Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » Ucieczki z Sybiru

Ucieczki z Sybiru

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-244-0280-9

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Ucieczki z Sybiru

Książka ukazująca koleje losu polskich uciekinierów z Sybiru, którzy zostali zesłani za udział w powstaniach narodowych XIX wieku. Autorka pisze o ludziach znaczących w ruchu niepodległościowym, jak Piotr Wysocki czy Jarosław Dąbrowski, ale też o tych mniej znanych wcześniej z historii, choćby o Rufinie Piotrowskim czy Szymonie Tokarzewskim.
W kręgu jej zainteresowań są nie tylko historie ucieczek samotnych i zbiorowych, ale także wzruszające losy ludzi walczących o powrót do kraju oraz szczegóły życia na wygnaniu: kary, warunki materialne, stosunki z miejscową ludnością, funkcjonowanie carskiej machiny śledczej i urzędniczej.

Polecane książki

CZWARTA CZĘŚĆ NAJBARDZIEJ KULTOWEJ SERII EROTYCZNEJ WSZECH CZASÓW KSIĄŻKA ZAWIERA WIELE NOWYCH SCEN, KTÓRYCH NIE ZAWIERAŁY POPRZEDNIE CZĘŚCI! Pożądanie… które sięga granic szaleństwa Zmysłowość… której nie sposób okiełznać Bez trudu mogę podzielić swoje życie na dwie części – przed nią i po niej… Ty...
— Pomszczę twoją śmierć, ojcze — obiecał spokojnym głosem. — Ten, który do niej doprowadził, zapłaci za to najwyższą cenę. Zniszczę go tak, jak on zniszczył ciebie. Nie spocznę, dopóki sprawiedliwości nie stanie się zadość. Po latach Leopold Bischof jest gotów, by spełnić przysięgę złożoną nad grobe...
Czy chcesz pozbyć się złych przekonań dotyczących pieniędzy i bogactwa?Skoro trafiłeś na tę stronę, to prawdopodobnie zdarza Ci się czytać książki na temat tego jak oszczędzać lub jak pomnażać pieniądze. Czy robiąc to nadal nie osiągasz takich rezultatów jakich byś oczekiwał? Nie mogłeś trafić lepie...
Konie mają różne oblicza: wiosną są jakby rozmarzone, latem nieco leniwe, jesienią zadumane, a zimą rozbrykane. Uchwycone w obiektywie o różnych porach roku zdradzają sekrety swojej natury. Autorski album Edyty Trojańskiej-Koch pokazuje urodę i wdzięk tych dostojnych zwierząt....
Poradnik do gry Sherlock Holmes: The Devil's Daughter zawiera rozwiązanie wszystkich pięciu śledztw w grze. Z jego pomocą, będziesz mógł rozwiązać wszystkie łamigłówki i ukończyć minigry występujące w grze. Dokładnie ilustrowana solucja, krok po kroku przeprowadzi Cię przez wyzwania i pozwoli cało w...
Kiedy popkulturowe produkcje, takie jak Lśnienie Kinga, film Mała Miss czy seriale Californication i Czysta krew, niosą ze sobą wyłącznie niewymagającą rozrywkę dla mas, a kiedy stanowią okno, przez które można podglądać dzieła kultury i odkrywać klasyki kina, muzyki czy sztuki? Aria operowa w re...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Wiktoria Śliwowska

Opra­co­wa­nie ‌gra­ficz­ne: An­drzej ‌Ba­rec­ki

Re­dak­cja: Ewa ‌Paw­łow­ska

Opra­co­wa­nie in­dek­sów: ‌Wik­to­ria Śli­wow­ska ‌

Kon­cep­cja map: Wik­to­ria ‌Śli­wow­ska

Wy­ko­na­nie map: Mi­ro­sław ‌Bi­zon

Ilu­stra­cja na ob­wo­lu­cie:

Ilu­stra­cja na ‌okład­ce:

Co­py­ri­ght © by ‌Wik­to­ria Śli­wow­ska ‌

Co­py­ri­ght © by ‌Wy­daw­nic­two ISKRY, ‌War­sza­wa ‌2005

Wy­da­nie I 

ISBN 83-207-1787-6

Wy­daw­nic­two ISKRY ‌

ul. Smol­na ‌11, 00-375 ‌War­sza­wa ‌

Dział han­dlo­wy: tel./faks (0-22) ‌827-33-89

e-mail: iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Książ­ka ‌po­wsta­ła ‌w In­sty­tu­cie ‌Hi­sto­rii ‌Pol­skiej Aka­de­mii ‌Nauk w Pra­cow­ni ‌Dzie­jów In­te­li­gen­cji kie­ro­wa­nej przez ‌prof. Je­rze­go Je­dlic­kie­go. Kwe­ren­dy ‌umoż­li­wi­ły trzy ‌gran­ty Ko­mi­te­tu Ba­dań ‌Na­uko­wych prze­zna­czo­ne na ‌stwo­rze­nie kar­to­te­ki ‌i bazy ‌da­nych pol­skich ze­słań­ców XIX ‌stu­le­cia.

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

De­dy­ku­ję

Mę­żo­wi René, pierw­sze­mu czy­tel­ni­ko­wi i re­dak­to­ro­wi;

Sy­no­wi An­drze­jo­wi, trosz­czą­ce­mu się o zdję­cia i stan du­cha au­tor­ki;

moim wier­nym Przy­ja­cio­łom i Współ­pra­cow­ni­kom:

Ani Brus, Wie­sła­wo­wi Ca­ba­no­wi, Wa­sy­lo­wi Cha­nie­wi­czo­wi, Jur­ko­wi Je­dlic­kie­mu, Basi Ję­dry­chow­skiej, Lusi Kasz­nic­kiej,

An­to­nie­mu Ku­czyń­skie­mu, Mag­dzie Mi­ciń­skiej, Ja­no­wi Tryn­kow­skie­mu za­wsze go­to­wym słu­żyć po­mo­cą i wspar­ciem

„Cnota w kajdanachto cnota prawdziwa”SŁÓW KILKA O POLSKIM SYBIRZE

Od co naj­mniej czte­rech stu­le­ci, a już zwłasz­cza w okre­sie po­roz­bio­ro­wym „Sy­bir” nie był dla Po­la­ków po­ję­ciem ści­śle geo­gra­ficz­nym – choć oczy­wi­ście geo­gra­ficz­ne te­ry­to­rium Sy­be­rii obej­mo­wał. Ów Sy­bir sta­no­wił w isto­cie sumę do­świad­czeń do­zna­nych na roz­le­głych ob­sza­rach ce­sar­stwa ro­syj­skie­go przez pol­skich ze­słań­ców prze­mo­cą ode­rwa­nych od miejsc swe­go sta­łe­go za­miesz­ka­nia. Obej­mo­wał za­tem za­rów­no te­re­ny przed Ura­lem – w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej były nim np. gu­ber­nie ar­chan­giel­ska i per­m­ska, a tak­że Da­le­ki Wschód, ste­py kir­gi­skie, czy­li dzi­siej­szy Ka­zach­stan, jak i na­wet Kau­kaz, gdzie od­by­wa­li przy­mu­so­wą służ­bę Po­la­cy wcie­le­ni do kor­pu­sów spe­cjal­nych czy to kar­nie – za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym, czy z po­bo­ru, czy za uczest­nic­two w spi­skach okre­su mię­dzy­pow­sta­nio­we­go, czy wresz­cie za udział w po­wsta­niu stycz­nio­wym. Rów­nież w okre­sie II Rzecz­po­spo­li­tej – jak i obec­nie – do Związ­ku Sy­bi­ra­ków na­le­żą wszy­scy ze­słań­cy, za­rów­no ci, któ­rzy byli na Sy­be­rii, jak i ci, któ­rzy po­zna­li da­le­ką pół­noc Ro­sji czy ste­py Ka­zach­sta­nu, pu­sty­nie Uz­be­ki­sta­nu itd. Sa­mu­el Pesz­ke1 np., któ­ry jako je­niec z wy­pra­wy Na­po­le­ona spę­dził zimę w gu­ber­ni sa­ra­tow­skiej, był prze­świad­czo­ny, iż wy­wie­zio­no go na Sy­be­rię, i na­rze­kał na mróz i do­kucz­li­we „sy­be­ryj­skie wia­try”; z ko­lei spis ofi­ce­rów wy­sła­nych do gu­ber­ni wiac­kiej po klę­sce po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go, wy­da­ny w Kra­ko­wie w 1867, nosi ty­tuł Po­czet ska­zań­ców na Sy­bir do gu­ber­ni tyl­ko wiat­skiej z po­wsta­nia roku 1830/31, spo­rzą­dzo­ny w Wiat­ce 1832 r.2 In­for­ma­cje na te­mat Sy­be­rii i losu ze­sła­nych tam Po­la­ków dłu­go były zu­peł­nie nie­zna­ne, po­wo­li kształ­to­wa­ła się czar­na le­gen­da Sy­bi­ru, je­dy­nie czę­ścio­wo znaj­du­ją­ca po­twier­dze­nie w rze­czy­wi­sto­ści.

Po­czy­na­jąc od jeń­ców z cza­sów wo­jen pol­sko-mo­skiew­skich, po­przez kon­fe­de­ra­tów bar­skich, po­wstań­ców ko­ściusz­kow­skich i ich na­stęp­ców, po fi­lo­ma­tów, uczest­ni­ków po­wstań – 1831, 1846, 1863 roku – i człon­ków ko­lej­nych kó­łek spi­sko­wych, po czy­tel­ni­ków za­ka­za­nych wy­daw­nictw emi­gra­cyj­nych, kol­por­te­rów wier­szy pa­trio­tycz­nych itd., itp., ko­lej­ne po­ko­le­nia wy­ru­sza­ły w tę samą dro­gę: na wschód. Wy­ru­sza­ły – na dłu­żej lub kró­cej, cza­sa­mi na za­wsze – w głąb ogrom­ne­go Im­pe­rium.

W pierw­szej po­ło­wie wie­ku XIX „nie­po­kor­nych” Po­la­ków od­da­wa­no przede wszyst­kim do woj­ska – w soł­da­ty. Tu­taj zna­leź­li się – obok zwy­kłych po­bo­ro­wych – żoł­nie­rze z roz­wią­za­ne­go Woj­ska Pol­skie­go i wzię­ci do nie­wo­li uczest­ni­cy po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go wcie­le­ni do ar­mii ro­syj­skiej kar­nie. Ilu ich było i gdzie od­by­wa­li służ­bę – nie wie­my3.

Jed­nym z pierw­szych kro­ków, ma­ją­cych uśmie­rzyć po­ten­cjal­ny bunt w za­rod­ku i uka­rać „win­nych”, było od­dzie­le­nie ofi­ce­rów od żoł­nie­rzy, po­zba­wie­nie ich ka­dry przy­wód­czej. Więk­szość z nich tra­fi­ła do gu­ber­ni wiac­kiej, do ta­kich miast jak Je­ła­bu­ga, Se­ra­puł, Sło­bodsk, Urzum. Do­ko­ny­wa­no tu na­stęp­nie po­dzia­łu: uzna­nych za naj­bar­dziej win­nych lub po­sia­da­ją­cych od­po­wied­nie kwa­li­fi­ka­cje kie­ro­wa­no do ko­pal­ni za Baj­ka­łem, nie­któ­rych wcie­la­no „na żoł­nie­rza”; zna­leź­li się też tacy, któ­rzy ku zgor­sze­niu to­wa­rzy­szy wy­bie­ra­li do­bro­wol­nie służ­bę w ar­mii ro­syj­skiej. Nie­ste­ty nikt z prze­by­wa­ją­cych „na Sy­be­rii w gu­ber­ni wiat-skiej” nie po­zo­sta­wił re­la­cji pa­mięt­ni­kar­skiej, nie wie­my więc, jak pły­nę­ło ży­cie na wy­gna­niu w tych pierw­szych la­tach, czy to­czy­ły się ja­kieś roz­mo­wy na te­mat ewen­tu­al­nej uciecz­ki. Ża­den z ba­da­czy nie do­tarł jak do­tąd do ar­chi­wa­liów na miej­scu, w sa­mej Wiat­ce (no­szą­cej do­tąd na­zwę Ki­row), ani też nie na­tknął się na ja­kie­kol­wiek ra­por­ty urzę­do­we o pa­nu­ją­cych tam na­stro­jach, na uza­sad­nie­nia zwol­nień lub wy­sy­ła­nia na cięż­kie ro­bo­ty (moż­na są­dzić, choć nie ma żad­nej pew­no­ści, iż na ogół de­cy­do­wał o tym w du­żym stop­niu wy­ko­ny­wa­ny przed po­wsta­niem za­wód). Ofi­ce­ro­wie „wiac­cy” wró­ci­li do Kró­le­stwa Pol­skie­go w 1832 i 1833 roku, po­na­wia­jąc w Sie­dl­cach i War­sza­wie przy­się­gę ho­ma­gial­ną4. Po­dob­nie uczy­ni­li prze­by­wa­ją­cy na ze­sła­niu ge­ne­ra­ło­wie.

Kara wcie­le­nia do woj­ska, nie­słusz­nie ucho­dzą­ca za naj­ła­god­niej­szą, była w isto­cie naj­uciąż­liw­szą: ozna­cza­ła pięt­na­sto­let­nią służ­bę w wa­run­kach nie do po­zaz­drosz­cze­nia i na­stęp­nie – za „do­bre spra­wo­wa­nie” – po­wrót do kra­ju w cha­rak­te­rze „urlop­ni­ka”5, któ­ry jed­nak – je­śli zdro­wie po­zwa­la­ło – mógł być w każ­dej chwi­li od­wo­ła­ny z urlo­pu i po­wo­ła­ny do ar­mii (np. w 1849 w cza­sie kam­pa­nii wę­gier­skiej czy woj­ny krym­skiej 1853-1855); za­cho­wa­nie tzw. praw sta­nu da­wa­ło moż­ność uzy­ska­nia awan­su na ofi­ce­ra i po­wro­tu do oj­czy­zny; w wie­lu wy­ro­kach tych lat na­po­ty­ka­my jed­nak za­strze­że­nie o obo­wiąz­ku od­by­cia dzie­się­cio­let­niej służ­by w ar­mii „po uzy­ska­niu stop­nia ofi­cer­skie­go”. Wcie­le­nie do Kor­pu­su Kau­ka­skie­go lub Oren­bur­skie­go mia­ło cha­rak­ter am­bi­wa­lent­ny: ozna­cza­ło udział w po­sze­rza­niu ob­sza­rów Im­pe­rium Ro­syj­skie­go, a za­tem w pod­bi­ja­niu gó­ra­li i ple­mion azja­tyc­kich: je­dy­nie od­zna­cze­nie się w wal­kach z nimi przy­no­si­ło awan­se, or­de­ry (nie da­wa­no ich za nic…), a za­tem zgo­dę na dy­mi­sję i po­wrót do domu. O tej am­bi­wa­len­cji swej sy­tu­acji pi­sa­li z go­ry­czą wszy­scy pol­scy pa­mięt­ni­ka­rze – uczest­ni­cy owych walk. Oto naj­bar­dziej au­ten­tycz­ny, bo pi­sa­ny bez­po­śred­nio po bi­twie, frag­ment jed­ne­go z nie­opu­bli­ko­wa­nych li­stów pol­skie­go „kau­kaz­czy­ka”: „Krzyk, jęk, strza­ły obi­ja­ły się o uszy każ­de­go; wszyst­kich strach pa­nicz­ny opa­no­wał, my­śla­łem, że to już ko­niec świa­ta”. I wstrzą­sa­ją­cy fi­nał tego boju: „Kule, gra­na­ty, kar­ta­cze dru­zgo­czą ścia­ny sa­kiel; str­wo­że­ni bu­dzą się miesz­kań­cy: nim z bro­nią na ko­niu wy­bie­gli, już ko­za­cy do środ­ka za­gro­dy wle­cie­li, pie­cho­ta auł okrą­ży­ła. Wi­dzie­li zgu­bę gó­ra­le, każ­dy rzu­cił się wście­kle jak ty­grys, sam gi­nął z roz­pa­czy, ale nie gi­nął da­rem­nie, je­że­li nie wię­cej jed­ne­go przed sobą po­ło­żył. Ścię­ły się za­ja­dle obie stro­ny. […] Ko­bie­ty – do­tych­czas w od­wo­dzie – wzię­ły się już do bro­ni. […] Bie­gła przez dzie­dzi­niec rzad­ka u Czer­kie­sów pięk­ność, ślicz­na blon­dy­necz­ka, […] ale nie do­bie­gła, zła­pał ją Do­niec za wło­sy, dłu­gie, gę­ste, pięk­ne i z nią do sze­re­gów po­cwa­ło­wał. […] Le­d­wo wie­czo­rem skoń­czy­ła się spra­wa. Kie­dym się przy­pa­try­wał pięk­nym wło­som czter­na­sto­let­niej, ra­nio­nej bo­ha­ter­ki, bla­dym po­licz­kom ład­nej blon­dy­necz­ki, i ca­łej gro­ma­dzie jeń­ców, we­so­ły żoł­nierz niósł dum­nie w oby­dwóch rę­kach dwie gło­wy za­mor­do­wa­nych gó­ra­li: jed­na z nich była ojca uzden­ki – tak sama czar­no­oka z pła­czem wy­ję­cza­ła”6. (Do­daj­my, że opi­sy­wa­ne wal­ki to­czy­ły się w re­jo­nie Gro­zne­go). Rów­nież na li­nii oren­bur­skiej po­bie­ra­nie ja­sa­ku – da­ni­ny skła­da­nej przez pod­bi­te ple­mio­na tu­byl­cze Ro­sji, naj­czę­ściej w po­sta­ci fu­ter – od­by­wa­ło się czę­sto pod przy­mu­sem, z po­mo­cą woj­ska, nie­raz do­cho­dzi­ło do pa­le­nia i gra­bie­ży kir­gi­skich au­łów, kra­dzie­ży ich by­dła, co od­no­to­wał w swym dzien­ni­ku ksiądz Sie­ro­ciń­ski7.

Tego ro­dza­ju dy­le­ma­tów mo­ral­nych nie prze­ży­wa­li Po­la­cy wcie­le­ni do wojsk we­wnętrz­nych oraz do Kor­pu­su Sy­be­ryj­skie­go sta­cjo­nu­ją­ce­go na Sy­be­rii Wschod­niej, skąd do­tarł do nas nie­je­den prze­kaz o tym, że żoł­nie­rze nie tyl­ko nie miesz­ka­li w ko­sza­rach, ale na­wet cho­dzi­li po cy­wil­ne­mu, a utrzy­my­wa­li się (poza skrom­nym żoł­dem) z udzie­la­nych dzie­ciom i żo­nom miej­sco­wych dy­gni­ta­rzy oraz za­moż­nych ro­dzin ku­piec­kich lek­cji (m.in. ję­zy­ków ob­cych, ry­sun­ków, mu­zy­ki, tań­ca). Oczy­wi­ście do­ty­czy­ło to gro­na ze­słań­ców ma­ją­cych mi­ni­mal­ne choć­by wy­kształ­ce­nie lub zna­ją­cych do­brze ja­kieś rze­mio­sło. „Ulgi” wy­ni­ka­ły też z bra­ku bu­dyn­ków ko­sza­ro­wych, strasz­li­wej w nich cia­sno­ty: pa­mię­tać jed­nak na­le­ży, że ich opusz­cze­nie dla prze­cięt­ne­go chło­pa żoł­nie­rza mo­gło sta­no­wić by­najm­niej nie uła­twie­nie, lecz kło­pot, jak zna­leźć spo­sób za­rob­ko­wa­nia, by opła­cić kwa­te­rę.

Oto­czo­ny le­gen­dą Ro­man San­gusz­ko, któ­ry od­mó­wił zło­że­nia oświad­cze­nia, że przy­czy­ną jego przy­stą­pie­nia w 1831 roku do po­wsta­nia była roz­pacz po śmier­ci żony, zo­stał ska­za­ny w Ki­jo­wie po­cząt­ko­wo na osie­dle­nie z utra­tą praw sta­nu i ty­tu­łu ksią­żę­ce­go. Na­stęp­nie na roz­kaz cara wcie­lo­no go do woj­ska i przy­dzie­lo­no do 1. Sy­be­ryj­skie­go Ba­ta­lio­nu Li­nio­we­go, sta­cjo­nu­ją­ce­go w To­bol­sku. Służ­by jed­nak nie od­by­wał, miesz­kał w trzy­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu, miał ko­nie, du­bel­tów­kę i fi­nan­so­wo po­ma­gał swym ro­da­kom. Oczy­wi­ście w po­rów­na­niu z pa­ła­cem w Sła­wu­cie była to nędz­na eg­zy­sten­cja. Li­to­gra­fie fran­cu­skie przed­sta­wia­ły go – wbrew fak­tom – jako przy­ku­te­go do tacz­ki ka­torż­ni­ka. W 1834 roku sam po­pro­sił o prze­nie­sie­nie na Kau­kaz, brał udział w kil­ku po­tycz­kach, w 1838 otrzy­mał Krzyż Świę­te­go Sta­ni­sła­wa i awans na pod­po­rucz­ni­ka, a w 1845 for­mal­ną dy­mi­sję z woj­ska i zgo­dę na po­wrót do kra­ju. Oczy­wi­ście ode­gra­ły tu rolę ro­dzin­ne kon­tak­ty w Pe­ters­bur­gu i tzw. wziąt­ki, któ­re na­der czę­sto w Ro­sji de­cy­do­wa­ły o ka­rze i o uła­ska­wie­niu. Wró­cił kom­plet­nie głu­chy, nie za­po­mniał jed­nak o to­wa­rzy­szach nie­wo­li, któ­rym nadal po­ma­gał.

Ska­za­ny na Sy­be­rię

Puł­kow­nik Piotr Wy­soc­ki, któ­ry sta­nął w War­sza­wie przed Naj­wyż­szym Są­dem Kry­mi­nal­nym, karę cięż­kich ro­bót8 od­by­wał w go­rzel­ni w Alek­san­drow­sku (76 km na pół­noc­ny za­chód od Ir­kuc­ka). Ra­zem z nim od czerw­ca 1835 roku – tak­że na mocy wy­ro­ku te­goż Sądu (zob. roz­dział III) – zna­lazł się tu­taj na ka­tor­dze Fran­ci­szek Mal­czew­ski. Po­tem do­łą­czy­li do nich spi­skow­cy okre­su mię­dzy­pow­sta­nio­we­go.

Ska­zy­wa­nych na ka­tor­gę (w ko­pal­niach, za­kła­dach i twier­dzach) są­dzo­no na pod­sta­wie ko­dek­su woj­sko­we­go. Na osie­dle­niu (z utra­tą praw sta­nu i kon­fi­ska­tą lub se­kwe­strem ma­jąt­ku albo bez tych do­dat­ko­wych ogra­ni­czeń) moż­na było się zna­leźć za­rów­no na mocy wy­ro­ku są­do­we­go, jak i w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym. Każ­da z wy­mie­nio­nych kar mia­ła swo­ją spe­cy­fi­kę, czę­sto wo­bec więź­niów „sta­nu gmin­ne­go” po­łą­czo­na była do­dat­ko­wo z karą chło­sty. Kara pał­ko­wa­nia, jako sa­mo­ist­na, mo­gła ozna­czać wy­rok śmier­ci, cze­go przy­kła­dy bę­dzie­my mie­li oka­zję po­znać. Jak wi­dzi­my, pra­wo prze­wi­dy­wa­ło bo­ga­ty ze­staw róż­no­rod­nych wy­ro­ków, tym­cza­sem w ów­cze­snej (i dzi­siej­szej) świa­do­mo­ści spo­łecz­nej każ­de ze­sła­nie ko­ja­rzo­no z ka­tor­gą na Sy­be­rii, a wszel­ką ka­tor­gę z cięż­ki­mi ro­bo­ta­mi w ko­pal­niach, w do­dat­ku z przy­ku­ciem do ta­czek. Na­wet w bio­gra­fiach za­miesz­cza­nych w po­waż­nych słow­ni­kach rzad­ko uda­je się zna­leźć in­for­ma­cję, na jaki ro­dzaj kary „prze­stęp­ca” zo­stał ska­za­ny.

Na­stęp­ny­mi ro­dza­ja­mi kar było osie­dle­nie i za­miesz­ka­nie (na Sy­be­rii lub w we­wnętrz­nych gu­ber­niach Ro­sji) po­łą­czo­ne za­wsze z do­zo­rem po­li­cyj­nym, czę­sto – ale nie za­wsze – z po­zba­wie­niem praw sta­nu i se­kwe­strem ma­jąt­ku (z ka­tor­gą nie­odmien­nie wią­za­ło się po­zba­wie­nie praw sta­nu oraz wszel­kich przy­wi­le­jów i kon­fi­ska­ta ma­jąt­ku).

A oto dane o oso­bach ska­za­nych przed 1831 ro­kiem i w okre­sie mię­dzy­pow­sta­nio­wym uzy­ska­ne na pod­sta­wie 2674 bio­gra­mów za­war­tych w słow­ni­ku bio­gra­ficz­nym pt. Ze­słań­cy pol­scy w Im­pe­rium Ro­syj­skim w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku:

1. Jeń­ców 1812 r., do któ­rych nie do­tar­ła in­for­ma­cja o moż­li­wo­ści po­wro­tu do kra­ju, było w okre­sie mię­dzy­pow­sta­nio­wym na ze­sła­niu – 45 osób;

2. Uczest­ni­cy spi­sków sprzed 1831 roku (fi­lo­ma­ci, ucznio­wie z kó­łek pa­trio­tycz­nych, człon­ko­wie To­wa­rzy­stwa Pa­trio­tycz­ne­go) wię­zie­ni poza miej­scem za­miesz­ka­nia i ze­sła­ni – 65 osób;

3. Wcie­le­ni kar­nie do woj­ska ro­syj­skie­go za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym, zna­ni z na­zwi­ska i miej­sca po­by­tu – 525 osób (w tym do rot aresz­tanc­kich 34 oso­by);

4. Ska­za­ni na ka­tor­gę za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym – 289 osób;

5. Ska­za­ni na osie­dle­nie i za­miesz­ka­nie za udział w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym – 247 osób;

6. Wcie­le­ni kar­nie do woj­ska (głów­nie do kor­pu­sów spe­cjal­nych) za udział w spi­skach mię­dzy­pow­sta­nio­wych w kra­ju i za gra­ni­cą – 573 oso­by (w tym do rot aresz­tanc­kich 22 oso­by);

7. Ska­za­ni na ka­tor­gę za udział w spi­skach mię­dzy­pow­sta­nio­wych w kra­ju i za gra­ni­cą – 310 osób;

8. Ska­za­ni za to samo na osie­dle­nie lub za­miesz­ka­nie – 453 oso­by;

9. Wy­sła­ni za to samo do klasz­to­rów (czę­sto w głę­bi Ro­sji) – 62 oso­by;

10. Wy­sła­na do szpi­ta­la dla obłą­ka­nych – 1 oso­ba;

11. Brak ści­słych da­nych, gdzie lub kie­dy i za co zo­sta­li ze­sła­ni – 104 oso­by.

Z pew­no­ścią w da­nych tych są po­mył­ki, być może nie­je­den ze­sła­niec umknął z na­sze­go pola wi­dze­nia, jed­nak­że uzu­peł­nie­nia te nie zmie­nią w spo­sób za­sad­ni­czy li­czeb­no­ści pol­skich ze­słań­ców (poza wcie­lo­ny­mi do ar­mii ro­syj­skiej, o któ­rych wie­dza na­sza jest nadal nie­peł­na).

Przy­po­mi­na­jąc, co w pierw­szej po­ło­wie XIX stu­le­cia gro­zi­ło „pol­skim bun­tow­ni­kom”, war­to też wspo­mnieć, z po­wo­du ja­kich prze­wi­nień za ta­kie­go by­wa­ło się uzna­wa­nym. Oczy­wi­ście na pierw­szym miej­scu było uczest­nic­two w po­wsta­niu, „udział w bun­cie”, przy czym nie­ko­niecz­nie w ce­sar­stwie ro­syj­skim. Su­ro­wo ka­ra­no uciecz­ki „za kor­don”, a więc do Ga­li­cji czy za­bo­ru pru­skie­go i da­lej za gra­ni­cę oraz uczest­nic­two tam w „bun­tach”, np. pod­czas Wio­sny Lu­dów. Prze­stęp­stwem był tak­że sam za­miar udzia­łu w owych wy­pad­kach, na­wet je­śli do nie­go nie do­szło. Kary sy­pa­ły się na tych, któ­rzy „bun­tow­ni­kom” w ja­kiś spo­sób po­ma­ga­li, da­wa­li schro­nie­nie, żyw­ność, odzież itp. Wy­ro­ki za­pa­da­ły za przy­na­leż­ność do spi­sków i taj­nych kó­łek (choć­by o cha­rak­te­rze sa­mo­kształ­ce­nio­wym, co wią­za­ło się ści­śle z tzw. prze­stęp­stwa­mi czy­tel­ni­czy­mi, a więc czy­ta­niem, a co gor­sza, roz­po­wszech­nia­niem za­ka­za­nej li­te­ra­tu­ry) lub je­dy­nie za nie­do­nie­sie­nie o któ­rymś z ta­kich prze­stępstw (cha­rak­te­ry­stycz­ny jest przy­pa­dek ojca, któ­re­go ze­sła­no za nie­po­in­for­mo­wa­nie władz o tym, że jego syn przy­łą­czył się do „par­tii” za­liwsz­czy­ków i na­stęp­nie zbiegł). Moż­na było tra­fić na Sy­bir za „ob­ra­zę ma­je­sta­tu” (nie­przy­stoj­ne sło­wa pod ad­re­sem cara wy­po­wie­dzia­ne po pi­ja­ne­mu). Wresz­cie wy­sy­ła­no pre­wen­cyj­nie, w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym, naj­czę­ściej za „nie­pra­wo­myśl­ność pod wzglę­dem po­li­tycz­nym” albo „wro­gie uspo­so­bie­nie do pra­wo­wi­te­go rzą­du”, a tak­że „skłon­ność do awan­tur i nie­trzeź­wy tryb ży­cia” itd., itp. Do­dać wsze­la­ko na­le­ży, iż rów­nie su­ro­wo roz­pra­wia­no się z fał­szy­wy­mi do­no­si­cie­la­mi: sta­wa­li się ka­torż­ni­ka­mi na rów­ni z tymi, o któ­rych nic do­nieść nie zdo­ła­li: wła­dze za­in­te­re­so­wa­ne były w wy­kry­ciu praw­dzi­wych spi­sków i rze­czy­wi­stych uczest­ni­ków po­wstań, a nie w tra­ce­niu cza­su na wy­my­ślo­nych dla za­rob­ku do­mnie­ma­nych „bun­tow­ni­ków”. Wśród ze­słań­ców uwa­ża­nych za po­li­tycz­nych (tak­że przez współ­to­wa­rzy­szy wy­gna­nia) zna­la­zło się kil­ku ze­sła­nych na proś­bę ro­dzo­nej mat­ki lub ojca, któ­rym pro­ge­ni­tu­ra dała się nad­to we zna­ki. Czy wie­dzie­li o tym, za czy­ją spra­wą zna­leź­li się z dala od domu, i czy wró­ci­li skru­sze­ni – o tym akta mil­czą. Z fał­szy­wy­mi do­no­si­cie­la­mi nie cer­to­wa­no się: „ma­nia­kal­ny do­no­si­ciel” Jan Nim­ze, pod­da­ny pru­ski, po­cząt­ko­wo w War­sza­wie, po­tem urzęd­nik ko­mo­ry cel­nej w Ry­dze, wresz­cie w Gat­czy­nie, Biel­sku i Wil­nie, któ­ry za­sy­py­wał III Od­dział „zbęd­ny­mi” in­for­ma­cja­mi o spi­skach, zna­lazł się osta­tecz­nie w Szlis­sel­bur­gu; po­dob­nie Iwan Sher­wo­od, któ­ry za na­der ści­słe in­for­ma­cje o de­ka­bry­stach uzy­skał 8 lu­te­go 1826 roku od cara przy­do­mek „Wier­ny”, szyb­ko awan­su­jąc do stop­nia puł­kow­ni­ka, jed­nak­że już w 1833 roku za „fał­szy­wy do­nos” zo­stał po­sa­dzo­ny tak­że do Szlis­sel­bur­ga i do 1856 roku znaj­do­wał się pod do­zo­rem po­li­cyj­nym.

Jed­no jest pew­ne: wszyst­kie wy­ro­ki, kie­dy­kol­wiek i jak­kol­wiek były uza­sad­nia­ne i na jaki ro­dzaj kary wy­da­ne, ozna­cza­ły ode­rwa­nie od domu ro­dzin­ne­go, na­uki, co­dzien­nych za­jęć, czę­sto utra­tę ma­jąt­ku i praw sta­nu, wszyst­kie wią­za­ły się z kosz­ma­rem dro­gi do od­le­głych o ty­sią­ce ki­lo­me­trów miejsc. Dro­ga ta naj­bar­dziej za­pa­da­ła w pa­mięć, wy­da­wa­ła się więk­szo­ści ze­sła­nych praw­dzi­wym przed­pie­klem: czy to wów­czas, gdy pę­dzi­li ki­bit­ką, zda­ni na jej nie­wy­go­dy, no­cu­jąc na sta­cjach pocz­to­wych, czy też wę­dru­jąc pie­szo od eta­pu do eta­pu, nie­jed­no­krot­nie przy­wią­za­ni do jed­ne­go drą­ga lub łań­cu­cha, by za­po­biec uciecz­ce, w cięż­kich kaj­da­nach na no­gach… Rów­nież od kie­dy ru­szy­ła ko­lej że­la­zna i po­dróż od­by­wa­ła się czę­ścio­wo w jej wa­go­nach (w dru­giej po­ło­wie stu­le­cia tak­że to­wa­ro­wych, nig­dy jed­nak nie były za­tło­czo­ne po­nad mia­rę), po­tem zaś na po­wóz­kach lub pie­szo, cza­sa­mi dro­gą rzecz­ną, na pa­row­cach i cią­gnię­tych przez nie bar­kach, za­wsze pod eskor­tą – tę część losu ze­słań­cze­go wspo­mi­na­no z naj­więk­szą zgro­zą. Brud­ne, smro­dli­we „eta­py” i „pół­e­ta­py”, czy­li noc­le­gi w spe­cjal­nie do tego celu prze­zna­czo­nych wię­zie­niach, ro­ją­cych się od ro­bac­twa, to­wa­rzy­stwo kry­mi­na­li­stów, mor­der­ców i ra­bu­siów, sce­ny kłót­ni, or­gii i wrza­sku, za­pa­da­ły na za­wsze w pa­mięć. Było to jed­nak przed­pie­kle dzie­więt­na­sto­wiecz­ne – prze­stęp­cy po­li­tycz­ni na eta­pach i w wię­zie­niach prze­sył­ko­wych ko­rzy­sta­li z usług pra­czek i ku­cha­rek, naj­mo­wa­li też do po­sług więź­niów po­spo­li­tych, wy­cho­dzi­li – pod stra­żą – na za­ku­py do mia­sta itp.

Póź­niej­sze wa­run­ki od­by­wa­nia kary oka­zy­wa­ły się czę­sto już nie tak prze­ra­ża­ją­ce. Na­wet na ka­tor­dze – samo sło­wo bu­dzi­ło wszak prze­ra­że­nie – pol­scy ze­słań­cy nie byli dłu­go za­trud­nia­ni, o czym za­pew­nia­ją wszy­scy pa­mięt­ni­ka­rze. Ro­bo­ta przy prze­sie­wa­niu rudy czy w wa­rzel­niach soli i go­rzel­niach z re­gu­ły po kil­ku mie­sią­cach ustę­po­wa­ła – mimo naj­su­row­szych za­ka­zów – za­trud­nie­niu w kan­ce­la­riach, jak pod­ów­czas mó­wio­no: „przy pi­śmie”. W biu­rach róż­nych na­czel­ni­ków ze­słań­cy wy­peł­nia­li an­kie­ty – cza­sem o so­bie sa­mych! – i spo­rzą­dza­li prze­róż­ne spra­woz­da­nia. Do sto­lic było da­le­ko, a umie­ją­cych pi­sać i czy­tać na le­kar­stwo: do ko­palń i za­kła­dów ko­rzyst­niej było po­sy­łać więź­niów po­spo­li­tych. Twierdz na Sy­be­rii było mało, pod­le­ga­ły one ad­mi­ni­stra­cji woj­sko­wej. Tu­taj – po­dob­nie jak w woj­sku – moż­na było tra­fić na sa­dy­stę, jak opi­sy­wa­ny przez Fio­do­ra Do­sto­jew­skie­go i jego pol­skich współ­to­wa­rzy­szy Waś­ka Kriw­cow, bez­kar­nie znę­ca­ją­cy się nad pod­le­ga­ją­cy­mi mu więź­nia­mi w omskiej twier­dzy (zob. roz­dział XII).

Z re­gu­ły wy­kształ­ce­ni, zna­ją­cy ję­zy­ki obce pol­scy ka­torż­ni­cy i osie­dleń­cy byli do­brze wi­dzia­ni w do­mach miej­sco­wych dy­gni­ta­rzy i za­moż­nych kup­ców w cha­rak­te­rze na­uczy­cie­li ję­zy­ków, ry­sun­ków, mu­zy­ki, tań­ców; kie­ro­wa­li or­kie­stra­mi, da­wa­li kon­cer­ty itd. Do sto­li­cy było da­le­ko, re­wi­zo­rzy po­ja­wia­li się rzad­ko, a miej­sco­wa eli­ta za­in­te­re­so­wa­na, by ich dzie­ci zna­la­zły wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych opie­ku­nów, któ­rzy za­pew­nią im wie­dzę umoż­li­wia­ją­cą zda­nie eg­za­mi­nów do gim­na­zjów i na wyż­sze uczel­nie. Po­dob­nie mimo za­ka­zów le­ka­rze zaj­mo­wa­li się prak­ty­ką me­dycz­ną, o ich umie­jęt­no­ściach krą­ży­ły le­gen­dy, na­czel­ni­cy zaś, zo­bo­wią­za­ni do prze­strze­ga­nia wy­da­wa­nych z cen­trum po­le­ceń, sami, a zwłasz­cza ich żony, wo­le­li za­się­gnąć po­ra­dy u pod­le­głe­go im dok­to­ra ka­torż­ni­ka z wyż­szym wy­kształ­ce­niem niź­li u miej­sco­we­go fel­cze­ra. Pa­trzy­li też przez pal­ce na roz­wi­ja­ną przez „prze­stęp­ców po­li­tycz­nych” dzia­łal­ność go­spo­dar­czą. Ka­torż­nik An­to­ni Be­au­pré za­rzą­dzał du­żym fol­war­kiem, w któ­rym za­trud­niał ko­le­gów ka­torż­ni­ków oraz żoł­nie­rzy, wpła­ca­jąc za ich pra­cę na­leż­ność do skar­bu pań­stwa, i miał roz­le­głą, do­cho­do­wą prak­ty­kę le­kar­ską. W pro­wa­dzo­nych ra­chun­kach skru­pu­lat­nie od­no­to­wy­wał też sumy wy­da­wa­ne na wód­kę i ła­pów­ki dla urzęd­ni­ków i po­li­cji. Mi­chał Gru­szec­ki – już nie jako ka­torż­nik, lecz osie­dle­niec – pro­wa­dził świet­nie pro­spe­ru­ją­cy fol­wark, tak­że ko­rzy­sta­jąc z pra­cy licz­nych ze­słań­ców chło­pów; po­ży­czał też pie­nią­dze na pro­cent i – jak ma­wia­no – cała oko­li­ca sie­dzia­ła u nie­go w kie­sze­ni. I nie były to fak­ty od­osob­nio­ne.

Kie­dy po­ja­wi­ły się – po­dob­nie jak za de­ka­bry­sta­mi – pol­skie żony i na­rze­czo­ne, po­wsta­ły pol­skie ogni­ska do­mo­we, przy któ­rych sa­mot­ni ze­słań­cy mo­gli ogrzać się, zna­leźć opie­kę w cho­ro­bie, spę­dzić ra­zem świę­ta re­li­gij­ne, zwłasz­cza Wi­gi­lię i Wiel­ka­noc, oraz na­ro­do­we (ob­cho­dzo­no uro­czy­ście dzień 3 maja, a tak­że 29 li­sto­pa­da, rocz­ni­cę śmier­ci Szy­mo­na Ko­nar­skie­go). Ra­do­śnie świę­co­no też imie­ni­ny w ro­dzi­nach, w Pol­skim Domu u An­to­nie­go Be­au­prégo, w mę­skim gro­nie u ko­narsz­czy­ka Ka­spra Masz­kow­skie­go.

Naj­do­tkli­wiej bo­wiem do­skwie­ra­ła tę­sk­no­ta za ro­dzin­nym do­mem, mie­sią­ca­mi opóź­nia­ją­ca się pod­le­ga­ła miej­sco­wej cen­zu­rze, a na­stęp­nie od­sy­ła­na do III Od­dzia­łu, ko­re­spon­den­cja, a co za tym idzie brak wia­do­mo­ści o bli­skich. Ka­torż­ni­cy byli po­zba­wie­ni moż­no­ści pi­sa­nia li­stów, znaj­do­wa­li jed­nak oka­zję, by prze­słać wia­do­mość o so­bie przez ko­le­gów osie­dleń­ców i ze­słań­cze żony, przede wszyst­kim An­to­nil­lę Rosz­kow­ską, nie bez ko­ze­ry zwa­ną „kró­lo­wą ner­czyń­ską”. De­ka­bry­sta Lo­rer za­pa­mię­tał po­stać sę­dzi­we­go pol­skie­go wy­gnań­ca, któ­re­go po­znał w Kur­ga­nie, w gu­ber­ni to­bol­skiej; za­py­ta­ny, cze­mu co rano spa­ce­ru­je tym sa­mym trak­tem, a nie wy­bie­ra in­nych ma­low­ni­czych oko­lic, od­parł: „Za każ­dym ra­zem, gdy spa­ce­ru­ję po tej dro­dze, ra­du­je mnie myśl, że choć­by o dwie wior­sty zbli­żam się do swo­ich…”9. Po­dzi­wia­jąc pięk­no kra­jo­bra­zów sy­be­ryj­skich, nie­ustan­nie po­rów­ny­wa­li je do oj­czy­stych, uko­cha­nych od dziec­ka. Wa­run­ki ży­cia z bie­giem cza­su sta­wa­ły się zno­śne, zwłasz­cza dla tych, któ­rym ro­dzi­ny po­ma­ga­ły ma­te­rial­nie. W do­mach ka­torż­ni­ków i osie­dleń­ców po­ja­wia­ły się spro­wa­dza­ne z Pe­ters­bur­ga for­te­pia­ny, gro­ma­dzo­no bo­ga­te księ­go­zbio­ry. Ka­torż­nik Ru­fin Pio­trow­ski, zna­ny pa­mięt­ni­karz, od­by­wa­ją­cy karę w go­rzel­ni pod Tarą w gu­ber­ni to­bol­skiej, po­wia­da: „Nig­dym w emi­gra­cji we Fran­cji tak wy­god­nie nie żył jak w Sy­be­rii [i tak ob­fi­cie nie ja­dał!]” (zob. roz­dział VI). A jed­nak – mimo to – wła­śnie on po sie­dem­na­stu mie­sią­cach w mia­rę wy­god­ne­go ży­cia zbiegł – i to z po­wo­dze­niem – tam, gdzie żyć bę­dzie mu trud­no i głod­no…

Sta­ni­sław Wi­śniew­ski, Ro­man Fran­kow­ski, Alek­san­der Aba­ka­no­wicz, Lu­cjan Wie­lo­byc­ki i Au­gust Kręc­ki w stro­jach ro­bo­czych do pra­cy w wa­rzel­ni soli

Oczy­wi­ście zda­rza­ły się przy­pad­ki nędz­ne­go we­ge­to­wa­nia, o któ­rym pi­szą w swych li­stach ze­słań­cy, uskar­ża­jąc się na szkor­but i inne cho­ro­by. Sta­ra­no się im do­po­móc, or­ga­ni­zu­jąc tzw. ogó­ły, kasy sa­mo­po­mo­cy, do któ­rych na­pły­wa­ły sys­te­ma­tycz­nie dary pie­nięż­ne i rze­czo­we z kra­ju10. Przy ogó­łach po­wsta­wa­ły też bi­blio­te­ki. Na­wet w woj­sku moż­na było tra­fić na nor­mal­nych do­wód­ców, ła­two go­dzą­cych się na wszel­kie ulgi, pa­trzą­cych przez pal­ce na ła­ma­nie prze­pi­sów, to­też ci spo­śród ska­za­nych, któ­rzy mie­li ja­kie ta­kie wy­kształ­ce­nie, byli tak­że naj­mo­wa­ni w cha­rak­te­rze na­uczy­cie­li, miesz­ka­li nie w ko­sza­rach, lecz w wy­na­ję­tych do­mach, a na Sy­be­rii Wschod­niej, jak świad­czą za­pi­sy w dzien­ni­kach ze­słań­czych, nie no­si­li na­wet mun­du­rów, lecz ubra­nia cy­wil­ne…

O nie­unik­nio­nych w sy­tu­acji cią­głe­go ob­co­wa­nia ze sobą kon­flik­tach ze­słań­cy tego okre­su pi­sa­li nie­chęt­nie, cza­sem tyl­ko echo ja­kichś nie­po­ro­zu­mień po­brzmie­wa w za­cho­wa­nych li­stach. W pa­mięt­ni­kach spra­wy te po­mi­ja­no mil­cze­niem: sami au­to­rzy two­rzy­li le­gen­dę pol­skich sy­bi­ra­ków nie­złom­nych, pra­wych, so­li­dar­nych, sta­no­wią­cych przy­kład nie­ugię­tej po­sta­wy i speł­nia­ją­cych mi­sję cy­wi­li­za­cyj­ną w za­póź­nio­nej w roz­wo­ju kra­inie ze­sła­nia. Le­gen­da ta w za­sa­dzie od­po­wia­da­ła praw­dzie: człon­ko­wie Sto­wa­rzy­sze­nia Ludu Pol­skie­go, ko­narsz­czy­cy, któ­rzy nada­wa­li ton w okre­sie mię­dzy­pow­sta­nio­wym, byli gro­nem nie­zwy­kłym, po­wią­za­nym wię­zia­mi przy­jaź­ni z ławy szkol­nej i związ­ka­mi ro­dzin­ny­mi, dba­li do prze­sa­dy o mo­ra­le ze­słań­ców, na­rzu­ca­jąc im ko­deks po­stę­po­wa­nia sfor­mu­ło­wa­ny na pi­śmie w sta­tu­tach swych or­ga­ni­za­cji, na któ­rych oży­wio­ną dzia­łal­ność wła­dze miej­sco­we pa­trzy­ły przez pal­ce. Nic dziw­ne­go, że po­zo­sta­wi­li po so­bie naj­lep­szą pa­mięć w miej­scach przy­mu­so­we­go po­by­tu. Nie zna­czy to jed­nak, by ży­cie pły­nę­ło im cał­ko­wi­cie bez­kon­flik­to­wo, o czym do­wia­du­je­my się po­śred­nio z li­stów, do­ku­men­tów urzę­do­wych, nig­dy ze wspo­mnień.

Więk­szość ska­za­nych w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku mo­gła po­wró­cić – z nie­wiel­ki­mi wy­jąt­ka­mi (na­le­żał do nich np. ksiądz Piotr Ście­gien­ny, któ­re­go w dro­dze ła­ski prze­nie­sio­no je­dy­nie z Sy­be­rii Wschod­niej do Per­mu, a do oj­czy­zny wró­cił do­pie­ro w 1871 roku) – do kra­ju na mocy ma­ni­fe­stu ko­ro­na­cyj­ne­go Alek­san­dra II z 1856 roku. Je­dy­nie nie­licz­ni (jak np. ko­narsz­czyk Piotr Bo­row­ski) zde­cy­do­wa­li się po­zo­stać na miej­scu. Po­wrót do wy­śnio­nej oj­czy­zny nie za­wsze oka­zy­wał się tak ra­do­sny, jak tego ocze­ki­wa­no. Je­że­li nie wra­ca­ło się do swe­go ma­jąt­ku – choć­by nie­co pod­upa­dłe­go – lub nie uzy­ska­ło pra­cy na ko­lei czy w Or­dy­na­cji Za­moy­skich, gdzie naj­czę­ściej za­trud­nia­no by­łych wy­gnań­ców, mo­gło się oka­zać, że ro­dzi­na na wsi kle­pie bie­dę na ko­mor­nem, a przy­by­ły sta­ry oj­ciec sta­no­wi dla niej tyl­ko do­dat­ko­wy cię­żar. Stąd tyle roz­pacz­li­wych po­dań o za­po­mo­gi, ja­kie znaj­du­je­my w ar­chi­wach Ko­mi­sji Rzą­do­wej Spraw We­wnętrz­nych w War­sza­wie… A tak­że przy­pad­ki po­wro­tu na Sy­bir, gdzie moż­na było się ła­twiej urzą­dzić niż w oj­czyź­nie.

Le­d­wo za­koń­czy­ły się po­wro­ty uła­ska­wio­nych z mocy wspo­mnia­ne­go ma­ni­fe­stu, a już nowa fala ze­słań­ców wę­dro­wa­ła na pol­ski Sy­bir. Za­po­cząt­ko­wa­li ją uczest­ni­cy ma­ni­fe­sta­cji pa­trio­tycz­nych 1861 roku i człon­ko­wie pierw­szych taj­nych kó­łek z 1862 (więk­szość z nich sto­sun­ko­wo szyb­ko wró­ci­ła do do­mów). Po­tem na­stą­pi­ły ma­so­we, mó­wiąc współ­cze­snym ję­zy­kiem, de­por­ta­cje li­czą­ce już po­nad 40 ty­się­cy osób ska­za­nych na róż­ne for­my ze­sła­nia uczest­ni­ków zry­wu stycz­nio­we­go (za po­wsta­nie li­sto­pa­do­we i spi­ski mię­dzy­pow­sta­nio­we ze­sła­no oko­ło 1300 osób!). Po wy­bu­chu po­wsta­nia 22 stycz­nia 1863 roku i na po­cząt­ku jego trwa­nia sądy woj­sko­wo-po­lo­we sza­fo­wa­ły bar­dzo wy­so­ki­mi wy­ro­ka­mi: przede wszyst­kim karą śmier­ci przez roz­strze­la­nie lub po­wie­sze­nie oraz bez­ter­mi­no­wą ka­tor­gą. No­ta­be­ne pierw­sze szu­bie­ni­ce wznie­sio­no już w sierp­niu 1862 roku, za­wi­śli na nich Lu­dwik Ja­ro­szyń­ski, Lu­dwik Ryll i Jan Rzoń­ca, uczest­ni­cy nie­uda­nych za­ma­chów na wiel­kie­go księ­cia Kon­stan­te­go i Alek­san­dra Wie­lo­pol­skie­go. Ogó­łem z mocy wy­ro­ków są­do­wych stra­co­no za udział w po­wsta­niu 669 osób, nie li­cząc do­bi­ja­nych na polu wal­ki i mor­do­wa­nych w in­nych oko­licz­no­ściach. W okre­sie póź­niej­szym, kie­dy mi­nął pierw­szy szok wy­wo­ła­ny wy­bu­chem „bun­tu” (we­dle ofi­cjal­nej ter­mi­no­lo­gii), a wła­dze zda­ły so­bie spra­wę, że nie mogą roz­strze­lać czy po­wie­sić wszyst­kich bra­nych do nie­wo­li, wy­ro­ki – by tak rzec – ła­god­nia­ły. Jak po­stą­pić z za­trzy­my­wa­ny­mi, po­dej­rze­wa­ny­mi, wię­zio­ny­mi, jak roz­ła­do­wać ów nie­prze­wi­dzia­ny tłok w ka­za­ma­tach – na ten te­mat to­czy­ła się dys­ku­sja po­mię­dzy dy­gni­ta­rza­mi ota­cza­ją­cy­mi Alek­san­dra II – dys­ku­sja na­der in­te­re­su­ją­ca11, jako że ście­ra­ły się w niej róż­ne po­glą­dy na roz­wią­za­nie spra­wy pol­skiej. Naj­bar­dziej skraj­ny plan był re­pre­zen­to­wa­ny i prze­pro­wa­dza­ny kon­se­kwent­nie na tzw. Zie­miach Za­bra­nych przez Mu­raw­jo­wa-Wie­sza­tie­la. Poza karą śmier­ci (180 wy­ro­ków w Wi­leń­skim Okrę­gu Woj­sko­wym, któ­re­go był do­wód­cą; licz­ba znacz­na, je­śli wziąć pod uwa­gę ob­szar, na któ­rym to­czy­ły się wal­ki, i licz­bę za­an­ga­żo­wa­nych w nie osób) Mu­raw­jow wy­ko­rzy­sta! po­wsta­nie przede wszyst­kim do de­po­lo­ni­za­cji tych te­re­nów: pod­pi­su­jąc wy­ro­ki, nie za­po­mi­nał nig­dy o kon­fi­ska­cie ma­jąt­ku bądź o obo­wiąz­ku sprze­da­ży go w okre­ślo­nym, za­zwy­czaj krót­kim ter­mi­nie; w pod­le­głych mu gu­ber­niach, zwa­nych też pół­noc­no-za­chod­ni­mi, sto­so­wa­no też na­der czę­sto od­po­wie­dzial­ność zbio­ro­wą, wy­sy­ła­jąc z Gro­dzieńsz­czy­zny, Wi­leńsz­czy­zny oraz Ko­wieńsz­czy­zny całe za­ścian­ki i tzw. oko­li­ce (by­dło, drób itp. sprze­da­wa­no na li­cy­ta­cjach). Do naj­gło­śniej­szych na­le­ża­ły Ibia­ny, o któ­rych wspo­mi­na­ją pa­mięt­ni­ka­rze; np. Elż­bie­ta Ta­beń­ska12 spo­tka­ła część nie­szczę­snych ko­biet po­cho­dzą­cych z tej­że miej­sco­wo­ści wraz z dzieć­mi w dro­dze do Tom­ska – jej do­ce­lo­we­go punk­tu ze­sła­nia. W ta­kich przy­pad­kach chło­pi, prze­waż­nie anal­fa­be­ci, nie bar­dzo wie­dzie­li, za co zo­sta­li ze­sła­ni (naj­czę­ściej do gu­ber­ni sa­mar­skiej i tom­skiej) i za­sy­py­wa­li miej­sco­we wła­dze po­dyk­to­wa­ny­mi i pod­pi­sa­ny­mi krzy­ży­ka­mi po­da­nia­mi, iż cier­pią nie­win­nie, bo w żad­nym „bun­cie” udzia­łu nie bra­li, na co prze­waż­nie od­po­wie­dzi nie otrzy­my­wa­li.

W dru­giej po­ło­wie wie­ku XIX róż­no­rod­ność kar wzro­sła. Jak wspo­mnie­li­śmy, klę­ska po­wsta­nia stycz­nio­we­go do­pro­wa­dzi­ła do pierw­szej w dzie­jach ma­so­wej de­por­ta­cji jego uczest­ni­ków w głąb ce­sar­stwa. Kar­to­te­ka ze­słań­ców po­stycz­nio­wych li­czy 40 ty­się­cy na­zwisk13 i z pew­no­ścią nie ogar­nia jesz­cze wszyst­kich re­pre­sjo­no­wa­nych. Co cie­ka­we, ani Mi­ni­ster­stwo Spraw We­wnętrz­nych, ani III Od­dział Wła­snej JCMo­ści Kan­ce­la­rii nie po­sia­da­ły ści­słych da­nych o licz­bie ze­sła­nych za udział w po­wsta­niu stycz­nio­wym. Kie­dy w 1872 roku pró­bo­wa­no usta­lić, ile osób zna­la­zło się na osa­dze­niu, mu­sia­no ogra­ni­czyć się do da­nych sza­cun­ko­wych, mia­no­wi­cie do stwier­dze­nia, iż ze­sła­no oko­ło 40 ty­się­cy osób, z cze­go po­ło­wę na osa­dze­nie14. I jest to licz­ba naj­wy­raź­niej za­ni­żo­na.

Nie­ła­two było roz­mie­ścić taką masę wy­rwa­nych z oj­czy­stych do­mów lu­dzi. Na na­wał pra­cy i trud­no­ści ze zna­le­zie­niem kwa­ter, za­opa­trze­niem itp. skar­ży­li się na­czel­ni­cy gu­ber­ni i pod­le­gli im urzęd­ni­cy oraz po­li­cja i żan­dar­me­ria. Co wię­cej, z miej­sca sła­no roz­pacz­li­we ra­por­ty o wa­run­kach w wię­zie­niach, epi­de­miach, bra­ku żyw­no­ści itd. Pi­sa­no o tym nie tyl­ko w la­tach 1864-1866. W stycz­niu 1868 roku gu­ber­na­tor je­ni­sej­ski po­wia­da­miał III Od­dział, że „z par­tii zło­żo­nej ze 135 aresz­tan­tów pro­wa­dzo­nych na ka­tor­gę sied­miu zmar­ło, trzy­dzie­stu dzie­wię­ciu od­mro­zi­ło róż­ne czę­ści cia­ła, w tym czte­rech jest w sta­nie bez­na­dziej­nym, a je­den prze­padł bez wie­ści”. Jako przy­czy­nę po­da­wał nie tyl­ko sil­ny wiatr i mróz, lecz rów­nież brak odzie­ży i obu­wia, a tak­że je­dze­nia. Na miej­scu nie ma dla nich ani po­miesz­czeń, ani ja­kie­go­kol­wiek za­ję­cia, co zmu­sza ich do że­bra­ni­ny. Na sku­tek prze­peł­nie­nia rów­nież w szpi­ta­lu w Kra­sno­jar­sku prze­by­wa co naj­mniej trzy­stu cho­rych i wie­lu za­pa­dło na ty­fus15.

Kara wcie­le­nia do woj­ska prze­sta­ła od­gry­wać w dru­giej po­ło­wie XIX wie­ku rolę pierw­szo­pla­no­wą, zwłasz­cza po re­for­mie woj­sko­wej. Je­dy­nie na po­cząt­ku 1863 roku z Kró­le­stwa Pol­skie­go wcie­lo­no kar­nie do ar­mii ro­syj­skiej co naj­mniej trzy ty­sią­ce osób16; z Ziem Za­bra­nych było ich jesz­cze mniej.

Wy­ro­ki, ja­kie za­pa­da­ły w War­sza­wie, Wil­nie, Ki­jo­wie, a tak­że we Wło­dzi­mie­rzu, zwłasz­cza prze­wi­du­ją­ce karę cięż­kich ro­bót, nie li­czy­ły się z wa­run­ka­mi sy­be­ryj­ski­mi (nie było tu np. – poza Omskiem i Ust-Ka­mie­no­gor­skiem – pra­wie wca­le twierdz, a więk­szość ko­palń na ka­tor­dze ner­czyń­skiej wy­czer­pa­ła już swo­je za­so­by), spra­wia­ły więc wie­le kło­po­tu miej­sco­wym wła­dzom. Oto np. zbie­gły z go­rzel­ni w Alek­san­drow­sku (tak­że nie­czyn­nej) Pa­weł Fur­mań­ski, lat po­nad 50 – we­dle ry­so­pi­su – blon­dyn, oczy sza­re, wzro­stu 2 ar­szy­ny i 5 oraz 3/4 wer­sz­ka, nos dłu­gi, twarz wy­go­lo­na, na pra­wej ręce nie­wiel­kie bli­zny po ra­nach, wło­ścia­nin ze wsi Cha­łu­pa Wol­ska w Sie­radz­kiem, ska­za­ny w 1863 roku na 20 lat cięż­kich ro­bót w ko­pal­niach; po­nie­waż trzy­krot­nie pró­bo­wał uciec w dro­dze, a po raz czwar­ty z Alek­san­drow­ska, ukry­wa­jąc się jako urlo­po­wa­ny żoł­nierz pod na­zwi­skiem naj­pierw An­drze­ja Mar­cza­ka, po­tem Woj­cie­chow­skie­go. Uję­te­go ska­za­no tym ra­zem na bez­ter­mi­no­wą ka­tor­gę z przy­ku­ciem do ta­czek przez 3 lata; z War­sza­wy na Sy­bir od­je­chał ko­le­ją 16 grud­nia 1865 roku17. Na­stęp­nie dro­gę z To­bol­ska do Ir­kuc­ka od­był pie­szym eta­pem, z rzad­ka na pod­wo­dach; 31 lip­ca 1866 roku pie­szo w kaj­da­nach ode­sła­no go do Aka­tui. Na mocy ma­ni­fe­stu z 16 kwiet­nia 1866 karę zmniej­szo­no mu do 10 lat (!)18. 15 paź­dzier­ni­ka tego sa­me­go roku zna­lazł się na ka­tor­dze ner­czyń­skiej; tu­taj – jak wy­ja­śniał swym zwierzch­ni­kom ko­men­dant Ner­czyń­skich Za­kła­dów – nie było ro­bót „z przy­ku­ciem do tacz­ki”; po dłuż­szej wy­mia­nie ko­re­spon­den­cji 5 mar­ca 1867 roku ode­sła­no Fur­mań­skie­go do ka­ryj­skich ko­palń zło­ta19.

Na­pięt­no­wa­ny ka­torż­nik i na­rzę­dzie do pięt­no­wa­nia ska­zań­ców

Obok masy ka­torż­ni­ków – ska­zy­wa­nych na wszyst­kie trzy ro­dza­je cięż­kich ro­bót – znacz­na część po­wstań­ców, zwłasz­cza gmin­ne­go po­cho­dze­nia – tra­fia­ła te­raz do kom­pa­nii, zwa­nych w li­te­ra­tu­rze z ro­syj­ska ro­ta­mi aresz­tanc­ki­mi re­sor­tu cy­wil­ne­go. W ro­tach tych win­ni oni byli od­by­wać pra­ce przy­mu­so­we w ter­mi­nie prze­wi­dzia­nym w wy­ro­ku. Ist­nia­ła jesz­cze jed­na kara, nie­co ła­god­niej­sza, okre­śla­na jako pra­ce przy­mu­so­we przy ro­cie aresz­tanc­kiej (ska­za­nych na­zy­wa­no „przy­rot­ni­ka­mi” i wy­ko­ny­wa­li oni lżej­sze ro­bo­ty). Roty aresz­tanc­kie ist­nia­ły i daw­niej, ale w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku od­by­wa­li w nich karę nie­mal wy­łącz­nie kry­mi­na­li­ści (zna­my je­dy­nie trzy­dzie­ści kil­ka przy­pad­ków wcie­la­nia uczest­ni­ków po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go do rot oraz dwu­dzie­stu dwóch spi­skow­ców, i to prze­waż­nie do rot in­ży­nie­ryj­nych). W 1863 roku roty aresz­tanc­kie re­sor­tu cy­wil­ne­go zor­ga­ni­zo­wa­no we wszyst­kich bez mała gu­ber­niach (tak­że w Kró­le­stwie Pol­skim – w Mo­dli­nie i Za­mo­ściu); licz­ba Po­la­ków w da­nej jed­no­st­ce nie po­win­na była – we­dle in­struk­cji – prze­kra­czać 20%, czy­li 200 pol­skich aresz­tan­tów w każ­dej ro­cie (dwu­dzie­sto­pro­cen­to­wa nor­ma obo­wią­zy­wa­ła tak­że w woj­sku i tam była su­ro­wo prze­strze­ga­na). Jed­nak­że z do­kład­nych, a nie wy­ryw­ko­wych in­for­ma­cji, ja­kie po­sia­da­my o dwóch ro­tach, ar­chan­giel­skiej i ka­zań­skiej, wy­ni­ka, że nie za­wsze za­le­ce­nia tego prze­strze­ga­no. Rota ar­chan­giel­ska li­czy­ła bez mała 800 osób, była naj­licz­niej­sza (prze­kra­cza­ła wie­lo­krot­nie prze­wi­dzia­ną dwu­dzie­sto­pro­cen­to­wą li­czeb­ność Po­la­ków) i naj­wię­cej o niej wie­my dzię­ki pa­mięt­ni­ko­wi Kon­stan­te­go Bo­row­skie­go20. W ro­cie ka­zań­skiej Po­la­ków było mniej i wła­dze zwierzch­nie mimo sprze­ci­wów do­ma­ga­ły się przy­ję­cia do­dat­ko­wych eks-po­wstań­ców, by nor­mę wy­peł­nić21. Z re­la­cji Bo­row­skie­go wy­ni­ka, że od­po­wied­niej pra­cy (poza od­śnie­ża­niem czy sprzą­ta­niem i roz­ma­ity­mi po­słu­ga­mi w dy­gni­tar­skich do­mach) nie było. Ska­za­ny sto­sun­ko­wo wcze­śnie au­tor nic nie wie­dział o cyr­ku­la­rzu z 22 czerw­ca 1864 roku22, po­le­ca­ją­cym wszyst­kich ska­za­nych na roty aresz­tanc­kie po upły­wie ter­mi­nu (czę­sto skra­ca­ne­go na mocy ła­ski ce­sar­skiej) wy­sy­łać na osa­dze­nie (wo­dwo­rie­ni­je) na Sy­be­rię. Ci, któ­rym kara skoń­czy­ła się wcze­śniej, po­wró­ci­li do domu. Bo­row­ski zna­lazł się na Sy­be­rii i uwa­żał to za sa­mo­wo­lę władz ar­chan­giel­skich.

Naj­cię­żej pra­co­wa­li wcie­le­ni do rot w Kur­sku i Orle, za­trud­nie­ni przy bu­do­wie po­łu­dnio­wej li­nii ko­lei że­la­znej, jed­nak­że i za­rob­ki były tu wyż­sze, to­też nie pro­te­sto­wa­no, gdy ter­min prac prze­dłu­ża­no, a część za­trud­nio­nych po za­koń­cze­niu kary sta­ra­ła się na­wet o po­zo­sta­nie w Ro­sji eu­ro­pej­skiej i otrzy­my­wa­ła na ogół zgo­dę na po­byt w gu­ber­ni wiac­kiej pod do­zo­rem po­li­cyj­nym. Po­zo­sta­li szli na Sy­be­rię na osa­dze­nie.

Ten nowy ro­dzaj kary – pra­wie nie­zna­ny do­tąd „prze­stęp­com po­li­tycz­nym”, jak na­zy­wa­no pol­skich bun­tow­ni­ków, w od­róż­nie­niu od „prze­stęp­ców sta­nu”, do któ­rych za­li­cza­no Ro­sjan – prze­wi­dzia­ny był tak­że dla sta­nów „nie­uprzy­wi­le­jo­wa­nych” i po­my­śla­ny jako spo­sób ko­lo­ni­za­cji sła­bo za­lud­nio­nych te­re­nów ce­sar­stwa; naj­wię­cej owych „osa­dzo­nych” zna­la­zło się w gu­ber­ni tom­skiej – tu­taj wy­sy­ła­no całe za­ścian­ki szla­chec­kie z ziem za­bra­nych, sto­su­jąc naj­czę­ściej od­po­wie­dzial­ność zbio­ro­wą: wy­star­czy­ło, by ktoś z za­ścian­ka zna­lazł się w od­dzia­le lub któ­raś z ro­dzin do­star­cza­ła pro­wian­tu czy fu­ra­żu po­wstań­com, a cały za­ścia­nek li­czą­cy kil­ka­na­ście ro­dzin wy­sy­ła­ny był na osa­dze­nie (do naj­gło­śniej­szych przy­pad­ków na­le­ża­ły wspo­mnia­ne wy­żej Ibia­ny, ale ta­kich sa­mych było o wie­le wię­cej). Osa­dze­nie nie prze­wi­dy­wa­ło po­wro­tu do kra­ju, ze­sła­nych nie obej­mo­wa­ły żad­ne amne­stie i uła­ska­wie­nia jed­nost­ko­we. (Choć spo­ty­ka­my się z wie­lo­ma przy­pad­ka­mi uzy­ska­nia przez chło­pów ska­za­nych na osa­dze­nie zgo­dy na po­wrót do stron ro­dzin­nych. Dla­cze­go jed­nym ka­te­go­rycz­nie od­ma­wia­no, a in­nym ze­zwa­la­no wró­cić, trud­no do­ciec. Za­pew­ne i tu ja­kąś rolę od­gry­wa­ły ła­pów­ki, ale nie mamy na to żad­nych do­wo­dów).

Ska­za­nych na osa­dze­nie na­le­żą­cych do sta­nu uprzy­wi­le­jo­wa­ne­go, sko­ro tyl­ko do­wie­dli szla­chec­kie­go po­cho­dze­nia, prze­no­szo­no na za­miesz­ka­nie pod do­zo­rem po­li­cji. Karę tę sto­so­wa­no tak­że w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku. Na­le­ża­ła do naj­ła­god­niej­szych, zwłasz­cza gdy nie prze­wi­dy­wa­ła po­zba­wie­nia praw sta­nu 1 se­kwe­stru ma­jąt­ku (ist­nia­ło na to okre­śle­nie: ży­tjo), nie­co do­tkliw­sza, gdy ta­kie do­dat­ko­we szy­ka­ny wy­rok prze­wi­dy­wał (ży­tiel­stwo). Roz­róż­nie­nia tego prze­strze­ga­no przede wszyst­kim w Kra­ju Za­chod­nim, gdzie rzą­dził Mu­raw­jow-Wie­sza­tiel, w Kró­le­stwie ter­mi­no­lo­gii tej prak­tycz­nie nie uży­wa­no. Na za­miesz­ka­nie zsy­ła­no naj­czę­ściej w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym bądź na okre­ślo­ną licz­bę lat, bądź nie­kie­dy mgli­ście „do za­pro­wa­dze­nia spo­ko­ju w kra­ju”.

Kara osie­dle­nia (po­sie­le­ni­je) z re­gu­ły była wy­ni­kiem wy­ro­ku są­do­we­go (cza­sa­mi z okre­śle­niem licz­by lat, naj­czę­ściej bez­ter­mi­no­wo), rza­dziej na­stę­po­wa­ła w try­bie ad­mi­ni­stra­cyj­nym; sta­no­wi­ła tak­że kon­ty­nu­ację kar su­row­szych: po upły­wie ter­mi­nu kary cięż­kich ro­bót ka­torż­nik był prze­no­szo­ny na osie­dle­nie; do­pie­ro z osie­dle­nia mógł za­bie­gać o opusz­cze­nie Sy­be­rii i prze­nie­sie­nie do któ­rejś z we­wnętrz­nych gu­ber­ni ce­sar­stwa i zmia­nę kary na za­miesz­ka­nie, a na­stęp­nie o przy­wró­ce­nie praw sta­nu i zwol­nie­nie (po dwóch la­tach za­miesz­ka­nia w eu­ro­pej­skiej Ro­sji) – z do­zo­ru po­li­cyj­ne­go. Wresz­cie już z eu­ro­pej­skiej Ro­sji miał szan­se wró­cić do kra­ju. Za­le­ża­ło to za­rów­no od opi­nii władz miej­sco­wych, jak i zgo­dy władz da­nej gu­ber­ni, z któ­rej ze­sła­niec po­cho­dził. Do Kró­le­stwa Pol­skie­go wró­cić było ła­twiej, do Kra­ju Za­chod­nie­go znacz­nie trud­niej, za­zwy­czaj do­pie­ro po wie­lo­let­nim po­by­cie nad Wi­słą.

Wszyst­kie te ulgi nie na­stę­po­wa­ły me­cha­nicz­nie: wią­za­ły się one z ko­lej­ny­mi uła­ska­wie­nia­mi no­szą­cy­mi cha­rak­ter ogól­ny (ta­kich ma­ni­fe­stów i uka­zów, któ­re do­ty­czy­ły po­wstań­ców stycz­nio­wych, do­li­czy­li­śmy się w la­tach 1866-1883 dzie­wię­ciu23), a tak­że in­dy­wi­du­al­ny­mi ła­ska­mi ce­sar­ski­mi. Im czę­ściej krew­ni wno­si­li do sze­fa III Od­dzia­łu, do mi­ni­stra spraw we­wnętrz­nych i do pod­nóż­ka tro­nu proś­by o zła­go­dze­nie losu swych bli­skich, tym więk­sze mie­li oni szan­se na opusz­cze­nie Sy­bi­ru. Ci, o któ­rych nikt się nie upo­mi­nał, miesz­ka­ją­cy tam, gdzie dia­beł mówi do­bra­noc, da­le­ko od szla­ków ko­mu­ni­ka­cyj­nych, mo­gli na­wet nie wie­dzieć, do cze­go mają pra­wo. Przy­pad­ki ta­kie przy­ta­cza­my w po­szcze­gól­nych roz­dzia­łach. Wbrew po­wszech­nej opi­nii, iż ma­ni­fest z 15 maja 1883 roku po­ło­żył kres ze­sła­niom po­stycz­nio­wym, oka­za­ło się, że jesz­cze przez po­nad dzie­się­cio­le­cie od­by­wa­li karę w róż­nych miej­scach Im­pe­rium Po­la­cy – uczest­ni­cy po­wsta­nia 1863/1864. Do­pie­ro ma­ni­fest Mi­ko­ła­ja II z 14 li­sto­pa­da 1894 (ogło­szo­ny nie­mal od razu po śmier­ci Alek­san­dra III) i ko­lej­ny z 14 maja 1896 roku po­zwo­li­ły nie­do­bit­kom wy­gnań­ców stycz­nio­wych po­wró­cić do oj­czy­stych stron (poza ogrom­ną rze­szą tych, któ­rzy z roz­ma­itych przy­czyn po­zo­sta­li do­bro­wol­nie i na wpół do­bro­wol­nie w miej­scu swe­go za­miesz­ka­nia w ce­sar­stwie).

Zsył­ki po­stycz­nio­we były bez­sprzecz­nie punk­tem kul­mi­na­cyj­nym w hi­sto­rii dzie­więt­na­sto­wiecz­nych pol­skich do­świad­czeń sy­be­ryj­skich. O nich też naj­wię­cej pi­sa­no, mimo że utar­ło się prze­ko­na­nie, iż okre­sem naj­cięż­szym, naj­do­tkliw­szym były cza­sy mi­ko­ła­jow­skie (Mi­ko­łaj I pa­no­wał w la­tach 1825-1855). Ze­sła­nia po klę­sce po­wsta­nia stycz­nio­we­go sta­no­wi­ły je­dy­ny w XIX stu­le­ciu przy­pa­dek ma­so­wych de­por­ta­cji, bę­dą­cych istot­nym skład­ni­kiem po­li­ty­ki we­wnętrz­nej Im­pe­rium Ro­syj­skie­go ukie­run­ko­wa­nej na za­cho­wa­nie jego in­te­gral­no­ści.

Znacz­nie li­czeb­niej­sza po 1863 roku masa zsy­ła­nych i więk­sze zróż­ni­co­wa­nie spo­łecz­ne (było wśród nich spo­ro osób „gmin­ne­go po­cho­dze­nia” na­le­żą­cych choć­by do tzw. szty­let­ni­ków w po­li­cji na­ro­do­wej, wy­wo­dzą­cych się czę­sto z lum­pen­pro­le­ta­ria­tu i chło­pów, za­ła­twia­ją­cych przy oka­zji oso­bi­ste po­ra­chun­ki) spra­wi­ły, iż czę­ściej do­cho­dzi­ło wśród ze­słań­ców do kon­flik­tów – w prze­ci­wień­stwie do ich po­przed­ni­ków, któ­rzy sta­ra­li się prze­mil­czać wszyst­ko, co na­ru­sza­ło le­gen­dę so­li­dar­no­ści ze­słań­czej. Po­ko­le­nie stycz­nio­we da­wa­ło temu wy­raz w swych pa­mięt­ni­kach i li­stach. Wie­lu też spo­śród nich zna­la­zło się w cięż­kiej sy­tu­acji ma­te­rial­nej, zwłasz­cza gdy nie nad­cho­dzi­ła po­moc z domu. A z bie­giem lat kon­tak­ty z ro­dzi­ną ule­ga­ły roz­luź­nie­niu… Za­cho­wa­ne li­sty i wspo­mnie­nia za­wie­ra­ją licz­ne tego ro­dza­ju skar­gi. Su­ro­wiej w tym cza­sie prze­strze­ga­ne są przez ad­mi­ni­stra­cję za­ka­zy, choć i pod­ów­czas po­trze­by miej­sco­we czę­sto bra­ły górę i wie­lu ze­słań­ców po­stycz­nio­wych udzie­la­ło lek­cji, pra­co­wa­ło w roz­ma­itych biu­rach i kan­ce­la­riach, w pry­wat­nych przed­się­bior­stwach, do­ra­bia­jąc się nie­kie­dy spo­re­go ma­jąt­ku (szcze­gól­nie w ko­pal­niach zło­ta). Po­dob­nie jak w okre­sie po­przed­nim, naj­wy­bit­niej­si zaj­mo­wa­li się ba­da­nia­mi na­uko­wy­mi. Tak samo jak on­giś To­masz Zan w Oren­bur­gu, obec­nie Be­ne­dykt Dy­bow­ski i ota­cza­ją­cy go współ­pra­cow­ni­cy za­po­cząt­ko­wa­li po­waż­ne ba­da­nia nad fau­ną i flo­rą Baj­ka­łu i wnie­śli ogrom­ny – do­ce­nio­ny już przez współ­cze­snych – wkład w zba­da­nie i roz­wój cy­wi­li­za­cyj­ny ziem ich wy­gna­nia.

Za­rów­no w pierw­szej, jak i w dru­giej po­ło­wie XIX wie­ku naj­do­tkli­wiej od­czu­li swo­je ze­sła­nie „re­cy­dy­wi­ści”, wszy­scy uczest­ni­cy prób ucie­czek i spi­sków, po­czy­na­jąc od wspo­mnia­nej spra­wy omskiej (1833-1837), po­przez pró­bę uciecz­ki Pio­tra Wy­soc­kie­go i ko­le­gów w 1835 roku, po po­wsta­nie za­baj­kal­skie 1866 roku.

Dom ka­torż­ni­ka Wa­cła­wa La­soc­kie­go w Uso­lu

Wy­soc­ki zna­lazł się w jed­nym z naj­cięż­szych miejsc od­by­wa­nia ka­tor­gi – w Aka­tui, przez ja­kiś czas przy­ku­ty do tacz­ki, co na­le­ża­ło ra­czej do rzad­ko­ści, wbrew czar­nej le­gen­dzie Sy­bi­ru. Ale i on po ja­kimś cza­sie, choć ka­torż­nik, miał pod Aka­tu­ją wła­sne go­spo­dar­stwo i wy­ra­biał tam po­pu­lar­ne my­dło ze swy­mi ini­cja­ła­mi, któ­re roz­cho­dzi­ło się po ca­łej kra­inie ze­sła­nia (miał je pod Tarą w gu­ber­ni to­bol­skiej Ru­fin Pio­trow­ski). Uczest­ni­cy po­wsta­nia za­baj­kal­skie­go w czerw­cu 1866 roku (poza ska­za­ny­mi na śmierć czte­re­ma przy­wód­ca­mi) jako ostat­ni uzy­ska­li zgo­dę na po­wrót do kra­ju w koń­cu lat osiem­dzie­sią­tych i w dzie­więć­dzie­sią­tych. Nie­któ­rych z nich po­trak­to­wa­no jed­nak­że jak zwy­kłych kry­mi­na­li­stów i od­mó­wio­no w ogó­le pra­wa po­wro­tu do oj­czy­zny.

Co praw­da i tym ra­zem po­wro­ty do kra­ju wca­le nie były tak ra­do­sne, jak mo­gli się spo­dzie­wać ze­słań­cy stycz­nio­wi. Nie wi­ta­no ich by­najm­niej jak bo­ha­te­rów, sto­su­nek do wy­da­rzeń 1863/1864 roku był zróż­ni­co­wa­ny, a gło­sy kry­tycz­ne prze­wa­ża­ły. Jan Ci­szek z go­ry­czą wspo­mi­na, jak wi­ta­no go w 1866 roku po po­wro­cie do Kra­ko­wa: „Sy­bi­ra­ki idą, dzieg­ciem śmier­dzą!”. Inny pa­mięt­ni­karz koń­czy swo­je wspo­mnie­nia o po­by­cie na ze­sła­niu i po­wro­cie do kra­ju sło­wa­mi: „I tu się za­czę­ła moja praw­dzi­wa ka­tor­ga”24. Istot­nie, je­że­li po­wra­ca­ją­cy nie mie­li ja­kie­goś ma­jąt­ku albo ro­dzi­na za­gar­nę­ła ich do­bra (a i to się zda­rza­ło), je­że­li oka­zy­wa­ło się na wsi, że nikt na nich nie cze­kał, a ste­ra­ni wie­kiem byli tyl­ko dar­mo­zja­da­mi do wy­kar­mie­nia, sta­wa­li wo­bec trud­nych dy­le­ma­tów: co ro­bić? Nie­rzad­ko szli po pro­stu na że­bry… Miej­sco­we i cen­tral­ne wła­dze za­sy­py­wa­ne były proś­ba­mi o za­sił­ki, aż wresz­cie do­szło do tego, że zgo­dę na po­wrót wy­da­wa­no pod wa­run­kiem, że wy­jeż­dża­ją­cy (w od­róż­nie­niu od pierw­szej po­ło­wy XIX wie­ku, kie­dy to skarb po­kry­wał kosz­ta po­wrot­nej po­dró­ży) pod­pi­sze cy­ro­graf, iż nie bę­dzie się ubie­gał o żad­ną po­moc fi­nan­so­wą od skar­bu. Nie­któ­rzy, jesz­cze w sile wie­ku, jak Igna­cy Dry­gas, wy­jeż­dża­li na­wet na „sak­sy”. Wspo­mnie­nia swo­je Dry­gas za­koń­czył 5 maja 1892 roku zna­mien­ny­mi sło­wy: „I tak so­bie te­raz spo­koj­nie żyję, Boga chwa­lę, pra­cu­ję i cią­gle my­ślę, że mi Bóg jesz­cze do­żyć po­zwo­li tej chwi­li, gdy pol­skie­mu na­ro­do­wi bę­dzie le­piej i bę­dzie­my mo­gli każ­de­mu w oczy pa­trzeć, nie jak dziś, gdy każ­dy nami po­mia­ta”25. Od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści jed­nak nie do­cze­kał, zmarł w 1906 lub 1907 roku u jed­nej ze swych có­rek w Niem­czech. Naj­uboż­si, a było ich nie­ma­ło, ko­rzy­sta­li z za­po­móg To­wa­rzy­stwa Wza­jem­nej Po­mo­cy Sy­bi­ra­ków dzia­ła­ją­ce­go we Lwo­wie i Kra­ko­wie jaw­nie, a pół­le­gal­nie w War­sza­wie. Nie­je­den znaj­do­wał schro­nie­nie na sta­re lata w kra­kow­skim przy­tu­li­sku. Do­pie­ro ci, któ­rzy do­ży­li od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści, otrzy­ma­li woj­sko­we eme­ry­tu­ry, stop­nie ofi­cer­skie, spe­cjal­ne mun­du­ry, me­da­le, a nie­któ­rzy na­wet or­de­ry Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri, ota­cza­ni byli czcią spo­łe­czeń­stwa i sta­li na ho­no­ro­wych miej­scach z oka­zji wszyst­kich uro­czy­sto­ści pań­stwo­wych. Ostat­ni z we­te­ra­nów prze­żył II woj­nę świa­to­wą i – jak do­no­si­ła pra­sa w 1949 roku – czyn­nie uczest­ni­czył w pe­ere­low­skich wy­bo­rach!

Na­stęp­na fala ze­słań – po stycz­nio­wej, któ­ra roz­cią­gnę­ła się na lata 1863-1870 – na­pły­nę­ła wraz z po­ja­wie­niem się dzia­ła­czy ro­syj­skie­go ru­chu na­rod­nic­kie­go, jego pol­skich uczest­ni­ków, wresz­cie kó­łek so­cja­li­stycz­nych, I i II Pro­le­ta­ria­tu, a w la­tach re­wo­lu­cji 1905 roku ogar­nę­ła ma­so­wo jej uczest­ni­ków, by zna­leźć swo­ją kon­ty­nu­ację – już w cał­ko­wi­cie od­mien­nej for­mie – w XX wie­ku, po 1917 roku.

Pa­mię­tać wsze­la­ko na­le­ży, że za pa­no­wa­nia Ro­ma­no­wów ze­sła­nie mia­ło za za­da­nie od­izo­lo­wać pol­skich „bun­tow­ni­ków” od resz­ty spo­łe­czeń­stwa i unie­moż­li­wić im od­dzia­ły­wa­nie na ro­da­ków, nig­dy zaś nie sta­wia­ło so­bie za cel eks­ter­mi­na­cji fi­zycz­nej przez wy­nisz­cza­nie gło­dem i nie­ludz­ki­mi wa­run­ka­mi eg­zy­sten­cji.

To­też zu­peł­nym nie­po­ro­zu­mie­niem jest okre­śla­nie oma­wia­ne­go tu sys­te­mu re­pre­sji „car­skim Gu­ła­giem”: pań­stwo ro­syj­skie w XIX wie­ku było mo­nar­chią au­to­kra­tycz­ną, ale nie mia­ło nic wspól­ne­go z sys­te­mem to­ta­li­tar­nym. Ce­lem ze­słań była izo­la­cja i re­so­cja­li­za­cja, a tak­że ko­lo­ni­za­cja bez­kre­snych te­re­nów Im­pe­rium: sko­ro uzna­no, iż są już lo­jal­ny­mi pod­da­ny­mi cara, ze­zwa­la­no im na po­wrót: naj­pierw z Sy­be­rii do tzw. gu­ber­ni we­wnętrz­nych, po­tem co­raz bli­żej ich stron oj­czy­stych, wresz­cie zsy­ła­nym z gu­ber­ni za­chod­nich ze­zwa­la­no na wy­jazd do Kró­le­stwa Pol­skie­go i do­pie­ro na sam ko­niec do ich miejsc za­miesz­ka­nia. Je­dy­nie księ­ży z opo­ra­mi wy­pusz­cza­no do kra­ju i czę­sto zda­rza­ło się, że znaj­do­wa­li się w skraj­nej nę­dzy26; za­zwy­czaj po ja­kimś cza­sie wy­jeż­dża­li oni do gu­ber­ni nad­bał­tyc­kich lub za gra­ni­cę, ale by­wa­ło i tak, iż śmierć za­sta­wa­ła ich w sę­dzi­wym wie­ku na ze­sła­niu. Nikt jed­nak nie zmu­szał ze­słań­ców do pra­cy po­nad siły, do­sta­wa­li nędz­ne – to praw­da – za­sił­ki, opła­ca­no im ko­mor­ne i da­wa­no pie­nią­dze na opał, nie wy­sy­ła­no do ko­lo­ni­zo­wa­nych bez­lud­nych re­gio­nów, w któ­rych wa­run­ki ży­cia urą­ga­ły wszel­kim nor­mom cy­wi­li­za­cyj­nym. Wła­dze do­sko­na­le wie­dzia­ły o zło­cie na Ko­ły­mie, lecz do­szły do wnio­sku, że za­pew­nie­nie tam ka­torż­ni­kom i osie­dleń­com zno­śnych wa­run­ków by­to­wych czy­ni to przed­się­wzię­cie nie­opła­cal­nym. Na­wet w Ja­ku­cji, któ­rą moż­na na­zwać „kar­ce­rem” Sy­be­rii, bo zsy­ła­no tam uwa­ża­nych za naj­bar­dziej nie­po­kor­nych ze­słań­ców po­stycz­nio­wych, nikt spo­śród 300 osób, któ­re tam pod­ów­czas tra­fi­ły, nie zgi­nął śmier­cią gło­do­wą, a wie­lu pro­si­ło – już po od­zy­ska­niu praw – o wy­jazd do tam­tej­szych ko­palń zło­ta w na­dziei, że zbi­ją tam ma­ją­tek. Do dziś żyje po­to­mek jed­ne­go z ta­kich uczest­ni­ków po­wsta­nia, któ­re­go stry­jecz­ny dzia­dek, Le­onard Mu-ra­nyi, wró­cił do Kra­ko­wa z do­rob­kiem po­zwa­la­ją­cym mu na zbu­do­wa­nie pierw­szej w tym mie­ście sto­lar­ni pa­ro­wej, bra­tu zaś umoż­li­wił przy­ję­cie do gro­na raj­ców kra­kow­skich. Trud­no so­bie wy­obra­zić, żeby ktoś z so­wiec­kie­go ła­gru wró­cił z nie­wiel­kim choć­by ma­jąt­kiem, ani też by kto­kol­wiek wła­śnie na Sy­be­rii zdo­był szli­fy na­uko­we, jak choć­by Be­ne­dykt Dy­bow­ski i jego współ­to­wa­rzy­sze ka­torż­ni­cy… A prze­cież wśród de­por­to­wa­nych w la­tach trzy­dzie­stych i czter­dzie­stych XX wie­ku Po­la­ków było wie­lu lu­dzi zdol­nych, wy­kształ­co­nych i uta­len­to­wa­nych. Ich po­ten­cjał mar­no­wa­no, eks­plo­atu­jąc do gra­nic moż­li­wo­ści w ko­pal­niach, przy wy­rę­bie lasu i temu po­dob­nych za­ję­ciach, i to w naj­strasz­niej­szych wa­run­kach, ja­kie so­bie tyl­ko moż­na wy­obra­zić.

– Zbie­go­stwo z miejsc od­osob­nie­nia, uciecz­ki „na wol­ność” to­wa­rzy­szy­ły ludz­ko­ści od nie­pa­mięt­nych cza­sów. Nie roz­mi­nie­my się za­pew­ne z praw­dą, twier­dząc, iż od­kąd utwo­rzo­no wię­zie­nia i za­czę­to w nich izo­lo­wać oraz wy­sy­łać do „miejsc bar­dziej lub mniej od­da­lo­nych” za­rów­no prze­stęp­ców po­spo­li­tych, jak i oso­by po­zo­sta­ją­ce w kon­flik­cie z wła­dzą, nie­prze­rwa­nie trwa­ły pró­by – uda­ne i nie­uda­ne – wy­rwa­nia się spod kon­tro­li i opusz­cze­nia miej­sca od­osob­nie­nia gdzie­kol­wiek by­ło­by ono urzą­dzo­ne: w wię­zien­nych bu­dyn­kach i na wol­nej prze­strze­ni, ogra­ni­czo­nych praw­dzi­wym mu­rem czy pło­tem lub nie­do­stęp­nych je­dy­nie z ra­cji swe­go po­ło­że­nia geo­gra­ficz­ne­go.

Wśród lu­dzi ska­za­nych na uwię­zie­nie – ze­sła­nie w róż­nych jego od­mia­nach – nie­zmien­nie znaj­do­wa­ły się jed­nost­ki, któ­re z ogra­ni­cze­niem swej wol­no­ści nie po­tra­fi­ły się po­go­dzić, któ­re bun­to­wa­ły się i mu­sia­ły, idąc za ja­kimś nie­po­ję­tym dla in­nych na­ka­zem we­wnętrz­nym, spo­so­bić się do uciecz­ki. Po­dej­mo­wa­ły je wie­lo­krot­nie i mimo naj­su­row­szych kar nie za­prze­sta­wa­ły my­śleć o wy­rwa­niu się z nie­wo­li. Gło­śne zbie­go­stwa, z pod­ko­pa­mi, he­li­kop­te­ra­mi i przy za­sto­so­wa­niu in­nych in­stru­men­tów naj­no­wo­cze­śniej­szej tech­ni­ki, są przed­mio­tem li­te­ra­tu­ry sen­sa­cyj­nej, fil­mów, se­ria­li te­le­wi­zyj­nych, a za­tem dzie­je „ucie­ki­nier­stwa” nie mają i nie będą mia­ły koń­ca.

W za­leż­no­ści od epo­ki i te­re­nu geo­gra­ficz­ne­go ko­lej­ne przy­pad­ki mają swo­ją spe­cy­fi­kę, choć sam fakt psy­chicz­nej nie­moż­no­ści po­go­dze­nia się z za­mknię­ciem, od­izo­lo­wa­niem od resz­ty świa­ta jest za­pew­ne w sen­sie psy­cho­spo­łecz­nym ana­lo­gicz­ny wszę­dzie. Od­daj­my jed­nak­że te spra­wy do roz­strzy­gnię­cia spe­cja­li­stom z za­kre­su psy­cho­lo­gii spo­łecz­nej. Przed­mio­tem na­szych roz­wa­żań po­zo­sta­je Ro­sja XIX stu­le­cia, pa­nu­ją­cy w niej sys­tem re­pre­sji wo­bec prze­ciw­ni­ków po­li­tycz­nych (do­ty­ka­ją­cy tak­że prze­stęp­ców po­spo­li­tych, któ­rych lo­sa­mi ża­den z hi­sto­ry­ków do­tąd się nie za­jął27) i nie­zwy­kłe w swych prze­ja­wach zbie­go­stwo z miejsc od­osob­nie­nia, przede wszyst­kim z Sy­bi­ru.

Zja­wi­sko to nig­dy nie przy­bra­ło cha­rak­te­ru ma­so­we­go. Po­dej­mo­wa­ły je jed­nost­ki lub gru­py za­chę­co­ne ich przy­kła­dem. Pró­by wy­rwa­nia się z nie­wo­li mia­ły miej­sce od nie­pa­mięt­nych cza­sów. Spo­śród nich naj­więk­szą sła­wę zdo­był nie­wąt­pli­wie Mau­ry­cy Be­niow­ski, gło­śny awan­tur­nik mię­dzy­na­ro­do­wy, uczest­nik kon­fe­de­ra­cji bar­skiej. To, co po niej na­stą­pi­ło, okre­ślić moż­na z pew­no­ścią jako pierw­szą tak li­czeb­ną zsył­kę pol­skich żoł­nie­rzy w głąb ce­sar­stwa ro­syj­skie­go.

Zyg­munt Fu­da­kow­ski, ze­sła­niec po­stycz­nio­wy, w asy­ście dwóch straż­ni­ków

Na­dzie­je na wy­do­sta­nie się spod car­skiej ku­ra­te­li ży­wi­li też z pew­no­ścią barsz­cza­nie, któ­rzy prze­cho­dzi­li na stro­nę Pu­ga­czo­wa.

Le­gen­da Be­niow­skie­go – spo­pu­la­ry­zo­wa­na dzię­ki wy­da­niu jego pa­mięt­ni­ków i li­te­ra­tu­rze ro­man­tycz­nej – przy­świe­ca­ła tym wszyst­kim dzie­więt­na­sto­wiecz­nym wy­gnań­com, któ­rzy snu­li pro­jek­ty ucie­czek i wie­rzy­li w ich re­al­ność, po­zwa­la­ła nie tra­cić na­dziei.

Więź­niom i ze­słań­com ko­ściusz­kow­skim po­zwo­lił wró­cić do oj­czy­zny – na prze­kór znie­na­wi­dzo­nej mat­ce Ka­ta­rzy­nie II – Pa­weł I. Jeń­cy z kam­pa­nii na­po­le­oń­skich, wy­pra­wy 1812 roku do Ro­sji, za­rów­no Fran­cu­zi, jak i Po­la­cy, osta­tecz­nie opu­ści­li Ro­sję – i to nie wszy­scy – dzię­ki uła­ska­wie­niom Alek­san­dra I.

Za każ­dym ra­zem ja­kaś ich część po­zo­sta­wa­ła na za­wsze w Ro­sji: jed­ni za­kła­da­li ro­dzi­ny, dru­dzy znaj­do­wa­li in­trat­ne za­ję­cie, jesz­cze in­nych nie cią­gnę­ła per­spek­ty­wa od­ra­bia­nia pańsz­czy­zny w kra­ju ro­dzin­nym. Sy­be­ria nie zna­ła wszak pod­dań­stwa, a zie­mi było tu pod do­stat­kiem. In­nym po pro­stu nie uda­ło się w porę wy­je­chać… Stąd też każ­de ko­lej­ne po­ko­le­nie pol­skich ze­słań­ców spo­ty­ka­ło w miej­scach od­osob­nie­nia – za i przed Ura­lem – swych po­przed­ni­ków z mi­nio­nych de­kad.

Po­wsta­nie Kró­le­stwa Kon­gre­so­we­go i nada­nie oktro­jo­wa­nej kon­sty­tu­cji 1815 roku zmie­ni­ło sy­tu­ację. Od­tąd, zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym pra­wem, miesz­kań­cy tego pań­stew­ka po­łą­czo­ne­go unią per­so­nal­ną z Ro­sją – car Wszech­ro­sji ko­ro­no­wał się wszak­że na kró­la pol­skie­go – mie­li od­by­wać kary wy­łącz­nie we wła­snym kra­ju, nie mo­gli być zsy­ła­ni w głąb Im­pe­rium. Tak też się sta­ło z człon­ka­mi kó­łek spi­sko­wych, któ­ry­mi się za­jął Ni­ko­łaj No­wo­sil­cow, i człon­ka­mi To­wa­rzy­stwa Pa­trio­tycz­ne­go z Kró­le­stwa po­sta­wio­ny­mi przed Są­dem Sej­mo­wym, no­ta­be­ne na­der ła­god­nie prze­zeń po­trak­to­wa­ny­mi. In­a­czej rzecz się mia­ła z Po­la­ka­mi po­cho­dzą­cy­mi z tzw. Ziem Za­bra­nych: byli oni pod­da­ny­mi cara (a nie kró­la pol­skie­go) i obo­wią­zy­wa­ły ich pra­wa ce­sar­stwa, a nie kon­sty­tu­cja Kró­le­stwa. Dla­te­go też na ze­sła­niu sy­be­ryj­skim zna­leź­li się np. Se­we­ryn Krzy­ża­now­ski, któ­ry nig­dy z gu­ber­ni to­bol­skiej do domu nie po­wró­cił, zmarł po cięż­kiej cho­ro­bie na wy­gna­niu, czy Piotr Mo­szyń­ski – opie­kun ze­słań­ców – od­by­wa­ją­cy tak­że karę w Sy­be­rii Za­chod­niej, za­ło­ży­ciel bi­blio­te­ki do­stęp­nej dla wszyst­kich tam­tej­szych Po­la­ków, pro­tek­tor uta­len­to­wa­ne­go ar­ty­sty Igna­ce­go Cey­zy­ka, i inni.

Po­dob­nie pro­ces wi­leń­ski fi­lo­ma­tów i fi­la­re­tów, a tak­że zwią­za­nych z nimi po­śred­nio kó­łek uczniow­skich w Kiej­da­nach, Kro­żach, Swi­sło­czy za­owo­co­wał licz­ny­mi ze­sła­nia­mi w głąb ce­sar­stwa. Kary, ja­kie spa­dły na uczest­ni­ków, były zróż­ni­co­wa­ne: od ła­god­nych prze­no­sin na uni­wer­sy­tet w Ka­za­niu, któ­re za­pew­nia­ły nie­kie­dy moż­li­wość bły­sko­tli­wych ka­rier na­uko­wych, po­przez na­ucza­nie w ro­syj­skich szko­łach pro­win­cjo­nal­nych, po wię­zie­nie w Bo­bruj­sku (Cy­prian Jan­czew­ski), czy wresz­cie wy­sła­nie na ka­tor­gę ner­czyń­ską, gdzie ślad po nich za­gi­nął, jak to mia­ło miej­sce w przy­pad­ku Jana Mol­le­so­na czy Jó­ze­fa Tyra.

Osob­ną gru­pę sta­no­wi­li uzna­ni za naj­bar­dziej win­nych prze­wod­ni­cy du­cho­wi mło­dzie­ży wy­sła­ni na tzw li­nię oren­bur­ską: To­masz Zan do Oren­bur­ga, Jan Cze­czot – do Ufy, Jan Wit­kie­wicz i Adam Su­zin – do Or­ska, Wik­tor Iwasz­kie­wicz – do Tro­ic­ka, Aloj­zy Pie­ślak – do Wierch­nieu­ral­ska. Cze­czot, Su­zin i Zan zna­leź­li się – pod od­by­ciu kary wię­zie­nia w miej­sco­wych twier­dzach – na ze­sła­niu; ucznio­wie kro­scy, Iwasz­kie­wicz, Pie­ślak, Wit­kie­wicz, wcie­le­ni zo­sta­li do woj­ska do Spe­cjal­ne­go Kor­pu­su Oren­bur­skie­go.

Ogród spa­ce­ro­wy i ła­zien­ki do ką­pie­li so­lan­ko­wych w Uso­lu urzą­dzo­ne przez pol­skich ze­słań­ców

Jak się zda­je, w owym gro­nie wy­gnań­ców lat dwu­dzie­stych nie kieł­ko­wa­ły my­śli o uciecz­ce28. Do­mi­no­wa­ło ra­czej prze­świad­cze­nie o ko­niecz­no­ści god­ne­go prze­ży­cia trud­nych lat, za­ję­cia się po­ży­tecz­ną pra­cą w na­dziei, iż po­zwo­li ona w ja­kimś mo­men­cie „za­słu­żyć” na ła­skę ce­sar­ską i le­gal­ny po­wrót do kra­ju. W każ­dym ra­zie nie za­cho­wa­ły się żad­ne świa­dec­twa o snu­ciu przez nich ta­kich pla­nów, poza – być może – jed­nym Ja­nem Wit­kie­wi­czem, któ­re­go in­ten­syw­ne ucze­nie się „ję­zy­ków lud­no­ści miej­sco­wej, ko­czow­ni­czej, jak rów­nież ję­zy­ka per­skie­go, czę­ścio­wo arab­skie­go, a tak­że ję­zy­ka pusz­tu, któ­rym po­słu­gi­wa­ły się da­le­kie ludy afgań­skie”, po­zwa­la jego bio­gra­fo­wi przy­pusz­czać, iż skła­nia­ła go ku temu „wła­śnie myśl o uciecz­ce”29. Dal­sze losy Jana Wit­kie­wi­cza prze­ko­nu­ją, iż od ta­kie­go za­mia­ru – je­śli się w ogó­le z ta­ko­wym no­sił – od­stą­pił i wy­brał inną dro­gę: ka­rie­ry woj­sko­wej, świet­nie się za­po­wia­da­ją­cej, za­koń­czo­nej wsze­la­ko śmier­cią, naj­praw­do­po­dob­niej sa­mo­bój­czą, w nie­wy­ja­śnio­nych do dziś oko­licz­no­ściach. Dro­gę ka­rie­ry woj­sko­wej ob­ra­li tak­że dwaj jego ko­le­dzy, Iwasz­kie­wicz i Pie­ślak, obaj po­zo­sta­jąc na sta­łe w Ro­sji.

Sy­tu­acja ule­ga za­sad­ni­czej zmia­nie po klę­sce po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go i za­twier­dze­niu Sta­tu­tu Or­ga­nicz­ne­go. Wszy­scy prze­stęp­cy – po­spo­li­ci i po­li­tycz­ni – mo­gli być te­raz wy­wie­zie­ni z Kró­le­stwa dla od­by­wa­nia kary w głę­bi Im­pe­rium Ro­syj­skie­go. Pa­no­wa­nie dwóch ca­rów – de­spo­ty Mi­ko­ła­ja I i li­be­ral­ne­go Alek­san­dra II – to okres naj­licz­niej­szych wę­dró­wek pol­skich prze­stęp­ców po­li­tycz­nych na ze­sła­nie. I naj­licz­niej­szych prób – pod­ję­tych z róż­nym skut­kiem – wy­rwa­nia się z nie­wo­li. Po­świę­co­ne im zo­sta­ły ko­lej­ne roz­dzia­ły.

– War­to przy­po­mnieć, co gro­zi­ło ucie­ki­nie­rom poza nie­spo­dzian­ka­mi w dro­dze – spo­tka­nie z roz­bój­ni­ka­mi, z dra­pież­ni­ka­mi w la­sach, śmierć gło­do­wa lub za­mar­z­nię­cie. Ko­dek­sy – woj­sko­wy i cy­wil­ny – po­świę­ca­ły de­zer­te­rom i zbie­gom z ze­sła­nia spo­ro miej­sca, róż­ni­cu­jąc kary na wie­le spo­so­bów. Usta­wa o ze­słań­cach (włą­czo­na do XIV tomu zbio­ru praw) też o ucie­ki­nie­rach nie za­po­mi­na­ła.

W pierw­szej po­ło­wie XIX stu­le­cia przede wszyst­kim cze­ka­ła ich kara chło­sty, a na­stęp­nie sąd woj­sko­wy. Szły w ruch ba­to­gi i kije w ilo­ści od kil­ku­set do kil­ku ty­się­cy. Je­że­li tra­fio­no na słab­sze­go fi­zycz­nie i psy­chicz­nie, mo­gło to ozna­czać karę śmier­ci. 1 stycz­nia 1864 roku karę cięż­kiej chło­sty znie­sio­no, po­zo­sta­wia­jąc za­miast tego ró­zgi (do 50 dla osób cy­wil­nych, do 200 w woj­sku!) oraz od­da­nie pod sąd woj­sko­wy. Ten z ko­lei miał – tak jak i po­przed­nio – na­der sze­ro­kie peł­no­moc­nic­twa: mógł ska­zać na ka­tor­gę lub na osie­dle­nie w miej­scach od­le­głych, wcie­lić do ba­ta­lio­nów sta­cjo­nu­ją­cych na krań­cach ce­sar­stwa. Pra­wo­daw­ca pod­kre­ślał, że żad­na z de­zer­cji, choć­by naj­krót­sza, choć­by żoł­nierz sam zgło­sił się do swo­jej jed­nost­ki, nie może zo­stać bez­kar­na30

Nie mniej su­ro­wo ob­cho­dzo­no się z ucie­ki­nie­ra­mi z ze­sła­nia. Po­szcze­gól­ne pa­ra­gra­fy do­ty­czy­ły za­rów­no zbie­go­stwa z Sy­be­rii, jak i z we­wnętrz­nych gu­ber­ni, obej­mo­wa­ły wszyst­kie ka­te­go­rie ska­zań­ców, od ka­torż­ni­ków po osie­dleń­ców: im wyż­szą od­by­wał karę, tym wię­cej do­dat­ko­wych lat cięż­kich ro­bót czy osie­dle­nia miał szan­sę otrzy­mać. Dzie­siąt­ki pa­ra­gra­fów nie tyl­ko okre­śla­ły szcze­gó­ło­wo wy­miar kary, ale wpro­wa­dza­ły do­dat­ko­wo roz­róż­nie­nia: im czę­ściej ob­wi­nio­ny po­dej­mo­wał pró­by uciecz­ki, tym su­ro­wiej go trak­to­wa­no (do­ty­czy­ło to i chło­sty, kie­dy jesz­cze była naj­czę­ściej sto­so­wa­nym spo­so­bem wy­cho­wy­wa­nia prze­stęp­ców wszel­kie­go ro­dza­ju, i lat ka­za­ma­tów, cięż­kich ro­bót itd.). Wpro­wa­dzo­ny w „Usta­wie o ze­słań­cach”81 – i obo­wią­zu­ją­cy nadal – po­dział na uciecz­kę i od­da­le­nie się bez ze­zwo­le­nia (otłucz­ka biez do­zwo­le­ni­ja) wpro­wa­dzał moż­li­wość trak­to­wa­nia zbie­gów w za­leż­no­ści od tego, na jaką od­le­głość zdo­ła­li uciec, na jak dłu­go (kil­ka dni czy mie­się­cy) się od­da­li­li od miej­sca sta­łe­go po­by­tu, czy było to prze­wi­nie­nie po­peł­nio­ne pierw­szy raz czy ko­lej­ne. Umoż­li­wia­ło to miej­sco­wym wła­dzom pew­ną do­wol­ność w wy­mie­rza­niu kar, a ta­koż uła­twia­ło ła­pow­nic­two: na­le­ży to brać pod uwa­gę, kie­dy na­po­ty­ka­my róż­ne trak­to­wa­nie zbie­gów, któ­rzy po­peł­ni­li iden­tycz­ne prze­stęp­stwo. Trud­no na­wet stre­ścić sen­sow­nie wszyst­kie te pa­ra­gra­fy, za­ję­ło­by to zbyt wie­le miej­sca: po­zo­sta­je więc je­dy­nie stwier­dzić, że kary – zwłasz­cza dla ka­torż­ni­ków – były bar­dzo su­ro­we, a na po­bła­ża­nie mo­gło li­czyć nie­wie­lu.

Wy­pa­da jesz­cze wspo­mnieć o zja­wi­sku, któ­re w ja­kimś stop­niu wią­za­ło się ze zbie­go­stwem, mia­no­wi­cie o za­mia­nie per­so­na­lia­mi, któ­re bądź mia­ło na celu od­mia­nę sta­tu­su ze­słań­ca (np. z ka­torż­ni­ka na osie­dleń­ca), bądź po­zwa­la­ło mu ła­twiej znik­nąć, roz­pły­nąć się w ma­sie prze­stęp­ców po­spo­li­tych. Za­mia­na – za któ­rą tak­że gro­zi­ły kary zróż­ni­co­wa­ne – do­ko­ny­wa­ła się naj­czę­ściej za pie­nią­dze lub inne wa­lo­ry (do­bre ubra­nie itp.), czę­sto nie zna­my ani ceny, ani po­wo­du trans­ak­cji. Ujaw­nia­no ta­kie przy­pad­ki albo wsku­tek zbie­gu oko­licz­no­ści, albo kie­dy ukry­wa­ją­cy się pod cu­dzym na­zwi­skiem do­cho­dził do wnio­sku, że na za­mia­nie prze­grał, np., jako pod­da­ny au­striac­ki czy pru­ski stra­cił moż­li­wość po­wro­tu do domu. Uzna­li­śmy jed­nak, że szcze­gó­ło­we omó­wie­nie na­wet naj­cie­kaw­szych przy­pad­ków nad­to po­sze­rzy­ło­by ob­ję­tość książ­ki.

Jed­no jest pew­ne: de­cy­du­ją­cy się na uciecz­kę – zbio­ro­wą czy in­dy­wi­du­al­ną – do­sko­na­le wie­dzie­li, co im gro­zi. Wię­cej na­wet: jak wy­ni­ka ze wspo­mnień, dłu­go jesz­cze ży­wi­li prze­świad­cze­nie, że cze­ka­ją ich – jak daw­niej – i ba­to­gi, i wie­lo­let­nia ka­tor­ga.

By­ło­by błę­dem są­dzić, że ucie­ki­nie­rów i bun­tow­ni­ków spo­łecz­ność ze­słań­cza trak­to­wa­ła jak bo­ha­te­rów. W okre­sie, o któ­rym mowa, wśród pol­skich „sy­bi­ra­ków” moż­na wy­róż­nić – i sta­rać się zro­zu­mieć – kil­ka cha­rak­te­ry­stycz­nych po­staw:

Pierw­sza – naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­na – na­ka­zy­wa­ła czyn­ne przy­sto­so­wa­nie: zna­leźć w no­wych wa­run­kach taki mo­dus vi­ven­di, któ­ry po­zwa­lał­by na moż­li­wie naj­bar­dziej nie­za­leż­ne by­to­wa­nie, po­łą­cze­nie za­jęć za­rob­ko­wych i za­spo­ka­ja­nia po­trzeb du­cho­wych z za­kro­jo­ną na szer­szą ska­lę po­mo­cą dla in­nych. Sy­bi­ra­cy prze­stęp­cy po­li­tycz­ni byli pierw­szy­mi au­ten­tycz­ny­mi spo­łecz­ni­ka­mi, or­ga­nicz­ni­ka­mi pa­trio­ta­mi prze­świad­czo­ny­mi o swej mi­sji; ich god­ne za­cho­wa­nie, wie­dza, pra­co­wi­tość i uczci­wość sta­no­wić mia­ły wzo­rzec dla in­nych, bu­dzić sza­cu­nek miej­sco­wej lud­no­ści i zwierzch­ni­ków. Ju­lian Sa­biń­ski, wy­ra­ża­jąc się w swym dzien­ni­ku z apro­ba­tą o ko­le­gach za­baj­kal­skich: „Żyją w zgo­dzie, pra­cu­ją po­ży­tecz­nie, wspie­ra­ją się na­wza­jem, naj­lep­szy duch wszyst­kich oży­wia i sza­no­wa­ni są w ca­łej oko­li­cy”32, wy­jąt­ko­wo cel­nie okre­ślał za­sad­ni­cze ele­men­ty tej po­sta­wy. On też – naj­peł­niej ucie­le­śnia­ją­cy taki mo­del za­cho­wa­nia – z sa­tys­fak­cją od­no­tu­je na­pis na jed­nym z na­grob­ków po­cho­wa­nych w Ir­kuc­ku ko­narsz­czy­ków:

„Stój, prze­chod­niu, i uczcij proch, co tu spo­czy­wa:

Cno­ta w oko­wach – to cno­ta praw­dzi­wa”33.

Po­dob­ny sto­su­nek do wy­gnań­czej rze­czy­wi­sto­ści daje się bez tru­du za­uwa­żyć wśród ze­słań­ców po­stycz­nio­wych. Da­wał jej wy­raz Ja­kub Gieysz­tor i wie­lu in­nych. Oczy­wi­ście nie na­le­ży przy­my­kać oczu na spo­re gro­no ze­słań­ców, zwłasz­cza po­stycz­nio­wych, nie­prze­strze­ga­ją­cych owych za­sad, pi­ją­cych na umór, wsz­czy­na­ją­cych awan­tu­ry, oskar­ża­nych nie­bez­pod­staw­nie o kra­dzie­że i po­waż­niej­sze prze­stęp­stwa kry­mi­nal­ne. Nie oni jed­nak na szczę­ście kształ­to­wa­li opi­nię o pol­skich wy­gnań­cach.

Po­sta­wa dru­ga – kon­tem­pla­cyj­no-fi­lo­zo­ficz­na – wy­ra­sta­ła z uzna­nia Sy­be­rii za szko­łę cha­rak­te­ru, da­ją­cą nie­ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści do­sko­na­le­nia we­wnętrz­ne­go. Jej wy­kład­nię wy­ra­ża naj­le­piej list An­to­nil­li Rosz­kow­skiej, żony ko­narsz­czy­ka Adol­fa, jed­nej z naj­pięk­niej­szych po­sta­ci ko­bie­cych, na­zy­wa­nej nie bez ko­ze­ry „kró­lo­wą ner­czyń­ską”, do ro­dzi­ców po­zba­wio­ne­go pra­wa ko­re­spon­den­cji ka­torż­ni­ka Alek­san­dra Bie­liń­skie­go, któ­ry tak zo­stał przez nią scha­rak­te­ry­zo­wa­ny: „nie szem­rze prze­ciw­ko woli Bo­żej, zga­dza się z lo­sem. Czas swe­go wy­gna­nia przy­wykł uwa­żać wzglę­dem sie­bie za to, czym w daw­nych cza­sach dla po­boż­nych lu­dzi było prze­by­wa­nie na pu­sty­ni – cza­sem wy­tę­pie­nia wad, utwier­dze­nia się w do­brem, cza­sem wzro­stu w du­cho­wą po­tę­gę”34. Owe po­go­dze­nie się z lo­sem, do­sko­na­le­nie we­wnętrz­ne i czy­nie­nie do­bra nie ozna­cza­ło za­apro­bo­wa­nia nie­wo­li, było jej za­prze­cze­niem, o czym prze­ko­nu­ją ko­le­je ży­cia księ­dza Krzysz­to­fa Szwer­nic­kie­go, któ­ry ska­za­ny w 1850 roku na za­miesz­ka­nie w gu­ber­ni ir­kuc­kiej nie sko­rzy­stał z amne­stii 1856 roku, po­zo­stał do­bro­wol­nie na Sy­be­rii i był do sa­mej śmier­ci w 1894 roku pro­bosz­czem pa­ra­fii ir­kuc­kiej, oraz przy­szłe­go bło­go­sła­wio­ne­go ojca Ra­fa­ła, Jó­ze­fa Ka­li­now­skie­go, ska­za­ne­go w 1864 na 10 lat ka­tor­gi w twier­dzach, już na ze­sła­niu oto­czo­ne­go po­wszech­ną czcią, o któ­rym „sami Mo­ska­le mó­wi­li, że to świę­ty Po­lak”35.

Po­sta­wa trze­cia – to nie­ustan­ny bunt prze­ciw­ko prze­mo­cy, nie­po­go­dze­nie się z lo­sem, snu­cie ma­rzeń o ko­lej­nym po­wsta­niu zbroj­nym, pró­by wcie­la­nia w ży­cie pro­jek­tów wy­do­sta­nia się z nie­wo­li, or­ga­ni­zo­wa­nie ucie­czek zbio­ro­wych i in­dy­wi­du­al­nych. Prze­ja­wia­ła się wszę­dzie: w woj­sku i ro­tach aresz­tanc­kich, na ka­tor­dze i na osie­dle­niu, od razu na po­cząt­ku, już w dro­dze na ze­sła­nie, i po la­tach, nie­mal do ostat­nie­go tchnie­nia ży­cia, pod prze­moż­nym pra­gnie­niem zło­że­nia swych ko­ści w oj­czyź­nie.

Ta ostat­nia po­sta­wa nie tyl­ko nie była po­wszech­na, ale spo­ty­ka­ła się wśród przed­sta­wi­cie­li dwóch pierw­szych z wy­raź­ną dez­apro­ba­tą.

Uwa­ża­no – nie bez pod­staw – że każ­da taka pró­ba, nie­za­leż­nie od jej wy­ni­ku, po­wo­du­je je­dy­nie wzrost re­pre­sji, po­czy­ty­wa­na była naj­czę­ściej za awan­tur­nic­two, nie­po­trzeb­ne na­ra­ża­nie sie­bie i in­nych. Po do­świad­cze­niach spi­sku omskie­go Bro­ni­sław Za­le­ski z sa­tys­fak­cją kon­sta­to­wał, że z bie­giem cza­su wśród ze­słań­ców „miej­sce awan­tur­ni­czych nie­raz i roz­pa­czą na­tchnio­nych pro­jek­tów za­stę­po­wał po­waż­niej­szy po­gląd na po­ło­że­nie i obo­wiąz­ki”36.

Szy­mon To­ka­rzew­ski z ko­lei uwa­żał zbie­go­stwo za po­stę­pek nie­mo­ral­ny z ra­cji tego, że ucie­ki­nie­ra w jego prze­ko­na­niu cze­kał z re­gu­ły los włó­czę­gi, nie­god­ny pol­skie­go ze­słań­ca. Włó­czę­go­stwo w Ro­sji było zja­wi­skiem je­dy­nym w swo­im ro­dza­ju i mia­ło ono rze­czy­wi­ście cha­rak­ter ma­so­wy. „Nie­po­mni imie­nia i na­zwi­ska” (nie­po­mniasz­czi­je), nie­ma­ją­cy domu ani ro­dzi­ny, z wio­sną ma­so­wo po­rzu­ca­li miej­sca od­osob­nie­nia (cho­ciaż włó­czę­go­stwo było w Ro­sji ka­ra­ne) i wę­dro­wa­li po kra­ju, ży­wiąc się, czym po­pad­nie. Chło­pi sy­be­ryj­scy wy­sta­wia­li dla nich je­dze­nie, by się uchro­nić przed ra­bun­kiem, nie za­wsze zresz­tą sku­tecz­nie. Spo­łecz­ność włó­czę­gów rzą­dzi­ła się wła­sny­mi pra­wa­mi, mia­ła swo­ją hie­rar­chię, swo­je oby­cza­je. Pol­scy zbie­go­wie sta­ra­li się je po­znać, by wy­ko­rzy­stać w po­trze­bie.

Wa­rzel­nie na Wiel­kiej wy­spie, Mała wy­spa i most łą­czą­cy obie wy­spy w Uso­lu. Wi­dać brzeg sta­łe­go lądu

Uciecz­kę Zyg­mun­ta Mi­ney­ki i Alek­san­dra Okiń­czy­ca, a tak­że kil­ka in­nych nie­uda­nych prób zbie­go­stwa Be­ne­dykt Dy­bow­ski tak sko­men­to­wał: „Co do mnie, to uzna­wa­łem nie bez ra­cji tych, co się od­wa­ży­li na uciecz­kę, za strasz­nych ego­istów, nie­dba­łych o to, że uciecz­ką swo­ją kom­pro­mi­tu­ją ko­le­gów, że na­ra­ża­ją po­zo­sta­łych na re­pre­sje ze stro­ny władz wię­zien­nych”37. Istot­nie uciecz­ka ta i fakt po­mo­cy otrzy­ma­nej w Per­mie (zob. roz­dział VIII) spo­wo­do­wa­ły za­rzą­dze­nie o wy­sie­dle­niu pol­skich ze­słań­ców w głąb gu­ber­ni, da­le­ko poza uczęsz­cza­ne szla­ki, co znacz­nie po­gor­szy­ło ich sy­tu­ację. Czę­ściej jed­nak nie tyle wpro­wa­dza­no nowe za­ostrzo­ne prze­pi­sy, co ści­ślej prze­strze­ga­no już ist­nie­ją­cych: za­my­ka­nia cel, zwięk­sza­nia eskor­ty, za­ka­zu miesz­ka­nia na kwa­te­rach itp. Po po­wsta­niu 1866 roku na trak­cie oko­ło­baj­kal­skim, po­wszech­nie przez więk­szość po­tę­pia­nym, Wa­cław La­soc­ki od­no­to­wał: „Ser­ca na­sze krwa­wi­ły się, bo­le­li­śmy nad lo­sem ko­le­gów, nie­mniej po­tę­piać mu­sie­li­śmy lek­ko­myśl­ny i bez­ce­lo­wy krok, któ­re­go na­stęp­stwem było zwięk­sze­nie cier­pień ca­łej masy wy­gnań­ców w gra­ni­cach Sy­be­rii Wschod­niej. Takt i roz­trop­ność na­sze­go ko­men­dan­ta [w Uso­lu] Tu­ro­wa spra­wi­ły, iż na­sze sto­sun­ki miej­sco­we nie ule­gły pra­wie zmia­nie, ale w in­nych miej­sco­wo­ściach do­stra­ja­no się szyb­ko do da­ne­go z Ir­kuc­ka ha­sła, by sto­pę po­la­ko­żer­stwa wzmoc­nić na wszyst­kich punk­tach”38.

Wy­mow­nym świa­dec­twem dro­bia­zgo­we­go za­ostrza­nia prze­pi­sów kon­tro­li nad ze­słań­ca­mi jest zna­le­zio­na przez Lu­dwi­kę Kasz­nic­ką – już po za­koń­cze­niu prac nad kar­to­te­ką ze­słań­ców XIX wie­ku – w ar­chi­wum III Od­dzia­łu Kan­ce­la­rii Wła­snej JCMo­ści ko­re­spon­den­cja w spra­wie „prze­ka­za­ne­go z Au­strii Sta­ni­sła­wa Ła­piń­skie­go zbie­głe­go z Ir­kuc­ka”39.

Jak wy­ni­ka z ra­por­tu do­wód­cy War­szaw­skie­go Okrę­gu Żan­dar­me­rii z 15 czerw­ca 1872 roku, za­trzy­ma­ny w Kra­ko­wie 5 czerw­ca 1872 bez do­ku­men­tów i od­da­ny 15 czerw­ca w punk­cie gra­nicz­nym Gra­ni­ca w ręce przed­sta­wi­cie­li władz ro­syj­skich, Ła­piń­ski ze­znał, że oj­ciec jego miał na imię Jan, że li­czy so­bie lat 28 i jest ro­dem z Włosz­czo­wej w Kie­lec­kiem, sta­nu miej­skie­go, że za udział „w bun­cie 1863 roku” w jed­nym z od­dzia­łów ska­za­no go na 12 lat cięż­kich ro­bót na Sy­be­rii; wy­sła­ny z War­sza­wy we wrze­śniu 1863 prze­by­wał w gu­ber­ni ir­kuc­kiej, skąd w sierp­niu 1869 wraz ze Sta­ni­sła­wem Do­bro­wol­skim i An­to­nim No­wic­kim zbiegł w cza­sie obia­du, ko­rzy­sta­jąc z tego, że nie za­ku­to ich w kaj­da­ny. „La­sa­mi i ścież­ka­mi” do­tarł w li­sto­pa­dzie lub grud­niu tego sa­me­go roku do Kra­ko­wa, gdzie otrzy­mał za­ję­cie ku­cha­rza w re­stau­ra­cji Woj­cie­cha Dry­lew­skie­go; w grud­niu 1871 prze­niósł się, tak­że jako ku­charz, do miesz­kań­ca Kra­ko­wa, nie­ja­kie­go Mar­kie­wi­cza. W po­nie­dzia­łek 5/17 czerw­ca na­stęp­ne­go roku za­trzy­ma­ła Ła­piń­skie­go po­li­cja kra­kow­ska i od­sta­wi­ła do gra­ni­cy. O lo­sach Do­bro­wol­skie­go i No­wic­kie­go nic mu nie było wia­do­mo. Ze­zna­nie pod­pi­sał trze­ma krzy­ży­ka­mi.

Na­stęp­ny ra­port do III Od­dzia­łu, no­szą­cy datę 19 czerw­ca 1872 roku, po­wia­da­miał, że po dro­dze do Bę­dzi­na, we wsi Niem­cy, Sta­ni­sław Ła­piń­ski, po­wie­rzo­ny opie­ce wło­ścia­ni­na Pio­tra We­lu­gi, zbiegł w nie­wia­do­mym kie­run­ku, za co We­lu­gę od­da­no pod sąd. Szcze­gó­ły uciecz­ki „prze­stęp­cy po­li­tycz­ne­go” opi­sa­no w uzu­peł­nia­ją­cym do­nie­sie­niu pod tą samą datą: „9 czerw­ca Ła­piń­ski prze­ka­za­ny zo­stał przez straż­ni­ka ziem­skie­go po­wia­tu bę­dziń­skie­go, Sier­gie­je­wa, na noc­leg soł­ty­so­wi wsi Niem­cy, któ­ry wy­zna­czył na straż­ni­ka wło­ścia­ni­na Pio­tra We­lu­gę. O pół­no­cy Ła­piń­ski po­pro­sił o wyj­ście na dwór za po­trze­bą. We­lu­ga wy­pu­ścił go, a sam po­wo­li po­szedł za nim. Ko­rzy­sta­jąc z tego oraz z noc­nych ciem­no­ści, Ła­piń­ski wy­mknął się do po­bli­skie­go la­sku i mimo wsz­czę­tych po­szu­ki­wań nie zo­stał schwy­ta­ny”.

Cmen­tarz w Uso­lu. Pol­skie gro­by

Sama hi­sto­ria tej uciecz­ki, jak­że po­dob­na do wie­lu in­nych, nie za­słu­gi­wa­ła­by na wzmian­kę w przed­mo­wie, gdy­by nie spo­wo­do­wa­ne nią cyr­ku­la­rze Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych. Pierw­szy, z po­ło­wy 1872 roku, pod­pi­sa­ny przez sa­me­go mi­ni­stra, ge­ne­ra­ła-ad­iu­tan­ta Alek­san­dra Ti­ma­sze­wa, przy­po­mi­nał w związ­ku z na­si­la­ją­cym się zbie­go­stwem „prze­stęp­ców po­li­tycz­nych” o nie­prze­strze­ga­nym cyr­ku­la­rzu MSW z 17 sierp­nia 1863 nr 137 w spra­wie roz­to­cze­nia ści­słej kon­tro­li nad oso­ba­mi wy­sła­ny­mi pod do­zór po­li­cji za prze­stęp­stwa po­li­tycz­ne; mi­ni­ster zwra­cał na­czel­ni­kom gu­ber­ni uwa­gę na ko­niecz­ność za­po­bie­że­nia uciecz­kom i za­le­cał w tym celu „albo zo­bo­wią­zać ze­słań­ców do mel­do­wa­nia się co­dzien­nie u na­czel­ni­ków po­li­cji albo też na­ka­zać urzęd­ni­kom po­li­cji czę­sto od­wie­dzać po­mie­nio­ne oso­by w ich miesz­ka­niach”, co umoż­li­wi przy­najm­niej „usta­le­nie fak­tu uciecz­ki we wła­ści­wym cza­sie”.

W ko­lej­nym cyr­ku­la­rzu, z 13 lu­te­go 1874 nr 20, czy­ta­my, co na­stę­pu­je:

„Do Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych na­der czę­sto do­cie­ra­ją in­for­ma­cje o uciecz­kach aresz­tan­tów z róż­nych wię­zień re­sor­tu cy­wil­ne­go, bliż­sze zaś roz­pa­trze­nie oko­licz­no­ści ucie­czek prze­ko­nu­je, że pra­wie we wszyst­kich przy­pad­kach wina leży po stro­nie władz wię­zien­nych nie prze­strze­ga­ją­cych za­sad po­rząd­ku we­wnętrz­ne­go i do­zo­ru w pod­le­głych im wię­zie­niach. […] Cyr­ku­la­rze Mi­ni­ster­stwa, za­le­ca­ją­ce, aby nad aresz­tan­ta­mi wy­pusz­cza­ny­mi dla po­trzeb na­tu­ral­nych roz­to­czyć szcze­gól­nie bacz­ny do­zór i aby w tym cza­sie to­wa­rzy­szył im kon­wój, po­zo­sta­wa­ły do­tąd bez prak­tycz­ne­go za­sto­so­wa­nia. […] Nie­prze­strze­ga­nie obo­wią­zu­ją­ce­go po­rząd­ku pro­wa­dzi do tego, że aresz­tan­ci cho­dzą bez skrę­po­wa­nia po bu­dyn­ku wię­zien­nym”. Mi­ni­ster­stwo Spraw We­wnętrz­nych przy­po­mi­na, że war­tow­ni­cy win­ni każ­de­go z aresz­tan­tów mieć pod nie­ustan­nym ba­cze­niem, a „tego, któ­ry po­ja­wia się bez eskor­ty, uwa­żać za prze­stęp­cę, no­szą­ce­go się z za­mia­rem uciecz­ki, i zo­bo­wią­za­ni są strze­lać do ta­ko­we­go, je­śli nie da po­słu­chu pierw­sze­mu we­zwa­niu war­tow­ni­ka”.

Cyr­ku­larz nr 21 z 16 lu­te­go 1874, zno­wu wy­wo­ła­ny na­si­la­ją­cy­mi się uciecz­ka­mi oraz za­miesz­ka­mi w wię­zie­niach, na­ka­zy­wał – zgod­nie z za­rzą­dze­niem z 5 mar­ca 1866 roku nr 42 – za­my­kać cele, w któ­rych prze­by­wa­ją aresz­tan­ci, „dniem i nocą”.

Roz­po­rzą­dze­nia i na­ga­ny przez ja­kiś czas wy­wie­ra­ły sku­tek (stąd zdzi­wie­nie ze­słań­ców pa­mięt­ni­ka­rzy, kie­dy po prze­nie­sie­niu do ko­lej­nej gu­ber­ni do­wia­dy­wa­li się, że obo­wią­zu­je tam su­row­szy re­żym niź­li na ka­tor­dze), po­tem jed­nak „wziąt­ki” i wro­dzo­ne le­ni­stwo (każ­do­ra­zo­we wi­zy­ty za­bie­ra­ły czas! War­tow­ni­cy nie byli w sta­nie mieć na oku każ­de­go więź­nia) spra­wia­ły, że wszyst­ko wra­ca­ło do po­przed­nie­go sta­nu rze­czy. I zno­wu po­wia­da­mia­no III Od­dział, że w mar­cu 1879 roku z mia­sta Kir­sa­no­wa „zbiegł nie wia­do­mo gdzie” po­zo­sta­ją­cy pod do­zo­rem po­li­cyj­nym szlach­cic gu­ber­ni ra­dom­skiej, Wi­told Ko­rul­ski, li­czą­cy lat oko­ło 55, któ­re­go uję­to jed­nak już 10 kwiet­nia…40. W 1879 i 1880 roku po­szu­ki­wa­no bez­sku­tecz­nie Fau­sty­na Ko­chań­skie­go (vel Ko­cha­now­skie­go), miesz­cza­ni­na z Lu­belsz­czy­zny o bo­ga­tym ży­cio­ry­sie (wcie­lo­ny do woj­ska od­mó­wił zło­że­nia przy­się­gi wier­no­pod­dań­czej, w po­wsta­niu za­baj­kal­skim zna­lazł się wśród „moc­no po­dej­rza­nych”, od 1873 roku prze­by­wał na osie­dle­niu w okrę­gu ner­czyń­skim, skąd znik­nął…). Nie było ta­kich przy­pad­ków wie­le. Prze­wa­ża­ły ra­czej „od­da­le­nia” bez zgo­dy władz, na któ­re z re­gu­ły nie zwra­ca­no prze­wi­dzia­nej pra­wem uwa­gi. Z upły­wem lat ze­słań­cy po­stycz­nio­wi byli co­raz star­si i co­raz mniej li­czeb­ni, na­dzie­je na ko­lej­ną amne­stię ka­za­ły re­zy­gno­wać z my­śli o uciecz­ce…

Ko­lej­ne po­ko­le­nia re­wo­lu­cjo­ni­stów po­rzu­ca­ły wy­zna­czo­ne im miej­sca ze­sła­nia bez więk­sze­go tru­du: sieć ko­le­jo­wa, ła­twość spro­ku­ro­wa­nia fał­szy­wych do­ku­men­tów, a tak­że po­błaż­li­wy sto­su­nek spo­łe­czeń­stwa do lu­dzi bę­dą­cych w kon­flik­cie z wła­dzą na grun­cie prze­ko­nań, po­gar­da dla do­no­si­cie­li – wszyst­ko to sprzy­ja­ło zbie­gom. Z cza­sem uciecz­ki z ze­sła­nia prze­sta­ły bu­dzić sen­sa­cję, sta­jąc się co­dzien­no­ścią, nie­od­łącz­nym ele­men­tem ży­cia dzia­ła­czy ru­chu so­cja­li­stycz­ne­go.

PRZY­PI­SY

1 S.T. Pesz­ke, Mój po­byt w nie­wo­li ro­syj­skiej, od­bit­ka z „Bi­blio­te­ki War­szaw­skiej”, War­sza­wa 1913.

2 Prze­druk w: W. Sli­wow­ska, Ze­słań­cy pol­scy w Im­pe­rium Ro­syj­skim, w pierw­szej po­ło­wie XIX wie­ku, War­sza­wa 1998, ss. 755-767 (ty­tuł tego spi­su zo­stał przy pu­bli­ka­cji omył­ko­wo skró­co­ny).

3 M. Ja­nik sza­cu­je „licz­bę sa­mych ze­sła­nych żoł­nie­rzy […]” na oko­ło 30 ty­się­cy, do cze­go, jego zda­niem, do­dać na­le­ży oko­ło 20 ty­się­cy „in­nej lud­no­ści ska­za­nej lub prze­sie­dlo­nej na Sy­be­rię w związ­ku z po­wsta­niem li­sto­pa­do­wym”, osta­tecz­nie zaś – po omó­wie­niu róż­nych źró­deł – przy­chy­la się do oko­ło 60 ty­się­cy Dzie­je Po­la­ków na Sy­ber­ji, Kra­ków 1928, ss. 114-115). W. Ca­ban pró­bo­wał usta­lić dane o re­pre­sjo­no­wa­nych za udział w po­wsta­niu 1831 r. i po żmud­nych kwe­ren­dach ar­chi­wal­nych do­szedł do wnio­sku, że jed­no, co nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, to fakt, że z Kró­le­stwa Pol­skie­go po­cho­dzi­ło oko­ło 38 ty­się­cy; to­też są­dzi, że sza­cun­ko­we dane M. Ja­ni­ka dla wszyst­kich ziem pol­skich uznać na­le­ży za wiel­ce praw­do­po­dob­ne (W Ca­ban, Służ­ba re­kru­tów z Kró­le­stwa Pol­skie­go w ar­mii car­skiej w la­tach 1831-1873, War­sza­wa 2001, ss. 87-88).

4 Zob. R. Bie­lec­ki, Słow­nik bio­gra­ficz­ny ofi­ce­rów po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go, t. I-II (A-K), War­sza­wa 1995-1996; t. III (L-R) War­sza­wa 1998; por. anek­sy w: W Sli­wow­ska, Ze­słań­cy pol­scy […] ss. 733-775.

5 Służ­ba woj­sko­wa w Ro­sji trwa­ła 25 lat, jed­nak­że pol­scy żoł­nie­rze po 15 la­tach mie­li pra­wo do urlo­pu i jako „urlop­ni­cy” wra­ca­li do kra­ju, gdzie cie­szy­li się z re­gu­ły złą sła­wą jako gor­li­wi wier­no­pod­da­ni na służ­bie władz.

6 List W Jur­kow­skie­go z 30 VI 1841 r., Bi­blio­te­ka Kór­nic­ka, rkps 1663, k. 21.

7 Ten frag­ment, opusz­czo­ny w to­mie Spo­łe­czeń­stwo pol­skie i pró­by wzno­wie­nia wal­ki zbroj­nej w 1833 roku (Wro­cław 1984, s. 556), opu­bli­ko­wa­ny zo­stał w roz­pra­wie: W Sli­wow­ska, Księ­dza Jana dro­ga do Pol­ski, „Prze­gląd Wschod­ni”, 1991, ze­szyt 1, s. 173.

8 Sąd woj­sko­wy w Bo­bruj­sku ska­zał P Wy­soc­kie­go 29 XI 1831 na karę śmier­ci przez ćwiar­to­wa­nie, za­mie­nio­ną przez gen. D. von Osten-Sac­ke­na na po­wie­sze­nie; Mi­ko­łaj I wy­ro­ku nie za­twier­dził; po­sta­wio­ny wraz z in­ny­mi przy­wód­ca­mi przed Naj­wyż­szym Są­dem Kry­mi­nal­nym uzna­ny za win­ne­go „zbrod­ni bun­tu”, ska­za­ny zo­stał po­now­nie na karę śmier­ci na sza­fo­cie. Mi­ko­łaj I – zgod­nie z wcze­śniej­szą opi­nią Ko­mi­te­tu do Spraw Kró­le­stwa Pol­skie­go – za­mie­nił szu­bie­ni­cę na cięż­kie ro­bo­ty, mimo iż Wy­soc­ki od­mó­wił pod­pi­sa­nia proś­by o la­skę. Sku­te­go w kaj­da­ny przy­wie­zio­no 2 VI 1835 r. do Ir­kuc­ka. Nie­ste­ty akta sądu spło­nę­ły w cza­sie ostat­niej woj­ny.

9 Cyt. wg J. Tryn­kow­ski, Pol­skie kra­jo­bra­zy Sy­bi­ru, „Prze­gląd Wschod­ni”, 1991, ze­szyt 2, s. 37.

10 Zob. W. Sli­wow­ska, Pierw­sze or­ga­ni­za­cje po­mo­cy dla więź­niów i ze­słań­ców sy­be­ryj­skich w za­bo­rze ro­syj­skim, (Ośro­dek wo­łyń­sko-po­dol­ski pod pa­tro­na­tem Ksa­we­ry Gro­chol­skiej i Róży So­bań­skiej), „Prze­gląd Hi­sto­rycz­ny”, 1987, z. 3, ss. 411-449.

11 Oma­wia ją szcze­gó­ło­wo H. Skok w mo­no­gra­fii Po­la­cy nad Baj­ka­łem, 1863-1883, War­sza­wa 1974.

12 E. Ta­beń­ska, Z doli i nie­wo­li. Wspo­mnie­nia wy­gnan­ki, Kra­ków 1897, ss. 57-58; z Ibian ze­sła­no 30 ro­dzin, ogó­łem 136 osób.

13