Strona główna » Obyczajowe i romanse » Pierwszy raz w Mediolanie

Pierwszy raz w Mediolanie

4.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-3388-0

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Pierwszy raz w Mediolanie

Cara od roku jest niezastąpioną asystentką Blake’a Benedicta. Przez cały ten czas udawało jej się utrzymać z szefem, znanym kobieciarzem, wyłącznie służbowe relacje. Aż do podróży na konferencję w Mediolanie. Cara nie zdołała oprzeć się pokusie i spędziła z Blakiem noc. Teraz już nic nie będzie takie samo…

 

 

Polecane książki

Kiedy spotykają się dwie żądne władzy kobiety, tylko jedna może ujść z życiem.Oto piąty tom imponującej sagi historycznej, która stała się inspiracją dla twórców popularnego serialu Wspaniałe stulecie.Jeśli którejkolwiek kobiety osmański dwór może bać się bardziej niż groźnej Hürrem, to z pewnością ...
    Amerykanka Isabella Williams podczas wakacji w Rzymie poznała Antonia Rossiego, milionera należącego do śmietanki towarzyskiej. Zakochani zamieszkali razem. Ten cudowny domek z kart szybko się jednak zawalił. Isabella zostaje wplątana w konflikt braci Rossich i niesłusznie oskarżona o zdradę. Wy...
Zbiór 21 najciekawszych wywiadów nadawanych w TVN 24 w telewizyjnym cyklu pod tytułem „Inny punkt widzenia”. Grzegorz Miecugow rozmawia z uczonymi i artystami. Niektórzy z nich są powszechnie znani i rozpoznawani, a niektórzy wręcz przeciwnie. Łączy ich jedno – wszyscy mają coś do powiedzenia. W „In...
Matt Haig jest brytyjskim bestsellerowym autorem, którego powieści zostały przetłumaczone na 30 języków. Na polskim rynku wydawniczym ukazały się m.in. Ludzie. Powieść dla Ziemian oraz Radleyowie. Matt jest również autorem książek dla dzieci. Dorastał w Nottinghamshire, obecnie mieszka w Brighton. ...
Sektory związane z kulturą i twórczością wykazują w trudnej sytuacji gospodarczej stały wzrost. Zapewniając 7 milionów miejsc pracy, są jednym z największych pracodawców europejskich i jednym z najważniejszych podmiotów w gospodarce UE. Dlatego warto korzystać ze środków, które oferuje Unia Europejs...
Publikacja przedstawia zasady obowiązujące przy wprowadzaniu i tworzeniu regulaminu wynagradzania, omawia kwestie konsultowania treści regulaminu ze związkami zawodowymi oraz dotyczące terminu jego wprowadzenia. Ebook przedstawia także poszczególne obowiązkowe punkty regulaminu wynagradzania oraz ws...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Margaret Mayo

Margaret MayoPierwszy raz w Mediolanie

Tłumaczenie:
Zbigniew Studziński

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Cóż za niebywała okazja, pomyślała Kara.

Każda kobieta marzyła o tym, by polecieć z szefem na doroczną konferencję. Ona także powinna się cieszyć, ale – niestety – nie poleci. Nigdy.

A przecież Blake Benedict wart był zainteresowania. Niewiarygodnie przystojny brunet. Niejeden raz zerkała na niego skrycie. Jak wieść niosła, zgorzkniał po rozwodzie i zarzekał się, że nigdy więcej się nie ożeni, mimo że wciąż otaczał go wianuszek pięknych kobiet. Garnęły się do niego jak pszczoły do miodu.

Ale nie Kara. Ona robiła wszystko, by pozostać niezauważona. Zawsze ubierała się w ciemne klasyczne kostiumy i prawie nie używała makijażu. A włosy, z których była dumna, idąc do biura, zawsze ciasno upinała wokół głowy.

I chyba jej wysiłki przyniosły spodziewane efekty, bo Blake nigdy nie spojrzał na nią z zainteresowaniem. A ponieważ dokładała wszelkich starań, by pracować jak najlepiej, choć szef składał na jej barki coraz więcej obowiązków, był z niej więcej nawet niż zadowolony.

A jednak, kiedy powiedział, że chce, by poleciała z nim do Włoch, poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Niemożliwe, pomyślała. Tylko jak mu to powiedzieć? A jeśli będzie nalegać? Jeżeli powie, że to należy do jej obowiązków?

Kiedy została osobistą asystentką Blake’a Benedicta, prezesa Benedict Corporation, firmy o światowym zasięgu z główną siedzibą w Londynie, była najszczęśliwszą osobą na świecie. A trafiła tam całkiem przypadkiem, kiedy poprzednia asystentka Benedicta zachorowała i agencja wysłała ją na zastępstwo. Pierwsze spotkanie z nowym szefem przeraziło ją. Na sam jego widok jej ciało zareagowało w nieznany dotąd sposób. Nigdy w życiu jej się to nie przytrafiło.

Blake był bardzo wysoki, barczysty. Miał szeroką szczękę i ciemne krótkie włosy z delikatnymi pasemkami siwizny na skroniach. Szare oczy, prosty nos i usta… Od pierwszej chwili Kara poczuła ochotę, by go pocałować. I niejeden raz wyobrażała sobie, że to się dzieje. A w jej przypadku było to co najmniej dziwne. Kara nigdy nie całowała się z mężczyzną. Nigdy nawet nie była na randce. Jej ojciec już o to zadbał! Nawet po jego śmierci nie potrafiła wyzwolić się spod jego wpływu.

Ale na szczęście Blake nie był nią zainteresowany. Nie była piękna. Była zwyczajną dziewczyną, na którą mężczyźni nie zwracali uwagi. Ale była też najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, ponieważ miała tę pracę. Dostała ją w najlepszym momencie.

– To chyba dla ciebie żaden problem, prawda?

Blake był zdzwiony, że nie okazała entuzjazmu. Nie powiedziała, że z nim nie pojedzie, ale widział, że nie miała ochoty. Zazwyczaj taka propozycja z jego strony spotykała się z żywiołowym aplauzem. Wszystkie poprzednie asystentki skakały z radości.

Musiał przyznać, że Kara była inna. Gdyby nie to, że był w fatalnej kondycji psychicznej po odejściu Olivii, na pewno by jej nie zatrudnił. Lubił otaczać się pięknymi kobietami, a Kara… na pewno nie starała się, żeby wyglądać olśniewająco. Miała jednak świetne referencje i była w pracy piekielnie dobra. Prawdę powiedziawszy, w krótkim czasie stała się niezastąpiona.

Potrzebował jej w Mediolanie. To ona przygotowała całą konferencję i znała wszystkie szczegóły. Nie zamierzał pogodzić się z odmową.

Była bardzo zdenerwowana. Siedziała na brzegu krzesła i zaciskała pięści. Po raz pierwszy zauważył, jakie zgrabne ma kostki. Tylko tyle mógł zobaczyć pod tymi idiotycznymi długimi spódnicami, które nosiła tak uparcie. Czemu nie zauważyłem tego wcześniej? – pomyślał.

– Czy ma pani jakieś plany na dzisiejszy wieczór, panno Redman? – Sam nie wiedział, dlaczego zadał to pytanie.

– Czy to stosowne pytanie, panie Benedict?

Zaskoczyła go i rozbawiła. Takiej reakcji się nie spodziewał. Przez mgnienie oka wydało mu się, że dostrzegł blask w jej niebieskich oczach. Prawie granatowych. Jak to się stało, że i tego dotąd nie zauważył?

I choć poruszyły go te odkrycia, poczuł gniew. Nie lubił, gdy mu odmawiano.

– Pomyślałem, że może zatrzymuję panią. Przełożymy tę rozmowę na kiedy indziej, jeśli pani woli.

– Nie zatrzymuje mnie pan. – Kara udała, że nie zauważyła sarkazmu w jego głosie. – Ale naprawdę nie ma o czym rozmawiać. Nie mogę pojechać z panem do Włoch. Bardzo mi przykro.

Ze wstrzymanym oddechem czekała, co powie. Pomyślała, że zapewne nikt dotąd niczego mu nie odmówił. I na pewno nie spodobało mu się to.

Historię sukcesu Blake’a Benedicta znał każdy pracownik jego koncernu informatycznego. Już w wieku pięciu lat pasjonował się komputerami. I radził sobie lepiej niż niejeden dorosły. Kiedy miał szesnaście lat, założył swoją pierwszą firmę. Pisał programy komputerowe. Teraz pracowały dla niego tysiące ludzi. I nikt nigdy nie ośmielił mu się sprzeciwić.

Dlatego Kara czuła przerażenie. A jego ściągnięte brwi i zwężone oczy jeszcze ten strach potęgowały.

– Nie ma w moim słowniku słowa „nie mogę”, panno Redman – powiedział lodowatym głosem. – Pracuje pani u mnie wystarczająco długo, żeby o tym wiedzieć.

Wiedziała, lecz miała bardzo ważne powody.

– Ja… Ja szanuję to, co pan powiedział, ale mam swoje życie osobiste i…

– I jest ono tak ważne, że nie może pani poświęcić się pracy?

Kara zadrżała.

– Panie Benedict, nie sądzę, by mógł pan cokolwiek zarzucić mojej pracy. – Tyle razy pracowała do późna, że czasem miała wrażenie, że więcej czasu spędza w biurze niż w domu.

– Być może. Szczerze mówiąc, jest pani bardzo dobra – przyznał.

Jak na niego to i tak było dużo. Był pracodawcą wymagającym, ale uczciwym. Żaden z pracowników nie mógł narzekać.

Tylko dlaczego nie chciał zauważyć, że ludzie mają także swoje prywatne życie?

– Któż więc jest dla pani tak ważny? Narzeczony?

Czuła, że nie ustąpi, dopóki nie dowie się wszystkiego.

– Skoro musi pan wiedzieć, opiekuję się mamą. Beze mnie nie da sobie rady – powiedziała cicho. I modliła się, żeby nie dopytywał się więcej.

Przez ułamek sekundy zawahał się. A Kara zastanawiała się, czy on ma matkę, którą musiałby się opiekować? Raczej nie. Firma była całym jego życiem. Pracowała u niego jedenaście miesięcy, a on w tym czasie nie wziął ani jednego dnia urlopu.

– Nikt inny nie mógłby pani zastąpić? Nikt z rodziny?

Czy odmówiłabym, gdyby było inaczej? Czyż nie rzuciłabym się na taką okazję? – pomyślała.

Ale tego nie mogła mu powiedzieć.

– Jestem jedynaczką, a mój ojciec nie żyje.

Zamyślił się.

– Rozumiem. To pech. Bardzo mi przykro. – Chyba powiedział to szczerze. – Co dolega pani mamie?

– Jest chora – odparła zdawkowo.

– I naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby się nią zająć przez kilka dni?

Kara zawahała się. Pomyślała o siostrze mamy, która zawsze ochoczo oferowała się z pomocą. Ale czy mogła obarczyć ją taką odpowiedzialnością? Lynne, mama Kary, była taka wrażliwa.

Zastanawiała się zbyt długo. Blake Benedict dostrzegł sposobność postawienia na swoim.

– Zgaduję, że jest ktoś taki – powiedział.

Kara zacisnęła wargi i pokiwała głową.

– Prawdę mówić, jest moja ciocia. Prawdopodobnie! Musiałabym ją spytać.

– Proszę więc to zrobić jeszcze dzisiaj, panno Redman. A jeśli ciocia odmówi, sam zatrudnię pielęgniarkę.

To znaczyło, że zamierzał zabrać ją do Mediolanu, czy będzie tego chciała, czy nie! A Kara nie umiała zdecydować, czy ją to złościło, czy też jej pochlebiło. Mówiąc Blake’owi, że nie może zostawić mamy ze względu na jej stan zdrowia, nie powiedziała całej prawdy. Było coś znacznie poważniejszego. Ale to nie była jego sprawa, nie zamierzała mu o tym mówić.

– Spytam ciocię. Czy to wszystko, panie Benedict?

– To wszystko.

Mama gorąco namawiała ją do wyjazdu.

– Oczywiście, że zostanę z Susan. Będzie szczęśliwa, gdy do niej pojadę. Będę mogła u niej zostać, ile zechcę.

– To tylko kilka dni – powiedziała. – Wcale nie mam na to ochoty, ale pan Benedict bardzo nalega.

– Za bardzo się o mnie martwisz, kochanie. Taka zmiana dobrze mi zrobi.

– Oczywiście, że się martwię – zwołała Kara. – I mam wiele powodów. Mam nadzieję, że nie uda mu się odnaleźć ciebie.

Twarz mamy stężała.

– Mówisz o tym szczurze, który obdziera nas z pieniędzy? Twój ojciec naprawdę wyświadczył nam wielką przysługę, prawda? To niesprawiedliwe, że musisz dźwigać taki ciężar. Czemu wszystkie twoje ciężko zapracowane pieniądze musimy…

– Nic mnie to nie obchodzi, dopóki tobie nic nie grozi.

– U Susan będę bezpieczna – powiedziała mama z przekonaniem. – To o ciebie się martwię. Ale myślę, że wyjazd dobrze ci zrobi.

– Mówisz, jakbym jechała na wakacje – żachnęła się Kara. – Wcale tak nie jest, zapewniam cię. Pan Benedict na pewno znajdzie mi tyle pracy, że urobię sobie ręce po łokcie.

Perspektywa przebywania z nim przez kilka dni bez przerwy przerażała ją.

– Dostrzegł, jak wielki potencjał w tobie drzemie. Założę się, że jesteś najlepszą asystentką, jaką kiedykolwiek miał.

Kara wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. Ale nie powiedziała, że Blake Benedict dał jej to już do zrozumienia.

– Gdzie są pozostali?

Blake wysłał po nią limuzynę i spotkali się na małym prywatnym lotnisku, gdzie czekał jego samolot. Spodziewała się, że pozostali dyrektorowie są już na pokładzie, lecz samolot był pusty. Silniki pracowały, wszystko było gotowe do startu. Czekano tylko na nią!

– Już polecieli. Pomyślałem, że będziemy mogli porozmawiać podczas lotu. Pracujesz dla mnie prawie rok i wciąż jesteś dla mnie zagadką.

Jego uśmiech powiedział jej, że wszystko to już dawno starannie zaplanował. I natychmiast rozdzwoniły się w jej głowie dzwonki alarmowe. Coś knuł, ale co?

Plotki głosiły, że jego dwie poprzednie asystentki, które wzięły udział w takiej konferencji, wyleciały z pracy natychmiast po jej zakończeniu. Plotki głosiły także, że obie miały wówczas romanse z szefem. Czy o to mu chodziło? Romans?

Zrobiło jej się zimno z przerażenia. Nie pomyślała o tym wcześniej. A teraz było już za późno na odwrót. Pozostało jej tylko jedno – zachować ostrożność. I dlatego kiedy wystartowali, gdy wznieśli się w powietrze, nieprzyjemne mrowienie w żołądku wcale nie miało związku z wysokością lotu.

W niezwykle komfortowym wnętrzu byli tylko oni. A przecież bliskość Blake’a przytłaczała Karę. Na szczęście pojawiła się stewardessa, pytając, czy czegoś im potrzeba. Podziękowali jej i usiedli na kanapie, by przedyskutować program konferencji.

Z każdą chwilą Kara coraz bardziej czuła się przytłoczona. Nawet gdy zamknęła oczy, czuła zapach Blake’a. Każdy oddech był jak kolejny łyk odurzającego narkotyku. Przenikał każdą komórkę ciała, wprawiał ją w euforię.

I w przerażenie!

Co się ze mną dzieje? – pytała się w myślach. Sytuacja zaskoczyła ją. I przerosła. Ale też nigdy przedtem nie była z Blakiem sam na sam. W biurze to co innego. Tutaj kompletnie straciła rezon.

– Nie ma się pani czego bać, panno Redman. Czy mogę ci mówić, Kara? To jest tak urocze imię, że grzechem byłoby go nie używać.

Urocze imię! Nikt nigdy nie powiedział jej czegoś takiego. Zadrżała.

– Nie możemy być razem i nie mówić sobie po imieniu.

– Co masz na myśli, być razem? – rzuciła nerwowo.

– To tylko taki zwrot. – Uśmiechnął się szeroko.

Co za niebezpieczny uśmiech!

– Mówiłem o hotelu.

– Oczywiście – przytaknęła słabo.

Kara miała nadzieję, że ich pokoje będą jak najdalej od siebie. Zarezerwowała dwa najwyższe piętra w hotelu, ale na to, kto w którym pokoju zamieszka, nie miała wpływu. Oprócz Blake’a. On zawsze mieszkał w największym apartamencie.

– Cieszę się, że nie masz dzisiaj na sobie jednego z tych okropnych kostiumów.

Na policzki Kary spłynęły gorące rumieńce. W walizce miała dwa takie kostiumy, ale na podróż postanowiła włożyć coś swobodniejszego. Wybrała dżinsy i różowy sweterek. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ten kolor podkreślał jej urodę.

Blake także zrezygnował z ciemnego garnituru i zastąpił go jasnym, lnianym, który jeszcze bardziej podkreślał jego urodę.

– Opowiedz mi trochę o sobie – powiedział cicho.

Kara przestraszyła się. Sytuacja, w której się znalazła, deprymowała ją.

– Cóż bym mogła powiedzieć, czego już nie wiesz?

– Ja nic o tobie nie wiem. Oprócz tego, że większość czasu spędzasz, opiekując się mamą, zamiast korzystać z życia. To jest, oczywiście, niezwykle szlachetne, ale jestem pewien, że ona pierwsza powiedziałaby, że należy ci się więcej.

– Wcale nie jestem nieszczęśliwa z powodu tego, co robię. Od śmierci mojego ojca ona nie ma nikogo, kto… Czemu nie miałabym spędzać czasu z nią?

– Nie powiedziałem, że miałabyś tego nie robić, ale uważam, że powinnaś znaleźć złoty środek. Jesteś jedynaczką, tak jak ja. Przynajmniej w tym jesteśmy podobni. Jakie miałaś dzieciństwo? Miałaś wielu przyjaciół, kiedy byłaś dziewczynką, czy zawsze wolałaś spędzać czas w domu?

– Raczej zawsze – przyznała niechętnie.

– Miałaś szczęśliwe dzieciństwo? Jaki był twój ojciec?

– Po co tyle pytań? – rozzłościła się. Poruszył bolesną strunę. A przecież za nic na świecie nie mogła mu powiedzieć, jakim łajdakiem był jej ojciec. Nawet po jego śmierci musiały wraz z mamą borykać się z problemami, które im zostawił. – Wydawało mi się, że mieliśmy rozmawiać o programie konferencji. – Odsunęła się od niego na sam koniec kanapy. Skuliła się jak zawsze na myśl o ojcu, którego się bała.

Blake popatrzył na nią uważnie.

– Masz rację. Wróćmy do interesów.

Nie dawało mu jednak spokoju pytanie, dlaczego Kara uciekała od rozmowy o sobie… i o ojcu. Prawdopodobnie kochała go tak bardzo, że jego strata wciąż sprawiała jej ból. Nie wiedział, kiedy jej ojciec umarł, ale musiało się to stać, jeszcze zanim zaczęła pracować dla niego.

Szkoda, że nie chciała rozmawiać. Tak bardzo chciał poznać ją bliżej, dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Intrygowała go. Niespodziewanie przeobraziła się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. Nie mógł oderwać od niej oczu.

Włączył komputer i wbił w ekran niewidzące spojrzenie. Przed oczyma wciąż miał obraz Kary. Intrygującej, zaskakująco pięknej Kary! Nie mógł zrozumieć, jak to się mogło stać, że zdołała ukrywać się przed nim tak długo. Miała delikatną, zgrabną sylwetkę, urzekająco niebieskie oczy i usta… Aż się prosiły, by je całować.

Kara ucieszyła się, że Blake przestał ją wypytywać. Była zdenerwowana i skrępowana. I zaskoczona tym, że jej serce biło tak gwałtownie. Ojciec zabraniał jej spotykać się z chłopcami i nawet po jego śmierci nie potrafiła zmienić swojego nastawienia. Tak naprawdę dopiero teraz po raz pierwszy w życiu znalazła się tak blisko mężczyzny, który okazał jej zainteresowanie.

Blake wpatrywał się w ekran komputera, więc Kara oparła głowę o oparcie kanapy i zamknęła oczy, ale ani na moment nie mogła przestać o nim myśleć. Tym bardziej że raz po raz czuła na sobie jego spojrzenia.

Po kilku chwilach usnęła. I obudziło ją dopiero delikatne dotknięcie w ramię.

– Zaraz lądujemy – powiedział Blake. – Musisz zapiąć pas.

Usiadła, zawstydzona.

– Przepraszam, że zasnęłam – rzuciła.

– To było piękne i bardzo ekscytujące, kiedy spałaś z głową na moim ramieniu. Nareszcie moja pedantyczna asystentka zachowała się jak prawdziwa kobieta.

Zrobiło jej się gorąco. Spała mu na ramieniu?!

– Bardzo przepraszam – powiedziała.

– Nie musisz przepraszać. To była dla mnie prawdziwa przyjemność.

Prawdziwa przyjemność! Kolejny rumieniec rozpalił jej policzki.

– To było bardzo niestosowne z mojej strony – powiedziała. – Ostatniej nocy źle spałam. To na pewno dlatego.

– Czy to myśli o podróży ze mną nie dawały ci spać?

Zadygotała pod jego spojrzeniem. A w jego głosie wyczuła coś niepokojącego.

Wiedziała, że nie powinna oceniać wszystkich mężczyzn przez pryzmat ojca… Ale i mama powtarzała jej, żeby nigdy nie zapominała o ostrożności, gdyż nie zawsze mężczyźni są tacy, na jakich wyglądają. Wiele słyszała o legendarnych podbojach sercowych Blake’a i nie chciała stać się jego kolejną ofiarą.

Ale jak odpowiedzieć na jego pytanie?

– Rozmyślałam o przyszłości – powiedziała. I nie całkiem skłamała. – Nigdy nie byłam we Włoszech.

– Z radością będę twoim przewodnikiem. Pokażę cię miejsca, o których czytałaś albo które widziałaś w telewizji.

– Panie Benedict – powiedziała. – Jestem pewna, że nie będziemy mieli czasu na zwiedzanie. Ma pan bardzo napięty terminarz.

Uśmiechnął się znacząco.

– Zawsze jest czas na zabawę, Kara.

Tytuł oryginału: A Night With Consequences

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Margaret Mayo

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3388-0

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o.