Strona główna » Literatura faktu, reportaże, biografie » Dlaczego żeglarze nie potrafią pływać oraz inne morskie osobliwości

Dlaczego żeglarze nie potrafią pływać oraz inne morskie osobliwości

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83943159-8-6

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Dlaczego żeglarze nie potrafią pływać oraz inne morskie osobliwości

Zbiór opowieści o morskich osobliwościach, pełna zabawnych, zaskakujących i wnikliwie opisanych faktów, zwyczajów, zwrotów i wierzeń ludzi morza. Dowiesz się z niej m.in.:
• Dlaczego nigdy nie wychodzi się w morze w piątek 13-tego?
• Jak się poruszać po oceanie bez kompasu?
• Czy Trójkąt Bermudzki naprawdę istnieje?
• Dlaczego marynarze noszą kolczyk?
• Czy umierający Nelson rzeczywiście powiedział: Pocałuj mnie, Hardy?
• Jak prawidłowo przeprowadzić pochówek na morzu?

Książka została wzbogacona o polskie ciekawostki marynistyczne,
opracowane przez tłumacza, Stanisława Tekielego. Czy wiecie,
że byliśmy o krok od skolonizowania Tobago, zaś polskie zamiłowanie do
szant jest ewenementem w skali światowej? No to przeczytajcie ☺

Polecane książki

  William Shakespeare to żyjący na przełomie XVI i XVII wieku, wybitny angielski pisarz, poeta, aktor i dramaturg. Wiele cytatów z jego sztuk weszło do potocznego języka, a on sam jest najpopularniejszym pisarzem anglojęzycznego świata. Makbet (napisany około 1606 roku) to jedna z najsłynniejszych i...
Mówimy po polsku jest doskonałym interaktywnym narzędziem do nauki języka polskiego dla obcokrajowców mieszkających w Polsce, a także dla dzieci Polaków mieszkających za granicą i uczących się języka polskiego w domu lub w polskich szkołach niedzielnych. Podstawowe słownictwo języka polskiego (łączn...
W tym tomiku zawarte są przemyślenia związane z życiem, które jest sztuką. Każdy tworzy swój własny indywidualny scenariusz pisany przez największego reżysera jakim jest życie — pod postacią przeznaczenia, przypadku oraz podejmowanych przez nas decyzji. Nigdy nie wiemy co przyniesie jutro. Kolej...
Książka południowoafrykańskiej noblistki Nadine Gordimer to znakomite, trzymające w napięciu studium psychologiczne o tym jak zmiana otoczenia i relacji, zmienia charaktery „państwa” i „służącego”. Podczas krwawych zamieszek w Soweto rodzina Smalesów decyduje się uciekać do wioski ich wieloletni...
Czwarta część przygód Superkota! To nie tak miało być! Zamiast cieszyć się świętami w gronie „prawdziwej” rodziny kot Winston po świątecznym obiedzie musi zmagać się z problemami żołądkowymi. Konieczna staje się wizyta w klinice weterynaryjnej, w której okazuje się, że… ktoś próbował otruć Winsto...
Przygody detektywa przyszłości Owena Yeatesa to najdłuższy cykl powieściowy w polskiej literaturze science fiction; obecnie liczy dziewięć tomów. Pierwsza część cyklu ukazała się w roku 1989 pod tytułem „Podwójna śmierć”; wznawiana była jeszcze dwukrotnie, jako „Ludzi...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Nic Compton

Nic Compton

Dlaczego żeglarze nie potrafią pływać

oraz inne morskie osobliwości

Tytuł oryginału: Why sailors cant’t swim and other marvellous maritime curiosities

© for this edition by Wydawnictwo Nautica, 2016

© Adlard Coles Nautical, an imprint of Bloomsbury Publishing Plc

© Nic Compton 2013

Tłumaczenie pierwszego wydania książki Dlaczego żeglarze nie potrafią pływać Wydawnictwo Nautica publikuje na podstawie umowy z Bloomsbury Publishing Plc.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka nie może być reprodukowana w całości lub we fragmentach, graficznie, elektronicznie lub mechanicznie, w tym poprzez fotokopiowanie, nagrywanie i przetwarzanie informacji bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

Uwaga: choć przy publikacji książki dochowano należytej staranności, wydawca nie ponosi odpowiedzialności za zastosowanie praktyk i produktów w niej opisanych.

Tłumaczenie: Stanisław Tekieli

Redakcja: Natalia Sikora

Korekta: Paulina Potrykus-Woźniak

Makieta: JC Lanaway

Ilustracje: Ivan Hissey, John Woodcock

Skład: Joanna Reniger

Projekt okładki: na podstawie wydania oryginalnego Joanna Reniger

Wydanie I

ISBN 978-83-943159-6-2

ISBN e-book 978-83-943159-2-4

Warszawa 2016

Wydawnictwo Nautica

e-mail:wydawnictwonautica@wydawnictwonautica.pl

www.wydawnictwonautica.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Przedmowa autora

Zczym kojarzy się nam nazwisko Nelsona? Z pobiciem Francuzów w bitwie na Nilu? Pogromem Duńczyków pod Kopenhagą? Ściganiem francuskiej i hiszpańskiej floty po Atlantyku? Czy może z jego śmiercią w bitwie pod Trafalgarem i tym, że jak twierdzą niektórzy, w ostatnich słowach prosił swego zastępcę, by ten go pocałował?

Co wiemy na przykład o regatach? Może słyszeliśmy o wielkiej bitwie prawników związanej z Pucharem Ameryki? Albo o tym, że Conny van Rietschoten jest jedynym żeglarzem, który wygrał Volvo Ocean Race dwukrotnie? A może bardziej interesuje nas Tony Bullimore, niemogący się wydostać z przewróconej łodzi na środku Oceanu Południowego czy Ellen MacArthur (po prawej) płacząca, gdy po raz kolejny musiała wspinać się na maszt tuż przed ukończeniem swego legendarnego rejsu dookoła świata?

Zapamiętujemy głównie takie historyjki o ludziach. Lubimy anegdoty i dziwaczne opowieści – ich właśnie w tej książce jest pełno. Nie znajdziecie tu rozwlekłych relacji z wyścigów jachtów ani szczegółowych wyliczeń wielkości powierzchni zwilżonej czy kątów przechyłu łodzi, poznacie za to trochę mrożących krew w żyłach morskich opowieści i mnóstwo historyjek, które rzadko pojawiają się w poważnej literaturze marynistycznej.

Mam nadzieję, że lektura tej książki będzie dla was tak samo przyjemna, jak dla mnie było jej pisanie.

Marynarze i przesądy

DOOKOŁA ŚWIATA

MIAŁ TO BYĆ WYŚCIG STULECIA. Kilku żeglarzy przygotowywało się już wcześniej do samotnego rejsu dookoła świata bez zawijania do portów, kiedy „The Sunday Times” ogłosił wyścig o nagrodę Złotego Globu – 5000 funtów dla tego, kto zrobi to najszybciej. Jedynym warunkiem było wypłynięcie i zakończenie rejsu w którymś z brytyjskich portów (wypłynąć należało między 1 czerwca a 31 października 1968 r.). Zgłosiło się dziewięciu śmiałków (sześciu Brytyjczyków, dwóch Francuzów i jeden Włoch), z czego czterech poddało się jeszcze na Atlantyku. Następnie Chay Blyth zrezygnował po minięciu Przylądka Dobrej Nadziei, Donald Crowhurst popełnił samobójstwo (gdy wyszło na jaw, że oszukiwał, podając fałszywą pozycję), prowadząca w wyścigu łódź Nigela Tetleya zatonęła, a Bernard Moitessier nieoczekiwanie zrezygnował z dalszej walki. Wyścig ukończył tylko jeden żeglarz: oficer brytyjskiej marynarki handlowej Robin Knox-Johnston (później otrzymał tytuł sir), który okrążył świat w 313 dni. Prawie 40 lat później sir Robin spróbował swych sił w podobnym wyścigu raz jeszcze. Mając wówczas 68 lat, zajął czwarte miejsce w edycji 2006–07 wyścigu Velux 5 Oceans, okrążając świat w 159 dni. Nie przeszkadzało mu, że tym razem nie wygrał, bo jak powiedział: Mojego wyniku nikt nie pobije.

Morze nie było nigdy życzliwe dla człowieka.

Co najwyżej dzieliło ludzką nieukojoność.

Joseph Conrad, Zwierciadło morza, 1906(tł. Aniela Zagórska)

DLACZEGO MARYNARZE NOSZĄ KOLCZYKI?

ZGODNIE Z TRADYCJĄ ŻEGLARZE, KTÓRZY OPŁYNĘLI PRZYLĄDEK HORN zakładali sobie na lewym uchu złote kółko – lewym, bo po tej stronie mieli Horn, jeśli płynęli, jak to najczęściej bywało, z zachodu na wschód. Mówi się, że kolczyk służył też żeglarzom jako opłata za pochówek, gdyby komuś zdarzyło się wypaść za burtę, a fale wyrzuciły potem jego ciało na brzeg. W antyku złotymi kolczykami opłacano przewoźnika wiozącego duszę w zaświaty przez Styks1. Uważano również, że złote kolczyki mają moc uzdrawiania ciała i poprawy wzroku – wydaje się to wierutną bzdurą, ale okazuje się, że w akupunkturze stosuje się nakłuwanie punktu w małżowinie usznej odpowiadającego za widzenie. Inną, dość banalną przyczyną noszenia przez żeglarzy kolczyków może być moda – ludzie morza uważali, że z kolczykiem wyglądają po prostu lepiej.

POCHOWANI W GŁĘBINACH

BYŁO I NADAL JEST DOŚĆ POWSZECHNE, że marynarzy, których śmierć dosięgła na morzu, chowa się w głębinach. W przypadku ofiar bitew morskich czy zmarłych w czasie długich rejsów transport stanowiących zagrożenie dla zdrowia załogi zwłok do portu macierzystego nie miał sensu. Dodatkowo utrzymywał się przesąd, że statek z trupem na pokładzie płynie wolniej. Zazwyczaj ciało zaszywano w płótno i obciążano odpowiednim balastem (jak kule armatnie), by po krótkiej ceremonii powierzyć je morzu. Zgodnie z tradycją ostatni ścieg w zaszywanym płótnie musiał przejść przez nos zmarłego, by było pewne, że nie jest to marynarz, który po prostu mocno przysnął.

WSPÓŁCZESNY POGRZEB NA MORZU

POCHÓWEK NA MORZU STAŁ SIĘ PONOWNIE POPULARNY, a US Navy otrzymuje około 500 wniosków rocznie o pochowanie w ten sposób byłych marynarzy. Zgodnie z przepisami Agencji Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych ciała muszą być zrzucone do morza w odległości co najmniej 3 mil od lądu, na głębokość większą niż 180 m. Jeżeli korzystamy z trumny, powinna ona ważyć czterokrotnie więcej niż nieboszczyk i posiadać co najmniej sześć otworów o średnicy 8 cm w celu pozbycia się powietrza. W Wielkiej Brytanii trumna musi być wykonana z miękkiego drewna, jak na przykład sosna, i nie może zawierać materiałów sztucznych, miedzi, cynku ani ołowiu. Brytyjskie przepisy wymagają nawiercenia w trumnie 40–50 otworów. Firma New England Burials at Sea oferuje specjalny całun do pochówku na morzu za 1750 dolarów plus koszty przesyłki.

Sławni ludzie pochowani na morzu

Żeglarz i odkrywca sir Francis Drake, w ołowianej trumnie, koło Panamy (1596); amerykański magnat prasowy E.W. Scripps, którego zwłoki zrzucono z jego własnego jachtu u wybrzeży Liberii (1926); perkusista Beach Boys Dennis Wilson, u brzegów Kalifornii (1984); aktor John Carradine, tamże (1988); przywódca Al-Kaidy Osama bin Laden, zrzucony do Morza Arabskiego z pokładu USS Carl Vinson (2011; niektórzy wątpią w prawdziwość tej wersji). Spośród 328 ciał wyłowionych po zatonięciu Titanica 119 było w stanie nienadającym się do identyfikacji i zostało pochowanych na morzu.

Sławni ludzie, których prochy rozsypano nad morzem

H.G. Wells, Steve McQueen, Janis Joplin, Rock Hudson, Gene Kelly, John F. Kennedy Jr.

HOLD FAST (TRZYMAJ SIĘ!)

UWAŻA SIĘ, ŻE SZTUKA TATUOWANIA przywędrowała na Zachód z wysp Pacyfiku, od ich rdzennych mieszkańców, dzięki odkrywcom tych lądów. Kapitan Cook i jego załoga byli prawdopodobnie pierwszymi Europejczykami, którzy widzieli tatuaże i usłyszeli w którymś z języków Polinezji ich nazwę – tatau. Tatuaże stały się niezwykle popularne wśród XVIII-wiecznych marynarzy i szybko nabrały swoistej symboliki.

KOTWICA oznaczała przekroczenie Atlantyku (a także służbę w marynarce handlowej),

STATEK W PEŁNYM OŻAGLOWANIU – opłynięcie przylądka Horn,

ŻÓŁW/NEPTUN – przekroczenie równika,

SMOK – służbę w Azji,

PALMY – służbę na Morzu Śródziemnym (w Royal Navy) lub na Hawajach (US Navy),

HULA GIRL – służbę na Hawajach (US Navy),

HARPUN – staż na łodzi rybackiej,

JASKÓŁKA – każde 5000 mil odbytej żeglugi (ten migrujący ptak jest symbolem szczęśliwego powrotu do domu),

GWIAZDA lub RÓŻA WIATRÓW miały pomóc odnaleźć drogę do domu,

HOLD FAST (trzymaj się!) napisane na knykciach palców obu rąk chroniło, jak wierzono, przed wypadnięciem za burtę i/lub wypuszczeniem z rąk liny,

ŚWINIA I KOGUT zabezpieczały przed utonięciem – zauważono, że zwierzęta te, przechowywane w drewnianych skrzynkach, często unosiły się długo na wodzie po zatonięciu samego statku.

SAILOR JERRY WIECZNIE ŻYWY

MOŻECIE NIE WIEDZIEĆ, KIM BYŁ SAILOR JERRY, ale jest duże prawdopodobieństwo, że gdzieś widzieliście wykonany przezeń tatuaż lub raczej jego kopię. Sailor Jerry tak naprawdę nazywał się Norman Collins, mieszkał na Hawajach i jest powszechnie uznawany za ojca współczesnego tatuażu. Collins za młodu włóczył się po zachodnim wybrzeżu USA, sztuki tatuażu nauczył się pod koniec lat 20. (XX w.) w Chicago i praktykował ją na swoich kompanach włóczęgach. W wieku 19 lat wstąpił do US Navy i ostatecznie osiadł na Hawajach, gdzie w obskurnej dzielnicy Honolulu założył studio, które miało się później stać mekką dla fanów tatuowania się. Collins pożenił odważne wzory amerykańskie ze stonowaną paletą mistrzów azjatyckich, osiągając niepowtarzalny efekt. Wkrótce zaczęto go kopiować na całym świecie. Był wynalazcą i perfekcjonistą – opracował własną gamę barwników i stosował wysokie standardy higieny. Po jego śmierci w 1973 r. firma, którą prowadził, zaczęła wypuszczać na rynek ubrania i gadżety marki Sailor Jerry, z wzorami tatuaży Collinsa. Znalazły się one nawet na trampkach firmy Converse. Niedługo później stworzona przez Collinsa Hula Girl trafiła również na butelkę – Sailor Jerry Spiced Navy Rum jest jedną z najlepiej sprzedających się marek rumu na świecie.

Żeglarskie rekordy wszech czasów

Pierwszy samotny rejs dookoła świata, z zawijaniem do portów: Joshua Slocum, Spray, 1898 r., 3 lata, 2 miesiące, 3 dni

Pierwszy samotny rejs dookoła świata, bez zawijania do portów: Robin Knox-Johnston (poniżej z prawej), Suhaili, 1968 r., 313 dni

Pierwszy kobiecy samotny rejs dookoła świata, bez zawijania do portów: Kay Cottee, First Lady, 1988 r., 189 dni

Pierwszy samotny rejs dookoła świata, bez zawijania do portów, w kierunku zachodnim: Chay Blyth, British Steel, 1971 r., 292 dni

Pierwszy samotny rejs dookoła świata, bez zawijania do portów, w kierunku zachodnim (kobieta): Dee Caffari, Aviva, 2006 r., 178 dni, 3 godz., 5 min.

Największa liczba samotnych okrążeń świata, bez zawijania do portów: Jon Sanders, Parry Endeavour, 1988 r., 657 dni (3 okrążenia bez przerw)

Pierwsze samotne przepłynięcie Atlantyku: Alfred Johnson, Centennial, 1876 r., 46 dni

Współczesne rekordy żeglarskie

Dookoła świata, bez zawijania do portów, z załogą: Loick Peyron, Banque Populaire, 2012 r., 45 dni, 13 godz., 42 min.

Dookoła świata, bez zawijania do portów, samotnie: Francis Joyon, IDEC, 2008 r., 57 dni, 13 godz., 34 min.

Dookoła świata, bez zawijania do portów, samotnie, w kierunku zachodnim: J.L. Van Den Heede, Adrien, 2004 r., 122 dni, 14 godz., 3 min.

Przez Atlantyk, na wschód, z załogą: Pascal Bidegorry, Banque Populaire, 2009 r., 3 dni, 15 godz., 25 min.

Przez Atlantyk, na wschód, samotnie: Loick Peyron, Sodebo, 2008 r., 5 dni, 19 godz., 30 min.

Przez Pacyfik, na wschód, z załogą: Olivier de Kersauson, Geronimo, 2006 r., 13 dni, 22 godz., 38 min.

Przez Pacyfik, na wschód, samotnie: Steve Fossett, Lakota, 1996 r., 20 dni, 9 godz., 52 min.

Średnia prędkość dobowa, z załogą: Pascal Bidegorry, Banque Populaire, 2009 r., 37,8 węzła

Średnia prędkość dobowa, samotnie:Francis Joyon, IDEC, 2012 r., 27,75 węzła

Źródło: World Sailing Speed Record Council, www.sailspeedrecords.com

KONWENCJA O PRAWIE MORZA ONZ, 1982

ARTYKUŁ 98: OBOWIĄZEK UDZIELANIA POMOCY

1. Każde państwo zobowiązuje kapitana statku pływającego pod jego banderą, o ile kapitan może to uczynić bez narażenia na poważne niebezpieczeństwo statku, załogi lub pasażerów:

(a) do niesienia pomocy każdej osobie na morzu, znajdującej się w niebezpieczeństwie;

(b) do pospieszenia możliwie najszybciej na pomoc osobom znajdującym się w niebezpieczeństwie, jeżeli został on powiadomiony o potrzebie udzielenia im pomocy, o ile można rozsądnie oczekiwać od niego takiego działania;

(c) do niesienia, po zderzeniu, pomocy drugiemu statkowi, jego załodze i pasażerom oraz, jeżeli to możliwe, do podania drugiemu statkowi nazwy własnego statku, swojego portu rejestracji oraz najbliższego portu, do którego zawinie.

2. Każde państwo nadbrzeżne udziela poparcia tworzeniu, działaniu i utrzymywaniu odpowiedniej i skutecznej służby poszukiwawczej i ratowniczej w celu zapewnienia bezpieczeństwa na morzu i ponad nim oraz, jeżeli okoliczności tego wymagają, współdziała ono w tym celu z sąsiednimi państwami na podstawie wzajemnych umów regionalnych.

O HO, HO…

NIE JEST TAJEMNICĄ, ŻE ŻEGLARZE LUBIĄ TRUNKI – zwłaszcza w czasie żmudnych, długich wypraw w najdalsze zakątki świata. By osłodzić trudy żeglugi, od XVI w. Royal Navy wydawała załogom stałą porcję piwa – początkowo był to galon (4,5 litra) dziennie. W miarę jednak jak Imperium Brytyjskie rozszerzało swoje granice, a podróże stawały się dłuższe, piwo coraz częściej po drodze się psuło, na co załogi oczywiście utyskiwały. Od kolonizacji Jamajki w 1655 r. Royal Navy zaczęła wydawać marynarzom zamiast piwa jamajski rum – pół pinty (ok. jednej trzeciej litra) na dzień. Jak łatwo się domyślić, zaowocowało to pijaństwem i rozprzężeniem dyscypliny. Z tej przyczyny 21 sierpnia 1740 r. wiceadmirał Edward Vernon – znany jako Stary Grog, od zwyczaju noszenia płaszcza z materiału na bazie jedwabiu, tzw. grogam – wydał rozkaz, by rum rozcieńczać wodą. Zalecaną mieszanką, zwaną odtąd grogiem, była kwarta, czyli 2 pinty (1,1 litra) wody na pół pinty rumu (proporcja 4:1). Co ciekawe, praktyka wydawania dziennej porcji rumu utrzymała się w marynarce brytyjskiej aż do lat 70. XX w., kiedy to powszechnie zaczęto wprowadzać przepisy zakazujące osobom pracującym przy maszynach spożywania alkoholu. Ach, te nieludzkie zakazy…

WIADRO NA ZAWIETRZNĄ!

MARYNARZ CIERPIĄCY NA CHOROBĘ MORSKĄ? To brzmi jak oksymoron – po co pchałby się na morze, wiedząc, że czekają go tam męki? A jednak na mdłości wywołane bujaniem cierpieli nie tylko zwykli marynarze (zapewne większość z nich), ale i sam lord Nelson. Chorobę tę wywołuje, jak się uważa, różnica w przekazach, jakie docierają do mózgu: oczy twierdzą, że wszystko jest pod kontrolą, bo przecież w stosunku do najbliższego otoczenia zachowujesz pozycję stabilną, ale ucho wewnętrzne (błędnik) donosi, że latasz z miejsca na miejsce. Wynikiem jest dezorientacja, mdłości, no i wreszcie nieuchronny… wyjazd do Rygi.

NATURALNE ŚRODKI ZARADCZE NA CHOROBĘ MORSKĄ TO: wyjście na pokład, obserwacja horyzontu, jedzenie imbiru, picie coli, niemówienie, wachta za sterem, a przede wszystkim ciepłe ubranie, bycie wypoczętym i właściwe, regularne odżywianie się.

KOGO OBCHODZI JON SANDERS?

FRANCIS CHICHESTER, CHAY BLYTH, ROBIN KNOX-JOHNSTON, ELLEN MACARTHUR – jeśli czytujesz gazety i masz więcej niż 12 lat, to jest duża szansa, że nazwisko przynajmniej jednego z tych żeglarzy obiło ci się o uszy. No a… Jon Sanders? Nie słyszała o nim większość zaprawionych w bojach żeglarzy, nie mówiąc już o szczurach lądowych. A przecież jego dokonania przewyższają osiągnięcia największych sław żeglarstwa mniej więcej trzykrotnie. W latach 1975–77 Sanders jako pierwszy Australijczyk opłynął kulę ziemską na swym 10-metrowym slupie Perie Banou (jego bliźniaczym jachtem był Morning Cloud byłego brytyjskiego premiera Teda Heatha). Ale to mu nie wystarczyło, więc w latach 1981–82 na tej samej łodzi opłynął świat dwukrotnie, samotnie i bez zawijania do portów, przemierzając 48 000 mil – półtora raza więcej niż trasa, którą przemierzyli Knox-Johnston czy Blyth. Tyle że Sanders na Tasmanii i w Plymouth wziął na pokład, nie zawijając do portu, zapasy. To według zasad komisji zatwierdzającej rekordy (World Sailing Speed Record Council) oznaczało pomoc z zewnątrz, w związku z czym nie przyznano mu rekordu. Niezrażony niepowodzeniem Sanders sprawił sobie większą łódź, 14-metrowego slupa Parry Endeavour, i w latach 1986–88 opłynął świat ponownie, tym razem trzykrotnie: pierwsze dwa razy ze wschodu na zachód, a na koniec z zachodu na wschód (chciał, jak powiedział, przełamać monotonię). Wpływając do macierzystego Fremantle, miał za sobą 657 dni na morzu, a na liczniku 80 000 mil – spędzonych samotnie, bez zawijania do portów i bez pomocy z zewnątrz. Ale jak wspomnieliśmy, prawie nikt z braci żeglarskiej o nim nie słyszał. Co jeszcze, na Boga, ma zrobić australijski żeglarz, żeby zostać zauważonym?

Rekordy olimpijskie

Żeglarstwo zostało włączone do programu nowożytnych igrzysk olimpijskich na samym ich początku, lecz na pierwszych igrzyskach w Atenach (1896) zawody żeglarskie odwołano z powodu złej pogody. Pierwszy olimpijski wyścig żeglarski rozegrano zatem cztery lata później we Francji – wszystkie trzy złote medale zgarnęli gospodarze.

Największymi żeglarskimi zawodami olimpijskimi w historii były igrzyska w roku 1996 w Atlancie, gdzie rywalizowało 436 żeglarzy z 77 państw. Po raz pierwszy medale wywalczyli wtedy żeglarze z Hongkongu, Japonii, Polski i Ukrainy.

Największą liczbę medali w konkurencjach żeglarskich zdobył Brytyjczyk Ben Ainslie, który swoje czwarte złoto wywalczył w 2012 r. w Londynie. Poza złotymi, zdobył raz medal srebrny (1996), dzięki czemu wyprzedził poprzedniego rekordzistę Paula Elvstrøma, który swoje cztery złote krążki przywiózł z olimpiad rozgrywanych w latach 1948–1960.

Początkowo zawody żeglarskie były otwarte zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Oddzielną konkurencję kobiet wprowadzono podczas igrzysk w Seulu (1988), kiedy to na podium stanęły Allison Jolley i Lisa Jewell (USA).

Bill i Carl Buchan (USA), ojciec i syn, zdobyli po złotym medalu podczas tego samego olimpijskiego wyścigu (Los Angeles, 1984), tyle że Bill w klasie Star, a Carl w klasie Flying Dutchman.

Spośród 46 klas łodzi, jakie pojawiały się w nowożytnych igrzyskach, najdłuższą historię ma Star, której olimpijski debiut miał miejsce w 1932 r., a po raz 39. (i zapewne ostatni) łodzie tej klasy wystąpiły w 2012 r. w Londynie.

NIE W PIĄTEK TRZYNASTEGO!

ŻEGLARZE SŁYNĄ Z PRZESĄDÓW i nawet dziś, mając do dyspozycji GPS i nawigację satelitarną, niektórzy odmawiają wypływania w piątek, nie mówiąc już o piątku 13. Niechęć do piątku pochodzi zapewne z czasów wprowadzania w północnej Europie chrześcijaństwa. Piątek był tam dniem poświęconym Frigg, czyli germańskiej bogini miłości i płodności, którą misjonarze nowej religii uznali za czarownicę, a jej dzień za złowieszczy. W światku żeglarskim krąży opowieść o tym, jak w XIX w., pragnąc obalić ten zabobon, Royal Navy – która nie mogła przecież stać unieruchomiona w portach w każdy piątek! – zwodowała w ten dzień okręt o nazwie HMS Friday, a jego kapitanem został niejaki James Friday. Okręt wyruszył w swój dziewiczy rejs również w piątek i… nigdy go więcej nie widziano. Rzecz jasna, nie ma dowodów na prawdziwość tej opowieści.

CUKIER ZA SYFILIS

ZNOWEGO ŚWIATA DO EUROPY KRZYSZTOF KOLUMB przywiózł nie tylko nowe pyszne pokarmy – jak ziemniaki, pomidory, kukurydza, kakao, ananasy i dynia – ale prawdopodobnie, jak niedawno ustalono, również sprowadzony tą drogą syfilis. Badania odkopanych w Europie ludzkich szczątków sprzed czasów Kolumba nie noszą żadnych śladów kiły, natomiast na kościach zwłok z Nowego Świata (liczących sobie nawet 7000 lat) takie ślady zaobserwowano. Jednak we wzajemnej wymianie chorób summa summarum przeważa Europa, która oprócz trzciny cukrowej wyeksportowała do Ameryki m.in. ospę, odrę, cholerę, tyfus, żółtą febrę i trąd.

STARSZY NIŻ (NOWOŻYTNE) IGRZYSKA OLIMPIJSKIE

WBREW POWSZECHNEMU MNIEMANIU Puchar Ameryki wziął swą nazwę od jachtu, a nie kraju. W 1851 r. nowojorski szkuner America pobił wszystkie inne podczas wyścigu wokół wyspy Wight. Nagrodą w tych zawodach był wart 100 gwinei puchar ufundowany przez miejscowy prestiżowy jachtklub Royal Yacht Squadron; trofeum od pierwszego zwycięzcy nazwane zostało America’s Cup. Nowojorskiemu jachtklubowi udało się utrzymać puchar aż do 1983 r., czyli przez 132 lata! Tym samym Puchar Ameryki stał się najdłużej regularnie rozgrywaną imprezą sportową, starszą od nowożytnych olimpiad o prawie 50 lat. Dla Wielkiej Brytanii America’s Cup stał się z kolei źródłem frustracji: żadna z 19 prób zdobycia go się nie udała. Urodzony w Szkocji żeglarz i magnat herbaciany sir Thomas Lipton startował w tym wyścigu sześć razy i choć nigdy go nie wygrał, odniósł niebagatelne finansowe korzyści dzięki reklamowaniu na zawodach swej marki. Puchar nowojorczykom odebrał w końcu w roku 1983 rywal z Australii i odtąd tyle samo razy trafia on do reprezentantów USA, co do żeglarzy z reszty świata.

W LATACH 1851-2010 PUCHAR AMERYKI ZDOBYŁY KRAJE:

1851–2010: USA – 29, Nowa Zelandia – 2, Szwajcaria – 2, Australia – 1, Wielka Brytania – 0, Włochy – 0, Kanada – 0.

Hunky-dory (wszystko gra)

Jedni uważają, że wyrażenie to pochodzi od nazwy często odwiedzanej przez marynarzy ulicy w Jokohamie, inni że z holenderskiego honk, oznaczającego gola w grze, a zatem coś pożądanego; jeszcze inni wierzą, że od amerykańskiego honky2. W Jokohamie rzeczywiście jest prowadząca do portu ulica Honcho-dori, choć nie ma pewności co do tego, czy była to dzielnica czerwonych latarni.

POCAŁUJ MNIE, HARDY (ALE NIE W USTA!)

CYTOWANE PUBLICZNIE OSTATNIE SŁOWA NELSONA wprawiają zawsze w lekkie zażenowanie przedstawicieli Royal Navy – tuż przed śmiercią admirał miał bowiem poprosić jednego ze swych oficerów, by ten go pocałował. Niezbyt to męskie, a może właśnie… Czyżby Nelson był gejem? Według trzech świadków obecnych przy jego śmierci w bitwie pod Trafalgarem w 1805 r., Nelson powiedział: Zadbaj o moją drogą lady Hamilton, Hardy, zadbaj o biedną lady Hamilton (lady Hamilton była jego kochanką.) A po chwili dodał szeptem: Pocałuj mnie, Hardy. Hardy pocałował go w czoło, a Nelson powiedział: Odchodzę spełniony. Dzięki Bogu, wywiązałem się z moich obowiązków; po czym wyzionął ducha. Tej wersji nikt nie kwestionował aż do czasów wiktoriańskich, kiedy to zasugerowano, że być może Nelson tak naprawdę powiedział nie: Kiss me, Hardy, a: Kismet, Hardy (Przeznaczenie, Hardy). Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że w czasach georgiańskich, mniej pruderyjnych od wiktoriańskich, zwyczaj całowania się przez mężczyzn nie był aż takim tabu.

W DYSTYNGOWANYM TOWARZYSTWIE

Dawniej z zamiłowania do żeglarstwa wśród elit towarzyskich słynęli Humphrey Bogart, Errol Flynn i Richard Burton. Dziś pływanie pod żaglami – najlepiej w zasięgu kamer – jest istotnym elementem życia celebrytów. Na tle żagli sfotografowali się m.in.: Rod Stewart, Tiger Woods, Naomi Campbell, Sting, Orlando Bloom, George Clooney, Cindy Crawford, Bono, Wayne Rooney, David i Victoria Beckhamowie, Leonardo DiCaprio, Bill Gates, Giorgio Armani, Uma Thurman, Brad Pitt i Angelina Jolie, Johnny Depp, Nicholas Cage, Harrison Ford, Ellen DeGeneres, Beyoncé i Jay-Z, Paris Hilton, Richard Branson, Roman Abramowicz, Władimir Putin i Saddam Husajn.

KENNEDY – BOHATER MARYNARKI WOJENNEJ

KAŻDY NARÓD UWIELBIA SWYCH BOHATERÓW WOJENNYCH, najbardziej chyba Amerykanie. Johnowi F. Kennedy’emu służba na Pacyfiku 19 lat wcześniej bez wątpienia pomogła wygrać prezydenturę w 1960 r. W 1941, podczas II wojny światowej, Kennedy dowodził 24-metrowym, uzbrojonym w torpedy patrolowcem, którego pewnej nocy staranował japoński niszczyciel. Dwóch członków załogi zginęło, a pozostałych 11 musiało przepłynąć wpław 4 mile do najbliższej wyspy. Mimo że sam doznał urazu pleców, Kennedy holował za sobą ciężko poparzonego marynarza, trzymając w zaciśniętych zębach koniec paska jego kamizelki ratunkowej. Ocalała jedenastka przez cztery dni ukrywała się przed Japończykami. Kontakt z siłami alianckimi udało im się nawiązać dzięki pomocy wyspiarzy, którzy przemycili wiadomość zapisaną przez Kennedy’ego na skorupie orzecha kokosowego. Orzech ten wylądował po latach na biurku w Białym Domu, a na podstawie tej historii nakręcono film.

KONWENCJA O PRAWIE MORZA ONZ, 1982

ARTYKUŁ 99: ZAKAZ PRZEWOŻENIA NIEWOLNIKÓW

Każde państwo stosuje skuteczne środki dla zapobiegania i karania przewozu niewolników na statkach uprawnionych do podnoszenia jego bandery oraz dla zapobiegania bezprawnemu używaniu jego bandery w tym celu. Każdy niewolnik, który znajdzie schronienie na statku, niezależnie od tego, pod jaką banderą pływa ten statek, staje się wolny ipso facto.

Człowiek, który nie boi się morza, wkrótce utonie (…) bo wyjdzie w morze w zły dzień. Ale my, cała reszta, boimy się morza i toniemy jedynie od czasu do czasu.

J.M. Synge, pisarz irlandzki (1871–1909)

FRUTTI DI MARE

Bez morza nie mielibyśmy pizzy. Placek chlebowy wypiekano wprawdzie na wschodnich wybrzeżach Morza Śródziemnego od niepamiętnych czasów, ale dopiero po odkryciu Nowego Świata włoscy marynarze przywieźli do domu z Ameryki tak niezbędne w pizzy pomidory, początkowo zresztą uprawiane dla ozdoby i uważane za trujące. Kiedy wreszcie się do nich przekonano, wyciskaną z nich pulpą zaczęto smarować wkładany do pieca chleb. W Neapolu żony rybaków wyposażały w nową potrawę mężów wyruszających na połów, stąd wzięła się pizza marinara (w której składzie bynajmniej nie ma ryb).

DLACZEGO MARYNARZE NIE POTRAFIĄ PŁYWAĆ?

DZIŚ NIE JEST TO OCZYWIŚCIE PRAWDĄ, większość marynarzy potrafi pływać. Ale jeszcze w XVIII w., gdy do pracy na rejach potrzebne były liczne załogi, marynarzy rekrutowano z najróżniejszych środowisk, a niektórych zabierano na pokład siłą (pływanie nie należało wtedy do popularnego sposobu spędzania wolnego czasu). Jest zatem wysoce prawdopodobne, że większość załóg statków pływać w tamtych czasach nie potrafiła. Na morzu z kolei nie było zbyt wiele okazji, by szkolić tę umiejętność – odpływanie od poruszającego się statku groziło niebezpieczeństwem; w porcie natomiast zawsze było mnóstwo innych rzeczy do roboty. Według szacunków US Navy z 1910 r. ok. 40% jej poborowych nie umiało pływać, mimo że dowództwo robiło wszystko, by tę sytuację zmienić. Był jednak też inny powód, dla którego część marynarzy niechętnie podejmowała taką naukę: wiedzieli, że jeśli wypadną za burtę i tak nikt ich nie uratuje, a nie umiejąc pływać, pójdą przynajmniej szybciej na dno, oszczędzając sobie długich godzin beznadziejnej walki z żywiołem.

Son of a gun (sukinkot, dosł. syn armatni)

Znanych