Informacja: Serwis ebooky.pl to serwis dla miłośników książek, nie ma tutaj możliwości pobrania ich w nie autoryzowany sposób, wyświetlamy jedynie porównywarkę cen. Nie każda pozycja jest dostępna do zakupienia, jeżeli znalazłeś błąd napisz na adres: kontakt@ebooky.pl. Dokładamy wszelkich starań, aby baza książek była aktualizowana.

Strona główna » Sensacja, thriller, horror » Pułapka życia

Pułapka życia

5.00 / 5.00

Nie widzisz powyżej porównywarki cenowej? To oznacza, że powyższa publikacja jest niedostępna do kupienia.

Znalazłeś błąd? Skontaktuj się nami.

* - klikając w reklamę zostaniesz przekierowany do zewnętrznej strony. Nie mamy wpływu jak działa i co wyświetla zewnętrzny serwis. Mogą pojawić się nieprzyzwoite lub denerwujące reklamy. Zalecamy korzystanie z markowego antywirusa i wtyczek blokujących niechciane treści. Kliknięcie reklamę nie umożliwia pobrania plików chronionych prawem autorskim.

Zgłoś naruszenie praw autorskich

Kilka słów o książce pt. “Pułapka życia

Dwie kobiety. Dwa charaktery. Dwie orientacje seksualne.
Czy przeciwieństwa pozwolą połączyć siły w walce o życie siedmioletniego chłopca?
Dla Nikki, doświadczonej detektyw, to nie tylko walka z czasem, lecz przede wszystkim zmagania z własnymi słabościami.
Dla Jennifer to nowa ścieżka kariery, która nie zapowiada się zbyt obiecująco.
Tę książkę czyta się jak scenariusz. Zwroty akcji, dialogi, minimum opisów sprawią, że nie zechcecie jej odłożyć.

Polecane książki

Publikacja jest pierwszym monograficznym opracowaniem problematyki skutków transgranicznego łączenia się spółek kapitałowych. Zawiera pogłębioną analizę prawnoporównawczą tej tematyki przeprowadzoną na gruncie prawa polskiego, czeskiego i słowackiego. Wyboru porządków prawnych dokonano w sposób celo...
Ze wszystkich mitycznych królestw Atlantyda jest chyba najbardziej popularna, mimo że dotąd jej nie odnaleziono. Sława ta jest zupełnie zrozumiała - Europejczycy zaliczają się do spadkobierców kultury antycznej, która z kolei była następczynią jeszcze starszych cywilizacji egipskiej i minojskiej, a ...
Język angielski Poziom B2 Lubisz czytać dobre powieści a jednocześnie chcesz doskonalić swój angielski? Mamy dla Ciebie idealne połączenie! Klasyka literatury światowej w wersji do nauki języka angielskiego. CZYTAJ – SŁUCHAJ - ĆWICZ CZYTAJ – dzięki oryginalnemu angielskiemu tekstowi powieści Wonderf...
„Życie zatacza krąg, a rodzinne historie kryją wiele tajemnic. Dramatyczne zdarzenia skłaniają Ewę, emerytowaną architekt, żonę sławnego reżysera, do wspomnień na temat dramatu z jej młodości – tajemniczej śmierci starszej siostry, Joanny. Ewa rozpoczyna wędrówkę jej śladami. Postaci sprzed lat i ni...
W komentarzu szczegółowo omówiono mediację w postępowaniu cywilnym po zmianach wprowadzonych nowelą z dnia 10 września 2015 r. oraz wydanymi na jej podstawie aktami wykonawczymi, z uwzględnieniem przepisów dyrektywy w sprawie niektórych aspektów mediacji w sprawach cywilnych i handlowych. Przedstawi...
Anioły obok nas to napisany z pasją przewodnik oprowadzający po świecie aniołów i archaniołów. Zapoznaje nas z anielską hierarchią, przedstawia sylwetki poszczególnych aniołów oraz omawia horoskop anielski. Autorka, wróżka i angelolog, przekonuje nas, że anioły są tuż obok nas i że warto na co dzień...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Klaudia Morawa

0

© Copyright by Klaudia Morawa

Autor: Klaudia Morawa

Tytuł: Pułapka życia

Projekt okładki – Anna Podymska, Paweł Uniejewski

Redakcja – Jacek Żybura

Korekta – Elżbieta Sokołowska | korektelka.pl

Skład i łamanie – Maciej Torz | munda.pl

ISBN druk 978-83-951788-2-5

ISBN MOBI 978-83-951788-3-2

ISBN EPUB 978-83-951788-4-9

ISBN PDF 978-83-951788-5-6

Wydawca: Studio Suite 77

Biłgoraj 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszelkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Rodzinie, Eli…

Elu, nie ma słów,

aby opisać Ciebie i Twoją pracę

Drogi Czytelniku!

Trzymasz w rękach dwa lata mojego życia – tyle zajęło stworzenie całości. Pierwszy wyraz tej książki pojawił się nieoczekiwanie, kolejne zdania powstawały między dyżurami na bloku operacyjnym – między smutkiem a radością, natomiast ostatnią kropkę postawiłam tuż przed życiowymi zmianami.

To nie tylko kilkaset białych stron z literkami. To kilkaset bezcennych dla mnie stron. W trakcie pisania tej książki spotkałam wiele osób, które wzbogaciły moją osobowość.

Były upadki, były wzloty, ale – w przeciwieństwie do jednej z głównych bohaterek, Nikki – zawsze wierzę w drugiego człowieka. Dla mnie nie ma ważniejszej wartości niż druga osoba. Dowodem na to były minione dwa lata.

Lubię przełamywać stereotypy i eksperymentować, czego odzwierciedleniem jest ta książka. Nie znajdziesz w niej ani opisów przyrody, ani miejsc akcji. Są tylko pojedyncze wyrazy, które opisują środowisko bohaterów. Nie dlatego, że nie potrafię oddać wyglądu drzewa czy ulicy, ale dlatego, że pozostawiam przestrzeń dla wyobraźni.

Znajdziesz jednak wiele dialogów, chaosu, wątków, bo takie właśnie jest życie. Nie żyjemy wyłącznie w miejscu pracy; mamy również życie prywatne i zróżnicowane problemy. Moi bohaterzy często wsiadają i wysiadają z samochodu, idą ulicą, piją kawę, uśmiechają się. Znajdziesz powtórzenia, bo każdego dnia wykonujemy te same czynności.

Kilka linijek wyżej napisałam, że najcenniejszą wartością w moim życiu jest drugi człowiek. To on był główną motywacją do napisania tej książki. A konkretnie były to osoby homoseksualne. Z myślą o nich powstał ten tekst, choć często słyszałam: „Lesbijki…? Serio…?”.

Im częściej słyszałam negatywne opinie o osobach homoseksualnych, tym bardziej motywowałam się do skończenia książki.

W kręgu moich znajomych osoby homoseksualne niczym się nie różnią od osób heteroseksualnych. Są tak samo wrażliwe i skłonne do pomocy. Tym mocniej boli stygmatyzacja, której doświadczają każdego dnia.

Dla mnie nie ma znaczenia orientacja mojej znajomej, ale znaczenie mają jej uczucia.

Nie zamierzam nikogo nawracać ani mówić mu, jak ma żyć i co ma myśleć. Wątek homoseksualny pojawił się właśnie dlatego, że nie można pomijać osób nieheteronormatywnych. Żyli wśród nas. Żyją wśród nas. I będą żyć wśród nas. Zasługują na szacunek. Na role w filmach. Na miejsca w książkach. Na wątki w serialach.

I tak też jest tym razem.

PS1 Jeżeli masz negatywny stosunek do osób homoseksualnych, są dwa wyjścia: albo pozbędziesz się tej książki, albo ją przeczytasz i zadasz sobie pytanie…

PS2 Jeżeli chcesz podzielić się swoją opinią, napisz do mnie na adres: opinie@klaudiamorawa.com. Będzie mi miło, jeżeli podzielisz się zdjęciem książki w mediach społecznościowych i oznaczysz swój wpis hasztagiem #pułapkażycia.

Zatłoczone miasto. Liście palm, przez które prześwitują promienie słoneczne, rzucają cień na ścieżkę rowerową. Po ścieżce biegnie mężczyzna. Popycha rolkarzy i rowerzystów. Co chwilę odwraca się, aby sprawdzić, jak daleko znajduje się detektyw Nikki Black.

Czarna marynarka detektyw wyróżnia ją z tłumu kolorowo ubranych ludzi. Na czole policjantki pojawiają się krople potu i zatrzymują w wyżłobieniach po zmarszczkach. Słychać przyspieszony, niespokojny oddech. Widok głodzonego i bitego chłopca, który wciąż ma przed oczami, dodaje jej sił. Desperacko przyspiesza.

– Policja! – krzyczy. – Policja! Z drogi!

Żaden z przechodniów nawet nie próbuje zatrzymać podejrzanego.

Czarny uprzywilejowany pojazd jedzie równolegle do uciekiniera, lecz mężczyzna nagle zbiega ze ścieżki rowerowej na zatłoczoną plażę. Jego stopy zapadają się w mokrym piasku.

Detektyw jest coraz bliżej. Przyspiesza i po chwili dopada zbiega.

Mężczyzna próbuje się wyrwać, jednak policjantka przyciska kolanem jego plecy i błyskawicznie zakłada mu kajdanki.

– Michaelu Brownie – mówi – jesteś aresztowany za uprowadzenie Paula Reeda.

Rozmowę przerywają dwaj inni detektywi, którzy właśnie nadbiegli.

– Wstawaj! – odzywa się jeden z nich, nieco otyły mężczyzna, i przejmuje zatrzymanego.

Jako najstarszy w wydziale Rob Moore cieszył się poważaniem wśród detektywów. Jego niski wzrost był częstym tematem żartów policjantów.

Zatrzymany nadal stawiał opór, więc z drugiej strony podszedł do niego detektyw Santiago Gonzales, Latynos, który od siedmiu lat był partnerem Moore’a. Jego ciemna karnacja i delikatne rysy twarzy powodowały, że kobiety wzdychały na jego widok.

Mocno pociągnął mężczyznę.

– Już! – powiedział. – Ruszaj się!

Michael odwrócił się, aby spojrzeć na Nikki. Niespodziewanie odchrząknął, po czym splunął jej w twarz.

– Zdzira. – Detektywi tylko tyle usłyszeli, bo resztę słów zagłuszył ryk Nikki, która doskoczyła do mężczyzny i zaczęła okładać go pięściami.

Rob próbował odciągnąć koleżankę.

– Uspokój się! – powiedział stanowczo. – Ogarnij się i wracaj na posterunek – dodał.

Dołączył do partnera, który razem z podejrzanym zmierzał w kierunku samochodu.

– Koniec przedstawienia – powiedziała Nikki do tłumu gapiów.

Szła plażą. Ocean był pełen surferów. Na widok młodych mężczyzn, którzy cieszą się wolnością i przestrzenią, poczuła, że jest uwięziona w swoim ciele i nie umie nawet docenić kolejnego sukcesu zawodowego.

Usiadła na piasku w mokrych, brudnych spodniach. Zdjęła buty i marynarkę. Położyła głowę na kolanach. Długie czarne włosy zakryły jej zmęczone, zapadnięte oczy. Odgarnęła je szorstkimi dłońmi i zaczęła przyglądać się dzieciom, które beztrosko bawiły się na brzegu. Zamknęła oczy i pomyślała o ostatnim urlopie, który razem z Philipem i Becką spędziła na Hawajach. Poczuła napływające łzy, ale dźwięk telefonu przywrócił ją do rzeczywistości. Zebrała rzeczy i udała się do służbowego samochodu.

Zatrzymała się przed dużym szarym budynkiem, który przypominał więzienie. Brakowało jedynie krat w oknach oraz masywnego ogrodzenia. Spojrzała w górę. W gąszczu kilkudziesięciu okien dostrzegła to jedno, przez które zwykle patrzyła na ruchliwą drogę oraz ulubioną cukiernię policjantów.

Poprawiała potargane włosy i zamierzała wejść na schody, gdy zauważyła młodą blondynkę zmierzającą w jej stronę. Skrzywiła się, widząc czerwone szpilki.

– Ciężki dzień? – zapytała z uśmiechem nieznajoma. Szła wyprostowana. Wysokie obcasy nie przeszkadzały jej poruszać się z gracją po betonowych stopniach.

– A co ty możesz o tym wiedzieć? – odpowiedziała z sarkazmem Nikki i ostentacyjnie wypluła przed siebie gumę do żucia.

Blondynka posłała jej piorunujące spojrzenie, ale nic nie odpowiedziała.

Po wejściu do pokoju detektywów Black powiesiła marynarkę na obrotowym krześle stojącym przy biurku i schowała broń do szuflady.

Pomieszczenie było duże i przestronne. Ściany porażały jaskrawym odcieniem bieli. Małe okna często wywoływały frustrację detektywów – zwłaszcza w godzinach popołudniowych, kiedy promienie słoneczne chowały się za murami.

Nikki schyliła się pod biurko, aby wyjąć pożółkły karton, ale gdy zobaczyła niechlujnie wystające dokumenty, kopnęła go na poprzednie miejsce.

Porwała pusty karton, podeszła do tablicy, która stała na środku, i szybko zaczęła zdejmować przyczepione do niej zdjęcia. Poczuła wzrok na swoich plecach. Odwróciła się.

Santiago Gonzales, trzydziestoletni Latynos, który przystanął obok Roba siedzącego za biurkiem, nie mógł powstrzymać śmiechu.

– Co wam tak wesoło? – warknęła.

– Kolejna sprawa zamknięta – odrzekł Santiago i rozsiadł się na sąsiednim fotelu. Rob wstał i podszedł do Nikki.

– Dobra robota! – powiedział, klepiąc ją po plecach.

Nikki rzuciła mu tylko spojrzenie. Wskazała głową sąsiednie pomieszczenie, z którego machał do niej Rick, muskularny Afroamerykanin po pięćdziesiątce.

– Dywanik wzywa – westchnęła. – Po raz kolejny.

Postawiła pudło na biurku i swobodnym krokiem przeszła do biura kapitana i stanęła w drzwiach.

Rick siedział na szerokim skórzanym krześle. Wydawał się lekko zdenerwowany. Promienie słoneczne, odbijające się od łysiny na czubku jego głowy, łagodziły rysy jego twarzy i nadawały mu wygląd dobrotliwego staruszka. Nikki, która znała go najdłużej z zespołu, wiedziała, że to tylko pozory.

– Wejdź – powiedział.

– Coś pilnego? – zapytała zaczepnie.

– Usiądź – uciął.

Wstał, zamknął za nią drzwi i wrócił na swoje miejsce.

Nie wiedział, jak rozpocząć rozmowę. To wpatrywał się w detektyw, to błądził wzrokiem po niewielkim pomieszczeniu.

– Dziwnie się zachowujesz – powiedziała Black. Siadła i założyła nogę na nogę.

– Słuchaj, Nikki, chcę ci o czymś powiedzieć… – zaczął, gdy rozległo się pukanie.

W drzwiach stanęła blondynka, którą detektyw spotkała przed wejściem na posterunek.

– W samą porę, Jennifer – powiedział kapitan z ulgą. – Nikki, to jest Jennifer. Jennifer Robbins.

– Zdążyłyśmy się poznać – odpowiedziała Black, ignorując wyciągniętą rękę.

– I nie jesteś na mnie zła? – zapytał z nadzieją kapitan.

– Co masz na myśli?

– Będziemy razem pracować. – Jennifer zrobiła krok w stronę Nikki i uśmiechnęła się przyjaźnie. – Jestem twoją nową partnerką!

– Słucham…?!

– Jennifer jest od dzisiaj twoją nową partnerką.

– Chyba żartujesz!

– Uważaj na słowa…

– Nie będę z nią pracować! – krzyknęła Nikki. – Tylko spójrz, wygląda jak modelka na wybiegu, a nie detektyw elitarnego wydziału.

Oprócz czerwonych szpilek kobieta miała na sobie elegancką białą bluzkę, czerwoną marynarkę oraz dopasowane czarne spodnie.

– Dziękuję za komplement – rzuciła Jennifer. Miała nadzieję, że rozładuje napięcie.

– Nie ma mowy! – Nikki zaczęła energicznie chodzić po pomieszczeniu i kręcić głową.

– Koniec taryfy ulgowej! – odezwał się niespodziewanie Rick. – Jestem już zmęczony twoim zachowaniem. Albo pracujesz z Robbins, albo przenoszę cię do patrolu. Decyzja należy do ciebie!

Nikki posłała kapitanowi wściekłe spojrzenie i wyszła.

Jennifer stała nieruchomo. Nie wiedziała, co powiedzieć.

Kapitan wstał. Widząc jej zaniepokojoną minę, dotknął delikatnie jej ramienia.

– Jest najlepszym detektywem – powiedział – ale przeżyła ciężkie momenty. Musisz jej wybaczyć.

– Chyba nie mam wyjścia.

– Zatrudniłem cię, bo wierzę, że dasz sobie radę – dodał, otwierając przed nią drzwi.

Wrócił do biurka i jak gdyby nic się nie stało, zaczął wypełniać dokumentację.

Po wyjściu z gabinetu kapitana Jennifer stanęła na środku pokoju detektywów i zaczęła się rozglądać.

Santiago zerwał się na jej widok.

– Pomóc w czymś? – zapytał z uśmiechem. Na jego kanciastej twarzy utworzyły się dwa duże dołki.

– Zastanawiam się, które biurko jest wolne.

– Mogę odstąpić swoje. – Wskazał blat pełen papierków po słodyczach.

– Jest za małe dla nas dwojga – usłyszał w odpowiedzi. – O, już widzę! Dzięki! Jestem Jennifer Robbins.

– Santiago Gonzales, miło mi. Co sprowadza do nas tak piękną kobietę?

Rob siedzący w kącie parsknął śmiechem. Patrzył na swojego partnera, niższego o głowę od nowej koleżanki, i nie mógł powstrzymać śmiechu.

– Jestem partnerką detektyw Black.

W pomieszczeniu nastała cisza. Mężczyźni wymienili zaskoczone spojrzenia.

– Wybacz, myślałem, że przeprowadzasz jakąś kontrolę. – powiedział Santiago i lekko się zaczerwienił.

– Niestety, ale nie – odparła Jennifer i odsłoniła marynarkę. – Jak widzisz, mam broń i odznakę.

Gonzales nie mógł uwierzyć, że szeregi ich jednostki zasiliła kobieta o wyglądzie modelki.

– Poznałaś już mojego partnera, teraz kolej na starszego pana. – Najstarszy detektyw przerwał tę niezręczną konwersację. – Rob Moore.

– A myślałam, że jesteś jego ojcem – zażartowała Jennifer, wyciągając rękę.

– Już cię lubię – odrzekł Moore, który jako jedyny w wydziale nosił garnitur.

Siedząc w pokoju socjalnym, Nikki obserwowała kolegów. Poczuła się zazdrosna o początek ich relacji z nową partnerką.

– Detektyw Robbins! – zawołała stanowczym tonem.

Jennifer niezwłocznie do niej podeszła.

– Koniec tych romansów. Jesteś tutaj, aby pracować.

– Spokojnie, Nikki… – zaczęła Jennifer.

– Dla ciebie detektyw Black.

Uśmiech znikł z twarzy blondynki.

– OK, już rozumiem…

– Niczego nie rozumiesz i zapewne niczego nie umiesz – podsumowała Nikki i odwróciła się w stronę ekspresu, aby napełnić kolejny kubek. – Ile masz lat? Dwadzieścia pięć?

– Jakie to ma znaczenie?

– Takie, że jeśli zadaję pytanie, to odpowiadasz na nie.

Jennifer oparła się o futrynę. Wpatrywała się w partnerkę. Nikki miała podkrążone oczy i twarz, na której próżno byłoby szukać makijażu.

– Dwadzieścia osiem – odpowiedziała. – Znak zodiaku również chcesz znać, detektyw Black?

Nikki z hukiem odstawiła kubek na blat i opuściła pokój.

– To sobie porozmawiałyśmy… – powiedziała Jennifer do siebie.

Usłyszała dźwięk wiadomości tekstowej. Na wyświetlaczu telefonu zobaczyła tekst: „Jak tam, kochanie?”. Nie skończyła odpisywać, gdy usłyszała głos kapitana.

– Mamy nową sprawę – powiedział.

Natychmiast otoczyła go trójka detektywów. Jennifer wyszła z pokoju socjalnego i stanęła obok. – Siedmiolatek porwany z Hancock Parku. Rodzicami są Katherina i Jeff Fernandezowie, właściciele firmy produkującej inteligentne rozwiązania dla domu.

– Zaczynamy od Amber Alertu? – zapytał Santiago, wgryzając się w batonik.

– Nie tym razem – odparł kapitan. – Sprawa jest dosyć delikatna.

– Co masz na myśli? – zapytała Nikki.

– Nie znam szczegółów, dlatego Black i Robbins pojadą, aby porozmawiać z rodzicami.

– To jedziemy! – stwierdziła entuzjastycznie Jennifer.

– Tylko bez świateł – rzucił kapitan.

Nikki podeszła do niego.

– Działam od ponad piętnastu lat – zaczęła głosem pełnym złości – i wiem takie rzeczy.

– Wiesz, że to nie było do ciebie.

Black podeszła do swojego biurka. Wzięła marynarkę oraz broń i zaczęła rozglądać się za partnerką. „W takim razie pojadę sama” – uznała, gdy nie zauważyła jej w pokoju.

Ku jej zaskoczeniu Jennifer czekała przed budynkiem. Nikki od razu zwróciła uwagę na jej płaskie buty.

– Gdzie twoje szpilki? Obcas się złamał? – zakpiła.

– Co za spostrzegawczość – mruknęła blondynka.

Ruszyła za partnerką na parking służbowy.

Black, przyzwyczajona do pracy w pojedynkę, nie zwracała na nią uwagi. Podeszła do jednego z czarnych samochodów i zajęła miejsce kierowcy. Otworzyła okno po stronie pasażera.

– Potrzebujesz zaproszenia? – rzuciła.

Jennifer zajęła miejsce.

– Kiedy będę mogła prowadzić? – zapytała.

– Gdy zniknę z wydziału. A to mało prawdopodobne.

Black płynnie wymijała samochody. Nie odzywała się. Jej partnerce cisza wydawała się niezręczna. Najpierw wyglądała przez okno, teraz zaczęła lustrować wnętrze samochodu. Oprócz nawigacji rozpoznała znane jej przełączniki do sterowania sygnalizacjami świetlną oraz dźwiękową, a także komputer policyjny i radio.

Jechały od kilku minut, choć Jennifer miała wrażenie, że minęła wieczność. Po raz kolejny poprawiła się na czarnym skórzanym siedzeniu.

– Dlaczego nikomu nie pozwalasz prowadzić? – zapytała.

Black gwałtownie zmieniła pas. Jennifer chwyciła klamkę, gdy auto niespodziewanie zahamowało.

– Nie twoja sprawa – wycedziła Nikki, odwracając się w jej stronę. – Będę prowadziła samochód niezależnie od tego, czy ci się to podoba czy nie. Zrozumiałaś?

– Tak – odpowiedziała przerażona Jennifer. – Ile w tobie agresji… – dodała ciszej.

– Słucham?

– Gdybyś potrzebowała terapii, mogę ci polecić mojego lekarza.

– Nie wierzę! – krzyknęła Nikki, uderzając rękami w kierownicę. – Z kim ja muszę pracować…!

Wyłączyła sygnalizację awaryjną i z impetem włączyła się do ruchu. Przekręciła pokrętło i po chwili w samochodzie rozległa się muzyka.

Skręciły w strzeżone osiedle. Przed wielką żeliwną bramą stała budka strażnika. Po okazaniu odznak wjechały do jednego z ekskluzywnych miejsc w Los Angeles.

Drogie domy, które mijały, przypomniały Jennifer o dzieciństwie. Większość z nich utrzymano w stylu nowoczesnym, inne wyglądały jak zamki. Przed większością rezydencji rozpościerały się długie podjazdy osłonięte gęsto rosnącą roślinnością.

Dokładnie pamiętała wielki dom, w którym mieszkała razem z rodzicami. Pochłonięci pracą, zapominali o córce. Chociaż miała ogromny pokój i najnowsze zabawki, mogła liczyć jedynie na nianię, która starała się zastępować Jennifer rodziców, wychowywała ją i wspierała.

Kiedy samochód się zatrzymał, dostrzegła nowoczesny dom. W przeciwieństwie do innych budynków był usytuowany blisko drogi, a przed nim na próżno było szukać drzew i krzewów. Otaczał go jedynie idealnie przystrzyżony trawnik.

Odruchowo spojrzała na gładką ścianę, jakby zaraz miała oprzeć o nią rower i na złość rodzicom zniszczyć elewację.

– Robbins, idziemy! – Jej rozmyślania przerwała Nikki. – Robbins!

Jennifer ocknęła się i wysiadła z samochodu. Podeszły do bramy. Na wyświetlaczu interkomu zobaczyły twarz mężczyzny.

– W czym mogę pomóc? – zapytał.

– Detektyw Robbins – powiedziała Jennifer, podnosząc odznakę.

Po chwili usłyszały dźwięk otwieranej bramy.

Za domem ich oczom ukazały się fontanny i bujnie rosnące egzotyczne kwiaty. Miejsce zapierało dech w piersiach.

Przed wejściem czekał trzydziestokilkuletni mężczyzna, który mimo panującego upału miał na sobie garnitur i dopasowany kolorystycznie krawat.

– Jestem Jeff – odezwał się. – Dziękuję, że przyjechałyście.

– Proszę nam opowiedzieć, co się stało – zaczęła Nikki – bo jak dotąd niewiele wiemy.

– Zanim wejdziemy… – zaczął. – Moja żona, Katherina, nie wie, że tutaj jesteście.

Jennifer spojrzała na niego pytająco.

– Proszę nam opowiedzieć wszystko od początku – powtórzyła.

Mężczyzna zasugerował krótki spacer.

– Syn pojechał z nianią do parku – zaczął opowiadać.

– Hancock Parku, tak? – wtrąciła Nikki.

Mężczyzna przytaknął.

– Następnie zadzwonili do nas ze szpitala, że niania Jake’a leży na intensywnej terapii. Kiedy zapytaliśmy, czy z synem wszystko w porządku, usłyszeliśmy, że go nie ma!

– Co było dalej?

– Gdy żona próbowała ustalić, co się stało, odebrałem telefon. Męski głos powiedział, że mają Jake’a i że oddadzą go za milion dolarów. Zagrozili, że jeśli powiadomimy policję, Jake już nigdy do nas nie wróci – dopowiedział drżącym głosem.

– Jeff! – usłyszeli nagle. – Jeff!

Z domu wybiegła kobieta. Miała zaczerwienione oczy i włosy w nieładzie. Sprawiała wrażenie nieobecnej.

– Co się stało, kochanie? – zapytał, tuląc ją mocno.

– Właaaśnie zzzzzadzwonili, żżże Jake sssprawia im kłooopoty – powiedziała, łkając. – Musimy do wieczora zdobyć pieniądze. Musimy…! Kto to jest? – zapytała po chwili, odwracając się w stronę kobiet.

– Kochanie… – zaczął ostrożnie Jeff. – To są panie detektyw, które nam pomogą.

Katherina odsunęła się. Spojrzała na męża z nienawiścią, po chwili zaczęła okładać go pięściami.

– Dlaczego chcesz zabić mojego syna?! – krzyczała. – Miało nie być policji! Żadnej policji…!

– Spokojnie – powiedziała Jennifer, odciągając kobietę. – Muszą państwo zachować spokój. Wejdźmy i porozmawiajmy.

W tym czasie Nikki podeszła do mężczyzny.

– Przejdźmy się raz jeszcze – zaproponowała.

Skierowali się w stronę ogrodu, za którym, jak się okazało, znajdowały się jeszcze basen oraz kort tenisowy.

W domu Jennifer podała roztrzęsionej kobiecie szklankę wody.

– Za chwilę zjawi się technik, który zainstaluje podsłuch w państwa telefonach – powiedziała. – Wezwaliśmy również negocjatora, który pomoże w rozmowach z porywaczami.

– To jakiś koszmar…! – zaczęła Katherina. – To nie dzieje się naprawdę. To tylko sen…

Usiadła na czarnej sofie. Jennifer zajęła miejsce naprzeciwko.

– Wiem, że to dla państwa trudne, ale muszę zadać kilka pytań.

– Jake, mój Jake… – powtarzała kobieta.

Jennifer przesiadła się i wzięła kobietę za rękę.

– Proszę się skupić. Odpowiedzi na pytania, które zadam, są bardzo ważne.

– Zrobię wszystko, aby odzyskać syna – powiedziała Katherina, podnosząc na nią wzrok. – Tylko ten bank…

– Co pani ma na myśli?

– Potrzebują dwudziestu czterech godzin, aby wypłacić pieniądze.

– Tej opcji na razie nie bierzemy pod uwagę – odrzekła stanowczo Jennifer. – Proszę opowiedzieć o mężczyźnie, który dzwonił do państwa.

Katherina wstała i zaczęła chodzić po pomieszczeniu. Potrząsała głową, jakby samą siebie chciała przekonać, że to nie dzieje się naprawdę.

– Jego głos brzmiał jakoś dziwnie.

Detektyw zaczęła pisać w niewielkim notatniku.

– Słyszała pani jakieś szumy? Samochody, pociąg, dzwony? – zapytała.

– Nie, tylko głos.

– Przed domem użyła pani liczby mnogiej. Powiedziała pani, że dzwonili.

– Mężczyzna używał liczby mnogiej. Mówił: „Mamy go”. Zwariuję, jeżeli go nie odnajdziecie! – Spojrzała błagalnie.

– Będziemy potrzebowali zdjęcia Jake’a.

Matka chłopca przesłała na telefon detektyw zdjęcie blondynka bawiącego się w ogrodzie.

– Jest moim oczkiem w głowie – odezwała się.

– Czy coś złego wydarzyło się w życiu chłopca? – zapytała detektyw.

– Jego ojciec odszedł, gdy mały miał cztery lata. Jeff adoptował Jake’a po naszym ślubie.

– Jakie są relacje pani męża z Jake’em?

– Mój mąż jest dobrym ojcem, jeżeli o to pani pyta – odparła, zdziwiona.

Do pomieszczenia weszła Nikki wraz z ekipą techników.

– Jeżeli cokolwiek państwo sobie przypomną – odezwała się Jennifer, podrywając się z kanapy – tutaj jest moja wizytówka.

Wyciągnęła z kieszeni bilecik i podała go kobiecie.

Udały się do wyjścia.

– Dokąd teraz jedziemy? – zapytała w samochodzie.

– Do szpitala. Porozmawiać z Niną.

Wybrała numer Roba. Przełączyła rozmowę na tryb głośnomówiący.

– Czego się dowiedziałyście? – zapytał.

– Mamy zgodę na sprawdzenie finansów i bilingów – odpowiedziała – więc zajmijcie się tym z Gonzalesem. Odkryliście coś na monitoringu?

– Naszych kamer nie ma. Przeglądamy przemysłowe, ale jak dotąd niczego nie znaleźliśmy.

– Będziemy w kontakcie. – Nikki oderwała rękę od kierownicy i nacisnęła czerwoną słuchawkę.

– Jak myślisz, kto mógł to zrobić? – zapytała Jennifer.

Nikki zatrzymała się na czerwonym świetle.

– Jedną trzecią porwań dokonuje rodzina, a więc wszyscy są podejrzani – odpowiedziała. – Widzę, że w akademii nie słuchałaś zbyt uważnie – dodała zgryźliwie.

– Za to teraz mam dobrą nauczycielkę.

– Nie musisz się podlizywać, bo na mnie to nie działa – rzuciła cierpko Nikki.

Patrzyła to na czerwone światło, to na zegarek na desce rozdzielczej. Po chwili umieściła koguta na dachu. Rozległ się dźwięk syreny policyjnej. Pojazdy stojące przed nimi zjechały na pobocze, aby ułatwić im przejazd.

Nikki mknęła przez zakorkowane miasto. Dźwięk syreny niósł się echem. Detektywi byli przyzwyczajeni do tego brzmienia, które podnosiło poziom adrenaliny we krwi.

Przed oczami Jennifer przesuwały się kolejne postacie i kolorowe budynki. Przed jedną z witryn dostrzegła dziewczynkę, która oderwała się od szyby i z otwartą buzią podążała wzrokiem za ich samochodem.

Po dwóch minutach Nikki zaparkowała przed szpitalem.

Gdy weszły, uderzył w nie charakterystyczny szpitalny zapach. W holu przed izbą przyjęć znajdowało się kilka osób. Czteroletnia dziewczynka siedziała na kolanach matki, która rozmawiała ze starszym mężczyzną. Tuż obok stało dwóch mężczyzn. Niewysoki szatyn o jasnoniebieskich oczach pocałował w usta bruneta, który krzywił się z bólu. Black spojrzała na nich z wyraźnym niesmakiem.

– Nie gap się tak! – syknęła zaskoczona Jennifer.

– Dla mnie związek to kobieta i mężczyzna. Cała reszta to patologia.

– Twoje pojęcie normy jest mocno zaburzone.

– Błagam…! Dwie kobiety albo dwóch facetów w łóżku…? Obrzydliwy widok!

– Nikt nie każe ci na nich patrzeć.

Nikki zagrodziła drogę koleżance.

– Czyżbyś była homoadwokatem?

– Zrobili ci coś złego?

– Wisi mi, co robią, ale nie powinni się tak afiszować.

Stanęły przed tablicą z planem szpitala.

Czyste beżowe ściany ciągnęły się do połowy korytarza, następnie przechodziły w odcienie szarego. Z jasnej lśniącej podłogi starsza kobieta ścierała wyraźne ślady krwi. Jennifer poczuła ciarki na plecach, więc szybko odwróciła się w stronę napisów.

– Spójrz! – Szturchnęła partnerkę. – Intensywna neurologiczna jest na trzecim piętrze.

Ruszyły. Broń i odznaka wystające spod marynarki Jennifer wzbudzały zainteresowanie osób tłoczących się przed gabinetami lekarskimi.

– Nie lubię szpitali – odezwała się Jenn do partnerki.– Źle mi się kojarzą.

– Zawsze tak marudzisz?

– Ostrzegali mnie przed tobą, ale myślałam, że to plotki.

Nikki niespodziewanie wciągnęła Jennifer do schowka dla sprzątaczek. Przyparła ją do ściany. Była wściekła.

– No, uderz! – usłyszała. – Ulżyj sobie!

Black poluzowała uścisk. Po chwili wyszła, poprawiając marynarkę. Jennifer wzięła kilka głębokich oddechów, zanim opuściła schowek. Przyspieszyła kroku, gdy zobaczyła, że Nikki rozmawia z lekarzem.

– Uraz był na tyle mocny, że straciła przytomność, ale stan pacjentki jest stabilny – usłyszała.

– Możemy z nią porozmawiać? – zapytała Nikki.

– Tak, ale przez chwilę.

Weszły do niewielkiej sali, w której stało mnóstwo sprzętu medycznego. Była to jednoosobowa sala przeznaczona dla pacjentów, których stan zdrowia musiał być stale monitorowany.

Na dużym łóżku leżała drobna kobieta z opatrunkiem na głowie. Od szyi odchodziło kilka drenów, które podłączono do pomp infuzyjnych. Każda pompa precyzyjnie dawkowała leki. Pracę serca i ciśnienie tętnicze rejestrował kardiomonitor stojący obok łóżka.

– Jesteśmy z policji – odezwała się Nikki, podchodząc bliżej. – Możemy porozmawiać?

Kobieta spojrzała najpierw na starszą detektyw, następnie zatrzymała wzrok na młodszej.

– Jak się pani czuje? – zapytała z troską Jennifer.

– A jak mogę się czuć? Mam wstrząśnienie mózgu.

Kobieta podniosła lewa rękę, aby dotknąć głowy, ale splątany kabel pulsoksymetru zahamował jej ruch. Cofnęła rękę w obawie, że odłączy sprzęt.

– Bardzo nam przykro. Próbujemy odnaleźć Jake’a – wyjaśniła. – Może nam pani opowiedzieć, co się stało w parku?

– Niewiele pamiętam… – odezwała się cicho kobieta, próbując zebrać myśli.

Jennifer spojrzała na kardiomonitor, który zarejestrował wzrost tętna pacjentki.

– Niech pani powie wszystko, co pani pamięta.

Kobieta spojrzała w stronę okna.

– Jake bawił się w piaskownicy – zaczęła. – Zauważyłam czerwony samochód, który zaparkował obok nas. A potem obudziłam się tutaj.

– Pamięta pani markę, model? Coś szczególnego? – zapytała Nikki napastliwie.

W pomieszczeniu rozległ się dźwięk kardiomonitora. Po chwili w sali pojawili się lekarz i pielęgniarka.

– Proszę wyjść – zwrócił się doktor do policjantek.

– Moment – odpowiedziała Nikki stanowczym tonem.

– Pamięta pani? – zwróciła się do Niny.

Kobieta pokręciła głową i zamknęła oczy.

– Proszę opuścić pomieszczenie.

Partnerki posłusznie wyszły z sali.

– Tylko się pospiesz – rzuciła Black, widząc, że Jennifer skręca do toalety.

W samochodzie Jennifer wpatrywała się w wyświetlacz komórki.

– Co o mnie mówią? – Tym razem Nikki postanowiła przerwać niezręczną ciszę.

Zaskoczona Jennifer spojrzała na nią przeciągle.

– Że nie da się z tobą pracować.

– Coś jeszcze?

Przez chwilę Jennifer wahała się, czy powinna zdradzać niemiłe rzeczy, które usłyszała o swojej partnerce, uznała jednak, że ta nie jest w najlepszej formie. Postanowiła skłamać.

– Nie, nic.

Nikki wjechała na parking przed sklepem.

– Wysiadaj – rzuciła nagle.

– Potrzebujesz czegoś ze sklepu?

– Jesteś aż tak tępa? Koniec pracy na dzisiaj. Przynajmniej dla ciebie.

– Nie rozumiem…

– Po pierwsze nie mam ochoty patrzeć na twoją wymuskaną twarz. Po drugie myślisz, że jestem taka głupia i nie wiem, co o mnie mówią? Wysiadaj, bo nie toleruję kłamców!

Jennifer nadal się nie ruszała. Zdenerwowana Nikki wysiadła, obeszła samochód i otworzyła drzwi od strony pasażera.

– Wysiadaj, póki jestem dobra.

Jennifer zabrała swoje rzeczy i wysiadła, trzaskając drzwiami.

– Wariatka z ciebie! – krzyknęła ze łzami w oczach.

Nikki ruszyła.

Nie mogła skupić się na drodze. Myślała o uldze, którą poczuje, gdy skosztuje ulubionej whisky.

Stanęła w korku. Poczuła, że trzęsą się jej ręce. Włączyła sygnalizację i ruszyła ostro przed siebie.

Po kilku minutach zaparkowała w obskurnej dzielnicy. Ze śmietników wysypywały się śmieci, w powietrzu unosił się zapach moczu i rozkładającej się żywności. W części okien zauważyła żeliwne kraty.

Minęła kilku bezdomnych siedzących na chodniku i weszła do jednego z budynków. Brudną klatką schodową skierowała się na drugie piętro. Stanęła przed mieszkaniem oznaczonym numerem dziesięć i włożyła klucz do zamka.

Drzwi nie były zamknięte, więc szybkim krokiem udała się do kuchni. Schyliła się i sięgnęła w głąb szafki pod zlewozmywakiem. Ze schowka wyjęła pustą butelkę po whisky. Sięgnęła ponownie i po chwili trzymała butelkę z wódką. Odkręciła korek i pociągnęła dwa łyki. Przyjemne uczucie rozlało się po jej wnętrzu. Oparła się o meble kuchenne i wzięła kolejny łyk.

– Mamo…? – usłyszała nagle.

Odwróciła się nerwowo. Ujrzała Beckę, swoją nastoletnią córkę. Dziewczyna miała fioletowe włosy, rozciągnięty top, który odsłaniał biustonosz, i wymięte spodnie z dziurami.

Nikki przesunęła się nieznacznie, aby zasłonić butelki stojące na blacie.

– Dlaczego nie jesteś w szkole? – zapytała.

– Przecież w ogóle cię nie obchodzę! – krzyknęła buntowniczo nastolatka. – A ty co robisz w domu o tej porze? – dodała zaczepnie.

– To ja jestem od zadawania pytań.

– No, tak…

Dziewczyna podeszła bliżej.

– Znowu chlejesz – rzuciła na widok butelek.

– Przestań tak się do mnie odzywać!

Becka złapała butelkę. Przechyliła ją i po chwili cała zawartość zaczęła spływać do zlewu.

– Zostaw! – krzyknęła Nikki.

Becka jeszcze szybciej potrząsała butelką.

Black straciła panowanie nad sobą i uderzyła córkę w twarz.

– Tata nigdy by na to nie pozwolił! – Dziewczyna wybuchnęła płaczem. Rzuciła butelkę na podłogę i wybiegła z pomieszczenia.

Podczas gdy Black zbierała resztki potłuczonego szkła z kuchennej podłogi, Jennifer siedziała zapłakana na parkingu przed sklepem. Spoglądała raz na telefon, raz na wjeżdżające pojazdy. Poderwała się na widok czerwonego ferrari, które zaparkowało tuż obok.

– Cześć, kochanie! – odezwała się zrezygnowanym głosem. Pocałowała swoją drugą połówkę i pozwoliła, aby Sasha zatrzymała ją w uścisku.

Sasha była młodą, równie atrakcyjną kobietą o kręconych blond włosach. Krótka obcisła sukienka eksponowała jej drobną figurę.

– Opowiadaj, bo marnie wyglądasz. Jedziemy do domu czy chcesz coś zjeść?

Jennifer rozpłakała się jeszcze bardziej.

– Jedźmy do domu – odpowiedziała cicho.

Sasha ruszyła z piskiem opon.

– Powinnam wystawić ci mandat – usłyszała.

– Możemy rozliczyć się w inny sposób.

Black zajrzała do pokoju córki.

– Przepraszam – odezwała się niepewnie.

Nastolatka leżała na łóżku i płakała.

– Wyjdź stąd! Nie chcę cię widzieć!

Po kuchennym incydencie Nikki miała jeszcze większą ochotę na whisky. Przez chwilę stała w progu, ale gdy córka nie reagowała, postanowiła napić się na mieście.

Kwadrans później bez wahania parkowała służbowy samochód pod barem. Odznakę wrzuciła do schowka, a broń przykryła czarną, niemodną już marynarką.

Oświetlony szyld zachęcał do wejścia. Nikki pokonała niewielkie schody i pchnęła przeszklone drzwi. Uderzył w nią zapach alkoholu i dymu tytoniowego.

Było południe. Wewnątrz siedziało zaledwie kilka osób. Sami mężczyźni.

Zajęła miejsce przy drewnianej ladzie i kiwnęła na barmana, który błyskawicznie postawił przed nią whisky. Sięgnęła po szklankę i jednym łykiem wypiła całą jej zawartość. Lekko się skrzywiła, ale poprosiła o kolejną porcję. Tym razem pociągnęła mały łyk. Przez chwilę obracała szklankę w dłoniach, po czym odstawiła ją na blat.

– Złotko, masz ochotę na coś lepszego?

Zmierzyła wzrokiem brodatego mężczyznę, który siedział na sąsiednim stołku.

– Odczep się – rzuciła.

Dopiła whisky, rozglądając się po sali.

– Dopiero mogę się przyczepić – odparł i wyciągnął rękę w kierunku Nikki.

Nikki przechyliła się i przycisnęła go do lady. Wyszarpnęła broń.

Barman podniósł ręce.

– Wow, spokojnie! – powiedział. – Tylko spokojnie – dodał, widząc, że drży jej ręka.

Mężczyzna z bronią przyciśniętą do klatki piersiowej ledwie oddychał.

– Odłóż broń – rzekł barman stanowczo. Kobieta spojrzała na niego kpiąco, ale schowała broń do kabury. Wyciągnęła z kieszeni kilka banknotów, rzuciła je na ladę i wyszła nonszalanckim krokiem.

Poczuła wibrowanie telefonu.

– Czego? – warknęła.

– Mamy kilka tropów z kamer przemysłowych – usłyszała. – Zaraz dostaniesz namiary na Jamesa Collinsa. Porozmawiajcie z nim.

Kiedy wsiadała do samochodu, na ekranie telefonu pojawił się adres podejrzanego.

Kilkadziesiąt minut później stanęła przed parterowym domkiem. Ze starych drzwi odłaziła farba. Zapukała. Podeszła do okna, ale wewnątrz domu nie zauważyła nikogo. Dostrzegła jedynie niedopałki papierosów i pokruszone chipsy. W tle pokoju zobaczyła spory, może pięćdziesięciocalowy telewizor, na którego monitorze zatrzymano grę.

Nikki ponownie zbliżyła się do drzwi. Zapukała mocniej.

– Policja, proszę otworzyć! – krzyknęła.

Usłyszała huk przewracanych przedmiotów. Wyciągnęła broń i pociągnęła za klamkę. Drzwi się otworzyły.

Dostrzegła mężczyznę, który wybiegł do ciasnego korytarza. Bez wahania ruszyła za nim.

Z korytarza wybiegła do niewielkiego ogródka ogrodzonego siatką. Pod siatką stał stary sprzęt – zardzewiała pralka, wanna, którą porastał mech, i poobijany zlew. Mężczyzna podbiegł do siatki i zaczął się po niej wspinać. Spora nadwaga uniemożliwiła mu sprawne pokonanie ogrodzenia, więc po chwili Nikki chwyciła go za prawą nogę i mocno pociągnęła w dół. Mężczyzna z jękiem osunął się na ziemię.

– Jesteś aresztowany – powiedziała Nikki, stając nad nim w rozkroku. Założyła mu kajdanki i odwróciła twarzą do góry.

– Za co? Nic takiego nie zrobiłem.

– Gdzie jest Jake?

– Kto? – zapytał zaskoczony mężczyzna. – Nie znam żadnego Jake’a!

– To dlaczego uciekałeś?

– Nie chciałem żadnych kłopotów.

Nikki przyłożyła broń do czoła mężczyzny.

– Gadaj, gdzie jest Jake, bo odstrzelę ci ten twój paskudny łeb!

– Jesteś chora – usłyszała tylko. – Powinnaś się leczyć!

Nikki odbezpieczyła broń.

– Pytam po raz ostatni.

– Zajmiemy się nim – usłyszała za plecami głos Roba.

– Zabierzcie go – powiedział do Gonzalesa, który stanął tuż za nim. – A ty zaczekaj w samochodzie – zwrócił się do Nikki.

– Złożę na nią skargę! – odezwał się zatrzymany.

– Stawiałeś opór – skwitował Latynos. – Wszyscy widzieli.

Nikki wsiadła do samochodu. Czuła, że tym razem może mieć kłopoty.

– Słucham? – zapytała Nikki twardo, gdy Rob otworzył drzwi. – Co tym razem masz mi do powiedzenia?

– Dobrze wiesz, że cię szanuję, ale ostatnio przekraczasz wszelkie granice. Nie zamierzam dłużej tego tolerować.

– I co, poskarżysz się Rickowi? – zadrwiła.

– Jeżeli mnie zmusisz, to tak. – Spojrzał na nią poważnie. – Nikki, dlaczego nie dasz sobie pomóc? – zapytał łagodnie.

– Nic mi nie jest.

– Nie ściemniaj, zbyt długo się znamy. Co za numer wykręciłaś Jennifer?

– Barbie przybiegła się poskarżyć?

– Nie skreślaj tak szybko ludzi, bo za chwilę zostaniesz sama.

– Nie zależy mi. – Wzruszyła ramionami.

Detektyw Moore posłał jej wyrozumiałe spojrzenie.

– Nie wracaj do pracy – rzekł. – Zrób sobie dzisiaj wolne. Jakoś cię wytłumaczę.

W pokoju przesłuchań siedział James, naprzeciwko niego stali detektywi Gonzales i Rob. W drugim pomieszczeniu rozmowie przysłuchiwała się Jennifer.

– Zacznijmy od początku – zaczął Gonzales. – Dlaczego nie zgłosiłeś kradzieży samochodu?

– Nie chciałem kłopotów.

– Ale teraz je masz! – wtrącił Rob. – Gdzie byłeś dzisiaj między dziewiątą a dziesiątą?

– W domu.

– Nie masz lepszego alibi? – zapytał młody detektyw.

– Ja niczego nie zrobiłem… Przysięgam!

Moore rzucił na stół teczkę z aktami.

– Wtedy też twierdziłeś, że niczego nie zrobiłeś! – krzyknął. – Napad z bronią, nagabywanie, pobicie… Mam wymieniać dalej?

– To było dawno. Teraz się zmieniłem. Znalazłem pracę, wyszedłem na prostą…

– Codziennie słyszymy podobne bajeczki – rzekł Santiago.

– Jeżeli będziesz współpracować, szepniemy prokuratorowi dobre słowo – dodał Rob.

James zerwał się i uderzył pięścią w stół.

– Ile razy mam wam powtarzać, że jestem niewinny?

– Uspokój się – odparł Moore.

James usiadł.

– To ja poproszę adwokata.

– Jesteś tego pewien? Znaleźliśmy wystarczającą ilość trawy, żeby cię zatrzymać.

– Adwokat – uciął stanowczo.

Detektywi ostentacyjnie wyszli.

Kapitan zebrał zespół w pomieszczeniu konferencyjnym.

– Gdzie Nikki?

Rob wszedł do środka z kubkiem parującej kawy.

– Sprawdza poszlaki – odpowiedział pewnym głosem.

– Co mamy do tej pory?

– Sprawdziłem rodziców, ale niczego podejrzanego nie znalazłem…

– Wyglądają na szczęśliwe, kochające się małżeństwo – wtrąciła Jennifer.

Santiago podszedł do czterdziestocalowego monitora i zaczął wpatrywać się w zdjęcia samochodów.

– Mundurowi sprawdzają właścicieli czerwonych pojazdów, które zarejestrowały kamery – odezwał się.

– Co z Collinsem? – zapytał kapitan.

Rob skrzywił się, czując cierpki smak kawy.

– Twierdzi, że dwa tygodnie temu ukradli mu samochód – rzucił. – Gdy pracował na nocnej zmianie.

– Pewnie ściemnia.

Kapitan skierował się do drzwi. Położył rękę na klamce i odwrócił się.

– Zostało nam kilka godzin do wymiany, a wiecie, że wolałbym tego uniknąć.

W pokoju socjalnym Moore nerwowo sprawdzał, czy nie ma nowych wiadomości lub nieodebranych połączeń. Wreszcie wybrał numer Nikki.

– Odbierz, proszę – powtarzał. – Odbierz…

Po kilku sygnałach włączyła się poczta głosowa.

Black siedziała w samochodzie zaparkowanym w ciasnej, jednokierunkowej uliczce. Pustą butelkę po whisky rzuciła na siedzenie pasażera. Położyła głowę na kierownicy. Czuła się bezsilna. Miała nadzieję, że chociaż płacz przyniesie jej ulgę.

Postanowiła skończyć ze swoim marnym życiem. Wyciągnęła broń z kabury i odbezpieczyła ją. Wpatrywała się w otwór lufy. Przed oczami przewijały się zarówno miłe chwile z mężem, jak i życiowe porażki. Setki myśli, ale żadnego wyjścia z sytuacji.

Nie mogła przestać myśleć o wypadku i ostatnich słowach, które powiedział do niej Philip. Chociaż z raportów policyjnych jednoznacznie wynikało, że zawinił kierowca tira, wyrzucała sobie, że gdyby nie zagadywała męża, nadal cieszyliby się wspólnym życiem.

Tylko ona wiedziała, ile wysiłku musi włożyć w to, aby każdego dnia wstać z łóżka. Robiła to dla córki. Nie potrafiła zmierzyć się ze swoimi myślami. Wystarczył niewielki bodziec, aby bolesne wspomnienia przejęły kontrolę nad jej życiem. W natłoku problemów nie umiała podjąć walki o siebie. Decyzja o śmierci wydawała się jedynym słusznym wyjściem.

Raz jeszcze spojrzała na broń, która tyle razy uratowała jej życie. Teraz miała je odebrać.

Santiago z zapałem wbiegał po schodach posterunku policji. Ostatnie dwa schody pokonał jednym susem.

– Napadłeś na cukiernię? – rzucił Rob na widok białego pudła.

– Żona podrzuciła!

Oczom detektywów siedzących w sali ukazało się kilkadziesiąt pączków posypanych kolorowym lukrem. Sięgnęli po nie bez skrupułów.

– Słuchajcie! – odezwał się kapitan, wychodząc z biura. – Dzwonił negocjator. Udało się przesunąć wymianę na jutro, ale nie udało nam się namierzyć połączenia.

– Zawodowcy? – zapytała Jennifer.

– Na to wygląda. Głos przepuszczony przez oprogramowanie. Informatycy próbują coś wyciągnąć.

– To dziwne… – odezwał się Rob. – Zawodowcy i zmiana planów?

– Coś tu nie gra – poparł go Santiago.

Telefon zawibrował w dłoni kapitana.

– Chwila – rzekł, podnosząc rękę. W pomieszczeniu zapanowała cisza. – To wiadomość od Jeffa. Jeden z jego pracowników, Barry Smith, kilka miesięcy temu pomazał farbą ich samochód, a potem im groził. Porozmawiajcie z nim.

– Jedź z Jennifer – rzucił Rob do Gonzalesa. – Muszę coś sprawdzić.

Przeszukał kieszenie marynarki, potem spodni, wreszcie zaczął przerzucać stosy leżących przed nim papierów. Santiago w milczeniu przyglądał się chaotycznym działaniom partnera.

– Łap! – odezwał się wreszcie, rzucając kluczyki w stronę przyjaciela.

– Stary, ale wciąż w formie! – skwitował Rob, po tym jak złapał brelok.

– Nie macie pracy? – zapytał zdenerwowany kapitan. – Chłopiec został porwany, a wy macie ubaw. Jeśli chcecie zmienić wydział, nie widzę najmniejszego problemu. Na biurku mam sporo nowych podań!

Detektywi spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Gonzales usiadł i zaczął przeglądać bazę danych. Co jakiś czas rzucał papierki po kolejnych zjedzonych batonikach. Opakowań było tyle, że zakrywały akta policyjne.

Jennifer nie mogła zebrać myśli. Po starciu z Nikki zaczęła wątpić, czy nowy wydział jest dla niej odpowiednim miejscem.

– Ej, Jenn! – usłyszała. – Chodź!

Wstała, zrezygnowana.

– Chcesz pogadać? – zapytał Santiago, widząc jej nieszczęśliwą minę.

– Wszystko w porządku, dzięki! – Robbins posłała mu wymuszony uśmiech.

Moore pędził przez miasto na policyjnym sygnale. Co chwilę spoglądał na telefon przymocowany do szyby, który wskazywał lokalizację Nikki. Czuł, że zaraz serce wyskoczy mu przez gardło. Miał złe przeczucie.

Licznik wskazywał sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę. Zwolnił i zaczął się rozglądać.

Po lewej stronie, tuż za skrzyżowaniem, dostrzegł wąską uliczkę. Skręcił w nią, gdy minęły go auta jadące z naprzeciwka.

Zaparkował tuż za samochodem Black. Wybiegł. Po chwili gwałtownym ruchem otworzył drzwi.

– Co, do cholery?! – usłyszał.

Odetchnął z nieskrywaną ulgą. Otarł spocone czoło.

– Już myślałem… – zaczął. Nie był w stanie dokończyć.

– Cieszyłbyś się, co? – rzuciła Black sarkastycznie.

– Dobrze, że nie używasz tuszu – odezwał się głupio – bo wyglądałabyś jak wiedźma.

Otarła łzy.

– Świetny komplement – odparła.

– Utknęliśmy i potrzebujemy cię w wydziale.

– Kiepski z ciebie detektyw. Nie umiesz kłamać.

Nikki wyglądała fatalnie. Zastanawiał się, jak jej pomóc. Nie rozumiał jej uporu, a jednocześnie w jakiś sposób podziwiał tę samotną walkę.

– Cofaj! – Przerwała jego rozmyślania. – Widzimy się za chwilę.

Ruszyli. Starszy detektyw co chwilę spoglądał w lusterka, aby sprawdzić, czy koleżanka jedzie za nim.

Nikki była zła, że Rob widział ją w chwili słabości. Uważała, że kobieta pracująca w policji musi być silna, twarda i nie pozwalać sobie na gorsze momenty.

Początkowo każdy w wydziale czekał, aż popełni błąd, zawaha się. Chcieli jej udowodnić, że nie nadaje się do tej pracy. Wiele się zmieniło, ale wciąż nie umiała prosić o pomoc. Sądziła, że jest na tyle silna, aby poradzić sobie z własnymi emocjami i problemami. Jej przyjaciółką i powierniczką stała się butelka whisky.

Dojeżdżali do służbowego parkingu. Nikki sięgnęła po opakowanie gum do żucia. Włożyła do ust dwa listki, aby zniwelować zapach alkoholu.

Santiago i Jennifer szukali miejsca przed oszklonym budynkiem. Przyciemniane szyby i wielkie logo na dachu jednoznacznie wskazywały profil oferowanych usług. Po dwukrotnym okrążeniu wreszcie stanęli przy hydrancie, w niedozwolonym miejscu.

Weszli do klubu fitness w poszukiwaniu Smitha.

W recepcji minęli skąpo ubraną Latynoskę. Santiago nie mógł oderwać od niej wzroku.

– Idź, bo widzę, że nie możesz się oprzeć – skwitowała Jennifer ze śmiechem. – Zaczekam tutaj.

Obserwowała kobiety, które ćwiczyły w pocie czoła. Grube, chude, niskie, wysokie – każda z nich chciała osiągnąć fizyczną doskonałość.

Przypomniała sobie godziny spędzone z workiem bokserskim. Litry wylanego potu i łez, aby spełnić jedno ze swoich marzeń: podjąć pracę w policji. Wbrew przekonaniu rodziny, że zawód policjantki to zły wybór.

– Smith prowadzi aerobic dla mężczyzn – rzekł Santiago po powrocie. – Na drugim piętrze.

– Nie sądziłam, że mężczyźni również na takie uczęszczają.

– Myślisz, że to obciach?

– Nie, ale nie mogę sobie tego wyobrazić.

– To zaraz zobaczysz, bo to tutaj.

Przez szklane drzwi zobaczyli kilkudziesięciu mężczyzn, którzy na kolorowych matach ćwiczyli mięśnie brzucha. Zajęcia prowadził muskularny mężczyzna. Miał około czterdziestu lat oraz kilkudniowy zarost.

Weszli do środka.

Początkowo nikt nie zauważył ich obecności. Podeszli do prowadzącego ćwiczenia, który zaczął robić pompki.

– Barry Smith? – zapytał go Santiago.

– Jestem w trakcie treningu – odpowiedział mężczyzna, nie przestając ćwiczyć.

Jennifer odpięła odznakę.

– Drodzy panowie – rzuciła w kierunku sali – koniec treningu na dzisiaj.

Po sali przeszedł szmer niezadowolenia.

– Gdzie byłeś dzisiaj o dziewiątej rano? – Santiago zwrócił się do mężczyzny wyższego od niego o głowę, którego wygląd mógł wzbudzać przerażenie.

– A o co chodzi?

– Słuchaj – wtrąciła Jennifer szorstkim głosem. – Możemy porozmawiać tutaj albo pojedziesz z nami. Wybór należy do ciebie.

– Złotko, podaj mi swój numer – szepnął mężczyzna, który właśnie mijał ją z matą zwiniętą pod pachą.

– Skarbie, ja też chcę – dodał Barry.

Jennifer wyciągnęła kajdanki.

– Koniec zabawy – powiedziała. – Jedziesz z nami.

– Byłem w klubie – usłyszała.

– Sprawdziliśmy – odezwał się Santiago. – Nie było cię tutaj dzisiaj rano.

– Nie tutaj. – Mężczyzna schylił się i zaczął zwijać matę.

– To w którym? – zapytała Jennifer.

– A o co chodzi?

Jennifer stanęła na macie, którą składał.

– Pytam po raz ostatni – powiedziała głośno. – W którym klubie?

– W „Gym Parku”.

– Trzeba było tak od razu – podsumował Santiago i razem z Jenn udali się do wyjścia.

– Nie lubię takich typów – powiedziała detektyw.

– Wielkość ich mięśni może przerazić.

– Zwłaszcza gdy niewiele mają poza nimi – skwitowała Robbins.

W gabinecie kapitan pokazywał Nikki filmik udostępniony w sieci, na którym zaatakowała na plaży mężczyznę zakutego w kajdanki.

– Wyszłam całkiem dobrze – podsumowała ironicznie.

Tym razem jej przełożonemu nie było do śmiechu.

– Nikki, to był ostatni raz.

– Rozumiem – odpowiedziała szyderczo.

– Najwyraźniej nie. Jeszcze jeden taki numer i zostaniesz zawieszona.

– Tak jest, kapitanie! – Wstała i chciała wyjść.

– Nie skończyłem, siadaj!

Nikki spojrzała na niego pytająco.

– Jako przyjaciel…

– Były! – wtrąciła.

– Jako BYŁY przyjaciel proszę, zgłoś się po pomoc. – Otworzył szufladę. – Tutaj jest wizytówka terapeuty.

– Zmówiliście się wszyscy?!

– Nie rozumiem.

– Dzięki, ale obowiązki mnie wzywają!

Odwróciła się na pięcie i wyszła. Wizytówka została na biurku kapitana.

Było już późno. Detektywi siedzieli przy biurkach. Szukali powiązań i nowych poszlak. Wpatrywali się w wielką białą tablicę, na której obok zdjęcia uprowadzonego chłopca wisiały informacje zebrane w czasie śledztwa.

Jennifer próbowała połączyć wszystkie fakty. Chciała wykazać się pierwszego dnia w pracy, ale była tak wykończona, że myślała tylko o powrocie do domu – do żony i dziecka.

Obok niej Nikki próbowała utrzymać głowę w pionie. „Niewątpliwie niewyspanie i alkohol nie były dobrym połączeniem” – pomyślała, patrząc na koleżankę.

Kapitan zgasił światło w swoim gabinecie.

– Idźcie – powiedział do detektywów. – Dyżurni zajmą się sprawą.

– Ale jak to? – zapytała Jennifer ze zdziwieniem.

– Musicie przecież spać – odparł i udał się w kierunku wyjścia.

– Cały dzień pracowaliśmy nad sprawą i tak po prostu mamy sobie wyjść? – Rozejrzała się po znajomych twarzach.

Gonzales zaczął pakować torbę.

– To nie film, w którym gliny pracują dwadzieścia cztery na dobę – powiedział.

– Ale myślałam…

– O tej porze niczego nowego nie wymyślimy – przerwał jej.

Podszedł do Nikki, która przysypiała, podpierając się papierami leżącymi na biurku.

– Idziesz?

Otworzyła zmęczone oczy.

– Jak zwykle – odezwała się. – Zdam raport.

– To do jutra!

Po chwili w pomieszczeniu została tylko Black, która zaczęła uzupełniać dokumentację.

Robbins zeszła po schodach. Zatrzymała się przy wejściu, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Spojrzała w górę. Niebo było pełne gwiazd. Poczuła ulgę. Była zadowolona, że przetrwała pierwszy dzień w nowym wydziale. Nie mogła przestać myśleć o małym Jake’u, który spędzał noc w obecności porywaczy. Czuła rozgoryczenie. Miała wrażenie, że zawiodła i jego, i jego rodziców.

Do głowy przychodziły jej różne myśli. Nie wiedziała, czy jako matka była gotowa do pracy w jednostce. Myślała zwłaszcza o momentach, gdy podczas jazdy wciskała mocno gaz. Odczuwała jednocześnie adrenalinę, odprężenie, ale także dawała upust negatywnym emocjom.

Po wejściu do gustownie, a zarazem skromnie urządzonego domu, Jennifer skierowała się do pokoju córki. Otworzyła drzwi z różowym napisem „Sophia”.

Mała spała wśród maskotek. Wyglądała jak księżniczka. Podeszła cicho, aby spojrzeć na jej beztroską twarz i ciemne włosy zaplecione w warkoczyk. Stała przez chwilę, nie mogła się napatrzeć. Była wdzięczna za to, co ją spotkało.

– Szukałam cię – wyszeptała Sasha, która niespodziewanie znalazła się obok żony.

– Musiałam…

– Wiem – przerwała jej. – Chodź, napijemy się wina.

Wzięła Jenn za rękę i zaprowadziła ją do kuchni.

Z kieliszkami czerwonego wina usiadły na sofie i przykryły się kocem. Włączyły telewizor, ale po chwili tak wciągnęła je rozmowa, że nie zauważały, co dzieje się na ekranie.

Nie przestawały żartować. Chociaż były kilka lat po ślubie, czasem nadal zachowywały się jak podczas miesiąca miodowego.

Niczym nie różniły się od małżeństw heteroseksualnych. Tak jak inne pary kłóciły się i zmagały z problemami. Tak jak inne pary starały się wzajemnie wspierać, choć nie zawsze było to łatwe. Dawno temu ustaliły, że podstawą ich związku będą szczere rozmowy, które pozwolą im znaleźć rozwiązania wszelkich problemów.

Nikki wypijała właśnie kolejną puszkę piwa. Leżała w sypialni, która wyglądała jak po całonocnej imprezie, i oglądała telewizję. Dla detektyw nie miało znaczenia, czy puszki leżą na podłodze obok brudnych ubrań, czy wystają z kosza na bieliznę.

Przeskakiwała z kanału na kanał. Nie miała ochoty skupiać się na fabule, chciała jednak słyszeć czyjś głos. Samotność potęgowała jej ataki paniki.

Czuła, że życie ponownie wymyka się jej spod kontroli. Miała wrażenie, że stała się innym człowiekiem. Wypierała ze świadomości fakt, że potrzebuje profesjonalnej pomocy. Udawała, że wszystko jest w porządku. Potrzebowała coraz większych dawek alkoholu, aby zapomnieć i wprowadzić umysł w stan odprężenia.

W dniu pogrzebu męża po raz pierwszy sięgnęła po whisky. Potem picie stało się jej sposobem na przeżycie: napięcie, które towarzyszyło jej w ciągu dnia, w magiczny sposób znikało po kolejnych łykach. Z czasem potrzebowała coraz większych dawek, aby przez kilka godzin poczuć się kimś innym. Lepszym.

Promienie słońca wdarły się do sypialni, której znaczną powierzchnię zajmowało łóżko. Sasha przyglądała się śpiącej żonie. Dochodziła szósta, więc dała jej szybkiego całusa.

– Cześć, kochanie!

Jennifer otworzyła oczy i lekko odwzajemniła pocałunek.

– Leż jeszcze – usłyszała. – Zrobię ci śniadanie.

– Mhm… – Jenn objęła mocno poduszkę, prosząc w myślach, aby jeszcze był wieczór.

Czuła, że opuściły ją wszystkie siły. O ile poprzedniego dnia była podekscytowana nową pracą, o tyle dzisiaj straciła wiarę we własne umiejętności i czuła przerażenie na samą myśl o spotkaniu z Nikki.

Dolatujące z kuchni zapachy zmotywowały ją do opuszczenia łóżka. Założyła różowy szlafrok i wsunęła stopy w miękkie kapcie.

W kuchni czekała na nią jajecznica z bekonem i świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy.

– Dlaczego nie jesz? – zapytała Sasha, widząc, że Jennifer wpatruje się w talerz. – Źle się czujesz?

– Ta praca chyba mnie przerasta – odpowiedziała Jennifer rozbrajająco szczerze.

– Kochanie, to był twój pierwszy dzień! – Sasha próbowała dodać jej otuchy. – Takie zawsze są najgorsze!

– Ten porwany chłopiec, jego rodzice, ten cały dramat… – odezwała się Robbins. – Od razu mam łzy w oczach.

– Sama mówiłaś, że wydział nie jest łatwy. Ale zobaczysz, za miesiąc będziesz się śmiała z tej rozmowy.

– Bo stanę się bezduszna?

– Nie to miałam na myśli.

– Ale tak to zabrzmiało.

– Musisz się przyzwyczaić, tak jak koroner przyzwyczaja się do sekcji zwłok.

Odwróciła się i włączyła telewizor wbudowany w lodówkę. Jennifer zjadła kilka kawałków jajecznicy.

– Zdecydowanie wolę swój zawód.

– Przynajmniej masz profesjonalne kajdanki do dyspozycji. – Zaśmiała się Sasha.

W tle nadawano wiadomości.

– Cicho! – krzyknęła nagle Jenn na widok zdjęcia porwanego chłopca.

– „Z nieoficjalnych informacji, które otrzymaliśmy, wynika, że Jake Fernandez został porwany. Policja nie komentuje sprawy”.

– Cholera!

Wstała pospiesznie, zostawiając żonę bez jakichkolwiek wyjaśnień, i wybiegła z domu.

Zaparkowała samochód w tym samym czasie co kapitan. Wysiadła i poczuła rześki powiew wiatru, który wprawiał pobliskie palmy w energiczny ruch. Brakowało tylko szumu oceanu, który słyszała, gdy pracowała w poprzednim wydziale.

– Jakim cudem prasa się dowiedziała? – zapytała, gdy zrównali się na schodach.

– Nie wiem – odparł szorstko. Po chwili usłyszała, że wzywa go komendant.

– Ty i ten twój nieszczęsny wydział! – doleciało do niej. – Same problemy!

Reszta słów rozmyła się za drzwiami.

W pomieszczeniu konferencyjnym Jennifer rozmawiała z dyżurnymi detektywami. Nie czuła się komfortowo w obecności nowych kolegów. Miała wrażenie, że ze względu na jej młody wiek i krótki staż pracy traktują ją protekcjonalnie.

– Coś szczególnego musimy wiedzieć? – spytała.

– Nie, niczego – odpowiedział starszy, dość flegmatyczny detektyw.

– Poza przeciekiem do prasy – dodał młodszy mężczyzna.

– Jakieś postępy w śledztwie?

– Przecież była noc…

– Gdzie są wszyscy? – Zdenerwowany kapitan wpadł do sali.

Zapadła cisza. Nikt nie chciał się odezwać. Kapitan bywał porywczy, dlatego woleli z nim nie zadzierać.

– Robbins! – krzyknął, gdy ją zauważył. – Do mnie!

– Tak, kapitanie? – zapytała po chwili, gdy stanęła obok szefa.

– Gdzie Nikki?

– Nie wiem, nie widziałam jej.

– To się zorientuj, bo miała być tutaj godzinę temu!

Jennifer uświadomiła sobie, że Black jest jej obojętna. Miały wzajemnie chronić swoje życie, a ona nawet nie miała numeru starszej koleżanki. Odetchnęła z ulgą na widok znajomych twarzy. Gonzales i Rob właśnie wchodzili.

– Wiecie, gdzie jest Nikki? – zapytała.

– Pewnie przyjdzie, gdy się ogarnie.

– Czyli?

– Zadzwoń i zapytaj.

Jennifer wyciągnęła swój telefon.

– Podaj numer – rzuciła.

– Do konferencyjnej! – rzucił do nich kapitan.

Detektywi błyskawicznie stanęli przy dużym stole.

– Nie będzie żadnej wymiany – usłyszeli.

– Nie rozumiem… – powiedziała Jenn.

– Dzwonili porywacze. Uznali, że skoro chłopiec pojawił się w wiadomościach, ktoś musiał poinformować policję.

– Czego chcą? – spytał Latynos.

– W tym problem, że niczego. Powiedzieli Fernandezom, że więcej nie zobaczą chłopca.

Jennifer głośno westchnęła.

– Świetnie!

– Robbins, ty i Black macie sprawdzić wszystkie alibi i porozmawiać z nianią – zaordynował. – Santiago i Moore: zostajecie i szukacie. Jake ma cały i zdrowy wrócić do swoich rodziców.

Detektywi zaczęli wychodzić. Moore podszedł do kapitana.

– Technicy niczego nie znaleźli. Sygnał odbijał się od wieży do wieży.

– Obawiam się, że chodzi o coś więcej niż pieniądze.

Jennifer niepokoiła się nieobecnością partnerki, która w dodatku nie odbierała telefonu. Powinny już być w drodze do Gym Parku.

– Rob, może ty wiesz, gdzie jest Black? – zapytała nerwowo.

Detektyw napisał coś na kartce.

– Wpadnij pod ten adres – rzekł, wręczając jej świstek.

Jennifer zmarszczyła brwi i spojrzała pytająco.

– Tak, zgadza się – przytaknął.

Mimo wczesnej godziny Nikki siedziała w ulubionym barze i sączyła whisky. Była jedyną klientką. Przyzwyczaiła barmankę do tego, że nigdy nie zostawia napiwków.

Usłyszały zgrzyt otwierających się drzwi. Oczy obu kobiet zwróciły się w stronę wejścia.

Jennifer wślizgnęła się do środka.

Black nie była zadowolona z tej wizyty. Kilka osób z wydziału wiedziało o jej problemie z alkoholem, ale każdy udawał, że nic się nie dzieje. Wiedza i doświadczenie Nikki okazywały się ważniejsze niż stan, w jakim się pogrążała.

Jennifer spojrzała na pustą szklankę.

– Skończyłaś? – zapytała. – Musimy jechać.

– Nie. – Nikki kiwnęła na barmankę. Po chwili zjawiła się przed nią kolejna whisky. – Siadaj! – rozkazała, wskazując puste krzesło.

Robbins zawahała się. Wiedziała, że powinna zgłosić wszystko kapitanowi, ale z drugiej strony była to przecież jej partnerka. I drugi dzień w nowej pracy.

Poczuła na sobie badawcze spojrzenie.

– Tobie też coś podać? – Barmanka posłała jej ciepły uśmiech.

– Dzięki! – Jenn pokręciła głową. Brązowe oczy kobiety nie przestawały się do niej uśmiechać. – Ładny bar – rzuciła.

– Dzięki, odziedziczyłam po dziadku. Zmieniłam kilka rzeczy i nie narzekam na brak ruchu.

– Jedną stałą klientkę już masz.

Black przeszyła Jennifer wzrokiem.

– Kto wie, może kolejna dołączy?

– Kto wie…

Kilkanaście minut później policyjny samochód zaparkował przed wejściem do klubu. Przez oszklone drzwi partnerki dostrzegły młodego recepcjonistę.

– O której Barry prowadził wczoraj zajęcia? – dopytywała Jennifer.

Chłopak wpisał polecenie w komputerze. Po chwili odwrócił monitor w ich stronę i wskazał harmonogram.

– Od siódmej do jedenastej.

– Chcemy zobaczyć monitoring. – Nikki pokazała kamerę, która monitorowała wejście do klubu.

– Macie nakaz? – zapytał nerwowo.

Black pochyliła się nad ladą.

– Nie mamy, ale to nie problem. Problemem jest to, co trzymasz w szufladzie. – Z szuflady wystawały woreczki z marihuaną. – A więc jak?

– Interesuje was wczoraj?

– Tak – odpowiedziała Jennifer.

Recepcjonista zniknął za szklanymi przyciemnianymi drzwiami.

– Niezły z niego numer – Robbins pokręciła głową.

Chłopak wrócił po chwili z dyskiem zewnętrznym.

– Proszę – rzekł.

– Schowaj to w inne miejsce – rzuciła Nikki na odchodnym. Spojrzała wymownie na szufladę.

Mężczyzna gorączkowo zaczął wyciągać woreczki z szuflady i przerzucać je do innych szafek.

Gdy Black odpaliła samochód, Jennifer podpięła dysk do komputera i włączyła materiał. Nikki spoglądała na niewielki ekran, ale obraz był niewyraźny.

– W tym klubie są same mięśniaki. – Jennifer komentowała podgląd. – O, jest nasz gagatek. Przyszedł dokładnie o szóstej czterdzieści jeden.

Wcisnęła przycisk przewijania. Obraz znacznie przyspieszył. Gdy godzina na dole ekranu zbliżyła się do jedenastej, Jenn wróciła do normalnego trybu odtwarzania. Wpatrywała się w osoby, które wchodziły i wychodziły.

– I jak? – usłyszała.

– Wyszedł o jedenastej piętnaście, więc jest czysty.

Rozległ się dźwięk dzwonka. Nikki odebrała połączenie.

– Black – rzuciła.

– Tu Moore. Collins nie kłamał, mamy nagranie z kradzieży.

– Ustaliliście cokolwiek? – spytała.

– Zidentyfikowaliśmy gościa dzięki bazie tatuaży. To Dave Lee, ze sporą kartoteką. My już jedziemy. Za piętnaście minut na miejscu.

– Jasne! – Zakończyła połączenie. – Sprawdzisz? – zwróciła się do partnerki.

– Posiadanie broni, napad z bronią… Trochę tego jest. Wyszedł trzy miesiące temu.

Dwa nieoznakowane samochody zaparkowały nieopodal niskiego domu, na którym widniały czarne litery, lekko już wyblakłe od szorowania.

Jennifer założyła kamizelkę kuloodporną, Santiago wydobył broń automatyczną. Nie wiedzieli, co ich czeka, więc musieli zachować pełną ostrożność. Ustalali plan działania i dyskretnie zbliżali się do domu.

Jennifer poczuła, że wibruje jej telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie żony. „Nie teraz” – pomyślała i schowała aparat do kieszeni.

Gonzales pokazał, że jest tylko jedno wyjście. Detektywi zajęli pozycje. Stanęli w dwóch rzędach, nieopodal uszkodzonej moskitiery, która trzymała się na jednym zawiasie. Jennifer delikatnie odchyliła siatkowe drzwi. Dała znak Latynosowi, który gwałtownym ruchem wyważył spróchniałe drzwi.

– POLICJA! POLICJA! – krzyczeli.

Santiago z Robem wpadli do pokoju. Podejrzany nawet nie uciekał. W ciągu kilku sekund zakuli go i wyprowadzili na zewnątrz. Nikki w tym czasie przemierzała korytarz i co chwilę zatrzymywała się i agresywnie otwierała kolejne drzwi.

W pewnym momencie z łazienki wyjrzała przerażona starsza kobieta. Jennifer wprowadziła ją do kuchni.

– Już dobrze – odezwała się. – Nie chcieliśmy pani wystraszyć. Pani syn jest podejrzany o kradzież samochodu. Wiedziała pani o tym?

– Nie. – Przerażona kobieta podniosła głowę i spojrzała na detektyw. – Gdybym wiedziała, od razu zadzwoniłabym na policję. Odkąd wyszedł z więzienia, mam przez niego same problemy. Ciągle przychodzi ktoś z bronią i żąda pieniędzy. Mnie samej ledwie starcza na jedzenie.

Nie takiej odpowiedzi spodziewała się detektyw.

– Robbins, zbieramy się – usłyszała w słuchawce. – Dom jest czysty.

– Chwilę! – rzuciła. – Czy w ostatnim czasie przychodził do niego ktoś szczególny? – zwróciła się do staruszki.

– Sami chłopcy w dresach i w tych spodniach, w których widać tyłek.

Jennifer zaśmiała się.

– Taka moda – powiedziała.

– Jestem na to za stara.

Jennifer sięgnęła po szklankę i nalała do niej wody. Gdy kobieta podniosła szklankę do ust, spojrzała na jej skromną, niemodną już sukienkę.

– Potrzebuje pani czegoś? Zadzwonić do kogoś?

– Naprawicie drzwi?

– Oczywiście – odpowiedziała detektyw. – Proszę się nie martwić.

Żałowała, że wszystko rozegrało się na oczach schorowanej kobiety. Nie umiała tego wytłumaczyć, ale podczas kilkuminutowej rozmowy poczuła z nią dziwną bliskość.

Gdy wychodziła, spojrzała na dziurę w drzwiach i wyłamane zawiasy, które z trudem utrzymywały ciężar desek. Wiedziała, że policja nie pokryje kosztów naprawy, bo dokonali aresztowania, nie chciała jednak dodatkowo martwić starszej pani.

Tym razem podejrzanego przesłuchiwali Gonzales i Black. Jennifer podglądała ich przez lustro weneckie.

Gonzales podsunął zdjęcie uśmiechniętego Jake’a w stronę podejrzanego.

– Gdzie jest chłopiec? – zapytał.

Mężczyzna milczał. Chociaż miał skute ręce, jego wygląd i liczne tatuaże wzbudzały przerażenie.

– Wiemy, że ukradłeś czerwonego SUV-a – odezwała się Nikki.

– Może – odrzekł mężczyzna, głaszcząc długą ciemną brodę.

– Wiemy na pewno – rzucił Santiago. – Monitoring i twój tatuaż na szyi.

– To był stary rzęch – usłyszeli.

Black wstała.

– Tym samochodem porwano chłopca.

Mężczyzna zerwał się z krzesła.

– O nie, nie, nie! – krzyknął. – Nie wrobicie mnie w uprowadzenie!

– Mów, co wiesz, to krócej posiedzisz – skwitowała Black.

W tym samym czasie do Jennifer podszedł Brad, jeden z informatyków współpracujących z detektywami.

– Spójrz – powiedział, podając jej teczkę.

Na niewyraźnym zdjęciu zobaczyła Dave’a oraz niezidentyfikowanego mężczyznę. Stali obok czerwonego samochodu. Na następnym zdjęciu mężczyzna odjeżdża samochodem.

– Kto to jest? – zapytała.

– To twoje zadanie. Za mała rozdzielczość, niczego nie udało się wyciągnąć.

Przesłuchanie nie przynosiło efektów, więc Jennifer postanowiła udać się do pokoju przesłuchań. Mocnym ruchem pociągnęła za klamkę i przekroczyła próg.

– Kto to jest? – zapytała szorstko, rzucając zdjęcia przed twarz podejrzanego.

Santiago i Nikki w ułamku sekundy zaczęli udawać, że orientują się w całym zajściu.

Mężczyzna nie odpowiedział. Gdy Robbins uderzyła ręką w stół, nieznacznie tylko podniósł się na krześle.

– Lepiej mów!

Schyliła się na wysokość jego twarzy.

– Kto? – wyszeptała.

– Skippy – wyjąkał.

– Czyli? – zapytała Nikki.

– Nie wiem.

– Wiesz, wiesz, tylko nie chcesz powiedzieć – skwitował Gonzales.

– Wiem, gdzie można go znaleźć.

Black podsunęła kartkę, aby Lee napisał adres. Mieli kolejny trop.

Na korytarzu Gonzales podszedł do Jennifer.

– Robbins, w łóżku też jesteś taka dobra? – zapytał.

Moore, który stanął za partnerem, zaczął się śmiać.

– Santiago, na pewno jest lepsza od ciebie – powiedział patrząc na młodego Latynosa. – Przybij piątkę! – zwrócił się do blondynki.

Zaparkowały auto przed warsztatem samochodowym, w którym pracował Skippy. Otworzyły bagażnik i sięgnęły po walizkę z napisem „Policja”, w której trzymano dodatkową broń. Założyły kamizelki kuloodporne – wiedziały, że jest to ich jedyna ochrona.

Warsztat urządzono w dawnej hali. Na siedmiu stanowiskach wisiały samochody. Część z nich przygotowywano do ponownej jazdy, w części brakowało znacznej liczby podzespołów.

Dwóch młodych mężczyzn nie miało na sobie koszul, pozostali byli ubrani w brudne od smaru T-shirty. Panował hałas. Oprócz brzęku narzędzi było słychać muzykę dobiegającą z radia.

Nikki i Jennifer przeszły przez boczne drzwi do pomieszczenia z napisem „Biuro”.

Kierownik siedział za niewielkim biurkiem w ciasnej, jak się okazało, klitce. Był schludnie wyglądającym mężczyzną w średnim wieku. Na widok policjantek wyprostował się gwałtownie.

Gdy poznał cel wizyty, odetchnął z widoczną ulgą. Przez szybkę wskazał Skippy’ego, który przy trzecim stanowisku naprawiał SUV-a. Skippy był wysokim mężczyzną, miał muskularne ramiona i ciemną karnację. Brudna koszulka przykleiła mu się do ciała.

Wyszły z biura drugim wyjściem i zbliżyły się do podejrzanego. Gdy chłopak je zauważył, upuścił narzędzia i zaczął uciekać. Hałas sprawił, że wszyscy spojrzeli w kierunku policjantek.

– Stać! Policja! – krzyknęła Black i ruszyła za uciekinierem. Robbins pobiegła w stronę samochodu.

Skippy wybiegł z warsztatu, przebiegł ulicę, lawirując między jadącymi samochodami, i wbiegł na chodnik. Nikki znalazła się tuż za nim. Pościg z zaciekawianiem obserwowali miejscowi, którzy siedzieli w przydrożnych kawiarniach.

W tym czasie Jennifer odpaliła czterolitrowy silnik i włączyła syrenę policyjną. Gdy zauważyła, że samochody się zatrzymują, aby ustąpić jej miejsca, zaczęła zawracać.

Skippy przewracał stoliki i potrącał przechodniów. W przeciwieństwie do niego Black zgrabnie omijała wszystkie przeszkody.

– Policja! – krzyczała. – Odsunąć się!

Mężczyzna dobiegł do skrzyżowania w tym samym momencie, w którym nadjechała Jenn.

Samochód zatrzymał się z piskiem opon. Jenn wyskoczyła. Po krótkim pościgu widowiskowo powaliła Skippy’ego na ziemię.

– Nie ruszaj się! – krzyknęła wściekle do mężczyzny.

Sięgnęła po kajdanki.

Black stała nieopodal, próbując złapać oddech.

– Też bym chciał, żeby taka cizia mnie skuła – szepnął jeden z gapiów. – A najlepiej, żeby przywiązała mnie do łóżka.

Black podeszła do niego. Sięgał jej do ramion.

– Gwarantuję ci, że nie chciałbyś – powiedziała, odsłaniając odznakę.

Mężczyzna cofnął się bez wahania.

– Wstawaj – zwróciła się Jennifer do Skippy’ego. – Jedziesz z nami na posterunek. Tam sobie porozmawiamy.

Mężczyzna się nie ruszał.

– Wstawaj! – odezwała się Black.

Nadal nie reagował. Nikki odwróciła go na plecy i mocno uderzyła w twarz.

– Idziemy!

– Złożę na ciebie skargę – wycedził przez zęby. Z nosa płynęła mu krew.

– Rób, co chcesz – odpowiedziała, wzruszając ramionami.

Gdy wstał, Jennifer rozpoczęła przeszukiwanie. Zaczęła od ramion, potem klatka piersiowa i nogi. Nie znalazła podejrzanych przedmiotów. Zaprowadziła zbiega do samochodu.

Po spektakularnym aresztowaniu Robbins wreszcie poczuła, że jest we właściwym miejscu. Aby zmotywować ją do dalszych działań, kapitan pozwolił jej samodzielnie poprowadzić przesłuchanie.

– Dlaczego uciekałeś? – zapytała Skippy’ego.

– Nic nie powiem bez adwokata – odpowiedział stanowczo.

– Dobrze, dostaniesz adwokata, ale gdy tu dotrze, oskarżymy cię o uprowadzenie dziecka.

– Jakie uprowadzenie? – Chciał wstać, ale zatrzymały go kajdanki przypięte do stołu. Skrzywił się z bólu. – Ja tylko handluję kradzionymi częściami! Nie jestem święty, ale nie kradnę cudzych dzieci!

– Technicy badają czerwonego SUV-a – wtrąciła Nikki – więc lepiej powiedz, zanim znajdą twoje DNA.

Drzwi się otworzyły i stanął w nich kapitan.

– Detektyw Black, detektyw Robbins, proszę na chwilę.

– Jesteśmy w trakcie…

– Teraz!

Kobiety opuściły pomieszczenie. Ich miejsce zajęli Gonzales i Moore.

Nikki pewnym krokiem weszła do gabinetu Benta. Ostatnio była w nim częstym gościem, więc każdą kolejną rozmowę traktowała z widocznym lekceważeniem. Jennifer weszła lekko zdenerwowana.

– Zamknijcie drzwi i siadajcie – rzucił kapitan. Po chwili zaczął wymachiwać tabletem. – Co wy, do cholery, wyprawiacie?! Potrzebujecie niańki?!

Robbins chciała coś powiedzieć, ale partnerka zgromiła ją wzrokiem.

– Proszę, oglądajcie. Imponujące nagranie. – Pokazał im filmik z pościgu oraz moment, w którym Nikki uderzyła podejrzanego. – Może przeczytać treść skargi, która do nas wpłynęła?

W pomieszczeniu zapanowała cisza. Tym razem Black niczego nie miała na swoje usprawiedliwienie.

– No, słucham! – krzyknął. Jennifer podskoczyła lekko w fotelu. Kapitan spojrzał na nią. – Z tobą później porozmawiam. Możesz wyjść.

Jennifer zostawiła partnerkę i opuściła pomieszczenie.

– Nikki, koniec taryfy ulgowej – powiedział kapitan stanowczo. – Broń i odznaka.

– Że co?

– Dość! Nie mam ochoty więcej powtarzać. Wrócisz, kiedy przemyślisz swoje zachowanie.

Nikki odpięła broń, odznakę i rzuciła je na biurko.

– Pierdol się! – warknęła, zanim z hukiem zamknęła za sobą drzwi.

„Nikki, co się z tobą stało? – zastanawiał się Bent. – Jesteś taką świetną detektyw…!”.

Miał wyrzuty sumienia, że zabrał jej pracę, na której jej zależało, ale nie miał wyjścia. Tłumaczył sobie, że robi to, aby jej pomóc.