniała to następująco: „Zepsuci Saraceni sądzą, że pochodzą od Sary; po prawdzie jednak Agareni wywodzą się od Hagar, Izmaelici zaś od Izmaela”. Dodając, że „Abraham spłodził z Hagar Izmaela”, kronikarz wymienia następnie linię potomków od Izmaela po Mahometa, „który przez swych zwolenników uważany jest za proroka”. Podkreślano też, że muzułmanie pochodzili od nałożnicy, niewolnicy Hagar, nie zaś od legalnej małżonki Abrahama — Sary[44].

Z Biblii wywodziły się też zupełnie anachroniczne określenia „Chaldejczycy”, które odnoszono do Babilończyków, oraz „Moabici” — tak nazywano ludy zamieszkujące tereny położone na wschód od Morza Martwego. Nazwy „Moabici” używano najczęściej w stosunku do Almorawidów, odłamu muzułmanów, którzy wkroczyli do Hiszpanii w końcu XI w. O etnicznym pochodzeniu głównej grupy ludności muzułmańskiej pamiętano, wymieniając Arabów, mimo że stanowili oni w Hiszpanii zdecydowaną mniejszość. Gdy autorzy chrześcijańscy określali muzułmanów jako „pogan”, w rzeczywistości potępiali ich dokładnie w taki sam sposób, jak starożytnych Rzymian, których uznawano za bałwochwalców, ponieważ nie wierzyli w Boga chrześcijan[45].

Muzułmanie byli też często nazywani „niewiernymi”, co dosłownie oznacza ludzi bez wiary, a w tym kontekście ludzi, którzy nie podzielali wiary chrześcijańskiej. Nazywając ich barbarzyńcami, autorzy chrześcijańscy podkreślali fakt, że muzułmanie nie należeli do społeczności chrześcijańskiej, choć istniała w tym też sugestia, jakoby nie byli tak cywilizowani jak chrześcijanie. Nazywanie muzułmanów „nieprzyjaciółmi krzyża Chrystustowego” (inimici crucis Christi), co upowszechniło się w okresie krucjat, podkreślało religijne przyczyny żywionej wobec nich niechęci[46].

Wreszcie mamy słowo mauri. Najwcześniejszym przypadkiem jego użycia, na jaki natrafiłem, jest Kronika roku 754, lecz nie powtarza się ono w kronikach Asturii-Leónu aż do XI w., gdy użył go biskup Sampiro. Mauri odnosi się do rodzimych mieszkańców Mauretanii, starej rzymskiej prowincji w Afryce Północnej; wkrótce przekształciło się w słowo moros. Maurowie, określenie etniczne niezawierające pierwiastka pejoratywnego, miało ostatecznie wyprzeć w powszechnym użyciu wszystkie inne określenia pochodzenia biblijnego czy etnicznego[47].

Chociaż muzułmanie wypowiadali się z szacunkiem o Jezusie, uznając go za jednego z proroków, uważali za błędne przekonanie chrześcijan o tym, że jest on Bogiem. Kronikarze chrześcijańscy z VIII w. mieli niewiele do powiedzenia na temat islamu czy Mahometa, choć Bizantyńsko-Arabska Kronika 741 r. podaje, że muzułmanie „czcili go z wielką estymą i szacunkiem, a w swych obrzędach i pismach twierdzili, że był on apostołem Boga i prorokiem”. Natomiast autorzy mozarabscy z IX w., tacy jak Eulogius (zm. 859) czy Alvarus (zm. 861) z Kordoby nie wzdragali się przed potępianiem Mahometa jako przebiegłego fałszywego proroka, a jego religii jako fałszywej i godnej potępienia sekty[48]. Kronika Albedy na przykład nazywała go „złym Mahometem”. Stwierdzając, że „przez swych zwolenników był uważany za proroka”, Kronika profetyczna opisuje jego życie jako życie fałszywego proroka, herezjarchy, który trafił do piekła[49]. Arcybiskup Rodrigo umieścił życiorys Mahometa w swej Historii Arabów i także wspomniał, że trafił on do piekła[50]. Dwunastowieczna Kronika z Najery mówiła o „przesądnej mahometańskiej sekcie”, zaś trzynastowieczny „PoematFernana Gonzaleza” potępiał Mahometa jako „człowieka złej wiary”. Porównując muzułmańskiego wodza al-Manṣūra (dla Chrześcijan Almanzora) i hrabiego Kastylii Fernana Gonzaleza odpowiednio z Goliatem i Dawidem, poeta wkładał następujące słowa w usta pokonanego muzułmanina: „Zatem, Mahomecie, w złą godzinę ci zaufałem (…) cała twoja moc nie warta jest paru drzewek”. Pochodząca z tego samego wieku Libro de Alexandre nazywa muzułmanów „ludem renegatów, którzy modlą się do Mahometa, znanego zdrajcy”, zaś Kronika roku 1344 mówi o „niecnej sekcie” i „niecnym prawie” mahometan. Przypominając Alfonsowi XI, że jego przodkowie, władcy Gotów, byli „tarczą i ochroną wiary Chrystusowej”, poeta przypominał mu, by „strzegł świętego prawa [Chrystusa] i zniszczył niecne prawo [mahometa]”. Sto lat później brat Marcin z Kordoby mówił o „brudnych pchłach Mahometa”[51]. Podobne przykłady można mnożyć.

Muzułmańscy władcy także byli wspominani z pogardą. Kronika z Silos, odnotowując śmierć al-Manṣūra, muzułmańskiego wodza, który pustoszył kraje chrześcijańskie w końcu X w., stwierdza, że „został on opętany przez diabła, który posiadł go za życia, i został pogrzebany w piekle”. Trzynastowieczny poeta Gonzalo de Berceo opisał kalifa jako „władcę pogan, śmiertelnego wroga wszystkich chrześcijan”[52]. Z drugiej strony Historia Rodriga, wspomniawszy o zwycięstwach odniesionych nad muzułmanami przez Rodrigo Díaz de Vivara, znanego bardziej jako Cyd, nie potępia ich w żaden sposób i nie używa wobec nich jakichkolwiek pejoratywnych określeń.

Wreszcie należy zauważyć, że gdy chrześcijańscy kronikarze mówią o walce z muzułmanami, zwykle mówią o chrześcijańskich armiach i chrześcijańskich żołnierzach, nie zaś o Kastylijczykach, Leończykach, Portugalczykach, Nawarczykach, Aragończykach czy Katalończykach. Czyniąc tak, podkreślali różnice religijne pomiędzy wojującymi stronami.

REKONKWISTA A KRUCJATA

Teraz możemy powrócić do pytania, czy właściwym jest mówić o rekonkwiście, a jeśli tak, to czym ona była? Czy rekonkwista rzeczywiście miała miejsce? Można przypuszczać, że początkowy opór wobec islamu w północnych częściach kraju wynikał z pragnienia obrony stanu posiadania i nie wiązał się z żadnymi kwestiami ideologicznymi. Chociaż Abilio Barbero i Marcelo Vigil twierdzili, że górale z północy walczący z muzułmanami niegdyś równie zaciekle przeciwstawiali się próbującym ich podporządkować Rzymianom i Wizygotom, Bonnaz, Montenegro i inni podkreślali trwałość obecności Gotów w Asturii[53]. Nie wiemy, czy Pelayo i jego zwolennicy faktycznie uważali, że prowadzą rekonkwistę utraconego wizygockiego królestwa, jednakże ostatecznie doszło do ukształtowania się ram ideologicznych dla chrześcijańskiej opozycji wobec islamu. Historiografia z końca XIX w. zakładała istnienie bezpośredniego związku pomiędzy królestwem Wizygotów zniszczonym przez islamski najazd w 711 r. i królestwem Asturii-Leónu-Kastylii. To z kolei oznaczało, że neogotyckie ludy północy, powstrzymawszy ekspansję muzułmańską, po prostu odzyskiwały ziemie należące niegdyś do ich przodków. Podkreślając to, że Opatrzność jest po ich stronie, chrześcijanie byli przekonani, że muzułmanie zostaną ostatecznie wyparci z Hiszpanii.

Richard Fletcher zdecydowanie odrzuca jednak twierdzenie Menéndeza Pidala, jakoby idea rekonkwisty ukuta przez kronikarzy z IX w. „dominowała w świadomości władców hiszpańskich, szczególnie wśród sukcesorów w asturyjskim królestwie Leónu i Kastylii przed zakończeniem tego procesu”[54]. Przez większość IX, X i XI w. chrześcijanie byli na łasce muzułmanów i mogli jedynie słabo i nieskutecznie usiłować przeciwstawiać się ich najazdom. Dziesiąto- i jedenastowieczni kronikarze rzadko podejmowali temat rekonkwisty, jako że chrześcijanie mogli co najwyżej usiłować przetrwać zmagania ze znacznie potężniejszym kalifatem. W takich okolicznościach mówienie o wygnaniu muzułmanów i odzyskaniu Hiszpanii wymagałoby głębokiej wiary w Bożą przychylność.

W XII w. zmieniające się okoliczności polityczne sprawiły, że rekonkwista stała się możliwą do osiągnięcia rzeczywistością. Odtąd też idea rekonkwisty wypełnia karty chrześcijańskich kronik. Jak pisał Julian Bishko, „w ostatnich latach XI w. doszło do wielkiej przemiany charakteru, tempa i skuteczności hiszpańskiej i portugalskiej rekonkwisty”. W podobny sposób Roger Collins pisał, że „XI i początek XII w. oznaczały zdecydowane zmiany na półwyspie; wtedy to narodziła się idea reconquista”. Choć idea rekonkwisty może być trudna do uchwycenia, była rzeczywista w sensie wpływu, jaki wywierała na decyzje hiszpańskich królów i książąt od XI w. Zatem choć Hiszpanii nie odbili następcy Wizygotów, z pewnością dokonali tego chrześcijanie, którzy wielokrotnie wyrażali swoje przekonanie, że ich ostatecznym celem jest odzyskanie całej Hiszpanii z rąk muzułmańskich. Jak stwierdził Lomax: „Do rekonkwisty rzeczywiście doszło, w sensie określonym wcześniej, a prowadzący ją chrześcijanie naprawdę wierzyli, że walczą o przywrócenie w Hiszpanii dominacji politycznej wyznawców Chrystusa”[55].

Rekonkwista nazbyt często była przedstawiana niczym monolityczne, zinstytucjonalizowane zjawisko, pozbawione niuansów czy wariacji. Tymczasem było przeciwnie, rozwijała się jako proces w relacji do zmieniających się warunków politycznych, religijnych, społecznych i gospodarczych. Charakteryzowała się powolnym i nieustannym parciem od linii jednej rzeki do kolejnej oraz kolonizacją lub ponownym zaludnieniem opanowanego terytorium. Dlatego Angus MacKay za Sánchezem Albornozem podkreślał, że większość historyków „zgodziłaby się (…) że powiązane ze sobą koncepcje pogranicza i rekonkwisty stanowią klucz do zrozumienia historii Hiszpanii”[56].

Rekonkwista bywała też opisywana jako krucjata, choć w ścisłym sensie krucjaty zawitały do Europy Zachodniej dopiero w końcu XI w. Wcześniej północna Europa nie zwracała większej uwagi na wydarzenia na Półwyspie Iberyjskim; później natomiast północne wpływy, w tym ideologia krucjat, zadomowiły się także w Hiszpanii. Z czasem idea krucjat miała podtrzymywać zapał nacjonalistyczny, a pokolenia Hiszpanów miały się uczyć, że ich przodkowie przez 700 lat niemal samodzielnie prowadzili krucjatę celem powstrzymania muzułmańskiej nawały przed zalaniem chrześcijańskiej Europy. W czasie hiszpańskiej wojny domowej działania generała Franco celem obalenia Republiki i zniszczenia republikańskiej opozycji przedstawiano w propagandzie jako „naszą krucjatę” (nuestra cruzada), co sugerowało prowadzenie religijnej wojny przeciwko bezbożnym siłom komunizmu[57]. Dwudziestowieczna krucjata sięgała zatem po średniowieczną tradycję krucjaty przeciwko „niewiernym”.

Mimo to wpływ idei krucjat na rekonkwistę nie budził większego zainteresowania historyków, aż nieco ponad 40 lat temu José Goñi Gatzambide wydał swoje monumentalne studium papieskich bulli ogłaszających krucjatę w Hiszpanii. Jego zdaniem krucjata była „chwalebną świętą wojną” (una guerra santa indulgenciada), wojną usankcjonowaną przez władzę kościelną (papieży, sobory, biskupów), którzy udzielali biorącym w niej udział odpuszczenia grzechów. Od tego czasu historycy hiszpańscy, zapewne zakładając, że wszystko na ten temat zostało już powiedziane, zajmowali się tą kwestią tylko w minimalnym stopniu[58]. Podkreślając fakt, że trzynastowieczne wojny przeciwko muzułmanom miały charakter krucjat, Robert I. Burns stwierdził, że „nieustannie używał określenia »krucjatowa Walencja« w tytułach swoich książek i artykułów”[59].

Badacze krucjat zwykle skupiali się na zmaganiach o wyzwolenie Ziemi Świętej w XII i XIII w., ignorowali natomiast lub wręcz odmawiali przyznania, że krucjaty prowadzono także na Półwyspie Iberyjskim. Niektórzy nazywali wojny przeciw islamowi w Hiszpanii toczone przed XII w. prekrucjatami, zaś wojny XII i XIII w. krucjatami. Paul Rousset zestawił argumentację przemawiającą za tym, że wojny miały charakter krucjat: prowadzono je za zachętą papieską, miały charakter międzynarodowy z racji udziału Francuzów oraz stanowiły element większej chrześcijańskiej ofensywy przeciwko islamowi. Jego zdaniem jednak wojnom rekonkwisty brakowało charakterystycznego dla krucjat elementu odpustu, noszenia znaku krzyża i zamiaru uwolnienia Ziemi Świętej. W podobny sposób Hans Eberhard Mayer utrzymywał, że wojny w Hiszpanii były wojnami świętymi, nie były jednak krucjatami. Jego zdaniem stały się „substytutem krucjat. Francuscy rycerze, wzdragając się przed trudną podróżą do Jerozolimy, mogli zamiast tego walczyć z islamem w Hiszpanii. Papieże popierali te działania, uznając je za ekwiwalent udziału w krucjacie”[60].

W opracowaniu zbiorowym A History of Crusades (Historia krucjat) pod redakcją Kennetha Settona podjęto próbę poszerzenia tego punktu widzenia, biorąc pod uwagę krucjaty przeciw muzułmanom w Hiszpanii, pogańskim Słowianom[61] w Europie Wschodniej, albigensom we Francji oraz politycznym wrogom papiestwa. Szczególnie cenny jest obszerny rozdział o hiszpańskiej rekonkwiście, napisany przez Juliana Bishko[62]. Mimo lektury tak poważnych prac jak Dzieje wypraw krzyżowych Stevena Runcimana, historycy badający wojny krzyżowe nie brali wystarczająco pod uwagę niuansów prawa kanonicznego dotyczącego krucjat; dopiero studia Jamesa Brundage’a uzupełniły tę lukę[63]. W ostatnich latach angielscy badacze zapoczątkowali odrodzenie zainteresowania krucjatami, włączyli też trwale wojny rekonkwisty w historię wojen krzyżowych. Jonathan Riley-Smith na przykład zdefiniował krucjatę jako

zatwierdzoną przez papieża ekspedycję, której czołowi uczestnicy składali przysięgę, dzięki której cieszyli się przywilejami protekcji w ojczystym kraju oraz odpustem, który, gdy kampanii nie prowadzono na Wschodzie, był równoznaczny z odpustem udzielanym uczestnikom krucjat do Ziemi Świętej.

Niedawno jednakże Christopher Tyerman zgłosił liczne wątpliwości, wskazując na wieloznaczność krucjat, szczególnie w XII w., i podkreślając brak organizacji kierującej krucjatami[64].

To samo powiedzieć można o idei rekonkwisty, która nie opierała się na żadnej strukturze instytucjonalnej. Nie można też powiedzieć, że wszyscy biorący w niej udział kierowali się dokładnie takimi samymi motywami. Rekonkwistę najlepiej rozumieć jako trwający proces, który — choć często przerywany rozejmami — pozostawał ostatecznym celem, którego realizacji przez wiele wieków poświęcali swe siły kolejni chrześcijańscy władcy. Powołując się na pochodzenie od Wizygotów, przyznawali sobie prawo, a nawet obowiązek odzyskania ziem wizygockiego królestwa. Kraje te, niegdyś chrześcijańskie, miały być bezprawnie zajmowane przez muzułmanów. W ten sposób walka o ziemię została umieszczona w kontekście religijnym, rekonkwista zaś stała się wojną religijną pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami.

Centralnym motywem niniejszej książki jest ewolucja rekonkwisty od końca XI w. po połowę wieku XIII. Szczególną uwagę zwracam na wpływ ideologii krucjat na wojny prowadzone na Półwyspie Iberyjskim. Podczas gdy „tradycjonaliści” wśród historyków krucjat ograniczali krucjaty do ekspedycji kierowanych do Jerozolimy, „pluraliści” (by użyć określenia Tyermana) podkreślali różnorodność krucjat ogłaszanych przez papieży. Ja rzecz jasna zaliczam się do „pluralistów”, jako że nie uważam, by termin „krucjata” można było odnieść wyłącznie do ekspedycji wschodnich. Papieże od początku przyznawali, że wojna przeciw islamowi w Hiszpanii była warta poparcia duchowego i materialnego w stopniu równym co wysiłki celem odzyskania Ziemi Świętej. W wielu przypadkach papieże stwierdzali wprost, że krzyżowcy hiszpańscy zyskają takie same korzyści duchowe jak ci udający się do Jerozolimy.

W odróżnieniu od rekonkwisty krucjaty w Hiszpanii można postrzegać jako wydarzenia, pojedyncze kampanie wynikające z proklamacji papieża, synodu, legata papieskiego czy biskupa, którzy udzielali odpuszczenia grzechów gotowym sięgnąć po broń przeciwko muzułmanom. Podczas gdy królowie często składali dary materialne „dla odpuszczenia grzechów”, prowadzenie wojny przeciw muzułmanom celem zyskania odpustu było wynalazkiem z końca XI i XII w. Ogłoszenie krucjaty wiązało się z obietnicą korzyści dla uczestników celem ułatwienia rekrutacji. Kaznodzieje zapewne oczekiwali od słuchaczy jakiejś deklaracji uczestnictwa. Tylko w ten sposób, oraz przez wyznanie grzechów i zyskanie rozgrzeszenia, uczestnik krucjaty mógł zyskać odpuszczenie grzechów. W ten sposób krzyżowiec działający w Hiszpanii, podobnie jak ten na Wschodzie, zapewne zaprzysięgał wzięcie udziału w planowanej ekspedycji i umieszczał na swym stroju znak krzyża symbolizujący powzięcie tego zamiaru. Od czasu do czasu królowie, szlachcice i inni składali przysięgę krzyżowca i wyruszali na spotkanie z wrogiem, umacniani myślą, że zostaną im odpuszczone grzechy, a w przypadku śmierci w walce otrzymają nagrodę wiecznego życia w niebie. Władcy chrześcijańscy rozumieli skuteczność odpuszczenia grzechów dla rekrutacji uczestników i byli gotowi w pełni wykorzystać duchowe i materialne atuty, jakie dawała krucjata. W ten sposób kanoniczne zasady związane z krucjatami zostały zaadaptowane do wojny prowadzonej przeciw islamowi w Hiszpanii. Podczas gdy rekonkwista była zawsze celem chrześcijańskich królów, nie każda prowadzona w ramach rekonkwisty kampania była krucjatą. Skoro jednak można mówić o „Hiszpanii rekonkwisty”, uważam, że zupełnie zasadne jest także określenie „Hiszpania krucjat”. Papieskie bulle ogłaszające krucjatę licznie występują na kartach dziejów tego państwa, zaś idea krucjat wywierała poważny wpływ na życie na półwyspie.

Poza śledzeniem tych wydarzeń wiele uwagi poświęcono także sprawom organizacji i finansowania armii, jak również rytuałom wiążącym się z prowadzeniem wypraw wojennych. Jak można się spodziewać, występowały przy tym napięcia pomiędzy papieżami, którzy pragnęli używać krucjat to obrony chrześcijaństwa, oraz królami kierującymi się nie ideałem krucjat czy choćby tradycją rekonkwisty, ale własnymi ambicjami i wzajemną zazdrością.

Niniejsze studium skupia się na średniowiecznej Hiszpanii, dawnej rzymskiej prowincji Hispania, według określenia używanego przez papieży i innych w stosunku do całego Półwyspu Iberyjskiego. Wzięcie pod uwagę rekonkwisty i krucjat we wszystkich hiszpańskich królestwach, czyli Aragonii, Katalonii, Nawarze, Kastylii, Leónie i Portugalii, powinno ułatwić nam zrozumienie wojny między chrześcijaństwem a islamem jako fenomenu ogólnoeuropejskiego. Na kolejnych stronach zajmiemy się tym, jak idea rekonkwisty zmieniała się pod wpływem koncepcji krucjat.

Rozdział 2

OD BARBASTRO PO ALMERIĘ, 1063–1157

Od połowy XI do połowy XII w. chrześcijańska rekonkwista dokonała znacznych postępów; w tym czasie na półwysep zawitała też idea krucjat. Po rozpadzie umajjadzkiego Kalifatu Kordoby w początkach XI w. doszło do poważnej zmiany w układzie sił w postaci pojawienia się licznych niewielkich państewek znanych pod nazwą taifas: Badajoz na zachodzie, Sewilli, Grenady i Malagi na południu, Toledo w centrum, Walencji i Denii na wschodnim wybrzeżu, Balearów oraz Saragossy i Leridy na północnym wschodzie. Żadne z nich nie było wystarczająco silne, by zjednoczyć islamską Hiszpanię, a spory, jakie wiodły między sobą, uczyniły z nich łatwy łup dla chrześcijan z północy, którzy wykorzystywali je dla własnej korzyści[65].

Chrześcijańskie państwa León, Kastylia, Nawarra, Aragonia i Katalonia rywalizowały pomiędzy sobą równie mocno co władcy taifas. Zamiast stworzyć zjednoczony front antyislamski, chrześcijańscy władcy spierali się między sobą o nakładanie trybutu na taifas, później zaś rywalizowali o prawo podboju. Muzułmańscy władcy uważali, że rozważnie było stać się wasalami swych chrześcijańskich sąsiadów, płacić im trybut i uczestniczyć w wyprawach na innych muzułmanów. Podobnie władcy chrześcijańscy, gdy tego potrzebowali, nie wahali się wchodzić w sojusze z muzułmanami. Od czasu do czasu pojedynczy rycerze, w tym sam Cyd, często sławiony jako wielki bohater chrześcijańskiej rekonkwisty, wstępowali na służbę muzułmańskich władców i walczyli przeciwko chrześcijanom[66].

Najsilniejszy z monarchów chrześcijańskich, Ferdynand I, król Leónu i Kastylii (1035–1065) oraz współczesny mu hrabia Ramon Berenguer I z Barcelony (1035–1076), zażądali od taifas danin; Ferdynand od Saragossy, Toledo i Badajoz, Ramon zaś od Saragossy i Leridy. Ponadto władca Kastylii i Leónu dzięki zdobyciu Coimbry (1064 r.) i innych miast opanował północną Portugalię[67]. Po jego śmierci powstał spór pomiędzy jego synami; ostatecznie całość władzy przejął jeden z nich, Alfons VI (1065–1109). Dotychczas rekonkwista była w głównej mierze wojną prowadzoną celem odzyskania terytoriów, co do których uważano, że są bezprawnie zajmowane przez muzułmanów. Dwunastowieczna Kronika z Silos twierdzi, że Ferdynand I „wygnał szaleństwo Maurów z Portugalii”, a jego syn Alfons VI działał „celem powiększenia królestwa Hiszpanów” oraz „odbierania prowincji z ich świętokradczych rąk i nawracania ich [prowincji] na wiarę Chrystusową”[68]. Jeśli zatem rekonkwista zwracała chrześcijan przeciwko muzułmanom, w tym czasie była to nadal wojna religijna, nie zaś krucjata.

Zmiana rekonkwisty w krucjatę była skutkiem otwarcia się półwyspu na wpływy francuskie i papieskie w drugiej połowie XI w. Wpływały na to pielgrzymki do Santiago de Compostela, wpływy opactwa w Cluny oraz małżeństwa pomiędzy chrześcijańskimi władcami pirenejskich państw Nawarry, Aragonii i Barcelony z ich sąsiadami z południowej Francji, a także pomiędzy dynastią panującą w Leónie-Kastylii a francuską dynastią książąt Burgundii. W ten sposób hiszpańskie królestwa wyszły z okresu izolacji, zaś z biegiem lat wielu francuskich rycerzy, posiadających powiązania rodowe i feudalne z krajami położonymi na południe od Pirenejów, odkryło możliwość udziału w wojnach przeciwko tamtejszym muzułmanom. Napływ Francuzów do Hiszpanii zbiegł się z początkiem krucjat kierowanych do Ziemi Świętej[69].

BARBASTRO: KRUCJATA PRZED KRUCJATAMI

Papieże po raz pierwszy okazali zainteresowanie hiszpańskimi muzułmanami, gdy Aleksander II (1062 1073) i Grzegorz VII (1073–1085) zachęcali francuskich rycerzy do wypraw do Hiszpanii. Ten pierwszy, zapewne w 1063 r., wydał bullę do Clero Vulturnensi (duchowieństwa Voltornu, zapewne Castel Voltorno w Kampanii w południowych Włoszech), zalecając „rycerzom pragnącym wyruszać do Hiszpanii” wyznać winy i przyjąć nakazaną pokutę. Stwierdził: „dzięki władzy Świętych Apostołów Piotra i Pawła zwalniamy ich z odbywania pokuty i udzielamy im odpuszczenia grzechów”. Choć autentyczność bulli bywała kwestionowana, Goñi Gaztambide uznawał ją za prawdziwą, jako że jego zdaniem nie było poważnych przyczyn pozwalających ją odrzucić[70].

Papież Aleksander oferował rycerzom planującym wyprawę do Hiszpanii dwie rzeczy: zwolnienie od pokuty i odpuszczenie grzechów. Jeśli chodzi o to pierwsze, dawano jasno do zrozumienia, że jeśli rycerz wyznał grzechy i otrzymał rozgrzeszenie, udział w wyprawie skutecznie zastępował pokutę. Papież i jego słuchacze zapewne rozumieli odpuszczenie jako zmazanie wszystkich popełnionych dotychczas przez rycerza win. W przeszłości można było zadośćuczynić za grzechy, wstępując do klasztoru bądź udając się na pielgrzymkę, teraz jednak zyskiwało się odpust, sięgając po broń przeciwko wrogom chrześcijańskiego społeczeństwa. Cowdrey podkreślał, że w ten sposób miała miejsce rewolucja w chrześcijańskich poglądach na temat legalności wojny. Choć bulla papieska nie zawierała słowa „odpust”, Goñi Gaztambide stwierdził, że Aleksander II „udzielił plenarnego odpustu (…) odpustu w ścisłym znaczeniu”. Brundage potwierdzał, że był to „najwcześniejszy znany nam przypadek udzielenia przez papieża czegoś zbliżonego do odpustu. (…) W tym liście papież po raz pierwszy uznał udział w wyprawie wojennej za wystarczającą pokutę, na którą zasłużyli swymi grzechami”. Mimo to zdaniem Brundage’a to darowanie pokuty nie było tożsame z odpustem, znoszącym karę za grzechy. Ta doktryna odpustu musiała dopiero zostać wypracowana. Określenie „odpust” używane w późniejszych bullach papieskich dotyczących krucjat było wieloznaczne, zapewne jednak oznaczało, że każdemu, kto wyspowiadał się, otrzymał rozgrzeszenie i odprawił pokutę w formie walki z islamem, zostanie darowana kara za grzechy. Jako że krzyżowiec poległy w walce umierał oczyszczony z grzechów, czekało go natychmiastowe przyjęcie do nieba[71].

Papież nie wypowiedział się wprost o wyprawie wojennej, jednak jest dość oczywiste, że właśnie ją miał na myśli. Ewentualność, że rycerze zamiast na wyprawę mieliby udać się na pielgrzymkę do Santiago, nie jest zbyt prawdopodobna. W liście adresowanym do biskupów Hiszpanii i do Narbony, stwierdził, że z radością dowiaduje się:

Że chronicie Żydów żyjących pośród was, dzięki czemu nie są zabijani przez tych, którzy wyruszają do Hiszpanii przeciwko Saracenem (…) jako że położenie Żydów jest zupełnie różne od położenia Saracenów. Sprawiedliwa jest walka z tymi, którzy prześladują Chrześcijan i wypędzają ich z ich miast i z ich własnych domów [z Saracenami].

W tych niewielu słowach Aleksander II zawarł ogólne usprawiedliwienie wojny z muzułmanami. Te same argumenty powtórzył w liście do biskupa Narbony Guifre’a[72].

Zdaniem Goñiego Gaztambide’a, Aleksander II „zmienił hiszpańską świętą wojnę w prawdziwą krucjatę”. Choć punkty widzenia są różne, faktem jest, że Aleksander II nie tylko zachęcał do wojny przeciwko muzułmanom w Hiszpanii, ale także po raz pierwszy uznał, że uczestnikom zostaną odpuszczone grzechy, udział zaś wystarczy zamiast nałożonej przez spowiednika pokuty. Nie widać zatem szczególnej różnicy pomiędzy jego obietnicami złożonymi „rycerzom, którzy udawali się do Hiszpanii” a późniejszymi bullami ogłaszającymi krucjaty do Ziemi Świętej. Jak to celnie stwierdził Menéndez Pidal, papież rozpoczął „krucjatę przed krucjatami”[73].

Choć papież zapewne nie zainicjował wyprawy do Hiszpanii, z pewnością wiedział o niej i być może odpowiadał na prośbę o wsparcie. Jego listy nie zostały napisane w próżni; należy je umieścić w kontekście wydarzeń rozgrywających się na Półwyspie Iberyjskim. W kwietniu 1063 r. na przykład wyraził satysfakcję z powodu wyzwolenia katalońskiego miasta Ager „spod władzy pogan”[74]. W czasie synodu w Jace w tym samym roku, któremu przewodniczył arcybiskup południowofrancuskiego Auch, być może o pomoc francuską lub papieską zaapelował król Aragonii Ramiro I (1035–1063), dążący do nałożenia trybutu na swych muzułmańskich sąsiadów. Jego śmierć w walce z wojskami muzułmańsko-kastylijskimi w maju tego roku nie przekreśliła tych planów, gdyż jego syn Sancho I Ramirez (1064–1094) kontynuował te zamiary. Hrabia Ramon Berenguer I z Barcelony w maju 1064 r. na obradach kurii w Barcelonie ogłosił Pokój Boży, być może planując wyprawę. Podczas kurii w Leónie zwołanej na grudzień 1063 r. Ferdynand I zapewne zaplanował oblężenie Coimbry, która poddała się po pół roku, 9 lipca 1064 r[75]. Aleksander II zapewne wiedział o tych planach, a być może nawet je koordynował.

Latem 1064 r. przeciw muzułmanom wyruszyła wyprawa złożona z kontyngentów burgundzkich, normandzkich, akwitańskich oraz Normanów z Italii, innych wojsk italskich oraz katalońskich i aragońskich[76]. Wśród przywódców znaleźli się Robert Kryspin z Normandii, Wilhelm VIII książę Akwitanii oraz hrabia Ermengol III z Urgell, który sześć lat wcześniej zgodził się dzielić trybutem składanym przez taifas z hrabią Barcelony. Ibn Hayyān wspomina o „dowódcy jazdy rzymskiej” (kaid khail rumah lub rumiah), co zrodziło spekulacje dotyczące tożsamości tego dowódcy oraz tego, że być może Aleksander II powierzył mu chorągiew św. Piotra. Choć nie ma na to dowodów, wydaje się prawdopodobne, że Ibn Hayyān wiedział, iż chrześcijanie działają za aprobatą papieża. Wiarygodne jest zatem założenie Paula Cheveddena, że „dowódcą jazdy rzymskiej” był Robert Kryspin[77].

Na początku sierpnia 1064 r., po czterdziestodniowym oblężeniu, chrześcijanie zdobyli położone około 100 kilometrów na północny wschód od Saragossy Barbastro. Obrońcom obiecano bezpieczny wymarsz z miasta, jednak chrześcijanie wymordowali ich, zgwałcili kobiety, dzieci zaś sprzedali w niewolę. Radość z muzułmańskich luksusów nie trwała długo — w końcu kwietnia 1065 r. Barbastro odzyskał al-Muktadir, król Saragossy (ok. 1049 — ok. 1083). Ibn Hayyān stwierdził, że „miasto zostało obmyte z hańby idolatrii, oczyszczone z brudu bezbożności i politeizmu”. Chrześcijanie mieli ponownie zająć Barbastro dopiero w 1100 r. Mimo tego niepowodzenia wyprawa udowodniła, iż francuscy rycerze mogą zyskać poważne korzyści duchowe i materialne, biorąc udział w wojnach na terenie Hiszpanii. Przybyszów z północy cechowała też fanatyczna wrogość wobec muzułmanów, odmienna od względnie tolerancyjnej postawy miejscowych chrześcijan, wypracowanej w ciągu wieków sąsiedztwa. To same zjawisko miało później zaistnieć także podczas krucjat wschodnich[78] .

GRZEGORZ VII I HISZPAŃSKA REKONKWISTA

Od tego momentu papiestwo podtrzymywało zainteresowanie i przejmowało coraz większą odpowiedzialność za walkę z islamem na terenie Hiszpanii. Zachęcony zdobyciem Barbastro i w nadziei na zyskanie dalszej pomocy militarnej, Sancho I Ramirez w 1068 r. złożył hołd lenny papieżowi i poślubił siostrę hrabiego Ebles de Roucy; ten ostatni, za papieską aprobatą, zgodził się podjąć wyprawę do Hiszpanii[79].

Wyprawa ta była częścią planu, który po Aleksandrze II odziedziczył jego następca, Grzegorz VII. Po konklawe przypomniał on swym legatom w południowej Francji, by zachęcali we wszelki sposób Eblesa de Roucy, związanego z papiestwem traktatem dotyczącym terra Hispanie. Wybrane przez legatów osoby miały stwierdzić, czy umowa była realizowana w zgodzie z interesami Stolicy Apostolskiej. Jako że do Hiszpanii zamierzali wyprawić się także inni książęta, papież kazał i im uświadomić prawa papiestwa i nakłonić do podpisania podobnego porozumienia „w imieniu św. Piotra”. Tego samego dnia papież napisał „do wszystkich książąt pragnących wyprawić się do Hiszpanii”:

Uważamy, że nie jest wam niewiadomym, że królestwo Hiszpanii w dawnych czasach należało do stolicy św. Piotra w pełni (proprii iuris), i choć od długiego czasu zajmowane przez pogan, nawet dzisiaj — bo sprawiedliwości musi stać się zadość — należy nie do kogoś ze śmiertelników, ale do Stolicy Apostolskiej.

Zaznaczywszy to, papież gotów był nadać hiszpańskie ziemie każdemu francuskiemu władcy, który by je podbił. Ogłosił, że hrabia Ebles zamierza „wkroczyć na tę ziemię i wyrwać ją z rąk pogan na chwałę św. Piotra” oraz że „uzyskał od Stolicy Apostolskiej następujący przywilej: „w imieniu św. Piotra pod warunkami zawartego pomiędzy nami traktatu, będzie utrzymywał te ziemie, z których zdoła własnymi siłami lub z pomocą innych wypędzić pogan”. W praktyce zatem wszelkie ziemie podbite przez hrabiego miały stanowić papieskie lenno. Zachęcając książąt, by przyłączyli się do hrabiego, Grzegorz VII przypominał im też, że jeśliby postanowili działać niezależnie, nie mogą czynić nic szkodliwego dla praw św. Piotra w Hiszpanii „na podobieństwo tych nieznających Boga, którzy obecnie ją zajmują”. Jeśli zatem książęta nie zobowiążą się przestrzegać tych praw, papież zakazywał im wstępu do kraju[80]. Choć w liście nie oferowano odpuszczenia grzechów, obietnica ta mogła się znajdować w traktacie zawartym pomiędzy hrabią Eblesem a Aleksandrem II. Można wiarygodnie zakładać, że hrabia oczekiwał podobnych korzyści duchowych, jakie otrzymali uczestnicy wyprawy na Barbastro, Grzegorz VII troszczył się jednak przede wszystkim o zagwarantowanie praw papiestwa w Hiszpanii.

Źródła mówią niewiele na temat dalszego biegu wydarzeń. Jedynie Suger, opat St. Denis, zanotował, że Ebles de Roucy poprowadził wielką armię, równą królewskiej, do Hiszpanii. Ponieważ żadne ze źródeł iberyjskich nie odnotowuje tej wyprawy, zapewne nie przyniosła ona żadnych liczących się skutków. Opisując wyprawę na Barbastro i wyprawę hrabiego Eblesa jako krucjaty, José María Lacarra stwierdził:

Warto zauważyć, że niewielkie królestwo Aragonii zdołało zwrócić na siebie uwagę papiestwa i stać się sceną pierwszych krucjat w dziejach chrześcijaństwa. Sława wielkich krucjat do Ziemi Świętej przysłoniła w historiografii europejskiej ten pierwszy, iberyjski precedens[81].

Kilka lat później Grzegorz VII, zapewne opierając się na fałszywej Donacji Konstantyna, stwierdził, że „królestwo Hiszpanii zostało oddane starożytnymi dekretami w posiadanie św. Piotra i Świętego Rzymskiego Kościoła”. Gratulując chrześcijańskim władcom odzyskanych ziem, wzywał ich do oddania servitium