Strona główna » Fantastyka i sci-fi » Operacja „Thor”

Operacja „Thor”

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-934329-5-0

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Operacja „Thor”

Powstanie Konfederacji Kolonii Marsjańskich jest dla polityków z Ziemi prawdziwym kubłem zimnej wody wylanej na rozpalone głowy rządzących. Federacja Ameryki Północnej i Chiny nie godzą się na secesję przynoszących krocie kolonii. W stronę Marsa wyrusza jeden z pierwszych kosmicznych okrętów bojowych - "Haiyang". Wraz z amerykańską kolonią na Fobosie, która dochowała wierności Ziemi ma zmusić zbuntowane kolonie do uległości. Konfederaci mają niewiele czasu na reakcję. Czy uda im się obronić wywalczoną z takim trudem niepodległość? Czy zostaną zmuszeni do kapitulacji pod groźbą użycia atomowego arsenału?

Polecane książki

Nuda kojarzy się z przygnębieniem, osłabieniem, jałowością – ale też z irytacją. Czasem – gdy nadzieja na jej ustąpienie wygasa – popycha do czynów desperackich, byle tylko ją przerwać, zmieniając cokolwiek. Uchodzi za przypadłość wstydliwą; to tylko małe dzieci bez skrępowania przyznają, że się nud...
Czy można opracować instrukcję obsługi człowieka? Można spróbować, ale liczba oraz złożoność mechanizmów, które wpływają na ludzkie zachowania jest olbrzymia. Nie da się ich zaprezentować w formie algorytmu. Zachowania ludzi są wypadkową czynników indywidualnych, charakteryzujących jednostkę (takich...
Islandia – mała wyspa z wielką osobowością, garstka ludzi z ogromnym potencjałem i niegasnącą energią. Znaleźć tu można wszystko, o czym turysta sobie tylko zamarzy. Powiedzenie „dla każdego coś miłego” sprawdza się tutaj w stu procentach. Weekendowe huczne nocne życie, knajpki z żywą muzyką, ni...
Ciszewski w świetnej formie, w tandemie z debiutującym Michrowskim, wraca do swojego sztandarowego cyklu.  Nie można było podjąć tematu lepiej! Słuchacze i Czytelnicy będą zachwyceni! Marcin Beme, prezes Audioteka.pl Od chwili, gdy porucznik Jan Koller ląduje w Afganistanie, wszystko wyda...
Komentarz zawiera omówienie znowelizowanych z dniem 1 października 2011 r. przepisów ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym oraz ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki. Czytelnik znajdzie w nim odpowiedzi na pytania dotyczące m.in.: nowych za...
Jeden z najwszechstronniejszych twórców XX wieku. Książka z przedmową Bertranda Russella i ilustracjami Franciszki Themerson. Życie termitów w porównaniu z ludzkim wydaje się nieskomplikowane. Ale gdyby tak odwrócić perspektywę? Bohaterowie powieści Stefana Themersona to termity prowadzące badania n...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Tomasz Biedrzycki

To­masz Bie­drzyc­kiOPE­RA­CJA „THOR”

OPE­RA­CJA THOR

Co­py­ri­ght © by To­masz Bie­drzyc­ki

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Roz­po­wszech­nia­nie i ko­pio­wa­nie ca­ło­ści lub czę­ści pu­bli­ka­cji za­bro­nio­ne bez zgo­dy au­to­ra.

All ri­ghts re­se­rved

Okład­ka

Tom­me Va­sque

Ko­rek­ta

Łu­kasz Bie­drzyc­ki

Agniesz­ka Ko­prow­ska

www.to­ma­szbie­drzyc­ki.pl

Je­le­nia Góra 2012

ISBN 978-83-934329-5-0

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

PRO­LOG

Na czar­nym, mar­sjań­skim nie­bie mru­ga­ły set­ki gwiazd. Wy­dłu­żo­ne smu­gi rzad­kich ob­ło­ków pły­nę­ły wy­so­ko i do­stoj­nie. Ich rzad­ka struk­tu­ra nie była w sta­nie blo­ko­wać fe­erii świa­teł, któ­rą Dro­ga Mlecz­na ra­czy­ła za­to­pio­ną w mro­ku ło­so­sio­wą po­wierzch­nię pla­ne­ty. Nad ho­ry­zon­tem po­ja­wił się nie­fo­rem­ny, błysz­czą­cy kształt Fo­bo­sa, bliż­sze­go księ­ży­ca Mar­sa. Mknął z pręd­ko­ścią nie­wia­ry­god­ną dla prze­cięt­ne­go czło­wie­ka z Zie­mi. Jego ni­kłe świa­tło prze­su­wa­ło się po dłu­giej, ni­skiej ga­le­rii ci­śnie­nio­wych ciem­nych okien, cią­gną­cych się wśród po­szar­pa­nych ścian kra­te­ru ude­rze­nio­we­go. Przy jed­nym z nich stał bar­czy­sty bru­net. W mil­cze­niu wpa­try­wał się w owal­ny kształt mar­sjań­skie­go księ­ży­ca, prze­su­wa­ją­ce­go się szyb­ko po noc­nym nie­bie. W za­my­śle­niu prze­su­nął pra­wą dło­nią po kom­pu­te­ro­wym na­dru­ku „Ja­mes Ren­flov” wid­nie­ją­cym na jed­no­czę­ścio­wym kom­bi­ne­zo­nie tuż nad sze­ro­ki­mi kie­sze­nia­mi na pier­siach. W pu­stym ko­ry­ta­rzu roz­brzmiał ci­chy szum ser­wo­mo­to­rów. Od­sło­nię­ty rę­kaw uka­zy­wał ma­to­wą po­wierzch­nię sto­pów ty­ta­nu bę­dą­ce­go w ru­chu przed­ra­mie­nia.

– Ze­spół „Pho­bos” pro­szo­ny do sali od­praw – usły­szał neu­tral­ny, ko­bie­cy głos do­bie­ga­ją­cy z słu­chaw­ki im­plan­to­wa­nej we­wnątrz ucha. Zer­k­nął ostat­ni raz na mar­sjań­ski księ­życ, któ­ry do­tarł już do ze­ni­tu. Po­wol­ne kro­ki po­pro­wa­dzi­ły go do koń­ca ko­ry­ta­rza. Błą­dził wzro­kiem po ja­snych ścia­nach, prze­dzie­lo­nych co kil­ka­dzie­siąt me­trów ela­stycz­ny­mi, wy­ga­szo­ny­mi te­raz ekra­na­mi. Je­dy­ne świa­tło do­bie­ga­ło zza otwar­tych drzwi ci­śnie­nio­wych tuż przy skrzy­żo­wa­niu cią­gów ko­mu­ni­ka­cyj­nych, wio­dą­cych do nowo otwar­te­go Cen­trum Stu­diów Stra­te­gicz­nych. Idąc tam, przez gło­wę prze­bie­ga­ły mu ostat­nie ty­go­dnie i lata. Ro­dzą­cy się kon­flikt po­mię­dzy od­le­głą Zie­mią a Mar­sem spo­wo­do­wał, że miej­sca ta­kie jak ta ko­lo­nia były opu­sto­sza­łe. Jesz­cze raz spoj­rzał w świa­tło pu­ste­go ko­ry­ta­rza i wszedł do środ­ka Cen­trum. W prze­ci­wień­stwie do po­nu­rej ga­le­rii wi­do­ko­wej, po­miesz­cze­nie wy­peł­niał gwar kil­ku­dzie­się­ciu osób i dzie­siąt­ki włą­czo­nych ekra­nów, szczel­nie wy­peł­nia­ją­cych każ­dą wol­ną prze­strzeń. Już z da­le­ka do­strzegł nad­cho­dzą­ce­go przy­ja­cie­la. Sta­ran­nie do­pa­so­wa­ny kom­bi­ne­zon w róż­nych od­cie­niach czer­wie­ni, z dys­tynk­cja­mi ka­pra­la pre­zen­to­wał się na przy­sa­dzi­stym blon­dy­nie zna­ko­mi­cie. Nie­co sztyw­ny chód zdra­dzał jed­nak wy­jąt­ko­wość Al­la­na Ga­vof­fa. Dwa wy­pad­ki pod­czas prac gór­ni­czych w oko­li­cach Noc­tis Fos­sae po­zba­wi­ły go naj­pierw nóg, po­tem znacz­nej czę­ści kor­pu­su. Mimo wie­lu so­bie po­dob­nych, blon­dyn miał praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej zmo­dy­fi­ko­wa­ne cia­ło spo­śród wszyst­kich mar­sjań­skich ko­lo­ni­stów. Ja­mes uści­snął dłoń Al­la­na przy ci­chym szu­mie ser­wo­mo­to­rów i ro­zej­rzał się. Do­sko­na­le znał więk­szość ze­bra­nych. Ochot­ni­cy, od pół­to­ra mar­sjań­skie­go roku two­rzą­cy w po­śpie­chu siły zbroj­ne Kon­fe­de­ra­cji Mar­sjań­skich Ko­lo­nii1 . Ten sto­sun­ko­wo spo­koj­ny czas był już prze­szło­ścią. Ekran za­sła­nia­ją­cy szczy­to­wą ścia­nę Cen­trum wy­świe­tlał w cza­sie rze­czy­wi­stym nie­fo­rem­ny kształt cięż­kie­go po­jaz­du trans­por­to­we­go. Ob­ser­wa­to­rium na Ar­sia Mons od­kry­ło go już trzy­dzie­ści dni wcze­śniej i śle­dzi­ło lot aż do te­raz.

– Zgod­nie z na­szy­mi prze­wi­dy­wa­nia­mi – Al­lan roz­chy­lił usta w sze­ro­kim uśmie­chu, upo­dab­nia­ją­cym jego wy­chu­dłą twarz do czasz­ki. Kiw­nął krót­ko ostrzy­żo­ną gło­wą, wska­zu­jąc na ekran – Chi­ny nam nie od­pusz­czą. Ja­mes zer­k­nął na ekran i przy­mknął na mo­ment oczy, nie od­po­wia­da­jąc przy­ja­cie­lo­wi.

– Wresz­cie jest i nasz ma­rzy­ciel – z za­my­śle­nia wy­rwał Ren­flo­va su­chy głos sze­fo­wej cen­trum. Ni­ska czter­dzie­sto­lat­ka sta­nę­ła przed męż­czy­zną. Na jej twa­rzy nie było cie­nia uśmie­chu, jak zwy­kle zresz­tą. Oka­za­ła za to głę­bo­kie za­nie­po­ko­je­nie.

– Spoj­rza­łem jesz­cze na nasz cel – mruk­nął Ja­mes wi­ta­jąc się z ko­bie­tą. Zer­k­nął na jej wy­dat­ny biust, ale wi­dząc, że sze­fo­wa nań pa­trzy, udał że za­in­te­re­so­wał się pla­kiet­ką z na­zwi­skiem „Ur­su­la Evi­da”– Jest tak bli­sko…

– Zde­cy­do­wa­nie – cięż­ko było za­kwa­li­fi­ko­wać ten błysk w oku krót­ko ostrzy­żo­nej Evi­dy. Czy mó­wi­ła o pla­ców­ce Fe­de­ra­cji Ame­ry­ki Pół­noc­nej na Fo­bo­sie czy ra­czej o zna­czą­cym spoj­rze­niu na swo­ją klat­kę pier­sio­wą?. Ja­mes po­trzą­snął gło­wą, wska­zu­jąc na po­zo­sta­łych.

– Wszyst­kie te mą­dre gło­wy są po to by ra­dzić? – Iro­nia w jego gło­sie była wy­raź­na. Sze­fo­wa Cen­trum ski­nę­ła na obu drob­ną dło­nią i po­wio­dła do fo­te­li, przy któ­rych sie­dzia­ło kil­ku ope­ra­to­rów, nie zwra­ca­ją­cych uwa­gi na po­więk­sza­ją­cą się gru­pę męż­czyzn i ko­biet wy­peł­nia­ją­cych po­miesz­cze­nie. Ra­zem było ich może ze trzy­dzie­ści. Dla ko­lo­nii Oude­manss, prze­zna­czo­nej dla nie­mal pię­ciu ty­się­cy osób, taka ilość w jed­nym miej­scu była praw­dzi­wym tłu­mem.

– Mie­li­śmy dzie­więć­set dni na prze­my­śle­nia – Evi­da prze­czą­co po­ki­wa­ła gło­wą – dzie­więć­set dni od­kąd po­wsta­ła Kon­fe­de­ra­cja, te­raz pora na dzia­ła­nia…. – Przed ekra­nem po­ja­wił się wy­so­ki, chu­dy jak szcza­pa, cał­ko­wi­cie łysy męż­czy­zna. Wszy­scy zna­li go do­sko­na­le. Max Ru­pert ode­grał jed­ną z naj­waż­niej­szych ról pod­czas re­wo­lu­cji trzy lata ziem­skie wcze­śniej. To on do­star­czył in­for­ma­cji o sa­bo­ta­żu, uczest­ni­czył w poj­ma­niu przy­sła­ne­go z Zie­mi ge­ne­ra­ła Swe­iter­ta. Jako do­rad­ca pre­zy­den­ta Kon­fe­de­ra­cji i jed­no­cze­śnie zwierzch­nik sił zbroj­nych był naj­waż­niej­szą oso­bą na sali. Roz­mo­wy stop­nio­wo ci­chły, aż wresz­cie za­pa­no­wał cał­ko­wi­ty spo­kój, nie­prze­ry­wa­ny na­wet szu­mem ser­wo­me­cha­ni­zmów sztucz­nych koń­czyn. Do­pie­ro wte­dy w su­chym, prze­sy­co­nym za­pa­chem me­ta­lu po­wie­trzu roz­brzmiał sta­now­czy głos Ru­per­ta.

– Wi­tam ze­bra­nych. Wszy­scy je­ste­ście ochot­ni­ka­mi i dzię­ku­ję wam za po­świę­ce­nie. In­for­ma­cje uzy­ska­ne przez was na tym ze­bra­niu na­le­żą do ści­śle taj­nych. Ja­ka­kol­wiek pró­ba ich ujaw­nie­nia jest za­gro­żo­na karą śmier­ci – po­nu­ry wy­dźwięk tych słów po­tę­go­wa­ła pa­nu­ją­ca wciąż ci­sza. Chłód pa­nu­ją­cy w cen­trum stał się jesz­cze bar­dziej doj­mu­ją­cy.

– Jak do­brze wie­cie, na or­bi­tę Mar­sa ju­tro oko­ło dzie­sią­tej wej­dzie chiń­ski po­jazd woj­sko­wy „Ha­iy­ang”. To wie­my z na­szej te­le­wi­zji i ziem­skich agen­cji in­for­ma­cyj­nych – wska­zał dło­nią na ekran roz­cią­ga­ją­cy się za ple­ca­mi na wi­ze­ru­nek chiń­skie­go po­jaz­du, któ­ry roz­cią­gał się na ca­łym ekra­nie. Nie spoj­rzaw­szy nań kon­ty­nu­ował.

– Wy­wiad na­to­miast po­dał nam nie­po­ko­ją­cą in­for­ma­cję o uzbro­je­niu rze­czo­ne­go okrę­tu. Nie­sie dzie­sięć ato­mo­wych gło­wic o mocy stu ki­lo­ton każ­da. – Syl­wet­ka po­jaz­du na ekra­nie znik­nę­ła a za­miast niej po­ja­wił się sche­mat ra­kie­ty pod­pi­sa­nej „Mały Marsz”.

– To praw­do­po­dob­ny śro­dek ich prze­no­sze­nia. – Tym ra­zem Ru­pert zer­k­nął na wi­ze­ru­nek ra­kie­ty i kon­ty­nu­ował.

– Do­nie­sie­nia z Zie­mi są wy­so­ce nie­praw­do­po­dob­ne, ale we­dług nich Ha­iy­ang ma do­star­czyć do „Al­dri­na” na Fo­bo­sie po­ło­wę swe­go pro­mie­nio­twór­cze­go ła­dun­ku. Zgo­dzi­my się wszy­scy, że ta­kie ar­gu­men­ty w rę­kach prze­ciw­ni­ka to śmier­tel­ne za­gro­że­nie dla każ­dej z ośmiu na­szych ko­lo­nii. – Po­wiódł wzro­kiem po mil­czą­cych, ka­mien­nych twa­rzach. Każ­dy z nich udo­wod­nił wła­snym cier­pie­niem od­da­nie mar­sjań­skiej spo­łecz­no­ści. Te­raz, za­le­d­wie trzy lata po zrzu­ce­niu jarz­ma, gdy Zie­mia upo­mi­na­ła się o Mar­sa, po­now­nie sta­nę­li w pierw­szym sze­re­gu.

– Sami wie­cie jak jest we wszyst­kich ko­lo­niach. Pra­cu­je­my jak ro­bo­ty, po szes­na­ście go­dzin na dobę. Nie­ste­ty, nie wszyst­ko mo­że­my zro­bić na­raz i do­ty­czy to przede wszyst­kim pro­duk­cji uzbro­je­nia. Prio­ry­te­tem było za­bez­pie­cze­nie ze­spo­łu elek­trow­ni Hy­bleus Fos­sae. Dla­te­go te­raz po­sia­da­my sześć wa­ha­dłow­ców, ra­kiet trans­por­to­wych i nic, czym mo­gli­by­śmy w nich strze­lić. Ża­den śro­dek trans­por­tu, jaki mamy do dys­po­zy­cji nie jest w sta­nie zmie­rzyć się z chiń­skim okrę­tem. – Na chwi­lę za­le­gła ci­sza, prze­rwa­na przez ci­chy dźwięk ser­wo­mo­to­rów pod­nie­sio­nej ręki Ja­me­sa.

– W ta­kim ra­zie, co się sta­nie z „Hy­drą”? – Ren­flov miał na my­śli wa­ha­dło­wiec kla­sy Ki­row wra­ca­ją­cy z pasa aste­ro­id, od­ku­pio­ny od ro­syj­skiej ko­lo­nii Gniew zlo­ka­li­zo­wa­nej na Lu­cus Pla­num. Niósł w swym wnę­trzu uro­bek czte­rech mie­się­cy cięż­kiej pra­cy przy aste­ro­idzie HD-2043, zbu­do­wa­nej nie­mal wy­łącz­nie z pla­ty­now­ców.

– Zo­sta­li ostrze­że­ni – na­czel­ny do­wód­ca nie­licz­nej ar­mii Kon­fe­de­ra­cji uśmiech­nął się lek­ko, sta­ra­jąc się roz­pro­szyć za­nie­po­ko­je­nie swe­go roz­mów­cy.

– Uży­ją me­to­dy bez­po­śred­nie­go wlo­tu. To ich uchro­ni przed ostrza­łem z „Al­dri­na” czy „Ha­iy­ang”. Wróć­my jed­nak do me­ri­tum spra­wy. – Wy­ja­śnił Ru­pert, ski­nął na ope­ra­to­ra sie­dzą­ce­go naj­bli­żej i na ścien­nym ekra­nie po­ja­wi­ła się mapa Mar­sa z za­zna­czo­ny­mi na nie­bie­sko ko­lo­nia­mi Kon­fe­de­ra­cji.

– Naj­bar­dziej mu­si­my się oba­wiać ata­ku na Olim­pic – ope­ra­tor po­słusz­nie wy­od­ręb­nił ob­raz naj­więk­szej ko­lo­nii na Mar­sie i umie­ścił go z pra­wej stro­ny głów­nej mapy. – Po­tem ze­spół elek­trow­ni ter­mo­ją­dro­wych Hy­bleus Fos­sae, ze­spół ob­ser­wa­cyj­ny na Ar­sia Mons, Oude­manss, czy­li wy i E-42. W przy­pad­ku tej ostat­niej, nie mu­szę mó­wić, co się sta­nie, je­śli ich gło­wi­ca za­ini­cju­je eks­plo­zję ra­fi­ne­rii deu­te­ru. Po ta­kiej ope­ra­cji całe Ophir Cha­sma może stać się jed­nym, wiel­kim kra­te­rem. Sztab ge­ne­ral­ny jest zgod­ny w tej oce­nie, że ata­ki ato­mo­we pój­dą w tej ko­lej­no­ści. – Głów­no­do­wo­dzą­cy wes­tchnął głę­bo­ko i kon­ty­nu­ował.

– Oczy­wi­stą rze­czą jest, że tra­fie­nie każ­dej gło­wi­cy nie po­zo­sta­wia naj­mniej­szych szans na prze­ży­cie na­szym lu­dziom. Może w Olim­pic ktoś oca­le­je, ale po­zo­sta­li nie mają naj­mniej­szych szans. – Wśród ze­bra­nych wsz­czął się ruch i za­mie­sza­nie. Spo­glą­da­li po so­bie za­sko­cze­ni pe­sy­mi­stycz­ną prze­mo­wą, aż Ru­pert mu­siał uci­szyć co­raz gło­śniej­szy szum roz­mów.

– Pa­nie i Pa­no­wie, spo­koj­nie – wszyst­kie oczy zwró­ci­ły się na sze­fa sił zbroj­nych, uno­szą­ce­go otwar­te dło­nie, by tym ge­stem zdła­wić na­ra­sta­ją­cy ha­łas. Ogar­nął wzro­kiem salę.

– Pro­szę wszyst­kich poza ze­spo­łem sztur­mo­wym o opusz­cze­nie sali – po­pro­sił spo­koj­nie Ru­pert, wciąż sto­jąc przed ekra­na­mi. Gru­pa prze­rze­dzi­ła się. Max spoj­rzał na jed­ne­go z ope­ra­to­rów, któ­rzy wciąż sie­dzie­li przy swo­ich kon­so­le­tach.

– Wszyst­kich – po­wie­dział do nie­go z na­ci­skiem a w gło­sie za­brzmia­ła stal. Dzie­sięć mi­nut póź­niej stał sam na­prze­ciw­ko czter­na­stu śmiał­ków, wśród któ­rych do­strzegł czte­ry ko­bie­ty. Do­pie­ro te­raz ode­zwał się ze znacz­nie więk­szą we­rwą w gło­sie, w któ­rym po­brzmie­wa­ły nut­ki opty­mi­zmu.

– Nie przy­sze­dłem wiesz­czyć apo­ka­lip­sy, a przed­sta­wić plan szta­bu ge­ne­ral­ne­go o kryp­to­ni­mie „Thor”. On umoż­li­wi nam zy­ska­nie na cza­sie. – Max Ru­pert od­wró­cił się przo­dem do ekra­nu i la­se­ro­wym wskaź­ni­kiem za­czął mysz­ko­wać po ekra­nie, któ­ry przed­sta­wiał te­raz Mar­sa, Pho­bo­sa i prze­wi­dy­wa­ną or­bi­tę chiń­skie­go po­jaz­du.