Strona główna » Edukacja » Żydownik Powszechny. Wersja polska

Żydownik Powszechny. Wersja polska

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-65610-02-7

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Żydownik Powszechny. Wersja polska

Niewiele jest w naszym kraju instytucji równie zasłużonych dla dialogu polsko- i chrześcijańsko-żydowskiego jak „Tygodnik Powszechny”.

Wydanie specjalne pisma, przygotowane z okazji 65. rocznicy jego powstania pod prowokacyjnym tytułem „Żydownik Powszechny” stanowi tego dobitne świadectwo.

W tej antologii najważniejszych tekstów „Tygodnika” poświęconych tematyce Zagłady i polskiego stosunku do niej, antysemityzmu oraz relacji między katolicyzmem i judaizmem, nie zabrakło oczywiście pomnikowego eseju Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzą na getto”, są jednak także i inne pamiętne teksty - pióra Władysława Bartoszewskiego, Jerzego Turowicza, ks. Stanisława Musiała, kard. Stanisława Dziwisza, Marka Edelmana, Czesława Miłosza czy Jana Tomasza Grossa.

Teksty wielokrotnie dyskutowane, tłumaczone na inne języki i wyróżniane najważniejszymi nagrodami dziennikarskimi, z odwagą podejmujące problemy trudne i dotykające ciemnych kart polskiej przeszłości, ale także świadczące o dokonującym się z czasem uzdrowieniu. Symbolicznym skrótem drogi, którą przez ponad pół wieku przeszło polskie społeczeństwo w swoim stosunku do Żydów, są teksty otwierające i zamykające wydanie: pisany na gorąco po pogromie kieleckim w 1946 r. artykuł Stefanii Skwarczyńskiej oraz opowiadanie o Jezusie z Nazaretu, pióra wybitnego izraelskiego pisarza Etgara Kereta, opublikowane przez „TP” w numerze bożonarodzeniowym w 2009 r. – jeśli dziś, mimo tragicznej przeszłości, możliwe są normalne stosunki polsko-żydowskie, możliwa jest współpraca i przyjaźń Kereta z katolickim tygodnikiem z Polski, to w dużej mierze dzięki tym historycznym publikacjom.

Cytat z wprowadzenia księdza Adma Bonieckiego:

„Jak (hipotetyczne) żydowskie pochodzenie Jana Pawła II zostało przez wielu poczytane za (hipotetyczną) zniewagę >>Naszego Papieża<<, tak zapewne autor i propagatorzy określenia >>Żydownik<< byli przekonani, że jest to epitet obraźliwy. Gdy tymczasem… owszem, >>Tygodnik<< od początku, jak żadne inne katolickie pismo w Polsce, zajmował się Żydami. Ale jak się zajmował!”.

Polecane książki

Głównym celem książki jest zaprezentowanie problematyki inteligencji i zdolności twórczych dzieci niższych klas szkoły podstawowej oraz sposobów jej stymulacji w procesie kształcenia. Szerokie rozumienie pojęć zdolności i uzdolnień pozwala je dostrzec w każdym rodzaju aktywności dziecka: podczas myś...
Pokażę Ci część mojego życia - kawałek dzieciństwa, kawałek dorosłości. Pierwszą przyjaźń, zauroczenie, miłość. Pierwszego papierosa i fazę po zażytym narkotyku. Pokażę ci radość i spontaniczność, z jaką można żyć, łapiąc momenty, zanim zdążą ulotnić się w powietrzu. Żeby nie było zbyt pięknie, bę...
Do autora komiksów Claya Riddella wreszcie uśmiechnęło się szczęście - udało mu się podpisać w Bostonie lukratywny kontrakt wydawniczy. Wracając ze spotkania, jest świadkiem dziwnego zdarzenia. Kupująca lody kobieta i dwie nastolatki wpadają w krwiożerczy szał. Szybko okazuje się, że nie tylko o...
Bronisław Teodor Grabowski, etnograf, polski pisarz i slawista. Studiował filologię w Petersburgu, Warszawie, Częstochowie i Pińczowie. Pracował jako nauczyciel gimnazjalny. Był autorem dramatów, do których zalicza się „Mściwój i Swanhilda” (1876), jak również „Syn Margrafa” (1880), „Królewicz Marko...
Pierwsza część cyklu „Wędrowcy” Anna Wilk z pozoru jest zwykłą nastolatką, która powoli wkracza w dorosłe życie. Pasjonuje się malowaniem, wybrała studia artystyczne. Choć urodzona w Polsce, od wielu lat mieszka razem z matką i Wiką, serdeczną przyjaciółką, w Londynie. Z okazji ukończenia szkoły mat...
Claire pamięta tamten dzień doskonale – pojechała z psami za miasto, żeby pospacerować. Ale Daisy nie chciała wysiąść z auta. Labradorka, zazwyczaj spokojna i trzymająca dystans, kilka razy szturchnęła Claire nosem w pierś. Podczas spaceru Claire nie mogła przestać o tym myśleć. Na wszelki wypadek p...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Opracowanie zbiorowe

REDAKCJA

Piotr Mucharski, Michał Okoński

ILUSTRACJE

Andrzej Dudziński

PROJ. GRAF. MAREK K. ZALEJSKIFOTOEDYCJAGRAŻYNA MAKARA

www.tygodnik.onet.pl

FOTOGRAFIE AUTORÓW (jeśli nie są opisane inaczej):

PAWEŁ KOZIOŁ / AG, GRAŻYNA MAKARA x3,

DANUTA WĘGIEL, PAWEŁ ULATOWSKI/VISAVIS.PL,

ELŻBIETA LEMPP, KRZYSZTOF ŻUCZKOWSKI / FORUM,

ADAM BUJAK / ARCH. JERZEGO TUROWICZA,

BARTOSZ SIEDLIK / FOTORZEPA, WOJCIECH PLEWIŃSKI,

JERZY GUMOWSKI / AG, BOHDAN MAJEWSKI / FORUM, ARCHIWUM „TP”

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ:

konwersja.virtualo.pl

Na zdjęciu: Jedwabne, 7 lipca 2001 r.

Adam Chełstowski / FORUM

ks. Adam Boniecki

Sześćdziesiąt pięć lat szeptano za naszymi plecami albo przyjacielskim, przyciszonym głosem pytano wprost: co wy z tymi Żydami?

Aż ktoś wymyślił, że „Żydownik Powszechny”… Ha, ha, ha, tu ich mamy, tych „katolickich intelektualistów” z ich arcybiskupem, który, jak się okazało, sam był Żydem (co starał się wykazać Yaakov Wise, żydowski historyk mieszkający w Manchesterze). I co z tego, że dobrzy Polacy-katolicy dowodzili, iż Wise nie ma racji, kiedy sam Jan Paweł II nigdy nie ogłosił w tej sprawie dementi. Więc „Żydownik” – określenie, które miało zdemaskować Turowicza et consortes i nieświadomym uświadomić, że „prawdziwie polska prasa” jest gdzie indziej.

Dziś 65-lecie „Tygodnika” czcimy specjalnym wydaniem. Cóż, dzieje pisma, jego wzloty i upadki były już opisywane przy okazji innych rocznic. Po sześćdziesięciu pięciu latach nadszedł czas, by zdjąć maskę. „Żydownik Powszechny”? Ależ proszę bardzo.

Jak (hipotetyczne) żydowskie pochodzenie Jana Pawła II zostało przez wielu poczytane za (hipotetyczną) zniewagę „Naszego Papieża”, tak zapewne autor i propagatorzy określenia „Żydownik” byli przekonani, że jest to epitet obraźliwy. Gdy tymczasem… owszem, „Tygodnik” od początku, jak żadne inne katolickie pismo w Polsce, zajmował się Żydami. Ale jak się zajmował!

Czy ta tradycja może być powodem do dumy? Na to pytanie odpowiada wybór tekstów z minionych lat. Wybór tylko co ważniejszych, bo gdyby chcieć przypomnieć wszystkie, mielibyśmy wielotomowe wydawnictwo. Kto wie, gdzie byśmy dziś byli, gdyby nie artykuł Jerzego Turowicza „Antysemityzm”, napisany w 1957 r.? Jaki byłby stan naszych umysłów bez eseju „Biedni Polacy patrzą na getto” Jana Błońskiego (1987)? Jak byśmy się bez niego i bez debaty, którą sprowokował, uporali choćby z problemem Jedwabnego? Mało kto zdaje sobie równieź sprawę, jaki byłby obraz polskiego katolicyzmu bez przełożonego na francuski, a potem na inne języki artykułu „Czarne jest czarne” ks. Stanisława Musiała (1997)…

Kogoś, kto w 2010 r. czyta dawne teksty Jerzego Turowicza, może zadziwić, że z takim naciskiem, tak obszernie musiał tłumaczyć sprawy dziś oczywiste, jak choćby to, że „nie jest rzeczą możliwą być świadomym i konsekwentnym katolikiem i być równocześnie antysemitą”… Właśnie ta dzisiejsza oczywistość jest wspaniałym owocem wczorajszego trudu. Tylko czy na pewno oczywistość dla wszystkich?

Stąd pomysł, by „Żydownik Powszechny” ofiarować Czytelnikom jako nasz dar jubileuszowy. ♦

ks. Adam Boniecki

1946

Zbrodnia kielecka

Czterdzieści jeden ofiar śmiertelnych i drugie tyle rannych jako rezultat kieleckiego pogromu Żydów – fakt przerażający w swej grozie musiał wstrząsnąć opinią całej Polski. Główni uczestnicy pogromu zostali surowym wyrokiem sądowym skazani na karę śmierci, ale zanim wyrok wydano, zbrodnia została potępiona przez cały naród. Było to wyrazem jego moralnego zdrowia.

Naród polski wychowany w duchu chrześcijańskiej moralności nigdy nie ulegał psychozom masowych prześladowań. Etyka katolicka wysuwa nakaz miłości i sprawiedliwości jako podstawową zasadę stosunków między ludźmi, bez względu na ich rasę, narodowość, wyznanie czy poglądy. I odwrotnie – etyka ta jak najkategoryczniej wyklucza nienawiść. Kościół wielokrotnie potępił antysemityzm. Kościół uczy miłości. Antysemityzm płynie z nienawiści. Katolik musi nienawidzieć zła, nie wolno mu nienawidzieć człowieka. Dlatego właśnie w tradycjach narodu polskiego nie było nigdy prześladowań rasowych czy wyznaniowych. Od XIII wieku napływały do Polski rzesze uchodzących przed prześladowaniami, które w różnych okresach zdarzały się niemal we wszystkich krajach Europy. Fakty nietolerancji i sporadyczne rozruchy były w Polsce wyjątkami i nigdy nie ogarnęły szerszych kręgów społeczeństwa. Tradycja ta przetrwała do dziś. W czasie ostatniej wojny bardzo wielu Polaków, z narażeniem własnego życia pomagało i chroniło Żydów w okresie najstraszliwszej eksterminacji tego narodu przez Niemców. Niewątpliwie, gdyby nie ta pomoc, niemal żaden Żyd w tym kraju nie zdołałby ocalić życia.

Wypadki kieleckie boleśnie wyłamują się z naszej tradycji dziejowej. Wyrządzają one olbrzymią krzywdę naszemu narodowi w opinii świata cywilizowanego. Będą niewątpliwie ludzie, którzy zechcą odpowiedzialnością za tę zbrodnię obciążyć szersze kręgi naszego społeczeństwa. Prawda jest inna. W zbrodni kieleckiej, bezpośredni inicjatorzy, niestety niewykryci w przewodzie sądowym (posądzone o to są środowiska NSZ-etu) umiejętnie rzuconą plotką o rzekomym mordzie rytualnym podburzyli nieuświadomioną i ciemną masę ludzi. Jasne jest, że tego rodzaju sprowokowana reakcja (choć nie mniej przez to zbrodnicza), jest zjawiskiem odosobnionym i wyjątkowym. Nie wolno wobec tego dopuszczać się zbyt pochopnego i dowolnego generalizowania.

Sprawą, która również budzi zaniepokojenie opinii publicznej i domaga się wyjaśnienia, jest fakt niedostatecznego opanowania sytuacji przez lokalne władze bezpieczeństwa. Zajścia, według sprawozdań prasowych z procesu, rozpoczęły się i trwały do godz. 18. Wydaje się, że jakaś energiczniejsza akcja mogła była przynajmniej zmniejszyć rozmiary zbrodni. Społeczeństwo z zadowoleniem przyjęło do wiadomości fakt aresztowania szefa Urzędu Bezpieczeństwa i Komendanta Milicji w Kielcach i nie wątpi, że sprawa ta zostanie zadowalająco wyjaśniona, a ewentualni winni pociągnięci do ciężkiej odpowiedzialności.

Naród polski ma za sobą sześć lat krwawej walki z tymi, którzy reprezentowali ideologię nienawiści i gwałtu. Nie po to naród polski ponosił straszliwe ofiary, wierząc, że z wojny musi wyłonić się lepszy i sprawiedliwy porządek, by mógł dopuścić do powtarzania się faktów, które cofają nas w zaczadzoną krwią i okrucieństwem atmosferę czasów niewoli. Ażeby dalej iść po linii wyznaczonej przez naszą tradycję dziejową, niezbędny jest ogromny wysiłek odbudowy moralnej. W dziele tym pierwszorzędne zadanie ma do spełnienia Kościół i katolicy.

Spełniając to swoje zadanie, Episkopat Polski w niedawno czytanym z ambon liście potępił stanowczo wszelkie morderstwa i akty gwałtu. Z im większą swobodą będzie mógł Kościół pełnić swoją misję, im większa będzie jego rola w wychowaniu młodzieży, tym większa gwarancja, że wypadki w rodzaju zbrodni kieleckiej pozostaną smutnym wyjątkiem. ♦

IN TENEBRIS LUX

Pociechy nie ma żadnej. Pomordowanych nie wskrzesimy. Faktu nie cofniemy.

Stefania Skwarczyńska

Mord kielecki wstrząsnął nami do dna. Tym bardziej – powiedzmy to sobie szczerze – że nas zaskoczył. Zaskoczył tym, że się to w ogóle mogło stać. Bo ostatecznie każdy wie, że nawet w najwyżej moralnie stojącym społeczeństwie mogą się trafić głupcy, szaleńcy czy zbrodniarze. Ale jak się ustosunkować do faktu, że na ludzi spokojnych, straszliwie dopiero co skrzywdzonych przez czasy, któreśmy przeżyli – rzuca się z rewolwerami i rurami od kaloryferów rozwścieczony tłum. Że rzecz rozgrywa się nie w jakimś kwadransie podniecenia, ale przez sześć godzin, a więc w czasie wystarczającym do opamiętania.

Po pierwszej chwili przerażenia, po drugiej oburzenia przychodzi trzecia: ta najgorsza, chwila – nie!! – chwile – godziny – dni: palącego wstydu. Zawsze, kiedy się przeżywa takie rzeczy, pierwszym człowieczym odruchem: pozbyć się jakoś odpowiedzialności. Jakoś to z siebie zrzucić. Móc sobie powiedzieć, że nie my winni, że winien kto inny. Zacieśnić krąg winowajców do grupy, od której można by się odżegnać. Więc rozglądamy się w przerażeniu za winowajcą. I tu zaczyna się tragedia. Tzw. ,,las”? Ależ przecież – o zgrozo – i milicja obywatelska. „Las” i milicja? Ale przecież i „szary człowiek”, na co dzień spokojny ślusarz czy sklepikarz. Może po prostu niewyrobiony, ciemny człowiek? Tak, ale przecież w tych Kielcach była i inteligencja, która – milczała czy nie umiała zaważyć na sytuacji przez sześć godzin. Może mężczyźni o instynktach spaczonych przez wojnę? Ależ nie brakło głosu kobiecego, który podżegał do mordu. A więc? A więc nie ma przecięcia politycznego, społecznego, klasowego, kulturowego, które by zacieśniło winowajców do grupy jedynie odpowiedzialnej.

Bo przecież niewiele przyniesie nam ulgi teza, że działał tu obcy interes: czy zdrowe społeczeństwo da się wieść na pasku interesów wroga? Niewielką też pociechą, że to powojenna gangrena hitleryzmu, o jędrności organizmu nie świadczy dobrze podatność na zarazę.

Pociechy nie ma żadnej. Pomordowanych nie wskrzesimy. Faktu nie cofniemy. Odpowiedzialności nie zrzucimy z siebie. Przetrwać jednak tego, jak mysz pod miotłą, nie możemy. Wymiar sprawiedliwości zrobił swoje, tokiem sobie właściwym. Ale nie można na tym zlikwidować sprawy kieleckiej. Uczciwa diagnoza doprowadza do stwierdzenia początków choroby społecznej. Trzeba się wziąć do leczenia.

Powiedzmy sobie szczerze, że dwie rzeczywistości ideowe o nierównomiernym – niewątpliwie – zasięgu i o nierównomiernej wadze – doznały w tej sprawie straszliwej porażki. Ta, dziś u steru, z wypisanym na sztandarze hasłem Wielkiej Rewolucji o wolności, równości i braterstwie człowieka bez zróżnicowań na cienie i odcienie rasy, klasy i posiadania. I ta, o metryce wiele starszej, która głosi miłość człowieka do człowieka, legitymując się słowami Chrystusa. Jedna i druga ból i wstyd przeżywa ze specjalną intensywnością. Toteż rozgrywka o odpowiedzialność między nimi jest bezgłośna, ale wyraźna. Druga mówi do pierwszej: oto rezultaty waszych rządów.

Pierwsza do drugiej: oto rezultaty długich wieków chrześcijańskiej kultury, oto owoc katolicyzmu.

Gorycz wzajemnych wyrzutów jest usprawiedliwiona. Toteż w konsekwencji obie rzeczywistości ideowe muszą się wziąć do pracy nad społeczeństwem, i obie muszą rzecz postawić zarówno u nas, w Polsce, jak i na forum zagranicznym. Nie wątpimy, że rzeczywistość spod znaku Deklaracji praw człowieka nie zaśpi gruszek w popiele.

Ale jak się weźmie do rzeczy rzeczywistość druga? Katolicyzm, który się istotnie poczuwa do rządu dusz w Polsce? Który ma prawo i obowiązek zająć wobec tragicznego symptomatu stanowisko wyraźne i aktywne, który ma prawo i obowiązek leczyć, prawo i obowiązek oświetlić sytuację na wewnątrz i na zewnątrz.

Słowa potępienia i oburzenia są konieczne, ale niewystarczające. Trzeba w imię Chrystusa rozpocząć regularną misję. Ogromną rolą miałaby tu do spełnienia prasa katolicka. Trzeba także ujawnić światu stanowisko polskiego katolicyzmu w tej sprawie, które można poprzeć, na szczęście, wymową historycznych faktów.

Jednocześnie w świadomości polskiego społeczeństwa zakotwiczyć to stanowisko i podkreślić je jako punkt wyjścia polityczno-społecznego programu, żądając bezwzględnie konsekwentnej linii w stosunku do raz uzyskanych osiągnięć.

Trzeba powiedzieć rzecz dotąd, może przez skromność, niedopowiedzianą. Rzecz, która choć w części będzie naszą obroną, ale i naszym programem zarazem.

Niemcy wymordowali w Polsce kilka milionów Żydów; zostało ich najwyżej kilkaset tysięcy. Z tych kilkuset tysięcy zaledwie drobny odsetek wyratował się od zbiorowego mordu na własną rękę czy przypadkiem (np. po obozach).

Większość uratowali Polacy – chrześcijanie, katolicy. Wspomagali tych, co się ukryli po lasach. Ale większość uratowali bezpośrednio, kryjąc ich po swoich piwnicach i mieszkaniach. Po swoich szafach, windach i ciemnych zakamarkach. Niekiedy – nie przeczę – mieli z tego korzyść materialną, ale najczęściej tak postępowali, bo tak trzeba. Bo tak nakazywał głos sumienia, prosta postawa człowiecza, urobiona przez wieki kultury chrześcijańskiej. A nie zapominajmy, że taka postawa zasługiwała na miano bohaterskiej. Przechowywanie Żyda groziło śmiercią. Ukrywano Żydów w domach, na których rozlepione były afisze, że za przechowywanie Żydów śmierć doraźna. Każdy z nas (tak, każdy z nas) ratując życie Żyda, nie dawał mu okruchu, który spada ze stołu bogacza, ale kładł za niego – siebie samego. Kupował jego życie – swoim życiem. Zdobywając dla niego „aryjskie” papiery, ryzykował wszystko od strony zdrady czy niedyskrecji. A przecież jakżeż niewielu jest w Polsce ludzi, którzy nie ponieśli całego ryzyka, którzy się zawahali przed tym, co określamy po prostu jako obowiązek, i którzy swego heroizmu uprawianego latami, a więc nie w jakimś jednorazowym porywie, nie sygnowali dumnym i spokojnym słowem Żeromskiego: „…takie są moje obyczaje”.

To była postawa niemal powszechna; nie można jej zapisać na bene jakiejś jednej warstwy społecznej; przechowywały prześladowanych dwory ziemiańskie, przechowywała inteligencja miejska, przechowywali drobni właściciele domków na przedmieściu, przechowywali robotnicy, rzemieślnicy i chłopi, którzy nie wahali się (znam takie wypadki z okolic Lwowa) zbiorowo donosić żywność Żydom ukrywającym się w pobliskim lesie.

Ale w tej akcji ratowania człowieka przodowali „reprezentatywni” katolicy. Zakony, duchowieństwo. Czyż jest klasztor w Polsce, który by nie miał w swojej najnowszej historii listy, sięgającej nieraz setki nazwisk, ludzi przez siebie uratowanych? W celach, nieraz w przebraniu zakonnym, przetrwali ludzie ścigani z tytułu „paragrafu aryjskiego”. Czyż nie do probostw schroniło się w najgorszej chwili wielu ludzi pochodzenia żydowskiego i czy nie z ręki katolickiego księdza, przecież specjalnie obserwowanego z racji swej sutanny, otrzymało pierwszą, konieczną pomoc?

Zawsze, kiedy się przeżywa takie rzeczy, pierwszym człowieczym odruchem: pozbyć się odpowiedzialności. Móc sobie powiedzieć, że nie my winni, że winien kto inny. Zacieśnić krąg winowajców do grupy, od której można by się odżegnać. Więc rozglądamy się w przerażeniu za winowajcą. I zaczyna się tragedia.

Nie pisało się o tych rzeczach. Może dlatego, że głupio chwalić się czymś oczywistym. Że nieprzyjemnie obcinać kupony z kapitału, który nie jest z tego świata. Nikt, zdaje się, nie zbiera dotąd materiałów historycznych do tej sprawy. I – sądzę – nikt nie miałby nic przeciw temu, aby to zostało zapomniane przez wszystkich prócz Boga. Ale przychodzą takie dziwne czasy, że trzeba w oczach zagranicy stanąć jednak z oświetleniem polskiej kultury katolickiej, że trzeba palcem wskazać na fundamenty, na których chcemy budować życie w Polsce. Słowo o prawdzie staje się obowiązkiem. Ale czyim? Myślę, że nie tych, którzy wtedy w każdej sekundzie dawali swoje życie za brata swojego. Ale, że jest to obowiązkiem tego brata. Wiem, że jest to trudne; do głosu powołani są nie tylko ci, w których papierach oficjalnie wypisana jest narodowość żydowska. Ale i ci, pochodzenia żydowskiego, którzy byli i są Polakami, tak jak każdy z nas. I ci wreszcie, którzy przez chrzest tak się z nami zlali, że sami nie wyczuwali i nie wyczuwają swojej odmienności, jak my jej nie wyczuwamy, ale których odmienność wykopał spod ziemi okupant. Powiedzcie sobie tak, jak myśmy sobie niegdyś powiedzieli wobec wam grożącego nieszczęścia: tak trzeba. Oddajcie nam w momencie odwagi cywilnej dług zaciągnięty u naszej odwagi żołnierskiej, niebacznej na ryzyko śmierci.

Z faktu, że większość dzisiejszych ludzi narodowości żydowskiej czy pochodzenia żydowskiego zawdzięcza swoje życie kulturze chrześcijańskiej polskiego społeczeństwa, wynikają dwie rzeczy: jedna pro foro externo, drugapro foro interno.

Pro foro externo: nie jest najgorzej z kulturą chrześcijańską w katolickiej Polsce, skoro niedawno zdała egzamin dziejowy w najtrudniejszych warunkach. Konkretne fakty niech ujawnią naszą postawę, a ich świadomość niech nam pozwoli dźwignąć się z prostracji wstydu, w którą nas powalił mord kielecki.

Pro foro interno: Żydzi w Polsce uratowani przez heroiczną postawę polskiego społeczeństwa są kupieni polskim sercem; są i nadal pod opieką naszej chrześcijańskiej i polskiej kultury. Wara od nich obcym, złym siłom, wara naciskowi głupoty i zbrodni. To trzeba uświadomić u nas jak najszerzej. I głosić, że to obowiązuje jako program, wytyczna i kamień węgielny polskiej rzeczywistości, która chce być rzeczywistością z ducha katolicką.

Reasumuję: ujawnijmy fakty. W ten sposób powiemy zagranicy, jakie jest istotne, niedawno czynem wypowiedziane stanowisko polskiej kultury katolickiej. W ten sposób zyskamy i u nas, dla naszej misji wewnętrznej, twarde oparcie o rzeczywistość, w imię Chrystusa nie pozwolimy nikomu w naszym społeczeństwie traktować niedawnej przeszłości jako do niczego niezobowiązującego, niewymagającego konsekwencji, bez wagi historycznej – heroicznego kaprysu. ♦

Stefania Skwarczyńska

Tekst Stefanii Skwarczyńskiej ukazał się w „TP” nr 32/46, już po oświadczeniu redakcji na temat zbrodni kieleckiej. Wywołał odzew czytelników, opisujących – zgodnie z apelem autorki – przypadki pomocy Żydom, ale formułujących także smutne konstatacje. „Antysemityzm nie skończył się wraz z Treblinką, Majdankiem, Oświęcimiem” – pisała E. Koënowa w liście do redakcji z nr 43/46. „Uratowałam się z całą rodziną (3 osoby dorosłe, 2 dzieci) na papierach »aryjskich«. Pomagała mi grupa, a raczej ogniwo osób, obejmujące wszystkie prawie warstwy społeczne – wtórowała Ewa Szmajdlerowa w tym samym numerze. – Tym niemniej nie miałabym odwagi ogłosić publicznie nazwisk ludzi, którzy mi dopomogli – aby nie wyrządzić im niedźwiedziej przysługi”. „Gdzie stajemy oko w oko z problemem żydowskim (…) zdarza się, że owa atmosfera bezmiłości, atmosfera nieuchwytnego antysemityzmu – wprost przytłacza swym ciężarem sprawę katolicką” – odpowiadała Skwarczyńska tekstem „Ci, którzy przyszli z daleka” (również nr 43/46).

1957

ANTYSEMITYZM

Antysemityzmu z katolicyzmem pogodzić się nie da, antysemityzm w swej istocie jest całkowicie pogański, a nienawiść do Żydów pośrednio uderza w chrześcijaństwo. Ukrzyżowany, jako Człowiek, także był Żydem, a Jego Matka Maryja była Żydówką.

Jerzy Turowicz

Wyjeżdżałem z Warszawy w dniu 19 kwietnia 1943. W dniu tym na niebie Warszawy krążyły samoloty intensywniej niż zwykle, na terenie miasta słychać było trzaski karabinów maszynowych i detonacje. W pociągu już dowiedziałem się, że w getcie żydowskim wybuchło powstanie, że oddziały SS przystępujące do likwidacji getta natrafiły na zbrojny opór. Ludzie niemający żadnych niemal szans na ocalenie życia walczyli z hitlerowskim faszyzmem nie o życie, ale o ocalenie własnej ludzkiej godności.

Powstanie w getcie warszawskim było kulminacyjnym punktem walki narodu żydowskiego z hitleryzmem. Lata 1939–1945 to lata największej w dziejach tego narodu tragedii. Z trzyipółmilionowej grupy Żydów polskich zginęło w komorach gazowych i na polach straceń przeszło trzy miliony. W tym samym czasie zginęło kilka milionów Żydów z innych krajów Europy. Polacy ginęli wówczas w obozach koncentracyjnych i więzieniach za to, że stawiali opór okupacji niemieckiej, za to, że walczyli z hitleryzmem. Żydzi ginęli przeważnie tylko dlatego, że byli Żydami.

Ta ówczesna wspólnota ludzi prześladowanych, cierpiących, walczących zmieniła dość zasadniczo stosunki polsko-żydowskie w naszym kraju. W ogromnej części społeczeństwa polskiego znikły ślady antysemityzmu, na jego miejsce zjawiło się poczucie solidarności, zjawiła się – szeroko wprowadzona w czyn – wola pomocy ludziom prześladowanym. W okresie powstania w getcie do uczuć tych dołączył się podziw dla narodu walczącego do końca w tak beznadziejnej sytuacji.

Sądziłem wówczas, sądziło tak wielu ludzi, że antysemityzmu w przyszłej Polsce nie będzie, że ponure to zjawisko raz na zawsze należy do przeszłości. I to nie tylko dlatego, że po wojnie Żydów w Polsce będzie niewielu.

Dziś, w roku 1957, wydaje się, że tamto przekonanie było złudzeniem. Od pewnego czasu na łamach naszej prasy toczy się ostra kampania przeciw antysemityzmowi. A więc antysemityzm istnieje. Trzeba jednak się zastanowić, jaki jest jego zasięg, charakter i źródło.

Twierdzę, że w latach powojennych antysemityzm – w zasadzie – w Polsce nie istniał. Miał wprawdzie miejsce w roku – jeśli się nie mylę – 1946 pogrom Żydów w Kielcach, szeroko rozgłoszony po całym świecie. Sądzę jednak, i tak sądzi bardzo wielu ludzi w Polsce, że okoliczności tego pogromu nie zostały dotychczas należycie wyświetlone. W latach następnych aż do roku 1956 o antysemityzmie ani nie pisano, ani też nie słyszało się o jego przejawach. Nie istnieją dziś w Polsce żadne środowiska czy też ugrupowania polityczne lub ideowe, które by głosiły antysemityzm. W umysłowości społeczeństwa polskiego zaszły pod tym względem po roku 1939 wielkie przemiany. Wolno twierdzić, że jako kierunek programowo-światopoglądowy antysemityzm w Polsce został przełamany.

Niemniej w ciągu ostatniego roku prasa donosiła o sporadycznym przejawianiu się antysemityzmu, a co więcej – rzecz nieoczekiwana – antysemityzm zjawił się jako tendencja wśród pewnych członków PZPR. Tendencja słaba ilościowo i zwalczana, ale istniejąca i przejawiająca się na różnych szczeblach organizacji partyjnej. O tej formie antysemityzmu można powiedzieć, że jest ona jak gdyby towarem importowanym, żerującym jedynie na pewnych istniejących jeszcze w społeczeństwie polskim dyspozycjach.

Celem tego rodzaju antysemityzmu jest z jednej strony zyskanie sobie łatwej popularności w niezbyt uświadomionych częściach społeczeństwa, z drugiej zaś wykorzystanie tej nielicznej dziś w Polsce grupy Żydów jako kozła ofiarnego, mającego odwrócić uwagę od istotnych spraw i przyczyn zła w różnych dziedzinach. Antysemityzm ten zatem próbowano lansować w świadomym zamiarze prowokacji, w zamiarze dywersyjnym, w zamiarze skorumpowania obozu i programu reform i demokratyzacji. Nie trzeba dodawać, że próby te zasługują jedynie na jak najostrzejsze potępienie.

Ale to nie wyczerpuje współczesnego problemu antysemityzmu w Polsce. Po pierwsze lansowane tu i ówdzie hasła antysemickie natrafiają w masach społeczeństwa na podatny grunt. Po wtóre istnieje fakt, że z niewielkiej grupy Żydów żyjących dziś w Polsce – grupa ta zapewne nie przekracza 100 tysięcy – ogromny procent wyjeżdża z Polski lub też zamierza wyjechać. Mówi się o 20 do 25 tysiącach podań Żydów o paszporty zagraniczne. Obszernie o tych sprawach donosi prasa światowa, dodając komentarz, że wyjazdy te są rezultatem szerzącego się w Polsce antysemityzmu. Sprawa nie jest tak prosta. Bardzo wielu Żydów chciało wyjechać z Polski w latach minionych do Izraela czy też do innych krajów dlatego, że Izrael uważają za swoją nową ojczyznę lub też że mają za granicą rodziny, z którymi chcieliby się połączyć. W poprzednich latach wyjechać z Polski nie mogli, teraz mogą, więc wyjeżdżają. Ale nie ulega także wątpliwości, że jednym z motywów wyjazdu jest również antysemityzm, czy to aktualny, czy też obawa przed jego nadejściem.

Otóż sądzę, że w dzisiejszej wewnątrzpolskiej sytuacji obawa ta nie jest uzasadniona. W latach okupacji antysemityzm polski się przełamał, duża część jego zarazków uległa wyniszczeniu. Jestem daleki jednak od lekceważenia przejawiającego się tu i ówdzie antysemityzmu, sądzę, że z przejawami tymi należy walczyć, dlatego też się tą sprawą na łamach „Tygodnika Powszechnego” zajmujemy.

Antysemityzm w Polsce ma niestety dość starą tradycję, przed wojną stosunkowo duża część społeczeństwa ulegała jego wpływom, toteż i dziś w warstwach mniej wyrobionych, o bardziej prymitywnym sposobie myślenia, została pewna podatność na hasła antysemickie.

U źródeł antysemityzmu leży fakt odrębności Żydów od społeczeństw, wśród których żyją, fakt istnienia żydowskiej wspólnoty etniczno-kulturowej, trwającej od dwu tysięcy lat mimo diaspory, a może nawet w pewnej mierze dzięki diasporze, dzięki sytuacji wywołanej rozproszeniem; wspólnoty, której nie mogą przekreślić nieraz całe pokolenia asymilacji. Ową odrębność Żydów wykorzystuje antysemityzm, wiążący się zresztą z reguły z nacjonalizmem, przypisując Żydom jako grupie społecznej różne ujemne cechy, oskarżając ich o destrukcyjne oddziaływanie. W skrajnej formie antysemityzm nabiera cech irracjonalnego światopoglądu magiczno-mistycznego, który odpowiedzialność za wszelkie zło przypisuje Żydom, oskarżając ich o jakąś światową konspirację skierowaną przeciw całej nieżydowskiej części ludzkości, a mającą na celu panowanie nad światem. Rezultatem antysemityzmu jest niechęć, wrogość, nienawiść do Żydów, dążenie do ich izolacji i eliminacji z życia społeczeństwa, z którym współżyją, co z kolei prowadzi do bojkotu, pogromów i zbrodni.

Nie będziemy tu przeprowadzać szczegółowej dyskusji z tezami antysemityzmu. Po pierwsze, antysemityzm w formie rozwiniętej, jako ideologia, w Polsce dziś nie istnieje, po wtóre, dyskusję z owymi tezami przeprowadzano już wiele razy, wykazując ich bezsens i bezpodstawność. Dowodzono też nieraz, że jedną z największych szkód wyrządzanych każdemu społeczeństwu przez antysemityzm jest to, że tłumacząc mitologicznie wszelkie zło działaniem Żydów, odwraca on uwagę od istotnych przyczyn zła, leżących zazwyczaj w błędnej strukturze czy też w błędnym układzie stosunków społecznych, gospodarczych czy politycznych, zwalniając zarazem od świadomego wysiłku zmierzającego do usuwania istotnych przyczyn zła.

Na dwie tylko sprawy chcielibyśmy tu zwrócić uwagę. Na sprawę miejsca Żydów w Polsce oraz na sprawę stosunku między antysemityzmem a katolicyzmem.

Sprawa pierwsza: antysemici twierdzą, że Polska należy wyłącznie do Polaków, że Żydzi są w Polsce elementem obcym i szkodliwym, że zatem należy ich wpływ na życie naszego kraju ograniczyć do minimum. Antysemici jednak zapominają, skąd się Żydzi w Polsce wzięli. Zapominają o tym, że Żydzi przybyli do Polski kilkaset lat temu dlatego, że gdzie indziej byli prześladowani, a Polska słusznie szczyciła się swą gościnnością i tolerancją. Ale dziś już nie na tolerancję i gościnność trzeba się powoływać, gdy chodzi o prawa Żydów. Po kilkuset latach koegzystencji z Polakami na ziemi między Tatrami a Bałtykiem, mają tu oni prawa współgospodarzy. Bez względu na to, czy jest ich trzy miliony, czy też sto tysięcy. Mają swój udział w historii naszego kraju, w jego gospodarce i kulturze. Antysemici mówią, że ten udział Żydów był zły, szkodliwy. Otóż do tak ogólnego sądu nie ma żadnych podstaw. Natomiast oczywiście wpływ Żydów nieraz bywał zły. Podobnie jak wpływ Polaków. Jedni i drudzy są ludźmi.

Wydrukowaliśmy niedawno w „Tygodniku Powszechnym” wiersz poświęcony pamięci Juliana Tuwima, w rocznicę śmierci poety. Otrzymaliśmy wówczas szereg listów od czytelników, niezadowolonych, bo Julian Tuwim był Żydem i pisał niemoralne wiersze. Julian Tuwim istotnie napisał szereg utworów, których z punktu widzenia chrześcijańskiej moralności nie moglibyśmy pochwalać.

Ale rzecz w tym, że niemoralne wiersze pisywali także liczni poeci polscy aryjskiego pochodzenia i jakoś się im tego nie pamięta, bo nie byli czy nie są Żydami. I rzecz w tym, że – czegokolwiek by chcieli antysemici – Julian Tuwim należy do historii literatury polskiej. Wysoko ceniąc sztukę poetycką Tuwima, nie jestem entuzjastą jego poezji, sądzę, że w jego pokoleniu, jak i w pokoleniu następnym, są więksi od Tuwima artyści. Ale to nie zmienia faktu, że miejsce Tuwima w kulturze polskiej jest niezaprzeczalne, bo o tym miejscu decyduje nie rasa i krew, ale wrośnięcie w żywe mięso kultury.

Przejdźmy z kolei do sprawy stosunków między katolicyzmem a antysemityzmem. Otóż w historii dawniejszej i nowszej antysemityzm nieraz szerzył się wśród katolików. Nie jest to wprawdzie reguła. W protestanckiej Ameryce antysemityzm łączy się zazwyczaj z antykatolicyzmem (oraz rasizmem skierowanym przeciw Murzynom), neopogański hitleryzm kierował swe ostrze zarówno przeciw Żydom, jak i przeciw chrześcijaństwu. Co więcej, Kościół niejednokrotnie potępiał antysemityzm, w Polsce przedwojennej istniały środowiska katolickie przeciwstawiające się fali antysemityzmu, zaś w latach okupacji katolicy i podziemne organizacje katolickie odgrywały poważną rolę w akcji pomocy Żydom, a niejedno dziecko żydowskie przetrwało lata pogardy ukryte w katolickim klasztorze.

Wydrukowaliśmy niedawno w „Tygodniku” wiersz poświęcony pamięci Juliana Tuwima i otrzymaliśmy szereg listów od czytelników, niezadowolonych, bo Tuwim był Żydem i pisał niemoralne wiersze. Rzecz w tym, że niemoralne wiersze pisywali także liczni poeci aryjskiego pochodzenia i jakoś się im tego nie pamięta.

Po kilkuset latach koegzystencji z Polakami na ziemi między Tatrami a Bałtykiem, Żydzi mają tu prawa współgospodarzy. Bez względu na to, czy jest ich trzy miliony, czy sto tysięcy, mają swój udział w historii naszego kraju, w jego gospodarce i kulturze.

Ponieważ jednak dziś, jak i przed wojną, antysemityzm zjawia się wśród katolików, powiedzieć trzeba wyraźnie: antysemityzmu z katolicyzmem pogodzić się nie da, antysemityzm w swej istocie jest całkowicie pogański.

Antysemici operują czasem dość prymitywną motywacją religijną: Żydów należy nienawidzić, albowiem z ich rąk Chrystus, Bóg-Człowiek, poniósł śmierć na krzyżu. Tak, tylko że Ukrzyżowany, jako Człowiek, także był Żydem, a Jego Matka Maryja była Żydówką. Żydem był także Piotr – Opoka, na której stanął Kościół, rasowym, gwałtownym i namiętnym Żydem był Paweł z Tarsu – apostoł narodów. Żydami byli inni apostołowie i ewangeliści, a księgi święte chrześcijaństwa, Stary i Nowy Testament, należą wszak zarazem do narodowego skarbca literatury żydowskiej. Związki między chrześcijaństwem a judaizmem są bezpośrednie i dużo głębsze, niż to przeciętny antysemita przypuszcza. Nienawiść do Żydów pośrednio uderza w chrześcijaństwo.

Uderza w chrześcijaństwo także dlatego, że antysemita nie ma pojęcia o istotnym znaczeniu tego, co się stało na Golgocie dwa tysiące lat temu. „Naród wybrany” został wybrany spośród całej ludzkości po to, by tę ludzkość reprezentować.

Naród ten w imieniu całej ludzkości odrzucił Mesjasza i ukrzyżował. W pewnym sensie powiedzieć można, że to nie Żydzi krzyżowali Chrystusa, lecz że ukrzyżowała Go cała ludzkość, że ukrzyżowała Go złość świata, w której każdy człowiek ma swój udział. Żydzi też. Toteż Chrystus umarł na krzyżu za wszystkich ludzi. W tej perspektywie można mówić o diasporze jako historycznej konsekwencji Ukrzyżowania, ale w tej perspektywie nie ma miejsca na antysemityzm.

Maritain mówi, że chrześcijanie mogą być antysemitami jedynie będąc posłuszni duchowi świata, a nie duchowi chrześcijaństwa. Można powiedzieć więcej: katolik, który jest równocześnie antysemitą, nie jest katolikiem w tym stopniu, w jakim jest antysemitą. Jest to więc jakiś katolicyzm okaleczony.

Antysemityzmu nie da się pogodzić z katolicyzmem, bo antysemityzm to nienawiść do człowieka, dlatego że jest Żydem. Otóż katolicyzm pozwala i domaga się, by nienawidzić zła, ale nie pozwala nienawidzić człowieka. Główne przykazanie chrześcijaństwa dotyczące stosunków międzyludzkich to nakaz miłości bliźniego. A bliźnim jest każdy człowiek, bez względu na rasę, kolor skóry czy przekonania.

Katolicyzm głosi zasadę równości wszystkich ludzi. Oczywiście ludzie różnią się między sobą, różnią się tak jednostki, jak i całe grupy społeczne, różnią się poziomem kultury, świadomości, moralności itd. Ale nie ma tu żadnych determinizmów. Każdy człowiek jest obdarzony wolną wolą i rozumną naturą, każdy jest powołany do rozwoju swej osobowości i realizowania dobra, każdemu więc człowiekowi przysługują zasadnicze prawa płynące z jego natury.

Konsekwencją tego jest uniwersalizm światopoglądu katolickiego. Ludzkość stanowi jedność. Cała ludzkość zbiorowym wysiłkiem buduje gmach kultury i gmach historii. Jeśli w dziejach tej ludzkości istnieją antagonistyczne podziały, są one nieuniknioną przypadłością historycznej egzystencji ludzkiej, ale nie wolno tym podziałom nadawać charakteru praw, bo prawem jest właśnie solidarność rodzaju ludzkiego, właśnie uniwersalizm.

Katolicyzm jest wreszcie personalistyczny. Każdego człowieka traktuje jako zamkniętą całość, rozumną i wolną, obowiązaną do szukania prawdy i realizowania dobra. Każdy człowiek ma swoje prawa nienaruszalne i wynoszące go ponad zbiorowość, każdy człowiek nosi w sobie nieograniczone możliwości dobra i zła, każdy wreszcie jest odpowiedzialny za własne czyny i tylko za własne czyny.

Antysemityzm wraz z nacjonalizmem i rasizmem należy do tych kategorii myślenia, które przekreślają zarówno uniwersalizm, jak i personalizm. Antysemityzm przekreśla uniwersalizm, bo dzieli ludzkość na antagonistyczne grupy, dzieli świat na rasy wyższe i niższe, na dobrych i złych. Wbrew temu, co głoszą lub też podświadomie sądzą antysemici, granica między dobrem a złem nie przebiega pomiędzy ludźmi. Podział na dobrych i złych, oddzielenie kąkolu od pszenicy dokonane będzie kiedyś na sądzie ostatecznym, według odmiennych niż nasze ludzkie kryteriów, wtedy, kiedy kształt każdej osobowości i jej bilans dobra i zła będzie zamknięty. Tu, na ziemi, granica między dobrem a złem przebiega przez środek duszy każdego z nas – Żyda czy nie-Żyda, katolika, innowiercy czy poganina.

Antysemityzm jest antypersonalistyczny, bo na miejsce osobistej odpowiedzialności każdego człowieka za jego własne czyny ustanawia jakąś odpowiedzialność zbiorową narodu, rasy czy grupy społecznej, bo zamyka osobę ludzką w dziwnym skrzyżowaniu materialistycznego determinizmu z magiczną, irracjonalną interpretacją świata.

Tak więc, nie ma zgody między antysemityzmem i katolicyzmem. Jeśli byli przed wojną w Polsce liczni ludzie, którzy te dwie postawy w sobie godzili, to jest to tylko dowodem słabości intelektualnej i powierzchowności dużej części katolicyzmu polskiego, dowodem niezrozumienia istoty chrześcijaństwa. Na szczęście nie było to zjawisko powszechne.

Dziś, kiedy antysemityzm nie jest bynajmniej w Polsce – podkreślamy to raz jeszcze – zjawiskiem masowym, ale istnieją oznaki, że tu i ówdzie mógłby się odrodzić, trzeba było zabrać głos choćby profilaktycznie, by nie dopuścić do prób godzenia rzeczy, które pogodzić się nie dadzą.

Może te ostatnie rozważania nie będą zupełnie jasne dla wszystkich czytelników naszego pisma. Trzeba jednak, żeby dla każdego katolika w Polsce jasne było to jedno – wszelki antysemityzm jest sprzeczny z nakazem miłości człowieka.

Zapewne są wśród czytelników i przyjaciół naszego pisma ludzie, którym nie będą się podobać poglądy wyrażone w tym artykule. Tym ludziom powiem jedno: poglądy te nie są u nas czymś nowym, nie płyną z koniunktury czy oportunizmu. Ludzie, którzy stworzyli „Tygodnik Powszechny” i którzy nim dziś kierują, poglądy te głosili i wyznawali przez długie lata, także i przed rokiem 1939. Poglądy te są jedyną logiczną konsekwencją całej naszej postawy światopoglądowej. Głosimy te poglądy dlatego, że uważamy je za słuszne, bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Trudno. Amicus Plato, sed magis amica veritas. Powtarzamy: nie jest rzeczą możliwą być świadomym i konsekwentnym katolikiem i być równocześnie antysemitą. Trzeba wybierać. ♦

Jerzy Turowicz

Tekst Jerzego Turowicza ukazał się w „TP” nr 11/57 i w życiu redaktora