Strona główna » Obyczajowe i romanse » Zakochany bez pamięci

Zakochany bez pamięci

5.00 / 5.00
  • ISBN:
  • 978-83-276-1851-1

Jeżeli nie widzisz powyżej porównywarki cenowej, oznacza to, że nie posiadamy informacji gdzie można zakupić tę publikację. Znalazłeś błąd w serwisie? Skontaktuj się z nami i przekaż swoje uwagi (zakładka kontakt).

Kilka słów o książce pt. “Zakochany bez pamięci

Bria podejmuje trudną decyzję o rozwodzie. Zanim jednak złoży pozew w sądzie, jej mąż Sam ulega wypadkowi. Gdy odzyskuje przytomność, okazuje się, że nie pamięta wydarzeń z ostatnich miesięcy. Sądzi, że nadal mieszkają razem i są szczęśliwi. Tylko dlaczego Bria nie chce się z nim kochać?

Polecane książki

Wyobraź sobie, że za pomocą potraw możesz wpływać na emocje innych ludzi. Wyobraź sobie, że jesteś w stanie odkryć wszystkie istniejące smaki. Jeśli to potrafisz, jesteś… baszą smaku. Imperium osmańskie, XVII wiek. Młody, wybitnie utalentowany kucharz, dzięki ogromnej biegłości w sztuce przyrządzan...
Druga odsłona bestsellerowej serii "Żniwiarz".   Słowiańskie demony nie dają o sobie zapomnieć. Magda wraca do życia w innym ciele, zmienia się również jej charakter. Razem z Feliksem chcą odszukać i unicestwić Pierwszego. Wreszcie trafiają na Mateusza, który po wydarzeniach z poprzedniego roku wypr...
Ustawa o ochronie danych osobowych nie wymaga, aby upoważnienie do przetwarzania danych osobowych było udzielane w formie pisemnej. Jednak ze względów dowodowych pracodawca powinien nadawać je na piśmie. Udzielając upoważnień w innej formie, np. ustnie, można narazić się na nieporozumienia co do...
Cedrowe orzechy to daleki przedsmak Syberiady polskiej, a tak pisała o nich wiele lat temu w paryskiej „Kulturze” Maria Danilewicz- Zielińska: „Cedrowe orzechy, krótkie opowiadania z wyraźnymi pointami, napisane gładko i interesująco, zasługują na uwagę ze względu na temat niechętnie poruszany w wyd...
  Wiek XXV. Tajemniczy władcy Galaktycznego Imperium Sh’daar uznali, że gwałtowny rozwój genetyki, robotyki, infotechnologii oraz nanotechnologii (GRIN) doprowadzi gatunek ludzki do punktu „osobliwości technologicznej”, w którym ludzkość osiągnie transcendencję. Sh’daar uważają, że jest to zagrożeni...
Pierwsza część trylogii napisanej przez autorkę cyklu „Spętani przez Bogów”. Dwa światy. Nieokiełzana magia. Niebezpieczna miłość. Lily, nieszczęśliwie zakochana nastolatka, zrządzeniem losu trafia do równoległego świata. Nowe Salem rządzone twardą ręką przez wiedźmy jest mrocznym i niebezpiecznym m...

Poniżej prezentujemy fragment książki autorstwa Kathie DeNosky

Kathie DeNoskyZakochany bez pamięci

Tłumaczenie:

PROLOG

– Hej, Sam! Przestań bujać w obłokach i otwórz bramę! – zawołał męski głos.

Przeklinając się w duchu za brak koncentracji, Sam Rafferty, dostawca najlepszych koni i byków na rodeo, pociągnął za linę. Kolejne zwierzę wbiegło do ciasnego kanału. Cholera, musi skupić się na pracy i nie myśleć o rzeczach, nad którymi nie ma kontroli, bo jeszcze się komuś stanie krzywda.

Chwilę później podszedł jego młodszy brat Nate. Razem patrzyli, jak jeździec siada na szerokim grzbiecie Bumblebee, najdzikszego byka rasy Brahma. Chociaż Nate nie spuszczał oczu z byka, Sam wiedział, że brat usiłuje odgadnąć jego, Sama, nastrój.

– Bria przyjedzie? – zapytał w końcu.

– Tak.

Obaj mężczyźni obserwowali zwierzę i jeźdźca.

– Chcesz porozmawiać?

– Nie. – Czekając na dalsze pytania, Sam tak mocno zacisnął szczękę, że nie zdziwiłby się, gdyby złamał sobie kilka zębów.

Czując, że stąpa po kruchym lodzie, Nate pokiwał z namysłem głową.

– Miło się z tobą gadało – rzucił na odchodne.

Sam powiedział braciom, że rozwodzi się z żoną, ale nigdy nie wdawał się w szczegóły. To Bria chciała zakończyć trwający pięć lat związek: byli z sobą dwa lata przed ślubem i trzy po. Miała swoje powody, z którymi on się nie zgadzał, ale co mógł zrobić?

Otrzymawszy sygnał od „zawiadowcy”, otworzył bramę, by wpuścić kolejnego byka. Wiedział jedno: Bria chce zamknąć ten rozdział i rozpocząć nowy. On nie wierzył, że rozwód jest najlepszym rozwiązaniem, ale potrafił uszanować jej decyzję. Obiecał, że podpisze papiery rozwodowe, ale na miłość boską, czy nie mogła poczekać tydzień? Czy musiała mieć jego podpis akurat dzisiaj? Przecież wie, że w ten weekend on i bracia organizują doroczne rodeo imienia Hanka Calverta. Hank Calvert był ich przybranym ojcem: przyjął pod swój dach i wyprowadził na ludzi sześciu chłopaków, od których inni się odwrócili.

Rozmyślając o człowieku, który zaopiekował się niepokornymi nastolatkami, ratując ich przed domem poprawczym, więzieniem, a może nawet i przedwczesną śmiercią, Sam wpuścił do kanału następnego byka. Hank, mistrz rodeo, zwycięzca wielu prestiżowych zawodów i zdobywca setek nagród, zgromadził pokaźny majątek, zanim w wieku trzydziestu ośmiu lat przeszedł na emeryturę. Ale zamiast wydawać pieniądze na przyjemności, stworzył Ranczo Ostatniej Szansy dla trudnej młodzieży. Lubił mówić, że nikogo nie wolno spisywać na straty. Wszyscy mamy wolną wolę i od nas zależy, czy zechcemy się zmienić, zrobić coś sensownego z życiem.

Sam westchnął. Niestety Hank Calvert nie dożył sędziwego wieku; umarł na zawał. Ale wcześniej… Chłopcy, których wziął pod swoje skrzydła, mieli w sobie mnóstwo nagromadzonej złości, bo spotkało ich w życiu dużo złego. Dzięki mądrości Hanka mogli wyładować gniew i frustrację, pracując na ranczu oraz startując w zawodach. Hank uczył ich, jak stać się częścią społeczeństwa, zachęcał, aby nie rzucali szkoły, pomagał w lekcjach, płacił za korepetycje, gdy sam się na czymś nie znał. Założył też sześć funduszy powierniczych, by mieli pieniądze na studia. To dzięki Hankowi wyrośli na porządnych wykształconych ludzi. Mieli wobec niego dług wdzięczności, którego nigdy nie zdołają spłacić.

Dlatego irytowało Sama, że Bria nie mogła wstrzymać się choć do jutra. Wiedziała, jak ważne dla nich wszystkich jest to rodeo. Aż tak jej się spieszyło do rozwodu?

Rozglądając się po trybunach, spostrzegł kobietę o kasztanowych włosach idącą w stronę miejsc zarezerwowanych dla żon i narzeczonych zawodników oraz personelu. Mimo tego, co się między nimi wydarzyło, mimo gniewnych oskarżeń, żalów i pretensji, widok Brii Stanton-Rafferty zaparł mu dech w piersiach. Zawsze tak było, ilekroć ją widział.

Kiedy ich spojrzenia się spotkały, poczuł ukłucie w piersi. Utknęli w martwym punkcie. Jeśli Bria naprawdę chce zakończyć małżeństwo, nie zamierzał jej niczego utrudniać.

– Sam!

– Uważaj!

– Z drogi, Rafferty!

Z zadumy wyrwały go głośne krzyki braci i pracowników. Obrócił się, zaciekawiony, o co chodzi. W tym samym momencie usłyszał ryk ważącego tonę rozjuszonego byka, który pędził na niego niczym pociąg bez hamulców. Jakimś cudem zwierzę wydostało się z zagrody.

Sam myślał szybko. Nie miał czasu wdrapać się na ogrodzenie, a uciec nie było gdzie. Gołymi rękami usiłował odepchnąć łeb zwierzęcia. Może byk pognałby dalej, gdyby w kanale było więcej miejsca, ale w ciasnocie nie zmieścili się obaj. Sam huknął głową o żelazne pręty, jednocześnie z trybun doleciał go przeraźliwy krzyk.

Przejmujący ból przeszył czaszkę, przed oczami zrobiło mu się czarno, jakby zapadł gęsty mrok. Walczył z ciemnością, próbował nie zamykać oczu. Przecież musi powiedzieć Brii, że bez względu na to, co z nim będzie, pragnie jej szczęścia. Ale nie wytrzymał: zamknął oczy i odpłynął w cichą mroczną otchłań.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W szpitalnej poczekalni Bria objęła się w pasie, jakby usiłowała się ogrzać. Nie pomogło. Mimo że w czerwcu w Teksasie panują wysokie temperatury, trzęsła się, jakby był środek zimy.

Z przerażeniem patrzyła, jak rozpędzony byk wpycha Sama na żelazne pręty, a potem raz po raz wali łbem w jego bezwładne ciało. Szczęście w nieszczęściu, że zwierzę nie miało rogów i że nie stratowało swej ofiary. Bracia Sama natychmiast rzucili się na ratunek.

Przeszył ją dreszcz. To ona była winna temu, co się stało. Gdyby tylko odczekała jeden dzień… gdyby jutro lub pojutrze przywiozła do podpisu papiery rozwodowe… gdyby nie zdekoncentrowała Sama, nie przestępowałaby teraz nerwowo z nogi na nogę, czekając, aż lekarze ocenią stan pacjenta.

Psiakość! Rodeo odbywało się zaledwie dwie godziny drogi od jej nowego domu w Dallas, a ona chciała mieć podpisane dokumenty i wszystko załatwione, zanim rozpocznie pracę doradcy marketingowego w dużym domu towarowym. Gdyby nie utknęła w korku, dotarłaby na miejsce przed zawodami, zdobyłaby podpis i wyszła.

Z trudem stłumiła płacz.

– Bria! Coś już wiadomo?

Odwróciwszy się, ujrzała Nate’a i pozostałych braci kroczących korytarzem: pięciu wysokich przystojnych mężczyzn w kowbojskich kapeluszach i kowbojskich butach. Szóstka łobuziaków, których Hank Calvert wziął na wychowanie, wyrosła na bogaczy, ale nie obnosili się ze swym majątkiem. Zamiast markowych ubrań woleli dżinsy i koszule w kratkę, jak tysiące normalnych, ciężko pracujących facetów. Nate był jedynym rodzonym bratem Sama, z pozostałą czwórką po prostu mieszkali pod jednym dachem, ale łączyła ich głęboka więź.

– Z…zabrali go d…do zakładu d…diagnostyki obrazowej. Na zdjęcie r…rentgenowskie i tomografię g…głowy – wydukała Bria.

Nate objął ją ramieniem.

– Nic mu nie będzie, zobaczysz.

– To twardziel – dodał rówieśnik Sama, Lane Donaldson.

Lane skończył studia na wydziale psychologii. Ze zdobytej wiedzy z powodzeniem korzystał, grywając profesjonalnie w pokera, lecz dziś minę miał nietęgą.

Ryder McClain, największy luzak z całej grupy, skinął głową.

– Jak znam życie, pewnie się wścieka, że nie pozwalają mu jechać do domu.

– Obyście mieli rację – szepnęła Bria.

– Przynieść ci coś? Może kawy? Albo wody? – spytał T.J. Malloy. Był najbardziej wrażliwym z braci, toteż nie zdziwiła Brii jego troska.

– Przynieś nam wszystkim po kawie – zarządził Nate, nie czekając na odpowiedź bratowej.

– Pójdę z tobą, bo sam nie dasz rady – zaproponował Jaron Lambert. Ruszył za bratem, ale po paru krokach przystanął: – Bria, na pewno nie chcesz nic więcej? Batona? Kanapki?

– Dzięki, nie jestem głodna. Zresztą nie zdołałabym nic przełknąć. – Cieszyła się, że bracia Sama są tu z nią. Traktowali ją jak siostrę. Po rozwodzie będzie strasznie za nimi tęsknić.

– Usiądźmy – powiedział Nate, prowadząc ją do rzędu krzeseł pod ścianą. – Czy w karetce Sam odzyskał przytomność?

Potrząsnęła głową.

– Chyba zaczął ją odzyskiwać, kiedy zabierano go do pokoju badań. Mnie nie wpuszczono. Sanitariusz powiedział, że jak coś będzie wiadomo, to lekarz do mnie wyjdzie.

Nie mogąc przerwać zawodów na cześć zmarłego ojca, bracia wysłali Brię do szpitala, a sami zostali na miejscu, by wszystkiego dopilnować. Wiedziała, jak trudno im było patrzeć na odjeżdżającą karetkę.

– Zawody się skończyły? – zapytała.

– Tak, o nic nie musisz się martwić – odparł Lane, siadając na sąsiednim krześle. – Po prostu opiekuj się Samem.

– Niech wreszcie coś powiedzą. – Nie mogła usiedzieć w miejscu. Wstała i zerknęła w stronę pokoju, do którego zabrano Sama.

Dlaczego to tyle trwa? Korytarzem zbliżali się T.J. i Jaron z kubkami kawy. Im dłużej nie miała wiadomości o Samie, tym bardziej się denerwowała.

– Wciąż nic? – spytał T.J., podając jej kubek.

Ledwo zamknął usta, do poczekalni wszedł mężczyzna w białym fartuchu narzuconym na niebieski strój lekarski.

– Pani Brianna Rafferty?

– Tak, to ja – odrzekła. Bracia Sama otoczyli ją półkołem. – Czy mój mąż… Co z Samem?

– Nazywam się Bailey, jestem neurologiem i pełnię dziś dyżur. – Twarz mężczyzny niczego nie zdradzała. – Usiądźmy – zaproponował.

Kiedy zajęli miejsca, doktor Bailey wysunął krzesło tak, by mieć wszystkich naprzeciwko siebie.

– Sam odzyskał przytomność, zanim przewieźliśmy go na tomografię i rentgen. To dobry znak. Badania nie wykazały pęknięć czy złamań.

Wyczuwając, że Bria potrzebuje wsparcia, Nate ujął ją za rękę i zadał pytanie, które nie chciało jej przejść przez usta.

– Ale…?

– Doznał ciężkiego wstrząśnienia mózgu. Na szczęście nie ma oznak krwawienia, jest natomiast lekki obrzęk.

– Co to oznacza? – spytał Jaron. Kruczoczarne włosy, ciemne oczy i śniada cera sprawiały, że wyglądał groźnie. Na ogół wszyscy schodzili mu z drogi.

– Że mogą, choć nie muszą, pojawić się komplikacje. W ciągu najbliższej doby będziemy wiedzieli, czy obrzęk się powiększa. Jeżeli tak, trzeba będzie wykonać kraniektomię, czyli otworzyć czaszkę, żeby zmniejszyć ucisk.

Bria wciągnęła z sykiem powietrze.

– Nie sądzę, aby to było konieczne – dodał pośpiesznie lekarz, usiłując ją pocieszyć. – Cały czas monitoruję stan pani męża. Na razie nic złego się nie dzieje, ale musimy być wyczuleni na inne problemy neurologiczne, których tomograf nie wykaże.

– O jakich problemach pan mówi? – spytał Ryder.

Podczas rodeo jeździł na byku, był odważny i nie znał uczucia strachu. Teraz też miał taką minę, jakby chciał komuś przylać, ale Bria wiedziała, że to maska, że tak jak reszta rodziny potwornie się boi.

– Kiedy dochodzi do urazów czaszkowo-mózgowych, może się pojawić utrata pamięci, trudności ze zrozumieniem tego, co inni mówią, zmiana charakteru. Nie twierdzę, że coś takiego się zdarzy, a jeśli tak, to że zmiany będą trwałe. Po prostu uprzedzam, że pewne ryzyko istnieje.

– Boże kochany, to straszne – szepnęła Bria.

Sam był taki silny, taki pewny siebie. Bolało ją, że to ona przyczyniła się do jego wypadku. Jeżeli okaże się, że będzie fizycznie lub intelektualnie niesprawny tylko dlatego, że wybrała dzisiejszy dzień, by zakończyć ich małżeństwo… Nie, nawet nie chciała o tym myśleć!

Nate opiekuńczym gestem objął ją za ramię.

– Czy możemy się z nim zobaczyć, panie doktorze?

– Położyliśmy go na OIOM-ie, żeby cały czas mieć go na oku. Dwie osoby mogą do niego wejść na kilka minut. Potem dwie godziny przerwy i znów krótka wizyta. – Doktor Bailey wstał i uścisnął ich dłonie. – Więcej informacji przekażę państwu rano, kiedy go ponownie zbadam. A teraz poproszę pielęgniarkę, żeby zaprowadziła państwa na górę, do poczekalni przy OIOM-ie.

Jaron poklepał Brię po ramieniu.

– Wszystko będzie dobrze. Sam wyjdzie z tego bez szwanku.

– To największy twardziel, jakiego znam – dodał T.J. – Zanim się obejrzymy, będzie zdrów jak rydz.

– Niech Bria z Nate’em idą do niego – zaproponował Lane – a reszta z nas zajmie miejsca w poczekalni.

Jadąc windą na górę, Bria zastanawiała się, co na temat rozwodu Sam powiedział braciom. Znając go, przypuszczalnie niewiele; tylko tyle, ile musiał.

Westchnęła ciężko. To, że nie chciała dłużej być żoną Sama, nie znaczyło, że nie chce dziś siedzieć przy jego łóżku, a później pomóc mu w powrocie do zdrowia. Ale nie była pewna, czy powinna się narzucać, czy ma prawo. Bądź co bądź tak niewiele dzieliło ich od rozwodu.

– Nate, może nie powinnam tam wchodzić?

Szwagier popatrzył na nią, jakby postradała zmysły.

– Na miłość boską, dlaczego?

– Nasze małżeństwo już prawie nie istnieje. Nie wiem, czy Sam życzyłby sobie mojej obecności.

Nate potrząsnął głową.

– Posłuchaj, o ile wiem, Sam jeszcze nic nie podpisał. Dopóki tego nie zrobi, w oczach prawa jesteście małżeństwem.

– Ale…

– Żadne ale – przerwał jej. – Jesteś żoną Sama i twoje miejsce jest przy nim. A co później zdecydujecie, to już wasza sprawa.

Przyznała Nate’owi rację. Dopóki nie złożą papierów i małżeństwo nie zostanie oficjalnie rozwiązane, nadal są mężem i żoną. Może będzie musiała podjąć w imieniu Sama jakieś decyzje dotyczące jego leczenia? Wróci do Dallas, kiedy nabierze pewności, że nic mu nie dolega.

Wysiedli z windy i skręcili w prawo. Przy drzwiach na OIOM przygryzła wargę, by powstrzymać ją od drżenia. Chociaż zdecydowała się zakończyć małżeństwo, kochała Sama, jedynie nie potrafiła z nim dłużej żyć. Nie po tym, jak się zachował pięć miesięcy temu, kiedy poroniła. Tak bardzo go wtedy potrzebowała, a on zamiast rzucić wszystko i wrócić do domu, powiedział, że nie może zostawić firmy w trakcie rodeo.

Pielęgniarka wskazała im drogę do pokoju Sama. Na widok męża łzy wezbrały Brii pod powiekami. Po chwili jednak odetchnęła z ulgą. Z boku głowy, na wysokości prawej skroni, miał wielkiego guza, a na żuchwie potężnego siniaka, ale leżał przytomny i rozpoznawał gości.

– Możecie powiedzieć tym ludziom, żeby mi oddali ubranie? – mruknął zniecierpliwionym tonem. – Chcę wrócić do domu.

– Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają – zauważył z uśmiechem Nate. – Najwyraźniej to wielkie, groźne byczysko za mało cię poturbowało, bo nadal jesteś uparty jak osioł.

Bria podeszła do łóżka i odgarnęła Samowi włosy z czoła.

– Nie boli cię głowa?

Chwycił ją za dłoń.

– Nie przejmuj się mną, kotku. Nic mi nie będzie. Po prostu skombinuj mi jakieś ubranie i jedźmy do domu.

– Nie, Sam. Musisz zostać w szpitalu z dzień lub dwa. Na obserwacji. – Kiedy tak stała, ściskając jego rękę, ogarnął ją smutek. Ich życie mogło wyglądać zupełnie inaczej.

– Szybciej wyzdrowieję we własnym łóżku. Jeśli chcesz, nawet pozwolę ci zabawić się w pielęgniarkę.

Zaskoczona Bria napotkała spojrzenie Nate’a. Dlaczego Sam nalega, by razem pojechali do domu? Przecież wyprowadziła się od niego trzy miesiące temu. Nie pamięta? W dodatku słowa, że pozwoli się sobą opiekować… Dziwne, nigdy nic od niej nie chciał. Zawsze był zbyt dumny, zbyt samodzielny. Między innymi dlatego uważała, że ich małżeństwo nie ma sensu. Czuła się niepotrzebna, a raczej potrzebna wyłącznie do kochania. Dawny Sam z całej siły broniłby się przed jakąkolwiek opieką.

– Sam, czy wiesz, jaki mamy miesiąc? – zapytała.

Popatrzył na nią zdziwiony.

– Styczeń. Nie pamiętasz? Obchodziliśmy razem nowy rok, a potem musiałem przetransportować kilkanaście byków na zawody w Oklahomie. To było dokładnie tydzień temu. Czy możesz wreszcie skończyć te indagacje i przynieść mi ubranie?

Zrobiło jej się słabo. Zawody w Oklahomie miały miejsce sześć miesięcy temu.

– Posłuchaj, jest już późno, a droga na ranczo zajmie co najmniej dwie godziny – rzekł Nate. – Najlepiej, jak prześpisz się tutaj, a rano pogadamy z lekarzami. Może pozwolą ci opuścić szpital. – Zerknął na Brię. – Chodź, spróbujemy znaleźć jego ubranie.

– To dobry pomysł, prawda, Sam? – Wystraszyła ją jego utrata pamięci. Chciała jak najszybciej porozmawiać o tym z doktorem Baileyem. – Zamknij oczy i śpij, a rano na pewno wszystko da się załatwić.

Sam nie miał zbyt zadowolonej miny, ale chyba zrozumiał, że jego sprzeciw na niewiele się zda, bo po chwili skinął głową.

– Nate, możesz nas na minutę zostawić samych?

– Jasne, stary. – Nate skinął w stronę drzwi. – Będę w poczekalni z resztą chłopaków.

Kiedy wyszedł, Sam utkwił w żonie spojrzenie.

– Jak się czujesz, kotuś? Mam nadzieję, że za bardzo się nie wystraszyłaś?

Patrzyła na niego zmieszana: dlaczego pyta o jej samopoczucie? Przecież to on miał wypadek.

– Dobrze. Ale dlaczego pytasz?

– Bo staramy się o dziecko i kiedy wczoraj zadzwoniłem z Oklahomy, powiedziałaś, że wybierasz się do apteki po test ciążowy. – Pogładził jej dłoń. W jego oczach pojawił się błysk nadziei. – I co, udało się? Będziemy rodzicami?

Kiedy wspomniał o dziecku, którego oboje pragnęli, poczuła nieprzyjemny ucisk w sercu. Sam nie tylko nie pamiętał, że zaszła w ciążę, ale i tego, że poroniła w siódmym tygodniu. To było prawie pół roku temu. Czara goryczy w końcu się przelała. Właśnie wtedy Bria podjęła decyzję o rozwodzie.

– Nie, nie będziemy. – Musi natychmiast odszukać neurologa! – A teraz śpij. Później do ciebie zajrzę.

– Nie martw się, kochanie. – Sam uśmiechnął się ciepło. – Dopiero zaczęliśmy starania. Jestem pewien, że za miesiąc czy dwa będziemy świętować sukces.

Bała się, że jeśli otworzy usta, to wybuchnie płaczem albo wytknie mężowi, że aby zaszła w ciążę, on musi częściej bywać w domu. Dlatego nic nie powiedziała, jedynie skinęła głową. Wykonała ruch, jakby zamierzała odejść, kiedy Sam ponownie ścisnął jej dłoń.

– Nie dasz mi buziaka na dobranoc?

– Ja… Trochę niewygodnie z tą poręczą – rzekła, wymyślając na poczekaniu powód swojej odmowy. Pocałowała czubek palców i przytknęła je do ust męża. – Śpij, dobranoc. Im bardziej będziesz wypoczęty, tym szybciej cię wypiszą.

Obdarzył ją szerokim uśmiechem, który zawsze wywoływał w niej przyśpieszone bicie serca.

– Trudno mi będzie zasnąć bez ciebie.

Znów ugryzła się w język. Chciała powiedzieć, że jakoś nie miał problemów z samotnym zasypianiem, kiedy jeździł po kraju, przewożąc zwierzęta z jednego rodeo na drugie. Tyle razy mówiła mu, że tęskni za nim, tyle razy prosiła, by rzadziej wyjeżdżał, tyle razy przypominała, że osiągnął swój cel – był niezależny i bogaty – więc nie musi już tak ciężko pracować. Ale spoglądając na jego przystojną pogodną twarz uznała, że to nie czas i miejsce na wyrzuty.

– Dobranoc – powiedziała, oddalając się od łóżka.

Niektóre rzeczy faktycznie się nie zmieniają, pomyślała, idąc w stronę poczekalni. Każdego ranka wstaje słońce. Codziennie następuje przypływ, a po nim odpływ. A seksowny uśmiech Sama zawsze sprawia, że kolana się pod nią uginają.

– Przykro mi, złotko, nie widzę innego wyjścia – oznajmił Nate. – Po prostu musisz zamieszkać z Samem na ranczu, dopóki on nie odzyska pamięci.

Wczoraj po rozmowie z lekarzem Bria oraz synowie Hanka Calverta postanowili udać się na odpoczynek i spotkać się nazajutrz rano na kawie w szpitalnym bufecie, by omówić sytuację i zastanowić się, jak najlepiej pomóc Samowi w powrocie do zdrowia.

Doktor Bailey zgodził się, aby po trwającej czterdzieści osiem godzin obserwacji pacjent został wypisany do domu, uprzedził jednak, że Sam cierpi na tak zwany zespół powstrząśnieniowy. Dlatego nie pamięta nic z ostatnich sześciu miesięcy. Objawy wstrząśnienia mózgu zwykle same ustępują w ciągu kilku tygodni. Do tego czasu pacjent może mieć bóle głowy, zawroty i nudności. Należy zapewnić mu spokój, zadbać o to, by unikał wzruszeń. Dlatego bliscy Sama umówili się w bufecie, aby to przedyskutować. Nie ulega wątpliwości, że ktoś musi z Samem zamieszkać i stale mieć go na oku.

– Któryś z was by nie mógł? – spytała Bria, patrząc kolejno na pięciu mężczyzn. – A może wynajmiemy kogoś?

– Żadna opiekunka czy pielęgniarka nie wchodzi w grę. – T.J. zdecydowanym ruchem pokręcił głową. – Sam wściekałby się na nią, a ona kuliłaby się ze strachu.

– Teoretycznie każdy z nas może zamieszkać na ranczu – zauważył Lane – ale to nie rozwiąże problemu. Lekarz mówił, żeby Sam unikał silnych wzruszeń, a on nie pamięta, Bria, że wyprowadziłaś się i że jesteście w trakcie załatwiania rozwodu. Na razie nie należy mu tego przypominać. – Jako zawodowy pokerzysta Lane był mistrzem strategii; potrafił myśleć chłodno i rzeczowo.

– Wiesz, że wszystko byśmy zrobili dla Sama – wtrącił Ryder – ale to nie nas będzie chciał mieć koło siebie.

Bria westchnęła. Czuła się tak, jakby wpadła w sidła.

– Moje rzeczy są w Dallas. Przecież Sam zauważy, że nie ma w domu żadnych moich ubrań, kosmetyków, drobiazgów. Żadnych zdjęć mojej rodziny.

Wiedziała, że to słaba wymówka, ale jak ma zacząć nowe życie, skoro oczekiwano od niej, aby wróciła na ranczo Sugar Creek? Do małżeństwa, które chciała zakończyć i do mężczyzny, który dawniej nie przejmował się ich problemami, a obecnie ich nie pamiętał?

– Każdy z nas dysponuje furgonetką i parą silnych rąk – stwierdził T.J.

– W kilka godzin możemy przewieźć twoje rzeczy z powrotem na ranczo – dodał Jaron.

Mieli oczywiście rację, ale to niczego nie ułatwia. Bria powoli zaczynała przyzwyczajać się do myśli, że nie będzie wiodła takiego życia, o jakim marzyła, kiedy wychodziła za Sama. Przez trzy lata wyobrażała sobie, że będzie matką i żoną, która dba o dom. Kiedy podjęła bolesną decyzję o odejściu od Sama, zaczęła rozważać różne możliwości pracy. Czytała ogłoszenia, rozsyłała swoje cv…

– Dobrze, zgoda. Ale pamiętajcie: to układ czasowy. – Miała wrażenie, że cofa się ze ścieżki, którą obrała trzy miesiące temu.

– Jasne – mruknął Nate.

– Za kilka tygodni zaczynam pracę jako konsultantka w dużym domu towarowym w Dallas. Zamierzają poszerzyć ofertę damskich ubrań. Nie mogę zmarnować tej szansy. – Na moment zamilkła. – Dali mi czas na uporządkowanie swoich spraw osobistych. Nie chcę prosić o kolejną zwłokę.

– Jestem pewien, że do tego czasu Sam odzyska pamięć – powiedział Lane.

– Tylko przypadkiem nie przewoźcie wszystkiego z mojego mieszkania – ostrzegła braci.

– Powiesz, co mamy zabrać, a my to dostarczymy, zanim ty z Samem dojedziecie na miejsce. – Ryder posłał jej przyjazny uśmiech.

Nate spojrzał na zegarek.

– Powinniśmy ruszać. Mniej więcej za dwie godziny Sam zostanie wypisany. Czasu mamy niewiele, jeśli chcemy zdążyć ze wszystkim przed waszym przyjazdem.

– Po prostu weźcie z szafy ubrania i buty – powiedziała zrezygnowanym tonem Bria. – Później wyskoczę do miasta i kupię brakujące rzeczy.

– To wszystko? – Ryder zmarszczył czoło. – Jesteś pewna? Nie będziesz potrzebowała bieli…

– Jestem pewna – przerwała mu.

Tylko tego brakowało, by pięciu facetów otwierało szuflady z bielizną, pakowało do torby majtki i staniki.

Zapisawszy na kartce adres, wręczyła Nate’owi klucze do mieszkania.

– Wychodząc, zapukajcie do administratorki i poproście ją, żeby trzymała moją pocztę. Za tydzień czy dwa podskoczę i ją odbiorę.

– Za tydzień czy dwa? – Jaron zmarszczył czoło. – Droga w jedną stronę zajmie ci półtorej godziny. Nie możesz na tak długo zostawić Sama bez opieki.

– Myślę, że lekarz wyznaczy mu wizytę kontrolną. – Bria powiodła wzrokiem po mężczyznach. – Skoro ja mam mieszkać z Samem, dopóki nie wyzdrowieje, to któryś z was chyba może zawieźć go do szpitala w Waco? W tym czasie podjechałabym do Dallas. Jesteście mi to winni – dodała szybko, zanim zaczną się wykręcać i tłumaczyć, jacy to są zajęci.

Cała piątka poderwała się na nogi, kiedy odsunęła krzesło od stołu i wstała. Nie zdziwiło jej to. Znała ich tak samo długo jak Sama; od pierwszej chwili traktowali ją jak siostrę, której nie mieli. Hank Calvert nie tylko uratował ich przed więzieniem, ale nauczył manier i szacunku do kobiet, a także wpoił im, jak ważne są więzi rodzinne. Sześciu nastoletnich urwisów wyrosło na uczciwych bogatych mężczyzn, którzy osiągnęli sukces.

– Dzięki, Bria, za pomoc. – Nate pocałował ją w policzek. – Naprawdę jesteśmy ci wdzięczni.

Odprowadzili ją do windy, uścisnęli na pożegnanie i zapewnili, że będą na nią czekać na ranczu. Patrząc na ich oddalające się sylwetki, ze strachem myślała o kilku najbliższych tygodniach. Jaką okaże się aktorką? Czy zdoła zachowywać się tak, jakby nic złego się nie wydarzyło?

Sam był tym samym zapracowanym człowiekiem co dawniej, tym samym, który rzadko bywał w domu i nigdy nie miał dla niej czasu. Wielokrotnie próbowała mu wyjaśnić, co jej się nie podoba w ich małżeństwie, wytłumaczyć, dlaczego czuje się nieszczęśliwa i dlaczego by chciała, by było tak jak przed ślubem. Ale Sam uparcie powtarzał, że wszystko robi z myślą o niej oraz ich przyszłości, żeby im się dobrze żyło i niczego im nie brakowało. Bria w końcu nie wytrzymała; uznała, że bez względu na to, ile osiągną i ile mają pieniędzy na koncie, dla Sama to zawsze będzie mało. Gdy poroniła, przyjechał do szpitala dopiero nazajutrz. Tego dnia zrozumiała, że nie chce dłużej tak żyć. Nawet wtedy, gdy go potrzebowała, on na pierwszym miejscu stawiał firmę.

Teraz znów znalazła się w punkcie wyjścia.

Wsiadłszy do windy, wcisnęła guzik trzeciego piętra. Nic się nie zmieniło. Sam wciąż był pracoholikiem, a zarazem jej największą słabością.

Tytuł oryginału: His Marriage to Remember

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2012

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2012 by Kathie DeNosky

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1851-1

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com