Strona główna » Obyczajowe i romanse » Życie Adelki

Życie Adelki

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-65853-47-9

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Życie Adelki

Czy myśleliście kiedyś, że wasze życie nie ma sensu, nigdy nic nie osiągnięcie i najlepiej byłoby się zabić? Autorce kultowych facebookowych postów, Adelajdzie Truścińskiej, takie myśli przyświecają chyba codziennie. Jej zabawne, absurdalne i pełne uroku opowieści dają unikalny wgląd w losy pokolenia millenialsów, które łudziło się, że może być tylko lepiej, ale nie miało racji.

Jak się jest Adelką, świat przestaje być miękki i kulisty, a staje się bryłą kanciastą i twardą, która zawsze urazi nas prosto w łokieć. Ludzie myślą, że być wrażliwym jest pięknie, ale wrażliwość jest bolesna, i wierzę Adelce, kiedy pisze, że do wyjścia do sklepu, w którym trzeba mówić, przygotowuje się przez trzy godziny. W porównaniu z nią sławny poeta z Krakowa jest stuprocentowo przysiadalny i wzorowo uspołeczniony. To, co ona pisze, jest czasem bardzo śmieszne, ale humor ten bierze się z doznania absurdu, które nigdy nie ustaje. Jest w tej świetnej książce własny styl i zupełna niepowtarzalność.

Michał Cichy

Można zacząć tak: książka Adelki Truścińskiej odpowiada na nurtujące wszystkich (albo przynajmniej tylko mnie) pytanie, czy możliwa jest literatura na Facebooku. Spora część tekstów zaczęła się właśnie tam. I okazuje się, że nie tylko jest możliwa, ale może być wspaniała.

Albo można też tak: świat w książce Adelki Truścińskiej jest poprzez swoje uwikłanie we włóczkę społecznej spierdoliny tak bliski skórze, że bardziej prawdziwego świata nie ma.Albo jeszcze krócej: wielokrotnie się śmiałem i w tym śmiechu wielokrotnie powstrzymywałem wzruszenie.

Jakobe Mansztajn, Make life harder

Polecane książki

Maggie jedzie na ranczo należące do rodziny jej najbliższej przyjaciółki, aby po niedawnym zawodzie miłosnym odzyskać równowagę. Po kilku dniach właściciel rancza, Clint, prosi ją o przejęcie obowiązków jego asystentki i pomoc w prowadzeniu rancza. Szybko zaczyna między nimi...
Do doliny mgieł i róż zawitała jesień. Przyroda odpoczywa po długim i gorącym lecie, za chwilę zaczną się przygotowania do Świąt i spadnie śnieg. Sabina Dolecka jest szczęśliwa w swym ślicznym domu, w otoczeniu bliskich, ale wciąż ma jedno niezrealizowane pragnienie – marzy o dziecku. Piękny sen...
Głęboko na dnie oceanu spoczywa bezcenny skarb, ukryty pod pokładem starego angielskiego galeonu, który zatonął tu przed wiekami w niewyjaśniony sposób. Dla Samanthy ów skarb jest przekleństwem - najpierw jej ojciec, a potem najlepszy przyjaciel, zginęli, nurkując w poszukiwaniu bogactwa i przygód. ...
Z octem zrobisz cuda: – Wysprzątasz cały dom. – Przepyszne sosy i marynaty. – Zmiękczysz ręczniki. – Wyleczysz różne dolegliwości skóry. – Odkamienisz nie tylko czajnik. – Odkryjesz nowy, zachwycający świat powolnego pieczenia. – Odświeżysz tłustą skórę. – Wyczyścisz pędzle do makijażu. – No i wykre...
Prosta poezja z życia autora. Skłaniające do refleksji wiersze o miłości i cierpieniu, podane przez zwykłego, szarego człowieka....
Skrypt przedstawia doniosłą pod względem jurydycznym i praktycznym problematykę zagadnień związanych z prawem spółek – spółek osobowych. W książce tej dokonano interpretacji postanowień przede wszystkim przepisów Kodeksu spółek handlowych oraz rekonstrukcji norm prawnych wiążących podmioty, do który...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Adelajda Truścińska

STROJENIE1.

Kiedyś, jak chciałam mieć wolny dzień, dzwoniłam do mamy do pracy, ze stacjonarnego na stacjonarny, bo takie były czasy, i mówiłam:

– Dzień dobry, nazywam się Adelka Truścińska, czy mogę prosić mamę?

Pani mówiła, że już woła mamę, mama podchodziła do słuchawki i pytała, o co chodzi, a ja mówiłam:

– Mamo, boli mnie brzuch.

Mama wiedziała, że kłamię i że nie chcę iść do szkoły, ja wiedziałam, że mama wie, niby od czego miałby mnie boleć brzuch, ale musiałyśmy zawsze odbyć tę rozmowę.

– Jakie masz lekcje?

W tym momencie powinnam wybierać lekcje mało istotne, ale zawsze mówiłam prawdę, bo wszystkie lekcje wydawały mi się mało istotne.

– Dobrze, to zostań.

Odkładałam słuchawkę i z radości biegałam po całym mieszkaniu. Potem cały dzień leżałam w łóżku, czytając, albo siedziałam przy komputerze, grając, zależy, co akurat było ciekawsze.

I co? Coś mi się stało od tego symulowania chorób? Zupełnie nic. Uważam, że jestem fajną, normalną osobą, z którą lubię spędzać czas.

Chorowanie więc kojarzy mi się bardzo dobrze, czułam się fantastycznie, robiłam to, co lubię, i jeszcze dostawałam batonika. Teraz, kiedy jestem już dorosła, z przyjemnością zawsze powracam do chorowania. Nie jest to jednak takie łatwe, bo mam bardzo dużo różnych zadań do wykonania, których nie można porzucać na zbyt długo. Wciśnięcie choroby jest trudne, ale możliwe, jeśli jest się dobrze zorganizowanym.

Więc rozmawiam sobie z mamą przez telefon i mówię, bo akurat dziś nocuję u rodziców:

– Mamo, dzisiaj będę chora od godziny dwudziestej do soboty do godziny jedenastej dwadzieścia.

Niestety moje choroby są coraz rzadziej traktowane poważnie. Mimo to nie poddaję się, myślę o grach, w które chciałabym grać, i o kołdrze, pod którą chciałabym leżeć, szukam dalej i mówię:

– Julia, będę chora w niedzielę od trzynastej do końca dnia.

– Miałyśmy wyjść; nie chcesz wyjść?

Zastanawiam się chwilę.

– Chcę wyjść… Chcę iść do parku karmić wiewiórki.

Bo tak właśnie spędza się czas wolny w Warszawie. Nie mogę ich teraz zostawić, bo jest zimno i są głodne, i wszędzie będzie pełno martwych wiewiórek, jeśli w tę niedzielę będę chora. Nie mogę.

Więc szukam innych możliwości, przeglądam kalendarz, głowię się. No i proszę, przedstawiam wstępny rozkład moich chorób na grudzień:

13 grudnia w godzinach jedenasta–szesnasta,

21 grudnia – cały dzień,

24 grudnia – od rana do siedemnastej.

„Powiedzcie moim znajomym, żeby się nie martwili…”

2.

Pomyślałam o tym, co mi powiedział Piotr Czerski po tym, jak pojawiłam się na chwilę w Gdańsku po studiach i pytałam go, co mam teraz robić ze swoim życiem. Powiedział:

– Bądź sobą.

Pamiętam – spytałam też o to samo Ewę Ratkowską; Ewa powiedziała:

– Też nie wiem.

Bogatsza o tę wiedzę wróciłam do Warszawy i postanowiłam stosować się do tych rad, bo są to osoby, których zdanie szanuję. I proszę, już po trzech latach dostaję pracę. Całe tysiąc złotych miesięcznie. Na stare to będzie dziesięć milionów.

3.

Warszawa, słoneczny dzień, podobnie jak w innych miastach tu również jest niedziela. Wychodzę z samego rana po bułki, jestem tylko ja i ci niedopici mężczyźni z wczoraj, którzy pewnie bardzo chcą już wrócić do domu, ale może nie potrafią. No i ona, ta kobieta, patrzę na nią i od razu widzę, że to jedna z tych osób, które napisałyby „internet” wielką literą, i pyta mnie o drogę.

– Przepraszam, gdzie jest Waryńskiego 9?

Stoi zdecydowanie za blisko, wycieram twarz z kropel jej śliny i dyskretnie, tak żeby jej nie urazić, bo całe życie nic innego nie robię, tylko uważam, żeby nikogo nie urazić, robię krok do tyłu.

– No, tu.

Odpowiadam, bo stoimy właśnie przed budynkiem na Waryńskiego z wielką dziewiątką. Nawet ja to wiem, chociaż zwykle nic nie wiem, jeśli chodzi o miejsce mojego położenia, tylko po podziemiach poruszam się bezbłędnie, nie wiem dlaczego.

– Nie, ja wiem.

– Aha.

– Ale to nie to.

– Mhm.

No i nie wiem, co jej poradzić, bo jeśli szuka Waryńskiego 9, a tu jest Waryńskiego 9, to ja naprawdę nic więcej nie mogę.

– Bo właściwie to ja szukam Waryńskiego 9 przez 48.

– ? – mówię, bo to w ogóle niemożliwe, tu są nieparzyste, a po drugiej stronie parzyste, nie da się tego w żaden sposób połączyć, więc ignoruję tę głupią uwagę i przekazuję jej swoją wiedzę, za darmo, wiedzę, którą zdobyłam przez lata doświadczeń szukania różnych miejsc, które istnieją, a czasem nawet takich, które nie istniały, że czasem wejście jest gdzieś z drugiej strony.

– Nie.

Odpowiada ona, a mnie zaczyna brakować pomysłów, jak jej pomóc. W tym momencie podbiega do niej grupa kobiet i pyta, czy znalazła już budynek Waryńskiego 9 przez 48.

– No to proszę sprawdzić po drugiej stronie ulicy, tam będą parzyste, i może będzie 48, i to, czego panie szukają.

Staję na głowie, żeby wyciągnąć je z tej trudnej sytuacji, bułki mi stygną, chcę do domu, serial miałam obejrzeć.

– Nie.

– No to nie wiem. Ja idę tam, może z tamtej strony jest jakieś wejście.

– Ale to nie jest Waryńskiego.

– No nie, ale czasem jest tak, że wejście na jakąś ulicę jest z jakiejś innej ulicy. Więc proszę sobie wejść tu w Śniadeckich i przejść do końca, skręcić w lewo, potem prosto, później znowu w lewo i tam gdzieś powinno być jakieś wejście, brama może, i będzie tam tył Waryńskiego 9. Ja bym tak zrobiła – i mówię to szczerze.

– Waryńskiego 9 przez 48?

NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK WARYŃSKIEGO 9 PRZEZ 48.

– Tak.

I idę do domu, a ona za mną ze swoją grupą kobiet, i coś gadają o moich bułkach, że jestem stąd, a nie wiem, gdzie jest budynek Waryńskiego 9 przez 48. Wzruszam ramionami, co mnie to obchodzi, chowam się w swoją bramę, już nigdy więcej świeżych bułek na śniadanie.

A teraz wyglądam przez okno, bo mam nowe hobby – nagrywam ptaki na tle nieba, mam już dość dużą kolekcję – patrzę, a one dalej tu chodzą, zaczepiają ludzi, uchylam okno i tylko słyszę:

– Gdzie jest Waryńskiego 948? Gdzie jest Waryńskiego 948?

4.

Dziś rano miałam spotkanie w centrum, więc włożyłam wszystkie swoje najlepsze ubrania.

Szłam ulicą, która nazywa się Świętokrzyska, w głowie leciały mi jakieś piosenki Yeasayer oraz piosenki innych wykonawców, do których słuchania trzeba mieć odpowiednie obuwie.

Wjechałam windą na najwyższe piętro średnio wysokiego budynku, po czym zjechałam i udałam się na przystanek tramwajowy. Tam poczekałam na tramwaj, a jak już przyjechał, wsiadłam do niego i przejechałam przez wielką rzekę.

(Opowiadam o tym ze szczegółami, bo chcę pokazać, jak wygląda życie w stolicy. Lecz prawdziwa przygoda zaczyna się na Pradze).

Niosąc na sobie jeszcze zapach Hożej, idę lekkim, raźnym krokiem przez plac Hallera, gdy nagle słyszę głos młodej kobiety, która to, patrząc na mnie, rzecze nie nazbyt sympatycznie:

– Jebać takie ładne panienki, kurwy z centrum, cholery.

Widzicie? Powiedziała, że jestem ładna.

5.

Ratując małego kotka przed wylaniem na siebie gorącej herbaty, zrzuciłam z kolan laptopa i uderzyłam się w stopę.

Chciałam powiedzieć, że:

Każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo.

6.

Poznałam kiedyś dziewczynę, która nigdy nie miała swoich papierosów, jednak zawsze widziałam ją z jakimś. Dostawała je od znajomych i od ludzi zupełnie obcych. Ja jej nigdy nie poczęstowałam, ale nie miałam do niej pretensji ani żalu z powodu jej postępowania, bo i ona zawsze robiła to grzecznie i nie miała do mnie pretensji ani żalu, że nie chcę jej częstować. Tak czy inaczej, sępienie weszło jej w krew. Obudzona w środku nocy, potrafiła w trzech różnych językach poprosić o papierosa.

Pewnego dnia, a był to ostatni dzień roku, ja i ta dziewczyna, i jeszcze kilka osób piliśmy wódkę w domku jednorodzinnym u znajomych. W pewnym momencie ona wyszła do łazienki. I nagle, bum! Będąc już nie bardzo trzeźwa, straciła równowagę i potknęła się o próg, uderzając głową w róg kominka. A kominek był z kamienia. Wszędzie była krew, a ona była nieprzytomna, wystraszyliśmy się nie na żarty. Jeden z kolegów zaczął ją klepać po twarzy, żeby odzyskała przytomność. Trwało to ładnych kilka minut. W końcu przebudziła się i uśmiechnęła, spojrzała na tego kolegę, który nad nią stał. W ustach trzymał papierosa. Zapytała:

– Masz może szluga?

Zadzwoniliśmy po karetkę, obandażowali jej głowę i posadzili ją z tyłu, zapinając jej pasy. Była bardzo zadowolona, uśmiechała się i machała nam, gdy odjeżdżała.

7.

Kiedyś przełączając kanały w telewizji, trafiłam na program, do którego przychodzili ludzie ze swoimi instrumentami, grali, śpiewali albo tańczyli, były to gwiazdy, bodajże, dziennikarstwa. W jury zasiadały dwie małpy, pies oraz, jak się później okazało, bardzo surowy w ocenach delfin. I po każdym występie, a czasem już w czasie występu, jurorzy naciskali zielony („tak”) albo czerwony przycisk („nie”). Wygrywał ten, kto miał naprawdę dużo szczęścia.

Na przykład Andrzej Mroczek dostał od małpy czterdzieści osiem „nie”.

– Nie przejmuję się jednak tym wynikiem i będę dalej śpiewał – powiedział później w wywiadzie.

8.

Raz na jakiś czas, wieczorem, gdy przypomnę sobie, że należy podlać roślinki w doniczkach na parapecie, wyglądam przez okno. Przed budynkiem, w którym mieszkam, jest brama, a w niej pub działający co dzień do późnych godzin. Przed wejściem wisi lampa święcąca na żółto – kołysząc się, informuje mnie o sile wiatru. Światło pada najpierw na pusty chodnik, łącząc się ze światłem latarni, a potem wraca i pada na twarze gości pubu, którzy wyszli na papierosa. Wszystkie dziewczyny mają ciemne włosy.

Nocą w mieście jest dość jasno i wszystko raczej dobrze widać. Światło lampy odsłania więc tylko szczegóły, małe grymasy, krótkie wahania. Dziewczyny nie wstydziły się dziś wyjść z domu. Kłócą się o coś i jedna odchodzi kawałek dalej, staje do reszty tyłem. Teraz tylko ja widzę jej twarz, ale postanowiłam dochować jej tajemnicy.

Koleżanki patrzą na jej plecy, nie wiedzą, co zrobić z tymi minutami. Wszystkie mają ciemne oczy. Przejeżdża samochód, teraz mam przez chwilę światło na suficie. Lampa porusza cieniami dziewcząt, one stoją nieruchomo. Jedna z nich mówi. W moim pokoju słychać tylko ciche szumy urządzeń. Otwiera usta coraz szerzej, porusza nimi szybciej. Marszczy czoło, jej policzki robią się coraz czerwieńsze. Pozostałe dziewczyny milczą. Wszystkie mają w kieszeniach płaszczy po paczce papierosów. Z pubu wychodzi jeszcze jedna dziewczyna. Nie ma na sobie płaszcza ani kurtki, tylko bluzkę na ramiączkach. Podchodzi do tej stojącej tyłem i łapie ją za ramię. Lampa na chwilę gaśnie, zwracając na siebie uwagę dziewczyn. Ich spojrzenia przez moment są takie same.

Odchodzę od okna, włączam telewizor. Różne osoby mówią o różnych sprawach. Nikt nie wie, co tu się stało. Tylko one będą to wiedziały, może komuś o tym opowiedzą, może ktoś coś słyszał, czegoś się domyśla. Podchodzę do okna. Tamtych dziewczyn już nie ma, jest inna, pali papierosa, palę razem z nią. Wyciąga telefon z kieszeni, czyta SMS-a. Nie odpisuje. Przez jakiś czas patrzy w jeden punkt przed siebie, a potem nagle kieruje spojrzenie prosto w moje okno. Teraz tylko ona zna moją tajemnicę.