Strona główna » Obyczajowe i romanse » Wśród elit Mediolanu

Wśród elit Mediolanu

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-3046-9

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Wśród elit Mediolanu

Lily Parisi odkrywa, że jej narzeczony od dawna zdradza ją z inną. Zrywa zaręczyny i jedzie do Mediolanu, by tam rozpocząć nowe życie. Jej dni wypełniają teraz przyjemności: pokazy mody, zakupy i wystawne bankiety. Lily powoli zapomina o dawnym związku. I wtedy właśnie pojawia się przystojny i tajemniczy Alessandro…

Polecane książki

Przypadkowe spotkanie, a może uknuta w szczegółach intryga? Paweł jest trzydziestokilkuletnim nauczycielem języka angielskiego. Świeżo po rozwodzie nie bardzo umie się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Został mu jeszcze miesiąc wakacji, więc postanawia wyjechać do Krakowa. W pociągu spotyka atrakcy...
Minęło dziesięć lat od pokonania Armady Ner’setrra w Kartaginie. Podczas gdy Rubież powoli podnosi się z wojennych zgliszczy, w Rdzeniu wciąż trwa bezpardonowa walka o władzę. Triada zaciska pętlę oblężenia wokół ostatnich kilku bastionów oporu Federacji Planet Wyzwolonych. Jednak nawet one wkró...
Ebook „Francuski, ucz się podróżując – Blois. Gramatyka.” zawiera 40 zdań nawiązujących tematycznie do treści broszurki „Wizyta w Blois i Chambord”. Każde zdanie jest dokładnie opisane i zawiera wyjaśnienia dotyczące wymowy oraz konstrukcji gramatycznej.   Szczególny nacisk został położony na cz...
W 1839 roku Amerykanin Jeorling, pragnący opuścić Wyspy Kerguelena, na których przebywał, wsiada na pokład szkunera „Halbrane”, dowodzony przez kapitana Lena Guya, człowieka milczącego, który akceptuje pasażera z pewną rezerwą. Na pokładzie bosman Hurliguerly chętnie gawędzi z Jeorlingiem, natomiast...
W poradniku do Sudden Strike II, jednej z bardziej realistycznych strategii wojennych, znajdziecie wskazówki dotyczące przejścia każdej najważniejszej misji z kampanii wojennych pięciu dostępnych w grze stron konfliktu. Sudden Strike 2 - poradnik do gry zawiera poszukiwane przez graczy tematy i loka...
3 marca 1993 roku. Czterech mężczyzn napada konwój z pieniędzmi i porywa młodą kasjerkę. W mediach wrze, dziennikarze piszą o napadzie stulecia, a policjanci odnoszą wrażenie, że wrzucono ich nagle na plan hollywoodzkiego filmu. Po odnalezieniu zwłok zgwałconej i zamordowanej kasjerki śledczy z kome...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Helen Bianchin

Helen BianchinWśród elit Mediolanu

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Alessandro del Marco zatrzymał swoje czarne sportowe auto na parkingu przy imponującej willi wybudowanej tuż nad jeziorem Como. Zgasił silnik, wyłączył radio i zatopił się na chwilę we wspomnieniach.

Właścicielem domu był kiedyś świętej pamięci Giuseppe dalla Silvestri. To właśnie Giuseppe przygarnął młodego Alessandra, którego wyrodni rodzice porzucili na ulicach Mediolanu. Udało mu się zdobyć zaufanie chłopaka, choć nie było to łatwe. Odkrył u niego smykałkę do elektroniki i namówił do wykorzystania tego talentu w sensowny, legalny sposób. Giuseppe dopilnował, aby Alessandro otrzymał należyte wykształcenie i zatrudnił go we własnej firmie, wpajając mu umiejętności biznesowe, aż wreszcie, gdy nadszedł odpowiedni moment, udzielił mu finansowego wsparcia i pomógł założyć własną firmę elektroniczną.

Z biegiem lat mała firma Alessandra przerodziła się w ogromny koncern, znany teraz pod nazwą Del Marco Industries. Było to doskonale prosperujące imperium elektroniczne, które pozwoliło Alessandrowi wejść w posiadanie willi na wzgórzu z widokiem na jezioro Como, apartamentu w Mediolanie, nieruchomości w kilku światowych stolicach, prywatnego odrzutowca oraz imponującej kolekcji drogich samochodów.

W życiu Alessandra pojawiły się oczywiście kobiety. Piękne i zmysłowe kobiety, które pragnęły jego towarzystwa i same pchały mu się w ramiona. Miał świadomość, że pociąga je przede wszystkim jego aura bogactwa oraz wysoki status społeczny. Urok osobisty i atrakcyjny wygląd były sprawami drugorzędnymi. Nie miał im tego za złe. Znał kobiecą naturę. Żadna z tych znajomości nie trwała dłużej niż kilka tygodni czy miesięcy, mimo że niektóre z jego kochanek chciały zostać z nim dłużej. Stawały na głowie, aby podtrzymać jego zainteresowanie. Bezskutecznie. Czyżby stał się zblazowany? Być może. Co prawda w łóżku nigdy nie czuł się znudzony damskim towarzystwem, ale nieco męczył go fakt, że wszystkie te kobiety tak bardzo usiłowały go zadowolić, odgrywając role, które – ich zdaniem – jemu się podobały. To dlatego były jedynie pięknym dodatkiem do mężczyzny. Inteligentne, zabawne, wizualnie idealne… ale tak naprawdę niemające żadnego znaczenia.

W młodości zahartował się i nauczył sztuki przetrwania, której głównym elementem była bezustanna czujność. Wykształcił w sobie silną intuicję, instynkt niemal przypominający siódmy zmysł. Chodziło o to, by w ułamku sekundy odgadnąć, czy facet idący naprzeciwko wyciąga właśnie z kieszeni nóż, kastet czy jedynie monety.

Mówiąc krótko, Alessandro nauczył się walczyć.

I za wszelką cenę wygrywać.

Sophia, żona Giuseppe, poświęcająca się bez reszty działalności charytatywnej na rzecz biednych i chorych dzieci, wpoiła Alessandrowi zasady kultury oraz umiejętności towarzyskie. Stała się jego przewodnikiem po świecie dobrze wychowanych, wyrafinowanych ludzi, którzy w pewnym sensie byli bardziej niebezpieczni niż uliczny element. W ciągu pierwszych paru lat życia z Giuseppe i Sophią, gdy Alessandro był jeszcze nastolatkiem, często nachodziły go myśli, że jest bezwartościowym człowiekiem, kimś gorszym niż inni. Takie refleksje nawiedzały go zwłaszcza wtedy, gdy obracał się w eleganckim towarzystwie, lecz dwójka kochających ludzi, którzy go przygarnęli, zawsze dodawała mu pewności siebie.

„Jesteś młodym człowiekiem, który pod żadnym względem nie ustępuje innym ludziom – powtarzał mu Giuseppe. – Nigdy nie zapominaj, skąd przyszedłeś… ale pamiętaj też, że nie jesteś gorszy”.

Alessandro wiedział, że nie mógł trafić pod skrzydła bardziej opiekuńczych i wspierających ludzi. Giuseppe był dla niego jak ojciec, a Sophia, cóż, dla niej zawsze był gotów zrobić wszystko, o co go poprosiła. To dlatego bez wahania przyjął zaproszenie na dzisiejszą kolację wydaną na powitanie siostrzenicy Sophii, Lily Parisi z Sydney. Alessandro spotkał ją wiele lat temu, gdy jako młoda dziewczyna przyjechała z rodzicami z wizytą do Giuseppe i Sophii. Była wtedy śliczną nastolatką z czujnymi, czekoladowymi oczami i długim ciemnym warkoczem. Pamiętał jej czarujący uśmiech i bijącą od niej pasję życia i ciekawość świata.

Lecz to było dawno temu. W międzyczasie na pewno się zmieniła, zwłaszcza biorąc pod uwagę ciężkie, bolesne doświadczenia. Od czasu do czasu docierały do niego informacje na temat jej życia. Wiedział o śmierci jej rodziców, po której Lily przejęła rodzinny interes, oraz o jej zaręczynach, które zostały zerwane dosłownie kilka dni przed planowanym ślubem.

Po tym drugim przykrym wydarzeniu Sophia, z całego serca współczując swojej siostrzenicy, wysłała do Lily zaproszenie, które ta na szczęście przyjęła. Rodzina zawsze była dla Sophii absolutnym priorytetem. Nigdy nie było jej dane mieć własnych dzieci, i przez to jeszcze mocniej dbała o wszystkich swoich bliskich.

Alessandro wyszedł z auta i wciągnął w płuca chłodne lutowe powietrze. To ta pora roku, kiedy zima jeszcze mocno trzyma, lecz czuć już delikatny zapach wiosny. Wieczorne niebo, przez które przetaczały się ciemne chmury, zapowiadało ulewę. Alessandro postawił kołnierz płaszcza, przemaszerował do drzwi i zadzwonił. Już po kilku sekundach ujrzał twarz Carla, przyjaciela Sophii. Twarz mężczyzny rozjaśnił odruchowy uśmiech.

– Alessandro! Dobrze cię widzieć.

– Grazie, Carlo. – Uścisnęli sobie mocno dłonie. – Co u Sophii?

– Wszystko dobrze. Cieszy się wizytą swojej chrześnicy.

Obu mężczyzn łączył nie tylko podobny wiek i wspólna przeszłość, ale również niewypowiedziane, lecz doskonale zrozumiałe porozumienie, aby chronić kobietę, która oddała im kawałek swojego serca. Obaj czuwali nad tym, aby nie spadł jej włos z głowy.

Alessandro wszedł do środka. Giuseppe, jako biznesmen, miał na koncie ogromne sukcesy, a jego dom był w każdym szczególe odzwierciedleniem i potwierdzeniem jego bogactwa. Przestronne foyer oszałamiało marmurowymi podłogami, pięknymi meblami i kryształowymi kandelabrami, dzięki czemu w pomieszczeniu panowała atmosfera dostojeństwa. Na górne piętro wiodły szerokie schody wyściełane czerwonymi dywanami.

Alessandro uśmiechnął się pod nosem. Przez wiele lat nazywał to miejsce domem. Zawsze zaglądał tutaj z prawdziwą przyjemnością i pewną nostalgią.

– Alessandro, mój drogi!

Odwrócił się, słysząc głos Sophii. Podszedł do niej, położył dłonie na jej ramionach i musnął ustami oba jej policzki.

– Dobrze się czujesz? – zapytał czułym tonem.

Sophia odpowiedziała szerokim uśmiechem.

– Oczywiście, caro. Cieszę się, że przyjąłeś moje zaproszenie.

– Czyżbyś miała obawy, że odmówię?

– Nie. Moja wiara w ciebie pozostaje niezachwiana – odparła pogodnie.

Wsunęła mu ramię pod pachę i ruszyli razem do jadalni. Alessandro rozpoznał znajome twarze gości, których była tylko garstka. Sophia zaprowadziła go do szczupłej, filigranowej kobiety z ciemnymi włosami zaplecionymi w klasyczny warkocz, ciemnobrązowymi oczami i skórą w odcieniu miodu.

Niezwykle atrakcyjna, choć nie klasycznie piękna, odnotował w myślach. Od razu wyczuł jej intensywną aurę. Biła od niej kontrastująca z delikatną urodą siła i wytrwałość, czyli cechy, które rozumiał i podziwiał.

– Witaj, Lily. – Alessandro przyglądał jej się uważnie przez kilka sekund, ściskając lekko dłoń, po czym nachylił się i musnął wargami jej gładkie policzki. Wyczuł w niej wyraźne napięcie, jakąś dziwną nerwowość.

– Witaj, Alessandro – odparła spokojnym tonem z uprzejmym uśmiechem.

Ani na chwilę nie traci nad sobą kontroli, pomyślał z uznaniem. Ciekawe, jak wygląda, kiedy jest mniej opanowana. Na przykład w sytuacji intymnej, kiedy górę biorą nad nią podniecenie i namiętność…

Od razu jednak zganił się za tę myśl. Lily to przecież siostrzenica Sophii! Jej córka chrzestna. Jej rodzina.

Nie miał jednak wątpliwości, że pomiędzy nimi momentalnie narodziła się jakaś intrygująca chemia. Dostrzegł to w jej oczach. W nagle zarumienionych policzkach. Do jego nozdrzy dotarł subtelny zapach jej perfum. Przyjemne kwiatowe nuty, ale też coś subtelniejszego, unikalnego. Pachniała inaczej niż większość jego kochanek, które wybierały egzotyczne, natarczywe perfumy, tak samo nachalne jak ich zachowanie. W Lily było coś delikatnego i tajemniczego.

– Jak ci się podoba u Sophii? – zapytał, nie tylko z uprzejmości. Był naprawdę ciekaw jej odpowiedzi, choć nie mógł zrozumieć dlaczego.

– Ciocia jest szalenie miła. Czasami nawet zbyt miła.

– Cóż, słynie z dobrego serca. Sensem jej życia jest pomaganie i sprawianie przyjemności wszystkim dookoła. Jestem pewny, że twoja wizyta sprawi jej wiele radości.

Uśmiechnęła się lekko. Urzekły go dołeczki, które pojawiły się w jej policzkach.

– Nie musisz się silić na kulturalną wymianę zdań.

Alessandro zmrużył oczy.

– Myślisz, że to właśnie robię?

– A nie?

– Nie.

– Jakoś trudno mi w to uwierzyć – bąknęła.

Uniósł brew i znowu przyjrzał się dokładnie jej twarzy. Jedno było pewne: z każdą sekundą był coraz bardziej zafascynowany tą kobietą.

Lily przyleciała do Mediolanu trzy dni temu. To właśnie w tym mieście jej świętej pamięci rodzice nie tylko się wychowali, ale również wzięli ślub, zanim wyemigrowali do Australii wraz ze swoją półroczną córeczką Lilianą – nazywaną zdrobniale Lily – aby rozpocząć zupełnie nowe życie w Sydney.

Dzięki kochającym, wspaniałym rodzicom miała idylliczne dzieciństwo. Zdobyła doskonałe wykształcenie, zdała egzaminy na szefa kuchni i zaczęła pracę w restauracji należącej do rodziców. Lecz ich śmierć w wypadku samochodowym trzy lata temu sprawiła, że nagle na barki Lily spadł przytłaczający obowiązek – musiała przejąć rodzinny interes. Gdyby nie interwencja garstki najbliższych przyjaciół, nie dałaby sobie rady. Podtrzymywali ją na duchu i pomagali zapanować nad sytuacją. Po kilku tygodniach Lily już doskonale radziła sobie jako właścicielka eleganckiej restauracji.

Dwa lata później się zakochała. Przyjęła oświadczyny Jamesa, z dumą nosiła na palcu pierścionek zaręczynowy i zaczęła planować ślub. Dwa tygodnie przed ceremonią przyłapała narzeczonego w łóżku z pewną blondynką. Przyznał się, że od paru miesięcy miał z nią romans. Nie było mowy o wybaczeniu.

Lily natychmiast wyrzuciła go z domu razem z jego wszystkimi rzeczami. Jeszcze tego samego dnia odesłała pierścionek zaręczynowy kurierem. Bezzwłocznie zadzwoniła do Sophii, siostry jej zmarłej matki, aby przekazać wiadomość, że ślub został odwołany. Wkrótce otrzymała od cioci zaproszenie, z którego po kilku tygodniach skorzystała. Opiekę nad restauracją powierzyła zaufanemu menadżerowi, rodzinny dom wynajęła kilku studentom, samochód zamknęła w garażu i przyleciała do Mediolanu. Na lotnisku przywitał ją Carlo i zawiózł do pięknej willi nad jeziorem Como. Dom był niczym świątynia spokoju, w której Lily wreszcie mogła odetchnąć i odpocząć. Po trzech dniach Sophia wydała kolację dla grona bliskich przyjaciół.

Wśród zaproszonych był również Alessandro del Marco.

Ostatnio widziała go dziesięć lat temu. Nic dziwnego, że oboje tak bardzo się zmienili. Ona nie była już wrażliwą, kruchą nastolatką oszołomioną urodą wysokiego młodego bruneta, w którego niemal czarnych oczach czaiła się dziwna mieszanka zmysłowości i twardości, będącej pamiątką po trudnym dzieciństwie spędzonym na ulicach wielkiego miasta. Ta właśnie cecha, ukryta pod płaszczykiem nienagannych manier i eleganckiego stroju, zawsze w dziwny sposób na nią działała. Dwudziestokilkuletni wówczas młodzieniec fascynował ją i rozbudzał jej wyobraźnię. Nieraz fantazjowała o namiętnym pocałunku. A czasami nawet o czymś więcej…

Od tamtej pory minęło sporo czasu, ale w pewnym sensie Lily miała wrażenie, że niewiele się zmieniło. Wciąż coś ją w nim niepokojąco pociągało.

– Jak rysują się twoje najbliższe plany?

– Pomijając cieszenie się towarzystwem Sophii?

– Tak.

Odparła po chwili namysłu:

– Chciałabym wynająć małe mieszkanie i jakiś czas tutaj pobyć. Być może zaczepię się w jakiejś restauracji.

Zmierzył ją badawczym spojrzeniem.

– Mówisz poważnie?

– Tak.

Wierzyła, że zmiana otoczenia, całkowite oderwanie się od przeszłości, od wspomnień o związku z Jamesem, uleczy jej zranione serce. Zadbała o to, aby jej majątek w Australii był bezpieczny. Niejednokrotnie zastanawiała się, czym ją uraczy – lub zaskoczy – życie. Na pewno nie małżeństwem, pomyślała z pewną goryczą. Przyrzekła sobie, że nigdy już nie będzie na tyle głupia, aby zaufać mężczyźnie. No, chyba że trafi na kogoś naprawdę wyjątkowego.

Alessandro spojrzał na jej pusty kieliszek.

– Masz ochotę na dolewkę?

– Nie, dziękuję. Poczekam na wino serwowane do kolacji.

– Nie przepadasz za alkoholem czy nie lubisz tracić nad sobą panowania?

Uśmiechnęła się mimowolnie.

– Jedno i drugie.

Zastanawiał się, w jaki sposób mógłby ją trochę ośmielić lub przynajmniej rozbawić. Dziwił się, dlaczego tak bardzo mu na tym zależy. Po chwili zrozumiał swoje dziwne odruchy. Sophia chciała pomóc Lily uleczyć złamane serce. Właśnie z tego powodu powinien zatroszczyć się o to, aby pobyt Lily w Mediolanie był tak przyjemny, jak to tylko możliwe.

Wreszcie podano do stołu. Alessandro celowo usiadł naprzeciwko Lily, aby za każdym razem, gdy będzie podnosiła głowę, jej wzrok lądował właśnie na nim.

Lily krępowało, gdy czuła na sobie przenikliwe spojrzenie Alessandra. Znowu doszła do wniosku, że jest w nim coś, co rozbudza jej zmysły i potęguje czujność. Coś, czego ani nie chciała, ani nie rozumiała.

Próbowała to ignorować, lecz zupełnie bezskutecznie.

– Będzie pani towarzyszyła Sophii na pokazach, prawda?

Lily skupiła uwagę na kobiecie siedzącej obok Alessandra.

– Tak. Z przyjemnością – odparła, przywołując na usta uprzejmy uśmiech.

Nie mam pojęcia, o co chodzi, pomyślała zdezorientowana.

– Chodzi o mediolański fashion week, tydzień mody – podpowiedział Alessandro, jakby czytając w jej myślach.

Lily rozpromieniła się momentalnie. Uwielbiała modę.

– Och, wspaniale!

Fashion week. Prestiżowa impreza, na którą zjeżdżali się miłośnicy mody ze wszystkich stron świata. Swoje ubrania prezentowali najznakomitsi światowi projektanci, którzy do swoich pokazów zatrudniali modelki z najwyższej półki. Mówiąc krótko, święto mody, na myśl o którym Lily poczuła przypływ wręcz dziecięcej ekscytacji.

– Słyszałam, że prowadzi pani własną restaurację? – zapytała znowu kobieta.

– Tak. Restauracja należała do moich rodziców. Po ich śmierci przejęłam ją. – Zamyśliła się i dodała po chwili: – Właściwie wychowałam się w kuchni. Pomagałam, podpatrywałam, dzięki czemu od zawsze wiedziałam, że chcę być szefem kuchni.

To był cudowny okres, pomyślała z nostalgią. Przypomniała sobie, jak w każdej wolnej chwili uczyła się na pamięć nazw potraw i przypraw, aż wreszcie poznała składniki wszystkiego, co przyrządza się w kuchni. Całymi dniami uczyła się gotować. Uwielbiała eksperymenty. Czytanie książek z przepisami było dla niej czystą przyjemnością.

– Studiowała pani za granicą?

– Tak. Najpierw w Rzymie, potem w Paryżu.

To był okres, który ukształtował jej osobowość. Stała się koneserką jedzenia, która do perfekcji opanowała sztukę jego przyrządzania. Mówiła równie płynnie po francusku jak po włosku, co było zasługą wynajmowania stancji w domach tamtejszych rodzin. Miała okazję podpatrywać tradycyjne, przekazywane z pokolenia na pokolenie przepisy i kulinarne sztuczki. Nauczyła się, że kropelka tego czy szczypta tamtego potrafi przekształcić zwykły sos w rozkosz dla podniebienia.

– A mimo to wróciła pani do Australii – powiedział któryś z gości przy stole. – Dlaczego?

– To proste. W Australii mieszkała moja rodzina i moi najbliżsi przyjaciele. Chciałam być tam, gdzie oni.

W Australii znajdowała się również restauracja Parisi, ekskluzywny lokal we włoskim stylu, który prowadzili jej rodzice, pracując w pocie czoła, aby ich interes odniósł zasłużony sukces.

Teraz restauracja należała do niej. Wprowadziła subtelne zmiany do menu i wystroju. Nic drastycznego; jedynie delikatne modyfikacje i ulepszenia. Przede wszystkim troszczyła się o zachowanie wysokiej jakości serwowanych potraw, doskonałej obsługi oraz przyjemnej, przyjaznej atmosfery. Stali gości witani byli jak starzy przyjaciele i zawsze otrzymywali stolik, jaki sobie życzyli, co przyciągało rzesze kolejnych regularnych klientów.

W tamtym okresie Lily uważała, że jej życie jest już uporządkowane, ułożone niczym puzzle, w którym nie brakuje już chyba żadnego elementu. Wierni, lojalni przyjaciele. Prosperująca firma. Praca, którą kochała. Mężczyzna, który chciał się z nią ożenić…

I nagle wszystko się rozpadło, runęło.

Przyłapała Jamesa na zdradzie.

Nieraz przechodził ją zimny dreszcz na myśl o tym, że była o krok od poślubienia niewiernego mężczyzny. Szczęście w nieszczęściu, tłumaczyła sobie, lecz nie umiała ukoić bólu, który wywołała w niej ta ohydna zdrada. Z czasem cały gniew, który czuła, zaczęła kierować do wewnątrz, do siebie – za to, że nie dostrzegła prawdziwego Jamesa pod jego gładką, obłudną fasadą.

– Sophia będzie zachwycona pani towarzystwem – odezwała się kobieta siedząca obok niej.

– Ja również – odparła z uśmiechem, który od razu zgasł, gdy jej spojrzenie zderzyło się ze wzrokiem Alessandra.

Miała niepokojące wrażenie, że czytał w jej myślach, potrafił prześwietlać jej umysł. Była tak bardzo świadoma jego obecności, że czuła się skrępowana, niemal obnażona. To szaleństwo! – jęknęła w duchu. Po tym, co przeżyła przez Jamesa, teraz chciała przez długi czas zaznawać jedynie świętego spokoju. A mężczyzna taki jak Alessandro del Marco był antytezą spokoju.

Kiedy goście wyszli, Alessandro podszedł do Sophii, kobiety, która traktowała go jak własnego syna, i rzekł łagodnie:

– Grazie, Sophia. Kolacja była urocza.

Musnął ustami oba jej policzki. To samo zrobił, żegnając się z Lily. Kiedy zbliżył się do niej, przekrzywiła odrobinę głowę, i ku jej przerażeniu, jej usta na ułamek sekundy musnęły jego wargi.

Cała zesztywniała, przerażona tym, co poczuła… i co pomyślała. Chciała więcej. Miała wrażenie, że w środku płonie. Gdy wstała z krzesła, zakołysała się lekko. Chwyciła się krawędzi stołu, by nie stracić równowagi.

– Moja droga! Dobrze się czujesz? – zapytała Sophia z troską w głosie.

– Tak – skłamała.

Zawroty głowy ustały, lecz jej puls nadal galopował. Coś głęboko w niej zadrżało. Co się ze mną dzieje? – pytała w myślach. Nie chciała tak emocjonalnie i organicznie reagować na żadnego mężczyznę. Zwłaszcza na Alessandra del Marco. Przecież nawet go nie lubiła! Nie chciała pogłębiać tej znajomości. Nie chciała nawet przebywać w jego towarzystwie…

Gdy Alessandro opuścił jadalnię, w Lily z każdą chwilą narastało jednak przeczucie, że jej pobyt w Mediolanie nie będzie wyglądał tak, jak planowała.

Tytuł oryginału: Alessandro’s Prize

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Helen Bianchin

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3046-9

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o.